Księżyce: 67 Mistrz: Psia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Gasnący Dech Ojciec: Wielka Stopa Trwałe urazy: Zespół Klinefeltera
Skruszone Serce co prawda dawno wyrósł już z etapu tyciego kociaka lub zupełnie tyczkowatego terminatora, ale jego rozmiary dalej nie imponują - jest kocurem przeciętnego wzrostu o szczupłej budowie ciała. Pasuje to jednak do energicznego, skocznego sposobu, w jaki się porusza. Wprawne oczy mogą zauważyć w jego krokach i przybieranych pozycjach pewną specyficzną manierę, jakby ostrożność, wynikłą z bólu łap.
Ma krótką, buro-rudą sierść z białymi znaczeniami występującymi od podbródka do brzucha i na wszystkich łapach - jako skarpetki oraz drobne miejsca od wewnętrznej strony kończyn. Bura sierść dominuje na bokach i ogonie, ruda - na tylnych łapach, przedniej prawej łapie oraz po prawej stronie pyszczka.
Oczy Okruszka - bo w jego spojrzeniu, wciąż dość naiwnym, dalej najłatwiej odnaleźć kocięcy pierwiastek - są bladozielone, nos - w znaczącej większości różowy, a wąsy białe.
Ktoś mógłby pomyśleć, że w ciele wojownika nadal mieszka kocię. Albo młody terminator. Cóż, kocur nie jest jakoś wybitnie stary, ale wyróżnia się z tłumu swoją ciężką do złamania wiarą w świat i równie trwałym optymizmem, z innej perspektywy nadającym się do nazwania raczej naiwnością. Nie żyje jednak w zupełnej iluzji - urodził się i wychował w Klanie Cienia, ciężko o lepsze miejsce do pozbycia się ślepej wiary w dobro świata - ale dalej najbardziej ceni sobie okazywanie wszystkim dobroci i próby dawania kotom komfortu psychicznego, jakiego potrzebują. Chce uparcie ulepszać świat, w którym żyje, stara się zmieniać myślenie kotów na takie, które pasuje do nieco idealistycznej wizji świata.
Jednocześnie jednak jest bardzo otwarty na ten świat i na innych, próbując respektować ich przestrzeń na tyle, na ile może. Póki nie zapomni akurat o postawionej mu granicy lub o jakimś istotnym elemencie - pomimo wszystkich dobrych cech, nie jest bowiem najostrzejszym pazurem w łapie, często bywa też zapominalski. Stara się jednak, a to, co niektórzy nazwaliby głupotą, nadrabia umiejętnością wprowadzenia nieco bardziej pozytywnej atmosfery, może nawet poprawy cudzego humoru.
Nie jest mimo wszystko wybitnie pewny siebie - często czuje, że traci grunt pod nogami i zaczyna się jąkać albo uciszać, niechętny, by jakkolwiek sprawić komuś przykrość albo popełnić błąd. W takich momentach pomaga mu powrót do podstaw własnego charakteru i uparte trzymanie się swoich wartości oraz próba otwartej, szczerej komunikacji. Jak wykorzysta te cechy rozmówca - to już inna kwestia.
Skruszone Serce zauważył wyjście Czosnek z obozu - a przynajmniej to, co uznał za wystarczający znak, że przyjaciółka ma zamiar iść... gdzieś. Co prawda w towarzystwie Wikliny, ale nowo mianowana wojowniczka należała do kotów, jakie oboje uznawali za godne zaufania. Za takie, które być może wesprą ich sprawę.
Jednak to, że zauważył ich wyjście, nie sprawiło, że pojawił się na miejscu tak szybko, jak mógłby chcieć. Bowiem Czosnek miała rację... kocur nie do końca przemyślał, kiedy chce się spotkać. A gdy dostał pod opiekę kogoś, kto nie wyglądał na skaczącego z radości na myśl o przyszłości, kogoś, kto nieco przypominał mu Śniącą, musiał jakoś upewnić się, że zaczną trening na dobrych warunkach. Dopiero po odstawieniu Niepylak tam, gdzie od teraz należała, w być może ciut lepszym nastawieniu, jego zasoby umysłowe zwolniły się. Czasowe też. Słońce jeszcze nie zaszło, ale powoli do tego zmierzało, kiedy Okruszek pojawił się na miejscu - idąc nieco okrężną trasą, co jakiś czas się rozglądając. Ostatnie długości przedreptał truchtem, gdy tylko dostrzegł czekającą na niego dwójkę. Przynajmniej mało kto mógłby podejrzewać, że wybrał się w to samo miejsce, co one.
- Cześć-cześć! Rany, przepraszam, że tak długo, ale chciałem z Niepylak... nie chciałem tak od razu jej zostawiać, i, o, Wiklinowe Życzenie, jakie to ładne imię, ty też masz terminatora, i gratuluję jeszcze raz, no i! Czosnek! Tobie, tobie też, bo też skończyło się to... no wiesz, przeszliśmy już, przeszliśmy przez trening z nim! - wypluł z siebie, zasapany, nadal funkcjonując na pozostałościach podekscytowania związanego z nowym etapem życia. Powoli dochodziło do niego, jaki temat mieli zamiar omawiać, spotykając się w tym konkretnym miejscu, na dodatek - z nową osobą. Spojrzał na Czosnek, siadając na miejscu i nieco rozciągając łapy, wymęczone po całym dniu. Jego spojrzenie nieco spoważniało, trochę wręcz struchlało, jakby uświadomił sobie, że za dużo gada, kiedy chcą rozmawiać o takich problemach, ale jednocześnie w bladozielonych oczach widać było radość ze spotkania. - Już... opowiedziałaś o wszystkim?
Księżyce: 45 Mistrz: psie serce, huraganowy szept Płeć: transpłciowy kocur (intensywny zapach ziół) Matka: zwiędła łodyga Ojciec: huraganowy szept. || orli szpon (biologiczny), grad (domyślany) Partner: lisia czaszka Trwałe urazy: chimeryzm; fobia społeczna; urazem jest w ogóle to, że żyje
kościsty, o długich łapach, trochę ponad przeciętną wzrostu | krótkowłosy; z przerzedzonym futrem | chimera (niebieski z bielą x rudy z bielą) | nieregularne łaty bieli na całym ciele | heterochromia: prawe oko błękitne, lewe oko brązowe
- ... to była nasza wspólna ceremonia, tak - na pysku Czosnkowej Łapy zamajaczył uśmiech, delikatny, blady, taki zarezerwowany tylko dla najbliższych mu kotów, jak Wiklina. W oczekiwaniu na Okruszka oparł się bokiem o bok Wikliny, chcąc być z nią teraz jak najbliżej. To prawda, że bycie tak daleko od obozu wprawiało jego ciało w stan paniki, ale przy Wiklinowym Życzeniu, jakoś tak, było łatwiej. Ten strach nie był aż tak wszechobecny i aż tak paraliżujący, jak zazwyczaj.
Czekali. Okruszek nie pojawił się zbyt szybko, ale przyszedł, a to było najważniejsze. Aż rozpromieniał na widok swojego przyjaciela na horyzoncie, i gdy ten się zbliżył, młody medyk również podszedł bliżej świeżo mianowanego wojownika. - Już- Okruszek, spokojnie, oddychaj, nie wszystko na raz. Rozumiem. Nie musisz się tłumaczyć, w porządku, usiądź - Czosnek dotknął łaciatym nosem czoła Skruszonego Serca. - Skruszone Serce. Piękne - jeżeli w czymś kundel był dobry, to w imionach.
Czosnek z powrotem usiadł obok Wikliny, zerkając raz na nią, raz na Okruszka. - Nie, jeszcze nie. Czekaliśmy na ciebie. Możemy zaufać Wiklinie, ja jej ufam... bardziej niż sobie - zaczął przebierać nerwowo łapami w miejscu. - Zanim... przejdziemy do tego tematu, to, um. Muszę wam obojgu coś ważnego powiedzieć. Ufam wam obojgu, chcę, żebyście wiedzieli, ja... - gula utknęła mu w gardle. Bał się. Sam nie wiedział, czego - ich reakcji? Zrozumieją. Na pewno. Wiklina go kochała, on kochał ją, a Okruszek był kotem tak dobrym i otwartym, że na pewno zrozumie.
- Zrozumiał...em. Zrozumiałem coś na swój temat. Wiklinko, nie jestem twoją siostrą, tylko... bratem. Jestem kocurem, chcę, abyście... mówili do mnie jak do kocura. Nie mogę tego powiedzieć wielu kotom, to nie może wyjść na jaw publicznie, dotrzeć do uszu Psa, ale- wam mogę ufać. I chcę przy was być autentyczną wersją siebie.
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk
Przeciętnego wzrostu, przeciętnej wagi, przeciętnej sylwetki. Długowłosa, klasycznie pręgowana niebieska szylkretka ze sporą ilością bieli. Oczy bladoniebieskie, z brązową otoczką wokół źrenicy.
Rozważna i nieufna. Dobra obserwatorka. Chronicznie zmęczona.
Gliniana Łapa [KC]
Czas mijał, Skruszonego Serca nie było. Wiklinowe Życzenie przymknęła oczy, gdy Czosnkowa Łapa oparła się o jej bok; wzięła głęboki wdech i po prostu skupiła się na nasłuchiwaniu otoczenia i spędzaniu czasu z siostrą. Ostatnio nie miały zbyt wielu szans na spotkanie dłuższe, niż uśmiechy wymienione gdzieś z dwóch różnych końców obozu, więc to była miła odmiana, by w końcu zwolnić i po prostu być. Zastrzygła uchem i otworzyła oczy, gdy usłyszała zbliżające się kroki. Napięcie z barków, które Czosnkowa Łapa z całą pewnością poczuła, zniknęło, gdy zorientowała się, że to właśnie Skruszone Serce, na którego czekały. Kocur zaczął dużo mówić, przepraszać, Czosnkowa Łapa równie szybko zaczęła go uspokajać; Wiklina uśmiechnęła się lekko i kiwnęła głową na jego gratulacje, ale na raz pojawiło się tyle głosów, że po prostu skupiła się na byciu słuchaczem w tej rozmowie.
Nie spodziewała się natomiast tego, co powiedziała Czosnkowa Łapa. Czy raczej, cóż, powiedział, bo oświadczył, że nie jest kotką, a kocurem. Wiklinowe Życzenie nie rozumiała tego, otworzyła mordkę, by coś powiedzieć, ale ugryzła się w język, nim palnęła coś głupiego. Kochała Czosnkową Łapę niezależnie od tego, jak chciała- chciał, by się do niego zwracała.
- Dziękuję za zaufanie. I- jestem dumna. Że masz odwagę być tym, kim się... czujesz. Zawsze będę cię kochała, niezależnie od tego, kim chcesz być - powiedziała nieco niezgrabnie, bo nie miała pojęcia, jak inaczej zareagować i co powiedzieć, ale chciała, by Czosnek wiedział, że chociaż nie rozumie, to jest obok niego i go kocha, nawet gdyby oświadczył, że od dziś jest prawdziwym czosnkiem, a nie kotem.
x
x
x how do I form a connection when we can't even shake hands? you're like a phantom greeting me. we plot in the shadows, hang out in the gallows, stuck in a loop for eternity.
do you know why the flowers never bloom? will you retry or let the pain resume?
Księżyce: 67 Mistrz: Psia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Gasnący Dech Ojciec: Wielka Stopa Trwałe urazy: Zespół Klinefeltera
Skruszone Serce co prawda dawno wyrósł już z etapu tyciego kociaka lub zupełnie tyczkowatego terminatora, ale jego rozmiary dalej nie imponują - jest kocurem przeciętnego wzrostu o szczupłej budowie ciała. Pasuje to jednak do energicznego, skocznego sposobu, w jaki się porusza. Wprawne oczy mogą zauważyć w jego krokach i przybieranych pozycjach pewną specyficzną manierę, jakby ostrożność, wynikłą z bólu łap.
Ma krótką, buro-rudą sierść z białymi znaczeniami występującymi od podbródka do brzucha i na wszystkich łapach - jako skarpetki oraz drobne miejsca od wewnętrznej strony kończyn. Bura sierść dominuje na bokach i ogonie, ruda - na tylnych łapach, przedniej prawej łapie oraz po prawej stronie pyszczka.
Oczy Okruszka - bo w jego spojrzeniu, wciąż dość naiwnym, dalej najłatwiej odnaleźć kocięcy pierwiastek - są bladozielone, nos - w znaczącej większości różowy, a wąsy białe.
Ktoś mógłby pomyśleć, że w ciele wojownika nadal mieszka kocię. Albo młody terminator. Cóż, kocur nie jest jakoś wybitnie stary, ale wyróżnia się z tłumu swoją ciężką do złamania wiarą w świat i równie trwałym optymizmem, z innej perspektywy nadającym się do nazwania raczej naiwnością. Nie żyje jednak w zupełnej iluzji - urodził się i wychował w Klanie Cienia, ciężko o lepsze miejsce do pozbycia się ślepej wiary w dobro świata - ale dalej najbardziej ceni sobie okazywanie wszystkim dobroci i próby dawania kotom komfortu psychicznego, jakiego potrzebują. Chce uparcie ulepszać świat, w którym żyje, stara się zmieniać myślenie kotów na takie, które pasuje do nieco idealistycznej wizji świata.
Jednocześnie jednak jest bardzo otwarty na ten świat i na innych, próbując respektować ich przestrzeń na tyle, na ile może. Póki nie zapomni akurat o postawionej mu granicy lub o jakimś istotnym elemencie - pomimo wszystkich dobrych cech, nie jest bowiem najostrzejszym pazurem w łapie, często bywa też zapominalski. Stara się jednak, a to, co niektórzy nazwaliby głupotą, nadrabia umiejętnością wprowadzenia nieco bardziej pozytywnej atmosfery, może nawet poprawy cudzego humoru.
Nie jest mimo wszystko wybitnie pewny siebie - często czuje, że traci grunt pod nogami i zaczyna się jąkać albo uciszać, niechętny, by jakkolwiek sprawić komuś przykrość albo popełnić błąd. W takich momentach pomaga mu powrót do podstaw własnego charakteru i uparte trzymanie się swoich wartości oraz próba otwartej, szczerej komunikacji. Jak wykorzysta te cechy rozmówca - to już inna kwestia.
Miał wiele powodów do uśmiechu, komplement na temat jego imienia był jednym z nich. Jego wyszczerz ponownie urósł. Szczerze - nie pamiętał zbyt dobrze faktu, że ich przywódca właśnie taki człon nosił jako wojownik. Pewnie gdyby sobie to przypomniał, miano trochę straciłoby swój urok, póki nie przekułby go w coś nowego. Ale nikt nie postanowił uświadomić kocura, więc ten tkwił w wesołości i dumie, myśląc o sobie jako o Sercu. Chyba faktycznie pasowało.
Uśmiechał się też do Wikliny - od deklaracji Czosnek o zaufaniu, jeszcze szerzej. Następnie jednak wsłuchał się uważnie w kolejne słowa przyjaciółki (jak do tej pory myślał). Kontekst, w jakim normalnie spotykali się w tym miejscu, sprawił, że kocur spiął się lekko, oczekując złych wieści, być może nie tragicznych, ale... jednak. Kolejne zagrożenie albo problem?
Nie, raczej nie było mowy o problemie. Szylkretowa głowa lekko się przekrzywiła, młody wojownik tkwił z dość głupią miną, kiedy Czosnek tłumaczył - tak, tłumaczył, on - że jest kocurem. Przetwarzał informacje, zupełnie niedoświadczony w sposobach postrzegania płci inaczej, niż po zapachu, ale, choć mało rozgarnięty, faktycznie był otwarty. Wiklina uprzedziła go o wiele uderzeń serca - gdy skończyła mówić, Okruszek jakby się obudził i podskoczył, szybko dodając:
- Tak- tak, dokładnie to! W sensie, że będziemy cię kochać i w ogóle, bo ja też!
Najwyraźniej Czosnek nie była jego przyjaciółką. Czosnek był jego przyjacielem! Cokolwiek znaczyła ta zmiana tak dokładnie. W sumie czy musiał to rozumieć? Przynajmniej na ten moment? Kocur wstał, aby delikatnie otrzeć mordką o mordkę przyszłego medyka.
- Dziękuję, że mi ufasz! Że mi zaufaaaŁEŚ!
Księżyce: 45 Mistrz: psie serce, huraganowy szept Płeć: transpłciowy kocur (intensywny zapach ziół) Matka: zwiędła łodyga Ojciec: huraganowy szept. || orli szpon (biologiczny), grad (domyślany) Partner: lisia czaszka Trwałe urazy: chimeryzm; fobia społeczna; urazem jest w ogóle to, że żyje
kościsty, o długich łapach, trochę ponad przeciętną wzrostu | krótkowłosy; z przerzedzonym futrem | chimera (niebieski z bielą x rudy z bielą) | nieregularne łaty bieli na całym ciele | heterochromia: prawe oko błękitne, lewe oko brązowe
Czosnek, w oczekiwaniu na reakcję dwóch z trzech najbliższych mu kotów, wstrzymał oddech. Wierzył, że nie zareagują źle, a jednak nagle w jego głowie pojawiło się tyle różnych scenariuszy - co jeśli będą zadawać pytania? To wtedy na nie odpowiesz. Co, jeśli nie zrozumieją? To im to wyjaśnisz, tak, jak potrafisz. Co jeśli... on sobie to wszystko ubzdurał, impulsywnie, po rozmowie z Huraganowym Szeptem? Zacisnął wargi w cienką, prostą linię, czekając na odpowiedź.
Wiklina odezwała się pierwsza i jej reakcja sprawiła, że Czosnkowa Łapa odetchnął z ulgą; najeżona od kilku chwil sierść na ogonie opadła. Otarł się mordką o pręgowany bark siostry i jeszcze raz westchnął, czując, jak wszystkie nerwy z niego uleciały. Okruszek - tak samo. Byli z niego... dumni, że im powiedział? Tak, jak on był dumny z Huragan? Serce mu zabiło nieco mocniej, gdy drugi raz otarł się mordką, tym razem o Skruszone Serce. - Dziękuję. Dziękuję - głos miał spuchnięty od emocji i chęci płaczu, ale płaczu... takiego dobrego płaczu. Pełnego ulgi. - Całe życie... czułem się jakby moje ciało nie było moje. I teraz zrozumiałem. I... musiałem wam powiedzieć, bo też was kocham. Przepraszam, że tak- tak nagle i w takim miejscu i okolicznościach, ale to tak świeże, i chciałem- - po co on się tłumaczy? Smarknął nagle i uśmiechnął się szeroko. Ależ z niego głupek.
Łapą otarł pysk z kilku łez które po nim spłynęły. Wszystko było dobrze. Jego najbliżsi go akceptują i wspierają i to wystarczyło. Wszystko było dobrze. - Okej. Dziękuję. To... nie o mnie chciałem rozmawiać. Są ważniejsze sprawy. Chodzi o... Psią Gwiazdę - tutaj: zerknął na Skruszone Serce. - Spotykamy się z Okruszkiem po kryjomu. Mamy swój... znak. Taki, który daje temu drugiemu znać, że chcemy się zobaczyć, tu, w tym miejscu. Chcemy- po kryjomu wprowadzić zmiany w Klanie Cienia mimo rządów Psiej Gwiazdy.
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk
Przeciętnego wzrostu, przeciętnej wagi, przeciętnej sylwetki. Długowłosa, klasycznie pręgowana niebieska szylkretka ze sporą ilością bieli. Oczy bladoniebieskie, z brązową otoczką wokół źrenicy.
Rozważna i nieufna. Dobra obserwatorka. Chronicznie zmęczona.
Gliniana Łapa [KC]
Zerknęła na Skruszone Serce, który również wyglądał na zbitego z tropu; jednak gdy i on przyjął jej - to znaczy jego - wyjaśnienia i otarł się mordką o Czosnkową Łapę, Wiklinowe Życzenie mogła odetchnąć z ulgą. Nie rozumiała zupełnie, co to zmieniało. Nie rozumiała, jak to jest nie czuć, że ciało nie jest swoje, że czuje się inną płcią - sama przecież gdy nie zastanawiała się nad tym, nie myślała o tym, że jest kotką i nie poświęcała temu zbyt wiele uwagi, to było naturalne. Nie rozumiała, co daje po prostu nazywanie siebie inaczej, niż wskazywałaby rzeczywistość, zapach... biologia. Ale jeżeli sprawiało to, że Czosnkowa Łapa czuł się lepiej ze sobą, to nie była jej decyzja, by kwestionować jego wybory. Jeżeli chciał być kocurem, to zamierzała to uszanować i zapewnić go, że cały czas go kocha, bo cały czas był jej Czosnkiem. Jej... bratem. W głowie kłębiło jej się wiele pytań, mniej lub bardziej niezdarnych i być może niewłaściwych, zbyt inwazyjnych, może nawet podważających decyzję Czosnka, jednak sama doszła do wniosku, że były one niewłaściwe i nie powinna ich zadawać. A zwłaszcza nie przy Skruszonym Sercu, bo jednak były - do tej pory - siostrami, teraz już siostrą i bratem, jednak łączyła ich inna więź niż z Okruszkiem, który jednak był obcy, spoza rodziny, nie musiał wiedzieć o wszystkim. I ona też nie musiała.
- Nie musisz się tłumaczyć. To dla ciebie ważne, lepiej mieć to od razu z głowy, prawda? - uśmiechnęła się lekko, dotykając ogonem jego pleców, by ostatecznie pozwolić mu opaść na jego ogonie. Dali Czosnkowej Łapie czas na doprowadzenie się do porządku, aż w końcu dotarli do sedna sprawy. Na wspomnienie o Psiej Gwieździe Wiklinowe Życzenie po raz kolejny rozejrzała się czujnie po okolicy, by mieć pewność, że są sami; nie mogła powstrzymać się przed tym, nie była przyzwyczajona do takich... konspiracji i sprawiało to, że dla bezpieczeństwa ich wszystkich chciała kontrolować okolicę. Chciała mieć choćby tę namiastkę kontroli nad sytuacją.
- Macie już jakiś plan? - spytała, ostatni raz skanując wzrokiem okolicę, nim nie powróciła wzrokiem do Czosnkowej Łapy i Skruszonego Serca.
x
x
x how do I form a connection when we can't even shake hands? you're like a phantom greeting me. we plot in the shadows, hang out in the gallows, stuck in a loop for eternity.
do you know why the flowers never bloom? will you retry or let the pain resume?
Księżyce: 67 Mistrz: Psia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Gasnący Dech Ojciec: Wielka Stopa Trwałe urazy: Zespół Klinefeltera
Skruszone Serce co prawda dawno wyrósł już z etapu tyciego kociaka lub zupełnie tyczkowatego terminatora, ale jego rozmiary dalej nie imponują - jest kocurem przeciętnego wzrostu o szczupłej budowie ciała. Pasuje to jednak do energicznego, skocznego sposobu, w jaki się porusza. Wprawne oczy mogą zauważyć w jego krokach i przybieranych pozycjach pewną specyficzną manierę, jakby ostrożność, wynikłą z bólu łap.
Ma krótką, buro-rudą sierść z białymi znaczeniami występującymi od podbródka do brzucha i na wszystkich łapach - jako skarpetki oraz drobne miejsca od wewnętrznej strony kończyn. Bura sierść dominuje na bokach i ogonie, ruda - na tylnych łapach, przedniej prawej łapie oraz po prawej stronie pyszczka.
Oczy Okruszka - bo w jego spojrzeniu, wciąż dość naiwnym, dalej najłatwiej odnaleźć kocięcy pierwiastek - są bladozielone, nos - w znaczącej większości różowy, a wąsy białe.
Ktoś mógłby pomyśleć, że w ciele wojownika nadal mieszka kocię. Albo młody terminator. Cóż, kocur nie jest jakoś wybitnie stary, ale wyróżnia się z tłumu swoją ciężką do złamania wiarą w świat i równie trwałym optymizmem, z innej perspektywy nadającym się do nazwania raczej naiwnością. Nie żyje jednak w zupełnej iluzji - urodził się i wychował w Klanie Cienia, ciężko o lepsze miejsce do pozbycia się ślepej wiary w dobro świata - ale dalej najbardziej ceni sobie okazywanie wszystkim dobroci i próby dawania kotom komfortu psychicznego, jakiego potrzebują. Chce uparcie ulepszać świat, w którym żyje, stara się zmieniać myślenie kotów na takie, które pasuje do nieco idealistycznej wizji świata.
Jednocześnie jednak jest bardzo otwarty na ten świat i na innych, próbując respektować ich przestrzeń na tyle, na ile może. Póki nie zapomni akurat o postawionej mu granicy lub o jakimś istotnym elemencie - pomimo wszystkich dobrych cech, nie jest bowiem najostrzejszym pazurem w łapie, często bywa też zapominalski. Stara się jednak, a to, co niektórzy nazwaliby głupotą, nadrabia umiejętnością wprowadzenia nieco bardziej pozytywnej atmosfery, może nawet poprawy cudzego humoru.
Nie jest mimo wszystko wybitnie pewny siebie - często czuje, że traci grunt pod nogami i zaczyna się jąkać albo uciszać, niechętny, by jakkolwiek sprawić komuś przykrość albo popełnić błąd. W takich momentach pomaga mu powrót do podstaw własnego charakteru i uparte trzymanie się swoich wartości oraz próba otwartej, szczerej komunikacji. Jak wykorzysta te cechy rozmówca - to już inna kwestia.
Czuć się, jakby jego ciało do ciebie nie należało.
To musiało być trudne. Okruszek nadal nie mógł sobie wyobrazić, jak byłoby, gdyby to on musiał funkcjonować w ciele kotki. Albo gdyby czuł się kotką w obecnym ciele. Albo... cokolwiek jeszcze było opcją. Zastanawiało go wiele rzeczy w wyznaniu Czosnka, w jego głowie pojawiało się wiele pytań, jednak jak raz - zdarzyło mu się powstrzymać od kłapania dziobem. Został wynagrodzony uśmiechem, prawdziwym, szczerym, zupełnie niespodziewanym uśmiechem!
Prawie pisnął z zachwytu, widząc ten uśmiech - jak kocię, które właśnie zdołało rozbawić dorosłego.
- Nie masz za co, i się bardzo bardzo cieszę, że powiedziałeeeś, i że ci chyba lepiej! - dokończył jeszcze, wciąż ucieszony. Jeśli to choć trochę oddalało przyjaciela od myśli, że lepiej byłoby mu na Srebrnej Skórce, to wystarczyło.
W końcu nastąpiła jednak chwila na spoważnienie. Tak, jak Wiklina, wojownik rozejrzał się dookoła, przywrócony do bardziej zaalarmowanego stanu.
- Takie... kawałki. Małe kroki. W sensie, ja musiałem zostać wojownikiem, i teraz mogę trochę bardziej... zmieniać koty, przynajmniej te, które będę szkolił. Czosnek zostanie medykiem. - przytoczył część z długiej rozmowy tamtego wschodu słońca. Sytuacja była lepsza. Szła do przodu.
Księżyce: 45 Mistrz: psie serce, huraganowy szept Płeć: transpłciowy kocur (intensywny zapach ziół) Matka: zwiędła łodyga Ojciec: huraganowy szept. || orli szpon (biologiczny), grad (domyślany) Partner: lisia czaszka Trwałe urazy: chimeryzm; fobia społeczna; urazem jest w ogóle to, że żyje
kościsty, o długich łapach, trochę ponad przeciętną wzrostu | krótkowłosy; z przerzedzonym futrem | chimera (niebieski z bielą x rudy z bielą) | nieregularne łaty bieli na całym ciele | heterochromia: prawe oko błękitne, lewe oko brązowe
Nawet, gdyby któreś z nich uznało jego słowa za głupie, abstrakcyjne widzimisię... nie miało to znaczenia, tak długo, jak nie mówili o tym na głos i akceptowali go. A akceptowali. To było najważniejsze. Mówienie do jego jak do kotki, jak do siostry czy córki było bolesne - określanie się kocurem było bardziej... naturalne. Zgodne z tym co czuł. To tyle. Cieszył się, że były w jego życiu koty, które to akceptowały i cieszył się, że Huraganowy Szept go o tym uświadomił.
- Ciężko to nazwać... planem. Kilku wojowników czy nawet ja, jako medyk, którym tak gardzi, my... niewiele możemy zrobić. Ale wpływanie na umysł młodego pokolenia i rujnowanie reputacji Psiej Gwiazdy w ich oczach... bardziej niż zrobił to on sam, oczywiście, uważam, że to krok w dobrą stronę. Samo to, że mimo zakazu kundla spotykam się z Okruszkiem, to już krok przeciwko jego tyranii, tak? To już coś. Wy jako wojownicy możecie ukształtować swoich terminatorów, ja, jako medyk... gdy już otrzymam rangę i imię zamierzam zapytać Gwiezdny Klan. O radę - zdecydował. Tak zrobi: porozmawia z Ciernistym Kwiatem. - Są w Gwiezdnym Klanie koty, które nie popierają Psiej Gwiazdy jako, no... Gwiazdy. To chyba coś znaczy. Nie wiem, ile zdołamy zmienić takim podkopywaniem jego już i tak złej sławy, ale... co innego możemy? Chcę coś zmienić w Klanie Cienia. Żeby nikt nie musiał się czuć tak... zaszczuty we własnym klanie.
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk
Przeciętnego wzrostu, przeciętnej wagi, przeciętnej sylwetki. Długowłosa, klasycznie pręgowana niebieska szylkretka ze sporą ilością bieli. Oczy bladoniebieskie, z brązową otoczką wokół źrenicy.
Rozważna i nieufna. Dobra obserwatorka. Chronicznie zmęczona.
Gliniana Łapa [KC]
Słuchała tego, o czym mówili... i tak naprawdę nie mieli konkretnego planu, a jedynie wyznaczone małe cele. Pracę u podstaw, powolne dłubanie w tej skale tak długo, aż nie wydrąży się dziury, przez którą można przejść siłą. Ale jednocześnie było to zgodne z jej własnymi przekonaniami, tym, co chciała robić nawet i bez wprowadzenia do ich małego kręgu konspiratorów i podżegaczy. Z tą różnicą, że teraz, gdy zostaną wykryci, poleci nie tylko jej głowa - ale ryzykowała również głowami Skruszonego Serca i Czosnkowej Łapy.
- To coś, co sama zamierzałam robić - oznajmiła, przeskakując wzrokiem między szylkretem a bratem. Wierzbowa Łapa jest bystrą kotką, naturalnie stawiała opór kontroli jako efekt wychowania przez Zgniłe Jabłko; należało jedynie tę tendencję do buntu i oporu w niej pielęgnować. - Nawet jeżeli to niewiele, lepiej zrobić coś, niż się poddać bez walki - dodała, kiwając głową. Nawet jeżeli nie uda im się własnymi łapami obalić władzy, bo powiedzmy sobie szczerze: nie mieli na to szans, tak realnie, to jednak mogli podkopać jego reputację, podważyć decyzje, zasiać nieufność i tendencję do buntu. Wzięła głęboki wdech.
- Bądźcie ostrożni. Jestem pewna, że teraz będzie patrzył nam na łapy.
x
x
x how do I form a connection when we can't even shake hands? you're like a phantom greeting me. we plot in the shadows, hang out in the gallows, stuck in a loop for eternity.
do you know why the flowers never bloom? will you retry or let the pain resume?
Księżyce: 67 Mistrz: Psia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Gasnący Dech Ojciec: Wielka Stopa Trwałe urazy: Zespół Klinefeltera
Skruszone Serce co prawda dawno wyrósł już z etapu tyciego kociaka lub zupełnie tyczkowatego terminatora, ale jego rozmiary dalej nie imponują - jest kocurem przeciętnego wzrostu o szczupłej budowie ciała. Pasuje to jednak do energicznego, skocznego sposobu, w jaki się porusza. Wprawne oczy mogą zauważyć w jego krokach i przybieranych pozycjach pewną specyficzną manierę, jakby ostrożność, wynikłą z bólu łap.
Ma krótką, buro-rudą sierść z białymi znaczeniami występującymi od podbródka do brzucha i na wszystkich łapach - jako skarpetki oraz drobne miejsca od wewnętrznej strony kończyn. Bura sierść dominuje na bokach i ogonie, ruda - na tylnych łapach, przedniej prawej łapie oraz po prawej stronie pyszczka.
Oczy Okruszka - bo w jego spojrzeniu, wciąż dość naiwnym, dalej najłatwiej odnaleźć kocięcy pierwiastek - są bladozielone, nos - w znaczącej większości różowy, a wąsy białe.
Ktoś mógłby pomyśleć, że w ciele wojownika nadal mieszka kocię. Albo młody terminator. Cóż, kocur nie jest jakoś wybitnie stary, ale wyróżnia się z tłumu swoją ciężką do złamania wiarą w świat i równie trwałym optymizmem, z innej perspektywy nadającym się do nazwania raczej naiwnością. Nie żyje jednak w zupełnej iluzji - urodził się i wychował w Klanie Cienia, ciężko o lepsze miejsce do pozbycia się ślepej wiary w dobro świata - ale dalej najbardziej ceni sobie okazywanie wszystkim dobroci i próby dawania kotom komfortu psychicznego, jakiego potrzebują. Chce uparcie ulepszać świat, w którym żyje, stara się zmieniać myślenie kotów na takie, które pasuje do nieco idealistycznej wizji świata.
Jednocześnie jednak jest bardzo otwarty na ten świat i na innych, próbując respektować ich przestrzeń na tyle, na ile może. Póki nie zapomni akurat o postawionej mu granicy lub o jakimś istotnym elemencie - pomimo wszystkich dobrych cech, nie jest bowiem najostrzejszym pazurem w łapie, często bywa też zapominalski. Stara się jednak, a to, co niektórzy nazwaliby głupotą, nadrabia umiejętnością wprowadzenia nieco bardziej pozytywnej atmosfery, może nawet poprawy cudzego humoru.
Nie jest mimo wszystko wybitnie pewny siebie - często czuje, że traci grunt pod nogami i zaczyna się jąkać albo uciszać, niechętny, by jakkolwiek sprawić komuś przykrość albo popełnić błąd. W takich momentach pomaga mu powrót do podstaw własnego charakteru i uparte trzymanie się swoich wartości oraz próba otwartej, szczerej komunikacji. Jak wykorzysta te cechy rozmówca - to już inna kwestia.
Najmniej błyskotliwy z całej ich trójki, ale pewnie najbardziej energiczny Okruszek, nie miał nic bardziej konkretnego do dodania. Nie wpadł na żaden konkretny plan, ale wierzył, że jeśli będzie szedł dalej z tym, co wywnioskowali, jeśli będzie wspierać przyjaciela, aby ten zyskał więcej autorytetu jako medyk, i jeśli odpowiednio przygotuje swoją terminatorkę na dorosłe, wojownicze życie (albo jakiekolwiek sobie wybierze) - wtedy posuną cokolwiek do przodu. Wtedy Niepylak pomoże kolejnym kotom i tak dalej, i tak dalej...
- Cały czas patrzy. - westchnął. - Ale dał nam pod opiekę terminatorów! I... to nie będzie nic złego, że będziemy o nich dbać, i starać się, żeby się czuli dobrze ze sobą, i będziemy ich uczyć w ich tempie. Żeby czuli się bezpiecznie. A nie jak na treningu... z nim.
Po chwili milczenia przypomniał sobie element na ceremonii, który zwrócił jego uwagę na kolejnego kota, jakiego Psia Gwiazda starał się wcisnąć z powrotem do szeregu.
- A, właśnie! Czosnek, ciebie trenuje Huraganowy Szept, prawda? Bo na ceremonii mówił tylko o Rwącej Zawiei, znaczy, że to ona ma pozwolić na twoje mianowanie, i nie wiedziałem, czy mi się nie pomyliły imiona, czy...
Księżyce: 45 Mistrz: psie serce, huraganowy szept Płeć: transpłciowy kocur (intensywny zapach ziół) Matka: zwiędła łodyga Ojciec: huraganowy szept. || orli szpon (biologiczny), grad (domyślany) Partner: lisia czaszka Trwałe urazy: chimeryzm; fobia społeczna; urazem jest w ogóle to, że żyje
kościsty, o długich łapach, trochę ponad przeciętną wzrostu | krótkowłosy; z przerzedzonym futrem | chimera (niebieski z bielą x rudy z bielą) | nieregularne łaty bieli na całym ciele | heterochromia: prawe oko błękitne, lewe oko brązowe
- Nie tylko Pies patrzy nam na łapy, tak sądzę. Pamiętacie... Zbutwiałą Łapę? Teraz Zbutwiały Pień. Po dołączeniu do Klanu przyszedł do Korzennej Jamy, pytał o Bobrzy Bór, ale wpadłem na niego ja. Rozmawialiśmy chwilę... zachwalał kundla tak, jakby ten był... jakby był cudem świata, co najmniej wysłannikiem Gwiezdnego Klanu. Nie ufam mu - wyraził swoje przemyślenia na temat dziwnego, obcego kocura na głos. Nie chciał tak myśleć o kocie który rzekomo dopiero wrócił do Klanu po długiej rozłące z rodziną, ale cała ta sytuacja wydawała mu się dziwna. Może był zbyt paranoiczny pod tym względem, może podejrzewał Zbutwiały Pień o cokolwiek zupełnie bezpodstawnie, ale nie podobało mu się to. Nikt, kto otwarcie popierał poczynania Psa, nie był w jego oczach kotem godnym zaufania.
- ... jakie są koty, które możemy w to zaangażować? - stwierdził nagle, po dłuższej chwili ciszy, po dłuższej chwili namysłu. Myśląc o tym całym planie, o tej drobnej, ukrytej rewolucji, Czosnek stresował się niesamowicie. Nie było tego po nim widać, bo całą swoją energię skupiał na tym, aby być w stanie wyartykułować myśli i nie zemdleć z nadmiaru odczuwanych emocji, ale był zestresowany. Mając więcej kotów po swojej stronie czułby się z tym lepiej. Mając więcej kotów po swojej stronie mogliby zacząć snuć faktyczne, realne plany. Tak myślał. - Czaszka. Powiem Czaszce, w swoim czasie, ufam mu. Myślicie, że może... Jaskółka? Migocząca Łapa, znaczy się. Rozmawiała ze mną niedługo po moim mianowaniu na terminatora medyka.
Okruszek poruszył temat, który Czosnkowej Łapie, faktycznie, siedział w głowie bardziej, niż ten by tego chciał. Rwąca Zawieja była traktowana przez kundla jak naczelny medyk, główny medyk, jedyny medyk w Klanie. Cofnął uszy. - Nie, zrobił to z premedytacją. Zapomina... że Huraganowy Szept istnieje. Zapomina, że ma więcej niż jednego medyka - ogon Czosnek poruszył się nerwowo po ziemi, niczym poirytowany wąż. - Nie obchodzi mnie, co powiedział. Tylko Huraganowy Szept ma prawo decydować o tym, czy jestem gotowy do bycia medykiem, czy nie... z całym szacunkiem do Rwącej Zawiei.
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk
Przeciętnego wzrostu, przeciętnej wagi, przeciętnej sylwetki. Długowłosa, klasycznie pręgowana niebieska szylkretka ze sporą ilością bieli. Oczy bladoniebieskie, z brązową otoczką wokół źrenicy.
Rozważna i nieufna. Dobra obserwatorka. Chronicznie zmęczona.
Gliniana Łapa [KC]
To wszystko brzmiało bardzo idealistycznie i miło, ale Wiklinowe Życzenie miała wrażenie, że Skruszone Serce nie do końca pojmował powagę tego, o czym rozmawiali i co zamierzali zrobić. Patrzyła na niego przez chwilę, jednak postanowiła porzucić ten temat. Obawiała się, że Skruszone Serce będzie pierwszym, który podpadnie. Był tak miły, wesoły, otwarty, pozytywny... i z jednej strony zazdrościła mu tej energii, a z drugiej: frustrował ją ten hurraoptymizm. Ale może po prostu to ona zaczęła już gorzknieć i widzieć w pierwszej kolejności szklankę, która jest do połowy pusta.
Zbutwiały Pień. Będzie musiała pamiętać, by mieć na niego oko, może spróbować z nim pomówić, zbadać grunt, po którym kroczyli. Zdaje się, że była najmniej podejrzanym kotem z całego tego konspiratorskiego towarzystwa, więc to mógł być dobry pomysł. Nie podzieliła się nim jednak z resztą grupy, decydując się na zachowanie go dla siebie.
Kto jeszcze mógł do nich dołączyć? Nie wiedziała. Pokręciła głową, bo nie znała kotów na tyle dobrze, by móc to ocenić; nie chciała narażać ich planów na wykrycie. Jej biała brew drgnęła, gdy Czosnek wspomniał o Czaszce; patrzyła na niego przez chwilę, nie do końca pewna, czy był to dobry pomysł, jednak ostatecznie kiwnęła głową, zgadzając się z jego typami. Mogli próbować zapuszczać wici, jeżeli uważali, że będzie to z korzyścią dla ich sprawy.
x
x
x how do I form a connection when we can't even shake hands? you're like a phantom greeting me. we plot in the shadows, hang out in the gallows, stuck in a loop for eternity.
do you know why the flowers never bloom? will you retry or let the pain resume?
Księżyce: 67 Mistrz: Psia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Gasnący Dech Ojciec: Wielka Stopa Trwałe urazy: Zespół Klinefeltera
Skruszone Serce co prawda dawno wyrósł już z etapu tyciego kociaka lub zupełnie tyczkowatego terminatora, ale jego rozmiary dalej nie imponują - jest kocurem przeciętnego wzrostu o szczupłej budowie ciała. Pasuje to jednak do energicznego, skocznego sposobu, w jaki się porusza. Wprawne oczy mogą zauważyć w jego krokach i przybieranych pozycjach pewną specyficzną manierę, jakby ostrożność, wynikłą z bólu łap.
Ma krótką, buro-rudą sierść z białymi znaczeniami występującymi od podbródka do brzucha i na wszystkich łapach - jako skarpetki oraz drobne miejsca od wewnętrznej strony kończyn. Bura sierść dominuje na bokach i ogonie, ruda - na tylnych łapach, przedniej prawej łapie oraz po prawej stronie pyszczka.
Oczy Okruszka - bo w jego spojrzeniu, wciąż dość naiwnym, dalej najłatwiej odnaleźć kocięcy pierwiastek - są bladozielone, nos - w znaczącej większości różowy, a wąsy białe.
Ktoś mógłby pomyśleć, że w ciele wojownika nadal mieszka kocię. Albo młody terminator. Cóż, kocur nie jest jakoś wybitnie stary, ale wyróżnia się z tłumu swoją ciężką do złamania wiarą w świat i równie trwałym optymizmem, z innej perspektywy nadającym się do nazwania raczej naiwnością. Nie żyje jednak w zupełnej iluzji - urodził się i wychował w Klanie Cienia, ciężko o lepsze miejsce do pozbycia się ślepej wiary w dobro świata - ale dalej najbardziej ceni sobie okazywanie wszystkim dobroci i próby dawania kotom komfortu psychicznego, jakiego potrzebują. Chce uparcie ulepszać świat, w którym żyje, stara się zmieniać myślenie kotów na takie, które pasuje do nieco idealistycznej wizji świata.
Jednocześnie jednak jest bardzo otwarty na ten świat i na innych, próbując respektować ich przestrzeń na tyle, na ile może. Póki nie zapomni akurat o postawionej mu granicy lub o jakimś istotnym elemencie - pomimo wszystkich dobrych cech, nie jest bowiem najostrzejszym pazurem w łapie, często bywa też zapominalski. Stara się jednak, a to, co niektórzy nazwaliby głupotą, nadrabia umiejętnością wprowadzenia nieco bardziej pozytywnej atmosfery, może nawet poprawy cudzego humoru.
Nie jest mimo wszystko wybitnie pewny siebie - często czuje, że traci grunt pod nogami i zaczyna się jąkać albo uciszać, niechętny, by jakkolwiek sprawić komuś przykrość albo popełnić błąd. W takich momentach pomaga mu powrót do podstaw własnego charakteru i uparte trzymanie się swoich wartości oraz próba otwartej, szczerej komunikacji. Jak wykorzysta te cechy rozmówca - to już inna kwestia.
Cóż, Okruszek był idealistą, któremu zależało na tym, by wszystkim żyło się miło. A odkąd odzyskał w Czosnku przyjaciela, gdy dokonał pierwszego kroku do buntu, ciężar z jego barków spadł, sprawiając, że powrócił do kawałka dawnego siebie, tego z czasów kocięcych. Jednak mimo tej wiary pilnował się o wiele bardziej, gdy nie przebywał z kotami, którym ufał całkowicie. Gdy nie miał pewności, że Psia Gwiazda ich nie usłyszy, nie zobaczy. Czy optymizm, jaki okazywał, kiedyś ich zgubi? O tym się przekonają.
- Och, on... on mi też mówił o tym, że Psia Gwiazda okazał mu łaskę, że pozwolił mu wrócić. To było trochę smutne, ale... Tak myślisz, że mógłby mu powiedzieć, gdyby wiedział coś o tym, co robimy? Był trochę jak Żołędziowa Łapa, jakby. Zagubiony, i chyba miał złe przeżycia. Nie wiem... będę uważać! - przypomniał sobie paniczną reakcję Zbutwiałej Łapy na wspomnienie o wyjściu poza obóz. Być może kocur miał za sobą naprawdę poważne traumy, a jego przywiązanie do przywódcy wynikało właśnie z tego, że powrót do klanu miał dla terminatora jeszcze większe znaczenie?
Chyba bardziej mu współczuł, niż się bał. Ale Czosnek stanowił dla Skruszonego Serca autorytet i nie miał zamiaru podważać ani jednego podejrzenia przyjaciela. Za to z większym entuzjazmem i przekonaniem pokiwał głową na wspomnienie o Migoczącej Łapie.
- Tak, myślę, że tak! Rozmawiałem z nią jakiś czas temu. I... mówiła, że jest okrutny. Że nie wie, jak został przywódcą. Nie mówiłem jej nic o planie, ale myślę, że byłaby za! - owszem, wspominał o tym, w jaki sposób nie zgadzał się z Psią Gwiazdą... ale to już po tym, kiedy sama Migocząca Łapa ujawniła swoje przekonania. Uśmiechnął się lekko, uświadomiwszy sobie, że ich sprawa zyskiwała coraz więcej potencjalnego wsparcia. Nie miał także wątpliwości wobec Czaszki. Poderwał lekko głowę na myśl o przyjacielu. - Och, właśnie... Prosił, żebym ci coś przekazał, tylko... mówił, że nikt ma nie wiedzieć, więc, och... To żadna zła czy wielka wiadomość, ale, no, prosił mnie. Więc ci później powiem. - spojrzał przepraszająco na Wiklinę. Miał nadzieję, że to, że kotka wie, że czegoś nie wie, nie było jeszcze złamaniem obietnicy danej Czaszce.
Zmarszczył brwi, kiedy Czosnek wyłożył mu to, co sam Okruszek w głębi już podejrzewał. W końcu Psia Gwiazda zagroził wyrzuceniem z klanu nie tylko terminatorowi, ale i Huraganowemu Szeptowi. Dzielona odpowiedzialność. Westchnął, ale przytaknął przyjacielowi. Miał całkowitą rację.
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Wyszliśmy z obozu. Zbutwiały Pień pozwolił mi objąć prowadzenie - a nawet gdyby mi nie pozwolił to i tak bym jej objęła. Poprowadziłam nas więc w okolice Księżycowego Jeziora. O tej porze powinno być tu raczej spokojnie, więc mogłam liczyć na pełną dyskrecję.
Usiadłam gdzieś w ukryciu, aby do nikogo nieodpowiedniego nie dotarła treść naszej konwersacji. Poza tym oddzielona od świata część mogła się przydać, jeśli wszystko poszłoby zgodnie z planem.
- Czy Psia Gwiazda o wszystkim Ci powiedział? Czy zostawił kwestię wyjaśnienia mnie?
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Zdążył już zapamiętać wszystkie ważne punkty na terenach klanu Cienia, ale ten konkretny, do którego zmierzali, zapadł mu od razu w pamięć od razu wyjątkowo mocno – tylko jedno z miejsc przecież mogło nosić imię jego matki. Lub przynajmniej matki Skalistego Zbocza, bo do tego, kto urodził Zbutwiałego Pnia chyba nikt nie miał pewności. Starał się jednak o tym nie myśleć – teraz nie miało to żadnego znaczenia, cokolwiek miało się tu za chwilę wydarzyć nie mogło przecież mieć z nią nic wspólnego. Zresztą tak naprawdę wspomnieć związanych ze swoją rodzicielką nie miał zbyt wiele, poza urodzeniem jego wraz z całym licznym rodzeństwem, nie była zbyt obecna w ich życiu. - Psia Gwiazda przekazał mi jedynie, że mam spotkać się z tobą. Całe wyjaśnienie należy do ciebie. – Odpowiedział, zadowolony, że najwyraźniej moment wyjaśnień w końcu miał nadejść. Już wystarczająco długo był trzymany w niepewności w sprawie tej tajemniczej misji. Kolejne możliwości, o które mogło chodzić przechodziły wojownikowi przez głowę, ale czy którakolwiek miała być tą prawdziwą?
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be