długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
Gdyby wtedy poranek był mglisty i deszczowy, może dodałoby to całej scenie dramaturgii. Ale nie był, wręcz przeciwnie nawet — słońce dogrzewało, chmurek na niebie nie było, nic tylko się tarzać i wylegiwać w ciepłych promieniach. Może dlatego właśnie, gdy Mruk mu powiedziała "żegnam, radź sobie sam" Ziemniaczek zbytnio się nie przejął. W końcu słyszał takie groźby średnio raz dziennie, co tam po kolejnej. Nawet był na tyle super i fajny i w ogóle EKSTRA, że siedział na tyłku w tamtym miejscu, gdzie go zostawiła, grzecznie czekając na jej powrót. W końcu pogoda dopisywała, można było się kąpać w słońcu cały dzień. Gdy nadszedł wieczór, kocurek rozejrzał się tylko, myśląc, że może wróciła, ale leży gdzieś niedaleko. Nie było jej. No trudno, może polowanie ją tak wciągnęło, kto ją tam wiedział! Z nastaniem nocy tylko zwinął się w kulkę pod jakimś pobliskim krzakiem i zasnął, przekonany, że rano kotka będzie gdzieś obok.
Nie było jej. Kierowany głodem Ziemniaczek postanowił ostatecznie opuścić swoje miejsce pobytu, akceptując fakt, że i tym razem Mruk go przechytrzyła — wykorzystała jego naiwność i faktycznie się zawinęła, pozostawiając chuderlaka na pastwę losu. Przez moment nawet chciał ją śledzić, ale ostatecznie uznał, że jakoś nie bardzo widzi mu się opuszczanie tych terenów, w końcu jeszcze tyle było do zwiedzenia! Mruk pewnie zobaczyła już wszystko, co chciała i ruszyła na dalsze przygody, dając Ziemniaczkowi możliwość eksploracji wszystkiego na własną łapę.
I tak też robił, biegając po lesie, łapiąc własne jedzenie, co nie wychodziło mu najgorzej, jeśli miał być swoim własnym sędzią, i ogólnie ciesząc się życiem. Bo co miał robić? Smucić się? Tego nie było w jego słowniku emocji.
Kolejny dzień i kolejna przygoda, w której prowadziły go odgłosy ptaków. Lubił kierować się takimi wyznacznikami, bo miał wrażenie, że inne zwierzęta zawsze wskazują mu drogę w najciekawsze miejsca. Przerwę w tej pasjonującej wędrówce postanowił spędzić nad strumieniem, bo jednak słońce przygrzewało i nadeszła pora, by się trochę ochłodzić. Pił wodę, dopóki do jego uszu nie dotarło, że ktoś inny robił to, co on. Zaraz poderwał głowę, ciekawski wzrok wlepiając w stojącą na drugim brzegu kotkę. - Hej! - Rzucił przyjaźnie, uśmiechając się do pointki.
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
W odpowiedzi na przyjazne powitanie, sztywnieje momentalnie z powodu nieprzyjaznych emocji, które zaczynają się kotłować w nastroszonym ciele. Podnosi ostre spojrzenie w stronę nieznajomego – na oko w jej wieku, więc momentalnie zostaje zaklasyfikowany jako zagrożenie małego kalibru. No i jest na drugim brzegu strumyka, do przemilczenia, że z odrobiną dobrej woli dało się go pokonać i bez umiejętności pływania, póki co stanowi bezpieczną barierę, która sprawia, że wśród całej niechęci względem obcego pojawia się również zaciekawienie nowym. Kłóci się ono z potrzebą przegonienia przybłędy i zaznaczenia, że to są tereny Klanu Wichru i że przywali mu nawet za patrzenie w ich stronę, bo na pewno patrzy z myślą o przekroczeniu granic. Ale też postawa dwukolorowego jakaś nieadekwatna do takiej reakcji.
W ogóle radosny kotek po drugiej stronie nie spełnia wyobrażeń Traszki o kotach z Ziem Niczyich (ale nie chce brać nawet pod uwagę, że to jeden z tych zbłąkanych klanowych).
– Żadne hej, nie jesteś u siebie. – odburkuje, zamiatając ogonem po ziemi. – Jak już to cześć... albo lepiej, dzień dobry. – dodaje zadowolona, że udało jej się do czegoś przyczepić. – Czemu jesteś tak blisko granic Klanu Wichru.
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
Niemiły ton obcej kotki nieco go zszokował, bo jak to tak można do życia negatywnie podchodzić, każdy nowy kotek to przecież szansa na przyjaźń piękną i wspaniałą, co może złego się stać, a ona taka agresywna z marszu. Fascynujące.
- No to cześć, dzień dobry - Znów się uśmiechnął, akcentując Poważne Przywitanie, skoro jej aż tak na tym zależało. - Ziemniaczek jestem i sobie spaceruję tylko, serio. Wiem, że tam do was, bo ty z tego Wichru jesteś, nie? Wiem, że wejść nie mogę i spokojna twoja rozczochrana, - I faktycznie taka była, nie żeby miał jej to jakoś bardzo wypominać, tylko fakt stwierdzał. Zresztą — pasowało do jej charakteru, a przynajmniej na pierwszy rzut oka - Tylko na chwilę tutaj i lecę dalej na przygodę! Świat czeka, by go odkrywać! - Podekscytował się na samą myśl, że zaraz będzie ruszał dalej, bo ostatnio widział takie fajne drzewo i chyba był najwyższy czas, żeby je zbadać, bo jeszcze ucieknie i co wtedy??
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
Nieznajomy się poprawia zgodnie z wytycznymi Traszkowej Łapy i ta już nie ma się do czego przyczepić. Z lekka niekorzystne. Tłumaczenia też są chyba całkiem składne, nie brzmi jak zagrożenie do zlikwidowania (to znowu z lekka niekorzystne, przy zagrożeniu do zlikwidowania procedury są dużo prostsze, w obecnej sytuacji są raczej nieistniejące). Więc koniec końców młoda terminatorka pozostaje bez jasnych instrukcji co powinna zrobić. Reszta patrolu na nią czeka, więc może powinna się pożegnać, wrócić do nich i kontynuować obchód? Nie podoba jej się ta opcja, zresztą czy można wierzyć obcemu typowi na ładne oczy? No właśnie, to idiotyzm. Na pewno powinna poczekać aż poleci dalej i upewnić się, że nie przekroczy granic, o!! Dokładnie, to rozsądna rzecz do zrobienia i decyzja wcale nie wynika z pytania, które ostrożnie ciśnie jej się na język.
– A co to za przygoda? – koniuszek ogona podryguje w zniecierpliwieniu. Co za przygody czekają poza granicami? Ale nie chce brzmieć na nadmiernie zainteresowaną, więc zaraz marszczy bardziej brwi i dodaje. – Przypilnuję żebyś faktycznie został tu tylko na chwilę i nie przekraczał granic. To że wiesz, że nie można tego zrobić nie znaczy, że tego nie zrobisz. – zawieszone na dwukolorowym spojrzenie bardzo jasno mówi, że Traszunia mu nie wierzy. Nie ma podstaw.
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
Ziemniaczek jeszcze nie popełnił żadnej zbrodni, a już jej wypowiedź brzmiała tak, jakby kotka wydała na nim wyrok. Jej oceniające spojrzenie zdawało się wiercić w nim dziury, ale nie żeby się tym jakoś bardzo przejmował, bo on wiedział swoje i niewinny był, zagadywał tylko, jak to miał w zwyczaju. Nie odpowiedział na pytanie najpierw, bo go zaciekawiła bardziej tym, co później dodała, wyglądając bardzo poważnie. Jak dla niego to za poważnie jak na kota chyba w podobnym wieku, on przecież był równie młody, a nigdy nie był tak poważny, albo chociaż w połowie.
- Dobra! Chociaż wiesz, ja się staram dotrzymywać słowa, Mruk obiecałem, że za nią nie będę szedł i widzisz? Nie poszedłem, bo sam tu jestem! - Umknęło mu gdzieś po drodze, że kotka może nie wiedzieć, kim jest Mruk, ale przez fakt, że nawet tego nie zarejestrował, to nie miał jak jej wyjaśnić. Chciał przekonać nieznajomą do tego, że naprawdę nie ma złych zamiarów, chociaż nie wiedział, dlaczego tak mu na tym zależy. Może to potrzeba bycia lubianym przez wszystkich, może niezrozumienie jak można kogoś nie lubić. Bo on lubił wszystkich, bez wyjątków, inne koty też powinny. - A przygody to są różne! - Zaczął w końcu zaspokajać jej ciekawość. Podniósł się ze swojego miejsca i, znajdując odpowiednio wąski punkt, przedarł się po wystających z wody kamyczkach na drugi brzeg strumienia, żeby zaraz klapnąć obok kotki. - O tam - Machnął łapką w jednym kierunku, po to przecież przelazł, żeby jej pokazać dokładnie miejsce, bo może będzie chciała się tam wybrać - Byłem ostatnio i były fajne takie kwiatki tam, niebieskie, ale miały kolce, więc trochę niekorzystne, żeby w nich spać. Ale bardzo ładnie rano wyglądały, spokojnie tak! - Uśmiechnął się szeroko, bo delikatny dyskomfort przez kłujące rośliny wart był, jego zdaniem, ładnych widoków. - A zaraz ruszam badać takie śmiesznie powykręcane drzewo, bo pewnie fajnie będzie się po nim wspinać, może jak się na nie wejdzie, to świat też wygląda na taki powykręcany? Rozumiesz, muszę to zbadać! - Pokiwał ochoczo głową, zgadzając się sam ze sobą i aż zaczął przebierać łapkami w miejscu na myśl o odkrywaniu sekretów pobliskich terenów. - Ty nie chcesz ruszyć na przygodę? Tyle rzeczy do zobaczenia w pobliżu! Możesz iść ze mną, jak chcesz! Jak nie dziś, to może jutro, albo później! - Zachęcił, nie przyznając się do tego, że czasem brakowało mu towarzystwa na tych jego wyprawach. Nie był pewien, co czekało go za jakiś czas, ale wiedział, że na pewno jutro miał w planach dalsze wędrówki, a nie jakieś...oddawanie się pracom społecznym, czy inne fanaberie.
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
– Kim jest Mruk. I czemu masz za nią nie chodzić. – zaczyna swoje przesłuchanie, bo skoro już się z nią dzieli informacjami to niech się dzieli pełnymi informacjami, żeby mogła z nich wyciągać jakieś wnioski. Szczególnie, gdy mają ją przekonać do prawdomówności nieznajomego!!
Zresztą już moment później wszelka nieufność okazuje się w stu procentach uzasadniona, typ jest szemrany jak sto pisiont. Odwraca jej uwagę sympatyczną zapowiedzią różnych przygód i w tym czasie przeskakuje na jej stronę strumyka. Pierwsza zbrodnia. Wierzchołek góry lodowej zbrodni Ziemniaczka (właśnie, zapomniała go spytać co to w ogóle niby jest), można powiedzieć. Bo nim Traszunia wyraża sprzeciw wobec takiego wobec pierwszej zbrodni, przybłęda się do niej p r z y s i a d a. Ewidentnie Gwiezdnych w sercu nie ma, bo beztrosko sobie przyklapuje obok, na tyle blisko że zderzają się puchatymi bokami. Wichrzaczka momentalnie sztywnieje, przypominają jej się wszystkie wątpliwe mądrości wyniesione z nauk. W czasie gdy młodociany kryminalista opowiada o swoich przygodach, Traszkową Łapę nawiedzają czarne scenariusze najbliższych księżyców. Przymusowy powrót do kociarni, wychowywanie miotu, na który nie jest gotowa. Przerwa w treningu nim ten się w ogóle rozpoczął. Nie słyszy wypowiadanych do niej słów, nie wie czy mu przerywa, czy akurat trafia na koniec opowieści. Odskakuje jak oparzona, każdy jeden włosek na jej ciele sterczy sztywno. – CO TY SOBIE WYOBRAŻASZ TAK SIADAĆ OBOK!! – syczy z oburzeniem. – Nawet się nie znamy!! Ty... przybłędo zapchlona!!
Bądźmy szczerzy – pchły są akurat tym rodzajem pasożytów, którego najmniej się w tym momencie obawia. Jest przerażona tą sytuacją, więc niewiele myśląc rzuca się z wyciągniętymi łapami na kocura, chcąc go przewrócić na ziemię. Jak to się uda to wtedy będzie się zastanawiać co dalej.
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
- Mruk się mną opiekowała, ale uznała, że jestem już duży i sam sobie poradzę. - Odpowiedział grzecznie, bo ni widział sensu w wymyślaniu jakichś niestworzonych bajek. - Nauczyła mnie polować i poszła w swoją stronę, a ja zostałem, żeby zwiedzać. - Chyba już wszystko było jasne, nie? Prosta odpowiedź na proste pytanie, jakby kotka chciała wiedzieć coś jeszcze, to mogła dopytać, czy coś.
- Hej! Nie jestem zapchlony! O co ci chodzi, mam czyste futerko! - Oburzył się nieeco, bo może i długa sierść odstawała mu na boki, ale niechlujny nie był, starał się, żeby było ładne i czyste, a ta mu wyjeżdża z takimi tekstami, jak on nic złego jej nie zrobił przecież. - Pytałaś o przygody, to ci opowiadam! - Dorzucił jeszcze, zaraz widząc, jak ta leci na niego z łapkami, przed którymi w porę się odsunął. - Och? Bawić się chcesz? - Zapytał radośnie, zaraz próbując zrewanżować się tym samym ot, skacząc w jej stronę z uśmiechem na pyszczku, bo może to jemu uda się ją wywrócić.
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
Nieznajomy umyka spod jej łap z zadziwiającą sprawnością. Chociaż nie, wróć. Nie zadziwiającą, a irytującą sprawnością skoro jego unik sprawia, że na ciemnej mordce pojawia się kolejna bruzda między zmarszczonymi brwiami. Słowa Ziemniaczka jakoś przelatują koło uszu koteczki. Wszystkie. No, prawie wszystkie.
– Zabawa? Myślisz, że TO jest zabawa? – pyta z niedowierzaniem, kątem oka widząc jak przeciwnik ugina łapy, szykując się do skoku w jej kierunku. Więc Traszka robi sus w przód by uciec poza jego zasięg i zaraz po wylądowaniu, obraca się szybko wokół własnej osi by chwycić za ciemny ogon i pociągnąć w swoją stronę. Może się wywróci, może zapiszczy jak frajer. Na obie opcje zasłużył.
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
- No a nie? - Odpowiedział jej pogodnie, bo przecież wyraźnie po prostu się bawili, tak samo jak z Mruk się zawsze bawił. I jak z przyszywaną mamą szło mu nienajgorzej, to i z nieznajomą kotką też powinno być fajnie, nie?
Zamachał ogonem akurat w momencie, gdy ta probowała go dopaść, przez co jedynym co złapała, było powietrze. Zgiął łapki i wyskoczył jak sprężynka w jej stronę, znów próbując ją wywrócić, bo jak nie wyszło raz, to może kolejny się uda!
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
– Nie. – odburkuje krótko, nie odwzajemniając ani cienia tej absurdalnej pogodności dwukolorowego. Słoneczko mu przygrzało jak nic!! Zresztą Traszka nie ma powodów do radości teraz, nie gdy jej szczęki zamykają się z głuchym trzaskiem. Nie chwyta żadnego ogona, nie słyszy pisku jego właściciela.
Porażka.
A potem jest tylko gorzej. Nagle nieznajomy znowu skacze w jej stronę, jednak tym razem Wichrzaczka nie jest o krok przed nim i nie udaje jej się w porę uniknąć zderzenia. Od lewego barku rozlewa się ból (upokorzenia, że to nie jej przypadł pierwszy udany atak, chociaż upadkowi też daleko do miękkich). Koteczka w pierwszym odruchu próbuje skopać typa po mordzie tylną łapą, skoro już znajduje się na grzbiecie.
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
Zawsze lubił to uczucie zwycięstwa, które ogarniało go, gdy faktycznie udało mu się zaatakować. Dużo mniej podobało mu się, gdy sam obrywał. Jednak trafiony kopniak ze strony kotki nie zdołał zgnieść jego szerokiego uśmiechu, a sam Ziemniaczek zaraz znów chciał naskoczyć na nią łapkami, bo skoro już leżała na ziemi, to kocur chciał, żeby jeszcze nie wstawała. Jakkolwiek pokrętna logika kryła się za tym pomysłem.
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
Wreszcie jakiś sukces. Tylna łapa nie napotyka jedynie powietrza na swojej drodze, a zatrzymuje na mordce Ziemniaczka. Traszka wyraźnie czuje jego pyszczek pod paluszkami i wie, że porządnie go zdzieliła. Dobrze mu tak. Nie traci jednak czasu na samozachwyty, bo już kątem oka dostrzega, że ten się szykuje do skoku w jej stronę. Czekoladowej pointce bardzo się nie widzi dalsze zostawanie w parterze, więc próbuje się przeturlać na brzuch i podnieść na równe łapy nim ją dwukolorowy przygniecie do gleby.
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
Aha, w ten sposób. Czy koteczce nie w smak wspólne turlanie się po ziemi? Nie zastanawiał się jednak nad tym jakoś przesadnie długo, bo gdy łapki zamiast na nieznajomej, miękko osiadły na ziemi, tylko odwrócił się w jej stronę, przez kilka sekund ją obserwując i zastanawiając się, jak kontynuować tę ich zabawę, co zabawą nie była, a jednak. Za kolejny cel obrał sobie kłaczki na czubku głowy pointki, bo jakoś tak za bardzo jej oklapły, a jego skromnym zdaniem dużo lepiej wyglądała z takimi rozczochranymi, więc zamierzał jej w tym pomóc, celując w nie łapką, nie żeby walnąć ją w głowę, a żeby po prostu rozwichrzyć (ha!) jej sierść.
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
Było fajnie, ale teraz nie jest fajnie. Niestety nie jest świadoma intencji Ziemniaczka, nie ma pojęcia, że kierują nim jakie fryzjerskie czy tym podobne zapędy. Z jej perspektywy pada ofiarą podłego, niespodziewanego ataku na puchate czoło (dopiero co się podniosła, przepraszam bardzo!!). Obrywa w nie płaską łapą, zamyka odruchowo oczy, na wypadek gdyby to one miały być głównym celem ciosu. I ból rozchodzi się po czaszce, co znajduje swoje odbicie w mimice koteczki. Krzywi się jakby Ziemniak podsunął jej pod nos zepsute mięso do powąchania.
Otumaniona uderzeniem nie myśli zbyt wiele i podąża za najprostszą (najbardziej logiczną!!) opcją. Daje nura w stronę łapki, która ją dopiero co zdzieliła i chce wbić w nią swoje kiełki.
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
Łapka trafiła na swój cel, a Ziemniaczek jest niezwykle zadowolony, bo teraz kłaczki idealnie agresywnością swojego rozczochrania pasują do spojrzenia, które posyła mu kotka. No, i to się nazywa spójność charakteru, czy coś. A nie, będzie z takimi przyklapniętymi na wszystkich patrzeć ze zdenerwowaniem, kto ją wtedy na poważnie weźmie? Kocurek tylko wyświadczał jej przysługę!
Zauważył, jak ja wyciąga ząbki w stronę jego łapki i chciał ją jak najszybciej zabrać, coby go nie złapała. Bo przecież nie zrobił nic złego, nie? Co ona się tak krzywiła?