Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
Trzeba przyznać, że wyszło całkiem zgrabnie. Kilka listków niestety zniszczyła, porwała i poszatkowała, przez co nie nadawały się już do niczego, ale całkiem sporo pozostało nietkniętych. Pomysł z kopaniem okazał się jeszcze lepszy, dzięki niemu dobrała się do korzeni. Dumna z siebie ukryła znaleziska, żeby później po nie wrócić. Nareszcie poczuła, że jest do czegoś przydatna, że dzięki temu pomoże rannym lub chorym.
Ćma obejrzała się wokół siebie sprawdzając, czy podczas gdy ona torturowała roślinkę ciotka i brat nie oddalili się za bardzo. Dostrzegła, że z jednego brata zrobiło się dwóch. Osa jednak nie spał? A to niespodzianka. Czy on w ogóle wiedział, co miał robić i co zbierać, a czego unikać? Najpewniej nie. Imbecyl. Cóż, Pszczoła mógł mu wszystko wyjaśnić, ona nie miała zamiaru tracić na coś takiego czasu, stfu.
Szylkretka ruszyła przed siebie, ponownie dbając o zachowanie ciszy i poruszaniu się pod wiatr. Strzelała oczami na prawo i lewo szukając czegoś, co rzuci jej się w oczy, a od czasu do czasu także nasłuchując, w razie gdyby w którychś zaroślach kryły się myszki.
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Medyczka postanowiła darować sobie polowanie na dzięcioła i zostawić go dla któregoś z wojowników, którzy będą tu polować przy najbliższej okazji. Ruszyła na dalsze poszukiwania różnych roślinek z nadzieją na znalezienie wierzby i łopianu, które najbardziej ją interesowały, choć nie pogardziłaby żadną z roślinek, jakie rosły w okolicy.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Poprzez ciężką pracę, zbudowała potężne mięśnie. Szeroka w barkach, jednocześnie jest dość niska jak na członka Klanu Gromu - jej głowa wchodzi kotu o przeciętnym wzroście pod szyję. Krótka, zadbana i błyszcząca sierść przylega do ciała, eksponując wszystko, co Malina ma do zaoferowania, jednak w jednym miejscu na szyi sierść się kończy, ustępując miejsca bladej, krótkiej bliźnie z dzieciństwa. Złote oczy patrzą ze spokojem, który ukrywa zmęczenie, a krok jest pewny i energiczny. Przy wargach, zaczęły się pojawiać pojedyncze, widoczne dopiero z bliskiej odległości, siwe włoski.
Zagłusza swoje problemy i rozterki skupianiem się na swoich obowiązkach. Obecnie zrezygnowała z części patroli, ograniczając się jedynie do tych niezbędnych, by móc opiekować się lecznicą oraz kotami w niej się znajdującymi. Stara się, aby dodatkowe obowiązki nie odbiły się na jej terminatorach, co się jej udaje. Obecnie stara się wzbudzić część utraconej wrażliwości, aby móc lepiej pomagać członkom klanu po sytuacji z Ognistym Żarem, a także uczy się dobierać odpowiednie słowa i rozwiązywać problemy innymi sposobami, niż zazwyczaj.
Po ruszeniu dalej, Cierń mogła zauważyć roślinkę, która raz już się na zbieractwie przewinęła, jednak u któregoś ze swoich podopiecznych. Jej jajowate liście wydzielały specyficzny, jedynie dla tego rodzaju medykamentu swoisty, chociaż nie można o nim powiedzieć, że jest nieprzyjemny.
Ćmę widocznie lubił ten jeden medykament. Ponownie natrafiła na roślinę dwa razy większą od niej, o białych kwiatuszkach zebranych w baldaszki i potrójnie pierzastych liściach. Ale może to lepiej dla koteczki? Przynajmniej już powinna wiedzieć mniej więcej, co to jest.
Pszczoła na swoje nieszczęście nie odróżnił niestety liści należących do innego zielska od tych należących do rzeczywiście potrzebnego medykamentu, przez to dużo więcej cennych liści uległo zniszczeniu, jak i on więcej energii na tym stracił. Ostatecznie zebrał jednak 2 listki Super Pachnącego Medykamentu, przemieszanego z paroma liśćmi chwastu.
Osa zaś się nie patyczkował z napotkaną rośliną, od razu brutalnie przełamując łodygę w pół. I tutaj karma wróciła - kocurek poczuł w swoim pyszczku gorzki, niemal szczypiący smak zawartego w roślinie soku. A w połączeniu z jej nieprzyjemnym zapachem... Dawało mało ciekawy efekt. Z braku delikatności, na łodydze rośliny ostały się 2 listki Gorzkiego Medykamentu. Może następnym razem będzie ostrożniejszy?
Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
Zatrzymała się przed kolejną rośliną. Miała jakieś dziwne szczęście do tej jednej roślinki, jak jej tam, trybula, tybula, trubyla, jeden pies. Nie była pewna czy faktycznie ciotce Cierni jest potrzebne tak wiele tego medykamentu, lecz co ona mogła o tym wiedzieć. Nie miała pojęcia do czego przydatne jest to zioło i ile trzeba go zużyć na jednego kota, poza tym nie zamierzała marnować okazji. Wiedziała już mniej-więcej jak to zbierać, powinno wyjść równie zgrabnie, co przed chwilą. Najwyżej zrobi medyczce roczny zapas.
Ćma przystąpiła do zbierania napotkanego ziółka. Ponownie zaczęła od listków, które wydawały jej się łatwiejsze do zrywania niż korzenie, z którymi musiała się trochę poszarpać. Odcięła czy tam odgryzła przy łodyżkach tyle listków ile mogła. Mimo podekscytowania i zadowolenia pamiętała o zachowaniu ostrożności, nie spieszyła się z robotą. Później przystąpiła do wykopywania korzeni z ziemi. To było gorsze i bardziej kłopotliwe. Dobrze, że Pora Nagich Drzew już minęła, bo inaczej połamałaby sobie pazury.
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Nie miała zamiaru narzekać na fakt, że znalazła miętę. Nie było jej w składziku jakoś dużo, więc chętnie zrobiłaby zapasy, szczególnie że w trakcie pewnych pór roku trudno było znaleźć cokolwiek. Na początek podeszła do rośliny i uważnie się jej przyjrzała, następnie zaczęła ostrożnie odcinać liście przy użyciu pazurów, delikatnie je odrywając, jeśli nie udawało jej się ich całkowicie odciąć. Ile zebrała?
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Tym razem zebrał dużo mniej niż się spodziewał, może to dlatego, że nie był jeszcze wprawiony? Albo może pomylił tą dobrą roślinę z złą rosnącą obok. Nie był tego do końca pewien, więc pewnie już po tej wyprawie zapyta Ciernisty Kwiat co robił źle. Lepiej uczyć się na błędach i ich już więcej nie popełniać. Ale przynajmniej udało mu się zebrać dwa listki, lepsze to niż nic. Wziął to co zdobył i poszedł do swojego małego składziku. Tam położył te medykamenty i tak jak wcześniej lekko przysypał, ale tak żeby ich nie uszkodzić. Gdy upewnił się, że na pewno są bezpieczne i wiatr ich nie zwieje, poszedł dalej szukać czegoś przydatnego. Oczywiście nie oddalał się od grupy i ciągle na wszelki wypadek miał ich na oku. Wyostrzył wszystkie swoje zmysły i kroczył w poszukiwaniu jakiejś roślinki.
//Przepraszam za gniota :/
════ ⋆★⋆ ════ wakingfromthed r e a m witnessingthesmokethat’srolling in thee n diswhatyoufear ════ ⋆★⋆ ════
Fajny.
Chuchro. Ciało płoda pokrywa już wspomniane, ni to za długie ni to za krótkie futerko w jasnym srebrzystym odcieniu. Najjaśniejsze jest na kryzie wokół szyi i oczywiście brzuchu; grzbiet, głowę, łapy i ogon pokrywa już znacznie ciemniejsza barwa, srebrzysto-niebieskawa, podchodząca prawie pod czerń. I na mordce, jak i łapkach i ogonie kocurka przechodzi w ciemne zawijasy, pręgi są znacznie słabiej widoczne w okolicach grzbietu i bioder. Kończyny pasożyta spowija biel, na prawej przedniej łapie skarpetka biegnie od palców do mniej-więcej kości łokciowej, lewa przednia; same paluszki. Tylne natomiast, o ile prawa kończyna Osy jest praktycznie wolna od bieli, tak prawą pokrywa ona prawie całą - od palców, trochę ponad rzepkę. Mordka, ładnie zaokrąglona, udekorowana dwoma idealnie niebiesko-szarymi kamyczkami, które robią za oczy; kiedyś zmienią barwę z kocięcego błękitu na piękną, intensywną żółć. A tuż pod talarkami Osy znajduje się ceglasty nosek, wiecznie w ruchu. || KP
Prawdę powiedziawszy miał ochotę zwymiotować, gdy poczuł na języku gorzki sok rośliny. Momentalnie wypluł łodyżkę i skrzywił mordę, wylizując porządnie wargi i memłając jęzorem głośno. Ostrożniejszy? A skąd. Parsknął na roślinę, jakby to miało coś zmienić i chwycił ją w szczęki, chowając gdzieś...gdzieś w ustronnym miejscu, żeby nikt tego nie porwał, ani się nie pogniotło czy cuś. Strzelił kitą o ziemię i ruszył dalej, szukając szczęścia.
she'ssayshe'sneverfar hegoes,outandworksh a r d mommasaysworking isgood noungodlycompany,.....true?
Poprzez ciężką pracę, zbudowała potężne mięśnie. Szeroka w barkach, jednocześnie jest dość niska jak na członka Klanu Gromu - jej głowa wchodzi kotu o przeciętnym wzroście pod szyję. Krótka, zadbana i błyszcząca sierść przylega do ciała, eksponując wszystko, co Malina ma do zaoferowania, jednak w jednym miejscu na szyi sierść się kończy, ustępując miejsca bladej, krótkiej bliźnie z dzieciństwa. Złote oczy patrzą ze spokojem, który ukrywa zmęczenie, a krok jest pewny i energiczny. Przy wargach, zaczęły się pojawiać pojedyncze, widoczne dopiero z bliskiej odległości, siwe włoski.
Zagłusza swoje problemy i rozterki skupianiem się na swoich obowiązkach. Obecnie zrezygnowała z części patroli, ograniczając się jedynie do tych niezbędnych, by móc opiekować się lecznicą oraz kotami w niej się znajdującymi. Stara się, aby dodatkowe obowiązki nie odbiły się na jej terminatorach, co się jej udaje. Obecnie stara się wzbudzić część utraconej wrażliwości, aby móc lepiej pomagać członkom klanu po sytuacji z Ognistym Żarem, a także uczy się dobierać odpowiednie słowa i rozwiązywać problemy innymi sposobami, niż zazwyczaj.
Rzeczywiście, dana roślinka była miętą, a Cierń zebrała 13 listków tego medykamentu. Zważywszy na to, ile tej mięty można użyć... To być może wystarczy na pełen obieg pór? Kto wie?
Ciocia Cierń najwyraźniej musiała powiedzieć Ćmie, jak dany medykament się nazywa. Trybula, pomimo że wzrostem prześcigała większość normalnych kotów, nie zdołała się tym faktem obronić przed zerwaniem z niej 4 listków oraz wykopała 3 korzenie, które zdołała wyszarpać. Jak na początkującego to i tak dobrze!
Pszczoła ruszył dalej, a jego wzrok przypadkowo padł na wodę, w której... Płynął sobie wąż. Widać było jego uniesioną głowę i sprawnie balansujące ciało, a dzięki swoim wywijasom udawało mu się utrzymywać na powierzchni wody. Zbliżał się do brzegu, ale nieco za grupką kotów, dlatego srebrzysty musiałby się nieco oddalić. Z tego, co udało mu się zauważyć to gad był w kolorze brudnej zieleni, z żółtymi plamkami na głowie. Co zrobi?
Osa prawdopodobnie by wolał sobie zapolować na węża, ale był nieco bardziej oddalony od brzegu, niż jego brat bliźniak. A dzięki temu, że poszedł nieco inną trasą to na ciernistym krzaczku mógł dostrzec srebrzyste niteczki, misternie splątane ze sobą i tworzące piękne sieci.
Fajny.
Chuchro. Ciało płoda pokrywa już wspomniane, ni to za długie ni to za krótkie futerko w jasnym srebrzystym odcieniu. Najjaśniejsze jest na kryzie wokół szyi i oczywiście brzuchu; grzbiet, głowę, łapy i ogon pokrywa już znacznie ciemniejsza barwa, srebrzysto-niebieskawa, podchodząca prawie pod czerń. I na mordce, jak i łapkach i ogonie kocurka przechodzi w ciemne zawijasy, pręgi są znacznie słabiej widoczne w okolicach grzbietu i bioder. Kończyny pasożyta spowija biel, na prawej przedniej łapie skarpetka biegnie od palców do mniej-więcej kości łokciowej, lewa przednia; same paluszki. Tylne natomiast, o ile prawa kończyna Osy jest praktycznie wolna od bieli, tak prawą pokrywa ona prawie całą - od palców, trochę ponad rzepkę. Mordka, ładnie zaokrąglona, udekorowana dwoma idealnie niebiesko-szarymi kamyczkami, które robią za oczy; kiedyś zmienią barwę z kocięcego błękitu na piękną, intensywną żółć. A tuż pod talarkami Osy znajduje się ceglasty nosek, wiecznie w ruchu. || KP
Znowu prawie wpadł ryjem w to, co powinien był zbierać, ale tym razem zauważył zanim faktycznie na to wpadł. O kwik, to się świeci i jest takie nawet ładne. Przekręcił łeb. Pająki to robią, nie? Pajęczyna, a to ci heca. Zmarszczył nos ciekawsko, obwąchując delikatnie - WOW, DELIKATNIE - pajęcze dzieło. To chyba przydatne było?? Chyba?? Namierzył Cierń, żeby spytać ją, czy jest przydatne, czy zbierać i jak to zbierać*, a gdy uzyskał odpowiedź...no, to co, jakiś patyk w gębę i nawijamy srebrne niteczki. Byle dużo, ale kto powiedział, że Osa był przy tym jakoś bardzo delikatny? Ano nikt, bo w sumie to nie wiedział, na ile może sobie w tej sytuacji pozwolić, ups trudno. Co ma być, to będzie. Dres zbierający pajęczynę, patrzcie państwo.
//*chyba nie ma z tym problemu, ustalone offscreenowo, tak
she'ssayshe'sneverfar hegoes,outandworksh a r d mommasaysworking isgood noungodlycompany,.....true?
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
No, tyle mięty na pewno starczy im na bardzo długi okres czasu, nie można było zaprzeczyć. Zbiory nie szły im najgorzej, w międzyczasie mówiła trójce terminatorów, co i czy mogą zbierać, gdy podchodzili do niej z pytaniami. Ale teraz skupiła się na czymś innym - chciała mieć w składziku jedno z ziół, o których mówiła im Krzywucha i nie miała zamiaru odpuścić, dlatego rozglądała się za wierzbą, ślazem i czarnym bzem. Ale tak bardziej za wierzbą i czarnym bzem, które wydawały jej się nieco bardziej przydatne aktualnie.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Teraz trafiło mu się zupełnie co innego niż medykament - a mianowicie wąż rzeczny. Po raz pierwszy spotyka się z zwierzyną oko w oko, nie przerabiał jeszcze na Treningu polowania, nie umiał praktycznie nic. Ale kto powiedział, że nie może spróbować? Może jakoś wywnioskuje to z metody prób i błędów...westchnął cicho i postanowił podjąć ryzyko. Nawet jeśli miał kawałek się oddalić, ale i tak za chwile wróci do towarzyszy.
No to tak na logikę, co trzeba zrobić by zwierzę Cię nie zauważyło? Podstawą podstaw był na pewno wiatr, żeby nie wyczuł przez przypadek. Tak też odwrócił się pod wiatr i znów zaczął myśleć. Co dalej?...Gad na pewno ma też inne zmysły. Oprócz węchu, to wzrok i chyba słuch? Żeby nie zauważył to logicznie - kryć się jakoś po krzakach, a co zrobić żeby nie usłyszał? Nie miał bladego pojęcia jak wygląda pozycja łowiecka, więc pozostaje mu po prostu jakoś uważać, żeby nie wydawać z siebie głośnych dźwięków oraz nie nadepnąć żadnej gałązki. Tak też zaczął powoli kroczyć do węża. Uważał przy tym na to wszystko i miał nadzieję, że dobrze to robi. A jak już zbliżył się na odległość lisiego ogona, spróbował skoczyć i złapać zwierzaka. Przy tym także uważał by nie wpaść do wody. To było jego pierwsze podejście, więc nie spodziewał się, że uda mu się załapać, ale próbować zawsze warto.
════ ⋆★⋆ ════ wakingfromthed r e a m witnessingthesmokethat’srolling in thee n diswhatyoufear ════ ⋆★⋆ ════
Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
Tym razem zbiory okazały się mniej liczne niż poprzednio, jednakże i tak się cieszyła, że w ogóle cokolwiek udało jej się oszczędzić. Minie jeszcze wiele czasu nim nabierze wprawy i przestanie niszczyć swymi niezręcznymi ruchami połowę tego, co uda jej się odnaleźć. Na chwilę obecną tak czy siak była dosyć zadowolona. Przynajmniej coś udało jej się zebrać, a więc nie miała sobie nic do zarzucenia.
Ćma, ponownie jak poprzednio, zebrała swoje zbiory i ukryła je nieopodal tych poprzednich. Dla pewności przysypała je ziemią, żeby nie odfrunęły jej wraz z wiatrem i jakieś gryzonie nie postanowiły zrobić sobie z nich śniadania. Następnie ruszyła przed siebie, upewniwszy się szybko, iż nie oddala się za bardzo od braci i ciotki. Ustawiła się pyszczkiem pod wiatr i starała się stąpać cicho, żeby nie przepłoszyć jakiejś zbłąkanej myszki, lecz większą uwagę poświęcała mijanym krzaczkom i kwiatkom. Może tym razem trafi jej się coś, co już zna?
Poprzez ciężką pracę, zbudowała potężne mięśnie. Szeroka w barkach, jednocześnie jest dość niska jak na członka Klanu Gromu - jej głowa wchodzi kotu o przeciętnym wzroście pod szyję. Krótka, zadbana i błyszcząca sierść przylega do ciała, eksponując wszystko, co Malina ma do zaoferowania, jednak w jednym miejscu na szyi sierść się kończy, ustępując miejsca bladej, krótkiej bliźnie z dzieciństwa. Złote oczy patrzą ze spokojem, który ukrywa zmęczenie, a krok jest pewny i energiczny. Przy wargach, zaczęły się pojawiać pojedyncze, widoczne dopiero z bliskiej odległości, siwe włoski.
Zagłusza swoje problemy i rozterki skupianiem się na swoich obowiązkach. Obecnie zrezygnowała z części patroli, ograniczając się jedynie do tych niezbędnych, by móc opiekować się lecznicą oraz kotami w niej się znajdującymi. Stara się, aby dodatkowe obowiązki nie odbiły się na jej terminatorach, co się jej udaje. Obecnie stara się wzbudzić część utraconej wrażliwości, aby móc lepiej pomagać członkom klanu po sytuacji z Ognistym Żarem, a także uczy się dobierać odpowiednie słowa i rozwiązywać problemy innymi sposobami, niż zazwyczaj.
Ciern nie znalazła nowych, poszukiwanych przez nią medykamentów, ale za to mogła zauważyć coś równie, a nawet dużo bardziej cennego. Na jednej z gałęzi krzewu rosnącego nieopodal jeziora błyszczały w słońcu srebrne niteczki. Problem polegał na tym, że pająki wybrały sobie jedną z wyższych gałęzi, nieosiągalna przez kota z ziemi.
Ćma za to mogła wyczuć won... Jakiegoś kota. ale nie pachniał on jak zwykły włóczęga, bardziej jak swojego rodzaju kwiatek, przez który ledwo przebijała się kocia woń. Nawet na jednym z krzaczków został strzępek sierści, szylkretka mogła przypuszczać, że obcy kot jest niedaleko.
Pszczole niestety nie udało się pierwsze polowanie. Być może to brak podstaw, a przy tym inne błędy przez niego popełnione, ale wąż gdy tylko ujrzał srebrzystego kocura, który na niego próbuje wskoczyć odbił prędko w drugą stronę, szybko odpływając od brzegu i znikając w odmętach wody. Zaś kocurek... Poślizgnął się na wilgotnej powierzchni, po czym wpadł do wody. Miał szczęście, że woda przy tym brzegu była płytka, przez co jedynie umoczył sobie prawy bok, a na jego długiej sierści zostały kawałki mułu.
Osa robił wszystko na tyle delikatnie, na ile pozwalały mu jego łapy i charakter. Skończył z 3 motkami pajęczyny zdatnej do użytku. Kto wie, może kiedyś te same posłużą do leczenia ran, które nabędzie w prawdziwym polowaniu bądź też w walce? Ale niestety, mała ostrożność poskutkowała tym, że nieco się pokaleczył na łapach oraz pysku, ale rany były niezbyt poważne i krwawiły jedynie przez moment (-5 HP)
+ 24 medexp
Osa: S: 4 | Zr: 6 | Sz: 6 | Zm: 4 | HP: 65-5=60 (65) | W: 32-3=29 (35)
Med.lvl: 0 | Przerzuty na zioła: 0/1
• rana 0. stopnia - zadrapania na łapach i pysku
I_f e l t_likeI won,but I_w a s n' t_done,--------- the_nightmare_repeatsitselfevery_t i m e-
gottokeepmy calm,andcarry on stayawakeuntilthe sunwill shine
----------butI'm notso_s t r o n g, and they're notgone --they'restill out there totake what'sleft of_m i n e
Cóż, spodziewał się, że mu nie wyjdzie - między innymi dlatego, że nie wiedział jak polować. Czasami się udaje, a czasami nie. Tak bywa i kocurek to rozumiał. Tylko nie spodziewał się tego, że wpadnie jeszcze do wody. Jego próby nie poślizgnięcia się poszły na marne. Brzeg był trochę za śliski i tego nie przewidział. Na chwilę poczuł strach, nie lubił rzeczy niespodziewanych. Także zamknął szybko oczy, nie chciał żeby ta wpadła mu do oczu. Po raz pierwszy poczuł co to znaczy prawdziwa kąpiel. Nie było to przyjemne uczucie, chyba ma jakiegoś pecha ostatnio. Na całe szczęście było tu płytko, dzięki czemu umoczył sobie tylko prawy bok. Spróbował szybko podnieść się i wyjść na suchy ląd. Jak to kot nie lubił zbytnio kąpieli. Otrzepał się i wrócił zawiedziony oraz powolnym krokiem do grypy. Nie było mu przyjemnie z jednym bokiem mokrym, a drugim suchym, ale nie miał zamiaru przerywać szukania ziółek tylko z tego powodu. Nie powinien rozchorować się...chyba. W gruncie rzeczy znów zaczął kroczyć obok towarzyszy i szukać jakiś ziół. A na razie chciał się skupić na jednym konkretnym medykamencie, o którym choć cokolwiek wiedział od Ciernistego Kwiatu - Wierzba. Wyczulił wszystkie zmyły i zaczął jej szukać.
════ ⋆★⋆ ════ wakingfromthed r e a m witnessingthesmokethat’srolling in thee n diswhatyoufear ════ ⋆★⋆ ════
Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
Zamarła. Co to za zapach? To... to chyba kot. Ale jego zapach przeplatał się z kwiatową, roślinną wonią. Przypominało jej to ciotkę Cierni, lecz to na pewno nie ona. Czy jakiś medyk z innego klanu zgubił się albo zapomniał i przyszedł aż tutaj? Jakoś nie potrafiła w to uwierzyć, nikt nie byłby tak głupi. Znajdowali się w centrum terenów Klanu Cienia, nie w pobliżu granic. Tylko co teraz robić?
Ćma obejrzała się i zastygła w bezruchu, wgapiona w kępkę futra zaczepioną na krzaczku. Powinna zawracać głowę medyczce, czy raczej samotnie obadać sytuacje? Istniała możliwość, iż ten kot już odszedł i niepotrzebnie zabierze czas dziwnookiej, która z nich wszystkich miała największe szanse na zebranie pożytecznych roślin. Przez intensywność kwiatowego zapachu nie potrafiła precyzyjnie ocenić, kiedy ktoś tędy przechodził. Godzinę temu? Dwie? Pół dnia?
W końcu postanowiła, że sama to zrobi. Sprawdzi tylko czy obcy kot jest w pobliżu, a jeśli jest i okaże się, że to jakiś masywny duży kot, a nie zagubiony pieszczoch, to wycofa się i powiadomi ciotkę Cierni o zaistniałej sytuacji. Jeśli nie, to... w sumie też jej o tym powie, jednakże nie będą musiały tracić już czasu na upewnieniu się, czy ten kot jest niedaleko. Szylkretowa ruszyła śladem zapachu. Pilnowała, żeby poruszać się pod wiatr. Schyliła się i opuściła ogon pilnując aby nie szurać nim i brzuchem po podłożu, żeby intruz jej nie zauważył i stąpała ostrożnie i bezszelestnie, jakby polowała na zwierzynę. W pewnym sensie tak właśnie było, tyle że nie zamierzała atakować i zabijać. Na pewno nie sama.