Logo Artemidy
Czaple Gniazda
Potwory. Grzmiąca Ścieżka. Jak to dobrze, że Orion urodził się w cywilizowanym świecie i za kociaka miał okazję oswoić się z tymi strasznościami. Nie kulił się teraz ze strachu na widok nadjeżdżających aut i mógł kozaczyć. Z bezpiecznej odległości, a nie z pobocza, rzecz jasna, bo śmierć przez rozjechanie była wyjątkowo paskudna. I w skali bólu i wizualnie. Kiwał przytakująco łbem, bardziej by nie wejść w słowo kocurowi, niż z rzeczywistej zgody z jego przekonaniami.
- Na pierwszy rzut oka, owszem. Zresztą, tu się bardziej polega na słuchu niż węchu. - bury chyba musiał o tym wiedzieć? To skąd argument ze smrodem? - Ale słuchaj, najprostsza, podstawowa, zasada jest taka, że ludzie z reguły w nocy śpią. A to oznacza, że potworów praktycznie wtedy nie ma. Od szczytowania księżyca do wschodu słońca jest spokojnie i wiele nie ryzykujesz przechodząc na drugą stronę. I to się sprawdza przy większości jezdni... znaczy Grzmiących Ścieżek. - uwielbiał nieść kaganek oswiaty leśnym dzikusom. Szkoda że zwykle dzikusy tego nie doceniały i wolały żyć w swojej komfortowej ciemności.
Cynamonowi bardzo odpowiadała obecna rozmowa, mógł sobie gadać do woli. Początkowo to wiadomo, był zgorszony tym, że mu się byle buras pcha na scenę i kradnie światło reflektorów, bo to on był tu był gwiazdą. Jednak teraz, gdy już na tyle wciągnął się w grę, że zapominał już, że to właśnie tylko gra, bardzo miło mu się opowiadało o wszystkim i niczym, ignorowanie krzywych min Płomienia też było jakieś prostsze.
- Dokładnie, specyficzna. Spacerowałem sobie i nagle usłyszałem kaszel, ale taki wiesz, najprawdziwy atak kaszlu, jakby już jedną łapą była w grobie. Więc postanowiłem to sprawdzić i moim oczom ukazał się widok niecodzienny. Niezdrowo chuda kotka, ale nie że było jej żebra widać i tyle. Bardziej jak szkielet na który ktoś nawlókł skórę. I to skórę znalezioną w rowie, której nawet nie chciało się nikomu doprowadzać do porządku. Bo widzisz, niby miała sierść krótką i zwyczajnie czarną, ale też mocno przerzedzoną i zaniedbaną. Jestem pewny, że już te błotne skorupy na ciele ją bardziej chroniły przed chłodem niż to nędzne futro. Jeszcze kulała na dodatek, ogólnie każdy krok wydawał się być jej ostatnim. No i ten kaszel do tego, więc wolałem nie podchodzić zbyt blisko by i na mnie nie przeniosło się jej nieszczęście. Ale udało się uciąć krótką pogawędkę, mimo wszystko. O tym jak to od dwudziestu księżyców jest w niestandardowej relacji ze śmiercią, gdzie z jednej strony coś je wyraźnie ciągnie ku sobie, a z drugiej nie mogą się spotkać. Opowiadała o tym jak to chciały ją zeżreć szczury, o imponującej liście przebytych chorób, o innych takich atrakcjach, że aż zastanawiam się czy aktem łaski nie byłoby uwolnienie jej od tych cierpień świata żywych. Sama mówiła, że niestety jeszcze żyje, ale nie robiła niczego w stronę zmiany tego stanu. Tłumaczyła, że to czasem zabawne obserwować jak śmierć się z nią zmaga. Jakby cieszył ją ten stan, w którym jest wiecznie jedynie o krok od śmierci.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jemu z kolei odpowiada odsunięcie się w cień i pozwolenie Orionowi pławić się w świetle reflektorów. Jeśli od początku irytowało go, że samotnik więcej pyta, niż daje od siebie, to proszę bardzo, cierpliwość się opłaciła, teraz otrzymuje swoją sowitą rekompensatę. Nieco mniej podoba mu się sposób opowiadania skupiający się na ciągłym zbaczaniu z głównego kursu i produkowaniu nadmiaru słów tylko po to, aby dodać nic nieznaczące wtrącenia, ale nie wymagajmy zbyt wiele. Lepsze to od rozmowy o niczym z patrolem, którego częścią jest się nie z własnej woli, i z którym gada się, żeby druga strona mogła udawać komfort.
- Jezdnia, ludzie... - Bura kita pląsa na wietrze. - To słownictwo samotników czy pieszczochów?
Point nie ma w sobie wiele zrozumienia dla klanowych ścieżek, natomiast wydaje się zaskakująco oswojony z tym, co dwunożne. Życie na własną łapę, bez przypisanego do siebie terytorium, nie wiąże się nieodłącznie z przebywaniem wśród zmyślnych, łysych stworzeń z dziwnymi tendencjami, czyż nie? Nie trzeba się wpychać na ścieżkę potworów, orientować się w zwyczajach dwunożnych, generalnie - interesować się nimi. Nawet Biały Puch, niegdyś żyjąca w ich gnieździe, nie pcha się do nich w ślepym zaufaniu. Trzyma się od Grzmiącej Ścieżki z daleka. A ten tutaj tworzy wokół siebie otoczkę nonszalanckiej niezniszczalności. Rozgryzienie działania potworów dało mu tyle pewności siebie, czy to ten typ kota, który głosi kłamstwa z podziwu godną autentycznością, że łatwo zjednuje sobie sprzymierzeńców? To by tłumaczyło, jak nauczył się żyć w pojedynkę w tak młodym wieku.
Jaśniejący Płomień spogląda na swoje łapy powtarzające uparcie ten sam cykl ruchu. Łapy młodego, silnego kota, nieskażone chorobą, bez odznaczającej się pośród futra skazy po jedynej ranie, która wymagała leczenia. Łapy w każdym detalu stanowiące przeciwieństwo przedstawionego przez Oriona opisu kotki-wariatki igrającej ze śmiercią. Pysk kocura wykrzywia zdegustowany grymas. Jak go kiedyś ktoś spotka w takim stanie, to niech go zwyczajnie dobije. Co to za pożytek z ciała ledwie chroniącego swojego żywiciela? Jaki pożytek jest z kota, którego od dwudziestu księżyców męczą choroby i końca tej spirali upodlenia nie widać? Przechodzi przez niego nieprzyjemny dreszcz. Jego ciało już ma sobie wiele do zarzucenia.
- Odważnie. Nie bałeś się, że jednak się zarazisz? I jak byś później wyleczył ten kaszelek, co? - rzuca z przekąsem, kolejną ironiczną wypowiedzią maskując chwilowe uczucie niepokoju. - No widzisz, zgodziliśmy się, że świrusów nie brakuje, co nie przeszkadza ci nazywać klanowe koty dzikusami. To jak to jest? Każdy poza tobą jest dzikusem, czy jednak statystycznie większość pozaklanowych kotów jest inteligentna, niezależna i zrównoważona, a te dziwne osobniki to wyjątek potwierdzający regułę?
Statystyki Płomyka wyglądają nieco inaczej, ale czy to nie normalne, że wyniki badań nie są miarodajne, gdy całe życie spędza się z jedną grupą badawczą, tę drugą traktując po macoszemu? W tym wypadku istnieją obawy, że Orion boryka się z takim samym problemem, aczkolwiek wojownik nie spodziewa się usłyszeć obiektywnej opinii, nie przejmuje się zatem wcale.
.
» I heard from God today «
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . and she sounded. just 【 like me 】
What have I done? . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . ⤷ And .w h o. have I become?
◈ I saw 【 the devil 】today and he looked a lot like me ◈

[Obrazek: T6lUq86.gif]
◈ Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈

I'm【 no hero 】and I'm not made of stone
✦•······················•✦•······················•✦
┏ .right or wrong. ┓
┗ I can hardly tell ┛
I'm on the wrong side of Heaven . . . . . . . .
. . . . . . . . . . and the righteous side of Hell

.
LVL 8 20 / 500
MedLVL 0 84 / 100
16
Siła
S
20
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Samotników czy pieszczochów? Brzmiało jak próba ustalenia pochodzenia cynamona.
- To słownictwo kotów pozaklanowych. - odparł bez wahania. Dopiero parę kroków później zaoferował dalsze wyjaśnienia. - Poznałem już sporo kotów z różnych środowisk, ale tylko kotki z czterech klanów używają takich fikuśnych określeń. Czasem również okoliczni samotnicy ich używają, ale podejrzewam, że podłapali te określenia od klanowych kotków i po księżycach męczących tłumaczeń czym jest jezdnia każdemu rozmówcy zaczęli używać lokalnych nazw. A potem weszły im w nawyk.
Bariery językowe bywały frustrujące, więc sam również czasem używał nazw dzikusów. By przyspieszyć dialog, by szybciej przejść do meritum, a nie tracić czas na wyjaśnianie, po raz ósmy w tym tygodniu, oczywistych rzeczy.
- Trzymałem rozsądny dystans, nie trzeba wchodzić komuś pod łapy żeby prowadzić rozmowę. - wyjaśnił przewracając oczami. A chwilę później trzepnął ogonem, a w jego kroki wkradła się nowa energia. - Ale moim ewentualnym kaszelkiem przejmować się nie musisz. Poznałem takiego jednego, obeznanego w leczeniu, co już obiecywał, że mnie z każdej choroby wyciągnie w razie potrzeby i że śmierci mnie nie odda. - cynamon wiedział, gdzie szukać pomocy w razie kaszelku. A gdyby zjawa okazała się nieuchwytna, wciąż była pewność, że Artem by znalazł jakieś rozwiązanie.
- Och, ale widzisz... - zaczął powoli, przywdziewając na pysk śliczne zmartwienie. Och, jak on teraz przekaże Płomieniowi pewną istotną informację odnośnie wariatki? Ach, tak, wprost. Dokładnie. - Rzecz w tym, że ona była klanowym kotkiem. Nie samotnikiem. Wybacz, mogłem wspomnieć o tym wcześniej. - i pewnie by tak zrobił, gdyby tylko sobie w porę przypomniał, że jego przyjaciel, mimo przebłysków inteligencji, wciąż jest jedynie klanowym dzikusem. Westchnął teatralnie. - Słuchaj, jesteście dzikusami, bo żyjecie sobie w tych swoich czterech klanach, używacie śmiesznych nazw i syczycie na wszystko co nieznajome. - no, przynajmniej na obce koty syczeli często, ale po burym spodziewałby się podejrzliwych łypnięć na wszystko co widział po raz pierwszy, żywe czy nie. - A to, że spora część z was wygląda do tego jak obtoczone błotem dzikusy z lasu nijak nie pomaga na poprawę waszego wizerunku.
No, ale głównie to była kwestia chorobliwego pilnowania granic swojego terytorium, jak wierne pieski łańcuchowe. I jak tu ich nie uważać za dzikusów?
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wydaje z siebie ciche, rozbawione prychnięcie, gdy Orion zwinnie jak ryba wymiguje się od przyznania do swoich korzeni. Nieoficjalnie, rzecz jasna, bo oficjalnie żadne konkretne pytanie nie padło. Między nimi przepływa znacznie więcej podprogowych komunikatów od tych bezpośrednich, co nie czyni ich rozmowy ni mniej zrozumiałej. Cynamonowy może sobie udawać ujemnego inteligenta, ale jest dość kumaty, by robić uniki. Niech będzie, w gruncie rzeczy niewielka różnica. Nawet zakładając, że ma do czynienia z rodowitym pieszczochem, wyduszenie z niego czegokolwiek wartościowego to zadanie skazane na niepowodzenie.
- Skoro tak mówisz, panie światowcu - ucina temat, nim wda się w durną polemikę. Pozostaje głuchy na protekcjonalny sposób wypowiadania się o klanowych kotach; Jaśniejący Płomień zna zdanie Oriona na temat klanów, a próba zmiany jego nastawienia to ostatnie, o czym myśli (Co jeśli przyjemniaczek zakochałby się w idei życia w grupie tak bardzo, że uczepiłby się Lawendowej Gwiazdy jak rzep psiego ogona, byle pozwoliła mu dołączyć? Okazjonalna pogawędka na granicy jest w porządku, znoszenie kota z zewnątrz o ego większym od jego nietoperzych uszu to zbyt wiele nawet dla oazy spokoju.), dlatego proszę bardzo, droga wolna. Udowadniaj, jak świetnie jest żyć na własną łapę.
Wykonuje ruch zbliżony do wzruszenia barkami, decydując się na tylko takie skwitowanie nieodpowiedzialnego społecznie zachowania kocura. Płomyk powstrzymałby się od śmiałej opinii, że rozsądny dystans na pewno zapobiegnie zarażeniu się. Żeby nie było nieporozumień - jak najbardziej, rozsądny dystans to doskonałe rozwiązanie, z tą drobną różnicą, że płomykowa definicja rozsądnego dystansu fizycznie uniemożliwia werbalny kontakt. Pomijając ekstremalne metody jak wydzieranie się przed Ziołowym Wzgórzem, byle znajdujące się w norze koty go usłyszały. Kto tak robi?
- Świetnie. - Doprawdy cieszy się szczęściem samotnika; a przy okazji swoim. Skoro ma znajomych medyków, to może nie przywlecze pod wichrową granicę jakiejś choroby. Chociaż czy to nie ten sam kot, który do niedawna ogarniał podstawy medycyny? Podstawy nie uwzględniają kaszelku?
Strzepuje uchem, wysłuchując o tym, jak to wariatów da się spotkać wszędzie i Orion tego świadkiem, oraz wyjaśnienia na temat dzikusów.
- "Po drugiej stronie". "Gdzie koniki mieszkają". Klanowy kot, ta? Ciekawostka - mruczy niewinnie. Jasne, na pewno. Tak było. - No i w jakim ty świecie żyjesz, że koty z klanów są brudne, a cała reszta prezentuje się godnie? - rzuca z uniesieniem brwi. Retorycznie. Nie wierzy w odpowiedź, która będzie mieć sens. Chyba że oriental ma problem z lasem i każdym, kto w nim żyje, co byłoby dziwne zważywszy na fakt, że znowu się przy nim widzą. - Słuchaj, wyglądasz na takiego, co przeżywa swoją pierwszą porę opadających liści, to coś ci powiem: ona zawsze tak wygląda. Dookoła jest błoto. Deszcz pada. Niemal codziennie. My polujemy, nie dostajemy żarcia pod nos jak pieszczochy. Ach, no i nie latamy przy tym. To jak ty to sobie wyobrażasz? Że każdy kot pod granicą będzie mył futro, byle przechadzający się samotnik nie miał o nim złego zdania?
Wichrzak zdaje sobie sprawę, że jest jednym z niewielu kotów dbających o swoją szatę do tego stopnia, aczkolwiek po przyjrzeniu się tematowi bliżej, nietrudno przyznać, że bycie w mniejszości nie czyni z niego lepszego. Wojownicy są schludni. Bez przesady - no właśnie, przesady - i niektórych od czasu do czasu przydałoby się motywacyjnie trzepnąć po uszach, ale żeby zaraz nazywać ich dzikusami? Nawet Iskry by tym słowem nie określił. Reszta zarzutów także ma niewiele wspólnego z rzeczywistością i bury przez moment rozważa poruszenie ich, by ostatecznie machnąć łapą i stanąć naprzeciw rozmówcy. Niedługo weszliby w drzewa. Z pozbawioną głębszej ekspresji miną spogląda prosto w niebieskie oczęta.
- A jak tam twoje umiejętności walki? Ćwiczyłeś coś ostatnio?
.
» I heard from God today «
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . and she sounded. just 【 like me 】
What have I done? . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . ⤷ And .w h o. have I become?
◈ I saw 【 the devil 】today and he looked a lot like me ◈

[Obrazek: T6lUq86.gif]
◈ Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈

I'm【 no hero 】and I'm not made of stone
✦•······················•✦•······················•✦
┏ .right or wrong. ┓
┗ I can hardly tell ┛
I'm on the wrong side of Heaven . . . . . . . .
. . . . . . . . . . and the righteous side of Hell

.
LVL 8 20 / 500
MedLVL 0 84 / 100
16
Siła
S
20
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Szybkie zakończenie tematu było w pewnym sensie rozczarowujące. Z jednej strony, wiadomo, korzystnie, że kwestie pochodzenia mieli już za sobą i do niej nie zamierzali wracać w najbliższym czasie, z drugiej strony przy okazji został pogrzebany cały temat nazewnictwa, a był przecież szalenie ciekawy.
Tak samo kolejne wypowiedzi są zbywane krótkim komentarzem bądź w ogóle spotykają się z brakiem reakcji. To nie tak, że Orionowi było smutno z tego powodu. Jedynie był nieco rozczarowany tym jak wiele potencjalnych tematów do dyskusji zostało uśmierconych bezlitośnie. Nie mógł się jednak żalić z tego powodu, nie mógł smęcić, bo jeszcze buras odebrałby mylne wrażenie. Niedopuszczalne.
- A tak, zapomniałem, że nie opuszczasz swojego podwórka. Wybacz, możesz nie wiedzieć, gdzie koniki mieszkają. Poczekaj chwilę, zaraz to dostosuję do ciebie. - zamyślił się teatralnie, chociaż rzeczywiście zębatki w mózgu mu pracowały, gdy zastanawiał się jak to przystępniej opisać. - A tak. Jakbyś poszedł wzdłuż tej rzeczki tutaj to byś dotarł do koników. To jest za hmm... terenami Cienia? Albo Gromu? - koniecznie musiał dorzucić nazwy klanów by podkreślić, że to było możliwe, by klanowy kotek się tam zaplątał. Szczególnie tamta czarnofutra, która często opuszczała tereny klanowe, w przeciwieństwie do większości. Temat jednak szybko odszedł w niepamięć, a Orion zadarł nieco wyżej nos i zmrużył błękitne oczy, słuchając dalszych słów Jaśniejącego Płomienia. I stało się coś niekorzystnego. W wypowiedzi burego było bardzo dużo punktów zaczepienia, z których cynamon mógłby pociągnąć dalszą dyskusję, udowodnić swoją rację, poobrażać dalej klanowe kotki z ciekawości z jaką reakcją się spotka. Ale zamiast tych wszystkich cudownych opcji, rzucił bez namysłu, całkiem poważnie.
- Ty jakoś prezentujesz się godnie. - i dosłownie w sekundzie w której ostatnie słowo opuściło klinowatą mordkę, w głowie orientala ktoś odpalił alarm. Co to miało znaczyć?? Kto był odpowiedzialny za to potknięcie?? Kto teraz będzie musiał to naprawić?? Zbyt szczere, zbyt poważne. Jasne, było tylko stwierdzeniem faktu, ale pozytywne fakty się brzydko stwierdzało. Stały niebezpiecznie blisko komplementów, a to było coś czego zwyczajnie nie robił. Orion odchrząknął i wrócił do swojego zwyczajowego tonu. - Słuchaj, myślałem, że to oczywiste, ale wyobraź sobie, że ja również muszę polować. Codziennie. Nikt mnie w tym nie wyręczy. A jednak znajduję czas żeby nie wyglądać jak psu z gardła wyciągnięty. Błoto magicznie nie znika poza terenami klanowymi, to że twoi koledzy chodzą uwaleni syfem to nie kwestia braku czasu na higienę, a ich wyboru. Więc wybacz, że widząc koty, które wybrały syf, kwalifikuję ich jako dzikusów.
Zatrzymał się w miejscu, by przypadkiem nie wejść prosto na wojownika. Uniósł jedną brew, kierując spojrzenie na jego pysk. Chociaż moment później wszystko stało się jasne. Ach tak, walka. Rozmawiali o niej ostatnio, gdy bury był kontuzjowany. Orionowi przebiegł nieprzyjemny dreszcz wzdłuż kręgosłupa. Jak tu niby wyjść z tej rozmowy bez szkody i wyłamywania się z przedstawienia (chociaż kocur nie pamiętał już czego dokładnie miało dotyczyć)? Orion mógł się oszukiwać, że tu nie ma żadnych ukrytych intencji, jednak fakty były ciężkie do przeskoczenia. Pytania o walkę nigdy nie są niewinne, gdy rozmówca zagradza ci drogę.
- W porządku. - odparł nieśpiesznie. I co dalej? Co z drugim pytaniem? Na każdą swoją odpowiedź potrafił znaleźć kolejną reakcję, która prowadziła do mordobicia. Nie żeby się bał, jego umiejętności były nieskazitelne. Tego jednak nie można by powiedzieć o jasnej sierści po takim sparingu w błocie. Tego wolał uniknąć. - Zdarzyło mi się ćwiczyć, ale pogoda nie jest ogólnie zbyt sprzyjająca, rozumiesz. - pewnie nie rozumiał. Nie szkodziło spróbować.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Otwiera szerzej oczy w zdumieniu, że Orion czuje, że musi uraczyć go wyjaśnieniami. Nie przerywa jednak, czekając cierpliwie, aż kocur dokończy opis umiejscowienia Siedliska Koni. Jasne, Jaśniejący Płomień, gdyby go zapytać, przyznałby otwarcie - nigdy go tam nie było. Mimo to, nie ujawniałby swojego sceptycyzmu, gdyby miał zerowe pojęcie o tym, o czym rozmawiają. I nadal ciężko mu uwierzyć w spotkanie klanowego kota akurat tam. Nie wyklucza go w pełni; nie ma prawa wiedzieć, co wyrabiają inne klany. Ba, nawet życiem wichrzaków nie interesuje się przesadnie. Tylko, tak na logikę, po co to robić? I narażać się na problemy, bo jak prawdopodobne jest, że przywódca nie zauważy dłuższej nieobecności któregoś z kotów?
- Mhm, wiem, gdzie to jest. Daleko - dorzuca z naciskiem. - Myślisz, że chore koty tak chętnie uciekają z miejsca, w którym mogą dostać pomoc? - Po takim czasie, cechujący się ciekawością samotnik z pewnością wie już, że klany mają medyków? - Nie przeczę, to mógł być klanowy kot, chociaż zastanowiłbym się, czy to aby na pewno nie wygnaniec. O ile nie zwykły oszust.
Może inne klany mają luźne zasady, tak jak Klan Wichru, i koty sobie spacerują, gdzie chcą. Płomyk jest pewien, że jemu osobiście uszłoby to na sucho. Wojownikom Klanu Cienia być może też. Jako tako pamięta czwórkę przywódców na Zgromadzeniu. Z nich jedynie Polna Gwiazda co nieco przypominał Lawendową Gwiazdę. Ćmia Gwiazda była wciąż zastępczynią i nie zwrócił na niej uwagi wcale, ale Grom odrzuciłby na wstępie. Albo przynajmniej uznał za najmniej skłonny do urządzania sobie wycieczek bez sensownej przyczyny. Tak czy inaczej, wszelkie ewentualności można rzucić w płomienie, skoro spotkana przez Oriona dzikuska miała nierówno pod sufitem i balansowała na granicy śmierci.
Przygotowuje się na dalsze przepychanki na temat higieny nie-samotników, dlatego dziwnie pozytywne spostrzeżenie na temat jego wyglądu kompletnie zbija go z pantałyku. Końcówka ciemnego ogona drga przez moment. Co to ma znaczyć? Ach, tak. Kolejny przytyk w stronę reszty społeczeństwa: skoro Płomień może nie wyglądać jak przetrącony na Grzmiącej Ścieżce, to inni również. I zgodziłby się z tym, gdyby rozmawiał z drugim wichrzakiem. W tym momencie, przed obcym, czuje nieuzasadnioną lojalność do dzikusów. Zresztą, jego wcześniejsze wyjaśnienie było i nadal jest perfekcyjnie logiczne.
- Tak? Musisz? Niektórzy nie muszą, wybacz mi moje pochopne wnioski - mówi marszcząc brwi ze zmartwieniem. - W porządku, to ile polujesz? Zjadasz ze dwie, w porywach do trzech piszczek dziennie, zgadza się? Samotnik myśli tylko o sobie, to naturalne, że ma więcej czasu na wygrzebywanie z sierści każdego brudka.
Samotnik nie musi patrolować granic. Generalnie niewiele musi. A ten tutaj chyba znalazł sobie dobre miejsce do życia, skoro mijają księżyce, a on wciąż nie zniknął z horyzontu. Zastanawiające, jak w istocie wygląda jego życie. Nie jest chyba aż tak prosto? Niedawno dałby sobie za to obciąć kawałek ogona. Teraz, widząc cynamonowego w tak dobrym stanie, czuje kiełkujące mu w głowie zwątpienie.
Temat schodzi na walkę i wojownik uśmiecha się lekko, słysząc o niesprzyjającej pogodzie. Co do tego Orion ma rację niezaprzeczalnie, z tym nie ma co się kłócić.
- I to jak - zgadza się, ale nie po to, by zejść na bok i kontynuować sielankowy spacer. - Tylko widzisz, ćwiczyć trzeba w każdych warunkach. Regularnie. W innym razie, kiedy coś cię zaskoczy, nie będziesz przygotowany. Tam - strzepuje uchem w kierunku Szarych Topoli - będzie wystarczająco sucho. To co, pokażesz mi, co potrafią wolne duchy?
.
» I heard from God today «
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . and she sounded. just 【 like me 】
What have I done? . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . ⤷ And .w h o. have I become?
◈ I saw 【 the devil 】today and he looked a lot like me ◈

[Obrazek: T6lUq86.gif]
◈ Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈

I'm【 no hero 】and I'm not made of stone
✦•······················•✦•······················•✦
┏ .right or wrong. ┓
┗ I can hardly tell ┛
I'm on the wrong side of Heaven . . . . . . . .
. . . . . . . . . . and the righteous side of Hell

.
LVL 8 20 / 500
MedLVL 0 84 / 100
16
Siła
S
20
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Daleko od twoich, waszych, granic. - wyjaśnił cierpliwie. Ocena odległości zależała też od perspektywy, zdawał sobie z tego sprawę. Wiedział, że perspektywa jego ulubionego burka podwórkowego była wyjątkowo nieprzychylna jeśli chodzi o dopuszczalne oddalanie od klanu. Żył sobie w ten swojej bańce i nie był gotowy na przyjęcie prawdy. - Dla kotków z Cienia czy Gromu to zwykły, niedzielny spacerek. - trzepnął ogonem. Czym była niedziela? Nie wiedział, jakoś mu to umknęło, ale znał niedzielne spacerki, spokojne, bez zagrożeń. - Nie uciekła. Spacerowała. Tak twierdziła i rzeczywiście nie wyglądała jakby się gdziekolwiek spieszyła. Zresztą. Są przypadki nieuleczalne, a patrząc na jej stan to łatwiej by ją było wskrzesić niż wyleczyć. Hah, tylko wtedy by się wróciło do punktu wyjścia, nie? Choroby by nie zniknęły po magicznym zmartwychwstaniu. No, albo była zwykłą wariatką, takich nie za bardzo interesuje rozsądek. - zastanawiania nad oszustem czy wygnańcem nie czuł potrzeby komentować. Jeśli Jaśniejący chciał się nad tym zastanawiać to droga wolna, Orion wiedział swoje. Znał się na kotach wystarczająco, żeby mieć pewność, że nawet jeśli czarnofutra była wariatką to nie była oszustem. Proste.
Jego przykre potknięcie nie spotyka się z reakcją. Wspaniałe, niesamowite, uroniłby teraz kryształową łzę i otarł ją łapką, wzruszony postawą przyjaciela. Ale po pierwsze - to prawie jak wracanie do tematu, a tego lepiej uniknąć. A po drugie - były ważniejsze kwestie niż teatralne reakcje na brak reakcji.
- Więc mówisz, że jeden czy dwóch wojowników musi zadbać o wyżywienie calutkiego klanu? No organizacyjnie to coś leżycie. Czy jak to jest? Jak zawrotną liczbę piszczek musi upolować jeden, biedny wojownik dziennie, że potem nie ma na nic siły? Zresztą te piszczki są szalenie nieprecyzyjną miarą, powiem ci, jest różnica między wróblem, a bażantem. - brakowało mu informacji żeby się skutecznie kłócić, ale buras z kolei nie znał świata poza swoim ogródkiem. Jakaś równowaga w tym była. Orion nie lubił równowagi, wolałby przewagę.
Regularne ćwiczenia były dla frajerów i przeciętnych kotów. Jednostki wybitne nie musiały się niepotrzebnie męczyć, gdy nie miały na to ochoty, bo umiejętność nabyta nie zanikała. Jasne, można było ją szlifować. Ale po co? Już był idealny. Powiódł krytycznym spojrzeniem we wskazanym kierunku. Czy rzeczywiście tam było sucho? Na pewno lepiej niż przy strumyku, ale nie były to komfortowe warunki. Kawałek suchego mchu nie obudził nagle w nim ducha walki, nie obudził uśpionego genu dresiarstwa i entuzjasty ulicznych mordobić.
Ale odmówić też głupio. I frajersko.
- Mhm, na jakich zasadach. Ile ma trwać walka? Do jakiego momentu? - potrzebował konkretów.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Jaki? - pyta, aczkolwiek jego ton zdaje się raczej mówić zrezygnowane "co ten samotnik jeszcze wymyśli?" niż "chciałbym wiedzieć, co to oznacza". Nie zna Oriona tak, jak przystało na prawdziwych najlepszych przyjaciół, natomiast wie wystarczająco wiele, by być zdania, że te ich różnice kulturowe nimi pozostaną, wobec czego najlepiej puszczać je mimo uszu. Co jakoś nie przeszkadza Płomykowi subtelnie zwrócić Orionowi uwagę, że znów gada od rzeczy. - Nie wiedziałem, że aż tak zaprzyjaźniłeś się z Cieniem i Gromem, żeby z pewnością mówić, co jest dla nich normą.
Mówi z przekąsem, bo choćby samotnik spędził ostatnie kilka księżyców na skrupulatnej infiltracji czterech klanów, to wojownik nie jest skłonny uważać, że tamten wie więcej od niego, ot co. Może odległość nie jest zatrważająca (w co również nie wierzy, zaznaczmy), co nie zmienia faktu, że wojownicy mają lepsze zajęcia od włóczenia się po Ziemiach Niczyich. W większości; mniejszość, ta, którą ciągnie do przygód, ma w gruncie rzeczy niewielki odsetek przeżywalności. Ewentualnie znajdują swój raj na ziemi w innym miejscu, ale czy dla klanu to jakaś różnica? Dla klanu ktoś taki jest martwy.
- Czyli rozumiem, że twoje zdolności medyczne nie wystarczyły do postawienia diagnozy? - pyta z uprzejmym zainteresowaniem. Wielka szkoda. Taka szansa na zaskarbienie sobie wdzięczności jednego z klanów.
Wzdycha z irytacją i kręci łbem. Znów się nie rozumieją.
- Tego nie powiedziałem. Wojownicy mają więcej obowiązków, to i gospodarować czasem muszą rozsądniej. Jakbyś miał coś więcej do bronienia niż własny kuper, to byś zrozumiał.
Nie produkuje się na ten temat szerzej, bowiem aktualnie jego zainteresowanie skręca w odmiennym kierunku. Fizycznie zaś, Jaśniejący Płomień nie skręca nigdzie, tylko rusza w kierunku wskazanych wcześniej Szarych Topoli. Są przyjaciółmi, Orion nie odmówi mu sparingu, prawda?
- Aż się nie zmęczysz? - proponuje niewinnie. Prędzej jeże zaczną latać, niż oriental przewyższy go wytrzymałością. Czy chęcią do walki, mimo że tylko treningowej. - Chyba że masz lepszy pomysł. A zasady proste; nie używamy kłów i pazurów, wszelkie inne chwyty dozwolone. Brzmi dobrze?
Łypie okiem na swojego towarzysza. Jeżeli samotnicy walczą brutalnie, to niech będzie i tak, ale Płomyk szczerze wątpi. Orion wygląda zbyt schludnie.
.
» I heard from God today «
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . and she sounded. just 【 like me 】
What have I done? . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . ⤷ And .w h o. have I become?
◈ I saw 【 the devil 】today and he looked a lot like me ◈

[Obrazek: T6lUq86.gif]
◈ Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈

I'm【 no hero 】and I'm not made of stone
✦•······················•✦•······················•✦
┏ .right or wrong. ┓
┗ I can hardly tell ┛
I'm on the wrong side of Heaven . . . . . . . .
. . . . . . . . . . and the righteous side of Hell

.
LVL 8 20 / 500
MedLVL 0 84 / 100
16
Siła
S
20
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Więź łącząca Oriona z rzeczywistością była bardzo luźna. Bardziej jak ozdobna wstążka zawiązana w śliczną kokardkę niż solidna lina czy łańcuch. Więc zrezygnowany ton Jaśniejącego jakoś mu umknął, co za przypadek, nie?
- Niedzielny. Taki wiesz, prosty, bezstresowy, leniwy wręcz. Taka przechadzka dla przyjemności, w czasie której nie krąży nad tobą widmo śmierci. No, albo go nie wyczuwasz, czy po prostu się nim nie przejmujesz. - trzepnął radośnie ogonem, zadowolony z siebie, że znowu mógł wyjaśnić taką oczywistość swojej ograniczonej psiapsi. Co za wspaniały przyjaciel z niego, nie?? Taki na medal. I to prawdziwy, a nie czekoladowy, po zjedzeniu którego by go przekręciło na amen.
- Nie trzeba się zaprzyjaźniać z całym klanem, by zmierzyć odległość i dojść do logicznych wniosków. A że większość piesków klanowych wciąż boi się wystawiać nos poza swoje podwórko to inna kwestia. - krótka przerwa, po której dodał jeszcze. - No, chyba, że dla ciebie już teraz znalazłeś się niewybaczalnie daleko poza granicami. To wtedy nawet jakbyś zobaczył na własne oczy jak blisko koniki mieszkają, to byśmy się nie dogadali. - ostateczny wniosek, który był nieco rozczarowujący, ale no takie były fakty i oriental nic na to nie poradzi. Nie wziął wcześniej poprawki na to, że buras wciąż jest tylko klanowym dzikusem i mimo uniwersalnych miar długości, interpretacja wyników może być inna.
- A co bym miał z diagnozowania jej? Nie zamierzam zostać zbawcą tego lasu, więc nie ciągnie mnie do narażania własnego zdrowia by przekonać się co dolega nieznajomej. Bo nie starczy jeden rzut oka na zmasakrowane chorobą ciało, żeby mieć stuprocentową pewność co mu dolega. - wyjaśnił, chociaż nie był pewny skąd w ogóle ten temat się pojawił akurat teraz. Jaśniejącego Płomienia aż tak ciągnęło do pomagania przypadkowym kotom? No tego by się po nim nie spodziewał.
- Zrozumiałbym, gdybyś potrafił lepiej tłumaczyć. - odparł z krzywym uśmiechem, wzruszając barkami. Te tajemnicze obowiązki brzmiały... no nijak. Jeśli rzeczywiście gospodarowanie czasem polegało na rezygnowaniu z jakiegokolwiek życia na rzecz kolejnego obchodu granic to... nie, Orion nawet nie będzie próbował nieść kaganka oświaty, skoro najwyraźniej ma do czynienia ze ślepymi jednostkami.
- Aha, aha, a skąd będzie wiadomo kto wygrał? - spytał, nie krytykując póki co żadnej z propozycji, mimo że były głupie. Te dotyczące końca sparingu, rzecz jasna, brak pazurów i kłów w walce akurat mu odpowiadał. Ale nie odpowiadało mu zakładanie, że koniec nastąpi, gdy on uzna to za stosowne - znaczy, gdyby tak to zostało ujęte, no to on na to jak na lato, ale sposób w jaki zostało rzeczywiście przedstawione... fuj.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Może być i niedzielny, jemu to nie robi różnicy, chociaż ma ochotę przewrócić oczami na to slangowe słownictwo samotników. Orion dostrzega drzazgę w oku klanów, ale z naiwnym entuzjazmem ignoruje belkę we własnym. Jaśniejący Płomień nie zwracałby na to uwagi, ale przy niekończących się pogardliwych uwagach na temat klanów doprawdy ciężko ignorować przejaw takiej głupiej ignorancji. Słownictwo leśnych kotów przynajmniej jest intuicyjne. "Niedziela" nijak nie działa na wyobraźnię. A ten się dziwi, że jest niezrozumiany.
- Aha. Brzmi jak jedno z ulubionych hobby samotników - stwierdza z przekąsem. Bez trudu wyobraża sobie orientala beztrosko pakującego się w szczęki śmierci i uznającego to za przechadzkę dla przyjemności. Głupi z reguły ma szczęście, to i nie dziwota, że zawsze wychodzi z czegokolwiek by się nie podjął bez szwanku oraz z rosnącym przekonaniem co do własnej niezniszczalności. Bury nie rozumie, dlaczego jego przyjaciel nie widzi różnicy między tchórzliwym kryciem się po kątach a byciu świadomym zagrożenia. I dlaczego ceni życie tak nisko, by się tej świadomości wystrzegać; niemniej po ich dotychczasowej wymianie zdań jest pewien, że dokładnie tak jest.
- Boi się? Skąd to przekonanie? - pyta autentycznie zaskoczony. Owszem, pewnie niejednokrotnie dał Orionowi odczuć, że klanowe koty i granice ściśle się ze sobą łączą i - z sensownych przyczyn przecież - zwykle ich nie przekraczają, ale skąd wniosek, że to wynika ze strachu? A nie z prostego założenia, że grupa nie byłaby grupą, gdyby każdy łaził, gdzie ma ochotę, aż do pilnowania granic zostałyby kocięta i starszyzna. Absurd.
A wracając do dalekich-niedalekich wycieczek...
- Wiesz, różnica polega na tym, że samotnikowi obojętne, gdzie jest i na jak długo. Jego zobowiązania ograniczają się do własnego karku.
I tu nawet nie chodzi o zatrważającą odległość, a czas przeznaczony na wędrówki z dala od własnych ziem. Wobec których ma się jakieś powinności, na osty i ciernie. Chyba że jest się leniwym i nieodpowiedzialnym kretynem; takich kotów nie brakuje. Jednak nie uznałby ich za osobniki warte brania za przykład w dyspucie dotyczącej zwyczajów i zachowań wojowników.
Wątek wariatki z (dyskusyjnie) Klanu Cienia kwituje krótkim ruchem barków. Swoje już wywnioskował, może pozwolić temu umrzeć.
- To inaczej - koryguje. - Kto zarządzi koniec sparingu, ten przegrywa. Sprawiedliwie i przejrzyście, nie sądzisz?
.
» I heard from God today «
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . and she sounded. just 【 like me 】
What have I done? . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . ⤷ And .w h o. have I become?
◈ I saw 【 the devil 】today and he looked a lot like me ◈

[Obrazek: T6lUq86.gif]
◈ Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈

I'm【 no hero 】and I'm not made of stone
✦•······················•✦•······················•✦
┏ .right or wrong. ┓
┗ I can hardly tell ┛
I'm on the wrong side of Heaven . . . . . . . .
. . . . . . . . . . and the righteous side of Hell

.
LVL 8 20 / 500
MedLVL 0 84 / 100
16
Siła
S
20
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
A oriental bardzo chętnie by się kłócił dalej... nie, wróć, sympatycznie dyskutował o tym, że klanom zwyczajnie brakuje polotu i finezji, a ich nazwy są przyziemne i prostackie, a nie intuicyjne. Ale niestety ta możliwość została mu odebrana, bo Jaśniejący nie zdecydował się na głos wyrazić swojej opinii. Zupełnie jakby skubany spodziewał się skutków jakie to może wywołać.
- Z obserwacji. - odpowiedział z uprzejmym uśmiechem, gdy temat zszedł na strach klanowych przed światem zewnętrznym. - Widzisz, klanowe koty, które wyszły poza tereny klanowe i czuły się jak u siebie to zliczę na palcach jednej łapy. Z kolei kotów, które grzecznie trzymają się granicy i jej nie przekraczają, lub przekraczają z lękiem i przepraszają za swoje istnienie jest więcej. Tych już nie zliczę nawet. - i nie miało to żadnego związku z tym, że ogólnie liczenie nie było jego mocną stroną.
- A no widzisz, czyli jednak życie samotnika jest ciekawsze, a to klanowe smutne i zamknięte w obowiązkach i granicach. Czy to rzeczywiście jest życie czy tylko ponura egzystencja? - wyjechał z poważną filozofią, gdy już zdecydował się na interpretację słów burego nieco oderwaną od oryginalnej myśli i omawianego tematu. Ale kto mu zabroni, skoro przedstawiał same fakty?
- Niech będzie. - zgodził się na poprawione warunki, chociaż wciąż uważał, że są głupie i dziurawe. A co jeśli nikt nie zarządzi końca sparingu, co? Co jeśli ktoś zarządzi, na przykład, krótką przerwę? Albo bardzo dramatycznie zareaguje na jakieś uderzenie i to na tyle by przeciwnika wybić z rytmu, a tym samym pogrzebać klimat walki? Co jeśli sparing zostanie przerwany przez czynnik zewnętrzny? Nic jednak nie mówił na ten temat, przekonany, że rozważanie wszystkich ewentualności to jednak zbyt wiele na umysł tego wojownika i pewnie wolałby się tym martwić, gdy problem zaistnieje, a nie na zapas. No tragedia, co za nieodpowiedzialne podejście.
Gdy już ustawili się naprzeciw siebie na tym niewielkim skrawku suchej ziemi, to cynamonowi przypadł ten zaszczyt pierwszego ataku. Jasne, tak właśnie powinno być, to on powinien otwierać wielkie sztuki i przedstawienia, jak na główną gwiazdę przystało, ale za walkami nie przepadał. Dobranie sensownego, ale i widoskowego ataku na wstęp było nieco utrudnione. Ulubione pacnięcie łapą zdawało się w tym momencie zbyt pospolite, nadawało się gdzieś do środka, gdy była potrzeba złapania oddechu.
Ostatecznie nie stanęło na najbardziej wyszukanym ataku, ale przynajmniej wciąż spełniał kryteria wartości artystycznych. Orion ruszył w stronę przeciwnika, by znalazłszy się w jego pobliżu, skoczyć w bok, machnąć długim ogonem dla stabilizacji i z kolejnym uderzeniem serca wyskoczyć w jego stronę, celując łapami w bok czy bark.

Rolling 1d10+3: 7 +3 = 10
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Przewraca oczami. Ta, jasne, klanowe koty są tak bojaźliwe, że po przekroczeniu granicy zmieniają się w płoche zające. Jest kilka istotnych powodów, dla których zazwyczaj wojownicy grzecznie trzymają się swojej strony, i wyjaśniających, dlaczego Jaśniejący Płomień nigdy nie zwiedził interesujących go Ziem Niczyich, jednak nie należy do nich strach. I zgodziłby się z Orionem co do tego, że zestrachane jednostki jak najbardziej istnieją - obaj znają Wierzbową Gałązkę, ona służy za dobry przykład - ale niezliczona liczba bojaźliwych kotów klanowych? O ile oriental nie miał do czynienia wyłącznie z młodymi terminatorami (i to tą wycofaną częścią, której na próżno szukać przy granicach), to musi gadać od rzeczy i tyle. Wciska mu kit tylko po to, aby wybadać reakcję. Albo go zdenerwować, co mu się nie uda.
- No na pewno. Całe stada takich - przytakuje kwaśno.
Skwaszony wyraz pyska znika, gdy na filozoficzny wniosek samotnika Jaśniejący Płomień reaguje parsknięciem śmiechem.
- Aha, jeśli brak perspektyw i smętne życie byle jakoś przetrwać z dnia na dzień jest ciekawsze, to zgadzam się z tobą w pełni - odpowiada mrugając z wolna.
Kiedy był młodszy, z ciekawością patrzył na samotników, wykraczając poza zwykłe zainteresowanie tym, jak bardzo różni się ich życie. Brał pod uwagę wstąpienie w ich szeregi - jeżeli można nazwać tę grupę społeczną... grupą, do której się dołącza - i choć żal mu ostatecznie niezdobytego doświadczenia, to bynajmniej nie podziela tego żalu co do obranej ścieżki życiowej. Po pierwsze, zanadto zżywać się z kotami nie chce, co nie znaczy, że nie chce mieć wokół siebie nikogo. Wręcz przeciwnie. Po drugie, takie życie jest zwyczajnie cięższe. Jasne, Orion nie musi polować dla słabszych, nie musi patrolować granic, czy na dobrą sprawę interesować się czymkolwiek, co nie ma bezpośredniego związku z nim, niemniej syn Czerwonego Pazura jest zdania, że dbanie o swój niestabilny grunt pod łapami wymaga różnych śmiesznych akrobacji. On się na to nie pisze.
No i te perspektywy. Cel. To całe bycie wolnym duchem, robienie tego, na co ma się ochotę, czym chełpi się Orion, dla Płomienia brzmi jak udręka w momencie, gdy nie ma się planu. On potrzebuje zadań, struktury, porządku. Dążenia do czegoś. Nie jest to coś, co szczęśliwy-z-bycia-nierozgarniętym rozmówca by zrozumiał.
To nie jedyna kwestia, w jakiej się ze sobą nie zgadzają; bury osobiście uważa zasady ich sparingu za klarowne, zwięzłe i sensowne. Jeżeli po wymianie kilku grzecznościowych ciosów żaden nie uzna za stosowne ogłosić koniec, to będą walczyć do utraty tchu, całkiem dosłownie. Ich ciała zostaną sędziami. Od zmęczenia ucieczki nie ma.
Sparing oficjalnie się rozpoczyna i Jaśniejący Płomień ma przyjąć na siebie pierwszy cios. W każdym razie tak przedstawia się teoria, jako że to właśnie Orionowi przypadł zaszczyt rozpoczęcia. W praktyce, widząc zbliżającego się przeciwnika, wichrzak próbuje uskoczyć w tył, chcąc tym samym uniknąć nadchodzącego ciosu, a w gorszym przypadku - uniknąć jego pełnej siły.

Rolling 1d10+3: 5 +3 = 8
.
» I heard from God today «
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . and she sounded. just 【 like me 】
What have I done? . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . ⤷ And .w h o. have I become?
◈ I saw 【 the devil 】today and he looked a lot like me ◈

[Obrazek: T6lUq86.gif]
◈ Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈

I'm【 no hero 】and I'm not made of stone
✦•······················•✦•······················•✦
┏ .right or wrong. ┓
┗ I can hardly tell ┛
I'm on the wrong side of Heaven . . . . . . . .
. . . . . . . . . . and the righteous side of Hell

.
LVL 8 20 / 500
MedLVL 0 84 / 100
16
Siła
S
20
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Śmiech był... niespodziewany. Oczywiście nie należał do kategorii tych sympatycznych, serdecznych, wręcz był z przeciwnego końca spektrum, więc cynamonowe uszka drgnęły w tył, skrzywdzone tym dźwiękiem. Ale w następnej sekundzie powędrowały do przodu, bo patrzcie państwo, Jaśniejący Płomień był zdolny do takich reakcji? Na to wychodziło, niespodziewane, bo Orion spodziewałby się, że buras prędzej nadwyręży sobie jakiś mięsień od ciągłego przewracania oczami.
- No tak, zapomniałem, że w klanach jest tyle niesamowitych ścieżek rozwoju po ukończeniu treningu. - rzucił tylko, bo nie było już czasu na wyjaśnianie dlaczego Jaśniejący, wbrew swojemu imieniu, był jednostką wybitnie ciemną. I upartą. Wmawiał sobie, że życie samotnika jest okropne, bo inaczej by mu wypełnianie monotonnych obowiązków przestało dawać radość. I wszystko jasne. Oriental nie zamierzał wyprowadzać go z tego błędnego przekonania, nie w ramach darmowej terapii w każdym razie. Nawet takim prawdziwym przyjaciołom by przecież nie nastawiał ponownie ich krzywo zrośniętej psychiki, nie?
Jeśli Orion byłby sędzią, albo przypadkowym obserwatorem, przydzieliłby sobie pełną pulę punktów za wartości artystyczne i za nienaganną technikę. Bezbłędny skok, atak wolny od nadprogramowych, niepotrzebnych ruchów. Ale jego przeciwnik najwyraźniej rzeczywiście w głębi serca był zwykłym dzikusem, niezdolnym do docenienia piękna prawdziwej sztuki. Próbował ją zniszczyć paskudnym unikiem, uskakując jak podwórkowe pieski przed czystą wodą, uciekając jak Orion przed rozmowami o uczuciach (tfu). W efekcie cynamonowe łapy, zamiast uderzyć w bark i zachwiać równowagą przeciwnika (przewrócić!), trafiły tylko w miękką sierść szyi, po której się ześlizgnęły, nie czyniąc wiele szkody. Samotnik opadł miękko na grunt, delikatnie mówiąc niezadowolony z finalnego efektu.
Zamiast płakać nad rozlanym mlekiem, zgiął się w stronę uciekiniera, chcąc przypuścić jeszcze jeden, krótki atak przed wycofaniem na bezpieczną odległość. Szybko zamachnął się przednią łapą w stronę rdzawego pyska, by następnie odskoczyć poza zasięg kocura.

Rolling 1d10+3: 2 +3 = 5
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Co zabawne, niezadowolenie działa w obie strony. Jaśniejący Płomień owszem, unika upokorzenia ostatecznego, jakim byłoby zostanie pozbawionym równowagi na samiusieńkim wstępie, zanim wykonałby ze swojej strony najmniejszy ruch. Tylko tak na dobrą sprawę co mu z tego, skoro wykonuje wadliwy, niepełny unik, pozwalając przeciwnikowi na mały triumf? W przypadku Oriona to pewnie sporych rozmiarów triumf, ten typ potrafi cieszyć się z irracjonalnych rzeczy.
Później nie jest lepiej. Ledwie białe paluszki ześlizgują się z futra na szyi wojownika, łapa samotnika ponownie zbliża się ku niemu. Płomykowy refleks tym razem zawodzi; usiłuje odwrócić pysk - cel napastnika - ale bez większego powodzenia. Cios jest słaby, lecz zostawia wyraźny odcisk na psychice. Harpia w postaci orientala umyka z pola rażenia, na co bury reaguje próbą doskoczenia do jego boku z wyciągniętymi przed siebie łapami. Chce naprzeć nań i pchnąć. Zamierza jak najefektywniej wykorzystać ciężar własnego ciała; najlepiej tak, by nieskazitelnie czyste, jasne futro wpadło w objęcia błota.

Rolling 1d10+3: 8 +3 = 11
.
» I heard from God today «
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . and she sounded. just 【 like me 】
What have I done? . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . ⤷ And .w h o. have I become?
◈ I saw 【 the devil 】today and he looked a lot like me ◈

[Obrazek: T6lUq86.gif]
◈ Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈

I'm【 no hero 】and I'm not made of stone
✦•······················•✦•······················•✦
┏ .right or wrong. ┓
┗ I can hardly tell ┛
I'm on the wrong side of Heaven . . . . . . . .
. . . . . . . . . . and the righteous side of Hell

.
LVL 8 20 / 500
MedLVL 0 84 / 100
16
Siła
S
20
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Udało mu się trafić w rdzawy pysk, nie za mocno co prawda, ale to przecież nie była walka na śmierć i życie, jedynie przyjacielski sparing. A po poprzednich starciach z leśnymi dzikusami, które również nie były na śmierć i życie Orion zdążył wysnuć wniosek, że od siły uderzenia, dużo bardziej liczył się sam fakt trafienia. To nie siniaki miały boleć na drugi dzień, tylko psychika na wspomnienie tego ile razy nie udało się uniknąć ciosu.
Chociaż, rzecz jasna, miło było jak udało się tak trafić, by następnego dnia bolały zarówno siniaki jak i psychika. Proste.
Orion odskoczył od przeciwnika, przecinając powietrze długą kitą dla stabilizacji po wylądowaniu. Miał świadomość, że to tylko sekunda czy dwie na złapanie oddechu, ale i tak zamierzał z niej skrzętnie skorzystać zamiast pchać się z kolejnym ciosem. A jednak, mimo świadomości, był nieco zdziwiony, gdy przerwa okazała się minimalna. Jaśniejący Płomień prędko podjął decyzję o przejściu do ofensywy i skoczył w jego stronę. Orion ostatnimi czasy odkrył całą gamę ataków z parteru, które wyśmienicie się sprawdzały, ale tylko idiota umyślnie by się podkładał i brudził sierść, by przyszpanować na kilka finezyjnych kopnięć.
Oriental, widząc łapy wycelowane w jasny bok, wpadł na pomysł ratowania swojej sierści. Zamiast uskakiwać przed siebie (nudne, oklepane, nieimponujące), ugiął łapy, licząc na to, że jeśli sam przypadnie wystarczająco szybko do ziemi, to Jaśniejący przeleci mu nad grzbietem i tyle będzie z jego ataku (orzeźwiające, innowacyjne, przebiegłe).

Rolling 1d10+3: 4 +3 = 7
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości