Logo Artemidy
Czaple Gniazda
Gdy jego przeciwnik, zamiast wykonać kolejny unik, jedynie stanął pewniej w miejscu, przez głowę Oriona przeleciało parę wątpliwości. Tak mniej więcej milion. To co sekundę temu wydawało się rozsądną reakcją w zaistniałej sytuacji, w tej chwili zostało zdegradowane do podawania się na tacy. Bo co jeśli Jaśniejący chciał wykorzystać jego wcześniejszą zagrywkę, hm? To nie był ten rodzaj analogii, którą doceniał. Nie, gdy to on padał jej ofiarą i mógł tylko krzywić się wewnętrznie, że tego nie przewidział.
Nie mógł się jednak w połowie lotu, w ułamek sekundy, wycofać z pierwotnego planu, tylko dlatego że istniała szansa na taką kompromitację. No i też dlatego, że fizycznie to nie było możliwe, ale Orion na prawach fizycznych nie znał się wcale i w efekcie - niewiele sobie z nich robił.
I szczerze mówiąc? Nie miał pojęcia czy jakakolwiek analogia się zadziała w tej sytuacji, bo nie czuł się jakby jego atak został umyślnie obrócony przeciwko niemu, ale brakowało mu też możliwości spojrzenia na sytuację z postronnej perspektywy, żeby mieć pewność. Pewność, która powinna tak naturalnie i bez żadnych dowodów mu towarzyszyć przecież! To dopiero niepokojące. Fakty to jednak fakty, a z nich jasno wynikało, że:
1) udało mu się przewrócić Jaśniejącego; 2) udało mu się go nawet przygnieść; 3) poprzedni punkt krótko obowiązywał, bo zaraz został zrzucony. I to tak bez wysiłku, jakby zupełnie nic nie ważył, jak kulka mchu, co w normalnych warunkach mógłby odebrać jako miłe spostrzeżenie, komplement niemalże, ale w tej chwili? To było frustrujące. Gorzej by już tylko było, gdyby buras pozbył się go jedną łapą, jak irytującej muchy. Więc o ile szkody fizyczne, prowadzące do siniaków, ograniczone, tak atak wybitnie nadrabiał w stratach moralnych.
Jak się nietrudno było domyślić, Płomyk nie odepchnął go tylko po to, by teraz w spokoju opalać się w ten pochmurny dzień, a po to by uciec z parteru. Więc Orion - widząc, że rdzawy wstaje - zareagował w nieco większej panice niż by wypadało. Nie zaprzątając sobie głowy tym co dalej albo wartościami artystycznymi, doskoczył do kocura, ponownie celując w złapanie za kłaczki tworzące puchatą kryzę. Z tą różnicą, że teraz nie chciał nimi szarpnąć, by przeciwnik przywalił pyskiem o grunt, teraz jego celem było uczepienie się sierści i niedopuszczenie do podniesienia Jaśniejącego. Jeśli go swoim niesamowitym ciężarem przy okazji wytrąciłby z równowagi to fajnie, ale wizja w której byłby co najwyżej równie uciążliwy co rzep w kłakach była równie prawdopodobna. O ile nawet nie bardziej, zważywszy na niedawne wydarzenia.

Rolling 1d10+3: 10 +3 = 13
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Gdzieś tam w odmętach umysłu miga mu myśl o głodzonym kocięciu, kiedy udaje mu się odepchnąć Oriona z niebywałą łatwością. Czyżby oddał mu przewagę intencjonalnie? Jasne, z wyglądu przebija niemal w całości Klan Wichru kojarzony z kotami wysokimi i smukłymi. Wypada tak daleko na skali, że bardziej przypomina zaniedbanego wypłosza niż zdrowego, silnego kota. Jednak mimo tych oczywistości, w nagłą kruchość orientala ciężko uwierzyć, bury byłby świadkiem jej manifestacji już na początku sparingu. Wiara w celowość tych działań wydaje się tym mniej sensowna. A więc co? Zmęczenie? Tak szybko?
Całe te rozważania to ledwie ułamek sekundy i Jaśniejący Płomień nie dochodzi do konkretnych wniosków. Ma inne rzeczy na głowie, o ile nie chce dopuścić do własnej sromotnej klęski. Niby nie biją się aż do wyłonienia zwycięzcy, ale to uwłaczające przyjmować ciosy i nie dać od siebie nic w zamian.
Czas wydaje się topnieć w białych łapach i z dwóch opcji, to jest: odnotowanie lub zareagowanie na skaczącego ku niemu przeciwnika, może wybrać jedno. A że Płomyk nie ma daru czytania w myślach, a tym bardziej przewidywania przyszłości, przypada mu zauważenie włochatej masy i nic ponad to. W następne uderzenie serca coś łapie go w locie za kłaki na szyi, trochę nim szarpie, a ostatecznie zastyga w bezruchu. Wichrzak przeprowadza krótką analizę sytuacji - nie udało mu się wstać, ale za to ma Oriona praktycznie pod nosem, w porządku. Z impetem rzuca się przodem na ziemię, chcąc wgnieść weń upierdliwy, kleszczowaty łeb i docisnąć z drugiej strony szyją, którą tak sobie cwaniaczek upodobał.

Rolling 1d10+3: 5 +3 = 8
.
» I heard from God today «
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . and she sounded. just 【 like me 】
What have I done? . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . ⤷ And .w h o. have I become?
◈ I saw 【 the devil 】today and he looked a lot like me ◈

[Obrazek: T6lUq86.gif]
◈ Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈

I'm【 no hero 】and I'm not made of stone
✦•······················•✦•······················•✦
┏ .right or wrong. ┓
┗ I can hardly tell ┛
I'm on the wrong side of Heaven . . . . . . . .
. . . . . . . . . . and the righteous side of Hell

.
LVL 8 20 / 500
MedLVL 0 84 / 100
16
Siła
S
20
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie powinno go dziwić, że panika (szczególnie w tak nieuzasadnionej sytuacji) mogła mieć jedynie opłakane skutki. Jasne, manewr jak najbardziej się powiódł, oriental zareagował błyskawicznie, chwycił uciekające kłaczki i uniemożliwił ich właścicielowi podniesienie się. Orion nie mógł sobie nic zarzucić jeśli chodzi o wykonanie, ale problemem był cel tego działania, oraz przede wszystkim - skutki. O ile był w stu procentach przygotowany na powstrzymanie Jaśniejącego przed podniesieniem na równe łapy, nie miał żadnego planu awaryjnego czy zabezpieczenia na wypadek, gdyby ten postanowił jednak wrócić na ziemię. Bo to wydawało się nieintuicyjne, abstrakcyjne wręcz w tamtym momencie.
W tej chwili, znajdując się między gruntem a morzem kłaków, rozumiał swój błąd. Tylko że też nie bardzo była to pora i miejsce na głębokie analizy swoich czynów i znajdowanie rozwiązań na przyszłość. Nie teraz, gdy go ta rdzawa wywłoka próbowała udusić. W pierwszej kolejności puścił kłaki, by zaczerpnąć tchu (oddychanie nosem coś było niezbyt wydajne), ale gdy przy wdechu nawpadało mu więcej włosów do gardła, dotarło do niego, że miało to równie wiele sensu co próby zaczerpnięcia powietrza, gdy znajdowało się pod taflą wody. I proszę państwa, dopiero teraz miał dobry powód do paniki. Bo ani wszechobecna sierść, ani przygniatający go ciężar nie gwarantowały optymalnych warunków do oddychania. Chyba, że beztlenowego, ale takie nie znajdowało się na liście jego umiejętności.
Łapy miał jednak zasadniczo wolne, więc decyzja była prosta. I nie było nią trzykrotne klepnięcie w glebę by zarządzić o końcu sparingu i odzyskać wolność kosztem małego upokorzenia (żeby to pierwszego dzisiaj), mimo że byłoby to najrozsądniejsze rozwiązanie. Oczywiście, że nie, bo to by znaczyło, że Orion czasem potrafi użyć mózgu zgodnie z przeznaczeniem. A przecież nie mógł, nie w takiej sytuacji, gdy wciąż była nadzieja na bardziej desperackie metody. Więc by się uwolnić z burej pułapki, spróbował jakoś chwycić (objąć?) kocura swoimi chudymi łapami, a następnie szarpnąć tak, by się przetoczyli przynajmniej na bok, a przy odrobinie szczęścia - by odwrócić obecną sytuację o sto osiemdziesiąt stopni i znaleźć się na górze. Chociaż priorytetem było pozbycie się ciężaru, a także kłaków z okolic pyska.

Rolling 1d10+3: 4 +3 = 7
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Orion nie traci zimnej krwi nawet w sytuacji ograniczonego pola widzenia, manewru, a może też oddychania, tak na dokładkę. Taka jest perspektywa Jaśniejącego Płomienia, który nie czuje panicznego szarpania głową (a szkoda, to dodatkowe punkty triumfu; owszem, uduszenie samotnika nie znajduje się na dzisiejszej liście rzeczy do zrobienia, ale nastraszenie lekkoducha jak najbardziej byłoby mile widziane). Nie ma żadnych dramatycznych prób uwolnienia się, jest zaplanowany z chirurgiczną precyzją, o ile nie podyktowany instynktem, ruch długich łap. Wojownik czuje na sobie ich chwyt, a w następnej chwili traci panowanie nad sytuacją i ląduje bokiem na trawie, pod naciskiem kościstego cielska samotnika. Zamiana ról, hm?
Podkurcza i przyciąga tylne łapy do siebie, aby z impetem je wyprostować i, o ile wszystko pójdzie po jego myśli, wymierzyć Orionowi porządnego kopniaka w... co tam się akurat napatoczy, tak właściwie. Byle zepchnąć go z siebie i teraz już naprawdę wstać. Nie będą się przecież tak toczyć w nieskończoność. Chyba że?

Rolling 1d10+3: 5 +3 = 8
.
» I heard from God today «
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . and she sounded. just 【 like me 】
What have I done? . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . ⤷ And .w h o. have I become?
◈ I saw 【 the devil 】today and he looked a lot like me ◈

[Obrazek: T6lUq86.gif]
◈ Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈

I'm【 no hero 】and I'm not made of stone
✦•······················•✦•······················•✦
┏ .right or wrong. ┓
┗ I can hardly tell ┛
I'm on the wrong side of Heaven . . . . . . . .
. . . . . . . . . . and the righteous side of Hell

.
LVL 8 20 / 500
MedLVL 0 84 / 100
16
Siła
S
20
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wszystko działo się szybko, a nieco otępiały umysł nie wyłapywał każdego jednego szczegółu. Z radością i szeroko otwartymi metaforycznymi ramionami powitał powrót chłodnego powietrza, ale cała ta przypisywana mu precyzja, ani nie była w planie, ani nie została przez niego zarejestrowana. Ot, pamiętał mniej więcej swój plan, ale był on na tyle absurdalny, że z perspektywy jednostki bez ograniczonego dopływu tlenu, nie był w stanie zrozumieć na zasadzie jakich praw to zadziałało. Ale działało, bo to on teraz przygniatał burasa i zasadniczo, gdyby nie był zmęczony to by mógł nawet uznać to za korzystny obrót spraw. Ale nim zebrał w sobie siły by zdecydować co dalej z tego miejsca, został nieuprzejmie zrzucony. Chyba oberwał w bok? Albo udo? Nie miał pojęcia, ale przynajmniej nie bolało jak cios w brzuch i dokładniejszych informacji w tym momencie nie potrzebował.
W ślad za przeciwnikiem podniósł się na cztery łapy, które lekko ugiął, szykując się do kolejnego skoku, bo jeśli nie miał szczegółowego planu to mógł chociaż mieć element zaskoczenia. Albo nie tyle zaskoczenia, co przewagę pierwszego ruchu. Nim jednak wybił się z miejsca, do przydużych uszu dotarł znajomy dźwięk podeszw na rozmokłej ziemi. Momentalnie przypadł do ziemi, zastygając w bezruchu i ignorując istnienie Jaśniejącego. Nasłuchiwał, starając się określić czy w grę wchodził samotny spacerowicz, rodzina z dziećmi, czy w najgorszym przypadku - właściciel z psem. Ale te pchlarze zwykle zjawiały się na długo przed swoimi właścicielami, więc ostrożnie wykreślił tę opcję. Nie żeby kroki zbliżały się w ich stronę, ale oriental wciąż nie ruszał się z miejsca. Zastanawiał się co dalej, bo przecież najrozsądniej byłoby się po cichu wycofać w przeciwnym kierunku i tyle.
Ale odmawiał zejścia ze sceny jako pierwszy. Nie po to poświęcił swoje nieskazitelne futro, żeby teraz zostawiać Jaśniejącemu wielkie pole do niekorzystnej interpretacji. A znając życie uznałby, że takie subtelne wycofanie przez człowiekiem, było w tej sytuacji równoznaczne z poddaniem się w sparingu. Niedoczekanie. Dlatego czekał aż spacerowicz sobie przejdzie w stronę stawu, czy gdzie się tam kierował. I wtedy podkreśli, że rzecz jasna jest gotowy do dalszej walki (nie był), to były jedynie drobne trudności techniczne (w zasadzie to nie było kłamstwo, to że jednocześnie były wygodną przerwą to szczegóły) i mogą kontynuować (chociaż falujące żebra zdawały się temu przeczyć).
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Drobny dźwięk. Tyle wystarcza, żeby walczące strony zesztywniały przy ziemi niczym maskujące się przed zagrożeniem kameleony. Szczerze powiedziawszy, Orion na kameleona nadaje się jak pies na przywódcę klanu. Biała sierść wybija się na tle burej rzeczywistości jak najjaśniejsza gwiazdka na niebie. I nie jest to bynajmniej komplement. Jaśniejący Płomień dochodzi do tego spostrzeżenia z niesmakiem, jakby obwiniał kocura o niełaskawą genetykę, która obdarzyła go szatą wybitnie niekorzystną na tę i dwie inne pory roku. Cóż. Siedzą w tym razem, jeśli dwunożny wypatrzy jednego, to drugi automatycznie dojdzie w gratisie, niezadowolenie jest w zupełności uzasadnione.
Trwa w bezruchu, uważnie nasłuchując i obserwując. Instynkt nakazuje mu wyciszyć oddech jak przy polowaniu na gryzonie, ale to przychodzi z trudem. Dobre sobie; nie wychodzi mu to wcale. Przyspieszony oddech tłumiony na siłę chce przyspieszyć podwójnie. Wichrzak nie przejmuje się tym zanadto. Z tego, co mu wiadomo, dwunożni nie są wybitnymi łowcami i wychodzi na to, że to prawda; odgłosy zamiast się zbliżać, stają się cichsze.
- No patrz, a ja byłem przekonany, że jesteś z dwunożnymi za pan brat - szepcze rozbawiony.
Dźwięk ostatecznie milknie na dobre i po dodatkowych uderzeniach serca Jaśniejący Płomień podnosi się jak gdyby nigdy nic. Jedynie stojące na sztorc uszy i delikatnie spięte mięśnie sugerują, że nie wyluzował w pełni. Nie przypuszcza, że łyse stworzenie wróci, ale bycie ślepym na taką ewentualność nie jest w jego stylu.
- I tyle by było z naszego sparingu, hm? Mam rozumieć, że przerwanie go przez czynniki niezależne od nas oznacza remis? Będzie trzeba to powtórzyć - rzuca z naznaczonym niezadowoleniem machnięciem ogona.
Nie lubi remisów. Ale też nie lubi być wybijany z rytmu, zwłaszcza że ingerencja człowieka zakłóciła przebieg walki; mogli ją wznowić, owszem, tyle że to już nie to samo. Płomyk traci serce do tego sparingu.
Poza tym musi doprowadzić swoje futro do porządku. Teraz, nie będąc tak skupionym na działaniu, czuje przylegające do niego i przedostające się na skórę brudki. Drażni go to niemiłosiernie, ale nie zamierza pielęgnować się przy samotniku, bez przesady. Dojdzie chociaż do terenów klanu, tam będzie miał prywatność, spokój, a co ważniejsze, nie będzie zmuszony wysłuchiwać kolejnych komentarzy Oriona. Sparing może był w porządku - najlepsza część ich spotkania, niewątpliwie - jednak bury troszkę się zasiedział. Przesyt też nie jest dobry.
Przeciąga się. Rozprostowuje łapy, które wyciąga daleko przed siebie. Czuje z wolna powracające do normalnego tempa bicie serca. Pojawia się też głód. Może jakieś drobne polowanko przed powrotem? Po tej myśli wojownik podnosi się z krótkim westchnięciem.
- Na razie - żegna się lakonicznie.
Nie może powstrzymać się przed odruchowym przylizaniem kłaczka na barku, lecz zaraz potem odwraca się, by podążyć drogą, którą tutaj wspólnie przyszli. Mijając kocura, uderza go zaczepnie końcówką ogona w pysk. Wydmuchuje powietrze przez nos w geście minimalnego rozbawienia, wchodzi we wdzięczny truchcik i wkrótce znika z pola widzenia.

z.t.
.
» I heard from God today «
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . and she sounded. just 【 like me 】
What have I done? . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . ⤷ And .w h o. have I become?
◈ I saw 【 the devil 】today and he looked a lot like me ◈

[Obrazek: T6lUq86.gif]
◈ Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈

I'm【 no hero 】and I'm not made of stone
✦•······················•✦•······················•✦
┏ .right or wrong. ┓
┗ I can hardly tell ┛
I'm on the wrong side of Heaven . . . . . . . .
. . . . . . . . . . and the righteous side of Hell

.
LVL 8 20 / 500
MedLVL 0 84 / 100
16
Siła
S
20
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Orion widział w swoim życiu niejednego człowieka i doskonale wiedział, że starczy jedynie się nie ruszać. Że ludzie nijak mieli się do leśnych drapieżników, w wiecznym stanie gotowości. Że ignorowali większość otoczenia i nawet dostrzegłszy kota, często decydowali się nie reagować. Więc oriental nie kłopotał się nadmiernie, przyczajony czekał aż spacerowicz się oddali, myślami wybiegając już do przodu.
– No wiesz co, ranisz. – rzucił cicho, ale dbając o wyraźną akcentację dramatyzmu. Chociaż sam nie był pewien, czy bardziej krzywdzące było twierdzenie, że z dwunogami żył niemalże w symbiozie, czy może gorsze było zrównywanie z dzikusami, które uciekały spłoszone na dźwięk ciężkich podeszw.
Nie podniósł się w ślad za Jaśniejącym, pozostał na ziemi, ale zamiast obserwować kierunek, w który udał się człowiek, zawiesił spojrzenie na rdzawej sylwetce. Niezbyt subtelnie zresztą, chociaż przy odrobinie szczęścia buras, albo nie zwróciłby na to uwagi, albo założył, że oriental czekał na ostateczny werdykt jak wyglądała sprawa z intruzem. No, przynajmniej dopóki Orion by patrzył wyczekująco na skupioną mordkę, a nie oglądał od frędzli na uszach po koniec puchatego ogona. Krzywił się wewnętrznie widząc odstające pasma futra i ciemniejsze plamy błota – jego własne dzieła. Na nieco dłużej zatrzymał się przy ciemnych barkach, gdzie pod krótszą sierścią mógł dostrzec zarys mięśni. Och, to zbrodnia, że gęsta szata ukrywała prawdziwą budowę Jaśniejącego. Gdzieś z tyłu jasnej głowy pojawiła się myśl, że wepchnięcie go do wody zdałoby egzamin. Przemoczony, z przyklejoną do ciała sierścią, byłby bliższy swojej prawdziwej formy i oriental wystarczająco mocno chciał ją zobaczyć, by wprowadzić ten pomysł w życie; nawet jeśli byłaby to ostatnia rzecz, którą zrobił w życiu (a nie oszukujmy się, zostałby zamordowany z zimną krwią za ten czyn).
Gdy ich spojrzenia się spotkały, pojawiła się obawa, że został przyłapany na przyglądaniu się, ale rdzawy odniósł się jedynie do kwestii sparingu. Orion odetchnął z ulgą, wracając do przestrzegania zasad etykiety, towarzyszących luźnym rozmową między przyjaciółmi. Udawanymi przyjaciółmi. Właśnie, warto by było nie zapominać tak szybko o tym istotnym aspekcie.
Już otwierał pysk, by skomentować jak szalenie tragiczne to było, że ich sparing został tak bezczelnie przerwany i jak wielkie było to nieszczęście (nie dla niego), gdy dotarła do niego końcówka. To nie była nawet luźno rzucona propozycja kolejnego spotkania, to było stwierdzenie faktu. A Orion był rozsądny, z faktami się nie kłócił i rzucił tylko krótkie jasne, zastanawiając się od kiedy obietnice bicia się po pyskach nie wywoływały w nim wewnętrznego zgorszenia.
Podniósł się nieśpiesznie do siadu, kątem oka obserwując rozciągającego się wojownika. Nie, zdecydowanie będzie musiał go wepchnąć do wody. W imię nauki, dokładnie. Żadnych innych powodów. Strzelenie z kłaczków przyjął z krótkim prychnięciem, podyktowanym bardziej zaskoczeniem niż oburzeniem. Co to miało oznaczać?? Nie dowiedział się, cień rozbawienia Jaśniejącego jedynie dokładał pytań, a oriental nie ośmielił się teoretyzować. Oglądając oddalającego się Wichrzaka, doszedł do wniosku, że mimo sylwetki daleko odbiegającej od rachitycznej (i dodatkowo pokrytej długim włosem!), nic nie odbierało mu smukłości i elegancji. Niesprawiedliwe. Chociaż to nie do końca tak, że Orion mu zazdrościł takiej budowy, tylko... potrząsnął łbem, odganiając niechciane myśli. Gdy rdzawy punkt na horyzoncie przestał być rozpoznawalny, ruszył w stronę wody by spłukać brud i skupić umysł na czymś innym.

z.t
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czaple zdążyły już wrócić do swoich gniazd od ostatniej pamiętnej obecności Oriona w tych okolicach. Jakkolwiek bez trudu mogłyby zabić kota swoimi dziobami, nie sprawiały wrażenia zainteresowanych jasnym pointem, więc i on nie poświęcał im zbyt wiele uwagi. Miał ważniejsze sprawy na głowie, większe plany wymagające odpowiednich przygotowań i... no właśnie, od rozmowy z Artemem nie poczynił ani jednego kroku na przód w pewnym sensie. Dalej nie wiedział jak się zabrać za rozmowę z przywódczynią, dalej nie miał okazji wypytać o nią w Wichrze i poza nim, więc nie miał pojęcia jakim jest typem kota. I jakoś tak zaczynał podejrzewać, że precyzyjne plany nie były jego bajką, bo te całe przygotowania brzmiały wykańczająco nim w ogóle się zaczęły.
Więc dzisiaj postanowił zrobić bardzo Orionową rzecz i po prostu popłynąć z prądem wydarzeń, oddać się w łapki losu i wszystkie inne synonimy działania bez planu. Dotarł pod Czaple Gniazda, poprawił swoje nienaganne kłaczki i zajął się zbieraniem okolicznych kwiatków, by nie siedzieć bezczynnie do przybycia patrolu. No zobaczymy co mu tym razem los podsunie.

//Kaczuszka B)
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kacza Łapa była na patrolu z Klekoczącym Bocianem i Wietrznym Dniem. Przez większość czasu radośnie sobie rozmawiała z panem klekotunem, dopóki Wietrzny Dzień im nie przerwał. Zaczął marudzić że powinni się skupić na patrolu, a nie głupim gadaniu. Kaczuszka poczuła się tymi słowami obrażona i lekko oburzona, ale z grzeczności się nie odezwała. Klekoczący Bocian jednak nie był na tyle grzeczny i odpowiedział niemiłemu kocurowi i w tedy... zaczęli się kłócić. Kaczuszka stwierdziła że nie chce się wtrącać i szybko rozproszył ją motylek, za którym poszła. Nie wiedziała jak daleko tak szła, ale była już w zupełnie innymi miejscu, tuż obok były śliczne duże ptaszki i przystojny tajemniczy kocur. Miał takie śliczne zadbane futerko, ach musiała go podpytać o jakieś wskazówki, bo też chciała by jej wyglądało tak olśniewająco.
- Hej! Jestem Kacza Łapa, ale moszesz po płostu mówić Kaczuszka, a ty jak się nazywasz słoneczko - krzyknęła biegnąc w jego stronę. Zahamowała na kilka kroków przed nim i szeroko się uśmiechnęła.
Sweeter than candy on a stick
Huckleberry, chimry or lime
Her kiss is sweeter than an apple pie
Lollipop lollipop
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Urodzony pod szczęśliwą gwiazdą, wcale nie musiał się długo krzątać po łączce, nim zjawiło się towarzystwo. Uniósł w górę smukły łeb słysząc wołanie nieznajomej. Była raczej niewielka, a futerko miała wolne od gałązek i innych paprochów. I fajnie, czysta szata zawsze nastrajała optymizmem; dawała nadzieję na to, że jej właściciel okaże się rozsądny. Jak Izabela.
Kacza Łapa, jak zdążyła się przedstawić, mówiła całkiem zabawnie. Jakby niektóre głoski twarde sprawiały jej trudność i jeśli Orion miał się zastanowić taki styl wypowiedzi rzeczywiście pasował mu do krzyżówek czy innych kaczek. Znaczy się – gdyby te potrafiły się odzywać. Jednak to była tylko poboczna myśl, bo to co rzeczywiście zwróciło jego uwagę to...
– Słoneczko? – powtórzył z rozbawieniem wykrzywiającym kąciki warg. – A nie przybłędo, albo coś w tym guście? – zasugerował z przekąsem, chociaż zaraz trzepnął długą kitą i postanowił nie drążyć tematu. Z tyłu głowy wciąż miał swój nadrzędny cel (mimo że pozbawiony był kroków niezbędnych do realizacji). – Nazywam się Orion i niestety nie mogę zaoferować ci żadnej alternatywnej formy tego imienia. Jest jakie jest. – wzruszył lekko barkami, po czym spojrzał krótko w przestrzeń, z której przyszła terminatorka, ale nie znalazłszy tam nic ciekawego, na powrót skupił się na koteczce. – Co ciebie tu sprowadza? Czyżby patrol? – zgadywał.
To prawie zawsze był patrol.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
No cóż sama Kaczuszka nie miała nic do swojej wady wymowy. Taka się urodziła i no nie miała co z tym zrobić. Nie umiała wymówić tylko dwóch literek "r" i "rz" bo w jej pysiu zamieniały się kolejno w "ł" i "sz". W sumie to nawet to lubiła. Uważała że jest to całkiem urocze i sprawiało że była na swój sposób wyjątkowa.
- Nie, czemu miało by być pszybłędo? - zapytała przekrzywiając w zdziwieniu łepek. Ktoś go kiedyś tak nazwał? Ale to tak nie ładnie, jak tak można. Biedny piękniś. Nigdy by tak na nikogo nie powiedziała. Do nikogo. Do główki by jej to nawet nie przyszło. Nie znała nawet w pełni znaczenia tego słowa, ale brzmiało obraźliwie. Uśmiechnęła się jednak w końcu do kocura trochę rozbawiona. - Nawet nie umiem tego wymówić słoneczko -
Orion, Orion Orion... gdzieś to już kiedyś... No tak! Bingo! Korzonek jej kiedyś mówił o Orionie. Tylko co... Chyba że Orion pokazał mu kwiaty? No w każdym razie coś takiego. No i powiedział że jest bardzo młody, więc jej tatusiem na pewno nie jest. Ale może nadawał się na partnera dla Iskierki i mogłaby ich ze sobą spiknąć. Chociaż jej też całkiem się podobał, ale nie była w nim zakochana. Raczej. No, a przynajmniej nie czuła przy nim tych motylków w brzuchu. Po prostu nie było to to chociaż point był bardzo naprawdę ładny.
- Jest ładne, tak samo jak twoje futełko, jak o nie dbasz? - zapytała, mając nadzieje na dostanie jakiejś porady dotyczącej pielęgnacji. Już była ładna, ale chciała być jeszcze piękniejsza. - Mhm, jestem tu z Klekoczącym Bocianem i... - powiedziała obejrzała się za siebie i trochę się zdziwiła gdy nie zobaczyła za sobą nikogo. Gdzie się podziali ci wojownicy, przecież nie odeszła tak daleko prawda. Tylko taki kawałeczek za motylkiem, a potem kolejny kawałeczek do Oriona. Wzruszyła na to tylko ramionami. - Wietsznym Dniem... w kaszdym łazie znajdą mnie -
Sweeter than candy on a stick
Huckleberry, chimry or lime
Her kiss is sweeter than an apple pie
Lollipop lollipop
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Aha, pytanie o przybłędę zabrzmiało dziwnie szczerze i to zbiło nieco Oriona z tropu. A także (przede wszystkim) zabiło jego chęci do ciągnięcia wątku. Nie pisał się na prowadzenie wykładu o tym, że większość klanowych dzikusów jest uprzedzona do obcych elementów, więc przy kolejnym komentarzu kotki odpowiedział jedynie wątłym uśmiechem i niewiele wnoszącym no faktycznie to może być przeszkodą.
– Mm, nic szczególnego nie robię. Unikam wilgoci, jeśli się da. Nie chodzę spać z mokrym futrem, bo potem każdy kłaczek wykręca się w swoją stronę i nie sposób tego ułożyć. Nie tarzam się w piachu dla zabawy. Ale to każdy rozsądny kot tak robi, o coś konkretnego pytasz? – spytał jakby jak dbasz o swoje futerko było zbyt ogólnym tematem i wymagało doprecyzowania. Bo może wcale nie pytała o to co każdy wiedział, a o rytuał, który Orion odstawiał w każdą pełnię księżyca dla miękkiego i błyszczącego futerka? Zresztą nie żeby zamierzał się bezinteresownie dzielić przebiegiem z każdym chętnym. – No i nie wydaje mi się by wiatr miał pozytywny wpływ na ułożone kłaczki, ale tego raczej ciężko unikać w Klanie Wichru, hm? – uśmiechnął się krzywo. Wiatr bywał bezlitosny w kwestii burzenia wszelkich fryzur, a jednak Jaśniejący zawsze wyglądał zjawiskowo. Sprzedał duszę? Znał jakieś sekretne rozwiązanie tego problemu? A może to Orion stracił zdolność obiektywnej oceny stanu rdzawego futra? To by dopiero była tragedia.
– Znajdą ciebie? – uniósł brew w zdumieniu. – A to nie ty powinnaś ich poszukać skoro jesteście na patrolu? – co to za lekkie podejście do obowiązków? Nawet nie dało się usprawiedliwiać tego tym, że postanowiła osobiście dopilnować, by oriental nie przekroczył granicy, bo ich rozmowa ani trochę o to nie zahaczała. Orion powoli wrócił do zrywania kwiatków, chociaż nie olewał przy tym zupełnie Kaczej Łapy. Bo potrafił zajmować się dwoma rzeczami jednocześnie, rozmową i zbieraniem.
– Coś nowego w Klanie Wichru? Jakieś nowe klątwy, albo powroty? – rzucił luźno, bo jakkolwiek nie liczył na wstrząsające ploteczki, gdy rozmawiał ze świeżo poznanym kotem, tak wciąż była nadzieja na dowiedzenie się czegoś.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jak to nic szczególnego? To jak osiąga taki zjawiskowy efekt futerka. Urodził się z takim błyszczącym, pięknym i miękkim? No a przynajmniej na takie wyglądało, bo nie zamierzała go teraz tu na miejscu obmacywać. Naruszać tak cudzą strefę komfortu, przecież to niegrzeczne. Ona była dobrze wychowaną kotką i nigdy by czegoś takiego by nie zrobiła. Nawet nie śmiała zapytać.
- To wiem, ale chodziło mi o coś bałdziej konkłetnego słoneczko. Uszywasz jakiś ziółek albo masz jakiś inny tłik że wygląda ono tak zjawiskowo - dopytywała, bo wilgoć i piasek to coś do czego już i tak się stosowała. Tarzanie się w piachu od razu jej się skojrzało z Brzózką. Ta to miała dopiero pomysły, jedzenie kwiatków, mimo że te jedyne co jej zrobiły to ładnie wyglądały. - No niestety, ale poza wiatłem to u nas w Wichsze jest najwięcej kwiatków. Pokazałabym ci słoneczko, ale niestety nie moszesz pszekłoczyć głanicy - powiedziała trochę zawiedzona że nie może pokazać nowemu koledze swoich ulubionych łączek na terenach Klanu Wichru.
- Nie, jak będziemy się tak oboje szukać to się nie znajdziemy. Poza tym to chyba gdzieś po dłodze. Eeee chyba, bo tak nie do końca wiem gdzie jestem. Pobiegłam za motylkiem i tak tłoche, chyba się zgubiłam - stwierdziła niezbyt przejęta. Była prawie pewna że pan Klekoczący Bocian na pewno by jej nie zostawił i prędzej czy później razem z Panem Wietrzny Dniem ją znajdą i wrócą. Ewentualnie jeszcze dokończą patrol jeżeli nie zrobią tego bez niej.
- Klątwy? Ostatnio chyba nikt nie włacał, no mosze poza Wieszbową Gałązką, ale to było już jakieś pałe miesięcy temu,ale moje przyjaciółka została niedawno wojowniczką - Stwierdziła odlatując na chwilę myślami do Przepiórczego Śpiewu i zastanawiając się co takiego się ostatnio w Klanie Wichru wydarzyło. - Co łobisz? Zływasz kwiatk? Mogę ci pomóc? Tesz lubię kwiateki!
Sweeter than candy on a stick
Huckleberry, chimry or lime
Her kiss is sweeter than an apple pie
Lollipop lollipop
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– Aha, to mam coś bardzo konkretnego. Opartego na ziołach, ale są strasznie uciążliwe do zbierania. – przytaknął grzecznie, ale (w typowy dla siebie sposób) daleki był od wyjawiania konkretnych informacji z marszu. – A macie może kąkole na tych łąkach? – trzepnął uchem, ciekaw czy najwięcej kwiatków oznaczało ilość sztuk czy może również różnorodność gatunkową. Bo jakkolwiek łąki na terenach niczyich były upstrzone milionem kolorowych płatków, tak znalezienie tych różowo-białych graniczyło z cudem. Jeśli Wicher skrywał takie w swoich granicach, oriental był skłonny się po nie włamać.
– A-ha. No kiedyś na pewno ktoś będzie tędy przechodzić. – rzucił średnio przekonany. Ale skoro Kacza Łapa nie była nadmiernie poruszona tym, że się zgubiła, to mogli sobie odpuścić określanie, gdzie znajduje się obecnie na mapie.
– Aha, klątwy. – potwierdził chętnie. – Jak ta hmm... ta związana ze śmiercią terminatorów. Jodła o niej opowiadała kiedyś. – i pamiętał też, że nie dostał zezwolenia na skracanie jej imienia, ale Jodły tutaj nie było, więc co mu zrobi? – A co u Wierzbowej Gałązki? – od kiedy wróciła do Wichru to ani razu nie udało się jej Orionowi złapać na rozmowę. – A co do koleżanki to gratulacje, miłego wypełniania tych samych obowiązków do końca życia. Rzeczywiście brzmi jak świetna nagroda po przemęczeniu treningu. Jak się nazywa? – znajomość imion, jak doszedł ostatnio do wniosku, mogła być cenną wiedzą. Powinien kojarzyć jak najwięcej kotów, a nie miał przecież czasu na rozmowy z każdym z osobna. I opisy w stylu ta kędzierzawa z pyszczkiem pół na pół mogły nie brzmieć zbyt imponująco dla przywódcy. Nie żeby lista wszystkich członków klanu miała mu zapewnić zielone światło dla dołączenia, ale... nie zaszkodzi się przygotować i pod tym względem.
– Ano, zrywam. Jak chcesz pomóc to jasne, potrzebuję jak najwięcej tych drobnych, różowych goździków póki co. Potem się zastanowię co by do nich pasowało. – skoro oferowała to niech jej będzie, nie?
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- A jak wyglądają te zioła słoneczko? - zapytała, wierząc że Orion na pewno jej powie. Bo czemu miałby nie? Takimi rzeczami jak sposoby dbania o futerko trzeba się dzielić, a nie trzymać to dla siebie. Jaki świat byłby piękniejszy gdyby tylko wszyscy regularnie się myli i wiedzieli jak to się robi. Znaczy z reguły wszyscy wiedzieli jak to się robi a mimo to sporo kotów nie potrafiło o siebie zadbać. Kaczuszka nie rozumiała czemu ktokolwiek miałby się zaniedbywać. Czy nie chcą być piękni? Brzmiało to dla niej strasznie abstrakcyjnie, bo czemu ktoś chciałby być brzydki. Jeżeli nie było się chorym to oczywistym było że trzeba się myć. - Kąkole? hmm, chyba są, u nas wszystko jest -
- Nom, a jak nie, to jakoś na pewno uda mi się włócić - stwierdziła, nadal niezbyt przejęta, wszystko na pewno będzie dobrze. W końcu póki nie wykroczy poza granice to się nie zgubi tak na amen, a ktoś na pewno ją znajdzie, jeżeli sama do domu nie dojdzie.
- śmiełcią tełminatołów? Bszmi stłasznie, powiedziałbyś coś więcej na ten temat słoneczko - powiedziała, mocno zaniepokojona. Przecież ona była terminatorką, co jeżeli ta klątwa dotyczy też jej? Może stać się jej coś złego? Naprawdę się bała, wierząc że ta klątwa na pewno musi być prawdziwa. Znaczy nie wiedziała o co do końca chodziło, ale nie brzmiało to dobrze. Musiała się dowiedzieć czegoś więcej. - U Wieszbowej Gałązki? uch no cósz, ona... ona nie szyje, bałdzo mi pszykło - odpowiedziała niechętnie, nie lubiła tematu śmierci. Był on dla niej strasznie dziwny i odległy, jakby jej samej nie dotyczył, jakby ona miała nigdy nie umrzeć. Nie chciała umierać. - Wiesz no co kto lubi, poza tym szycie to coś więcej niż obowiązki. Nazywa się Pszepiółczy Śpiew -
Pokiwała parę razy głową i zaczęła zbierać kwiatki. Czyli te małe różowe to goździki. Dobrze wiedzieć, lubiła kwiaty i chciała ich znać jak najwięcej.
Sweeter than candy on a stick
Huckleberry, chimry or lime
Her kiss is sweeter than an apple pie
Lollipop lollipop
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości