Jeśli to całe gadanie o dwóch wilkach nie było zwykłą bujdą, to te karasiowe właśnie toczyły ze sobą zażartą walkę. A wszystko za sprawą pojawienia się nieznajomej kotki i jej kremowego futerka. Jako przykładna wojowniczka powinna przepędzić intruza i część popielatej rzeczywiście chciała tak zrobić z prostego powodu - nie była wielką entuzjastką poznawania nowych kotów i niezręcznych, pierwszych rozmów. Z drugiej strony, nieznajoma znajdowała się po tej lepszej stronie granicy, z perspektywy Ości należała do świata kotów wolnych, których nie wiązały żadne obowiązki, które nie musiały udawać kogoś kim nie były. Może pośpieszne przepędzanie jej nie jest najrozsądniejszym rozwiązaniem? Może to taka okazja od losu na porozmawianie z kimś, do kogo nie jest z góry uprzedzona?
Podniosła się powoli na cztery łapy, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Końcówka gąsienicowatego ogona drgnęła.
- Co ciebie tu sprowadza? - spytała, siląc się na neutralność. To karasiowy odpowiednik serdeczności, oczywiście.
xxRzeczna wojowniczka zapewne zdziwiłaby się, gdyby usłyszała, że takie "wolne koty" też czasem muszą ukrywać swoje prawdziwe oblicze przed światem lub podporządkowywać się komuś, a raczej czyimś wymaganiom. Takie życie nie było bynajmniej obce Rosie. Teraz jednak być może miała szansę, aby coś zmienić w swoim życiu i może sobie samej. xxGdy została zauważona i ich spojrzenia spotkały się, w głowie kremowej samotniczki pojawiły się kolejne pytania. Co nieznajoma właśnie myślała? Nie wygląda na wrogo nastawioną, ale czy na pewno? Gdy niebieska podniosła się, ciało Rosy spięło się nieznacznie, gotowe do ewentualnego ruchu. Ten jednak nie był konieczny, co samotniczka uświadomiła sobie, słysząc słowa nieznajomej. xx— Szukam czegoś. — odpowiedziała po krótkiej chwili ciszy, lekkim zawahaniu. — Terenów pewnych kocich klanów. — Doprecyzowała, uważnie świdrując nieznajomą bursztynowo-zielonymi oczami. Czy dowie się tym razem czegoś konkretnego? Czy może po raz kolejny spotka ją jedynie zmieszanie i usłyszy, że rozmówca nie ma pojęcia, o czym ona mówi? — Orientujesz się może w tym temacie? — zapytała, a iskierka nadziei zaczęła tlić się w sercu kremowej kotki.
Karasiowa Ość, która zdążyła zaliczyć życie pieszczocha i samotnika, miała już wyrobioną silną opinię w tym temacie. Miała świadomość, że życie pozaklanowych kotków jest dalekie od idealnego i wcale nie gwarantuje ciągłego bycia sobą. Ale wciąż w rankingu było wyżej niż codzienne udawanie, że jest lepsza niż w rzeczywistości. Że wcale nie jest jedynie przebrzydłym pasożytem, który wrócił do Klanu Rzeki dla zwykłej wygody.
Czekając na odpowiedź nieznajomej, zaczęła mimowolnie kołysać końcówką ogona. Poruszał się płynnymi ruchami, nie gwałtownymi jak by to miało miejsce w przypadku narastającej irytacji. Jak wskazówki starych zegarów, odmierzał upływ czasu od momentu, gdy zapadło proste pytanie.
Szukała klanów. No w porządku, takie przypadki chyba też się czasami zdarzały. Skinęła nieznacznie łbem w ramach odpowiedzi na pytanie, bo owszem, orientowała się w temacie.
- Tu za mną są tereny Klanu Rzeki. Niestety zamknięte dla odwiedzających. - zastrzegła od razu na wypadek, gdyby kremowej przyszło do głowy, że przekraczanie granic jest w porządku. Kto wie jak wyglądała jej wiedza o leśnych kotach. Ale Ość nie chciała przecież być niemiła, więc niewiele później zapytała. - A czemu szukasz terenów, coś konkretnego ciebie sprowadza? Może będę w stanie... pomóc.
xxGdy nieznajoma skinęła łbem, serce Rosy zabiło mocniej, jednak nie chciała cieszyć się zawczasu, musiała usłyszeć to potwierdzenie. I tak właśnie po chwili się stało. Tereny Klanu Rzeki. Wow. Czyżby na prawdę kremowofutra odnalazła cel swojej podróży? Czy może to był jakiś sen? Jej serce zaczęło bić nieco szybciej, a puszysty ogon uniósł się ponad linię grzbietu, jednak nie wyżej, by nie oddawać w pełni emocji samotniczki. Wcześniej żarząca się iskierka nadziei zajaśniała teraz tańczącym płomieniem. Dopiero po krótkiej chwili do Rosy dotarło drugie zdanie popielatej nieznajomej. Tak czy siak nie zamierzała odwiedzać tych terenów, a przynajmniej nie terenów Klanu Rzeki. Słysząc kolejną wypowiedź rzecznej kotki Rosa uchyliła pyszczek, jednak zaraz go zamknęła. Zawahała się, gdy do jej myśli wkradła się nie pewność. Co, jeśli klany, o których mówiła jej matka, nie były jedynymi, jakie istniały? Co prawda miejsce powinno się zgadzać, nazwa chyba też, słyszała coś o Klanie Rzeki. Może jednak to był tylko przypadek? Musiała się upewnić. xx— Tak, szukam konkretnie Klanu... Cienia. Jego terenów. — powiedziała, spinając się w oczekiwaniu na odpowiedź.
Oczekiwanie na odpowiedź z jednej strony dłużyło się - Ość chciałaby jak najszybciej dowiedzieć się w czym rzecz i skąd to zainteresowanie nieznajomej terenami klanowymi. A z drugiej strony... w sumie miała przed sobą cały dzień, nie śpieszyło jej się nigdzie, a gdyby spojrzeć pod odpowiednim kątem na obecną sytuację to nawet rozmowę z samotniczką można było podciągnąć pod spełnianie wojowniczych obowiązków! Gdyby ktoś pytał to popielata dzielnie broniła nieprzekraczalności granic klanowych i to że kremowa nie przejawiała najmniejszej chęci wtargnięcia na tereny nie miało z tym nic wspólnego. Oczywiście, że w przeciwnej sytuacji zachowałaby się jak przykładny wojownik...
... wcale nie rozważała przeprowadzenia nieznajomej przez sam środek Rzecznych terenów, gdy powiedziała, że szuka Klanu Cienia.
- To niestety mam dla ciebie złą wiadomość, trafiłaś centralnie na przeciwną stronę Czterech Klanów. Mogłabyś pójść wzdłuż Grzmiącej Ścieżki i potem spytać kogoś z Wichru o dalszą drogę. Graniczą razem to pewnie będą w stanie lepiej tobą pokierować - wyjaśniła uprzejmie, jak na informację turystyczną przystało. A następnie powtórzyła wcześniejsze pytanie, bo zwykłe tak guzik jej dawało. - A czemu ich szukasz?
xxWystraszyła się, słysząc słowo "niestety", jednak po chwili zrozumiała, że nie ma się czym martwić. Chyba. Nie miała pojęcia, jak duże są te wszystkie tereny. Co, jeśli dotarcie tam, gdzie chce, zajmie jej kilka dni? Aczkolwiek to chyba mało prawdopodobne, tereny klanowe nie mogły być aż tak duże. Co nie? xx— Czy to daleko? — spytała, tym razem już bez zawahania. Jeśli to nie daleko, może nawet da radę dotrzeć tam dzisiaj? Gdy popielata kocica zadała jej pytanie, Rosa zorientowała się, że na to samo poprzednio zadane nie odpowiedziała konkretnie. Strzepnęła uchem, gdy spadła na nie kropla z pokrytego wilgocią drzewa. — Ponieważ... — co powinna powiedzieć? Prawdę? — ...potrzebuję. Znaczy, szukam tam czegoś. Albo kogoś. — Odpowiedzi. Nie miała konkretnego planu na to, co zrobi, jak już dotrze do celu, póki co samo to było jej głównym planem. Dopiero teraz zaczęła się zastanawiać, jak powinna to rozegrać. Na pewno potrzebowała znaleźć jakiegoś członka Klanu Cienia. A co dalej? Co, jeśli okaże się, że nikt nie zna już jej matki? Odparła od siebie myśli o tym, że jej cała podróż mogła pójść na marne.
Wykonała coś na kształt wzruszenia barkami w odpowiedzi.
- Jak znasz drogę to nie jest chyba aż tak daleko. Pewnie gorzej jak idziesz pierwszy raz i możesz się zgubić. - wyjaśniła neutralnym tonem. Obchód Rzecznych granic zajmował blisko pół dnia, ale patrole nie miały za zadanie jedynoe przejść jak najszybciej przez ten obszar. - Może do wieczora byś dotarła. Może jutro, co bardziej prawdopodobne. Ale w sumie wszystko zależy od terenów Klanu Wichru, nie mam pojęcia jak daleko sięgają, nie zapuszczam się tam raczej.
Nawet za czasów swojego samotniczego życia nie miała okazji obejść terenów Czterech Klanów od zewnątrz. I nic nie zapowiadało żeby miało się to w najbliższym czasie zmienić, prawdopodobnie ominą ją wycieczki w tamte rejony. Czy odczuwała z tego powodu jakąś wielką stratę? Niekoniecznie.
- Szukasz kogoś... - powtórzyła cicho, bardziej do siebie niż do kremowej. Na szarym czole pojawiła się zmarszczka. Czyli nieznajoma miała jakąś rodzinę czy znajomych w Klanie Cienia? Albo zwykły interes do kogoś, w sumie Ość nie musiała wnikać. Spojrzała przelotnie na samotniczkę. Była... młoda, chyba mniej więcej w wieku tych dzieciaków Ciemnej Mordki? Karaś nie chciałaby, żeby Popiół zagubił się w drodze powrotnej od niejasnych instrukcji jakiegoś napotkanego wypłosza. Dlatego odwróciła się w kierunku Grzmiącej Ścieżki i machnęła ogonem na kotkę.
- Chodź, zaprowadzę ciebie chociaż pod granicę z Wichrem, tam może trafisz na kogoś miłego kto ciebie pokieruje dalej. - rzuciła, po czym ruszyła powoli wzdłuż granicy, zerkając kątem oka za siebie. Ruszy czy nie ruszy?
xx— Ah. Rozumiem. — odparła na słowa rzecznej kotki. Czyli chyba nie tak daleko. To dobrze. Szukała tych terenów już tyle czasu, że teraz, gdy była praktycznie u progu destynacji, nie chciała tracić więcej czasu, niż to konieczne. Teraz musiała tylko się nie zgubić, a najpierw znaleźć tę całą Grzmiącą Ścieżkę. Cokolwiek to było. Nie przypominała sobie, aby matka wspominała jej o takim czymś. Kolejnym wyzwaniem były jeszcze tereny Klanu Wichru, o których popielata kocica niestety niewiele wiedziała. xxNa pysku kremowofutrej pojawił się pytający wyraz, gdy nieznajoma wymruczała coś pod nosem. Nie była pewna, czy ta wypowiedź była skierowana do niej czy nie, poza tym nie usłyszała jej wyraźnie. Ciało Rosy spięło się mimowolnie. Nie lubiła znajdować się w takich sytuacjach, nigdy nie wiedziała, jak powinna zareagować. Próbowała wyczytać cokolwiek z wyrazu pyska nieznajomej, jednak bez skutku. Sposób myślenia Rosy zmienił się, gdy ta usłyszała kolejne słowa niebiesko-białej, teraz już z pewnością skierowane do niej. xx— Oh. Dzięki. — odpowiedziała, unosząc wyżej ogon. Ta popielata kotka była sympatyczna. Zaoferowała jej pomoc, co było całkiem miłe. I bardzo potrzebne Rosie, która nie była pewna, czy nie zgubiłaby się i nigdy nie trafiła na te tereny Klanu Cienia. Ruszyła za rzeczną kotką, utrzymując między nimi bezpieczny dystans, po części ze względu na poszanowanie przestrzeni osobistej, z drugiej dla bezpieczeństwa, by kremowofutra przypadkiem nie przekroczyła granicy. Nie było jej intencją wszczynanie konfliktów, bo zgadywała, że Klany nie są zbyt przyjaźnie nastawieni do kotów, które naruszają ich przestrzeń. xxIdąc w ciszy rozglądała się na boki, zapoznając się z okolicą, którą mijała. Szły wśród drzew, jednak kawałek dalej Rosa dostrzegała otwartą przestrzeń, będącą terenami Klanu Rzeki. Ciekawe, co tam się znajdowało? Ponoć przez ich terytorium przepływała rzeka. Czy to ta sama rzeka, którą Rosa widziała jakiś czas temu? Ciekawe, czy koty w Klanie Rzeki na prawdę żywili się głównie rybami? To musiało być dziwne.
Karasiowa Ość machnęła jedynie niedbale gąsienicowatym ogonem, darując sobie otwieranie pyska. Przekaz był jasny - nie ma za co dziękować. Chciała jedynie upewnić się, że przynajmniej do Wichrowych terenów kotka dotrze bezpiecznie. Chciała też odskoczni od szarej codzienności, a okazywało się, że nawet odprowadzanie samotnika wzdłuż granicy było atrakcją. W Karasiowym mniemaniu nie było za co dziękować, ponieważ miała sporo powodów dla swojej oferty, a ich lwia część była egoistyczna.
Popielata nie miała nic przeciwko przeprawie w ciszy, nie było to nawet w połowie tak niezręczne jak siedzenie w ciszy. Więc mogła skupić się na piaszczystej glebie chrzęszczącej pod łapami. W głowie kalkulowała sobie ile zajmie im dotarcie do terenów Klanu Wichru, gdy natrafiła na sporą przeszkodę. W planach, oczywiście, przed sobą wciąż miała tylko mieszaninę krzewów i drzew (ze zbliżającym się szumem Grzmiącej Ścieżki).
- Umiesz pływać? - spytała, przelotnie zerkając w stronę kremowej. Byłaby to przydatna umiejętność by nie ryzykować śmierci pod Potworem.
xxRosa zwyczajnie była kiepska w relacjach międzykocich, nie szło jej utrzymywanie rozmowy i wolała milczeć, niż na siłę próbując znaleźć jakiś temat do rozmowy. Poza tym była już przyzwyczajona do ciszy i prowadzenia monologów w myślach, dlatego nie odzywała się nawet mając w głowie wiele pytań odnośnie otaczającej jej scenerii. Może zada je później, jak nadarzy się okazja. Głupio było teraz przerywać ciszę. xxUwaga Rosy przeniosła się na popielatą kocicę, gdy ta zadała jej pytanie. Czy umiała pływać? xx— Tak. — Mniej więcej. Na pewno na tyle, żeby się nie utopić. Czy lubiła pływać? Niespecjalnie. Do wody wchodziła tylko wtedy, gdy zupełnie musiała. Nie lubiła uczucia mokrego futra, stawało się wtedy ciężkie i takie nieprzyjemne, a jak woda docierała do skóry, to robiło się jeszcze gorzej. — Czemu pytasz? — dodała po chwili, zastanawiając się, jaki cel miało pytanie rzecznej kocicy. Chciała po prostu zacząć jakąkolwiek rozmowę, żeby nie trwać w kompletnej ciszy? Znaczy, cisza była między nimi, jednak wokoło słychać było przyrodę, ptaki i... coś jeszcze. Szum. Rosa szybko rozpoznała ten dźwięk. Gdzieś w okolicy musiała znajdować się jezdnia. W głowie Rosy zatrybiło. Czy to możliwe, że ta Grzmiąca Ścieżka to była właśnie jezdnia dla samochodów? Chyba miało by to sens. Jeśli tak było, to ciekawą nazwę wybrały sobie klanowe koty. Ze ścieżką niewiele to miało wspólnego, zwykle było dużo szersze i dodatkowo pokryte taką czarną nawierzchnią. Dziwne. Rosa zaczęła zastanawiać się, jakie jeszcze inne ciekawe nazwy wymyśliły Klany.
Odetchnęła z ulgą, słysząc twierdzącą odpowiedź. No to największy problem z głowy, nie trzeba będzie robić fikołków żeby jakoś go obejść. Poruszyła trójkątnymi uszami przy kolejnym pytaniu.
- Blisko granicy z Klanem Wichru płynie rzeka, która oddziela na tamtym odcinku nasze terytoria i ciągnie się dalej, na drugą stronę Grzmiącej Ścieżki. - zaczęła tłumaczyć, bo nie widziała powodu by ukrywać czekającą ich atrakcję. No, w sumie tylko kremową, bo misja Karasiowej Ości kończyła się wraz z terenami Rzeki. - Więc jedyny sposób żeby przejść suchą łapą pod Klan Wichru prowadzi przez Grzmiącą Ścieżkę, ale to w żadnym wypadku nie jest bezpieczna opcja. Więc jeśli potrafisz pływać to sporo to ułatwia, nawet jeśli moczenie sierści przy tej pogodzie przyjemne nie będzie.
Powoli odbiła w bok, nie poświęcając wiele uwagi brzozom oddzielającym je od Grzmiącej Ścieżki. O tej porze większość liści opadła już na ziemię, więc same drzewa wyglądały jeszcze gorzej niż zwykle.
xxSłuchała uważnie rzecznej kotki, wyobrażając sobie to, o czym mówiła. Rzeka. Czyli jej przypuszczenia były słuszne, po terytorium tego klanu płynęła rzeka. Zabawne byłoby w sumie, gdyby było inaczej. Co to za Klan Rzeki bez rzeki. Starała się skupić na kolejnych słowach popielatej kotki, aby nie przegapić żadnej ważnej informacji. Miała wrażenie, jakby przeszedł ją zimny dreszcz na słowa o moczeniu sierści. xx— Rozumiem. — odparła niemrawo, krzywiąc się w myślach. Wygląda na to, że czeka ją kąpiel. Niech to. Było na prawdę chłodno, więc kontakt z wodą w taką pogodę był o wiele gorszy niż normalnie. A niech to. Podążając za rzeczną kotką również skręciła, wyglądając w kierunku, z którego docierał szum samochodów. Były całkiem blisko. Przez moment była pewna, że widzi jak przemyka jeden z nich, połyskując między drzewami. — Grzmiąca Ścieżka. Ciekawa nazwa. — wypowiedziała na głos swoje myśli, czując się nieco pewniej w tej konwersacji, niż przed kilkoma chwilami. Na tych słowach jednak skończyła się jej wypowiedź.
Kremowa nie zdawała się być zachwycona zbliżającą przeprawą przez rzekę, ale trudno jej się dziwić. Podmuchy zimnego wiatru i bez mokrego futerka dawały w kość, chociaż od powrotu na rybną dietę, Karasiowa Ość nie cierpiała aż tak mocno z tego powodu.
- No niestety, innych opcji nie ma. - mruknęła. Marne to pocieszenie chyba. A jeszcze woda w rzece musiała być teraz lodowata. Szara wojowniczka nie miała co do tego pewności, bo sama korzystała głównie z Bobrowej Tamy jeśli musiała przedostać się na drugi brzeg. Jej główną zmorą były ciągłe deszcze, które i tak ją przemaczały do ostatniego kłaczka.
- Hmm? - skierowała uszy w stronę samotniczki. - Co masz na myśli? Wydaje się taka całkiem... zwyczajna i oczywista. Masz ścieżkę, po której biegają Potwory. Hałasują mocno przy tym, temu grzmiąca. Samotnicy chyba jakoś inaczej ją nazywali? - szkoda, że zupełnie jej wypadło z głowy jak to brzmiało.
xxRacja, pocieszenie było to żadne. Rosa próbowała skupić się na otaczających ją widokach, nie chcąc myśleć o zimnej kąpieli, jaka ją czeka. Nie, żeby krajobraz był szczególnie niezwykły, ale zawsze można było na czymś skupić uwagę, na czymś, co wydawało się zupełnie codzienne i nudne. Kremowofutra podniosła nieco wzrok, dostrzegając wśród koron drzew dzięcioła. Stukał on delikatnie w pień, szukając posiłku, odleciał jedna spłoszony zanim jeszcze dwie kotki zdążyły obok niego przejść. xxSpojrzała na popielatą, kierując na nią trójkątne uszy, gdy ta zaczęła odpowiadać na jej słowa. Potwory? Biegają? Na mordce samotniczki malowało się lekkie zdziwienie. xx— Nie wiem jak inni samotnicy, ale ja mówię na to jezdnia. Albo droga. — odparła, na moment spoglądając na przemykające między drzewami samochody. — A na... potwory, mówię po prostu samochody. — I one raczej nie biegają, to by było ciężkie nie posiadając nóg. Rosa nie spotkała się wcześniej z takim myśleniem i pojmowaniem oczywistych dla niej rzeczy. Nie sądziła, że można aż tak odmiennie je postrzegać. Klany wydają się być zdecydowanie ciekawe. Ciekawsze, niż sądziła. I trochę dziwne. Co jeszcze osobliwego usłyszy? Teraz była zaciekawiona. xx— A jak nazywacie tych, co są w środku potworów? — zapytała, spoglądając na rzeczną kotkę. Samochody nierozłącznie kojarzyły się Rosie z ludźmi, w końcu to oni byli w środku, jakimś sposobem wprawiając w ruch te maszyny, tak jak i wiele innych, jakie można było znaleźć na ludzkich osiedlach. Osobliwe stworzenia.
- Jezdnia albo droga. - powtórzyła zamyślona. Ta, droga brzmiała znajomo, to właśnie to słowo wielokrotnie przewijało się w rozmowach z innymi kotami jeszcze kilka księżyców temu. Wypadło z pamięci, bo pozaklanowe nazewnictwo było niepraktyczne po powrocie. Lepiej się było nie wyróżniać nietypowymi określeniami. Zaraz pojawiło się kolejne słowo, które budziło wspomnienia.
- Właśnie, samochody. Skąd ta nazwa? Nie chodzą przecież same z tego co wiem, potrzebują by ktoś nimi kierował. - nigdy wcześniej nie miała okazji o to spytać, a lepszej sposobności niż wędrówka wzdłuż granicy mieć pewnie nie będzie. - A, ich nazywamy Dwunogami. - wyjaśniła jeszcze, darując sobie rozbijanie słowa na czynniki pierwsze, kremowa głupia nie była przecież, na pewno sama się zorientuje czemu akurat tak ich nazywają.