xxZauważył, jak Kukułka posmutniała. Nie chciał tego, nie chciał, aby przez niego była smutna. Mógł coś powiedzieć, cokolwiek! Był głupi! Zobaczył też tą pojedynczą łzę, która spłynęła po ładnym policzku buraski sprawiając, że już nie był taki ładny. O nie, nie, nie, wszystko zepsuł! xx– Nie, nie! N-nie jesteś! – zaprzeczył szybko, chcąc uratować sytuację i pocieszyć Kukułkę, chociaż chyba nie naprawi błędu, który popełnił. A może naprawi? Ale jak? Zaczął skakać nerwowo wzrokiem po kotce i śniegu, na który patrzyła, po czym niewiele myśląc podniósł się i przytulił do niej, owijając swój ogon wokół ogona wojowniczki. Nie miał pojęcia, czemu to zrobił, a gdy już się zorientował, co się stało, postanowił się nie wycofywać. Nie chciał, aby Kukułka była smutna i nie miał też pojęcia, jak pocieszyć ją słowami, więc... może czyny pomogą? Serce biło mu jak szalone, gdy tulił się do pręguski i słyszał również jej serce, tak samo spłoszone jak jego własne. xxSzaleństwo.
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Nagle usłyszała jeszcze raz głos Cichego. Popatrzyła się na niego tym razem lekko się uśmiechnęła. Nie miała w naturze płakać. Czasem się zdarzało, ale wolała bardziej się uśmiechać. Chciała być dla innych deską ratunku i ich pocieszać gdy są smutni. Jednak teraz Kukułka zapomniała o tej zasadzie przez chwilę. Wszystko się dzieje tak szybko ale mimo to cieszy się, że mogła się zakochać w kimś takim jak Cicha Łapa. Myśli burej kotki nie mogły potrwać dłużej bo już po chwili poczuła już znane jej futro. Cichy ją przytulił? Sam? Bez nakazu? Co... Kotka przez chwilę wstrzymała oddech po czym wypuściła powietrze i szybko nabrała kolejnego tlenu. Czuła futro liliowego i bicie jego serca. Zapach kocura przedostał się do noska kotki. Była ponownie szczęśliwa. Ogonek kocura dotykał ją nawet. Przytuliła się do niego i przez chwilę nie mówiła nic. Uczucia mieszały jej się w głowie a serce nadal wirowało. - Wiem, że nie powinnam... Jednak zakochałam się w tobie i nie mogę przestać... Przepraszam. - powiedziała cicho koło ucha Cichej Łapy. Zrozumie jak ją nie kocha bądź ma kogoś innego. W końcu to możliwe prawda?
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
xxCzuł, jak początkowo wojowniczka była spięta, ale po chwili rozluźnia się i oddycha normalnie. Może jednak źle zrobił, że ją przytulił? Było już jednak za późno na takie przemyślenia, zrobił to i nie wycofa się teraz. Czuł ciepło Kukułki, jej bicie serca i ruchy mięśni oraz zapach, który wciągał w nozdrza razem z mroźnym powietrzem Pory Nagich Drzew. Gorąca krew wciąż szybko krążyła w żyłach liliowego kocura, gdy obaj trwali w ciszy, dopóki nie usłyszał cichych słów burej kotki. Te ponownie go zaskoczyły, ale mniej, bo usłyszał podobne przed momentem, ale teraz miał pewność. xx– Nie masz sa co p-pszepraszać.. – miauknął również cicho do ucha buraski, czując, jak głos mu lekko drży, ale się nie załamał. – T-to ja pszepraszam... – mówiąc to zaśmiał się ze zmieszaniem i bólem. Czuł, że zawiódł, a nie chciał nikogo zawodzić, tym bardziej Kukułki. Co on właściwie do niej czuł? A może też ją kochał, tylko o tym nie wiedział? Chciałby, aby tak było, ale jego uczucia były bardzo zawiłe i niezrozumiałe. – J-ja... – głos drżał mu coraz bardziej, ale starał się mówić to wszystko z uśmiechem – ...ja nie fiem... co czuję... nie fiem... – tylko nie płacz, tylko nie płacz, tylko nie płacz...
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Kotka wsłuchiwała się w słowa Cichej Łapy. On nawet nie powinien przepraszać. Kukułka wypuściła tylko powietrze i cieszyła się chwilą. Dotykiem, zapachem wszystkim. Dla niej czas nie miał znaczenia. Jednak i to musiałoby minąć bo jej wybranek zaczął mówić kolejne słowa. Nie powiem była lekko zaskoczona. No bo nie często można usłyszeć taką odpowiedź prawda? Zamiast płakać i ubolewać jaka ona brzydka i tak dalej jak każda kotka by robiła zrobiła coś co było... Czymś innym. Uśmiechnęła się lekko i popatrzył się w niebieskie oczy liliowego. Dotknęła go noskiem jego noska. Chwilę tak pozostała, po czym powoli się wycofała by znów spojrzeć w oczy wybranka. - Może kiedyś... Poczujesz to samo co ja... - Może kiedyś Cicha Łapa tak samo się zakocha. Czy to możliwe by tak się stało? Było by miło jednak... Ehh... Wszystko to takie skąplikowane...
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
xxMoże problemem Cichego było to, że nie pozbierał się do końca po rozstaniu z pewną bliską mu osobą, a raczej myślał, że była mu bliska i chociaż stało się to już wiele księżyców temu, jakaś nostalgia i wyrzuty sumienia nadal go dręczyły, tak samo jak zranione uczucia. To, co czuł do Badylarki było błędem przeszłości i teraz był tego pewien i chciał się po tym pozbierać i sądził, że tak się stało, ale teraz dotarło do niego, dlaczego nie potrafił jeszcze odwzajemnić uczucia, jakim darzyła go Kukułczy Puch. A przynajmniej tak właśnie uważał. Jego własne uczucia i emocje od zawsze były bardzo dla niego niezrozumiałe i skomplikowane, chyba bardziej, niż to było w przypadku innych kotów i był tego niemal pewny. Nie rozumiał, dlaczego tak było i nie potrafił znaleźć rozwiązania swojego problemu, ale teraz żałował, że jest taki, a nie inny, jeszcze bardziej niż zawsze. xxZaskoczył go gest Kukułki, która spojrzała się głęboko w jego oczy, uśmiechnęła, po czym dotknęła nosem jego nosa przez dłuższą chwilę. Czyżby zrozumiała jego słowa lepiej, niż rozumiał je sam cętkowany? Nie odsunął się ani nic, pozwalając na moment pozostać w tym dotyku i zamknął na moment oczy. Otworzył je z powrotem, słysząc słowa Kukułki, które sprawiły, że motyle w brzuchu dały się we znaki bardziej niż wcześniej i to niekoniecznie w tym pozytywnym znaczeniu tego określenia. Choć buraska się uśmiechała, Cichy mógł dostrzec smutek w jej oczach i usłyszeć go w tonie głosu wojowniczki. Z każdym uderzeniem serca czuł się gorzej i nie wiedział, jak ma naprawić to, co zepsuł. Nie chciał ranić Kukułki, bo stała się dla niego ważną osobą w życiu, on w ogóle nikogo nie chciał nigdy ranić. Zacisnął mocno powieki i opuścił nieco brodę, mając wrażenie, że zaraz się rozpłacze. xx– Ja... jusz wiem, co czuję... t-to samo, co ty... – wydusił z siebie drżącym głosem. Skłamał, ale zrobił to, aby Kukułka była szczęśliwa.
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Kukułka nie jest głupią kotką i zawsze wiedzała gdy ktoś kłamał. Było to oczywiste i widać jak ktoś się albo boi lub się stresuję. Proste przekazy, które mówiły, że ktoś kłamał. Bura kotka teraz siedziała w bezruchu po słowach jakie wypowiedział Cicha Łapa. Ale... Że tak nagle? Teraz? Oco tutaj chodzi... Było to dziwne, że centkowany tak szybko... To nie jest normalne dobrze? Najpierw mówi, że nie wie i nagle BUM! Uśmiechnęła się do Cichego słabo bowiem wyczuła pewną niezgodność. Podniosła swoją łapę w kierunku kocurka i dotknęła jego policzek, patrząc cały czas się w jego oczy. Po chwili krótko się zaśmiała. - Nie musisz mówić tego co chciałabym usłyszeć. Jestem szczęśliwa tym co jest teraz. Że spędzasz ze mną miło czas, uśmiechasz się, śmiejesz i, że w ogóle jesteś! - zaśmiała się wesoło. Szczerze to mówiła a wszelki smutek dawno zniknął. Nie warto się smucić prawda? Pokierowała tym razem swoją łapkę na klatkę piersiową Cichego, dotykając tam gdzie ma serce. - To stąd wychodzą moje słowa. Może kiedyś i ty komuś je stamtąd przekażesz. Chcę żebyś był szczęśliwy. Ja już jestem, mając ciebie. Ważną osobę, która jest dla mnie miła i stara się dla mnie jak najlepiej. Dziękuję Ci za to Cichy. - przytuliła go z radością. Smutek minął. Teraz jest sama radość i bijące uczucie do liliowego...Jako ważna osoba w życiu Kukułczego Puchu.
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Wysoka Fala zdecydowała się pójść na polowanie w kierunku Zielonego Pagórka, mając nadzieję znaleźć tam więcej zwierzyny niż w innych rejonach, w których już była. Podchodziła pod wiatr, próbując wyczuć zwierzynę, jednak zamiast niej wyłapała dwa dość znajome zapachy. Jeden należał do jej znajomej, która poznała jak ta była jeszcze kociakiem. Drugi wbijał się bolesną szpilą w serce, zmuszając rudą kotkę do wzięcia głębszego oddechu. Nie wiedziała, co podkusiło ją, żeby po cichu, na ugiętych łapach pójść jej śladem. Nieznajoma siła prowadziła ją pomiędzy wysuszonymi trawami kryjącymi się pod warstwą śniegu, tropiąc dwójkę... Klanowiczów. Nigdy nie wgłębiała się w klanowe życie, nie wiedziała jakie relacje mogą wiązać Cichego oraz Kukułczy Puch, jednak słysząc strzępek rozmowy, który był dla niej słyszalny dopiero od słów "czuję to samo co ty", które wypowiedział liliowy terminator w kierunku burej kotki, pochylając głowę, zaś ta pogłaskała go po policzku, śmiejąc się niemal beztrosko. W tym momencie zatrzymała się, patrząc na parkę wzrokiem pełnym zaskoczenia, jednak błąkał się gdzieś jeszcze żal, smutek. Wyprostowała się, z jedną łapą uniesioną do postawienia kolejnego kroku, a jej pyszczek się otworzył, jakby chciała coś powiedzieć, chociaż żadne słowa nie opuściły ust wojowniczki. Widziała, jednak jednocześnie nie mogła w to uwierzyć. Pomimo, że nie była w stanie usłyszeć słów mówionych przez burą córkę Pierzastego Serca przez narastający w głowie szum i uczucie zaczopowanych uszu, tak doskonale widziała jej radosny wyraz pyska, gdy się oboje przytulali.
Gdy umysł Wysokiej Fali na powrót odzyskał zdolność analizowania faktów, zamknęła pysk, spuszczając wzrok na ziemię. Czuła, jakby ktoś nagle wyszarpał część osoby, którą obecnie była, roztrzaskując przy okazji ponownie jej serce. Przełknęła ciężko ślinę, próbując rozluźnić w ten sposób zaciśnięte od narastającej rozpaczy gardło, próbując w myślach sobie wmówić, że nie mogła spodziewać się niczego innego. Nie mogła spodziewać się, że Cicha Łapa z nią porozmawia po tym, co mu zrobiła. Nie mogła spodziewać się, że ponownie przyjdzie do niej i dadzą radę bez słów porozumieć się ze sobą. Nie mogła spodziewać się, że ponownie wytarzają się na środku obozu w leżącym śniegu. Musiała ponieść przykre konsekwencje tego, jak bardzo chciała chronić osobę, którą darzyła uczuciem. Musiała się pogodzić z tym, że terminator Świetlikowej Gwiazdy zasługuje na kogoś znacznie lepszego... Na taką osobę, jaką mogła być Kukułka. Nie mogła przecież pozwolić, aby skończył tak samo, jak reszta bliskich jej osób. Czując zbierające się w kącikach oczu łzy, które usilnie próbowała powstrzymać, zacisnęła szczęki i odwróciła się, kierując się w stronę, z której przybyła. Jednak tym razem Gwiezdni jej nie prowadzili przez przeszkody, łapą zahaczyła o suchą kępę traw, która nieprzyjemnie zaszeleściła pod wpływem ruchu. Przerażona na początku ponownie zamarła, nie będąc w stanie się ruszyć i uparcie obserwując roślinę, która zdradziła jej położenie. Chwilę potem już biegła przed siebie, lekko stawiając długie łapy podczas sprintu i łapiąc zachłannie mroźne powietrze, które raniło jej płuca.
Za taki rodzaj ciekawości trafia się w mroczną otchłań Ciemnego Lasu.
xxCzuł, jak pod zaciśniętymi powiekami powoli zbierają się wilgotne łzy, gdy cisza wwiercała mu się w uszy i czekał na odpowiedź Kukułki. Chciał, aby uwierzyła w jego słowa, wtedy byłoby łatwiej obojgu, a przynajmniej tak sądził. Kukułka byłaby szczęśliwa, a przez to on sam by się cieszył, że mógł ją uszczęśliwić. Nie rozumiał swoich emocji, bo tak jakby czuł coś do burej kotki, ale nie wiedział, czy to miłość czy coś innego. Na pewno bardzo ją lubił i zaczął traktować jako ważną dla niego osobę, ale... czym właściwie była miłość? Skąd miał wiedzieć, kiedy kicha, a kiedy nie? I czy można kochać jednocześnie... dwie osoby? xxOtworzył zaszklone i wilgotne oczy, gdy poczuł dotyk na policzku, a do jego uszu dotarł krótki śmiech. Uwierzyła? Nie uwierzyła? Po chwili już wiedział - nie uwierzyła. Mimo to... uśmiechała się. Cieszyła się? Mimo tego, że nie odwzajemnia (chyba) jej uczuć? Ale... ale jak to... Jego bladobłękitne oczy zaszkliły się jeszcze bardziej i z jednego wypłynęła pojedyncza łza, która spłynęła powoli po jego policzku. Nic nie rozumiał... dlaczego się cieszyła? I dlaczego mu w ogóle nie uwierzyła? Przecież on to robił dla jej dobra a ona to odrzuciła! Ale... teraz ważne było chyba, że nie była smutna, a wręcz przeciwnie - z jej słów wynikało, że zupełnie to akceptuje i cieszy się, że nadal może spędzać z nim czas. Uśmiechnął się blado, przy czym dwie kolejne łzy wypłynęły mu z oczu. Na kolejne słowa burej kotki podążył wzrokiem za jej łapą, czując, jak dotyka jego klatki piersiowej, po czym ponownie spojrzał na wojowniczkę. Słowa Kukułki były takie ciepłe i miłe i przez to jeszcze bardziej go wzruszyły, co było widać po kolejnych łzach. Pociągnął nosem, znów uśmiechając się blado, ale trochę szerzej, po czym dał się przytulić pręgusce. Czy... czy to wszystko? Czyżby najgorsze za nimi? Nie do końca, bo Cichy choć czuł pewną ulgę, to wciąż nie wiedział, jakim uczuciem darzył córkę Pierzastego Serca. Czy... czy było to to samo, co czuł niegdyś do Badylarki? Czy to coś zupełnie innego? xxMilczał, pozwalając tej chwili trwać, z resztą i tak nie wiedział, co miałby powiedzieć. Nagle jednak wśród tej ciszy rozległ się szelest i cętkowany terminator rozejrzał się nerwowo, jednocześnie przerywając przytulanie. W pierwszej chwili nie zobaczył nic ani nikogo, ale wtedy dostrzegł ruch i rude futro zrywające się z miejsca. xxPoznał to futro. xxNagle poczuł, jak cała rzeczywistość oraz radość i ulga przestały istnieć, a zamiast tego kłębek emocji i uczuć narasta w jego brzuchu, klatce piersiowej, by zacisnąć się na gardle i spowodować kolejny potok słonych łez. Nagle zrozumiał - nie przestał tęsknić za Badylarką, choć sądził, że to już go opuściło. Teraz wszystkie nagromadzone przez wiele księżyców emocje, podsycone wcześniej przez poprzednie, wyszły na wierzch, niemal przytłaczając Cichego swoim ciężarem. xxCo ona tu robiła? Czy ona słyszała ich rozmowę? I dlaczego uciekała, skoro przecież sama się od niego odwróciła? I dlaczego on czuł się z tym wszystkim... tak źle? Wstał gwałtownie, możliwe, że przypadkiem odpychając od siebie Kukułkę i zerwał się z miejsca, pędząc w stronę uciekającej Badylarki. xx– BATYL!! SACZEKAJ! – krzyknął z całej siły, ledwo co widząc cokolwiek przed sobą przez łzy, które zamgliły mu oczy i zamoczyły cale futerko na jego pysku. Nie widząc, co ma pod łapami, potknął się nagle, nawet nie wiedział o co i upadł na śnieg z poślizgiem, odbijając sobie przy tym szczękę, jednak ból, który czuł w sercu był większy niż ten fizyczny. Wstał szybko, potykając się przy tym i prawie znów przywracając i chciał biec dalej, gdy nagle przypomniał sobie o Kukułce, którą zostawił na brzegu jeziora. Nie, nie, NIE, NIE! Dlaczego ją zostawił? Powinien teraz przejmować się Kukułką! Powinien być przy niej, a nie ganiać za kimś, kto już go pewnie nie uważa za przyjaciela i w ogóle powinien tą osobę wymazać z pamięci. A jednak pobiegł za rudą kotką. Stanął w miejscu, patrząc na prawdopodobnie oddalający się rudy kształt, bo tylko tyle widział przez łzy, po czym zaszlochał głośno, drżąc przy tym cały, aby po chwili upaść z powrotem na śnieg, nie przejmując się jego zimnem.
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Czyżby Kukułczy Puch sprawiła, że Cicha Łapa zaczął płakać. Miała nadzieję,że nie ze smutku. Uśmiechnęła się lekko do niego, ale ta chwila nie mogła trwać wiecznie. Bowiem ktoś ich obserwował. Ktoś czyli Wysoka Fala. Z jednej strony to dobrze z drugiej nie. Kukułka przestraszyła się gdy zobaczyła rude futro. Nagle dostała ponownego szoku, bowiem kocur przez przypadek ją odepchnął. Kotka nie była na to przygotowana i z braku równowagi upadła na zimny, mokry śnieg. Widzała jak Cichy biegnie za kotką głośno wołając by się zatrzymała. Jednak kotka tego nie zrobiła. Nie wiedzała kim była ta osoba dla liliowego kocurka. Może i chciała wiedzieć ale czy powinna. Jednak miała jakieś przypuszczenia. Czy są prawdziwe? Nie wiedzała. Fakt, faktem Cichy zostawił Kukułkę. W oczach burej nazbierały się łzy. Chciała być kiedyś dla kogoś wyjątkowa a teraz? Leży sama na brudnym śniegu... Nie! Nie powinna płakać! Otarła łzy łapą i wstała, oczepując się. Przecież to ty masz być wsparciem dla innych! Nie masz prawa płakać teraz! Kukułka lekko już uspokojona pobiegła w kierunku, gdzie Cicha Łapa pobiegł. Gdy była blisko niego zauważyła jaki był załamany. Przestraszyła się z tego powodu. To jej wina? Połóżyła się koło niego i opiekuńczo otuliła go ogonem. Nie wiedzała co powiedzieć. Pewien ból był skryty w jej sercu głęboko i trudno jej cokolwiek powiedzieć. Jednak wiedzała... Wiedzała, że potrzebuję pomocy i wsparcia. - Proszę... N-nie płacz... - poprosiła trącając główką jego policzek. - Ja... Wiem, że jest Ci ciężko... Ale... Ja jestem tutaj i cokolwiek... Się stanie ja będę z tobą... - Popatrzyła się na niego ze współczuciem po czym otworzyła pyszczek ponownie. - Nie znam waszej sytuacji... Ale jeżeli Wysoka Fala cały czas cię unika i nie chce z tobą rozmawiać to... Nawet gdybyś błagał to ona... Nie zechce porozmawiać. Ona musi sama tego chcieć... Bo jak tak dalej będzie to się wykończysz psychicznie... Wiem co mówię bo to przeszłam już kiedyś... - Może nie w takiej sytuacji, ale też Kukułka się załamała gdy nie mogła pogadać z swoją siostrą, która potem zniknęła i...Pewnie nie żyje... - Nie jestem... Dobra w pocieszeniu... Lepiej idze mi przytulanie i nic niemówienie... Wracajmy do obozu... Jeszcze mi tutaj zachorujesz. - polizała czule go po policzku i jeżeli tylko się zgodził, razem poszli do obozu. Nic nie mówiąc... Cisza
/z.t?
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Usłyszała czyjeś wołanie, ale nie zatrzymywała się, banan paniczną chęcią zniknięcia tej dwójce z oczu. Nie chciała z nimi rozmawiać, wiedziała że wtedy, gdy stanie pysk w pysk przed liliowym terminatorem to na pewno nie uda się dotrzymać danej sobie obietnicy. Nie mogła pozwolić na to, żeby coś się stało Cichej Łapie. Nie chciała widzieć go martwego pod Mroźną Skalą ani nie chciała, aby porwali go dwunodzy lub stało się coś innego. Nie chciał, żeby odszedł. Dlatego ona musiała odejść, aby tak właśnie się stało. Pamiętała, jak pierwszy raz rozwinęła pełna prędkość, pamiętała to uczucie lekkości i wolności, kiedy łapy odrywały się od podłoża a wiatr szargał rude, splątane kłaki. Tym razem było zupełnie inaczej. Rzeczywistość narzuciła na jej barki ogromny ciężar, który nie pozwalał jej się oderwać od ziemi, przygniatając ją boleśnie do podłoża. Nawet zbyt dosłownie. Jedna z łap, na którą przeniosła ciężar ciała przestała dawać bezpieczne oparcie, ślizgając się gwałtownie do przodu przez śnieg, a wojowniczka nie miała sił oponowac. Poczuła strach zaciskający się jeszcze mocniej na gardle, kiedy wszystkie łapy zdecydowały się na nietrzymanie jej ciężaru ciała, a następnie ból, gdy uderzała barkiem o zmarznięta ziemię. W odruchu podniosła głowę, łapiąc gwałtowne oddechy i nie próbując wstać. Spięte mięśnie pozwoliły rudej córce Paprociowego Kwiatu jedynie na przetoczenie się na brzuch, a następnie skulenie się w pozycji dającej jej chociaż niewielka część bezpieczeństwa. Czując go, Wysoka nie potrafiła powstrzymać łez, które kąpały w szybkim tempie na porkyta śniegiem glebę, sama zamknęła oczy i pochyliła nad nią głowę. Dlaczego los ja zaprowadził właśnie w te okolice? Dlaczego musiała znaleźć się akurat tutaj, w tym momencie? Dlaczego nie odpuściła sobie podążanie za świeżym tropem spacerującej dwójki? Dużo lepiej by dla niej było, gdyby nie wychylała się, ominęła potencjalnie drażliwy temat i poszła polować tak, jak to miała w planach. Nie wiedziała, co teraz będzie z nią... Z nimi. Nie mogła niczego oczekiwać po tym, co zrobiła... Ale po cichu w głębi serca cicho liczyła na to, że terminator jednak do niej podejdzie. Czasami jednak lepiej jest żyć w niewiedzy.
xxSzlochał jak chyba nigdy dotąd, leżąc w śniegu, a jego słone, rzewne łzy spływały po jego policzkach na śnieg, gdzie zamieniały się powoli w lodowe krople. Dlaczego on to robił? Dlaczego nie potrafił się powstrzymać, pomyśleć, zanim zostawił Kukułkę samą i pobiegł za Badylarką, zapewne zupełnie bez sensu. Powinien sobie odpuścić, powinien zapomnieć i skupić się na burej kotce, a nie uparcie tkwić w przeszłości! Płakał, czując się zupełnie beznadziejne i nie widząc wyjścia z tej sytuacji. Chciał zostać w tym śniegu już na zawsze, żeby nigdy nikogo nie zranić, bo tak będzie lepiej. Jeśli zniknie, wszyscy będą szczęśliwsi, a większość i tak nie zauważy jego braku. Jego marzenia jednak nie mogły się spełnić, bowiem poczuł czyjś dotyk. Badylarka? Otworzył gwałtownie oczy, jednak obok siebie zobaczył córkę Pierzastego Serca, która zaczęła mówić do niego czułe słowa. Po co się łudził? Ruda kotka już nigdy do niego nie wróci, a miał obok siebie kogoś nowego, kogoś, kto na pewno go kocha i będzie przy nim. Nie przestając płakać słuchał Kukułki i jej słowa powoli zaczynały do niego docierać i nabierać sensu. Miała racje. To bezsensowne. Musi odpuścić. Nigdy nie odzyska tego, co stracił i musi się z tym pogodzić. A Kukułka... na pewno się w niej zakocha i będzie potrafił odwzajemnić jej uczucia. Nie zawiedzie przynajmniej jej. Może już ją kochał? Tak, na pewno ją kochał, tylko tego nie rozumiał. Będą żyli razem i wszystko się ułoży. xxPociągnął nosem i otarł łapą oczy, żeby znów widzieć choć trochę wyraznjej, po czym spojrzał na Kukułkę. Chciał jej podziękować, że jest z nim nawet po tym, jak go zostawiła oraz że go pocieszała, jednak przez otwarty pyszczek nie wydostały się żadne słowa, jakby nagle zapomniał, jak się mówi. Postanowił więc, że przynajmniej uśmiechnie się blado, przynajmniej tyle za to wszystko, co ofiarowała mu bura wojowniczka. Wstał powoli, chcąc wrócić do obozu, ale spojrzał jeszcze w dal, jakby chcąc się upewnić, że nie zobaczy tam rudego kształtu. Jednak go zobaczył, leżącego nieruchomo na śniegu. Strach i rozpacz ścisnęły mu serce, jednocześnie bojąc się o Badylarkę, a z drugiej strony nie chcąc znów zostawiać Kukułki w tyle. DLACZEGO musiał się znaleźć w takiej trudnej sytuacji? Czy miał wybierać? Co miał zrobić? Nie znał odpowiedzi na żadne z pytań, które kłębiły mu się w głowie. Spojrzał zapłakanymi oczami na buraskę. xx– J-ja p-pszep-prasz-szam... Kukułko... j-ja... – próbował wydusić z siebie coś więcej, ale myśli plątały mu język, a gardło zaciskało się coraz mocniej. – Pszep-praszam... – za co przepraszał? Za wszystko? Za to co miało zaraz nastąpić? Nie planując tego odwrócił się ponownie w kierunku rudej kotki, po czym pognał w jej stronę, już wiedząc, co zamierza zrobić. Musiał w końcu podjąć decyzję, ale najpierw musiał poznać prawdę. Zatrzymał się z poślizgiem tuż przy leżącej Badylarce, jednak gdy zobaczył jej łzy, cały plan, jaki sobie ułożył w głowie, trafił szlag. Ona płakała... ona... płakała z powodu tego, co zobaczyła? Dlaczego? Przecież sama się od niego odwróciła, nie chcąc go więcej znać, więc dlaczego teraz płakała, jakby widok Kukułki kukułkowatych ją zranił? Nic już z tego nie rozumiał. Nic nie pojmował, ale wiedział, jak rozwiać te raniące wątpliwości. xx– Czy ty... coś t-to mnie czujesz? Pofiec... proszę p-pofiec mi... – mówił do Badylarki niemal błagalnym tonem, a jego serce rozpadało się na coraz mniejsze kawałki. Musiał wiedzieć, musiał w końcu wiedzieć, na czym stoi. Chciał usłyszeć negatywną odpowiedź, wtedy będzie wiedział, żeby odpuścić raz na zawsze i wrócić do Kukułki, która go kochała i przy której będzie mógł trwać. Jakaś część jego chciała jednak usłyszeć coś innego i obawiał się tego. – Proszę... p-pofiec... co t-ty to m-mnie czujesz...?... – głos w pewnym momencie mu się załamał i mówił niemal szeptem, stojąc tuż nad rudą kotką, nie mogąc powstrzymać łez.
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Tak bardzo nie chciała by płakał. Chciała żeby był szczęśliwy. Chciała żeby wszystkie jego problemy zniknęły... A może ona jest tym problemem? NIE! PRZESTAŃ TAK MYŚLEĆ! Patrzyła się w oczy kocurowi i widzała te wszystkie negatywnie emocje. Oczy mówią wszystko... Nie wiedzała co robić. Co powiedzieć. A gdy tylko chciała usłyszała słowa Cichego. Zaczął się jeszcze bardziej bać. Popatrzyłam się w tą samą stronę co liliowy. O Gwiezdni! Wysoka Fala! Coś jej się stało!? Kukułczy Puch zaczęła się panicznie bać o rudą kotkę. Musi jej pomóc! A jeżeli straciła przytomność?! O rany o rany... Serce biło jej jak szalone i słyszała tylko ciche słowa kocura. Usłyszała wyraźne ,, Przepraszam " i wiedzała, że trzeba wziąść się w garść. Gdy kocur już wystartował, bura szybko wstała bojąc się o wojowniczke. Bała się zawsze kiedy ktoś był ranny i potrzebował pomocy. Kukułka nigdy by nie zostawiła kota który byłby rany, nawet wroga. Lubiła Wysoką Fale. Była miła mimo, że nie gadały zbyt często. Musiała pomóc... Biegła za Cichym i w pewnym momencie się zatrzymała. Była za kocurem, jednak widzała w całości rudą kotkę. Pewnie ona też prędzej czy później ją zauważy. Stała w bezruchu i zmartwiona patrzyła się na leżącą kotkę. Chciała już podejść ale kolejne słowa cętkowanego ją zamurowały. Co... Czyli... Byli... Zakochani w sobie... Serce burej kotki zaczęło szybciej bić ze strachu. Nie wiedziała co teraz czuć. Obawy? Strach? Współczucie? Nienawiść? Jej łapy się uginały od emocji i zmęczenia tą całą sytuacją. Czy Cichy kocha Wysoką? Czy ona jego kocha? Czy Cichy kocha Kukułkę...? Nie chciała go stracić... Był dla niej... Wszystkim... Nigdy się tak mocno nie zakochała... Cicha Łapa był wyjątkowy... Kukułka w bólu odwróciła lekko głowę. Z jej oka wpłynęła łza, która powolnym ruchem spadała na dół. Cała się trzęsła i strasznie się bała. Chciała tylko być szczęśliwą z... Cichym...
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Łapała głębszy oddech, boleśnie raniący płuca, gdy zobaczyła przy sobie białe palce Cichej Łapy. Usłyszała pytanie wypowiedziane drżącym głosem, jednak sama nie miała odwagi podnieść wzroku wbitego w ziemię i spojrzeć w piękne, błękitne oczy. Wypuściła powietrze porcjami, które gwałtownie opuszczały jej ciało i zmuszały do podobnego wzięcia powietrza. Dopiero po dłuższej chwili łapa rozpaczy zaciśniętą na gardle polubiła swój uchwyt, dlatego zdecydowała się na podniesienie wzroku na terminatora, widząc go teraz z praktycznie takiej samej perspektywy, jak na ich pierwszym spotkaniu. Sprawiło to jednak, że jeszcze więcej łez napłynęło rudej wojowniczce do oczu, toczac się jedna za drugą po policzkach i upadając na ziemię lub na ubrudzone łapy. Otworzyła pyszczek, jakby miała zaraz coś powiedzieć, jednak jej obecny stan pozwolił rzeczniaczce na jedynie zachrypnięte sapniecie, które potem ponownie nakazało wziąć drżącą porcje powietrza. Co miała Cichemu powiedzieć? Jednocześnie chciała powiedzieć prawdę, dlaczego tak się dzieje... Z drugiej strony, wolałaby skłamać. Żeby Gwiezdni nie odwrócili od niego opiekuńczego wzroku i zawsze mieli go w swojej opiece. Żeby był szczęśliwy z Kukułką, która również podeszła do niej i czekała na jej odpowiedz. Żeby miał miłość życia i swoje własne kocięta tak, jak to się udało Leśnej Łapie, jedynemu bratu, który ostał się w klanie. Oboje pewno by tworzyli piękna parę... Ale czy była gotowa aż tak poświęcić siebie? Ale czy była w stanie zaryzykować?
- J-Ja... - głos powrócił, pozwalając wydobyć z siebie powoli dźwięki, bardzo ciche oraz drżące od nadmiaru sprzecznych emocji. Nie była pewna, czy potrafiła to ubrać w słowa. Chciała tyle wyrazić, tyle mu przekazać, jednak nie przychodził jej do głowy żaden sposób, w który mogłaby mu to powiedzieć. W pewnym momencie spuściła wzrok, szukając odpowiedzi na pokrytym śniegiem podłożu... Lub chociażby połowicznej podpowiedzi. Stopniowo jednak wędrowała płomiennymi tęczówkami ponownie na pyszczek liliowego kocurka, biorąc drzacy oddech przed rozpoczęciem przemowy.
- N-N-Nie ch-chce-e... Ż-Żebyś skończył j-ja-ak... J-jak mama... Z-Zwiewna, K-Krecik... P-Pestka, P-Poziomka... T-Tonace S-Sloń-ńce cz-czy O-Omszały K-Kamyk... N-Nie ch-chce... - mówiła cicho, chaotycznie chcąc połączyć ze sobą konkretne myśli i ułożyć to w jedno, spójne zdanie, co niestety nie bardzo jej wychodziło. Zdecydowała się na wyznanie prawdy. Ona miała jedno życie, nie będzie prawdopodobnie żyć tak długo, jak niektórzy klanowicze, którzy mogą przejść do starszyzny. Dlatego właśnie chciała się z nim tym powiedzielić. Chociaż raz sobie nie szkodzić.
- Ż-Żeby ci się c-cos stało... Ch-Chce... Ż-Żebyś w-wracal d-do o-obozu... C-Codziennie... I... Ż-Żebys b-był... Szczęśliwy - zakończyła myśl, biorąc głęboki wdech, jednocześnie czując, jakby ktoś z jej barków zdjął ogromny ciężar, który zawisł nad nią od dnia, kiedy bliskie dla córki Paprociowego Kwiatu zaczęły znikać... Aż praktycznie nikt nie został. Wszystkim się prawdopodobnie coś stało, ale nikt ich nie znalazł. Inaczej by wrócili do klanu... Prócz Tonącego Słońca, pierwszego mistrza Wysokiej, który został wygnany. Nie chciała, żeby Cichy też tam skończył. Jak ci, którzy zniknęli lub zginęli.
xxMiał wrażenie, jakby był w jednym, wielkim śnie i to wszystko nie działo się na prawdę. Najpierw Kukułka zabrała go na spacer, potem wyznała mu miłość, a teraz stał nad Badylarką, pierwszą w życiu kotką, do której poczuł coś więcej i właśnie zadał jej pytanie, czy ona też czuła to samo. Zapewne uznałby, że postąpił okropnie, tak przypierając ognistą wojowniczkę do muru, ale pod wpływem tych wszystkich emocji już nie myślał logicznie, kierowany porywami serca. Patrzył z góry na kotkę, czekając na jej odpowiedź, a kolejne łzy spływały mu po policzkach i spadały na biały śnieg. Nie wiedział, czego się spodziewać, ale chciał już to zakończyć. Chciał, aby zaprzeczyła, że coś do niego czuje, ale druga część jego wciąż rwała się do Badylarki, czego nie potrafił zmienić i nienawidził siebie za to w tamtej chwili. DLACZEGO to było takie trudne? DLACZEGO NIE POTRAFIŁ PRZESTAĆ... kochać?... xxGdy ruda kotka wreszcie podniosła głowę i ich spojrzenia się skrzyżowały, Cichy poczuł jeszcze większy ból w sercu i przez chwilę miał ochotę przytulić się do Badylarki, tak jak robił to kiedyś, zapomnieć o tym wszystkim, co się tu działo i udawać, że wszystko jest po staremu, że nigdy nie poznał Kukułki i nie musiał jej łamać serca. Zapłakane, jednak wciąż bystre, piękne, ogniście pomarańczowe ślepia przypominały mu te wszystkie chwile, które razem spędzili, jakby mignęły mu przed oczami w przyspieszonym tempie. Jak to się stało, że to wszystko się zakończyło? Ah, tak, złamał obietnicę i Badylarka go opuściła, bo na nic innego nie zasłużył. Sądził wtedy, że ruda kotka nie uważa go już za kogoś bliskiego, że to koniec i tylko on nadal coś do niej czuł. Teraz jednak wszystko wskazywało na to, że było zupełnie inaczej. xxKątem oka dostrzegł burą wojowniczkę, która stanęła obok, jednak czekał na słowa Wysokiej, która po chwili zaczęła mówić. Na początku jednak nie wydusiła z siebie nic więcej poza krótkim "ja", na co Cichy wziął głębszy wdech, na moment uspokajając nerwowy oddech. Chwilę później zaczęły padać kolejne słowa z pyszczka płomiennej kotki, jednak nie były one odpowiedzią wprost na pytanie i na początku cętkowany nic z tego nie rozumiał, ale potem zaczął chyba pojmować, co miała na myśli córka Lodowej Skóry. Pociągnął nosem, drgając znów od bezgłośnego szlochu, nie mogąc powstrzymać emocji. xx– T-tlaczek-ko... tlaczeko m-miało b-by mi się coś st-tać? – czy o to właśnie chodziło? Bo Badylarka się o niego bała? Ale dlaczego? – P-pszeciesz to n-nie tfoja f-fina, sz-sze oni fszyscy... – dlaczego ona się obwiniała o ich odejścia? – ... t-tlaczeko... s-skoro chciałaś, a-abym był sz-szczęślify, tlaczeko mnie sostafiłaś?! – podniósł głos na ostatnie słowa, mrużąc oczy od nadmiaru łez, sam nie wiedząc, czemu to zrobił, już nic nie rozumiał i miał wrażenie, że to się nie dzieje na prawdę. Był roztrzęsiony, cały drżał z nadmiaru emocji oraz zapewne z zimna, które otaczało ich wszystkich i miał ochotę uciec jak najdalej, zniknąć, przestać istnieć i zakończyć tą marną szopkę. Po chwili, gdy zdał sobie sprawę ze swojego krzyku, coś go tknęło i otworzył szerzej bladobłękitne oczy. – Pszep-praszam... ja... – zacisnął zęby do tego stopnia, że aż go zabolały. I jeszcze ta Kukułka, która patrzyła na to wszystko z boku i zapewne pękało jej właśnie serce. Zamknął oczy, spuszczając głowę bezsilnie. – po prostu otpofiec mi na pytanie... – powiedział szeptem i tak cicho, że nie był pewny, czy ruda kotka go usłyszała. Zadał jej to pytanie kolejny raz, ale tak na prawdę nie chciał znać na nie odpowiedzi. Jakakolwiek by ona nie była, zrani albo Kukułkę, albo ich obu, nie mówiąc już o tym, co czuła sama Badylarka. Więc może lepiej, że wypowiedział to pytanie tak cicho...
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Serce Kukułki się łamało i kruszyło. Chciała żeby to był tylko sen... Nie miły sen z którego chce się obudzić i nigdy nie wracać. Chciała mocno płakać i wyć z bólu jaki teraz doświadczała. Czemu ponownie Kukułka nie ma szczęścia? Tyle razy miała łamane serce... Tyle razy była sama... Nikt ją nie przytulił gdy miała koszmar... Wbiła pazury w ziemię by jakoś jeszcze się utrzymać na nogach. Kogo by obchodziło szczęście burej kotki. Która niczym się nie wyróżnia. Która stara się być miła dla wszystkich, ale... Nic za to nie dostaje tylko ból. Ciężki i potężny ból... Jej uszy upadły na dół a łzy spływały już bez jakiejkolwiek kontroli. Kto by chciał taką brzydką kotkę... Bury kolor... Nic więcej... Znów zostanie sama... Bez nikogo... Z bólem którego trudno uleczyć... Dlaczego to ją zawsze to spotyka? Chciała tylko mieć kogoś kto ją pokocha... Chciała Cichego... Ale kogo by to obchodziło prawda? Tak bardzo chciała by zdążył się jakiś cud by liliowy pokochał Kukułkę... Chciała wypuścić w pełni swoje emocje, ale jak na razie nie mogła. Zrozumiała sytuację i była lekko zła, że złamała Wysoka serce liliowemu. Jej gardło było strasznie wysuszone ale powiedziała kilka cichych i mało słyszalnych słów. - Nie... Z-zostawiaj mnie...-mało prawdopodobne by ktokolwiek to usłyszał.
/ Please don't go... :'C
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline