Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
A malucha skubanego dalej nie było widać. Nie zniknął też jego zapach ani szelest nie ustał, więc Łabędź mógł mieć pewność, że przynajmniej go nie spłoszył. Pozostało tylko wszystko postawić na jedną kartę i hop! Udało się!! Przywódca mógł poczuć pod łapami coś małego i wierzgającego się, a nawet, że to coś dziabnęło go w palec. Auć! Tak czy siak, chwilę po tym maluch padł i długowłosy mógł zobaczyć, że to, co złapał to po prostu rzęsorek.
Gdy było po wszystkim, Łabędź odetchnął z ukontentowaniem, przyglądając się upolowanej zdobyczy i uderzenie serca poświęcając swojemu palcowi, który poza tym, że był zbolały, wyglądał po staremu. Rzęsorek nie wpisywał się w definicję najbardziej imponującego łupu, ale ustaliliśmy już, że wszystko miało znaczenie, zatem nie szczędził mu staranności, ukrywając go pod zastałym drzewem. Podstawowa zasada z Kodeksu Wojownika, prawda? Należało dziękować za zwierzynę, jaka by nie była.
A lepiej, żeby było jej wiele. Tymczasowo pożegnawszy gryzonia, kocur ruszył w obranym wcześniej kierunku, szukając dalej.
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Racja, każdy kąsek się teraz liczył. Znaczy, zawsze się w sumie liczył, ale teraz jeszcze bardziej!! Mimo irytującego bólu w łapie, Łabędź z szacunkiem schował malucha i ruszył dalej. No i proszę, Gwiezdnym najwidoczniej się spodobała postawa kocura, bo ten mógł tym razem usłyszeć trzepot skrzydeł. Gdzieś za nim, na jednym z drzew wylądował sobie skowronek. Na gałęzi będącej mniej-więcej w połowie drogi do korony skromnego drzewka. Nie było to jakoś specjalnie wysoko, bo gdyby Łabędź z niej spadł to najgorsze czym mógł się ten wypadek skończyć to obitym zadkiem...
Śnieżny krajobraz wzmagał opory przed wspinaczką — przecież właśnie w takich okolicznościach życie postradał Lodowy Kieł, i upływające obiegi pór nie zdołały zamazać wspomnienia widoku leżącego ciała ojca, w którego aparycji łatwo odnajdował siebie. Tyle że w przeciwieństwie do tamtych czasów, obecnie był starszy, piastował rangę przywódcy swego Klanu, na Gwiazdy, miał dziewięć żyć; nic nie usprawiedliwiało chylenia głowy przed starymi lękami.
Rozpoczął ostrożną wspinaczkę, pilnując kierunku wiatru, pilnując swojego położenia, żeby być jak najmniej widocznym (w co wchodziło okazjonalne zastyganie w miejscu) i pilnując siebie. Ptak nie był wart bezmyślnego poświęcenia, jednak gdyby udało mu się powoli dotrzeć na odpowiednią wysokość, zanim skowronek czmychnie, a potem spróbować dorwać go w łapy i zabić — właśnie to by zrobił.
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Aj tam od razu śmiercią... Łabędzia Gwiazda musiałby mieć Jaśminowego pecha, jeśli chciał by taki upadek skończył się czymś więcej niż wcześniej wspomnianym obitym zadkiem. Ale no fakt, tak czy siak ostrożności nigdy nie za wiele.
Ptaszek czyścił swoje piórka, gdy w międzyczasie po pniu wspinała się jego śmierć. Raz spojrzał w kierunku, jakby czując, że coś nadciąga, aleee nic wartego uwagi nie zauważył, więc wrócił do pielęgnacji. Aż tu nagle cyk! Coś go pochwyciło, maluch spanikowany spróbował wyrwać się i odlecieć, jednak to pazury rzecznego przywódcy były szybsze i no, bez problemu pozbawiły malucha życia.
Jest! Z sercem bijącym mocniej niż ustawa przewidywała, Łabędź wziął nieruchomego skowronka w zęby i zabrał się za schodzenie z drzewa. Na ziemi czekała go ulga; wysokości, nawet te niższe niż wyższe, to kategorycznie nie jego bajka.
Ale nie było co żałować odrobiny nadprogramowych nerwów. Kolejna piszczka wylądowała na tymczasową odsiadkę pod drzewem, a Rzeczniak, otrząsnąwszy się z drobinek śniegu, ugiął się miękko na łapach i powędrował dalej przez śnieg, zmysły wyczulając na wszelkie oznaki życia.
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
A mimo szalenie bijącego serca i strachu, który gościł w sercu Łabędziej Gwiazdy, ten wciąż odważył się i zapolował na piszczka. Podróż na dół drzewa przebiegła bez problemów. Pozostało tylko zakopać ptaszka i...
- O JA!! Ale się Pan świetnie wspina! Ja bym za nic w świecie się nie odważyła tak wysoko wejść. I to jeszcze z jaką GRACJĄ! Jakby Pan był do tego stworzony! - był to głos zupełnie nieznany Łabędziowi, dość wysoki, choć jednocześnie bardzo ciepły. A kawałek dalej stała rozmówczyni która... No wyglądała dziwacznie. Po pierwsze i najważniejsze, była łysa. No może poza kilkoma włoskami tu i tam no i oczywiście krótkimi wąsami. Jej jasnoróżową skórę można było zobaczyć na główce, ogonku i zadku, bo resztę zakrywał dość gruby, różowy sweterek z długimi skarpeto-butkami o tym samym kolorze. Sama kotka mimo licznych zmarszczek na czole nie wyglądała na starą, nie była też jakoś przesadnie... wysoka. A no i oczywiście, niósł się za nią smród pieszczoszka i to na dodatek taki obrzydliwie słodki.
Mimowolnie drgnął — nie spodziewał się towarzystwa. A kiedy spojrzał w jego kierunku, rozwarł oczy w zdumieniu. Gwiezdny Klanie, co jej się przytrafiło? I cud, że nie spotkało jej nic gorszego, wszak intensywnie różowa kotka jak najbardziej zwracała na siebie uwagę; jeżeli jego, to drapieżników również. Po woni oraz prezencji (i, na dokładkę, węchowym daltonizmie typowym dla osiedlowych kotów) oceniając, miał do czynienia z pieszczoszką. Uśmiechnął się z zakłopotaniem iście wielopłaszczyznowym; od wychwalania począwszy, po jej obecność, aż po fatalny instynkt samozachowawczy, którego nie chciał wytykać wprost, ale może powinien.
— Och, dziękuję, to nic takiego — powiedział, ukradkowo rozglądając się na boki, nim skoncentrował spojrzenie na młodszej. — U nas to norma, nie przetrwalibyśmy bez tego typu umiejętności. Co tutaj robisz? Dosyć zimno jak na wycieczki krajoznawcze, powiedziałbym. Nie straszna ci pogoda? — dopytał jak najprzyjaźniej potrafił. Jak bardzo takie sztuczne futro mogło grzać? Nie miał pojęcia, jednak robiło mu się zimno na sam widok niezakrytych partii ciała. — Tak się składa, że znalazłaś się na terenie Klanu Rzeki. Zgaduję, że nieumyślnie, ale w tej okolicy rezydują cztery Klany i nie każdy będzie wyrozumiały widząc nieproszonego gościa, dlatego radziłbym zwracać uwagę na intensywnie koci zapach oznaczający granicę, a potem, cóż... Terytorium. Łabędzia Gwiazda jestem, swoją drogą. Miło mi cię poznać — dopowiedział na koniec, w nadziei, że nic z jego zachowania nie zostanie odebrane jako groźba.
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
- OooO? Norma? Wiesz, zawsze można podejść pod jeden z domów i poprosić o trochę jedzenia! Gdyby Pan podszedł pod mój domek to bym z miła chęcią się podzieliła karmą! - zarzuciła przyjaśnie wykrzywiając swoją gołą mordkę w ciepłym uśmiechu. A gdy tylko do jej wielkich uszu dotarła informacja o jakiś klanach przekrzywiła główkę w zaciekawieniu. - Klany? AAA! Jasne, sory, słyszałam, że niektórzy zaznaczają tak swój teren, ale nie spodziewałam się, że tak daleko od osiedla znajdą się jakieś koty! Mówisz też, że inni by mnie przegonili, a sam Panie Łabędzia Gwiazdo jesteś spoko. Mi też również miło!! Bingus jestem - kotka wymruczała wesoło, a skoro nie kazał jej się wynosić, to po prostu usiadła obok, bo wręcz od niej KIPIAŁO, by posłuchać więcej od tego staruszka. - A wracając, co robisz tak daleko od osiedla? Albo robicie, bo mówiłeś o klanie jakimś. Przecież no, tu nic nie ma! Żadnych domów, ludzi, jedynie no, las, rzeka, łąka... Ja bym sobie tak nie dała rady, rety - wyrzuciła z coraz większym podziwem i radością w głosie.
Ciepły uśmiech mimowolnie wykwitł na jego pysku. Z perspektywy pieszczocha życie musiało brzmieć bardzo prosto. Ich sposób na nie, z kolei, jak niezrozumiałe próby wrzucenia sobie kłody pod łapy.
— Dziękuję, jesteś bardzo miła — odpowiedział ciepło. — Ale wiesz, my wybraliśmy taki styl życia i sobie go cenimy, razem z jego naturalnymi wadami. W kwestii zdobywania pożywienia liczymy na siebie, sami organizujemy sobie miejsce do spania, nieraz musimy walczyć o swoje, a w zamian otrzymujemy wolność i życie w zgodzie ze sobą... i naszymi Przodkami, którzy zapoczątkowanie istnienie Klanów. Większość z nas nie zamieniłaby tego na żadną ilość jedzenia czy najwygodniejsze schronienie.
Kurtuazyjnie skinął głową, gdy mu się przedstawiła. Bingus... Łabędź nigdy nie wyszedł z podziwu, skąd niektóre koty brały imiona. Być może w oczach niektórych, to klanowe miana brzmiały wzniośle czy aż przesadnie wymyślnie, acz z drugiej strony nietrudno wyobrazić sobie, skąd się brały. Imiona osiedlowych kotów często nie oznaczały niczego, co dałoby się zrozumieć bez dodatkowych wyjaśnień.
— Cóż... żyjemy — zaśmiał się lekko. — Las to nasz dom, mieszkamy pośród drzew, krzewów i głazów... A ta "jedynie" rzeka stanowi źródło zapasu ryb; przepysznych, swoją drogą. Niestety, nie mogę zaprosić cię do naszego Obozu, ale uwierz mi na słowo, nie jest wcale tak źle! Mamy legowiska chroniące nas od wiatru i deszczu, stos zwierzyny, ciepły mech, w którym nie zamarzną nawet najmłodsi, i wiele więcej. Jeżeli chcesz, mogę opowiedzieć ci co nieco w drodze do granicy; lepiej będzie rozmawiać na... neutralnym gruncie. — Dobrze by było, gdyby Bingus, jakkolwiek sympatyczna by nie była, nie poczuła się tu jak w domu. Dla jej własnego bezpieczeństwa.
Rzeczniak zrobił kilka sugestywnych kroków w kierunku Ziem Niczyich w nadziei, że kotka podłapie aluzję i ruszy z nim.
— Choć dziwi mnie raczej, co ty tutaj robisz. Jak mówisz, nic tutaj nie ma. Przyznam, nieczęsto widuję pieszczoszki w tych okolicach. Zgubiłaś się? Mogę ci jakoś pomóc? — dopytał z troską.
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Hmmm, różowa kotka zmarszczyła nos, analizując słowa Łabędziej Gwiazdy. Niby wolność brzmiała fajnie, ale czy była warta, chociażby spania w takim mrozie. Brrr, nie ma mowy! - Ach rozumiem rozumiem!! Ja też wolę domek w którym mieszkam, nawet gdybym mogła zamieszkać w lepszym, gdzie karmią smaczniejszą karmą i mają fajniejsze zabawki, to wciąż za nic w świecie bym się nie zgodziła! - dorzuciła swoje pięć groszy. Ich sytuacja się drastycznie różniła, ale najważniejsze, że oboje byli szczęśliwi tam, gdzie byli, nie?
- AAaA!! To wyjaśnia wiele! Wiesz, ja nigdy nie próbowałam polowania a co dopiero, y, łowienia! A mech hmmmm, nie brzmi tak źle. Nie leżałam, ale jak tak mówisz to na pewno nie jest gorszy od poduszek ludzi. Wiesz, jakie są miękkie?? W porównaniu z moim legowiskiem to niebo a ziemia! I mów mów mów!!! Opowiem swoim znajomym jak wrócę do domku, normalnie im szczeny opadną jak to wszystko usłyszą - przyznała się ciepło. Bo no, historyjki staruszka brzmiały tak dziko!! Aż ciężko było w nie uwierzyć!
- Nieee, chciałam pozwiedzać, zobaczyć trochę świata!! Chodzę często z moimi ludźmi na spacery i gdy tylko powiem im to wypuszczają mnie na ogródek. Znalazłam jakiś czas temu w nim dziurę i hehe, mogę teraz łazić gdzie chcę!! A nie mieszkam tak daleko. Jeśli chcesz, to mogę cię zaprowadzić!! Jak nie karmą to podzielę się zabawkami albo jakimiś fajnymi skarpetkami!! Wiesz jakie są ciepłe? - wymruczała radośnie, wystawiając jedną z łapek do przodu. Były niewygodne i niesamowicie łatwo było je zgubić, ALE JAKIE CIEPLUTKIE!! Normalnie zimno jej nie przeszkadzało hihi.
Miło było to słyszeć i kolejny raz uśmiech wypełzł na monochromatyczny pysk. O dwunogach nasłuchał się wiele i wiedział, że z nimi to na dwoje Gwiezdni wróżyli — albo okazywali się do rany przyłóż, albo wręcz przeciwnie, ran można było spodziewać się na skutek bliższego spotkania. Sam chyba nie potrafiłby zaufać żadnemu z nich, jeśli jednak jego urocza kompanka czuła się szczęśliwa, to tylko się cieszyć. Naprawdę.
— Wygląda na to, że trafiłaś na wyjątkowych dwunożnych — stwierdził wesoło. Preferowali inny styl życia, to prawda, ale rozumieli się w tym względzie, że nigdy nie zamieniliby swoich domów na nic innego, nawet jeśli nie były idealne. Ile Łabędź by dał, żeby pieszczoszkowo-klanowe interakcje zawsze przebywały w atmosferze obustronnego poszanowania. — O widzisz, a ja nigdy nie miałem okazji położyć się na poduszce, ale też brzmi bardzo wygodnie. Pozwalają ci swobodnie na nich spać? — zagaił z ciekawością. Nie musiał udawać zainteresowania; szczegóły dynamiki kot-dwunóg to dla niego wielka niewiadoma, a każdy strzępek informacji pozwalał poszerzyć horyzonty.
No i proszę, bez wielkiego dociekania udało mu się usłyszeć więcej. Nadstawił uszu i otworzył szerzej oczy, z niedowierzaniem przysłuchując się serwowanym mu rewelacjom. Spacery z dwunożnymi? Wypuszczanie z gniazda na życzenie? Z pewnością to nie coś, co spodziewał się usłyszeć! Chyba że w jakimś szalonym śnie.
— Kiedyś się zastanawiałem, co całymi dniami robią koty mieszkające z... ludźmi. Wybór wydawał mi się dość ograniczony, ale widzę, że nie możesz narzekać na nudę. — Zmrużył z sympatią oczy. — Niestety, nie mogę skorzystać z propozycji, mój Klan by się o mnie martwił, gdybym zniknął na dłużej, ale dziękuję, doceniam.
Zgodnie z obietnicą, w drodze do granicy opowiedział jej nieco o klanowych realiach — o przeróżnych rolach piastowanych przez poszczególne koty, o ceremoniach, o Przodkach, w których istnienie nie tylko wierzyli, ale których obecności niejednokrotnie doświadczył sam, o treningu na wojownika, ale też istotności oznaczania i bronienia granic, tak, by Bingus na swoich przyszłych spacerach niepotrzebnie się nie narażała. Wreszcie jednak dotarli na miejsce i wówczas Łabędź przystanął.
— Cieszę się, że mogliśmy się spotkać i pogawędzić. Kto wie, może jeszcze kiedyś się zobaczymy? — Biorąc pod uwagę jej wycieczki, nie było to znowu takie nieprawdopodobne. Choć wolałby następnym razem ujrzeć ją po drugiej stronie linii zapachowej. — Ale teraz powinienem wracać do obowiązków. W porę nagich drzew każda piszczka na stosie zwierzyny jest na wagę bażanta, rozumiesz. — Uśmiechnął się przepraszająco.
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
- No jasne, że trafiłam! - dodała ciepło, choć sama nie do końca wiedziała, co oznaczało wyjątkowi. W końcu nigdy w swoim życiu nie poznała bliżej żadnych innych ludzi! Więc nie miała z czym porównać.
- Cóż, to zależy. Jak oni idą spać to mnie wyganiają, czasem też zamykają drzwi do sypialni i nie mam do nich dostępu - wyjaśniła krótko, a przez myśl jej nawet nie przeszło, że staruszek może nie wiedzieć, czym jest sypialna lub coś tak prostego jak drzwi!
- Ah, szkoda!! Ale rozumiem, musicie być blisko w tym klanie, skoro by się o pana martwili. To pewnie miłe!! - dodała ciepło. Ona w sumie nie miała już rodziny, jednego dnia było puf! I wszystko odwróciło się do góry nogami. Miło, że chociaż pan Łabędź miał bliskich co się o niego martwili.
Po drodze Bingus z niedowierzaniem słuchała tego wszystkiego. To wszystko było takie... No dzikie! Zresztą żyli w dziczy, jedli dziką zwierzynę i jeszcze odwalali takie rzeczy jak ceremonie sparingi i w ogóle!! Kotka również podzieliła się kilkoma ciekawostkami. Opowiedziała o tym, jak dwunożni jedzą, że rozmawiają ze sobą tak jak inne koty, ale w totalnie niezrozumiałym języku. Opisała dokładnie, jak smakują królicze bobki i że dwunożni codziennie wymieniają wodę w jej miseczce, oraz to, że ma u siebie OGROM kolorowych ubranek!! Podzieliła też się kawałkiem tego, jak wyglądało jej dzieciństwo, że z dnia na dzień wszystko się zmieniło, że została odłączona od rodziny... I że w sumie większość pieszczochów urodzonych u dwunożnych dzieli taki los. Ale jej ton się nie zmieniał nawet jak tym się dzieliła, dalej paplała z ekscytacją i radością w głosie. Opowiedziałaby więcej, ale ach, dotarli na miejsce.
- Oczywiście!! Na pewno kiedyś się tu jeszcze przypałętam, ale y ten, nie postaram się przekroczyć granicy. Sory jeszcze za to! - rzuciła ciepło i cóż, stanęła po drugiej stronie, na ziemiach niczyich. Ajajaj, szkoda, że nie zobaczyła obozu!! A w sumie może nawet to lepiej? Lubiła mieć wnętrzności na swoim miejscu. - Mhm, w takim razie wrócę do siebie. Uszy mi zaraz odpadną od mrozu!! - kotka zachichotała radośnie. W większości było jej ciepło... No oprócz tych cholernych uszu!! - Papa Łabędziu!! Powodzenia w polowaniuuuuu! - no i koniec tego wesołego. Kotka pomachała Łabędziowi na papa i dosłownie w podskokach ruszyła w stronę siedliska koni.
Och, jakże pouczająca to była rozmowa, Łabędź chyba od czasu swojego treningu nie miał dnia, w którym przyswoiłby tak wiele wiedzy na raz! Co prawda w natłoku opowieści wszelakich zagubiły się różne detale i ostatecznie nie dopytał o te sypialnie i drzwi (a nawet o wygląd miękkiej poduszki; pewnie gdyby na takową przypadkiem natrafił, nijak by jej nie rozpoznał), ale tak czy siak w jego głowie aż buzowało od nowych informacji. Stawiając kolejne kroki w stronę granicy, uśmiechał się od ucha do ucha — przy rozgadanej, energicznej Bingus nie dało się inaczej. W pewnym sensie przypominała mu Płonący Świt za młodu, oczywiście gdyby miał ją sobie taką wyobrazić... I, należy przyznać, brakowało mu takiej beztroskiej paplaniny o wszystkim i niczym. Polubił tę kotkę i miał tylko nadzieję, że jej brak futra był wynikiem dziwnych kaprysów dwunożnych (czego nie rozumiał i nie popierał, ale z dwojga złego lepsze to...) a nie choroby, której bynajmniej nie było po niej widać. Życzył jej jak najlepiej.
— Nie ma sprawy. Gdybyś kogoś spotkała przy granicy z Klanem Rzeki, możesz spytać o mnie — powiedział z uśmiechem. — Postaram się zjawić. Tymczasem... do widzenia, dbaj o siebie. I o swoje uszy, mrozi niesamowicie! Dziękuję.
Odmachał jej na pożegnanie i chwilę za nią popatrzył, kontrolnie rozglądając się za potencjalnym zagrożeniem czyhającym w pobliżu. Żałował, że nie mógł zapewnić jej bezpieczeństwa w drodze do domu, zaraz jednak upomniał się w myślach, wygarniając sobie wszelkie dziury logiczne tego pomysłu. Z efektem umiarkowanym, wiedział natomiast, że naprawdę powinien zająć się tym, po co przyszedł w Łęgi. W kwestii pieszczoszki, pozostawało jedynie wierzyć w jej kompetencje.
Tak więc z okolic Szarych Brzóz zaczął powolny powrót w stronę miejsca, w którym napotkał niecodzienną osobistość. Teraz, kiedy nie zajmowała go rozmowa, mógł węszyć i rozglądać się za zwierzyną, z czego skwapliwie korzystał.
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Kompetencje pieszczoszki... Jakoś ta się dostała do granicy i nie została rozszarpana po drodze przez drapieżnika, więc powinna raczej dać radę wrócić. Tak czy siak, warto by było się skupić na polowaniu.
Przez dłuższy czas przywódca nie mógł niczego znaleźć, ale o! Co to takiego różowego w oddali? Gdyby Łabędź zbadał przedmiot bliżej, ogarnąłby, że przecież przechodził tędy niedawno, a tajemniczym obiektem była skarpetka samotniczki... Cóż, Bingus pewnie i tak znajdowała się zbyt daleko by ją dogonić, a zresztą skoro nie załapała, że zgubiła coś takiego, to chyba tajemniczy ocieplacz na łapkę nie był aż tak ważny...? Łabędź mógł zgarnąć go sobie na pamiątkę spotkania lub nawet założyć i poszpanować nim w obozie.