- Co? Nie, nie wiem. Chodzi mi o kocury, które lubią kotki. Nie wiem co wolą... no. Nie moje klimaty. - przyznała. Poza tym, nie chciała zastanawiać się nad tym, co woli jej ojciec. Bleh!
- A tobie... wpadł ktoś w oko? - zapytała zaciekawiona. Nie sądziła, Słońce była raczej introwertyczką, ale cicha woda brzegi rwie. Może lubiła zawiesić oko na takim Ognistym Sercu, albo lepiej! Na zajętym Mknącym Strumyku. Wszystko, tylko nie jej Karaś.
średniej wielkości czarno-rudym kocur z białymi znaczeniami (czarny z bielą z rudy, chimeryzm). Drobny i niewyraźny. Na rudym tygrysie pręgi. Biel na klatce piersiowej, brzuchu, szyi oraz łapach. Na tylnych sięgają do ud, zaś na przednich dwie skarpetki. Prawa do kolana, lewa łączy się z bielą szyi. Pysk podzielony kolorystycznie na prawą czarną stronę i lewą rudą stronę. Bielą przechodzi przez środek pyska i rozlewającą się na policzkach. Uszy głównie czarne, z rudą plamą na czubku lewego. Na grzbiecie i bokach występują nieregularne plamy czerni i rudości. Zad i tylna część ciała czarna przełamana rudymi plamami. Ogon niemal cały czarny, z kilkoma rudymi łatkami. Sierść krótka, gładka i przylegająca do ciała. Oczy - lewe pomarańczowe, prawe zielone.
Cichy, spokojny obserwator. Ze względu na wycofaną naturę rzadko odzywa się niepytany. Obawia się oceny innych, nie lubi się wyróżniać, ani gdy poświęca mu się uwagę. Nie uważa się za nic specjalnego. Samotnik, z wąską strefą komfortu. Nieśmiały, problem z zawieraniem nowych przyjaźni. Nie okazuje zbyt wielu emocji, nie traci panowania nad sobą, nie ekscytuje się. Wydaje się chłodny. Troszczy się o swoich przyjaciół, spostrzegawczy. Jeżeli coś mu się nie podobna to odchodzi. Lubi rywalizację, ale leniwy. Uwielbia sny, gwiazdy, chmury i niebo. Sporo śpi, duża wyobraźnia.
xxxUpał był straszny, ale ucieczka z obozu to był jedyny sposób by Kurza Stopa ani Zajęczy Ogon nie siedzieli mi na ogonie. Trochę to śmieszne że jako dorosły kot uciekałem od własnych ojców, ale od tego wypadku z psem nie dawali mi spokoju. Potrzebowałem chwili wytchnienia od nich i od wszystkich pozostałych. Starałem się za daleko nie odchodzić, by kolejny pies, albo lis albo borsuk mnie nie zaatakował, a jak już to móc szybko wrócić do obozu. Minąłem więc Koci Grzbiet, by nie wpaść na nikogo znajomego i poszedłem na Mszar. Niewiele kotów tu przychodziło. Niewiele tu piszczków, a koty często narzekają że ciężko się tu poruszać. Ja nie chciałem polować, a to konkretne podłoże nie kuło mnie w łapy, więc to miejsce było dla mnie idealne.
Ani wielki, ani mały, taki w sam raz. Ozdabia go długie futro w srebrzystym kolorze poprzecinane czarnymi tygrysimi pręgami. Ma obecnie błękitne oczy (po wybarwieniu nabiorą koloru soczystej wiosennej zieleni z delikatnym żółtawym zabarwieniem), jest krępej, masywnej budowy, daleko mu do smukłości; właściwie przypomina odrobinę mały czołg.
Gwiazda to klasyczna cicha woda. Jest spokojnym, cichym kocięciem, ale brak w nim nieśmiałości, wręcz przeciwnie, wydaje się że nie zna strachu i taktu; wepchnie nos do legowiska samego przywódcy bez krzty refleksji, że tak nie można. Jest nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo co sobie pomyśli i co zrobi, trudno przewidzieć jego reakcje ze względu na wrodzoną skrytość. Rządzi nim pragmatyzm i szukanie korzyści własnej, daleko mu do altruisty czy bezinteresownej życzliwości. Wyrasta na introwertyka, który kroczy własnymi ścieżkami.
Od kiedy zmieniono mu mistrza Gwiazda miał najzwyklejszego w świecie focha. Było go w obozie znacznie mniej, właściwie to wracał tylko po to żeby coś zjeść i się przespać, a później wybywał. Skoro był ciężarem i obowiązkiem, to nie miał zamiaru spędzać w tym miejscu więcej czasu niż to absolutnie konieczne. Miał wrażenie, że nikogo i tak nie obchodzi czy Gwiazda w ogóle jest jeszcze w klanie, czy już go w nim nie ma, dziadek w końcu wyraźnie dał mu do zrozumienia, że jest dla Ognistego Serca uciążliwym obowiązkiem, a sam zastępca słowem się nie zająknął w sprawie tej zmiany o której na pewno wiedział z wyprzedzeniem. Sama myśl o tym jak został zdradzony przez bliskie mu koty sprawiał, że machał wściekle ogonem i jeszcze prędzej wybywał z obozu nie mogąc patrzeć na pyski Rzecznych kotów.
Chodząc bez celu po terenach swojego klanu natknął się na marzycielskiego terminatora, którego kiedyś poznał. Zatrzymal się i zmierzył go dosyć obojętnym spojrzeniem zastanawiając się czy w ogóle ma ochotę na interakcje, by ostatecznie kiwnąć mu krótko głową.
średniej wielkości czarno-rudym kocur z białymi znaczeniami (czarny z bielą z rudy, chimeryzm). Drobny i niewyraźny. Na rudym tygrysie pręgi. Biel na klatce piersiowej, brzuchu, szyi oraz łapach. Na tylnych sięgają do ud, zaś na przednich dwie skarpetki. Prawa do kolana, lewa łączy się z bielą szyi. Pysk podzielony kolorystycznie na prawą czarną stronę i lewą rudą stronę. Bielą przechodzi przez środek pyska i rozlewającą się na policzkach. Uszy głównie czarne, z rudą plamą na czubku lewego. Na grzbiecie i bokach występują nieregularne plamy czerni i rudości. Zad i tylna część ciała czarna przełamana rudymi plamami. Ogon niemal cały czarny, z kilkoma rudymi łatkami. Sierść krótka, gładka i przylegająca do ciała. Oczy - lewe pomarańczowe, prawe zielone.
Cichy, spokojny obserwator. Ze względu na wycofaną naturę rzadko odzywa się niepytany. Obawia się oceny innych, nie lubi się wyróżniać, ani gdy poświęca mu się uwagę. Nie uważa się za nic specjalnego. Samotnik, z wąską strefą komfortu. Nieśmiały, problem z zawieraniem nowych przyjaźni. Nie okazuje zbyt wielu emocji, nie traci panowania nad sobą, nie ekscytuje się. Wydaje się chłodny. Troszczy się o swoich przyjaciół, spostrzegawczy. Jeżeli coś mu się nie podobna to odchodzi. Lubi rywalizację, ale leniwy. Uwielbia sny, gwiazdy, chmury i niebo. Sporo śpi, duża wyobraźnia.
Nie spodziewałem się tu nikogo spotkać, nawet chciałem po cichu się ulotnić, ale Gwiezdna Łapa zobaczył mnie pierwszy i wydawał się czymś zirytowany. Mną czy czymś niezwiązanym nie wiem. Ostatnio wyglądał jakby cały czas był czymś zirytowany albo taka już jego uroda? Rzadko widywało się go w obozie, a gdzieś być musiał. Może trenował? Chciał szybciej zostać wojownikiem? Mi nigdy na tym nie zależało, ale ja ani moja rodzina nie byliśmy w Klanie Rzeki nikim specjalnym. Chociaż wróć, ciężko było nie zauważyć że moja rodzina była dość nietypowa, ale mało kto w Klanie Rzeki zdawał się tym przejmować. Jednak teraz nie o tym myślałem, [i]Gwiezdna Łapa[i] był wyjątkowy w inny sposób, jako wnuk przywódcy i mojego mistrza. Może ja też powinienem bardziej się starać, jako jego terminator? Jednak tatowie mi mówili bym wszystko robił we własnym tempie. Skinąłem głową i odwróciłem wzrok, gdy zdałem sobie sprawę że wpatruję się w niego od dłuższej chwili.
Ani wielki, ani mały, taki w sam raz. Ozdabia go długie futro w srebrzystym kolorze poprzecinane czarnymi tygrysimi pręgami. Ma obecnie błękitne oczy (po wybarwieniu nabiorą koloru soczystej wiosennej zieleni z delikatnym żółtawym zabarwieniem), jest krępej, masywnej budowy, daleko mu do smukłości; właściwie przypomina odrobinę mały czołg.
Gwiazda to klasyczna cicha woda. Jest spokojnym, cichym kocięciem, ale brak w nim nieśmiałości, wręcz przeciwnie, wydaje się że nie zna strachu i taktu; wepchnie nos do legowiska samego przywódcy bez krzty refleksji, że tak nie można. Jest nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo co sobie pomyśli i co zrobi, trudno przewidzieć jego reakcje ze względu na wrodzoną skrytość. Rządzi nim pragmatyzm i szukanie korzyści własnej, daleko mu do altruisty czy bezinteresownej życzliwości. Wyrasta na introwertyka, który kroczy własnymi ścieżkami.
Prawdę powiedziawszy tylko tędy przechodził i nie planował zatrzymywać się na dłużej. Jak zwykle łapy niosły go ku granicom, a później... coraz dalej i dalej. Sam nie wiedział dlaczego pokazywał się jeszcze w obozie i co kazało mu tu wracać. Widok pysków matki i ojca, czy tego nielicznego rodzeństwa, które mu pozostało, a z którym spędzał coraz mniej czasu? Niektórzy wręcz wydawali mu się obcy, ci którzy zaginęli byli mu najbliżsi.
- Nie nudzi ci się tak w kogoś wgapiać bez słowa? - spytał szorstko zmrużywszy lekko zielone ślepia.