Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Wojownik jest chudej, drobnej postury, trochę mniejszej niż u przeciętnego kota. Futerko ma krótkie o niebieskiej barwie, a około połowy jego powierzchni zajmują białe znaczenia. Charakterystyczną cechą kocura jest to, że owe znaczenia omijają miejsce nad nosem i pod bródką. Uszy są trochę spore a nosek wręcz przeciwnie - mały i różowy z szarą plamką u góry. Oczy o nienasyconym, zielonym kolorze.
Cichy. Tym jednym słowem można opisać większość jego charakteru. Nie wyróżnia się w tłumie, zawsze siedzi gdzieś tam na uboczu niezauważony. Nie jest najlepszym rozmówcą, jednak jest za to dobrym słuchaczem. Uwielbia zdobywać różnego rodzaju informacje, czy to te bardziej przydatne, czy też po prostu... pierdoły. Zniechęcić może jego wiecznie obojętny pyszczek i znudzone oczy. Rzadkością jest w nich zobaczyć jakieś wyraźne emocje, przez co trudno zgadnąć co mu siedzi w głowie.
Jego domysły się potwierdziły, gdy tylko ujrzał przerażoną mordkę kociaka. Mały, samotny, poza obozem... Każdy by pewnie się strasznie bał w takiej sytuacji. Chociaż była to wyłącznie wina matek, że pozwoliły kociakowi wyjść. Oraz wojowników tak wspaniale pilnujących obozu, eh... Nie miał za co obwiniać młodego, bo każdy w tym wieku pewnie chociaż raz pomyślał o ucieczce z obozu, albo o wyprawie w nieznane. Większość z tych wypraw na szczęście się nie dochodziła do skutku, ale zdarzały się takie wyjątki jak przed niebieskim kocurem. Poczekał cierpliwie na odpowiedź kociaka i no tak. Byłoby fajniej, gdyby rzeczywiście się zgubił i złapały go dwunogi i porobiły te dziwne rzeczy, o których słyszał na treningu. Ale nie wypomniał tego kociakowi, bowiem nie chciał go jeszcze bardziej przestraszyć.
- Dobra... Mam nadzieje, że więcej nie wpadniesz na pomysł samotnej wyprawy. Gdybyś na mnie nie trafił to... No skończyłoby się to źle - dodał, próbując przejąć rolę matki, która najwidoczniej również nie nauczyła poprawnie swoich dzieci czego wolno, a czego nie. Jednocześnie nie miał zamiaru bawić się w niańkę i wymieniać wszystkie zagrożenia, które mógł tu spotkać, bo jak wspomniał, młody się już wystarczająco wystraszył. Teraz... Normalny i mądry wojownik by zabrał kociaka do obozu i powiedział jego rodzicom o całym wybryku. Młody za takie coś mógł mieć przechlapane, aleee jako że Dym nie był ani mądry, ani też nie był wojownikiem, wpadł na trochę... zabawniejszy pomysł. Przykucnął przed kociakiem, tworząc z następnych słów wielki sekret.
- Co ty na to, abym ci pokazał kawałek terenów przy obozie? A po tym... Dyskretnie wrócimy do obozu i zostanie to tylko między nami. Tak... byś nie dostał kary - zaproponował. Rozumiał kociaka, chęć zobaczenia świata nawet teraz dla Dymka była nie do wytrzymania. Tylko różniło ich to, że niebieski nie mógł wychodzić poza granice klanu, a rudy poza obóz. Na małym spacerku nic im się nie stanie, prawda?
⋆ ✦ ☁ ✦ ⋆ the citysleepsxxxx xxxxxxxwithautumleaves on thesidestreets,uninvitingnever g onna givei spendmy daysin asummerhaze xxxby the pine trees
nieduży, rudy pręgowany kocur z odrobiną bieli na brodzie i na spodzie łap. Oczy póki co brudnoniebieskie. Futro ma krótkie.
Wścieklica jest kocurkiem raczej dosyć ograniczonym. Ma dość niski iloraz inteligencji, zwykle nie stara się nadrabiać tego cierpliwością czy empatią. Zazwyczaj nie stara się wysilać swoich ograniczonych zasobów mentalnych na rozumienie co bardziej złożonych kwestii. Nie przejmuje się tym, że czegoś nie rozumie. Trudno go przy tym wszystkim obrazić dlatego, że nie rozumie ironii i sarkazmu. Na irytację spowodowaną niepowodzeniami często reaguje agresją lub ucieczką. Brak w nim strachu, co jednak często jest spowodowane głupotą, nie odwagą. Jego charakter na pewno da się do pewnego stopnia utemperować, jeżeli ktoś będzie wyznaczał się odpowiednio mocną osobowością i chęciami.
Rysia Skała [KG], Tundra [KP]
Syn Okopconego Źdźbła uspokajał się powoli, mając poczucie, że zagrożenie właśnie mija. Wziął teraz głębszy oddech by wspomóc stopniowe uspokajanie się. I rozejrzał po okolicy. Otaczały ich ogromne pokryte igłami drzewa. Większe niż jakikolwiek znany mu klanowicz. Ba, rozmiar drzew był dla klanowych kotów zupełnie nieosiągalny, dlatego bardzo zdziwio się, kiedy mama powiedziała mu któregoś dnia, że musi jeść więcej jeżeli chce być wielki jak dąb. Zastrzygł uszkami, uznając że jest to jedna z tych rzeczy, które po prostu są i nie trzeba ich rozumieć. Tak się mówi i tyle. Choć to głupie, nie musiał sobie zaprzątać tym głowy.
Tymczasem jego niebieski towarzysz zaproponował coś, co zrobiło na młodziku ogromne wrażenie. Otworzył szeroko oczy i pyszczek, Zaproponował mu coś, co udało mu się określić tylko jednym słowem:
- PRZYGODA - ryknął ucieszony jak chyba nigdy dotąd w swoim krótkim życiu. Otarł się w tej swojej radości o bok Niknącej Łapy i zamruczał głośno w wyrazie wdzięczności. Miał przeżyć cos ciekawego, odważnego i zupełnie dla dorosłych. Będzie łaził z kotem starszym od siebie o wiele, wiele księżyców, który potraktował go, jak równego sobie i zaufał na tyle, że zdecydował zabrać się na spacer, który dla kociaka był przecież zupełnie zakazany.
Wścieklica i tak nie bał się żadnej kary. Do tej pory nikt nie zrobił mu za żaden z występków krzywdy. Dostawał różne, zupełnie bezbolesne zadania do wykonania. Zanoszenie starszyźnie świeżej zdobyczy ze stosu, układanie nowych legowisk z mchu czy też nie wychodzenie całymi dniami z kociarni. Zupełnie go tego rodzaju restrykcje nie ruszały. Co więc mogło stać się złego!?
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Wojownik jest chudej, drobnej postury, trochę mniejszej niż u przeciętnego kota. Futerko ma krótkie o niebieskiej barwie, a około połowy jego powierzchni zajmują białe znaczenia. Charakterystyczną cechą kocura jest to, że owe znaczenia omijają miejsce nad nosem i pod bródką. Uszy są trochę spore a nosek wręcz przeciwnie - mały i różowy z szarą plamką u góry. Oczy o nienasyconym, zielonym kolorze.
Cichy. Tym jednym słowem można opisać większość jego charakteru. Nie wyróżnia się w tłumie, zawsze siedzi gdzieś tam na uboczu niezauważony. Nie jest najlepszym rozmówcą, jednak jest za to dobrym słuchaczem. Uwielbia zdobywać różnego rodzaju informacje, czy to te bardziej przydatne, czy też po prostu... pierdoły. Zniechęcić może jego wiecznie obojętny pyszczek i znudzone oczy. Rzadkością jest w nich zobaczyć jakieś wyraźne emocje, przez co trudno zgadnąć co mu siedzi w głowie.
Uspokoił się... dobrze. Gdyby Wścieklizna dalej by był przerażony tą całą sytuacją, to by musieli od razu wrócić do obozu. W końcu kto by chciał w przerażeniu zwiedzać nieznane mu tereny. Choć z drugiej strony... Młody uspokoił aż za bardzo. Niebieski terminator lekko zmarszczył nos, słysząc jego donośny ryk. Taki wrzask by mógł obudzić niedźwiedzia albo powrócić do życia kogoś zmarłego, albo dotrzeć do obozu i poinformować znajdujących się tam wojowników, że kociak grasuje po terenach. Skrzywiony terminator posłał młodemu ostrzegawcze spojrzenie, a z jego pyszczka wydostało się krótkie "ciii" - pamiętaj, ma to zostać między nami - dodał, pokładając jakiekolwiek nadzieje w rudym. Chociaż czego oczekiwał od takiego małego kociaka? Że się posłucha? Miał z cztery księżyce, nie ma mowy, że się nie podzieli ze znajomymi, że był na przygodzie życia. Ehh, w co się syn kruchego listka wpakował. Nie zareagował jakoś specjalnie na przytulenie kociaka, po prostu wstał i się lekko wyprostował.
- W tamtą stronę znajduje się wejście do obozu - wskazał głową mniej więcej kierunek. Wejście znajdywało się około dwie odległości drzewa, więc nie powinni mieć większego problemu, by się tam później dostać - a my pójdziemy tam, zrobimy kółko dookoła obozu - zaproponował, a następnie powolnym krokiem w przeciwnym kierunku do wyjścia. Taka drobna wycieczka do obozu. Nie będą zagrożeni jakimiś drapieżnikami, ani też nie będzie to jakaś daleka wycieczka w jedną stronę. Małemu kocurowi powinna wystarczyć tak długa podróż... W międzyczasie dym nie obserwował natury, tylko skupił się całkowicie na rudzielcu. Nie chciał go przypadkiem spuścić z oczu, bo wtedy by dopiero miał przerąbane.
⋆ ✦ ☁ ✦ ⋆ the citysleepsxxxx xxxxxxxwithautumleaves on thesidestreets,uninvitingnever g onna givei spendmy daysin asummerhaze xxxby the pine trees
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
No tak, co się mogło stać? Mógł się stać na przykład zakłócający wszechobecną, spokojną ciszę lasu śpiew! Na początku nie wydawał się być niczym więcej ponad szumem wiatru w jeszcze łysych gałęziach; dopiero potem, wraz z nieokreślonym zapachem, do uszu kotów dobiegło niezbyt melodyjne nucenie.
- ... leśne drogi! Tam, gdzie jest mój dom, zachodni las, łooo!... - głos był zachrypnięty do ekstremu, nie trzymał się żadnej istniejącej tonacji i ogółem brzmiał bardziej jak skrzeczenie śmiertelnie chorej wrony, niż jak głos kota. A był to bez wątpienia kot, którego też terminator i kociak po chwili już ujrzeli z oddali; po terenach Cienia beztrosko spacerował sobie szary, żylasty kocur, którego szyję otaczała słabo widoczna z tej odległości obroża i który to śpiewał na całe gardło, zapewne płosząc wszystką zwierzynę w promieniu kilkunastu długości drzewa.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
nieduży, rudy pręgowany kocur z odrobiną bieli na brodzie i na spodzie łap. Oczy póki co brudnoniebieskie. Futro ma krótkie.
Wścieklica jest kocurkiem raczej dosyć ograniczonym. Ma dość niski iloraz inteligencji, zwykle nie stara się nadrabiać tego cierpliwością czy empatią. Zazwyczaj nie stara się wysilać swoich ograniczonych zasobów mentalnych na rozumienie co bardziej złożonych kwestii. Nie przejmuje się tym, że czegoś nie rozumie. Trudno go przy tym wszystkim obrazić dlatego, że nie rozumie ironii i sarkazmu. Na irytację spowodowaną niepowodzeniami często reaguje agresją lub ucieczką. Brak w nim strachu, co jednak często jest spowodowane głupotą, nie odwagą. Jego charakter na pewno da się do pewnego stopnia utemperować, jeżeli ktoś będzie wyznaczał się odpowiednio mocną osobowością i chęciami.
Rysia Skała [KG], Tundra [KP]
Wścieklica nie miał nic do powiedzenia w kwestii trasy, którą wybrał dla nich Niknąca Łapa. Spojrzał tylko w stronę, którą wskazał głową kocur jako kierunek, w którym będzie musiał biec, jeżeli coś się stanie. Tak przynajmniej on to odebrał, była to dla niego pierwsza myśl. Biegnij, ile sił w łapach w tę stronę, jeżeli poczujesz się zagrożony. Tak też zamierzał zrobić i chwilę później miał już okazję to zrobić. Pieszczoch, o którym Wścieklica nie mógł w tej chwili wiedzieć, że pieszczochem był, zdawał się jeszcze nie widzieć dwóch cienistych kocurów. Rudzielec uniósł nos i powęszył chwilę. Nie czuł zapachu Cienia, co więcej, jako pięcioksiężycowy kociak miał pewność, że kot ten do niego nie należy. Do Cienia znaczy. Wciągnął więc dużo powietrza do swoich małych płuc.
- Ej ty! Tu jest klan Cienia - krzyknął do niego odważnie, zupełnie jakby zapominając o strachu, który rozsądny kot w wieku przed terminatorskim powinien odczuwać. Był za to dumny z siebie, że wypowiedział poprawnie nazwę swojego klanu i że tak dzielnie go broni. Cienki rudy ogonek poruszał się agresywnie w tę i z powrotem. Ewidentnie Wścieklica szykował się do ataku na kocura… cóż.
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Wojownik jest chudej, drobnej postury, trochę mniejszej niż u przeciętnego kota. Futerko ma krótkie o niebieskiej barwie, a około połowy jego powierzchni zajmują białe znaczenia. Charakterystyczną cechą kocura jest to, że owe znaczenia omijają miejsce nad nosem i pod bródką. Uszy są trochę spore a nosek wręcz przeciwnie - mały i różowy z szarą plamką u góry. Oczy o nienasyconym, zielonym kolorze.
Cichy. Tym jednym słowem można opisać większość jego charakteru. Nie wyróżnia się w tłumie, zawsze siedzi gdzieś tam na uboczu niezauważony. Nie jest najlepszym rozmówcą, jednak jest za to dobrym słuchaczem. Uwielbia zdobywać różnego rodzaju informacje, czy to te bardziej przydatne, czy też po prostu... pierdoły. Zniechęcić może jego wiecznie obojętny pyszczek i znudzone oczy. Rzadkością jest w nich zobaczyć jakieś wyraźne emocje, przez co trudno zgadnąć co mu siedzi w głowie.
Nie szli aż tak daleko od obozu, byli z jakieś maksymalnie dwie długości drzewa, dlatego dym tym bardziej nie spodziewał się czegoś spektakularnego. Do jego uszu dotarło nucenie... ochrypłe i średnio melodyjne, brzmiące gorzej niż ostrzenie pazurów o kamień. Krótko po nim zapach, który chyba gdzieś kiedyś czuł... Natychmiastowo kazał się zatrzymać rudemu kocurowi, wystawiając łapę przed nim, by ten nie wpadł na jakiś głupi pomysł, typu walka z nieznajomym. Ostatecznie przed nimi w oddali pojawił się szary, stary kocur z dziwnym... czymś na szyi. Oj, jeżeli ktoś z klanu by usłyszał, że tak blisko od obozu łazi sobie pieszczoch, to na pewno by z kocura zostały tylko kępy futra. Miał już w głowie drobny plan co zrobić, ale został natychmiastowo roztrzaskany, gdy młody otworzył jadaczkę. Wyśmienicie tego brakowało, kociaka drącego się na całą okolicę. Za chwilę rzeczywiście zjawi się ktoś z klanu i cała trójka skończy marnie. Spojrzał ostrym wzrokiem na małego i lekko pacnął go łapką po głowie, by wybić ewentualne głupie pomysły, co mu wpadły do łba - Jak chcesz, by ktoś z klanu nas nakrył i rozerwał tego starca, to się krzycz głośniej - dodał ostro, wyjątkowo ostro jak na niego. Wyśmienicie, ta wycieczka nie mogła pójść lepiej! Szybkim krokiem podszedł do nieznajomego, by móc na spokojnie z nim porozmawiać. Spotkał kiedyś samotnika w środku terenów, więc chyba miał lekką wprawę...
- Przepraszam Pana... ale tak jak młody krzyknął, jest to teren klanu Cienia. Co... Pan tu robi? - zapytał, delikatnie. Wyglądał na starego, ale kto wie. Może jest mistrzem walki i ma w sobie więcej siły niż to chuderlawy terminator i kociak razem wzięci. Nie warto z nikim zadzierać, skoro można rozwiązać sprawę... pokojowo.
⋆ ✦ ☁ ✦ ⋆ the citysleepsxxxx xxxxxxxwithautumleaves on thesidestreets,uninvitingnever g onna givei spendmy daysin asummerhaze xxxby the pine trees
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Śpiew ustał, kiedy krzyk Wścieklicy wstrząsnął lasem; staruszek postawił uszy na sztorc i w paru susach znalazł się przy dwóch kotach. Poruszał się zaskakująco zgrabnie jak na swój wiek; z bliska oboje mogli się przekonać, że kocur nie był wcale szary, a po prostu pokryty grubą warstwą pyłu, brudu i wszelkich paprochów, które tylko odrobinę zasłaniały blizny na pysku. Z wypłowiałej obróżki zwisała cała galeria dziwnych obiektów, począwszy od pozłacanej kulki wydającej dziwne brzęczenie przy potrząśnięciu, przez dziwny, niewielki krążek, aż po włochatą, różową kulkę zawieszoną na łańcuszku.
- Ło że, Klan Cienia, znowu? - zdziwił się wyraźnie. - No to żem zrobił, ale żem pobłądził. Już mogem iść, już, już, ale może panowie będą chcieli cosik na przeprosiny? - zachęcającym gestem trącił kulkę, przy czym wprawił całą obróżkę w brzęczące drgania. -O, takie cudeńko! A jak nie, to kawalątek dalej żem zostawieł skarby!
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Myślał jeszcze więcej niż ostatnio i dopiero niedawno rzeczywiście dotarło do niego, co oznaczało założenie rodziny. Rozmawiał już o tym z rodzicami, w szczególności z Jaskółczym Głosem, podzielając się z nią wszelkimi swoimi obawami i choć wiedział, że da sobie radę, w końcu nie będzie z tym sam. Była Ostra, byli rodzice, myły matki i wszyscy klanowicze, którzy z pewnością nie pozwolą, aby jakimkolwiek kociętom stała się jakakolwiek krzywda. To go uspokajało. Był już dorosły, dojrzały, choć czasem sam w to wątpił. Zaproponował swojej partnerce spacer, wybierając porę idealną - późny wieczór, kiedy słońce dotykało już horyzontu i barwiło niebo na przeróżne kolory, od fioletu po czerwień. Wyszli z obozu, idąc krok w krok tuż przy sobie, a na pysku Polnego mimowolnie trwał subtelny uśmiech.
I kiedy tak szli obok siebie, ocierając się własnymi ciałami o siebie, trafili do miejsca, jakie można było określić jako drobne wzniesienie, gdzie ilość drzew była mniejsza, dająca idealny widok na zachodzące słońce. Gdzieniegdzie usłyszeć mogli ćwierkanie ptaków, choć buro-biały kocur nie potrafił określić konkretnego gatunku, jaki wydawał z siebie te dźwięki, jedno było pewne, atmosfera sprawiała, że serce szybciej mu zabiło. Polny trącił ją czule nosem w policzek, a potem wysunął szorstki język, którym z delikatnością przejechał po miejscu między jej uszami. Mruczał cicho, kojąco, nie chcąc zagłuszać śpiewu i ćwierkania.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Gdy Polny siedział i myślał o rodzinnych sprawach, Ostra starała się już za bardzo nie dumać nad tym tematem. Jeszcze by nagle zobaczyła pewne szczegóły, których wcześniej nie zauważyła i zniechęciła by się do wszystkiego. A po co sobie niszczyć tym humor? W końcu to miało być coś pięknego i wspaniałego dla nich. Nie chciała myśleć już dłużej o tych wszystkich plusach i minusach. Już dawno podjęła decyzje ze swoim partnerem. Po prostu nie chciała psuć sobie humoru. Cieszyła się ze swojej decyzji i wolała by tak zostało.
Więc co robiła Ostra? Najczęściej zajmowała się legowiskiem i samą sobą. Wychodziła na długie polowania i patrole. Tak jak zazwyczaj, nic nowego. To jednak wystarczyło by zapobiec złym myślą i bycie ciągle w dobrym humorze.
Pewnego razu Polny zaprosił ją na spacer. Akurat wtedy była w ich legowisku i czyściła sobie futro. Często teraz przybierała się w różnego rodzaju kwiaty. Nie tylko ona jak i wiele kotek w obozie. Wszyscy się cieszyli z urodzaju jaki nastał. Nie szalała jednak z kwiatami, wkładała tylko kilka sobie do futra. Niestety nie zdążyła przymocować ich dość mocno. Jedynie jeden maczek ostał się jej na głowie. O dziwo jeszcze nie spadł.
Nie zwracała jednak za bardzo uwagi na siebie i swoje kwiatki. Wręcz była zafascynowana tym, że Polny zabrał ją na spacer i sam to zaproponował. Tak dawno razem nie wychodzili! Tęskniła za tymi spacerami. Zawsze mogli wtedy pobyć sami i spędzić miło razem czas.
Szli w jakimś kierunku a Ostra kompletnie nie wiedziała gdzie kocur ją prowadzi. – Gdzie mnie ciągniesz?-zapytała, uśmiechając się promiennie. Buras nie musiał jej odpowiadać, bo po chwili jej oczom ukazało się wzniesienie. Gdy razem weszli na szczyt, zobaczyli przepiękny widok zachodzącego słońca. Dookoła śpiewały przeróżne ptaki. Wręcz był to ptasi koncert miłych dla ucha melodii.
Ostry Kwiat nie mogła się napatrzeć. Słońce biło piękna pomarańczową barwą a niebo gdzieniegdzie robiło się nawet różowe! – Ślicznie tutaj…-powiedziała a następnie popatrzyła się na partnera. –Dawno nie widziałam tak pięknego zachodu słońca.-uśmiechnęła się zadowolona.
Czując jak nos kocura, styka się z jej policzkiem, wojowniczka poczuła jak szybciej jej zabiło serducho. To Polny zabrał ja w tak ładne miejsce. Myśl, że to zorganizował sprawiało, że szylkretka miała motyle w brzuchu.
Polny szybko zaatakował jej czuły punkt co tylko sprawiło kolejną dawkę dreszczy, które rozeszły się po jej grzbiecie.
Otarła się pyszczkiem o żuchwę syna Jaskółczego Głosu i zaczęła cicho mruczeć. Czuła bijące ciepło od ukochanego i poczuła się bardzo bezpiecznie. Będąc tak wtulona w bujną kryzę przywódcy Klanu Cienia, Ostry Kwiat wyłączyła myślenie. Nie myślała już o niczym innym tylko o tej chwili. Chciała się nacieszyć tym zachodem słońca, śpiewem ptaków jak i samym Polnym.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Nie odpowiedział na pytanie Ostrej, zamiast tego spojrzał przed siebie, bo oto ukazał im się widok, dla którego opuścili dzisiaj obóz. To prawda, było pięknie, cała okolica wyglądała żywo i kolorowo, dzięki wszechobecnej zieleni, barwnym niebie i kwiatom rosnącym w poszyciu runa leśnego. – Wolałem wybrać zachód słońca wieczorem, niż palące słońce w południe, teraz jest… przyjemniej. I milej – wymruczał miękko. Nie przepadał za bezpośrednimi promieniami, zwłaszcza przez fakt, że jego futro należało do tych długich i gęstych, które świetnie sprawiało się w zimne i deszczowe dni, w szczególności podczas pory nagich drzew, ale teraz? Było bezużyteczne, a Polnemu zdawało się, że nadmiernie pochłania gorąc. Niemniej jednak ciepłe wieczory były cudowną okazją do spaceru i grzechem byłoby tego nie wykorzystać. – Moja łapa już się w pełni zagoiła i teraz nie zrobisz mi krzywdy – wyszeptał do jej ucha, co mogło być pewną sugestią, choć nie chciał, aby Ostra czuła się teraz przytłoczona jego osobą, wciąż nie chciał naciskać. Jej reakcja na czułości jednak zachęciła go do dalszych działań, choć były one subtelne i delikatne, aby… wybadać grunt. Przejechał kilka razy językiem po jej policzku, a następnie zszedł niżej, na szyję, uważając, aby nie strącić czerwonego kwiatu maku, utwierdzonego w jej gęstym futrze. I tak zapewne trzymał się tam ostatkami sił i zaraz spadnie.
Czuł ciepło, które powoli przemieniało się w gorąc, wszystko z powodu emocji, które rosły w nim z każdym kolejnym uderzeniem serca. Poruszył ogonem, delikatnie muskając jego puszystą końcówką bok i udo kotki. Nie spieszył się i nie był w żadnym stopniu nachalny, mieli tak wiele czasu, który chcieli spędzić razem, że pośpiech był tu zbędny. Mimo wszystko czekał też na jej gesty i działania, bo ona była teraz dla niego najważniejsza.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Oj tak, wieczór był o wiele bardziej przyjemniejszy niż takie południe. Wtedy to chyba się by roztopiła. Teraz musiała się sporo chodzić w cieniu czy wodzie by jakoś przetrwać te upały. Długie, gęste futro ma swoje wady i zalety ale gdy było gorąco Ostra widziała w nim tylko wady. - Trudno się z tobą niezgodzić. - zgodziła się ze słowami kocura. Było o wiele chłodniej. Dzisiaj nawet wiał przyjemny wiaterek.
Kwiaty delikatnie kołysały się na wietrze jak i dłuższą trawa. Ptaszki radośnie ćwierkały i jeszcze ten widok... Czy trzeba było coś więcej?
Po chwili Polny wymruczał Ostrej pewną frazę, która spowodowała szybsze bicie serca. Spojrzała się na niego i uśmiechnęła się subtelnie. - Tak? Daj, sprawdzę. - mruknęła a następnie położyła delikatnie swoją łapę na łapę burasa. - Faktycznie. - uśmiech się szerzej. Oczywiście już sama zauważyła wcześniej, że Polny był zdrów jak ryba. Po prostu to była zgoda na jego główny motyw, który chował się w tym zdaniu.
Zamruczała gdy tylko jej partner przeszedł z jej policzka do szyji. Szorstki język miło głaskał jej skórę. Czuła jak robi jej się gorąco pod futrem. Jednak nie było ono w żadnym stopniu męczące. To był ten przyjemniejszy rodzaj ciepła, które Ostra miała już okazję posmakować nie raz.
Przymrużyła swoje oczy i mruknęła gardłowo. - Widzę, że Polna Gwiazdą chcę spędzić miło ze mną czas... - polizała go po policzku i na chwilę zatrzymała się na nim by spojrzeć w zielone oczy ukochanego. - W takim razie będę musiała spełnić jego prośbę. - przybliżyła się do jego ucha i polizała jego bok swoim szorstkim językiem. - W końcu słowo przywódcy jest prawem... - szepnęła mu uwodzicielsko do ucha. Gdy tylko skończyła to zdanie, delikatnie przygryzła ucho kocura, miarowo przy tym mrucząc.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Parsknął cicho śmiechem, kiedy szylkretka wzięła się za oglądanie jego łapy, na której teraz pozostały jedynie blizny. Cóż, gdyby wciąż miał na swojej kończynie opatrunek, nici ze spaceru. Oczywiście, chodzenie nie było zakazane, ale powinien się był wtedy oszczędzać, a takie szlajanie się nie należało do oszczędzania się. Teraz jednak zamierzał korzystać w pełni ze swobody, jaka do niego powróciła. Spojrzał na ostrą z iskierkami w zielono-żółtych ślepiach, a jego serce z każdym uderzeniem przyspieszało swoją pracę, pompując krew do wszystkich naczyń. Czuł ciepło, czuł żar, a jednak starał się ze wszystkich sił zachowywać racjonalnie i względnie spokojnie. Szepty do ucha tylko go zachęciły,
Mimowolnie napierał na nią swoim ciałem, a Ostra z pewnością była w stanie wyczuć lekkie drżenie jego ciała i głębszy oddech. Mruczał coraz głośniej, jakby chciał zagłuszyć śpiew wszystkich ptaków w okolicy. Sięgając językiem do futra na jej karku, które w pewnym momencie zaczął skubać. Nie był pewien, czy nie robi tego zbyt mocno, dlatego zaczął od jak najdelikatniejszych ruchów, aby z czasem odważyć się i przejść nawet do uszczypnięć. I przez chwilę przez jego umysł przebiegła myśl, ostatnia wątpliwość, czy aby na pewno jest gotowy. Był, z pewnością był, wiedział to.
I pozwolił zadziałać instynktowi. Ponieść się emocjom i być z Ostrą tak blisko, jak jeszcze nigdy nie mieli okazji być.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Ostrej nie opuszczał humor ani dobre samopoczucie. Czuła się świetnie i wiedziała, że lepiej być nie może. Była tutaj razem ze swoim ukochanym i nie potrzebowała nic więcej do szczęścia. Jej oczy jak i Polnego iskrzyły się z emocji. Oboje mimo lekkiego stresu byli podekscytowani. Wiedzieli, ze to co zaraz zrobią będzie coś zupełnie innym niż robili do tej pory. Mieli właśnie złamać wszelkie blokady i nie ograniczać się. Mogli pochłonąć się w swojej miłości nie przejmując się całą resztą. Byli gotowi i zamierzali się cieszyć tą chwilą jak najlepiej tylko mogli.
Ostry Kwiat nie opierała się gdy kocur delikatnie na nią napierał. Położyła się wygodnie na miękkiej trawie i rozluźniła w całości swoje ciało. Bardzo tego pragnęła bo wiedziała, że od tej pory ona i Polny będą ze sobą połączeni na dobre i złe. Nie mieli już nic sobie do ukrycia. Znają siebie w każdym calu i razem będą wychowywać gromadkę maluszków.
Chłodny wiatr muskał jej ciało a woń kwiatów głaskała jej nos. Czuła jak Polny z każdym kolejnym ruchem czuł się pewniejszy i nie blokował tego żaru, który w nim tkwił. Ostra również dała ponieść się emocjom. Wygięła się by móc być bliżej kocura i poczuć jego ciepło na swoim ciele. Serce biło jej jak dzwon i trudno jej było uspokoić oddech. Nie chciała przestać, chciała więcej i być jeszcze bliżej.
Mruczała głośno razem z buro-białym kocurem i po chwili oddała mu się w pełni.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Kto by pomyślał, że bycie w podeszłym wieku może być takie… nudne. No naprawdę! Nic ciekawego się ostatnio nie działo. No może jedynie to, że ostatnio spotkał córkę Pustułki a tak to nic. Kto by pomyślał, że Cień będzie kiedyś taki spokojny. Kiedyś to było! Tyle było ruchu i ciągle toczyły się kłótnie na ceremoniach. Do tego było tyle pięknych kocic i ogólnie był bardzo popularny! A teraz co? Zaliczał się już do tych staruszków… Najgorsze co mogło go spotkać. Eh… Musiał sobie znaleźć coś interesującego jak najszybciej. Bo jak dalej pójdzie to zdechnie z nudy i nie będzie satysfakcji z tych ostatnich księżyców.
No co? Płomyk nie był już młodym paniczem więc myśl o umieraniu no cóż… Nawijała mu się czasem. Ale jak na razie nie musiał się bać. Jeszcze trochę pożyje a przynajmniej tak czuł.
Potrzepał kilka razy głową chcąc wyrzucić te wszystkie myśli. Eh… Przez tą nudę ma za dużo czasu na takie przemyślenia!
Szedł przed siebie aż w pewnym momencie stanął i popatrzył się ku górze. Korona drzew ukrywała go od słońca. Drzewo które rosło obok było dość masywne. Widać było, że trochę tutaj tu stało.
Płonący Las wysunął swoje pazury a następnie wspiął się na jedną z gałęzi. Usiadł i spuścił ogon w dół. Nie był wysoko ale mógł spokojnie obserwować otoczenie z góry. Przyjemny wiatr zawiał mu w pysk przez co wyrwało mu się ciche mruknięcie. Machnął delikatnie ogonem a następnie przymknął oczy, korzystając z przyjemnej atmosfery.
/my bro wirek
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Pod jednym względem Wirek mógłby się zgodzić z Płomykiem - życie z czasem stało się niesamowicie nudne. W jego życie wkradła się rutyna, i to nawet większa, niż jeszcze ze 40 księżyców temu. Wtedy przynajmniej łaził bez celu po terenach, po ziemiach niczyich, wkradał się na siedlisko koni, a teraz? Po pierwsze, jako zastępca, był częściej wymagany w obozie. Po drugie, prowadził trzy treningi, z czego jeden miał co prawda przerwę, przez chorobę Omszałej Łapy, a drugi szedł jak krew z nosa, ale niespecjalnie zamierzał go przyspieszać, a trzeci miał problemy. I to nie byle jakie. Zresztą; stawy też już nie te. Może nie był jeszcze w starszyźnie, i nie wybierał się tam za prędko, aczkolwiek zauważył już od jakiegoś czasu, że wkrada się w nie czasami sztywność, że wskakiwanie wysoko zaczyna mu już powoli sprawiać problemy, mimo że jeszcze nie był w jakimś bardzo zaawansowanym wieku. Ale, nie oszukujmy się, 100 księżyców, moment, gdzie mógłby się ułożyć w obozie i nie wstawać następne 20, by następnie ulecieć do Gwiazd, zbliżał się nieubłagalnie. Kiedy to minęło?
Wybrał się właśnie na krótki spacer, bo miał dzisiaj w zasadzie wolne. Zamierzał przy okazji popolować, ale na razie po prostu parł przed siebie, korzystając z pięknej pogody. Nigdy nie sądził, że przyjemnie ogrzewające jego grzbiet słońce będzie mu sprawiać taką radość, a tu proszę - od razu samopoczucie mu wzrosło, gdy przyszła prawdziwa pora młodych liści, a nie to, co było wcześniej; wietrzne, deszczowe i błotniste. Chyba naprawdę się starzał!
Nie zauważył Płomyka, który chwilę wcześniej wskoczył na drzewo, przechodząc niemal ślad w ślad po trasie, którą teraz zmierzał Wirek. Zresztą, nie patrzył do góry, w korony drzew, bo sam średnio miał ochotę się wspinać, a na ptaki wolał polować, kiedy były na ziemi. Nie trzeba się było namęczyć. Szedł więc przed siebie, nie zarejestrowawszy obecności niedaleko.