Logo Artemidy
Świerczyna
#16
Gdy kotka powiedziała mu o ogonie, postarał się poprawić jego pozycję. W zasadzie do tej pory nie był świadomy, jak bardzo może go kontrolować. Wcześniej czarny ogon działał bardziej... niezależnie. Był bardziej wskaźnikiem emocji terminatora niż narzędziem pracy. Spłycanie oddechu również nie było znanym mu konceptem. Udało mu się chyba to zrobić, ale po dłuższej chwili próbowania, podczas której nie był w stanie skupić się na niczym innym. Jak do cholery koty są w stanie skupić się na szukaniu zwierzyny, uważając na te wszystkie elementy?!
Zakurzona chciała pobawić się w polowanie. Czarno-biały oczywiście nie czuł się na to za stary, ale raczej... miał obawy co do tego, jak wypadnie i czy da radę polować choćby w głupiej zabawie. To wszystko wydawało się takie skomplikowane. Jednak szarej chyba bardzo spodobał się ten pomysł. Dymek nie chciał sprawić jej przykrości albo... albo wyjść na tchórza. - Dobra - odpowiedział więc i uśmiechnął się do wojowniczki. - Zaczynamy? - zapytał i spróbował przyjąć tą całą pozę do polowania. Wiatr w pyszczek, ogon na wysokości grzbietu, płytki oddech i te sprawy - w takim ustawieniu czekał, co teraz zrobi Kurzyk.
[Obrazek: da2f6tm-db3b5e70-83d5-47b8-b22d-3858ea6a...i39GeOOUYo]
Nieważne co mi powiesz
Nie słyszę twoich słów
Stoję tam gdzie stoję
Nie tam gdzie bym chciał
Wolny od urojeń twych
Absurdalny ż a r t
LVL 4 40 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#17
- Zaczynamy! - zaczynamy znów mieć 3 księżyce. - Dolicz trzy razy do sześciu a potem zacznij na mnie polować, zgoda? - zaproponowała z szerokim uśmiechem. Przez chwilę namyślała się jak powinna odegrać zwierzynę, po czym nagle zachichotała. O tak. To jest to. Ugięła łapy, jak w pozycji przyczajania się na zwierzynę, po czym wybiła się z ziemi i wykonała bardzo zgrabny króliczy sus do przodu. I kolejny. I potem jeszcze następny. Patrz Dymek, jestem króliczkiem. Kic, kic. Skórka była bardzo zdeterminowana by idealnie odegrać swoją rolę, żałując że uszy ma przykrótkie i ogon zdecydowanie za długi, ale za to całe to hopsasa wychodziło jej rewelacyjnie. Kic, kic, kic. Z tego wszystkiego zapomniała, że przecież druga strona ma za zadanie na nią polować, zatrzymała się więc i udała, że skubie jakiegoś listka, uważnie nasłuchując, czy uda się jej rozróżnić wśród dźwięków przyrody kroki nadchodzącego terminatora. Żeby performance był w pełni wiarygodny, w pewnym momencie siadła na ziemi, przednie łapki podciągając w górę i rozglądając się, jak to czasem robią króliki. Jeśli Dymna Łapa również zatrzymał wówczas swoje podchody i znieruchomiał, wróciłaby do dalszego niby-skubania, chyba że kocur nadal szedłby w jej kierunku, wtedy na pewno odda jeszcze kilka susów do przodu. Kic, kic.
[Obrazek: ALvCzfY.png]

It's gonna get a little weird,
Gonna have a good time!
I ain't from round here,
I'm from another dimension!


LVL 4 45 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#18
Przedstawienie rozpoczęte. Dymek początkowo zastygł w pozycji, w której stał i jedynie jego czujne, zielone oczy podążały za ruchami Zakurzonej. W górę i w dół, w górę i w dół, kic kic. Dopiero, gdy kotka przystanęła, przypomniał sobie, że grają w tą śmieszną grę zwaną udawanym polowaniem, więc chyba musi robić coś więcej, niż tylko obserwować śmieszne ruchy szarej. Próbował przypomnieć sobie te wszystkie elementy, o których rozmawiali. Pilnować pozycji ogona, spłycić oddech i powoli zbliżać się w stronę swojej "ofiary", ale tak, żeby wiatr wiał mu w pysk. Po jakimś czasie skradania, dość niezgrabnego (ale bardzo się starał!) znalazł się już całkiem blisko szarej kotki. Zatrzymał się nagle bez ruchu. Co teraz? O tym w zasadzie nie mówili i to nieco go zestresowało. Po chwili jednak skoczył w kierunku kotki - to mu podpowiedziała intuicja, w końcu mimo wszystko był kotem, więc powinien mieć chociaż jakieś zalążki instynktu, nie? Wyciągając łapy do przodu wystrzelił więc w kierunku Zakurzonej Skórki, planując popchnąć ją i przewrócić. Chyba to powinien zrobić, co nie?
[Obrazek: da2f6tm-db3b5e70-83d5-47b8-b22d-3858ea6a...i39GeOOUYo]
Nieważne co mi powiesz
Nie słyszę twoich słów
Stoję tam gdzie stoję
Nie tam gdzie bym chciał
Wolny od urojeń twych
Absurdalny ż a r t
LVL 4 40 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#19
No tak, o tym zapomniała. Cóż, nie od dziś wiadomo, że do roli Mistrza póki co średnio się nadawała. Dymek jednak całkiem słusznie domyślił się na czym polegają kolejne etapy polowania. Szara wojowniczka w ogóle nie zorientowała się, kiedy terminator zatrzymał się i spiął mięśnie, szykując się do skoku - czy faktycznie Dymna Łapa wykonał swoje podchody wystarczająco bezszelestnie, czy to może Kurz trochę za bardzo skupiła się na wiarygodnym odgrywaniu zajączka, ciężko stwierdzić. Tak czy inaczej skończyło się to głośnym piskiem ze strony zaskoczonej Skórki, która nagle poczuła na grzebiecie łapy biało-czarnego kocurka. Ciężko było ją przewrócić, gdyż łapy miała ugięte, Dymkowi jednak bez problemu udało się w nią trafić. Szara nie zamierzała poddać się łatwo - wierzgnęła tylnymi łapkami, by nieco odepchnąć od siebie swojego kumpla, a następnie wyskoczyła do przodu, obracając jedynie nieco głowę, by sprawdzić jak zareaguje Dymek i czy przypadkiem nie uderzyła go za mocno i czy zamiast biec za nią nie leży na ziemi obolały i potłuczony.
- Gonisz! - zawołała z uśmiechem na mordce, czekając na jakiś ruch ze strony biało-czarnego, by rozpocząć gonitwę. Nie była najszybsza w Klanie, ale zwinności na pewno jej nie brakowało, więc nim ją Dymek złapie, na pewno trochę będzie musiał pobiegać. Bo przecież nie chodzi o to, żeby zajączka załapać, ale żeby go gonić, prawda?
[Obrazek: ALvCzfY.png]

It's gonna get a little weird,
Gonna have a good time!
I ain't from round here,
I'm from another dimension!


LVL 4 45 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#20
Wystraszył się słysząc piśnięcie Zakurzonej zwłaszcza, że podczas skoku trochę stracił orientację w tym, co się dzieje dookoła. W końcu absolutnie nie chciał jej skrzywdzić! Został nieco odepchnięty przez szarą, co jeszcze bardziej do zdezorientowało. Gonisz! zabrzmiało mu w uszach i minęła dobra chwila, zanim jego mózg zdążył przetworzyć tą informację. Więc to nie był koniec? Skoro kotka jest chętna do zabawy to przynajmniej oznacza, że jest cała i zdrowa i ich małe... zderzenie, jeśli można to tak nazwać, raczej jej nie zaszkodziło. Zielonooki niekoniecznie był przekonany do tej zabawy, ale głupio było mu odmówić, no bo odmawiać kotce i to dobrej znajomej? Jeszcze wyszedłby na gbura. Otrzepał się więc i ruszył, próbując dogonić kotkę, która pewnie zaczęła przed nim uciekać gdy tylko czarno-biały włączył się w tę zabawę.
[Obrazek: da2f6tm-db3b5e70-83d5-47b8-b22d-3858ea6a...i39GeOOUYo]
Nieważne co mi powiesz
Nie słyszę twoich słów
Stoję tam gdzie stoję
Nie tam gdzie bym chciał
Wolny od urojeń twych
Absurdalny ż a r t
LVL 4 40 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#21
Szarej udało się przebiec dwie lisie długości, nim Dymna Łapa dogonił ją i złapał. No trudno, taki los króliczków. Całe szczęście Skórka już dawno wyrosła z myśli pt. "zabijanie zwierzątek jest bardzo dołujące" i wiedziała, że na tym polega życie w lesie i nie ma w tym nic złego - każde zwierzę musi jeść, tak samo jak lisy, rysie i jastrzębie, które polują na takie kotki jak ona. No i teraz nie pozostało nic innego jak odegrać umierającego zajączka. Zwaliła się bezwładnie na ziemię z dramatyczną miną wyrzucając łapki w górę.
- Krew! Krew! - wystękała, odrzucając głowę w tył. - FLAAAAKIIIII - dramatyczna pauza. - I ś m i e r ć. - zawyła, padając na twardy grunt z wywalonym języczkiem. Doliczyła do sześciu (bo dalej nie potrafiła) i zerwała się gwałtownie z ziemi z szerokim uśmiechem. - I tak właśnie poluje się na zwierzynę! - obwieściła Dymkowi, opierając łapkę na barku terminatora. Prawda, że fajna zabawa? - Gdybym miała skrzydełka to bym mogła Ci odlecieć, co trochę utrudnia sprawę bo wtedy trzeba jak najszybciej te skrzydełka złamać. Czyli jak przyczajasz się i wykonujesz skok, to celujesz łapami w skrzydła. Jasne? - dopytała jeszcze, przechylając lekko głowę w bok i zastanawiając się czy o czymś zapomniała czy nie. - To jeszcze raz, wymień mi te zasady łowieckie. Sprawdzę czy o niczym nie zapomniałam. - poprosiła, bo nie chciałaby przekazać kocurkowi niekompletnej wiedzy.
[Obrazek: ALvCzfY.png]

It's gonna get a little weird,
Gonna have a good time!
I ain't from round here,
I'm from another dimension!


LVL 4 45 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#22
Zaśmiał się w głos słysząc, jak Zakurzona "imituje śmierć". Wojowinczka była momentami dość... nieprzewidywalna. Może to właśnie dlatego tak lubił spędzać z nią czas? Z Kurzyk zawsze było co robić i nigdy nie było nudno.
- Trochę mało wiarygodnie umierałaś - powiedział rozbawiony i jeszcze krótko zachichotał. Gdy jednak szara wróciła do rozmowy o technikach polowania, słuchał uważnie. Kiwnął głową na znak, że słucha i rozumie. - No... musisz iść cicho. I pod wiatr. I trzeba cicho oddychać i ogon trzymać nie za nisko, nie za wysoko, tylko równo z ciałem - odpowiedział i uśmiechnął się lekko, mając nadzieję, że o niczym nie zapomniał.
[Obrazek: da2f6tm-db3b5e70-83d5-47b8-b22d-3858ea6a...i39GeOOUYo]
Nieważne co mi powiesz
Nie słyszę twoich słów
Stoję tam gdzie stoję
Nie tam gdzie bym chciał
Wolny od urojeń twych
Absurdalny ż a r t
LVL 4 40 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#23
Widząc rozbawienie terminatora, wojowniczka uśmiechnęła się z triumfem. O to właśnie chodziło! Kto wie, może nie byłaby takim tragicznym mistrzem? Z pewnością nie byłoby z nią nudno. Inna sprawa, że bardziej agresywny kociak pewnie by ją zjadł i tyle by z tego było.
- Następnym razem będę umierać tak wiarygodnie, że jak wstanę to pomyślisz, że może mam więcej niż jedno życie, ha! - obwieściła wesoło, zdmuchując metaforyczną grzywkę z oczu. Proszę bardzo, specjalnie dla Dymka Skórka była gotowa całymi dniami szlifować umiejętności aktorskie i ćwiczyć bycie martwą od świtu do zmierzchu. Bo od zmierzchu do świtu to zwykle spała i wtedy akurat całkiem nieźle udawała że nie żyje.
- Tak. I łapy też ugięte, bo trzeba w ogóle być nisko. - dodała kiwając głową. - I zamierać w bezruchu jeśli zwierzyna się niespokojnie rozgląda. - dodała, bo w sumie zabawa w "raz dwa trzy wunsz patrzy" była jedną z jej ulubionych. - Ale generalnie to najbardziej trzeba łap pilnować. Nie opierać się za mocno na tych przednich i uważać, żeby tylnymi nie trącić czegoś, co ominęło się ładnie na przodzie. - bo to też się zdarzało, że Kurz ładnie omijała jakiś suchy listek przednimi łapkami tylko po to by hucznie zgnieść go tylną. Uh, skomplikowane to wszystko było strasznie. - Chodź, robi się już późno. Powinniśmy wracać do obozu. - zaproponowała, trącając barkiem bark Dymka i ruszając w drogę powrotną, boczek przy boczku. Miała nadzieję, że Poranny Szron będzie zadowolony ze swojego ucznia i niczego mu nie pomieszała.

//zt
[Obrazek: ALvCzfY.png]

It's gonna get a little weird,
Gonna have a good time!
I ain't from round here,
I'm from another dimension!


LVL 4 45 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#24
Pies. Pies zniknęła, nigdzie w obozie jej nie było, a zapach prowadził do wyjścia z obozu. Wiewiór od razu o wszystkim powiadomił Krogulec i razem udali się na poszukiwania. Zaczęli od miejsc będących nieopodal obozu, mając nadzieję, że ich córeczka nie wyszła za daleko. W końcu nie znała terenów klanu Cienia, więc na pewno nie wyszła za daleko. Ale co jej przyszło do głowy? Przecież oboje jej mówili, że kociakom nie wolno wychodzić z obozu, żeby jej to nigdy do głowy nie przyszło. A może to Chrząszczowy Brzuch ją zabrał ze sobą? Jego zapach również był wyczuwalny, a sam kocur nie był widziany w obozie jakiś czas, zupełnie jak Psina. To nie mógł być przypadek.
- Nic nie czuję. Zupełnie jakby się rozpłynęła w powietrzu - mruknął zmartwiony do ukochanej. Obwiniał się za to, co się stało. Spał sobie smacznie, kiedy jego ukochana córeczka została porwana. Nie powinien był do tego dopuścić, dlatego teraz zrobi wszystko, żeby ją odnaleźć. Gdzieś tu przecież musiała być.

/Krogu uvu
LVL 7 295 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#25
Krogulec wiedziała, że Pies zniknęła. Ona pierwsza zauważyła jej brak w legowisku i już rozpoczęła poszukiwania, kiedy Wiewiór do niej podszedł. Jej pysk był zaniepokojony, ale wychodziła z założenia, że jedynie się gdzieś ukryła... Ich córka miała tendencje do unikania tłumów i bycia odludkiem, ale żeby tak znikać bez wyraźnej przyczyny? Po przetrząśnięciu całego obozu... Nic nie znalazła. Syn Świerkowej Igły zdecydował się na poszukiwanie poza obozem, gdy szylkretka poszukiwała jej w bezpiecznym azylu dla kociąt, pytając matki, wojowników, terminatorów... Wszystkich, którzy mogli ją widzieć. Niestety... Niczego się nie dowiedziała. Dołączyła więc do terminatora Wilczego Szlaku ze zmarszczonym ze zdenerwowania pyskiem czując, jak w jej wnętrzu narasta panika. Bała się o swoje dziecko i zupełnie nie wiedziała, co się z nią stało. Przez to wszystko narastała w niej bezsilność, a co za tym idzie - złość, przeradzająca się powoli we wściekłość.
- To niemożliwe. Na pewno coś przeoczyliśmy - odpowiedziała na jego słowa niemal warknięciem, przecinając ogonem powietrze. Ślad się urywał niespodziewanie, zupełnie jakby porwał ją jakiś drapieżnik... Ale nie było czuć żadnego wyraźnie ostrego zapachu, który by na to wskazywał. Żadnych śladów krwi... Niczego.
- Może to ktoś z klanu ją wyniósł? - zadała pytanie, odwracając się w kierunku rudego kocura. To było jedyne logiczne wytłumaczenie tego, co tutaj zaszło. Widać, że to ktoś profesjonalny wykonał i znający ich rodzinę, bo wiedzieli, kiedy najbardziej twardo śpią.
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#26
Wiewiór wiedział, jak bardzo Krogulec przejmuje się zaginięciem ich córki. Jak bardzo czuje się bezradna, zła. Czuł się przez to dodatkowo źle. Nigdy nie chciał do tego dopuścić. Nie chciał pozwolić na to, żeby ktokolwiek mu bliski cierpiał, a już na pewno nie z powodu zaginięcia dziecka. ICH dziecka. Oboje pilnowali swoje kociaki jak tylko mogli, właściwie nie spuszczali ich z oczu. Cały czas upewniali się, że są pod czyjąś opieką, że są bezpieczne. Jak więc doszło do tego, że Pies zniknęła? Jak to było możliwe?
- Przeszukałem wszystko po kilka razy. Poprosiłem patrole, żeby dali znać, jak coś wyczują i nic. Po prostu zniknęła - powiedział zrezygnowanym tonem. Nie zamierzał zaprzestać poszukiwań, skądże, po prostu... czuł się bezsilny, bezradny. Nie wiedział, co powinien zrobić.
- Chrząszczowy Brzuch zniknął niemal w tym samym czasie, co Pies. Nie jestem jednak pewien, czy terminator Porannego Szrona zrobiłby coś takiego - mruknął, patrząc ukochanej prosto w oczy. Widział w nich tyle negatywnych emocji. Nie chciał widzieć jej w takim stanie nigdy, chciał ją przed tym uchronić najbardziej, jak tylko był w stanie. Był zły na siebie, że nie mógł. Że zawiódł. Że jego córka zniknęła i nie był w stanie nawet stwierdzić w jaki sposób. Dlaczego syn jego przyjaciela, terminator obiektu westchnień Krogulec, miałby uprowadzać ich kocię? To nie miało sensu.
- No, chodź tu - powiedział, po czym podszedł do czekoladowo-rudej i mocno ją przytulił. Miał nadzieję, że wojowniczka nie zareaguje agresywnie. Chciał jedynie dać jej do zrozumienia, że nie jest z tym wszystkim sama, że może na niego liczyć. Chciał jakoś okazać jej wsparcie, bliskość.
Następnie mruknął cicho przy tym cicho:
- Na pewno ją znajdziemy. Prędzej, czy później. Nie martw się o to, dobrze? Nic jej nie jest. Na pewno.
Potem spojrzał na nią, z powagą, ale i zmartwieniem w oczach.
- Musimy szukać dalej, do skutku, ale nie możemy przez to zaniedbywać reszty maluchów. Im na pewno też jest z tym ciężko.
LVL 7 295 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#27
Zacisnęła mordkę, kiedy Wiewiór powtórzył słowa, że zniknęła. Rozpłynęła się w powietrzu. Nie ma. To było po prostu niemożliwe. Nikt nie znika bez powodu, szczególnie paroksiężycowe kocię tuż przed swoim mianowaniem na terminatora.
- Chrząszczowy Brzuch zawsze był niedojrzały. Nie zdziwiłabym się, gdyby zrobił to dla żartów, chociaż myślałam, że Poranny Szron wybił mu te pszczoły z głowy - odpowiedziała na jego słowa skierowane ku synowi Motylego Lotu. To było... Nawet całkiem prawdopodobne. Jak Pies mogła sama wyjść z obozu i dojść aż tutaj, to srebrny kocur mógł ją znaleźć i dalej pomóc jej w odnalezieniu drogi poza tereny... Nic by ją nie zdziwiło w jego zachowaniu. Tylko czemu zdecydował się na JEJ córkę i tchórzliwie uciekł przed konsekwencjami? Chciała odnaleźć swoje dziecko, które w bólach wydała na świat i starała się je wychować na godnych członków Klanu Cienia, ale nie. Bo ktoś musiał ewidentnie uprzykrzać jej życie. Komu się tak mocno naraziła? Mimo wszystko starała się żyć w jako takiej zgodzie, ale jak się dowie, że Chrząszcz chciał celowo skrzywdzić jej rodzinę... Oj, tak być nie będzie. Zaślepiona własnymi myślami nie zauważyła, jak rudzielec do niej podszedł i bezceremonialnie przycisnął ją do swojej klatki piersiowej. W odruchu chciała się szarpnąć do tyłu i już spięła mięśnie... Gdy sobie uświadomiła, że nie atakuje jej żaden drapieżnik tylko syn Świerkowej Igły zdecydował się na przekroczenie granicy. Mruknęła coś niezrozumiale pod nosem, rozluźniając mięśnie i lekko zatapiając bok głowy w jego sierści, wzrok zawieszając gdzieś na jakimś drzewie z boku.
- Nie dowiem się, czy nic jej nie jest dopóki jej nie zobaczę całej i zdrowej tam, gdzie powinna być - odpowiedziała na jego słowa, chociaż ton wojowniczki był bardziej miękki niż wcześniej, jakby tym razem Wiewiór miał szansę nie dostać żadnego upomnienia za to, co zrobił. Wiedział, że koty praktykują przytulanie jako bardziej... Pocieszający gest niż kojarzący się z czymś innym. I rzeczywiście, ciepło wytwarzane przez ojca jej dzieci działało kojąco i pozwalało wziąć więcej powietrza w płuca oraz wypuścić je ustami w cichym westchnięciu. Już wiedziała, jak czują się matki, których dzieci giną w niewyjaśnionych okolicznościach, leżą ciężko chore w lecznicy albo umierają. Pomimo, że mają jeszcze resztę gromadki... Nie mogła po prostu nie myśleć o tym, że bura szylkretka była gdzieś tam w wielkim świecie zupełnie sama. Niegotowa, nie potrafiąca się obronić, nie potrafiąca złowić zwierzyny... Bez żadnej szansy na przetrwanie. Otarła się lekko o pierś rudego, kiedy opuszczała głowę pod natłokiem tragicznych myśli, że już może córki nie zobaczyć.
- Racja... Bóbr się bardzo zmartwiła i chciała iść ze mną i z tobą szukać Pies. Powiedziałam jej, żeby sprawdziła cały obóz i żeby poczekała na nas... Nie chciałabym, żeby którekolwiek z nich narażało się na niebezpieczeństwo... - mruknęła w jego stronę, dzieląc się swoją poranną przygodą, która przytrafiła się czekoladowo-rudej, kiedy przeszukiwała cały obóz. Ale i tam nic nie było. Nic a nic. Ale może Bóbr coś znajdzie... Pomimo, że wydawała się lekko upośledzona, była inteligentna i zrozumiała polecenie, jakie córka Traszkowego Grzbietu jej wydała, kiedy przekraczała próg obozu. Będzie musiała porozmawiać z każdym z kociaków na ten ciężki temat... Ale na razie musi zrobić wszystko co w jej mocy, aby odnaleźć Pies.
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#28
- Nie powinniśmy wysnuwać wniosków zbyt pochopnie. Nie wiemy, czy Chrząszczowy Brzuch to zrobił i mam szczerą nadzieję, że tak nie jest, ale... to by wiele wyjaśniało - powiedział, analizując sobie wszystko w głowie. Nie chciał do siebie dopuścić tej myśli, choć brzmiała najbardziej racjonalnie. - Porozmawiam z Motylem na ten temat, może zauważył jakieś dziwne zachowania u swojego syna - dodał po chwili. Na pewno jego przyjaciel będzie w stanie rozwiać wszelkie wątpliwości w tej sprawie. W końcu był blisko ze swoimi robaczkami i na pewno dostrzegłby, gdyby coś złego działo się z Chrząszczem. Zwłaszcza, że ostatnio chyba mieli na pieńku.
Kiedy poczuł, jak ukochana wtula się w niego, zamiast go odepchnąć i nakrzyczeć, poczuł się z jakiegoś powodu lepiej. Z początku spięła mięśnie, jednak było to u niej w zupełności normalne. Zazwyczaj tak reagowała na jakąkolwiek czułość ze strony rudzielca. Zazwyczaj również pokazywała, kiedy jej się to nie podobało a tutaj... cóż, sama się tuliła dalej.
- Przestań. Na pewno nic jej nie jest i to kwestia maksymalnie paru wschodów słońca zanim ją znajdziemy. Po prostu się gdzieś zgubiła, na naszych terenach - powiedział, chcąc zmusić samego siebie do uwierzenia we własne słowa. Musieli wierzyć w to, że Pies jest cała i zdrowa, i tylko czeka, aż ktoś ją odnajdzie. Nie ma innego wyjścia.
- Pamiętaj, że to nasza córka. Nie tak łatwo będzie ją zranić - dodał, chcąc jakoś rozluźnić atmosferę. Nawet jeśli buro-ruda się nie znajdzie w najbliższym czasie, na pewno nic jej się nie stanie. Płynie w niej w końcu krew dwójki najlepszych wojowników klanu Cienia! Żeby ją zabić, trzeba będzie się namęczyć.
- Tchórz też się martwi. Potrzebują nas teraz bardziej, niż kiedykolwiek. Jesteśmy dorośli, jakoś sobie z tym poradzimy. To są jeszcze maluchy, nie wiedzą do końca co się dzieje, dlaczego i jakie mogą być tego konsekwencje. Musimy być silni dla nich. Wiem, że dla ciebie to ciężkie, dla mnie też - odpowiedział. Było mu przykro, że nawet jego dzieci bardzo to przeżywają. W dodatku pewnie o wiele bardziej niż oni. Nie chciał, żeby kiedykolwiek musiały przez to przechodzić, ale niestety, pewnych rzeczy nie da się przewidzieć. Niestety.
Ponownie przytulił się do ukochanej i wypuścił głośno powietrze, które zdawało się mu ciążyć.
- Razem sobie z tym wszystkim poradzimy, znajdziemy ją, obiecuję, kocham cię - mruknął. Po cichu liczył na to, że Krogulec jakkolwiek na to odpowie, że może już się zastanowiła, co dalej z nimi, jednak nie zamierzał o to pytać. Nie w takiej chwili. Jeśli kotka uzna, że już czas, żeby go powiadomić, to tak właśnie zrobi. Chociaż miło by było, gdyby to było właśnie teraz.
- Zróbmy jeszcze jedną rundkę wokół granic i wracajmy do maluchów, dobrze?
LVL 7 295 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#29
Być może Motyli Lot będzie coś wiedział... Jest znany ze swojej nadopiekuńczości, więc nie zdziwi się w momencie, kiedy rzeczywiście będzie coś wiedział. Dobrze, że ojcowie w tym klanie są tacy... Opiekuńczy, bo inaczej pewno by nadal stali w punkcie wyjścia. A teraz przynajmniej mają jeden ślad, pojedynczy trop, którym mogą podążyć... I pomimo, że nic nie było pewne to poczuła złość na syna srebrzystego przyjaciela, a jej wyobrażenia o tym, że to się niby zmienił legły w gruzach. Czasami nawet i najlepszy mistrz nie wystarczyłby, żeby wypuścić ze łba rój pszczół, które tam się lęgły przez księżyce.
- Mam taką nadzieję... - mruknęła cicho w odpowiedzi na jego słowa, samej chcąc uwierzyć w to co mówił. Wiedziała, że kociak poza obozem ma marne szanse na przeżycie jak ktoś go szybko nie znajdzie... Ale jednocześnie była to JEJ córka. Jej i Wiewióra - dwójki najlepszych wojowników. Jak odziedziczyła chociaż część siły i woli przetrwania (bo rozumu na pewno nie wyssała z mlekiem matki) to miała chociaż te parę procent na przeżycie. Prychnęła cicho, ale bardziej z rozbawienia niż z zirytowania na to, że Pies nie da się tak łatwo zabić, co ją nieco podniosło na duchu i zdecydowanie oczyściło atmosferę.
- Może i masz rację. Tylko... Pies nie umie praktycznie nic i od początku była najsłabsza z miotu... Długo chorowała, a teraz zniknęła - odpowiedziała na jego słowa, dzieląc się swoimi zmartwieniami. To ją najbardziej martwiło, ale... Wiele kociąt przecież rodziło się jako samotnicy, prawda? Co prawda, mieli rodziców u boku, ale nadal był to świat z dużo większymi niebezpieczeństwami, niż ten, który oferował klan. I jakoś silnym jednostkom udało się przeżyć... Być może tym wybrańcem będzie ich córka.
- Racja - potwierdziła jego słowa musząc zmierzyć się z wyzwaniem powiedzenia swoim dzieciom, co się dzieje z Pies. Oni mieli najgorzej, bo nic nie rozumieli z tej sytuacji... I prawdopodobnie gdyby buro-ruda była ich jedynym dzieckiem to by od rana do nocy przeszukiwali całe tereny i jeszcze dalej, dopóki by córki nie znaleźli. Ale... Mieli jeszcze szóstkę dzieci, każde z nich było związane z siostrą i każde z nich o nią się troszczyło, kiedy była chora... A teraz nagle nieszczęśliwe wypadki wyrwały ją z ich życia i będą musieli się nauczyć jak żyć bez niej.
- Mam tylko nadzieję, że żadna sowa czy coś w tym stylu jej nie porwała... - odpowiedziała na jego słowa, pozornie zlewając temat tego, co powiedział, chociaż poczuła chwilowy dyskomfort powodowany przez to, co zaszło pomiędzy nimi na pierwszej rozmowie, przed pogrzebem Świerkowej Igły. Minęło już trochę czasu, rudy zdołał się pozbierać po śmierci matki, a Krogulec miała czas na ochłonięcie i przemyślenie... Propozycji. Ale jeszcze nie zamierzała się dzielić z nim decyzją, jaką podjęła. Chyba. Przytaknęła głową na słowa Wiewiórczego Ogona, ruszając w kierunku kolejnej granicy, tym razem z terenami niczyimi, chcąc sprawdzić brzeg Czarnego Ogona. Bo kto wie, czy tam nie wpadła i nie czeka ledwo żywa na którymś z brzegu.
- Myślałam o naszej poprzedniej rozmowie - a może jednak teraz?
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#30
Nie być może tylko na pewno Motyli Lot coś wiedział. Nie było innej opcji. Gdy tylko poczuje się lepiej, czy przynajmniej na tyle dobrze, by rozmawiać z innymi kotami, Wiewiór z pewnością się do niego przejdzie i zapyta o problematycznego potomka. Na pewno czegoś się wtedy dowie. Musiał.
- Nie ma innej opcji. Przynajmniej ja nie widzę - mruknął, delikatnie się uśmiechając. Nie był w nastroju na takie rzeczy, ale wiedział, że podniesie to na duchu Krogulec. Przynajmniej trochę. Bardzo mu na tym zależało. Musiał być tutaj teraz dla niej, dla dzieci. Musiał ich wszystkich wspierać ze wszystkich sił.
- Nawet, jeśli była najsłabsza z miotu, to była silna. Żadna sowa, czy inne fruwające dziadostwo nie będzie w stanie pozbawić Psiny życia. Płynie w niej również krew Świerkowej Igły i Traszkowego Grzbietu, tak tylko przypomnę - dodał. Obie kocice słynęły z tego, że nie dały sobie w kaszę dmuchać i w obliczu zagrożenia z pewnością doskonale sobie radziły. Buro-ruda zapewne odziedziczyła po nich cokolwiek, dlatego o nic nie muszą się martwić, prawda? Na pewno sobie sama poradzi do czasu, kiedy rodzice w końcu ją znajdą i zabiorą do obozu.
- Tak długo, jak mamy siebie, na pewno będzie dobrze, zobaczysz - mruknął, ocierając się o nią ostatni raz, po czym ruszył w kierunku Czarnego Ogona. Faktycznie, ich córeczka mogła przecież tam wpaść, topić się, albo wypłynąć na brzeg gdzieś na ziemiach niczyich, czy wichrowych. Nie liczył już na odpowiedź. Pogodził się z tym, że będzie musiał jeszcze poczekać i rozumiał to. Krogulec teraz przechodziła przez coś strasznego, straciła jedno z kociąt. Miała teraz na głowie ważniejsze sprawy niż rozpatrywanie wniosku o przeniesienie z działu FRIENDZONE do działu PARTNER. To zrozumiałe. Wtedy jednak z ust szylkretki padły słowa, których kocur kompletnie się nie spodziewał. Zastrzygł uchem i spojrzał na nią, lekko zdziwionym wzrokiem.
- I co? - zapytał, kompletnie normalnym tonem. Sprawnie udało mu się ukryć fakt, że był trochę podekscytowany i przerażony zarazem.
LVL 7 295 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości