Logo Artemidy
Wyprawa Szałwii i Krzykliwej Mewy
#16
Mewa była za stara, żeby się czegoś bać, była również, w pewnym sensie, za głupia, a poza tym zależało jej na tym, żeby dostać się na drugą stronę, dostać się do przodków i nie musieć się sto razy zastanawiać, co dalej – prawda była taka, że zamierzała spróbować wślizgnąć się w sen za Szałwią, miała nadzieję, że zobaczy tam Niebo, że dowie się czegoś mądrego z jego pyska, chciała wyraźnie nastawić uszu, by mieć pewność, że wszystko co nastąpi będzie jak najlepsze dla Klanu – gdyby było trzeba zamierzała tak długo tupać łapami, aż dojdzie do wybrania najlepszego na świecie rozwiązania, i to nie tak, że nie ufała Szałwii, bo bardzo mocno w niego wierzyła, ale Grad był jego bratem, a to czasem powodowało, nie ma co ukrywać, pewne trudności, jak chociażby teraz, gdy medyk zapytał ją o to, co zrobi, a ona uśmiechnęła się jedynie dumnie.
- Po pierwsze go nie wybiorą, widzieli, co zrobił Klan, gdy Szlachetna nie miała posłuchu, a nie sądzę, żeby znowu chcieli oglądać bunt, wiedzą co znaczy przywódca bez szacunku, na dokładkę z jakimiś zaplutymi grzybami u boku – stwierdziła krzywiąc się mocno, bo Pstra była jej kiedyś bliska, kiedyś dało się z nią rozmawiać, kiedyś łapała z nią niebo, a teraz była nikim więcej jak pasożytem, który śmie otwierać pysk i rości sobie jakiekolwiek prawa po powrocie, na dokładkę była wojownikiem bez przeszkolenia! – Żałuję, że kiedy miałam możliwość, nie poprosiłam Kruka, by cofnął rangę Grada i upewnił się, że aby na pewno nadaje się na wojownika, bo widać ja nie umiałam go dobrze wyszkolić – mruknęła bardziej sama do siebie i chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że Szałwia jest bratem kocura, nie zmierzała go oszczędzać, już wszyscy wiedzieli, że miała Grada za lisi bobek i zdania zmieniać nie zamierzała, nie zamierzała również wygładzać własnej wypowiedzi, bo nie miałoby to najmniejszego sensu. – Powiedziałam, co zrobię, Szałwio. Po moim trupie, rozumiesz? Nie wypuszczę go i mam w nosie to, co się wydarzy, mogę iść nawet do Ciemnego Lasu, to nie jest mi straszne, ważne, żeby ten Klan miał przywódcę z prawdziwego zdarzenia – stwierdziła hardo, a jej zielone oczy niemalże zaczęły miotać błyskawicami, była uparta jak osioł i pewnym było, że po prostu rozpocznie bunt i rewolucję, jeśli tylko Grad miałby zostać przywódcą i nie bała się tego ani trochę, nie zamierzała pozwolić, by ta wypluwka zasiadała wyżej niż na ziemi; kiedy to mówiła pojawił się królik, za którym potoczyła spojrzeniem i uniosła lekko brwi, jakby chciała zapytać, czy to kolejny znak i wskazanie kierunku, przekręciła nieznacznie głowę, wciągnęła głęboko powietrze, a potem ruszyła mniej więcej w ślad za uszastym jednocześnie rozglądając się dookoła bardzo, ale to bardzo uważnie, szukając jakiegoś śladu lub znaku, że to tutaj i właśnie znaleźli się u Gwiezdnych na herbatce.
[Obrazek: 4i9Eyy2.png]

[ you'll remember me when the west wind moves ]xxxxx
» upon the fields of barleyxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
» you can tell the sun in his jealous skyxxxxxxx
» when we walked in fields of g o l dxxxxxxxxxx
LVL 7 585 / 500
MedLVL 1 31 / 200
13
Siła
S
18
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#17
Nie wybiorą? Tak sądziła? On zaś uważał, iż Gwiezdni byli wybaczający, wybaczali kotom ich błędy, niekiedy nawet poważne. Każdy je popełniał. Naprawdę każdy, nawet ci, którzy już teraz zasiadali wśród Gwiazd i obserwowali Klany, nowe pokolenia, od wielu, wielu pokoleń. Grad nie był inny. Mewa nie była inna, Szałwia również. Jednak musiał się zgodzić z Krzykliwą Mewą z jednym - przywódca bez szacunku mógł poprowadzić klan na dno. Nie żył za czasów Szlachetnej Gwiazdy, jednak, być może, był na tyle inteligentny, by zrozumieć jak mogło to się skończyć. Kochał brata, naprawdę kochał, nie szedł do Gwiezdnych po to, żeby koniecznie strącić Grada ze stołka. Szedł tam przede wszystkim dla klanu, dla ich spokoju, dla ich przyszłości. Skoro Wicher tak bardzo rozpamiętywał winy zastępcy Kruczej Gwiazdy.
— Zaplutymi grzybami — powtórzył zatem po Krzykliwej Mewie głucho, na ułamek sekundy zwalniając kroku. Domyślał się. Domyślał się do czego piła, co... Zabolało. Zakuło w jego serce, bowiem w ten sposób wyrażała się o osobie, którą... Kochał? Czy tak właśnie dalej było? Czy może ta miłość, ta piękna miłość, ulatywała wraz z dawną Pstrą Chmurą, tą którą ukochał? Nie wiedział. Nie potrafił sprecyzować. Bał się, bał się jakiejkolwiek prawdy i tego, jak to mogło się wszystko skończyć. Odchrząknął wreszcie po chwili ciszy, przełknął ślinę. — Każdy popełnia błędy. Grad również je popełnił. Pamiętaj jednak, że medyk jest po to, by również być oparciem dla przywódcy. Dla klanu. By naprowadzić Gwiazdę na dobrą drogę — przemówił dość cicho, rozglądając się przy tym po okolicy. Chwila na złapanie oddechu. — Nie wiem, kogo wybiorą. Czy będzie to mój brat, czy będzie to ktoś inny - jestem medykiem, Krzykliwa Mewo. I będę oparciem dla Gwiazdy. I nie pozwolę, by popełniał błędy i sprowadzał Wicher na złą drogę — zakończył swoją wypowiedź mrukliwie, zaciskając po tym zęby. Była odważna w swoich słowach. I to, w pewnym stopniu, przerażało.
Zmrużył ślepia, kiedy dostrzegł królika. Zwolnił, spiął mięśnie, rozejrzał się. Po czym ruszył szybciej, dalej, wgłąb Borsuczych Pagórków. Gwiezdni ich prowadzili i wiedział to. Czuwali nad nimi. Dlatego pozostawało mu jedynie dostosować się do nich, podążać za znakami, które zsyłali. Podążył w stronę, w którą uciekł królik, jednocześnie, podobnie jak była wojowniczka, zaczynając się rozglądać jeszcze uważniej, by nie przegapić ani żadnego znaku od przodków, ani czegoś, co sugerowałoby, iż są na miejscu.
x
jak .dużo '.niebo .może .znieść
gdy modlę się, .gdy .modlę 'się
ile ptaków, .ile burz
nie ma blizn, skąd wiedzieć już
czy .moje .łzy ..udźwignie .też?
x
LVL 4 160 / 300
MedLVL 9 1451 / 1500
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#18
Być może to Krzykliwa Mewa, dość stanowczo wyrażająca swoje zdanie na temat Gradowego Podmucha i aktualnej sytuacji w klanie Wichru, przepłoszyła kryjącego się wśród pagórków królika. Czy był to znak, czy nie – koty podążyły za szybko umykającym zwierzęciem, dalej w głąb Borsuczych Pagórków. Krajobraz praktycznie się nie zmieniał; mogli zauważyć pagórki i bardziej płaski teren pomiędzy nimi, gęstą trawę, pojedyncze krzewy i liczne wejścia do wielokomorowej nory. Nie dostrzegali jednak nic interesującego: poprzednie miejsce spotkań z Gwiezdnym Klanem było w jaskini, blisko wody, podczas gdy tu nie było żadnych podobnych elementów. Może… może wcale nie obrali dobrego kierunku? Z jakiegoś powodu jednak wydawało się, że to jak najbardziej słuszny wybór. Nawet trawy zdawały się lekko pochylać na wschód, chociaż może to było jedynie złudzenie optyczne.
Szli dość długo, prawie tak długo, jak z obozu klanu Wichru do centrum Borsuczych Pagórków, a królik dawno już umknął, gdy wokół kotów zaczął powoli zmieniać się krajobraz: teren się wyrównywał, pojawiało się coraz więcej krzewów, nieraz kolczastych, a także drzew i głazów. Na razie pojedynczych, ale w końcu weszli do dość niewielkiego zagajnika z różnymi drzewami. Zdawał się on nieco przypominać znajdujący się na ziemiach nad Wielką Słoną Wodą Mglisty Zagajnik, chociaż drzewa nie rosły tak blisko siebie, a i teraz nad ziemią nie unosiła się tu gęsta mgła. Coś… coś w tym miejscu było innego, jakby potężnego, ale mógł to wyczuć przede wszystkim Niezapominajkowe Serce, w końcu kocur był medykiem. Po chwili zaczęli słyszeć cichy szum wody, a idąc cały czas przed siebie, dalej na wschód, dotarli do niewielkiego, niezbyt głębokiego jeziora, czy może bardziej: sadzawki, od której w stronę jeziora Topiołki odchodziła dość wąska rzeczka. Wokół samej sadzawki było trochę wolnej przestrzeni, jakby niewielka polana, na której oprócz zbiornika znajdowało się parę ogromnych, omszonych głazów, które częściowo osłaniały jeziorko, a przy samej wodzie rosły tylko dwa spore drzewa. Niezapominajkowe Serce i Krzykliwa Mewa mieli przed sobą łagodny, trawiasty brzeg zbiornika. Jezioro połyskiwało w słońcu, które oblewało całą jego taflę, mieniło się niewiarygodnymi wręcz odcieniami, a przede wszystkim medyk mógł wyczuć specyficzną aurę tego miejsca, mistyczną wręcz, ale i kojącą. Czy to mogło być to? Jednak… na wodzie ani nawet bezpośrednio przy niej nie było żadnego głazu, kamienia, a tym bardziej takiego, który wyglądałby choć trochę specyficznie, tak jak ten w Bursztynowej Grocie.
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
21
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#19
Wybaczać może i wybaczali, ale nie o to tutaj chodziło, bo błędy można puścić w zapomnienie, jednak przywódcy należy ufać, szanować go i widzieć w nim kota, który da radę poprowadzić Klan, tymczasem Grad nie miał tych wszystkich cech, nie umiał również ugiąć karku i powiedzieć, że przeprasza za to, co zrobił źle, że prosi ich o ostatnią szansę i tego typu proste banały, które mogłyby zjednać mu Klan i pozwolić na to, by spróbował ich prowadzić, on jednak wolał zachowywać się jak księżna na bani, nie skupiał się na doświadczonych wojownikach, bo ci zarzucali mu pewne kwestie, potknięcia i problemy, wybierał na nauczyciela kota, który ich zdradził, a potem dziwił się, że pozostałe koty mają mu coś za złe; to zaś jednoznacznie pokazywało, że do przewodzenia Klanowi się w żaden sposób nie nadawał.
- A nie? Kiedyś bardzo lubiłam Pstrą, łapałam z nią niebo, rozmawiałam, śmiałam się i w ogóle, ale teraz to jest jakiś obcy kot, który rości sobie prawa do nie wiadomo czego i zachowuje się, jakby miał poparcie wszystkich Gwiazd, wyzywa nas, oskarża, chociaż w nosie ma wyjaśnienie komukolwiek z nas, co się z nią stało, nie zamierza nas przeprosić za swoje zachowanie, za to, że podkuliła ogon i poleciała do przodków, chociaż potrzebowaliśmy kogoś, kto się nami zajmie, nie, Szałwia, to jest jakaś obca kocica i ja jej nie chcę znać, a o Gawronie nie ma co mówić, bo on ma mleko na wąsach i myśli, że jak będzie innych wyzywał to zyska ich szacunek i posłuch wśród Klanu – odpowiedziała tak prędko i z dość sporą już łatwością, widać było, że wraca powoli dawna Krzykliwa Mewa, która nie zamierzała się tak prosto poddawać, która przeżyła żałobę i poszła na przód, która podniosła się, zaczerpnęła głęboko tchu i radziła sobie z tym, co ma przed sobą, zamierzała zostawić Klan w jak najlepszym stanie, w najlepszym zdrowiu i pod przewodem kogoś, kto na to zasługuje; uśmiechnęła się łagodnie do towarzyszącego jej medyka, ale jednocześnie było w jej minie i spojrzeniu tak wiele determinacji i zacięcia, że nie mogło być wątpliwości co do tego, co myśli i co czuje.
- Wiem, że będziesz, ale Gwiazda to nie jest kot, który powinien się obrażać, wykręcać, informować nas o czymś po fakcie, to nie jest kot, który powinien bronić… koty skrajnie nieodpowiedzialne w sposób, który można uznać za niesmaczny, to nie jest kot, który nie umie przemawiać, nie zjednał sobie nikogo, który pomimo tak wielu księżyców nie wykazał jeszcze, że umie kogokolwiek wyszkolić, to nie jest wreszcie kot, który miele co mu ślina na język przyniesie, zasłania się Kodeksem i niczym wąż zmienia skórę, rozumiesz? Widziałeś, co się stało, gdy przyszła Malina? Sza, koniec, macie milczeć. To, właśnie to, jest zachowanie, jakim powinien wykazywać się przywódca, o, albo całkowite opanowanie i wyrażenie swojego zdanie, ale słuchanie Klanu, a nie tupanie łapami i mówienie, że to MY jesteśmy źli, bo nie szukaliśmy Kruka, bo zarzucamy mu błędy! – powiedziała tak twardo, jak tylko umiała, co dobitnie podkreślało, że chociaż ufała Szałwii, wierzyła w niego, to właśnie mu przekazywała całą sobą, to mimo wszystko nie zamierzała dopuścić do tego, by to Grad został przywódcą i święcie wierzyła w to, że przodkowie mają inny plan, zupełnie innych, bo nie wierzyła w to, że zechcą powielić błędy, jakie kiedyś oglądali, w jakich uczestniczyli i jakie doprowadziły do tragedii.
Ruszyli dalej i Mewa już nic nie mówiła, jakby pozwalając, żeby te wszystkie słowa, jakie przedstawiła, po prostu zagnieździły się w umyśle Szałwii, któremu posłała jeszcze stanowcze, aczkolwiek pełne miłości spojrzenie świadczące o tym, że mu ufa, wierzy i rozumie, że chce zrobić wszystko dla dobra Klanu, jednak wyraźnie widać było, że ona również tego chce, chociaż dochodzili do tego zupełnie różnymi ścieżkami; tak czy inaczej wędrowali, aż w końcu trafili do zagajnika, po którym starsza zaczęła rozglądać się z zaciekawieniem, jednocześnie ukradkiem zaciskając zęby, gdyż powoli bolały ją łapy, potem wciągnęła głęboko w płuca powietrze chwytając woń wody, a gdy znaleźli się nad zbiornikiem podeszła do niego i zaczęła wsuwać się ostrożnie do wody, by nieco odpocząć i napić się, co dałoby jej ukojenie i pozwoliło pomyśleć nad tym, co dalej, jednocześnie jednak rzuciła spojrzenie Szałwii czekając na to, co ten powie.
[Obrazek: 4i9Eyy2.png]

[ you'll remember me when the west wind moves ]xxxxx
» upon the fields of barleyxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
» you can tell the sun in his jealous skyxxxxxxx
» when we walked in fields of g o l dxxxxxxxxxx
LVL 7 585 / 500
MedLVL 1 31 / 200
13
Siła
S
18
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#20
Ale teraz to jest jakiś obcy kot. Wstrzymał oddech, kiedy dopadły do niego słowa Krzykliwej Mewy na temat byłej medyczki Wichru. Obcy kot. Nie Pstra, a ktoś obcy, ktoś, kogo nie rozpoznawał nikt, kto przywdziewał pstrokate futerko kocicy, ktoś, kto był tak odległy i zdecydowanie nie taki, jak wcześnie. Czy to wydarzenia w Wichrze? Jej zniknięcie? Och, a może coś innego, coś, czego nie dostrzegał? Może to on sam zawinił? Tak, to było prawdopodobne; mógł po prostu być niedostatecznie dobry, mógł nie skupiać na niej wystarczającej ilości swojej uwagi. Może, ale tylko może, wszystko, za co się zabierał, kończyło się fatalnie. Z jego, tylko i wyłącznie, winy.
— Obcy kot — powiedział wreszcie na koniec pierwszej części przemowy Krzykliwej Mewy, pozwalając nucie bólu i smutku wkraść się na moment do jego głosu. Pozwolił samemu sobie zatopić się na uderzenie serca we własnej rozpaczy, własnej ciemności, która mimo wszystko wciąż i wciąż czaiła się w jego wnętrzu, nie mając zamiaru odpuścić. Wypuścił powietrze z płuc, wyraźnie zgarbił się, na chwilę tracąc całą swoją pewność, która sprawiała, iż wciąż szedł wyprostowany. Przełknął ślinę. Pozwolił Krzykliwej Mewie mówić dalej, dać upust wszystkim emocjom, jakie mogła zgromadzić na ceremonii. Nie zamierzał się z nią sprzeczać, przerzucać argumentami dotyczącymi tego, czy Grad nadawał się czy nie. On uważał swoje, ona swoje; jemu, w przeciwieństwie do niej, nie zależało tak bardzo na powstrzymywaniu zastępcy Wichru przed objęciem stołka wyżej. Może dlatego, że w niego wierzył. Może tylko i wyłącznie dlatego, że to był jego brat.
Drgnął. Atmosfera otoczenia zmieniła się, coś, coś kuło go, coś potężnego, nowego. Zerknął kątem oka na towarzyszkę, jednak sprawiała wrażenie, iż zupełnie nic nie wyczuwała. Miał omamy? Czy może rzeczywiście byli coraz bliżej Gwiezdnych i on, jako medyk, wyczuwał to bardziej, niż inni? Szli dalej, aż w końcu dotarli do zbiornika. Wciągnął drżąco powietrze, unosząc lekko podbródek. Wyczuwał aurę tego miejsca, czuł, że trafili, że Gwiezdni ich przyprowadzili do nowego miejsca spotkań. Czy tylko mógł być tego taki pewien? Może po prostu wariował, wmawiał sobie, że czuje się tak, a nie inaczej? Zacisnął na moment zęby, nim rozluźnił się i spojrzał na starszą.
— To... Tu. Chyba, tak czuję — wymamrotał po nosem, rozglądając się, w poszukiwaniu charakterystycznego kamienia, czegokolwiek, lecz... Nie widział nic. Nic nie przypominało mu Bursztynowej Groty, nic nie dawało znaków. Mewa napiła się z sadzawki, zaś on, po paru uderzeniach serca, zamrugał, pozwalając cichemu "och" umknąć z jego pyszczka. Może... Może właśnie o to chodziło? Wykonał parę kroków w stronę wody, bez słowa, by zaraz samemu pochylić się i upić jej nieco. Przymknął oczy. Nie był pewien czy to miało jakikolwiek sens, jednak nie widział innej opcji; dlatego po prostu położył się na brzegu po tym i czekał. Bowiem albo strzelił dobrze, albo będzie musiał szukać dalej.
x
jak .dużo '.niebo .może .znieść
gdy modlę się, .gdy .modlę 'się
ile ptaków, .ile burz
nie ma blizn, skąd wiedzieć już
czy .moje .łzy ..udźwignie .też?
x
LVL 4 160 / 300
MedLVL 9 1451 / 1500
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#21
Mieniąca się kolorami tafla emanowała przyjemnym, nienaturalnym wręcz chłodem, który szybko przeniknął na wskroś przez krótkie futerko Krzykliwej Mewy i Niezapominajkowego Serca. Woda łagodnie opływała ich boki, ale gdy dotknęli językiem jej powierzchni ta nagle zmarszczyła się i zafalowała, a Medyka i starszą kocicę jednocześnie przeszedł dreszcz, który przebiegł od nasady ogona aż po kark, rozchodząc się po całej powierzchni ich grzbietów. Obojgu opadły nagle ciężkie jak ołów powieki i nie zdążyli nawet poczuć smaku zanim wpadli głową naprzód w gęstą ciemność.
Kiedy otworzyli oczy zniknął wszelki ślad po sadzawce, po omszonych głazach i zagajniku. Nie znajdowali się już nad łagodnym, trawiastym brzegiem, ba, nie znajdowali się nawet na tych ziemiach. Wystarczyło jednak jedno uważniejsze spojrzenie by rozpoznać jaskinię, gromadzące się pod sufitem świetliki i znajomy, unoszący się w powietrzu zapach ziół. Gwieździsta Pieczara. Jednak nie do końca taka, jaką zapamiętali, bo jedna ze ścian leżała w gruzach, rozsypana na kilka większych, ostro zakończonych kamiennych kawałków. A na jednym z większych kamieni leżała srebrna, pręgowana kocica, przyglądając się obojgu z umiarkowanym, chłodnym zainteresowaniem. Przednie łapy przerzuciła swobodnie przez krawędź głazu, a zwinięty luźno ogon miarowo klepał o kamienne podłoże, jakby odliczając kolejne uderzenia serca.
- Dość długo wam zajęło. - kocica przemówiła w końcu, a temperatura otoczenia zauważalnie spadła o kilka stopni, ale nie wyglądała na szczególnie zniecierpliwioną. Znudzoną, bardziej niż cokolwiek innego. Pręgowane futro zafalowało kiedy dźwignęła się na łapy i zaskoczyła gładko po rozsypanych kamieniach by usiąść przed nimi. Błyszczące w półmroku zielone oczy przemknęły od Niezapominajkowego Serca do Krzykliwej Mewy i z powrotem, zatrzymując się ostatecznie na szarym kocurze. - Ty musisz być... Szałwiowa Łapa. Czy może Niezapominajkowe Serce? - mordka kocicy drgnęła w uśmiechu, który jednak nie sięgał jej oczu, wciąż nieruchomo utkwionych w postaci Medyka, który mógł się poczuć... mniejszy pod ciężarem tego spojrzenia.
- Jakkolwiek sam siebie nazywasz. Pamiętam cię. - to był ten sam strzępek kurzu który Pstra Chmura, jej nomen omen trzecia ulubiona wnuczka, niegdyś przywlokła za sobą do Bursztynowej Groty. Zaraz po tym jak Krucza Gwiazda zdążył wyjść. Doprawdy, czy tutaj też zamierzali robić taki przeciąg? Bursztynową Grotę przynajmniej można było wygodnie zatopić kiedy niekończąca się fala skarg, wniosków i zażaleń zaczynała męczyć nieszczęsnych Przodków. A tutaj? Zamknięcie żywym przysłowiowych drzwi przed nosem może okazać się większym zachodem niż to warte. Nie mogą przecież wyschnąć całego bajora... Niechętnie zepchnęła na dalszy plan przemyślenia i pomysł zainstalowania rysia na samym środku sadzawki coby odstraszyć natrętnego petenta, w końcu odrywając wzrok od Medyka. - Za to ty... - odwróciła głowę w stronę Krzykliwej Mewy, a zielone ślepia zmrużyły się nieco, taksując starszą spojrzeniem od góry do dołu. Zmarszczyła lekko nos, robiąc mniej więcej taką minę jaką robi się na widok czegoś co wypadło ze śmietnika, chociaż po raz pierwszy przez jej oczy przemknęło coś na kształt faktycznego rozbawienia, a kącik srebrnego pyska uniósł się niemal niezauważalnie.
- Wyglądasz staro.
[Obrazek: IMLaaWP.png]
Authority must be obeyed
OR IT MUST BE OVERTHROWN.
LVL 0 0 / MAX
MedLVL 0 0 / 100
0
Siła
S
0
Zręczność
Zr
0
Szybkość
Sz
0
Zmysły
Zm
0
Punkty Życia
HP
0
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#22
Mewa nie czuła potrzeby wdawania się w dalsze dyskusje na temat Pstrej, jednak posłała bardzo smutne spojrzenie swojemu towarzyszowi, które świadczyło o tym, że jej również nie jest przyjemnie z powodu tego, co stało się z kocicą, którą pamiętała zupełnie inaczej; tak czy inaczej wiedziała, że tutaj wiele zmienić nie może, musiała zatem skupić się na czymś innym, na przyszłości, która nie rysowała się na razie jej zdaniem w zbyt kolorowych barwach, toteż nie próbowała żadnych dalszych sztuczek, tym bardziej, że wyglądało na to, iż Szałwia poczuł się nieco zmęczony jej paplaniem i doskonale zdawała sobie z tego sprawę, jednakże oboje byli również świadomi tego, że Krzykliwa miała to do siebie, kiedy już mówiła, że nie zwykła trzymać języka za zębami, a jak się okazało, im był starsza tym wychodziło jej to lepiej, bo już nie miała nic do stracenia, naoglądała się dostatecznie dużo życia, by móc twierdzić, że coś o nim wie i postanowiła się tym dzielić, nim w końcu któryś z przodków uderzy ją w głowę i zacznie za ogon ciągnąć na Srebrną Skórkę.
- Hmhmmm? – mruknęła jeszcze w stronę Szałwii, kiedy już wsadziła łapy do wody i pochyliła głowę dotykając językiem przyjemnie chłodnej cieczy, kiedy wtem ktoś uderzył ją czymś ciężkim w łeb, a ona poszybowała wprost w ciemność z taką prędkością, że gdy ponownie otworzyła oczy była pewna, że jest dalej nieprzytomna, albo zawlekli ją w jakieś ciemne miejsce, które… nagle okazało się niesamowicie znajome, jej serce zabiło gwałtownie mocno, a później rozpoznała kocicę leżącą na jednym z kamieni i uśmiechnęła się w sumie rozbawiona orientując się, że po księżycach sama nie jest wiele lepsza od Porannej Rosy, od swojej ciotki, z tymi okrzykami, że Grad zostanie przywódcą po jej trupie, a wtedy, dawno temu, bała się tego, co może z tego wyniknąć i co może nastąpić.
- Za to ty wyglądasz martwo – wypaliła do ciotki, gdy już się do niej zwróciła, ale w zielonych ślepiach błyszczały wesołe ogniki rozbawienia, nie spodziewała się właściwie, że spotkanie z Poranną Rosą może ją aż tak ucieszyć, skoro za życia nie bardzo się zgadzały, teraz jednak nabrała do niej dystansu, a jednocześnie uświadomiła sobie, że brakuje jej tej kocicy, tak samo jak sporej części innych kotów z tamtych czasów, może poza jej kuzynami, którzy byli dla niej nieznośni, jednak kunszt i zdolności kocicy umiała po tym czasie po prostu docenić.
- Mam już stare łapy, więc szliśmy długo, ale jesteśmy i jak pewnie się domyślasz nie zamierzamy zabawić tutaj długo, chociaż muszę przyznać, że kusząco to wygląda, ale przekaż proszę Niebu, że może się wypchać i zaszczycę go najwcześniej za dobre dwadzieścia księżyców; tak czy siak, wiesz po co jesteśmy, oddaję wszystko w wasze łapy – zakomunikowała i zasiadła spoglądając uważnie na ciotkę i na Szałwię, jednocześnie czując, że serce wali jej jak młot, gdy czeka na odpowiedzi, jakie się pojawią.
[Obrazek: 4i9Eyy2.png]

[ you'll remember me when the west wind moves ]xxxxx
» upon the fields of barleyxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
» you can tell the sun in his jealous skyxxxxxxx
» when we walked in fields of g o l dxxxxxxxxxx
LVL 7 585 / 500
MedLVL 1 31 / 200
13
Siła
S
18
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#23
Najpierw po jego ciele przeszedł dreszcz, a zaraz po nim powieki zaczęły mu ciążyć; nie opierał się, pozwolił ciemności otoczyć się i zawładnąć nad nim. I zasnął, by zaraz otworzyć na nowo oczy, tym razem jednak w zupełnie innym miejscu. Zamrugał parokrotnie, mierząc spojrzeniem otoczenie, dziwnie znajome, by zaraz wszystko rozjaśniło się w jego głowie. Gwieździsta Pieczara. Serce zacisnęło mu się boleśnie, z całej siły, z tęsknoty, z bólu. Jego dom. Jego prawdziwy i jedyny, utracony dom. Przełknął ślinę z trudem, acz ostatecznie jego spojrzenie spoczęło na obcej mu kocicy, która właśnie się odezwała. Zmrużył lekko ślepia. Nie skomentował jej pierwszych słów. Pozwolił im rozpłynąć się w eterze; bowiem to dopiero następne zmroziły go. Nie jej głos, nie jej ton, nie jej spojrzenie. Imiona; to prawdziwe, i to, które... Było. Istniało. Które przypięto mu, którego nie akceptował, którego nawet nie chciał. Które bolało, tak cholernie bolało, niosło za sobą jedynie złe wspomnienia i cierpienie. Nie. Czy w ogóle był prawdziwym medykiem? Czy to mianowanie miało jakąkolwiek wartość, przypłacone cierpieniem członków Wichru, śmiercią? Jego późniejszą rozpaczą?
— Nie. Nie jestem Niezapominajkowym Sercem — zaprzeczył wreszcie, wolno, zaciskając zęby. I powiedział to, co dusił w sobie cały czas; co bolało go, krzywdziło. Niezapominajkowe Serce to nie był on, to była zupełnie obca osoba. On był Szałwią. Szałwiową Łapą. Nikim więcej, nikim mniej.
Pamiętała go, acz on jej nie znał. Nigdy nie spotkał żadnego Gwiezdnego, nie doświadczył tego podczas swojej wyprawy. Nie odezwał się więcej, pozwolił kocicom wymienić się garścią słów. Nawet jeden kącik jego ust uniósł się nieznacznie na ich pierwsze słowa. Mięśnie na moment rozluźniły się, jednak Mewa znowu odezwała się. Nie mieli zamiaru zostawać tutaj długo. Na nowo spiął się, przełknął głośno ślinę. Tak. Wciągnął powietrze do płuc. Czuł respekt przed srebrną kocicą. Może nawet swego rodzaju niepokój; był jednak tutaj, by wysłuchać woli Gwiezdnych, by to z nimi rozmawiać, niezależnie od tego, kto ich akurat reprezentował.
— Klan Wichru przeżywa ciężki okres — zaczął wreszcie, wolno, zmęczonym głosem. — Straciliśmy przywódcę. Według woli Kruczej Gwiazdy - w tym momencie zerknął na moment na Krzykliwą Mewę, zaraz jednak przenosząc wzrok z powrotem na Gwiezdną - Gradowy Podmuch powinien tutaj stać, nie ja. Zamiast tego jednak klan wszczyna burdy, skacze sobie wzajemnie do gardeł, dzieli się, doprowadzając do sytuacji, w której zareagowaliście — kontynuował, choć, w gruncie rzeczy, niepotrzebnie. I tak przecież o wszystkim wiedziała. Jemu samemu jednak zabiło serce, gdy wypowiadał te słowa; naprawdę tutaj stał. Naprawdę rozmawiał z Gwiezdną. Jako medyk. — Odezwaliście się, więc... Jestem. Jako medyk. By wysłuchać waszej woli; by spytać o radę, co zrobić w tej sytuacji. By dowiedzieć się kto powinien wyruszyć na spotkanie z wami — zakończył wreszcie. Nie krył się z tym, że liczył na pomoc Gwiezdnej; na wskazanie drogi, jaką powinni podążać, wszyscy, jako klan, nie tylko on.
x
jak .dużo '.niebo .może .znieść
gdy modlę się, .gdy .modlę 'się
ile ptaków, .ile burz
nie ma blizn, skąd wiedzieć już
czy .moje .łzy ..udźwignie .też?
x
LVL 4 160 / 300
MedLVL 9 1451 / 1500
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#24
Poranna Rosa prychnęła cicho pod nosem. Takie toto stare, a wciąż same muchy we łbie, obijające się bez ładu i składu o ściany czaszki. Niczego innego się jednak po Krzykliwej Mewie nie spodziewała, toteż zbyła jej ripostę jedynie lekceważącym trzepnięciem ucha. Ale Krzykliwa Mewa będąc... cóż, sobą paplała dalej w najlepsze i na wzmiankę o Bezchmurnym Niebie Poranna Rosa ledwo stłumiła przewrócenie oczami. Co ja jestem? Gołąb pocztowy? Nie po to umarła żeby teraz biegać na posyłki między dwoma kochasiami o inteligencji porównywalnej do przeciętnej orzesznicy. Tak jakby miała zamiar zbliżyć się na długość ogona do tego kłębka kurzu którego Krzykliwa Mewa nazywała partnerem. Szanujmy się.
- Mhm. Nie śpiesz się. - mruknęła cierpko pod nosem. Nie żeby szczególnie zależało jej na szczególnie długim i obfitym życiu swojej rzekomej bratanicy, ale dopóki Krzykliwa Mewa żyła przynajmniej nie było jej... cóż, tutaj. Co w bardzo prostym równaniu oznaczało więcej świętego spokoju dla niej i reszty Srebrnej Skórki. Profit? Gdyby to od niej zależało ta trajkocząca bez ustanku kępka futra mogłaby nawet żyć wiecznie, dla dobra ich Przodkowego ogółu. Wróciła spojrzeniem do tego całego Niezapominajkowego Serca - czy jak mu tam, naprawdę, Porannej Rosie było osobiście wszystko jedno - unosząc lekko brwi w wyrazie uprzejmego powątpiewania.
- Jak sobie chcesz, Medyku. - odpowiedziała spokojnie, ewidentnie nieprzejęta emocjonalną turbulencją jaką u rozmówcy wywołała sama wzmianka o Niezapominajkowym Sercu. Nie on pierwszy i nie ostatni otrzymał durne imię. Powinien się raczej cieszyć, że Twarda Gwiazda nie miał okazji mianować go Szałwiowym Piórkiem.
- Ja nazywam się Poranna Rosa. I owszem, wiem z czym przychodzisz. - ciężko było przegapić, nawet bez małej dywersji Bezchmurnego Nieba, który w przypływie twórczej inwencji zaczął machać gałęziami. Odrobina przesady z jego strony, jej skromnym zdaniem, ale niech mu będzie. - Muszę przyznać, to brzmi dokładnie jak Klan Wichru który znam i pamiętam. - poruszyła z lekka wąsami, uśmiechając się ukradkiem do własnych wspomnień, by zaraz pociągnąć dalej: - Ale obawiam się... że zadajesz niewłaściwe pytania. Nie mamy dla ciebie łatwych odpowiedzi, Medyku. Jeśli szukasz kogoś, kto ściągnie odpowiedzialność z twoich barków i wskaże ci bezpośredni kierunek, za którym możesz ślepo i bez wahania podążyć... tutaj go nie znajdziesz. Bez względu na to co ci powiem koniec końców ta decyzja jest twoja do podjęcia. - srebrzysty ogon przesunął się leniwie po podłożu, oplatając wokół przednich łap. Czujesz presję, Medyku? Cóż, dobrze. Najwyższy czas, żeby Klan Wichru nauczył się chodzić o własnych siłach, zamiast toczyć się przez życie jak ledwo trzymające się na nogach kocię. Tak często polegaliście na Przodkach w dokonywaniu wyborów, że w międzyczasie zgubiliście gdzieś zdolność do podejmowania własnych decyzji. Utkwione nieruchomo w kocurze, jadowicie zielone oczy zmrużyły się nieznacznie gdy kocica pochyliła się lekko do przodu. - Pytanie które powinieneś zadać brzmi - czego ty chcesz? - zniżyła głos, wciąż utrzymując kontakt wzrokowy. - Dla siebie, dla Klanu Wichru? Chcesz ich zmusić do posłuchu? Do zgięcia karku? Czy chciałbyś tylko żeby przestali między sobą walczyć?
[Obrazek: IMLaaWP.png]
Authority must be obeyed
OR IT MUST BE OVERTHROWN.
LVL 0 0 / MAX
MedLVL 0 0 / 100
0
Siła
S
0
Zręczność
Zr
0
Szybkość
Sz
0
Zmysły
Zm
0
Punkty Życia
HP
0
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#25
Jak sobie chcesz.
Na ułamek uderzenia jego brwi zmarszczyły się po słowach kocicy. Nic jednak nie powiedział. Poruszył się jedynie nieznacznie, nagle czując się bardzo nieswojo. Och, nie, absolutnie nie chodziło mu o brzmienie nowego imienia, o to, że było durne. Bo nie było. Nie istniały dla niego durne imiona. Było... Raniące. Nadane w złym czasie, w złych okolicznościach, nadane tak, że nie był w stanie zmusić samego siebie do jego akceptacji. Gdyby chodziło tylko i wyłącznie o brzmienie imienia, równie dobrze wściekałby się na rodziców za nadanie mu takiego imienia jak Zapomniene. Tego jednak nie robił.
Poranna Rosa. Zamrugał nagle, a cała sytuacja nagle rozjaśniła się. Zatem stał przed samą Poranną Rosą; czy to dobrze, czy to źle - ciężko było stwierdzić. Z pewnością jednak nie czuł się lepiej z taką świadomością. Musiał jednak pamiętać, że, mimo wszystko, był medykiem. Nie zwykłym kotem, którego można było zgnieść jakby nigdy nic. Przełknął ponownie ślinę. Wicher, który znała i pamiętała? To wcale, absolutnie nie była dobra wiadomość. Machnął lekko ogonem w wyrazie własnych nerwów. Wciągnął powietrze do płuc. Niewłaściwie pytania? Nie oczekiwał łatwych odpowiedzi. Nie oczekiwał zdjęcia odpowiedzialności z jego barków. Gdyby tego chciał - umyłby łapy, odpuścił sobie wszystko już dawno, dawno temu. Nie. Był bezradny. I jedyne czego chciał, to chociażby wskazówki. Rady. Czegoś, co mogłoby naprowadzić go na dobre rozwiązanie.
— Czego chcę? — powtórzył wolno po Porannej Rosie, na uderzenie serca mrużąc zielone ślepia. Dla siebie, dla klanu Wichru? Dla siebie nie chciał nic. Klan był najważniejszy. — Chcę, by klan był klanem, Poranna Roso — powiedział po chwili ciszy, zmuszając się do podtrzymania kontaktu wzrokowego. Chociaż najchętniej odwróciłby wzrok, uciekłby z tego miejsca. Musiał jednak... Być silny. Być medykiem, na jaki Wicher zasługiwał. — Nie grupą kotów, która nie ma zasad, poszanowania dla Kodeksu, słów i decyzji przywódcy. Nie chcę rozłamów, nie chcę kłótni; klan to jedność, to rodzina, nie ktoś, kto przy pierwszej lepszej okazji skoczy sobie do gardeł. Przede wszystkim chcę, by Wicher łączył się, miast dzielić — mówił smętnym, zmęczonym i smutnym głosem. Chciał, by było dobrze. Nie tak, jak tego dnia. Odetchnął, nim odezwał się ponownie: — Chcę, by klan miał przywódcę, który połączy Wicher.
x
jak .dużo '.niebo .może .znieść
gdy modlę się, .gdy .modlę 'się
ile ptaków, .ile burz
nie ma blizn, skąd wiedzieć już
czy .moje .łzy ..udźwignie .też?
x
LVL 4 160 / 300
MedLVL 9 1451 / 1500
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#26
To nie była dobra wiadomość? Poranna Rosa śmiałaby polemizować. Z perspektywy stojącego przed nią Medyka może i owszem, ciężka atmosfera i ostre słowa rzucane w obozie mogły go przerażać, zwłaszcza jeśli wpojono mu wizję rodzinnej wspólnoty trzymającej się nawzajem za łapki. Jednak tam gdzie on widział skakanie sobie nawzajem do gardeł i rosnące podziały - ona widziała żywy i pulsujący wciąż świeżym gniewem dowód, że Klan Wichru nadal ma kręgosłup. Ma dumę i mimo długich księżyców przeistaczania się z powrotem w uległe, miękkie króliki wciąż potrafi pokazać zęby. Na pierwszy rzut oka może i coraz bardziej przypominali Klan Wichru za czasów Białej Gwiazdy, zgraja potulnych ofiar bez charakteru, ale wbrew pozorom - ich twarde jak kamień karki pozostały nietknięte.
To była bardzo dobra wiadomość.
Wysłuchała słów kocura z wyrazem uprzejmego zainteresowania, przekręcając lekko głowę. Och. Czyli z takiej gliny cię ulepiono. Na pierwszy rzut oka można było zauważyć, że Szałwiowa Łapa to jeden z tych, co tylko chcą żeby wszystkim było dobrze, co zresztą sam zaraz potwierdził. Tyle tylko... że nie zawsze się tak da. Ktoś musi być niezadowolony żeby zadowolony mógł być ktoś i Poranna Rosa nie miała wątpliwości - nie ma przed nim takiej ścieżki, która w równym stopniu zadowoli wszystkich. Mrzonki o jedności to bajka dla kociąt z której ona już dawno wyrosła, z której Krucza Gwiazda wyrósł bardzo szybko i boleśnie, a teraz najwyraźniej przyszedł czas, by wyrósł z niej także stojący przed nią Medyk. Nie odezwała się jednak, a przez zielone oczy przemknęło coś na kształt... litości dla stojącej przed nią siódmego nieszczęścia. Życie samo to zweryfikuje i prędzej czy później bezlitośnie pozbawi go złudzeń. Żyj tym marzeniem póki możesz, Medyku.
- W takim razie... zapytaj sam siebie - czy uważasz, że on jest tym Przywódcą? - zapytała spokojnie, jakby z namysłem, a jej twarz nie wyrażała już niczego. - Że jest w stanie połączyć Klan, jak to ująłeś? Teoretycznie... gdybyś teraz wrócił i ogłosił, że Gradowy Podmuch zostaje kolejnym Przywódcą Klanu Wichru... sądzisz, że wtedy przestaną między sobą walczyć i skakać sobie do gardeł? - pręgowany ogon odwinął się powoli i leniwie poklepał o kamienne podłoże, jakby bębniła palcami o blat, ale wzroku nie odrywała od Szałwiowej Łapy. - Wiem co ja bym zrobiła. I myślę, że Wichrzacy przedstawili swoją opinię w tej sprawie wystarczająco jasno, podobnie jak ta tutaj. - trzepnęła niedbale uchem w stronę Krzykliwej Mewy, nawet na nią nie patrząc. - Ale nie pytam o opinię Klanu. Chcę znać twoją. - srebrna mordka drgnęła lekko w chłodnym uśmiechu. - Koniec końców to jedyna opinia która się teraz liczy.
[Obrazek: IMLaaWP.png]
Authority must be obeyed
OR IT MUST BE OVERTHROWN.
LVL 0 0 / MAX
MedLVL 0 0 / 100
0
Siła
S
0
Zręczność
Zr
0
Szybkość
Sz
0
Zmysły
Zm
0
Punkty Życia
HP
0
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#27
Oczywiście, że chciał, by wszystkim było dobrze. Od zawsze i na zawsze; nawet jeśli nie był w stanie uszczęśliwić wszystkich, wciąż miał zamiar robić wszystko, co w jego mocy. I Poranna Rosa mogła sobie uważać, co chciała; on nie miał zamiaru zmieniać zdania, skoro nie zmienił go po tylu księżycach życia, po tylu tragediach. Ktoś musiał być niezadowolony, by inna osoba była zadowolona? Och, bez problemu, mógłby rzec. Gotów był przyjąć na siebie całe niezadowolenie tego świata. Od tego był. Od poświęceń, od pomagania. Od robienia wszystkiego, co tylko mógł, by dać komuś chociaż namiastkę szczęścia. Do końca swoich dni, niezależnie od tego czy te miały przyjść już wkrótce, czy może za kolejne pięćdziesiąt księżyców.
Zamrugał raz, drugi, kiedy była zastępczyni odezwała się. Och, jak uważał? Na ten temat już się wypowiadał; wierzył w swojego brata, wierzył, że byłby dobrym przywódcą. Czy jednak dobrym przywódcą przy obecnym Wichrze, przy obecnych jego członkach? Przy Krzykliwej Mewie, Sokolim Cieniu, całej reszcie? Westchnął, a kiedy kocica spytała czy wtedy przestaną skakać sobie do gardeł - roześmiał się nagle, krótko, ponuro, bez cienia pozytywnych emocji. Zniżył na moment łeb, przymknął ślepia. Czy gdyby jako kocię wiedział, że będzie stawać przed takimi decyzjami jako medyk, wciąż pchałby się na to stanowisko?
Pewnie tak.
— Och, myślę, że już dosadnie powiedziano mi, iż walki wcale nie ustaną — stwierdził, otwierając ślepia i kierując je z błyskiem powagi na Gwiezdną. Przejechał spojrzeniem po niej, spojrzał na Krzykliwą Mewę swoim łagodnym, acz smutnym spojrzeniem. Wracając nim ponownie na swoją rozmówczynię, otworzył pysk: — Grad jest dobrym kotem. Dobrym wojownikiem; ufam mu i wiem, że byłby równie dobrym przywódcą... — wypowiedział wolno, ostrożnie, by po paru uderzeniach serca westchnąć z rezygnacją, przymykając ślepia. — Acz, obawiam się, nie w tych okolicznościach. Nie w tym klanie, nie w tej sytuacji; nie, kiedy wszyscy odwrócili się od niego. — Kiedy ja, najwidoczniej, odwróciłem się od niego. Słowa te łamały mu serce, sprawiały, iż miał wrażenie, że zdradza tym własnego brata. Musiał jednak przede wszystkim myśleć o klanie. A skoro klan nie miał szacunku do jego brata, skoro nie chciał go jako przywódcy... Wciągnął powietrze. — Nie wiem, Poranna Roso. Nie wiem kto mógłby zaopiekować się tym klanem, połączyć go.
Dlatego tu jestem.
x
jak .dużo '.niebo .może .znieść
gdy modlę się, .gdy .modlę 'się
ile ptaków, .ile burz
nie ma blizn, skąd wiedzieć już
czy .moje .łzy ..udźwignie .też?
x
LVL 4 160 / 300
MedLVL 9 1451 / 1500
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#28
Starsza uśmiechnęła się jedynie pod nosem, kiedy ciotka ją zignorowała, bo naprawdę nie spodziewała się niczego innego i nawet nie czuła potrzeby wdawać się z nią w dyskusję, jednak z pewnym rozbawieniem zanotowała, że za jakiś czas znowu z nią będzie i pewnie będzie mogła ją denerwować ją jak za dawnych czasów przez swoje paplanie, co było wizją dość miłą, aczkolwiek nie na tyle, żeby Krzykliwa w tym momencie stwierdziła, że rzuca wszystko i zostaje tutaj, tym bardziej, że musiała to wszystko doprowadzić do końca i co za tym idzie - wrócić do obozu razem z Szałwią, który będzie mógł oznajmić Klanowi to, czego się dowiedzieli - mimowolnie doszła do wniosku, że Gwiezdni pozwoli jej tutaj wstąpić, by była świadkiem, by była w stanie również zaświadczyć to, co tutaj się działo, co zostało powiedziane, to wszystko, co się wydarzyło; na razie jednak po prostu słuchała, bo wiedziała, że to sprawa pomiędzy Poranną a Szałwią, nie była aż tak głupia, by nie zdawać sobie z tego zupełnie sprawy, więc pozostała dwójka powinna być z niej zadowolona, aż do teraz, gdy pomruczawszy pod nosem to co myśli na temat wielkiej wiary medyka w umiejętności swojego brata - doszła do wniosku, że jego więzy rodzinne są jednak na tyle silne, że nie jest w stanie powiedzieć niczego innego - odchrząknęła cicho.
- Musisz wybrać, Szałwio, Poranna Rosa i reszta Gwiezdnych nie zamierza brać odpowiedzialności za nasze wybory, dobrze myślę, do tego zmierzamy prawda? Żebyś zastanowił się, jaki kot jest dostatecznie silny, który ma posłuch w Klanie, który jest dostatecznie mądry i posiada szacunek wśród innych, my musimy sami to wskazać, a ty powiesz Szałwii, czy ma rację, czy jego wybór zostanie przez was zaakceptowany, prawda, dobrze myślę? - odezwała się dość prędko, jak to już ona i uważnie spojrzała na swoją ciotkę jednocześnie zastanawiając się, kogo wybrałaby sama, ale doskonale wiedziała, że teraz to wszystko spoczywało w łapach Szałwii, który co najwyżej mógł być nakierowywany przez Poranną na trop, który okazałby się właściwy i rozsądny, jeśli jednak jakimś cudem wpadłby na to, żeby ją zapytać o zdanie, postanowiła przedstawić wszystkie swoje przemyślenia na ten temat, jednak wiedziała, że nie ma tutaj żadnej mocy sprawczej, nie chciała jednak za długo siedzieć w gwiezdnej przeszłości, więc postanowiła nieco dodać ostrogi medykowi, do którego uśmiechnęła się ciepło, zachęcająco i dodając mu otuchy, nawet otoczyła go ogonem siadając tuż obok niego na znak, że jest z nim, chociaż mówiła takie złe rzeczy o Gradzie i innych, którzy nie umieli powstrzymać się przed brzydkimi słowami - sama też nie umiała i pewnie była hipokrytką, ale ona próbowała po prostu robić coś dla dobra Klanu.
[Obrazek: 4i9Eyy2.png]

[ you'll remember me when the west wind moves ]xxxxx
» upon the fields of barleyxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
» you can tell the sun in his jealous skyxxxxxxx
» when we walked in fields of g o l dxxxxxxxxxx
LVL 7 585 / 500
MedLVL 1 31 / 200
13
Siła
S
18
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#29
Nie dość że altruista, to jeszcze męczennik. Dwóch największych mozliwych fajerów. Poranna Rosa stłumiła rozbawione parsknięcie i jedynie uniosła lekko brwi na tłumaczenia i wymówki które snuł przed nią Szałwiowa Łapa. Och, Grad byłby dobrym Przywódcą... ale nie w tym Klanie? A cóż to w ogóle znaczy? Albo się jest materiałem na Przywódcę albo nie, a jeśli nie poradzisz sobie z obecnym Klanem Wichru, pełnym uczynnych, dobrodusznych Wichrzaków... to Poranna Rosa śmiała twierdzić, że nie poradzisz sobie nigdzie. I w przeciwieństwie do Krzykliwej Mewy nie była na tyle wyrozumiała wobec naiwnej, ślepej wiary.
- Obawiam się, że nie widzę związku. To czy jest dobrym kotem nie ma znaczenia, tak jak to czy jest lubiany we własnym Klanie. Bycie Przywódcą to w końcu nie konkurs popularności. - odpowiedziała z niejakim rozbawieniem, spuszczając wzrok by od niechcenia przeciągnąć językiem po jednej z przednich łap. - Nie, wadą twojego brata nie jest brak sympatii, tylko brak kontroli. Powiedziałeś, że to on powinien tutaj stać... - podniosła głowę, patrząc na Szałwiową Łapę z chłodnym uśmiechem. - ...ale najwyraźniej jednak nie, skoro własny Klan nie wypuścił go z obozu. A ciebie w ogóle by tu nie było gdybyś nie miał wobec niego chociaż cienia wątpliwości. Nie ma sensu się oszukiwać, Medyku. - wzruszyła ramionami. Braterstwo braterstwem, ale bez przesady. Co do tego dlaczego Klan się odwrócił od Gradowego Podmucha i czy słusznie nie zamierzała się wdawać w dyskusje - raz, że go praktycznie nie znała, a dwa - cały ten konflikt był dla niej nieszczególnie interesujący. Skrzywiła się lekko gdy Krzykliwa Mewa ponownie zabrała głos, uderzona po raz kolejny siłą skrzekliwych decybeli, chociaż w gruncie rzeczy kocica miała rację. Ugh. Krzykliwa Mewa ma w czymkolwiek rację, świat doprawdy stanął na głowie.
- Powiedzmy. - zgodziła się cierpko, przesuwając ogonem po ziemi. - Ale to nie o akceptację Srebrnej Skórki powinniście się martwić. Klan Wichru miał różnych Przywódców, w tym wielu zbyt uległych lub zbyt egoistycznych by przewodzić. Nie zniesie kolejnego mysiego móżdżka u władzy i nie będzie miał litości dla słabego przywództwa, to jedno jest pewne. Mają to po mnie. - wąsy kocicy zadrżały kiedy kiedy wyszczerzyła zęby w uśmiechu, a w zielonych oczach błysnęła wyraźnie duma. To był jej dar dla Klanu Wichru. Jej dziedzictwo. Nigdy nie została Gwiazdą, ale stając wtedy przeciwko Szlachetnej Gwieździe otworzyła drzwi... i to wystarczyło. Klan Wichru nigdy więcej nie będzie ulegle znosił niekompetencji i słabości. - Potrzebujecie kogoś, kto nie będzie się bał wysłuchać Klanu i kto będzie w stanie zmusić Klan do wysłuchania. - uśmiechnęła się pod nosem, wracając spojrzeniem do Szałwiowej Łapy. - A kto zna Klan lepiej niż jego Medyk? Jakieś pomysły?
[Obrazek: IMLaaWP.png]
Authority must be obeyed
OR IT MUST BE OVERTHROWN.
LVL 0 0 / MAX
MedLVL 0 0 / 100
0
Siła
S
0
Zręczność
Zr
0
Szybkość
Sz
0
Zmysły
Zm
0
Punkty Życia
HP
0
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#30
Poczuł, ja w jego serce wbija się irytacja; szybko jednak zakrył ją skupieniem i spokojem, przynajmniej względnie. Nie podobało mu się podejście Porannej Rosy, nie zgadzał się z nim, z jej słowami, z tym, jak patrzyła na sprawę. Nie, wręcz przeciwnie; nie wyobrażał sobie jako przywódcy kota, który nie był dobry. Nie, kiedy on był w Wichrze, nie, kiedy on żył. Wciągnął powietrze. Potem odezwała się Krzykliwa Mewa. Przeniósł na nią swoje spojrzenie, jednocześnie czując, jak na jego barki spada coraz większa odpowiedzialność. Nie. On miał wybrać; on miał decydować o czymś tak ważnym. Czy na to się pisał, kiedy zostawał medykiem? Nie; pisał się na niesienie woli Gwiezdnych, nie na decydowanie o życiu całego klanu. Przymknął ślepia. Już wystarczająco dużo zrobił, już wystarczająco zadecydował o wszystkim. Bał się, zwyczajnie bał się, że zdecyduje źle. Że późniejsza lawina konsekwencji zaleje go całego, przygniecie za parę księżyców, jeśli nie szybciej, jeśli nie po przybyciu do obozu. Zacisnął zęby. A mógł się nie wtrącać. Mógł schować się w mchu, zakryć głowę, zamknąć ślepia. Czy wtedy byłoby lepiej? Och, wątpliwe; wtedy, zapewne, pojawiłyby się wyrzuty sumienia. Nie, teraz też rodziły się, powoli wykluwały w jego sercu. Sytuacja bez wyjścia. Miał zranić brata, odrzucić go na bok, jak cały klan, dla ich dobra, według ich woli, czy może odwrócić się przeciw klanowi, przeciw temu, czego chcieli? Ani w jednym, ani w drugim nie było nic dobrego.
— Och, nie na to pisałem się, kiedy zostawałem medykiem; nie na podejmowanie takich decyzji, a na niesienie waszej woli — rzucił smętnie, bez wyrazu, otwierając ślepia. Uśmiechnął się zaraz smutno, z bólem. — Skoro jednak tak to wygląda... — Skoro Gwiezdni chcą, bym decydował, to... Niech tak będzie. Zacisnął szczęki. Ktoś, kto wysłucha klanu, ktoś, kto będzie w stanie zmusić go do słuchania. Klan miał wielu silnych z charakteru wojowników, jednak... Nie. Nie wszystkich byłby w stanie wytypować; wielu z nich było nawet zbyt silnych, zbyt konfliktowych. Nie widział na stanowisku Gwiazdy kogoś, kto sam wskakiwał w sam środek burzy, kłótni. Kto potrafił słuchać? Wciągnął powietrze. Śmierć Wierzby. Krucza Gwiazda. Przełknął ślinę. Otworzył pysk, acz na moment zawahał się, nie wydając z siebie żadnego dźwięku. Serce zabiło mu z nerwów mocniej, kiedy wreszcie odezwał się: — Malinowy Nos — wypowiedział wreszcie, acz w jego głosie zabrzmiało pytanie, kiedy przejechał spojrzeniem i po Gwiezdnej, i po Krzykliwej Mewie.
Wcale nie czuł się lżej po wypowiedzeniu tych słów.
x
jak .dużo '.niebo .może .znieść
gdy modlę się, .gdy .modlę 'się
ile ptaków, .ile burz
nie ma blizn, skąd wiedzieć już
czy .moje .łzy ..udźwignie .też?
x
LVL 4 160 / 300
MedLVL 9 1451 / 1500
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości