Kocur zdecydowanie przypomina Zakurza. Ma trójkątne, duże uszy, garbaty nos i długi, cienki ogon. Jednak jego czekoladowa sierść, choć równie jednolita jak u ojca, w wielu miejscach odstaje od ciała i jest matowa. Brak mu również gracji i elegancji, z którą poruszał się liliowy kocur. Odróżniają go też białe znaczenia, które nierównomiernie pokrywają jego mordkę, szyję, brzuch, łapy i spód złamanego przy końcówce ogona. Po obu stronach różowego nosa znajdują się splątane wąsy, zaś nad nim lekko skośne oczy o barwie złoto-zielonej. Znakiem rozpoznawczym łaciatego kocura są blizny, których w trakcie pobytu poza klanem nabył jeszcze więcej, a także wzrost. Jest jednym z najwyższych kotów w klanach.
Depresyjny, nerwowy i wycofany, ale w środku przejmujący się innymi kotami kocur.
Dyskomfort był stałym elementem życia Małego Liścia, dlatego już dawno przyzwyczaił się do jego obecności. Inaczej nie byłby w stanie przebywać przy tylu kotach, nad którymi górował pomimo ciągłego garbienia się. Tylko przy Świetlikowej Gwieździe nie miał tego problemu, ale były za to inne powody, przez które czuł się przy nim niezręcznie - jak to, że ów kocur był przywódcą.
Odpowiedź terminatorki została nagle przerwana przez terminatora, który przybiegł od strony Klanu Rzeki i zaczął kłapać pyskiem, jakby ktoś tutaj popełnił jakąś zbrodnię. Syn Śliwkowej Gałązki drgnął i zjeżył się, brutalnie przywrócony do rzeczywistości przez głos niebiesko-białego kocurka, który stroszył się, jakby Gromiaczka była co najmniej borsukiem, a nie średniej wielkości, niegroźnie wyglądającą kotką. Mały odruchowo odsunął się o krok od terminatora. Nie czuł się dobrze będąc dotykanym przez inne koty wbrew swojej woli, dlatego zadziałał w ten sposób niemal nieświadomie. Położył uszy po sobie, próbując przetrawić sytuację, gdy nagle Gromiaczka się odezwała. Może i użyła nieco zbyt ostrych słów, ale ostatecznie miała rację. Tym, kto się właśnie wepchnął na granicę, był Burzowa Łapa. Ani Mały Liść, ani Lamparcia Łapa jej nie przekroczyli; oboje trzymali się swoich stron. Czekoladowy wojownik miał na tyle wyczulone zmysły, że był co do tego pewien. Zacisnął zęby na języku, czując posmak goryczy w ustach. Przypomniało mu się spotkanie z pieszczochem i nagła interwencja przewrażliwionej terminatorki. Czemu ze wszystkich kotów to właśnie jemu musiało się przydarzać? Wykonywał swoje obowiązki jak należy, nawet jeśli nie miał na nie siły. Może i nie był przykładnym wojownikiem, ale starał się na swój sposób. Gdyby Czerwona Gwiazda miała z tym problem, już dawno przyszłaby z tym do niego, jeszcze gdy była zastępcą. Iskierka irytacji zapaliła się na moment w złoto-zielonych oczach kocura, ale równie szybko zgasła, przykryta grubą warstwą zmęczenia.
- Umm... twój mentor nie uczył cię o granicach? - zapytał cicho, marszcząc brwi i wbijając wzrok w okolice sylwetki terminatora. - U- użyj nosa... proszę. Nikt nie przekroczył granicy. A nawet jeśli... t- to nie tak powinno się traktować inne koty. Gwałtowna reakcja może spowodować niepotrzebną b- bójkę - dodał, w pierwotnym zamyśle chcąc użyć karcącego tonu, ale własna łagodna natura go zdradziła, natychmiast wywołując wyrzuty sumienia.
Mały Liść aż zbyt dokładnie pamiętał, jak Mleczny Kieł bez słowa rzuciła się na samotnika, zamiast wpierw z nim porozmawiać, bo mógł zwyczajnie nie wiedzieć. Pamiętał pieszczocha, który dobrowolnie opuścił tereny Klanu Rzeki, bo zwyczajnie się zgubił. Czy niebiesko-biały terminator również by go tak potraktował? Czy może od razu rzuciłby mu się do gardła, bo życia samotników i pieszczochów nie były nic warte? Syn Śliwkowej Gałązki z całego serca nienawidził takiej bezmyślnej agresji, tak samo jak bezmyślnego zabijania czy sprawiania innym istotom żywym cierpienia. Gdyby nie był wrakiem kota, albo miał dużo więcej pewności siebie, ostro skarciłby Burzową Łapę za takie zachowanie; niestety, był na to zbyt słaby i zmęczony, na dodatek nie było to za bardzo w jego stylu. Chyba, że coś dostatecznie wyprowadziło go z równowagi, jak wtedy, gdy podniósł głos na Drżącego Płomienia, bo pozwolił wyrzuconej przez siebie rybie cierpieć, zamiast ją od razu zabić. Mały zerknął na cętkowaną kotkę przepraszająco, bo musiała poczuć się dotknięta takim traktowaniem. Cała pozytywna energia, którą jakimś cudem udało mu się zebrać, wyparowała.
- P- przepraszam za zachowanie tego terminatora - bąknął cicho, zaraz po chwili wbijając wzrok w ziemię, a następnie w okolice długowłosego kocurka. - J- jeśli jesteś na patrolu albo polowaniu, proszę, z- zajmij się swoimi obowiązkami. - Mały ugryzł się w język przed dodaniem czegoś niemiłego.
Był odrobinę poirytowany, w pełen zmęczenia i rezygnacji sposób. Jego rozmowa została przerwana przez nadgorliwego terminatora, który nawet się nie upewnił czy Gromiaczka była po swojej stronie. To... był wyjątkowo typowy scenariusz w jego życiu. Brakowało tylko jeszcze, żeby kocurek zaczął traktować go jak kogoś z niższą rangą. Syn Śliwkowej Gałązki zdążył się do tego przyzwyczaić. Przełknął gorycz, którą czuł, bo wiedział, że mógł winić tylko siebie i swoją słabą osobowość. Kładąc uszy po sobie spojrzał w ziemię przed swoimi łapami, jakby zobaczył tam coś wyjątkowo ciekawego. W duszy modlił się do Gwiezdnego Klanu, by łaciaty terminator sobie poszedł. Inaczej sam zamierzał się oddalić, nie mając najmniejszego zamiaru słuchać upomnieć ze strony Burzowej Łapy. Narastające zmęczenie i apatia miały te zalety, że dużo łatwiej było mu zwyczajnie się odwrócić i odejść. Gdy Śliwkowa Gałązka jeszcze żyła, robił to ilekroć próbowała porozmawiać z nim o jego stanie. Było to dużo lepsze niż żałosna ucieczka ze łzami w oczach, która również mu się zdarzała. Mały nie lubił być niemiły, ale nie był też konsekwentny w swoich przekonaniach. I tak później czuł się ze sobą źle, więc co za różnica? Zostając w nieprzyjemnej sytuacji mógł się czuć tylko gorzej. Wolał wybrać mniejsze zło niż pozwolić swoim emocjom przejąć kontrolę nad sobą, przynajmniej w tego typu kwestiach.
_(:3)∠)_
x
x x
- ̗̀ ✿. ̖́- na zakrętachs m u t k uw biegutychwydarzeń jakmogliśmysiętak szybkopo prostuzestarzeć każdy t y l k ogorzkosamsiebiep r z e k l i n a zestarzałem siępo cichu.................................... ....................................trudno towytrzymaćjest
bijenamzaklęty dzwon w święconejwodzie...... ........palcebrudnychrąk bliżejpodszedł podnaszpróg zimnyod śmierciduch
niektórzyz nasżyciemjużzmęczeni jak staliśmyrazem............................. ..................................tak leżymypodzieleni jedni poszliw prawolub zostaliwmiejscu drudzycałkiemw lewoinni zaśs t a n ę l i
≡w przejściu≡
x
✿czasem tylkozerkamyza siebieu k r a d k i e m...................... ...................i to co nasbardzo boliżyje w nasnajbardziejwiem✿ xxx
Kocur zdecydowanie wysoki i masywnej budowy, góruje gabarytami nad większością swoich współklanowiczów, za wyjątkiem tych najbardziej okazałych jak między innymi sama Czerwona Gwiazda czy jego bracia. Gęste długie futro o ciemno-szaro-niebieskim odcieniu potęguje to wrażenie. Jego głowa jest kanciasta, sprawiająca wrażenie trójkątnej w profilu, jednak jej ostre rysy są załagodzone przez łagodnie opadające za sprawą grawitacji długie futro na polikach i pod uszami. Same uszy są charakterystycznie długie, z pędzelkami na czubkach. Ma długie łapy, choć nie sprawiają one wrażenia patykowatych - wręcz przeciwnie można zauważyć delikatnie zaznaczone pod skórą silne mięśnie. Na palcach wszystkich czterech łap futro przybiera kolor biały, tak samo jak na górnej szczęce jego pyska, gdzie znaczenie zwęża się by zaniknąć między oliwkowo zielonymi oczyma kocura, oraz pod szyją, gdzie białe znaczenie uformowane jest w trójkąt, niczym kołnierzyk.
Odzyskał pogodny temperament - lubi się pośmiać, czy po prostu pobawić jak za dawnych czasów gdy był młodszy. Zupełnie mu nie przeszkadza spędzanie większej ilości czasu z podrostkami z chruśniaka i pomaganie od czasu do czasu matkom w zajmowaniu się nimi. Wie jednak kiedy należy być poważnym i że to co musi być zrobione dla klanu nie będzie czekać - pilnie więc wypełnia wszystkie obowiązki i wynosi z tego satysfakcję - choć trzeba przyznać, przy zgłaszaniu się na patrole wykazuje silną preferencję na polowania ponad patrole graniczne. Lubi zdecydowaną większość współklanowiczów i woli podchodzić do kotów przyjaźnie niż zakładać negatywne rzeczy na ich temat, jeśli jednak spotka się z nieuzasadnioną, jego zdaniem, wrogością do jego osoby, nie próbuje na siłę zmieniać opinii takiego kota - nie lubi się bowiem płaszczyć przed innymi. Jest pewny swojej wartości i dumny ze swojego pochodzenia (a w każdym razie tego o którym wie) - jednak, a także dlatego nie czuje potrzeby akcentowania swojej wyższości nad każdym kotem którego spotka - no chyba że ten kot jest z innego klanu, takim trzeba zawsze pokazać gdzie jest ich miejsce i że Klan Rzeki nie będzie sobie pozwalał pluć pod łapy. Nie czuje obecnie potrzeby głębszego poznawania kotów spoza rzeki czy przejmowania ich losem. Ważne jest dla niego aby koty z jego klanu żyły dobrze, na ile może im w tym pomóc. Ponadto, zaczyna budzić się w nim silna ambicja, aby dorównać tym kotom które najbardziej podziwia
Bogatka [S]
Terminator zmrużył gniewnie ślepia, wlepiając ich wzrok w oczy cętkowanej kotki naprzeciw niego.
-Uczyła że do gromiaków nie warto. - Burknął, jeżąc sierść. Za kogo ta gromiaczka się miała, żeby wytykać mu niegodne reprezentowanie klanu? Niegodne to było łamanie kodeksu i przekraczanie granic! Uprzejmie to mógł traktować kolegę z klanu a nie członka Gromu, do któregoż to klanu wpajano mu niechęć od kociaka. Pominąwszy uprzedzenie, ton wypowiedzi jaki kocica wybrała rozjuszył go jeszcze bardziej. Pazury mimowolnie wysunęły mu się z opuszek palców przednich łap i kto wie, czy zaraz nie rzuciłby się na gromową terminatorkę żeby zdrapać jej z pyska ten zuchwały uśmiech, gdyby wysoki wojownik nie wybrał akurat tego momentu na odpowiedzenie mu. Gwałtownie przeniósł rozeźlony wzrok na Małego Liścia.
-Uczyłem się o graniach. Że CAŁY kamienisty brzeg należy do rzeki. A znaczymy tam! - Gestem ogona wskazał w kierunku miejsca gdzie stała cętkowana kotka.
-Przecież czuć że dopiero zza niej śmierdzi gromem! - Dodał, zirytowany. Wiedział chyba skąd dochodzi zapach granicy, nie warczał jednak na wojownika tak jak wcześniej na gromową terminatorkę. Bądź co bądź był z Rzeki, chociaż najwyraźniej jego nos nie mówił mu tego samego co węch Burzy. To może i go usprawiedliwiać w oczach terminatora, że nie wygonił jeszcze Gromiaczki. Może by wygonił gdyby weszła tak że by czuł że granicę przekroczyła? Kto go tam wie. Burza go nie znał. I może lepiej w tej sytuacj dla Liścia że Burza jednak więcej historii o złych gromiakach słuchał od Taty, niż historie które jego matka, Jastrzębi Szpon, mogła opowiedzieć o czekoladowym wojowniku.
-Jak patrolujesz to spadaj patrolować po stronie gdzie są WaSzE znaki zapachowe! - Odwarknął dodatkowo na koniec wypowiedzi Lamparciej, równie gwałtownie zwracając ku niej wzrok, jak wcześniej przeniósł uwagę na Liścia.
-Może bójka jest potrzebna jak gromiak na granicy tak zadziera nos? - burknął już znacznie ciszej pod nosem. Zamiótł gwałtownie ogonem. Nie podobało mu się to wszystko. Ani to że wojownik nie uznawał za zasadne żeby nauczyć gromiaczkę szacunku do granic, ani że za niego przepraszał, jakby zrobił coś nie tak albo tej kupie futra było potrzebne jeszcze bardziej napompować ego kiedy teraz stała z podniesionym pyskiem, zwracając się do niego słowami dużo bardziej pogardliwymi niż on sam na wstępie z siebie wyrzucił. Znów spojrzał się na Liścia, z urazą i rozdrażnieniem widocznym w jego spojrzeniu.
-Na polowaniu. Zajmę się. Jak mogę liczyć że dopilnujesz żeby jej następny krok był do tyłu, w stronę jej terenów. - Tak jak prawdziwy rzeczny wojownik powinien. A nie gadać z gromiaczką tak, żeby jeszcze podchodziła w jego stronę, jak wcześniej Burza zauważył, nim do nich podszedł. A teraz z uniesionym ogonem i nastroszonym futrem prychnął jeszcze raz w kierunku gromiaczki i odszedł wzdłuż kamienistego brzegu, by może odnaleźć jeszcze jakiegoś piszczka... chętnie by coś teraz rozszarpał jako zamiennik gromowego futra...
Kocur zdecydowanie przypomina Zakurza. Ma trójkątne, duże uszy, garbaty nos i długi, cienki ogon. Jednak jego czekoladowa sierść, choć równie jednolita jak u ojca, w wielu miejscach odstaje od ciała i jest matowa. Brak mu również gracji i elegancji, z którą poruszał się liliowy kocur. Odróżniają go też białe znaczenia, które nierównomiernie pokrywają jego mordkę, szyję, brzuch, łapy i spód złamanego przy końcówce ogona. Po obu stronach różowego nosa znajdują się splątane wąsy, zaś nad nim lekko skośne oczy o barwie złoto-zielonej. Znakiem rozpoznawczym łaciatego kocura są blizny, których w trakcie pobytu poza klanem nabył jeszcze więcej, a także wzrost. Jest jednym z najwyższych kotów w klanach.
Depresyjny, nerwowy i wycofany, ale w środku przejmujący się innymi kotami kocur.
Rzeczny wojownik miał ochotę przejechać łapą po pysku, jednak powstrzymał się od owego gestu. Zupełnie sobie nie radził z tak trudnymi sytuacjami, które wymagały zdecydowanego zachowania. Nawet jeśli kotka stała bardziej na granicy niż przed nią, to przecież nie była zbrodnia. Nie weszła bezpośrednio na teren ich klanu, nie zachowywała się jakby ten skrawek ziemi należał do niej, nie polowała po Rzecznej stronie, nie robiła absolutnie nic złego. Nie rozumiał po co terminator darł się tak, jakby co najmniej przed jego oczami ktoś został zamordowany. Przygryzł wargę, nie wiedząc nawet co powiedzieć. Ostatecznie mógł tylko spojrzeć przepraszająco na cętkowaną kotkę, która również znalazła się w dość nieprzyjemnej sytuacji. Przynajmniej dopóki Burzowa Łapa nie poruszył tematu bójki. Pazury przednich łap łaciatego kocura wbiły się w ziemię, a wzrok zawiesił się gdzieś w okolicy łap syna Jastrzębiego Szponu.
- Może gdybyś sam zachowywał się normalnie, można by uniknąć nieprzyjemnej sytuacji - powiedział równie cicho, przejeżdżając spojrzeniem po sylwetce kocurka. - K- krzyk i bójka nie zawsze jest rozwiązaniem - dodał, odwracając głowę w bok.
Zacisnął zęby, jednak już nie powrócił spojrzeniem na terminatora. Czemu wszyscy dookoła byli tacy skłonni do niepotrzebnej przemocy? Jak wtedy kiedy Jastrzębi Szpon, będąc jeszcze terminatorką, próbowała rzucić się na pieszczocha, który nawet nie chciał nikogo skrzywdzić, po prostu był trochę za bardzo do przodu. Mały był pewien, że był w stanie poradzić sobie z tamtą sytuacją, a mimo to musiał pojawić się ktoś, kto miał na ten temat inne zdanie. Czy to źle, że próbował robić rzeczy na swój sposób, unikając przemocy? Dostatecznie dużo jej widział w swoim życiu i miał jej po dziurki w nosie. Przeżył swoich rodziców, jego przyjaciele zostali ranni na jego oczach, większość z nich zaginęła włącznie z rodzeństwem, jeden kot został nawet wygnany z powodu znanego chyba tylko Świetlikowej Gwieździe. Czy zbrodnią było żyć w taki sposób, by krzywdzić jak najmniej kotów? W oczach Małego Liścia wszyscy byli równi. Oczywiście, miał świadomość, że świat nie był idealny i byli tacy, co krzywdzili innych nawet bez wyraźnego powodu. Nie oznaczało to jednak, że wszyscy tacy byli.
Łaciaty kocur westchnął ciężko, gdy Burzowa Łapa się oddalił, po czym zerknął na Gromiaczkę. Na jego mordce wyraźnie odbijało się zmęczenie. Miał szczerą ochotę zapaść się pod ziemię. Nawet jeśli niebiesko-biały kocurek był tutaj krótko, Mały Liść czuł się wykończony psychicznie.
- U- uch, obawiam się, że musisz zrobić krok do tyłu... żeby mieć spokój. - Syn Śliwkowej Gałązki rozluźnił przednie łapy. - Chyba że, umm... już nie chcesz kontynuować rozmowy? P- przepraszam za tę nieprzyjemną sytuację - dodał, zwieszając nieco głowę.
x
x x
- ̗̀ ✿. ̖́- na zakrętachs m u t k uw biegutychwydarzeń jakmogliśmysiętak szybkopo prostuzestarzeć każdy t y l k ogorzkosamsiebiep r z e k l i n a zestarzałem siępo cichu.................................... ....................................trudno towytrzymaćjest
bijenamzaklęty dzwon w święconejwodzie...... ........palcebrudnychrąk bliżejpodszedł podnaszpróg zimnyod śmierciduch
niektórzyz nasżyciemjużzmęczeni jak staliśmyrazem............................. ..................................tak leżymypodzieleni jedni poszliw prawolub zostaliwmiejscu drudzycałkiemw lewoinni zaśs t a n ę l i
≡w przejściu≡
x
✿czasem tylkozerkamyza siebieu k r a d k i e m...................... ...................i to co nasbardzo boliżyje w nasnajbardziejwiem✿ xxx
Jest wyjątkowo zgrabna i elegancka w ruchach, które potrafi skoordynować tak, by uzyskać zniewalający efekt, podkreślający atuty. Jest nieco wyższa od przeciętnych kotów, dzięki czemu może robić to, co wyjątkowo jej się podoba - patrzeć na innych z góry, nie nadwyrężając wątłego karku, za którym znajdują się delikatne, niewieście barki. Jej ciało o idealnych, wzorcowych wręcz proporcjach okryte jest krótkim, kremowomlecznym futerkiem o miękkiej teksturze, które na całym tułowiu pokrywają ciemnobrązowe cętki o nieregularnych kształtach, natomiast na łapach i pysku przepasają pręgi, ciemniejące na końcach. Między jej tylnymi łapami natomiast rozlana jest śnieżnobiała plama, która dalej ciągnie się przez podbrzusze pod postacią cienkiego pasma, które na pierwszy rzut oka ciężko jest jakkolwiek dostrzec. Duże ślepia natomiast są koloru mroźnego błękitu.
Niegdyś każda niesprawiedliwość, nawet ta wymierzona wobec obcych, bodła ją w moralność, a teraz? Jest zobojętniała na czyjąś krzywdę i pogrążona w nieczułej apatii. Żywe serce, ze względu na przebytą drogę i doświadczenia, zamieniło się w kanciastą skałę, skutą dodatkowo grubą warstwą lodu, co by przebicie się do uschniętego wnętrza nie było za łatwe. Córka Kolorowego Wiatru zdecydowanie wydoroślała i nie widać w niej praktycznie żadnych pokładów dawnej buntowniczości oraz młodzieńczego zapału do wykazania się przez przyjaciółmi. Jest chłodna, niezwykle zdystansowana i obiektywna, a każdą informację przetrawia kilka razy, nim podejmie decyzję, by przypadkiem nie popełnić żadnego błędu przeszłości. Ma w sobie pokłady surowego wigoru i wymaga od kotów znacznie więcej, niż dotychczas (...)
Pszenica [KG], Jesionowa Łapa [GK]
Przyglądając się całej tej sytuacji czuła coraz to większy i większy ciężar na barkach, który był, na szczęście, tylko i wyłącznie zrezygnowaniem i lekkim znużeniem. Irytacja Burzowej Łapy była wprawdzie jak miód na serce Lamparcicy, która przekonywała się właśnie o głupim i narwanym temperamencie rzeczniaków. Mieli rację - po tej stronie granicy żyją tylko wariaci w początkowym stadium wścieklizny. No i wyjątki, takie jak Mały Liść. - Za ogonem? - zapytała z drwiną - Raczej za twoim, jeśli się nie wymyjesz. Być może to jest powód, który przeszkadza twojemu nosowi w ocenie znaków zapachowych - najwidoczniej mamusia nie nauczyła go również o podstawowych zasadach higieny i o tym, że należy dbać o siebie każdego dnia, a nie raz na księżyc. Wzruszyła barkami z niesmakiem. - Jeśli wszystko rozwiązujesz siłą to nic dziwnego, że inteligencją nie grzeszysz - czasami trzeba po prostu ruszyć głową, a nie polegać tylko i wyłącznie na pazurach. Ha! Mózg też wypadałoby rozwijać, nie tylko mięśnie, ale tego synalek Jastrzębiego Szponu najwidoczniej również zapomniał nauczyć się na treningu. Odprowadziła spojrzeniem niebieską kulę futra i westchnęła ciężko, cofając się o ten symboliczny krok, o który została poproszona przez wysokiego jegomościa, który potrafił w logiczny sposób myśleć i... wąchać. - Cóż, to ja przepraszam. Nie powinnam była się tak unosić - ostatnimi czasy była niezwykle podatna na wszelkie negatywne sugestie i z łatwością dawała się wciągać w kłótnie. Koty szybko podnosiły jej ciśnienie, a to potrafiła, na chwilę obecną, uwalniać tylko w jeden sposób - odpłacając się pięknym za nadobne. - To Twój terminator? - zapytała - W moim klanie też znajdzie się podobnie narwane koty. Przynoszą tylko kłopoty... ale chyba wiele zależy od mistrza - pokręciła łbem na boki w zażenowaniu, wykrzywiając pysk w kwaśnym grymasie. Trzeba jednakże przyznać, że nie słyszała o żadnych granicznych bójkach i zaczepkach ze strony tych właśnie problematycznych delikwentów. Trzepnęła kępę trawy łapą, biorąc głęboki wdech, dzięki któremu mięśnie na jej grzbiecie rozluźniły się w końcu, podobnie jak łapy.
✦ ✦ ✦ go ahead,you'vetakenmedownnow giveme,giveme,giveme,givemewhatyoudon't know go ahead,.,,.,.takeme alloutnow get this,get thisintoyourgame
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Kukułka... Sporo ostatnio myślała i spacerowała często do rzeki którą bardzo lubiła. Siedziała na kamyczkach i patrzyła się w swoje odbicie. Poprawiała swoje futerko i eksperymentowała z wyglądem. Przekładała piórko na drugą stronę, układała bardziej czuprynkę... Ogółem robiła wszystko by jakoś ładniej wyglądać. W pewnym momencie zerknęła na swoją lewą łapkę na której miała blizne po swoich pazurach. Zacisnęła mocniej oczy i wypuściła powietrze przez nos. Czy naprawdę ktoś mógłby ją kochać? A ona mogłaby kochać, mając pewność, że ta druga osoba też ją kocha? Cały czas walczyła z tymi wszystkimi pytaniami. Miała parę argumentów na temat Wschoda. No bo... Naprawdę rozmawia z dziećmi Kukułki. Stara się. Zwykły podrywacz by się pewnie tak nie starał... Ale czuła się z tym wszystkim dziwnie. Ciągle była raniona i nie wiedziała jak się teraz zachować. Wiedziała jedynie, że czuję coś więcej do rudego kocura. Zerknęła tym razem na czarne krucze pióro które miała za uchem. Tęskniła za Ulewną. Była jej bliska. Bardzo lubiła to pióro. Może nie było jakieś... Piękne ale dla Kukułki było ważne. Przez cały ten czas trzymała ogon w wodzie. W pewnym momencie ugryzła w ogon ją ryba. Wojowniczka zerwała się i podskoczyła. Straciła równowagę i...
/Wschód xD czy będzie benc?
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
Wschód też czasem kręcił się po okolicy, głównie dlatego, że niedaleko stąd znajdowała się granica z Gromem. A lepiej było pilnować tych oszołomów z terenów bliższych ich miejscu życia, niż rzeczny obóz. Poza tym rudy od pogrzebu Burzy znów wolał spędzać czas w samotności, poukładać sobie wszystko na nowo. Deszcz, Kropelka, Burza... Czy Gwiezdni byli poważni, czy bawili się z nim w kotka i myszkę, obserwując, kiedy się złamie? Jeśli tak, to nie da im powodów do satysfakcji, nie podda się i jeszcze zaśmieje im się kiedyś prosto w pysk.
Kręcił się w okolicy, aż zobaczył burą kotkę siedzącą na brzegu. O, Kukułeczka przyszła łowić! A że byli w okolicy sami, a przynajmniej na to wyglądało, to Wschód pozwolił sobie na odrzucenie dystansu, który sam nałożył na ich dwoje w obozie. Przyjął więc pozycję łowiecką i skradał się w kierunku Kukułki, w miarę pilnując, by iść pod wiatr. Chciał stanąć przy niej i ją wystraszyć, tak delikatnie, jednak okazało się, że coś innego przeraziło ją pierwsze. Gdy był już blisko, Kukułka nagle odskoczyła w tył i... Wylądowała dokładnie na nim! Syn Zroszonej upadł na kamienie, a jego przyjaciółka rozłożyła się na jego grzbiecie, co rudy skwitował jedynie zduszonym jęknięciem. To nie tak miało być!
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Już chciała przygotować się do bólu jaki odczuje od ostrych kamieni aż tu nagle... Wylądowała na czymś miękkim. I to nie były kamienie. Nagle zorientowała się na kim wylądowała. Jak poparzona odskoczyła od rudego wojownika. - O rany! O rany! O rany! Wschód! Na Gwiezdny Klan, wszystko dobrze?! - powiedziała zmartwiona, przestraszona i zdezorientowana. Co on tutaj robił. Myślała, że jest tutaj sama. Pomogła wojownikowi wstać i mało się zastanawiając. Podeszła do pleców rudego wojownika i zaczęła je masować. Miała nadzieję, że nie uszkodziła mu nic. Nie wybaczyła by sobie tego jakby mu złamała kręgosłup lub coś innego. Przygryzła język i odwróciła na chwilę wzrok. Przestała masować plecy i popatrzyła się speszona na ziemię. - C-co tutaj r-obisz? - zapytała niemrawo. Czemu musiał ją widzieć jaką jest niezdarą. To było upokorzające...
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
Całe szczęście ciężar szybko zelżał, Wschód nie zdążył nawet stwierdzić, czy było to przyjemne bo Kukułka na nim leżała, czy jednak nie do końca bo on leżał na kamieniach. Gdy jednak kotka odskoczyła, jakby się faktycznie coś wstało, kocur potrzepał jedynie łbem, po czym wstał z asekuracją wojowniczki.
- Cztery łapy, ogon, łeb... Chyba jestem cały. - zamruczał, patrząc po kolei na wymieniane elementy. Nieco bolała go w sumie klatka piersiowa, bo jednak upadek był dość gwałtowny, strzepnął też mocno jedną tylną nogą, bo czuł między poduszkami jakiegoś uwierającego kamyczka. Poza tym trzymał się w całości. Gdy wojowniczka zaczęła delikatnie masować jego plecy, przymknął oczy i zamruczał cicho, a gdy szybko skończyła, spojrzał na nią spod przymrużonych powiek, że niby zły.
- Za takie masaże to ja mogę częściej obrywać kamieniami. - zamruczał, pokazując kotce język.
Kukułka opuściła wzrok. Wschód wiedział, że nie powinni być tak blisko teraz, kiedy jeszcze oficjalnie nie byli razem, ale kij wszystkim w oko, nie byli w obozie! Poza tym hej, nie byli głupimi terminatorami.
- A spacerowałem w okolicy, i tak zobaczyłem, że siedzisz na brzegu, to uznałem że podejdę. Ale byłaś taka zamyślona... - zmarszczył nieco nos. - Albo ja się tak dobrze skradałem. - wyszczerzył ząbki. Oto i przyznanie się że chciał ją wystraszyć, haha! Ale żart się nie udał.
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Przyglądała mu się przez chwilę i gdy usłyszała, że wszystko z nim w porządku wypuściła powietrze z ulgą. Nie należała przecież koteczka do kotów lekkich jak piórko więc zawsze mogło się coś gorszego stać. Jednak gdy tylko przestała masować wojownika, patrzyła się na swoje łapki ale szybko to się zmieniło bo usłyszała znów jej adoratora który ją rozśmieszył kolejnymi słowami. Uśmiechnęła się nieśmiało i strurchnęła go łapą. - Niestety mój drogi ale pod koniec już usłyszałam, że ktoś się zbliża w moją stronę. Więc twój misterny plan się nie udał. - zaśmiała się i też wystawiła mu język. To fakt, że nie byli już terminatorami ale dla wojowniczki to nowe doświadczenie. Nigdy nie była w takim... Związku który mógłby przetrwać dłużej niż kilka dni. Zawsze była pod koniec raniona i trochę się bała przyszłości. Była wszystkiego niepewna i nie wiedziała czy czyni dobrze.
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
Spojrzał na nią z niby uniesionymi brwiami w niedowierzaniu, a jednak z uśmiechem na pyszczku, kiedy szturchnęła go łapą.
- Czyżby? I postanowiłaś mnie pokonać skacząc na mnie i wywalając na kamienie? - zapytał nieco kpiącym tonem. Wątpił, że Kukułka go widziała, ale skoro tak uważała... To niech broni swojej racji.
Przy okazji zmrużył oczy i tak się jej wpatrywał. Niby oficjalnie nie byli ze sobą, bo Kukułka bała się opinii dzieci, a pewnie Ostra jeszcze z mamusią nie gadała, a jednak w tym miejscu, skoro byli sami, rudy uznał że może sobie pozwolić na więcej niż trzymanie się na dystans, dlatego teraz, nadal wlepiając bursztynowe oczka w Kukułkę i mrużąc je, jakby jej nie wierzył, zbliżył się te parę kroków, aż ich nosy dzieliło naprawdę niewiele.
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Kukułka mimo wszystko stęskniła się za swobodną rozmową z kocurem. Ostatnio nie mogli zbyt często to robić bo w końcu nie byli razem tak... Oficjalnie. Ale bura kotka cieszyła się i dawno się tak nie czuła. Niby była zawstydzona ale też wesoła przy Wschodzie. Czasem po prostu nie rozumiała swoich uczuć. Wszystko się mieszało ze sobą. - No oczywiście, że tak! To jeden z moich trików. - uśmiechnęła się szerzej, że aż można było zobaczyć jej białe ząbki. Nagle jednak rudy wojownik się do niej przybliżył i ich nosy były blisko siebie. Jej uśmiech przeszedł do łagodniejszego i spojrzała w końcu wojownikowi w oczy. Nie wiedziała czemu ale coś w nich było... Intrygującego. Coś co Kukułka chciała odkryć. Barwa sama w sobie była piękna. Jego oczy były pełne koloru i energii. Tylko Wschód miał takie oczy. Nikt inny. Zastanawiała się kiedy to wszystko się zaczęło i od czego, rudy wojownik pokochał burą kotkę. Nie mogła teraz wykonać żadnego ruchu bo cały czas przyglądała się kocurowi próbując znaleźć odpowiedzi na swoje wszystkie pytania. Nie mogła ich zadać niestety bezpośrednio Bursztynowego Wschoda. W końcu się odezwała z transu i dotknęła noskiem, nos rudego wojownika. Chciała go dotknąć ale nie wiedziała czy może. Czy może sobie pozwolić na to wszystko.
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
Sam też poczuł się dziwnie, gdy już zbliżył się do Kukułki. Nagle nastrój między nimi zrobił się jakby cięższy, taki poważniejszy. Rudy wojownik stał i wodził oczami po pyszczku Kukułki, po jej oczach, takich oliwkowych. Było w nich coś, co go przyciągało, już czuł to, gdy jeszcze Ulewna żyła a on był małym kotem o mysim móżdżku, który nawet nie myślał o takich poważnych kategoriach. Bura wojowniczka była taka dobra i taka silna, w sensie psychicznym. Została skrzywdzona przez głupiego kocura, doczekała się jego dzieci a mimo to nie oskarżała ich o nic i wychowywała najlepiej, jak umiała. Mogłaby być wzorem do naśladowania! I mimo tak ciężkiego życia, mimo wszystko była nadal taka wesoła i radosna i Wschód miał nadzieję że da im szansę...
Zbliżyła się, a on poczuł, jak ich nosy się stykają. Jednocześnie poczuł elektryzujący dreszcz, jednak bardzo przyjemny. Miał ochotę zażartować, cokolwiek powiedzieć, ale zaschło mu w gardle, a zamiast tego po prostu patrzył na kocicę, patrzył i się uśmiechał. Czy to... Czy to wszystko mogło znaczyć, że Kukułka w końcu się zdecyduje na formalny związek?
Przechylił lekko głowę, wciąż się uśmiechając, po czym zbliżył się i z niskim, gardłowym mruczeniem otarł się policzkiem o jej policzek. Chciał wiedzieć, co o tym wszystkim myśli, bardzo chciał, ale jeszcze nie zapytał. Czekał na reakcję kotki, co zrobi w związku z tym, że teraz on też wykonał jakiś krok.
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Atmosfera była... Inna. Pełna spokoju ale też i pewnej powagi. Oba koty stęskniły się za sobą. Ciągle siebie unikali i starali się zataić przed wszystkimi, że czują coś do siebie. Jej córka Pliszka już wiedziała, że Wschód ją kocha i przypuszczała, że reszta dzieci też się dowie niebawem. W końcu to Pliszka. Cały czas obserwowała wojownika i czuła się bardzo szczęśliwa. Jakby... Wszystkie złe myśli poszły gdzieś dalej i teraz jest tylko szczęście. Czy to ten etap życia Kukułki gdzie naprawdę będzie dobrze i już nigdy nie będzie cierpieć? Nie długo musiała czekać na reakcję rudego kocura bo po chwili mogła czuć jego ciepły policzek na swoim. Przeszły ją przyjemne dreszcze i postanowiła na chwilę przestać myśleć o tym co było i będzie. Mruknęła zadowolona w stronę partnera. Pierwszy raz doświadczyła prawdziwej romantycznej miłości. W końcu ktoś ją pokochał i nie wykorzystał. Przybliżyła się bliżej do niego by być blisko niego i poczuć się bezpiecznie tak jak niedawno. Zbliżyła się bardziej do jego szyji i delikatnie polizała językiem wrażliwy punkt na ciele. Chciała się nacieszyć tą drobną chwilą z wojownikiem. Kiedy są sami i mogą okazać swoje uczucia bez krempacji i w pełni. Chciała po prostu być z nim...
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
Wschód wszystko taił tylko dla Kukułki, dlatego, że ta bała sie opinii dzieci. I to właśnie dla niej poszedł porozmawiać z Pliszką, która miała największą siłę przebicia, której opinii mógł się obawiać najbardziej. A ona nie miała nic przeciwko. Mimo to jednak był ostrożny, z intuicji, bo nie chciał burej kotki do niczego zmuszać, nie chciał jej zrażać do siebie.
Jego pieszczota doczekała się odpowiedzi, podczas której przymknął oczy i cicho, gardłowo zamruczał. To było coś, mieć kogoś, na kim ci zależy i komu zależy na tobie, a Wschód tak trafił. Droga do tego momentu była długa, wyboista, pełna nieporozumień i w sumie przypadków, ale koniec końców wszystko sprowadziło się do tej chwili, gdzie ta dwójka kotów stoi na brzegu rzeki. A to nadal nie był finał.
W tym momencie syn Zroszonego Listka poczuł ukłucie bólu w sercu. Czy tak ma być przez kolejne księżyce? W obozie udają, że między nimi nic nie ma, a potem potajemnie randkują na terenach? Wschód uzmysłowił sobie, że nie da tak dalej rady, nie uda mu się odejść z tego miejsca i traktować Kukułkę jak koleżankę, jak gdyby nigdy nic się nie stało.
- ... Kukułko. - wymruczał więc w pewnym momencie, wcześniej przełykając ślinę i biorąc głębszy oddech. Jednak nie mógł się nie odezwać, musiał wiedzieć, na czym stoi. Odsunął się więc od Kukułki, niewiele, tylko tak, aby widzieć jej pyszczek, jej oczy. By jednak jej to wynagrodzić, położył swoją łapę na jej łapie. - Powiedz mi... Czy my możemy być razem? Nie chować się ponorach, spotykać się w tajemnicy tylko tak wiesz, już... Oficjalnie. - na chwilę zamilknął. Podejrzewał, że bura wojowniczka będzie miała duże obiekcje, ale nie mogła przecież całe życie się chować, bo co dzieci powiedzą. Były już prawie dorosłe! - Wiesz, że Pliszka nie ma nic przeciwko. - dodał jeszcze cicho, chcąc jakoś córkę Trawiastookiego przekonać do wykonania kroku w przód i postawienia sprawy jasno, jak wygląda ich relacja.
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Cisza została przerwana przez kocura który chciał jej powiedzieć coś ważnego. Spodziewała się takiego pytania prędzej czy później. Też chciała być tak... Na prawdę z wojownikiem ale nie wiedziała czy mogła. Czy mogła sobie na to wszystko pozwolić i czy jej dzieci to zaakceptują. Bała się, że pomyślą coś w stylu " Mama nas zostawia bądź już nas nie kocha". Wcale tak nie jest i nigdy nie będzie. Kochała swoje dzieci bardzo. Nawet jeżeli ich ojciec był okrutnym kocurem. To przecież nie wina dzieci... Tylko wina Kukułki, że nie potrafiła się w tedy opanować i obronić jak na wojowniczke klanu Rzeki przystało. Ale musiała teraz dać odpowiedź partnerowi a nie myśleć nad przeszłością. Tak... Pliszka już o wszystkimi wiedziała i pewnie powie to niedługo innym dzieciom więc bura kotka miała to na uwadze. Też miała przeczucie, że jej dzieci zaakceptują to wszystko. No chyba tyko Kaczorek mógłby się nie zgodzić ale ostatnio no cóż... Leży w lecznicy i Kukułka nie zwracała mu dużo uwagi. Kochała go to prawda ale... Zranił ją i puki co ich relacja jest chłodna. Przygryzła swój język i cały czas się zastanawiała nad odpowiedzią. Wzięła głęboki oddech bo nie było dla niej łatwe to wszystko. Oba koty przejmowały się dalszym losem ich związku. Wzięła swoją prawą łapkę i przyłożyła do policzka wojownika delikatnie gładząc by dodać w pewnym sensie... Otuchy po czuła, że też się stresuję. W końcu gdy wszystko przemyślała, nieśmiało się uśmiechnęła i popatrzyła się pewniej w oczy wojownika. - Też chcę być z tobą Wschód. I chce być tą którą tylko dażysz uczuciem. - polizała go po boku pyska i następnie dodała. - Możemy spróbować... Być prawdziwymi partnerami. - Na końcu nieco się zaśmiała bo to zdanie było dla Kukułki śmieszne. Ale nie wiedziała jak odpowiedzieć inaczej na pytanie wojownika.
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline