Księżyce: 53 Mistrz: kamienisty brzeg [*] Płeć: kocur Matka: ostry kwiat [*] Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*] Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Księżyce: 53 Mistrz: kamienisty brzeg [*] Płeć: kocur Matka: ostry kwiat [*] Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*] Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Dość przeciętnych rozmiarów osobnik, niezbyt wysoki, będący gdzieś w okolicach standardowej kociej wielkości. Dzięki regularnym patrolom i polowaniom wyrobił sobie mięśnie i jego sylwetka przestała być tak nijaka, wyraźnie przybierając na masywności. Sierść jest mlecznobiała, upstrzona jaskrawymi, rudymi plamami, na których rysują się tygrysie pręgi. Najwięcej owych plam znajduje się na jego lewym boku, w postaci czterech nieregularnych owali, na prawym boku natomiast rudy wkrada się tylko w okolicy łopatki i na zadzie, zalewając w całości puszysty ogon, na głowie pojawia się na karku, uszach, łukach brwiowych i skroniach. Kolor jego oczu oscyluje gdzieś pomiędzy żółcią i zielenią, w zależności od światła, poza tym odziedziczył po ojcu wystającą między palcami sierść i dość małe, okrągło zakończone uszy.
Nikt tak naprawdę nie wie, co chodzi mu po głowie, z pewnością jednak można stwierdzić, że jest… inny. Często pojawiający się uśmiech zniknął z pyska wojownika i pojawia się okazyjnie, dość słabo w dodatku. Wciąż pozostał jednak wierny obowiązkom i nie zaniedbuje ich, ba, można by rzec, że narzuca na siebie coraz więcej, bo stara się udowodnić, że radzi sobie ze wszystkim, co go spotyka i nie daje się złamać następną życiową tragedią, bo prawdziwi mężczyźni przecież nie płaczą, a już na pewno nie załamują się i nie narzekają na swoje życie. Być może jest to zwykłe okłamywanie samego siebie, ale Niedźwiedź, przekonany o swoim wiecznym pechu, nie potrafi działać inaczej, w końcu jego bratu, Psu, udało się zajść w życiu wysoko, jego starszej siostrze również, dlaczego więc on jest inny? Dlaczego jemu nie dane jest dostąpić podobnych zaszczytów? Być może po prostu na nie nie zasługuje i nigdy nie zasłuży, ale dobrze jest wierzyć, że może być inaczej, nawet, jeśli każdy kolejny dzień daje mu z liścia w pysk. Mnóstwo podobnych myśli przebiega mu przez głowę i nie daje odpocząć, ale iskra nadziei z beztroskich czasów wciąż gdzieś tam się tli i utrzymuje całe jestestwo Niedźwiedzia w ryzach.
XXXX– Mhm, polecam tę okolicę, można tu znaleźć sporro zwierzyny – powiedział, co oczywiście nie było kłamstwem. W pobliżu wody zawsze było trochę więcej życia, czy to ptaków, czy innych stworzonek, które tak samo jak oni potrzebowali wody, aby przeżyć. XXXX– Tak, Niedźwiedzi Rryk, dobrze pamiętasz – potwierdził mu skinieniem głowy. Zastanowił się chwilę nad jego słowami. Znał Orlego Szpona i wiedział, że jest dość twardym wojownikiem, nie dającym sobie w kaszę dmuchać i zapewne tak samo było z jego podejściem do swoich dzieci. Nie wiedział, czy ma współczuć Kłującej Łapie, bo chyba jego relacje z ojcem nie były złe? A nawet jeśli, to nie słyszał żadnych ploteczek. – Hm, no tak, nie jest łatwo sprrostać czyimś wymaganiom, ode mnie ojciec w sumie nie oczekiwał, że będę od rrazu wychodził na polowania i patrrole jak tylko odrrosnę od ziemi i opuszczę kociarrnię, ale i tak to wszystko rrobiłem. Dla siebie – odpowiedział, wzruszając lekko barkami. Zawsze był pracowity i uwielbiał udowadniać innym swoją wartość. Nic więc dziwnego, że odkąd został terminatorem to właściwie obowiązki w obozie i poza nim leżały na szczycie jego spraw do zrobienia. – Co innego wykonywanie obowiązków z przymusu, a co innego z przyjemności, nie uważasz? – zagaił w kierunku pointa, spoglądając na kilka chwil na taflę Księżycowego Jeziora.
KLESZCZE, WĘŻE, SZERSZENIE na suche, spękane serce rozkołysz te myślina wietrze NOWYPUŚĆJEWRESZCIE
「 ja wiem jak ciężko zapomnieć 」 wykastrować głowę ze wspomnień musisz to wyżuć i wypluć za siebie ZANIM TO WYŻUJE I WYPLUJE CIEBIE
Księżyce: 95 Mistrz: Burzowe Echo Płeć: kocur Matka: Zwiędła Łodyga Ojciec: Orli Szpon Trwałe urazy: user // półokrągła blizna nad lewym łukiem brwiowym
[Wysoki, obecnie chudy i nie posiadający wyraźnych mięśni, lynx point z białymi skarpetkami na łapkach, niebieskie ślepia, różowy nosek, ładny pyszczek, "pieprzyk" na prawym pasiaku, półokrągła blizna nad lewym łukiem brwiowym]
[towarzyski, pewny siebie, emanuję aurę nieobecności, lekkoduch, żyje w swoim świcie, skłonności do złośliwości, chętny do zabawy i przysparzania kłopotów, nietypowy, chwilami intensywny]
- Dobrze wiedzieć - miauknął z nutą wdzięczności w głosie, rozglądając się przy okazji po okolicy. Nie posiadał jeszcze potrzebnego doświadczenia lub wiedzy, by móc zidentyfikować, które tereny były bogate w zwierzynę a które nie, więc tym bardziej doceniał informację od łaciatego. Uśmiechnął się nieco szerzej i przymknął ślepia, kiedy ten potwierdził, jak się nazywa. - Słyszałem twoje imię w Podziemiach, ale nie byłem pewny czy był to jednak Ryk czy może i Pysk... Na ostatniej Ceremonii trochę się tych imion zmieniło - dodał bez celu, zerkając na tafle wody, która pomału uspokajała się. Wypuścił głośno powietrze przez nos, rozbawiony swoim nierównym odbiciem. - Nie robił tego? - Zapytał zaskoczony, odwracając szybko mordkę ku niższemu kocurowi. Ciężki charakter ojca był dla niego normą, codziennością, do której musiał się przyzwyczaić i był pewny, że reszta kotów przechodzi przez to samo co on. Tym bardziej, jeżeli jest się synem samej Gwiazdy. - Tylko dla siebie? Myślałem, że też dla Klanu - cmoknął teatralnie, puszczając oczko biało-rudemu. Lubił się czepiać szczegółów i droczyć się z innymi, więc to samo miał zamiar robić z Misiem. Szczególnie, że ten mimo swojej wyższej rangi nie był nawet o cały Obieg Pór Liści starszy od niego. - Obowiązki jako przyjemności? Widać, że nie wymieniałeś obszczanego mchu z Ciemnej Wnęki od kilku księżyców, wojowniku. Śmiem twierdzić, że nie ma nic przyjemnego w tym obowiązku - wysunął swoje argumenty, jednak uśmiech nie opuszczał jego pyszczka i nie spinał się. Ot, luźna wymiana zdań.
Księżyce: 53 Mistrz: kamienisty brzeg [*] Płeć: kocur Matka: ostry kwiat [*] Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*] Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Księżyce: 53 Mistrz: kamienisty brzeg [*] Płeć: kocur Matka: ostry kwiat [*] Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*] Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Dość przeciętnych rozmiarów osobnik, niezbyt wysoki, będący gdzieś w okolicach standardowej kociej wielkości. Dzięki regularnym patrolom i polowaniom wyrobił sobie mięśnie i jego sylwetka przestała być tak nijaka, wyraźnie przybierając na masywności. Sierść jest mlecznobiała, upstrzona jaskrawymi, rudymi plamami, na których rysują się tygrysie pręgi. Najwięcej owych plam znajduje się na jego lewym boku, w postaci czterech nieregularnych owali, na prawym boku natomiast rudy wkrada się tylko w okolicy łopatki i na zadzie, zalewając w całości puszysty ogon, na głowie pojawia się na karku, uszach, łukach brwiowych i skroniach. Kolor jego oczu oscyluje gdzieś pomiędzy żółcią i zielenią, w zależności od światła, poza tym odziedziczył po ojcu wystającą między palcami sierść i dość małe, okrągło zakończone uszy.
Nikt tak naprawdę nie wie, co chodzi mu po głowie, z pewnością jednak można stwierdzić, że jest… inny. Często pojawiający się uśmiech zniknął z pyska wojownika i pojawia się okazyjnie, dość słabo w dodatku. Wciąż pozostał jednak wierny obowiązkom i nie zaniedbuje ich, ba, można by rzec, że narzuca na siebie coraz więcej, bo stara się udowodnić, że radzi sobie ze wszystkim, co go spotyka i nie daje się złamać następną życiową tragedią, bo prawdziwi mężczyźni przecież nie płaczą, a już na pewno nie załamują się i nie narzekają na swoje życie. Być może jest to zwykłe okłamywanie samego siebie, ale Niedźwiedź, przekonany o swoim wiecznym pechu, nie potrafi działać inaczej, w końcu jego bratu, Psu, udało się zajść w życiu wysoko, jego starszej siostrze również, dlaczego więc on jest inny? Dlaczego jemu nie dane jest dostąpić podobnych zaszczytów? Być może po prostu na nie nie zasługuje i nigdy nie zasłuży, ale dobrze jest wierzyć, że może być inaczej, nawet, jeśli każdy kolejny dzień daje mu z liścia w pysk. Mnóstwo podobnych myśli przebiega mu przez głowę i nie daje odpocząć, ale iskra nadziei z beztroskich czasów wciąż gdzieś tam się tli i utrzymuje całe jestestwo Niedźwiedzia w ryzach.
XXXX– Mhm, to prrawda. Ty też zostałeś terrminatorrem, jak ci się podoba nowe imię? – zagaił, zaciekawiony opinią pointa, bądź, co bądź, jego imię znacząco różniło się od tego, jakie nosił za kocięcia. XXXX– No... nie? Znaczy, prroponował mi wspólne polowania i patrrole, ale mówił, że to w swoim czasie, jak już wszystkiego się nauczę – odpowiedział, z zainteresowaniem zauważając zdziwienie terminatora. No, kolejna kwestia mówiąca o słabych umiejętnościach rodzicielskich Orlego Szpona. – Och, pewnie, że i dla Klanu. Myślałem, że to tak oczywiste, że nie muszę nawet wspominać – stwierdził, wzruszając uprzednio barkami. Na jego następne słowa nastawił uszu, a końcówka puszystego ogona drgnęła ledwie zauważalnie. XXXX– Wymieniłem w ciągu mojego szkolenia więcej mchu, niż możesz sobie wyobrrazić. I nie był on tylko obszczany, a obowiązki to obowiązki, i tak trzeba je wykonać, więc lepiej rrobić to z zaangażowaniem, a nie trraktować jako karrę – cmoknął, przedrzeźniając minę, jaką zrobił. On doskonale wiedział, że był jednym z najbardziej pracowitych kotów i byle chłystek nie będzie mu wmawiał, że jest inaczej. Nie był zły, nawet nie poirytowany, na takie zaczepki raczej nie starał się reagować, bo spływały niczym krople wody po piórach kaczki.
KLESZCZE, WĘŻE, SZERSZENIE na suche, spękane serce rozkołysz te myślina wietrze NOWYPUŚĆJEWRESZCIE
「 ja wiem jak ciężko zapomnieć 」 wykastrować głowę ze wspomnień musisz to wyżuć i wypluć za siebie ZANIM TO WYŻUJE I WYPLUJE CIEBIE
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Córka Krogulec musiała… chwile pobyć sama. Przebywanie w obozie bywało dla niej teraz ciężkie. Czuła się tam obco. Nikt nie wołał jej imienia. Nikt jej nie potrzebował. Gdy była poza nim, czuła się trochę lepiej. Nie czuła na sobie spojrzeń kotów. Zwłaszcza spojrzeń swojej rodziny, które ją bardzo raniły. Nie wiedziała co im powiedzieć. Jak ująć to wszystko co czuła w słowach. Czy ktokolwiek wysłucha jej historii? Uwierzą jej?
Unikała przez cały ten czas kogokolwiek. Przesypiała noce w swojej kryjówce bo nie potrafiła gdzieindziej zasnąć. Jeszcze nikomu nie opowiedziała tego co się wydarzyło. Bała się ich reakcji. W szczególności Polnego. Jego unikała jak ognia a on chyba również ją. Nie potrafiła mu spojrzeć w oczy. Nie po tym wszystkim. Doskonale wiedziała, że się załamie jak jej powie, że ją nienawidzi. Nie chciała tego słyszeć. To było samolubne z jej strony.
Przyszła tu bo chciała naprawić swoje błędy… Jednak nie wiedziała od czego zacząć i czy starczy jej na to czasu.
Ich rodzina… Tak bardzo się pozmieniała. Prawie że nie poznała swoich kociąt. Chciało jej się płakać i krzyczeć. Jednak jak to zwykle ona… Udawała, że jest silna. Przez calutki czas ukrywała swoje łzy i to jak bardzo pragnie się przytulić do kogoś. Znaleźć w kimś oparcie i zrozumienie. Przede wszystkim przebaczenie.
Jej łapy zaprowadziły ją do miejsca gdzie ukrywało się wiele wspomnień. Przyjemnych i ciepłych. Jednak teraz dla kocicy były jak ciernie, wbijające się w serce. To tutaj wiele przeżyła z Polnym Chwastem. Tęskniła za ta błogością i ciepłem. Czemu los ją tego wszystkiego pozbawił? Dlaczego te okropne lisy… Za jakie grzechy…
Usiadła nad stawem i wpatrywała się w swoje odbicie. Wyglądała szpetnie. Blizna na nosie, odgryzione ucho a o bliźnie na boku to lepiej nie wspominać. Nie posiadała już nic z dawnego uroku. Nie widziała w sobie już nic pięknego. Była zaschniętym kwiatem. Już wkrótce zostanie z niej tylko wspomnienie. Ulotne, nic nieznaczące.
Spojrzała się w niebo i zamrugała kilkukrotnie by powstrzymać łzy. Życie zawsze dawało jej pod górkę i zawsze znajdowała wyjście ale… Tym razem nie widziała jakiegokolwiek wyjścia.
– Co mam począć… – nawet nie wiedziała do kogo kierowała te słowa.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
XXXXW pierwszych chwilach w ogóle nie wierzył w to, co zobaczył na ceremonii. Był pewien, że jego umysł zaczyna płatać mu figle, że własna głowa poza bólem, teraz uderzyła w niego zwidami, ale nie. Ostry Kwiat była prawdziwa, była tutaj, wróciła do Klanu i pomimo tylu księżyców nieobecności, Polny Chwast nie zapomniał. Nie potrafił się gniewać, choć może powinien był. Nie potrafił być na nią zły, nie potrafił czuć żalu i goryczy, zamiast tego odczuwał nostalgiczny spokój i ulgę, którą pragnął poczuć już od dawna, a jej obecność w końcu mu na to pozwoliła. Fakt, że była tu obok, pozwalał mu przypomnieć sobie dawne księżyce, kiedy wszystko było bardziej kolorowe, prostsze i żywsze. XXXXDowiedział się od Gasnącego Oddechu, że jego partnerka wyszła jakiś czas temu z obozu i od razu ruszył jej tropem. Błądził po lesie, szukając jej, kręcąc się po zagajnikach i chaszczach, starając się skupić na zapachach, bo jego wzrok i słuch nie były już najwyższych lotów. Stąpał powoli, każdy krok stawiając ostrożnie, sprawdzając, czy przed nim nie znajduje się żaden wystający korzeń czy kamień. Musiał ją znaleźć, porozmawiać, spędzić czas sam na sam, tak, jak kiedyś. Nie chciał w tym niczego zmieniać. XXXXZnalazł ją przy Księżycowym Jeziorze. Nie usłyszał jej słów kierowanych w przestrzeń. Bez słowa podszedł do niej i zanurzył pysk w miękkim, kolorowym futrze na karku i szyi, wdychając jej zapach, pozwalając się w nim całkowicie zadurzyć. Usiadł obok, przywierając swoim bokiem do niej. Miał nadzieję, że czuła się w Klanie dobrze, to był ich dom, ich azyl, w którym się urodzili, i w którym umrą. Żadne z nich nigdzie się stąd nie ruszy już nigdy.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Ostry Kwiat była tak zamyślona, że w ogóle nie poczuła, że ktoś do niej idzie. Dopiero wyrwała się z transu gdy nagle ktoś zbliżył sie do niej. Jej źrenice się zmniejszyły gdy zrozumiała, że to był Polny. Co on wyrabiał...?
Czuła jak jej łapy miękknął gdy kocur dotknął jej szyii swoim pyskiem. Dotknął ją... Był tutaj i nie odrywał się od niej. Ale czemu nic nie mówił?!
Przez jej ciało przeszłych ciarki. Nie zasługiwała na takie traktowanie. Nie po tym jak go opuściła z gromadką malców. Powinien na nią krzyczeć i już nigdy się do niej nie zbliżać. Powinien o niej już dawno zapomnieć... A jednak... Był tutaj obok.
Ostry Kwiat nie potrafiła już wiecej powstrzymać łez. Zaczęła płakać jak kocię. Nagle nie potrafiła udawać, że jest twarda. Nie potrafiła przed nim. Za bardzo go kochała. Za bardzo pragnęła ponownie go czuć przy sobie. Poczuła w końcu cichą ulge. Dopiero teraz gdy Polny ściskał ją jak nigdy dotąd. - P-powinieneś krzyczeć na mnie ty głupku! - powiedziała płaczliwie, przy tym przeciągając nos. - Powinieneś m-mnie nienawidzić... - w tym momencie Ostry Kwiat położyła swoją głowę na barku Polnego. Wdychała jego kojący zapach. Czuła ciepło, którego tak jej brakowało. - P-polny... - powiedziała niewyraźnie, dalej dławiąc się własnymi łzami. Ostra jeszcze nigdy tak bardzo nie płakała.
Księżyce: 103 Mistrz: Bzycząca Polana Płeć: nb (afab) Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: Zmarznięty Nos Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
Nie minęło wiele wschodów, gdy Bobrzy Bór oznajmił czekoladowemu wojownikowi, że muszą porozmawiać i to bez świadków. Szyszka i tak wybierał się na spacer, więc zaproponował kocurowi dołączenie do niego. W ten sposób znaleźli się nad pięknym księżycowym jeziorem. Sosnowa Szyszka pamiętał, jak oglądał je nocą z Skowyt i zachwycał się, iż jego powierzchnia oprószona gwiazdami wyglądała jak futro pierwszego kota, który mu się podobał - Tafli. Westchnął cicho na to wspomnienie. Dawnego kolegi też od dawna nie było już wśród nich i dziecko Agrestowego Krzewu wątpiło, by ten kiedykolwiek jeszcze powrócił do klanu. -Pamiętasz Taflę? W gwieździstą noc to jezioro wygląda jak on...- Powiedział, a następnie spojrzał na Bobra. - Chciałeś porozmawiać. Zdecydowałeś już, jaka jest twoja odpowiedź? Czy chodzi o coś zupełnie innego?- Zapytał, wpatrując się w rozmówcę z zaciekawieniem.
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Potężny kociak o złotych ślepiach. Futro wybarwiło się na kolor niebieski, jednak brzuch, pysk i łapki opanowała biel. Posiada charakterystyczną niebieską plamę na brodzie.
spokojny, serdeczny, przyjemny, nieco przygaszony
Koślawa Łapa (KC) Jad (S)
Ostatnie dni nie były proste dla nieco ograniczonej obowiązkami, chorobami i ziołami głowy, bo doszła sprawa Sosnowej Szyszki i jak bardzo starał odkładać się to na bok w ciągu dnia tak wieczorami nienajlepiej sypiał bo... myślał, aby w końcu stwierdzić, że to chyba jego nienajlepsza strona i postawił na spontaniczną rozmowę.
Niestety Sosnowa Szyszka o ile miejsce wybrał urokliwe, to opatrzone raczej dość melancholijnymi wspomnieniami o pierwszej, zaginionej miłości Bobrzego Boru - Pokazałem mu to miejsce jako pierwszy gdy spadł pierwszy śnieg - odburknął niemrawo na samą myśl, ciężko przy tym wzdychając - Nie było go przy moim mianowaniu, rozpłynął się w powietrzu - i tyle, jak Tafla zniknął tak nigdy nie wrócił, legowisko zostało zostawione Bobrowi, który z sentymentu nigdy nie mógł przekonać się do zmienienia czegokolwiek. - Ah - tak decyzja, spacer, Szyszka - Myślę, że mógłbym na to przystać... ale nie ukrywam, że chciałbym nieco pomagać - westchnął starając się poskładać to wszystko do kupy aby nie brzmiało źle - Faktycznie będę musiał pomyśleć o terminatorze i pomyślałem przy okazji, że... ten miot byłby też szansą, żebym zainteresował się tym trochę bardziej.
Tell meONCEagain •I couldhave been anyone, anyoneelse• BeforeYOUmade theCHOICEfor me •MyfeetKNEWthepath• Wewalkedin thedark,in thedark INEVERgave a singleTHOUGHT To•where•it•might•lead
Księżyce: 103 Mistrz: Bzycząca Polana Płeć: nb (afab) Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: Zmarznięty Nos Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
Pokiwał łbem na znak zrozumienia. A zatem Bóbr już mu pokazał, zanim Szyszka o tym pomyślał. Może dobrze, że nie zdążył go tutaj zaprowadzić, bo tylko by się zbłaźnił. Nie skomentował tego na głos, nie było potrzeby. -Nie trzeba być rodzicem, aby pomagać. Mogę cię przedstawić jako wujka. A odnośnie terminatora... nic na siłę, możesz poprowadzić komuś nauki i jeśli wykaże zainteresowanie, to wziąć pod skrzydła, ale nie, jeśli sami nie będą chcieli. Nie chcę, by moje dzieci były zmuszane do losu, którego sobie nie życzą.- Odparł stanowczo, patrząc kocurowi prosto w oczy. Nikt nie ma prawa decydować za jego maleństwa.
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Potężny kociak o złotych ślepiach. Futro wybarwiło się na kolor niebieski, jednak brzuch, pysk i łapki opanowała biel. Posiada charakterystyczną niebieską plamę na brodzie.
spokojny, serdeczny, przyjemny, nieco przygaszony
Koślawa Łapa (KC) Jad (S)
"Jako wujka" - brzmiało dobrze. Przytaknął głową, chociaż narodziło mu się w głowie jedno ważne pytanie - Co odpowiesz, jeśli będą pytać? O ojca. - Wiem. Nie zrobił bym nikomu nic na siłę - spiorunował wręcz kotkę wzrokiem. Nie wyobrażał sobie przymuszać kogokolwiek. Sam miał przykre doświadczenia na treningu wojownika i nie chciał go kontynuować po dziś dzień, mimo że mistrza miał zmienianego nie raz, a dwa razy. Chociaż ciężko było nazwać Śpiewającą Gwiazdę mistrzem skoro chciała jedynie sprawdzić co umie? - To... co teraz? - spytał nieco speszony, mając nadzieję, że to ona przejmie inicjatywę.
Tell meONCEagain •I couldhave been anyone, anyoneelse• BeforeYOUmade theCHOICEfor me •MyfeetKNEWthepath• Wewalkedin thedark,in thedark INEVERgave a singleTHOUGHT To•where•it•might•lead
Księżyce: 103 Mistrz: Bzycząca Polana Płeć: nb (afab) Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: Zmarznięty Nos Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
Sosnowa Szyszka zastanawiał się przez chwilę. Pytanie Bobra było faktycznie ważne, lecz czekoladowy wojownik nie musiał długo szukać rozwiązania. Postanowił wykorzystać nieobecnych. -Powiem, że ojcem jest pieszczoch Sol. To taki mój... przyjaciel.- Przy słowie przyjaciel uciekł wzrokiem na bok, nieco zawstydzony. -Chyba zaginął, bo od jakiegoś czasu nie mogę go znaleźć, więc raczej dzieci nigdy nie będą miały okazji go poznać. Inaczej jego najpierw poprosiłbym o tę przysługę.- Odparł, ostatnie zdanie wypowiadając znacznie ciszej.
Na ostatnie pytanie niebieskiego uśmiechnął się i uniósł jedną brew. -Jesteś medykiem i nie wiesz? Dawaj, zabieramy się do roboty.- Zaśmiał się, a następnie odpowiednio ustawił. Oby wszystko odbyło się szybko i nie potrzebowało powtórki.
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Potężny kociak o złotych ślepiach. Futro wybarwiło się na kolor niebieski, jednak brzuch, pysk i łapki opanowała biel. Posiada charakterystyczną niebieską plamę na brodzie.
spokojny, serdeczny, przyjemny, nieco przygaszony
Koślawa Łapa (KC) Jad (S)
Podawanie za ojca dzieci pieszczocha nie było mądrym rozwiązaniem... Szczególnie gdy ktoś taki jak Tnąca Zawieja był w Klanie, jednak Bobrzy Bór nie miał z tym żadnego problemu. Medyk wyczuł również chyba jakiego typu przyjacielem był Sol, podobne zmieszanie czuł gdy miał kiedyś mówić o swojej relacji z Taflą, dziś... dziś może kimś takim mógłby być Pająk jeszcze po kilku spotkaniach.
Na odpowiedź Sosnowej Szyszki również się lekko zaśmiał... i faktycznie wziął do roboty, nie było sensu marnować czasu na zbędne już rozmowy.
[...]
Było po już po wszystkim, a Bobrzy Bór jak na niezbyt ruchawego kota przystało dostał lekkiej zadyszki. Siedział już obok, językiem przeczesując leniwie futro na piersi. Spoglądał raz po raz lekko zatroskany na Sosnową Szyszkę, jednak nie odzywał się. Przeżycie... póki co nie wydawało mu się wyjątkowe i chyba nie bardzo miał ochotę o tym rozmawiać.
Tell meONCEagain •I couldhave been anyone, anyoneelse• BeforeYOUmade theCHOICEfor me •MyfeetKNEWthepath• Wewalkedin thedark,in thedark INEVERgave a singleTHOUGHT To•where•it•might•lead
Księżyce: 103 Mistrz: Bzycząca Polana Płeć: nb (afab) Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: Zmarznięty Nos Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
Sosnowa Szyszka usiadł, nieświadomie się krzywiąc. Całe życie wyobrażał sobie tę chwilę jako coś cudownego, wielkie, jedyne w swoim rodzaju przeżycie, ale otrzymał coś... nijakiego. W trakcie myślał tylko o tym, aby jak najszybciej się skończyło i modlił się do Gwiezdnych, żeby udało się za pierwszym razem i nie musieć ponawiać próby. Wiedział, że aktualne okoliczności były dalekie od idealnych, zamiast płomiennego romansu zawarł przecież zimną umowę. Myślał, że psychicznie przygotował się na to, jednakże nie mógł się bardziej mylić. Poczuł odrazę. Do siebie. Do Bobrzego Boru. Wzdrygnął się lekko i nieco odsunął od kocura, wykonując ruch automatycznie, kompletnie nie zdawszy sobie z niego sprawy. Czy z Solem byłoby inaczej? Poczuł nieznaczne ukłucie w sercu. Ale to już nieważne, musiał myśleć o kociętach. Tylko one się liczyły. To one stanowiły powód tego wszystkiego, a przecież są warte takiego nieznacznego poświęcenia. Nieznacznego? Tak, Szyszka potrzebował teraz uwierzyć, że to nic, jedynie lekki podmuch wiatru muskający gałęzie potężnej silnej sosny. Kocięta były najważniejsze i zrobiłby dla nich wszystko. Przecież nawet rozważał ukorzenie się przed Psim Sercem, a niżej nie mógł upaść.
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Potężny kociak o złotych ślepiach. Futro wybarwiło się na kolor niebieski, jednak brzuch, pysk i łapki opanowała biel. Posiada charakterystyczną niebieską plamę na brodzie.
spokojny, serdeczny, przyjemny, nieco przygaszony
Koślawa Łapa (KC) Jad (S)
Czas płynął przez ich futro a Bobrzy Bór patrzył, próbował zmyć z siebie zapach zaistniałego zdarzenia i widział kątem oka zachowanie Sosnowej Szyszki. Dochodził do wniosku, że najwyraźniej nie tylko on sam czuł się źle z tym jak to koniec końców wyglądało. Mlasnął głośniej, raz, dwa i przestał na chwilę. Podniósł łeb spojrzał już prosto na wojowniczkę i westchnął. Wiatr powoli przeszywał jego futro, przypominając, że Pora Zielonych Liści, była już jedynie wspomnieniem. - Wybacz - powiedział szeptem, dał sobie uderzenie serca aby jeszcze raz przekonać się, że nie mógł zrobić niczego lepiej i uderzył delikatnie ogonem o ziemię, nie mógł. Nie widział chyba innej możliwości - Wracamy do obozu? - zapytał nieco głośniej i wstał. Postawił jeden krok w stronę gdzie znajdował się obóz z nadzieją, że Sosnowa Szyszka nie zaprotestuje i wrócą razem... albo przynajmniej stwierdzi, że Bobrzy Bór ma wracać sam, to też byłoby jakieś wyjście.
Tell meONCEagain •I couldhave been anyone, anyoneelse• BeforeYOUmade theCHOICEfor me •MyfeetKNEWthepath• Wewalkedin thedark,in thedark INEVERgave a singleTHOUGHT To•where•it•might•lead
Księżyce: 103 Mistrz: Bzycząca Polana Płeć: nb (afab) Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: Zmarznięty Nos Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
Słowa Bobra wyrwały czekoladowego wojownika z zamyślenia. Spojrzał na niebieskiego nieprzytomnie, zamrugał kilka razy, jakby dopiero dotarło do niego, gdzie się znajduje i otworzył pyszczek. -Co? A, tak, wracajmy. Chłodno już.- Odparł i wstał, a następnie otrzepał futro. Ruszył w stronę obozu, co chwilę patrząc, czy medyk również z nim szedł, czy może jednak zmienił zdanie i został. Szyszka chciał jakoś zagadać do niebieskiego kocura, lecz nie wiedział, co powiedzieć. Nic nie przychodziło mu do głowy, a pytania o pogodę wydały mu się niewłaściwe, zbyt sztuczne. W ostateczności jedynie westchnął i kroczył w milczeniu.