Duży, masywny kocur o długim i gęstym futerku w barwie niebieskiej pręgowanej klasycznie. Ma przeciętnej wielkości łapy, a jego ogon jest długi i puszysty. Nosek jest ciemno kremowy, a oczy duże, jasnożółte. Uszy o średniej wielkości postawione do góry. Na nieco jaśniejszym końcu pyszczka ma długie sterczące wąsy.
wyluzowany; podwyższona samoocena; analityk; dosyć spokojny; łatwo się irytuje, ale stara się tego nie okazywać; ambitny; perfekcjonista
Wiatr? Zwyczajny pech? A może kostki Mistrza Gry? Coś uparcie nie pozwalało Topniejącemu Lodowi przeprowadzić sprawnego polowania, podczas którego nie miałby tego typu problemów. Orzesznica okazała się być naprawdę szybka. Gryzoń mknął przed siebie, mając na ogonie niebiesko białego wojownika, który jednak nie był w stanie go dogonić. Nie stracił mimo tego zwierzyny z oczu i jeśli tylko by chciał, to mógł próbować biec dalej. Wiązało się to jednak z coraz większym zmęczeniem, które już teraz zaczęło doskwierać cienistemu wojownikowi.
Za to Wirujące Pióro miał o wiele więcej szczęścia. Zareagował odpowiednio szybko i w zasadzie nie musiał nawet prowadzić jakiejś bardzo długiej i wyczerpującej pogoni za wróbelkiem, który usiłował uciec i wzbić się w powietrze. Ptak nie miał na tym etapie żadnych szans i kiedy wojownik na niego wyskoczył, od razu złamał mu skrzydła i wiadomo było, że już jest po wszystkim. Nie minęło nawet wiele uderzeń serca, kiedy skończył martwy w pysku Wirującego Pióra. Bury kocur zaczynał jednak odczuwać zmęczenie wynikające z wysiłku, jaki włożył w to polowanie.
<img><img src="https://i.imgur.com/dhJkGwH.png" height="150" /> i don't have any answers themore i know, the m or e i grow i wanna tear DOWN boundaries i wannagreet myenemies i wanna see what i haven't seen xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx≡ cause i k n o w there's more ≡
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
To zdecydowanie kostki Mistrza Gry Poczuł, jak dobry humor ponownie znika, ustępując miejsca złości, i buzującej w nim adrenalinie. Jego cel był prosty – zabić orzesznicę. Co więc sprawiało mu tyle kłopotu? Zastanawiające było również to, że potrafiła tak zasuwać na tych swoich krótkich łapach, ale to tym bardziej go irytowało, bo powinien już dawno ją dogonić. Postanowił przyspieszyć, mając nadzieję, że zdoła do niej dobiec i móc na nią skoczyć, by jednym ugryzieniem skręcić jej kark.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
No i kolejna zdobycz do kolekcji, jak miło. Jego widocznie kostki kochały. Tak więc gdy tylko zatopił kły w wróblu, który stopniowo przestał się rzucać, uśmiechnął się z satysfakcją. Co prawda, faktycznie czuł już stopniowe zmęczenie, więc nie zamierzał dużo dłużej pobyć w lesie. Ot, uznał że to ostateczna zdobycz na dzisiaj i wystarczy mu już dzisiaj zabawy z wiatrem, czy niepotrafieniem znalezienia zwierzyny, więc postanowił zebrać to, co dzisiaj złapał i wrócić do obozu. I to właśnie uczynił.
Duży, masywny kocur o długim i gęstym futerku w barwie niebieskiej pręgowanej klasycznie. Ma przeciętnej wielkości łapy, a jego ogon jest długi i puszysty. Nosek jest ciemno kremowy, a oczy duże, jasnożółte. Uszy o średniej wielkości postawione do góry. Na nieco jaśniejszym końcu pyszczka ma długie sterczące wąsy.
wyluzowany; podwyższona samoocena; analityk; dosyć spokojny; łatwo się irytuje, ale stara się tego nie okazywać; ambitny; perfekcjonista
Szybkość orzesznicy? Najpewniej tym razem tak - była to przeszkoda, której Topniejący Lód nie mógł w tym momencie pokonać, choćby nie wiadomo jak się starał. Orzesznica wciąż gnała przed siebie, wyraźnie kierując się w jakieś zarośla. Nie zdążyła jednak do nich dotrzeć, przynajmniej na razie - Topniejący Lód wciąż siedział jej na ogonie i miał szansę dalej biec, by próbować ją złapać. Stawał się jednak coraz bardziej zmęczony i wyraźnie kosztowało go to nieco wysiłku. Nikt jednak nie powiedział, że pogoń za zwierzyną jest taka banalna.
<img><img src="https://i.imgur.com/dhJkGwH.png" height="150" /> i don't have any answers themore i know, the m or e i grow i wanna tear DOWN boundaries i wannagreet myenemies i wanna see what i haven't seen xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx≡ cause i k n o w there's more ≡
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Miał szansę? Tak więc to co zrobi, jest oczywiste. W dalszym ciągu się nie poddawał, wręcz tym gardząc i biegł za orzesznicą, mając ambitny plan ją złapać. Porażka nie wchodziła w grę. Nieważne jak wiele kłód rzucano mu pod łapy, nie miał zamiaru dać jej uciec. Była skazana już od początku, gdy ją zauważył, więc nie było opcji, że pozwoli jej ot tak się schować. Wciąż biegł, a chociaż jego myśli nie były zbyt optymistyczne, to wiedział, że jemu zawsze się uda. Gdyby ją dogonił, wiadomo, co by zrobił – skoczył i najwyzajniej w świecie ją udusił, rozszarpał, rozerwał, cokolwiek. Po prostu zabił, ale bardzo wolno, żeby miała nauczkę.
Duży, masywny kocur o długim i gęstym futerku w barwie niebieskiej pręgowanej klasycznie. Ma przeciętnej wielkości łapy, a jego ogon jest długi i puszysty. Nosek jest ciemno kremowy, a oczy duże, jasnożółte. Uszy o średniej wielkości postawione do góry. Na nieco jaśniejszym końcu pyszczka ma długie sterczące wąsy.
wyluzowany; podwyższona samoocena; analityk; dosyć spokojny; łatwo się irytuje, ale stara się tego nie okazywać; ambitny; perfekcjonista
Nie wszystko więc poszło tak, jak Topniejący Lód to sobie wyobrażał i zaplanował. Orzesznica przebierała bez ustanku łapkami i w końcu wparowała w kępę trawy, znikając wśród niej i tyle ją widzieli. Dalej cienisty wojownik po prostu stracił ją z oczu. Krótko mówiąc - zwierzyna zdołała uciec i Topniejącemu Lodowi nie udało się jej złapać.
<img><img src="https://i.imgur.com/dhJkGwH.png" height="150" /> i don't have any answers themore i know, the m or e i grow i wanna tear DOWN boundaries i wannagreet myenemies i wanna see what i haven't seen xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx≡ cause i k n o w there's more ≡
Drobna i niewielka koteczka stanowi razem z Tygrysicą dwie krople wody, zważywszy na to, że są bliźniaczkami. Ma krótkie futerko koloru kremowego, które ciemnieje do czerni na ogonie, łapkach, pyszczku i uszach, poprzecinanej jaśniejszymi ciapkami tu i ówdzie, świadczącymi o tym, że jest szylkretką. Ma na sobie białe znaczenia, które na przedniej prawej łapie pokrywa tylko jeden, zewnetrzny palec, a na tylnej lewej wszystkie poza jednym wewnetrznym. Ma również niewielkie znaczenie na piersi, taką łatke. Grzbiet i zadek kocicy jest również odrobine ciemniejszy i pokrywa go nalot, który odcieniem przypomina czarnobrązowy pysk ogon i łapy, tyle, że nie jest tak głeboki i zatrzymał sie gdzieś w 40% przezroczystości. Jej oczy są błekitne odkąd świat pamieta, a nawet ułożenie pasm w źrenicach jest takie same, jak u Tygrysicy.
Lwica od zawsze była małą buntowniczką i nie zmieniło sie w tej kwestii nic a nic. Jest już nie takim małym urwisem w którego głowie zawsze pojawiają się nowe pomysły do żarcików oraz złośliwości, którymi będzie mogła uprzykrzyć komuś życie. Mrówki w legowisku? No jasne! Zgniłe jajo zrzucone na łeb z gałęzi? WSPANIALE! Kocica nic nie robi sobie z pretensji matki oraz ojca, a także w nosie ma konsekwencje swoich akcji, no, zazwyczaj, bo nie jest bezmyślna i głupia jak but, potrafi myśleć i dobrze oceniać sytuację, zwłaszcza z pomocą mądrej Tygrysicy. Jest rozrabiaką, która uwielbia dramy oraz głośne wyciąganie brudów na wierzch, przy czym nie dba o to co ktoś sobie o niej myśli, ponieważ zawsze może odchrząknąć, ułożyć futerko i za sprawą tego, że zna siostrę bliźniaczkę na wylot, zabawić się w nią i udawać po prostu Tygrysicę w perfekcyjny sposób.
Wietrzny Wąs [kr]
Czuła się pusta i wybrakowana bez tygrysicy obok. Nie wiedziała co ma ze sobą robić a na treningi nie chodziła i przez cały czas spała poza obozem. Była bardziej jak samotnik niż kot z klanu cienia ale nigdy nie odchodziła za daleko, bo samej jej się nie chciało. Była właśnie obok łabędziego gniazda kiedy usłyszała szczekanie. Nie wiedziała co psy robią w tym miejscu ale słyszała że były z człowiekiem który porwał jej brata. Patrzyła w las i próbowała je zobaczyć ale nie widziała nic a nagle zrobiło się cicho. -CO u LIcha...... - Zaskrzeczała sama do siebie.
Usłyszała za sobą dźwięk łap i kiedy się odwróciła miała już na swojej głowie zaciśnięte zę by, próbowała się wyrywać ale kieł wszedł jej w oko i czuła że wbił się w szczękę. Zaczęła wrzeszczeć bo nie dała rady wyrwać się z mordy dużego psa a kiedy wrzeszczała zaraz przybiegł jeszcze drugi duży pies i średni które zaczęły szarpać jej ciałem zanim skończyła przerwana na pół i w końcu bólu już nie czuła tylko patrzyła na siebie z góry zanim Tygrysica ją zabrała.
Wyrósł na ponadprzeciętnie dużego i przystojnego kocura o postawnej sylwetce, szerokich barkach oraz czaszce, a jego z reguły dostojny wyraz pyska bardzo pasuje do charakteru, nawet jeśli od czasu do czasu pojawi się na nim grymas. Jego długie futro o szarobiałej bazie jest ubrudzone na pysku, łapach oraz ogonie nieco wyblakłym odcieniem błękitu, który na podbródku, czole (pod postacią kreski, ciągnącej się między oczami) oraz palcach wszystkich stóp zakryty jest śnieżną bielą, pojawiającą się również na gardle, piersi, a także brzuchu kocura, lecz w tych rejonach jest niemalże niewidoczna. Stąpa pewnie, w powolnym i nieśpiesznym rytmie, łypiąc na wszystko i wszystkich w spokojny oraz stonowany sposób spojrzeniem swoich turkusowoniebieskich oczu w kształcie migdałów.
Niewyróżniający się na tle przeciętności kocur, którego podstawowymi cechami, podpierającymi cały charakter, są obowiązkowość, sumienność oraz wyrozumiałość. Nigdy nie był, nie jest i nie będzie kotem zapatrzonym w nieistniejącą doskonałość Klanu Cienia, jako że ma pełną świadomość trawiących jego dom wad oraz swego rodzaju schorzeń, które tworzą wewnętrzne podziały i osłabiają trzymające ich ze sobą więzi. Niezależnie od wszystkiego jest lojalny i, przede wszystkim, sprawiedliwy. Zawsze stanie murem za bezpodstawnie uciśnionym i pierwszy wystąpi przed szereg, co by przyjąć na siebie uderzenie ociekającego jadem kamienia, rzuconego tylko po to, aby zasiać zamęt i ferment. Ma niepoprawne wręcz pokłady cierpliwości i w jego olbrzymim, mężnym sercu nie brakuje ciepła, wsparcia oraz podpory dla nikogo, nawet tych, którzy w opinii publicznej są doszczętnie skończeni. Wbrew wszystkim znakom na niebie i ziemi nie jest godzącym się na wszystko mięczakiem, a wojownikiem surowym oraz wymagającym, który po przebaczeniu będzie oczekiwał poprawy i, jeśli ta nie nastąpi, drugiej szansy nie podaruje. Znajdowanie się w centrum uwagi nie jest dla niego żadnym problemem, choć nigdy o to nie zabiega, tak jak i nie doprasza się o czyjąś sympatię. Ośnieżony Szlak zna swoją wartość - za każdą zniewagę gotów jest odpłacić się tym samym, choć nieprzyjemne doświadczenia woli raczej kolekcjonować, co by wyłożyć je na światło dzienne w dogodnej sytuacji.
Biała Burza [KRz]
⠀⠀⠀Razem ze Skocznym Krokiem spędzili wesołe popołudnie przy Księżycowym Jeziorze, przepychając się w wodzie niczym para nastolatków, nim uznali, że najwyższa pora się osuszyć i wrócić do obozu, jako że czeka ich jeszcze wieczorny patrol. Z każdym kolejnym krokiem byli coraz bliżej Łabędziego Gniazda i najpewniej minęliby to miejsce łukiem, gdyby nie fakt, iże wiatr zmienił kierunek i do ich nozdrzy dotarły paskudne odory, bynajmniej nie stare i zwietrzałe, a w dalszym ciągu świeże. W żołądku Ośnieżonego Szlaku coś się poprzewracało, a zmartwione spojrzenie jego przyjaciela oraz jego wymowne milczenie mówiły same za siebie.
⠀⠀⠀Nim ruszył ku miejscu masakry przystanął w miejscu i wsłuchał się w dźwięki lasu oraz uważnie omiótł okolicę badawczym spojrzeniem, jako że nie chciał nadepnąć na pysk żadnego lisa, a już tym bardziej borsuka, choć wcale nie był zadowolony, kiedy dostrzegł ciało swojej siostry, czy też to, co po niej zostało. Spojrzał na rozerwane truchło kocicy i zaraz później zarzucił łeb do tyłu i zamknął oczy, natychmiastowo próbując wymazać to sobie z pamięci, choć nie było to wcale takie łatwe. Martwiło go również to, że tak blisko obozu kręciły się psy, lecz pora na to nie była odpowiednia. Wykopał dół w miejscu, w którym stał, wspierając się pomocą Skocznego Kroku. Ani myślał o targaniu tych szczątków do obozu, jako że połowa Lwicy pogubiłaby się po drodze, a klan nie powinien oglądać czegoś takiego. Nie potrafił nawet dotknąć jej pozostałości swoją łapą, co by zepchnąć ją ku grobowi, dlatego wziął w pysk gruby patyk i to nim przeciągnął ją w miejsce, które po chwili zakopał.
⠀⠀⠀Nie czuł już nic. Nie czuł ani goryczy, ani pustki, ani straty. Nigdy szczególnie nie dogadywał się z bliźniaczkami i zawsze były w jego oczach jedynie napędem kłótni oraz dramatów, które dzieliły ich rodzinę. Nie mógł powiedzieć, że to dobrze, iże obydwie zmarły, lecz nie mógł jednocześnie temu zaprzeczyć. Stojąc tak drgnął nagle, kiedy zdawało mu się, że gdzieś w oddali rozległo się pojedyncze szczeknięcie, lecz potrząsnął głową. Musiało mu się zdawać, choć nie lekceważył tego.
⠀⠀⠀Szturchnął Skoczny Krok w bark i narzucił jeszcze szybsze tempo, niż dotychczas. Nie chciał tu być. Nie czuł się bezpiecznie.
Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
Kolejny dzień i kolejny samotny spacer, jednak tym razem nie za daleko od obozu.
Mimo iż uwielbiała błyszczeć w towarzystwie, być w czyimś centrum uwagi, obserwować koty i je poznawać… to jednak naprawdę przepadała także za przebywaniem tylko w swoim własnym towarzystwie. Nie całe czas, rzecz jasna, ale samotne polowania, przechadzki po terenach, granicach czy nawet zaszycie się na drzewie nad obozem nie były jej obce. Tego dnia bura kocica nie miała szczególnej ochoty słuchać odgłosów klanowego życia czy obserwować koty, więc wyszła z obozu i kawałek od Łabędziego Gniazda wspięła się na drzewo, by położyć się na jednej z grubych gałęzi. Jej ciemny ogon swobodnie zwisał z gałęzi, łeb zaś ułożyła na korze. Przymknęła oczy, ale wciąż czuwała.
Masywny, wysoki, dumny, kopia ojca; Niczym własny ojciec z łatwością zalicza się do tych większych i wyższych. Kocur ma dobrze zbudowaną, masywną sylwetkę o szerokich barkach i krępym karku oraz gruby, puchaty ogon, pokryty kudłatą sierścią. Na ciele królewicza znajduje się długa, wiecznie nieskazitelnie ułożona, bura sierść bez żadnej kropli bieli, którą przecinają grube, smoliste i klasyczne pręgi. Niewątpliwie cechą charakterystyczną syna Olchowego Szeptu są szlachetnie uwydatnione bokobrody czy zachwycająca, puchata kryza pokrywająca jego kark, gardło i pierś. Jego oczy są jadowicie żółte, a ich spód otoczony jest jasno-kremową sierścią - nos natomiast jest w kolorze ciemnej cegły z ciemno-szarym nalotem. Uszy trójkątne, zakończone gęstymi, ciemnymi frędzlami o wystającym, jasnym futerku. Porusza się z dumą i gracją, przykładając do każdego kroku ogrom uwagi. Blizny ma na grzbiecie nosa; wyszczerbione ucho; na lewym policzku oraz tuż przy początku ogona.
Opanowany, pewny siebie; dojrzały; Kocur został obdarzony sporym ambicjami, które planuje zrealizować jak najlepiej. Tym bardziej teraz, kiedy ma szanse na odbudowę zawalonych fundamentów. Tak jak i reszta rodziny uznaje wyższość własnej krwi i nie sposób odnaleźć u niego szacunku do kotów tej mieszanej. Tym razem w odpowiedni sposób pojął przekazywane przez ojca wartości, a dzięki długiej chorobie delikatnie się wyciszył co pozwoliło na przemyślenie wielu spraw. Dalej jednak nie obchodzi go zdanie kotów, które uznaje za głupsze, bądź "brudne". Stara się zmienić pogląd na siebie w oczach innych. Zaczął respektować zasady Kodeksu oraz szanować koty starsze czy wyższe rangą; a co najważniejsze, te będące jego rodziną; czego zdawał się w przeszłości nie robić, wierząc we własną nieomylność. Pomimo wysokiej samooceny i poglądu na siebie nie jest delikatnym kwiatuszkiem i krytyka nie podcina mu skrzydeł jak kiedyś. Nie obawia się mówienia o swoich poglądach, potrafi postawić na swoim i ostro się wyrażać. Stał się rozważniejszy, bardziej opanowany, dzięki czemu przykłada sporą wagę do wypowiadanych słów i zapamiętywanych informacji.
Popielny Żar, Olcha [KC], Cyprysowa Łuska [KG]
Nie lubiłem opuszczać obozu niepewny dokładnych nazw i wyglądu poszczególnych miejsc na terenach. Mimo to ciągłe przebywanie w ciasnych, obozowych ścianach sprawiało, że miałem ochotę przejechać sobie pazurami po pysku. Zrobiłbym to gdyby nie fakt, że mógłbym jeszcze bardziej się oszpecić. Byłem dumny ze swoich nabytych, subtelnie zdobiących moje ciało blizn. Jednak dwie szramy na policzku zadane przez ojca nie były powodem do dumy, a dokładanie sobie żałosnych blizn po samookaleczeniu - cóż, o byłoby już poniżające. Dlatego w momencie w którym nuda i brak odpowiedniego zajęcia wziął górę, postanowiłem zabrać się ze Zwichrzonym Ogonem i jego partnerką na polowanie, chociaż sam raczej wolałem postawić na spacer w czyimś znośnym towarzystwie. W okolicach - jak się dowiedziałem od burego kocura - Łabędziego Gniazda, rozdzieliliśmy się i podziękowałem uprzejmie za wskazanie okolicznego teren oraz pożegnałem dwójkę starszych wojowników, po czym oddaliłem się we wskazanym kierunku gdzie ów Łabędzie Gniazdo miało się znajdować. Liczyłem na to, że miejsce nie będzie zajęte już przez jakiegoś kota. Powiedzmy sobie szczerze, że tereny klanu Cienia nie były malutkie i naprawdę przypadkowe spotkanie się z jakimś wojownikiem w momencie chęci spędzenia czasu w samotności; było sporym niedogodzeniem ze strony losu. Tak też się stało w moim przypadku, chociaż natrafienie na Zimno nie było wcale tak złą możliwością. Dostrzegłem jej sylwetkę na jednej z grubszych gałęzi drzewa w drodze do wskazanego przez Zwichrzonego Ogona miejsca, a mój ogon nieco drgnął. Po chwili sam lekko zadarłem łeb by moc lepiej widzieć sylwetkę kocicy. — Kąsające Zimno! — mruknąłem jej stronę tym razem zwracając się do niej wojowniczym imieniem, a kąciki mojego pyska uniosły się nieznacznie. — Cóż za przypadek, że akurat ciebie tutaj spotkałem. — chociaż nie mogłem narzekać. Uniosłem wyżej kudłaty ogon i zafalowałem nim przyjaźnie. Po naszej ostatniej rozmowie miałem wrażenie, że Zimno się do mnie jakkolwiek przekonała, dlatego pozwoliłem sobie na nieco pewniejsze oznaki sympatii w jej stronę, chociaż dalej zachowywałem zdrowy i komfortowy dystans. — Przerwa w polowaniu? — uniosłem lekko brew postanawiając, że tym razem zmuszę się i zacznę jakiś temat z własnej woli. Przysiadłem więc tak, aby Zimno mogła mnie widzieć a ja ją i oczekiwałem na możliwą odpowiedź.
Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
Młoda wojowniczka co jakiś czas uchylała powieki i skanowała spojrzeniem okolicę – i w ten sposób wypatrzyła Pękniętą Łapę… a raczej bliżej niezidentyfikowaną, zbliżającą się w jej stronę ciemną sylwetkę. Dopiero po pewnym czasie rozpoznała burego terminatora, jednak milczała. Nie wołała go; w końcu damy nie krzyczą… a jeżeli brat będzie zainteresowany jej towarzystwem, to niech się sam pofatyguje.
Jej ogon zakołysał się lekko na boki, gdy Pęknięta Łapa stanął pod drzewem.
– Pęknięta Łapo – odezwała się uprzejmie, pozwalając sobie na nieznaczny uśmiech… który bardziej był kwestią wyuczonej chęci sprawiania dobrego wrażenia, niż jakimkolwiek pokazaniem jej stosunku wobec obecności kocura. Prawdę powiedziawszy była nastawiona neutralnie do rozmowy z Krą, ni to ją ziębiło, ni grzało. – Rraczej zwykłe znudzenie obserrwowaniem klanowego życia – odparła, nie ruszając się ze swojego miejsca na gałęzi. Rzuciła jednak spojrzenie za siebie, jakby sprawdzając, ile zostało na niej miejsca, i właściwie to jej brat powinien bez problemu się zmieścić, ba, oboje mieliby jeszcze trochę przestrzeni osobistej.
– Wejdziesz na górrę? – spytała, poruszywszy lekko uszami.
Masywny, wysoki, dumny, kopia ojca; Niczym własny ojciec z łatwością zalicza się do tych większych i wyższych. Kocur ma dobrze zbudowaną, masywną sylwetkę o szerokich barkach i krępym karku oraz gruby, puchaty ogon, pokryty kudłatą sierścią. Na ciele królewicza znajduje się długa, wiecznie nieskazitelnie ułożona, bura sierść bez żadnej kropli bieli, którą przecinają grube, smoliste i klasyczne pręgi. Niewątpliwie cechą charakterystyczną syna Olchowego Szeptu są szlachetnie uwydatnione bokobrody czy zachwycająca, puchata kryza pokrywająca jego kark, gardło i pierś. Jego oczy są jadowicie żółte, a ich spód otoczony jest jasno-kremową sierścią - nos natomiast jest w kolorze ciemnej cegły z ciemno-szarym nalotem. Uszy trójkątne, zakończone gęstymi, ciemnymi frędzlami o wystającym, jasnym futerku. Porusza się z dumą i gracją, przykładając do każdego kroku ogrom uwagi. Blizny ma na grzbiecie nosa; wyszczerbione ucho; na lewym policzku oraz tuż przy początku ogona.
Opanowany, pewny siebie; dojrzały; Kocur został obdarzony sporym ambicjami, które planuje zrealizować jak najlepiej. Tym bardziej teraz, kiedy ma szanse na odbudowę zawalonych fundamentów. Tak jak i reszta rodziny uznaje wyższość własnej krwi i nie sposób odnaleźć u niego szacunku do kotów tej mieszanej. Tym razem w odpowiedni sposób pojął przekazywane przez ojca wartości, a dzięki długiej chorobie delikatnie się wyciszył co pozwoliło na przemyślenie wielu spraw. Dalej jednak nie obchodzi go zdanie kotów, które uznaje za głupsze, bądź "brudne". Stara się zmienić pogląd na siebie w oczach innych. Zaczął respektować zasady Kodeksu oraz szanować koty starsze czy wyższe rangą; a co najważniejsze, te będące jego rodziną; czego zdawał się w przeszłości nie robić, wierząc we własną nieomylność. Pomimo wysokiej samooceny i poglądu na siebie nie jest delikatnym kwiatuszkiem i krytyka nie podcina mu skrzydeł jak kiedyś. Nie obawia się mówienia o swoich poglądach, potrafi postawić na swoim i ostro się wyrażać. Stał się rozważniejszy, bardziej opanowany, dzięki czemu przykłada sporą wagę do wypowiadanych słów i zapamiętywanych informacji.
Popielny Żar, Olcha [KC], Cyprysowa Łuska [KG]
Na widok nieznacznego uśmiechu połączonego z uprzejmym przywitaniem, mój ogon lekko drgnął i poczułem, że wcześniej posłana uprzejmość nie była zmarnowana. Poruszyłem lekko uszami na odpowiedź co do przyczyny jej obecności w tym miejscu. Wychodziło na to, że podobna przyczyna zmusiła nas do opuszczenia obozu. Ciągłe siedzenie w obozie było monotonne tak samo jak obserwowanie ciągle tych samych pysków przy tych samych czynnościach co wchód, czy dwa wschody słońca temu. Naprawdę szło dostać w głowę od tego. Uśmiechnąłem się nieznacznie rozbawiony i skinąłem łbem po jej słowach, — A więc sprowadziły nas tu podobne okoliczności. — mruknąłem spokojnie, mrużąc lekko żółte ślepia przez promienie słońca, które w nie wpadały kiedy zadzierałem nieznacznie łeb aby móc widzieć własną rozmówczynię. Na razie taka perspektywa mi nie przeszkadzała, jednak na dłuższą metę mogła być irytująca i zdecydowanie "odczuwalna". Najbardziej dla mojego karku, który nie był przystosowany do dłuższego zastygania w podobnej pozycji. Na całe szczęście Kąsające Zimno zaproponowała mi wejście na zajmowaną przez nią gałąź, pokiwałem łbem w geście akceptacji oferty. Prędzej czy później sam zapytałbym o to, czy nie przeszkadzałoby jej jakbym przysiadł obok - a tak? Poszło szybciej i nie musiałem się o to prosić. Bez problemu wspiąłem się i już po kilku uderzeniach serca przysiadłem w wolnym miejscu i szybko wygładziłem sierść na piersi kilkoma ruchami szorstkiego języka. Wysunąłem nieznacznie pazury i wbiłem je w korę dla utrzymania równowagi i kiedy byłem jej już pewien, wyprostowałem się i opuściłem ogon luźno z gałęzi, rozglądając się. Widok z tej perspektywy był interesujący i w końcu dojrzałem - najprawdopodobniej - wcześniej wskazane mi, Łabędzie Gniazdo. — Przyjmij moje gratulacje co do ukończenia treningu Kurzego Ziarna. — odezwałem się po chwili nie zerkając nawet na siostrę, a skupiając się na powolnym przyswajaniu widoku cienistych terenów z góry. Kiedy już to zrobiłem, przejechałem spokojnym spojrzeniem na mordkę Zimna i poruszyłem uszami z zainteresowaniem. Kurze Ziarno wywarła na mnie pozytywne wrażenie, a że sprawnie ukończyła trening; możliwie dobrze o niej świadczyło.
Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
Podobne okoliczności, hm? Nawet jeżeli Kra nie do końca mówił prawdę i, dajmy na to, faktycznie sam był na polowaniu, to nie było to na tyle zajmujące, by miała zamiar o to jakkolwiek wypytywać. Obserwowała w milczeniu brata, gdy ten wspinał się na drzewo i przesuwał po gałęzi, by w końcu znaleźć się niedaleko niej. No proszę, a ona już w środeczku lekko wątpiła, czy Kra w ogóle umie chodzić po drzewach.
– Dziękuję – odparła prosto, gryząc się zaraz po tym w język, by nie spytać, ile czasu jeszcze on ma zamiar spędzić na randze terminatora. Było to jednak… niepotrzebne dla relacji, która i tak była w jej odczuciu dość krucha. Poza tym mistrzem Pękniętej Łapy był Olchowy Szept, a on ostatnimi czasy nie chodził za często nawet na ceremonie; miała też podejrzenia, że nie zamierzał zbyt szybko puścić Kry na rangę wojownika. – Była barrdzo pojętną uczennicą. – Podobnie jak Klonowa Łapa, gdyby chciała, ale… na to wolała spuścić zasłonę milczenia. – Chociaż sama się nie spodziewałam, że będę pierrwszą z naszego rrodzeństwa, którra wytrrenuje terrminatorra.
Masywny, wysoki, dumny, kopia ojca; Niczym własny ojciec z łatwością zalicza się do tych większych i wyższych. Kocur ma dobrze zbudowaną, masywną sylwetkę o szerokich barkach i krępym karku oraz gruby, puchaty ogon, pokryty kudłatą sierścią. Na ciele królewicza znajduje się długa, wiecznie nieskazitelnie ułożona, bura sierść bez żadnej kropli bieli, którą przecinają grube, smoliste i klasyczne pręgi. Niewątpliwie cechą charakterystyczną syna Olchowego Szeptu są szlachetnie uwydatnione bokobrody czy zachwycająca, puchata kryza pokrywająca jego kark, gardło i pierś. Jego oczy są jadowicie żółte, a ich spód otoczony jest jasno-kremową sierścią - nos natomiast jest w kolorze ciemnej cegły z ciemno-szarym nalotem. Uszy trójkątne, zakończone gęstymi, ciemnymi frędzlami o wystającym, jasnym futerku. Porusza się z dumą i gracją, przykładając do każdego kroku ogrom uwagi. Blizny ma na grzbiecie nosa; wyszczerbione ucho; na lewym policzku oraz tuż przy początku ogona.
Opanowany, pewny siebie; dojrzały; Kocur został obdarzony sporym ambicjami, które planuje zrealizować jak najlepiej. Tym bardziej teraz, kiedy ma szanse na odbudowę zawalonych fundamentów. Tak jak i reszta rodziny uznaje wyższość własnej krwi i nie sposób odnaleźć u niego szacunku do kotów tej mieszanej. Tym razem w odpowiedni sposób pojął przekazywane przez ojca wartości, a dzięki długiej chorobie delikatnie się wyciszył co pozwoliło na przemyślenie wielu spraw. Dalej jednak nie obchodzi go zdanie kotów, które uznaje za głupsze, bądź "brudne". Stara się zmienić pogląd na siebie w oczach innych. Zaczął respektować zasady Kodeksu oraz szanować koty starsze czy wyższe rangą; a co najważniejsze, te będące jego rodziną; czego zdawał się w przeszłości nie robić, wierząc we własną nieomylność. Pomimo wysokiej samooceny i poglądu na siebie nie jest delikatnym kwiatuszkiem i krytyka nie podcina mu skrzydeł jak kiedyś. Nie obawia się mówienia o swoich poglądach, potrafi postawić na swoim i ostro się wyrażać. Stał się rozważniejszy, bardziej opanowany, dzięki czemu przykłada sporą wagę do wypowiadanych słów i zapamiętywanych informacji.
Popielny Żar, Olcha [KC], Cyprysowa Łuska [KG]
— Miałem przyjemność z nią rozmawiać. — odparłem spokojnie, nieznacznie wzruszając barkami. Była wtedy jeszcze terminatorką. Podzieliła się ze mną całkiem interesującą informacją, jednak to było pewnie pojęcie względne; ona również sporo czasu spędziła w lecznicy marnując cenne księżyce. Było w tym coś dzięki czemu poczułem lekką nić porozumienia między mną a szylkretową kotką, która niedawno otrzymała swoje wojownicze miano. Oboje mieliśmy więc doświadczenie na tej samej płaszczyźnie jaką była długa choroba i siedzenie w lecznicy. Chociaż jej udało się sprawnie ukończyć trening i być może sama rozpocznie szkolenie kolejnego pokolenia przyszłych wojowników. Mimo jej nadmiernego pokładania nadziei w Gwiezdnym Klanie, tak jak nazwała to Zimno - wydawała się pojętna a do tego wychowana. Wiedziała jak się zachować podczas rozmowy i chociaż nie do końca jej jeszcze ufałem, bo - cóż, rozmawialiśmy raptem raz! Miałem nadzieje, że na tym się nie skończy i idą mi się poznać ją nieco bliżej. Schlebiały mi jej słowa zainteresowania mną, a zresztą; posiadanie przyjaciół nie było niczym złym. Potrzebowałem ich, odczuwając nieprzyjemny brak takowych kotów w moim życiu. Zmarnowałem kawał księżyców we własnym towarzystwie nie mając nikogo takiego. Więc to chyba najlepszy czas na nadrobienie tak rażących zaległości. — Zrobiła na mnie dobre wrażenie, nie powinna przynieść ci wstydu, Zimno. — zapewniłem spokojnie po chwili, a na następne słowa burej kocicy, lekko uniosłem brew, a moje wibrysy nieznacznie drgnęły. Cóż, pewnie sprawnym ukończeniem treningu Kurzego Ziarna nieco wkurzyła resztę naszego rodzeństwa, które chciałoby zgarnąć ten tytuł dla siebie, jednak... — Dlaczego? — zapytałem zaciekawiony, kierując w jej stronę trójkątne uszy. W moich oczach Zimno uchodziła za kotkę konkretną, dlatego to, że szybko wyszkoliła terminatora nie było wielkim zaskoczeniem. Powiedzmy.
Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
- Mówisz? – spytała, poruszając lekko uszami z zainteresowaniem. Nie żeby w to wątpiła, bo nie dopuściłaby do mianowania kogoś, kto wzbudziłby jej wątpliwości w najmniejszym choćby stopniu i kto miałby przynieść jej wstyd; po prostu była zaciekawiona, w jakiż to sposób Kurze Ziarno wywarła na Krze dobre wrażenie – czy jakoś inaczej, niż byciem sympatyczną i dobrze wychowaną.
– Zostałam wojowniczką… mniej więcej czterry księżyce po tym, jak mianowany był Zawierrucha i Szrron. – I nigdy nie miałam ambicji na to, by być najlepsza… a oni wszyscy okazali się tak dużym rozczarowaniem, że musiałam to nadrobić. Te słowa jednak nie były przeznaczone dla uszu Kry, nie ufała mu na tyle, by cokolwiek mu zdradzać. Teraz czuła, że musiała nadrabiać nie tylko za swoich braci, nie tylko za swoją matkę… ale nawet i za ojca. Szkoda, że trening Klonowej Łapy szedł jak szedł, czyli praktycznie wcale. – Sądziłam po prrostu, że to którremuś z nich uda się szybciej, niż mi – dodała spokojnie.