Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
Może jednak lepiej by było poszukać myszy, bowiem każdy kolejny krok sprawiał, że… cóż, coraz mniej mógł znaleźć Mały Liść. Nagle jednak dobiegł do niego głos ze strony Grzmiącej Ścieżki:
– EJ, TY, CHCESZ SIĘ BIĆ? – spytał… kolejny pieszczoch, a przynajmniej na to wyglądało. Kocur ten był rudy, długowłosy, wręcz puchaty i jednocześnie masywnie zbudowany, przez to przypominający futrzasty kamień. Żwawym krokiem szedł w stronę wojownika.
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare
Kocur zdecydowanie przypomina Zakurza. Ma trójkątne, duże uszy, garbaty nos i długi, cienki ogon. Jednak jego czekoladowa sierść, choć równie jednolita jak u ojca, w wielu miejscach odstaje od ciała i jest matowa. Brak mu również gracji i elegancji, z którą poruszał się liliowy kocur. Odróżniają go też białe znaczenia, które nierównomiernie pokrywają jego mordkę, szyję, brzuch, łapy i spód złamanego przy końcówce ogona. Po obu stronach różowego nosa znajdują się splątane wąsy, zaś nad nim lekko skośne oczy o barwie złoto-zielonej. Znakiem rozpoznawczym łaciatego kocura są blizny, których w trakcie pobytu poza klanem nabył jeszcze więcej, a także wzrost. Jest jednym z najwyższych kotów w klanach.
Depresyjny, nerwowy i wycofany, ale w środku przejmujący się innymi kotami kocur.
Łaciaty kocur zamarł w miejscu, słysząc kolejny głos. Przez moment się wystraszył, że może to Rudzik przypomniał sobie o jego istnieniu, ale wystraszone spojrzenie dość szybko wychwyciło źródło dźwięku: rudy, masywny, długowłosy kot. Z całą pewnością nie członek Klanu Rzeki. Mały Liść jęknął cicho, kładąc uszy po sobie, a jego ogon zaczął plątać się nerwowo między piętami. Chciał tylko znaleźć jakieś ziółka dla Łososia, czy to takie trudne do zrozumienia? Od tych wrażeń i postawy nieznajomego wojownik miał wrażenie, że zaraz serce mu wysiądzie, tak szybko biło.
- C- co - mruknął przez zaciśnięte na liściastym pakunku zęby. - Nie - bąknął pospiesznie, wciąż stojąc bokiem do kocura.
Nie miał najmniejszej ochoty się bić z nieznajomym. Najchętniej by uciekł, ale nie chciał, by kocur wszedł głębiej na tereny Klanu Rzeki, więc nie wiedział za bardzo co zrobić. Nerwowo rozejrzał się na boki, mając nadzieję, że lada chwila pojawi się jakiś patrol.
x
x x
- ̗̀ ✿. ̖́- na zakrętachs m u t k uw biegutychwydarzeń jakmogliśmysiętak szybkopo prostuzestarzeć każdy t y l k ogorzkosamsiebiep r z e k l i n a zestarzałem siępo cichu.................................... ....................................trudno towytrzymaćjest
bijenamzaklęty dzwon w święconejwodzie...... ........palcebrudnychrąk bliżejpodszedł podnaszpróg zimnyod śmierciduch
niektórzyz nasżyciemjużzmęczeni jak staliśmyrazem............................. ..................................tak leżymypodzieleni jedni poszliw prawolub zostaliwmiejscu drudzycałkiemw lewoinni zaśs t a n ę l i
≡w przejściu≡
x
✿czasem tylkozerkamyza siebieu k r a d k i e m...................... ...................i to co nasbardzo boliżyje w nasnajbardziejwiem✿ xxx
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
– TCHÓRZ! – oznajmił rudy, parskając i podchodząc niebezpiecznie blisko. Był mniej więcej wzrostu wojownika, ale masy dodawało mu futro i… cóż, tłuszcz, którego niewątpliwie trochę miał. – Bij się ze mną! Zawsze chciałem się pobić z dzikusem, hehe! A co ty tam niesiesz, hę? Żarcie? – wypluwał z siebie kolejne słowa kocur, za nic mając nerwowe, spłoszone wręcz zachowanie Małego Liścia.
Kocur zdecydowanie przypomina Zakurza. Ma trójkątne, duże uszy, garbaty nos i długi, cienki ogon. Jednak jego czekoladowa sierść, choć równie jednolita jak u ojca, w wielu miejscach odstaje od ciała i jest matowa. Brak mu również gracji i elegancji, z którą poruszał się liliowy kocur. Odróżniają go też białe znaczenia, które nierównomiernie pokrywają jego mordkę, szyję, brzuch, łapy i spód złamanego przy końcówce ogona. Po obu stronach różowego nosa znajdują się splątane wąsy, zaś nad nim lekko skośne oczy o barwie złoto-zielonej. Znakiem rozpoznawczym łaciatego kocura są blizny, których w trakcie pobytu poza klanem nabył jeszcze więcej, a także wzrost. Jest jednym z najwyższych kotów w klanach.
Depresyjny, nerwowy i wycofany, ale w środku przejmujący się innymi kotami kocur.
Mały Liść odsunął się automatycznie od kocura, starając się jednak przejść tak, by znaleźć się nieco bliżej granicy z ziemiami niczyimi. Czuł, że serce mu zaraz wypadnie z klatki piersiowej. Nie lubił się bić z innymi kotami, w ogóle nie przepadał za używaniem przemocy. Nie miał na to wszystko winy. Zacisnął mocniej zęby na liściu, który trzymał medykamenty, nie reagując na zaczepkę słowną. Położył duże uszy po sobie i podkulił lekko ogon.
- Nie - odparł przez zaciśnięte zęby na pytanie kocura.
Nie wiedział zupełnie jak zareagować. Do jakiejś części jego umysłu z oporem docierało co się właściwie dzieje. Z trudem powstrzymywał panikę, jednak poczucie obowiązku gniotło go jak kamień i nie pozwalało tak po prostu ruszyć pędem, byle znaleźć się jak najdalej w jak najszybszym tempie od obcego. Nie był w stanie ocenić jak silny był kocur, ale wyglądał dość przerażająco, i był może tylko nieznacznie niższy od niego. Łaciaty wojownik starał oddychać się miarowo, ale miał wrażenie, że jego płuca nie przyjmowały odpowiedniej ilości powietrze. Zawahał się, po czym ruszył w kierunku ziem niczyich, zerkając nerwowo na rudego. Jeśli ten zamierzał za nim podążać, ruszyłby na tyle szybko, by kocur go nie doścignął, ale zarazem na tyle wolno, żeby go nie zniechęcić do pogoni. Miał wrażenie, że lada chwila łapy się pod nim załamią i nie był pewien, czy był w ogóle w stanie biec, ale prędzej odgryzłby sobie ogon niż pozwolił obcemu chodzić po Rzecznych ziemiach i terroryzować inne koty. Sumienie nie pozwoliłoby mu spać jeszcze bardziej aktualnie same senne koszmary i lęki.
x
x x
- ̗̀ ✿. ̖́- na zakrętachs m u t k uw biegutychwydarzeń jakmogliśmysiętak szybkopo prostuzestarzeć każdy t y l k ogorzkosamsiebiep r z e k l i n a zestarzałem siępo cichu.................................... ....................................trudno towytrzymaćjest
bijenamzaklęty dzwon w święconejwodzie...... ........palcebrudnychrąk bliżejpodszedł podnaszpróg zimnyod śmierciduch
niektórzyz nasżyciemjużzmęczeni jak staliśmyrazem............................. ..................................tak leżymypodzieleni jedni poszliw prawolub zostaliwmiejscu drudzycałkiemw lewoinni zaśs t a n ę l i
≡w przejściu≡
x
✿czasem tylkozerkamyza siebieu k r a d k i e m...................... ...................i to co nasbardzo boliżyje w nasnajbardziejwiem✿ xxx
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Rudy nieznajomy napierał cały czas, stawiając kroki, aż znalazł się prawie pysk w pysk z Małym Liściem, najwyraźniej nie widząc lub po prostu nie zwracając uwagi na narastającą w wojowniku panikę. Patrzył na niego zadziornie, ale i z pewną ciekawością kryjącą się w okrągłych, zielonych ślepiach… na jego pysku błysnęła jednak niepewność, gdy brązowo-biały ruszył w stronę, z której rudy sam przyszedł.
– GDZIE IDZIESZ – fuknął gniewnie rudy i ruszył za kocurem, depcząc mu prawie po piętach. Nie kwapił się jednak do ataku, najwyraźniej, bo chociaż prawdopodobnie mógłby rzucić się na Małego Liścia już chwilę temu to wciąż tego nie robił.
Przeżute długą podróżą ciało porzuciło nadmiar tkanki tłuszczowej, pozostałej po ciąży i porodzie. Ostre, kanciaste kontury ciała ciasno otulają dobrze rozwinięte mięśnie, pracujące ostatnimi czasy ciężej, niż zazwyczaj. Jastrzębica stąpa twardo na niezwykle długich, skocznych łapach, utrzymując lepszą równowagę dzięki biczowatemu ogonowi. Ma szeroki kark, jak na kocicę, a także masywny łeb, który optycznie wyszczuplają długie, spiczaste uszy. Szorstkie, nieprzyjemne w dotyku futro jest jednolicie niebieskie, blaknąc jedynie na brzuchu, piersi, pysku i wewnętrznej stronie łap, gdzie przybiera pszenny odcień. Gdzieniegdzie, w szczególności na bokach i grzbiecie, widać ubytki w krótkiej sierści. (KP)
Pewna siebie i swoich racji, Jastrzębica jest uosobieniem upartości i gorliwości. Zawsze twardo stawia na swoim, nie daje sobie w kaszę dmuchać i przed byle kim karku nie ugina, chyba że zmuszona do tego zostanie po wypluciu ostatniego tchnienia. Burkliwa i często nieprzyjemna w obyciu; za najważniejsze i wzorcowe cechy u kotów uważa siłę, nieugiętość i przede wszystkim lojalność wobec klanu. Nie toleruje nieposłuszeństwa i wszelkie objawy słabości gotowa jest wytępić przy użyciu siły, jeśli słowa nie podołają. Jej kanciasty zad stwardniał, dosłownie i w przenośni. Pobyt na osiedlu umocnił w niej przekonanie, że w lesie i jego okolicach nie ma miejsca na użalanie się nad sobą i popełnianie błędów. (KP)
Na nieszczęście kotów - obydwu kotów, nie tylko pieszczocha - Czereśnia właśnie wracała z gromowej granicy, po kolejnym patrolu w tamtej okolicy. Musiała zapolować, lecz do jej nosa doleciał obrzydliwy smród domowego kota. Ustawiła się pod wiatr i szła bardzo ostrożnie, cicho, tak jakby właśnie podkradała się do zwierzyny. Wróg na naszej ziemi. Co on tu w ogóle robił?! Przeniosła ciężar ciała na tylne łapy i skradała się, używając roślinności jako osłony, dopóki nie zauważyła przed sobą obskurnego obrazu. Mały Liść. Przymrużyła oczy i warknęła gardłowo, kiedy to źrenice jej oczu zwęziły się groźnie. Jaki WOJOWNIK nie broni SWOJEGO TERENU przed takimi wypłoszami. Piekielny żart!
Bez ostrzeżenia wyskoczyła z krzaków, biegiem rzucając się w stronę rudego kocura który bardziej wyglądał na Klanowego kota, niż ta bobkofutra ciamajda, godna tylko i wyłącznie wypędzenia.
Miała zamiar skoczyć pieszczochowi na grzbiet, wysuwając uprzednio pazury, by przypadkiem się nie zsunąć lub nie spaść - zawsze może nimi zaprzeć się splątanej sierści - a jej celem było zatrzaśnięcie zębów a uchu kota, uchu które chciała rozszarpać w tym momencie na strzępy. Zdążyła posłać Małemu nienawistne spojrzenie.
Kocur zdecydowanie przypomina Zakurza. Ma trójkątne, duże uszy, garbaty nos i długi, cienki ogon. Jednak jego czekoladowa sierść, choć równie jednolita jak u ojca, w wielu miejscach odstaje od ciała i jest matowa. Brak mu również gracji i elegancji, z którą poruszał się liliowy kocur. Odróżniają go też białe znaczenia, które nierównomiernie pokrywają jego mordkę, szyję, brzuch, łapy i spód złamanego przy końcówce ogona. Po obu stronach różowego nosa znajdują się splątane wąsy, zaś nad nim lekko skośne oczy o barwie złoto-zielonej. Znakiem rozpoznawczym łaciatego kocura są blizny, których w trakcie pobytu poza klanem nabył jeszcze więcej, a także wzrost. Jest jednym z najwyższych kotów w klanach.
Depresyjny, nerwowy i wycofany, ale w środku przejmujący się innymi kotami kocur.
W spanikowanym umyśle łaciatego kocura ukształtował się plan, dzięki któremu mógłby bez żadnych problemów pozbyć się pieszczocha z ziem klanu. Bez walki, bez żadnych ran i tym podobnych. Nie miał najmniejszej ochoty bić się z nieznajomym, ale poczuł swego rodzaju ulgę, że nieznajomy ruszył za nim. Dzięki temu istniała szansa, że uda mu się go wyprowadzić z ziem Rzeki. Niestety, świat po raz kolejny pokazał, że zdecydowanie nie stał po stronie Małego Liścia, bo zaraz usłyszał gwałtowny szelest, na który się zjeżył i odwrócił głowę w kierunku jego źródła. Jakaś młoda kotka jak postrzelona skoczyła w kierunku rudego, atakując go. Zastygł na moment, jakby nie wierzył własnym oczom i temu, że coś takiego w ogóle mogło się wydarzyć. Odwrócił się, niemal potykając się o własne łapy. Jak miał w ogóle na to zareagować? Był równie zdezorientowany co przerażony.
- C- co ty robisz - zdążył tylko powiedzieć, dużo ciszej niż zamierzał, ledwie będąc w stanie zapanować nad własnym głosem.
Nie był w stanie pojąć bezmyślnego zachowania młodej Rzeczniaczki, która rzuciła się na wielkiego kota. Czemu nic nie mogło chociaż raz pójść po jego myśli? Chciał zapaść się pod ziemię, byle tylko nie być świadkiem tego co się działo. Nie wiedział czy powinien w tej chwili zaatakować, by pomóc niebieskawej kotce, czy... zrobić cokolwiek innego. Cokolwiek. Jego łapy nie pozwoliły mu jednak zrobić niczego, nie w tym momencie, kiedy mózg jeszcze nie zdążył wszystkiego dobrze przetworzyć. Nawet nie zauważył kiedy liść z ziołami wypadł z jego pyska.
x
x x
- ̗̀ ✿. ̖́- na zakrętachs m u t k uw biegutychwydarzeń jakmogliśmysiętak szybkopo prostuzestarzeć każdy t y l k ogorzkosamsiebiep r z e k l i n a zestarzałem siępo cichu.................................... ....................................trudno towytrzymaćjest
bijenamzaklęty dzwon w święconejwodzie...... ........palcebrudnychrąk bliżejpodszedł podnaszpróg zimnyod śmierciduch
niektórzyz nasżyciemjużzmęczeni jak staliśmyrazem............................. ..................................tak leżymypodzieleni jedni poszliw prawolub zostaliwmiejscu drudzycałkiemw lewoinni zaśs t a n ę l i
≡w przejściu≡
x
✿czasem tylkozerkamyza siebieu k r a d k i e m...................... ...................i to co nasbardzo boliżyje w nasnajbardziejwiem✿ xxx
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Atak Czereśni: krytyczny! (150%) Unik pieszczocha: nieudany (0%)
150%-0%=150%, ostatecznie atak Czereśni: krytyczny! (150%) → (10+8)-(13+4)=1 → 1x1.5=2
Rudy cały czas szedł za Małym Liściem, burcząc pod nosem i wściekle machając ogonem na boki, wciąż jednak nie atakował… a nawet jeśli miał taki zamiar, to po prostu nie zdążył, bowiem zaraz z krzaków wyskoczyła Czereśniowa Łapa. Pieszczoch na odgłos jej donośnych kroków aż zatrzymał się i obrócił w jej stronę, po to tylko, by podjąć beznadziejną próbę przesunięcia się w bok przed pędzącą na niego kocicą – ta nie wycelowała tak dobrze, jak sobie to wyobrażała, i tylko uderzyła łapami w grzbiet kota, zostawiając tam bardzo nieznaczne ślady po pazurach, które nawet nie zaczęły krwawić. Z zatrzaśnięcia szczęk na uchu zaś nic nie wyszło i kocica po prostu wylądowała tuż obok rudego kocura.
Przeżute długą podróżą ciało porzuciło nadmiar tkanki tłuszczowej, pozostałej po ciąży i porodzie. Ostre, kanciaste kontury ciała ciasno otulają dobrze rozwinięte mięśnie, pracujące ostatnimi czasy ciężej, niż zazwyczaj. Jastrzębica stąpa twardo na niezwykle długich, skocznych łapach, utrzymując lepszą równowagę dzięki biczowatemu ogonowi. Ma szeroki kark, jak na kocicę, a także masywny łeb, który optycznie wyszczuplają długie, spiczaste uszy. Szorstkie, nieprzyjemne w dotyku futro jest jednolicie niebieskie, blaknąc jedynie na brzuchu, piersi, pysku i wewnętrznej stronie łap, gdzie przybiera pszenny odcień. Gdzieniegdzie, w szczególności na bokach i grzbiecie, widać ubytki w krótkiej sierści. (KP)
Pewna siebie i swoich racji, Jastrzębica jest uosobieniem upartości i gorliwości. Zawsze twardo stawia na swoim, nie daje sobie w kaszę dmuchać i przed byle kim karku nie ugina, chyba że zmuszona do tego zostanie po wypluciu ostatniego tchnienia. Burkliwa i często nieprzyjemna w obyciu; za najważniejsze i wzorcowe cechy u kotów uważa siłę, nieugiętość i przede wszystkim lojalność wobec klanu. Nie toleruje nieposłuszeństwa i wszelkie objawy słabości gotowa jest wytępić przy użyciu siły, jeśli słowa nie podołają. Jej kanciasty zad stwardniał, dosłownie i w przenośni. Pobyt na osiedlu umocnił w niej przekonanie, że w lesie i jego okolicach nie ma miejsca na użalanie się nad sobą i popełnianie błędów. (KP)
Jej atak nie wyszedł tak, jak zaplanowała, lecz wcale się tym nie przejęła. W tym momencie nie tylko kierowała nią silna potrzeba dominacji i pozbycia się intruza, ale także wściekłość w jaką wepchnęło ją zachowanie Małego Liścia, który postanowił stać obok i przyglądać się na całe to zajście niczym ciele w malowane wrota. Najpierw przyprowadza za sobą kolegę na ich ziemie, a potem jeszcze postanawia wszcząć oficjalny pacyfistyczny bunt. Zdradziecki ruch. Szybkim ruchem zgarnęła drobinki leśnej ściółki - listki, piasek, grudki ziemi - by rzucić nimi w pysk przeciwnika. Nie było to ważne czy trafi i oślepi, czy po prostu zmusi go do defensywnego ruchu. Chciała kupić sobie czas, rozproszyć jego uwagę.
Wysunęła pazury i wyciągnęła przednie łapy do przodu, w stronę pyska rudego kocura, mając zamiar przeorać nimi jego piękne, okrągłe ślepia. Przeorać? Aby tylko. Chciała je po prostu wydrapać, wyłupić z wgłębień i oślepić bobka dwunogów na stare lata. Ciało trzymała nisko, tuż przy ziemi, na lekko ugiętych łapach, a ogon balansował w powietrzu, pomagając jej utrzymać równowagę. Wiedziała już, że brzucha się nie odsłania, tak jak i szyi, a każde potknięcie może zakończyć się źle.
Kocur zdecydowanie przypomina Zakurza. Ma trójkątne, duże uszy, garbaty nos i długi, cienki ogon. Jednak jego czekoladowa sierść, choć równie jednolita jak u ojca, w wielu miejscach odstaje od ciała i jest matowa. Brak mu również gracji i elegancji, z którą poruszał się liliowy kocur. Odróżniają go też białe znaczenia, które nierównomiernie pokrywają jego mordkę, szyję, brzuch, łapy i spód złamanego przy końcówce ogona. Po obu stronach różowego nosa znajdują się splątane wąsy, zaś nad nim lekko skośne oczy o barwie złoto-zielonej. Znakiem rozpoznawczym łaciatego kocura są blizny, których w trakcie pobytu poza klanem nabył jeszcze więcej, a także wzrost. Jest jednym z najwyższych kotów w klanach.
Depresyjny, nerwowy i wycofany, ale w środku przejmujący się innymi kotami kocur.
Mały Liść obserwował, jak dwubarwna kotka przelatuje nad pieszczochem, nawet go nie zadrapując, aż wreszcie wylądowała na ziemi. Z jednej strony miał wrażenie, że to wszystko stało się zbyt szybko, wręcz w mgnieniu oka, a z drugiej... sam nie był pewien. Jakby jego umysł postanowił jeszcze kilkukrotnie odtworzyć wydarzenie w jego głowie, żeby się upewnić, że faktycznie miało ono miejsce. Nim jednak zdążył zareagować, terminatorka najwyraźniej postanowiła kontynuować natarcie, wpierw sypiąc w stronę przeciwnika piaskiem. Drgnął, po czym wybił się gwałtownie w przód, wciskając się między młodą kotkę i pieszczocha. W swojej głowie wczepił się kłami i pazurami w plan, który chciał zrealizować, i który działał, dopóki nie pojawiła się Rzeczniaczka, choć nie zrobił tego celowo. Jego działanie było w tej chwili chaotyczne i nieprzemyślane, kierowane paniką. Nie chciał rozlewu krwi, a kocur był dużo większy od dwubarwnej córki Ciemniejącego Nieba, i choć był pieszczochem, Mały nie był kotem, który lekceważył przeciwnika. W jego głowie zdążyły się przewinąć wspomnienia z walki z samotnikiem, po której nosił blizny, i kolejnej walki, w trakcie której zginęła terminatorka i niemal umarła jego własna siostra. Walka nie była rozwiązaniem, szczególnie, że choć kocur wydawał się skory do bitki, nie atakował z miejsca jak opętany. To właśnie ten mętlik w głowie sprawił, że wcisnął się, najprawdopodobniej, pomiędzy młot a kowadło - nie chciał, by ktokolwiek musiał ginąć, czy też zostać ranny. Był zmęczony próbami szybkiego myślenia i wykazywania się refleksem, nie był w tym zbyt dobry, więc zrobił to, co nakazał mu zwykły impuls, nie myśląc jeszcze o konsekwencjach.
x
x x
- ̗̀ ✿. ̖́- na zakrętachs m u t k uw biegutychwydarzeń jakmogliśmysiętak szybkopo prostuzestarzeć każdy t y l k ogorzkosamsiebiep r z e k l i n a zestarzałem siępo cichu.................................... ....................................trudno towytrzymaćjest
bijenamzaklęty dzwon w święconejwodzie...... ........palcebrudnychrąk bliżejpodszedł podnaszpróg zimnyod śmierciduch
niektórzyz nasżyciemjużzmęczeni jak staliśmyrazem............................. ..................................tak leżymypodzieleni jedni poszliw prawolub zostaliwmiejscu drudzycałkiemw lewoinni zaśs t a n ę l i
≡w przejściu≡
x
✿czasem tylkozerkamyza siebieu k r a d k i e m...................... ...................i to co nasbardzo boliżyje w nasnajbardziejwiem✿ xxx
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Czereśnia – powodzenie sypnięcia piaskiem w oczy pieszczocha: 1k6, parzyste – udane: oślepienie pieszczocha na 2 kolejki (obniżenie celności o 2), nieparzyste – nieudane. Wypada 1 → nieudane.
Atak Czereśni: udany (100%) Atak pieszczocha: udany (100%)
Zadziało się tu… wiele. Zdecydowanie za wiele. Na sam początek Czereśnia cisnęła piaskiem zmieszanym z ziemią w pysk pieszczocha, ale nic to nie dało, bo ten trzymał pysk w górze i zwyczajnie ziemia nie doleciała do jego oczu. Następnie koty ruszyły w swoją stronę – Czereśnia z zamiarem przeorania pazurami po pysku rudego, pieszczoch zaś miał zamiar uderzyć przednimi łapami w jej bark, i już wydawać by się mogło, że się trafią, ale…
Czy Mały zdąży wejść pomiędzy Czereśnię i pieszczocha? Rzut 1k6, parzyste – udane, ataki przechodzi na Małego; nieparzyste – nieudane. Wypada 6 → udane. Atak Czereśni: udany (100%) → (13+8)-(8+16)=-3 Atak pieszczocha: udany (100%) → (13+9)-(7+16)=-1
Ale wtedy wpadł pomiędzy nich czekoladowo-biały wojownik, całkowicie wytrącając ich z rytmu, i koty co najwyżej lekko się zderzyły (-5 HP dla Czereśni i pieszczocha, 2x(-5)=-10 HP dla Małego), bowiem wojownik po prostu się między nie wsunął, nie robiąc sobie poważniejszej krzywdy. Pieszczoch nawet wyrżnął pyskiem w bark Małego Liścia, a Czereśnia po prostu uderzyła w jedną z jego przednich łap, przez co wojownik był tutaj najbardziej poszkodowany.
Kocur zdecydowanie przypomina Zakurza. Ma trójkątne, duże uszy, garbaty nos i długi, cienki ogon. Jednak jego czekoladowa sierść, choć równie jednolita jak u ojca, w wielu miejscach odstaje od ciała i jest matowa. Brak mu również gracji i elegancji, z którą poruszał się liliowy kocur. Odróżniają go też białe znaczenia, które nierównomiernie pokrywają jego mordkę, szyję, brzuch, łapy i spód złamanego przy końcówce ogona. Po obu stronach różowego nosa znajdują się splątane wąsy, zaś nad nim lekko skośne oczy o barwie złoto-zielonej. Znakiem rozpoznawczym łaciatego kocura są blizny, których w trakcie pobytu poza klanem nabył jeszcze więcej, a także wzrost. Jest jednym z najwyższych kotów w klanach.
Depresyjny, nerwowy i wycofany, ale w środku przejmujący się innymi kotami kocur.
Wojownik stęknął cicho, gdy koty się z nim zderzyły, ale w gruncie rzeczy nie stała mu się żadna wielka krzywda. Obicia co prawda zabolały, i w pierwszej chwili zaczął się obawiać, że ciosy mogły przerwać ciągłość skóry, ale szybko okazało się, że najwyżej pozostaną mu po wszystkim dwa siniaki. Mały zerknął nerwowo najpierw na kotkę, później na pieszczocha, bo właściwie sam nie wiedział czy dalej będą chcieli się bić, do czego nie chciał dopuścić. Wciąż miał w pamięci Mleczny Kieł rzucającą się bez żadnych hamulców na samotnika, który właściwie nie wyglądał na takiego szukającego zwady. Z tym, że wtedy był zaledwie niedoświadczonym terminatorem, a jego słowa nie dotarły do samotnika, który skupił się na walce z wojowniczką. Skończył z rozerwaną skórą na karku i zalewającymi go skonfliktowanymi uczuciami oraz wrażeniami. Teraz jednak był ze cztery razy starszy, a jego łapy od tego czasu się znacznie wydłużyły. I choć najchętniej uciekłby w pierwszy lepszy kąt i się tam schował... nie było takiej możliwości. Był obowiązkowym kotem, choć w swoim własnym zakresie, między innymi dlatego, pomimo braku sił, wciąż polował dla klanu i patrolował, gdy musiał to robić. A śmierci w swoim życiu naoglądał się tyle, że miał już dość, choć w głębi duszy wciąż czaiła się niepewność i strach, że tu może być powtórka z rozrywki, i kocur nie będzie chciał odpuścić. Nie chciał tego, bo wtedy byłby zmuszony coś zrobić.
- Jeśli... jeśli zgodzisz się pójść ze mną i nigdy więcej nie przekroczyć granicy Klanu Rzeki, to o- obiecuję się z tobą pobić. Poza granicami, za Grzmiącą, uh... drogą - powiedział szybko, kierując się do pieszczocha i mając nadzieję, że ten zamierzał go słuchać, przy okazji użył słowa, które mogło być bardziej znane pieszczochowi.
Jeśli w ten sposób mógł wyprowadzić nieznajomego z klanowych ziem, to nie miał wielkiego wyboru. Choć miał duże obawy, jakaś jego część wierzyła, że ów kocur nie był zupełnie bezmyślny, w końcu nie rzucił się na niego, choć miał okazję.
x
x x
- ̗̀ ✿. ̖́- na zakrętachs m u t k uw biegutychwydarzeń jakmogliśmysiętak szybkopo prostuzestarzeć każdy t y l k ogorzkosamsiebiep r z e k l i n a zestarzałem siępo cichu.................................... ....................................trudno towytrzymaćjest
bijenamzaklęty dzwon w święconejwodzie...... ........palcebrudnychrąk bliżejpodszedł podnaszpróg zimnyod śmierciduch
niektórzyz nasżyciemjużzmęczeni jak staliśmyrazem............................. ..................................tak leżymypodzieleni jedni poszliw prawolub zostaliwmiejscu drudzycałkiemw lewoinni zaśs t a n ę l i
≡w przejściu≡
x
✿czasem tylkozerkamyza siebieu k r a d k i e m...................... ...................i to co nasbardzo boliżyje w nasnajbardziejwiem✿ xxx
Przeżute długą podróżą ciało porzuciło nadmiar tkanki tłuszczowej, pozostałej po ciąży i porodzie. Ostre, kanciaste kontury ciała ciasno otulają dobrze rozwinięte mięśnie, pracujące ostatnimi czasy ciężej, niż zazwyczaj. Jastrzębica stąpa twardo na niezwykle długich, skocznych łapach, utrzymując lepszą równowagę dzięki biczowatemu ogonowi. Ma szeroki kark, jak na kocicę, a także masywny łeb, który optycznie wyszczuplają długie, spiczaste uszy. Szorstkie, nieprzyjemne w dotyku futro jest jednolicie niebieskie, blaknąc jedynie na brzuchu, piersi, pysku i wewnętrznej stronie łap, gdzie przybiera pszenny odcień. Gdzieniegdzie, w szczególności na bokach i grzbiecie, widać ubytki w krótkiej sierści. (KP)
Pewna siebie i swoich racji, Jastrzębica jest uosobieniem upartości i gorliwości. Zawsze twardo stawia na swoim, nie daje sobie w kaszę dmuchać i przed byle kim karku nie ugina, chyba że zmuszona do tego zostanie po wypluciu ostatniego tchnienia. Burkliwa i często nieprzyjemna w obyciu; za najważniejsze i wzorcowe cechy u kotów uważa siłę, nieugiętość i przede wszystkim lojalność wobec klanu. Nie toleruje nieposłuszeństwa i wszelkie objawy słabości gotowa jest wytępić przy użyciu siły, jeśli słowa nie podołają. Jej kanciasty zad stwardniał, dosłownie i w przenośni. Pobyt na osiedlu umocnił w niej przekonanie, że w lesie i jego okolicach nie ma miejsca na użalanie się nad sobą i popełnianie błędów. (KP)
Fuknęła donośnie, kiedy uderzyła ciałem o dygoczącego kocura, który postanowił CHRONIĆ pieszczocha! Kłapnęła zębami w kierunku jego łapy, a na jej kanciastej mordzie namalowały się głębokie cienie złości i oburzenia. - MYSI MÓŻDŻKU! - podniosła łapę i zamachnęła się w stronę pyska Małego Liścia, który powinien się teraz odsunąć, jeśli nie chce skończyć z piekącym bólem nosa. W tej chwili krew w jej uszach buzowała, a skóra mrowiła pod sierścią. Wściekłość to mało powiedziane. - Matka Cię z pszczołami spłodziła, że masz je w głowie?! Jakim prawem CHRONISZ INTRUZA i Jeszcze OBIECUJESZ MU SPARING - Jak skończony zdrajca, który w tym momencie powinien wylecieć na stałe na zbity pysk za granicę. Przymrużyła ślepia, zerkając na rudego kocura, szykując się w tej chwili do kolejnego ataku, jeśli tylko będzie jej dane. - Powinieneś był go przepędzić. Upuścić krwi. Dać nauczkę! Zabić! Tymczasem pozwalasz mu ZWIEDZAĆ NASZE TRRENY i jeszcze traktujesz go JAK GOŚCIA. ZGŁUPIAŁEŚ DO RESZTY? - zarzuciła ogonem na boki, unosząc łeb, by spojrzeć prosto w oczy syna Śliwkowej Gałązki. Wysoki jak dąb, a głupi jak robactwo na dnie mulistego jeziora. Zjeżyła grzbiet i przywarła do ziemi bardziej. - Myślisz, że Świetlik Ci podziękuje, jeśli nazajutrz ten wyliniały pchlarz przyprowadzi tu swoich kumpli? SKORO JAKIŚ IMBECYL POKAZAŁ MU, ŻE MOŻE? - Czekała na ruch samotnika, gotowa, by uskoczyć na bok, albo - jeśli będzie musiała - zasłonić się tym bobkofutrym glutkiem.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Atak Czereśni: udany (100%) → (11+8)-(13+16)=-10 Rzut 1k10 na reakcję samotnika: 1, 3 lub 7 – atak; 2, 5 lub 9 – ucieczka; 4, 6, 8 lub 10 – rozmowa. Wypada 2 → ucieczka.
Czereśniowa Łapa zamachnęła się przednią łapą w stronę pyska starszego kocura, ale jej łapa tylko świsnęła w powietrzu bardzo blisko jego nosa. W czasie gdy ta wygłaszała mowę moralizującą, rudy samotnik po prostu… rzucił się do ucieczki w stronę Grzmiącej Ścieżki, najwyraźniej uznając słowa terminatorki za zły znak i uznając, że jednak życie mu miłe, więc nie ma po co się narażać.
Kocur zdecydowanie przypomina Zakurza. Ma trójkątne, duże uszy, garbaty nos i długi, cienki ogon. Jednak jego czekoladowa sierść, choć równie jednolita jak u ojca, w wielu miejscach odstaje od ciała i jest matowa. Brak mu również gracji i elegancji, z którą poruszał się liliowy kocur. Odróżniają go też białe znaczenia, które nierównomiernie pokrywają jego mordkę, szyję, brzuch, łapy i spód złamanego przy końcówce ogona. Po obu stronach różowego nosa znajdują się splątane wąsy, zaś nad nim lekko skośne oczy o barwie złoto-zielonej. Znakiem rozpoznawczym łaciatego kocura są blizny, których w trakcie pobytu poza klanem nabył jeszcze więcej, a także wzrost. Jest jednym z najwyższych kotów w klanach.
Depresyjny, nerwowy i wycofany, ale w środku przejmujący się innymi kotami kocur.
Mały Liść w ostatniej chwili zorientował się o nadchodzącym ciosie ze strony kotki, jednak jej łapa - na szczęście dla niego - nawet nie musnęła jego sierści. Zjeżył futro na grzbiecie i ogonie, jednak poza gwałtownym drgnięciem nie ruszył się z miejsca, dalej swoim ciałem próbując powstrzymać niepotrzebną bójkę. Położył uszy po sobie, czując jeszcze większy stres, tym razem ze strony terminatorki. Myśli galopowały przez spanikowany umysł, jednak nim zdążył cokolwiek powiedzieć, ta kontynuowała monolog. Ledwo był w stanie zrozumieć jej słowa, krew szumiała mu w uszach i miał wrażenie, że jego serce zaraz wysiądzie. Gdzieś w tej chwili rudy kocur postanowił rzucić się do ucieczki w stronę granic. Jakaś jego część odczuła ulgę, ale wciąż pozostawała dwubarwna kotka, która najwyraźniej była trochę zbyt porywcza.
- C- chciałem go wyprowadzić poza granice - bąknął cicho na swoją obronę, po czym ruszył, by pospiesznie pozbierać porozrzucane medykamenty.
Owszem, nie przemyślał swojej decyzji, ale wciąż... to był tylko pieszczoch. I to najwyraźniej silniejszy w pysku niż w czynach, nie wydawał się być złym kotem. Nie było sensu robić mu krzywdy. Mały Liść zacisnął zęby na swoim prowizorycznym pakunku, zerkając niepewnie na Czereśniową Łapę. Miał dość tego dnia, i nie chciał się użerać z nikim więcej, spoza czy z klanu. Jakaś część jego mówiła mu, by ruszyć tropem pieszczocha i się upewnić, czy opuścił Rzeczne tereny, ale prawdę mówiąc... chciał się stąd jak najszybciej ulotnić. Nie chciał wiedzieć czy kotka zamierza gonić pieszczocha i spuścić mu manto. Najchętniej zapadłby się pod ziemię, przestał istnieć, cokolwiek. Czując, jak zaczynają piec go policzki i oczy, ruszył pospiesznie w kierunku niedawno zakopanej wrony, nie oglądając się za siebie, idąc coraz szybciej, aż w końcu ruszył biegiem, nie oglądając się za siebie, byle jak najdalej od Rzeczniaczki. Nie wiedział czemu tak go dotknęły jej wypowiadane pod wpływem złości słowa, jednak po chwili namysłu pojawiła się w jego głowie myśl, mogła mieć trochę racji, ale był pewien, że mimo to nie postąpiłby inaczej. Może ona nie widziała istot żywych i myślących w pieszczochach i samotnikach, ale on tak. I choć byli wśród nich tacy, którzy mordowali, nie była to reguła. Klan Rzeki również nie był przepełniony perfekcyjnymi perełkami bez żadnych skaz, i raz na jakiś czas trafiał się taki Chmielograb, ale nie definiował on całej społeczności.
... Albo po prostu on był zbyt miękki, by rzucać się na intruzów, i tylko próbował siebie na siłę usprawiedliwić. Pod tą całą rezygnacją, obojętnością i coraz większym pragnieniem śmierci miał dobre i łagodne serce, choć też już dawno przestał się łudzić, że mógłby dzięki niemu cokolwiek zmienić. Coraz częściej łapał się na tym, że chciał po prostu, aby wszyscy mu dali spokój, ale świat cały czas pokazywał, że jego życzenie ma w głębokim poważaniu. Syn Śliwkowej Gałązki zacisnął zęby, parę razy się potykając, bo łzy rozmywały jego pole widzenia. Z trudem odnalazł zakopaną wronę i chwycił ją w zęby wraz z medykamentami, obierając jak najdłuższą drogę do obozu, niemal wzdłuż granic z ziemiami niczyimi, wpierw biegnąc jak oszalały, aż dopadło go zmęczenie, płacz zaczął zbyt utrudniać łapanie oddechów, a jego zdobycze niemal wypadły mu z pyska.
zt.
x
x x
- ̗̀ ✿. ̖́- na zakrętachs m u t k uw biegutychwydarzeń jakmogliśmysiętak szybkopo prostuzestarzeć każdy t y l k ogorzkosamsiebiep r z e k l i n a zestarzałem siępo cichu.................................... ....................................trudno towytrzymaćjest
bijenamzaklęty dzwon w święconejwodzie...... ........palcebrudnychrąk bliżejpodszedł podnaszpróg zimnyod śmierciduch
niektórzyz nasżyciemjużzmęczeni jak staliśmyrazem............................. ..................................tak leżymypodzieleni jedni poszliw prawolub zostaliwmiejscu drudzycałkiemw lewoinni zaśs t a n ę l i
≡w przejściu≡
x
✿czasem tylkozerkamyza siebieu k r a d k i e m...................... ...................i to co nasbardzo boliżyje w nasnajbardziejwiem✿ xxx