Na początku niemal udławił się liściem, który został mu siłą wepchnięty do gardła, chwilę go trzymał w bezruchu, zdziwionym spojrzeniem mierząc Łososiową Łuskę... I w końcu zaczął grzecznie przeżuwać medykament, nie mając za bardzo wyjścia. Dobrze, że chociaż w miarę dobre to zielsko, ale... Po co mu to było?
- Żuj - wydał polecenie, gdy zdołał papkę upchnąć po policzkach i wrócił do kontynuowania czynności, jak tylko bury utracił nim silniejsze zainteresowanie.
Nagle do jego nosa dotarł znajomy zapach, a złotym oczom ukazała się... Ogromna kobieta. Jakim cudem mógł ją przegapić w obozie? Otworzył lekko pyszczek w odruchu bezwarunkowym, obserwując przez chwilę jej ruchy i słowa, by w pełni przenieść uwagę z burego medyka na nieznajomą.
- Iskrząca Łapo, wstydź się. Cały dzień cię szukamy! - powiedział również z wyrzutem, marszcząc przy tym groźnie pysk w surowym wyrazie, co u dużo mniejszego i nie do końca wyrośniętego kota w porównaniu z wojowniczką mogło wydawać się... Komiczne. Widział oczko Kusowąsego, więc to... Jedynie przykrywka i bura nie jest na niego zła? Czyżby jedynie udawała przed rzeczniakami, że okropnie się rozczarowała jego zachowaniem?
- Um... Bardzo przepraszamy za niego i dziękujemy, że wrócił od was połatany, a nie z większą ilością... ee, dziur - powiedział w kierunku burego kocura z dziwną łapą, który przed chwilą połatał go i dał dziwnego liścia, dziękując mu tym samym sam od siebie. Dobrze, że zdołał odpowiednio zagrać omdlenie i dzięki temu rzeczny patrol graniczny nie zdołał go dorwać w swoje łapska. Może to była jakaś sprawdzona technika? Również i Iskierek starał się być bardzo oficjalny i nie pozwolić, aby niby to rozbawienie, które powinien czuć, nie przejęło nad nim kontroli.
a toasttothenight_______ atoastto romance_______ to.those.unafraid_______ of takinga chance_______ ________ ______why shouldyou settlefor less,dear ___________________when there'smore?
Mistrz: Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Gronostajowy Krok [*] Ojciec: Kusowąsy [*] Trwałe urazy: rozległa blizna na prawej pięcie
Ogromna, klasycznie pręgowana bura kotka z białymi znaczeniami na pyszczku, piersi i palcach, o bladozłotych oczach. Nieco zgarbiona, zawsze z nonszalancko potarganym futrem.
wesolutka i milutka
złoty pysk [kw], artemis [p]
Czoło kotki niebezpiecznie się zmarszczyło, kiedy terminator powtórzył to, co przed chwilą powiedziała. Czy on był głupi, czy co? Majaczył? Mózg mu się sfajczył? Kiedy ojciec zobaczył konfundację na mordce burej córki, szepnął jej na ucho, że ten to tak zawsze ma. I od zawsze. Wojowniczkę to nieco zdziwiło, ale nie zadawała dodatkowych pytań. Szanowała i naprawdę lubiła Zawilcową Skórkę, ale jej dzieci chyba coś nie wyszły. Sądziła, że to prędzej wina ich ojca niż matki, bo przecież biała wojowniczka była kocicą naprawdę mądrą i silną, za to jej dzieci, cóż. Może lepiej niech Szyszka zmieni temat swoich rozmyślań, bo to do niczego dobrego nie doprowadzi.
Wlepiła wzrok w nieprzyjemnie szorstko wyglądającego rzecznego medyka i słuchała tego, co miał im do powiedzenia. Skinęła łbem, kiedy ten stwierdził, że jedynie spłaca dług u Szałwiowego Dymu. Co prawda użył starego imienia medyka, ale jest ono na tyle długie, że ani Szyszce nie chce się już poprawiać rzeczniaka, a mi, jako userce, nie chce się go pisać. Uznajmy więc, że kiedyś Łososiowa Łuska dowie się o tym od kogoś innego. A to w swoim czasie. W sumie Łosoś nie wyglądał na sympatycznego, a bardziej na takiego, który specjalnie poda ci jakąś truciznę, żebyś tylko zamknął mordkę, więc Szyszce tym bardziej odechciało się go poprawiać. Ponownie skinęła łbem na wiadomość, że Iskrząca Łapa najprawdopodobniej zasłabł z gorąca. Pokręciła z zażenowaniem głową i pomruczała sobie coś tam pod nosem, niby na Iskierka, a tak naprawdę nic sensownego nie mówiła. Po prostu chciała jakoś zamaskować to, że to oni sami nie dopilnowali granic i szczaw wymknął się cichaczem z obozu. W sumie to też bardzo jego wina, bo mógł po prostu poczekać na Szałwię w obozie, a nie od razu uciekać na tereny innego klanu. Szanujmy się, proszę.
- Dobrze, przekażę to Sokolemu Cieniowi najszybciej, jak to możliwe - zapewniła buro-białego, po czym spojrzała na ojca. - To my już zabierzemy naszą zgubę. Do widzenia! - odparła jeszcze w kierunku medyka i jego terminatorki. Podeszła z ojcem do czarno-białego terminatora i pomogła mu wstać tak, by mógł oprzeć się o jej bok. Kusowąsy szedł obok młodego i asekurował go z drugiej strony. Niespiesznym krokiem podążyli za rzecznymi wojownikami, a kiedy już się z nimi pożegnali pod wichrową granicą, Szyszka zmarszczyła brwi i wlepiła spojrzenie podejrzliwych ślepi w stronę syna Zawilcowej Skórki.
- Młody, co to miało być? Znaczy, nie żebym się na ciebie jakoś specjalnie złościła, ale no ja cię proszę! Żeby aż tak? - zapytała, cicho się śmiejąc pod nosem. Ależ pomysłowa ta dzisiejsza młodzież. Kiedyś to to było nie do pomyślenia! Doprowadzili czarno-białego do obozu i zostawili pod opieką klanowych matek, a wojownicy zajęli się własnymi sprawami. Kiedy natomiast naszła taka sposobność, Kusowąsy poinformował zastępcę o prośbie rzecznego medyka.
/zt
saraiprontoperlottare percercaresemprelalibertà eandareunpassopiùavanti, esseresemprevero spiegarecosa è ilcolore achivedebiancoenero
Również zmarszczył czoło, bo widocznie... Wojowniczka go nie znała. A przynajmniej nie na tyle, żeby wiedzieć, że... On tak ma. Przez cały czas powtarza wszystkie czynności i słowa po innych, jedynie od czasu do czasu pozwalając sobie na ten komfort, aby powiedzieć coś od siebie. I to tylko w wyjątkowych sytuacjach. Ta nie była taka. Skinął głową tak, jak to zrobiła bura kocica... I ponownie po następnym zdaniu wypowiedzianym przez Łososiową Łuskę. I pokręcił głową, nie zauważając jednak zażenowania... A może po prostu na jego pysku nie było tego widać? Musiał uważniej przyjrzeć się rzadkim do ujrzenia emocjom, bo ze zdenerwowaniem, strachem czy furią był już zaprzyjaźniony i doskonale udawało mu się odczytać te uczucia u innego osobnika. Rarytasem był wstyd oraz zażenowanie, którym musiał poświęcić więcej swojej uwagi.
- Dobrze, przekażę to Sokolemu Cieniowi najszybciej, jak to możliwe - dopowiedział do słów kocicy, zwracając się w kierunku Kusowąsego, dyskretnie mierząc ojca terminatorki Zajęczego Susa wzrokiem.
- To my już zabierzemy naszą zgubę. Do widzenia! - powiedział, kierując spojrzenie chwilowo na burego, jeszcze raz zawieszając na nim na chwilę wzrok, po czym wparł się na boku potężnej kocicy. Nawet można powiedzieć, że mu się ta sytuacja podobała. Szkoda, że dołączył się do nich drugi kocur, ale... No, narzekać nie będzie. Lekko naparł na nią swoim ciężarem ciała, co nie powinno stanowić dla niej zbytniego problemu, bo zbyt dużo nie ważył, po czym ruszył razem z klanowiczami na rodzime ziemie. Pożegnał się z rzeczniakami, którzy ich odprowadzali, po czym skierował wzrok na wojowniczkę, a widząc, że ona spogląda na niego ze zmarszczonymi brwiami to... On również to zrobił w udawanym zdenerwowaniu.
- Młody, co to miało być? Znaczy, nie żebym się na ciebie jakoś specjalnie złościła, ale no ja cię proszę! Żeby aż tak? - odpowiedział na jej słowa, również śmiejąc się pod nosem. Czyli nie była na niego zła? O co chodziło w jej zachowaniu? Wyglądała przez chwilę, jakby chciała mu dać w papę tą wielką łapą, a potem się śmiała? Co to miało znaczyć? Nie była więc jednak zła? Został odprowadzony pod opiekę wichrowych matek, które nie pozwoliły mu pójść ponownie za Szyszkowym Ogonem, a ta jedyne, co mogła poczuć to wzrok Iskrzącej Łapy na swojej osobie.
zt
a toasttothenight_______ atoastto romance_______ to.those.unafraid_______ of takinga chance_______ ________ ______why shouldyou settlefor less,dear ___________________when there'smore?
Kocur zdecydowanie przypomina Zakurza. Ma trójkątne, duże uszy, garbaty nos i długi, cienki ogon. Jednak jego czekoladowa sierść, choć równie jednolita jak u ojca, w wielu miejscach odstaje od ciała i jest matowa. Brak mu również gracji i elegancji, z którą poruszał się liliowy kocur. Odróżniają go też białe znaczenia, które nierównomiernie pokrywają jego mordkę, szyję, brzuch, łapy i spód złamanego przy końcówce ogona. Po obu stronach różowego nosa znajdują się splątane wąsy, zaś nad nim lekko skośne oczy o barwie złoto-zielonej. Znakiem rozpoznawczym łaciatego kocura są blizny, których w trakcie pobytu poza klanem nabył jeszcze więcej, a także wzrost. Jest jednym z najwyższych kotów w klanach.
Depresyjny, nerwowy i wycofany, ale w środku przejmujący się innymi kotami kocur.
Mały Liść nie był pewien czemu udał się konkretnie w te tereny. Wpierw potrzebował spaceru, a później... zaczął dużo myśleć. O wszystkim. Między innymi o tym, co się parę księżyców temu stało kiedy próbował porozmawiać z Łososiem. Było mu głupio i od tego czasu starał się unikać burego medyka, jednak ile można? Nie chciał jednak tak po prostu podejść. Może i za bardzo się martwił, i kocur już prawdopodobnie o tym zapomniał, ale nie potrafił mieć innego podejścia. Znalazłszy się w okolicy kretowiska zdecydował, że może poszukać jakichś ziół. Zbliżył się do drzew, jednak nie wszedł pomiędzy nie, zamiast tego ruszył do przodu, rozglądając się uważnie i marszcząc lekko czoło, a końcówka cienkiego ogona majtała na wszystkie strony, zdradzając poddenerwowanie. Nie czuł się zbyt pewnie będąc tak blisko granicy, jednak nie chciał przechodzić połowy terenów w poszukiwaniu "dobrego miejsca" tylko po to, by się rozmyślić i wrócić z pustymi łapami. Nie pamiętał zbyt wielu medykamentów, jednak liczył, że gdy zauważy te, które zdążył już poznać, uda mu się je przypomnieć na tyle, by wiedzieć, że się nie otruje poprzez zerwanie ich. Wziął głęboki oddech, starając się uspokoić szybko bijące serce na myśl o konfrontacji z Łososiem, nawet jeśli gdzieś w głębi miał świadomość, że nie będzie ona czymś strasznym. Chyba. Zacisnął mordkę, starając skupić się na otoczeniu. Zioła, pajęczyna, cokolwiek.
x
x x
- ̗̀ ✿. ̖́- na zakrętachs m u t k uw biegutychwydarzeń jakmogliśmysiętak szybkopo prostuzestarzeć każdy t y l k ogorzkosamsiebiep r z e k l i n a zestarzałem siępo cichu.................................... ....................................trudno towytrzymaćjest
bijenamzaklęty dzwon w święconejwodzie...... ........palcebrudnychrąk bliżejpodszedł podnaszpróg zimnyod śmierciduch
niektórzyz nasżyciemjużzmęczeni jak staliśmyrazem............................. ..................................tak leżymypodzieleni jedni poszliw prawolub zostaliwmiejscu drudzycałkiemw lewoinni zaśs t a n ę l i
≡w przejściu≡
x
✿czasem tylkozerkamyza siebieu k r a d k i e m...................... ...................i to co nasbardzo boliżyje w nasnajbardziejwiem✿ xxx
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Mały Liść wyruszył w poszukiwaniu medykamentów, jednakże nie na to natknął się na swojej drodze – przynajmniej na początku. Do jego uszu dotarło ochrypłe, donośne krakanie gdzieś sponad jego głowy. Okazało się, że wydaje je popielato-czarny, dość spory ptak, który wylądował następnie długość drzewa dalej pomiędzy kopcami kretów.
Kocur zdecydowanie przypomina Zakurza. Ma trójkątne, duże uszy, garbaty nos i długi, cienki ogon. Jednak jego czekoladowa sierść, choć równie jednolita jak u ojca, w wielu miejscach odstaje od ciała i jest matowa. Brak mu również gracji i elegancji, z którą poruszał się liliowy kocur. Odróżniają go też białe znaczenia, które nierównomiernie pokrywają jego mordkę, szyję, brzuch, łapy i spód złamanego przy końcówce ogona. Po obu stronach różowego nosa znajdują się splątane wąsy, zaś nad nim lekko skośne oczy o barwie złoto-zielonej. Znakiem rozpoznawczym łaciatego kocura są blizny, których w trakcie pobytu poza klanem nabył jeszcze więcej, a także wzrost. Jest jednym z najwyższych kotów w klanach.
Depresyjny, nerwowy i wycofany, ale w środku przejmujący się innymi kotami kocur.
Kocur drgnął, słysząc krakanie ptaka. W pierwszej chwili pomyślał, że to kruk, jednak po zauważeniu skrzydlatego stworzenia zorientował się, że to tylko wrona. Przygryzł wargę, wahając się krótką chwilę, po czym zdecydował się zapolować. Tak przy okazji, o. Żeby coś zanieść na stos i czuć się choć odrobinę przydatniejszym. Ugiął łapy, a ogon i głowę ustawił w równej linii z grzbietem. Po półkolu okrążył wronę tak, by wiatr nie ostrzegł jej o zbliżającym się niebezpieczeństwie, ale żeby też nie mogła go zauważyć. Uważał na wszelkie drobiazgi znajdujące się na ziemi, oddychał cicho i skoncentrował się na swoim celu, skradając się tym razem w jego kierunku, bezszelestnie. W razie zwiększonej czujności ptaka zamierał w bezruchu, aby nie zostać dostrzeżonym. Wreszcie, po zmniejszeniu odległości, wybił się w kierunku wrony, chcąc przygnieść ją łapami do ziemi i wbić zęby w jej kark, by ją jak najszybciej uśmiercić i kontynuować poszukiwanie ziół.
x
x x
- ̗̀ ✿. ̖́- na zakrętachs m u t k uw biegutychwydarzeń jakmogliśmysiętak szybkopo prostuzestarzeć każdy t y l k ogorzkosamsiebiep r z e k l i n a zestarzałem siępo cichu.................................... ....................................trudno towytrzymaćjest
bijenamzaklęty dzwon w święconejwodzie...... ........palcebrudnychrąk bliżejpodszedł podnaszpróg zimnyod śmierciduch
niektórzyz nasżyciemjużzmęczeni jak staliśmyrazem............................. ..................................tak leżymypodzieleni jedni poszliw prawolub zostaliwmiejscu drudzycałkiemw lewoinni zaśs t a n ę l i
≡w przejściu≡
x
✿czasem tylkozerkamyza siebieu k r a d k i e m...................... ...................i to co nasbardzo boliżyje w nasnajbardziejwiem✿ xxx
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Dzięki zachowaniu najwyższej ostrożności przez Małego Liścia wrona nie zorientowała się, że czyha na nią jakiekolwiek zagrożenie. Zaczęła spokojnie grzebać w ziemi swoim mocnym dziobem… po to, by zaraz wylądować na ziemi, przygnieciona przez czekoladowo-białego kocura. Ptak szarpnął się mocno, próbując się wydostać, ale koniec końców został zagryziony przez wojownika.
Kocur zdecydowanie przypomina Zakurza. Ma trójkątne, duże uszy, garbaty nos i długi, cienki ogon. Jednak jego czekoladowa sierść, choć równie jednolita jak u ojca, w wielu miejscach odstaje od ciała i jest matowa. Brak mu również gracji i elegancji, z którą poruszał się liliowy kocur. Odróżniają go też białe znaczenia, które nierównomiernie pokrywają jego mordkę, szyję, brzuch, łapy i spód złamanego przy końcówce ogona. Po obu stronach różowego nosa znajdują się splątane wąsy, zaś nad nim lekko skośne oczy o barwie złoto-zielonej. Znakiem rozpoznawczym łaciatego kocura są blizny, których w trakcie pobytu poza klanem nabył jeszcze więcej, a także wzrost. Jest jednym z najwyższych kotów w klanach.
Depresyjny, nerwowy i wycofany, ale w środku przejmujący się innymi kotami kocur.
Na szczęście Mały Liść nie musiał się zastanawiać co zrobić, w razie gdyby zwierzyna zaczęła uciekać, bo udało mu się ją dopaść za pierwszym podejściem i w miarę szybko uśmiercić. Upewniwszy się, że wrona nie żyje, położył ją na ziemi i wykopał dziurę pod jednym z drzew, by następnie przykryć dokładnie ziemią swoją zwierzynę. Po tym ruszył dalej, mając nadzieję, że tym razem uda mu się znaleźć medykament, zamiast kolejnego zwierzęcia, na które mógłby zapolować. Starał się nie myśleć o drapieżnikach, bo zależało mu na znalezieniu... czegokolwiek, co mógłby przekazać Łososiowi. Najlepiej przydatnego. Jak pajęczyna. Albo jakieś inne pomocne zioło. Kocur westchnął cicho, starając się natrafić wzrokiem cokolwiek charakterystycznego, co zdążył już kiedyś poznać i był w stanie sobie o tym przypomnieć.
x
x x
- ̗̀ ✿. ̖́- na zakrętachs m u t k uw biegutychwydarzeń jakmogliśmysiętak szybkopo prostuzestarzeć każdy t y l k ogorzkosamsiebiep r z e k l i n a zestarzałem siępo cichu.................................... ....................................trudno towytrzymaćjest
bijenamzaklęty dzwon w święconejwodzie...... ........palcebrudnychrąk bliżejpodszedł podnaszpróg zimnyod śmierciduch
niektórzyz nasżyciemjużzmęczeni jak staliśmyrazem............................. ..................................tak leżymypodzieleni jedni poszliw prawolub zostaliwmiejscu drudzycałkiemw lewoinni zaśs t a n ę l i
≡w przejściu≡
x
✿czasem tylkozerkamyza siebieu k r a d k i e m...................... ...................i to co nasbardzo boliżyje w nasnajbardziejwiem✿ xxx
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Po zakopaniu wrony Mały Liść nie musiał czekać długo na coś przydatnego. Tym razem była to roślina. Gdyby kocur przyjrzał się uważniej, pomiędzy kopcami ujrzałby delikatnie owłosione łodyżki zakończone białymi kwiatkami. Wiatr zawiał mocniej, poruszając delikatnymi kwiatami. Roślin było parę obok siebie.
Kocur zdecydowanie przypomina Zakurza. Ma trójkątne, duże uszy, garbaty nos i długi, cienki ogon. Jednak jego czekoladowa sierść, choć równie jednolita jak u ojca, w wielu miejscach odstaje od ciała i jest matowa. Brak mu również gracji i elegancji, z którą poruszał się liliowy kocur. Odróżniają go też białe znaczenia, które nierównomiernie pokrywają jego mordkę, szyję, brzuch, łapy i spód złamanego przy końcówce ogona. Po obu stronach różowego nosa znajdują się splątane wąsy, zaś nad nim lekko skośne oczy o barwie złoto-zielonej. Znakiem rozpoznawczym łaciatego kocura są blizny, których w trakcie pobytu poza klanem nabył jeszcze więcej, a także wzrost. Jest jednym z najwyższych kotów w klanach.
Depresyjny, nerwowy i wycofany, ale w środku przejmujący się innymi kotami kocur.
Stokrotki widział nie po raz pierwszy, więc gdy Łosoś kiedyś mu o nich wspomniał, nietrudno było zapamiętać, że mogły być całkiem przydatne, a na pewno nadawały się do leczenia. Kocur zbliżył się niepewnie do kwiatków, jakby obawiał się, że nawet na odległość może je rozdeptać. Zacisnął zęby po czym pochylił się nad stokrotkami, wpierw zastanawiając się, czy nie spróbować poodrywać samych liści, ale szybko się rozmyślił. Dawno nie zbierał ziół, a nawet bez tego nie miał wprawy. Zdecydował się ostrożnie oderwać kwiaty przy samej ziemi, uważając, by nie uszkodzić żadnych części powyżej i zostawić jak najwięcej liści.
x
x x
- ̗̀ ✿. ̖́- na zakrętachs m u t k uw biegutychwydarzeń jakmogliśmysiętak szybkopo prostuzestarzeć każdy t y l k ogorzkosamsiebiep r z e k l i n a zestarzałem siępo cichu.................................... ....................................trudno towytrzymaćjest
bijenamzaklęty dzwon w święconejwodzie...... ........palcebrudnychrąk bliżejpodszedł podnaszpróg zimnyod śmierciduch
niektórzyz nasżyciemjużzmęczeni jak staliśmyrazem............................. ..................................tak leżymypodzieleni jedni poszliw prawolub zostaliwmiejscu drudzycałkiemw lewoinni zaśs t a n ę l i
≡w przejściu≡
x
✿czasem tylkozerkamyza siebieu k r a d k i e m...................... ...................i to co nasbardzo boliżyje w nasnajbardziejwiem✿ xxx
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Wojownik trafnie rozpoznał białe, nieco przyschnięte kwiatki jako stokrotki. Zabrał się do zbierania nie konkretnych części, a praktycznie całych roślinek, jednak w procesie tym zniszczyło się trochę z tych ślicznych kwiatów… ale cóż, żadna strata, skoro to nie tego potrzebował syn Śliwkowej Gałązki. Z tego, co zebrał, do użycia będzie się nadawało 7 listków. Dobre cokolwiek, prawda?
Kocur zdecydowanie przypomina Zakurza. Ma trójkątne, duże uszy, garbaty nos i długi, cienki ogon. Jednak jego czekoladowa sierść, choć równie jednolita jak u ojca, w wielu miejscach odstaje od ciała i jest matowa. Brak mu również gracji i elegancji, z którą poruszał się liliowy kocur. Odróżniają go też białe znaczenia, które nierównomiernie pokrywają jego mordkę, szyję, brzuch, łapy i spód złamanego przy końcówce ogona. Po obu stronach różowego nosa znajdują się splątane wąsy, zaś nad nim lekko skośne oczy o barwie złoto-zielonej. Znakiem rozpoznawczym łaciatego kocura są blizny, których w trakcie pobytu poza klanem nabył jeszcze więcej, a także wzrost. Jest jednym z najwyższych kotów w klanach.
Depresyjny, nerwowy i wycofany, ale w środku przejmujący się innymi kotami kocur.
Te siedem listków nieco podbudowało pewność siebie Małego Liścia, bo było to w jego głowie dziwne dużo. Liczył chociaż na marne trzy listki, a udało mu się zebrać więcej. Rozejrzał się pospiesznie za jakimś większym liściem, a gdy go znalazł, ułożył na nim stokrotki. Nie zamierzał zbierać dużo, więc postanowił pozostawić je przy sobie. Po wronę zamierzał wrócić później, ponieważ nie zależało mu na niej tak bardzo jak na ziołach. Złapał swój prowizoryczny pakunek w zęby i ruszył dalej, rozglądając się za czymś jeszcze, co mógłby zebrać. Siedem liści to było dla niego całkiem dużo, ale nie wiedział, czy Łosoś tak samo by na to spojrzał. Jeszcze jeden medykament, o. Jakaś pajęczyna albo coś innego, co byłby w stanie rozpoznać.
x
x x
- ̗̀ ✿. ̖́- na zakrętachs m u t k uw biegutychwydarzeń jakmogliśmysiętak szybkopo prostuzestarzeć każdy t y l k ogorzkosamsiebiep r z e k l i n a zestarzałem siępo cichu.................................... ....................................trudno towytrzymaćjest
bijenamzaklęty dzwon w święconejwodzie...... ........palcebrudnychrąk bliżejpodszedł podnaszpróg zimnyod śmierciduch
niektórzyz nasżyciemjużzmęczeni jak staliśmyrazem............................. ..................................tak leżymypodzieleni jedni poszliw prawolub zostaliwmiejscu drudzycałkiemw lewoinni zaśs t a n ę l i
≡w przejściu≡
x
✿czasem tylkozerkamyza siebieu k r a d k i e m...................... ...................i to co nasbardzo boliżyje w nasnajbardziejwiem✿ xxx
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Kocur pozbierał stokrotki i spakował je w pakunek zrobiony z dużego liścia, gdzie roślinki były zabezpieczone, a przy okazji mógł je nosić cały czas w pysku. Gdy już ruszył dalej, niestety, nic szczególnego nie przykuło jego uwagi, zarówno w kontekście rosnących wokół roślin, jak i innych rzeczy – nie docierały do niego żadne zapachy, odgłosy, nie widział także jakiejkolwiek zwierzyny czy śladów zagrożenia.
Kocur zdecydowanie przypomina Zakurza. Ma trójkątne, duże uszy, garbaty nos i długi, cienki ogon. Jednak jego czekoladowa sierść, choć równie jednolita jak u ojca, w wielu miejscach odstaje od ciała i jest matowa. Brak mu również gracji i elegancji, z którą poruszał się liliowy kocur. Odróżniają go też białe znaczenia, które nierównomiernie pokrywają jego mordkę, szyję, brzuch, łapy i spód złamanego przy końcówce ogona. Po obu stronach różowego nosa znajdują się splątane wąsy, zaś nad nim lekko skośne oczy o barwie złoto-zielonej. Znakiem rozpoznawczym łaciatego kocura są blizny, których w trakcie pobytu poza klanem nabył jeszcze więcej, a także wzrost. Jest jednym z najwyższych kotów w klanach.
Depresyjny, nerwowy i wycofany, ale w środku przejmujący się innymi kotami kocur.
Cisza była niepokojąca, ale lepsza niż wrzaski dzikiej bestii, która gotowa byłaby rozerwać go na strzępy w momencie, kiedy tylko znalazłby się w jej zasięgu. Kocur ostrożnie szedł przed siebie, nasłuchując i węsząc, żeby nic go nie mogło zaskoczyć, ale głównie skupiał się na woni medykamentów, albo ujrzeniu czegoś, co wyglądałoby dość charakterystycznie. Chciał jak najszybciej znaleźć coś jeszcze, by móc już wrócić do obozu i zajrzeć do Łososia. Zanim jego serce wysiądzie albo on sam się rozmyśli i zrezygnuje z wizyty u burego medyka.
x
x x
- ̗̀ ✿. ̖́- na zakrętachs m u t k uw biegutychwydarzeń jakmogliśmysiętak szybkopo prostuzestarzeć każdy t y l k ogorzkosamsiebiep r z e k l i n a zestarzałem siępo cichu.................................... ....................................trudno towytrzymaćjest
bijenamzaklęty dzwon w święconejwodzie...... ........palcebrudnychrąk bliżejpodszedł podnaszpróg zimnyod śmierciduch
niektórzyz nasżyciemjużzmęczeni jak staliśmyrazem............................. ..................................tak leżymypodzieleni jedni poszliw prawolub zostaliwmiejscu drudzycałkiemw lewoinni zaśs t a n ę l i
≡w przejściu≡
x
✿czasem tylkozerkamyza siebieu k r a d k i e m...................... ...................i to co nasbardzo boliżyje w nasnajbardziejwiem✿ xxx
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
W zasadzie nie minęło dużo czasu, aż Mały Liść jednak się na coś natknął. W tym miejscu krecie kopce się przerzedzały i pojawiała się wyższa trawa, a nawet krzewy. Właśnie przy takich krzewach wojownik zauważył wysokie, owłosione łodygi, na szczycie których znajdowały się żółtopomarańczowe kwiaty. Roślina była wyższa od kocura i miała charakterystyczny, przyjemny zapach. Problem był tylko taki, że… rosła przytulona do kolczastego krzewu jeżyn.