Kocica trochę ponad średni wzrost, umięśniona, ale sucha i raczej szczupła, trochę "kanciasta". Ma trójkątną głowę z wystającymi kośćmi policzkowymi i garbatym nosem. Jej oczy są skośne i ogniście pomarańczowe, ogon długi i cienki a pazury u przednich łap zawsze wysunięte. Jej futro jest krótkie, gęste i brudne oraz rozczochrane w kolorze popielatym, szaro-niebieskim. Jest cała pokryta drobnymi bliznami, a z tych większych ma jedną przecinającą jej nos, jedną rozrywającą jej lewe ucho, jedną wielką na grzbiecie po walce z borsukiem i dwie duże na szyi po walce z lisem. Kocica wyraźnie siwieje na pysku oraz innych częściach ciała.
Niecierpliwa, brak jej empatii, pewna siebie, łatwo się irytuje, wymaga bezwzględnego posłuchu, prostolinijna, troszczy się o swoją rodzinę i Klan, obowiązkowa, pracowita i lojalna ponad życie, bardzo nastawiona na Klan. Stara się być sprawiedliwa. Bardzo dużo mówi i ogólnie uwielbia gadać, bywa oschła, nie wie co to uczucie strachu. Ma poczucie wyższości nad pozostałymi Klanami, czasem wybucha gniewem i ma skłonności do agresji słownej (fizycznej względem kotów spoza jej Klanu). Jest godnym zaufania towarzyszem i dobrze jest mieć ją po swojej stronie, ale łatwo zmienia swoje zdanie na temat innych kotów. Jest decyzyjna i szybko myśli jeśli chodzi o Klan, bardzo nierozgarnięta w kwestiach emocjonalnych i uczuciowych. Jako przywódczyni wzoruje się na swoim bracie, Świetlikowej Gwieździe.
Żądełko by się zdziwiła. Większość dorosłego życia Czerwonej Gwiazdy było właśnie odkrywaniem w zasadzie całkiem to nowego świata, ale na płaszczyźnie bardziej psychicznej niż fizycznej. Nic jej nie mogło przygotować, na to, co ją spotkało po śmierci Porywistego Nurtu i po zostaniu zastępczynią i, nawet teraz, w wieku stu księżyców, dalej nieustannie się uczyła tego, co musiała robić. Jednak to wszystko mogło być trochę zbyt skomplikowane dla pięcioksiężycowego kociaka.
Gdy słuchała odpowiedzi Ostrężyny Jej groźny, pogardliwy wyraz pyska zmieniał się z każdym słowem w skrajne niezrozumienie. Co to są... co to... za... brednie są... co??? Stała, niemalże wbita w ziemie głupotą jej wypowiedzi. Zmrużyła lekko ślepia i uchyliła pysk, a jej do tej pory majtający na boki ogon zamarł w bezruchu. - Ty... co - burknęła, zbita z pantałyku. Nie minęła jednak sekunda, a jej szorstkie, brudne futro na grzbiecie niebezpiecznie się zjeżyło - Czy ty właśnie p'óbujesz mi powiedzieć, ze sko'o nie szedł ci t'ening, to tak po p'ostu sobie... poszłaś...? Nie p'zyszłaś do p'zywódcy ani zastępcy, nie poszłaś do Ciemniejącego Nieba, nie pop'osiłaś o zmianę mist'za ani o wytłumaczenie ci mate'iału z t'eningu p'zez jakiegoś innego kota, tylko postanowiłaś sobie po p'ostu... PÓJŚĆ, zostawiając całą swoją 'odzinę i Klan? - powiedziała, a jej głowa zaczęła wybuchać od nadmiaru bzdur. Chyba nabawiła się migreny. - I te'az nagle mówisz, ze sobie nie 'adzisz, OCZYWIŚCIE, ze sobie nie 'adzisz, sko'o nie 'adziłaś sobie na t'eningu to poza Klanem TYM BA'DZIEJ nie będziesz sobie 'adzić, zycie poza Klanem jest duzo cięzsze od zycia w Klanie. I ty... dałaś sobie pod'zucić kocięta? - Parsknęła. Nie wiedziała, czy to było to, co Ostrężyna faktycznie miała na myśli, ale tak to brzmiało. Znalazła rodzącą kotkę, pomogła jej, pewnie samotniczce, a potem ta zapadła sie pod ziemię zostawiając jej ciężar w postaci dwóch małych kulek na głowie. - Z tego wszystkiego wynika jedna 'zecz i jest to to, ze jesteś sk'ajnie bezuzyteczna. Niby dlaczego mam cię p'zyjmować z pow'otem do Klanu 'zeki? Po co mi taki kot jak ty? I czy ty właśnie p'óbowałaś mnie wziąć na litość p'zez to, ze p'zyszłaś z dwoma szczylami? "Czy mogę w'ócić do Klanu 'zeki?" nie zadne "Cze'wona Gwiazdo, czy w Klanie 'zeki nie znajdzie się miejsce dla tych kociąt, bo ich matka zaginęła a ja nie jestem w stanie zapewnić im jedzenia i bezpieczeństwa?". Nie, ty w pie'wszej kolejności pytasz tylko o siebie, kiedy to bezpieczeństwo tych kociąt powinno i dla mnie i dla ciebie być sp'awą p'io'ytetową! - niemalże wykrzyknęła, robiąc krok w stronę Ostrężynowej Łapy i nie słuchając za bardzo słów jednego z kociąt. Teraz ich zdanie i tak nie miało większego znaczenia, bo przywódczyni zdawała sobie sprawę z tego, że oba będą stać w obronie Ostrężyny. Ale w tej chwili liczyły się tylko słowa samotniczki i decyzja Czerwonej Gwiazdy, która wpatrywała się ognistym wzrokiem w byłą terminatorkę. I naprawdę nie mogła się nadziwić stercie bzdur które ta naopowiadała. Skoro chciała wrócić do Rzeki to przynajmniej mogła wymyślić jakiś bardziej przekonujący kit.
Co teraz zrobisz, Ostrężyno?
★
Gdyemocjejuż opadną Jak po wielkiej bitwiekurz
Gdy nie można mocą żadną Wykrzyczanychcofnąć słów
Czy w milczeniubiałych, haniebnychflag Zejść z barykady
Czy podobnym być doskały Posypując soląból Jak posąg pychysamotnie stać
Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść ┍━━━━━━━━━━━━━━━┑ N IE PO KO NA N Y M ┕━━━━━━━━━━━━━━━┙
Wśród tandetylśniąc jak diament Być zagadką której nikt Niezdążyzgadnąć nim minie czas
Jest starsza. Grubsza, z burym futerkiem z rozmazaną plamą na plecach, pręgami, które im wyżej się pięły, tym były mniej widoczne oraz pręgami na pysku oraz ogonie w kolorze bliskim czerni. Pręgi na czole kotki układają się w literkę "M" oraz wyżej twoją pasy. Pomiędzy oczami oprócz wcześniej wymienionych pręg znajdują się także po trzy dłuższe pasy, jedne usadowione najwyżej dotykają dolnych powiek, zaś tamte dwie pną się aby złapać się nosa, jednak bez powodzenia. Uszy dość trójkątne, ogon długi i puszysty. Dodatkowo na pysku znajduje się jaśniejsza plama. Jej oczy są szaro-niebieskie, chociaż o wyraźniejszej barwie niż te kocięce. Nos, małżowina uszna oraz jej poduszki łap są w kolorze różowo-szarym. Chód kotki trochę się ustabilizował, jednak nadal trochę zbyt łagodnie chodzi. Ciągle źle na nich stawała, przez co mogą sprawiać wrażenie, jakby były trochę wykręcone.
Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że ukazało się że jej się nie da nic nauczyć. Coś może jej wyparować z głowy do końca dnia, jak czasem mogło się zdarzyć po treningach z Ciemniejącym Niebem. Bujająca w obłokach, choć coraz to mniej, miła, rozważna, jednak trudno jej się skupić i kogoś wysłuchać, przyjacielska, optymistka. Pełna wyobraźni oraz dziecinności, która często się zdarza, że staje ponad jej rozwagą. Teraz jednak jest samotna... i zatraca w sobie tą dziecinność. Ale może jeszcze kogoś tu spotka.
Cóż… A czego Czerwona Gwiazda mogła się spodziewać po tak beznadziejnym stworzeniu, jakim była Ostrężyna. Sama wcześniej przyznała sobie, że niestety jest prawdopodobnie największym niewypałem w Klanie Rzeki, o ile nie w całym lesie. Nigdy się nie starała, nie umiała. A potem zwiała jak wypłosz. W tym momencie już nawet nie wiedziała dlaczego.
- N-niezupełnie… - zaczęła, ale szybko przerwała. Nie chciała przerywać Czerwonej Gwieździe.. Bo jeszcze by ją zabiła na miejscu. Tak więc… słuchała. I była świadoma tego, jak głupio się zachowała. Choć z tyłu głowy, jakby część jej siostry mówiła jej trochę przesadza. Ale to była prawda.
Im dłużej słuchała nowej przywódczyni Klanu Rzeki, tym więcej łez napływało do jej oczu. Dlaczego tak szorstka kocica stała teraz na czele Klanu Rzeki? Cóż, chyba się dowiedziała, dlaczego Perłowa Muszla urodziła kocięta w drodze do Topiołków. Pewnie dostała podobny rozwód od Czerwonej Gwiazdy. Gdy skończyła, była bliska ucieczki. Jednak bezpieczeństwo Żądełka i Żywicy było ważniejsze. Oraz ciągnęło ją do spotkania ze swoją rodziną, o której popielata wspomniała, ale to było dopiero na dalszym planie. Jednak ta musiała to przekręcić. Ostrężyna po prostu źle czasem coś powie i od razu staje się zła w oczach wszystkich. A teraz w oczach przywódczyni jej rodzinnego klanu.
Wzięła serię krótkich wdechów, próbując się uspokoić. Gdy było już dobrze, otworzyła pysk, jednak z jej ust nie wydobyło się na razie żadne słowo. Dopiero po chwili.
- Nie… Z-znaczy tak… Ale nie miałam na myśli pójścia na stałe… chciałam chwilę pobyć s-sama… - zaczęła, jednak przerwała. Czy to ma sens? Pewnie nie, ale warto spróbować. Dla dobra kociaków. - Czuam się bezżyteczna, nie wpdłam w tmm stanie na omysł spytania się kogoklwiek o cokowiek. Chcłam tylko npare dni…. ale się zgbiłam… A czy mślisz… że ja wiedziłam? Nie. - zatrzymała się na chwilę. Mówiła tak szybko, że ponownie, jak za kocięcych lat, nie umiała złapać powietrza między wyrazami i przez to zjadała litery. - Byłam bezużyteczna. Tak. Ale… ja rozmiem swój błąd… Nie prbuje tego zrbić. Po prostu teraz znalzłam drogę powrtną...
Błagam cię, Czerwna Gwiazdo… czy w Klanie Rzeki jest miejsce… dla... nich… proszę… - nie skończyła, gdyż potok łez napłynął do jej ust, przez co się zachłysnęła. Odkaszlała, nie chciała jednak kończyć zdania. Bo to chyba się już nie liczy.
<table><td></td>
<td><p align="center">I leftthe...,countryforthe.,..c i t y thought IwassmartbutIwassilly I should'veknownI'd getintroublebeingso green I've..lived..my..life..and..I'm..only,..eighteen</p></td></table>
Nabita, krępa, bardzo brzydka kocica o czarnej, szylkretowej sierści z bielą i wyłupiastych, pomarańczowych oczach.
Cicha, ponura, zamknięta w sobie kotka, której jedyną radością jest doskonalenie siebie i gapienie się na innych z ukrycia.
Dzwonek, Szuwar, Sianko, Niebo (nieaktywni)
Pani Czerwona Gwiazda... Bardzo się zdenerwowała. Była bardzo głośna, co przeraziło Żywice. Nic dziwnego. Każde kolejne słowo ciemnoszarej przestawało w uszach małej szylkretki przestawało właściwie brzmieć jak słowo, a bardziej jest okrzyk wściekłości. Nie dość, że sama zaczęła bać się niezmiernie kocicy, to od samej Ostrężyny zaczął bić strach, co tylko spotęgowało przerażenie Żywicy.
Przez ten cały czas płaska mordka była poza rozmową. Nie mogła nic wnieść, nic sensownego dodać, nic. Czuła się z tym źle. Cały optymizm wyparował z koteczki jak spłoszony krokami drapieżnika wróbelek. Już nie chciała do Klanu Rzeki. Chciała znaleźć się przy boku swojej kochanej mamusi. Chciała znów poprzytulać się do jej nóg, poprzeszkadzać jej przy kąpieli. Mamy tutaj jednak nie było. Nie wiadomo gdzie jest... Gdyby akurat nie miała ochoty sobie znikać, by szukać Żurawiny... To Ostrężyna nie musiałaby tutaj jej wraz z Żądełkiem przynosić. Nie musiałyby narażać się na złość tej bardzo wściekłej i niemiłej Czerwonej Gwiazdy.
Ostrężyna zaczęła płakać, niebieska szylkretka również się rozkleiła. To było dla niej zdecydowanie za dużo. Schowała pyszczek pod swoimi łapkami. Nie! Ona nie chce dłużej tu być, najlepiej by było zniknąć.
Kocica trochę ponad średni wzrost, umięśniona, ale sucha i raczej szczupła, trochę "kanciasta". Ma trójkątną głowę z wystającymi kośćmi policzkowymi i garbatym nosem. Jej oczy są skośne i ogniście pomarańczowe, ogon długi i cienki a pazury u przednich łap zawsze wysunięte. Jej futro jest krótkie, gęste i brudne oraz rozczochrane w kolorze popielatym, szaro-niebieskim. Jest cała pokryta drobnymi bliznami, a z tych większych ma jedną przecinającą jej nos, jedną rozrywającą jej lewe ucho, jedną wielką na grzbiecie po walce z borsukiem i dwie duże na szyi po walce z lisem. Kocica wyraźnie siwieje na pysku oraz innych częściach ciała.
Niecierpliwa, brak jej empatii, pewna siebie, łatwo się irytuje, wymaga bezwzględnego posłuchu, prostolinijna, troszczy się o swoją rodzinę i Klan, obowiązkowa, pracowita i lojalna ponad życie, bardzo nastawiona na Klan. Stara się być sprawiedliwa. Bardzo dużo mówi i ogólnie uwielbia gadać, bywa oschła, nie wie co to uczucie strachu. Ma poczucie wyższości nad pozostałymi Klanami, czasem wybucha gniewem i ma skłonności do agresji słownej (fizycznej względem kotów spoza jej Klanu). Jest godnym zaufania towarzyszem i dobrze jest mieć ją po swojej stronie, ale łatwo zmienia swoje zdanie na temat innych kotów. Jest decyzyjna i szybko myśli jeśli chodzi o Klan, bardzo nierozgarnięta w kwestiach emocjonalnych i uczuciowych. Jako przywódczyni wzoruje się na swoim bracie, Świetlikowej Gwieździe.
Ostrężynowa Łapa była wyjątkowo beznadziejna w tłumaczeniu rzeczy. Zupełnie nie rozumiała w jaki sposób rozmawiać z Czerwoną Gwiazdą oraz w jaki sposób manipulować swoją własną wypowiedzią aby uzyskać pożądany cel, co teraz wychodziło na światło dzienne w postaci rozeźlonej przywódczyni Klanu Rzeki. Jej biczowaty ogon majtał agresywnie na boki, gdy ta wpatrywała się w byłą terminatorkę słuchając jej bzdurnych słów.
Była terminatorką i była głupia. To nie pierwszy taki kot w Klanie Rzeki i pewnie też nie ostatni, ale w pierwszej kolejności Czerwona Gwiazda musiała skupić się na kociętach, którymi Ostrężyna próbowała ją zaszantażować by została z powrotem przyjęta do Klanu. Jeśli wywali ich wszystkich na zbity pysk, była duża szansa, że kocięta nie przeżyją pod opieką tylko córki Ciemniejącego Nieba. Jeśli przyjmie ich wszystkich, to będzie musiała uporać się ze skretyniałą Ostrężyną oraz znieść jej reakcję na śmierć ojca i zaginięcie siostry. - Jesteś głupia - wycedziła popielata kocica, mrużąc ślepia i spoglądają pobłażliwie na stojącą przed nią kotkę - Nie masz nic do zaoferowania Klanowi 'zeki. We wszystkim, co opowiedziałaś, nie było zadnej twojej dob'ej decyzji. Wszystkie, któ'e podjęłaś, były złe. Decyzję w sp'awie ciebie podejmę za chwilę, w pie'wszej kolejności sp'awa kociąt. Kocięta powinny być p'zy swojej matce. Wiesz, jak się nazywała ich matka? Jak wyglądała? Albo chociaz w jakich okolicznościach zniknęła? - Zapytała byłą terminatorkę już spokojniejszym tonem. Mogłaby zająć się kociętami przez najbliższe kilka dni oraz oddelegować kogoś by znalazł ich matkę. Mogło być dużo różnych wytłumaczeń jej braku - mogła umrzeć, mogła być ranna i potrzebująca pomocy, mogła zostać złapana przez dwunogów, mogła się zgubić jeśli nie była miejscowym samotnikiem, mogła też po prostu porzucić swoje kocięta i ratować siebie gdy zobaczyła, że znalazła się jakaś naiwniaczka której była w stanie podrzucić szczyle.
Nie zamierzała dopuścić do tego, by Ostrężynowa Łapa zabiła te kociaki swoją własną głupotą i bezradnością w radzeniu sobie samemu w lesie. Zostawienie tych kociąt na pewną śmierć byłoby sprzeczne z Kodeksem Wojownika, ale z drugiej strony już raz się na czymś takim przejechali... wtedy, gdy pozwolili Mlecznemu Kłowi wziąć do Klanu Tonące Słońce i jego brata. Od tamtej pory Czerwona Gwiazda nie wierzyła w żadną samotniczą i pieszczoszkową krew. Liczyła się krew wojownika w żyłach. Koty spoza Klanu z reguły nie były w stanie pojąć jego struktury i jego hierarchii, nie dawały od siebie bezwzględnej lojalności której to Czerwia wymagała. Nie chciała powtórki z rozrywki. Nie chciała znowu takich kotów, jakim był Tonące Słońce. Położyła po sobie uszy, czekając na odpowiedź Ostrężyny.
★
Gdyemocjejuż opadną Jak po wielkiej bitwiekurz
Gdy nie można mocą żadną Wykrzyczanychcofnąć słów
Czy w milczeniubiałych, haniebnychflag Zejść z barykady
Czy podobnym być doskały Posypując soląból Jak posąg pychysamotnie stać
Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść ┍━━━━━━━━━━━━━━━┑ N IE PO KO NA N Y M ┕━━━━━━━━━━━━━━━┙
Wśród tandetylśniąc jak diament Być zagadką której nikt Niezdążyzgadnąć nim minie czas
Jest starsza. Grubsza, z burym futerkiem z rozmazaną plamą na plecach, pręgami, które im wyżej się pięły, tym były mniej widoczne oraz pręgami na pysku oraz ogonie w kolorze bliskim czerni. Pręgi na czole kotki układają się w literkę "M" oraz wyżej twoją pasy. Pomiędzy oczami oprócz wcześniej wymienionych pręg znajdują się także po trzy dłuższe pasy, jedne usadowione najwyżej dotykają dolnych powiek, zaś tamte dwie pną się aby złapać się nosa, jednak bez powodzenia. Uszy dość trójkątne, ogon długi i puszysty. Dodatkowo na pysku znajduje się jaśniejsza plama. Jej oczy są szaro-niebieskie, chociaż o wyraźniejszej barwie niż te kocięce. Nos, małżowina uszna oraz jej poduszki łap są w kolorze różowo-szarym. Chód kotki trochę się ustabilizował, jednak nadal trochę zbyt łagodnie chodzi. Ciągle źle na nich stawała, przez co mogą sprawiać wrażenie, jakby były trochę wykręcone.
Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że ukazało się że jej się nie da nic nauczyć. Coś może jej wyparować z głowy do końca dnia, jak czasem mogło się zdarzyć po treningach z Ciemniejącym Niebem. Bujająca w obłokach, choć coraz to mniej, miła, rozważna, jednak trudno jej się skupić i kogoś wysłuchać, przyjacielska, optymistka. Pełna wyobraźni oraz dziecinności, która często się zdarza, że staje ponad jej rozwagą. Teraz jednak jest samotna... i zatraca w sobie tą dziecinność. Ale może jeszcze kogoś tu spotka.
A jaka mogłaby być. Nigdy nie potrzebowała się tłumaczyć, no i nie była kłamcą, nie okłamałaby nikogo, nawet jeśli z tego powodu stało się coś bardzo złego dla niej lub kociąt. Nie uczyła się mówić składnie, używać słów dla niej bardziej korzystnych czy innych rzeczy tego typu.
Zaszantażować? W takim razie trochę się źle zrozumiały. Ostrężyna chciała powrócić do Klanu Rzeki, po drodze jednak napotkała matkę, kotkę rodzącą kocięta. Pomogła, po czym gdy ta zniknęła, postanowiła pomóc kociętom i samej sobie i powrócić do domu. Zgubiła się, a potem szukała. I zaraz się okaże, że kocięta zemrą z głodu z powodu nowej przywódczyni. Jeśli nie będzie chciała przyjąć kociąt i ich mamy dwa, ma jeszcze przed sobą trzy inne klany i trzy inne gwiazdy. Pewnie, Czerwia słuchała się kodeksu wojownika, ale nie mówił o głupich kotach, które nie były kociętami. Nie musiała jej przyjmować do Klanu. A teraz było za późno. Klamka prawdopodobnie zapadła. Teraz już mogła czekać na osąd.
- Wiem. Ale byłm. N-nauzyłam się na sswoich błędch. I mmam. Umiem troch polwać... - chciała wrócić do Klanu i zarazem wziąć ze sobą kocięta, ale nie czuła, że to może wypalić. Popielata uważała, że na nic się nie zda. Że jest bezużyteczna. - P-pera się nazywłała. Zniknła po tym jak w nocy zniknła Żurwina. Szare krótke futro i niebskie oczy. Znikneła parenaśnie kśżycy temu. Oznajmiłam paru kotom o niej, że jakby ją spotkały, to by wiedziała, gdzie jesteśmy. - opisała więc Perłę, dawną wojowniczką Klanu Rzeki oraz to, kiedy zniknęła i czy coś z tym faktem zrobiła.. Nie była kłamcą, nie zmyślała. Ich matką była dawna Rzeczniaczka.
Powodem było zniknięcie jej córki. Tak przynajmniej przypuszczała córka Ciemniejącego Nieba. Nie było chyba innego powodu. Znała szarą jeszcze przed opuszczeniem Klanu Rzeki, nie zostawiłaby ich. Wiedziała o tym, że nie wykarmiłaby ich. Dlatego ona zostawała w norze, w czasie gdy Perła dla nich polowała. Coś za coś.
A Tonące Słońce nie był taki zły, jak to w Rzece opisywali. To był naprawdę fajny kocur, był miły gdy go spotkała. Nie rozumiała powodu jego wyrzucenia. Tak jak teraz całej litanii Czerwonej Gwiazdy i jej odmowy. Ona sama też sobie nie poradzi. Więc… albo powróci, albo… pewnie Żywica i Żądełko spotkają jej martwe ciało przy granicy bądź nawet na niej.
<table><td></td>
<td><p align="center">I leftthe...,countryforthe.,..c i t y thought IwassmartbutIwassilly I should'veknownI'd getintroublebeingso green I've..lived..my..life..and..I'm..only,..eighteen</p></td></table>
Kocica trochę ponad średni wzrost, umięśniona, ale sucha i raczej szczupła, trochę "kanciasta". Ma trójkątną głowę z wystającymi kośćmi policzkowymi i garbatym nosem. Jej oczy są skośne i ogniście pomarańczowe, ogon długi i cienki a pazury u przednich łap zawsze wysunięte. Jej futro jest krótkie, gęste i brudne oraz rozczochrane w kolorze popielatym, szaro-niebieskim. Jest cała pokryta drobnymi bliznami, a z tych większych ma jedną przecinającą jej nos, jedną rozrywającą jej lewe ucho, jedną wielką na grzbiecie po walce z borsukiem i dwie duże na szyi po walce z lisem. Kocica wyraźnie siwieje na pysku oraz innych częściach ciała.
Niecierpliwa, brak jej empatii, pewna siebie, łatwo się irytuje, wymaga bezwzględnego posłuchu, prostolinijna, troszczy się o swoją rodzinę i Klan, obowiązkowa, pracowita i lojalna ponad życie, bardzo nastawiona na Klan. Stara się być sprawiedliwa. Bardzo dużo mówi i ogólnie uwielbia gadać, bywa oschła, nie wie co to uczucie strachu. Ma poczucie wyższości nad pozostałymi Klanami, czasem wybucha gniewem i ma skłonności do agresji słownej (fizycznej względem kotów spoza jej Klanu). Jest godnym zaufania towarzyszem i dobrze jest mieć ją po swojej stronie, ale łatwo zmienia swoje zdanie na temat innych kotów. Jest decyzyjna i szybko myśli jeśli chodzi o Klan, bardzo nierozgarnięta w kwestiach emocjonalnych i uczuciowych. Jako przywódczyni wzoruje się na swoim bracie, Świetlikowej Gwieździe.
Patrzyła na Ostrężynową Łapę spod przymrużonych oczu, starając sie za wszelką cenę zrozumieć jej bezkształtny bełkot, który wylewała z pyska. Raz po raz jej ogon majtał z jednej strony na drugą, ukazując irytację popielatej kocicy, a futro na jej grzbiecie dalej nieco stało. Pera? Co to w ogóle znaczy Pera? Czerwona Gwiazda za wszelką cenę próbowała uruchomić trybiki w jej mózgu, zmuszając do ruszenia się. Gdy Ostrężynowa Łapa opisała wygląd matki kociąt, wreszcie coś w Czerwii zaskoczyło a klapki wpadły na swoje miejsce. - Pe'ła? Powiedziałaś Pe'ła, tak? Chodzi ci o Pe'łową Muszlę? - upewniła się jeszcze, po czym gwałtownie zniżyła łeb przyglądając się przyniesionym przez terminatorkę kociakom. Nie miały koloru futra Perłowej Muszli, miały zaokrąglone główki a jedno z nich miało spłaszczony pysk jakby wrąbało nim w drzewo. Nie wyglądały jak Perła, ale jak Czerwia się głębiej zastanowiła i wsadziła pysk w jedno z nich, to miały podobny zapach do niebieskiej kotki. To trochę zmieniało postać rzeczy. Przywódczyni znów uniosła głowę. Kocięta nie były samotnikami, a były w połowie rzeczniakami. Nawet, jeśli Perłowa Muszla była skończoną, bezużyteczną idiotką, której Czerwia nie miała ochoty nawet widzieć na oczy, tak jej kocięta niczemu nie zawiniły. Nie one odpowiadały za błędy swojej matki. Tylko co stało się z Perłową Muszlą? Jaka by nie była, Czerwia nie posądzałaby jej o porzucenie swoich kociaków, a z wypowiedzi Ostrężynowej Łapy wynikało jedno wielkie nic. - To, czy "umiesz t'ochę polować" i czy nauczyłaś się na błędach to się p'zekonamy. - Wycedziła, marszcząc nos - Mozesz w'ócić do Klanu 'zeki, ale twoje imię od dzisiaj będzie b'zmiało Pusta Łapa a twoim t'eningiem zajmę się osobiście. Nie zamie'zam tole'ować jakiejkolwiek niesubo'dynacji, nie mozesz tez opuszczać te'ytorium Klanu 'zeki. Kocięta zaniesiemy do kocia'ni, gdzie zajmą się nimi matki, nie ty. A ja wyślę pat'ol by 'ozej'zał się po okolicy za Pe'łową Muszlą. Jeśli ją znajdą, to kociaki w'ócą do niej. Wszystko dota'ło? - zapytała chłodno upewniając się, że wszystkie decyzje, które zostały teraz podjęte, dotarły do jej pustego łba.
★
Gdyemocjejuż opadną Jak po wielkiej bitwiekurz
Gdy nie można mocą żadną Wykrzyczanychcofnąć słów
Czy w milczeniubiałych, haniebnychflag Zejść z barykady
Czy podobnym być doskały Posypując soląból Jak posąg pychysamotnie stać
Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść ┍━━━━━━━━━━━━━━━┑ N IE PO KO NA N Y M ┕━━━━━━━━━━━━━━━┙
Wśród tandetylśniąc jak diament Być zagadką której nikt Niezdążyzgadnąć nim minie czas
Jest starsza. Grubsza, z burym futerkiem z rozmazaną plamą na plecach, pręgami, które im wyżej się pięły, tym były mniej widoczne oraz pręgami na pysku oraz ogonie w kolorze bliskim czerni. Pręgi na czole kotki układają się w literkę "M" oraz wyżej twoją pasy. Pomiędzy oczami oprócz wcześniej wymienionych pręg znajdują się także po trzy dłuższe pasy, jedne usadowione najwyżej dotykają dolnych powiek, zaś tamte dwie pną się aby złapać się nosa, jednak bez powodzenia. Uszy dość trójkątne, ogon długi i puszysty. Dodatkowo na pysku znajduje się jaśniejsza plama. Jej oczy są szaro-niebieskie, chociaż o wyraźniejszej barwie niż te kocięce. Nos, małżowina uszna oraz jej poduszki łap są w kolorze różowo-szarym. Chód kotki trochę się ustabilizował, jednak nadal trochę zbyt łagodnie chodzi. Ciągle źle na nich stawała, przez co mogą sprawiać wrażenie, jakby były trochę wykręcone.
Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że ukazało się że jej się nie da nic nauczyć. Coś może jej wyparować z głowy do końca dnia, jak czasem mogło się zdarzyć po treningach z Ciemniejącym Niebem. Bujająca w obłokach, choć coraz to mniej, miła, rozważna, jednak trudno jej się skupić i kogoś wysłuchać, przyjacielska, optymistka. Pełna wyobraźni oraz dziecinności, która często się zdarza, że staje ponad jej rozwagą. Teraz jednak jest samotna... i zatraca w sobie tą dziecinność. Ale może jeszcze kogoś tu spotka.
Ostrężyna bała się, że wzmianka o Perłowej Muszli jeszcze bardziej wykreśli trzy kotki. W końcu jeszcze jakiś czas temu sama się pytała o powrót do Klanu Rzeki. Nie pamiętała, czy dawna wojowniczka była w Klanie lubiana i z jakiego powodu nie dostała się do Klanu.
T-tak. - odpowiedziała, kiwając szybko parę razy głową. To o nią chodziło. Przestraszyła się, gdy Czerwona Gwiazda spojrzała na kocięta. Widziała w nich Perłę? A może to nawet dobrze? Cóż, nie jej oceniać, tylko przywódczyni. A co miało wynikać? Powiedziała, tyle ile wiedziała. Że pierw zniknęła siostra Żywicy i Żądełka, a potem ona. Tyle.
Dziękuję… Czerwona Gwiazdo. Nie będę. Do-dobrze. - nie obchodziło ją, jakie teraz imię dostała, nadal mogła być Ostrężyną. Pusta Łapa nie brzmiało jak najlepsze imię, ale musiała się przyzwyczaić. No i może prosić, by się do niej tak nie zwracać. Bardziej się zdziwiła, że to przywódczyni będzie prowadzić jej trening. To dobrze czy źle? Ale cóż, już wiedziała, że nie będzie to najluźniejszy trening. Cieszyła się, że wszystkie trzy kotki mogły być w Klanie Rzeki. Spojrzała, pierwsze na Żądełko, następnie na Żywicę. Czy się też się cieszyły? Miała nadzieję. Były jeszcze za młode, aby wiedzieć, jak to jest. No i nie opowiadała im bardzo dużo, będą musiały poznać nowe życie. I ona je sobie przypomnieć.
<table><td></td>
<td><p align="center">I leftthe...,countryforthe.,..c i t y thought IwassmartbutIwassilly I should'veknownI'd getintroublebeingso green I've..lived..my..life..and..I'm..only,..eighteen</p></td></table>
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Od kiedy Czerwona Gwiazda wkroczyła do akcji, Wysoka odsunęła się o parę kroków, witając się z przywódczynią skinięciem głowy, aby nie przerywać rozmowy, która nawiązała się z Ostrężyną i jej kociętami. Stała cicho, uważnie obserwując zarówno niebieską kocicę, jak i burą i jej dzieciaki, aby w razie czego móc zainterweniować, jeśli samotniczka zrobiłaby coś głupiego. Nie to, że nie wierzyła w siłę nowej Gwiazdy, jednak tak podpowiadała jej intuicja, ze lepiej wyjdzie, jak chociaż spróbuje zaatakować w razie czego, a nie będzie stać jak kołek. Na szczęście tak się nie stało, znajoma kocica wraz z potomstwem... Perłowej Muszli została przyjęta do klanu, a nazwana została Pustą Łapą. Cóż... Dryg do imion to córka Łabędziej Pieśni miała. Uśmiechnęła się delikatnie to burej, która była bardzo zestresowana całą tą sytuacją. I ruda podejrzewała, że w klanie nie będzie jej łatwiej, bo za mistrza miała właśnie przywódczynię, ale... Sama wybrała takie życie. Gdy nastał koniec rozmów, wojowniczka poczekała, aż nowa terminatorka i dwójka kociaków przejdzie przez granicę, aby ruszyć za nimi i zamknąć pochód, który skierował się w stronę obozu. Czas do domu, prawda?
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Ostatnia wyprawa po zioła nie poszła najlepiej, ale to nie miało znaczenia dla Księżycowego Pyłu. Potrzebowała jakiegoś zajęcia, a tego dnia jak na złość niewiele było do zrobienia, dlatego wyruszyła z obozu, kierując się ku Kretowisku. Widząc po drodze Ćmi Zmierzch zawołała ją do siebie. Ostatnie zbieranie medykamentów nie poszło im najlepiej, więc można było spróbować jeszcze raz, o bardziej sprzyjającej porze. Czarna kotka została wojowniczką, więc pomocnica medyka nie musiała już brać za nią odpowiedzialności, wychodząc z nią. Tak było lepiej, bo dzięki temu nie było potrzeby zawracać głowy innym kotom.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Księżyc poruszyła lekko niedużym uchem, słuchając stwierdzenia Ćmiego Zmierzchu. Nigdy nie postrzegała w ten sposób nadejścia wiosny; było w porządku tak długo jak jej sylwetka prezentowała się dobrze, to znaczy nie było w niej ani za dużo, ani o wiele za mało tłuszczu, choć preferowała trzymanie się niższej granicy. Ani myślała doprowadzić siebie do stanu, w którym była okrągła bardziej od kotki w zaawansowanej ciąży. Jej kształty były odrobinę kanciaste, ale mordkę, głowę oraz uszy miała zaokrąglone, co nadawało jej łagodniejszego wyglądu, pomimo neutralnego wyrazu twarzy. Nie wiedząc jakiej odpowiedzi udzielić Ćmie, wydała z siebie tylko cichy, bliżej nieokreślony pomruk.
Podróż w okolice kretowiska odbywała się bez żadnych dodatkowych przygód, z czego Księżycowy Pył była względnie zadowolona. Liczyła na to, że zbiory również okażą się być zadowalające. Zerknęła na swoją towarzyszkę, rozważając rzucenie jakiejś formułki co robić w razie niebezpieczeństwa, ale uświadomiła sobie szybko, że kotka była już wojownikiem i powinna wiedzieć jak się zachować w trakcie wypełniania obowiązków poza obozem. Pomocnica medyka powoli wypuściła powietrze przez nos.
- Jeśli znajdziesz jakąś roślinę, zawołaj mnie. Tutaj... mogą być inne od tych przy Błyszczących Głazach. Dużo rośnie zależnie od podłoża, środowiska - wyjaśniła pokrótce, zerkając na Ćmę.
Nie miała dziś ochoty na określanie czego konkretnie miała szukać wojowniczka, ponieważ i tak mogła wszystkiego nie zapamiętać, biorąc pod uwagę, że Kretowisko znajdowało się zaraz obok większego skupiska drzew. Równie dobrze mogła na bieżąco jej pokazywać co trzeba, jeśli ta była zainteresowana.
- Jeśli coś znajdę... wołać cię? - zapytała dla pewności, w razie gdyby Ćmi Zmierzch planowała tego dnia skupić się raczej na polowaniu niż szukaniu specyficznie wyglądających roślin.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Pomocnica medyka kiwnęła sztywno głową. Mimowolnie w jej głowie pojawiła się Szkarłatna Łapa, która również prosiła ją o naukę o ziołach, ale szybko się otrząsnęła z tych myśli. Ruda kotka chciała zostać uczniem i regularnie zdobywać wiedzę, niczym terminator medyka, co nie spodobało się Księżycowemu Pyłowi. Jeśli chciała próbować wygryźć ją z pozycji, powinna rozmawiać z Łososiową Łuską, a Księżyc wierzyła, że jej mentor nie zamierzał zmienić swojej decyzji odnośnie swojego aktualnego pomocnika. A już pomijając nawet ten fakt... ruda terminatorka była zwyczajnie zbyt młoda. Córka Ubłoconej Mordki nie chciała brać na siebie odpowiedzialności za kota, który nawet nie potrafił o siebie zadbać. Poza tym, ów kot nie traktował swojej własnej prośby dostatecznie poważnie, by postawić na swoim i znaleźć inną drogę. Albo po prostu zrozumiała, że nie było opcji, by została terminatorem medyka, a tylko tego chciała, bo tak też mogło być. Tak czy inaczej, pomocnica medyka nie lubiła tak lekceważącej postawy w stosunku do pracy, jaką wykonywała wraz ze swoim mistrzem.
Księżyc potrząsnęła lekko głową, oczyszczając ją z niepotrzebnych myśli. Przyszła tutaj zbierać zioła, a nie zastanawiać się nad tym, co zostało już wyjaśnione. Zakołysała lekko ogonem, przez chwilę patrząc w kierunku czarnej towarzyszki, a następnie ruszyła w swoją stronę. Stąpała cicho i bezszelestnie, używając wszystkich dostępnych zmysłów, by wyczuć potencjalnie zagrożenie, ale przede wszystkim skupiała się na wszelkich elementach otoczenia, które mogły się okazać znajomymi medykamentami. Zdecydowała się poruszać między drzewami obok Kretowiska, licząc na znalezienie występujących tu roślin.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Ćmi Zmierzch wytężyła zmysły i ruszyła na poszukiwanie medykamentów. Choć Pora Nowych Liści właśnie się rozpoczęła i roślin powinno pod dostatkiem, tak córka Czerwonej Gwiazdy nie była w stanie niczego zlokalizować. Może to kwestia braku doświadczenia, albo po prostu w tym miejscu nie nie rosło? Możliwe.
Tymczasem Księżycowy Pył, której to doświadczenia nie można odmówić, również nie była w stanie niczego znaleźć. Tylko jakieś kępki traw, drzewka niemające leczniczych właściwości, albo inne nieprzydatne w żaden sposób roślinki. No nic, trzeba szukać dalej.
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Nieprzydatne rzeczy Księżycowy Pył obdarzała tylko krótkim spojrzeniem, nie zwalniając kroku ani na moment. Wiedziała czego szukała, jej głowa była istną encyklopedią leczniczych roślin. Nie potrzebowała sprawdzać każdego pojedynczego kwiatka z bliska, by mieć pewność czy to nie był jeden z medykamentów. W końcu nie od dziś była pomocnikiem medyka. Szła dalej przed siebie, co jakiś czas zerkając w kierunku Ćmiego Zmierzchu, by mieć pewność, że kotka pozostawała w pobliżu. Jakaś jej część wciąż czuła się odpowiedzialna za młodsza kotkę, nawet jeśli ta była już wojownikiem od jakiegoś czasu. Stare przyzwyczajenia umierają powoli, szczególnie u Księżyc. Córka Ubłoconej Mordki westchnęła cicho, kontynuując poszukiwania ziół. Pozostawała także czujna, żeby nic jej nie mogło tak łatwo zaskoczyć.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Ćmi Zmierzch się nie poddawała i szła dalej, dzielnie szukając czegoś, co zasili składzik klanu Rzeki. Kłamstwem byłoby stwierdzenie, iż zajęło jej dużo czasu zlokalizowanie potencjalnie nadającej się rośliny. Czarna kotka dostrzegła szorstko owłosioną roślinę, która wydzielała dość charakterystyczny, acz przyjemny zapach.
Księżycowy Pył także miała więcej szczęścia. Wśród sterty niepotrzebnych roślin, dojrzała kwiatuszki o delikatnie owłosionej łodydze. Część z nich miała płatki różowe, a część białe. Dostęp do nich jednak nie był taki prosty - roiło się tam od os i innych pszczół, które mogły dość nieprzyjemnie użądlić Pomocniczkę Medyka, ale kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana, czyż nie?
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Stokrotki natychmiast przyciągnęły uwagę Księżycowego Pyłu, głównie dzięki swojemu dość wyróżniającemu się na tle zielonego otoczenia kolorowi. Zwróciła uwagę na osy i pszczoły, które kręciły się po okolicy. Nigdy dotąd nie była użądlona i nie chciała tego zmieniać, ale każdy medykament był na wagę złota, szczególnie gdy kocięta i terminatorzy coraz częściej obijali się nawzajem, marnując znajdujące się w składziku zioła. Poza tym, o ile dobrze pamiętała nie zostało im dużo liści stokrotki w składziku. Pomocnica medyka westchnęła cicho, po czym powoli zbliżyła się do najbliższego kwiatu, który nie był okupowany przez żadnego owada, by ostrożnie zerwać jego liście, nie naruszając reszty rośliny. Nie wykonywała gwałtownych ruchów i działała precyzyjnie. Starała się tak robić z każdą kolejną stokrotką, a jeśli w pobliżu akurat pojawiła się osa albo pszczoła, planowała wstrzymywać obrywanie medykamentów, by nie przeszkadzać drobnym stworzeniom.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.