Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Zawieja nie rozumiał zdziwienia Porzeczki. Samotnicy to niestety normalna sprawa. Są wszędzie i robią sobie co chcą , nawet zakładają jakieś dziwne ugrupowania czy nawet pseudoklany. Mają czelność zawierać z nimi jakieś dziwne sojusze i porozumienia. Tfu. -Oczywiście, że nie są do niczego potrzebni i mile widziani, kochana. Jedynie fajnie jest ich przegonić i później móc się przed całym Klanem pochwalić, że zrobiło się coś wyjątkowego, uratowało się Klan przed potencjalnym niebezpieczeństwem. A jak nie chciałby opuścić terenów to jeszcze lepiej, walka, triumf i większa radość z sukcesu!- przedstawił jak on to widzi. Dla niego koty z poza Klanu są kluczem do sławy. Uważa, że dzięki takim sytuacją może zdobyć uznanie i zaufanie innych Klanowiczów. W końcu każdy poluje, pomaga jak tylko może i przez to się nie wyróżnia, a jak ma się na koncie walki, to już to wszystko inaczej wygląda. Tnący westchnął cicho, po czym zamruczał głośno. Coś czuł, że Porzeczka nie podzieli jego punktu widzenia. Jest zbyt delikatna, aby kogoś skrzywdzić, więc na pewno gnębienie Samotników jej się nie podoba. - Może nie doceniają, bo zazdroszczą?- powiedział i na chwilę się zamyślił. Wydawało mu się to najbardziej prawdopodobne. Choć może naprawdę rzeczy, które znajdą nie będę, aż tak niezwykłe? Zawieja przyspieszył kroku, aby nadążyć za swoją partnerką i jak najszybciej znaleźć się w miejscu, gdzie jak wspominała Porzeczkowa Pestka można się nieźle obłowić. - Masz rację, masz to co najcenniejsze. Ja też mam wyjątkowy skarb- oznajmił trochę zmieszany. Zawsze lubił być chwalony, a teraz to nieco go krępuje. Cóż, będzie musiał się przyzwyczaić. Również musi przywyknąć do tego, że wypada częściej dawać komplementy Porzeczce, w końcu na nie w pełni zasługuje. Rozmyślania Olchowego Szeptu zostały przerwane przez małe znalezisko, niby nic wielkiego, ale jednak. - O, muszelka! Czyżbyśmy już dotarli na to miejsce, o którym wspominałaś?- zapytał zaciekawiony i zaczął się rozglądać.
No cóż, tutaj i się różnili i komplementowali. Porzeczkowa Pestka wolała unikać konfliktów, jedynie stawiając twardą łapę w kociarni, gdy maluchy nie chciały oddać innemu mieszkańcowi jego zabawki, czy też naśmiewały się z innych maluchów. Nocna panienka wiedziała, że nie może poprawić wszystkich zachowań maluchów...A tutaj także starszych osobników, jak widać było po zielonookim...Jednak, czy chciałaby jakkolwiek zmieniać kocura? Raczej nie - on pozwalał jej zobaczyć rzeczy z innej perspektywy. -Potencjalne niebezpieczeństwo...Hm. N-no, racja w tym jest. Odpowiedziała po namyśle. Jak grupy samotników mogły mieszkać sobie z dala od terenów ich czterech klanów, to tak wymuszanie przez samotników terenów, które zamieszkiwały cztery klany od wielu generacji i nikt nigdy o to nie pytał...To tak wydawało się dziwnie nocnej panience.
Na zamruk kocura Porzeczkowa Pestka westchnęła i złotym wzrokiem zamrugała radośnie. -To pewne mój drogi. Co jak co, lecz nie jesteśmy czymś...Hm. Często spotykanym, a napewno nie ty. Po swoich słowach złote oczko zamrugało ku kocurowi.
Na pytanie partnera Porzeczkowa Pestka uniosła mleczną mordkę, która teraz trzymała na nosku i balansowała drobną, jasnokremową muszelkę - zapewne przybyłą po deszczach na ich bagienne tereny.
- mmm! Odparła przytakująco i dodała szybko. - Znajdziemy takich kilka i moglibyśby porobić bardziej skomplikowane dekoracje do swych legowisk...! Jak sądzisz kochany?
Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Syn Olchowego Szeptu uśmiechnął się słysząc słowa Porzeczki. Myślał, że nie podzieli za bardzo jego zdania w sprawie Samotników i ich przydatności do odniesienia sukcesów, a jednak zdołała w tym wszystkim widzieć jakiś sens. To dobrze. Jest nadzieja, że będą się w przyszłości dogadywać i nawzajem rozumieć, mimo, że ich poglądy bardzo się różnią. Zawieja już się rozmarzył jak będzie wyglądać ich wspólna przyszłość, kiedy dotarła do niego pewna istotna kwestia. - Rozmawiałaś z Polną Gwiazdą o nas?- zapytał wlepiając w partnerkę swoje zielone ślepia. Trochę bał się reakcji Przywódcy. Nawet nie wie jakie relację panują pomiędzy nimi. Czy Polna Gwiazda go lubi? Szanuje? Ostatnio został przez niego bardzo doceniony, może wcale nie jest tak źle. Jedno jest pewne, Tnący za Polnym nie przepada, choć jak się w to zagłębić to jedyną przyczyną tego jest to, że to brat Porzeczki jest Gwiazdą, a nie on.
Kolejne słowa córki Jaskółczego Głosu sprawiły, że musiał się nad nimi głębiej zastanowić. Zawsze wiedział, że jest wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju, lecz teraz brzmiało to brutalnie. W Klanie nie ostał się nikt z jego najbliższej rodziny. Wszyscy bezpośredni świadkowie idei Olchowego Szeptu zniknęli, pozostał tylko on. - Racja- odparł i wyprężył się dumnie. Jest wyjątkowy i teraz tylko to się liczy. Należy w pewnym sensie do wymarłego gatunku, który musi odtworzyć z pomocą swoich bratanków. - To bardzo dobry pomysł! To lepsze niż jakieś tam kwiaty czy liście! Znaczy mało praktyczne, ale wartościowe- powiedział i zaczął szukać kolejnych znalezisk. Po parunastu krokach znalazł piękne białe pióro zapewne należące do łabędzia. Szybko wziął je pomiędzy paliczki, podniósł bliżej do pyszczka i przyjrzał mu się. - Chyba ładne, co?- zapytał o opinie Porzeczkę. Od razu mu się przypomniała ich rozmowa, kiedy przyszedł do niej z piórkami, które zgubiła po drodze i skończyło się na tym, że zostali partnerami.
Pomiędzy białymi ząbkami rozbrzmiał lekki klik klik znalezionej muszelki, po czym dymna panienka położyła ją na bok, by odpowiedzieć na pytanie którego...Ani się nie spodziewała, ani nie wzięła pod uwagę.
Jej brat.
Czy musiał wiedzieć o jej związku z burym kocurem? Nie robiła nic złego - byli kotami z tego samego klanu, byli w odpowiednim dla siebie wieku...Więc czemu na to pytanie Porzeczkowa Pestka poczuła, jakby coś ugryzło ją w język? Przecież to nie był sekret, by go skrywać...Po prostu...hmm...
-Nie miałam okazji... Odparła po chwili wprost. Niby spokojnie i bez krzty strachu, a jednak z zakłopotaniem. -Nie chciałam nic robić bez t-twojej niewiedzy, bo w sumie...Nie rozmawialiśmy jeszcze o tym, by komuś powiedzieć. Po swoich słowach czarna matulka machnęła kitką, lecz gdy zobaczyła zielone ślepia partnera dodała. -Bądź co bądź mój brat niewiele będzie miał do gadania, a ty jesteś honorowym wojownikiem i wie to prawie każdy kochanienki.
Panie władzo, znaczy, gwiazdo...co złego, to nie ich dwójka. Co to, to nie.
Gdy kocur wypiął dumnie pierś kotka zamruczała z radością. Dobrze było widzieć partnera szczęśliwego, a jego futro...Hu ho!
-Wartościowe. Jak sam coś wykonasz i dopatrzysz, to tylko będą ci mogli inni pozazdrościć oka do wyglądu i pracowitej łapy. Czarna pannica uśmiechnęła się do burego pręgusa i dodała.Chociaż, jako wojownik masz już i tak pracowite łapy, ale rozumiesz. Jedno jest ważne - rzadkość i wartość naszych znalezisk będzie niesamowita, tak trzymaj. Oh, nocna panienka widziała już te wstążeczki wykonane z muszelek i bluszczu na ścianach kociarni, a Tnąca Zawieja mógł sobie wykonać ozdobę nad wejściem do mchowego legowiska, lub do miejsca gdzie lubił przesiadywać. A łabędzie piórka? Będą się pięknie odznaczać, tak, jak wyjątkowy przed jej osobą kocur.
Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Zawieja nie wiedział jak zareagować na słowa Porzeczki. Ma czuć ulgę, że Polna Gwiazda jeszcze o niczym nie wie czy stresować się, że to wszystko przed nim? Nawet nie chce myśleć o przebiegu tej rozmowy, o ile będzie miała miejsce, bo na samą myśl ciarki mu po grzbiecie przechodzą. Ale to będzie niezręczna konwersacja. W sumie czego on ma się bać? Polnego? Jego reakcji? Myśli? Pfff, przecież nie zabroni im być razem, na to on nie ma wpływu. Pocieszenie partnerki jak najbardziej przypadło mu do gustu. Zrobiło mu się lepiej. Pewnie Polny będzie zadowolony jak wspaniałego Porzeczka ma partnera. Z tego wszystkiego dumnie poruszył szyją wprawiając w ruch swoją kryzę. - To chcesz abyśmy razem go powiadomili czy wolisz sama? Komuś jeszcze chcesz powiedzieć, razem, osobiście? - zapytał czując gulę w gardle. Nie podoba mu się oficjalne chodzenie po kotach i informowanie ich. Dla niego lepszą opcją byloby gdyby wszyscy sami wysnuli odpowiednie wnioski, powinni się domyślić, że coś jest pomiędzy nim a Porzeczką.
O tym nie pomyślał, że jeśli przystroi legowisko to ktoś stwierdzi, że jest pracowity. Fajnie. Musi częściej podejmować tego typu pracę, są one przyjemne, a efekty uznania podobne. - Pewnie, to wypatruje ich dalej! Taka praca to mi się podoba!- skomentował i zaczął rozglądać się za kolejnymi okazami. Ciekawe, co teraz wpadnie mu w łapki.
Na pytanie kocura Porzeczkowa Pestka uniosła okrągłe uszka kolejny raz, alertując, że słucha, a wypluwając z mlecznej mordki kawałki trawy, które blokowały jej miejsce, gdzie leżały potencjalne skarby. Na dumne pokręcenie kryzą przez brązowego, Porzeczkowa panna zachichotała lekko. Niezręcznie, lecz spokojnie.
- Polny raczej-uh-nie jest, jak imie sugeruje, w chwastach kąpany, domyśli się-uh...-sam... Ja powiem być może mej matce, by się nie mz?artwiła, że tak znikam z obozu, lecz o ile ty komuś nie chcesz powiedzieć, to możemy te informacje trzymać dla siebie. Klan Cienia może i ma cień w nazwie, ale nikt w klanie nie ma zaciemnionych oczu, mój drogi. Domyślą sie sami, a jeśli się myle, to może nawet i lepiej dla nas. Nie wątpie jednak, że twoi bratankowie prędzej czy później się dowiedzą, są bystrzy. Wkońcu to twoja krew. Odparła po dłuszym namyśle i trzasnęła kitą o opuszczoną strukturę z gałązek i innych pomniejszych komponentów.
Na ekscytacje kocura Porzeczkowa Panna uśmiechnęła się, szukając za hm...Być może uda jej się znaleźć skorupki jaj? Gdyby tak, to ohoho, mogliby porobić ładne rysunki pazurkami!
Złote oczęta zamiast tego znalazły po raz kolejny pióro - czarne, krucze.
Porzeczkowa Pestka odłożyła znalezisko na bok i kontynuowała swe poszukiwaniu wśród gałęzi, w pewnych momentach kwestionując, czy aby nie zajść dalej, lecz niestety - stan wody mocno nie działał jako plus w oczach nocnej panny - ostatnie czego by chciała, to moczyć futro...Ile czasu by się suszyło? Aż na samą myśl panienka ma dreszcze!
Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Uff, czyli jednak Porzeczce nie zależy, aby razem informowali Polną Gwiazdę o ich związku. Od razu kot czuje się lżej wiedząc, że nie musi przez to przechodzić. Jeszcze Przywódca ma się sam domyślić to już w ogóle ekstra, a jeśli będzie mieć jakiekolwiek pretensję to tylko do Porzeczki, bo przecież on nie jest niczemu winien, nic go z Polnym nie łączy, więc przekazywanie takich wieści leży w geście czarno-białej koteczki. Ciekawe ile mu zajmie zanim się zorientuje. Księżyc? Dwa? Zależy jak bardzo z Porzeczką będą pokazywać uczucia. Możliwe,, że uda im się na dłużej ukryć swoje relację? Choć znając życie Jaskółczy Głos jak tylko się dowie to rozprzestrzeni plotkę i w ciągu dnia cały Obóz będzie o wszystkim wiedzieć. - Nie musimy nic ukrywać. Jeśli chodzi o mnie to nie będę nikomu się tym chwalił, niech się domyślają albo pytają. A bratankowie na pewno zauważą. To bystre kocury tak jak ich wujek!- odparł i na koniec wypowiedzi uśmiechnął się. Miło było słyszeć, że w kociętach Mknącej Zawieruchy płynie jego krew. A jakżeby inaczej! Tnący zaraz się wyraźnie ożywił. - Tonąca Łapa jest bardzo mądry! Wszystko pojmuje w mig i zadaje dużo ciekawych pytań. Z kolei z Lamparcią Łapą robię tak jak mi poleciłaś, zadaje mu sporo pytań i odpowiada mi na nie! Udało się w końcu zmobilizować go do otwierania pyszczka! I też wszystko załapuje w szybkim tempie- opowiadał z entuzjazmem o swoich bratankach. Są jego jedyną rodziną i też jedynymi terminatorami, w których syn Olchowego Szeptu pokłada ogromne nadzieje.
Zawieja rozglądał się w poszukiwaniu jakiś ciekawych rzeczy, ale nic nie wzbudziło jego większego zainteresowania. Spojrzał uśmiechając się do Porzeczki, gdy ta znalazła piękne czarne pióro należące do kruka. Cóż, musi bardziej się postarać i wytężać wzrok, a na pewno za chwilę uda mu się coś znaleźć.
Na energiczny komentarz ze strony partnera, Porzeczkowa Pestka uniosła kąciki mordki i złotym wzrokiem przekręciła na wspominki o chwaleniu się, po czym ze spokojnym tonem odpowiedziała. -I na tym będą musieli skończyć klanowicze...Domysłach. A jak sądzisz...Jak długo im zajmie odgadnięcie? Nie zrozum mnie źle... Porzeczkowy wzrok wpadł na ten zielony burego pręgusa, a sama Porzeczkowa Pestka z zadziornym światełkiem dodała. -Ale ciekawi mnie, jak długo będą się domyślać. Czy mój brat, czy cały Klan. Nie sądzisz, że byłaby to śmieszna zagadka w pewnym momencie? Taka...Gra?...Takie nasze wychadzki, przechadzki, a jedyne kto by wiedział, to tylko my i ewentualnie bliskie nam koty...Brzmi to niemal kusząco...- Po swoich słowach, dymna panienka podeszła do pręgusa i liznęła go po poliku, zaczynając słowa o bratankach pręgusa.
-Ah, prawda, prawda. Bystre i zapewne szybko odgadną, jakim dobrym kocurem jest ich wuj, lecz twego uroku mój dr-drogi pewnie nie przebiją.
Panie i panowie, najwyraźniej ładne słówka wychodziły z pyszczka nocnej damy po przemyśleniu, lecz równie impresywnie i spokojnie, co prawdziwego, odważnego wojownika na misji.
Na temat bratanków, kocur zawsze się ożywiał...Aż było to zabawne, lecz jakże urocze w oczach matuli klanowej.
-Ciesze się, że mi to mówisz. Nie hańbie sobie słyszeć o twych bratankach, mój drogi. Oh? Lamparcik zaczął się otwierać na rozmowę? Wyśmienicie, kochany. Nie wątpie, że dzięki dobrym naukom ich wuja, wszyscy zostaną świetnymi wojownikami.
A...Nie myślałeś kiedyś o - - O nauczaniu własnych kociąt? Niemalże wyrwało się z pyska matulki, lecz nocna panna szybko zmieniła temat. Nie, to było za wcześnie...A partner był od niej młodszy, miał obowiązki. -Nie myślałeś o nagrodzeniu Lamparcika za postęp? Wiem...Zostanie wojownikiem z imienia, przed samym przywódcą to już nagroda, na która wielu musi zasłużyć, lecz może jakieś wyjście w teren? Może jakieś ładne znalezisko, takie, jak szukamy teraz? Wiem...To jeszcze wcześnie by celebrować zwycięstwo, lecz jeśli Lamparcik się popisze w dialogu, dobra nagroda w zamian powinna go zmotywować również. - Po swoich słowach nocna panna ponownie zanużyła się w gałązkach starego gniazda, a otwierając pysk i plując po chwili, gdy do jej pyszczka dotarła skorupka. Bardzo stara, nienadająca się na nic. Fuj!
Oby bury znalazł coś ciekawszego, bo jej szczęście chyba się kończy w poszukiwaniach. Muszelke będzie mogła oddać wolno burasowi przy jej boku - jej matczyny głos podpowiadał, że kocięta być może mogłyby się nie daj gwiezdni zaciąć, więc przyjemniejszą zabawką będą piórka i kulki z puchu ptasiego. Muszelka jako ozdoba, lecz kocięta chyba by to pozdejmowały...Ah, bury będzie miał z takich znalezisk lepszy pożytek! Jak dobrze, że miała go przy boku... A nawet na równi z samą sobą. Kto by pomyślał, że trafi jej się taki kocur?
Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Porzeczkowa Pestka jakby czytała w myślach Tnącej Zawiei. Sam próbował domyślić się ile Klanowiczom zajmie odgadnięcie ich wspólnej tajemnicy. Bardzo by chciał, aby trwało to dłużej, ale jak sama kotka powiedziała, skoro to będą wiedzieć bliskie im koty to w bardzo krótkim czasie i cały Klan Cienia. Nie ma co się łudzić, plotki rozprzestrzeniają się w zastraszającym tempie, niczym świerzb w Klanie Gromu. Nie ważne. - Myślę, że nie minie dużo czasu. Wieści szybko się rozchodzą. Nie zdążymy się obejrzeć, a już będą krążyć plotki. Przyznam szczerze, że to fascynujące, trzymać wszystkich w niepewności i przyciągać ciekawskie spojrzenia- oznajmił z błyskiem w oczach, po czym jedno przymknął, aby przyjąć liźniecie po jego policzku. Taka gra bardzo mu się podoba. Będzie to tajemnicą i inni będą mogli snuć tylko domysły zastanawiając się, co jest tylko luźną plotką, a co prawdą. Kolejna pochwała partnerki przerosła najśmielsze oczekiwania Zawiei. Wiedział, że ma wyjątkową urodę, ale nie spodziewał się tak zaskakującego komplementu. Swoją drogą szkoda, że bratankowie mu nie dorównują, ale może to i lepiej? To jego kocięta muszą być najlepsze i mieć najwięcej wdzięku, w końcu w nich będzie płynąć jego krew. - Oj nie, za to nasze kocięta mogą ich przebić we wszystkim!- wyrwało mu się nagle. Żałował, że język wyprzedził jego myśli, ale cóż, stało się. Teraz się obawiał jak na takie wyznanie zareaguje Porzeczka. W sumie kiedyś i tak muszą poruszyć ten temat, w końcu on pragnie posiadać swoje potomstwo, więc czemu nie pomówić o tym teraz?
Syn Olchowego Szeptu również nie wątpił, że zrobi ze swoich bratanków wspaniałych wojowników. Oni jako jedyni byli godni, aby ich uczył, gdyż reszta zawsze go zawodziła. Nie ważne czy się starał i czy mu zależało czy nie, efekt zawsze był ten sam. Pomysł Porzeczki z nagrodą nie był głupi. Uważał, że rzeczywiście warto docenić postępy Lamparta. Kolejny pomysł nie przypadł do gustu Tnącemu. Już zdążył sobie wyobrazić minę bratanka jak składa mu taka propozycję. On jest bardzo poważny i dojrzały jak na swoje księżyce, jego takie rzeczy nie będą w ogóle kręcić. Przynajmniej takie zdanie ma na ten temat Zawieja. - Dobry pomysł, moja droga, z tą nagrodą za postępy. Na pewno go zmotywuje, choć wydaje mi się, że szukanie różnych rzeczy nie będzie dla niego ciekawe. Wiesz, kochana, to poważny młodzieniec.- starał się to w najdelikatniejszy sposób ująć. Nie chciał urazić Porzeczki, ani obiecywać, że tak zrobi, a tak naprawdę tak nie postąpi. Woli być z partnerka szczery. Może wpadnie na inny pomysł, taki, który naprawdę będzie w stylu Lamparta. Chętnie zabrałby go na ryby, ale oprócz wiedzy teoretycznej to nie ma żadnej wprawy i doświadczenia. Szkoda, bo to by była fantastyczna nagroda.
Zawieja niestrudzenie poszukiwał ciekawych rzeczy, ale cały czas nic. W pewnym momencie mijał drzewo pod którym leżały kasztany. Nareszcie udało mu się coś ciekawszego znaleźć! Na pewno kociaki będą zachwycone takimi znaleziskami! Z pewnością będą się nimi bawić i dadzą im mnóstwa frajdy. On też paroma nie pogardzi. - Takie znalezisko to ja rozumiem!- powiedział zadowolony z siebie. Wiadomo, nie wszędzie rosną kasztanowce, więc takie okazy nie są aż tak pospolite jak może się to wydawać.
-Racja, racja...! Ah...Lecz cóż, nadzieje można mieć, czyż nie mój drogi? Oh, to była jakże kocięca myśl, lecz przychodząca z takim miłym smaczkiem w myślach dymnej panny. Wiele kotów nie wiedziało, że panienka nocy mogła mieć...taką stronę, której sama dymna unikała jak ognia, lecz...Czy przy partnerze musiała? Byli tu tylko we dwoje, a sama Porzeczka chciała chwilę pofantazjować. Chociaż chwilę, zanim wróci do swych obowiązków jako matka.
Klanowa matulka wiedziała, że musi trzymać gardę, czy to w obozie, czy też przy kociętach, których ząbki czy słowa mogły gryźć na równi i efektować bólem.
Tutaj jednak? Porzeczkowa Pestka chciała myśleć, że garda mogła być opuszczona - bury kocur nie był kocięciem, nie chciał jej gryźć czy to słownie, czy zębami.
Jej znaleziska - muszelka, krucze pióro jak i górka mchu zostały położone na bok, a złoty wzrok wypatrywał za kolejnymi znaleziskami, no i oho!
Różowy nosek zagłębił się bardziej wśród gałęzi, po czym matulka klanowa uniosła łeb, i wyjęła białe jak śnieg pióro, które swoim rozmiarem przebijało muszelke, czy poprzednie piórko - znalazła je! Znalazła łabędzie piórko!
Złote oczy pełne radości powędrowały ku pręgowanemu partnerowi, a sama wypuściła owe pierze z mordki, gdy doszły do niej słowa burego, na temat bratanków kocura, a raczej...-N-naszych kociąt? Wiesz ja...Nie miałabym ni- - No cóż...Matulka przynajmniej nie spodziewała się takich słów z pyszczka Tnącej Zawieji - w jej głowie było to codzienne, była już doświadczoną wiekiem matką klanowych pociech, lecz...Bury? Pręgowany syn Ciemnej Toni, który swe życie i rozmowy poświęcał bratankom, bądź swej rodzinie?...Tej z krwi?
Jako klan byli już rodziną, lecz czy bury, młodszy od dymnej panienki kocur myślał o niej aż tak poważnie?
Matulka klanowa odwróciła szybko główkę, jakby nie chcąc poruszać tego tematu z kocurem, może po prostu mu się wymsknęło?
Po chwili, gdy kocur znalazł swoje pierwsze znaleziska i obwieścił je z radością, Porzeczkowa Pestka miauknęła z wdechem zimnego powietrza i dodała.
-Ah...! Piękne! I wytrzymają długi czas...! Wystarczy je tylko wyciągnąć ze skorupek i będą piękne...! O ile... Porzeczkowa panienka zachichotała pod różowym nosem. - Nie zrobisz z nich ściany przy swoim leżu w legowisku...! Ktoś kto spróbuje podejść pokaleczy sobie łapki, lecz twe legowisko bezpiecznym będzie, to napewno.
Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Tnący pokiwał energicznie głową, przytakując Porzeczkowej Pestce. Wszystko wyjdzie w praktyce i zobaczą jak wieści rozchodzą się po Klanowiczach. Powstaje również pytanie czy do nich dotrze informacja zwrotna. Na pewno będą odcięci od tej plotki, chyba, że znajdzie się ktoś odważny i zapyta wprost, ale na to za bardzo nie liczy. Następnie uwagę Zawiei przykuło, że Porzeczka znalazła kolejną rzecz. Było to piękne łabędzie piórko. Z pewnością idealnie sprawdzi się jako ozdoba i może także jako podłoże do legowiska.
Syn Olchowego Szeptu coś tak czuł, że swoim wyzwaniem o własnych kociętach wprawi w zakłopotanie Porzeczkę. Chyba chciała powiedzieć, że nie ma nic przeciwko w posiadaniu potomstwa, choć w jej słowach nie było ani krzty pewności. Zawieja też zaczął mieć wątpliwości. A co jeśli partnerka nie chce mieć kociąt, których on pragnie? Albo zgodzi się je posiadać ze względu na niego? W sumie ta druga opcja jest spoko, choć wiadomo, że lepiej, aby kochała swoje pociechy i chciała dla nich jak najlepiej. - Ale będziesz chciała mieć ze mną kocięta?- zapytał poważnie. Dla niego to bardzo ważne przekazać swoje cudowne geny i rozpowszechniać ideę Olchowego Szeptu. Już od dawna zależy mu na potomstwie i skoro Porzeczka nie będzie chciała mieć kociąt to czy jest sens z nią być? Może znajdzie się lepsza partia? - To dobry pomysł!- przytaknął Porzeczkowej Pestce i zabrał się za zbieranie kasztanów na kupkę. Nigdy nie myślał o tym, czy ktoś jak go nie ma, leży sobie na jego posłaniu. Co prawda nigdy nie wyczuł obcego zapachu, ale też nie przywiązuje do tego większej uwagi. Po prostu wraca zmęczony z treningów i idzie spać. Teraz to jego legowisko może być bezpieczne, a intruza będzie czekać niemiła niespodzianka. Zawieja uśmiechnął się na tę myśl i zaczął wyobrażać sobie reakcję różnych kotów na kontakt z kolcami.
Na poważne pytanie kocura, Porzeczkowa Pestka zamrugała, lecz odłożyła swoje łupy spokojnie na miejsce obok i miauknęła, z lekkim uniesieniem okrągłych uszek.
-J-ja...Tak. Po przełknięciu śliny - kiedy ona się nawet nagromadziła? - dymna panna uniosła masywny, puchaty łeb ku górze i wzrokowi zielonookiego, rozumiejąc, że ten naprawdę myślał poważnie o jej osobie, lecz Porzeczkowe serce nie mogło się powstrzymać od zwykłej w świecie obawy. Czy to obawy względem kocura, czy tego, jakimi rodzicami mogliby zostać...Wspólnie?
-Oc-oczywiście, że tak...! Ja t-tylko... Porzeczkowa Pestka opuściła uszka i dodała ciszej. -...Nie sądziłam, że myślisz o mnie tak p-poważnie... I o k-kociętach, któ-re trzeba w-wychować i od-chować, a c-czasu tak mało... Był-byłbyś wspaniałym ojcem, t-to ci p-przyznam. Oh i nasze rozmowy o naszych rodzinach... Ja zostałam klanową matką, by nauc-czyć się co tr-trzeba... Dla powodu, lecz widze, że j-jesteś poważ-żny w tym temacie...Więc wiedz, że mo-moja odpowiedź, to tak.
Złotooka panienka następnie uniosła lekko mordkę, biorąc zimne powietrze przez swój różowy nosek - bury kocur mówił poważnie, a ona także. Czy obydwoje jednak chcieli tego samego?
Porzeczkowa Panna pragnęła, by Klan Cienia mógł patrzeć na siebie jako przyjaciele, lecz niestety, nie wszystko było takie kolorowe. Nocna damulka także chciała rodziny, która po jej stronie chociaż, że się ostała, to jednak nieliczna, co przyprawiało matulkę w lekkie zakłopotanie, gdyż nie było wielu kotów w jej wieku czy w podobnym. Bury kocur...Poniekąd przeżywał to samo - śmierć bądź zniknięcie bliskich. Nocna panienka wiedziała, że żadne kocięta nie naprawią tego bólu i pustki, jaka ostawała się z przeszłości, lecz czy ich dwójka nie mogła patrzeć w przyszłość, gdzie ich kocięta stoją jako szanowani wojownicy Klanu Cienia?...Bądź nawet więcej? Czy pręgowany partner chciałby, by ich kocięta zaszły tak daleko? Ah...Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi.
Nocna damulka spokojnie zachichotała na powiedzenie pręgusa. Ciekawe co było dobrym pomysłem w głowie kocura - zrobienie z kasztanów zabawek, czy obrony leża. No cóż, nocna panienka wiedziała, że jedno czy drugie, to obydwie odpowiedzi były w stylu kocura o smolistych pręgach.
Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Całe szczęście! Porzeczkowa Pestka jednak pragnie kociąt i dzięki temu będzie mógł rozgałęzić swoje drzewo genealogiczne. Pytanie teraz kiedy? Czy już jest gotowy na ojcostwo? Czy to na pewno to odpowiednia pora? Zbliżają się zimne dni, co może nie sprzyjać kociętom, gdyż mogą się przeziębić. Może lepiej poczekać do Pory Nowych Liści, wtedy będzie ciepło i więcej zwierzyny, aby też Porzeczka dobrze się odżywiała? Ech, tyle rzeczy trzeba brać pod uwagę... Ciekawe czy inni je biorą i jak to wszystko planują. - Wspaniale!- odparł radośnie. Następnie wziął głęboki oddech, aby jeszcze podyskutować oraz przedstawić swoje wątpliwości. A o tym, że będzie wspaniałym ojcem to wiedział, lepszego się nie znajdzie. - Na spokojnie. Skoro uważasz, że musisz jeszcze nabrać wprawy, aby nasze kocięta miały najlepszą opiekę to poczekamy. I nie martw się, myślę o nas na poważnie, tak serio, serio- na początek rozwiał wątpliwości Porzeczki. Jemu aż tak się nie spieszy, ale oczywiście nie chce tego odwlekać nie wiadomo ile. Według niego do przyszłej Pory Opadających Liści warto wszystko załatwić, w ostateczności w jeszcze przyszłym obiegu pór, ale nie później, gdyż nigdy nic nie wiadomo i też on musi być w formie, a nie jakimś staruszkiem! - Obserwując inne Matki czy też pary, zauważyłaś, aby oni no... ten to planowali? Na przykład, że najlepiej, aby kocięta urodziły się, kiedy jest ładna pogoda czy obfitość zwierzyny albo może są jeszcze inne wyznaczniki, na które nie zwróciłem uwagi?- zapytał bardzo przejęty tą sprawą. Dla niego wszystko musi być idealnie, więc zależy mu, aby znać odpowiedzi na te pytania. Tnący westchnął cicho. Tak bardzo pragnąłby porozmawiać o tym z Olchowym Szeptem, ewentualnie z Mknącą Zawieruchą. Oni mieli już doświadczenie w tych rzeczach i na pewno wsparli by go w tym wszystkim, a tak może liczyć tylko na partnerkę, którą dzięki Gwiezdnemu Klanowi ma.
Syn Ciemnej Toni zebrał już porządny stosik swojego znaleziska i uznał, że już wystarczy. Musi to wszystko jakoś przenieść do Obozu i woli to zrobić za jedną drogą niż robić kursy i marnować cenny czas. Rozejrzał się jeszcze dookoła czy jest coś ciekawego w polu widzenia i gdy nic nie wypatrzył to stwierdził, że zakończy na dziś poszukiwania.
Na radosny ton kocura, dymna panienka zamrugała, a po chwili machnęła nerwowo końcówką ogona, czekając na dalszą odpowiedź kocura. Oby jej odpowiedź nie zbiła go z tropu! Potrafiła czasami mówić tak chaotycznie, lecz złotooka poczuła, jak kamień spada jej z serca wraz z następnymi słowami kocura - niewiele kotów potrafiło ją czasami zrozumieć, a niektóre jeszcze bardziej peszyły się przez jej cichy ton, lecz bury nie zwracał na to uwagi...Oh, dzięki Gwiezdnym!
Porzeczkowa Pestka nastawiła uszy - cóż...Dymna panna nocy, która swą urodę zawdzięcza matce, myślała, że kocur przytaknie i na tym temat się skończy, lecz pręgus najwyraźniej...Miał dalsze słowa, czy to obawy, czy upewnienia jej, że ich partnerstwo nie było tylko...Jak to kiedyś niebieski pręgowany przyjaciel nazwał "na próbę".
Różowy nosek momentalnie przestał szukać wśród gałęzi, by wysłuchać burego o smolistych pręgach.
Na jego słowa zamachała leciutko swą czarną kitą i uśmiechnęła się z lekka do burego. -O-oh! N-nawet nie wiesz, j-jak dobrze to słyszeć z twego py-szczka. A...co do twych obaw, ja...Sądzę, że kocięta miałyby nawet teraz dobrą opiekę - mogłabym poprosić niektóre matki by pomagały mi nad dopatrzeniem maluchów, sama też mam doświadczenie j-jak m-mówiłam, lecz...- Lecz czy kocięta musieli mieć teraz, gdy tak zimno? Gdy wojownicy łowili coraz mniej zwierzyny, a na terenach pojawiają się coraz dziwniejsze rzeczy? Coraz niebezpieczniejsze?
Ćwierk, Trela, Pieśń, Bzyczek i Huk , kiedy podrosną na terminatorów...Również mogliby pomóc przy swych kuzynach, lecz zanim to by nastąpiło, dymna matka musiałaby z nimi kiedyś porozmawiać, gdyż w ostatnim czasie dzieci jej pręgowanego brata często spędzały czas z ojcem bądź z wojownikami...
Następne słowa burego Porzeczkowa Pestka odebrała z lekkim uspokojeniem serducha - kocur nie kłamał...A do tego zależało mu, bo chciał się dowiedzieć! Ah Gwiezdni, czym sobie zasłużyła na takiego kocura?
-Oh...Kochany, nawet się nie martw, lecz dziękuje ci, że ze mną o tym mówisz. Ja...Sama nie chciałabym odwlekać z czekaniem zbyt dłu-długo, nie z-z-zrozum mnie źle... bo j-jednak.... kocięta muszą jeszcze urosnąć silne i zdrowe, a ja sama musze mieć siły na swą rangę, co w przyszłym obiegu pór pewne niestety nie jest....Lecz co do t-twego py-pytania...Zauważyłam, że większość par bądź m-matek planowała same kocięta w sobie - nie to, kiedy się urodzą, czy ile zwierzyny będzie na stosie w czasie karmienia maluchów. Więc...Bardzo dobrze, że o tym pomyślałeś...
Na inne wyznaczniki, me myśli przywodzą tylko nas samych - jak bardzo każde z nas się zaangażuje w wychowanie młodych, co im będziemy mówić, czego nauczymy, bądź...Ile młodych się praktycznie urodzi, gdyż ja i ty jesteśmy obydwoje silni i zdrowi...By...Wiesz, jedno z nas się nie przestraszyło liczbą maluchów... bądź możemy nawet...Żartobliwie pozgadywać, ile owych małych będzie. Oh, oraz jak je nazwiemy...!
Jednakże pogoda i obfitość zwierzyny to dobre wyznaczniki, na których możemy się teraz skupić kocha-chany... Więc powiedz mi, jakie warunki sobie wyobrażasz, by wychować w nich kocięta? Ja myślałam, nad początkiem Pory Nowych Liści bądź Zielonych, lecz jeśli to z-za szybko, to z-zrozumiem.
Jedna rzecz za nimi, teraz tylko Porzeczkowa Pestka musiała poczekać, by kocur przetrawił informację i się namyślił.
Mieli czas, lecz jeśli bury potrzebował go więcej, to Porzeczkowa Pestka poczeka. Komfort partnera był ważny w tym wszystkim.
Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Na kolejne słowa Porzeczki bury kocur uśmiechnął się szeroko, po czym zrobił ogromne oczy. Tylko nie to! Żadna Czterolistna Koniczyna czy Modliszkowy Zagajnik nie będą opiekować się ich maluchami! To wykluczone! Prędzej wyłysieje niż pozwoli tym bękartom doglądać jego pociech. - Oboje damy sobie radę- zareagował prędko i stanowczo. Koniecznie musiał przekonać Porzeczkę, że we dwójkę świetnie sobie poradzą. Jedynie Kruchy Listek może im pomóc, nikt inny! Następnie Tnący zamienił się w słuch. Był ciekaw jakich odpowiedzi udzieli mu Porzeczkowa Pestka. Ma ona duże większe doświadczenie w tych sprawach niż on, gdyż przebywa wśród par. Na pewno wiele już zaobserwowała dzierżąc swoją rangę. Od razu na jego pyszczku pojawił się uśmiech i pokiwał energicznie głową. Podobało mu się, że partnerka nie chce odwlekać w czasie posiadania potomstwa. W tym oboje się zgadzali. Zdziwił się trochę, że większość plan planuje sobie kocięta tylko po to, aby je mieć nie zwracając uwagi na warunki atmosferyczne, a co za tym idzie ilość zwierzyny. Według Zawiei jest to samolubne. Zrobić sobie kocięta na Porę Opadających Liści, a potem niech Klan się martwi jak je wyżywić lub niech wojownicy wraz z terminatorami głodują byle nieprzemyślane smarkacze prawidłowo się rozwijały, pff. Dobrze, że on jest spostrzegawczy i potrafi w tej kwestii wiele przewidzieć dbając o dobro Klanu. Jeśli chodzi o niego to o zaangażowanie nie trzeba się martwić. Na pewno każda wolną chwilę poświęci kociętom. Zadba o ich odpowiednią edukację oraz podejście do świata. - Też myślę nad tymi porami. Są najodpowiedniejsze pod względem pogody i zwierzyny. Jeśli chodzi o wychowanie to jestem gotów do poświęceń. Każdą wolną chwilę jestem wstanie spędzić ze swoimi kociętami. Teraz może trochę ciężko, bo mam treningi bratanków, ale do tego czasu na pewno ich wyszkolę. Co do imion to jakieś poważne. Nie żadne Błotniste Kałuże i tak dalej, najlepiej też groźnie brzmiące jak Tnąca Zawieja! A im więcej maluchów tym lepiej, mnie żadna ilość nie przerazi!- udzielał odpowiedzi z entuzjazmem, trochę chaotycznie. Był cały podekscytowany tym planowaniem. Już nie może się doczekać, aż w końcu zobaczy małe jego kopie oraz Olchowego Szeptu! To będzie coś cudownego! Oby tylko charaktery odziedziczyły po dziadku i tatusiu!