Logo Artemidy
Świerczyna
#31
Na wzmiankę o ich zmarłych matkach uśmiechnęła się lekko. Rzeczywiście, Traszkowy Grzbiet i Świerkowa Igła były od cholery i trochę i nie zdziwiłaby się, gdyby któreś z dzieci w dalszym czasie przedstawiły takie cechy charakteru, jakie charakteryzowały ich babcie. Oby to się stało, jak już będą pod opieką mistrza, gdzie rozmowa z rodzicem to będzie ostateczność, hehe. Miała szczerą nadzieję jednak, że ostatecznie pomimo wkraczania w okres nastoletniego buntu wyrosną na porządnych wojowników. W końcu... Po takich rodzicach nie może się nie udać! Zastanawiała się nad odpowiedzią dobre parę chwil, wsłuchując się w szelest ich łap rytmicznie kroczących po trawiastym podłożu, w pewnym momencie marszcząc nieco nos i podnosząc tym samym białe wibyrsy. Nie wiedziała, co konkretnie powiedzieć, gdy nagle... Olśniło ją, jak zepsuć tę bardzo poważną atmosferę.
- Jajco. Wygrałam - odpowiedziała na jego pytanie, kierując na niego w końcu wzrok i posyłając mu zadziorny uśmiech. Oczywiście, że to nie ten temat chciała poruszyć i nawet nie miała zamiaru go prowokować do powiedzenia słów "i co". Ale gdy ten powiedział... Niezbyt dojrzałe słowa same opuściły jej pysk. W końcu... Była jedynie Krogulcem. Niereformowalną wojowniczką, która chciała aktualnie rozluźnić nieco atmosferę i jakoś podnieść rudego na duchu, któremu pewno teraz do śmiechu nie było. Dwie tragedie następujące jedna po drugiej... Nie mogło się to dobrze skończyć.
- A tak serio to... Myślę, że MOGŁABYM dać ci szansę - zaczęła temat, a nacisk na to konkretne słowo w jej wypowiedzi mogło odnosić wrażenie, że zaraz powie "ale". Specjalnie przeciągała trochę słowa, z poważną miną przyglądając się reakcji rudego. Nie chciała niepotrzebnie tego przedłużać... Ale pokusa była zbyt wielka, żeby jej nie ulec. Pomimo całej tej przytłaczającej aury spotkania w nadziei na spotkanie buro-rudej kotki, która po prostu gdzieś się zagubiła i została niezauważona przez patrol.
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#32
Jak by się nad tym zastanowić, to Puchacz troszkę przypominał swoje babcie. Potrafił walczyć o swoje, i nie tylko, bo w obronie brata też się bił. Był głośny i wszędzie go było pełno. No... on wdał się trochę w Świerkę i Traszkę. Zdecydowanie. Oby tylko trafił na mistrza, który da radę okiełznać jego charakterek. W przeciwnym razie, cóż, może być ciężko.
Spacerowali sobie tak brzegiem rzeki, poszukując córki. Wiewiór jednak był skupiony na czymś innym. Na odpowiedzi Krogulec, której to wyczekiwał z zapartym tchem, a zamiast tego usłyszał... jajco. W porządku, czemu nie.
- Przetań się mną bawić! - burknął, udając obrażonego, tyrpiąc czekoladowo-rudą barkiem. Nie tego oczekiwał i trochę się zawiódł, ale trzeba przyznać, że trochę go rozbawiło. Wojowniczka wiedziała jak poprawić rudzielcowi humor, chociaż nie było to to, czego oczekiwał. Dopiero parę uderzeń serca później uzyskał tę „prawdziwą” odpowiedź. Choć nie do końca było to to, co rudzielec chciał usłyszeć.
- Mogłaś zawsze. Ale co ZAMIERZASZ zrobić? - odpowiedział, wpatrując się w jej morskie oczęta. MOGŁA dać mu szansę już kiedy wyznał jej miłość po raz pierwszy, a jednak tego nie zrobiła. Co chciała zatem zrobić teraz? Czy postanowi zaufać Wiewiórowi i w końcu zbliżyć się do niego z własnej woli, czy jednak nadal po cichu będzie wzdychać do Porannego Szrona? Kocur bał się odpowiedzi, okropnie się jej bał.
LVL 7 295 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#33
- Jaaa? Bawić tobą? Nigdy! - odpowiedziała, mrugając parokrotnie dozgonnie zdziwionymi ślepiami, po czym również go tyrpnęła barkiem, chwilowo udając urażoną jego słowami, jednak nie mogła powstrzymać chichotu, który wyrwał się z jej pyska. Wiedziała, że rudy nie będzie się na nią długo gniewać, bo... No, był rudzielcem. Szybko mu przemijała złość na jej osobę, wystarczyło że niemo wypowiedziała przeprosiny i zdecydowała się odstawić już swojego focha.
- Zamierzam... Właśnie, co ja zamierzam... - mruknęła niby w chwilowym zamyśleniu, kierując wzrok z intensywnego spojrzenia wojownika na horyzont, a raczej na rzeczkę, która płynęła sobie spokojnie, nie niosąc żadnego buro-rudego futra. Na brzegu również ani śladu jakiegoś ciała, rozlewu krwi, strzępek futra... Nic. Westchnęła cicho, przenosząc ponownie wzrok na syna Świerkowej Igły, ale tym razem spojrzała na niego poważniej. Przyszła pora mu odpowiedzieć na to pytanie, które zadał odnośnie tematu, który poruszyła. Miała jednak nadzieję, że tego nie pożałuje.
- Zamierzam dać ci szansę - powiedziała w jego kierunku, tym razem głośno i wyraźnie, chociaż... Nadal miała wątpliwości co do tego. Dotąd sądziła, że będzie jedynie ze swoją pierwszą i prawdziwą miłością, jaką był Poranny Szron... Ale że ten z nią kontaktu nie utrzymywał, pomimo że udowodniła mu, że da się z szylkretką rozmawiać to... W sumie co jej szkodzi? Nadal była młoda i piękna, a zawsze można te zaręczyny zerwać jakby jednak srebrzystemu wojownikowi się odwidziało.
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#34
- Pffff - burknął, pokazując kotce język. Co ona sobie myślała, że na ładne oczy go weźmie? No dobra, może miała rację, ale nie tym razem! Kiedy Krogulec również tyrpnęła Wiewióra, ten odwrócił głowę i udawał obrażonego przez kilka uderzeń serca. Szybko jednak wymiękł i spojrzał ponownie na ukochaną ocierając się o jej bark na znak, że dla niego zabawa skończona i że już się nie gniewa. Nie potrafił być długo na nią zły. Nawet w zabawie.
No właśnie. Co zamierzasz? - pomyślał, jednak nie powiedział tego na głos. Szedł po prostu przed siebie, rozglądając się za córką. Próbował skupić się na jej poszukiwaniach, a nie na tym, co zaraz powie jego ukochana, ale przychodziło mu to z trudnością.
I wtedy stało się. Padły te słowa, których Wiewiór oczekiwał od tak dawna. Przez chwilę nie mógł w to uwierzyć i nawet nie zauważył kiedy na jego ponury pysk wkradł się uśmiech. Nie powiedział nic, po prostu spojrzał na swoją ukochaną, na swoją PARTNERKĘ i polizał ją po policzku. Szedł tak bez słowa do granicy, a następnie wrócił do obozu. Miał bardzo mieszane uczucia. Cierpiał z powodu braku córki, ale też był cały w skowronkach, ponieważ w końcu spełniło się jego jedyne marzenie. To było takie... dziwne.

/zt
LVL 7 295 / 500
MedLVL 0 0 / 100
26
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#35
Obserwowała uważnie jego reakcję i jego uśmiech na jej słowa. Mimo wszystko... Poczuła zadowolenie z tego, co zrobiła? I w sumie trochę niepewności, bo bycie czyimś partnerem było ograniczeniem wolności, która była i tak już mocno zgnieciona przez kocięta w obozie, a wcześniej przez ciążę. Zawsze... Przecież mogła się z tego wycofać, prawda? Nie ma decyzji, której nie można by cofnąć. Teraz i tak odgrywali kochających się rodziców przed kociętami i każdy w klanie uważał ich za parę... Co w tym złego, żeby bardziej sformalizować ten dziwny związek? Szylkretka nie zamierzała jakoś szczególnie zmieniać swojego zachowania, a przynajmniej tak jej się wydawało. Kiedy jednak polizał ją po policzku, zmarszczyła pysk, cofając uszy w pierwszym odruchu, ale po paru uderzeniach serca rozluźniając się. Nikt nie mówił, że nagle zacznie okazywać Wiewiórowi jakiekolwiek uczucia, prawda?


zt
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#36
Nie miała większych powodów, by opuszczać samotnie obóz podczas swojego terminatorskiego okresu szkoleniowego. Wszystkie drzewa były takie same, podobnie jak i źdźbła trawy, szumiące liście. Ptaki śpiewały podobne pieśni, a wojownicy kroczyli tymi samymi ścieżkami. Fascynacja światem zewnętrznym? Coś takiego w ogóle istnieje? I na jakiej zasadzie się odbywa? Jakaż piękna brzoza, iście malownicza w swej czerni i bieli. Oh, taka sama, którą widziałam trzy lisie długości temu! Wypełzła z tą myślą z Podziemia, otrzepując swe futerko z niewielkich grudek ziemi, które zawsze się w nie wczepiały. Pierwsze zniesmaczone spojrzenie, zawieszone ciężko na obozie, a już zarejestrowała swoją ofiarę.
- Ćmia Łapo - powiedziała nieco głośniej, niż zazwyczaj, choć głos wciąż miała z lekka mglisty, odległy. Skinęła przyszłej medyczce łbem, obarczając ją chłodnym spojrzeniem niebieskich oczu w których to wzbudziła się lekka, pomysłowa iskra - Mogłabym Ci towarzyszyć w dzisiejszym zbiorze ziół? - zapytała znacznie ciszej, drastycznie zmniejszając między nimi odległość. Bynajmniej nie miała większego celu w całym tym przedsięwzięciu. Oczywiście, będzie marnym wrzodem - czerwonym czyrakiem na tyłku szylkretki - lecz samotne spacery poza obozem były dla niej rzeczą abstrakcyjną i nieprzynoszącą żadnych korzyści.

/Ćmia Łapka.
[Obrazek: WT81BFp.png]
Somewhere deep in the dark
A h o w l i n g beast hears us talk
I dare you to close your eyes
And see all the colours in disguise
LVL 2 15 / 150
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#37
Każdy miał prawo do odmiany, również i ona. Przez prawie cały czas przesiadywała w Korzennej Jamie i nawet Ćma potrzebowała czasami się przewietrzyć. Nie zamierzała iść gdzieś hen daleko na granicę, zaliczyła już swój achevement - poznała co najmniej jednego kota z każdego klanu. Nie miała ochoty na konfrontacje z Płomień bądź innym oszalałym samotnikiem/pieszczochem, pozostawiając te obowiązki wojownikom. Przyzwyczajała się już do faktu, iż nie musi patrolować, polować ani sprawdzać granic. Z początku nie potrafiła usiedzieć w obozie i wszędzie ją nosiło, a teraz...
W gruncie rzeczy planowała zrobić jedynie kółko wokół obozu w celu rozprostowania łap. Mimo wszystko musiała dbać chociaż trochę o swoją kondycję, aby całkowicie nie oklapnąć.
Nie spodziewała się tego dnia towarzystwa. Przyzwyczaiła się już do faktu, iż każdy jest zajęty sobą - przyjaciółki terminatorami, a w przypadku Jesionowej Kory swoim partnerem, rodzeństwo się wykruszyło, a to, które zostało, zajmowało się treningami czy to własnymi, czy też należącymi do młodszego pokolenia. Była mile zaskoczona, gdy usłyszała za sobą czyjś głos, jednakże to uczucie szybko wyparowało. Ach, chodziło tylko o zioła. Typowe.
- Nawet nie wiesz ile razzy ssłyszałam jużż to pytanie. Nie szukam dziśś zziół, chciałam tylko rozzprossstować łapy - odparła sucho i poruszyła wąsami, z ciekawością obserwując reakcję Jadowitej Łapy. Kotka będzie się próbowała wykręcić i rzuci, że zapomniała wyłączyć żelazko, po czym w ułamku sekundy pozostawi po sobie tylko orła cień, skrzywi się z rozczarowaniem, czy mimo wszystko będzie chciała jej towarzyszyć? Ha, rosyjska ruletka.
[Obrazek: RWlLtdA.png]
LVL 4 30 / 300
MedLVL 4 87 / 500
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#38
Przesunęła nieznacznie ogonem w powietrzu, zadowolona z odpowiedzi córki Żmijowego Ogona. Dotychczas nie poznała nikogo na tyle dobrze, by móc udać się na wspólną przechadzkę, nieograniczoną dyskomfortem, ostrożnością, tudzież czystą podejrzliwością. Wprawdzie wciąż miała na uboczu Bezsenną Noc, lecz nigdy nie przeszłoby jej przez myśl, by dodatkowo kraść czas srebrzystej, który i tak nie jest w jej przypadku szczególnie obfity. Teraz szylkretowa terminatorka będzie mogła oddać jej nawet większą część swej uwagi, niżeli podczas węszenia za losowymi chwastami.
- Tym lepiej dla mnie - stwierdziła krótko, dotrzymując kroku zielonookiej - Również muszę zażyć ruchu, a obawiam się, że Bezsenna Nocy mogłaby mieć coś przeciwko, gdybym postanowiła włóczyć się samotnie po lesie - co prawda nie znała aż tak dobrze córki Wężowej Gwiazdy, lecz również wolała nie sprawdzać jej cierpliwości. Problemów w tym klanie po prostu należy unikać. Zlewać się z mętnym tłumem, osuwać w najgłębszy mrok. Śpiewać wedle odgórnie narzuconej muzyki, nawet jeśli się fałszuje. Wielka to tragedia, że nieliczni członkowie tego ugrupowania wiedzą po jak kruchym lodzie stąpają.
- Działo się coś ciekawego w lecznicy? - ot, postanowiła lekko zagadnąć, biorąc na ząb dość płytki, choć z pewnością przyjazny Ćmie temat. Sama niezbyt interesowała się chorymi, rannymi, umierającymi. Rany były najlepszym świadectwem doświadczenia. Przebyte choroby hartowały, wzmacniały. Śmierć oznaczała tylko słabość i selekcję naturalną, która wystąpić najwidoczniej musiała i zapobieganie jej byłoby tylko i wyłącznie krzywdą dla ekosystemu.
[Obrazek: WT81BFp.png]
Somewhere deep in the dark
A h o w l i n g beast hears us talk
I dare you to close your eyes
And see all the colours in disguise
LVL 2 15 / 150
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#39
Wow. Trzeba przyznać, iż nie takiej odpowiedzi spodziewała się od córki Jastrzębiego Krzyku. Z jakiegoś powodu młoda terminatorka postanowiła jej towarzyszyć, a Ćmie nieoczekiwanie zrobiło się... miło. Ten ciepły okruszek poruszył odrobinę jej chłodne serce. Nie miała wielu przyjaciół w Klanie Cienia, szylkretowa od zawsze stawiała na rodzinę, która rozpadła się w drobny mak, pozostawiając po sobie niedobitki w postaci Ważki, bliźniaków i Modliszki. Przyzwyczaiła się już do tego i trzymała się głównie Ciernistego Kwiatu oraz Pszczoły, od czasu do czasu ucinając sobie pogawędki z kimś z klanu. Z jakiegoś jednak powodu Jadowita Łapa, chociaż zdystansowana i chłodna, postanowiła jej towarzyszyć, a w obozie czasami gawędziły.
- I ssłusznie. Nawet wojownicy nie zzawsze ssą bezzpieczni. Kiedyśś mój dawny mentor, Wiewiórczy Ogon, prawie zzossstał zzzabity przez ssamotników, których próbował przepędzić. - Ćma do dziś pamiętała rany na ciele rudego wojownika i dni, podczas których jej nauka odbywała się tylko w obozie ze względu na jego opatrunki. Córka Motylego Lotu nie chciała straszyć Jad, aczkolwiek wolała uświadomić jej zawczasu niebezpieczeństwo, niż później odprawiać pogrzeb. Córka Łasiczego Futerka, na swoje szczęście, wyglądała na rozsądną i odpowiedzialną.
- Osstatnio? Paru rannych, paru chorych, a nie tak dawno temu na śświat przyszły dzieci Zzłotookiej i Zzwirchonego Ogona - odpowiedziała szorstko, wzruszając przy tym barkami. I bardzo dobrze, lepsza nuda niż wianuszek trupów po spotkaniu z jakimś dużym drapieżnikiem, przykładowo dzikiem albo psem. Choć dla Ćmy każdy, choćby lekko poturbowany kot wciąż był atrakcją, czymś nowym. Dopiero uczyła się leczyć i nakładać opatrunki, i głupio byłoby mówić o monotonii oraz nadmiernemu znudzeniu. Wszystko było dla niej nowe. Mimo szorstkiej, obojętnej powierzchowności Ćma po cichu radowała się z każdej sytuacji, gdy komuś pomogła.
- Cieszysz ssię zz treningu? - zagaiła, unosząc na chwilę pyszczek, gdy wiatr przywiał do niej zapach jakiegoś piszczka. Nie miała jednak chęci na polowanie oraz na szukanie gryzonia, dlatego zignorowała woń i po prostu szła przed siebie. Nie oddalała się zanadto od obozu, raczej robiła wokół niego kółko. Ot, zwykły spacerek.
[Obrazek: RWlLtdA.png]
LVL 4 30 / 300
MedLVL 4 87 / 500
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#40
Wiewiórczy Ogon. Imię kocura dość często się przed nią przewijało. Często go widziała, często ktoś o nim rozmawiał. Mogłoby się zdawać, że był ciągle na językach. Częściej, niż sam przywódca czy jego zastępca. Poruszyła uchem, nie pytając o to. Mogła się dziwić, lecz w rzeczywistości nie było ku temu szczególnego powodu. Klan Cienia nie owocował w szczególnie interesujące sylwetki, dlatego też rudzielca wzięli w obroty atencji, kiedy raz się wychylił.
- Samotnicy po naszej stronie granicy? To ci dopiero tupet... ale dostali nauczkę? - zapytała cicho, będąc w pełni przekonaną tego, że jeśli raz pozwoli się dziecku wejść na cudze podwórko, nie udzielając kary, wejdzie drugi raz. Musiały to być bardzo odważne koty, albo cienisty patrol zapomniał o zapachowym oznaczaniu granic. No cóż. Jedno z dwóch z pewnością. Nie powinna się jednakże tym kłopotać, zwłaszcza kiedy pod jej własnym nosem rodzą się kocięta o których nie ma pojęcia. Złotooka. Więcej czasu i uwagi poświęconej kociarni z pewnością nie strąci jej korony z głowy, lecz łasicza córka nie przepadała za kociętami od momentu ostatniej dyskusji z Płomykiem, który w głowie miał tylko i wyłącznie uschnięte odchody ropuchy. Mieszał się w swoich zeznaniach. Mówił jedno, a robił drugie i próbował usilnie pokazać wszystkim wokół to, że jest w jakiś sposób wyjątkowy. Głupi zawsze chce być w centrum uwagi.
- Nie, nie cieszę - odpowiedziała oschle, głosem mdłym i nieco zduszonym, kiedy córka Żmijowego Ogona wyrwała ją z tego krótkiego zamyślenia - To kolejny obowiązek, który będzie trwał wieczność. Chciałabym skończyć trening jak najszybciej, mieć to z głowy, lecz Bezsenna Nocy gdzieś wsiąknęła i wegetuję, oczekując na jej łaskę - zmarszczyła nos w niesmaku, przywołując na pyszczek niezadowoloną ekspresję, która szybko uleciała i nie pozostawiła po sobie śladu. Nie miała jednakże zamiaru siedzieć bezczynnie przez zbyt długi okres. Jeśli jej mistrzyni będzie ją zaniedbywać w ten sam sposób, w jaki robi to teraz, bez powiadomienia kogokolwiek zwróci się do jakiegoś wojownika o przejęcie opieki.
[Obrazek: WT81BFp.png]
Somewhere deep in the dark
A h o w l i n g beast hears us talk
I dare you to close your eyes
And see all the colours in disguise
LVL 2 15 / 150
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#41
Ćma ostatnio nie słyszała tak wiele o Wiewiórze jak, najwyraźniej, Jad. O zastępcy nikt nigdy nie słyszał, kocur nie pojawiał się nawet na ceremoniach i trudno powiedzieć, czy w ogóle istniał, także w tym akurat nie ma nic dziwnego. W każdym razie Ćma praktycznie w ogóle go nie kojarzyła, widziała go chyba przelotnie na jednej z ceremonii, ale tak... cóż. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby Wąż postanowił ni stąd ni zowąd wyciągnąć przed siebie dziewięciokrotnie kopyta.
- To ssię zzdarza. Sssama kiedyśś pozzbywałam ssię pieszczoszki, która nie miała pojęcia, żże naprawdę isstniejemy. Najwyraźźniej miała uszkodzony nosss i nie wyczuła zznaków zzapachowych na granicy. Z tego co wiem, to dosstali. Chociażż zz takimi nie zzawsze trzeba walczyć, niektórzy pozzzwalają ssię grzecznie odprowadzać na granice - podzieliła się z terminatorką swoją wiedzą. Ostatnimi czasy panował spokój, być może samotnicy nauczyli się już, że ten teren należał do Klanu Cienia. Kiedyś przecież muszą, prawda? Ewentualnie zaczęli używać zmysłu węchu i wyciągać z tego odpowiednie wnioski.
Ćma uniosła głowę i zerknęła krótko na niebo prześwitujące spomiędzy koron drzew. Zbliżała się najchłodniejsza pora roku, pora, za którą kotka nie przepadała. Za niedługo spadnie śnieg i okryje wszystko białą kołdrą, zaś życie ich wszystkich stanie się trudniejsze i mniej wygodne niż teraz. Będą musieli liczyć się z lichą, wychudzoną zwierzyną oraz wygłodniałymi drapieżnikami, również szukającymi pożywienia.
- Och. - Córka Żmijowego Ogona nie była specjalnie zdziwiona odpowiedzią Jad. Mogła jej jedynie współczuć. Ona sama, mimo wszystko, miała spore szczęście. Wiewiór miał pod swą opieką tylko szylkretową i poświęcał jej tyle czasu ile potrzebowała, dodatkowo był odpowiedzialny i sumienny. Biało-kremowa nie miała tego luksusu, a obserwowanie szybkich postępów rodzeństwa, od którego wcale nie była gorsza, musiało być bolesne.
- Jeśśli sssytuacja nie ulegnie poprawie zawsze możżesz poprossić Gwiazzdę o zzmianę mentora.
[Obrazek: RWlLtdA.png]
LVL 4 30 / 300
MedLVL 4 87 / 500
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#42
Teoretycznie mogła wykorzystać obecność Ćmiej Łapy, która od dawna była terminatorką, by uzyskać nieco wiedzy, jakiej Bezsenna Nocy żałuje jej na treningu. Ranga wojownika była jej potrzebna tak, jak psu drugi ogon - wcale - lecz wiązały się z nią pewne przywileje, takie jak większy szacunek wśród klanowiczów i po prostu poczucie wyższości. Majtnęła niechlujnie ogonem w powietrzu.
- Nie lepiej ukrócić ich życie na miejscu? - zapytała lekko, z domieszką przekąsu. Kot o ponadprzeciętnej inteligencji wysunąłby z jej tonu, że nie mówi poważnie i bynajmniej nie obiera takowego stanowiska jako swojego. Można by to nazwać pytaniem potwierdzającym, ciągnącym za język po więcej argumentów i treściwych informacji.
- Strach podobno zawisa w powietrzu na długi czas, tak jak odór krwi i śmierci - sama pamięta metaliczny, zduszony swąd w kociarni, przyprawiający o zawroty głowy, który utrzymywał się na długo po wypędzeniu Króliczego Pląsu z zadaną jej raną - Nie sądzisz, że tak przytłaczające i bezpośrednie znaki przepłoszyłyby podróżnych jeszcze daleko przed granicą? - zastrzygła uchem w stronę szylkretowej córki Żmijowego Ogona, lecz nie spojrzała w jej stronę, skupiając swą uwagę na leśnym listowiu i ściółce. Nie wątpiła w to, że Ćma zacznie zapierać się łapkami, pyskiem i ogonem - była przyszłą medyczką, a medycy musieli przynajmniej stwarzać pozory bycia tymi moralnymi, porządnymi i niezwykle miłosiernymi kotami. Nawet jeśli kocica zgadzałaby się z Jad to pewnie dla obustronnego dobra powiedziałaby głośno, że nie, to złe.
- Uważasz, że Wężowa Gwiazda jest kotem kompromisowym? - jej jasne futro uniosło się lekko do góry, przez co nagle wydawała się większa, niż jest w rzeczywistości, a do największych nie należała. Znowu w jej głowie załopotało wspomnienie z wygnania ciotki Królik, podczas którego Wężowy kocur w żaden sposób nie reagował na opinie kotów dookoła, ignorując wszelkie logiczne argumenty i odrzucając nawet słowo własnego syna, plując mu prosto w pysk i jakoby wyrzucając go z grona rodzinnego - Nie jestem przekonana do tego rozwiązania. Lepiej się nie wychylać i nie żądać. Nie od niego - powiedziała głosem lekko ściszonym, który lekko drgnął w powietrzu, lecz wciąż zachowywał swoją obojętną chłodność. Co bury przywódca mógłby w takiej sytuacji pomyśleć? Jadowita Łapa dałaby sobie łeb uciąć, że srebrzystą córkę traktowałby z wielkim szacunkiem i czcią - w przeciwieństwie do reszty jego dziatwy - niżeli splunął na nią i przyznał się do błędnego przydziału mistrza.
[Obrazek: WT81BFp.png]
Somewhere deep in the dark
A h o w l i n g beast hears us talk
I dare you to close your eyes
And see all the colours in disguise
LVL 2 15 / 150
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#43
- Nie - odparła sucho. - Po co niepotrzebnie zzabijać? Jeśśśli ssamotnik albo pieszczoch bezz problemu pozzwala ssię odprowadzić na granice, to po co zz nim walczyć? Ryzzykowałabyśś tylko włassne zzdrowie. Trupa mussiałabyśś zzakopać. Jego zzapach mógłby zzwabić drapieżżniki, pozza tym śśmierdziałby. Niektórych zz nich lepiej puśścić, chociażżby po to, aby rozzpuśścili wieśści i zzniechęcili sswoich kolegów do odwiedzania tych sstron. - Miłosierdzie? Nie, raczej realizm i zdrowe podejście do kwestii, z których można wyciągnąć korzyści. Córka Żmijowego Ogona nie oponowałaby gdyby na teren ich klanu wkroczyli agresywni samotnicy, szukający ofiary i spotkałaby ich śmierć z łap Cienistych wojowników. Nawet by to pochwaliła i nie szczędziłaby ziół dla rannych. Ale niepotrzebne, całkowicie zbędne utarczki to inna sprawa. Wciąż pamiętała, jak nie tak dawno temu Ciernisty Kwiat prosiła koty o znoszenie pajęczyny, której jej zabrakło, a był to przecież podstawowy składnik do opatrywania ran. Nadchodziła Pora Nagich Drzew, podczas której wszystko było potrzebne i, jak na złość, wszystkiego przeważnie brakowało.
- Robi to, co uważża zza sssłuszne - co niekoniecznie faktycznie takie było, ale jak dotąd Klan Cienia jakoś żył i funkcjonował. Niektóre jego decyzje wydawały jej się dobre, inne wprost przeciwnie, na dodatek dostrzegała w kocurze spore pokłady cichej złośliwości. Dopóki jednak ów złe cechy nie uderzały w nią bezpośrednio, było jej to obojętne. Ćma już kiedyś stanęła w obronie swojej rodziny. Skończyło się to tak, że ona oberwała, druga strona konfliktu została posmyrana po główce, a jej rodzeństwo prędko się wykruszyło na czele z ojcem zostawiając ją na lodzie. Było warto? Nie. Od tego czasu znieczuliła się na tego typu sprawy, stawiając obowiązki ponad uczucia i sympatie bądź niechęć i żyło jej się zdecydowanie łatwiej.
- Nie nazzwałabym tego żżądaniem, raczej zzzdrowym rozssądkiem. Chcesz ssię uczyć, chcesz zossstać wojowniczką, więc powinnaśś mieć taką możżliwośść. Warto przynajmniej sspróbować. - Ćma odwróciła na moment wzrok od otoczenia i zerknęła na Jadowitą. Czyżby czegoś się obawiała?
[Obrazek: RWlLtdA.png]
LVL 4 30 / 300
MedLVL 4 87 / 500
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#44
Słuchała uważnie słów szylkretowej kotki, analizując odpowiedź i dochodząc do wniosku, że tak. Ćma ma rację. Pokojowe rozwiązanie ewentualnego konfliktu umożliwiało uniknięcie kontuzji i zranień wszelkiej maści, tym samym nie marnowali zasobów medyków. Poruszyła wibrysami, zerkając na koleżankę ukradkiem.
- Ma to sens - rzekła lekko, zwiększając ogon tak blisko ziemi, że poniekąd nim szurała - Mięśnie rzadko kiedy potrafią wygrać z umysłem. Tak słyszałam. Być może faktycznie nie trzeba przesadzać z agresją - w końcu nie są głupimi istotami, tylko myślącymi kotami które mają własną wolę i potrafią podejmować decyzje z rozpatrzeniem dobra i zła.
- Ośmielę się stwierdzić, że robi to, co jest mu i jego przybocznym na łapę - przystanęła w miejscu, wsłuchując się w otoczenie, by sprawdzić, czy aby na pewno są same. W razie czego mówiła ciszej, bardziej płytko.
- Widziałaś kiedyś, żeby na przykład taki Olchowy Szept dostał od niego karę? - Jad widziała go u boku Wężownika podczas felernej akcji z Króliczym Pląsem. Wyglądał niczym istny ochroniarz. Wierne psisko. Podobnie zresztą jak Wiewiorczy Ogon, choć do rudego nie żywiła już żadnych uczuć: ani pozytywnych ani negatywnych.
- Wyjście przed szereg - wymamrotała cicho, wyobrażając już sovie całą tę sytuację - Może spróbuję - nie była pewna, a nawet odczuwała niechęć, ale przecież nie dojdzie do niczego, chcąc kryć się przez całe życie w cieniu innych kotów, tak, by móc spokojnie obserwować i pochłaniać informacje.
Położyła się w trawie, niemo zarządzając przerwę. Miło było porozmawiać sobie w ukrytym przed wścibskim okiem miejscu, choć... Wiadomo. Jeśli ktoś będzie chciał im wejść na głowę to trafi prosto bez najmniejszych problemów.
LVL 2 15 / 150
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#45
Delikatny dotyk. Kogoś brak. Luka w miejscu, w którym powinna być teraz matka. Obudziły mnie jej delikatne ruchy, nie chciała przecież nikogo obudzić, nie chciała robić zbędnego zamieszania. Uchyliłem swoje niebiesko-zielone ślepa, a one szybko odnalazły Splątane Futerko, która bezzwłocznie zmierzała ku wyjściu z kociarni. Kochana mamusia. Coraz częściej tak znikała... coraz częściej zostawiała swoje dzieci na pastwę losu. To nie był jej pierwszy wybryk, często budziłem się rankiem i widziałem jak odchodzi w bliżej nieokreślonym kierunku. Po każdym takim incydencie w mym umyśle pozostawała luka, chęć dowiedzenia się, dokąd owa zmierza, gdzie łapy bezustannie nią niosą. Zacisnąłem szczęki, czując pewne rozczarowanie i wybrakowanie. Żadna inna matka tak nie robiła... Dlaczego więc trafiło to na mnie? Nie miałem ojca, nie miałem też matki... Powiodłem wzrokiem po rodzeństwie, chcąc się upewnić że nie będę miał zbędnych towarzyszy, po czym spokojnie i cichutko wstałem na swoje chuderlawe, siwe łapki. Musiałem się dowiedzieć, musiałem wiedzieć. Parłem do przodu nie chcąc zgubić swojej długowłosej rodzicielki. Szybko przebrnąłem przez kociarnię pełną śpiących, niewinnych istotek. Szczęśliwych istotek. Istotek, którym uwielbiałem zatruwać życie. Oni wszyscy byli słabi, nie umieli mi się nawet postawić... nie pojmowali moich zabaw.
Na dworze było jeszcze więcej śniegu niż dnia poprzedniego. Nowa warstwa świeżego puchu przykryła wczorajsze ślady aktywności obozowej, jednakże nowe tropy mej matki ułatwiały mi zlokalizowanie kierunku, w którym udała się Splątana. Z kamiennym wyrazem pyszczka ruszyłem po jej śladach czując, jak mróz przeszywa całe moje ciało wskroś. Z mego kanciatego pyszczka buchały kłęby pary. Po kilku chwilach zorientowałem się, dokąd to moja matka poszła... Uniosłem łeb spoglądając na wyjście z obozu. Swymi ślepiami spoglądałem się w nieznane, obce tereny które teraz były tak blisko mnie. Gdybym był jakimś lamusem, jak dzieciaki Wiewórki moja przygoda zakończyłaby się w tym momencie. Jednak ja byłem, odważny, byłem synem Iwana. Groźnego Iwana. I czując szybsze bicie serca, czując adrenalinę pompującą moje żyły pewnym krokiem wylazłem z obozu udając się w stronę Świerszczyny. Natłok nowych doświadczeń i zapachów buzował w moim łebku. Zacząłem rozglądać się z zainteresowaniem po nieznanej miejscówce. I gdzie niby były te poczwary, gdzie są potwory? Jestem w stanie stawić im czoła, jestem w stanie pokazać, że nie jestem pierwszym lepszym Cieniasem z kociarni. Mimo wszystko, pamiętałem cel, pamiętałem co napędziło mnie do wyjścia z nudnego obozu. Mama. I to, dokąd owa zmierza. Przymknąłem oczęta i spróbowałem skupić się na jej woni.

//mg?
[Obrazek: bToVQ6I.png]
LVL 2 20 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości