Logo Artemidy
Obgryzione Drzewa
###

Po złamaniu nie było śladu i dzięki Gwiezdnym - żadne inne przykrości też go nie spotykały, mimo walki z psem, mimo wychodzenia poza Ścieżkę i łażenia bóg-wie-gdzie. Szczęście, albo szczere obawy świata wokół, że Szpon jest już silniejszy i może się obronić przed ewentualną krzywdą! I jak to pierwsze miało więcej sensu i prawa bycia, tak to drugie, jakoś milej mu leżało. Był w końcu najlepszy na świecie, co nie?
Pod Grom chodził z nadzieją na to, że wpadnie na znajomych. Czy to Medyków, czy Wojowników... czy nowych znajomych, mało ważne. Ot, po prostu, szukał towarzystwa poza tym Rzecznym. Nie, żeby tamto mu przeszkadzało czy się znudziło, a zwyczajnie, chciał więcej! Pod granicę wybrał się wieczorem, unikając tym samym prażącego słońca. W końcu spotkanie ze znajomymi nie powinno się odbić na Szponie przegrzaniem!

[borsuk!]
✧₊⁺ I get by on the dreams I conceive ⁺₊✧
I defy my bad luck with the will to believe

[Obrazek: IMG_1554_kopia.png?ex=65932078&is=6580ab...d2eabff49&]

I just know that I’m destined to be something more
·············· I was born with an ace up my sleeve ··············
LVL 6 275 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kiedy słońce było w zenicie, czułom się naprawdę fatalnie. Piekielne upały doskwierały mi i moim łapkom, które tego dnia czuły się wyjątkowo niezbyt fajnie. Dlatego nie wychodziłom z jaskini niemal cały dzień nie licząc porannego treningu z Bobrowym Ogonem, pozwalając im trochę odpocząć. Czas jednak dłużył się niemiłosiernie, dlatego gdy w końcu zbliżał się wieczór postanowiłom przejść się na mały spacer. Słońce już tak nie prażyło, niestety nie miałom też co robić, bo i większość kotów widocznie miała lepsze rzeczy albo pochowała się w swoich grotach. Plus taki, że była to mała odskocznia od przygniatających mnie myśli na temat treningu i rodziny, które namnożyły się tego dnia przez nieskończoną nudę. I tak szłom, łapka za łapką, raz i dwa. W pewnym momencie utknęłom z nosem przy ziemi, pełznąc ścieżką utkaną z pająków. Stworzonka najwidoczniej ani śmiały się zatrzymać, całe szczęście były powolne, bo ani myślałobym, aby ganiać je przez cały klan.
LVL 1 95 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
5
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Spacer zaraz miał pokazać jaka znajomość się dziś natrafi. Kolorowe ciałko na horyzoncie, drobne i jakieś takie... no, marnie wyglądające generalnie. To wina upału?? Może. Szpon sam wyglądałby bardzo marnie, jakby nie to futro, co go tak doskonale przed tym losem maskuje. Nie był może tak drobny jak obcy, ale był chudy. Chudy i wysoki. Bez futra wyglądałby jak chodzący kościotrup.
- HEEEEJ!!!!! - krzyknął, szeroko się uśmiechając do obcego. - Jak tam za granicą!!! Gorąco!!!??!?!
Dorzucił wesoło, z nadzieją że pierwszy wrzask - o ile nie ryk! - zwrócił uwagę Gromiaka.
- Bo tu skwar!! Myślałoby się że rzeka to nas ochłodzi, a tu kaczy kuper! Nie dość, że gorąco, to duszno i śmierdzi! W Gromie lepiej?! Oby lepiej!! Jak tam w ogóle? Ja to Szpon!!! I u mnie jest super!!! - jeśli zignoruje wszystkie trapiące go problemy. Wtedy faktycznie, było wyśmienicie!!
✧₊⁺ I get by on the dreams I conceive ⁺₊✧
I defy my bad luck with the will to believe

[Obrazek: IMG_1554_kopia.png?ex=65932078&is=6580ab...d2eabff49&]

I just know that I’m destined to be something more
·············· I was born with an ace up my sleeve ··············
LVL 6 275 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
I szłom tak przed siebie, aż tu nagle krzyk, jeśli nie wrzask rozległ się niewiadomo skąd. Nastroszyłom sierść, podskakując do góry. Uniosłom łeb, jak na złość, wpadając pyskiem centralnie na drzewo przede mną.
- Ugh... - jęknęłom.
Całe szczęście, że drzewo było obgryzione to przynajmniej nos utknął mi w jakiejś dziurze zamiast zostać spłaszczonym przez pień. Zajęło co prawda chwilę zanim zdolałom go uwolnić, ale nie było tragedii. Klapnęłom na tyłek, nos był niemal cały.
Następnie zamrugałom oczami. Pająki rozeszły się wystraszone nagłym hukiem, za to po chwili dostrzegłom wielkie białe futro, najwidoczniej źródło ów hałasu.
- Hę? - wybąkałom zdziwione. - Jaka rzeka? Nie widzę żadnej - rozejrzałom się. - Tylko rzeki by mi tu brakowało... pień zdecydowanie wystarczy, dziękuję.
Coś mi mówiło, że nie bardzo ogarniałom, co się dzieje. Kto to był ???
LVL 1 95 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
5
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Niezły start!!
- Ale rąbnięcie!!! Masz cały łeb??! NOS?!!? Bo przypał będzie jak ktoś mnie posądzi o połamanie cię bez przekraczania granicy. No, czaisz?! Z jednej strony to wow, bo wtedy to chyba już każdy by się bał ze mną bić. Normalnie, WSHOOOO i wszystko jest pokonane jednym ruchem łapy! - mówił ciągle, dając tym samym kolorowemu kotkowi czas na wyciągnięcie mordy z pniaka. I… och??! JAKA rzeka?!?! - No przecież, eeee…. Trochę dalej jest, jakby iść tam w górę, do Bobrowej, to tam w końcu się trafi na nią. No, przecież, na granicy z Klanem Rzeki jesteś!! Co ty myślisz, że tak o bym na teren Gromu wszedł? Mógłbym, ale by mnie Łabędź zjadł. I słusznie!!
Bo co jak co, ale kodeksu nie powinien łamać… bez powodu. A teraz powodu nie było, najmniejszego. Co innego gdyby nowy znajomy w drzewie utknął na dobre. No, nie mógłby tak o tego zignorować i wypadałoby pomagać!
- No, chyba aż tak cię mocno ten pień nie załatwił, że nie wiesz gdzie jesteś… co nie?! Bo wtedy to będę miał podwójnie przechlapane. ALE! Też fakt. Wyłowić cię z rzeki to byłby problem, lepiej żeby tutaj nas nie przecinała - ciągnął dalej, aż w końcu - wzrok skupił na rozmówcy. - Jesteś tu pierwszy raz czy jak?? Zdajesz się być no… co najmniej prawie wojownikiem! Nie brali cię na granicę jeszcze?! Buuuuu!! Mnie też nie. Sam sobie wychodziłem.
Bo ojciec prowadził trening… tak. Prowadził. Raz na ruski, mówiąc o kodeksie. Tyle.
- I jak masz na imię cooo?? Nie masz może imienia? Jak zapomniało ci się po rąbnięciu w łeb, to ja ci mogę dać nowe. Nie, żebym się chwalił, ale już to robiłem!
✧₊⁺ I get by on the dreams I conceive ⁺₊✧
I defy my bad luck with the will to believe

[Obrazek: IMG_1554_kopia.png?ex=65932078&is=6580ab...d2eabff49&]

I just know that I’m destined to be something more
·············· I was born with an ace up my sleeve ··············
LVL 6 275 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wybałuszyłom szeroko oczy, zostawiając mordkę na wpół otwartą. Ja??? Na granicy??? O nie. Nie nie nie. Jeśli Wąż by się dowiedział to by mnie zjadł. Jak to ja na granicy?
- A. Nie, ja nie, to trochę dalej - zaprzeczałom zdziwione. - Ja tu tylko za pająkami. Pamiętaj, jeśli nie wiesz gdzie iść, idź za pająkami. Nie mogę być na żadnej granicy, a nawet jeśli to nikt nie może się dowiedzieć!
Zaśmiałom się nerwowo. Skąd miałom niby wiedzieć, że granica to faktyczna granica? Nie było nigdzie żadnego oznaczenia ani nic takiego.
Kot mówił dalej, a ja przekierowałom wzrok z białych łap w poszukiwaniu ów góry.
- Oh...A... A może to ty na terenie Gromu jesteś? Jesteś całkiem absolutnie pewien, że to tam to Rzeka? - zasugerowałom z cieniem nadziei. - Jak ci było...przepraszam, przypomnisz mi swoje imię? Szlak? Szlak, tak? Może Szkwał? Wybacz, naprawdę nie pamiętam!
Oczywiście nie było lepszego sposobu na poznawanie obcych niż robienie z siebie pośmiewiska. Zawstydziłom się trochę i spuściłom wzrok.
- Borsuk. Mi na imię - przedstawiłom się wolno. - Na treningu byliśmy już poza obozem...ale tutaj to jestem pierwszy raz - wyznałom.
LVL 1 95 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
5
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Za pająkami?? Skubane, wielkie muszą być jak ci się w trawie nie gubią! Takich to bym się brzydził - normalnych zwykle też nie lubił. Nie tyle co się ich bał, ale faktycznie, widok ośmiu chudych łapek, dziwnego poruszania się ciała.... niezbyt mu odpowiadał. Ale wiadomo, kto co lubi! Jeśli ktoś lubił pająki, mimo że były obrzydliwe i okropne, jego sprawa.
Na propozycje imion, wpierw tylko słuchał z uśmiechem, szykując się do powiedzenia, że jest SZPONEM i tylko SZPONEM, aż usłyszał "Szkwał". Sierść mu się zjeżyła.
- Weź, nawet mi tak nie mów... mój brat tak ma na imię, a to totalny burak i generalnie, najgorszy kot jakiego można znać. Tylko chodzi i mnie obraża, bo mnie nie lubi - mruknął, z aż przesadną smutną powagą. Bo jak inne imiona uważał za śmieszne, nawet jak o swoje walczył jak stado lwów, tak to było nieprzyjemne i przykre. - Szpon jestem!! Tylko Szpon. A nie Szkwał żaden, żenada!!
Cmoknął, głową kręcąc na boki. Potem, humor znów mu wrócił. Borsuk!
- Miło cię poznać! A i tak, tu jest na pewno granica. Wiesz, jakbym ją przekroczył, to chyba serio by było już po mnie. Wolę tego nie robić... a co do tego, ten- no, to przynajmniej na treningu będziesz móc się pochwalić, że już wiesz jak tu jest!! Bez strachu, nawet jak się nie znasz, to prosta zasada - w tył zwrot i idź po swoich śladach. A jak to nic nie da, to siedź gdzieś i czekaj na patrol, ale to trochę głupie moim zdaniem, szczególnie w taką pogodę, nie??
✧₊⁺ I get by on the dreams I conceive ⁺₊✧
I defy my bad luck with the will to believe

[Obrazek: IMG_1554_kopia.png?ex=65932078&is=6580ab...d2eabff49&]

I just know that I’m destined to be something more
·············· I was born with an ace up my sleeve ··············
LVL 6 275 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zamrugałom oczami. Pająki...całkiem je lubiłom. Ich małe życia okazywały się interesujące. Ich obserwacja była zaś dobrym sposobem na nudę, a ostatnio nawet zauważyłom, że ciekawą metodą rozpoczęcia konwersacji, kiedy akurat nic nie było w zanadrzu.
- Czy wielkie... - zastanowiłom się. - Takie sobie. To raczej ja idę nosem utkniętym w ziemię i tylko dziwić się, że jakieś okruszki nie przedostały mi się do środka.
Przekrzywiłom nerwowo pyszczek, a łapką zaczęłom grzebać w ziemi. Na wspomnienie o bracie momentalnie zacisnęłom wargi i jeszcze raz powtórzyłom w głowie imię towarzysza. SZPON. To był SZPON.
- To bardzo bardzo niemiłe... Wybacz... Przysięgam, że nie znam twojego brata! - pokręciłom głową. - To czysty przypadek! Cóż... Też mam braci i siostrę, każdego z nich kocham z osobna. A co do granic to może lepiej nie będę nikomu opowiadać, o, najwyżej powiem, że mi się przysnęło czy coś... Już dwojgu z nich się oberwało za spacery na granicy, temu to jestem terminatorem zamiast nich i wiesz, nawet chętnie bym się zamie...znaczy. Z jednej strony tak, a z drugiej to jak już nim jestem to nie chcę utracić pozycji. Trochę przypał...nie?
No wstyd i to totalny. Borsuk to chyba to końca życia nie mogłoby odpędzić się od prześladujących ich śmiechów, uwag czy spojrzeń. Nawet jeśli takowe mogły by nie mieć miejsca.
LVL 1 95 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
5
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
A, fakt, w takim razie może nie aż takie znowu wielkie? Ale nadal - nie tycie! Bo takie małe chudołape to łatwo było zgubić jak się nawet raz mrugnęło.
- Eee tam, luz, byleby się nie powtarzało! - machnął łapą lekko na znak, że to faktycznie drobnostka. Owszem, mega niemiła, ale czasu nie cofną, a puszyć się i obrażać o coś takiego było co najmniej głupotą - jego skromnym zdaniem przynajmniej.
- U nas też ktoś kiedyś wyszedł tak o. Moja kuzynka! I w sumie, wróciła na moment i ją wywiało. I, e, dużo kotów. Nawet ci dorośli czasem byli znajdywani trochę sztywniejsi niż jak się ich pamiętało - on miał “przyjemność” tego doświadczyć, kiedy targał Zboże do obozu. - Ale nie bój nic!! Wystarczy myśleć i unikać niebezpieczeństw. No, na przykład - pies i lis na drzewo nie wejdzie. Umiesz się wspinać? Bić też się niby można, ale to czasem nie wychodzi. Umiesz w ogóle się bić?
✧₊⁺ I get by on the dreams I conceive ⁺₊✧
I defy my bad luck with the will to believe

[Obrazek: IMG_1554_kopia.png?ex=65932078&is=6580ab...d2eabff49&]

I just know that I’m destined to be something more
·············· I was born with an ace up my sleeve ··············
LVL 6 275 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kiwnęłom machinalnie głową. Szpon niby puścił tę drobną wpadkę w niepamięć, ale nadal jakoś tak było mi głupio przed sobą samym. Miałom jednak nadzieję szybko zapomnieć ten incydent i nie robić z niego wstępu do nowej znajomości, tym bardziej jeśli sam mój rozmówca nie miał ochoty się o to wykłócać to i po co?
- A ta kuzynka to...jeszcze macie kontakt? - zapytałom nieśmiało. - Bo jak wróciła i zniknęła...myślisz, że coś jej się stało?
To wszystko brzmiało dziwnie i sprawiało, że aż ciarki przeszły mi po plecach. Koty się zmieniały poza klanem, a niektóre wracały, po czym znowu znikały. Co było tego przyczyną?
- Jaa? Wspinać? - zrobiłom wielkie oczy. - Niee, co ty, ja się nie wspinam, chociaż brzmi jak ciekawa umiejętność to może kiedyś spróbuję - wyznałom. - Bić to chyba już prędzej, z bratem walczyłom tak bardziej na poważnie, bez pazurów niby, ale mówił, że dobrze mi szło.
No tak, no bo ciężko było powiedzieć, czy Sokół wtedy po prostu chciał być miły czy przysługiwało mi szczęście początkujących...nawet jeśli samo bym tak tego nie nazwało...
LVL 1 95 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
5
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Nie, a co ty… nawet nie wiem gdzie teraz jest - i nie, żeby jakoś bardzo potrzebował jej powrotu. Nie było jej to nie ma, na tym szczerze można było zakończyć temat. Szczególnie, że zniknęła tak dawno temu, że trudno byłoby w ogóle myśleć gdzie jej szukać. - Myślę, że dwunodzy ją porwali i z nimi mieszka. Wiesz, ona lubiła… DUUUŻO wygody. Więc może tam jej dobrze??
Ni grosza strachu. Szczerze, Szpon nie umiał myśleć źle o tych sprawach. Gdyby chodziło o Szczerbatka, teoretyzował by o wszystkim, co tylko mogłoby się stać. Czy jest u niego okej, czy ma co jeść, czy jest mu zimno, czy tęskni, czy mu smutno… ale Śliwka nim nie była, więc po co miałby sobie zatruwać myśli niepotrzebnymi zmartwieniami?
- Mogę cię nauczyć!! - skoro się nie wspina, to Szpon pomoże. Nie stało mu nic na przeszkodzie, żeby to zrobić. No, może poza granicą… ale coś się wymyśli!
✧₊⁺ I get by on the dreams I conceive ⁺₊✧
I defy my bad luck with the will to believe

[Obrazek: IMG_1554_kopia.png?ex=65932078&is=6580ab...d2eabff49&]

I just know that I’m destined to be something more
·············· I was born with an ace up my sleeve ··············
LVL 6 275 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie wiem czemu, ale czułom się zupełnie, jakby Szpon nie miał ochoty kontynuować tego tematu. Mimo to Borsuk miało ochotę pytać, jakie wrażenie miał po stracie siostry, jak duży szok w nim to wywołało i tak dalej. Samo nie wiedziałom chyba jednak, jakbym to zniosło, gdybym nagle zaczęło przyrównywać jego doświadczenia do...swoich. No właśnie. A Borsuk nie chciało stwarzać historii...
- A. Aha. No dobra. - powiedziałom.
Nie zamierzałom jakoś szczególnie przywiązać wagi do odpowiedzi. Ot, kiwnęłom głową na znak zrozumienia, bo i wydawało mi się, że za słowami Szpona leżało coś więcej. Zaraz jednak dodałom:
- Znaczy się...wiesz... - odparłom nieśmiało. - Jeśli chcesz. Znaczy. Jeśli to nie problem dla ciebie. Ale wydaje się, że będzie ciekawie, więc! Chyba dobra?
Ostatecznie zaplątałom się, ale miałom nadzieję, że nie wyszło najgorzej.
LVL 1 95 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
5
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Usłyszał przytaknięcie, nic więcej. Spoko - nawet i lepiej, bo wtedy jeszcze by się wzajemnie straszyli co to się nie działo, a wiadomo, to nijaka zabawa. Co więcej, tylko by to stresowało nieprzyjemnie Szpona, a potem by chodził jakiś naburmuszony!!
- Dobra!!!! No… to ten, um. Musielibyśmy jakieś drzewa znaleźć tylko - najlepiej jakieś nieprzesadnie wysokie, ale i niespecjalnie niskie… wiadomo, takie, żeby dało się na nie wejść, zejść, a przy okazji nie zabić i nie połamać. Bo wtedy to byłaby tylko nieprzyjemna tragedia. No… i chyba byłyby kłopoty, ostatnie czego oboje potrzebowali!

[wygaszon]
✧₊⁺ I get by on the dreams I conceive ⁺₊✧
I defy my bad luck with the will to believe

[Obrazek: IMG_1554_kopia.png?ex=65932078&is=6580ab...d2eabff49&]

I just know that I’m destined to be something more
·············· I was born with an ace up my sleeve ··············
LVL 6 275 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
To była jego wina.

...Że się zgubił, rzecz jasna. Może ostatecznie wina leżała po stronie Topniejącego Sopla, że w ogóle zabrał go ze sobą. Albo jednak po stronie Snu, który go o to poprosił... tak czy inaczej terminator obiecał dziadkowi, że będzie trzymał się go jak rybołów okonia i nie oddali się nawet na krok. Dotrzymał obietnicy tylko przez pierwszą część ich spaceru; wystarczyło, że zatrzymał się na moment przy jakimś wyjątkowo interesującym pniu drzewa, a kiedy się odwrócił, wojownika już nigdzie nie było.

Sen próbował pójść jego tropem, ale zamiast tego zaczął błądzić jeszcze bardziej. Sfrustrowany krążył i krążył w całą nieskończoność, aż nie dobiegł go szum wody. Postawił uszy na sztorc. Rzeka!

Wystarczyło jedno spojrzenie na drewnianą konstrukcję rozpościerającą się w rzecznym korycie by wiedział, gdzie mniej więcej się znajduje. Mógł teraz bez trudu podążyć za nurtem wody, by odnaleźć drogę z powrotem do obozu; właśnie to zamierzał zrobić, gdy nagle gwałtowny ruch dostrzeżony kątem oka przykuł jego uwagę.

Nieopodal miejsca, w którym teraz zastygnął, wylądował gołąb. Przynajmniej Sen zgadywał, że był to gołąb - przypominał je sylwetką, ale terminator nigdy nie widział ptaka o podobnej barwie; białego niczym śnieg, który nie został jeszcze zadeptany przez kocie łapy. Mleczne piórka lśniły w popołudniowym słońcu, a ptak wydawał się zupełnie nieświadomy, że ktoś mu się przygląda. Beztrosko rozgarniał opadnięte liście, oddzielony od terminatora paroma metrami i gromową granicą, zupełnie nieświadomy niebezpieczeństwa, które mogło mu grozić.

Sen chciał go złapać.

Ukucnął. Nie był pewien, co do końca robi - nie uczył się jeszcze polować, z pewnością nie na treningu. W dodatku ptak raz po raz przeskakiwał przez granicę dwóch klanów, czasami zapuszczając się na rzeczną stronę, jednak zaraz potem wracając na terytoria Gromu. Nawet jeśli terminator nie był pewien, jak daleko może się zapuścić, wiedział, co ryzykuje. Wojownicy sąsiedniego klanu raczej nie przyjęliby intruza zbyt ciepło.

Ale teraz nikogo tu nie było. Ptak był zupełnie nieświadomy... może gdyby udałoby mu się go złapać, mógłby zanieść go z powrotem Skalnemu Zboczu? Bez wątpliwości skróciłoby to ich trening, a Sen mógł stać się wojownikiem szybciej, zostawiając za sobą terminatorskie obowiązki i mistrza.

Postąpił powolny krok naprzód.

Oczywiście, był to zaledwie jeden z powodów. Ptak był piękny. Chciał go po prostu mieć.

Krok wprzód. Zapach granicy zdawał się mocniejszy.

Przecież nikt nie musiał wiedzieć, gdzie go znalazł. Tak, zdecydowanie, korzyści przeważały nad ryzykiem.

Krok...
xxx
[Obrazek: cL0Q0X2.png]
LVL 2 10 / 150
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
11
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jak to było, że najbardziej ciągnęło go do miejsc, w których nie powinien przebywać? Powiedziałby nawet, że nie chce, że nienawidzi tego terenu, tego smrodu, wszystkiego, co kojarzy się z tamtym Klanem i co powoduje tak dziwne, duszące uczucie w jego piersi… ale z drugiej strony całe swoje życie nie mógł oprzeć się spacerom przy granicy. Nie potrafił wyjaśnić dlaczego. To nie tak, że lubił otaczać się rzeczami, których nienawidził, prawda? Być może po prostu miał nadzieję na znalezienie czegoś, co go zaciekawi… lub po prostu pozwoli mu się wyżyć, dać upust tym uciskanym w jego wnętrzu emocjom. Czegoś tam szukał. Czegoś na pewno, bo wzywało go raz za razem.
Nie był przy tej części granicy od jakichś dwóch księżyców… lub nawet dłużej. Pomyślał, że sprawdzi, czy cokolwiek się zmieniło. Odnowi zaznaczoną linię granicy, przypilnuje, czy nic podejrzanego się nie dzieje. Jeśli komuś miał nie ufać, to na pierwszym miejscu nie ufał rzeczniakom.
Nie miał złego przeczucia, ani nic takiego. Pajęczyna nie był typem kota, który rozmyślał nad możliwościami i zamartwiał się. Uważał, że gdyby nawet na granicy doszło do spotkania z kimś nieprzyjemnym, poradziłby sobie świetnie, nawet sam. Gdy usłyszał płynącą wodę, wciąż szedł pewnym krokiem przed siebie, nie rozmyślając nad niczym konkretnym. Dopiero wyraźniejszy zapach Klanu Rzeki sprawił, że książę zmarszczył nos. Sam smród okazał się jednak niczym ważnym, gdy Pająk wychylił łeb zza drzewa i ujrzał na granicy innego kota.
W zaskoczeniu przez chwilę nie zwrócił nawet uwagi na ptaka, na którego najwyraźniej chciał zapolować rzeczniak. Rzeczniakiem był na pewno, ale z każdą chwilą zbliżał się niebezpiecznie do ziemi należącej do Klanu Gromu. Jednak to też nie było rzeczą, na którą Pajęczyna zwrócił uwagę najmocniej. W sylwetce młodego kota zobaczył coś znajomego. Nie był to pierwszy biały kot z Rzeki którego poznał, ale w tym konkretnym kocie zobaczył coś, czego nie potrafiłby wyjaśnić słowami. Coś, o czym powiedział mu kiedyś pewien bardzo irytujący kot i o czym nie chciał już nigdy myśleć. To coś… Niby nie było to kolorem lub ułożeniem gładkiej sierści, ani barwą oczu, ani sposobem poruszania, ani sylwetką… A jednak Pająk przez moment miał dziwne przeczucie, jakby patrzył na kogoś, kto nie miał prawa istnieć.
Nie tutaj. Nie przed nim. Nie na granicy z Klanem Rzeki.
Otrząsnął się dopiero po chwili, dopiero wtedy, gdy był przekonany, że młody kocur przekroczył już granicę. Był już za daleko i planował skoczyć na ptaka, który był na ich terenie. Bez względu na wszystko, Zroszona Pajęczyna zamierzał bronić zdobyczy swojego Klanu… zwłaszcza, że zbliżała się Pora Nagich Drzew.
Choć młody rzeczniak wyraźnie nie potrafił polować, szczęśliwie natrafił na nieuważnego ptaka, który przez te kilka chwil nie zorientował się o bliskim zagrożeniu. Pajęczyna zbliżył się jeszcze trochę, trzymając brzuch tuż przy ziemi i wstrzymując oddech. Wtedy biały ptak uniósł lekko głowę i zaczął obracać ją, by spojrzeć w kierunku terenów Klanu Rzeki - jeszcze zanim zdążył zobaczyć rzecznego terminatora i zanim ten skoczył, Pająk był gotów. Odbił się od ziemi i korzystając ze zwróconej w przeciwnym kierunku uwagi ptaka, złapał go dokładnie w chwili, w której ten machnął skrzydłami by oderwać się od ziemi. Zacisnął szczęki na zdobyczy, szybko kończąc szarpaninę. Równocześnie zaparł się łapami o ziemię, zatrzymując się po chwili jechania po lekko stwardniałym błocie. Stanął tuż przed białym rzeczniakiem, rzucił upolowanego ptaka tuż pod swoje łapy i wbił spojrzenie w pysk intruza. Stał prosto, górując nad drugim kotem - co nie było aż tak trudne, bo nie dość że nie był on wyjątkowo duży, to jeszcze wyglądał na młodzika.
- Dlaczego Klan Rzeki wypuścił swoją larwę kiedy ta nie zna nawet granic? - sapnął mu prosto w pysk, usilnie starając się zignorować swoje wcześniejsze przedziwne uczucia. To nie miało znaczenia. Pewnie po prostu się nie wyspał.
LVL 5 225 / 400
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości