długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
Spokojnie...powoli...cierpliwie...SKOK! I cóż to był za skok, chyba najlepszy, jaki mu się ostatnio udał! Pazurki mocno wczepiły się w gałązki, a niezmiernie zadowolony z siebie Ziemniaczek kręcił się powoli na wirujących witkach. Słysząc czyjś głos, zaczął się rozglądać, zaraz zeskakując na ziemię i podbiegając do nieznajomego. - Hej! Nie nie, ja się tu tylko bawię! - Uśmiechnął się, kiwając głową w stronę drzewa. - Chcesz się do mnie przyłączyć? Jest super, wiesz?? - Zachęcił kocura, bo jakiś taki poważny był, na pewno przydałoby mu się trochę rozrywki w życiu. - Jestem Ziemniaczek! - Przywitał się po chwili, żeby go ten zaraz nie oskarżył o to, że nieuprzejmy jest i imienia nie podaje.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Tylko się bawi...Co? - Sam? - kto puszczał kociaka samego? Tak blisko wody? Nie pachniał nawet jak żaden klan, więc był sierotą? Opuścili go? Może dwunogi wyrzucili kociaka, jak to mieli w zwyczaju? Matko przenajświętsza, co to się dzieje z tym światem. - Nie chcę się przyłączać - zmarszczył brwi. Dzieciak miał chyba nie po kolei w głowie. Nic a nic nie zdawał się przejmować otoczeniem, dla niego liczyły się tylko i wyłącznie witki wierzby, nic więcej. Był taki młody i beztroski. Całkiem niewinny. Zazdrościł mu. - Bezimienny. Albo nazywaj mnie jak ci się żywnie podoba, tak szczerze. Tylko żebyś mnie nie obrażał, co nie? - to chyba logiczne, ale biało-czarny nie przejawiał żadnych oznak większej inteligencji, to może jednak warto było to zaznaczyć.
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
- No pewnie, że sam! - Co w tym dziwnego? - Nie ma nikogo w pobliżu do przyłączenia się, więc sam! - Proste przecież, kocur chyba widział, że byli tam sami. I nie chciał się przyłączyć, więc znów miał odpowiedź na swoje pytanie, Ziemniaczek nawet się spojrzał na niego znacząco, jakby chciał mu pokazać, że ot, miał rację.
- Czy "Bezimienny" to twoje imię, czy po prostu określenie, że nie masz imienia? Bo jeśli to drugie, to co się zadziało, że go nie masz? Ktoś ci je ukradł? Chcesz pomocy, żeby je znaleźć? A może nigdy go nie dostałeś? - Zadawał, jego zdaniem, trafne pytania i bardzo logiczne takie, skoro Bezimienny mu się tak przedstawił. - Mogę mówić na ciebie Bezimienny, skoro tak mi się przedstawiłeś! Chociaż nie wiem, czy ci pasuje, wiesz? - Przekrzywił lekko głowę, na chwilę zostawiając drzewo, by podejść bliżej nowego kolegi. - A ty co tu robisz? Skoro nie chcesz bawić się gałązkami?
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- Nie jestem ślepy - fuknął. No bo widział przecież, że jest sam! Ale najwidoczniej dzieciak nie rozumiał aluzji, co było raczej dość niekorzystne dla Ostrokrzewa. - Gdzie twoja, nie wiem, matka? Ojciec? Brat stryjeczny? Ktokolwiek? - trochę się obawiał tego pytania, bo jeśli ten mu zaraz wyleci ze smutną historią sięgającą pięć pokoleń wstecz, to może Bezimienny zrobi im przysługę i utopi najpierw jego a potem siebie. Złamie chociaż ziemniaczaną smutną klątwę i bezimienną beznadziejność.
- Uhh...Określenie. Nie...Nie wiem, zresztą nie interesuj się tak, bo lisiej mordy dostaniesz - w sumie to nie miał zbyt wielu interakcji z dziećmi. No bo z kim? Z Mrówką przez chwilę. Z tym...którymś setnym bachorem od Skry. Niczego więcej sobie nie przypominał. No, jest jeszcze Ziemniaczek, ale ten zdaje się być nieco wyrośniętym kociakiem, nie to co tamte. - Jak mi nie pasuje, to mi je zmień. Słyszę, że głuchy nie jesteś, to wysil móżdżek - i chyba wychodzi na to, że zbyt wielkiej cierpliwości to do kociąt nie miał.
- Spaceruję tylko. Szukam sobie miejsca.
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
- Poluje niedaleko. - Stwierdził krótko i pogodnie, nawet rozglądając lekko, jakby Mruk miała zaraz wyłonić się z krzaków i pokazać kocurowi, że młody faktycznie nie był całkiem sam.
- Wiesz, jak byś był dla niej taki niemiły, to by cię pobiła. I zęby powybijała, bo jest OGROMNA i bardzo silna. I byś był nie tylko bezimienny, ale i bezzębny. - Pokiwał głową z przekonaniem, bo przecież kotka nie raz mu już groziła, że ma być cicho bo tak marnie skończy. Tylko różnica była taka, że jego jednak bardzo lubiła, a tego tutaj pewnie nawet nie znała. - Może takie imię by do ciebie pasowało, co? Bezzębny? Chociaż może bardziej Szczerbaty, bo jednak dwa ci wystają. Też tak umiem, patrz! - Uśmiechnął się głupkowato, pokazując swoje kiełki. - Jak szukasz miejsca, to to jest całkiem fajne, i drzewo ładne jest i tam woda taka fajna, blisko do picia, albo nie wiem co tam jeszcze można robić. No i ja tu często bywam, to bym cię mógł odwiedzać! - Zaczął ochoczo, bo widział w tej miejscówce tylko same plusy!
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Poluje niedaleko? W sensie? Że niedaleko zakopane cielsko poluje na żyzną glebę? Robactwo poluje na martwe truchło? Po prostu żyje i poluje? To nie mogło być przecież takie proste. Mogło? Bez sensu. I dzieciaka puszczają samotnie nad wodę? Może się utopić! Chcieli żeby się utopił? Może wcale nie jest taki kochany, na jakiego wygląda. Może najlepiej byłoby pokazać dno jeziora z kamieniem uwiązanym do nogi.
I chyba tak trzeba było. Sierść na grzbiecie Bezimiennego stanęła dęba, jak tylko nazwał go, cudownym sposobem, starym, oryginalnym imieniem. - Jak śmiesz - wycharkał tylko w przerwie od drżenia całym ciałem. I nawet nie wiedział, czy był wściekły czy smutny czy przerażony. A może go znał? Wiedział więcej, niż mogłoby się zdawać? - Mów, kim jesteś. Hm? Zjawą? Jakimś...wysłannikiem Gwiezdnych? ON cię przysłał, co? Żebyś mnie teraz nękał? Ooo nie. Nie ma mowy! JA SIĘ NIE DAM! Tylko spróbuj do mnie podejść to już nie będziesz mógł chodzić, obiecuję ci to!! - wykrzyczał, cofając się kilka kroków. Czy to serio mógł być demon ubrany w urocze, biało-czarne naczynie pod postacią losowego kocięcia?
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
- Jestem Ziemniaczek! - Krzyknął uradowany, niezbyt przejmując się tym, że znów się przedstawiał. Takie fajne imię miał, to i mógł co drugie zdanie je mówić, a co! -Kto miałby mnie przysłać? Nie rozumiem! Może powinieneś jednak nazywać się Krzykacz? Bo tak krzyczysz! Ha! - Pomyślał sobie, że mógłby zostać profesjonalnym nazywaczem, tak dobrze mu szło przecież! Profilaktycznie zrobił mały krok do tyłu, skoro Bezimienny Szczerbaty Krzykacz nie chciał, żeby do niego podchodzić. - Co ty taki nerwowy, może jednak Nerwus cię nazwać? Stało się coś? - Przekrzywił główkę zaciekawiony, co tak bardzo zmieniło zachowanie kocura.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- Ziemniaczek, Ziemniaczek...Co to w ogóle niby jest, co? Brzmi strasznie głupio, o! - zaatakował jego imię, jako że i ten zdawał się mieć wielką frajdę w dokuczaniu Bezimiennemu. Skąd on w ogóle znał jego stare imię? Strzelał? Śledził go? Był raczej zbyt młody, żeby go znać.
Strzelił kilka razy ogonem w powietrzu, zdenerwowany całą sytuacją. A może niepotrzebnie się uniósł. Kociak, pomimo dziwnych słów, nie wydawał się być przesadnie groźny. Oczywiście, widmo polującej, OGROMNEJ kotki nawiedzało mu umysł, więc starał się trzymać na dystans. - Co? Nie. Nie, nic się nie stało. Może być Nerwus, może być Krzykacz, jak sobie chcesz... - wymamrotał, rozglądając się co chwila nerwowo. - Idź ty lepiej do tej polującej może, co...Bo jak wpadniesz do wody i się utopisz to po tobie - ostrzegł, zerkając w stronę brzegu.
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
- Hej! Ziemniaczki są super, są okrągłe i można je toczyć, jak kamienie, ale miększe! I są w ziemi, ale człowieki je zabierają i potem mają ich caaaaałe stosy, sam widziałem! - Ziemniaczkowa pasja do ziemniaczków była przeogromna i sam się nawet powstrzymywał, żeby jakoś bardziej nie zacząć się rozgadywać na ich temat. Mruk go kiedyś za to do dołka wsadziła, co w sumie nie było takie najgorsze.
- To będziesz Nerwowy Krzykacz, ha! Bo jakiś taki...nerwowy jesteś. - Patrzył się na niego intensywnie, ale jakoś wspominka o znajdującej kotce i tym, że powinien do niej wracać niezbyt mu podpasowała. - Nieee, jeszcze nie chcę wracać. A ty jak do wody wpadniesz, to się nie utopisz? Bo jak nie, to jak wpadnę, to możesz mnie wyjąć z niej! - No! I tym sposobem Ziemniaczek wcale nie będzie musiał już sobie iść, plan idealny. Nie żeby miał zamiar wskakiwać do wody.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- Nic, co zbierają...kto? Człowieki? To też jest nazwa idiotyczna i śmieszna i w ogóle żal mi cię - prychnął, cofając nieco łeb. - Dwunodzy są durni bardziej niż piach pod łapami, więc to, że zbierają całe stosy...ziemniaków jest równie durne. Więc i ziemniaki są durne. A skoro zostałeś po takim durnym kamieniu nazwany, to cię matka nie kocha i cię obraża, o! Znajdź sobie lepsze imię, jeśli nie chcesz żeby się z ciebie śmiali - znał z autopsji...Choć tak naprawdę, chyba nikt nigdy nie robił mu problemów o imię, nie śmiał się, nie wyzywał. On wyzywał się sam, wmawiając sobie, że imię nadane przez rodziców było, żeby zrobić mu przykrość i musi się go pozbyć.
- Wolę być Nerwowym Krzykaczem. Ty bardziej mi pasujesz na...Naiwną Męczyduszę. Bo męczysz - a tak szczerze, to nie brzmiało to źle. Lepiej niż Ziemniaczek. Miękki Kamień? - Nie utopię, bo umiem pływać. Ty nie umiesz, więc selekcja naturalna cię dotknie. Nie utopisz się jeśli się nie będziesz zbliżał do wody.
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
- Wiesz co, nikt się jeszcze nie śmiał! A ja lubię swoje imię, jak będą się śmiać, to pośmieję się z nimi, bo czemu nie! - Nie widział problemu w tym, że ktoś miałby się z niego nabijać, on też mógł z siebie pożartować, nie widział w tym najmniejszego problemu. Komentarz o niekochającej go matce przeleciał mu nad głową i może lepiej, bo co niby miałby odpowiedzieć, gdy w sumie nawet nie wiedział, co się stało z jego rodzicami?
- Nerwowy Krzykacz i Naiwna Męczydusza, ale z nas duet, ha! Chociaż nadal wolę być Ziemniaczkiem, bo bardzo lubię swoje imię, wiesz? - Postawił retoryczne pytanie, domyślając się, że raczej Krzykacz się z nim nie zgodzi. No trudno, bywały i takie beznadziejne przypadki, co poradzisz. - UMIESZ PŁYWAĆ??? - Nie mógł ukryć ekscytacji, słysząc tak rewolucyjną wiadomość. - Nauczysz mnie? Proszęęęęęęęęęę? Proszę proszę proszę? Jak mnie nie nauczysz i kiedyś wpadnę do wody i się utopię i mnie znajdziesz, to będziesz wiedział, że przez ciebie, bo mogłeś nauczyć!! Nie chcesz mieć swojego nowego ziomka Naiwnej Męczyduszy na...duszy, nie????? - Wyrzucił z siebie całą serię słów z zatrważającą prędkością, ale no po prostu nie mógł przegapić takiej okazji, gdy wcześniej nawet nie wiedział, że istnieje opcja pływania, a tu mu się natrafił quest, w którym mógł ją odblokować!
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- Nie będą się śmiać z tobą ale z ciebie. To różnica. Do ciebie to nic nie dociera, co? - uspokoił się już. Co miał tracić czas i nerwy na jakiegoś łaciatego smroda. Właściwie to teraz żałował, że jakkolwiek się obruszył wcześniej, choć musiał przyznać, że emocje wzięły górę i nie był w stanie nad nimi zapanować. Ale tak miał od kocięcia w końcu.
- Błąd. Ale sobie lub chyba...Nie moja sprawa w sumie...Chociaż nie obnosiłbym się z nim, bo kogoś zabijesz ze śmiechu - a on doskonale wiedział, jak niefajnie być mordercą. Może i były na tyle rąbnięte koty, które za nic miały w sobie jakiekolwiek poszanowanie dla cudzego życia czy moralności. Jasne, Bezimienny nie był wzorem cnót i uprzykrzał życie wielu osobom, ale nigdy nie chciał posunąć się tak daleko, mimo wszystko.
- Umiem, bo nie jestem frajer - wzruszył barkami, pozwalając kącikom delikatnie się unieść z powodu dumy dla jego umiejętności. Bycie z Rzeki miało jednak jakieś plusy. - Nauczyć? Ciebie? A ty wiesz, że kamienie toną? Takie miękkie pewnie też. Jesteś skazany na utopienie od kiedy twoja matka cię tak nazwała, przykro mi. Nie ja wymyślam zasady.
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
- Dociera wszystko! - Ale w tempie spowolnionym, ewentualnie dociera, ale Ziemniaczek nie wyciąga żadnych wniosków, bo to nie jego decyzja, czy te wnioski chcą być wyciągnięte, czy może wolą sobie grzecznie leżeć tam, gdzie je zostawiono. On nie lubił, jak się go wyganiało z miejsca odpoczynku, więc takie wnioski pewnie miały podobnie.
- A to tak się da? I to chyba będzie już ich wina, że ich tak śmieszy, ja nie widzę w nim nic zabawnego! - Otrzepał głowę i wlepił spojrzenie w Krzykacza, żeby mu wytłumaczył ten cały pomysł z zabijaniem śmiechem. - A działa to też przy polowaniu? Mam się zacząć przedstawiać myszom, żeby zaczęły przede mną padać? - Nie ukrywał, byłoby to korzystne i to bardzo, bo pewnie wszystko szłoby szybciej.
- Też nie jestem frajer, więc musisz mnie nauczyć! - To była bezbłędna logika i czarny kocur musiał się z nim teraz zgodzić, nie było innej opcji przecież. - Ale przecież ja nie jestem tym kamieniem, tylko mam po nim imię. A niektóre kamienie nie toną, sam widziałem jak człowieki tak je rzucały, że robiły tylko HOP HOP po wodzie! Naprawdę! - Zaczął kiwać intensywnie głową, jakby cicho liczył, że Krzykacz podłapie to od niego i też zacznie mu potakiwać. - Będziesz frajer, jak mnie nie nauczysz, wiesz? - Dodał zaraz, żeby ostatecznie go przekonać, bo taki genialny plan mu do głowy wpadł.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- No tak nie do końca, nie powiedziałbym - zaprzeczył, kręcąc głową. Dzieciak może i jakoś tam sprawnie umykał przed obrazą albo pytaniami, ale Szczerbatek swoje wiedział. I był święcie przekonany, że młody jest po prostu głupi i naiwny, więc jeśli go nic nie zje, to wpadnie do jakiejś dziury i się już nie wydostanie.
- Durny jesteś, nic nie rozumiesz - westchnął. Co to się dzieje z tym pokoleniem. - Co z tego czy ich wina czy nie ich wina, skoro dalej będą się śmiać? Pocieszasz się, że hej, może i jestem frajerem według innych, ale to brzmi jak ich problem? No nie, bo to dalej tylko utwierdza w tym, że jesteś frajerem. I tyle. Myśl więcej młody, bo szybko zginiesz - w rzeczywistości miał wrażenie, że podobne podejście miał Szpon. Ale Szpona uwielbiał, bo mimo wszystko, nie był naiwnym bachorem! I zdawał się mieć jakiekolwiek pojęcie o życiu! Po prostu rzeczy po nim spływały, ot co. - Jesteś głupi czy głupi? Umiesz mówić po mysiemu? Bo nie sądzę, wiesz? Po co miałbyś mówić po mysiemu, myszy się zjada. Oh, na Gwiezdnych, trzymaj ty się lepiej tej twojej tej... - w sumie dalej ni cholery nie wiedział, kim ona jest, ale równie bardzo miał to gdzieś - ...bo zdechniesz z głodu - pokręcił łbem ponownie. Może wcale nie poszła na polowanie tylko go zostawiła samemu sobie, bo miała go dość? On by porzucił.
- Jesteś. I nic nie muszę - wzruszył barkami, drgając nerwowo ogonem. Trochę go śmieszył mały łaciaty, trochę wkurzał. Ale przede wszystkim, na pewno czuł intelektualną wyższość nad dzieciakiem, co było dla niego bardzo dobrym uczuciem. W Klanie zawsze czuł się taki niski i głupi, choć starał się udowadniać, że wcale głupi nie jest. - Nie będę frajer. Mam cię gdzieś. Poza tym pływanie to żadna filozofia. Po prostu łapami przecinasz wodę i tyle. Też mi umiejętność.
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
Ziemniaczka wcale nie obchodziło to, czy był frajer, czy też nie, czy był mądrym, głupi, śmieszny czy bez sensu. Bo Ziemniaczek nie miał w zwyczaju przejmować się takimi rzeczami czy też ich zapamiętywać, bo ważniejsze rzeczy w życiu były. Takie zbieranie kwiatków na przykład. Albo przygody czy siedzenie w dołkach.
Albo przekonywanie nowo poznanych kotów, żeby nauczyli cię pływania. Bo przecież nic nie mogło pójść źle.
- Tylko przecinam wodę łapami?! DOBRA! - Brzmiało łatwo, to nie miał zamiaru przecież nie przetestować tej nowo niezdobytej wiedzy. Sprężystym krokiem, z dumnie uniesioną głową potruchtał do brzegu jeziora i pacnął wodę łapką. A potem zrobił to drugi raz, ale mocniej, zanurzając ją trochę bardziej i zaraz odwrócił się do Krzykacza, żeby wybadać jego reakcję. - O tak??? - No przecież przecinał wodę łapką. Czyli pływał, w teorii.