Księżyce: 100 Mistrz: Zmierzchająca Nadzieja Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo
Duży, masywny kocur. Jego mięśni nie jest w stanie ukryć nawet długie, puszyste futro. Jest ono koloru niebieskiego srebrnego, przecinane ciemnymi, wchodzącymi w czerń pręgami klasycznymi. Biel również zajmuje sporą część jego sierści - pojawia się na pysku, piersi, brzuchu i wszystkich czterech łapach, na których ciągnie się od samych palców przez całe nogi aż do podbrzusza. Duże łapy o ostrych niczym ciernie pazurach mają różowe poduszki, tak samo ubarwiony jest też nos kota. Cierń urósł, zmienił się odkąd zniknął z terenów Klanu Rzeki, jednak pewna rzecz pozostała bez zmian - jego szeroki uśmiech, a nad nim para intensywnie żółtych oczu.
Nie zmienił się bardzo w kwestii charakteru, choć od kocięcych księżyców minęło już trochę czasu. Wciąż jest tym mocno ciekawskim, wiecznie uśmiechniętym kotem. Jest towarzyski, zależy mu na relacjach z innymi… i bardzo, bardzo zależy mu na tym, by każdy wokół niego postępował według zasad i wiedział, że Gwiezdny Klan ma ich w opiece. Gwiezdny Klan! Cierń bierze go bardzo na poważnie i stara się nawrócić każdego, kto ma nieco inne podejście do tego tematu. Jest przy tym bardzo dociekliwy, naciska i upiera się, ale sam uważa siebie za kota uprzejmego i idealnie ułożonego. A w każdym razie stara się taki być. Jest lojalny, a także opanowany, a to drugie może nawet z przesadą.
Pośród jeżynowych krzewów faktycznie był ktoś jeszcze. Ktoś, kto wcale nie roznosił zapachu Klanu Rzeki, ale przecież był mu bardzo bliski, nawet po tylu księżycach rozłąki!
- Dzięki wam, Gwiezdny Klanie! - powiedział, niezbyt cicho, gdy wreszcie dotarło do niego gdzie się znajduje. Znał te tereny. Znał ten zapach. Był w domu. Niegdyś puchaty, śmiesznie wyglądający kociak, teraz młody kocur uformowany nieco bardziej sensownie, silny, o lśniącej w słońcu sierści. Wcale mu się nie spieszyło, choć tęsknił za domem. Chciałby znaleźć się w obozie prędko, tak, ale równocześnie wiedział, że pośpiech nic mu nie da. Dopiero co zbliżył się do granicy Rzeki - a to rozpoznał po zapachu i samym wyglądzie otoczenia - więc był odrobinę zmęczony po wędrówce i na pewno nie prezentował się tak nieskazitelnie, jak by tego chciał. Dlatego też Cierń przez dobre kilka chwil spacerował pośród roślinności, co moment oglądając się w różne strony, gdy usłyszał jak jakiś ptak zrywa się do lotu lub po prostu buszuje między gałązkami. Nie był tutaj po to, by zapolować.
Minęło te kilka chwil, po których kocur nie zorientował się, że nie jest sam. Kilka chwil nieuwagi wystarczyło. Myślał, że wyczyści futro i tu odpocznie, a następnie ruszy w stronę obozu. Nie był świadom tego, że być może to wszystko skończy się zupełnie inaczej.
Dear Wise One, am I worthy? is it okay to be weak sometimes? will You laugh with me and forgive me?
Tojad nie wyróżnia się zbytnio wzrostem i właściwie już nigdy nie będzie, jako że osiągnęła swoje finalne rozmiary. Mieści się gdzieś w średniej, jeśli chodzi o wysokość, ilością mięśni również nie grzeszy, chociaż jej długie futro - zwłaszcza na ogonie, brzuchu, piersi i gardle - może nieco mylić w tej kwestii. Jest głównie biała, lecz nie całkiem: ciemny, stalowy kolor obejmuje prawie cały jej ogon (z wyjątkiem krótkiego odcinka przy samej nasadzie), a także rozlewa się w dwie nieregularne plamy na jej grzbiecie, przy czym jedna, większa, znajduje się w okolicy jej prawego biodra, drugą natomiast można dostrzec praktycznie w połowie jej prawego boku, w okolicy barku. Z tyłu głowy również ma łatę, zaczynającą się wysoko na karku, obejmującą całe uszy, aż dopiero wysoko na czole dzielącą się na dwa, przeciętą bielą; po prawej stronie ciemna plama sięga połowy oka i zahacza o jego kącik oraz dotyka boku głowy, natomiast z lewej zatrzymuje się nieco wcześniej, tuż po minięciu ucha. Oczy Tojad natomiast ma dwukolorowe - prawe żółtozielone, a lewe błękitne jak niebo. Między nimi natomiast, na samym końcu zgrabnego pyska, znajduje się trójkątny, ciemny, prawie czarny nos, a pod nim, po prawej stronie, można dostrzec okrągłą szarą plamkę.
GILF
Drewniany Kolec [KW], Piołunowa Łapa [KR] | Kruczy Ogon/Gwiazda etc. [GK]
Zaraz się okaże, czy było za co tym gwiezdnym dziękować. Trujący Kieł nie poznała kocura na pierwszy rzut oka. Na drugi, szczerze mówiąc, też nie. Dopiero po kilku uderzeniach serca zacząła łączyć pyski, imiona oraz okoliczności. Ale nie... Skoro uciekł, to po co przychodził? Czy to w ogóle był on? Nie była pewna, jednak sierść na karku jeżyła jej się sama na myśl, że miała rację. Że to był Ciernisty. Podkradła się bliżej, możliwie cicho, powstrzymując się cały czas przed tym, by wyskoczyć na niego i po prostu rozerwać mu gardło. Gdyby umarł tutaj, śmierdząc jak samotnik i próbując przekroczyć granicę, nikt nie miałby jej za złe, nawet gdyby ktokolwiek znalazł ciało. Ale nie. Jakaś część jej chciała usłyszeć, jak się kaja. Jak próbuje się wytłumaczyć. Tylko ta część ratowała mu teraz życie.
- Masz tupet - warknęła cicho, wychodząc z krzaków i zachodząc mu drogę dalej. O, to zdecydowanie był synalek Skrzącego. Nie miała tak naprawdę nic do jakichś włóczęgów czy innego elementu, który przechodził sobie wesoło przez granicę, choć rozumiała czemu powinno się ich powstrzymywać. Jednak ten tutaj... Nie, jego nie przepuści. Jeszcze nie.
- Pokazywać tu swój pysk. Po tym wszystkim... - Zmierzyła go wzrokiem pełnym niechęci, jakby był kawałkiem nieświeżej ryby, który jakimś cudem został wyniesiony na brzeg. Skrzywiła się. Końcówka jej ogona drgała lekko i bez wyraźnego rytmu, a sierść wzdłuż kręgosłupa wciąż nie chciała leżeć płasko. Mięśnie Trującego Kła były napięte - właściwie tylko jeden niewłaściwy ruch dzielił Ciernistego od konieczności obrony.
.
.
. ❝i jeśli płynąć to wpław,
zgiąć kolana i kark❞ mamo, nie tędy MAMO, NIE TĘDY
kiedy k.a.ż.ą mi być ✧KIMŚ✧ mieć bielszy uśmiech jestem ▸sobą◂ bardziej i mam zęby ŻÓŁTE
Księżyce: 100 Mistrz: Zmierzchająca Nadzieja Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo
Duży, masywny kocur. Jego mięśni nie jest w stanie ukryć nawet długie, puszyste futro. Jest ono koloru niebieskiego srebrnego, przecinane ciemnymi, wchodzącymi w czerń pręgami klasycznymi. Biel również zajmuje sporą część jego sierści - pojawia się na pysku, piersi, brzuchu i wszystkich czterech łapach, na których ciągnie się od samych palców przez całe nogi aż do podbrzusza. Duże łapy o ostrych niczym ciernie pazurach mają różowe poduszki, tak samo ubarwiony jest też nos kota. Cierń urósł, zmienił się odkąd zniknął z terenów Klanu Rzeki, jednak pewna rzecz pozostała bez zmian - jego szeroki uśmiech, a nad nim para intensywnie żółtych oczu.
Nie zmienił się bardzo w kwestii charakteru, choć od kocięcych księżyców minęło już trochę czasu. Wciąż jest tym mocno ciekawskim, wiecznie uśmiechniętym kotem. Jest towarzyski, zależy mu na relacjach z innymi… i bardzo, bardzo zależy mu na tym, by każdy wokół niego postępował według zasad i wiedział, że Gwiezdny Klan ma ich w opiece. Gwiezdny Klan! Cierń bierze go bardzo na poważnie i stara się nawrócić każdego, kto ma nieco inne podejście do tego tematu. Jest przy tym bardzo dociekliwy, naciska i upiera się, ale sam uważa siebie za kota uprzejmego i idealnie ułożonego. A w każdym razie stara się taki być. Jest lojalny, a także opanowany, a to drugie może nawet z przesadą.
Pozostał zupełnie nieświadomym swojej sytuacji i położenia, w jakim się znalazł. Poczuł się wyjątkowo bezpiecznie, teraz, otoczony zapachem swojego domu i współklanowiczów, na znajomych sobie ziemiach... Nie przewidział, że cokolwiek lub ktokolwiek mógłby mu w takiej sytuacji zagrozić. Był u siebie. Na pewno wszyscy ucieszą się na jego widok tak samo, jak on ucieszy się widząc ich! Stęsknił się, tego nie zamierzał ukrywać.
Usłyszał warknięcie i w tej samej chwili zagrodzono mu drogę. Któż to, jakiś groźny, nieprzyjemnie nastawiony samotnik, taki jak wielu na których natrafił przez ostatnie księżyce? Gdyby tak było, mogłoby okazać się to jakimś problemem, ale nie! Nie, problemu być nie mogło, bo już po kilku uderzeniach serca i dalszych słowach z pyska kotki, Ciernista Łapa rozpoznał ją.
- Trujący Kieł! - zawołał, a jeszcze szerszy uśmiech ozdobił pięknie jego młodzieńczą mordkę. Nie spodziewał się, że ktokolwiek urządzi mu przywitanie już na granicy, ale wciąż, jakże on się radował! Dodatkowo chodziło tutaj o matkę Cykuty! To przecież prawie jak rodzina! - Tak się cieszę, że cię widzę! Przyszedłem z tak daleka, że łapy mnie bolą... Ale wróciłem do domu, wreszcie. Proszę, opowiedz mi co mnie ominęło, Trujący Kle! Jak się masz? Jak... jak ma się Cykuta? - zapytał, przechylając lekko łebek w bok, wbijając spojrzenie w mordkę starszej kotki, która robiła jakieś dziwne miny. Nie przejął się tym jednak, ponieważ potrafił w tej chwili odczuwać jedynie ulgę.
Dear Wise One, am I worthy? is it okay to be weak sometimes? will You laugh with me and forgive me?
Tojad nie wyróżnia się zbytnio wzrostem i właściwie już nigdy nie będzie, jako że osiągnęła swoje finalne rozmiary. Mieści się gdzieś w średniej, jeśli chodzi o wysokość, ilością mięśni również nie grzeszy, chociaż jej długie futro - zwłaszcza na ogonie, brzuchu, piersi i gardle - może nieco mylić w tej kwestii. Jest głównie biała, lecz nie całkiem: ciemny, stalowy kolor obejmuje prawie cały jej ogon (z wyjątkiem krótkiego odcinka przy samej nasadzie), a także rozlewa się w dwie nieregularne plamy na jej grzbiecie, przy czym jedna, większa, znajduje się w okolicy jej prawego biodra, drugą natomiast można dostrzec praktycznie w połowie jej prawego boku, w okolicy barku. Z tyłu głowy również ma łatę, zaczynającą się wysoko na karku, obejmującą całe uszy, aż dopiero wysoko na czole dzielącą się na dwa, przeciętą bielą; po prawej stronie ciemna plama sięga połowy oka i zahacza o jego kącik oraz dotyka boku głowy, natomiast z lewej zatrzymuje się nieco wcześniej, tuż po minięciu ucha. Oczy Tojad natomiast ma dwukolorowe - prawe żółtozielone, a lewe błękitne jak niebo. Między nimi natomiast, na samym końcu zgrabnego pyska, znajduje się trójkątny, ciemny, prawie czarny nos, a pod nim, po prawej stronie, można dostrzec okrągłą szarą plamkę.
GILF
Drewniany Kolec [KW], Piołunowa Łapa [KR] | Kruczy Ogon/Gwiazda etc. [GK]
Miała napięte mięśnie. Oczyma wyobraźni widziała już, jak Ciernisty leży bez ruchu, a jego krew wsiąka w ziemię między krzewami. Uśmiechał się, mizdrzył, jakby był witany z wdzięcznością. Jakby ktokolwiek na niego czekał. Jakby go szukał. Jakby komuś zależało i tym kimś miała być Trujący Kieł. Dobre sobie.
Uchyliła pysk, żeby kazać mu się zamknąć, bo co go obchodziło, jak ona się czuła i co ją obchodziło, jak go łapy bolały. Nie mogła mniej się przejmować jego stanem psycho-fizycznym. Był tylko glizdą, która najpierw postanowiła się zabawić kosztem Cykuty, a potem zniknęła z podkulonym ogonem. I wtedy miał czelność właśnie o Cykutę zapytać. Coś się zagotowało w jej żyłach.
- A jak myślisz? Jak może się czuć? - wysyczała, podchodząc krok bliżej. Opuściła lekko głowę, ogon miała na równi z grzbietem, a jego końcówka wciąż podrygiwała. Jeśli do tej pory wyglądała na niezadowoloną, to teraz miała na pysku wyraz lodowatej niechęci. - Jak może czuć się kotka, której zrobiłeś brzuch i zostawiłeś na pastwę losu? Jak tchórz?
Myślał, że Trujący Kieł mu odpuści, bo ją pamiętał. Bo przekonująco wyglądał, jakby nie wiedział, o co chodzi. Bo się uśmiechał. Niestety, Trujący Kieł nie była tak naiwna jak jej córka. Ciernisty mógł się wdzięczyć ile tylko chciał, ale nie miał szans na przekonanie jej.
.
.
. ❝i jeśli płynąć to wpław,
zgiąć kolana i kark❞ mamo, nie tędy MAMO, NIE TĘDY
kiedy k.a.ż.ą mi być ✧KIMŚ✧ mieć bielszy uśmiech jestem ▸sobą◂ bardziej i mam zęby ŻÓŁTE
Księżyce: 100 Mistrz: Zmierzchająca Nadzieja Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo
Duży, masywny kocur. Jego mięśni nie jest w stanie ukryć nawet długie, puszyste futro. Jest ono koloru niebieskiego srebrnego, przecinane ciemnymi, wchodzącymi w czerń pręgami klasycznymi. Biel również zajmuje sporą część jego sierści - pojawia się na pysku, piersi, brzuchu i wszystkich czterech łapach, na których ciągnie się od samych palców przez całe nogi aż do podbrzusza. Duże łapy o ostrych niczym ciernie pazurach mają różowe poduszki, tak samo ubarwiony jest też nos kota. Cierń urósł, zmienił się odkąd zniknął z terenów Klanu Rzeki, jednak pewna rzecz pozostała bez zmian - jego szeroki uśmiech, a nad nim para intensywnie żółtych oczu.
Nie zmienił się bardzo w kwestii charakteru, choć od kocięcych księżyców minęło już trochę czasu. Wciąż jest tym mocno ciekawskim, wiecznie uśmiechniętym kotem. Jest towarzyski, zależy mu na relacjach z innymi… i bardzo, bardzo zależy mu na tym, by każdy wokół niego postępował według zasad i wiedział, że Gwiezdny Klan ma ich w opiece. Gwiezdny Klan! Cierń bierze go bardzo na poważnie i stara się nawrócić każdego, kto ma nieco inne podejście do tego tematu. Jest przy tym bardzo dociekliwy, naciska i upiera się, ale sam uważa siebie za kota uprzejmego i idealnie ułożonego. A w każdym razie stara się taki być. Jest lojalny, a także opanowany, a to drugie może nawet z przesadą.
Zastygł w bezruchu, gdy Trujący Kieł odpowiedziała na jego pytanie w tak niejasny sposób - dwoma kolejnymi pytaniami i do tego o tak zagadkowej treści. Spytał o samopoczucie Cykuty właśnie dlatego, że nie wiedział. Nie widział jej całe te księżyce i chciał wiedzieć, bardzo, nie mógł się doczekać aż zobaczy ją i całą resztę bliskich sobie kotów... ale to, w jaki sposób matka Cykuty się odzywała, z jakiegoś powodu lekko zaniepokoił Ciernistą Łapę. Młody kocur poruszył łapami w nagłym, ale ale wciąż nie zbytnio nasilonym, stresie.
Potem Trujący Kieł powiedziała więcej i w pierwszych kilku chwilach to nie rozjaśniło zupełnie nic w głowie Ciernia. Ale o czym ona mówiła? Jak może się czuć kotka, której... co? Jak to zrobił brzuch? Co takiego sugerowała Trujący Kieł? Owszem, Cierń zniknął z Klanu na długo, ale nie sądził, że będzie to aż takim problemem skoro teraz wrócił cały i zdrowy... ale to nie te słowa o zostawieniu go zszokowały, nawet nie te które wprost nazywały go tchórzem, choć to też wydało się dziwne i wzięte znikąd. Zrobił brzuch? On? Cykucie? Cierń wiedział, co taki skład słów oznaczał. Tak się mówiło, gdy kocur sprawiał, że kotka spodziewała się kociąt! Ale... on przecież tak nie zrobił?
- Ależ Trujący Kle... Z całym szacunkiem, ja... szczerze nie wiem, o czym mówisz. Zniknąłem kilka księżyców temu ponieważ wyszedłem za granicę i, cóż, nie wiedziałem jak tutaj wrócić... Ale przed tym ja i Cykuta- my byliśmy jedynie przyjaciółmi! Nigdy nie zbliżyłem się do twojej córki... w taki sposób! - mówił, czując jak zalewa go fala ciepła od samego myślenia o tym wszystkim. Jego szeroko otwarte oczy i pysk sugerowały, że faktycznie był mocno zaskoczony. - Obiecuję, że gdy-gdybym pragnął zostać partnerem Cykuty, poprosiłbym cię najpierw o zgodę... Ale- ale, Trujący Kle! Czy twoje słowa oznaczają, że Cykuta spodziewa się kociąt? - sam zrobił krok w tył, potem znów w przód, nie mogąc opanować targających nim, niezrozumiałych emocji. Nie wiedział, co o tym myśleć. Nie wiedział, że Cykuta jest bliska z jakimś innym kocurem... Ale fakt był taki, że najwyraźniej przez te kilka księżyców wiele potrafiło się zmienić.
Dear Wise One, am I worthy? is it okay to be weak sometimes? will You laugh with me and forgive me?
Tojad nie wyróżnia się zbytnio wzrostem i właściwie już nigdy nie będzie, jako że osiągnęła swoje finalne rozmiary. Mieści się gdzieś w średniej, jeśli chodzi o wysokość, ilością mięśni również nie grzeszy, chociaż jej długie futro - zwłaszcza na ogonie, brzuchu, piersi i gardle - może nieco mylić w tej kwestii. Jest głównie biała, lecz nie całkiem: ciemny, stalowy kolor obejmuje prawie cały jej ogon (z wyjątkiem krótkiego odcinka przy samej nasadzie), a także rozlewa się w dwie nieregularne plamy na jej grzbiecie, przy czym jedna, większa, znajduje się w okolicy jej prawego biodra, drugą natomiast można dostrzec praktycznie w połowie jej prawego boku, w okolicy barku. Z tyłu głowy również ma łatę, zaczynającą się wysoko na karku, obejmującą całe uszy, aż dopiero wysoko na czole dzielącą się na dwa, przeciętą bielą; po prawej stronie ciemna plama sięga połowy oka i zahacza o jego kącik oraz dotyka boku głowy, natomiast z lewej zatrzymuje się nieco wcześniej, tuż po minięciu ucha. Oczy Tojad natomiast ma dwukolorowe - prawe żółtozielone, a lewe błękitne jak niebo. Między nimi natomiast, na samym końcu zgrabnego pyska, znajduje się trójkątny, ciemny, prawie czarny nos, a pod nim, po prawej stronie, można dostrzec okrągłą szarą plamkę.
GILF
Drewniany Kolec [KW], Piołunowa Łapa [KR] | Kruczy Ogon/Gwiazda etc. [GK]
Sierść wzdłuż grzbietu Trującego Kła zjeżyła się, kiedy tylko kocur się odezwał. Nie wiedział? Czyżby? Naprawdę? Więc co, więc tak po prostu miała mu dać wolną łapę i wstęp na ziemie klanu, gdzie będzie mógł wszystkim opowiadać jak to on nie miał ze Snem nic wspólnego, a resztki dobrego imienia Cykuty, o ile jeszcze jakieś miała, po prostu wyparują? Ha. Śmieszne.
- Czy sądzisz w takim razie, że moja córka jest wiatropylna? Że jej kocię - mój wnuk - wziął się z powietrza? - warknęła, zniżając głowę. - A może po prostu nas wszystkich okłamała, kiedy powiedziała, że to ty jesteś ojcem? Z całym szacunkiem, ale prędzej uwierzę jej, niż tobie. Nawet jeśli mi powie, że niebo jest różowe, a ryby wspinają się na drzewa. - Patrzyła, jak kocur nie może ustać w miejscu i nie sprawiało jej to przyjemności, ale jednak napawało jakimś uczuciem... spełnienia. Dobrze. Niech się boi. Niech nie myśli, że jego akcje nie mają żadnych konsekwencji. Mierzyła Ciernistego twardym spojrzeniem. Czekała, czy powie coś z sensem. Czy powie cokolwiek.
.
.
. ❝i jeśli płynąć to wpław,
zgiąć kolana i kark❞ mamo, nie tędy MAMO, NIE TĘDY
kiedy k.a.ż.ą mi być ✧KIMŚ✧ mieć bielszy uśmiech jestem ▸sobą◂ bardziej i mam zęby ŻÓŁTE
Och... Och.
Zapach wody był silny, jak mówił tata. Tak silny, że nawet ciężko było mu oddychać przez pewną chwilę. Ale to dobrze. Uśmiechnął się słabo. Dotarł. Rozdygotany Poeta stanął na granicy z Klanem Wody i pozwolił sobie złapać oddech. Miał ochotę zasnąć, skulić się, zapłakać, wszystko na raz i po kolei. Była bardzo zmęczony. Tak bardzo, że stanie i wyczekiwanie na tatę Raniuszka było dla niego zbyt wyczerpujące.
Jak on się tu znalazł? Nie wie do końca. Biegł tam, gdzie opowiadał tata, wałęsał się, pytał się, wałęsał się więcej, jeszcze więcej... Ale nie pozwolił sobie na sen. Pamiętał tylko jedno machnięcie łapy taty Pęda wskazujące kierunek i tak bardzo się bał, że gdy zamknie oczy na dłużej niż mrugnięcie, to straci poczucie orientacji, że nie zasnął. Musiał dość do Klanu Wody. Musiał.
Szukał jeszcze Śreżogi, gdy kot wrzasnął przeraźliwie, ale na darmo. Zapach dymu skutecznie utrudnił mu znalezienie woni Stróża, nie mówiąc o znalezieniu Pozytywka i Zmierzch. Jakby ta dwójka rozpłynęła się w powietrzu. Spinka mówiła, że przeszukali już całe tereny i nie znaleźli ich. Może też tu przyszli?
Musiał sprawdzić. Ale po pierwsze, musiał sprawdzić, czy jego tata Raniuszek jest tutaj. Jeśli tak, lada chwila ruszają za Pędem. Musi wrócić do Nowego Świtu jak najszybciej się da.
Pozwolił sobie się położyć. Dotarł. Pogubił się parę razy, jeszcze więcej razy myślał, że umrze, ale jest. I był z siebie bardzo zadowolony. Radna Tundra byłaby z niego niesamowicie dumna, że taki młody kot, a dokonał takich rzeczy! Poeta może i był duży, ale czuł się mały. Zwłaszcza w wyniku ostatnich wydarzeń....
Pociemniało mu przed oczami. Ogień wciąż szalał przed jego oczami, słyszał krzyki taty, całego stada... Nie zdążył umyć futerka, miał jeszcze na sobie sadzę, popioły. Może skoro mają tu wodę w Klanie Wody, to mu jej trochę pożyczą? Och, byłoby cudownie.. Nie znosił czuć zapach ognia na siebie. Całe szczęście, że nic go nie bolało. Może i momentami miał jakieś przypalenia, ale czuł się dobrze. Nie wyobrażał sobie, co by było, gdyby z powodu obrażeń nie mógł dojść na granicę Klanu Wody.
I co ma robić? Czekać? Tata nie mówił, co robić, jak się już dojdzie... Czekać? Nie czekać? Zaraz. Potrzebuje chwilki odpoczynku. Musi złapać parę oddechów, bo tak się nabiegał, że mu zaraz łapy odpadną...
//ktokolwiek prosz!
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Siniak była w ciąży i był to fakt. Zaczynała się robić okrągła, doskwierały jej te wszystkie dolegliwości. Co więc jako przyszły ojciec mogłem zrobić? Oprócz pomagania partnerce na tyle, na ile mogłem, a w wolnych chwilach oprócz polowania dla niej, patrolowałem też granice, chcąc się upewnić że nikt nieproszony się tu nieprzedostanie. Zupełnie jakby kiedykolwiek ktoś obcy wkradł się do naszego obozu. Czułem się jednak w jakiś sposób zobowiązany do zapewnienia bezpieczeństwa, nieco bardziej niż normalnie. Czy więc ucieszyłem się na widok nieznajomego na granicach? Ani trochę. Wydawał się jednak na coś czekać, więc może... czekał na kogoś? W ostatnim czasie do klanu przyłączyło się całkiem potomstwa Raniuszka, z tego co było mi wiadomo, więc nie zdziwi mnie, gdy okaże się on również jednym z nich.
- Jesteś przy granicy terenów Klanu Rzeki. Mam na imię Nocny Szkwał. Co tutaj robisz? - zapytałem, podchodząc bliżej. Nie wyglądał na silnego, ani nawet doświadczonego w walce, więc wątpiłem w to, by się stawiał.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Młody Poeta podskoczył na dźwięk obcego głosu zlękniony. I nie zląkł się ani trochę mniej, gdy zobaczył górującego nad nim kota z Klanu Wody.
To musiał być kot z Klanu Wody. Pachniał wodą. I kotami. Masą innych kotów. Poeta bardzo powoli, jakby obawiał się ataku, podniósł się na roztrzęsionych ze zmęczenia i strachu łapach, przełknął ślinę. Musiał mówić. Jeśli Klany były trochę inne jak Nowy Świt, ale tak samo przyjazne, nic złego nie może się stać. Musi się wyjaśnić, nie, najpierw trzeba się przedstawić, powitać, być miłym, dopiero potem powiedzieć, o co chodzi...
- Dzień dobry - zagaił cienkim głosem. - Ja... Jestem Poeta. I mogę brzmieć, jakbym był trochę niemądry, ale ja szukamy mojego taty - wziął oddech. - Raniuszka. Bo, mój dom, obóz, poniósł pewne starty, i był pożar, i mój drugi tata, mówił, że tu jest Klan Wody, i mój tata Raniuszek tu żył, jak był młody... - zaczerpnął powietrza. Słowa z jego pyska padały tak prędko, że miły pan nie mógł ich zrozumieć. Nie jego wina. Młody Poeta trząsł się ze zmęczenia, a pan z Klanu Wody wyglądał na trochę strasznego i, nie było tu Pozytywka, ani taty Pęda i... Nic więcej nie przyszło mu do głowy. Chciałby powiedzieć coś więcej, ale nic nie przychodziło mu do głowy.
Zamrugał dużymi ślipiami, spoglądając na obcego z czymś niejednoznacznym. Strachem? Błaganiem o pomoc? Młody Poeta sam nie był w stanie stwierdzić co dokładnie czuje, no, poza zmęczeniem.
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Czy byłem jakkolwiek zdziwiony odpowiedzią nieznajomego? Nie. Jedyne co Raniuszek robił, to dzieci poza klanem, a potem kazał im tu przyłazić, samemu się przy tym nie pokazując nikomu na oczy.
- Raniuszka tu nie ma i wątpię, żeby miał zamiar wrócić, więc jeśli to jedyny cel twojej wizyty, to możesz odejść w spokoju. - odpowiedziałem. Smutna historia z tym pożarem. Współczułem, oczywiście, ale cóż mogłem z tym zrobić? Domyślałem się, o co dokładnie chodzi i co dokładnie tu robi, ale eh. Ilu ich jeszcze tu przyjdzie?
- Pójdę po Łabędzią Gwiazdę i wszystko mu opowiesz. Zaczekaj. - westchnąłem i zawróciłem do obozu, by powiedzieć o wszystkim przywódcy. Może bojaźliwy przybłęda zostanie moim terminatorem, skoro go znalazłem? Bratek zdawała się chorować, więc fajnie by było, ale z Lilią było podobnie i trafiła do kogoś innego. Zobaczymy.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Łabędź miał deja vu albo przynajmniej wiarygodną imitację. To się już przecież zdarzyło — kocię Rannej Łapy i Kościstego Wybrzeża na granicy, Noc odnajdujący je i przychodzący z tym do niego... Historie Lilii, Hiacynta i Wieszczka różniły się od siebie, co pozwalało wierzyć w słodko-gorzki zbieg okoliczności, ale czwarte spotkanie tego typu chcąc nie chcąc budziło mieszane uczucia. Szczególnie biorąc pod uwagę upływ czasu i to, że jakkolwiek Lilia nie poradziłaby sobie sama i to do nich należało roztoczenie wokół niej opieki, tak pozostali... Cóż, swoje księżyce na karku mieli, a mimo że rzecznej krwi, byli dla jego Klanu całkowicie obcy. Jak liczebny był ten miot, tak właściwie? Powinien spotykać się kolejnych wizyt nowoświtowców?
— Dzień dobry — przywitał się łagodnie po znalezieniu się przy granicy i dostrzeżeniu przybysza. — Na imię mi Łabędzia Gwiazda, jak zapewne wiesz już od Nocnego Szkwału. Jestem przywódcą Klanu Rzeki. Co cię tu sprowadza?
Nie było dla niego jakimś wielkim zaskoczeniem brak obecności taty w Klanie Wody. Oczywiście, Raniuszek miał szansę się tu pojawić, ale tatuś tak ich kochał, że na pewno nie odszedłby do swojego wcześniejszego domu bez pożegnania. Zmartwił go tylko sposób wypowiedz kocura, który do najprzyjemniejszych nie należał. Młody Poeta wzdrygnął się, zbyt niepewny, by odpowiedź coś kotu z Klanu Wody.
Kazał mu czekać, więc czekał. Niezbyt miał inne plany. Omal nie zasnął, gdy na horyzoncie pojawił mu się znany już kot i drugi, taki wysoki i... Wysoki. Dorosły. Jak randa Tundra.
- Dzień dobry - odpowiedział naprędce. Nawet jeśli Łabędzia Gwiazda (ale dziwne imię!) wyglądał na strasznego, jego ton taki nie był. Poeta nabrał ochoty, żeby to do niego mówić, nie do tego drugiego. I ten Łabędź jest przywódcą.... A to co? - Kim pan jest? - przekrzywił zdziwiony łepek. - Przywódcą? Takim jakby dowódcą? Jak radnym? - zaciekawił się, po czym szybko strzepnął ogonem. Nie teraz. - Hm, jeśli chodzi o mnie, nie przychodzę z problemem żadnym, po prostu szukam taty, Raniuszka, bo spalił się mój obóz, nie ma nawet okruszka i... - zatrzymał się. - Moje stado się przeniosło po pożarze, ale mój brat, Pozytywek, zaginął w tym żarze, i go też szukam, ale to nie istotne - skrzywił się. - Po prostu muszę tu czekać aż wróci tata, bo jak już wróci, to nie będzie pomocne, jeśli nie zastanie nikogo z Nowego Świtu. Jeśli go tu nie zastanę.. - zamarł. Jeśli go tu nie ma? To gdzie ma iść? Szukał Pozytywka, ale nigdzie go nie było. Ma być... Sam? Ale gdzie ma pójść? Zostać? Spać? Sądził, że kiedy przyjdzie do granic Klanu Wody, wszystko się rozwiąże. Ale teraz to nie było takie oczywiste. - No to sam zostanę - odpowiedział sam sobie, delikatnie zlękniony wizją całkowitej samotności.
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
- Mówiłem mu, że Raniuszka tutaj nie ma. Na pewno jest też młodszy od Lilii, ale... to nie pierwsze i pewnie nie ostatnie kocię Raniuszka, jakie tutaj przychodzi w najbliższym czasie. - mruknąłem, domyślając się, że samo bycie kocięciem Raniuszka wystarczy, żeby zostać przyjętym do klanu. Nie był on jednak z miotu Lilii, to na pewno, więc musiało to oznaczać, że było ich więcej, niż mogło nam się wydawać, a biorąc pod uwagę fakt, że coś tam im spłonęło i wszyscy uciekali w popłochu... cóż. Odpowiedź nasuwała się sama i Łabędź na pewno pomyślał o tym samym.
Nie miałem tutaj już nic więcej do powiedzenia, więc jedynie usiadłem i obserwowałem poczynania Przywódcy.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Też to wreszcie do niego dotarło — kocur bynajmniej nie wyglądał na zabiedzonego, co mogłoby go odmładzać w oczach innych (tak, jak niegdyś Lilię), ewidentnie był młody. Na oko oceniając, na klanowe standardy ledwie co mógł zostać wojownikiem. To zbiło Łabędzia z tropu, w głównej mierze dlatego, że wcześniejsze doświadczenia nastawiły go na konkretne okoliczności. A w miarę słuchania młodziaka, wzrastał w nim niepokój o jego własny Klan.
Nieuprzejmie z jego strony, gdy miał przed sobą rozmówcę po przejściach, a nie zagrożenie.
— Można tak powiedzieć — zgodził się z lekkim uśmiechem, nie uważając, by obecny czas i miejsce odpowiadały zgłębianiu klanowej hierarchii. — Przykro mi z powodu waszego Obozu, to musiało być... i z pewnością nadal jest trudne. Wybacz, jeśli dotykam zbyt osobistych kwestii, ale co stało się z Raniuszkiem? On też zaginął w pożarze? I... ilu was, rodzeństwa, tak właściwie jest? Jak powiedział Nocny Szkwał, Raniuszek niestety się u nas nie zatrzymał. W zasadzie wszystko, co o nim wiemy od czasu jego odejścia z Klanu Rzeki, wiemy od członków Nowego Świtu. Przypuszczam, że celowo nie pokazuje tutaj swojego pyszczka. — Teraz uśmiech na licu przywódcy stał się markotny. Nie chciał dokładać zmartwień zlęknionemu młodziakowi, ale gorsze byłoby karmić go złudzeniami. Kolejne dzieci dawnego Rzeczniaka trafiały do Klanu, a ich ojciec nie dawał znaku życia. Nie szukał, nie interesował się, nie wpadał w odwiedziny. Łabędź wątpił, aby teraz cokolwiek miało się zmienić. Najwyraźniej Raniuszek oddzielił się od Rzeki grubą linią i konsekwentnie trzymał się wyznaczonego dystansu. — O Pozytywku słyszę pierwszy raz. Myślisz, że również może przyjść tutaj? — dopytał łagodnie.
Kocurek tylko przewracał niepewnie łepkiem z lewa na prawo podczas wypowiedzi Radnego Klanu Wody, czekając, aż będzie mógł mówić. Miał tyle rzeczy do wtrącenia, opowiedzenia... Wolał jednak nie ryzykować. Zdecydowanie wolał nie ryzykować. Nawet jeśli pan Radny był zdecydowanie bardziej przyjazny niż ten Stróż, w młodym Poecie wciąż tlił się niepokój. Brakowało mu taty. Tata Pęd wiedziałby, co zrobić w takiej sytuacji. Albo radna Tundra... Albo Pozytywek...
- Tata nie zginął w pożarze - zaprzeczył pośpiesznie. - Tato Raniuszka nawet nie było w żarze, on... zniknął już wcześniej. Nie wiem niestety gdzie, też mam dość niewiedzy nieznośnej. Chyba poszedł szukać mojego starszego rodzeństwa. Inaczej nie zadałby nam takiego okrucieństwa - schylił łepek. Tatuś na pewno żyje. Musi kogoś szukać. Może... Ścieżki? Albo kogoś innego? - Jest nas czwórka, ale w zasadzie to dwójka. Moja siostra i brat też gdzieś zniknęli, tylko ja i Pozytywek żeśmy nigdzie nie zniknęli.
Następne słowa go trochę zaskoczyły. Jakim cudem ktokolwiek z Nowego Świtu był tu wcześniej? Przecież to jest taaaki kawał drogi stąd! - [b]Ktoś tu był przedtem z Nowego Świtu? Gdzie? Kiedy? Nie ma nas tam bez liku, z pewnością bym zauważył czyjeś zniknięcie... I wiem, że taty tu nie ma, ale kiedy wróci i zobaczy stada upadnięcie, pewnie zajrzy gdzieś tutaj, a ja będę czekał. Musi już wracać, wątpię, żeby aż tyle zwlekał - przełknął ślinę. Pan Radny wydawał się miły, ale czy zrozumie to wszystko? Nie wydaje się być do niego przyjaźnie nastawiony. Może dlatego nie jest już w Klanie Wody? Ale... Za dużo pytań. Za mało odpowiedzi.
- Pozytywek zgubił się wśród płomieni. Przeżył - odparł z zawahaniem. - I pewnie niedługo też zawita w okolice tych strumieni. A przynajmniej tak myślę. Ja... też na niego czekam. Jeśli tutaj nie przyjdą nie wiem, co wymyślę - przyznał szczerze.
Jest tutaj sam. Nie wie, co zrobi tego wieczora, co zrobi rano, gdzie będzie spał, polował (w zasadzie to jak się poluje?), na wschodzące słońce, musiał odpocząć tu i teraz. Było tyle rzeczy do omówienia, a on czuł, jak przed zaśnięciem trzyma go tylko obecność obcych.
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek