Niewielka, śliczna kotka z masą krągłości. Pokryta błyszczącym, długim, niebieskim klasyczno pręgowany futrem. O ogromnych zielonych oczach i wywyniętych do tyłu uszach.
Kacze Piórko jest małą, pewną siebie nieuleczalną romantyczką. Wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Często bywa zbyt beztroska i naiwna, wierząc w dobro świata. Jest bardzo wrażliwa i empatyczna. Niezbyt bystra. Urodzona optymistka, zawsze potrafi odnaleźć dobre strony świata. Daleko jej do nieśmiałej i cichej, lubi gadać, plotkować i ma przy tym ogromne zapasy pewności siebie. Troszczy się o swoją rodzinę i jest ona w jej życiu naprawdę ważna.
Cieszyła się że mama doszła do siebie, bo te szybkie oddechy wyglądały groźne. Na pewno będzie trzeba podpytać o to Krwawnikowego Liścia, bo w wieku mamy wszystko było groźne. Nie mogła pozwolić jej się zaniedbać. Podstarzały wiek, wcale nie oznacza że można zapominać o zdrowiu, szczególnie gdy miało się trójkę kochających słoneczek gotowych ci pomóc.
U nich nie było zbyt kolorowo. Mama stawała się coraz starsza i przeraźliwie szybko traciła życia. Plaża, Jeziorko, Brzózce dalej nie wracały do domu, ale przynajmniej jej ukochany braciszek znowu tu jest. Nie chciała więc zaprzątać sobie ani jemu głowy przykrymi wydarzeniami. Trzeba się było skupić na pozytywach. Przynajmniej na ten moment.
- No oczywiście że tak, słoneczka - powiedziała pusząc dumnie sierść. Komu jak komu, ale Króliczkowi musiała opowiedzieć o swoim ukochanym, bo on akurat wiedział o kogo chodzi. Miał to szczęście poznać Pierwiosnka, jej szarmanckiego gentelmena z Klanu Rzeki, a Pierwiosnek nawet go polubił i się o niego naprawdę martwił.
Uśmiechnął się ciepło na słowa obu kotek. Jego serce tak mocno biło z tych wszystkich emocji, że aż poczuł się słabo. Ale musiał się trzymać, jeszcze tego brakuje, aby ich zamartwiał tym, że nagle zemdlał. Zadrżał delikatnie, spoglądając na mamę.
- ...Cieszę się - Skomentował na jej słowa o jej zdrowiu. Dobrze, że mieli chociaż jednego medyka, który się nią zaopiekował bez robienia z jej samej obecności problemów... Królik przełknął cicho ślinę, gdy dotarły do niego wspomnienia jeszcze sprzed jego porwania. - Mamo... Przepraszam, że cię... Nie obroniłem. Na zgromadzeniu. - Miauknął cicho, przesuwając językiem po jej policzku. - Wiem, że tak nagle... Ale wcześniej ci tego nie powiedziałem i... - Zacisnął powieki. Pamiętał całe zdarzenie, do tej pory nie dawało mu spokoju to, jak ją zawiódł... Jak nawet nie spróbował stanąć w jej obronie gdy... Tamta kocica ją oskarżała o te wszystkie głupoty. - Powinienem był coś wtedy zrobić... Powinienem był stanąć w twojej obronie, nie dać jej... Tak o tobie mówić
Potrząsnął delikatnie łbem. Nie czuł się ani trochę lepiej, nawet po tym jak przeprosił Lawendę za to, jak nawet nie ruszył wtedy łapą. Ale... Już minęły księżyce od tamtego zgromadzenia, nie mógł teraz już nic zrobić. - Cóż... - Zamrugał parokrotnie, próbując pozbyć się łez z oczu. Jego głos wciąż się załamywał, ale kontynuował. - A... Co z resztą? Pączek... Słyszałem już, że jest w klanie. - Zauważył, przypominając sobie wcześniejsze słowa Kaczuszki. - Co u niej? - Spytał z delikatnym uśmiechem. - A reszta...?
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Tyle mają do nadrobienia! Aż ciężko się zdecydować od czego zacząć! Niech tylko Królicza Łapa trochę odpocznie i nadrobią stracony czas! Nagle ni stąd ni zowąd Króliczek zaczął ją przepraszać za Zgromadzenie, które miało miejsce księżyce temu. Ona już go nawet nie wspomina, Lśniącej Sadzawki już nie ma, władza w Klanie Cienia się zmieniła. Prawie nic już nie jest takie samo, więc dlaczego syn do tego wraca? To wydarzenie można powiedzieć poszło w niepamięć. - Daj spokój... Przeprosiny przyjęte i nie wracajmy do tego- oznajmiła łagodnie i polizała po uchu Króliczka. Miała nadzieje, że ten temat zostanie zamknięty. Naprawdę nie chciała do niego wracać. Przyjęła przeprosiny, aby syn nie miał wyrzutów sumienia, a tak naprawdę w ogóle ich nie potrzebowała. Nikt nie spodziewał się, że Lśniąca Sadzawka tak postąpi. Po akcji łatwo mówić, że mogłoby się zachować inaczej, ale podczas jej trwania nikt nad niczym się nie zastanawia. - Nie ma...- odpowiedziała z żalem. Dała też szansę, aby to Kaczuszka powiedziała, co u siostry słychać, a niestety nic dobrego. Jest ona wycofana z życia Klanowego i nie udziela się w nim jak powinna. - Dlatego cieszę się, że jesteś! Witamy z powrotem w Klanie!- powiedziała uśmiechając się ciepło. To dla niej naprawdę wspaniałe, że Króliczek wrócił. Jest spokojniejsza wiedząc, że syn jest już wśród swoich i że w ogóle wiadomo, że żyje. Niepewność jest najgorsza.
- Dobrze... - Westchnął cicho, przytakując łbem na słowa mamy. - Po prostu... Należały ci się przeprosiny. - Dodał po dłuższej chwili, decydując już, aby zakończyć ten temat. Nie było już po co rozdrapywać starych ran, nie powinien był w ogóle przypominać o tym... Lawenda na pewno też nie miała z tamtego zdarzenia miłych wspomnień, eh Królik, zamknij się już i nie pogarszaj sytuacji.
Odchylił wywinięte uszy delikatnie do tyłu, spoglądając smutno w łapy. - Oh... - Wydobyło się jedynie z jego pyska. Nie odpowiadał przez dłuższą chwilę, zastanawiając się nad całą sytuacją. Gdzie są...? Co teraz robią? Czy są całe i zdrowe... Czy kiedyś wrócą do domu? - Znajdą się... - Odezwał się po chwili. - Skoro ja odnalazłem drogę do domu... To one tym bardziej dadzą sobie radę. - Zapewnił mamę i siostrę, przy tym próbując samemu uwierzyć w swe słowa. I wiecie co? Wierzył w nie. Jego siostry były mądre, silne i na pewno sobie poradzą. Co nie zmienia faktu, że się o nie martwił... Oby były bezpieczne.
Na kolejne słowa mamy nie mógł powstrzymać zbierających się ponownie łez szczęścia w jego oczach. Uśmiechnął się szeroko, przytakując łbem. Otarł się czołem o pysk matki. - Dziękuję... Obiecuję, że to się więcej nie powtórzy... - Zrobi wszystko co w jego siłach, aby nie zostać ponownie złapanym przez dwunogów. Żeby... Nikt nie został już złapany. Ludzie to okrutne, bezduszne istoty, przekonał się o tym na własnej skórze. - Kocham was... Tak za wami tęskniłem... - Wydyszał.
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Należały, nie należały. Koszmar się skończył i raczej za kilkanaście księżyców nikt nie będzie o tym pamiętał. To wszystko przeszło już do historii i ona niedługo też będzie tylko wspomnieniem. Czy długo będą o niej pamiętać? Raczej nie. Czy była wspaniałym Przywódcą, który dużo osiągnął? Niestety nie... Jedyne w czym przoduje to w stażu. Możliwe, że jest najdłużej piastującym tę rangę kotem. To zawsze coś. - Też w to wierzę. Dałeś mi nadzieje!- oznajmiła pogodnie. Króliczek ma rację. Skoro on dał radę wrócić to Brzózka, Jezioro oraz Plaża też mogą. Musi ich zacząć wyglądać. Może wkrótce pojawią się na Granicy? To by było spełnienie jej pragnień. - Oby, żebyś mi znowu serduszka nie złamał- zareagowała pół żartem pół serio. Naprawdę chyba nie zniesie tego bólu jak znowu, któryś z jej kociaków zniknie albo co gorsza odejdzie do Gwiezdnego Klanu w tak młodym wieku. Nawiasem mówiąc wtedy do niego dołączy, ale woli, aby jej kocięta jak najwięcej skorzystały z życia w Klanie, na ziemi. - Mój kochany! Wracajmy do Obozu, na pewno jesteś zmęczony poszukiwaniami. Należy Ci się odpoczynek i coś dobrego- oznajmiła z radością w głosie. Już dawno nie byli w tak dużym gronie rodzinnym. Właściwie ostatnio jak jej pociechy były kociakami, później każdy miał już swoje sprawy i nie spotykali się w licznym gronie. - Zjemy razem coś dobrego... Może zająca? Trzeba to porządnie uczcić!- powiedziała z entuzjazmem. Ma nadzieje, że Króliczek i Kaczuszka przyjmą jej zaproszenie na małą ucztę, w końcu jest co świętować! Niebieska kotka podniosła się gotowa ruszać w drogę. Sprzeciw jej woli nie wchodzi w grę.
czarny, wysoki kocur, o długim futrze, masywnych barkach i niebiesko-szarych oczach
miły grzeczny i uczynny, nie lubi tłumów, nie lubi gadać, nie lubi jak jest za dużo innych wokół, introwertyk!!!! ale za to lojalny fajny przyjaciel jak ma dwa koty obok
Dni mijały szybko. Niemiłosiernie szybko, do tego stopnia, że Mech czasem nie zdążył otworzyć oczu, a już musiał iść spać, bo dzień się kończył. I to było dobre, ale tylko potęgowało poczucie niezrozumianej pustki, która w nim ciążyła. Dziś jednak, zamiast siedzieć i liczyć na to, że w obozie znajdzie coś ciekawego, wybrał się na spacer, aż pod same granice. Nie pierwszy, wychodził już kilka razy... ale zwykle z kimś. Tym razem stawiał na przypadek, na to, że w ciągu drogi trafi na coś interesującego. A jeśli nie... cóż mógł innego, niż pogodzić się ewentualnie z przykrym losem? Doszedł do granicy, odsapnął. Spojrzał na wodę. Kiedyś, gdy Kura będzie mieć czas, a pogoda będzie przystępniejsza, może właśnie tu będą się uczyli pływać...
[ćma!]
FEELthe furyclosingin 〈〈AllRESISTANCE〉〉 wearingthin NOWHEREtorunfromallofthishavoc NOWHEREto hide Fromallof this 〈〈MADNESS〉〉
Księżyce: 89 Płeć: Kotka Matka: Modliszkowy Zagajnik Ojciec: Świergot Partner: Śpiewająca Knieja Trwałe urazy: Brak palca u jednej tylnej łapy.
Niebieska szylkretka (kremowy jest jedynie jeden palec); minimalne białe znaczenia na tylnych łapach; nie ma jednego palca (u drugiej tylnej łapy, tej gdzie nie ma kremowego palca); zółto-zielone oczy; niska; smukła; z wiecznym uśmiechem na pyszczku.
Z charakteru Ćma jest bardzo wybuchowa. Jest impulsywna, pierwsze robi potem myśli. Wskakuje w ogień niczym ćma lecąca w stronę światła. Jest również zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do swojego rodzeństwa. Jeśli tylko dowiedziałaby się, że ktoś wyszedł o zachodzie słońca z kociarni... to oj było z tobą źle. W tym sensie, że prawdopodobnie trochę na ciebie pokrzyczała, a potem rzuciłaby się z tobą na legowisko i kazała spać, ciągle na tobie leżąc. Jest kochanym kociakiem, bardzo ciekawym świata i chcącym nauczyć się jak najwięcej. Łatwo nawiązuje nowe znajomości i bardzo się przywiązuje do nowych najlepszych przyjaciół. Uwielbia towarzystwo praktycznie tak samo jak bieganie w kółko wokół obozu. Jest nabuzowana i pełna energii, cały czas.
Ja, z powodu mojego tymczasowego stanu uwięzienia... nie odczuwałam tych krótkich dni, dopóki w końcu się nie uwolniłam i nie poczułam ich na własną skórę. Było to wielkim przeskokiem, ostatni raz świeżym powietrzem oddychałam bez zatkanego nosa... nie wiem, w Porze Zielonych Liści, tak myślę? A gigantycznymi krokami zbliżała się już Pora Nagich Drzew... Okropne, czemu czas tak szybko uciekał? Zaraz tak się skończy, że wrócę do Cienia i chwilę potem wyląduję w Legowisku Starszyzny. Ojej, obym tylko tego nie wykrakała!! Proszę, Gwiezdny Klanie, daj mi jeszcze chwilę się nacieszyć!!
Jeśli młody terminator Wichru poszukiwał czegoś ciekawego, to... może to znalazł? Cóż, nie uważałam się za najciekawszą kotkę na świecie, ale myślę, że nie na co dzień spotyka się porwanego przez dwunożnych kota z Czterech Klanów szwędającego się po granicach. Przynajmniej byłam już bliżej. Zdążyłam się trochę nawdychać zapachu granic Wichru, pewnie za rogiem czekał na mnie znajomy zapach Cienia. Zanim to się stanie jednakże, miałam kota po zaraz przede mną. Nie zdążyłam jeszcze przejść przez Czarny Ogon, ale byłam praktycznie na granicy z Wichrem, to był dosłownie ostatni moment na rozmowę z jakimś Wichrzakiem, zanim przekroczę rzekę.
— O hejka! Co tam zobaczyłeś w wodzie? — zapytałam moim zwyczajowym cieplutkim i pogodnym tonem.
czarny, wysoki kocur, o długim futrze, masywnych barkach i niebiesko-szarych oczach
miły grzeczny i uczynny, nie lubi tłumów, nie lubi gadać, nie lubi jak jest za dużo innych wokół, introwertyk!!!! ale za to lojalny fajny przyjaciel jak ma dwa koty obok
Poruszył uszami, kiedy usłyszał głos kogoś zupełnie obcego. Moment później pociągnął łeb do góry, by oczy zawiesić na… faktycznie, kimś zupełnie obcym. W pierwszej chwili byłby pewien, że widzi jakąś nieco gorszą kopię Lawendowej Gwiazdy, potem odrzucił tę myśl. Była nieistotna. - Jeszcze nic - przyznał zgodnie z prawdą. - Zastanawiałem się, jak by nauczyć się pływać. Mojego przyjaciela chciałem zabrać nad jakieś rozlewisko, jak się rozciepli, żeby spędzić razem miło czas. Obecnie jakbym wskoczył do wody, to bym był chory, gdybym się nie utopił.
Dorzucił spokojnie, na pewno nie ciepło. Może z drobną nutką wesołości, ale tak drobną i delikatną, że na pierwszy rzut oka, brzmiał zwyczajnie niechętnie i znudzenie. - A ty, dokąd?
FEELthe furyclosingin 〈〈AllRESISTANCE〉〉 wearingthin NOWHEREtorunfromallofthishavoc NOWHEREto hide Fromallof this 〈〈MADNESS〉〉
Księżyce: 89 Płeć: Kotka Matka: Modliszkowy Zagajnik Ojciec: Świergot Partner: Śpiewająca Knieja Trwałe urazy: Brak palca u jednej tylnej łapy.
Niebieska szylkretka (kremowy jest jedynie jeden palec); minimalne białe znaczenia na tylnych łapach; nie ma jednego palca (u drugiej tylnej łapy, tej gdzie nie ma kremowego palca); zółto-zielone oczy; niska; smukła; z wiecznym uśmiechem na pyszczku.
Z charakteru Ćma jest bardzo wybuchowa. Jest impulsywna, pierwsze robi potem myśli. Wskakuje w ogień niczym ćma lecąca w stronę światła. Jest również zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do swojego rodzeństwa. Jeśli tylko dowiedziałaby się, że ktoś wyszedł o zachodzie słońca z kociarni... to oj było z tobą źle. W tym sensie, że prawdopodobnie trochę na ciebie pokrzyczała, a potem rzuciłaby się z tobą na legowisko i kazała spać, ciągle na tobie leżąc. Jest kochanym kociakiem, bardzo ciekawym świata i chcącym nauczyć się jak najwięcej. Łatwo nawiązuje nowe znajomości i bardzo się przywiązuje do nowych najlepszych przyjaciół. Uwielbia towarzystwo praktycznie tak samo jak bieganie w kółko wokół obozu. Jest nabuzowana i pełna energii, cały czas.
Posłałam wichrzakowi uśmiech, kiedy ten się zwrócił w moją stronę. Czarnofutry kot wyglądał na ciekawą duszyczkę, na pewno o czymś fajnym sobie podyskutujemy! Za niedługo się przekona, że lubię sobie pogadać... teraz tylko trzymać kciuki, że go nie odstraszę paplaniną. Nie no, na pewno nie!
— Czaję, czaję. Pływanie BRZMI super. Chyba jak już się ociepli to skoczę pod granice Klanu Rzeki i może kogoś wyproszę, by mnie nauczył, haha. Może jak połączymy siły to będzie łatwiej kogoś przekonać?? I tak, umm! Chociaż też bardzo bym chciała wskakiwać, to nawet ja wiem, że lepiej byłoby nie robić tego, kiedy Pora Nagich Drzew jest tak blisko! A to dużo znaczy. — mówiłam energicznie, szczęśliwa, że mogę sobie porozmawiać o prostych rzeczach. — Ja? Do domu, rzecz jasna. Czeka na mnie moja partnerka i jej- nasze kocięta i mój brat! Nie mogę się doczekać, aby znowu ich zobaczyć, wiesz? No i zostało mi tylko się modlić do Gwiezdnych, że już nigdy dwunożni mi nie zrobią psikusa i mnie złapią i ukradną!! I zamkną!! Porażka, to było okropne. — byłam podekscytowana. Więc oczywiście podzieliłam się wszystkim, co mi tylko wpadło do głowy na myśl o tym, gdzieżby to zmierzałam.
czarny, wysoki kocur, o długim futrze, masywnych barkach i niebiesko-szarych oczach
miły grzeczny i uczynny, nie lubi tłumów, nie lubi gadać, nie lubi jak jest za dużo innych wokół, introwertyk!!!! ale za to lojalny fajny przyjaciel jak ma dwa koty obok
Natłok słów. Coś jak Świt, ale jako że do Świt było obcym daleko, nie potrafił się aż tak zaangażować w to gadanie. Nie uśmiechnął się, kamiennie wpatrując się w jej pysk. Mówiła o pływaniu przy Rzece. Jak sam się nie martwił o bycie w okolicy Klanu, tak nie wiedział czy każdy miałby prawo użyczyć sobie ich wody jako miejsca do pływania. Najwyżej przeprosiłby i wyjaśnił, że nie wiedział, że zabrał znajomą, to jego wina. W końcu kim był, by zwalać na kogoś winę?... Jako syn przywódcy Klanu, tym bardziej wolał brać na siebie takie drobne winy. Jemu nic by się nie stało, zaś samotnik mógłby ucierpieć. Raczej. A być może to on miał okrutne spojrzenie na te sprawy. - ...Och? - uniósł brew do góry. Tutaj już nie mógł przemilczeć; nie dość, że nie wypadało, to zwyczajnie się zainteresował tą sprawą nieco bardziej. - Jesteś z Klanu... porwali cię dwunożni?
Zapytał po chwili, marszcząc delikatnie brwi. Potem znów wrócił do monotonnego wyrazu pyska. - Jak to... tak? Myślałem, że nie kręcą się w okolicach Klanów, a jedynie tam - przy drodze - więc raczej nikt nie spłata jej znów takiego niemiłego psikusa. Właśnie, znów! - Porwali cię raz? Do... siebie?
Znów, tym razem jednak z odrobiną ciekawości w tym pytaniu. Bo to, to mogło być czymś, co kiedyś być może się mu przyda. Kto wie!
FEELthe furyclosingin 〈〈AllRESISTANCE〉〉 wearingthin NOWHEREtorunfromallofthishavoc NOWHEREto hide Fromallof this 〈〈MADNESS〉〉
Księżyce: 89 Płeć: Kotka Matka: Modliszkowy Zagajnik Ojciec: Świergot Partner: Śpiewająca Knieja Trwałe urazy: Brak palca u jednej tylnej łapy.
Niebieska szylkretka (kremowy jest jedynie jeden palec); minimalne białe znaczenia na tylnych łapach; nie ma jednego palca (u drugiej tylnej łapy, tej gdzie nie ma kremowego palca); zółto-zielone oczy; niska; smukła; z wiecznym uśmiechem na pyszczku.
Z charakteru Ćma jest bardzo wybuchowa. Jest impulsywna, pierwsze robi potem myśli. Wskakuje w ogień niczym ćma lecąca w stronę światła. Jest również zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do swojego rodzeństwa. Jeśli tylko dowiedziałaby się, że ktoś wyszedł o zachodzie słońca z kociarni... to oj było z tobą źle. W tym sensie, że prawdopodobnie trochę na ciebie pokrzyczała, a potem rzuciłaby się z tobą na legowisko i kazała spać, ciągle na tobie leżąc. Jest kochanym kociakiem, bardzo ciekawym świata i chcącym nauczyć się jak najwięcej. Łatwo nawiązuje nowe znajomości i bardzo się przywiązuje do nowych najlepszych przyjaciół. Uwielbia towarzystwo praktycznie tak samo jak bieganie w kółko wokół obozu. Jest nabuzowana i pełna energii, cały czas.
Oczywiście nie chodziło mi o pływaniu po ich części rzeki. Tylko no, na granicy! Tak, że mogłam porozmawiać z kotem z rzeki i mieć rzekę zaraz obok. Ale nadal, nie w tym momencie, teraz trochę... Się nie dało. Było zimno, już o tym rozmawialiśmy. Ale kiedyś, tak.
Nie zwracałam uwagi na to, że czarnofutry nie odwzajemnił uśmiechu, ale zwróciłam uwagę na uniesioną brew, kiedy podzieliłam się moim Klanowym Pochodzeniem.
— Tak. Dziwnie często o tym słyszę, ale... Nie spodziewałam się, że mnie też to spotka. Wiesz co, nie zawsze! Byłoby miło, gdyby się trzymali tylko tego miejsca. No i osiedla, w końcu tam mieszkają. Ale nie, czasami jakiś przyjdzie, jakby w ogóle nie czuł zapachu granicy! Może nie czuje, w sumie. Nie wiem. — powiedziałam szczerze w odpowiedzi. Finalnie też usiadłam, skoro zapowiadało się, że chwilę pogadamy. A nie będę niepotrzebnie męczyć łap. — No tak, raz. I miejmy nadzieję, Gwiezdny Klanie, że ostatni. To serio nie jest miłe, zajęło mi to księżyce, żeby się wydostać i znaleźć tereny Klanów! Ehhh, no ale udało się, racja! Teraz już wiem jak się dostać do Klanów z osiedla, pewnie w drugą stronę też by mi się udało.
czarny, wysoki kocur, o długim futrze, masywnych barkach i niebiesko-szarych oczach
miły grzeczny i uczynny, nie lubi tłumów, nie lubi gadać, nie lubi jak jest za dużo innych wokół, introwertyk!!!! ale za to lojalny fajny przyjaciel jak ma dwa koty obok
Nie wiedział, czy mogliby to czuć. Warto kiedyś poruszyć ten temat na treningu, bo to może być też istotne... nie, aby miał jakoś usprawiedliwiać ludzi, ale dobrze byłoby wiedzieć, że łyse bestie pojawią się wszędzie, nie ważne co. Aż dziw - i chwała - że nie ma ich w obozie. Strach pomyśleć, co by się stało gdyby jakiś przyszedł. - Jak jest u nich? O ile, rzecz jasna, nie jest ci źle o tym rozmawiać - powątpiewał. To ile ona mówiła na raz, niekiedy bywało całym zasobem zdań Mchu na cały dzień. Aczkolwiek, nie miałby prawa jej zmusić do rozmowy jeśliby była niezainteresowana nią.
FEELthe furyclosingin 〈〈AllRESISTANCE〉〉 wearingthin NOWHEREtorunfromallofthishavoc NOWHEREto hide Fromallof this 〈〈MADNESS〉〉
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Dzisiaj postanowiła przejść się na patrol po granicy z Księżycowym Wzgórzem. Wszyscy zawsze mówili, że ciężko jest się z nią dogadać, ale Jodłowa Gałązka w sumie tak nie uważała, w jej opinii kotka nie była taka zła jakby się mogło wydawać, zwłaszcza po bliższym poznaniu. Może i była taką osobowością trochę… twardszą… ale Jodłowa Gałązka też nie była jedną z tych miękkich piszczek, więc w sumie pasowały do siebie jako tako i nie było im się tak jakoś strasznie ciężko porozumieć, a to sprawiało, że wspólne patrole nie były jakąś specjalną mordęgą.
//Pies
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
wysoka | ruda tygrysio-pręgowana | heterochromia, prawe oko bursztynowe, lewe żółtozielone | białe znaczenia na lewym uchu i końcówce ogona | łysy kawałek ogona
zamknięta w sobie | nieszczęśliwa | skupiona na sobie
Mrówczy Szlak [KW], Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW]
- Dzień dobry - wysłowiła się w końcu. Zdecydowanie za cicho, zbyt chrypko, by ktokolwiek był w stanie ją usłyszeć. Może trzeba było jednak wyjść zza drzewa i się pokazać? Początkowo miała się poddać, skulić i odejść przez głupią, nieudaną próbę rozmowy. Szkoda by jednak było stracić taką okazję, skoro już się pojawił jakiś patrol. Kto wie, ile by musiała czekać na kolejny.
- D-dzień dobry - powiedziała głośniej, truchtając szybciej w stronę czarno-białej kotki i jej towarzyszki. Trochę zapomniała, jak się mówiło, skoro ostatnio rozmawiała tylko sama ze sobą. Było to niby miłe, spodziewała się każdej odpowiedzi, nie było powodów do kłótni, nie musiała się obawiać nagłego krzyku w jej stronę. Było to też jednak dziwne. - Ekhm. Jesteś z klanu Wichru...tak? Booo...chciałam spytać, jak tam jest...u was. To znaczy...czy miło...i jak patrzycie na przyjmowanie samotników...Nie że chcę dołączyć! To znaczy...znaczy może, ale dlatego pytam bo...Bo lepiej zapytać najpierw...prawda?
Po cociteowceniespokojne -Kołyszjedosnu- Nie pójdąnawojnę Czekamnaskinienie Puszczamwzapomnienieto -Conie padłoztwoichust- pociągam za spust
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Jodła zastrzygła uszami i przystanęła kiedy po drugiej stronie granicy usłyszała jakiś głos. Księżycowe Wzgórze też stanęła kiedy zobaczyła, że czarno-biała gdzieś się odłączyła i spojrzała za siebie, jednak na razie nie przeszkadzała, pewnie zastanawiając się co Jodłową Gałązkę nagle zatrzymało.
-Tak, jestem z Klanu Wichru -córka Zwinnego Strumyka potwierdziła przypuszczenia nieznajomej, która pachniała samotnikiem- W Klanie Wichru… chyba tak jak w każdym Klanie? Nie wiem szczerze co ci bym miała tutaj odpowiedzieć -odparła, unosząc brew w zdziwieniu, bo w sumie trochę pogubiła się jaki był w tym momencie cel drugiej kotki, bo tamta chyba sama wręcz nie za bardzo wiedziała co ze sobą zrobić- Takie rzeczy zależą już od przywódczyni, ale o co ci w tym momencie chodzi? Bo nie wyglądasz na zbytnio zdecydowaną na cokolwiek -zauważyła jeszcze na koniec.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-