Wysoka i długowłosa, lecz nie puchata. W większości biała, z liliowymi, pręgowanymi miejscami - na czole, na uszach, na zadzie, ogonie i dwóch palcach. Oczy pomarańczowozłociste.
Przestraszona i nieśmiała. Fajniejsza, jak ją poznasz, ale pewnie jej nie poznasz. Ma kryzys tożsamości.
Króliczek powoli i stopniowo, ale coraz pewniej przełamywał swój strach przed wychodzeniem z obozu. Wciąż nie zapuszczał się na granice - chyba, że zaciągnięty siłą na patrol, ale odkrył, że właściwie w pewnym sensie teren poza obozowiskiem był nawet przyjemniejszy i spokojniejszy. Nie było w nim tak wiele kotów, przed których wzrokiem uciekał - co prawda nadal wolał nie paradować po terenach, jakby należały do niego i tylko jego, ale wynajdywał z rosnącą satysfakcją miejscówki, które niekoniecznie były używane jako miejsca polowań, a miały w sobie urok.
Jak na przykład niewielka polanka mchu i kwiatków w Łęgach, tuż przy obozie. Czy miał pojęcie, co to za kwiaty? Niekoniecznie, tak poza tym, że niektóre były pospolite i żółte, inne drobne i niebieskawe, zaś niektóre fioletowe i zwisające jak dzwoneczki z łodygi. Biało-liliowy terminator leżał wśród nich tak, by ich możliwie nie uszkodzić, ciesząc się słońcem przebijającym przez korony drzew. Jeszcze trochę i Pora Zielonych Drzew się skończy, huh?
Usłyszał bzyczenie i spiął się lekko, ale mięśnie powróciły do poprzedniego stanu, gdy bzyczący owad wylądował na jego łapie i przedstawił się jako czerwona, kropkowana biedronka. One chyba nie gryzły? Miał nadzieję. Jeśli jej nie spłoszy ani nie skrzywdzi, to chyba ona też nic mu nie zrobi… oby. Wypuścił powietrze z nozdrzy i zniżył łeb, by położyć go w pełni na ziemi.
To było przyjemne… ale chyba się nudził. I to było najdziwniejsze, to było nowe; wcześniej był tak zajęty martwieniem się i strachem, że nawet nie potrafił pomyśleć sobie "och, chciałbym coś robić, aktywnie i z własnej woli!". Właściwie teraz też nie dopuszczał do siebie takiej myśli w pełni, zaprogramowany przez własny mózg do tych samych, ograniczających schematów, które sam pierw wymyślił, ale chyba naprawdę chciałby, żeby teraz Nocny Szkwał przyszedł i kazał mu coś zrobić. Nie zamierzał o to prosić jednak sam, szanujmy się!
you don'tsee what youpossess, abeauty calmand clear it floods thesky andblurs the darknesslike a chandelier all thelight thatyou possess isskewed by lakesand seas the shattered surface, so imperfect,
Księżyce: 72 Mistrz: Oszroniony Patyk!! Płeć: kocur Matka: Śnieżny Płatek [NPC] Ojciec: Warczące Gardło [NPC] Trwałe urazy: rozległa blizna na lewym poliku, blizna po ugryzieniu na szyi (ta druga calkowicie zakryta futrem)
sporych rozmiarów, o długim, czekoladowym futrze, białe skarpetki na przednich łapach oraz drobne plamki na piersi, pyszczku, brodzie, czole i nad nosem, prawe oko zielone, lewe - niebieskie
Kasztan natomiast wyszedł z obozu z zamiarem złapania paru piszczek - ot, zwykłe, codzienne polowanie, by napełnić własny żołądek i dorzucić się do stosu. A było kogo wykarmiać ostatnimi czasy; Chruśniak był wypełniony aż po brzegi, przy czym częściowo przez jego własne…rodzeństwo? Sam nie był w stanie jednoznacznie stwierdzić, kim były dla niego niedawno urodzone kocięta Śnieżnego Płatka. Nie rozmawiał z nią praktycznie wcale co najmniej od śmierci Słonej Łapy, nawet nie zauważył, kiedy kocica straciła w jego myślach miano matki na rzecz po prostu Śnieżnego Płatka. Czy więc z jej najmłodszym potomstwem łączyło go coś więcej, niż krew - i to też jedynie częściowo?
Za dzisiejszy obszar polowania obrał Łęgi, szedł więc przed siebie, rozglądając się uważnie za zwierzyną, kiedy nagle przystanął; zamiast zwierzyny, w biało-liliowej sylwetce leżącej wśród kwiatów rozpoznał Króliczą Łapę. Zawahał się przez chwilę, niepewien, czy zaczepić brata. Nie byli ze sobą szczególnie blisko, choć wojownik nie potrafił wskazać, co mogło być tego powodem. Może teraz była szansa, by ponownie zacieśnić więzy? Podszedł bliżej, umyślnie robiąc przy tym trochę hałasu, by nie zachodzić kocura z zaskoczenia. - Cześć, Królik - uśmiechnął się ciepło do rodzeństwa, układając się na mchu obok tak, by możliwie nie uszkodzić zbyt wielu kwiatów. - Mam nadzieję, że nie przeszkadzam…jak tam u ciebie ostatnio?
Rzucił najbardziej podstawowym starterem konwersacji, ale czy nie odpowiednim dla sytuacji? Bo…no, w gruncie rzeczy nie wiedział prawie nic o prywatnym życiu rodzeństwa.
Wysoka i długowłosa, lecz nie puchata. W większości biała, z liliowymi, pręgowanymi miejscami - na czole, na uszach, na zadzie, ogonie i dwóch palcach. Oczy pomarańczowozłociste.
Przestraszona i nieśmiała. Fajniejsza, jak ją poznasz, ale pewnie jej nie poznasz. Ma kryzys tożsamości.
Słysząc szelest i kroki, od razu spięła się. A myślała, że nikt by tu nie polował!! Chyba że… ktoś celowo chciał ją tu znaleźć, w co coraz to mocniej wierzyła, gdy do nozdrzy dotarł znajomy zapach, a zza poszycia wyjrzało czekoladowe futerko. Spojrzała się na brata głucho, trochę niezręcznie. Nie wiedziała, czy chciała teraz tego spotkania.
A to głupie; wiedziała, że Kolczasty Kasztan nie jest złym kotem. Jeśli cokolwiek — był chyba najmniej stresującym kotem z całego jej rodzeństwa, martwego czy nie. Ale więzy krwi były tu dla niej jej przekleństwo: gdyby kocur nie był z nią jakkolwiek powiązany, rozmowa byłaby minimalnie mniej niezręczna, oczekiwanoby od niej mniej… a gdy relacja jest nieistniejąca, choć powinna być (przynajmniej według niektórych) silniejsza od jakiejkolwiek innej… cóż, to wywoływało w niej jedynie poczucie, że coś zepsuła. Już starczyło jej, że udawała, że nie zna własnej rodzonej matki — ale to akurat coś, z czym Kasztan prawdopodobnie mógłby się utożsamiać.
Przełknęła ślinę i zamrugała, wracając troszkę do rzeczywistości, gdy ten usiadł obok.
– …Cześć – mruknęła. Starała się odwracać od wszelkiego kontaktu wzrokowego. Królik miała wrażenie, że ta niezręczność była gorsza od jakiegokolwiek konfliktu i emocji. Szczególnie, że ten nie wiedział nawet o tym, jak Królik na siebie mówiła… ale będąc szczerym, nieszczególnie dzieliła się z tym z kimkolwiek poza Krokus i motylkami. – Uhm, no… nawet spoko. Dużo siedzę w kociarni, znaczy, wiesz— z kociętami Krokus. Nie tymi. Uch. Matki – jej głos zrobił się troszkę bardziej energiczny, gdy mogła wspomnieć o motylkach, ale nazwanie Śnieżnego Płatka matką wydusiła z trudnością. Najchętniej nazwałaby ją jej imieniem, ale nie wiedziała, jak widział to Kasztan; uznała, że to byłoby najbardziej neutralne określenie.
Tak poza tym, że to zdanie miało okropny wydźwięk. No wiesz, siedzę w kociarni z dziećmi mojej mistrzyni, ale na faktyczne rodzeństwo z krwi czuję taką niechęć, że muszę doprecyzować, że to nie o nich chodzi.
you don'tsee what youpossess, abeauty calmand clear it floods thesky andblurs the darknesslike a chandelier all thelight thatyou possess isskewed by lakesand seas the shattered surface, so imperfect,
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
- Dziękuję, że ze mną poszedłeś. Tak tęskniłam za naszym wspólnym spędzaniem czasu - Piórko potrzebowała czasu na przyzwyczajenie się do sytuacji w klanie. Powrót do miejsca, w którym znajdowały się jedynie dwa znane jej koty, było dla niej... ciężkie. Dużo nowych mordek i brak rodzeństwa nieco ją przytłaczał - mimo to starała się nawet polować, chociaż szło jej to wyjątkowo opornie ze względu na łapę. Za to łowienie szło już całkowicie dobrze, tego nie można było zapomnieć.
- Jeszcze raz przepraszam, że wtedy uciekłam... z granicy. Wiesz... pierwszym razem.
[Jaśminek]
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
- Też. Nawet nie wiesz jak mi brakowało twojej mordki w klanie - przyznał szczerze. Ostatnio Jaśminek zbytnio nie miał z kim spędzić czasu… Warkot odpoczywał w starszyźnie, nie chciał więc go wyciągać na jakieś zbieranie kwiatków czy polowania. Łabędź był, no, przywódcą, więc mu też głupio zawracać głowę. Korzenia też ciężko złapać na granicy… A zresztą go też nie chciał zmuszać do częstego szlajania się na granicę. Znaczy, chciałby się spotykać codziennie, nawet gdyby choć na chwilkę, ale no… Tak czy siak, oprócz tej trójki nie miał nikogo bliższego w klanie. Więc powrót piórko nie tylko oznaczał, że no, wróciła, ale też, że będzie mógł z nią znów spędzać z kimś jeszcze czas. Co brzmiało trochę samolubnie, ale, uh, cieszył się podwójnie!
- Nie przepraszaj. Najważniejsze, że tu jesteś, nie? - rzucił pogodnie i z uśmiechem, idąc blisko czekoladowej. W międzyczasie troooszkę rozglądał się po okolicy za pierwszymi oznakami wiosny, jakimiś stokrotkami, przebiśniegami czy zawilcami, ale mimo wszystko głównie skupiał się na znajomej. Tak.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
Piórko uśmiechnęła się delikatnie w stronę kocura. Był on jednym z niewielu kotów w klanie, które pamiętała, które pamiętały ją. Dla większości była bowiem kimś nowym, nawet jeśli żyła w klanie długo przed nimi.
- Też mi cię brakowało - miauknęła, po czym nieśmiało otarła się polikiem o bark wojownika. Miło było poczuć się dla kogoś na tyle ważnym, aby za tobą tęsknił. Z drugiej strony jednak, odczuwała poczucie winy. Zostawiła w klanie wszystkich. Cisa, Jaśminka, Łabędzia…
- Wiesz, dziwnie mi jest tak wrócić i kojarzyć jedynie garstkę kotów. I dowiedzieć się, ile kotów odeszło… - przygryzła delikatnie wargę. - W każdym razie musisz mi wszystko opowiedzieć. Co się zmieniło, co robiłeś? Jak się teraz czujesz? I czy… poszukamy ładnych kamyczków?
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Oh nie tyle pamiętał, ale przede wszystkim bardzo lubił Piórko. Fakt, było to smutne, że tym kot starszy, tym mniej bliskich mu kotów żyje w klanie… Jaśminek nigdy nie opuścił swojego klanu, a jednak koty, które mógł nazwać swoimi przyjaciółmi mógłby wymienić na palcach jednej łapy. Jasne, miał jeszcze oprócz tego znajomych, ale to nie to samo, jak był młody. Tak czy siak, gest Piórko był bardzo miły. Uśmiechnął się szerzej i chwilę później sam na chwilę nieśmiało oparł głowę o jej bark.
- Poszukamy, jeśli mi obiecasz, że jak tylko pojawi się więcej kwiatów to spleciemy jakieś wianki - zaczął, rzucając w pół żarcie ofertą. Oczywiście, jeśli z jakiegoś powodu by nie chciała zbierać kwiatów i tak by się z nią wybrał po jakieś kamyczki… - Czuję się dobrze. Jest spokojnie, ale oh wiele się zadziało, gdy ciebie nie było, aż nie wiem, od czego zacząć… Pamięasz jak mi powiedziałaś, że Kostek coś do mnie czuje. Em. Po tym staliśmy się parą… Ale… Oh Gwiezdni, głupio mi to mówić, w końcu to twój brat, ale chyba Kostek nie był dla mnie dobrym partnerem. Nie byliśmy razem długo, ale czułem się wtedy… źle. Niedługo po tym też zniknął. Nie kochałem go, a on pewnie mnie też i zdałem sobie z tego sprawę zdecydowanie za późno - zarzucił taką, hm, ciekawostką. Było to dawno, ale to chyba wydarzenie z życia Jaśminka, które zadziało się niedługo po zniknięciu samej Piórko, więc zaczął akurat od tego.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
- Jasne! Znajdziemy najładniejsze kwiatki i zrobimy najpiękniejsze wianki - zmaruczała, pozwalając na, aby jakaś część dawnej Piórko z niej wyszła. Piórko, która była cały czas szczęśliwa. Piórko, która kochała szukać ładnych drobiazgów. Piórko, która wiecznie gadała i gadała. Piórko, która była młoda i nie kuśtykała na trzech łapach…
- Wow… - skwitowała, wsłuchując się w historię Jaśminka. Poczuła się dziwnie na wzmiankę o bracie, jeszcze dziwniej na to, iż był dla kocura niedobrym partnerem. Kotka im kibicowała, tylko po to, aby dowiedzieć się, iż Kostek nie był najlepszy w związku. - Przykro mi, że to tak się skończyło i w ogóle, że to tak wyglądało. Nie wiem, czemu on się tak zachował ani co robił, ale nie powinieneś czuć się źle przy ważnym dla siebie kocie, prawda? - skierowała swoje pomarańczowe ślepia na niższego kocura, po czym lekko szturchnęła go nosem w ramach wsparcia. - A po nim… znalazłeś kogoś, przy kim czułeś się dobrze? - zapytała nieco nieśmiało. Piórko nie chciała, aby poczuł się zobowiązany do odpowiedzi, więc szybko potem dodała - Jeśli oczywiście chcesz o tym rozmawiać!
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Oh niech Piórko pobędzie w klanie parę księżyców i znów wróci do dawnej siebie. No może z kuśtykaniem nie da się wiele zrobić, ale Jaśminek postara się całym sobą, by jego przyjaciółka mogła być szczęśliwa, będą szukali ładnych drobiazgów i będą gadali i gadali… A raczej piórko będzie gadała i gadała, bo Jaśminek nie był jakoś specjalnym w tym dobry. Na pewno będzie słuchał i słuchał!
- Mhm, tak chyba jest lepiej, nie? Kostek pewnie teraz łazi sobie gdzie chce i żyje wolny. Nie był nigdy fanem klanowych obowiązków - przyznał z uśmiechem. Z jednej strony chciał, by Kostkowi jak najlepiej się układało w życiu… Ale gdzieś tam również miał nadzieję, że spotkał kogoś kto sprawił mu tyle bólu, mącenia w głowie i wyrzutów sumienia co sam Liliowy łaciatemu. Ale tego by nigdy nie powiedział na głos i sam się bił, że w ogóle myśli w ten sposób.
Kolejne pytanie piórko go trochę wybiło. Znaczy, znał odpowiedź, brzmiała ona nie, nikogo nie znalazł, dalej żył samotnie, ale jednak w jego myślach pojawił się jeden niebieski kocur. - Nie mam co ukrywać, bo no, nie znalazłem… W klanie jest sporo kotów które są mi bliskie. Warkot, Strumyk, Łabądź, Pszczoła… Jest też Korzeń. Korzenna Woń, wojownik z Klanu Wichru i przyjaźnimy się, ale też od jakiegoś czasu... Umm… Sam nie wiem. - Prychnął niby rozbawiony, sam do końca nie będąc pewien co powiedzieć. Ostatnio nie wiedział w ogóle co myśleć o Korzeniu. Dawno nie był z nikim tak blisko, więc nie miał pojęcia czy to rzeczywiście jakieś poważne uczucie, czy tylko bardzo mocna przyjaźń i księżyce bycia samemu zmuszały go by myślał, że to jednak coś więcej. Nie wiedział. Nigdy się w nikim na serio nie zakochał, raz się może zauroczył, ale to tak dawno, że nawet nie pamiętał co czuł.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
- Kostek lubił wolność, to prawda. Ciekawe, czy mama również zganiła go w śnie. - Piórko zmrużyła ślepia, po czym uśmiechnęła się lekko pod nosem. Zachodzące Światło była... specyficzną matką, jednakże czekoladowa niezwykle mocno ją kochała. Zachód zawsze była jednak tym karcącym rodzicem, natomiast Kornik tym pocieszającym. Byli dobrze dobraną parą - idealnie się dopełniali.
Piórko spojrzala z lekkim niezrozumieniem na wojownika, po czym lekko tyknęła przyjaciela ogonem w bok. Korzenna Woń musiał być dość wyjątkowy, skoro Jaśminek zastanawiał się nad ich relacją. Poza tym był z innego klanu! Co dodawało temu wszystkiemu pewnego wyrazu.
- Chcesz o nim porozmawiać? - zasugerowała przyjacielsko, uśmiechając się pokrzepiająco w stronę kocura.
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
- Możliwe - odpowiedział ciepło z lekkim uśmiechem. Nie pamiętał już prawie nic o Zachodzącym Świetle, oprócz tego jak… Przerażająca była. Mały Jaśminek raczej ją unikał jeśli tylko mógł. Ale Piórko nie wydawała się jakoś zła czy smutna przez swoją mamę. Plus no, dalej pamiętał jak ciężka była jej śmierć dla Piórko. Więc pewnie musiała być dobrą matką.
Oho. W sumie nie wiedział czy żałować że wspomniał o Korzeniu, czy cieszyć się, że może komuś jeszcze o nim poopowiadać. Gadanie o swoich uczuciach sercowych. Normalnie jakby wrócił do bycia terminatorem huh. Chwilkę się zastanowił co chce w ogóle zdradzić, ale finalnie otworzył pyszczek - Więc, em… Jest wysoki. Chyba nawet wyższy niż ty… No i duży. Ma duże łapy, długie niebieskie futro. Czuje się jak ledwo podrośnięty terminator przy nim - parsknął cicho na samo wspomnienie, że musi często zadzierać głowę do góry by spojrzeć mu w pysk. - Jest spokojny. I miły. Bardzo miły i mimo jego wielkości bardzo delikatny. Mało jest kotów przy których czuje się tak dobrze jak przy nim - wyznał… Trochę o swoim przyjacielu. O rety, miał nadzieję że Korzeń nie miałby nic przeciwko, że łaciatek go obgaduje…
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
- To by było nawet do niej podobne - dodała po chwili zastanowienia, odwzajemniając ciepły uśmiech kocura. Piórko spodziewała się, iż faktycznie matka mogła próbować ingerować w sprawie zaginionych dzieci, jednakże nie umykało też jej uwadze to, że Kostek zawsze miał swoje własne zdanie. Mama mogła go nawiedzać ile tylko chciała, a on i tak pozostałby przy swoim.
- Bardzo się cieszę, że znalazłeś sobie kogoś takiego - zamruczała, wysłuchując informacji o Korzennej Woni. Musiał być niezwykle interesującym kotem, no i oczywiście miłym. Jaśminek go lubił, więc Piórko zakładała, iż zapewne też by go bardzo polubiła. - Może kiedyś mi go przedstawisz... Jeśli, rzecz jasna, będziesz chciał! A nawet jeśli nie, to i tak się bardzo cieszę twoim szczęściem.
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Perkoz, choć nie można nazwać jej masywną, jest to kotka wyraźnie większa od większości swoich rówieśników. Jej długie łapy i proporcjonalne ciało nadają jej lekkości i wdzięku. Porusza się cicho, z pewną ostrożnością, jakby bała się nadepnąć na zbyt głośny liść. Jej sierść jest krótka, gładka i przylegająca, przez co dobrze widać jej smukłą sylwetkę.
Ma klasyczne umaszczenie typu colourpoint oraz krótkie futerko. Jej jasnokremowy tułów wyraźnie kontrastuje z ciemniejszymi końcówkami łap, ogona, uszu oraz pyska, które mają chłodny, niebieskoszary odcień. Brak u niej pręgowania czy białych znaczeń, a błękitne oczy, duże i uważne, przyciągają uwagę natychmiast – są pełne niepewności, ale też dziwnej czujności.
Na co dzień Perkoz stara się być taka jak inni – uważnie obserwuje i naśladuje zachowania akceptowane w klanie. Łatwo się przywiązuje, szczególnie do tych, którzy dają jej poczucie bezpieczeństwa. Jest nieco strachliwa w związku ze swoimi przeżyciami.
Nie wychodziłam często z obozu i to nie tylko dlatego, że moje treningi zazwyczaj odbywały się w jego pobliżu. Bardziej dlatego, że nigdy Przepiórcza Pieśń nie powiedziała mi wprost, że wolno oddalać mi się sama. Nie chciałam ryzykować złamania zasad, nawet przez przypadek. Z drugiej strony od dłuższego czasu kusiło mnie, żeby zobaczyć więcej niż tylko te same krzaki i przestrzeń dookoła obozu. Ciekawość trochę wygrywała u mnie z obawą, więc bardzo się ucieszyłam, kiedy tylko usłyszałam, że jest do zrobienia jakieś czyszczenie poza obozem. A przed wyjściem udało mi się napotkać Jęczmienne Ziarno. Szybko poinformowałam go gdzie idziemy i żeby w razie czego powiedział o tym wszystkim, szczególnie naszym mistrzyniom. Od razu poczułam ulgę, szczególnie, że opiekun nas nie zatrzymał przed wyjściem.
Droga wcale nie była taka dluga, przystanęłam zaraz po wejściu w otaczający obóz las.
— Myślę, że możemy tutaj poszukać? — zapytałam, rozglądając się niepewnie pośród drzew. Wcale nie byłam przekonana, że to odpowiednie miejsce... ale przecież nie chciałam od razu sugerować wyjście dalej, w głąb lasu.
Bardzo się ucieszyłam, kiedy Perkoz zaproponowała wspólne sprzątanie poza obozem. Z kim, jak nie z nią? Przez całą drogę miałam splątany z nią ogon, opowiadałam jej rozmaite rzeczy, a pyszczek ledwo mi się zamykał. To było niesamowite, jak jej obecność na mnie działała. Małomówna i nieśmiała przy innych, przy siostrze wręcz zmieniałam się nie do poznania. Poza tym miałam jej tyle do opowiedzenia! No i musiałam zaczerpnąć rady, bo nadal myśli o tym, kim powinnam zostać, nie dawały mi spokoju, a Perkoz przecież była najmądrzejsza, więc powinna mieć dla mnie jakąś złotą radę. Ona znała mnie najlepiej!
Tak, mogłyśmy tutaj poszukać.
– A kiedyś sobie leżałam i nagle podeszła do mnie- O, tutaj coś jest! – Szturchnęłam kotkę i podbiegłam truchtem do znaleziska pod jednym z drzew. Było dziwne, w niby prostym, ale owalnym kształcie? Pachniało też inaczej niż wszystko, co znałam. Miały też jakieś znaczki: „Brzoskwinie”? (Szkoda, że nie umiała czytać). Dotknęłam to delikatnie łapą, żeby upewnić się, że nie było niebezpieczne. Było trochę twarde, ale poza tym to chyba wszystko okej? Spojrzałam na Perkoz pytająco.
Perkoz, choć nie można nazwać jej masywną, jest to kotka wyraźnie większa od większości swoich rówieśników. Jej długie łapy i proporcjonalne ciało nadają jej lekkości i wdzięku. Porusza się cicho, z pewną ostrożnością, jakby bała się nadepnąć na zbyt głośny liść. Jej sierść jest krótka, gładka i przylegająca, przez co dobrze widać jej smukłą sylwetkę.
Ma klasyczne umaszczenie typu colourpoint oraz krótkie futerko. Jej jasnokremowy tułów wyraźnie kontrastuje z ciemniejszymi końcówkami łap, ogona, uszu oraz pyska, które mają chłodny, niebieskoszary odcień. Brak u niej pręgowania czy białych znaczeń, a błękitne oczy, duże i uważne, przyciągają uwagę natychmiast – są pełne niepewności, ale też dziwnej czujności.
Na co dzień Perkoz stara się być taka jak inni – uważnie obserwuje i naśladuje zachowania akceptowane w klanie. Łatwo się przywiązuje, szczególnie do tych, którzy dają jej poczucie bezpieczeństwa. Jest nieco strachliwa w związku ze swoimi przeżyciami.
Chciałam wysłuchać całej historii Cyranki, ale zanim zdążyła skończyć, już znalazła coś dziwnego na ziemi. Otworzyłam szeroko oczy i podbiegłam do niej, stając tuż obok i wlepiając wzrok w tajemnicze zjawisko.
— Co to jest? — przekrzywiłam głowę, robiąc jeszcze dwa kroki naprzód. Wpatrywałam się uważnie, kiedy Cyranka musnęła łapą kolorową kulkę. Moje futro aż się nastroszyło. A co, jeśli to coś groźnego?
A jednak... moja ciekawość sama mnie dopadła. Nie wytrzymałam i też dotknęłam znaleziska pazurkami. Od razu poczułam dziwną ciecz na opuszkach i aż odskoczyłam w tył z szeroko otworzonymi oczami. — Co to jest?? — krzyknęłam ponownie, teraz jeszcze bardziej zdziwiona, podnosząc łapę wysoko. Była umazana żółtawą substancją, jakby ktoś wysmarował mnie mysią żółcią... ale wcale tak nie pachniała. Z ciekawości powąchałam i skrzywiłam pyszczek, bo ten zapach nie był odpychający, ale wciąż trochę dziwny.
No i oczywiście zrobiłam coś jeszcze bardziej głupiego. Polizałam łapę. Smak też był nietypowy: nie był dobry jak świeża zwierzyna, był trochę dziwny, inny jak cokolwiek innego, co próbowałam polizać. Zmarszczyłam i spojrzałam na Cyrankę z mieszaniną zaskoczenia i ekscytacji. — Ale dziwne... — mruknęłam, bo nie mogłam się zdecydować, czy powinnam być bardziej przerażona, czy rozbawiona.