Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
Kolejny dzień nie przyniósł jej niczego nowego. Na ceremonii trochę się podziało, było ciekawie, ale bez Płomień w klanie znów zapanował spokój. Córka Żmijowego Ogona postanowiła ruszyć się z obozu i pójść na jakiś spacerek, bo czemu nie? Na pewno było to lepsze niż gnicie w jednym miejscu i chodzenie ze skwaszoną mordką, bo nie miało się nic do roboty. Ćma chodziła na polowania, zbierała pojedyncze ziółka, które napatoczyły jej się pod łapy, lecz nie mogła tego robić cały czas - niestety - a czasami nie miał jej kto towarzyszyć. Samotne polowania nie były zbyt pociągającą perspektywą. Po pierwsze brakowało w tym jakiegoś ducha rywalizacji, bo przed kim mogłaby się niby popisywać ilością ubitej zwierzyny? Po drugie było to ryzykowne, bo w pogoni za zdobyczą mogła zagonić się za daleko lub nie dostrzec w porę zagrożenia, jakie stanowili drapieżnicy. Ostatnie czego pragnęła, to skończyć w jakiś głupi, lekkomyślny sposób w piachu, bo przecież przyszłość malowała się teraz nieco jaśniejszymi barwami, prawda? Bycie terminatorem medyka to nie byle co, a ona zamierzała dać z siebie wszystko i jeszcze więcej, aby udowodnić ciotce, że nie podjęła złej decyzji.
Szylkretowa przechadzała się, gdy przy krzewach zauważyła jakiegoś kota. Przez moment sądziła, że to Ryjówkowa Łapa - i ona było czarno-biała i ten, którego właśnie dostrzegła - lecz w porę zorientowała się, iż była w błędzie. Miała do czynienia z kocurem, kojarzyła go głównie z ceremonii i zebrań, bo poza nimi nie miała z nim większej styczności. Dosyć szybko przypomniała sobie jego imię - Dymna Łapa - gdyż starała się znać imię każdego kota z Klanu Cienia, nieważne czy z nim rozmawiała czy nie. Ciekawe czy on również był tak strachliwy jak kotka, z którą niedawno rozmawiała i z którą prawie go pomyliła. Z braku lepszego zajęcia postanowiła to sprawdzić i zagadać.
- Heeej - przywitała się świergotliwie. - Co tam robissz? Tropissz jakieśś mysszy w tym krzzewach? Albo próbujessz wyśśledzić Klan Wichru? - Bo w sumie z tego co się orientowała znajdowali się dosyć blisko granic. Ćma przekrzywiła głowę i podeszła trochę bliżej, coby nie musieli do siebie krzyczeć i mogli normalnie porozmawiać.
Krótkowłosy kocur przeciętnego wzrostu. Nie jest gruby, jednak ma dość masywną budowę ciała, co jest jeszcze podkreślone przez jego umaszczenie. Jest w większości czarny, ale posiada również charakterystyczne białe znaczenia - białe skarpetki, podbrzusze, rozległą białą plamę na klatce piersiowej i połowie szyi oraz białą plamkę na głowie, która otacza cały pyszczek kończąc się charakterystyczną strzałką między oczami. Ma czarny nos i zielone oczy. Jego futro prawie zawsze jest dokładnie wyczyszczone i dobrze ułożone.
Dymne Niebo jest kotem, który nie rzuca się za bardzo w oczy. Rzadko odzywa się nie pytany - i to bynajmniej nie dlatego, że nie lubi rozmawiać; po prostu woli spokojnie obserwować i podchodzić do wszystkiego z dystansem. Bardzo uważa też na swoje słowa i zwykle stara się formułować swoje wypowiedzi tak, żeby brzmieć jak najbardziej poprawnie. Nie w jego stylu są kąśliwe komentarze czy wybuchy emocji. Jedynie w stosunku do bliskich kotów potrafi sobie pozwolić na małe złośliwości, ale głównie w celach humorystycznych i tylko wtedy gdy wie, że zostanie prawidłowo odebrany. Jest bardzo ciekawy; chętnie poznaje inne koty oraz ich opinie na mniej lub bardziej ważne tematy, przez co rozmowa z nim często jest po prostu przyjemna. Potrafi dogadać się z wieloma kotami, starając się zawsze nieco wczuć w ich pozycję i dostosowywać sposób i treść wypowiedzi do drugiego kota. Zależy mu na tym, jak zostanie odebrany przez drugą stronę - zawsze stara się sprawiać dobre wrażenie. (-> KP)
Ognistopręga, Kamienna Łapa, Kacza Łapa
Czarno-biały kocur po raz kolejny wędrował sobie po terenach. Gdy tylko miał chwilę czasu i nie był zbytnio zmęczony, starał się badać klanowe ziemie, na których wciąż nie czuł się w stu procentach pewnie. Chciał je znać na pamięć by zmniejszyć ryzyko zgubienia się do zera. Przydałoby się to zwłaszcza gdyby miał kiedyś gonić go jakiś drapieżnik...
W pewnym momencie dostrzegł szylkretową kotkę. Współklanowicza również go dostrzegła i od razu się przywitała. - Cześć - odpowiedział jej uśmiechając się przyjaźnie. - Właściwie to jestem na zwykłym spacerze. A czy ty wybierasz się na polowanie? - spytał, choć gdy podszedł bliżej i zorientował się, z kim ma do czynienia pomyślał sobie, że nieco się wygłupił. Przecież tą kotkę na ostatniej Ceremonii wybrała Ciernisty Kwiat na swojego terminatora! - Choć pewnie ty nie polujesz, prawda? To znaczy... chyba teraz uczysz się leczyć u naszej Medyczki? - zapytał dla pewności. W sumie to nie wiedział, na czym polega trening na Medyka, ale polowanie jakoś mu do tego nie pasowało.
Nieważne co mi powiesz Nie słyszę twoich słów
Stoję tam gdzie stoję Nie tam gdzie bym chciał
Wolny od urojeń twych Absurdalny ż a r t
Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
Dymna Łapa przywitał się z nią, nawet się uśmiechnął! Mimo podobieństwa do Ryjówkowej Łapy już teraz mogła stwierdzić, iż jest od niej całkiem inny. Na pewno bardziej rozmowny i otwarty. Ćma po kryjomu odetchnęła z ulgą, gdyż naprawdę miała ochotę żeby z kimś sobie porozmawiać i miło spędzić czas, a ostatnio miała wrażenie, że coraz trudniej jej było znaleźć kogoś, komu nie przeszkadzało towarzystwo szylkretowej. Mogło to być oczywiście złudne wrażenie, ostatnimi czasy miała dosyć zły humor i pewnie dlatego wszyscy schodzili jej z drogi.
- Niee. Ja teżż sspaceruję. Mogę Ci towarzzysszyć? Sssamej jesst... no nudno - powiedziała zgodnie z prawdą. Jeśli syn Traszkowego Grzbietu nie życzył sobie towarzystwa, mógł jej to powiedzieć wprost, nie obrazi się. Ona nie hamowała się z takimi rzeczami i jeśli pragnęła zostać sama mówiła to temu kto jej towarzyszył prosto z mostu, bo dlaczego miałaby inaczej?
- No... tak. Dokładnie nie wiem, wydaje mi sssię, żże chyba mogę polować jeśśśli będę chciała, ale na pewno powinnam więksszą wagę przzywiązzywać do zzbierania rośślin. Zzapytam o to ciocię na najbliżżsszym treningu. Tak naprawdę nie zzzaczęłam ssię jesszcze uczyć, Ciernisssty Kwiat mussi zznaleźźć dla mnie czzas, wiessz, ma paru chorych w Korzennej Jamie, międzzy innymi moją ssiosstrę- rzuciła lekko. Nie oczekiwała, iż dziwnooka odsunie wszystko na bok i będzie poświęcać Ćmie każdą wolną chwilę. Córka Żmijowego Ogona od jakiegoś czasu podpatrywała ją przy pracy, obserwowała ile medyczka poświęca codziennie czasu na obowiązki. Niektórych mogłoby to przerazić, a Ćmią Łapę to zadowalało. Nie miała nic przeciwko pracy od świtu do nocy, grunt żeby już się nudzić, znaleźć sobie jakieś zajęcie. Pożyteczne zajęcie.
Krótkowłosy kocur przeciętnego wzrostu. Nie jest gruby, jednak ma dość masywną budowę ciała, co jest jeszcze podkreślone przez jego umaszczenie. Jest w większości czarny, ale posiada również charakterystyczne białe znaczenia - białe skarpetki, podbrzusze, rozległą białą plamę na klatce piersiowej i połowie szyi oraz białą plamkę na głowie, która otacza cały pyszczek kończąc się charakterystyczną strzałką między oczami. Ma czarny nos i zielone oczy. Jego futro prawie zawsze jest dokładnie wyczyszczone i dobrze ułożone.
Dymne Niebo jest kotem, który nie rzuca się za bardzo w oczy. Rzadko odzywa się nie pytany - i to bynajmniej nie dlatego, że nie lubi rozmawiać; po prostu woli spokojnie obserwować i podchodzić do wszystkiego z dystansem. Bardzo uważa też na swoje słowa i zwykle stara się formułować swoje wypowiedzi tak, żeby brzmieć jak najbardziej poprawnie. Nie w jego stylu są kąśliwe komentarze czy wybuchy emocji. Jedynie w stosunku do bliskich kotów potrafi sobie pozwolić na małe złośliwości, ale głównie w celach humorystycznych i tylko wtedy gdy wie, że zostanie prawidłowo odebrany. Jest bardzo ciekawy; chętnie poznaje inne koty oraz ich opinie na mniej lub bardziej ważne tematy, przez co rozmowa z nim często jest po prostu przyjemna. Potrafi dogadać się z wieloma kotami, starając się zawsze nieco wczuć w ich pozycję i dostosowywać sposób i treść wypowiedzi do drugiego kota. Zależy mu na tym, jak zostanie odebrany przez drugą stronę - zawsze stara się sprawiać dobre wrażenie. (-> KP)
Ognistopręga, Kamienna Łapa, Kacza Łapa
- Oczywiście, razem zawsze raźniej - odpowiedział wesoło kotce. On nawet lubił samotne spacery, ale lubił też poznawać inne koty i spędzać z nimi czas. Tutaj, na terenach, było to jeszcze lepsze, bo koty były bardziej rozproszone i ryzyko, że ktoś podsłucha rozmowę lub nieco na siłę się do niej włączy było mniejsze.
- Rozumiem. Czy zbieranie ziół jest trudne? - zapytał kotkę. Nie miał bowiem pojęcia o zadaniach, przed jakimi stawali Medycy. Czarno-bały ruszył powolnym krokiem przed siebie patrząc, czy Ćmia Łapa idzie razem z nim. W końcu mieli sobie pospacerować, co nie? - Twoja siostra... chodzi o Pchlą Łapę? - nie wiedział, czy jeszcze któreś z kociaków Motylego Lotu jest obecnie chore, dlatego od razu pomyślał o niepełnosprawnej terminatorce, z która miał okazję niedawno rozmawiać. Zastanawiał się, czy od szylkretki wyciągnie jakieś informacje na temat białej. Trochę już wiedział, ale pytanie o niektóre rzeczy samej Pchlej Łapy wydawało mu się wtedy dość... nie na miejscu.
Nieważne co mi powiesz Nie słyszę twoich słów
Stoję tam gdzie stoję Nie tam gdzie bym chciał
Wolny od urojeń twych Absurdalny ż a r t
Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
Ćma skwitowała zgodę kocura zadowolonym pomrukiem. O wiele bardziej wolała mieć jakieś towarzystwo niż łazić samotnie. Czasami miewała dni, gdy wolała być sama i ograniczyć kontakty z resztą klanu do minimum, ale to nie był jeden z nich. Córka Motylego Lotu zrównała się z Dymną Łapą, lecz nie wyprzedzała go ani nie zostawała w tyle.
- Zzależży. Zz zziołami jesst trudniej niżż zze zzwierzzyną, bo każżdy inteligentny bezz problemu rozzróżżni wróbla od ssikorki, albo myssz od lissa, a tu jesst ciężżej, bo niektóre rośśliny ssą do ssiebie podobne, ale jedne leczą, drugie trują, a trzzecie ssą całkiem bezzużżyteczne, i trzeba je rozzróżżniać na wsszysstkie sspossoby - po wielkośści, wyglądzie, kolorze, po zapachu, kwiatach a czassami jesszcze czymśś innym. Jeśśli wiessz czego sszukać, a czego unikać, to nie jesst tak źźle, tylko trzeba mieć dobrą pamięć - wytłumaczyła nowemu koledze, o ile mogła tak nazywać Dymną Łapę. Szylkretowa nie miała jeszcze wielkiego doświadczenia w zbieraniu ziółek, wszystko dopiero przed nią, lecz coś tam już wiedziała. Ciernisty Kwiat powiedziała jej o paru roślinkach, zarówno tych leczniczych jak i trujących, parę nawet już zbierała, więc jako-tako mogła się na ten temat wypowiedzieć.
- Pchła? Nie. Chodzi o Modlisszkę. Ona przesstała ssię odzzywać i zzaczęła chorować po... - nieoczekiwanie głos kotki załamał się. Ćma sama była tym lekko zdziwiona, bowiem sądziła, że poradziła już sobie ze śmiercią matki i może rozmawiać o tym w spokoju z niewzruszoną miną, jednakże była w błędzie. Musiała zacisnąć zęby i odwrócić wzrok, by się uspokoić. Ćma powoli zaczynała sądzić, że wraz ze stratą matki straciła także siostrę i chociaż ta wciąż była z nimi, to chorowała i nie odzywała się do nikogo. Przez moment wpatrywała się w mijane krzewy ze sztucznym zainteresowaniem, udawała nawet, że coś tam zauważyła, żeby odwrócić uwagę towarzysza od tej chwili słabości.
- Po pogrzebie - podjęła po dłuższej chwili, tym razem spokojniej. - Z Pchłą jesst... nie jesst wsszysstko w porzządku, bo niemal nie potrafi chodzić, ale możże trening jej jakośś pomożże? - łudziła się nadzieją. Jeśli dziwnooka medyczka nie mogła nic na to poradzić, to tym bardziej nie zrobi tego Lwi Płomień. Ćma nie miała pojęcia jakim cudem jej siostra ukończy trening nie mogąc polować i walczyć... a przecież swego czasu radziła sobie tak dobrze w sparingach.
Krótkowłosy kocur przeciętnego wzrostu. Nie jest gruby, jednak ma dość masywną budowę ciała, co jest jeszcze podkreślone przez jego umaszczenie. Jest w większości czarny, ale posiada również charakterystyczne białe znaczenia - białe skarpetki, podbrzusze, rozległą białą plamę na klatce piersiowej i połowie szyi oraz białą plamkę na głowie, która otacza cały pyszczek kończąc się charakterystyczną strzałką między oczami. Ma czarny nos i zielone oczy. Jego futro prawie zawsze jest dokładnie wyczyszczone i dobrze ułożone.
Dymne Niebo jest kotem, który nie rzuca się za bardzo w oczy. Rzadko odzywa się nie pytany - i to bynajmniej nie dlatego, że nie lubi rozmawiać; po prostu woli spokojnie obserwować i podchodzić do wszystkiego z dystansem. Bardzo uważa też na swoje słowa i zwykle stara się formułować swoje wypowiedzi tak, żeby brzmieć jak najbardziej poprawnie. Nie w jego stylu są kąśliwe komentarze czy wybuchy emocji. Jedynie w stosunku do bliskich kotów potrafi sobie pozwolić na małe złośliwości, ale głównie w celach humorystycznych i tylko wtedy gdy wie, że zostanie prawidłowo odebrany. Jest bardzo ciekawy; chętnie poznaje inne koty oraz ich opinie na mniej lub bardziej ważne tematy, przez co rozmowa z nim często jest po prostu przyjemna. Potrafi dogadać się z wieloma kotami, starając się zawsze nieco wczuć w ich pozycję i dostosowywać sposób i treść wypowiedzi do drugiego kota. Zależy mu na tym, jak zostanie odebrany przez drugą stronę - zawsze stara się sprawiać dobre wrażenie. (-> KP)
Ognistopręga, Kamienna Łapa, Kacza Łapa
- Więc są rośliny, które mogą... otruć kota? Ale tak na śmierć? - zapytał z zaciekawieniem. Nie miał o tym pojęcia. Do tej pory zawsze wydawało mu się, że rośliny jedynie leczą - jedne połyka się jak zwierzynę, z innych robi papkę i wciera w rany. Ale cz można było zjeść jakiś kwiatek i... umrzeć?
- Modliszka? Jak ona wygląda? - nie był pewny, czy wie, o którym kocie ze swojego rodzeństwa mówi szylkretka. - Myślisz, że ucieszyłaby się, gdyby ją ktoś odwiedził? - czarno-biały sam spędził za kociaka wiele czasu w Lecznicy i nudziło mu się niemiłosiernie. Może gdyby tam poszedł i zagadał uprzejmie do owej kotki, jej sytuacja by się nieco polepszyła? Wolał jednak spytać Ćmiej Łapy na wypadek, jakby takie jego zachowanie miało tylko bardziej zdenerwować tamtą kotkę.
- Czy wiesz może, czy jej łapy się uda wyleczyć? - zapytał zaciekawiony, gdy rozmowa przeszła na temat Pchlej Łapy. Polubił srebrno-białą jednak przez to, że nie mogła chodzić, nie mógł z nią pójść na spacer czy się powygłupiać. Stawała się przez to dla niego dużo mniej atrakcyjna, zarówno pod względem przyjaźni jak i... każdym innym.
Nieważne co mi powiesz Nie słyszę twoich słów
Stoję tam gdzie stoję Nie tam gdzie bym chciał
Wolny od urojeń twych Absurdalny ż a r t
Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
- No, sssą. Zzznaczy nie wiem czzy na śśmierć, ale na pewno mogą być bardzo niebezpieczne - przyznała z niechęcią, że nie wie do końca nawet takiej pierdoły. Co z niej za terminatorka. Największy problem był taki, że nie miała od kogo się uczyć. Lampart leżał chory, ciotka była zajęta, Pszczoła, Motyl i całą reszta nie wiedziała więcej od niej. Musiała czekać, a do tej pory popisywać się swoją niewiedzą. Wybornie.
- Jessst podobna do mnie, ma jednak w pewnej częśści białe futerko. Wygląda jak połączenie ojca z mamą. Pewnie jej nie kojarzyssz, bo choruje od dawna. Wątpię, żżeby ssię uciesszyła. Odwiedzzam ją często, ale ona milczy, nic nie mówi. - Nie mówiła od czasu pogrzebu i pewnie nigdy więcej nie wypowie ani słowa. Z dnia na dzień Ćma traciła nadzieje i coraz mocniej wątpiła w jej powrót do zdrowia. Tylko... ile można chorować, jak długo? Ile czasu minie nim jej organizm wreszcie się podda, tak jak było to ze Żmijowym Ogonem?
- Nie chcę o tym rozzmawiać - powiedziała cicho. Nic nie mogła poradzić, Ciernisty Kwiat także nie, wszystko zależało od Modliszki. Kolejne pytanie Dymnej Łapy okazało się jeszcze gorsze. Rodzina Ćmy okazywała się wyjątkowo odporna na medycynę, a wszystko zaczęło się od momentu śmierci matki. Modliszka posypała się kompletnie, Osa zgłupiał do reszty, Chrząszcz próbował zgrywać dorosłego i mądrego, lecz w jej oczach zachowywał się jak arogancki cymbał z pszczołami zamiast mózgu, a Pchle stało się coś z łapami. Tylko Pszczoła zmienił się na lepsze.
- Chyba nie. Gdyby to zzależżało od zziół ciotka jużż by ją wyleczyła. Nie wiadomo co jej jesst. Może jeśśli zacznę ssię wresszcie czegośś uczyć to wymyśślę cośś, żżeby jej pomóc. - Ćma, idąc u boku starszego terminatora, zaczęła mu się badawczo przyglądać. Czemu interesował się tak bardzo jej rodziną, a w szczególności Pchłą?
Krótkowłosy kocur przeciętnego wzrostu. Nie jest gruby, jednak ma dość masywną budowę ciała, co jest jeszcze podkreślone przez jego umaszczenie. Jest w większości czarny, ale posiada również charakterystyczne białe znaczenia - białe skarpetki, podbrzusze, rozległą białą plamę na klatce piersiowej i połowie szyi oraz białą plamkę na głowie, która otacza cały pyszczek kończąc się charakterystyczną strzałką między oczami. Ma czarny nos i zielone oczy. Jego futro prawie zawsze jest dokładnie wyczyszczone i dobrze ułożone.
Dymne Niebo jest kotem, który nie rzuca się za bardzo w oczy. Rzadko odzywa się nie pytany - i to bynajmniej nie dlatego, że nie lubi rozmawiać; po prostu woli spokojnie obserwować i podchodzić do wszystkiego z dystansem. Bardzo uważa też na swoje słowa i zwykle stara się formułować swoje wypowiedzi tak, żeby brzmieć jak najbardziej poprawnie. Nie w jego stylu są kąśliwe komentarze czy wybuchy emocji. Jedynie w stosunku do bliskich kotów potrafi sobie pozwolić na małe złośliwości, ale głównie w celach humorystycznych i tylko wtedy gdy wie, że zostanie prawidłowo odebrany. Jest bardzo ciekawy; chętnie poznaje inne koty oraz ich opinie na mniej lub bardziej ważne tematy, przez co rozmowa z nim często jest po prostu przyjemna. Potrafi dogadać się z wieloma kotami, starając się zawsze nieco wczuć w ich pozycję i dostosowywać sposób i treść wypowiedzi do drugiego kota. Zależy mu na tym, jak zostanie odebrany przez drugą stronę - zawsze stara się sprawiać dobre wrażenie. (-> KP)
Ognistopręga, Kamienna Łapa, Kacza Łapa
Ich rozmowa nagle zrobiła się bardzo ponura. Był wdzięczny za opisanie wyglądu Modliszki oraz informacje, że chora kotka raczej się nie ucieszy z odwiedzin. Nie to nie, nie było sensu jej przeszkadzać, pewnie i tak było jej wystarczająco ciężko. Dymek poczuł się nieco zmieszany. Nie za bardzo wiedział, jak powinien się teraz zachować. Ćmia Łapa była zdecydowanie młodsza od niego, a wygląda na to, że doświadczyła już sporo nieszczęść... Co prawda jego brat nie żył, matka również, ale dwie chore - być może nieuleczalnie siostry - to bardzo przygnębiające perspektywy.
- Rozumiem - odpowiedział ostrożnie. - Ja kiedyś dużo chorowałem, jak byłem mały, ale Ciernisty Kwiat mnie w końcu wyleczyła i już teraz nie mam takich problemów - spróbował pocieszyć szylkretkę, chociaż wiedział, że jego choroba to było coś innego od niepełnosprawności Pchły.
- Kiedyś też myślałem o zostaniu Medykiem - powiedział po chwili, chcąc zmienić temat na nieco przyjemniejszy. Nawet, jeśli ceną było kłamstwo. No, właściwie to tylko naciągnięcie prawdy, bo kiedyśtam faktycznie taka myśl przeszła przez biało-czarną głowę. - Wiesz, nie trzeba polować i walczyć, spędzasz dużo czasu w Obozie i te sprawy - dodał i uśmiechnął się słabo do kotki, mając nadzieję, że odejdą trochę od tych nieprzyjemnych tematów. Co chwilę zerkał na nią przyjaźnie, bo przecież musiał też patrzeć gdzie idą, choć spacerowali raczej wolno i ryzyko, że się zgubią było minimalne. Zwłaszcza, że zielonooki zdążył już całkiem nieźle poznać te tereny.
Nieważne co mi powiesz Nie słyszę twoich słów
Stoję tam gdzie stoję Nie tam gdzie bym chciał
Wolny od urojeń twych Absurdalny ż a r t
Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
Cóż... faktycznie była ponura. Ćma uważała swoją rodzinę za średnio szczęśliwą ze względu na brak matki i chorobę sióstr, a także minimalną inteligencje u dwóch braci, aczkolwiek i tak mieli lepiej niż rodzina Traszki czy Drobnej. Albo Splątanej, bo z najmłodszego miotu mało kto został. W sumie wszystkie mioty były duże, lecz koty stopniowo się z niego wykruszały - ktoś zaginął, ktoś umarł, ktoś inny został wygnany, jeszcze inny zachorował - a rodzeństwo Ćmy miało się jeszcze w miarę dobrze. Przynajmniej wciąż istniało.
- Och. To możże faktycznie ssię zz nią dogadassz. Ja jesszcze nigdy nie zachorowałam i mam nadzieję, żżże tak pozzosstanie. Ale sskoro Ty wyzzdrowiałeśś, to Modlisszka teżż możże - powiedziała chcąc dodać sobie otuchy, nadziei. Bo tak naprawdę niespecjalnie już w to wierzyła. Koty chorowały przez dwa księżyce, trzy, cztery, ale nie przez większość życia. Żmijowy Ogon słabła stopniowo, aż w końcu któregoś dnia obudziła się w innym miejscu, pozostawiając swoja rodzinę własnemu losowi.
- O - rzuciła zaskoczona. - Rozzmawiałeśś na ten temat z Ciernisstym Kwiatem? - Nigdy nie słyszała o tym, że dziwnooka miała tylu chętnych. Kocięta, takie jak na przykład Skrzydło, często przechwalały się o zostaniu medykiem, zastępcą, przywódcą, ona także taka była, lecz wraz z zostaniem terminatorem większość zapominała o tych mrzonkach i marzyła już tylko o zostaniu wojownikiem i jak najszybszym ukończeniu treningu.
- Ja sssię nigdy nad tym nie zzasstanawialam. Ale jak o tym pomyśślę, to zawssze ciągnęło mnie do zziół. Możże ciocia to zzauważżyła. Nigdy nie patrzyłam na to w taki sspossób jak Ty - żże nie trzeba polować i walczyć. To brzmi jakby droga medyka była pójśściem na łatwizzne - a wcale tak nie było. Nie w oczach Ćmy. Ona widziała w tym odpowiedzialność i borykanie się z poczuciem winy, jeśli ktoś odszedł. Pewnie to przez to Ciernisty Kwiat była obojętna i twarda jak głaz - w ten sposób sobie z tym wszystkim radziła. Córka Żmijowego Ogona zastanawiała się, czy też taka będzie. A później zadawała sobie pytanie czy już się w pewnej części taka nie stała, zwłaszcza po śmierci Żmii. Zdarzały jej się chwile radości, chwile w których się śmiała i uśmiechała, jednakże następowały coraz rzadziej.
Krótkowłosy kocur przeciętnego wzrostu. Nie jest gruby, jednak ma dość masywną budowę ciała, co jest jeszcze podkreślone przez jego umaszczenie. Jest w większości czarny, ale posiada również charakterystyczne białe znaczenia - białe skarpetki, podbrzusze, rozległą białą plamę na klatce piersiowej i połowie szyi oraz białą plamkę na głowie, która otacza cały pyszczek kończąc się charakterystyczną strzałką między oczami. Ma czarny nos i zielone oczy. Jego futro prawie zawsze jest dokładnie wyczyszczone i dobrze ułożone.
Dymne Niebo jest kotem, który nie rzuca się za bardzo w oczy. Rzadko odzywa się nie pytany - i to bynajmniej nie dlatego, że nie lubi rozmawiać; po prostu woli spokojnie obserwować i podchodzić do wszystkiego z dystansem. Bardzo uważa też na swoje słowa i zwykle stara się formułować swoje wypowiedzi tak, żeby brzmieć jak najbardziej poprawnie. Nie w jego stylu są kąśliwe komentarze czy wybuchy emocji. Jedynie w stosunku do bliskich kotów potrafi sobie pozwolić na małe złośliwości, ale głównie w celach humorystycznych i tylko wtedy gdy wie, że zostanie prawidłowo odebrany. Jest bardzo ciekawy; chętnie poznaje inne koty oraz ich opinie na mniej lub bardziej ważne tematy, przez co rozmowa z nim często jest po prostu przyjemna. Potrafi dogadać się z wieloma kotami, starając się zawsze nieco wczuć w ich pozycję i dostosowywać sposób i treść wypowiedzi do drugiego kota. Zależy mu na tym, jak zostanie odebrany przez drugą stronę - zawsze stara się sprawiać dobre wrażenie. (-> KP)
Ognistopręga, Kamienna Łapa, Kacza Łapa
- Na pewno ma duże szanse - odpowiedział w sprawie Modliszki, żeby nieco dodać nadziei Ćmiej Łapie, choć oczywiście nie mógł wiedzieć, na ile jest to realne. On jednak w końcu wyzdrowiał i od wielu księżyców miał się dobrze, więc zawsze była jakaśtam szansa.
- Nie, to były tylko przemyślenia - ucieszyło go nieco to, że przeszli na mniej przygnębiające tematy. - I na pewno bycie Medykiem nie jest łatwiejsze - dodał szybko słysząc, że Ćmia Łapa nieco źle odebrała jego słowa. - Po prostu... wymaga innych umiejętności. Spokojniejszych. Wiadomo, że to też nie jest proste, musisz znać się dobrze na ziołach i ranach, żeby odpowiednio pomagać rannym. No i nie możesz się brzydzić ran, co nie? Medykiem chyba nie mógłby zostać ktoś, kto nie lubi patrzeć na rozerwaną skórę czy blizny, albo na kota chorego na biały kaszel. No i to też duża odpowiedzialność. Ale bycie wojownikiem jest bardziej... wymagające fizycznie. Wiesz, codzienne polowania i patrole, no i w razie potrzeby walki. Spędzasz mniej czasu w Obozie - wyjaśnił i miał nadzieję, że teraz szylkretka już nie odbierze błędnie jego słów. Faktycznie, poprzednia wypowiedź brzmiała tak, jakby pełnienie funkcji Medyka było zawsze łatwe i przyjemne. Zapamięta sobie, żeby unikać tego typu wypowiedzi.
Podczas rozmowy nieco stracił poczucie czasu. Nawet, jeśli spacerowali wolno, to zaszli już całkiem daleko - przynajmniej tak mu się wydawało, gdy w końcu się rozejrzał. Przez to jednak przyszedł mu do głowy jeszcze jeden temat do poruszenia. - Wychodziłaś kiedyś poza granie Klanu Cienia, Ćmia Łapo? - zapytał, z zaciekawieniem zerkając na rudo-czarny pyszczek kotki.
Nieważne co mi powiesz Nie słyszę twoich słów
Stoję tam gdzie stoję Nie tam gdzie bym chciał
Wolny od urojeń twych Absurdalny ż a r t
Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
- Na pewno... - powtórzyła za nim cicho. Powinna w to wierzyć, może nawet faktycznie wierzyła. Modliszka, bądź co bądź, nie umarła, a skoro nie kopnęła do tej pory w kalendarz, to już nie powinna tego zrobić. Jej stan powoli powinien zaczynać się poprawiać, tyle że Ćma miała niemiłe poczucie, iż to zależy głównie od jej samopoczucia i psychiki, zaś to było w rozsypce.
- Ano, prawda. Walczyłeśśś jużż zz jakimśś innym kotem albo lisssem? - Im dłużej terminatorka rozmawiała z Dymkiem, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że mimo matki z paskudnym charakterem wyrósł na całkiem porządnego osobnika. Jak widać nie wyssał z mlekiem jadu i napastliwości, którymi operowała Traszkowy Grzbiet zanim opuściła Cienisty padół. Ćma nigdy nie przepadała za kotką, aczkolwiek powstrzymywała się ze chwaleniem się swoją opinią z resztą kotów, poza tym Krogulczy Szpon też była całkiem w porządku. Całkiem możliwe, że jako kociak mówiła o niej coś złego, lecz już tego nie pamiętała. Prawdę powiedziawszy powoli wszystko zaczynało jej się zamazywać, dzieciństwo dzieliło się na szczęśliwy etap przed śmiercią Żmii i ten ciemny, mroczny, gdy jej zabrakło, a cała rodzina pogrążyła się w żałobie. Ćma została z niego naprawdę wyrwana dopiero podczas treningu z Wiewiórem, gdyż dopiero wtedy mogła się czemuś poświęcić w całości.
- Hm... nie. Nigdy nie przzekroczyłam granicy i nie byłam na zzziemiach niczyich, chyba żże liczyssz przzenosiny klanów. A co, jessst tam cośś ciekawego?
Krótkowłosy kocur przeciętnego wzrostu. Nie jest gruby, jednak ma dość masywną budowę ciała, co jest jeszcze podkreślone przez jego umaszczenie. Jest w większości czarny, ale posiada również charakterystyczne białe znaczenia - białe skarpetki, podbrzusze, rozległą białą plamę na klatce piersiowej i połowie szyi oraz białą plamkę na głowie, która otacza cały pyszczek kończąc się charakterystyczną strzałką między oczami. Ma czarny nos i zielone oczy. Jego futro prawie zawsze jest dokładnie wyczyszczone i dobrze ułożone.
Dymne Niebo jest kotem, który nie rzuca się za bardzo w oczy. Rzadko odzywa się nie pytany - i to bynajmniej nie dlatego, że nie lubi rozmawiać; po prostu woli spokojnie obserwować i podchodzić do wszystkiego z dystansem. Bardzo uważa też na swoje słowa i zwykle stara się formułować swoje wypowiedzi tak, żeby brzmieć jak najbardziej poprawnie. Nie w jego stylu są kąśliwe komentarze czy wybuchy emocji. Jedynie w stosunku do bliskich kotów potrafi sobie pozwolić na małe złośliwości, ale głównie w celach humorystycznych i tylko wtedy gdy wie, że zostanie prawidłowo odebrany. Jest bardzo ciekawy; chętnie poznaje inne koty oraz ich opinie na mniej lub bardziej ważne tematy, przez co rozmowa z nim często jest po prostu przyjemna. Potrafi dogadać się z wieloma kotami, starając się zawsze nieco wczuć w ich pozycję i dostosowywać sposób i treść wypowiedzi do drugiego kota. Zależy mu na tym, jak zostanie odebrany przez drugą stronę - zawsze stara się sprawiać dobre wrażenie. (-> KP)
Ognistopręga, Kamienna Łapa, Kacza Łapa
- A z czym ja nie walczyłem - odpowiedział z zadziornym uśmiechem na mordce. Kłamstwo przyszło mu tym razem łatwo, bo Ćmia Łapa za bardzo nie miała jak go sprawdzić. Wiedział, jak mniej-więcej wygląda walka - więc co za różnica, czy faktycznie bił się z kimś czy nie? A zawsze wyszedł w ten sposób na bardziej doświadczonego. Jeśli chodzi o jego matkę, to... właśnie na jej przykładzie nauczył się, czemu nie warto być wrednym. Obserwował ją przecież od dawna. Przez swój charakter miała na pieńku z połową klanu, co prawda zwykle się do nich nie odzywała, ale... to nie było życie, jakiego chciał Dymek. Czarno-biały dość narcystycznie chciał, żeby mówiono o nim dobrze, żeby go lubiano. W ten sposób, jak podejrzewał, łatwiej jest załatwiać niektóre sprawy.
- Na pewno jest coś ciekawego. No wiesz, na przykład... inne klany. Nie kusiło cię nigdy, żeby poznać kogoś spoza Cienia? - mrugnął do szylkretki. Jakby tak udało się ją podpuścić... byłoby świetnie. Zawsze lepiej udać się gdzieś dalej z kimś niż samemu, ale póki co nie wiedział, jaka jest córka Motyla. Dopiero ostrożnie badał grunt.
Nieważne co mi powiesz Nie słyszę twoich słów
Stoję tam gdzie stoję Nie tam gdzie bym chciał
Wolny od urojeń twych Absurdalny ż a r t
Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
- Możże zz niedźwiedziem? - zapytała zaczepnie i obrzuciła towarzysza rozbawionym spojrzeniem. Nie wzięła słów Dymnej Łapy na poważnie. Gdyby walczył ze wszystkim, chociażby po jednym przeciwniku z każdego gatunku, jak właśnie próbował zasugerować, prawdopodobnie jego ciało byłoby upstrzone bliznami, a on sam zostałby już dawno wojownikiem za wyjątkowe zasługi i umiejętności. Albo i nie, tego ostatniego nie była pewna, w końcu oboje należeli do Klanu Cienia. To nie ta bajka.
- Kogośśś tam jużż pozznałam. Takiego małego wojownika z Klanu Wichru, był całkiem miły i mówił ciekawe rzzeczy. I piesszczoszkę, ale ona była głupsza od tego tutaj krzaka. - Dla podkreślenia swych słów Ćma musnęła ogonem krzew, który akurat mijali. - A moje sspotkanie zz nią ograniczyło sssię do odprowadzenia jej na granicę. Chciałabym pozznać jesszcze kogośś z Rzeki i Gromu, mój tata zzna ponoć co najmniej po jednym kocie z każżdego klanu i paru ssamotników, teżż bym tak chciała. A Ty zznasz kogośś? - dorzuciła na końcu standardowe pytanie. Które było w sumie wstępem, bo jeśli Dymek postanowi zaproponować jej wspólny wypad gdzieś na granicę, to czemu nie? Dopóki jej nie przekroczą wszystko będzie w porządku, a może uda im się poznać jakieś ciekawe osobistości. W towarzystwie zawsze raźniej.
- Zzzbieramy ssię? Zaszliśśmy jużż dossyć daleko - wymruczała po chwili. Wolała nie przebywać poza obozem przez cały dzień na wypadek gdyby Ciernisty Kwiat czegoś od niej chciała. Ćma nie wyobrażała sobie wiele, lecz nie chciała zmarnować żadnej okazji do nauczenia się czegoś nowego. Mogła przecież obserwować jak ciotka leczy ranne koty, po prostu obserwować i dowiadywać się czego używa, jak to robi, jak to w ogóle wygląda. Good idea.
Ćma poczekała jeszcze na odpowiedź Dymka, lecz niezależnie od niego i tak wróciła do obozu. W razie czego po prostu się z nim pożegnała i ruszyła w drogę powrotną.
Krótkowłosy kocur przeciętnego wzrostu. Nie jest gruby, jednak ma dość masywną budowę ciała, co jest jeszcze podkreślone przez jego umaszczenie. Jest w większości czarny, ale posiada również charakterystyczne białe znaczenia - białe skarpetki, podbrzusze, rozległą białą plamę na klatce piersiowej i połowie szyi oraz białą plamkę na głowie, która otacza cały pyszczek kończąc się charakterystyczną strzałką między oczami. Ma czarny nos i zielone oczy. Jego futro prawie zawsze jest dokładnie wyczyszczone i dobrze ułożone.
Dymne Niebo jest kotem, który nie rzuca się za bardzo w oczy. Rzadko odzywa się nie pytany - i to bynajmniej nie dlatego, że nie lubi rozmawiać; po prostu woli spokojnie obserwować i podchodzić do wszystkiego z dystansem. Bardzo uważa też na swoje słowa i zwykle stara się formułować swoje wypowiedzi tak, żeby brzmieć jak najbardziej poprawnie. Nie w jego stylu są kąśliwe komentarze czy wybuchy emocji. Jedynie w stosunku do bliskich kotów potrafi sobie pozwolić na małe złośliwości, ale głównie w celach humorystycznych i tylko wtedy gdy wie, że zostanie prawidłowo odebrany. Jest bardzo ciekawy; chętnie poznaje inne koty oraz ich opinie na mniej lub bardziej ważne tematy, przez co rozmowa z nim często jest po prostu przyjemna. Potrafi dogadać się z wieloma kotami, starając się zawsze nieco wczuć w ich pozycję i dostosowywać sposób i treść wypowiedzi do drugiego kota. Zależy mu na tym, jak zostanie odebrany przez drugą stronę - zawsze stara się sprawiać dobre wrażenie. (-> KP)
Ognistopręga, Kamienna Łapa, Kacza Łapa
- No.. tak, z niedźwiedziem jeszcze nie, ale tylko dlatego, że jeszcze go nie spotkałem! Jak kiedyś natrafię na niedźwiedzia to na pewno mu skopię tyłek - odpowiedział i uśmiechnął się do kotki, zadowolony ze swojej żartobliwej odpowiedzi. Kłamstwa i żarty - dzięki nim można było ukryć tak wiele!
- O proszę. Ja poznałem jedną terminatorkę z Klanu Wichru - pochwalił się. Chciał wypytać Ćmą Łapę o te poznane koty spoza Cienia, ale nagle zorientowali się, że są już bardzo daleko od Obozu i pora była wracać. Dymek przyznał rację szylkretce - trzeba było wracać. Potem zaczęli rozmawiać o czymś innym i nie było już okazji do wypytania o szczegóły - a szkoda, bo takie rzeczy zdecydowanie interesowały czarno-białego. Wkrótce znaleźli się jednak z powrotem w Obozie i pożegnawszy się, każdy odszedł w swoją stronę.
/zt
Nieważne co mi powiesz Nie słyszę twoich słów
Stoję tam gdzie stoję Nie tam gdzie bym chciał
Wolny od urojeń twych Absurdalny ż a r t
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Odeszła od obozu Klanu Cienia najdalej jak mogła, przemierzając szybko kolejne metry dzielące ją od Jeżynowych Chaszczy. Gdy poczuła, jak zapachy klanów się zaczynają mieszać, tworząc barierę zapachową, zatrzymała się i skierowała wzrok w stronę terenów klanu Wichru, by następnie ruszyć wzdłuż granicy. Mięśnie szylkretki były nadal napięte, a burza emocji nie uspokoiła się, chociaż chciała, aby być tak nieczuła na wszelkie bodźce, jak Wiewiórczy Ogon, który zawsze się odcinał od wszystkiego, dopóki nie chodziło o nią. Chociaż... Patrząc na ostatnie rozmowy i wydarzenia z nim związane to jedyne uniesienie czułych uczuć było podczas ich rozmowy sam na sam. W towarzystwie zdołał się jedynie zdobyć na to, aby wejść kontakt z córką Traszkowego Grzbietu, po czym usiąść gdzieś dalej. Kroki kocicy stawały się cięższe, a kark coraz bardziej napinał, kiedy obniżała łeb w dół z wykrzywionym od wściekłości pyskiem i ukazanymi kłami, które były mocno zaciśnięte. Oddychało jej się z trudem, chociaż powietrze było rześkie przy praktycznie zerowym wietrze.
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.