Mistrz: Dumny Wąs || Krucze Serce
Płeć: kocur
Matka: Nie pamiętam
Ojciec: Nie pamiętam
Partner: Rosa
Srebrzysty nie jest już małym kocięciem o wielkich dwukolorowych oczach. Teraz jego ciało stało się masywne, pod gęstym długim futrem szarej barwy kryją się mięśnie. Oczy - prawe zielone i lewe błękitne - straciły już swój dziecięcy blask nabierając chłodu oraz pewnej dozy nieczułości. Białe końcówki łap oraz ogona zdają się już nie rzucać tak bardzo w oczy, tak samo jak i jasna sierść na lewym uchu. Poduszki łap przybrały bardziej liliową barwę, nos jednak pozostał niemalże czarny odznaczając się na tle całego jego ciała. Na końcach jego uszu pojawiły się niewielkie, ledwie dostrzegalne, pędzelki, a szczęka wydłużyła się nieznacznie nadając mu bardziej drapieżny wygląd. Pomimo iż nie jest już kocięciem, które wciąż jeszcze miałoby prawo, by rosnąć, jego ciało wciąż zdaje się zmieniać, jakby Gwiezdny Klan pragnął uczynić z niego największego kota we wszystkich czterech Klanach.
Srebrzysty wyrósł już ze swej zadziorności, lecz złośliwość i pewna doza sarkazmu pozostała w nim już na zawsze. Z reguły skryte są one pod maską wiecznego opanowania, które niejednego może zmęczyć i zirytować. Jemu zaś daje przewagę nad rozmówcą. Uczucia potrafi okazywać jedynie bliskim sobie kotom, które zdołały wedrzeć się do jego serca osłoniętego grubą skorupą. Pomimo oschłej powierzchowności Srebrzysty jest do głębi dobry i szlachetny, jakby niektórzy powiedzieli - rycerski. Choć jest niezwykle dumnym i pewnym siebie kocurem, który z wielkim trudem gnie kark okazując pokorę, usłyszawszy raz jakąś uwagę pod swym adresem, rozważy ją i z pewnością postara się uczynić wszystko, by stać się jeszcze lepszym kotem. Głęboko wierzy w to, iż Gwiezdny Klan przeznaczył mu jakieś nieodkryte jeszcze, lecz z pewnością wielkie, zadanie.
Racza Sadzawka (KW); Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień, Koziczy Skok i inni (GK)
Melasa był zdecydowanie nieufny, ale taki był już z natury, a poza tym był po prostu zazdrosny o swoją siostrę. Kochał ją bardzo mocno, nie podobał mu się jej partner, nie podobał mu się żaden kocur w jej otoczeniu i pewnie zachowywał się irracjonalnie, ale tak już miał. Dlatego też, chociaż strzępkowa, opowieść Zorra go zaciekawiła, nastawił nawet nieznacznie uszu na słowa o wielkiej wodzie, których nie umiał zinterpretować - czy było to jakieś olbrzymie jezioro, czy mowa o czymś innym? - to i tak prychnął jakby urażony, a może rozbawiony po całym jego wywodzie, na jego pytanie zaś najeżył się niebezpiecznie, ale widać nie on tutaj dowodził. Jego siostra była o wiele bardziej skupiona, patrzyła z zaciekawieniem na Zorra, kiwała nieznacznie głową gdy opowiadał, a nawet wydała z siebie okrzyk zdziwienia, by potem przez chwilę powtarzać: "o, o , o" po tym, jak wspomniał o Klanach.
- Czyli całkiem sporo widziałeś, ale my chyba też! Znam też kota z Klanu, widziałam te Klany, ale nie bardzo wiem, o co im chodzi - stwierdziła na to wzruszając lekko barkami, a potem przymknęła nieznacznie powieki, przybrała rozbawioną minę i wyglądała bardzo zawadiacko. - Z wędrowcami! Szukamy dla siebie domu, od kiedy ziemie ojca stały się dla nas za małe! A ty też dokądś teraz wędrujesz? Hm?
Średniej wielkości kocur z długą, czarno-białą sierścią. Futerko jest błyszczące, chociaż lekko roztrzepane. Białe znaczenia ciągną się od czoła, w kierunku podbrzusza. Także na palcach przednich, jak i tylnych łap. Ogon jest pokryty naprzemiennie czernią i bielą. Coś jeszcze bardzo charakterystycznego? Wygląd na to że brakuje mu większości lewej, tylnej łapy. To znacznie utrudnia mu szybsze poruszanie się. Oczy kocura są zielone, powrócił do nich spokój, a zmęczenie i niepewność zniknęła. Choć może nie jest to już to samo, co niegdyś. Dodatkowo na szyi kocura znajduje się ciemno-czerwona obróżka, z srebrnym znaczkiem. Na znaczku znajduje się numer telefonu do właścicieli, a na samej obroży wygrawerowany jest ciemniejszy napis "Kot terapeuta"
Widać pewne zmiany od ostatnich dni pobytu w tej okolicy. Myślicie że po wszystkim kompletnie się załamał? Gdzie by tam! Zaskakująco odżył, gdyż uświadomił sobie parę rzeczy, a także zaczął bardziej szanować własne życie. Znowu jest spokojnym, miłym i opiekuńczym kocurem. Zachował w pamięci obraz Klanu Cienia i ma nadzieję że wybaczą mu fakt że nie może powrócić. Kocur jest bardzo empatyczny i stara się znaleźć dyplomatyczne rozwiązania. Lubi przebywać za równo w towarzystwie dwunogów, jak i innych kotów. Zawsze chętny by pomóc, o ile jest w stanie cokolwiek zrobić.
Co jak co. Historyjek do opowiedzenia to on trochę miał, będąc doświadczonym, starszym kotem. Jednak wiek wcale nie musiał sprawiać że był jakimś wzorcem do naśladowania i dobrym przykładem dla innych. Ale jak ktoś szukał rozrywki, to dało się trochę z niego wycisnąć. Melasa raczej nie musiał się o nic szczególnego obawiać z jego strony. Akurat latanie teraz za przypadkowymi kocicami, to ostatnie co chodziłoby mu po głowie. A przynajmniej w tym przypadku nic nie planował. Zdecydował się pozostać wierny Iskrzącej Gwieździe, co było ułatwione, przez mocno obniżony pociąg seksualny, po kastracji.
- Nie jest to wielkie zaskoczenie. Czasem koty zapuszczają się poza ich tereny. - Wspomniał. To nie był jakiś cud, że udało jej się napotkać kogoś z klanów. Sam miał nie raz do tego okazję. Nawet w obrębie Osiedli Dwunogów, które nie uchodził raczej ani za bezpieczne, ani za atrakcyjne miejsce do przebywania. - Za małe...dużo was jest? - Zapytał nieco zaskoczony. Czyli to nie była tylko ta parka. Chyba trafił na jakieś większe ugrupowanie kotów, które nie było bezpośrednio związane z klanami. Ani nie wydawali się związani z Osiedlowymi gangami. To rzeczywiście było coś nowego i podsycało jego ciekawość. - Aktualnie, przed siebie. W tej chwili nie mam za bardzo dokąd wrócić, więc mogę mieć tylko nadzieję że uda mi się przeżyć i zobaczyć jak najwięcej... - To chyba było najbliższe prawdy, bo nie bardzo miał dokąd wracać, jeżeli sam wybrał by ruszyć przed siebie. Gdyby wrócił do Osiedli, byłoby to trochę bezcelowe. Nie sądził by był mile widziany w Klanie Cienia, więc to chyba jedyne co mu pozostało?
Mistrz: Dumny Wąs || Krucze Serce
Płeć: kocur
Matka: Nie pamiętam
Ojciec: Nie pamiętam
Partner: Rosa
Srebrzysty nie jest już małym kocięciem o wielkich dwukolorowych oczach. Teraz jego ciało stało się masywne, pod gęstym długim futrem szarej barwy kryją się mięśnie. Oczy - prawe zielone i lewe błękitne - straciły już swój dziecięcy blask nabierając chłodu oraz pewnej dozy nieczułości. Białe końcówki łap oraz ogona zdają się już nie rzucać tak bardzo w oczy, tak samo jak i jasna sierść na lewym uchu. Poduszki łap przybrały bardziej liliową barwę, nos jednak pozostał niemalże czarny odznaczając się na tle całego jego ciała. Na końcach jego uszu pojawiły się niewielkie, ledwie dostrzegalne, pędzelki, a szczęka wydłużyła się nieznacznie nadając mu bardziej drapieżny wygląd. Pomimo iż nie jest już kocięciem, które wciąż jeszcze miałoby prawo, by rosnąć, jego ciało wciąż zdaje się zmieniać, jakby Gwiezdny Klan pragnął uczynić z niego największego kota we wszystkich czterech Klanach.
Srebrzysty wyrósł już ze swej zadziorności, lecz złośliwość i pewna doza sarkazmu pozostała w nim już na zawsze. Z reguły skryte są one pod maską wiecznego opanowania, które niejednego może zmęczyć i zirytować. Jemu zaś daje przewagę nad rozmówcą. Uczucia potrafi okazywać jedynie bliskim sobie kotom, które zdołały wedrzeć się do jego serca osłoniętego grubą skorupą. Pomimo oschłej powierzchowności Srebrzysty jest do głębi dobry i szlachetny, jakby niektórzy powiedzieli - rycerski. Choć jest niezwykle dumnym i pewnym siebie kocurem, który z wielkim trudem gnie kark okazując pokorę, usłyszawszy raz jakąś uwagę pod swym adresem, rozważy ją i z pewnością postara się uczynić wszystko, by stać się jeszcze lepszym kotem. Głęboko wierzy w to, iż Gwiezdny Klan przeznaczył mu jakieś nieodkryte jeszcze, lecz z pewnością wielkie, zadanie.
Racza Sadzawka (KW); Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień, Koziczy Skok i inni (GK)
W takim razie powinien się nimi dzielić! Może jeszcze nie wiedział, ale w pewnym sensie mogło to być jego kartą przetargową, jego drogą do innego świata i do innego życia, za którym wyraźnie tęsknił. Najróżniejsze opowieści mogły mu jedynie przysporzyć zaciekawionych słuchaczy, którzy bez dwóch zdań też co niecoś wiedzieli i nie czuliby pewnie żadnego dyskomfortu, gdyby mieli się podzielić swoimi informacjami w sytuacji, gdy Zorro sprzedawał swoje własne. Poza tym miał również takie szczęście, że trafił na koty skłonne do prowadzenia rozmów, a co za tym idzie, być może również skłonne do jakiś negocjacji, jeśli oczywiście odpowiednio to rozegra, bo kto wie, co jeszcze mogło się zdarzyć.
Kotka na słowa dotyczące tego, iż Klany czasem opuszczały jakieś pojedyncze koty zaśmiała się głośno, dość perliście, a jej nos zmarszczył się w rozbawieniu. Popatrywała na Zorro z nieco zaciekawioną miną, jakby chciała zaraz rzucić mu prosto w pysk: "to ty nic nie wiesz?".
- Widać teraz WSZYSTKIE koty zapuściły się poza swoje tereny - rzuciła w końcu ubawiona, a Melasa aż sapnął słysząc w jej głosie taką swobodę. Czasami nie rozumiał siostry, która chociaż świetnie radziła sobie z przewodzeniem grupie, nie zawsze była zbyt odpowiedzialna czy poważna. Niestety. Na kolejne pytanie Zorra uśmiechnęła się wręcz zalotnie, a następnie rzuciła tajemnicze: trochę, jakby to miało cokolwiek wyjaśniać i w czymkolwiek pomóc.
- Jesteś pieszczochem i nie masz dokąd wrócić? - zapytał właściwie zaraz podejrzliwie Melasa.
Średniej wielkości kocur z długą, czarno-białą sierścią. Futerko jest błyszczące, chociaż lekko roztrzepane. Białe znaczenia ciągną się od czoła, w kierunku podbrzusza. Także na palcach przednich, jak i tylnych łap. Ogon jest pokryty naprzemiennie czernią i bielą. Coś jeszcze bardzo charakterystycznego? Wygląd na to że brakuje mu większości lewej, tylnej łapy. To znacznie utrudnia mu szybsze poruszanie się. Oczy kocura są zielone, powrócił do nich spokój, a zmęczenie i niepewność zniknęła. Choć może nie jest to już to samo, co niegdyś. Dodatkowo na szyi kocura znajduje się ciemno-czerwona obróżka, z srebrnym znaczkiem. Na znaczku znajduje się numer telefonu do właścicieli, a na samej obroży wygrawerowany jest ciemniejszy napis "Kot terapeuta"
Widać pewne zmiany od ostatnich dni pobytu w tej okolicy. Myślicie że po wszystkim kompletnie się załamał? Gdzie by tam! Zaskakująco odżył, gdyż uświadomił sobie parę rzeczy, a także zaczął bardziej szanować własne życie. Znowu jest spokojnym, miłym i opiekuńczym kocurem. Zachował w pamięci obraz Klanu Cienia i ma nadzieję że wybaczą mu fakt że nie może powrócić. Kocur jest bardzo empatyczny i stara się znaleźć dyplomatyczne rozwiązania. Lubi przebywać za równo w towarzystwie dwunogów, jak i innych kotów. Zawsze chętny by pomóc, o ile jest w stanie cokolwiek zrobić.
- Wszystkie? Co chcesz powiedzieć przez wszystkie? - Zapytał zaskoczony, nie wiedząc o co chodzi. Czyżby coś się wydarzyło w okresie kiedy praktycznie siedział w zamknięciu? - W ostatnich księżycach zasiedziałem się trochę u dwunogów i chyba nie mam do końca aktualnych informacji. - Przyznał. Na serio go to zastanawiało. Że wszystkie, to musiał znaczyć że klany albo urządziły jakąś krucjatę na pobliskie tereny. Albo całkiem się przeniosły. Miał pewne powody by podejrzewać to, chociaż nie słyszał o planach.
W sumie w ogóle nie miał ochoty odpowiadać na to pytanie. Miał gdzie wrócić, tylko kwestia była w tym, czy chciał. - Nie zostałem wyrzucony i w sumie mógłbym wrócić. Jednak...nie chce takiego życia. Nie mogę cały czas siedzieć w zamknięciu... - Trochę koloryzował, bo wcale nikt go na siłę nie zamykał, ale czuł że powinien się całkiem odciąć, jeżeli chce nadal...żyć. - Można wytrzymać przez jakiś czas. Ale nie wiem czy ktokolwiek chciałby na dłuższy czas tak żyć. Życie jako pieszczoch to uwiązanie, samotność. - O ile ktoś nie miał szczęścia żyć w jakiejś mini kolonii u jakiejś starszej Pani zbierającej każdego napotkanego kota. Może i stały towarzysz nieco polepszyłby sytuację. Jednak nie jest pewne, czy zastąpiłby mu to, czego pragnął. Nie wiedział czy dobrą decyzją było mówienie o tym, jednak stwierdzenie że wywalili go...mogło by tylko skutkować tym, że uznaliby go za sierotkę, szukającą nowego domu i żebrzącą o żarcie. A to wcale nie był jego cel.
Mistrz: Dumny Wąs || Krucze Serce
Płeć: kocur
Matka: Nie pamiętam
Ojciec: Nie pamiętam
Partner: Rosa
Srebrzysty nie jest już małym kocięciem o wielkich dwukolorowych oczach. Teraz jego ciało stało się masywne, pod gęstym długim futrem szarej barwy kryją się mięśnie. Oczy - prawe zielone i lewe błękitne - straciły już swój dziecięcy blask nabierając chłodu oraz pewnej dozy nieczułości. Białe końcówki łap oraz ogona zdają się już nie rzucać tak bardzo w oczy, tak samo jak i jasna sierść na lewym uchu. Poduszki łap przybrały bardziej liliową barwę, nos jednak pozostał niemalże czarny odznaczając się na tle całego jego ciała. Na końcach jego uszu pojawiły się niewielkie, ledwie dostrzegalne, pędzelki, a szczęka wydłużyła się nieznacznie nadając mu bardziej drapieżny wygląd. Pomimo iż nie jest już kocięciem, które wciąż jeszcze miałoby prawo, by rosnąć, jego ciało wciąż zdaje się zmieniać, jakby Gwiezdny Klan pragnął uczynić z niego największego kota we wszystkich czterech Klanach.
Srebrzysty wyrósł już ze swej zadziorności, lecz złośliwość i pewna doza sarkazmu pozostała w nim już na zawsze. Z reguły skryte są one pod maską wiecznego opanowania, które niejednego może zmęczyć i zirytować. Jemu zaś daje przewagę nad rozmówcą. Uczucia potrafi okazywać jedynie bliskim sobie kotom, które zdołały wedrzeć się do jego serca osłoniętego grubą skorupą. Pomimo oschłej powierzchowności Srebrzysty jest do głębi dobry i szlachetny, jakby niektórzy powiedzieli - rycerski. Choć jest niezwykle dumnym i pewnym siebie kocurem, który z wielkim trudem gnie kark okazując pokorę, usłyszawszy raz jakąś uwagę pod swym adresem, rozważy ją i z pewnością postara się uczynić wszystko, by stać się jeszcze lepszym kotem. Głęboko wierzy w to, iż Gwiezdny Klan przeznaczył mu jakieś nieodkryte jeszcze, lecz z pewnością wielkie, zadanie.
Racza Sadzawka (KW); Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień, Koziczy Skok i inni (GK)
-Dokładnie to, co powiedziałam, głuptasie! Wszystkie koty opuściły te twoje Klany - zakomunikowała wyraźnie jeszcze bardziej rozbawiona tym, że zupełnie o tym nie wie, albo tym, że nie zrozumiał, co do niego mówiła, chociaż przecież było to raczej jasne i oczywiste, widać jednak pieszczoch nie był do końca w stanie tego pojąć. Nieznacznie poruszyła wąsami patrząc na Zorro i zastanawiając się, czy on przypadkiem nie jest otumaniony po takim czasie życia wśród Dwunożnych, a później westchnęła cicho, kiedy wtrącił się Melasa, by zaraz nadepnąć mu na łapę, gdy ten wydał z siebie kolejne prychnięcie świadczące o tym, że takie wyjaśnienia z pyska kalekiego kota jedynie go irytują.
- No? To co chcesz teraz robić? Mieszkać na śmietnikach? - zapytała nadal nieco rozbawiona, bo nie wiedziała, co jeszcze mógłby planować kocur. Najpierw chyba powinien pozbyć się kocimiętki, jaka zalegała w jego głowie, która zdawała się blokować mu jakiekolwiek logiczne myślenie. Pytanie jednak było jak najbardziej zasadne, bo skoro nie chciał wracać do domu, to co chciał robić?
Średniej wielkości kocur z długą, czarno-białą sierścią. Futerko jest błyszczące, chociaż lekko roztrzepane. Białe znaczenia ciągną się od czoła, w kierunku podbrzusza. Także na palcach przednich, jak i tylnych łap. Ogon jest pokryty naprzemiennie czernią i bielą. Coś jeszcze bardzo charakterystycznego? Wygląd na to że brakuje mu większości lewej, tylnej łapy. To znacznie utrudnia mu szybsze poruszanie się. Oczy kocura są zielone, powrócił do nich spokój, a zmęczenie i niepewność zniknęła. Choć może nie jest to już to samo, co niegdyś. Dodatkowo na szyi kocura znajduje się ciemno-czerwona obróżka, z srebrnym znaczkiem. Na znaczku znajduje się numer telefonu do właścicieli, a na samej obroży wygrawerowany jest ciemniejszy napis "Kot terapeuta"
Widać pewne zmiany od ostatnich dni pobytu w tej okolicy. Myślicie że po wszystkim kompletnie się załamał? Gdzie by tam! Zaskakująco odżył, gdyż uświadomił sobie parę rzeczy, a także zaczął bardziej szanować własne życie. Znowu jest spokojnym, miłym i opiekuńczym kocurem. Zachował w pamięci obraz Klanu Cienia i ma nadzieję że wybaczą mu fakt że nie może powrócić. Kocur jest bardzo empatyczny i stara się znaleźć dyplomatyczne rozwiązania. Lubi przebywać za równo w towarzystwie dwunogów, jak i innych kotów. Zawsze chętny by pomóc, o ile jest w stanie cokolwiek zrobić.
Zaraz? Ale jak to wszystkie? W sumie domyślał się już że znaczyło to, że klany opuściły terytorium. Skoro mówiono że wszystkie, znaczyło to że podróżowały razem. Jednak nie miał pojęcia czemu miałoby się to stać. Były jakieś plotki o rysiach i dwunogach, jednak nie sądził by sytuacja była aż tak poważna. Co mogłoby skłonić wszystkich przywódców, do przeniesienia się? I gdzie? - Wiesz może dlaczego? - Zapytał. Przekrzywił głowę, by po chwili sięgnąć tylną łapą do szyi, przy obroży. Kolejny denerwujący fakt. Czasem była trochę niewygodna. Czy może utył tak bardzo, że już była przyciasna? Gdy kocica zadała pytanie, znowu wyprostował się. - Nie przepadam za miastami. Chyba wybiorę się wgłąb lasu. Możliwe że coś w końcu mnie rozszarpie...a może nie. W sumie i tak już długo żyłem. - Przyznał. Kocimiętka? Bardzo możliwe. Nie bez powodu magazynował ostatnio każdy listek tej rośliny, jaki znalazł. Zbierał je do własnego użytku. I w sumie nie pamiętał dokładnie kiedy się ostatnio nawąchał. Pamięć wydawała się jakaś wyblakła, z ostatnich dni.
Mistrz: Dumny Wąs || Krucze Serce
Płeć: kocur
Matka: Nie pamiętam
Ojciec: Nie pamiętam
Partner: Rosa
Srebrzysty nie jest już małym kocięciem o wielkich dwukolorowych oczach. Teraz jego ciało stało się masywne, pod gęstym długim futrem szarej barwy kryją się mięśnie. Oczy - prawe zielone i lewe błękitne - straciły już swój dziecięcy blask nabierając chłodu oraz pewnej dozy nieczułości. Białe końcówki łap oraz ogona zdają się już nie rzucać tak bardzo w oczy, tak samo jak i jasna sierść na lewym uchu. Poduszki łap przybrały bardziej liliową barwę, nos jednak pozostał niemalże czarny odznaczając się na tle całego jego ciała. Na końcach jego uszu pojawiły się niewielkie, ledwie dostrzegalne, pędzelki, a szczęka wydłużyła się nieznacznie nadając mu bardziej drapieżny wygląd. Pomimo iż nie jest już kocięciem, które wciąż jeszcze miałoby prawo, by rosnąć, jego ciało wciąż zdaje się zmieniać, jakby Gwiezdny Klan pragnął uczynić z niego największego kota we wszystkich czterech Klanach.
Srebrzysty wyrósł już ze swej zadziorności, lecz złośliwość i pewna doza sarkazmu pozostała w nim już na zawsze. Z reguły skryte są one pod maską wiecznego opanowania, które niejednego może zmęczyć i zirytować. Jemu zaś daje przewagę nad rozmówcą. Uczucia potrafi okazywać jedynie bliskim sobie kotom, które zdołały wedrzeć się do jego serca osłoniętego grubą skorupą. Pomimo oschłej powierzchowności Srebrzysty jest do głębi dobry i szlachetny, jakby niektórzy powiedzieli - rycerski. Choć jest niezwykle dumnym i pewnym siebie kocurem, który z wielkim trudem gnie kark okazując pokorę, usłyszawszy raz jakąś uwagę pod swym adresem, rozważy ją i z pewnością postara się uczynić wszystko, by stać się jeszcze lepszym kotem. Głęboko wierzy w to, iż Gwiezdny Klan przeznaczył mu jakieś nieodkryte jeszcze, lecz z pewnością wielkie, zadanie.
Racza Sadzawka (KW); Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień, Koziczy Skok i inni (GK)
- Nikt z nich mi się nie zwierzał - rzuciła na to kocica śmiejąc się ciepło, a potem pokręciła głową na znak, że nie ma pojęcia z jakich względów te koty opuściły swoje tereny, ale zdaje się, że nawet nie chciała się nad tym jakoś szczególnie zastanawiać. Nie należała do tej grupy, nie miała takiej potrzeby i miała przede wszystkim swoje własne zmartwienia, o których musiała pamiętać i które musiała brać pod uwagę. Na kolejne słowa Zorra aż uniosła brwi ze zdumienia, bo takiego podejścia do sprawy jeszcze nie widziała, za to Melasa aż głucho warknął słysząc takie użalanie się nad sobą, czy co to właściwie było.
- Słuchaj no! Jak będziesz tak jęczał, nigdzie nie dojdziesz, wypluwko - zakomunikował groźnie kocur.
- Melaso...
- Sama przyznasz mi rację!
- Być może. Ale jeśli ma się nad sobą nie użalać, to powinien faktycznie coś zrobić. Co ty na to, żebyś zapolował, co? Wtedy sam ocenisz, czy przeżyjesz - rzuciła odwracając się ponownie w stronę Zorra.
Średniej wielkości kocur z długą, czarno-białą sierścią. Futerko jest błyszczące, chociaż lekko roztrzepane. Białe znaczenia ciągną się od czoła, w kierunku podbrzusza. Także na palcach przednich, jak i tylnych łap. Ogon jest pokryty naprzemiennie czernią i bielą. Coś jeszcze bardzo charakterystycznego? Wygląd na to że brakuje mu większości lewej, tylnej łapy. To znacznie utrudnia mu szybsze poruszanie się. Oczy kocura są zielone, powrócił do nich spokój, a zmęczenie i niepewność zniknęła. Choć może nie jest to już to samo, co niegdyś. Dodatkowo na szyi kocura znajduje się ciemno-czerwona obróżka, z srebrnym znaczkiem. Na znaczku znajduje się numer telefonu do właścicieli, a na samej obroży wygrawerowany jest ciemniejszy napis "Kot terapeuta"
Widać pewne zmiany od ostatnich dni pobytu w tej okolicy. Myślicie że po wszystkim kompletnie się załamał? Gdzie by tam! Zaskakująco odżył, gdyż uświadomił sobie parę rzeczy, a także zaczął bardziej szanować własne życie. Znowu jest spokojnym, miłym i opiekuńczym kocurem. Zachował w pamięci obraz Klanu Cienia i ma nadzieję że wybaczą mu fakt że nie może powrócić. Kocur jest bardzo empatyczny i stara się znaleźć dyplomatyczne rozwiązania. Lubi przebywać za równo w towarzystwie dwunogów, jak i innych kotów. Zawsze chętny by pomóc, o ile jest w stanie cokolwiek zrobić.
Wypluwko...!? Poczuł się nieco urażony, ale nie skomentował tego. Pewnie dlatego że mógłby oberwać pazurami po pysku. Jedynie jego wyraz pyska stał się nieco bardziej...zirytowany. Ale tylko na chwilę. Tak w sumie, to prawdopodobnie melasa miał rację. Za bardzo jojczył nad sobą. To właśnie doprowadziło go do tego, w jakim stanie był teraz. - Być może masz rację. - Westchnął, odwracając wzrok. Był trochę zawstydzony też, że znowu robił z siebie ofiarę. Czy chociaż raz nie mógłby normalnie się...a dobra tam! Lepiej przejdźmy dalej.
Polowanie wydawało się nie głupim pomysłem. Kocur po chwili zastanowienia i rozejrzenia się, oddalił się nieco od kotów, by mieć szansę na znalezienie jakiejkolwiek zwierzyny. Próbował robić to, czego go kiedyś uczono. Być cicho i powoli przemieszczać się na ugiętych łapach. Nie śpieszył się, jego ruchy były wolne, by nie wystraszyć czegokolwiek, co mógłby tu spotkać. W tej chwili się nawet nie bał. W sumie głodny też nie był, ale chciał uratować resztki swojej dumy. I być może w jakiś sposób podziękować kocicy za...sam w sumie nie wiedział co. Po prostu chciał.
Mistrz: Dumny Wąs || Krucze Serce
Płeć: kocur
Matka: Nie pamiętam
Ojciec: Nie pamiętam
Partner: Rosa
Srebrzysty nie jest już małym kocięciem o wielkich dwukolorowych oczach. Teraz jego ciało stało się masywne, pod gęstym długim futrem szarej barwy kryją się mięśnie. Oczy - prawe zielone i lewe błękitne - straciły już swój dziecięcy blask nabierając chłodu oraz pewnej dozy nieczułości. Białe końcówki łap oraz ogona zdają się już nie rzucać tak bardzo w oczy, tak samo jak i jasna sierść na lewym uchu. Poduszki łap przybrały bardziej liliową barwę, nos jednak pozostał niemalże czarny odznaczając się na tle całego jego ciała. Na końcach jego uszu pojawiły się niewielkie, ledwie dostrzegalne, pędzelki, a szczęka wydłużyła się nieznacznie nadając mu bardziej drapieżny wygląd. Pomimo iż nie jest już kocięciem, które wciąż jeszcze miałoby prawo, by rosnąć, jego ciało wciąż zdaje się zmieniać, jakby Gwiezdny Klan pragnął uczynić z niego największego kota we wszystkich czterech Klanach.
Srebrzysty wyrósł już ze swej zadziorności, lecz złośliwość i pewna doza sarkazmu pozostała w nim już na zawsze. Z reguły skryte są one pod maską wiecznego opanowania, które niejednego może zmęczyć i zirytować. Jemu zaś daje przewagę nad rozmówcą. Uczucia potrafi okazywać jedynie bliskim sobie kotom, które zdołały wedrzeć się do jego serca osłoniętego grubą skorupą. Pomimo oschłej powierzchowności Srebrzysty jest do głębi dobry i szlachetny, jakby niektórzy powiedzieli - rycerski. Choć jest niezwykle dumnym i pewnym siebie kocurem, który z wielkim trudem gnie kark okazując pokorę, usłyszawszy raz jakąś uwagę pod swym adresem, rozważy ją i z pewnością postara się uczynić wszystko, by stać się jeszcze lepszym kotem. Głęboko wierzy w to, iż Gwiezdny Klan przeznaczył mu jakieś nieodkryte jeszcze, lecz z pewnością wielkie, zadanie.
Racza Sadzawka (KW); Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień, Koziczy Skok i inni (GK)
Melasa wyglądał tak, jakby miał wielką ochotę przywalić mu w pysk i nie było w tym właściwie nic aż tak dziwnego. Zorro działał mu na nerwy, zachowywał się, jakby był całkowicie skrzywdzony przez los, ale chociaż był kaleką żył przecież w domu Dwunożnych, dostawał miskę pod sam pysk i nie musiał się martwić wieloma sprawami. A zachowywał się dokładnie tak, jakby świat spadł mu na łeb, jeśli tak było, to siedzenie i płakanie, jak jest źle, nic nie zmieni. Nie powiedział tego jednak na głos, bo siostra zdawała się piorunować go spojrzeniem, tak więc tym razem siedział potulnie jedynie zaciskając mocno zęby i z pewną dozą rozbawienia obserwując, jak kocur, który zachowywał się jak płaksa, próbuje coś upolować.
Czas zrobił swoje. Postawa była niepewne, skupienie też nie do końca takie, ale instynkty pozostały i miały się całkiem dobrze. Musiał się tylko bardziej skupić, bardziej zastanowić nad tym, co się dzieje, musiał, jeśli chciał udowodnić sobie i otoczeniu, że się do czegoś nadaje. Sowa znowu się odezwała, a do jego nosa dotarł zapach jakiejś polnej myszy, która pewnie szukała pokarmu w tę noc. Dawne życie wróciło – uderzyło w Zorro z mocą przyzwyczajeń, jakie miał w sobie, gdy żył w Klanie. Ciekawe tylko, czy umiał je wykorzystać.
Średniej wielkości kocur z długą, czarno-białą sierścią. Futerko jest błyszczące, chociaż lekko roztrzepane. Białe znaczenia ciągną się od czoła, w kierunku podbrzusza. Także na palcach przednich, jak i tylnych łap. Ogon jest pokryty naprzemiennie czernią i bielą. Coś jeszcze bardzo charakterystycznego? Wygląd na to że brakuje mu większości lewej, tylnej łapy. To znacznie utrudnia mu szybsze poruszanie się. Oczy kocura są zielone, powrócił do nich spokój, a zmęczenie i niepewność zniknęła. Choć może nie jest to już to samo, co niegdyś. Dodatkowo na szyi kocura znajduje się ciemno-czerwona obróżka, z srebrnym znaczkiem. Na znaczku znajduje się numer telefonu do właścicieli, a na samej obroży wygrawerowany jest ciemniejszy napis "Kot terapeuta"
Widać pewne zmiany od ostatnich dni pobytu w tej okolicy. Myślicie że po wszystkim kompletnie się załamał? Gdzie by tam! Zaskakująco odżył, gdyż uświadomił sobie parę rzeczy, a także zaczął bardziej szanować własne życie. Znowu jest spokojnym, miłym i opiekuńczym kocurem. Zachował w pamięci obraz Klanu Cienia i ma nadzieję że wybaczą mu fakt że nie może powrócić. Kocur jest bardzo empatyczny i stara się znaleźć dyplomatyczne rozwiązania. Lubi przebywać za równo w towarzystwie dwunogów, jak i innych kotów. Zawsze chętny by pomóc, o ile jest w stanie cokolwiek zrobić.
Wyczuł mysz, kierując się na nią. Nie zwietrzył nic innego. Próbował skupić myśli, choć było to trudne. Miał wrażenie że jakby nie do końca rozumiał, co się dzieje wokół niego. Był oszołomiony. Nie zdawał sobie zbyt poważnie sprawy z faktu, że dla każdego rozsądnego kota, jest po prostu ofiarą losu. Jojczącą nad swoją niedolą ofiarą losu. Może był zbyt przyjarany kocimiętką by się w tej chwili tym przejąć. Próbował myśleć tylko o zapachu. O myszy. Skradał się bardzo powoli, unikając wszelkich przeszkód, jak go kiedyś uczono. Starał się być tak cicho, jak mógł. Manewrował, chcąc ustawić się pod wiatr. Był coraz bliżej. Czując zwierzątko przed sobą, przeniósł ciężar ciała na tylne łapy, wysuwając pazury i wyskoczył do przodu, chcąc pochwycić gryzonia.
Mistrz: Dumny Wąs || Krucze Serce
Płeć: kocur
Matka: Nie pamiętam
Ojciec: Nie pamiętam
Partner: Rosa
Srebrzysty nie jest już małym kocięciem o wielkich dwukolorowych oczach. Teraz jego ciało stało się masywne, pod gęstym długim futrem szarej barwy kryją się mięśnie. Oczy - prawe zielone i lewe błękitne - straciły już swój dziecięcy blask nabierając chłodu oraz pewnej dozy nieczułości. Białe końcówki łap oraz ogona zdają się już nie rzucać tak bardzo w oczy, tak samo jak i jasna sierść na lewym uchu. Poduszki łap przybrały bardziej liliową barwę, nos jednak pozostał niemalże czarny odznaczając się na tle całego jego ciała. Na końcach jego uszu pojawiły się niewielkie, ledwie dostrzegalne, pędzelki, a szczęka wydłużyła się nieznacznie nadając mu bardziej drapieżny wygląd. Pomimo iż nie jest już kocięciem, które wciąż jeszcze miałoby prawo, by rosnąć, jego ciało wciąż zdaje się zmieniać, jakby Gwiezdny Klan pragnął uczynić z niego największego kota we wszystkich czterech Klanach.
Srebrzysty wyrósł już ze swej zadziorności, lecz złośliwość i pewna doza sarkazmu pozostała w nim już na zawsze. Z reguły skryte są one pod maską wiecznego opanowania, które niejednego może zmęczyć i zirytować. Jemu zaś daje przewagę nad rozmówcą. Uczucia potrafi okazywać jedynie bliskim sobie kotom, które zdołały wedrzeć się do jego serca osłoniętego grubą skorupą. Pomimo oschłej powierzchowności Srebrzysty jest do głębi dobry i szlachetny, jakby niektórzy powiedzieli - rycerski. Choć jest niezwykle dumnym i pewnym siebie kocurem, który z wielkim trudem gnie kark okazując pokorę, usłyszawszy raz jakąś uwagę pod swym adresem, rozważy ją i z pewnością postara się uczynić wszystko, by stać się jeszcze lepszym kotem. Głęboko wierzy w to, iż Gwiezdny Klan przeznaczył mu jakieś nieodkryte jeszcze, lecz z pewnością wielkie, zadanie.
Racza Sadzawka (KW); Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień, Koziczy Skok i inni (GK)
Zbyt dawno nie polował! Oddychał raczej za głośno, nim złapał wiatr, jego zapach rozlał się niestety po okolicy, widać było, że musi na nowo wtłoczyć się w ramy, w jakich żył dawniej, jeśli chciał, by cokolwiek z tego właściwie wyszło. Na razie ruszając na mysz mógł się zorientować, że ta właśnie zaczęła przed nim uciekać. Dostrzegł jej ogonek, zrozumiał, że musi się zebrać w sobie, jeśli chce, by ta w ogóle jeszcze dała się pochwycić. To wszystko zdawało się dziać jak w jakimś zwolnionym filmie, jakby czas biegł inaczej, jakby wszystko, co kiedyś było dla niego naturalne, teraz było jedynie cieniem przeszłości. Aż tak bardzo zapadł się w sobie? Czy to polowanie mogło okazać się decydujące w podjęciu jakiegoś dalszego działania? Tylko czego właściwie chciał Zorro? A może Orzeł? Kim on właściwie był? Jak zamierzał znaleźć odpowiedzi na te pytania?
Średniej wielkości kocur z długą, czarno-białą sierścią. Futerko jest błyszczące, chociaż lekko roztrzepane. Białe znaczenia ciągną się od czoła, w kierunku podbrzusza. Także na palcach przednich, jak i tylnych łap. Ogon jest pokryty naprzemiennie czernią i bielą. Coś jeszcze bardzo charakterystycznego? Wygląd na to że brakuje mu większości lewej, tylnej łapy. To znacznie utrudnia mu szybsze poruszanie się. Oczy kocura są zielone, powrócił do nich spokój, a zmęczenie i niepewność zniknęła. Choć może nie jest to już to samo, co niegdyś. Dodatkowo na szyi kocura znajduje się ciemno-czerwona obróżka, z srebrnym znaczkiem. Na znaczku znajduje się numer telefonu do właścicieli, a na samej obroży wygrawerowany jest ciemniejszy napis "Kot terapeuta"
Widać pewne zmiany od ostatnich dni pobytu w tej okolicy. Myślicie że po wszystkim kompletnie się załamał? Gdzie by tam! Zaskakująco odżył, gdyż uświadomił sobie parę rzeczy, a także zaczął bardziej szanować własne życie. Znowu jest spokojnym, miłym i opiekuńczym kocurem. Zachował w pamięci obraz Klanu Cienia i ma nadzieję że wybaczą mu fakt że nie może powrócić. Kocur jest bardzo empatyczny i stara się znaleźć dyplomatyczne rozwiązania. Lubi przebywać za równo w towarzystwie dwunogów, jak i innych kotów. Zawsze chętny by pomóc, o ile jest w stanie cokolwiek zrobić.
Nagły ruch, a jego oczy dostrzegły jedynie wąską witkę, będącą ogonem myszy. Bez zastanowienia zaczął biec. Szybkość. Kiedyś była nie raz jego przewagą ponad innymi, dzisiaj była pewnie wręcz śmieszna, patrząc na jego wiek. Jednak próbował. O trzech łapach, ale musiał to zrobić. W sumie sam nie wiedział czemu zaczęło mu zależeć. Instynkt po prostu mówił by biec przed siebie. Nie wiedział właściwie co się stanie. Teraz, jutro, za wiele księżycy. Jedynie pewne było to, że pewnego dnia umrze. Może po prostu nie chciał dalej marnować resztek życia, płacząc nad sobą, w jakimś ciemnym koncie? Znienawidził w sumie swoje imię od dwunogów. Nie chciał tego mówić, ale je znienawidził. Jednak za razem czuł niepewność, nazywając siebie imieniem wojownika. Bo czy naprawdę na nie zasługiwał. Czuł odrazę do tego czym się stał, a jednocześnie przez tak długi czas bał się zmienić cokolwiek.
Nie chciał myśleć. Nie chciał zastanawiać się dłużej nad wyborami których dokonał i których już nie cofnie. Nie chciał dłużej zastanawiać się nad tym co było lepsze. Po prostu biegł, nie zwracając uwagi na nikogo. Na to co o nim myślą lub jakie będzie to miało konsekwencje. Skoro nie potrafi podejmować dobrych wyborów, lepiej będzie się nad tym nie zastanawiać. Próbował przyśpieszyć do granic możliwości i nie zgubić przy tym ofiary. Te stare uczucie narastało. W jego głowie pojawił się tylko jeden cel, pochwycić mysz w pazury. Nic więcej, nic mniej.
Mistrz: Dumny Wąs || Krucze Serce
Płeć: kocur
Matka: Nie pamiętam
Ojciec: Nie pamiętam
Partner: Rosa
Srebrzysty nie jest już małym kocięciem o wielkich dwukolorowych oczach. Teraz jego ciało stało się masywne, pod gęstym długim futrem szarej barwy kryją się mięśnie. Oczy - prawe zielone i lewe błękitne - straciły już swój dziecięcy blask nabierając chłodu oraz pewnej dozy nieczułości. Białe końcówki łap oraz ogona zdają się już nie rzucać tak bardzo w oczy, tak samo jak i jasna sierść na lewym uchu. Poduszki łap przybrały bardziej liliową barwę, nos jednak pozostał niemalże czarny odznaczając się na tle całego jego ciała. Na końcach jego uszu pojawiły się niewielkie, ledwie dostrzegalne, pędzelki, a szczęka wydłużyła się nieznacznie nadając mu bardziej drapieżny wygląd. Pomimo iż nie jest już kocięciem, które wciąż jeszcze miałoby prawo, by rosnąć, jego ciało wciąż zdaje się zmieniać, jakby Gwiezdny Klan pragnął uczynić z niego największego kota we wszystkich czterech Klanach.
Srebrzysty wyrósł już ze swej zadziorności, lecz złośliwość i pewna doza sarkazmu pozostała w nim już na zawsze. Z reguły skryte są one pod maską wiecznego opanowania, które niejednego może zmęczyć i zirytować. Jemu zaś daje przewagę nad rozmówcą. Uczucia potrafi okazywać jedynie bliskim sobie kotom, które zdołały wedrzeć się do jego serca osłoniętego grubą skorupą. Pomimo oschłej powierzchowności Srebrzysty jest do głębi dobry i szlachetny, jakby niektórzy powiedzieli - rycerski. Choć jest niezwykle dumnym i pewnym siebie kocurem, który z wielkim trudem gnie kark okazując pokorę, usłyszawszy raz jakąś uwagę pod swym adresem, rozważy ją i z pewnością postara się uczynić wszystko, by stać się jeszcze lepszym kotem. Głęboko wierzy w to, iż Gwiezdny Klan przeznaczył mu jakieś nieodkryte jeszcze, lecz z pewnością wielkie, zadanie.
Racza Sadzawka (KW); Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień, Koziczy Skok i inni (GK)
Haha, sto lat temu miałam posta, który się nie wysłał, więc piszę jeszcze raz ;__;
Mysz została złapana i widać to właśnie było teraz najważniejsze, jakby pochwycenie jej w szpony determinowało całą przyszłość kocura. Być może był to sprawdzian, jaki sam Zorro sobie wystawił, a może tak naprawdę nieznane mu koty postanowiły, że pokażą mu do czego się nadaje. Trudno to ocenić, trudno powiedzieć, co dokładnie się w tym wszystkim kryło, czy było w tym coś szczególnego, czy jednak nie. Pewne było tylko to, że gryzoń znalazł się w łapach kocura, że zwisał po chwili z jego pyska, a jego umysł zdawał się jakby otwierać na nowo. Nie był wcale aż tak stary, niepełnosprawny, to prawda, ale czy właśnie nie udowodnił, że jednak do czegoś się nadaje?
Musiał usłyszeć jakiś szelest, bo obejrzał się, by przekonać się, że Melasa i jego towarzyszka powoli odchodzą. Kocica odwróciła się jednak w stronę Zorra mrugnęła do niego i skinęła mu łbem, ledwie dostrzegalnie, na znak, żeby szedł za nimi. Trudno powiedzieć, czego chciała, na co właściwie był jej kocur o trzech łapach i czy może coś właśnie mu proponowała, ale dawała mu na pewno wybór. Udowodnił, że mimo wszystko nadaje się do czegoś sensownego, że coś można z nim zrobić, że można się nim jakoś wysłużyć, czy coś podobnego. Pytanie jednak brzmiało, czy sam Zorro chciał z nimi iść, czy jednak nie czuł takiej potrzeby. Co oni mogli zaoferować jemu?