Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
- Tak, zostały im niecałe dwa księżyce - proste pytanie, prosta odpowiedź. Jak gdyby nigdy nic. Jakby... jakby nie minął żaden czas rozłąki, jakby wyszli sobie na losowy spacer, a nie spotkali na granicy przez przypadek. Tyle niepasujących rzeczy, które Kos przyjmowała jako najzwyklejsze. Cisza mogła sobie trwać, gdyby była po prostu ciszą, a nie tą pauzą dążącą do jakiegoś rozwiązania. A gdy rozwiązanie przyszło... trzeba było wydostać się z futra wojownika, trzeba było coś powiedzieć. Jakoś zareagować.
-...och...? - krótkie i ciche, wyrwało się z pyska Kosiczki, która nie wiedziała co ma myśleć - więc... więc zostałeś tu w klanie... sam - powiedziała, gdzieś uciszając dumną myśl, że nie poszedł z siostrą, że wrócił do niej i do swoich dzieci. Ta myśl nie miała prawa wybrzmieć, będąc zbyt samolubną, zbyt chłodną i zbyt pyszną. Przecież nie miała w sobie nic, co mogłoby kogoś od niej uzależnić. Zupełnie nic, prócz tego, że jakoś dogadywała się z czarno-białym i miała o nim zupełnie inne zdanie, niż pozostali klanowicze. Ale na pewno lepiej dogadywał się z siostrą. Bławatek... nawet jeśli nie miała okazji z nią porozmawiać, sprawiała wrażenie kogoś zupełnie innego niż Kos, kogoś, kto ma w sobie więcej ikry, więcej możliwości, niż tylko ułożenie sobie uniwersalnego planu dnia i proste postępowanie za myślowymi punktami. Kogoś, kto może pociągnąć za sobą, kogoś kto jest magnesem, a nie opiłkiem żelaza. Kim była Kos? Tylko piaskiem, czy sproszkowaną siarką, w którą opiłki mogły się najwyżej zakopać, ale i tak magnes by je pociągnął. Musiało być jeszcze coś, co sprowadziło wojownika do domu. Tylko co?
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Dwa księżyce. Z całą pewnością mają więc już nauki, dlatego też powstrzymał się przed palnięciem głupiego pytania czy wszystkie są przez kogoś nauczane. Głównie dlatego że nie chciał ryzykować tym, że jedno z kociąt zostanie mu wepchnięte na siłę i na pokaz będzie musiał opowiadać mu to, co wypada; władza miała swoje uszy wszędzie i nawet na naukach należało uważać na to, by nie powiedzieć zbyt dużo, o czym zresztą dowiedział się na własnej skórze Tonące Słońce, którego powodem wygnania było to, że zbyt głośno kłapał pyskiem swoje teorie, które i tak nosiły znamiona żałośnie niskiej szkodliwości społecznej. To było jednak wystarczająco, by władza poczuła zagrożenie... a on nie miał interesu w tym, by tracić miejsce, w którym tak łatwo przychodziło mu wmieszanie się w tłum i spokojne życie.
- Mhm - mruknął kiwając krótko głową. - Chciałem z nią iść, wiesz, w końcu była ostatnim, co zostało z mojej rodziny... - wzruszył lekko barkami gdy powoli odwracał wzrok w stronę kotki. Pochylił się w jej stronę by polizać ją po policzku. - Ale przecież te'az mam was, tak? Nie mogłem tak po p'ostu odejść. Byłbym wtedy jak... - urwał na moment i zacisnął wargi, nim w końcu dokończył ciszej: - jak mój ojciec.
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
Może by nie wepchnęła, ale na pewno zaproponowałaby mu nauczanie którejś z kluseczek, gdyby pociągnął temat. Z tym, że gadanie na pokaz nie powinno mu sprawiać problemów... fizycznie. To byłby tylko kolejny teatrzyk do odegrania, prawda? Chciałem z nią iść..., przy początku zdania Kos zdradziła swoje zdenerwowanie, przez niekontrolowany ruch ogonem, który podniósł się lekko i uderzył drżąco o ziemię. I co? Przyszedł się pożegnać? Powiedzieć, że musi iść?
Jakaś część jej umysłu, ta mniej spanikowana drażliwym tematem, spodziewała się takiej odpowiedzi. W końcu wyryte w jej pamięci "To cudownie" zapewniało ją w jakimś stopniu o tym, że Głóg nie jest obojętny na tą nową, niespodziewaną rodzinę jaka wpadła mu w łapy. Nawet jeśli nie zaglądał do Chruśniaka. Nawet jeśli nie było go widać w obozie. Nawet jeśli znikał na jakiś czas.
- Nie myśl tak. M-miałbyś prawo iść z siostrą. Twój ojciec zostawił w klanie całą swoją rodzinę, ty po prostu poszedłbyś za kimś bliskim - starała się, żeby jej głos nie drżał jak liście topoli, ale złamał się w pewnym momencie. Mimo tego, że cieszył ją początek słów po "ale", to nie chciała być jakiegoś rodzaju obciążeniem. Znaczy, owszem, chciałaby zasmakować jakiegoś głębszego "partnerstwa", poczuć opiekę tego kogoś, kogo darzyła jakimś mocno zawiniętym w jedwab i zamkniętym w drewnianej szkatułce uczuciem. Oczywiście dlatego, żeby nie obciążać kogoś niezależnego od niej.
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Westchnął cicho na słowa Kosowej Pieśni, jednak nie skomentował tego w żaden już sposób. Nie było potrzeby, zresztą zaraz znów pochylił się w jej stronę by móc potrzeć policzkiem o jej policzek, by zaraz powoli przesunąć językiem po jej mordce by tym gestem dać wyraz uczuciu, które do niej żywił. Przyjemny pomruk wibrował w jego gardle przy tych drobnych czułościach, jakimi chciał kupić jej przychylność do jego ekscesów oraz spokój. Ważne było, by informacja jaką odebrała Kos było to, że teraz to ona jest ważniejsza i to dla niej wciąż tu był.
- Te'az jesteś wszystkim, co mi zostało - powiedział cicho zerkając w jej oczy. - To niezły zaszczyt, heh - dodał zaraz a na jego pysku rozciągnął się zaczepny uśmiech. Ot, żarcik dla rozluźnienia sytuacji. - Może, sko'o już tu jesteśmy, chciałabyś coś po'obić razem? - spytal lekko przekrzywiając głowę, a z jego spojrzenia trudno było stwierdzić, czy chodziło mu o wspólny spacerek, polowanie czy też inne... aktywności fizyczne. Na przykład, hehe, sparing. Był otwarty na wszelkie propozycje.
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
Och, kupował, kupował, miał całą jej przychylność, wierność i uczciwość, cokolwiek by zechciał, no może prawie cokolwiek, gotowa byłaby mu oddać, jedynie za pewność, że gdzieś będzie i za to, że raz na jakiś czas będzie bliziutko i pomruczy przy uchu, by mogła się poczuć tak jak teraz, ważną i otoczoną bańką... bezpieczeństwa? zrozumienia? bliskości? Ale nie odchodź już więcej, nie uciekaj, zostań ze mną, a nie tylko wracaj i wracaj, skoro jestem wszystkim. Cały czas może się coś zdarzyć, cały czas może mi się coś stać, możesz kiedyś wrócić z jakiejś wyprawy i zastać mnie martwą i co wtedy zrobisz, skoro jestem wszystkim? Nie martwisz się? - tyle myśli przebiegło przez główkę czarnej ptaszyny, tyle sensu, który mogłaby wypowiedzieć, gdyby tylko nie była sobą, tą średniej wielkości kotką o czarnym jak węgiel futerku i jednym wielkim problemem z mówieniem tego co ma na myśli, tego co chce.
Uśmiechnęła się dość promiennie na żarcik Głoga, odrzucając całkowicie wszystkie poważne myśli.
- A i owszem - odparła w tym samym tonie i wstała lekko na jego następne słowa, uśmiechając się wciąż, tym razem jednak bardziej subtelnie i elegancko - Spacer brzmi przyjemnie. Jak coś zauważymy możemy to złapać, przegonić kogoś z granicy jak się nadarzy, popływać, jeśli masz ochotę... - rzuciła niezobowiązująco i wyjątkowo to ona nadała kierunek i tempo, powoli ruszając w stronę Czterech Dębów -...bylebyś był- dodała w myślach.
Pora Nowych Liści. Cudowny czas. Czas miłości, życie powoli rozkwita. Nie można wybrać lepszej pory na romantyczny spacer z drugą połówką. Słońce świeci, ptaszki śpiewają - jednym słowem: idealnie. Młoda para szła sobie spokojnie, podziwiając piękno natury, jednak poza zielonymi liśćmi drzew i okazjonalnymi śpiewami ptaków, w okolicy nie było nic ciekawego. Tylko oni.
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Przystała na jego propozycję, a do tego nawet zamierzała przewodzić w tym ich małym spacerku. Było to całkiem przyjemne widzieć, że nie była całkowicie bierna w tym ich... cóż, związku, jakkolwiek by to nie brzmiało. Choć nie byli ze sobą oficjalnie, nie powiedzieli sobie nigdy szczerego wyznania miłości i nie wyrazili chęci zawiązania partnerstwa i wszystko trwało w tym błogim, chaotycznym niedopowiedzeniu Głóg lubił myśleć o Kos jako swojej własnej. Chciał też by klan widział ich w ten sposób, bo zapewniało mu to pewną neutralną łatkę, po której można go było kojarzyć. Nie był już larwą Chaber, mało kto przecież pamiętał o istnieniu jego matki, więc w pewnym sensie przestał istnieć w świadomości klanu, co wychodziło mu na plus gdyż pozbył się negatywnego wydźwięku jaki ciągnął się za tą szufladką. Teraz jego łatki były neutralne, może nawet pozytywne: mistrz Wrzos, ojciec kilku kociąt, partner Kos. Budowanie neutralnego obrazu siebie w świadomości kotów, a jednocześnie zachowywanie swojego indywidualizmu i skrytości było dla niego istotne z prostego powodu: od zawsze lubił istnieć, ale nie być jako coś więcej niż metaforyczny zlepek pewnych konceptów i łatek na temat samego siebie. To dawało mu największą swobodę działania.
- W porządku - mruknął przystając na jej propozycję i pozwalając jej prowadzić. Zeskoczył z Bobrowej Tamy na wysypany drobnymi kamyczkami brzeg rzeki i nie patrząc za siebie ruszył niespiesznym krokiem za swoją Ptaszyną. - Polowanie na G'om nadal t'wa? - zagaił się unosząc brwi i nawiązując do jej słów o odpędzaniu intruzów w kontekście tego, że obrała kierunek wzdłuż granicy z klanem gromu, a nie ziemiami niczyimi. Nie słyszał o ostatnich walkach terminatorów o zasikany krzak, no ale może Kos miała więcej informacji. Odwrócił głowę i nadstawił uszu, czujnie spoglądając w stronę rzeki; być może oprócz gromiaków uda im się natrafić na jakiegoś rozszalałego rzeczniaka, który przybędzie z mordem w oczach i chęcią wymierzenia kary śmierci na włóczędze?
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
A gdyby coś takiego się stało? Gdyby Kos powiedziała coś wiążącego? Czy coś by się zmieniło?
Bo Ptaszyna myślała, że by zmieniło. Na gorsze. Miała w głowie ułożone, że ta pełna niedopowiedzeń próżnia, jest najbardziej komfortowym i najlepszym rozwiązaniem. Zresztą, może wykazałaby się większą czułością i śmiałością, gdyby nie to, że jej potrzeba pokazywania miłości była niemal w pełni zaspokojona - miała kocięta, miała siostrzeńców, miała też siostrę. Dzienna dawka słów była zawsze wypowiadana, nie czuła przymusu powiedzenia jeszcze czegoś do Głoga... nie czuła też, aby tego potrzebował. Był taki pewny siebie, wolny... Zresztą on też nie zaczynał tego tematu. Więc zostańmy w bezpiecznej próżni.
- Nie. Na granicach jest raczej spokój. Widocznie Trzmiela Gwiazda trochę pozmieniał - powiedziała na jego pytanie, po czym uśmiechnęła się lekko - Po prostu wolę chodzić tą granicą - wyjaśniła, jednak przesunęła się bardziej w stronę własnych terenów, by nie iść przy samej granicy.
- Bławatkowe Niebo... mówiła coś o tym, że masz kocięta? - zapytała ostrożnie, choć nie kryła swojej ciekawości. Znała opinie swojej rodziny. Znała opinie losowych kotów. Nie wiedziała, co na to wszystko mogłaby powiedzieć rodzina Głoga. Nie chciała jednak zbytnio pokazać, że temat ją interesuje i szła spokojnie dalej, węsząc delikatnie. Jakkolwiek pięknie by nie było, zawsze może być gdzieś jakiś ryś, borsuk, dzik, czy inna szkarada.
Zakochani zmierzali do Czterech Drzew, zaczynając od Bobrowej Tamy. Musieli zatem przejść przez Grzmiącą Rzekę, gdzie spotkała ich niespodzianka. Oprócz charakterystycznego szumu pędzącej wody, do uszu wojowników dotarł też inny, raczej nieznany. Następnie poczuli dziwny zapach, który ciężko było przypisać jakiemukolwiek drapieżnikowi lub zwierzynie łownej, a gdy się odwrócili w stronę, z której dobiegał, ujrzeli sarnę z młodym, pijących sobie wodę z rzeczki, jakby nigdy nic. Najpewniej przywiało ich z zachodniej części Łęg, ale kto wie, może byli tak tylko przejazdem skądś indziej.
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Wymruczał tylko ciche "mhm" w odpowiedzi na jej słowa. Czy zmiana przywódcy faktycznie wpłynęła na zmianę zachowania terminatorów? Czy w ogóle było to w jakiś sposób skorelowane ze sobą? Nie był pewien, czy przywódca był w stanie mieć w garści wszystkich i wszystkimi sterować tak, by grzecznie wypełniali polecenia tego, który był ponad nimi. To było zbyt idealne; być może był więc jakiś inny sposób, jakim Trzmiel Gwiazda zaprowadził porządek w szeregach swojego klanu. Interesujące; swoją drogą, będzie musiał zapytać o to jakiegoś gromiaka, gdy już uda mu się jakiegoś spotkać na swojej drodze. Może natrafi na Kozicę? Tak dawno jej nie widział...
- Nie - odparł szybko i byłby na tym urwał, jednak uznał za stosowne rozwinięcie myśli. - Bławatek nie b'ała niczego na poważnie. Nie wiem czy w ogóle wierzyła, że są moje - dodał wzruszając przy tym obojętnie barkami. Teraz to już nie był jego problem, skoro jej już tu nie było. Mogła myśleć co chciała bo wiedział, że nie miała czego szukać w klanie rzeki. Nie było powodu by wracać.
Gdy tylko do jego nozdrzy dotarł obcy zapach zmarszczył grzbiet nosa i poruszył nozdrzami gdy nabrał do płuc więcej powietrza, by zanalizować dokładniej zapach. Spojrzał na Kos, a następnie ruszył na ugiętych łapach i pod wiatr w stronę jego źródła... by zaraz dostrzec skąd ono pochodzi. Głóg przymrużył swoje bladożółte ślepia.
- Aw. Słodko.
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
Zamrugała skonsternowana na stwierdzenie o Bławatek.
- Ale dlaczego miałyby nie...? - wyrwało jej się, zanim zdążyła o czymkolwiek pomyśleć. Pokręciła tylko szybko głową, jakby chcąc odgonić myśli i jednocześnie dać otoczeniu znać, że to nieważne, co powiedziała, że właściwie mogło tego nie być.
Obcy zapach dotarł również do czarnego noska, wywołując w kotce więcej strachu niżzainteresowania. Spięła się i ustawiła zaraz za Głogiem, dotrzymując mu jednocześnie kroku. Widok ją rozczulił, jednocześnie smucąc - przy rzeczce stała matka z młodym. Sama matka. Nie żeby Kos była bardzo przesądna i szukała we wszystkim znaków... ale sarnia mama była tak samo skazana na samotne porażki i sukcesy wychowawcze jak czarna wojowniczka przez ostatnie kilka księżycy. Wetchnęła mimowolnie.
- Chodź, nie przeszkadzajmy im - powiedziała cicho i łagodnie, rozluźniając mięśnie i kierując się do przodu.
Widok sarenki z młodym powinien zapaść wojownikom w pamięć i zająć ich przez jeszcze trochę, albowiem póki co na ich drodze nie znajdowało się nic ciekawego. Ot, zwyczajny krajobraz towarzyszący temu miejscu przy każdym patrolu, czy przechadzce. Gdyby co chwilę wokół pary coś się działo, to stałoby się to przewidywalne, nieprawdaż?
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Wzruszył jedynie barkami. Nie wiedział, dlaczego Bławatek tak myślała. Bardzo często nie potrafił pojąć w jaki sposób poruszały się trybiki w jej mózgu, zwłaszcza w ciągu ostatniego obiegu pór. Oddalili się od siebie, przestali być dla siebie tak istotni - kiedyś byli nierozłączni, a teraz naturalnie przeszli do chłodnej obojętności. Żadne z nich jednak nie czuło żalu, nie uzewnętrzniało go - Głóg nie był kotem, który przykładał wagę do relacji, związków czy emocji. Działał ponad tą sferą, całkowicie odcinając się od tak zbędnych spraw.
Nie był przesądny. Nie miał też tendencji do nadinterpretacji. Z tego powodu widok sarny z młodym nie wywołał u niego większej reakcji emocjonalnej niż była konieczna. Był to normalny obrazek jakich wiele można było zaobserwować w życiu wokół nich. Przyroda wiedziała co robi zrzucając młode na barki samicy. Był to ich obowiązek i cel, do jakiego zostały stworzone. Gdyby natura potrzebowała do tego samca sprawiłaby, by ten miał faktyczny cel w wychowywaniu kociąt. On sam doskonale funkcjonował bez ojca i był żywym dowodem na to, że nie był on do niczego potrzebny.
Skinął jej głową i odwrócił się, a jego czarny, pierzasty ogon zaszurał o wysoką trawę. Wyprostował się i nieznacznie przyspieszył, by truchtem dogonić Kos, a następnie zwolnił, powracając do spokojnego, patrolowego marszu wzdłuż granicy.
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
Odchodząc od sarny z młodym, zostawili za sobą najprawdopodobniej atrakcję wieczoru, bo na razie nie zapowiadało się, by cokolwiek miało się stać. Szła powoli, ruszając się harmonijnie jak to miała w zwyczaju, nie musząc kontrolować mięśni, by jej ruchy wyglądały tak jak wyglądały. Wrodzona, odziedziczona gracja, taki ładny prezent od poprzednich pokoleń. I wypełniacz tekstu.
Wykonała nieznaczny ruch, by ich futra i ogony się zetknęły, sama nie wiedząc, czemu właściwie to robi, czemu się tak narzuca. Z drugiej strony, Głóg nigdy nie wyglądał jakby przeszkadzała mu jej bliskość, może więc wcale się nie narzucała, może mogła, może powinna tak robić? Pytania robiły się coraz bardziej natarczywe, więc znów nieznacznie się odsunęła, dosłownie kocięcy krok od wojownika. Tylko jej ogon delikatnie trącał dłuższe kłaczki Głogowego ogona.
Pytania przycichły. Mogła się skupić na węszeniu i patrzeniu.
Życie w lesie niestety nie było filmem akcji, więc ciężko o to, by notorycznie coś ciekawego się tam działo. Głogowy Cień i Kosowa Pieśń będą musieli się jeszcze trochę przejść, jeśli szukają wrażeń, bo na ten moment nie spotkało ich nic niesamowitego. Może to kwestia miejsca?
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡