W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Na nieszczęście, te właśnie okolice patrolowała Wysoka Fala razem z dwójką innych wojowników, między innymi Leśną Jagodą, w którego towarzystwie lubiła przebywać. Kierowali się koło Bobrowej Tamy, a ruda wojowniczka dostrzegła czyjąś nieznajomą sylwetkę... Potężną sylwetkę. Przełkneła ślinę, mając nadzieję, że ten ktoś nie ma złych planów, po czym podeszła, starając się być wyprostowana i przynajmniej udawać pewność siebie. Jej obowiązkiem było przeganianie kotów z terenów, a szylkretka kręciła się przy granicy... Może czekała, aż patrol przejdzie aby wejść na ich terytorium? Wraz ze zmniejszaniem odległości do trzykolorowej kocicy, zapach zaczynał coraz bardziej przypominać ten cienisty, pomimo że nieco jakby przyćmiony innymi nutami. Wygnaniec? Może ktoś z ich klanu zdecydował się odejść? Kto wie.
- J-Jesteś blisko terytorium K-Klanu Rzeki... J-Jeśli nie chcesz m-mieć nieprzyjemności, opuść g-granicę - powiedziała w kierunku nieznajomej, stojąc po swojej stronie granicy w pewnej odległości od potężnej kocicy, nie chcąc narazić się na natychmiastowy cios w pysk z takiej potężnej łapy. Podczas walki zdecydowanie konieczna by była pomoc kogoś bardziej doświadczonego w walkach i kogoś potężniejszego od niej.
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Szła wzdłuż granicy jeszcze chwilę, aż w końcu postanowiła usiąść i cierpliwie poczekać. Poczekać, aż ktoś łaskawie ruszy tutaj swój Rzeczny zad i...proszę. Nawet się doczekała. Zmarszczyła nieco pogardliwie brwi gdy zobaczyła intensywne, jednolicie rude futro, które tak niesamowicie przypominało jej to ojca. Disgusting. Dobra, ta chociaż zakrywała się bielą więc...mogło być gorzej. Zresztą nie to się w tej chwili liczyło. Wojowniczka z powrotem przyjęła obojętny wyraz pyska i podniosła się, prostując i wypinając pierś do przodu.
- Jestem z Klanu Cienia - zaczęła z grubej rury, jakby zupełnie ignorując słowa rzeczniaczki na początku. - Wracam z osiedla. Przypadkowo spotkałam tam jedną z waszych terminatorek, Pajęczą Łapę. Mam nadzieję, że ją znasz, czarna, szczupła, wysoka z niebieskimi oczami. Została porwana przez dwunogów, przetrzymują ją w swoim gnieździe, na obrzeżach osiedla, w wielkiej, dziwnej, jasnej jaskini. Myślałam, że powinniście wiedzieć, gdzie jest, żebyście mogli jakoś ją stamtąd wyciągnąć. Sama próbowałam, ale nie dałam rady - streściła całą osiedlową przygodę, czekając w milczeniu na odpowiedź rudej kocicy.
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Wysłuchała uważnie słów szylkretowej kocicy, która przedstawiła się jako osoba z klanu cienia. No... Cóż. Mogło i tak być. Jej słowa zaciekawiły Wysoką, bo znalazła ona Pajęczą Łapę. O ile się nie myliła, była to jedna z córek Czerwonej Gwiazdy, która nieszczęsliwie w pewnym momencie zaginęła. Starała się zapamiętać jak najwięcej szczegółów, chociaż jej zdolność zapamiętywania nieco upośledzał przyćmiewający inne mysli fakt, że będzie musiała się spotkać z Czerwoną Gwiazdą.
- R-Rozumiem... A-A jak masz na i-imię? - zapytała, chcąc poznać personalia nieznajomej kotki. Głównie dlatego, żeby fakty były bardziej wiarygodne zarówno dla Wysokiej, jak i dla przywódczyni. Bo co jej powie? Że jakaś kocica ledwo pachnąca Klanem Cienia przypałętała się na granicę i opowiedziała coś o Pajęczej Łapie, nawet nie podając swojego imienia? A o to pewno niebieska kocica będzie w pewnym momencie pytać... Nie chciała źle wypaść przed przywódczynią. Już i tak prezentowała się wystarczająco miernie żeby jeszcze dobijać się brakiem elementarnych informacji, które powinna zdobyć od kocicy. Pocieszał ją w tej sytuacji jedynie fakt, że obok był brat i dodawał otuchy rudej wojowniczce, która pierwszy raz zajmowała się... Tak poważnymi sprawami.
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Psia mać. Nie chciała zdradzać swojego imienia. Teraz na pewno Wężownik się doczepi przy pierwszej lepszej okazji. Trudno. Trzepnęła lekko uchem, widząc jak nerwowo zachowuje się ruda. Pheh. Żałosne.
- Bobrzy Kieł - mruknęła niemal natychmiast na pytanie kocicy. - Przekaż przywódcy te informacje. Mam własny Klan i muszę do niego wracać, więc nie będę mogła was zaprowadzić, jeżeli postanowicie kogoś wysłać na ratunek Pajęczej Łapie. Droga do tego miejsca nie jest skomplikowana, bardzo rzuca się w oczy, to ogromne, czyste, prawie białe jaskinie z dziwnymi otworami w których znajduje się przezroczyste, twarde szkło. I odstająca kładka, otoczona dziwną pajęczyną, przez którą nie można się przedostać. Może da się ją rozerwać, ale nie w pojedynkę - wytłumaczyła na jednym oddechu, już niemal gotowa do zniknięcia z granicy, ale czekała, czy Wysoka Fala ma jeszcze coś do dodania, czy ma jakieś pytanie. Czy Bóbr może już sobie stąd iść.
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
- W p-porządku... Dz-Dziękuję za informacje - powiedziała w kierunku kocicy na koniec ich rozmowy, zapamiętując jak najwięcej szczegółów. Pajęcza Łapa była na osiedlu, w teorii droga była prosta... Ale czy na pewno ktoś, kto zostanie wysłany po byłą terminatorkę będzie wiedział, gdzie iść? Nie rozumiała jednego słowa. "Szkło". Cóż to było? Coś przeźroczystego, ale twardego... Jak lód? Który nie topi się w wyższych temperaturach? Potrząsnęła głową, nie chcąc za bardzo o tym rozmyślać i skinęła głową w kierunku Bobrzego Kła, że już nie ma żadnych pytań. Wiadomo, musiała wracać szybko do klanu, bo sądząc po już nieco wietrzejącym zapachu, dawno tam nie była. Nie chciała jednak zostawiać jej i iść w kierunku obozu, miała poczucie, że sama musi przypilnować, czy cienista wojowniczka rzeczywiście zniknie z granicy.
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
- To taki przezroczysty, nie topniejący lód - sprostowała szybko, widząc konsternację malującą się na pysku Wysokiej Fali, gdy ta wspomniała jej o szkle. W trakcie drogi powrotnej zdołała dopytać przechodzących pieszczochów czy też samotników o apartamentowce w których znajdowała się Pajęcza Łapa, a także dowiedziała się kilku nazw jakimi posługują się dwunodzy. Machnęła zamaszyście ogonem, czekając na kolejne słowa kotki, ta jednak kiwnęła pyskiem jasno dając Bobrzycy do zrozumienia, że nie ma tutaj już czego szukać i rozmowa dobiegła końca. - Obiecałam Pajęczej Łapie, że kogoś po nią przyślę. Powodzenia - dodała jeszcze, zanim odwróciła się na pięcie, znikając po chwili z pola widzenia Rzeczniaczki. Przez rzekę i z powrotem do Klanu Cienia.
I zapolować po drodze.
[size=75]ok zt
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Och. Więc to rzeczywiście był przeźroczysty, nietopniejący lód. Tym razem jej intuicja nie zawiodła wojowniczki, dlatego lekko przytaknęła, wyrównując zmarszczki zastanowienia na pyszczku i słuchając następnych jej słów.
- P-Przekaże wszystko Cz-Czerwonej Gwieździe... Dz-Dziękuję raz jeszcze - odpowiedziała na życzenia szylkretowej kocicy, odprowadzając ją wzrokiem, po czym sama skierowała się w kierunku obozu, wcześniej powiadamiając patrol, że jak tylko załatwi niecierpiącą zwłoki sprawę to dołączy do nich. O ile oczywiście nie zdążą już wrócić do obozu. Skierowała szybkie kroki, rozwijając stopniowo prędkość i biegnąc w kierunku domu, jednocześnie w głowie układając sobie wszystkie fakty, jakich się dzisiaj dowiedziała, by je móc bez problemu przekazać przywódczyni.
Jest dobrze zbudowaną, średniego wzrostu kotką o mocnych i silnych łapach i szerokich barkach. Objętości dodaje jej długie i puchate futro. Na grzbiecie, głowie i ogonie mieszają się odcienie srebra i rudych kosmyków, pokryte zawijasami klasycznych pręg, a na piersi i łapach pojawiają się białe znaczenia. Wszystkie te kolory, choć występują dość chaotycznie, tworzą paletę barw, od której trudno odwrócić wzrok. Rosa bardzo dba, by należycie się prezentowało, dlatego poświęca sporo czasu na jego odpowiednią pielęgnację, dlatego nie dostrzeżesz w nim ani jednego zbłąkanego listka czy innego paprocha. Przemieszcza się pewnym siebie i eleganckim krokiem, z wysoko postawionym ogonem, posyłając światu chłodne spojrzenie zielono żółtych oczu, dając do zrozumienia, że lepiej nie zawracać jej głowy.
Ideały, które Rosa ceniła sobie będąc kociakiem, uległy niestety pewnemu wypaczeniu. Stała się bardziej wyniosła, odkładając potrzeby i uczucia innych czy też własne na bok. Logiczne myślenie, chłodna kalkulacja i zdolnośc do bezgranicznych poświęceń w imie dobra klanu i swojej rodziny przysłoniły jej wartości takie jak empatia czy uczucia. Nie lubi, gdy ktoś lub coś przeszkadza jej, w wypełnianiu swoich zadań i dążeniu do doskonałości, której tak bardzo pragnie. Do innych klanowiczów ma stosunek raczej chłodny, unika z nimi niepotrzebnych rozmów i zbędnych rozmów. Jest wobec siebie bardzo wymagająca, gdy nie jest najlepsza, pierwsza, lub też nie wie wszystkiego, czuje się sfrustrowana i zła, jednak nie daje nikomu po sobie tego poznać, kumulując toksyczne uczucia w zamknięciu.
Jednak jest jedna mała rzecz, która czyni ją naprawdę szczęśliwą. Jest to jej rodzina, patrzenie ma szczęście bliskich jej kotów sprawia, że ona sama czuje się szczęśliwa i wartościowa, dzięki nim wie, dla kogo tak się stara i dla kogo chce być jak najlepsza. Pielęgnuje relacje ze swoim rodzeństwem, starając się, by nie zostały zatrute przez jej wewnętrzną złość i frustracje.
Iglasta Łapa [KC]
Przyszła na Bobrową Tamę łowić ryby. Tak przynajmniej usiłowała sobie wytłumaczyć swoje wyjście z obozu Klanu Rzeki. Ostatnio coraz mniej w nim przebywała, miejsce, które kiedyś było dla niej całym światem, teraz wydawało jej się zbyt ciasne, drażniące i hałaśliwe. W sumie co raz mniej ją tam trzymało, więzi z innymi zaczęły się przecierać. I to z jej winy, bo to ona się od wszystkich odsunęła. Pragnąc, czego, spokoju? Żeby nikt jej nie przeszkadzał? Żeby mogła zaszyć się gdzieś w kącie i zniknąć? Dlaczego tego chciała? Może dlatego, że była zwyczajnie zawiedziona sobą. Czas płynął do przodu, a ona miała wrażenie, że wszyscy coś osiągają, mają jakiś cel, który udaje im się zrealizować, a tylko ona stoi w miejscu, oderwana od teraźniejszości i przyszłości. Zdała sobie sprawę, że nie ma dla kogo się dalej rozwijać. Przyjaciół żadnych nie ma, a rodzina... Uświadomiła sobie, jak bardzo ich zaniedbała dopiero po śmierci Czapli. Było wtedy już za późno by zadbać o relacje ze starszą siostrą, co nie dawało jej spokoju. Czy kochała ją wystarczająco? Dlaczego nie było jej przy niej, gdy zaatakował ją pies? Dlaczego pozwoliła jej umrzeć? Dlaczego, pomimo tego, że już wie, że jeżeli czegoś nie zrobi, to straci resztę swojej rodziny, nie jest w stanie czegoś zmienić? Dlaczego? Dlaczego właśnie teraz chce płakać, ale jakoś nie potrafi?
Zanurzyła łapę w wodzie, mając nadzieję, że uda jej się wyłączyć myślenie, emocje, po prostu skupić się i złapać jakąś rybę. Niestety, nie udawało jej się to. Ryba, jak na złość, nie podpływała, a kłujące uczucie żalu nie zamierzało odchodzić. Od dawna tak bardzo nie pragnęła, by ktoś przy niej był.
/Ulewna Łapa
bornwith avoid............... hard todestroy................ withlove,hope................
........builtwith ah e a r t ........broken fromthe start ...........andnow Idieslow
Mistrz: Kroczy razem ze mną Płeć: kotka Matka: Kolczasta Mordka Ojciec: Jastrzębiopióry Partner: Przewalone drzewo Trwałe urazy: Wieczny terminator
Kotka posiada czarne futro ozdobione gwiazdami oraz intensywnie zielone oczy. Jest średniego wzrostu z miękkimi łapami biegającymi po drodze mlecznej.
Uciekł z wiatrem
Falująca Łapa [Z] Kasztan [KRz]
Jak codziennie, wyszła z obozu, żeby trochę się powłóczyć. Obeszła już większość terenów i powtarzała granice, których nauczyła się sama. Idąc wzdłóż rzeki złapała jakąś mysz totalnie amatorskim skokiem. Gdzieś w okolicach Bobrowej Tamy poczuła znajomy zapach. To Zroszona Łapa! To właśnie z nią chciała porozmawiać! Naprężyła się, i z calą siłą podbiegła do miejsca z którego dochodził zapach. Gdy była już obok siostry, odłożyła jedzenie i po chwili namysłu powiedzia: -Cześć Zroszona Łapo... Dawno się nie widziałyśmy... - Cały entuzjazm uleciał z niej po kilku słowach. Położyła się obok siostry i wtuliła się w mięciutkie, długie futro siostry i czekała, aż ta coś powie.
Jest dobrze zbudowaną, średniego wzrostu kotką o mocnych i silnych łapach i szerokich barkach. Objętości dodaje jej długie i puchate futro. Na grzbiecie, głowie i ogonie mieszają się odcienie srebra i rudych kosmyków, pokryte zawijasami klasycznych pręg, a na piersi i łapach pojawiają się białe znaczenia. Wszystkie te kolory, choć występują dość chaotycznie, tworzą paletę barw, od której trudno odwrócić wzrok. Rosa bardzo dba, by należycie się prezentowało, dlatego poświęca sporo czasu na jego odpowiednią pielęgnację, dlatego nie dostrzeżesz w nim ani jednego zbłąkanego listka czy innego paprocha. Przemieszcza się pewnym siebie i eleganckim krokiem, z wysoko postawionym ogonem, posyłając światu chłodne spojrzenie zielono żółtych oczu, dając do zrozumienia, że lepiej nie zawracać jej głowy.
Ideały, które Rosa ceniła sobie będąc kociakiem, uległy niestety pewnemu wypaczeniu. Stała się bardziej wyniosła, odkładając potrzeby i uczucia innych czy też własne na bok. Logiczne myślenie, chłodna kalkulacja i zdolnośc do bezgranicznych poświęceń w imie dobra klanu i swojej rodziny przysłoniły jej wartości takie jak empatia czy uczucia. Nie lubi, gdy ktoś lub coś przeszkadza jej, w wypełnianiu swoich zadań i dążeniu do doskonałości, której tak bardzo pragnie. Do innych klanowiczów ma stosunek raczej chłodny, unika z nimi niepotrzebnych rozmów i zbędnych rozmów. Jest wobec siebie bardzo wymagająca, gdy nie jest najlepsza, pierwsza, lub też nie wie wszystkiego, czuje się sfrustrowana i zła, jednak nie daje nikomu po sobie tego poznać, kumulując toksyczne uczucia w zamknięciu.
Jednak jest jedna mała rzecz, która czyni ją naprawdę szczęśliwą. Jest to jej rodzina, patrzenie ma szczęście bliskich jej kotów sprawia, że ona sama czuje się szczęśliwa i wartościowa, dzięki nim wie, dla kogo tak się stara i dla kogo chce być jak najlepsza. Pielęgnuje relacje ze swoim rodzeństwem, starając się, by nie zostały zatrute przez jej wewnętrzną złość i frustracje.
Iglasta Łapa [KC]
Siedziała tak sobie, gdy usłyszała bardzo znajomy głos, którego przez chwilę nie potrafiła rozpoznać. Choć był tak blisko, wydawało jej się, że strasznie daleko, tak, że nie może go dosięgnąć. Dopiero gdy ta zbliżyła się do niej, przemogła się, i wreszcie coś powiedziała.
- Ulewna? - spytała, z niedowierzaniem patrząc na czarną kotkę. Naprawdę tu była? - Bałam się, że odeszłaś. - rzeczywiście tak było. Powoli przestawała odnotowywać, kto nadal jest członkiem Klanu Rzeki, kto odszedł, a kto zaginął. Z bólem odnotowywała, że jest jej to coraz bardziej obojętne. Jednakże czuła niepokój, za każdym razem gdy ktoś jej bliski znikał i długo nie wracał. Na przykład ojciec, wiedziała, że ten lubi wychodzić na samotne wyprawy i wracać późno, ale i tak martwiła się o niego. Tym bardziej przerażona była, gdy nie mogła znaleźć Ulewnej. Długo nie miały ze sobą kontaktu, aż Zroszona przegapiła moment, w którym jej siostra zniknęła. Powinna byłe jej lepiej pilnować.
W momencie, gdy czarna kotka wtuliła się w jej futerko, na dobre poczuła, że jej siostra jest tutaj naprawdę i na razie nigdzie się nie wybiera, a w sercu Rosy na krótką chwilkę zagościł spokój. Tylko na jak długo.
bornwith avoid............... hard todestroy................ withlove,hope................
........builtwith ah e a r t ........broken fromthe start ...........andnow Idieslow
Mistrz: Kroczy razem ze mną Płeć: kotka Matka: Kolczasta Mordka Ojciec: Jastrzębiopióry Partner: Przewalone drzewo Trwałe urazy: Wieczny terminator
Kotka posiada czarne futro ozdobione gwiazdami oraz intensywnie zielone oczy. Jest średniego wzrostu z miękkimi łapami biegającymi po drodze mlecznej.
Uciekł z wiatrem
Falująca Łapa [Z] Kasztan [KRz]
Płomyczek nadziei zagościł w serduszku czarnej. Jednak ktoś się o nią martwił... Jednak źle zrobiła, zostawiając wszystko za sobą ignorując otoczenie. Jednak te wszystkie pogrzeby jakkolwiek bliskich jej kotów zostawiły wyrwę w jej psychice. Od dawna potrzebowała bliska kochanego kota, a jak widać Rosa też od dawna nie widziała Rodzeństwa. -Nie zamierzam Cię opuścić w takiej trudnej sytuacji... - tak otoczenie postrzegała Kropelka. Z rodzeństwa nie zostało już dużo kotów, a jej rodzicom nie zostało dużo do starszyzny, a kto wie, może do gwiezdnych. Nikt z jej miotu nie ma jeszcze wojowniczego imienia, a przecież podczas ceremonii, która była dobre kilkanaście księżyców temu, zapowiadało się, że te kociaki szybko skończą trening. -Martwię się o naszą rodzinę... - przecież nikt nie chciał przyjść do starszyzny jako terminator, a niestety zielonooka widziała dla siebie taką przyszłość. Dwóch mistrzów to trochę dużo, co nie? A do tego, wszyscy albo umierali, albo znikali. Z bólem serca kotka uświadamiała sobie, że to przez nią Poziomkowa Ścieżka chciała odejść z klanu, a w rezultacie umarła, przez co czuła się częściowo winna za jej odejście, jak i w jaki chaniebny sposób potraktował jej zwłoki klan. Mała łezka pojawiła się w jej zielonym oku, co przypominało jej też o Czapli, której też z nią nie było. Dobrze pamiętała nauki z siostrą, oraz jak uczyła ja polować. Nie na marne, dzięki własnej pracy co jakiś czas jak będzie miała farta, to coś upoluje. Ale to już zależy od jej własnego szczęścia, które po księżycach nieobecności, wreszcie postanowiło, że czarna kotka trochę go dostanie.
Jest dobrze zbudowaną, średniego wzrostu kotką o mocnych i silnych łapach i szerokich barkach. Objętości dodaje jej długie i puchate futro. Na grzbiecie, głowie i ogonie mieszają się odcienie srebra i rudych kosmyków, pokryte zawijasami klasycznych pręg, a na piersi i łapach pojawiają się białe znaczenia. Wszystkie te kolory, choć występują dość chaotycznie, tworzą paletę barw, od której trudno odwrócić wzrok. Rosa bardzo dba, by należycie się prezentowało, dlatego poświęca sporo czasu na jego odpowiednią pielęgnację, dlatego nie dostrzeżesz w nim ani jednego zbłąkanego listka czy innego paprocha. Przemieszcza się pewnym siebie i eleganckim krokiem, z wysoko postawionym ogonem, posyłając światu chłodne spojrzenie zielono żółtych oczu, dając do zrozumienia, że lepiej nie zawracać jej głowy.
Ideały, które Rosa ceniła sobie będąc kociakiem, uległy niestety pewnemu wypaczeniu. Stała się bardziej wyniosła, odkładając potrzeby i uczucia innych czy też własne na bok. Logiczne myślenie, chłodna kalkulacja i zdolnośc do bezgranicznych poświęceń w imie dobra klanu i swojej rodziny przysłoniły jej wartości takie jak empatia czy uczucia. Nie lubi, gdy ktoś lub coś przeszkadza jej, w wypełnianiu swoich zadań i dążeniu do doskonałości, której tak bardzo pragnie. Do innych klanowiczów ma stosunek raczej chłodny, unika z nimi niepotrzebnych rozmów i zbędnych rozmów. Jest wobec siebie bardzo wymagająca, gdy nie jest najlepsza, pierwsza, lub też nie wie wszystkiego, czuje się sfrustrowana i zła, jednak nie daje nikomu po sobie tego poznać, kumulując toksyczne uczucia w zamknięciu.
Jednak jest jedna mała rzecz, która czyni ją naprawdę szczęśliwą. Jest to jej rodzina, patrzenie ma szczęście bliskich jej kotów sprawia, że ona sama czuje się szczęśliwa i wartościowa, dzięki nim wie, dla kogo tak się stara i dla kogo chce być jak najlepsza. Pielęgnuje relacje ze swoim rodzeństwem, starając się, by nie zostały zatrute przez jej wewnętrzną złość i frustracje.
Iglasta Łapa [KC]
// przepraszam, że musiałaś czekać, shame on me ;-;
- Proszę, nie składaj obietnic, których nie możesz spełnić. Zginąć można w każdej chwili, a szczególnie wtedy, gdy się tego nie spodziewamy. Na przykład teraz, mógłby tu po prostu przybiec pies, z którym nie miałybyśmy szansy. Takie jest życie, mnie też może jutro nie być. Nic z tym nie zrobimy, musimy tylko starać się być przygotowani i nie dać się zaskoczyć. - Od śmierci nie da się uciec, szczególnie, jeżeli jest się dzikim kotem na wolności. Mogą stracić swoje życie w ułamku sekundy, ale i tak trudno było się przyzwyczaić do myśli, że kogoś, kogo widzisz codziennie może jutro nie być. Czy to jednak wpływało drastycznie na ich życie? Raczej nie na Zroszonej, która pomimo tej świadomości normalnie funkcjonowała, wypełniała swoje obowiązki. Tylko czasem, w chwili zadumy świadomość bywała mometami nie do zniesienia. Myśl, że nie jest wystarczająco dobra, by chronić swoich bliskich w każdym momencie.
- Też się martwię, ale najbardziej niepokoi mnie to, że nie mogę nic zmienić. - Przeznaczenia nie da się zmnienić, niestety. Może tak już po prostu musi być, a jedyne, co możemy zrobić to jakoś to zaakceptować i iść dalej? Tylko jak? Na to pytanie nie znała odpowiedzi. Nie znała odpowiedzi na zbyt wiele pytań, przez co czuła się tak strasznie głupia i bezużyteczna. Nie skończyła treningu, a spora część kotów w jej wieku już trenowała terminatorów, jej życie jest jednym wielkim bałaganem, którego nie potrafi uporządkować, a na dodatek czuła się strasznie samotna, pomimo tego, że codziennie była otoczona tłumem kotów, nazywaniem Klanem Rzeki. Tylko jak można być jego częścią, skoro nie ma się w sumie żadnych więzi z jego członkami? Zbyt dużo pytań, zbyt dużo.
bornwith avoid............... hard todestroy................ withlove,hope................
........builtwith ah e a r t ........broken fromthe start ...........andnow Idieslow
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Gdzie był? Co robił? Dlaczego zniknął z klanu na tak długo? Z całą pewnością było kilka kotów, które chciałyby poznać odpowiedź na to pytanie. Z drugiej jednak strony czy ktokolwiek naprawdę oczekiwał po nim tego, że znacznie się spowiadać z tego, co robił? Przecież nie od dziś był nieobecny i nieuchwytny, pozwalał się spotkać tylko wtedy, gdy sam tego chciał; rzadko kiedy sypiał w obozie co było dla niego naturalne, jednak ostatnie dwa księżyce lub nawet i więcej spędził w większości nie tylko poza obozem, ale także i poza granicami własnego klanu. Z jednej strony chciał grać dobrego ojca, z drugiej - trudno było mu tak po prostu przykuć się do jednego miejsca. Spotkanie podczas jednej z dłuższych wędrówek Batka, która ostentacyjnie napluła na klan i widocznie zamierzała odszukać Echo oraz matkę było pewnym przełomem; z jednej strony chciał podążyć za nią, jednak z drugiej czuł, że pomiędzy nimi nie było już tego, co było kiedyś. Za bardzo rozdzielili się, a ich różnice, które kiedyś uzupełniały się i tworzyły z nich zgrane duo teraz jedynie nastręczałyby wielu problemów których Głóg chciał uniknąć.
Zatrzymał się w okolicy bobrowej tamy by rozejrzeć się po okolicy i sprawdzić, czy aby żaden patrol nie zmierzał w jego stronę by oderwać mu głowę wesoło oświadczając, że nie jest już członkiem ich kółka wzajemnej adoracji... co byłoby bardzo zrozumiałe, naprawdę. Z drugiej jednak strony... parsk; znając jego szczęście był w stanie zachować status nieskazitelnie czystego wojownika przez cały ten czas.
Kos
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
Gdzie był? Co robił? Dlaczego zniknął z Klanu na tak długo? Tak. Były to ważne pytania, ale Kos nie była kotem, które by je zadała. Przecież teraz już jest. Czego chcieć więcej? Czy powinna chcieć czegoś więcej?
- Głóg - melodyjny głos, nawet w tak krótkim słowie wyrażający śpiewną delikatność właścicielki, rozległ się niedaleko czarno-białego wojownika - nie przeszkadzam? - równie delikatne i niepewne jak powitanie pytanie, które nie mogło być tym spodziewanym. Kimże by stała się Kos, gdyby robiła tylko to czego się od niej spodziewa? Czy nie straciłaby tej reszty swojej oryginalności, gdyby spytała w tym momencie "gdzie byłeś i czemu cię nie było?"?
- Dziewczyny i Mrozik szybko rosną - powiedziała ciepło, gdy już przysiadła się obok wojownika, skoro raczej nie przeszkadzała. Poczuła lekkie ukłucie w sercu, bo patrząc tak na pysk Głoga przypomniała sobie jak oskarżył ją o krzywdzącą myśl, że zniknie, jak zrobił to jego ojciec. Och, czemu akurat ta myśl przeszła jej przez głowę, wśród tysiąca innych możliwych myśli? Czemu nie mogła pomyśleć o tym jak dobrze go zobaczyć? Że poczuła olbrzymią ulgę, gdy zobaczyła to dwubarwne futro? Że miało ono dwie barwy, nie zepsute żadną niepotrzebną czerwienią? Czemu nie mogło jej przejść przez głowę... cóż, cokolwiek innego?
Wdech... wydech... i tylko ten smutny spokój w oczach. Nie płacz, nie płacz, nie płacz Nie znowu, kobieto. Zamrugała energicznie przeganiając gromadzące się łzy. Właściwie czemu chciały lecieć? Smutek? Strach? Radość? Wdech, wydech.
Schowała mu nos w sierści i dopiero wtedy zdołała się uspokoić.
- Cieszę się, że jesteś - powiedziała tylko i schowała się jeszcze bardziej, czując się przy puchatym wężu jakoś bardziej sobą, jakoś bardziej pełna.
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Poruszył uchem i obrócił głowę w stronę z której nadciągał zarówno głos, jak i dźwięk cichych kroków. Wiedział, że ktoś zaraz przybędzie, wszak alarm na granicach klanu rzeki musiał działać bez zarzutu by można było szarpać się z jakimiś gówniarzami; nie sądził jednak że tym, kto powita go znów w domu będzie właśnie Kos. Jego spojrzenie złagodniało, uśmiechnął się też w typowy dla siebie sposób.
- Nie - odparł kręcąc przy tym lekko głową. Usiadł więc wraz z nią i pozwolił, by jego ogon luźno owinął się wokół jego łap. Czy tęsknił za Kos? Z całą pewnością myślał o niej, jednak nie był pewien, czy tęsknił. Nie był chyba zdolny do odczuwania relacji na tym poziomie, by faktycznie czuć świadomą tęsknotę. Był pewien brak, pewna pustka jaką czuł, jednak ona mogła z łatwością zostać zastąpiona kimś innym, nie była skierowana wobec konkretnego kota, a bardziej skupiała się na pewnych odczuciach, które temu towarzyszyły. Łatwo było mu więc uciszyć własne sumienie oraz pewne naturalne dla społecznych istot odczucia.
- Niedługo zaczną t'eningi, nie? - spytał zerkając na nią kątem oka. Uśmiechnął się jeszcze i zamilkł na jakiś czas, pozwalając tym samym by cisza jaka zawisła ponad nimi wybrzmiała dostatecznie dobitnie.
- Bławatek odeszła z klanu. Chciała, żebym z nią poszedł - odezwał się cicho i odwrócił spojrzenie na spokojnie płynącą wodę Grzmiącej Rzeki. Jej szum podczas przeciskania się przez tamę był kojący i w pewnym sensie nawet w jakimś stopniu nostalgiczny, jeżeli pamiętało się szum wody cieknącej z Wilgotnej Skały w starym obozie klanu rzeki. Oczywiście że kłamał, Bławatek jedynie powiedziała mu o swoich planach i odeszła w swoją stronę, jednak czy Kos wiedziała, jak blisko był z własną siostrą? Czy mogła wiedzieć jak bardzo zepsuły się ich relacje od kiedy Chabrowy Pąk zniknęła?
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought