Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Potężny kociak o złotych ślepiach. Futro wybarwiło się na kolor niebieski, jednak brzuch, pysk i łapki opanowała biel. Posiada charakterystyczną niebieską plamę na brodzie.
spokojny, serdeczny, przyjemny, nieco przygaszony
Koślawa Łapa (KC) Jad (S)
Bum! Uderzył tak mocno, że sam siebie zaskoczył i nawet wyrwany kawałek skóry znad nosa nie był w stanie zepsuć jego humoru, bowiem kruk, był już żadnym problemem. Było podobnie jak z łasicą, z tą różnicą, że kruka można było wrzucić na stos zwierzyny, więc medyk po raz drugi nie decydował się na skrócenie cierpień nieprzytomnego, tylko chwycił za łapę... i zaczął powracać do obozu starając się po kolei zebrać również każdy medykament, który pochował podczas tych niezwykle długich poszukiwań.
Tell meONCEagain •I couldhave been anyone, anyoneelse• BeforeYOUmade theCHOICEfor me •MyfeetKNEWthepath• Wewalkedin thedark,in thedark INEVERgave a singleTHOUGHT To•where•it•might•lead
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Oj biedny Kruk, przez sporą część drogi się męczył i wykrwawiał... Szkoda, że Bóbr po raz kolejny nie ukrócił cierpień swojej ofierze. Ale tak czy siak, gdzieś na początku drogi po medykamenty ptaszor finalnie padł i przestał oddychać. Tylko teraz pytanie, jak kocur się zabierze z tymi wszystkimi dobrociami, które dzisiaj zebrał...
Bobrzy Bór - lvl: 3 | S: 13 | Zr: 7 | Sz: 5 | Zm: 15 | HP: 57-1=56 (70) | W: 31 (50) • rana 1 stopnia: wyrwany mały płat skóry znad nosa, krwawi, -1hp do końca walki • rana 0 stopnia: wyrwane trzy wąsy z prawej strony mordki • rana 0 stopnia: wyrwane wąsy z lewej brwi
spadek W do 2/3: celność obniżona o 1
przerzuty medyczne: 0/21
przerzuty w walce: 1/2
Kruk (na ziemi) - S: 9 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 8 | HP: 3-3=0 (40) | W: 31 (35) ŚMIERĆ • rana 2 stopnia: uszkodzenie obu gałek ocznych i ogólnie twarzy, krwawi, -2hp do końca walki • rana 1 stopnia: zwichnięte skrzydło • rana 0 stopnia: zadrapane czoło
omdlenie
+50 EXP
//zt za bobra
⋆⁺₊⋆☾⋆⁺₊⋆ I holdso manysmallregrets andwhat-ifsdown insidemy head someconfidenceit couldn't hurtme mydemeanoris oftenmisread
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
- No! I taaaaaaaki duży był ten zając! Jak... Jak tamta zaspa...! To serio duży, co nie? - Okoliczna zwierzyna i mieszkańcy Księżycowego Jeziora zostali przywitani wesołą paplaniną Ślimaczej Skorupki. Kocica swą długą, ekscytującą opowieść zakończyła kilkoma susami, które pozwoliły jej zbliżyć się do dużej kupki śniegu w tym miejscu. Stanęła tuż obok niej i posłała swojemu towarzyszowi szeroki, promienny uśmiech. Opowiadała mu przed chwilą o swoim ostatnim polowaniu, na które wybrała się razem ze Zmarzniętym Nosem. Biedny Grad musiał słuchać tej opowieści przez pół drogi tutaj, bo nawet, gdyby próbował szylkretkę uciszyć, szybko zorientowałby się, że jest to co najmniej niewykonalne.
- W ogóle, co myślisz o moim nowym imieniu? Fajne, co nie? Takie słodkie!! - Zagaiła, gdy pozostawiła zaspę za sobą i ponownie zbliżyła się do białowłosego. Wybrali się na umówiony spacer zaraz po ceremonii, przez co była cholernie zadowolona. Cieszyła się, że znów mogą spędzić ze sobą trochę czasu, szczególnie po tym, gdy przez dłuższy czas w ogóle nie spędzali go razem. Nagromadzenie wielu różnych rzeczy było tego powodem... I podświadomie wiedziała, że obaj są winni, nie tylko ona. Dzięki Bogu zdecydowała się na jakiś krok i naprawę tej relacji... I poczuła ogromną ulgę, że jej próby nie spotkały się z odrzuceniem. - No, i w ogóle jak się czujesz? Lepiej już? Nie jest ci zimno? - Zalała go falą pytań dotyczących zdrowia. Nieco przyśpieszyła kroku. Początkowo zamierzała iść dalej, minąć Księżycowe Jezioro, ale... Ah, zaraz. Nie była do końca pewna czy dobrze widzi, ale... Wydawało jej się, że tafla jest zamarznięta... A jeśli rzeczywiście tak jest, to... Oh, ciekawe na jaki świetny pomysł wpadnie tym razem! Zamierzała jak najszybciej to sprawdzić... I liczyła, że towarzysz nie będzie mieć nic przeciwko, jeżeli zatrzymają się przy brzegu na moment.
Księżyce: 95 Mistrz: Psie Serce (Gwiazda) Płeć: kocur Matka: Zwiędła Łodyga Ojciec: Orli Szpon Partner: Ślimacza Skorupka Trwałe urazy: Cztery blizny przecinające pysk; jedna z nich przecina pozostałe na skos || Blizna po ugryzieniu psa okalająca lewe oko || Odgryziona 1/3 ogona (-1 Zr) || blizny na przednich łapach || Rozległe, trzy blizny na udzie. || Wieczna chrypa
Księżyce: 95 Mistrz: Psie Serce (Gwiazda) Płeć: kocur Matka: Zwiędła Łodyga Ojciec: Orli Szpon Partner: Ślimacza Skorupka Trwałe urazy: Cztery blizny przecinające pysk; jedna z nich przecina pozostałe na skos || Blizna po ugryzieniu psa okalająca lewe oko || Odgryziona 1/3 ogona (-1 Zr) || blizny na przednich łapach || Rozległe, trzy blizny na udzie. || Wieczna chrypa
białe, zaniedbane, poszarpane, długie futro || niebieska plama pod okiem w kształcie serca || zgrabny, choć odrobinę przysadzisty || trójkątna głowa || błękitne, zmęczone oczy || szpiczaste, duże uszy cztery blizny przecinające pysk; jedna z nich przecina pozostałe na skos || blizna po ugryzieniu psa okalająca lewe oko || odgryziona 1/3 ogona || blizny na przednich łapach || rozległe, trzy blizny na udzie [KP]
Sasafras, Qnik [kc] | Gawronia łapa, Ringo [nkt] i inni
Wcale nie przeszkadzał mu fakt, że to szylkretka w głównej mierze była silnikiem napędowym ich rozmowy, a on? Jedynie w ciszy ją nadzorował, raz co jakiś czas krótkim „mhm” czy też pytaniem o ciąg dalszy – nieco niepotrzebnie wtrąconym – dając znać o tym, że nieustannie jej słucha… Mimo tego, że bardziej wsłuchiwał się w sam jej głos, niżeli treść historyjki, którą się z nim dzieliła.
— Cud, że cię nie zjadł — rzucił, uśmiechając się półgębkiem, gdy ta przyrównała złapanego zająca do zaspy, prędko robiąc to samo… Tym razem z nią i górą śniegu, przy której się znalazła.
Kiwnął zgodnie głową, słysząc komentarz Ślimaczek odnośnie jej nowego imienia. Szczerze to… Nie podejrzewałby, że Pies wyszedłby z inicjatywą nadania… W sumie to komukolwiek tak łagodnego imienia. Może gdzieś w środku ukrywał jakąś miększą stronę? Albo po prostu chciał już na zawsze naznaczyć delikatne, niezepsute serduszko Ślimaczek piętnem niewinności, co tak właściwie było najlogiczniejsze.
— Jest przeurocze. Pasuje do ciebie idealnie, ale… Nie mam serca się na nie przestawiać, za bardzo już zżyłem się z Ślimaczek — rzucił, hiperbolizując swój udawany ból związany z potencjalną rozłąką z mianem, którym ją określał poprzez otarcie się o nią swoim policzkiem, gdy tylko ta znowu do niego wróciła – niczym nadopiekuńcza matka, żegnająca się ze swoim najdroższym kocięciem.
Nie widział w sobie żadnej winy związanej z zaniedbaniem ich relacji, tak właściwie nawet nie doszukując się zbytnio powodu nagłego osłabienia ich więzi. Uznając – dosyć prosto – że stało się tak, bo Ślimaczek postanowiła znaleźć sobie kogoś lepszego niż on. Czekał, aż wróci z podkulonym ogonem, albo… Nie wróci wcale, tracąc swojego najdroższego przyjaciela i dokonując chyba najgłupszego błędu. Żadna z tych wersji się nie sprawdziła, więc nie miał zamiaru do nich wracać i pozyskiwać z ich pomocą zbędne zgryzoty czy wszelkie niechęci, które kiedyś się pojawiły i o których zdążył już zapomnieć.
— Za bardzo się mną martwisz, promyczku. Musiałoby przyjść sto zim na raz, aby ich… mroźne podmuszki mogłyby kąsać mnie po skórze, a nie jedynie po czubeczkach włosów — rzucił, dziwnie słodko – najpewniej przez werbalną możliwość utwierdzenia się we własnej wspaniałości i tym, że pogoda nie jest mu straszna, nawet ta najsurowsza. Przystanął na chwilę, tak samo jak jego towarzyszka zauważając, że Księżycowe Jezioro… Jest zamarznięte. Prędko przejął inicjatywę, podchodząc do niego jako pierwszy.
— Oho — zbliżył się do tafli pokrytej lodem, lekko się pochylając — Trzeba uważać. Obstawiam, że wystarczy parę nieuważnych kroków i… Ktoś może się wykąpać w lodowatej wodzie, brr…
Odwrócił się do niej, uświadamiając, że swoimi słowami chce wybić jej z głowy wszelkie zabawy na zamarzniętym zbiorniku, bo… Może i byłby w stanie wyciągnąć ją z niego w razie niebezpieczeństwa, ale… Istnieje też szansa, że pociągnie go w mroźną toń razem ze sobą, a czegoś takiego nie chciał.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Jej usta rozszerzyły się w szerokim, promiennym uśmiechu, gdy usłyszała komentarz Nagłego Gradu. Energicznie skinęła głową na znak, że całkowicie się z nim zgadza. Ten wielki zając... Ah, tak naprawdę nie byłby w stanie jej pożreć, ale sama ta wizja brzmiała dość... Zabawnie. Może niekoniecznie dla samej Ślimaczek, która, znalazłszy się w takiej sytuacji, byłaby do granic przerażona, ale... Reszta cienistych, gdyby tylko poznała powody śmierci młodej wojowniczki, na pewno byłaby w głównej mierze rozbawiona... Co nie?
- No!! Totalnieeeee. Ale Zmarznięty Nos powiedział, ŻE troszeczkę wyolbrzymiam i że to NORMALNY zając. Nie! - Dodała, teatralnie próbując udawać jak najbardziej oburzoną. Rzecz w tym, że przez cały czas było jej do śmiechu, a w tym stanie trudno jej było zachować powagę... Przez co bardziej niż na oburzoną, wyglądała raczej jak napuchnięta mysz, która zaraz wybuchnie. Ale przynajmniej się starała!
Po zostawieniu zaspy za sobą i powrocie do białowłosego została przywitana garstką czułości. Najpierw słowami, a zaraz po tym drobnym gestem. Nagły Grad określił jej imię przeuroczym, ale tuż po tym wyznał, że chyba nie będzie się w stanie przestawić, skoro do tej pory zawsze była dla niego Ślimaczkiem. Ah... To takie miłe! Odwzajemniła czułe otarcie się, na moment przymykając powieki... A kąciki jej ust uniosły się lekko w górę, kiedy to już odsunęli się od siebie i ponownie mogła na niego spojrzeć.
- A wiesz, że ja też? Lubię, gdy mnie tak nazywają! Inni, i Ty oczywiście też, rzecz jasna! To takie kochane! <3 - No, mogłaby się aż rozpłynąć! - Wiesz no, dla mnie już na zawszę będziesz Gradzikiem. Za bardzo się już zżyłam! - Powiedziała, powtarzając część jego słów sprzed chwili. Liczyła, że imię kocura, w tej wersji, którą sobie przygarnęła, nie będzie uważane za przeszkodę. Szczerze mówiąc, wolała tak, niż jakby kazał jej mówić na siebie pełnym imieniem. To byłoby takie oficjalne, a poza tym... Nagły Grad, kurde, to brzmi dość groźnie i poważnie! Co prawda nie powiedziałaby, że do koleżki nie pasuje, ale... Wciąż zdecydowanie bardziej wolała tą krótszą, zdrobnioną wersję. Jest bardziej przyjemna.
- Nie mogłabym się NIE martwić! Wiesz, byłoby mi bardzo, bardzo przykro jakbyś się przeze mnie przeziębił... Szczególnie, że chyba masz teraz dużo obowiązków, co nie? Nowa terminatorka i te sprawy! Trenowanie kogoś musi być giga fajowee. - I mogłaby w tym temacie jeszcze dużo, dużo dodać, ale... Chyba intuicyjnie zamknęła buzię. Zmieniła nieco temat, w dodatku totalnie nieświadomie, więc miała nadzieję, że ten szybko się skończy albo zmieni. Po dzisiejszej ceremonii nie czuła się... Przykro (z faktem, że jako jedyna nie dostała żadnego ucznia), a raczej lekko zazdrośnie... I oczywiście nie chciała, by to uczucie wzrosło. Najchętniej pozbyłaby się go jak najszybciej, ponieważ nie jest ani trochę pozytywne i uczciwe. Musi pogodzić się z faktem, że skoro nie teraz, to następnym razem... I tyle. Dziś po prostu zabrakło kociąt, o.
Ruszyła energicznym krokiem zaraz za towarzyszem, chcąc jak najszybciej dotrzeć do tafli jeziora. Zamarznięte, ale czad! Zrobiła jeden malutki kroczek, chcąc zaraz postawić następny, ale... Ah! Natychmiast zatrzymała się, gdy do jej uszu doszły ostrzeżenia Nagłego Gradu.
- Ktoś! No chyba nie myślisz o mnie! Nawet NIE pomyślałam o tym, by wejść na ten lód! Poważnie!! - Rzuciła zaraz, jednak o tym, że nie jest do końca szczera, Grad mógł zorientować się przez psotliwy uśmieszek na jej twarzy oraz radosne iskierki, które tańczyły w jej oczach. Nie potrafiła tego ukryć, no! Poza tym, świadomość swojej głupoty i tego, że gdyby nie towarzystwo przyjaciela, zapewne stałaby już na środku tego jeziora... Lekko ją ożywiły. Jejku, mogłaby nawet się utopić. Oczywiście zakładając, że lód pęknąłby pod jej ciężarem... Ale nie chciała tego sprawdzać... Nie teraz! - POZA TYM...! Wydaje mi sięęęęęę, że warstwa jest na tyle gruba, że spokojnie utrzymałaby jakieś leciutkiego, mniejszego kota. Tak teoretycznie! Nie sądzisz? - Pytanie było, rzecz jasna, pułapką. W ten sposób chciała zdobyć więcej informacji, by potem je szybciutko przeanalizować, najlepiej w taki sposób, by ostatecznie i tak wyszło na jej. Ale kto wie! Być może jednak wcale nie miała zamiaru próbować i ryzykować życiem... A po prostu chciała się z Gradzikiem troszeczkę podrażnić!
Księżyce: 95 Mistrz: Psie Serce (Gwiazda) Płeć: kocur Matka: Zwiędła Łodyga Ojciec: Orli Szpon Partner: Ślimacza Skorupka Trwałe urazy: Cztery blizny przecinające pysk; jedna z nich przecina pozostałe na skos || Blizna po ugryzieniu psa okalająca lewe oko || Odgryziona 1/3 ogona (-1 Zr) || blizny na przednich łapach || Rozległe, trzy blizny na udzie. || Wieczna chrypa
Księżyce: 95 Mistrz: Psie Serce (Gwiazda) Płeć: kocur Matka: Zwiędła Łodyga Ojciec: Orli Szpon Partner: Ślimacza Skorupka Trwałe urazy: Cztery blizny przecinające pysk; jedna z nich przecina pozostałe na skos || Blizna po ugryzieniu psa okalająca lewe oko || Odgryziona 1/3 ogona (-1 Zr) || blizny na przednich łapach || Rozległe, trzy blizny na udzie. || Wieczna chrypa
białe, zaniedbane, poszarpane, długie futro || niebieska plama pod okiem w kształcie serca || zgrabny, choć odrobinę przysadzisty || trójkątna głowa || błękitne, zmęczone oczy || szpiczaste, duże uszy cztery blizny przecinające pysk; jedna z nich przecina pozostałe na skos || blizna po ugryzieniu psa okalająca lewe oko || odgryziona 1/3 ogona || blizny na przednich łapach || rozległe, trzy blizny na udzie [KP]
Sasafras, Qnik [kc] | Gawronia łapa, Ringo [nkt] i inni
Widząc, jak Ślimaczek dosyć nieudolnie stara się wyglądać na oburzoną… Nie mógł powstrzymać cichego chichotu, szczerego rozbawienia jej staraniami.
— Obstawiam, że ci po prostu zazdrościł — nie zdobył się na obszerniejszy komentarz, bo zapatrzony był w prawie pękającą ze śmiechu Ślimaczek. Była przy nim, a mimo to… Czuł pewną tęsknotę. Teraz już był pewien – nie tęsknił za nią. Tęsknił za tym, co było… Kiedyś. Za tym, czego była… Jedynie cząsteczką. Czymś, co teraz było dla niego… Jedynie przenośnikiem tych dobrych wspomnień. Tęsknił za tym, jak spali razem, przytuleni w legowisku terminatorów… I nawet jeśli teraz miało to wrócić… Brakowało mu entuzjazmu, którego się po sobie spodziewał. Ciepła, rozlewającego się po całym ciele. Zamiast tego był… Jeden wielki brak, pustka. Chłodne przyjęcie faktów, dobrej nowiny.
Może po prostu życie nad wyraz przykładnego wojownika go wypaliło.
Strzepnął uchem, słysząc, jak ta mówi o tym, że… Inni również nazywają ją Ślimaczek. Jego uśmiech zbladł, a ostatecznie znikł, wraz z zazdrością, która zaczęła nagle w nim rosnąć.
— Czyli nie jestem jedynym, który cię tak nazywa? — przekrzywił biały łeb, z lekka mrużąc błękitne ślepia, które taksowały szylkretkę z… Rozczarowaniem. Co miał powiedzieć? Właśnie dowiedział się, że jego słowo, jego określenie… Nie było zarezerwowane tylko dla niego, w przeciwieństwie do tego, którego używała kotka. Bo nie pozwoliłby, aby ktokolwiek inny tak na niego mówił. Ba, był nawet zdolny stwierdzić, że dosyć by go to… Zirytowało. Prychnął cicho, próbując tym samym wypuścić z siebie kipiącą zazdrość i… Poczucie niesprawiedliwości, o tak trywialną sprawę. Dlatego też... Prędko postarał się odwrócić od niej swoją uwagę.
— Jeżeli jest się tak... Pozytywnie nadgorliwym jak ja, to... Obowiązków zawsze jest dużo. Do tego stopnia, że nie odczuwa się, gdy jest ich więcej. A nawet jeśli to... Lubię przekraczać własne granice, tak dla czystej satysfakcji — nie uginać się pod ciężarem, nie poddawać, robić jak najwięcej. Wiecznie zajęty, wiecznie zapracowany. Nuda rzadko kiedy mu groziła. I mimo napiętego grafiku... Zawsze starał się zagospodarować trochę czasu dla siebie – ten tak właściwie wykorzystywał teraz, oczywiście bez uprzedniego zaplanowania, co zapewne sprawi, że w przyszłości odpoczynek będzie niemalże niewykonalny. Oby tylko to poświęcenie nie poszło na marne. Mogłoby się wydawać, że kocur zakończył już uprzedni temat – odwrócił łeb, swoją uwagę skupiając na zamarzniętym zbiorniku, gdy nagle odwrócił się w stronę kotki, jakby w przypływie pewnej realizacji jakiegoś faktu, który mu umknął. Paru kluczowych słówek, na które przymknął oko.
— Nie martw się, też nie dostałem terminatora zaraz po mianowaniu. Musiałem... Trochę sobie poczekać. Ale najwidoczniej w moim przypadku to nie renoma grała rolę, a zwykłe szczęście... Czy też więzy krwi, zważając, że ukochany synek przywódczyni dostał ucznia jako świeżo upieczony wojownik — strzepnął ogonem po nieświadomym skierowaniu całej uwagi na siebie, mimo tego, że cała ta sprawa dotyczyła kotki. Nie wiadomo, czy zrobił to w formie wsparcia, czy też chęci uzyskania od Ślimaczek komplementów, utwardzenia w przekonaniu o tym, że jest jednym z najlepszych, o ile nie najlepszym. Mimo tego, że większość była... Przeciwko niemu.
Zaśmiał się pod nosem, słysząc oburzenie przyjaciółki, która sprawnie wyłapała do kogo skierowane było dosyć ogólnikowe ostrzeżenie.
— Twoje słowa ranią mnie gorzej niż ciernie... Co za oszczerstwa! — rozbrzmiało zaraz, w formie widocznie sarkastycznego i przekoloryzowanego protestu — Posądzasz mnie o tak okrutne rzeczy moja gwiazdeczko! Skandal!
Zaraz to jednak wybuchł śmiechem, rzucając jej ukradkiem żartobliwie lekceważące spojrzenie, sprawnie dołączając się do jej zabawy w kłamstewka. Oko za oko.
Słysząc jej ostatnie oświadczenie nie zastanawiał się ani chwili. Prędko też wyłapał o kim mówiła opisując leciutkiego, mniejszego kota.
— Może tak... Z kilkanaście księżyców temu. Jak jeszcze byłaś taką małą, pstrokatą kuleczką z powykręcanymi uszkami chcącą dać nogę z kociarni — rzucił dokuczliwie, przypominając sobie ich pierwsze spotkanie i... Ślimaczek, jako małą larweczkę, która zbudziła go w nocy. Usiadł obok niej, opierając swoją brodę o jej głowę i wpatrując się w ich ledwie widoczne odbicia w zamarzniętej tafli, jednak nie miał zamiaru ponownie wspominać dawnych czasów, może i tym razem bardziej szczegółowo, bo był jeszcze na to... Za młody. Przymknął oczy, w ciszy ciesząc się jedynym źródłem ciepła, jakim była dla niego w tej chwili Ślimaczek.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Poczuła jak potężna fala pozytywnych emocji zalewa ją, gdy Nagły Grad zaczął chichotać. W sumie to się... Nie spodziewała. To znaczy, zawsze miała go za tego poważnego typa, który rzadko kiedy się śmieje albo chociażby uśmiecha. Świadomość, że udało jej się go rozbawić, choć w pewnym stopniu, napawała ją nie tylko radością, ale również czymś... Miłym i przyjemnym. Po raz kolejny szeroko się uśmiechnęła.
- Ho! Wcześniej o tym tak nawet nie myślałam! Na pewno masz rację! - Powiedziała, nie kryjąc szczerego zaskoczenia. No i to by wszystko wyjaśniało! Tą dziwną reakcję jej ówczesnego towarzysza. Stary zazdrośnik...! I głupiutka ona, że wtedy się o tym nie zorientowała. Rany, Gradzik jest taki inteligentny... No, mogła mu tylko pozazdrościć!
Przyglądała mu się przez cały czas i widząc, jak jego uśmiech maleje, a ostatecznie znika z twarzy, sama również przestała się uśmiechać. W jej oczach pojawiło się najpierw zdziwienie, a zaraz po tym zmartwienie. Nie wiedziała czego się spodziewać i w pierwszej kolejności założyła, że... Po prostu powiedziała coś nie tak. Gradzik obserwował ją z takim... Rozczarowaniem, a jego słowa wskazywały, że wcale nie jest zadowolony. Ah, a więc to o to chodziło. Do tej pory myślał, że per Ślimaczek jest zarezerwowane tylko dla niego. Kurde. Głupio wyszło. Z jakiegoś powodu szylkretka poczuła się winna całej tej sytuacji i... Cóż, od razu przeszła do szukanie dobrego rozwiązania. Tak przecież tego nie zostawi!
- No... Jeszcze tatko i Kózka. I Krecik też tak mówiła, gdy jeszcze... Była. - Po długim milczeniu zaczęła mówić, dość ostrożnie, a nawet ciszej niż poprzednio. Nie tylko ze względu na zaginioną siostrę, o której wspomniała, a również przez fakt, że... No, nie chciałaby, by Gradzik miał jej coś za złe! Poza tym obawiała się, że jej słowa wcale nie polepszą sprawy, a tylko ją pogorszą. Jedna wielka niewiadoma.
Skinęła krótko głową, ale na pewno nie był to ruch energiczny. Raczej taki spokojny, a nawet ciut niepewny. Zupełnie tak, jakby obawy sprzed chwili wciąż ją dręczyły... Co tak właściwie jest prawdą. Nie potrafiła się tego pozbyć, mogła jedynie próbować stłumić, na przykład poprzez odwrócenie uwagi i skupienie się na następnych, nowych słowach białowłosego wojownika.
- Mam nadzieję, że się nie przepracowujesz, Gradziku... - Zerknęła na niego ukradkiem, ponownie ze zmartwieniem, ale tym razem spowodowanym tylko jego... Ewentualnym stanem. Od razu pomyślała sobie, że kocur chodzi zmęczony, bo zbyt dużo na siebie bierze. To byłoby w jego stylu, szczególnie że sam to potwierdził. Nic więc dziwnego, że się martwiła, skoro tak bardzo jej zależy!!
Słowa białowłosego były pewnego rodzaju wsparciem i... Ah, kolejny raz została, można powiedzieć, że rozgryziona. Sprawnie domyślił się, że jej wzmianka dotycząca terminatora wcale nie było przypadkowa. No cóż, kolejny raz została, niestety, boleśnie uświadomiona, że powinna być... Ostrożniejsza. Zakładając oczywiście, że to dobre określenie. W każdym razie, nawet będąc pewną, że Nagły Grad już wszystko wie, nie chciała przyznawać się do swojego... Problemu. Coś pchało ją do brnięcia w własne kłamstwa. Być może to, że nie chciała, by jej problem stał się też... Jego zmartwieniem. To byłoby całkowicie zbędne.
- Oj tam! Ja się wcale tym nie przejmuję...! Wiesz, jeśli nie dziś to następnym razem, co nie? Przynajmniej mam trochę czasu, by przyzwyczaić się do nowej rangi i w ogóle. No i po... NOCNE CZUWANIE, TOTALNIE O TYM ZAPOMNIAŁAM. - Jak widać chciała powiedzieć coś innego, jednak ta myśl graniczyła z inną i... Cóż, nagle przypomniała sobie o męczącej tradycji, którą winien jest wypełnić każdy nowy wojownik. Huh. Lekko zniszczyło jej to humor. No bo jak to tak... Cała nocka poza ciepłym legowiskiem? Siedząc na zewnątrz, nieruchomo i w milczeniu? Chyba się zanudzi na śmierć i co najmniej kilka razy zapadnie w mikro drzemkę...
Psotny uśmieszek pojawił się na jej twarzy, gdy Gradzik pociągnął dalej ten... Teatrzyk. Podobało jej się takie droczenie i fakt, że nie zostało zduszone już w zarodku. I, jak można się spodziewać, nie zamierzała tego przerywać!
- Ah tak? A ja widzę to wszystko w twoich oczach, Moja Gwiazdeczko! Nie uciekniesz! - Figlarne iskierki pojawił się w jej złocistych oczach. Zadziorny uśmieszek nie schodził z kolorowej mordki ani na chwilę. Ślimaczek postąpiła długi krok w przód, by niebezpiecznie blisko zbliżyć się do Nagłego Gradu i, nawiązując do swoich słów, spojrzała mu prosto w oczy. W te lśniące, niebieskie gały. A swoje rozszerzyła aż przesadnie, chcąc pokazać to... Teatralne zaangażowanie w sprawę. Zaraz jednak poszła za śladem kocura. Pozostawiła w spokoju jego przestrzeń prywatną i również wybuchła śmiechem. Miło tak pożartować, jak dwa, małe kocięta. Czuła się z tym jak ryba w wodzie i była zadowolona, że dotąd spokojny i dorosły Grad również się w tym jakoś odnalazł. A może nigdy nie był taki poważny, jak zakładała?
- Pamiętasz!! Ty też byłeś wtedy, co prawda nieco większą, ale puchatą, uroczą kuleczką!! - Rzuciła, bez protestów pozwalając kocurowi oprzeć brodę o czubek jej głowy. Ah, ta różnica wzrostu! Fala ciepła zalała całe jej ciało, zmuszając ją do, tym razem, nieco zawstydzonego uśmiechu. Choć najchętniej, gdyby tylko mogła, zaczęłaby krzyczeć z tego... Sama nawet nie wiedziała z czego i skąd ogóle nabrała takiej ochoty. Bo to chyba nie jest do końca... Normalne? W każdym razie, jej serduszko lekko przyśpieszyło, co oczywiście próbowała natychmiast opanować... Ale zamiast tego kilka razy musnęła Gradzika ogonem po boku. Dobre i to!
Księżyce: 95 Mistrz: Psie Serce (Gwiazda) Płeć: kocur Matka: Zwiędła Łodyga Ojciec: Orli Szpon Partner: Ślimacza Skorupka Trwałe urazy: Cztery blizny przecinające pysk; jedna z nich przecina pozostałe na skos || Blizna po ugryzieniu psa okalająca lewe oko || Odgryziona 1/3 ogona (-1 Zr) || blizny na przednich łapach || Rozległe, trzy blizny na udzie. || Wieczna chrypa
Księżyce: 95 Mistrz: Psie Serce (Gwiazda) Płeć: kocur Matka: Zwiędła Łodyga Ojciec: Orli Szpon Partner: Ślimacza Skorupka Trwałe urazy: Cztery blizny przecinające pysk; jedna z nich przecina pozostałe na skos || Blizna po ugryzieniu psa okalająca lewe oko || Odgryziona 1/3 ogona (-1 Zr) || blizny na przednich łapach || Rozległe, trzy blizny na udzie. || Wieczna chrypa
białe, zaniedbane, poszarpane, długie futro || niebieska plama pod okiem w kształcie serca || zgrabny, choć odrobinę przysadzisty || trójkątna głowa || błękitne, zmęczone oczy || szpiczaste, duże uszy cztery blizny przecinające pysk; jedna z nich przecina pozostałe na skos || blizna po ugryzieniu psa okalająca lewe oko || odgryziona 1/3 ogona || blizny na przednich łapach || rozległe, trzy blizny na udzie [KP]
Sasafras, Qnik [kc] | Gawronia łapa, Ringo [nkt] i inni
Machnął ogonem, gdy Ślimaczek wspomniała o swojej siostrze, a prędzej jej szczątkowych pozostałościach w jej pamięci. Wychodziło na to, że mimo wszystko był w tym... Bliższym kręgu, jeżeli chodziło o nazywanie kotki zdrobnieniem, jednak mimo to... Nie potrafił wykazać zrozumienia dla takiego obrotu sprawy. Dopuścić do siebie, że nawet jeśli nie był w tym gronie sam, to i tak szczycił się wyjątkowością – bo nie należał do rodziny kotki, która stanowiła jego wąską populację. Puścił mimo uszu nawet jawny fakt, że Ślimaczek posmutniała wspominając swoją siostrę, która cóż... Była, alę zmyła... Ładniej - zaginęła. Skupił się na tym, że jej postać w ogóle się tu pojawiła. Napięta szczęka i długa cisza wskazywała na to, że zacisnął zęby – wręcz boleśnie, jakby chąc uniemożliwić jakimkolwiek słowom wyjście z jego ust. Najpewniej dlatego, że na wspominkę o zaginionej siostrze mimowolnie sam przypomniał sobie swoje rodzeństwo z miotu, niegdyś będące jego największym wsparciem, które go zostawiło. Które jego rodzice chcieli marnie zapchać... Bandą wypłoszy, zgniłych, gorzkich owoców. Patrzył się tak na nią, z trudem tłumiąc w sobie złość, przeradzając je w rozczarowanie, epatujące nieprzyjemnie ze wszystkich stron, by w końcu...
Przerwać napiętą nić konfliktu, – która powoli tkała wyjątkowo brzydki koc, rzucający na nich cień wszelkich potencjalnych, nieprzyjemnych scenariuszy, które zaraz mogły się rozegrać– ciężkim "Wybacz".
— Wolałbym mieć cię dla siebie, mimo wszystko — wypadło z nutką szorstkości, kontrastującą z delikatnym – wręcz nazbyt – brzmieniem tych słów, zbliżającym się do niezbyt pewnego półszeptu — Nie zostawiłbym cię nigdy tak jak twoja siostra. Tak jak... Inni zostawili mnie. Nie zrobiłbym ci tego. Zasługuje na... Więcej, bo dałbym ci... Wszystko, zrobił wszystko
Mówił nieskładnie, jego wypowiedzi nawet nie dało się uznać za magicznie enigmatycznie. Prędzej... Bełkotliwie, niezrozumiale. Nie potrafił niczego dobrze ułożyć – jego umysł wciąż widocznie był zszargany wcześniejszym, nagłym napadem złości, skupiając się tylko na jej powodzie. Serce mu kołatało, nieprzyjemnie dzwoniąc w uszach, przez co nie mógł nawet dobrze usłyszeć słów, które padały z jego własnego pyska. Samolubnego wyznania, pochodzącego z palącej głębi. Żagwi, wciąż jarzącej się w samym środku jego serca, wrzuconej w jego przepaść. Chęci posiadania kogoś jako bezgranicznej podpory, która nie złamie się pod żadnym naciskiem – nawet tym, który nakładał będzie na nią specjalnie. Nie patrzył na Ślimaczek jak na ideał tego pojęcia, a prędzej – jak na jedyny wybór, jaki miał. Ten, którego musi pilnować, aby go nie stracić. Nie, kiedy kotka pokazała, że i jej choć odrobinę zależy.
Westchnął, wypuszczając nadmiar nagromadzonego powietrza z płuc. Posyłając jej delikatny uśmiech, gdy ta po raz kolejny wyraziła swoją troskę.
— To nieistotne, Ślimaczku. Zawsze liczy się efekt, nie praca. Nikt nie będzie patrzył na to, czy się przemęczam, tylko na to ile zdołam zrobić, na efekty. — patrzą tak okropnie ilościowo. Kochana Ślimaczek nawet słowami nie mogła go odciągnąć od pracy, bo... Ciężko było wyplenić brutalną ideologię wpajaną od najmniejszych lat; chwasty. A Grad mimo swojej nieskazitelnej bieli, tak perfekcyjnej prezentacji... Był w pełni nimi porośnięty.
— To dobrze, nie powinnaś się tym zadręczać, bo - oh — przerwał, gdy Ślimaczek głośno przypomniała zarówno sobie, jak i jemu o... Kluczowym elemencie, który im umknął. Nocne czuwanie, coś, co było zapisane nawet w kodeksie wojownika. Nie mógł się przyznać do tego że... I jemu z głowy wyleciał tak istotny fakt.
— M-Myślałem, że o tym pamiętasz... — skłamał, mimowolnie ujawniając pewną niepewność w swoim głosie, wynikającą z tego, że... Został wzięty zupełnie z zaskoczenia, a w tym przypadku nie mógł się przyznać do żadnej winy ze swojej strony. W końcu... Jak by to wyglądało?
Jego uśmiech minimalnie się skrzywił, gdy ta dalej ciągnęła durnowaty teatrzyk.
— Łżesz! — padło dramatycznie, kiedy kotka zbliżyła się do niego. Korzystając z malutkiego dystansu dzielącego go z nią, złączył ze sobą ich czoła, wbijając w nią nieco groźnie swoje ślepia, w formie hiperbolizowanego zawiadomienia o tym, że nie cofnie się od wygranej, ani nie ugnie przed spojrzeniem złotych oczu Ślimaczek.
Parsknął, słysząc jak kotka opisała jego wygląd z czasów młodości.
— Ta, większą? Chyba przerośniętą... Przynajmniej zbyt dużą na spanie w kociarni — rzucił, uśmiechając się pod nosem, wspominając, gdy w wieku dwunastu księżyców... Wciąż sypiał w kociarni. Cóż, nie miał zamiaru się nikomu tym chwalić, a Ślimaczek zapewne jako jedyna zapamiętała tak nieprzychylny mu szczegół.
Zamruczał cicho, czując muśnięcie jej ogona na swoim boku. Mocniej wtulił pysk w sam czubek jej głowy i wręcz z pewnym niepokojem musiał przyznać, że pierwszy raz czuł się w czyimś towarzystwie tak... Przyjemnie. Ślimaczek w swojej prostocie, braku... Zbytniego zaawansowania sprawiała, że on sam paradoksalnie gubił się we własnych myślach, przybierających tok nazbyt prędki i irracjonalny, wręcz sprzeczny. Kotka potrafiła wyciągnąć z niego zarówno to, co najlepsze, jak i... Najgorsze, a on mimo wszystko ciągle chciał przy niej być, nawet podświadomie. Nie potrafił traktować jej jak przyjaciółki, Ślimaczek – bez żadnego trudu – wznosiła się ponad stan tej rzeczy, tym samym zajmując miejsce jako... Ktoś więcej. Wciąż jednak nie potrafił zrozumieć, kim dokładnie dla niego była. I... Wolał trwać w tej niewiedzy, jeżeli znaczyło to trwanie przy kotce.
W tym błogim, beztroskim stanie.
W tym cieple, opiece, których nigdy nie doświadczył.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Ciche "wybacz" było zwiastunem czegoś... Czegoś. Po prostu. Słów, których Ślimaczek w ogóle się nie spodziewała, a już na pewno nie z ust Nagłego Gradu. Nie w taki sposób... I nie w takiej chwili. Mówił tak nieskładnie, tak bełkotliwie. To do niego niepodobne. Bardzo ją zaskoczył, czego nawet nie starała się ukryć. Wraz z każdą kolejną, pojedynczą literą, która docierała do jej uszu, jej powieki rozszerzały się, by w końcu, w tym kulminacyjnym momencie, być rozwarte do tego stopnia, że zaczęły szczypać ją oczy. Kilkakrotnie zamrugała. ...dałbym ci... Wszystko.
Wcześniejsza szorstkość w głosie białowłosego nie miała teraz znaczenia. Przestał się liczyć jego zawód, jego zdenerwowanie i fakt, że było spowodowane właśnie przez samą Ślimaczek. Obawy szylkretki zostały stłumione przez nieznane dotąd uczucie. Zalała ją fala różnych, głównie pozytywnych uczuć... I tego szoku, który czuła. Mimowolnie na jej twarz wstąpił uśmiech, jednak nawet nie wiedziała kiedy się tam pojawił. Był delikatny, zupełnie tak, jakby nie potrafiła zmusić się na nic więcej. Jakby to całe... Tornado emocji postanowiła zatrzymać głęboko w sobie i nie pozwolić, by choć jeden, drobny podmuch wydostał się na zewnątrz. To byłoby głupie. Gradzik na pewno uznałby ją za niepoważną, gdyby właśnie padła przed nim i zaczęła krzyczeć z tej radości i... Ekscytacji. Gdyby rzuciła się wprost na niego, mocno przytuliła i oświadczyła, że już nigdy go nie puści.
- ... - Otworzyła usta, jednak te prędko się zamknęły. Totalnie. Nie. Wiedziała. CO. MU. POWIEDZIEĆ. CZY W OGÓLE POWINNA COKOLWIEK? Co będzie dobre, a co złe? Które słowa będą tymi, które go nie zawiodą? Tak, by nie pomyślał, że jest... Beznadziejna. Słyszała wyłącznie dudnienie swojego serca. Czuła jak pod futrem robi jej się gorąco i to do tego stopnia, że zrobiło jej się niedobrze. Nieprzyjemny uścisk w brzuchu, przyśpieszony oddech. Miała wrażenie, że trzęsą się jej łapy. I chyba zaczęła troszeczkę panikować przez fakt, że po raz kolejny będzie dla niego niewystarczająca. - Muszę siku... - Z trudem wybełkotała, starając się uspokoić stan swojego organizmu. Rzecz w tym, że nie potrafiła skupić się na kilku rzeczach na raz, a więc pomimo zadeklarowania, że musi odejść na stronę, wciąż pozostała na swoim miejscu... A TO SPRAWIAŁO, ŻE SYTUACJA BYŁA JESZCZE BARDZIEJ NIEZRĘCZNA!!!
Wdech. Dwa wdechy.
A Gradzik mówił dalej. Coś tam o pracy, coś o jej słabej pamięci i fakcie, że zapomniała o swoim nocnym czuwaniu. No i kontynuował teatrzyk, do którego go zaprosiła. Rzecz w tym, że Ślimaczek nie było już przy Księżycowym Jeziorze. Obok białowłosego siedziało tylko jej ciało. Nikt już go nie słuchał. Biedna koteczka utknęła we własnej głowie, gdzie wciąż o ściany jej umysłu odbijały się TE słowa. Wszystko to, co usłyszała wcześniej. Próbowała się z tym zmierzyć, jakoś to okiełznać, przetworzyć, zaakceptować, ZAREAGOWAĆ. Bo w tym momencie reakcja była jej jedynym priorytetem. Taka, która go zadowoli i wystarczająco usatysfakcjonuje. Ale za bardzo się w tym wszystkim gubiła... I może też za bardzo przejmowała się rzeczami pozornie nieistotnymi... Czego nie do końca była świadoma.
Księżyce: 103 Mistrz: Śpiewająca Knieja [†] Płeć: kotka Matka: Agrestowy Krzew [†] Ojciec: Zamarznięty Nos [†] Partner: brak Trwałe urazy: częściowa utrata wzrok w lewym oku, brak małżowiny lewego ucha, blizna na lewej stronie pyszczka przechodząca od ucha przez oko aż do linii żuchwy, liczne blizny na pysku i ciele, wyrwany płat skóry od łopatek do połowy grzbietu, ślady ugryzień na tylnym prawym udzie, tylnej lewej kostce i przy nasadzie ogona
Księżyce: 103 Mistrz: Śpiewająca Knieja [†] Płeć: kotka Matka: Agrestowy Krzew [†] Ojciec: Zamarznięty Nos [†] Partner: brak Trwałe urazy: częściowa utrata wzrok w lewym oku, brak małżowiny lewego ucha, blizna na lewej stronie pyszczka przechodząca od ucha przez oko aż do linii żuchwy, liczne blizny na pysku i ciele, wyrwany płat skóry od łopatek do połowy grzbietu, ślady ugryzień na tylnym prawym udzie, tylnej lewej kostce i przy nasadzie ogona
Umięśniona, niska kotka o krótkiej jasnoburej sierści z tygrysim pręgowaniem i jasnozielonkawymi oczami. Biel na pyszczku (czoło i strzałka na nosie), gardło, pierś, palce przednich łap i na tylnych łapach do kolan. Ma wiele blizn, w tym najwidoczniejszą na lewej stronie pyszczka, wiecznie przymrużone lewe oko i brakuje jej lewego ucha. Poza tym na grzbiecie ma ślad po wyrwanym płacie skóry od łopatek do połowy grzbietu, liczne blizny po walkach na pysku, łopatkach i łapach. Puste spojrzenie, pysk pozbawiony większych emocji.
Apatyczna, małomówna i nieufna kotka. Nieprzewidywalna i rozchwiana, ciężko się do niej dostać i jest wiecznie w gotowości czy to do ucieczki, czy ataku. Cierpi na zespół stresu pourazowego, czasami sprawia wrażenie nieobecnej. Ma lekkie problemy z agresją, jednak pozornie niegroźna, raczej melancholijna niż krzykliwa.
- Nie dopowiadaj sobie za dużo - mruknęła, gdy kocur zaczął się ekscytować. - Idę z tobą tylko dlatego, że przegrałam i dotrzymuje słowa. Nie dlatego, że chce - taka była prawda i wolała by wybrzmiała, niż żeby kocur odbierał to jako faktyczną randkę czy, o Gwiezdni, jej realne zainteresowanie. Widziała w nim ledwo podlotka, młodszego brata lub młodszego członka klanu i nikogo więcej. Mimo wszystko jak już zgodziła się na rywalizację i przegrała, musiała ponieść konsekwencje. Znaczną część wypowiedzi Ośmiookiego przemilczała, a gdy ten rzucił coś o poznawaniu się i tym, by powiedziała co lubi, ledwo powstrzymała westchnięcie. Nigdy nie była w takiej sytuacji i nie bardzo wiedziała co powiedzieć i o co poprosić. Nawet gdyby Ośmiooki był starszy i faktycznie nią zainteresowany, byłaby tak samo skonsternowana, jak nie bardziej. To była jedynie głupiutka zabawa, może jakiś sposób na zabicie nudy i wykorzystanie jej. Na samą myśl ogarnęła ją mimowolna frustracja. Nie bardzo też rozumiała co kocur chce ogarniać i dlaczego tak się w to angażuje. Pokręciła delikatnie łbem i podniosła się, idąc obok niego w stronę wyjścia z obozu. Mimowolnie zamyśliła się i zmusiła do wygrzebania z odmętów pamięci cokolwiek, co mogłoby się przydać. Co lubiła? Było jeszcze coś takiego? A zresztą, czy w ogóle dobrze robiła myśląc o czymś takim? Co jeżeli kocur uzna to za zachętę? - Lubię pióra. Chodźmy już - westchnęła i opuściła obóz zaraz za nim, a przez prawie całą drogę do wspomnianego Księżycowego Jeziora była raczej milcząca. Niepokoiło ją chodzenie pod wieczór, do tego w nieznanym towarzystwie. Wiedziała, że sobie poradzi z kocurem, gdyby miał wobec niej... dziwne zamiary, ale wolała by do niczego takiego nie doszło. Czuła, że mogłaby mu zrobić realną krzywdę.
- Idziesz ze mną, bo ja wygrałem z tobą randkę - wyjaśnił jak on to widział z swojego puntu widzenia. Szli, bo Pająk tego chciał, bo to wygrał, bo zwyciężył. Jak zawsze. Niemniej dziwnie czuł się z tym, że kotka czuła się do tego jakkolwiek przymuszona. Ale on nie zrobił niczego złego. Nie wytargał jej siłą, nawet nie przemocowymi słowami. Miała szansę, żeby powiedzieć po prostu nie, w ten, czy inny sposób, choćby mówiąc, że to ona wygrała potyczkę z grzybami. Pająk więc przyjmował, że w jakiś tam sposób się zgodziła, z własnej woli. Nikt jej nie zmusił, nie wmówi mu takiego farmazona. Poza tym, czy on zrobił coś złego? Jest dla niej miły, komplementuje ją i zabiera na spacer. Nie tego właśnie powinna chcieć każda kotka? Zwłaszcza taka, która niedawno wróciła do klanu? Zainteresowania? - Pióra. Czemu pióra akurat? - zapytał, kiedy już dreptali w stronę Księżycowego Jeziora. Trzeba przyznać, że było tu naprawdę ślicznie. Niebo mieniło się na różne kolory, głównie różowy, czerwony i fioletowy, bowiem słońce powoli schodziło na dół. Było też parę chmur, jednak nie przesadnie dużo, dzięki czemu mogli oglądać ten śliczny widok. Nie było jeszcze tak ciemno, by nie widzieli czegoś przed sobą, dzięki czemu Ośmiooki czuł się w miarę bezpiecznie, jednak nie zmieniało to faktu, że widać było jego automatyczną zmianę postawy wojownika - miał postawione wysoko uszy, był napięty, gotowy do ataku w razie niebezpieczeństwa. Oprócz skupiania się na terminatorce, obserwował także otoczenie i reagował na najmniejszy szelest. - Ja się akurat na ptakach nie znam, serio, jedynie czym dla mnie są, to żarciem. Ale nad ranem ładnie nawet śpiewają! Chociaż... zazwyczaj śmierdzą, więc jednak wychodzą u mnie na minus. Ale jeśli lubisz z nich pióra, to spoko, jasne. Niektóre mogą być pewnie... ładne - no, nic dookoła ptaków to na pewno nie jego tematy, bo on miał je najzwyczajniej w świecie w dupie. Były jedzeniem, pożywieniem, nie ozdobą, ale niech będzie. Przynajmniej bardziej oryginalna odpowiedź niż kwiaty. - A ja właśnie lubię wodę, o! Może to dlatego targam cię aż do jeziora. Jedyne, czego zazdroszczę innemu klanowi, to umiejętności pływania, jeżeli chodzi o Rzekę. Serio, Cień jest totalnie NAJLEPSZY z całej czwórki w lesie, ale to, że nie umiemy pływać to akurat TRAGEDIA. Ciekawe, czy oni mogą pływać z rybami obok. Ja bym chciał! A u nas ani ryb, ani pływania. Ale o, o! Psia Gwiazda nauczył mnie wspinaczki. Pewny jestem, że pokonałbym każdego leszcza z innego klanu w tej kategorii - mówił i mówił, bo zauważył, że Żołądź była dość cicha. Spoko, nie przeszkadzało mu to. On mógł paplać ile wlezie.
••• EverywhereI GO, BITC―Salwaysknow, That Charliescene hasgot aWEENIEthat heloves to SHOW!
Lets getthisPARTYstarted, •LETSkeepthem 40sPOPPIN,(What?!)• So just getBUZZEDand stayFUC―D up, WE WILLkeep themPANTIESdroppin!
Księżyce: 103 Mistrz: Śpiewająca Knieja [†] Płeć: kotka Matka: Agrestowy Krzew [†] Ojciec: Zamarznięty Nos [†] Partner: brak Trwałe urazy: częściowa utrata wzrok w lewym oku, brak małżowiny lewego ucha, blizna na lewej stronie pyszczka przechodząca od ucha przez oko aż do linii żuchwy, liczne blizny na pysku i ciele, wyrwany płat skóry od łopatek do połowy grzbietu, ślady ugryzień na tylnym prawym udzie, tylnej lewej kostce i przy nasadzie ogona
Księżyce: 103 Mistrz: Śpiewająca Knieja [†] Płeć: kotka Matka: Agrestowy Krzew [†] Ojciec: Zamarznięty Nos [†] Partner: brak Trwałe urazy: częściowa utrata wzrok w lewym oku, brak małżowiny lewego ucha, blizna na lewej stronie pyszczka przechodząca od ucha przez oko aż do linii żuchwy, liczne blizny na pysku i ciele, wyrwany płat skóry od łopatek do połowy grzbietu, ślady ugryzień na tylnym prawym udzie, tylnej lewej kostce i przy nasadzie ogona
Umięśniona, niska kotka o krótkiej jasnoburej sierści z tygrysim pręgowaniem i jasnozielonkawymi oczami. Biel na pyszczku (czoło i strzałka na nosie), gardło, pierś, palce przednich łap i na tylnych łapach do kolan. Ma wiele blizn, w tym najwidoczniejszą na lewej stronie pyszczka, wiecznie przymrużone lewe oko i brakuje jej lewego ucha. Poza tym na grzbiecie ma ślad po wyrwanym płacie skóry od łopatek do połowy grzbietu, liczne blizny po walkach na pysku, łopatkach i łapach. Puste spojrzenie, pysk pozbawiony większych emocji.
Apatyczna, małomówna i nieufna kotka. Nieprzewidywalna i rozchwiana, ciężko się do niej dostać i jest wiecznie w gotowości czy to do ucieczki, czy ataku. Cierpi na zespół stresu pourazowego, czasami sprawia wrażenie nieobecnej. Ma lekkie problemy z agresją, jednak pozornie niegroźna, raczej melancholijna niż krzykliwa.
Bryzowa Łapa [KRz] | Biała Łapa [NKT]
Przemilczała jego odpowiedź by przypadkiem nie warknąć o jedno słowo za dużo. Przełknęła ślinę i spróbowała spojrzeć na to jak na zwykłe przyjazne wyjście z obozu, a nie randkę. Nie było to trudne, bo wciąż nie dochodziło do niej to, że Ośmiooki widział ją w tych kategoriach. Może dlatego, że odcięła się od tej całej otoczki romantycznego wypadu nad jezioro, zdołała jakoś wysłuchać przydługiej paplaniny kocura? Nigdy nie była rozmowna, a teraz wręcz nie miała ochoty na długie wywody. Jako młoda terminatorka, niewiele młodsza od Ośmiookiego, przeokropnie się jąkała. To akurat pamiętała dość wyraźnie - nie potrafiła wydukać jednego słowa bez irytującego jąkania, które stresowało ją i denerwowało rozmówcę. Nic dziwnego, że nie miała zbyt wielu przyjaciół. Z jej dawną osobowością musiała być niezwykle irytująca. Teraz zresztą... nie było lepiej. - Głównie przez ich wygląd - wzruszyła barkami. - Obserwacja ptaków mnie uspokajała, ale dawno tego nie robiłam. Pióra są po prostu estetycznie ładne dla oka, nic więcej - i tyle. Nie było w tym nic niesamowicie głębokiego, albo zwyczajnie o tym zapomniała, Później mówił Ośmiooki, a Żołądź po prostu go słuchała. Pomiędzy irytacją całą tą sytuacją, pojawiła się iskierka zainteresowania. Temat, który poruszył kocur był... nawet interesujący. Sama od zawsze bała się wody (i wielu innych rzeczy) i wcale nie ciągnęło jej do niej czy do chęci nauki pływania. Ryby również ją obrzydzały, chociaż raz w podróży była zmuszona do zjedzenia kilkudniowych resztek. Była głodna, a nigdzie indziej nie mogła nic złapać. Samo wspomnienie wywołało w niej mdłości, które szybko przełknęła. Wywód o wodzie, jeziorach i wspinaczce skwitowała jedynie spojrzeniem, a następnie zerknęła przed siebie, mimowolnie doceniając krajobraz. Zachody słońca bywały naprawdę przepiękne, a wielobarwne niebo potrafiło urzec nawet koty pokroju Żołądź. Chociaż sama tego nie zauważyła, jej pysk nieco się rozchmurzył. - Próbowałeś kiedyś pływać? - zapytała, nawet na niego nie patrząc. Przypomniała sobie jak przekraczała Czarny Ogon, chcąc umknąć przed lisem i... Zgrzyt. Jej pysk ponownie stracił jakiekolwiek emocje. Zerknęła kątem oka na idącego obok Ośmiookiego w oczekiwaniu na odpowiedź. Skoro już z nim szła to... wolała mówić cokolwiek. Cisza by ją tylko dobiła.
- Aha. Czyli takie babskie sprawy, spoko luz, czaje - wzruszył ramionami. Podziwianie czegoś, bo coś było 'ładne' kojarzyło mu się tylko z babami. On sam jakoś nie zwracał uwagi na takie rzeczy, wszystko co lubił musiało być praktycznie albo wystarczająco spoko i fajne, by faktycznie mógł zwrócić na to uwagę. Ale Żołądź była babą, więc lubiła ładne rzeczy. Logiczne. - Moja siostra to ma bzika na punkcie ładnych rzeczy. Dla niej ona sama musi być ładna, jej imię musi być ładne, mistrz musi być ładny... WSZYSTKO, bo inaczej to jest nieakceptowalne i koniec! Daj se spokój. A najlepsze jest to, że dostała imię BAJORO, więc ja lubię się z niej śmiać, że jest BAJORSONEM. Zawsze się tak śmiesznie denerwuje, gdy tak do niej mówię. A to spoko ksywa! Sam bym taką chciał, ja nie wiem o co tyle szumu! - opowiedział o Połyskującej Łapie z uśmiechem na pysku. Mógł mówić o siostrze nieprzychylnie i cały czas się z nią przekomarzać, ale szczerze kochał pointkę, nieważne jaka by dla niego nie była. - No nie pływałem, sam to bym się pewnie utopił. Z drugiej strony, jak sobie teraz myślę, to pewnie w Rzece wszyscy wyglądają jak mokre szczury. I pewnie po wyjściu z wody wszystko się do nich klei, żwir, piach... bleh. Jednak im tego nie zazdroszczę. Daj spokój. A ty, pływałaś kiedyś?
••• EverywhereI GO, BITC―Salwaysknow, That Charliescene hasgot aWEENIEthat heloves to SHOW!
Lets getthisPARTYstarted, •LETSkeepthem 40sPOPPIN,(What?!)• So just getBUZZEDand stayFUC―D up, WE WILLkeep themPANTIESdroppin!
Księżyce: 45 Mistrz: psie serce, huraganowy szept Płeć: transpłciowy kocur (intensywny zapach ziół) Matka: zwiędła łodyga Ojciec: huraganowy szept. || orli szpon (biologiczny), grad (domyślany) Partner: lisia czaszka Trwałe urazy: chimeryzm; fobia społeczna; urazem jest w ogóle to, że żyje
kościsty, o długich łapach, trochę ponad przeciętną wzrostu | krótkowłosy; z przerzedzonym futrem | chimera (niebieski z bielą x rudy z bielą) | nieregularne łaty bieli na całym ciele | heterochromia: prawe oko błękitne, lewe oko brązowe
wszystko inne wokół łabędziego gniazda włącznie z nim było zajęte to muszę zacząć tu XDDDD
Ogon Czosnek podrygiwał nerwowo przez całą drogę tutaj. Co jeśli Okruszek zostawiając kwiat pod Korzenną Jamą miał na myśli spotkanie jutro, po ceremonii, nie od razu po ceremonii? Co jeśli coś go tu zatrzyma i nie przyjdzie? Ach, ale wtedy - wtedy przynajmniej Czosnek będzie miał czas wszystko wyjaśnić Wiklinie, na spokojnie. Wszystko otaczające tą całą... drobną kontrabandę, i wszystko otaczające jego samego.
Idąc bok w bok z Wikliną, w którymś momencie wijący się w nerwach ogon Czosnek splótł się z ogonem siostry. - Masz piękne imię - mruknął cienko, uśmiechając się nawet delikatnie do siostry. - Pasuje ci. Piękne. Bardzo, bardzo się cieszę... gdyby nie moja ranga, zostalibyśmy wojownikami razem - ale to nędzne ogłoszenie kundla o zakończeniu wojowniczego treningu Czosnkowej Łapie wystarczyło.
Znaleźli się w umówionym miejscu. Teraz tylko czekać na Skruszone Serce. Skruszone Serce... kundel wiedział, co robił. Zrobił to z premedytacją, już on doskonale wiedział i rozumiał, czemu, ale to bez znaczenia. Ignorując kontekst sytuacji - Skruszone Serce było równie piękne, co Wiklinowe Życzenie. - Słuchaj, Wiklinko. Przyjdzie tutaj mój przyjaciel, Okruszek, Skruszone Serce. Jest... kilka bardzo ważnych rzeczy, które chce ci wyjaśnić. Którymi chcę się z tobą podzielić, ale... chcę to zrobić razem z nim. Jest w to wszystko zamieszany. Wiem, że to brzmi dziwacznie, ale musisz mi zaufać - zwrócił się do Wiklinowego Życzenia, wpatrując się w jej jasny pysk. Zrozumie i zaufa, prawda? W końcu to Wiklina, jego Wiklina, jego ukochana siostra.
rewolucjonista i siostra zapraszam <3
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk
Przeciętnego wzrostu, przeciętnej wagi, przeciętnej sylwetki. Długowłosa, klasycznie pręgowana niebieska szylkretka ze sporą ilością bieli. Oczy bladoniebieskie, z brązową otoczką wokół źrenicy.
Rozważna i nieufna. Dobra obserwatorka. Chronicznie zmęczona.
Gliniana Łapa [KC]
Uśmiechnęła się lekko, gdy Czosnkowa Łapa splotła ich ogony. Kilka następnych kroków stawiała nieco bliżej, by móc iść bok w bok, ramię w ramię z siostrą, by czuła jej wsparcie fizycznie. Wiedziała, że nie czuła się dobrze tak daleko od obozu, ale podejrzewała, że było coś bardzo ważnego, coś, co nie mogło dotrzeć do innych uszu, dlatego milczała i nie kwestionowała wyboru miejsca, do którego zmierzały.
- Dziękuję - uśmiechnęła się z wdzięcznością. - To, że o tobie wspomniał, było wystarczające. W moich oczach mieliśmy wspólną ceremonię - dodała, przekrzywiając lekko głowę. A później znów milczała, bo i Czosnkowa Łapa milczała, więc po prostu szły dalej w otoczeniu śpiewu otaczającego ich lasu.
Gdy ich marsz dobiegł końca, a Czosnkowa Łapa od razu wyjawiła, jaki cel miało ich pojawienie się tutaj, a raczej: wprowadzenie do tego, co faktycznie miało nastąpić. A więc dlatego musiały odejść tak daleko, po to ta cała konspiracja. Otworzyła mordkę, by coś powiedzieć, jednak zaraz zmarszczyła brwi, zamknęła pysk i rozejrzała się uważnie po okolicy. Były same.
- Zabronił wam spotykania się. Słyszałam - powiedziała cicho, powracając wzrokiem do mordki Czosnkowej Łapy. - Ufam ci.
x
x
x how do I form a connection when we can't even shake hands? you're like a phantom greeting me. we plot in the shadows, hang out in the gallows, stuck in a loop for eternity.
do you know why the flowers never bloom? will you retry or let the pain resume?