Logo Artemidy
Trawiaste Grzbiety - zachód
Wznowiłem już trening z Topniejącym Lodem, więc nie widziałem żadnych przeciwwskazań do wychodzenia na samotne wędrówki, czy też polowanie. Moje ostatnie łowy zakończyły się kompletną porażką, oczywiście nie z mojej winy - to wszystko przez tych Dwunożnych, którzy śmiali się do mnie zbliżyć - niestety jednak podejrzewałem, że inni nie myśleli tak samo. Ba! Podczas rozmowy z ojcem i Płomykówkową Gwiazdą musiałem się płaszczyć i przyznać, że to moja wina; no cóż, chciałem mieć pewność, że zostanę przyjęty z powrotem. W każdym razie, musiałem udowodnić, że pomimo trwającej przez jakiś czas niewoli, dalej byłem wspaniały i nieomylny, dlatego też udałem się na polowanie. Słońce przysłaniały coraz to ciemniejsze chmury, ale mi to nie przeszkadzało - musiałem pokazać się z jak najlepszej strony! Jak wejdę do obozu z masą jedzenia, to dopiero im miny zrzedną! Najlepiej byłoby, gdyby to Kra mnie zobaczył - ten mysi móżdżek nie potrafił nawet polować, żałosne.
Szło mi całkiem nieźle, udało mi się złapać jakiegoś piszczka i tłustą wiewiórkę, więc postanowiłem zrobić sobie chwilę odpoczynku. Każdy zasługuje na odrobinę przyjemności, a ja to w szczególności! Rozłożyłem się więc w okolicy Trawiastych Grzbietów i odłożywszy moje zdobycze na bok, zacząłem leniwie czyścić moje gęste, lśniące futro. Przywódca nie mógł sobie pozwolić na wygląd jakiegoś obdartusa!

Szron
LVL 3 155 / 200
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Oszroniony Szczyt za to udał się na spacerek, który mógł też odrobinę podchodzić pod patrol, bowiem kocur przechadzał się wzdłuż granic i obserwował czy żaden śmiałek nie przekracza Cienistej granicy, a kto wie? może i wyniuchałby jakiś klanowy romans, który nie powinien istnieć? Ostatnio Szron dosyć się nudził. Nie miał żadnego terminatora a rozmówców też za dużo nie spotykał więc przeważnie spędzał czas na polowaniu, patrolowaniu albo właśnie spacerowaniu. Kiedy wracał już do obozu, przechodząc przez Trawiaste Grzbiety mignęła mu przed oczami czarna sylwetka, należąca do jego do niedawna zaginionego brata - Chłodnej Łapy. Oszroniony Szczyt nie wiedział co z początku sądzić o zaginięciu Kry oraz Chłoda i podchodził do tego z rezerwą ale wewnątrz cieszył się, że bracia wrócili, no a przynajmniej jeden z braci - Chłód oczywiście. Po chwili podszedł więc lekkim i eleganckim krokiem do Syna Ciemnej Toni.
- Dzień dobry Chłodzie - mruknął na powitanie swoim grubym głosem. Na jego pysku przez chwilę nie było widać żadnych emocji ale później wpłynął na niego subtelny uśmiech. Kocur lekko westchnął i usiadł przed bratem, oplatając puchaty ogon wokół masywnych łap.
- Dobrze, że wróciłeś - dodał zupełnie szczerze.
- Jak w ogóle udało wam się znaleźć drogę powrotną? - spytał zaraz, a końcówka jego ogona drgnęła. Zabawna była również wizja Chłoda oraz Kry wracających razem do klanu. Co to się porobiło.
LVL 3 5 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie nacieszyłem się zbyt długo samotnym odpoczynkiem, gdyż zauważyłem w oddali zbliżającą się do mnie sylwetkę. Burego, masywnego kocura. Niewątpliwie był to ktoś z mojej rodziny, a gdy znalazł się nieco bliżej mnie, rozpoznałem w nim Szrona. Lubiłem go, jego towarzystwo mi nie przeszkadzało. Pamiętałem, jak za czasów kociaka uczyliśmy się razem poprawnej wymowy; byliśmy wtedy tacy maleńcy! Nie było mi dane obserwować moich braci, gdy dorastali, ale nie trudno zauważyć, że cały miot był równie masywny, co rodzice. Ja oczywiście najbardziej.
Gdy Oszroniony Szczyt przysiadł się do mnie, posłałem mu lekki, nonszalancki uśmiech i zostawiłem układanie futra na później. Warto z nim normalnie porozmawiać, może dowiem się czegoś ciekawego? A nawet jeśli nie, to chciałbym naprawić relacje z rodziną, które chcąc, nie chcąc - leżały i kwiczały.
- Cześć, Szron. - rzuciłem i poruszyłem się lekko w miejscu. Podobało mi się, że każdy z moich braci zawsze witał się ze mną tak... Dziwnie, poważnie i oficjalnie. Czy tylko ja w tej rodzinie byłem względnie wesoły? Nie skomentowałem jego stwierdzenia na temat mojego powrotu, gdyż było zbyt oczywiste. Proste, że to dobrze, w końcu klan potrzebuje przywódcy, nie?
- Jak udało mi się znaleźć drogę powrotną. - poprawiłem krzywiąc pysk. - Kra przyczepił się do mnie gdy byłem już bardzo blisko Czterech Klanów. Jestem pewien, że bez mojego przywództwa by tu nie dotarł, a bynajmniej nie tak szybko. - wcale nie byłem przekonany co do tego, ale czy mnie to obchodziło? Ależ skąd. Ważne, że umniejszyłem jego zasługi. - Po ucieczce z siedliska Dwunożnych kierowałem się w stronę, z której zostałem przywieziony. Spotkałem też po drodze kilku samotników, którzy wskazywali mi drogę i oto jestem. - zakończyłem i moje kiełki błysnęły w dumnym uśmiechu. Nie dość, że uciekłem tym maszkarom, to jeszcze znalazłem drogę do domu. Jaki ja byłem wspaniały! Ciekawe, co Szron sądzi na ten temat.
LVL 3 155 / 200
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Cóż, Szron na przestrzeni księżyców dość się zmienił. Potrafił być wesoły i lubił też czasami żartować ale zdecydowanie spoważniał od kocięcych czasów, co Chłód zresztą mógł teraz ujrzeć. Sytuacja z Lwią i Tygrysią Łapą też odrobinę go zirytowała i cały czas myślał o tym, że jednak może nie powinien uderzać terminatorki? I to nie z tego powodu, iż było mu jej szkoda, a dlatego, że na tym też ucierpiał Zawierucha a przede wszystkim on sam. Będzie musiał poczekać aż Płomykówkowa Gwiazda znów mu zaufa i następnym razem wszystko dokładniej przemyśleć. Ujrzawszy nonszalancki uśmiech na mordce brata, bury uniósł jedynie jedną brew. No nie ma co, na pewno to całe porwanie i wyprawa śmiałości Chłodkowi nie odebrały, ba, nawet zachowywał się chyba bardziej śmiale niż za czasów, które Szron pamiętał.
- No nie wątpię. Kra nawet nie poznał granic na treningu bo zachorował więc raczej trudno byłoby mu odnaleźć drogę w pojedynkę - odparł. Jego niechęć do Kry prawie już zniknęła, co nie zmieniało faktu, że nadal trochę jej było. W końcu Szron doskonale pamiętał jak brat przezywał jego i Zimno. Był jednak ciekaw jak "czarna owca" zachowuje się obecnie. Usłyszawszy w wypowiedzi Chłodnej Łapy, fragment o samotnikach, wykrzywił pysk w grymasie.
- Mam tylko nadzieję, że długo nie przebywałeś w towarzystwie tych samotników. - dodał zaraz z lekkim obrzydzeniem. Nie było ono jednak skierowane do Chłoda a do samotników rzecz jasna.
- Ciekawi mnie również w jaki sposób uciekłeś z Siedlisk i jak tam w ogóle było? jadłeś karmę dwunogów? - spytał. Miał sporo pytań do Chłoda, ale wszystko po kolei. Jak bray mu opowie to może i sam Szron szepnie mu kilka klanowych ciekawostek?
LVL 3 5 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ucieszyłem się, gdy brat bez zawahania mi uwierzył i jeszcze podsunął mi kolejny argument przemawiający za tym, że mam rację. No tak, przecież Pęknięta Łapa był nie tylko mysim móżdżkiem, ale także nie miał okazji do poznania terenów. Może było to trochę krzywdzące, bo jednak spotkałem go niedaleko stąd, co mogło świadczyć o tym, że jakoś sobie radził, ale hej, czy to ważne? Absolutnie nie, dyndało mi to i powiewało koło ogona. Na jego słowa pokiwałem tylko głową, nie dodając nic więcej. Nie chciało mi się o nim gadać, łatwiej było skupić się na moim ostatecznym zwycięstwie.
Zdziwiła mnie trochę reakcja Szronu na wieść, że musiałem zadawać się z samotnikami. Moja rodzina przywiązywała ogromną wagę do pochodzenia innych kotów, ale mnie to niezbyt interesowało. Jeśli samotnik, czy też kot o brudnej krwi, był w porządku lub zwyczajnie miałem korzyści z zadawania się z nim, to dlaczego nie? Czasami trzeba się poświęcać, zwłaszcza, gdy ma się przed sobą tak ambitne cele, jak ja.
- Oczywiście, że nie, ale musiałem się upewniać, że cały czas podążam w dobrym kierunku. - odparłem spokojnie, starając się zamaskować subtelny uśmiech rozbawienia - tak, to obrzydzenie Szronu mnie rozbawiło, ale pewnie pomyślałby, że śmieję się do niego, a nie z niego. W końcu uśmiech na moim pysku był raczej czymś codziennym.
- Dwunożni żyją w jakimś wielkim pudełku bez wyjścia. Na początku nie tykałem tych mysich bobków, ale po kilku wschodach słońca zrozumiałem, że myszy to tam raczej nie znajdę, więc musiałem zacząć to jeść, by nie zdechnąć z głodu. Potrzebowałem sił do ucieczki. - wyjaśniłem, krzywiąc pysk na wspomnienie karmy Dwunogów. Obrzydliwe paskudztwo, to było poniżające! - Jakoś gdy rozpoczęła się Pora Nowych Liści, udało mi się znaleźć dziurę w tym pudle i natychmiast uciekłem. Dwunożni już mnie nie dogonili. - dodałem dumnie, ledwo powstrzymując się od napuszenia się. Cały czas byłem pod wrażeniem tego, że nawet coś takiego udało mi się osiągnąć!
LVL 3 155 / 200
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
To co powiedział Chłód brzmiało dość logicznie. W końcu Szron w podobnej sytuacji sam by podpytał jakiegoś dziwoląga o drogę chcąc jak najszybciej powrócić do klanu. On jednak nie trzymałby się z takimi kotami ani też brudnokrwistymi dla korzyści. Byłoby to dla niego zbyt nieczyste i poniżające. W końcu jeszcze futro Oszronionego księcia uległoby uszkodzeniu i co wtedy? Na słowa o dwunożnych, kocur przymrużył oczy, próbując wyobrazić sobie całą tą sytuację. Pudełko? bez wyjścia? Jakoś dziwnie mu brzmiało. Wystarczała mu jednak ta informacja. Zmarszczył nos, kiedy usłyszał o karmie dwunogów i już zaczął w myślach Chłodkowi współczuć, ponieważ jak okropny coś takiego musiało mieć smak? Chyba lepsze byłoby już jedno z dzieci Modliszki sauté, chociaż no można by polemizować.
- No, teraz będziesz mógł przynajmniej w pełni docenić zdobycze na ssstosie. - mruknął donośnie z lekkim rozbawieniem. Dwunodzy natomiast z słowa na słowo wydawali mu się być jeszcze bardziej obrzydliwi niż sądził.
- Z tego co sssłyszę dwunodzy chyba tylko wzrosstem zostali obdarowani przez naturę? Rozlazłe szczury - Ani szybcy ani wściekli. Nawet z opisu czarnofutrego wzrok im szwankował. Pewnie trzymali jego brata w tym pudełku "dla zabawy", co było okropne. Wróćmy jednak do klanu Cienia i zdarzeń bieżących.
- To może teraz ja opowiem ci trochę o tym co działo się w klanie? Chyba, że już zdążyłeś sssię od kogoś dowiedzieć - w końcu rozmowa nie była jednostronna i Szron też mógł co nieco poopowiadać. Z tego co wiedział, Chłodna Łapa był otwarty na rozmowy i nowe tematy, informacje, a bury ich trochę miał.
LVL 3 5 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie chciałem, by inne koty mi współczuły. Fakt, to co mnie spotkało było istną tragedią i naruszeniem mojej godności, ale chciałem, by skupiano się na tym, co udało mi się osiągnąć. Udało mi się uciec z łap Dwunożnych, istot niepokonanych. To było niesamowite i tylko potwierdzało to, jak wspaniały byłem; po czymś takim na pewno będę potrafił wyjść z każdej opresji!
- Dokładnie. - odparłem z uśmiechem. O tak, ten smak soczystych myszy czy wiewiórek to było coś, za czym tęskniłem. Gdy udało mi się zapolować po ucieczce, byłem taki szczęśliwy! Wolny!
- Niestety też siłą. - odpowiedziałem poważniejszym tonem na stwierdzenie mojego brata. Może i były to obrzydliwe istoty pozbawione rozumu, ale były potwornie silne i trzeba było im to oddać. - Inaczej bez problemu bym się im wyrwał zanim zostałbym gdziekolwiek wywieziony, a chucherkiem nie jestem. - dodałem, mimowolnie lekko się prostując. Byłem postawny i silny, a jednak ta sztuka mi się nie udała, co świadczyło o niezłej sile Dwunogów. No cóż, nawet najlepszym może coś się nie udać.
Ucieszyłem się na propozycję Szronu. Co prawda nie byłem głupi i trochę już słyszałem, ale zawsze mogłem dowiedzieć się czegoś nowego. Przecież każdy z braci przeżywał inne przygody, gdy mnie nie było.
- Coś tam już słyszałem, ale chętnie cię wysłucham. - odpowiedziałem i uśmiechnąłem się do burego z nadzieją, że faktycznie dowiem się czegoś istotnego.
LVL 3 155 / 200
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Trening Klonowej Łapy szedł tak sprawnie, że aż praktycznie wcale, i w Kąsającym Zimnie szybko zrodziła się frustracja związana z tym, że miała tylko jednego terminatora, z którym nie dało się ustalić bardzo szybkiego i sprawnego tempa. Ale… cóż. Przynajmniej miała czas dla siebie, na swoje piesze wędrówki po terenach, które były niczym więcej, jak spacerami w poszukiwaniu wrażeń i ciekawego towarzystwa, chociaż gdyby ktoś pytał, to z pewnością nazwałaby je patrolami. I nie inaczej było dzisiaj. Słońce grzało tego dnia mocniej, niż w ciągu ostatnich księżyców, a w takie dni lubiła znajdować się poza obozem, szukając drzew, na których można odpocząć, albo miejsc, w których wiał większy wiatr. Łapy niemal same zaniosły ją na Trawiaste Grzbiety; na odsłoniętych pagórkach było mało zbawczego cienia, ale przynajmniej było bardziej przewiewnie. Przysiadła wśród traw, obserwując okolicę.
LVL 4 60 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czy śmierć dziadka jakoś diametralnie zmieniła moje życie? Absolutnie nie. Był chwilowy smutek i żal, na pogrzebie poczułem emocje, których wcześniej za bardzo nie znałem, ale to wszystko. Wszyscy wiedzieliśmy, że Lamparci Płomień był stary i ten dzień w końcu nadejdzie. Zamiast pogrążać się w żałobie, wolałem jeszcze bardziej skupić się na treningu - wiedziałem, że dziadek byłby ze mnie dumny. To, że byłem terminatorem w tym wieku coraz bardziej mnie drażniło, miałem wrażenie, że przez to inni nie doceniają tego, kim naprawdę jestem i kim w przyszłości się stanę, ale... To już ich strata. Później jeszcze będą zbierać szczęki z ziemi.
Tego dnia postanowiłem wyjść na polowanie, lecz szybko tego pożałowałem. Było gorąco, nie! Upalnie! Byłem dumny z tego, jak wspaniale wygląda moje grube, czarne futro, ale podczas słonecznych, ciepłych dni było to przekleństwo, musiałem przyznać. W niedługim czasie zacząłem się skupiać bardziej na poszukiwaniu chłodniejszego miejsca, niżeli na węszeniu zwierzyny. Gdy dotarłem na Trawiaste Grzbiety, ujrzałem znajomą mi sylwetkę. Ah tak, moja jedyna siostra - Zimno. Szczerze mówiąc nie miałem o niej za bardzo wyrobionego zdania, w przeciwieństwie do większości mojego rodzeństwa. Zwyczajnie nie zdążyłem spędzić z nią zbyt wiele czasu przed moim porwaniem, a gdy wróciłem? Cóż, też tak jakoś wyszło, że nasze drogi się nie spotkały. Chyba najwyższa pora to zmienić.
- Witaj, siostro. - przywitałem się z kotką luźno, gdy już do niej dotarłem, posłałem jej mój oszałamiający uśmiech i bez wahania usiadłem kawałek od niej. Jeśli nie miała ochoty na moje towarzystwo, to już nie był mój problem, sama mogła stąd odejść, ot. - Ostatnio nie mieliśmy zbyt wiele okazji do rozmów... Powiedz, działo się u ciebie coś ciekawego, gdy mnie nie było? - zagaiłem rozmowę i spojrzałem w jej okrągłe oczy.
LVL 3 155 / 200
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jej ucho drgnęło na dźwięk nadchodzących kroków, jednak głowę odwróciła dopiero w momencie, gdy usłyszała głos. Chłód. Brat, z którym miała do czynienia więcej praktycznie tylko gdy byli kociętami; brat, który wydawał się jej mieć największy potencjał, na równi z Zawieruchą i Szronem… brat, który zniknął i z którym nie miała okazji rozmawiać, odkąd powrócił. Była ciekawa, nawet jeżeli w głębi nosiła nutkę rozczarowania… to uczucie jednak aplikowało się do innych braci, tych, którzy zostali wojownikami przed nią, a jednak albo tracili terminatorów z decyzji Płomykówkowej Gwiazdy, albo zwyczajnie ich nie trenowali równie sprawnie, co ona poradziła sobie z Kurzym Ziarnem. Nie był pod tym względem wyjątkiem, chociaż źródło tego zawodu było zgoła inne; nie spodziewała się bowiem, że Chłód da się po prostu porwać dwunogom. Że pozwoli sobie na to, by być nieostrożnym.
Schowała jednak swoje uczucia i myśli głęboko w głąb siebie, jak robiła to zazwyczaj, i dzielnie przywdziała maskę uprzejmego zainteresowania, a nawet lekkiego ciepła, które zamajaczyło w jej dość powściągliwym uśmiechu. Miała ochotę zauważyć kąśliwie, że ciężko, by ją witał, jak byli na terenach klanowych, a i ona była tu jako pierwsza… ale ugryzła się w język.
– Dzień dobry, Chłodna Łapo – przywitała się z bratem, mniej lub bardziej celowo podkreślając jego rangę. – Zmieniłam mistrza, zostałam wojowniczką… wytrrenowałam terrminatorrkę jako pierrwsza spośrród całego rrodzeństwa. Takie drrobiazgi.
LVL 4 60 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Delikatny uśmiech nie schodził mi z pyska, ale niemal niekontrolowanie strzepnąłem ogonem. Oczywiście, wiele kotów zwracało się do mnie pełnym imieniem, ale najbliższa rodzina mogła sobie tego oszczędzić, naprawdę. Litości, miałem dwadzieścia sześć księżyców i nadal z tą nieszczęsną Łapą w imieniu. Chyba każdy wiedział, że nie była to moja wina - nigdy nic nie było moją winą, powiedzmy to sobie głośno - lecz nieprzyjemne ukłucie w sercu się zdarzało. Nie chciałem jednak bawić się w żadne pretensje. Pokazywanie swoich słabości, nawet przed własną rodziną, nie było zbyt mądrym posunięciem, a Zimno mogła równie dobrze pomyśleć, że coś mi się przykleiło do ogona. Swoją drogą, doprawdy zaskoczyła mnie informacja o tym, że została wojowniczką. Nie zorientowałem się, dobrze wiedzieć. No, ale niech będzie, zmiana mistrza faktycznie przykuła moją uwagę.
- Nasza matka nie poradziła sobie z wytrenowaniem ciebie? - zapytałem, unosząc brew ku górze. Ciemna Toń... Cóż, zupełnie inna niż ojciec, jako kociak byłem z nią bardzo związany, lecz teraz właściwie mało co spędzałem z nią czas. Zdecydowanie większym autorytetem cieszył się Olchowy Szept, co jednak wpływało na to, do kogo wolałbym się upodabniać. Poza tym, szkoda mi, że tak się litowała nad Krą na granicy. Gdyby dostał po pysku też od niej, to by było coś!
LVL 3 155 / 200
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– Nie. Potrrafiła za to zostawić mnie na dwa księżyce bez jakiegokolwiek zastępstwa, gdy smarrkała w mech w lecznicy, albo powtarzać wszystko do znudzenia, aż mi to, co dawno już opanowałam, wychodziło uszami – odparła lekkim tonem i poruszywszy nonszalancko ogonem, jakby już nie za bardzo się tym przejmowała. Nie przejmowała… bo teraz wszystko postrzegała w kategorii faktów, na które nie miała większego wpływu. Ciemna Toń była słaba, była najsłabszym ogniwem ich rodziny, a jej zaniedbania i miękkość odbiły się według Zimna na całym rodzeństwie. Była nie tylko słabym kotem i kiepską matką, ale i mało efektywną, mierną mistrzynią i chyba tylko cudem Tnąca Zawieja ukończył trening tak szybko, gdy ich matka zorientowała się, że utraciła już jednego terminatora. Sama Kąsające Zimno w swojej ocenie już dawno pobiła Ciemną Toń na głowę w każdej kategorii, zaczynając od tego, że ona nigdy nie dałaby się sprowadzić do roli potulnie potakującej partnerki i inkubatora… a kończąc na tym, jak sprawnie udało się jej wytrenować Kurze Ziarno. I o ile bura wojowniczka nie zamierzała podkopywać wątłego autorytetu matki wśród klanowiczów, o ile ci w ogóle zauważali jej istnienie, o tyle już wśród większości swoich braci nie miała hamulców.
– Na szczęście Wirrujące Piórro doprrowadził sprrawę do końca – szybko i sprrawnie. – A to już sporo świadczyło o Ciemnej Toni… skoro nawet syn Wiewiórczego Ogona był bardziej efektywny od niej. – A ty wrróciłeś. Gdzie się podziewałeś?
Była zawiedziona, że Chłodna Łapa pozwolił na to, by dwunodzy go porwali. Czy zamierzała mu to jednak okazać? Nie, niekoniecznie. Nie szukała w braciach wrogów, nawet w Pękniętej Łapie czy Tnącej Zawiei… nawet jeżeli oznaczało to zaciśnięcie zębów i przegryzienie języka więcej razy, niż by chciała. Wolała więc skierować tory tej rozmowy na to, gdzie w ogóle wylądował czarny terminator i jak udało mu się wrócić na klanowe ziemie.
LVL 4 60 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Poruszyłem się lekko w miejscu, słysząc niezbyt przychylne słowa Zimna na temat naszej matki. Z jednej strony jej się nie dziwiłem - trening stojący w miejscu mógł być naprawdę frustrujący, sam doskonale o tym wiedziałem. Z drugiej jednak... Cóż, ciężko mi było myśleć źle o Ciemnej Toni. Może nie byłem jakiś tam sentymentalny, czy wielce przywiązany do rodziny, ale jednak była naszą matką, czyż nie? Ze słów mojej siostry wnioskowałem, że po części faktycznie była to wina matki, lecz czy obwinianie jej o chorobę było dobrym posunięciem? Równie dobrze możemy obwiniać dziadka, bo umarł. Uważałem, że takie rzeczy akurat nie były niczyją winą.
- Nieciekawie, nie spodziewałbym się tego po niej. - odparłem luźnym tonem. - Choć akurat o zastępstwo podczas choroby powinna postarać się Płomykówkowa Gwiazda bądź Krogulec. - dodałem po chwili. Taka prawda, skoro matka siedziała w lecznicy, to jak miała szukać zastępstwa. Takie rzeczy leżały w kompetencjach władz, ale najwyraźniej sobie nie radziły. Gdybym to ja był na miejscu którejś z nich... Nie skomentowałem więcej słów burej kotki, skupiłem się zaś na jej pytaniu. Znów trzeba wałkować to samo, na osty i ciernie.
- Pewnego dnia wybrałem się na polowanie, na Ziemiach Niczyich kilka Dwunogów się do mnie zakradło, otoczyło i porwało. - zacząłem, kolorując nieco informację o ilości oprawców, zgrabnie omijając to, co mówiłem ojcu na granicy - że byłem "nieuważny". Bzdura. - Zamknęli mnie w swoim gnieździe, lecz nie opadłem z sił i dzięki odrobinie sprytu udało mi się uciec. - kontynuowałem. Nie dodawałem, że znalezienie tej odrobiny sprytu, czy też zwyczajnej nieuwagi Dwunożnych, zajęło mi dobrych kilka księżyców. Ale po co mam się ośmieszać, skoro mogę robić z siebie bohatera? Skoro praktycznie tylko ja zauważałem mój geniusz, musiałem w jakiś sposób zaszczepiać to przekonanie też w innych. Bez tego marny będzie ze mnie przywódca.
LVL 3 155 / 200
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
A ja bym się spodziewała, miała ochotę powiedzieć, ale jak zwykle panowała nad swoim językiem o wiele lepiej, niż nad myślami. Cóż, to ona trenowała z Ciemną Tonią, to jej Ciemna Toń też próbowała wcisnąć jakieś bajeczki na temat jej imienia, gdy była kocięciem, co później Zimno wyjaśniła z ojcem… chociaż faktycznie, nie spodziewała się, że jej matce będzie aż tak mało zależeć. Na tempie treningów jej kociąt, na tym, żeby zjawić się na ich ceremoniach, na tym, żeby utrzymywać z nią jakikolwiek kontakt po tym, jak przestały ze sobą trenować…
– Czy ja wiem. Płomykówkowa Gwiazda nie wiedziała, że Ciemna Toń mi nie załatwiła zastępstwa, bo nie miała skąd. Trrudno, żeby wywróżyła to w kałuży, a ja sądziłam, że matka wyzdrrowieje nieco szybciej – odparła zgodnie z tym, co myślała. Akurat tutaj nigdy nie widziała winy, braku kompetencji czy zaangażowania ze strony przywódczyni czy zastępczyni… tym bardziej, że Płomykówkowa Gwiazda przystała później na jej prośbę o zmianę mistrza. Prędzej byłaby skłonna obwinić samą siebie, bo nie poszła z tą sprawą do klanowych władz wystarczająco szybko, gdy tylko dostrzegła nieprawidłowości w zachowaniu Ciemnej Toni.
– Zrresztą, to nie jedyne rzeczy, którre nie były wobec mnie w porządku na tym całym trreningu… chociaż najbarrdziej i tak mnie zaskoczył fakt, że nie zjawiła się na cerremonii Mknącej Zawierruchy i Oszrronionego Szczytu. – Tej samej, na której powinien być w jej odczuciu mianowany również Chłód, ale… cóż, wszyscy wiedzieli, jak wyszło.
A co do tego, to Kąsające Zimno miała w głowę pewną teorię na temat tego, w jaki sposób Chłodna Łapa w ogóle doprowadził do tego, że został porwany, ale nie spieszyła się do dzielenia się nią. Ona praktycznie ciągle chodziła samotnie po terenach, jako terminatorka i jako wojowniczka, i jakoś porwana nie została… w jej głowie, w głowie kota, który nigdy nie widział nawet dwunoga, trzeba było się wykazać chociaż pewną ilością nierozwagi i nieuważności. Co zaś do ucieczki… miała wrażenie, że tu potrzeba było więcej szczęścia, niż sprytu, skoro nie udało mu się zwiać przez kilka księżyców, ale cóż. W skrócie, nie kupowała tego za bardzo, i choć wysłuchała słów brata z neutralnym wyrazem pyska, to jednak we wnętrzu miała wobec niego pewną… pobłażliwość.
– Mhmm – skwitowała jego odpowiedź cichym pomrukiem, wyrażającym w zasadzie tylko tyle, że zrozumiała. – Długo wrracałeś? Jak ci się podobało siedlisko dwunogów?
LVL 4 60 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wysłuchałem tego, co ma do powiedzenia moja siostra, lecz dalej nie do końca się z nią zgadzałem. Fakt, Płomykówkowa Gwiazda nie mogła od razu zorientować się, że coś jest nie tak zwłaszcza, że Zimno nic jej nie powiedziała, ale nie do końca mnie to przekonywało. Mamy w klanie dwie kocice, które powinny nadzorować wszystko, co się w nim dzieje. To dziwne, że nie zorientowały się, że córka Olchowego Szeptu nie ma z kim trenować przez tak długi czas. W końcu nie było to kilka wschodów słońca, tylko całe dwa księżyce. Krogulczy Szpon jakoś była w pobliżu, gdy kłóciłem się z głupim kociakiem, ale gdy moja siostra była pozostawiona samopas? Cóż, zmysły zawiodły. Nie chciałem jednak wdawać się w jakąś niepotrzebną dyskusję, każde z nas miało prawo mieć swoją opinię. Poza tym, kolejne słowa siostry dużo bardziej mnie oburzyły.
- Naprawdę? - zadałem pytanie retoryczne, gdyż zwyczajnie nie dowierzałem. Skrzywiłem lekko pysk, zniesmaczony tym wszystkim. Miałem dobre zdanie o Ciemnej Toni, ale wydawało mi się, że po tej rozmowie nieco się to zmieni. - Nawet jeśli siedziała w lecznicy, mogła chyba na chwilę wyściubić nosek. W końcu jej własne dzieci zostały wojownikami. - skomentowałem. Sam poniekąd żałowałem, że nie mogłem być wtedy przy rodzeństwie, ale ja przynajmniej miałem dobry powód.
- Świetnie się bawiłem. - odparłem na pytanie o siedlisko z wyczuwalną ironią w głosie. Siostrzyczka chyba ma na tyle poczucia humoru, by się za to nie obrazić, choć nie miałem pojęcia, co tym kotkom mogło siedzieć w głowach. Znaczną większość czasu spędzałem z kocurami. - Dotarcie do granic chwilę mi zajęło, lecz samo znalezienie drogi nie było wyzwaniem. Nie wiem czy wiesz, ale niedaleko stąd spotkałem Krę i niechętnie przyznam, jeszcze bardziej ułatwiło mi to zadanie. - powiedziałem luźno i machnąłem lekko ogonem. Musiałem sobie przypomnieć o tym mysim móżdżku. - Samo siedlisko zaś jest dziwaczne, pełno tam gigantycznych gniazd Dwunożnych, praktycznie niczym się nie różnią. - wyjaśniłem w końcu. Chyba nikomu nie opowiadałem tego z takimi szczegółami. Może po prostu nikt nie zadawał tylu pytań. Nie żeby mi to przeszkadzało, dobre kontakty z innymi to ważna rzecz, choć cóż, nie zawsze wychodziło.
LVL 3 155 / 200
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 3 gości