Jest dość małym kociakiem o drobnej budowie. Charakteryzuje go jego, zawsze czyste i zadbane, kręcone biało-rude futro. Na razie niebieskie oczy, już w krótce wybarwią się na bursztynowy kolor.
jego ego mogłoby być dorównywać rozmiarem trzem niedźwiedziom, ma wręcz obsesję na swoim punkcie. Według niego wszyscy inni istnieją tylko dla niego lub dzięki niemu i powinni być mu wdzięczni, że w ogóle pozwala im oddychać tym samym powietrzem co on. Wypełniony arogancją i zarozumiałością zdaje się nie dostrzegać tego, że potrzebuje innych. Wręcz żyje dzięki ich atencji. Jedynymi kotami, do których ma jakikolwiek szacunek jest jego własna rodzina, której z resztą jest zbyt oddany. Łatwo i szybko potrafi wpaść w furię. Nie trzyma się żadnych granic, w imię teorii, że każda zasada musi być złamana. Nie potrafi się zamknąć.
Kunie Gardło [KG]
Dzisiaj był ten dzień. A raczej noc. Nie zamierzałem przecież wymykać się w samym środku dnia, byłoby to posunięcie co najmniej głupie. Już wcześniej, korzystając z szybkiej wizyty w lecznicy pod przykrywką sprawdzenia stanu mojej ostatnio chorej skóry, natarłem się losowymi ziołami, aby nieco stłumić swój zapach. Pozostawało czekać. Przez cały dzień czułem jak moje serce bije jak szalone, a ja sam nie mogłem się na niczym skupić, myślami ciągle odpływając do moich planów. Położyłem się nawet spać w ciągu dnia, tak aby mieć wystarczająco siły na dłuższą nocną aktywność. Najgorsze z tego wszystkiego jednak były ostatnie godziny. To nieme oczekiwanie na to aż wszyscy w kociarni zasną. Wszystko co było później wydawało się już proste. A może po prostu tego nie pamiętam bo tak mnie to wszystko ekscytowało? Skradanie się w całkowitej ciemności, chowanie za korzeniami i pniem legowiska starszyzny, a później wolność. Ta długo wyczekiwana wolność! Czułem się jak ptak, który w końcu prawdziwie rozpostarł swoje skrzydła. Gdyby nie fakt, że musiałem zachować ciszę i udawać, że jestem normalnym, nocnym, jednoosobowym patrolem (tak w razie czego jakbym jednak kogoś spotkał) to chyba bym się roześmiał. Ale nie mogłem. Wystawiłem jedynie pyszczek do księżyca ciesząc się jego pięknym blaskiem. Nie był może on tak cudowny jak moje ukochane słońce, ale zawsze coś.
Wędrówka była jedyną częścią, której nie potrafiłem zaplanować. Nie znałem terenów klanu i nie miałem pojęcia jak miałem po nich nawigować. Postanowiłem więc po prostu iść przed siebie, ufając, że w ten sposób najłatwiej będzie mi wrócić po własnych śladach. Raz na jakiś czas starałem się również podnosić pojedyncze patyki i ustawiać je na ziemi w taki sposób żebym wiedział, którędy muszę wracać. To wszystko co mogłem zrobić.
Mimo tego jak długo szedłem, emocje związane z udaną ucieczką ciągle mną targały i zmęczenie poczułem dopiero, kiedy dotarł do mnie jakiś inny bodziec. Nowy zapach. Taki, który mieszał się z tak dobrze znanym mi wichrowym, jednocześnie sprawiając, że ten drugi zaczynał zanikać. Niemal w tym samym momencie do moich uszu powoli zaczął dopływać szum wody. Czyżbym dotarł do granicy? Na samą myśl nagle zamarłem, nie umiejąc postawić ani kroku dalej. Jasne, marzyłem o podróżach ale czy rzeczywiście to był na nie dobry moment? Mój wzrok zatrzymał się na ciemnej przestrzeni przede mną, która, sądząc po zapachu i odgłosie, najprawdopodobniej była rzeką. Co tak naprawdę starałem się osiągnąć?
Sowie Spojrzenie łaził przed siebie tak samo w dzień jak i w nocy. W nocy na pewno dało się spotkać mniej kotów, więc noc była raczej porą, którą autentycznie preferował. Wtedy mógł planować, doradzać się i obserwować… a poza tym spanie nigdy nie szło mu dobrze, bo w jego snach zawsze wszystko kończyło się tragedią albo innym koszmarem.
Tym razem jednak jego oczy kogoś ujrzały. Jak duch nad rzeką stał jakiś knypek i patrzył się przed siebie jakby coś wypatrzył i teraz nie potrafił odwrócić wzroku. Sowa przystanął niedaleko rzeki, która oddzielała go od wichrowych terenów, gdzieś tak poza zasięgiem wzroku typiarza i podążył za jego wzrokiem. Nic… chociaż nie, nie nic… nic co mógłby widzieć taki przeciętny kot jak ten kurdupel. Tańczące przed oczami cienie widział tylko bury. Nikt więcej, bo nikt nie chciał się otworzyć na nowe spojrzenie.
-Późno -wychrypiał żałośnie. Najpierw postanowił odczekać kilka uderzeń serca na reakcję a potem dopiero ruszyć w stronę kocura, jednak dalej będąc po drugiej stronie rzeki, która oddzielała ich od siebie w ten sposób.
Sowie Spojrzenie szedł zgarbiony, nogi i ogon powłócząc po ziemi jakby nie miał siły, ale i tak zmuszał się do zrobienia tego jednego kroku więcej. W sumie, patrząc po jego wychudzonej sylwetce z wystającymi żebrami to może nawet nie było to aż tak dalekie od prawdy jak mogłoby się wydawać.
-Księżyc świeci… cienie się ciągną -ostrzegł młodego. Bury szkielet wiedział z czym wiąże się łażenie po nocy, tamten mógł nie wiedzieć, więc lepiej żeby zaakceptował wielkoduszną radę, bo mógł jej równie dobrze nie dostać gdyby Sowa był w gorszym humorze.
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Wielka Słona Woda ma ciekawą właściwość, której nie ma ani Czarny Ogon, ani niemal nieruchoma tafla Księżycowego Jeziora. Jej fale wyczołgują się z niej, obmywając piasek na plaży, potem cofają się z powrotem do nieposkromionej masy toni, a następnie znów wracają na brzeg - i tak w kółko.
Tak jak fale na chwilę wyrywają się z macierzy, by po niedługim czasie do niej powrócić, tak wróciła Deszczowa Pogoda, ostatnia ocalała członkini załogi Rybouskrzypot, która zapewne nadal leżała gdzieś tam na białym piasku i . Starsza, bardziej doświadczona, z większym bagażem historii w głowie. I stęskniona. Och, Gwiazdy, tak niezmiernie przepełniona tęsknotą za domem, ale zwłaszcza - za swoimi dziećmi, za Rzeżuchą, za rodzeństwem, za matką, za przyjaciółmi. Za wszystkimi.
Powrót zajął jej dużo czasu, zwłaszcza, że nie miała żadnych wspomnień swojej podróży nad morze. Miała niesamowite szczęście, że zdołała odnaleźć drogę i wreszcie znaleźć się w przynajmniej częściowo znajomym otoczeniu. Kiedy jakiś czas temu, już wiedząc, że znajduje się niedaleko od terenów Klanowych, spędzała bezsenną noc w trzewiach bardziej znajomej części Osiedla, przyszło jej na myśl - i powitała tą refleksję z uśmieszkiem - że być może kiedyś jakaś legenda wspomni o wielkiej eskapadzie wojowniczki z Klanu Wichru, która, utraciwszy pamięć o własnej tożsamości, odbyła niezwykłą podróż aż na dawne tereny swojego Klanu, nad morze, gdzie stała się drugim znanym sobie kotem, który kiedyś ujarzmił pływającego i uskrzydlonego potwora.
Kilka następnych dni zajęło jej ustalenie dokładnej drogi na tereny przygraniczne Klanu Wichru, ale kiedy w końcu znalazła się na niej (o Gwiazdy, zapachy Cienia i Gromu, które przedtem poczuła, tylko ostrzyły kolec dźgającej ją tęsknoty za domem), z trudem hamowała łzy. Szła szybko, potem gnała, aż wreszcie znalazła się przy Czarnym Ogonie. Przekroczenie rzeki, dokonane na płyciźnie, było doświadczeniem prawie mistycznym: jak potwierdzenie, że nie tylko znalazła się z powrotem na tych terenach, ale i wreszcie zanurzyła się w nie, one przyjęły ją do swojego wnętrza, do nurtu rzeki i do błotnistej ziemi na jej brzegu, której grudki brudziły futro na łapach.
Dalej szła wzdłuż wstążki rzeki, aż wreszcie poczuła znajomy zapach Klanu Wichru i cudem powstrzymała się od płaczu. Znów przekroczyła rzekę, tym razem po to, by znaleźć się bliżej tej ziemi. Iść bezpośrednio po granicy, nie przekraczać jej, wszak jeszcze było to zabronione. Starała się iść z godnością, wyprostowana, ale oczy jej lśniły, a łapy drżały. Cały czas kątem oka widziała rzekę i z trudem powstrzymywała się od myśli, ze owszem, Czarny Ogon jest piękny, ale daleko mu do splendoru morza.
// Śnienie <3
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 106 Płeć: transpłciowa kotka Matka: Rzeżuchowy Kiełek & Deszczowa Pogoda Ojciec: co Partner: ;) Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry na grzbiecie, blizna na tylnej prawej łapie po ugryzieniu przez młodego lisa
Księżyce: 106 Płeć: transpłciowa kotka Matka: Rzeżuchowy Kiełek & Deszczowa Pogoda Ojciec: co Partner: ;) Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry na grzbiecie, blizna na tylnej prawej łapie po ugryzieniu przez młodego lisa
Wysoka, szczupła, długowłosa, klasycznie pręgowana ruda kotka z białymi znaczeniami. Prawe oko jest niebieskie, zaś lewe jest pomarańczowe. Blizna po oderwanym płacie skóry na grzbiecie i ślad po lisich zębach na tylnej prawej łapie
fajny
zawilcowy gaj, gwiezdna łapa [KRz], omen [NŚ]
Śnienie tego dnia chciała się udać na spacer, jednak wciąż przestrzegała nakazu Lawendowej Gwiazdy, że samotnie nie opuści obozu aż do jej ceremonii na wojowniczkę. Spytała się więc Klekoczącego Bociana, czy mogłaby się do niego dołączyć, i gdy ten zacznie polować, ta pochodzi po niedalekiej okolicy. Może, kto wie, uda jej się znaleźć trochę kwiatów do kolekcji?
Nic nie zapowiadało tego, jak ważny w jej życiu okaże się ten jeden mały spacer. Oczywiście, wciąż tliła się w niej ta mała nadzieja, że być może któraś z jej mam wróci do domu, jak niedawno ciocia Nietoperz. Ale na pewno nie spodziewała się tego spotkania. Nie dzisiaj, nie o tej porze, na tym specyficznym spacerze.
I gdy chodziła powoli wzdłuż granicy, w pewnym momencie spostrzegła rudo-białą plamę poruszającą się wzdłuż rzeki. I mógł to być po prostu jakiś samotnik, którego wcześniej na oczy nie widziała. Ale coś ją pchało do przodu, by podejść bliżej. Nadzieja? Przeczucie? Parła do przodu i gdy znalazła się wystarczająco blisko, nie miała już żadnych wątpliwości. To była ona.
- Mamo! - Śnienie nawet nie zauważyła kiedy zaczęła biec, łapy jakby same ją niosły w stronę zaginionej matki. Nie zauważyła nawet, gdy łzy zaczęły się zbierać w jej dwukolorowych oczach. To Deszcz. To mama. Ona naprawdę żyje. Ona wróciła. Jest tutaj. I to nie był tylko jeden z jej snów. To się działo naprawdę. I tak, jak kiedyś to Deszcz znalazła Śnienie, tak teraz Śnienie znalazła Deszcz.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Deszcz natomiast zupełnie nie spodziewała się, że spośród wszystkich kotów zobaczy właśnie swoje dziecko.
Szła po granicy, oddychała głęboko znajomym zapachem wichru i prawie udało się już jej powstrzymać łzy cisnące się do oczu, prawie ułożyła sobie w głowie formułkę, którą wypowie, gdy wpadnie na przechodzącego członka Klanu, kiedy w oddali zobaczyła Śnienie i natychmiast zapomniała o wszystkich tych pięknych planach.
- Śnienie! - wydusiła z siebie ledwo przytomnie. Rozpłakała się natychmiast, niekontrolowanie. Przyspieszyła kroku, aż wreszcie, gdy oddzielała je jedynie długość drzewa, zatrzymała się i wyciągnęła przed siebie łapy, tak, żeby móc objąć córkę i przytulić pysk do jej długiego futra - jeżeli ta tylko będzie chciała. - Śnienie, kochanie, skarbie, moje słonko - powtarzała jak mantrę, dławiąc się od płaczu. Na Gwiazdy, tak tęskniła za tym dotykiem, tym zapachem. Tak bardzo, że tej tęsknoty nie pomieściłaby całe morze.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 106 Płeć: transpłciowa kotka Matka: Rzeżuchowy Kiełek & Deszczowa Pogoda Ojciec: co Partner: ;) Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry na grzbiecie, blizna na tylnej prawej łapie po ugryzieniu przez młodego lisa
Księżyce: 106 Płeć: transpłciowa kotka Matka: Rzeżuchowy Kiełek & Deszczowa Pogoda Ojciec: co Partner: ;) Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry na grzbiecie, blizna na tylnej prawej łapie po ugryzieniu przez młodego lisa
Wysoka, szczupła, długowłosa, klasycznie pręgowana ruda kotka z białymi znaczeniami. Prawe oko jest niebieskie, zaś lewe jest pomarańczowe. Blizna po oderwanym płacie skóry na grzbiecie i ślad po lisich zębach na tylnej prawej łapie
fajny
zawilcowy gaj, gwiezdna łapa [KRz], omen [NŚ]
Ten moment wydawał się niczym sen. Jeden z najpiękniejszych. I gdy mama zatrzymała się jakiś kawałek, wyciągając przed siebie łapy zapraszając do uścisku, Śnienie nie zastanawiała się nawet przez uderzenie serca. Podbiegła do Deszcz i wtuliła się w nią, łzy szczęścia spływały po jej policzkach.
Przez ten czas, gdy czuła się tak bardzo sama, gdy los odebrał jej obie matki, a potem jej ciotkę marzyła o tym, by móc chociaż jeszcze jeden raz wtulić się w futro Deszcz albo Rzeżuchy, powiedzieć, że je kocha. I wtedy to marzenie zdawało się nieprawdopodobne, nie nastawiała się na to, że je spełni, że jeszcze raz będzie mogła poczuć dotyk którejś z nich, poczuć jej zapach i poczuć przez chwilę prawdziwy wewnętrzny spokój.
A jednak marzenie się spełniło. Ruda terminatorka nie była w stanie powstrzymać łez, ale nawet by nie chciała. Nie o tym w tym momencie myślała. Jej umysł rozjaśniała i zajmowała myśl. Myśl, że mama jest tutaj. Żyje. Wróciła. I jest tu z nią, w tym momencie - Mamo... Tak bardzo tęskniłam
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Tuliła do siebie córkę, głaskała ją, przycisnęła nos do jej czoła. Wdychała jej zapach. Powtarzała zduszonym szeptem imię. Nie powstrzymywała łez, nie umiała.
- Klekoczący Bocianie - zdołała z siebie wydusić, patrząc na wojownika załzawionymi oczyma - drugi raz śmiem cię o to prosić, ale czy byłbyś tak dobry i przyprowadził tutaj przywódczynię? - nie chciała wymieniać imienia Lawendowej Gwiazdy, kocica miała już swoje lata i kto wie, czy dożyła powrotu Deszcz. Poczuła lodowate zimno w żołądku na myśl, że być może w Klanie nie zastanie innych bliskich sobie kotów.
Znów spojrzała na córkę. - Śnienie, tak bardzo Cię przepraszam, nigdy nie chciałam odejść, uwierz mi. Proszę cię, powiedz, nic Ci się nie stało złego przez te księżyce? Czy w Klanie wszystko dobrze? - przez chwilę chciała zapytać jeszcze o jedno, ale powstrzymała się. Nie, nie teraz.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 106 Płeć: transpłciowa kotka Matka: Rzeżuchowy Kiełek & Deszczowa Pogoda Ojciec: co Partner: ;) Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry na grzbiecie, blizna na tylnej prawej łapie po ugryzieniu przez młodego lisa
Księżyce: 106 Płeć: transpłciowa kotka Matka: Rzeżuchowy Kiełek & Deszczowa Pogoda Ojciec: co Partner: ;) Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry na grzbiecie, blizna na tylnej prawej łapie po ugryzieniu przez młodego lisa
Wysoka, szczupła, długowłosa, klasycznie pręgowana ruda kotka z białymi znaczeniami. Prawe oko jest niebieskie, zaś lewe jest pomarańczowe. Blizna po oderwanym płacie skóry na grzbiecie i ślad po lisich zębach na tylnej prawej łapie
fajny
zawilcowy gaj, gwiezdna łapa [KRz], omen [NŚ]
Przez te kilka księżyców brakowało jej obecności mamy. A teraz czuła jej dotyk, jej kojący zapach, który sprawiał, że czuła, jakby wszystkie troski chociaż na teraz kompletnie znikały, czuła się bezpiecznie, jak mały kociak w Splątanych Korzeniach, otoczony swoją rodziną, bez wiedzy o niebezpieczeństwach i złach tego świata, tylko z jedyną potrzebną mu wiedzą: że jest kochany i nie musi się teraz niczym przejmować.
I jakie szczęście, że wybrała się z Klekoczącym Bocianem. Że akurat teraz o tej porze się tu znalazła, że był ktoś w pobliżu, kto mógłby pójść do Lawendowej Gwiazdy z tak szczęśliwą wieścią, jak odnalezienie się Deszczowej Pogody. I to jeszcze Klekoczący Bocian, który te wszystkie księżyce temu powiadomił o odnalezieniu się jej samej, Śniącej Łapy, wtedy jeszcze Śnienie.
- Nic mi się nie stało, wszystko jest już dobrze... Ciocia Nietoperz zniknęła z klanu, ale... Niedawno wróciła. I to nie sama. Z Ostrym Kolcem, która urodziła kocięta. Klan ma się dobrze, jest dużo młodych kotów... A ty. Mamo. Gdzie byłaś? Czy coś ci się... Stało? - spojrzała na nią zmartwiona. Nie widziała nowych blizn, jednak nie świadczyło to o tym, że nic jej się nie stało. Blizny nie tylko zostają na ciele, ale również na duszy.
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawendowa Gwiazda krzątała się po Obozie, kiedy podszedł do niej Klekoczący Bocian z wieściami. Była zaskoczona, że po tylu księżycach Deszczowa Pogoda pojawiła się przy ich Granicach. Naprawdę niesamowite rzeczy się ostatnio dzieją. Wróciła Nietoperze Niebo wraz z Ostrym Kolcem, teraz Deszczowa Pogoda. Wow, oby jeszcze którejś z jej pociech wróciło... Lawenda nie chcąc dłużej zwlekać ruszyła do Czaplich Gniazd, gdzie zapewne jej oczekiwano. Nie była to łatwa droga, gdyż upał dawał się we znaki, a ona już młoda nie była. Wreszcie dotarła na miejsce, gdzie czekały na nią kotki. - Witajcie! Deszczowo Pogodo, tyle księżyców minęło! Co się wydarzyło?- przywitała się serdecznie i od razu przeszła do konkretów. Córka Trawiastej Polany była świetną Wojowniczką, kiedy zniknęła, na pewno był ku temu poważny powód. Również jest ciekawa jak udało jej się wrócić.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Kiwała głową, gdy córka mówiła o tym, co działo się w Klanie pod jej nieobecność. Opuściła ze zmartwieniem półtorej ucha, gdy Śnienie wspomniała o zaginięciu i powrocie Nietoperz – dobrze, że siostra była cała i zdrowa. — Nic mi nie jest, wszystko już dobrze — zapewniła, oblizała delikatnie spieczone wargi. Nie mogła powstrzymać się od uśmiechu, gdy patrzyła na terminatorkę, nawet mimo tego, że musiała poruszyć teraz trudny i bolesny temat. — A – Rzeżucha?... Zorza? Kruczek? Czy wiadomo o nich cokolwiek? — Gwiazdy, jak bardzo chciałaby, żeby któreś z nich wróciło. Dało znak życia.
Trudno ukryć, że widok liderki ucieszył ją i zaskoczył jednocześnie. Prawie dwa razy starsza od niej kocica trzymała się, jak widać, fenomenalnie. — Witaj, Lawendowa Gwiazdo, cudownie widzieć Cię w dobrym zdrowiu — przywitała się uprzejmie, dygając delikatnie, i wtedy przyszła pora na tą część formalności, która dla Deszczowej Pogody sprzed kilkunastu, kilkudziesięciu księżyców byłaby niewykonalna. Ale nie dla niej.
— To dziwna historia, i przyznać muszę, że sama z trudem w nią wierzę, ale zapewniam, że w najdrobniejszym szczególe nie mijam się z prawdą. Zeszłej Pory Opadających Liści straciłam pamięć. To stało się, kiedy byłam sama poza obozem. Nie umiem tego wyjaśnić. Nic nie pamiętałam, nawet własnego imienia, rodziny, Klanu — z tymi słowy delikatnie otarła się barkiem o bok córki. — W jakimś amoku opuściłam tereny Klanów i ruszyłam na północ. Pamięć wróciła mi, kiedy byłam już daleko, za Osiedlem, tam, gdzie morze i tam, gdzie kiedyś mieszkały Klany. Byłam przerażona, zrozpaczona, nie wiedziałam, którędy wracać. Kto wie, co by się stało dalej, gdyby nie Dwunożny, który mnie schwytał i zabrał do swojej nory nieopodal Plaży, gdzie mieszkał razem z pewnym pieszczochem o imieniu Baryłka. To był niezwykły Dwunożny. Tak jak kiedyś koty zbierały się na Zgromadzenia na Starej Łodzi, tak on panował nad Rybopodobnym Uskrzydlonym Potworem, to jest – rodzajem jej kuzynki, który potrafił pływać po powierzchni Wielkiej Słonej Wody. Czasem zabierał mnie i Baryłkę na jej grzbiet, z początku straszliwie się bałam, ale z czasem... — w oczach wykwitły jej iskry — ... nic nie da się porównać do smaku kropli Wielkiej Słonej Wody rozbijających się o pysk, gdy płyniesz na grzbiecie Rybouskrzypot. Oczywiście, próbowałam uciec, ale nie mogłam. I nadal nie znałam drogi powrotnej. Dopiero niedawno, kilkadziesiąt wschodów słońca temu, mój Dwunożny napił się dziwnej ostrej wody, zabrał Baryłkę i razem wyruszyli na Morze, mnie zostawiając w norce. Tej nocy rozpętał się sztorm. Więcej już ich nie widziałam — to była smutna, przygnębiająca część opowiadania. — W desperacji zdołałam wymknąć się z nory, wiedząc, że umarłabym w niej z głodu. Od tego czasu próbowałam znaleźć drogę do domu, aż wreszcie kilka dobrych dusz pokierowało mnie na Osiedle. — zakończyła, spojrzała w ziemię. — Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale nie zmyśliłam nawet jednego uderzenia serca. Przepraszam za tak długą nieobecność.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Deszczowa Pogoda zawsze była wyjątkowa i miała swoją specyfikę, ale w życiu nie spodziewała się, że może u niej dojść do tak poważnej dezorientacji. Widziała i słyszała już wiele, ale pierwszy raz o czymś takim. To się może przydarzyć Starszyźnie, jej, a nie takiej w kwiecie wieku kotce. Cóż... Wszystko jednak jest możliwe, więc nie powinna się dziwić. Spotkała na swej długiej życiowej drodze kota odżywiającego się roślinami, ostatnio kota z bezsennością, to czemu nie może być kot o chwilowym zaniku pamięci? Lawenda w pewnym momencie położyła łapkę na głowie i po chwili ją opuściła. Jest na to wszystko zdecydowanie za stara. - Zawsze chciałam zobaczyć Wielką Słoną Wodę. Słyszałam o niej wiele, lecz niestety nim osiągnęłam wiek terminatorski przenieśliśmy się tutaj. Ten niedosyt chodzi po mnie do dzisiaj. Miałam nawet w planach się tam wybrać, ale nie potrafiłam zostawić Klanowiczów...- powiedziała patrząc gdzieś przed siebie. Była tak blisko morza, a było ono nie osiągalne, teraz też jest. Nie raz chciała wyruszyć na wyprawę, zwłaszcza z Wilczym Pomrukiem, ale ostatecznie obowiązki i lojalność wobec Klanu zwyciężały. Teraz jest za późno. Na szczęście nie niemożliwe. Razem z Tonącym Słońcem się tam wybiorą, wtedy nie będzie żadnych barier i tej pięknej wizji trzeba się trzymać.
Niebieska kotka popatrzyła na Deszczową Pogodę. I co ona ma teraz począć? Córka Trawiastej Polany zawsze dobrze służyła Wichrowi, szkoda ją skazywać na los Samotnika. Zdąży jeszcze wyszkolić terminatora, a ich jest urodzaj. Zasługuje też na spokojny odpoczynek wśród Starszyzny, oczywiście za około 30 księżyców. - Czy później doszło jeszcze u Ciebie do podobnych problemów z pamięcią?- zapytała, aby mieć jasny obraz.
Księżyce: 106 Płeć: transpłciowa kotka Matka: Rzeżuchowy Kiełek & Deszczowa Pogoda Ojciec: co Partner: ;) Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry na grzbiecie, blizna na tylnej prawej łapie po ugryzieniu przez młodego lisa
Księżyce: 106 Płeć: transpłciowa kotka Matka: Rzeżuchowy Kiełek & Deszczowa Pogoda Ojciec: co Partner: ;) Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry na grzbiecie, blizna na tylnej prawej łapie po ugryzieniu przez młodego lisa
Wysoka, szczupła, długowłosa, klasycznie pręgowana ruda kotka z białymi znaczeniami. Prawe oko jest niebieskie, zaś lewe jest pomarańczowe. Blizna po oderwanym płacie skóry na grzbiecie i ślad po lisich zębach na tylnej prawej łapie
fajny
zawilcowy gaj, gwiezdna łapa [KRz], omen [NŚ]
Poczuła wielką ulgę, gdy mama zapewniła, że nic jej nie jest, jednak pytanie które jej zadała przypomniało jej o bólu, który wciąż ciążył jej na sercu, chociaż dobrze jej już szło nie myśleniu o nim - Niestety nic o nich nie wiadomo. Przykro mi mamo - nie widziała ani Kruczka, ani Zorzy od czasu jej własnego zniknięcia. Czy rozpoznałaby ich w ogóle, gdyby ich jednak kiedyś ponownie spotkała? Chciała wierzyć, że tak. I chciała wierzyć, że nadal są cali i że kiedyś wrócą. I że Rzeżucha również wróci.
A potem zjawiła się Lawendowa Gwiazda, mama oficjalnie będzie mogła wrócić do domu. I gdy Deszcz zaczęła opowiadać co z nią się działo podczas jej nieobecności w klanie, Śnienie skupiła się całkowicie na jej słowach, zafascynowana jej historią. Również była nad morzem, tak jak ona sama, gdy zaginęła... Nie, mama nie była tylko nad morzem. Ona była również na morzu. Stanie na brzegu, czucie morskiej bryzy w futrze, podczas gdy słońce zachodzi za słonymi falami... To było coś pięknego. Ale Śnienie nie potrafiła sobie wyobrazić, jakie niesamowite to musiało być uczucie, które mama musiała czuć na grzbiecie tego morskiego potwora. I gdy Deszcz doszła do przykrej części swojej niesamowitej historii, Śnienie tarła się swoim barkiem o jej. Ale historia się zakończyła się dla samej Deszcz dobrze. W końcu jest tutaj z nimi, cała i zdrowa. Za chwilę będą mogły pójść razem do obozu. I Śnienie miała nadzieję, że już nigdy tak nie zniknie.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Pokiwała głową na słowa córki, starając się powstrzymać grymas bólu wypływający na pysk. Nie wrócili więc, nadal nie wrócili. — Więc byłaś sama tak długi czas — zmartwiła się natychmiast i delikatnie trąciła nosem czółko Śnienia.
– Nie jest zbyt późno. Mam nadzieję, że spełnisz to marzenie — była szczera. Lawendowa Gwiazda po wszystkich tych księżycach rządzenia Klanem Wichru zasłużyła na odpoczynek. Zwłaszcza w miejscu tak pięknym, jak Wielka Słona Woda. — Nie, później nigdy więcej. Mam nadzieję, że nigdy więcej już mnie to nie spotka. To było naprawdę okropne doświadczenie.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Niby nie jest za późno, ale patrząc prawdzie w oczy może nie podołać takiej długiej drodze. Jest wiekowa i chodzenie na dłuższe dystanse sprawia jej problem. Musiałaby iść wolno i rozłożyć wędrówkę na więcej wschodów słońca, tylko jej czas na takie coś nie pozwala. Zostało jej ostatnie życie, to kwestia czasu nim je straci. Niebieska kotka kiwnęła głową. Nie widziała sensu zdradzać jej obaw i wątpliwości. - To dobrze, zatem witamy z powrotem! - odparła z uśmiechem na pyszczku. Grono wojowników powiększy się, a to oznacza, że będzie miała mniejszy problem z przydzieleniem mistrzów dla całego grona świeżo upieczonych terminatorów. - Wracajmy do Obozu - zakomukowała i ruszyła w drogę powrotną. Na pewno pobratymcy się ucieszą z powrotu Deszczowej Pogody.
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
Co wygra? Słoneczny Brzeg i niechęć do zabierania świeżo mianowanej terminatorki na patrol wzdłuż całej granicy czy Traszkowa Łapa i jej determinacja do pełnego uczestniczenia w życiu klanowym? Oczywiście, że biedny wojownik jest bez szans w tym starciu. I zgodnie ze swoimi zapewnieniami, koteczka dzielnie znosi początki wędrówki – obejście granicy z Cieniem przebiega bezproblemowo, żadnych intruzów czy śladów po nich nie napotykają. Gorzej jest wzdłuż Czarnego Ogona, nieprzyzwyczajone do długich marszy łapki zaczynają pobolewać, ale Traszka jest za bardzo Traszką by poprosić o krótki postój. Całe szczęście, że Słoneczny sam zauważa, że najmłodszy element zaczyna się nieco ociągać z tyłu i zarządza krótką przerwę. Całe towarzystwo się zatrzymuje w cieniu Czaplich Gniazd, a córka Roziskrzonej Nocy przeprasza ich na moment i odłącza się by napić ze strumyka. Gasząc pragnienie myśli o dzisiejszym dniu. Dobrze jej idzie patrol, tak jej się wydaje. Dostanie dobrą ocenę z niego, co jest zarówno zupełnie osiągalnym jak i normalnym marzeniem.