Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
Pogoń. Kocica zerwała się na równe łapy i pognała za wężem, wcześniej jednak wzięła głęboki haust powietrza i przez kilka pierwszych susów biegła na tym jednym wdechu, nie chcąc, by obrzydliwy zapach sprawił, że zakręci się jej w głowie. Potem jednak zaczęła normalnie oddychać, a gdyby udało się jej dogonić węża, wybiłaby się z tylnych łap i przygniotła zwierzę do ziemi, by następnie je dobić. To znaczy… miejmy nadzieję, bo równie dobrze wąż mógł umknąć przed nią tak szybko, że nie miałaby szans.
Kotka mogła być prędka i zręczna, jednak nie miała zbyt dużych szans z czującym śmierć na swoim karku gadem, który unikał celnie jej łap, gdy ta do niego dopadła. Nim się bura kotka obejrzała, już zielonkawego ciała pomiędzy silnymi łapami nie miała, nie było go również w najbliższej okolicy. Albo przynajmniej wojowniczka nie mogła go zlokalizować. Tym razem musiała obejść się smakiem, chociaż… Być może to i lepiej? W końcu, kto w klanie je węże?
Mimo tego, co się wydarzyło, czas bezlitośnie leciał dalej. Słońce nie zatrzymywało biegu i wciąż każdego ranka wschodziło, by wykonać swoją wędrówkę po niebie, a później zajść na odpoczynek. Dni były coraz krótsze, a mimo to było ciepło. Klan Cienia jednak nie narzekał; nasze gęste lasy dawały nam odpowiedni cień, a promienie słoneczne nie nagrzewały nas tak bardzo.
Czas po pogrzebach mijał. Po pożegnaniu ojca, siostry i byłej przywódczyni Krogulcza Gwiazda objęła dowodzenie i mianowała nowego zastępcę. Polny Chwast. Cóż, zobaczymy jak się sprawdzi.
Było jednak ważniejsza informacja, która wydarzyła się podczas ceremonii na której byłem nieobecny - mianowicie jeden z moich braci, Chłody Szept otrzymał swoje wojownicze imię. Nie zdołałem pogratulować mu wojowniczego miana. Musiał być podwójnie zadowolony, bowiem jego imię było dziedzictwem po ojcu.
Chciałem jednak spędzić z nim trochę czasu, więc pewnego dnia zaproponowałem mu polowanie. Słońce już wzeszło, nie znajdowało się jednak jeszcze w najwyższym punkcie. Zwierzyna powinna się pokazać.
Chłodna Łapa cały czas rośnie. Jest niezwykle masywnym (ale nie grubym) kocurem. Jest szeroki w barkach, a pod gęstą sierścią można by ujrzeć powoli wyrabiające mięśnie, które kiedyś mogą dać mu nieprzeciętną siłę. Jego łapy nie dość, że są masywne i grube, to na dodatek długie co sprawia, że kocur ma też słuszny wzrost. Jego futro jest długie i gęste, przez co wydaje się być jeszcze większym. Zapewnia mu ono świetną ochronę przed mrozami, ale w Porze Zielonych Liści niewątpliwie będzie to dla Chłodu udręka. Jako jedyny z miotu wdał się w matkę - jego sierść w każdym calu jest w kolorze kruczoczarnym. Jedynym punktem odcinającym się od czerni są jego duże, zielono-żółte oczy.
Czy rozpoczęcie treningu jakkolwiek zahamowało wygórowane ambicje kocura? W żadnym wypadku, ba! Apetyt Chłodnej Łapy na zostanie przywódcą tylko rósł. Starał się jak mógł, próbował się wykazywać i nie znosił porażek. Choć w jego mniemaniu on w ogóle ich nie ponosił. Nawet jeśli nie zawsze po sobie to pokazywał, bo nie chciał wyjść na gbura i narcyza, to zdecydowanie tak myślał. On był najlepszy i nieomylny, szkoda, że nikt tego nie zauważał! Nie był już tak energiczny jak za czasów kociaka, stał się nieco poważniejszy i dorosły, lecz dalej lubił zawierać nowe znajomości. Starał się być wesoły i optymistyczny, jego lico często zdobił szarmancki uśmieszek - uważał, że przyjaznym usposobieniem zjedna sobie klan i stanie się przywódcą będzie jeszcze łatwiejsze! Jego największym problemem było zachowywanie spokoju. Chłodną Łapę bardzo łatwo wytrącić z równowagi, nienawidzi krytyki, lubił głupie, niegroźne bójki. Musiał udowadniać swoją wyższość na każdej płaszczyźnie. Krytyczne słowa? Niewiele wystarczyło, by zdjął swoją przyjazną maskę. Na pewno był kotem inteligentnym, ale jego wygórowane ambicje i mniemanie o sobie mogły go kiedyś zgubić.
Jagodowa Gałązka [GK]
Od śmierci naszego ojca i siostry minęło już trochę czasu. Poza jedną, żałosną chwilą słabości podczas pogrzebu, niespecjalnie obnosiłem się ze swoją żałobą. Pokazywanie jakiejkolwiek bezsilności nie leżało w mojej naturze. Nie znaczyło to oczywiście, że byłem obojętny wobec tych wydarzeń - po prostu przeżywałem wszystko głęboko w sobie. W międzyczasie przeżywałem także radosne chwile, takie jak mianowanie na wojownika czy spędzanie czasu z Mleczną Łapą, które również nieco ostudziły mój ból. Teraz praktycznie zapomniałem o smutku, a skupiałem się na spełnieniu obietnicy, którą dałem ojcu - zostaniu tak wielkim wojownikiem, jakim był on.
Tak więc umówiłem się na polowanie z Zawieruchą. Dzięki temu mogłem zapunktować jako świeżo mianowany wojownik, a także spędzić trochę czasu z moją ulubioną niemową. Wiedziałem, że niektórzy bracia przeżywali śmierć naszych najbliższych mocniej niż ja; mimo wszystko chciałem wiedzieć, jak trzyma się bury wraz z upływem księżyców. - Jak się trzymasz, bracie? - spytałem, gdy spacerowaliśmy po cienistych terenach. Kto powiedział, że musieliśmy od razu zapolować? Chwila rozmowy nikomu nie zaszkodzi. Spojrzałem przenikliwie na pysk Zawieruchy, czekając na jakąś reakcję z jego strony. Ostatnio odzywał się do mnie w więcej, niż dwóch słowach, więc może teraz będzie jeszcze lepiej!
W przeciwieństwie do czarnego brata mi przezwyciężenie ponurego nastroju do tego stopnia, bym mógł normalnie wykonywać obowiązki zajęło parę dni. Parę mrocznych dni, podczas których kiedy tylko mogłem chowałem się w trawach ponad obozem. Choć mimo wszystko nadal w sercu nosiłem żałobę za zmarłymi, to wróciłem do obowiązków i treningu. Nie mogłem długo tego unikać, nawet nie chciałem. Musiałem żyć dalej, niezależnie od tego, co się wydarzyło. Chciałem, by ojciec, siostra i Płomykówkowa Gwiazda byli ze mnie dumni.
- Jak potrafię. - odpowiedziałem bratu, kiedy zadał mi pytanie. Nie było najgorzej, jednak dobrze również nie, cóż więc miałem odpowiedzieć. Ponury nastrój wciąż się mnie trzymał i to nie tylko ze względu na utratę moich bliskich. Jasna Kropla bowiem też przeżyła niedawno dużą stratę.
- Zostałeś wojownikiem. - stwierdziłem, zamiast standardowego pytania "A ty?". Chłód po powrocie Krogulczej Gwiazdy dostąpił w końcu zaszczytu dołączenia do grona wojowników klanu. Patrzyłem na brata, idąc miarowym krokiem. - Otrzymałeś imię po ojcu. Gratuluję. - skinąłem mu głową. To doprawdy było wyróżnienie; nosić w imieniu człon, jakim wcześniej był obdarzony Olchowy Szept. Było to naznaczenie zarówno naszego dziedzictwa, jak i zachowanie pamięci po kocurze. Chłodny Szept musiał być więc z tego dumny.
Chłodna Łapa cały czas rośnie. Jest niezwykle masywnym (ale nie grubym) kocurem. Jest szeroki w barkach, a pod gęstą sierścią można by ujrzeć powoli wyrabiające mięśnie, które kiedyś mogą dać mu nieprzeciętną siłę. Jego łapy nie dość, że są masywne i grube, to na dodatek długie co sprawia, że kocur ma też słuszny wzrost. Jego futro jest długie i gęste, przez co wydaje się być jeszcze większym. Zapewnia mu ono świetną ochronę przed mrozami, ale w Porze Zielonych Liści niewątpliwie będzie to dla Chłodu udręka. Jako jedyny z miotu wdał się w matkę - jego sierść w każdym calu jest w kolorze kruczoczarnym. Jedynym punktem odcinającym się od czerni są jego duże, zielono-żółte oczy.
Czy rozpoczęcie treningu jakkolwiek zahamowało wygórowane ambicje kocura? W żadnym wypadku, ba! Apetyt Chłodnej Łapy na zostanie przywódcą tylko rósł. Starał się jak mógł, próbował się wykazywać i nie znosił porażek. Choć w jego mniemaniu on w ogóle ich nie ponosił. Nawet jeśli nie zawsze po sobie to pokazywał, bo nie chciał wyjść na gbura i narcyza, to zdecydowanie tak myślał. On był najlepszy i nieomylny, szkoda, że nikt tego nie zauważał! Nie był już tak energiczny jak za czasów kociaka, stał się nieco poważniejszy i dorosły, lecz dalej lubił zawierać nowe znajomości. Starał się być wesoły i optymistyczny, jego lico często zdobił szarmancki uśmieszek - uważał, że przyjaznym usposobieniem zjedna sobie klan i stanie się przywódcą będzie jeszcze łatwiejsze! Jego największym problemem było zachowywanie spokoju. Chłodną Łapę bardzo łatwo wytrącić z równowagi, nienawidzi krytyki, lubił głupie, niegroźne bójki. Musiał udowadniać swoją wyższość na każdej płaszczyźnie. Krytyczne słowa? Niewiele wystarczyło, by zdjął swoją przyjazną maskę. Na pewno był kotem inteligentnym, ale jego wygórowane ambicje i mniemanie o sobie mogły go kiedyś zgubić.
Jagodowa Gałązka [GK]
Trzymał się jak potrafił. Nie mówiło mi to za wiele, lecz nie powiedział, że dobrze, czego w sumie się spodziewałem, więc najlepiej nie było. Zdarzało mi się zapominać, że nie każdy - niestety - ma taki charakter, jak ja i różnorako przeżywał każdą jedną sytuację z życia. A szkoda! Czyż klan, w którym wszystkie koty byłyby podobne do mnie, nie byłby zgoła idealny? Najpotężniejszy w lesie? Oczywiście, że tak! Szkoda, że nie miało prawa istnieć coś takiego, ale zawsze warto pomarzyć. Skinąłem głową na dość oczywiste stwierdzenie Zawieruchy, a gdy zaczął mówić dalej, zmrużyłem lekko oczy, mało się do tego nie zapowietrzając. Zdziwienie? Nie, nie, to podchodziło pod szok. Mój brat zaczął mówić! Ile on tam powiedział? Raz, dwa, trzy... Z osiem słów na raz! Byłem pod ogromnym wrażeniem. Może to wszystko przez ten pogrzeb? Strata nauczyła go normalności? Kto by się spodziewał! Jeszcze kilka takich nieprzyjemnych wydarzeń, a będziemy mogli się zaprzyjaźnić, jak nic. - Dziękuję. Warto było czekać. - odparłem luźno, uśmiechając się przy tym lekko. Trochę nerwów mnie to czekanie kosztowało, lecz nie dało się wycenić tego uczucia, które czułem na ceremonii; które czułem, gdy usłyszałem swoje nowe imię. - Szczerze, to ani trochę się tego nie spodziewałem. Że Krogulec wpadnie na taki pomysł! Ale skoro tak wyszło, to mam zamiar nosić je z dumą. - powiedziałem pewnie, dumnie. Bo było z czego być dumnym, a co! Może to sam Olchowy Szept nawiedził przywódczynię i polecił jej nadanie mi takiego imienia? Kto wie. Od początku wiedział, kto tu jest tym najlepszym synem, a co! Nieważne, że zostałem wojownikiem niemal jako ostatni. Każdy głupi wiedział, że gdyby nie ci cali Dwunożni, to byłbym pierwszy i najlepszy. Może nawet już byłbym przywódcą! Ale co się odwlecze, to nie uciecze.
Mojej uwadze nie umknęło chwilowe zdziwienie, jakie wymalowało się na pysku Chłodnego Szeptu. Cóż kocura tak zaskoczyło? To, że złożyłem mu gratulacje? Należały mu się. W końcu, mimo tego że zniknął z klanu na parę księżyców, został mianowany pełnoprawnym wojownikiem. Mogłem zastanawiać się, czy został dobrze wyszkolony, skoro jego treningiem zajmował się Topniejący Lód. Wierzyłem jednak, iż kocur miał w sobie tyle ogłady, by nauczyć mojego brata wszystkiego, co należało na treningu, natomiast Chłodny Szept był na tyle inteligentny, że w razie niejasności korzystał z wiedzy starszych wojowników.
- Cieszę się. - odpowiedziałem. Owszem, mój czarny brat mógł być dumny, a nawet powinien. Choć ojciec nie doczekał jego mianowania, to Chłód będzie nosił jego wspomnienie wraz z własnym imieniem. - Uwolniłeś się od Topniejącego Lodu. - dodałem jeszcze, nawiązując do mistrza Chłodnego Szeptu. Cóż, niebieski kocur nie popisywał się niczym szczególnym, a tak prawdę mówiąc, od księżyców pogrążał sam siebie. Nie miałem pojęcia, czy na obecną chwilę był ktokolwiek w klanie, kto mu ufał.
Chłodna Łapa cały czas rośnie. Jest niezwykle masywnym (ale nie grubym) kocurem. Jest szeroki w barkach, a pod gęstą sierścią można by ujrzeć powoli wyrabiające mięśnie, które kiedyś mogą dać mu nieprzeciętną siłę. Jego łapy nie dość, że są masywne i grube, to na dodatek długie co sprawia, że kocur ma też słuszny wzrost. Jego futro jest długie i gęste, przez co wydaje się być jeszcze większym. Zapewnia mu ono świetną ochronę przed mrozami, ale w Porze Zielonych Liści niewątpliwie będzie to dla Chłodu udręka. Jako jedyny z miotu wdał się w matkę - jego sierść w każdym calu jest w kolorze kruczoczarnym. Jedynym punktem odcinającym się od czerni są jego duże, zielono-żółte oczy.
Czy rozpoczęcie treningu jakkolwiek zahamowało wygórowane ambicje kocura? W żadnym wypadku, ba! Apetyt Chłodnej Łapy na zostanie przywódcą tylko rósł. Starał się jak mógł, próbował się wykazywać i nie znosił porażek. Choć w jego mniemaniu on w ogóle ich nie ponosił. Nawet jeśli nie zawsze po sobie to pokazywał, bo nie chciał wyjść na gbura i narcyza, to zdecydowanie tak myślał. On był najlepszy i nieomylny, szkoda, że nikt tego nie zauważał! Nie był już tak energiczny jak za czasów kociaka, stał się nieco poważniejszy i dorosły, lecz dalej lubił zawierać nowe znajomości. Starał się być wesoły i optymistyczny, jego lico często zdobił szarmancki uśmieszek - uważał, że przyjaznym usposobieniem zjedna sobie klan i stanie się przywódcą będzie jeszcze łatwiejsze! Jego największym problemem było zachowywanie spokoju. Chłodną Łapę bardzo łatwo wytrącić z równowagi, nienawidzi krytyki, lubił głupie, niegroźne bójki. Musiał udowadniać swoją wyższość na każdej płaszczyźnie. Krytyczne słowa? Niewiele wystarczyło, by zdjął swoją przyjazną maskę. Na pewno był kotem inteligentnym, ale jego wygórowane ambicje i mniemanie o sobie mogły go kiedyś zgubić.
Jagodowa Gałązka [GK]
Miło, że Zawierucha cieszył się moim szczęściem. O ile powiedział to szczerze, rzecz jasna, lecz raczej nie podejrzewałbym go o fałszywość, a już tym bardziej nie wobec mnie. Może nie mieliśmy jakiejś super braterskiej relacji, jednakże do większych spięć też między nami nie dochodziło - zapomnijmy o kocięcych czasach, dobrze - więc czemu miałby kłamać. I nie cieszyć się z mojego szczęścia. W sumie to radość kota takiego, jakim byłem ja, to automatycznie i radość całego klanu, a jak! Uśmiechnąłem się delikatnie do brata i odwróciłem wzrok. Pogoda była sprzyjająca, sądziłem, że gdy tylko się zamkniemy, to zwierzątka same nam wejdą pod łapy.
Na stwierdzenie burego, z mojego gardła wydobył się cichy, niekontrolowany wręcz śmiech. Wręcz triumfalny, powiedziałbym! Uwolnienie się od mojego, pożal się Gwiezdny Klanie, mistrza to był jeden z najlepszych aspektów zostania wojownikiem. Teraz mój kontakt z nim ograniczał się jedynie do momentów, w których jakiś mysi móżdżek przydzielał nas do jednego patrolu. Na szczęście nie zdarzało się to często. - Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę z tego powodu. Jak lepsze stały się moje dni! - powiedziałem z wyczuwalną ulgą w głosie. Po mojej niedawnej rozmowie z Wirującym Piórem zrozumiałem, że to nie we mnie leżał problem, że nie tylko ja się nie dogaduję z Topniejącym. To on nie dogadywał się z resztą klanu, sztywniak jeden. - Najgorsze księżyce mojego życia za mną. - dodałem żartobliwie. Niby pobyt u Dwunożnych był gorszy, chociaż... Niechże ktoś spróbuje spędzać dnie z niebieskim wojownikiem. Samopoczucie gorsze, niż po zjedzeniu mysich bobków, wiem co mówię.
Oczywiście, że mówiłem to szczerze. Nie byłem typem kocura, który fałszywie przymilał się do innych, by uzyskać ich aprobatę; nie potrzebowałem tego. A z Chłodem, choć od najmłodszych księżyców czasem występowały między nami jakieś napięcia, to jednak mieliśmy poprawne relacje; przynajmniej tak uważałem. Oboje dojrzeliśmy od tego czasu, tak samo jak nasza relacja dojrzała. Nie było już wybuchów emocji i kocięcego dokuczania sobie, o nie. Oboje byliśmy dorosłymi, potrafiącymi zachować się kotami.
Wypuściłem powietrze z cichym "hm", a kącik mojego pyska na moment delikatnie się uniósł, kiedy usłyszałem komentarz Chłodnego Szeptu. Wiedziałem, że nie byłem jedynym kotem, który uważał Topniejący Lód za kota co najmniej irytującego, a miałem z nim zdecydowanie mniej do czynienia, niż mój czarny brat, który musiał oglądać jego pysk każdego dnia podczas treningów.
- Miałem z nim nauki. - przypomniałem, sugerując tym delikatnie, że wiem, jaki w obyciu jest Topniejący Lód. Byłem wtedy ledwie czteroksiężycowym kociakiem, a musiałem wyciągać z niego wiedzę, zupełnie jakby uważał, że na nią nie zasługuję. To nie było przyjemne doświadczenie, jednak tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że jeśli czegoś chcę, muszę się sam o to postarać. - Wolałbym zjeść własny ogon niż trenować z nim tyle księżyców. - dodałem jeszcze. Całe szczęście Wąż podjął wtedy odpowiednią decyzję, i na moją mistrzynię wyznaczył Płomykówkowy Lot. Choć kocica jako przywódczyni się nie popisała, to nie miałem do niej zarzutów jako do mistrza.
Moje myśli swobodnie wędrowały wokół tematu kocura. Pomyślałem o tym, kto jeszcze miał związek z ponurym, niebieskim wojownikiem, i moje myśli zawędrowały do Jasnej Kropli. Kotka nie dość, że była jego terminatorką to do tego jeszcze siostrą. Choć z charakteru były to zupełne przeciwieństwa, to jednak byli spokrewnieni.
- Zastanawiam się, czy Topniejący Lód wtrąca się w sprawy Jasnej Kropli. - powiedziałem z poważną miną, nieco zmieniając temat. Zdecydowałem się jednak wyrazić moje myśli na głos; być może Chłód coś słyszał lub widział na ten temat.
Chłodna Łapa cały czas rośnie. Jest niezwykle masywnym (ale nie grubym) kocurem. Jest szeroki w barkach, a pod gęstą sierścią można by ujrzeć powoli wyrabiające mięśnie, które kiedyś mogą dać mu nieprzeciętną siłę. Jego łapy nie dość, że są masywne i grube, to na dodatek długie co sprawia, że kocur ma też słuszny wzrost. Jego futro jest długie i gęste, przez co wydaje się być jeszcze większym. Zapewnia mu ono świetną ochronę przed mrozami, ale w Porze Zielonych Liści niewątpliwie będzie to dla Chłodu udręka. Jako jedyny z miotu wdał się w matkę - jego sierść w każdym calu jest w kolorze kruczoczarnym. Jedynym punktem odcinającym się od czerni są jego duże, zielono-żółte oczy.
Czy rozpoczęcie treningu jakkolwiek zahamowało wygórowane ambicje kocura? W żadnym wypadku, ba! Apetyt Chłodnej Łapy na zostanie przywódcą tylko rósł. Starał się jak mógł, próbował się wykazywać i nie znosił porażek. Choć w jego mniemaniu on w ogóle ich nie ponosił. Nawet jeśli nie zawsze po sobie to pokazywał, bo nie chciał wyjść na gbura i narcyza, to zdecydowanie tak myślał. On był najlepszy i nieomylny, szkoda, że nikt tego nie zauważał! Nie był już tak energiczny jak za czasów kociaka, stał się nieco poważniejszy i dorosły, lecz dalej lubił zawierać nowe znajomości. Starał się być wesoły i optymistyczny, jego lico często zdobił szarmancki uśmieszek - uważał, że przyjaznym usposobieniem zjedna sobie klan i stanie się przywódcą będzie jeszcze łatwiejsze! Jego największym problemem było zachowywanie spokoju. Chłodną Łapę bardzo łatwo wytrącić z równowagi, nienawidzi krytyki, lubił głupie, niegroźne bójki. Musiał udowadniać swoją wyższość na każdej płaszczyźnie. Krytyczne słowa? Niewiele wystarczyło, by zdjął swoją przyjazną maskę. Na pewno był kotem inteligentnym, ale jego wygórowane ambicje i mniemanie o sobie mogły go kiedyś zgubić.
Jagodowa Gałązka [GK]
I cóż z tego, że mój brat miał z nim nauki! Nauki to dosłownie nic w porównaniu z tym, co musiałem przeżywać ja. Czyste katusze! To między innymi przez jego lenistwo ukończyłem trening tak późno - po prostu mysi móżdżek. W każdym razie, Zawierucha tak naprawdę nie miał pojęcia, jak to było obcować z Topniejącym Lodem. I szczerze mówiąc, nie życzyłem mu, by się to zmieniło, jak i nikomu innemu. - No widzisz. Grunt, że to już za nami. - skwitowałem pokrótce. Co tutaj więcej dodawać? No dobra, ja to mógłbym dodać naprawdę wiele na temat mojego mistrza, ale po co się męczyć, zaśmiecać nim umysł. Istnieją dużo przyjemniejsze tematy do rozmów.
Spojrzałem na mojego brata marszcząc lekko brwi, gdy wyraził swoje przemyślenia na głos. Nie wiedziałem i szczerze ani trochę mnie to nie obchodziło, nie wiem skąd w ogóle pomysł, by zepchnąć rozmowę na ten temat. No ale przynajmniej się odzywał, nie musiałem prowadzić monologu. Może właśnie w ten sposób trenował umiejętność mówienia - wypowiadając się na nudne tematy. Od czegoś trzeba zaczynać. - Nie mam pojęcia. - odparłem od niechcenia, żeby nie było, że jestem hipokrytą i teraz ja milczę jak grób. Nie interesowałem się przecież jego partnerką. Partnerką... Przez moje myśli przez chwilę zaczęła przewijać się Mleczna Łapa, nawet nie wiedziałem dlaczego. Spojrzałem przenikliwie na Zawieruchę. Skoro był z Jasną Kroplą, i to już od jakiegoś czasu, to raczej wiedział co nieco o relacjach kocurów z kotkami i tak dalej. Tylko czy ja chciałem z nim o tym rozmawiać? No niezbyt. Z drugiej strony jednak był moim bratem, więc raczej najodpowiedniejszym kotem do rozmów na takie tematy. Do tego zbyt gadatliwy to on nie był, więc raczej nie rozpowie wszystkim, o czym my to rozmawialiśmy. Dobra, postanowione. Wziąłem głęboki wdech, nieco się denerwując. Na osty i ciernie, co jest ze mną. - Ty... Jesteś z Jasną Kroplą, tak. - bardziej stwierdziłem, niżeli zapytałem, coby po prostu jakoś zacząć temat. - Mam takie pytanie. Jak to się stało, że... No. Jakby jesteście razem. - moje zażenowanie samym sobą rosło, co chyba można było zauważyć. Genialnie. - Jak zorientowałeś się, że ją... Kochasz . - wyplułem z siebie w końcu i odwróciłem wzrok. Chodziło mi oczywiście o miłość romantyczną, a nie choćby braterską, ale już nie chciałem bardziej się pogrążać. Bury raczej się domyśli i prosiłem w myślach, by jakkolwiek rozwinął swoją wypowiedź, żebym nie musiał już więcej o tym mówić. To było dziwne.
Skinąłem głową. Dokładnie, to już za nami. Teraz oboje byliśmy wojownikami, a kiedy Olchowego Szeptu zabrakło, to my musieliśmy dbać o honor rodziny. Choć nieco obawiałem się, co Pęknięta Łapa może zrobić, to jednak i co do niego jeszcze byłem dobrej myśli; bury brat, który jeszcze jako jedyny z naszego towarzystwa dzierżył miano Łapy rozpoczynał trening od początku. Liczyłem jednak na to, że zostanie wojownikiem, zanim nastanie Pora Nagich Drzew.
Chłód również nie miał pojęcia. Cóż. Topniejący Lód nie wyglądał na kocura, który lubi dzielić się własnymi przemyśleniami. Raczej nie lubi dzielić się niczym. Nie wypowiedziałem jednak słowa, jedynie na moim pysku pojawił się nieznaczny grymas. Powinienem o tym porozmawiać z Jasną Kroplą. Musi mi powiedzieć, czy Topniejący Lód ją zaczepia i zadaje pytania, których nie powinien.
Skinąłem głową, słysząc dziwnie osobliwe ni to pytanie, ni to stwierdzenie ze strony Chłodnego Szeptu, przy czym uniosłem nieznacznie brew. Nawiązanie do mojego związku mnie zaciekawiło i nie mogłem się już doczekać następnej części. Kiedy już ją usłyszałem... Na moim pysku pojawił się delikatny uśmiech. Czyżby mój brat się zakochał, że poszukuje takich odpowiedzi? No proszę, nie byłem pewien, czy jest zdolny do romantycznej miłości.
- Jesteśmy razem, bo kiedyś poszliśmy na spacer i o tym rozmawialiśmy. - zacząłem najpierw, odpowiadając dość trywialnie na pierwsze nie-pytanie mojego brata. Przyznaję, było to trochę naśmiewanie się z tego, jak widocznie był zażenowany, że mnie o to pytał. Mógł być w szoku, że rozmawiałem z Jasną Kroplą, tak po prostu, jednak w istocie tak było. - Miłość... Matka kiedyś tłumaczyła mi, że to motyle w brzuchu, takie uczucie. - powiedziałem, wracając myślami do tej rozmowy sprzed księżyców. Wtedy sam nie byłem niczego pewien, podobnież jak Chłód teraz. - Przy Jasnej Kropli czuję się... Inny. Doceniony. Cierpliwy. Jej szczęście to wszystko, czego pragnę, a kiedy jest smutna, i mi jest smutno. - proste rzeczy, jednak na tym to u mnie polegało. Jasna Kropla była kocicą, która była dla mnie niczym jasny, ciepły promyk słońca podczas deszczowego dnia, a dla jej uśmiech był najpiękniejszym widokiem, jaki mogłem oglądać. Nie dałbym jej skrzywdzić nikomu, a jeśli ktokolwiek odważyłby się jej zrobić jakąkolwiek krzywdę, nie miałbym oporu przed odwdzięczeniem się.
Chłodna Łapa cały czas rośnie. Jest niezwykle masywnym (ale nie grubym) kocurem. Jest szeroki w barkach, a pod gęstą sierścią można by ujrzeć powoli wyrabiające mięśnie, które kiedyś mogą dać mu nieprzeciętną siłę. Jego łapy nie dość, że są masywne i grube, to na dodatek długie co sprawia, że kocur ma też słuszny wzrost. Jego futro jest długie i gęste, przez co wydaje się być jeszcze większym. Zapewnia mu ono świetną ochronę przed mrozami, ale w Porze Zielonych Liści niewątpliwie będzie to dla Chłodu udręka. Jako jedyny z miotu wdał się w matkę - jego sierść w każdym calu jest w kolorze kruczoczarnym. Jedynym punktem odcinającym się od czerni są jego duże, zielono-żółte oczy.
Czy rozpoczęcie treningu jakkolwiek zahamowało wygórowane ambicje kocura? W żadnym wypadku, ba! Apetyt Chłodnej Łapy na zostanie przywódcą tylko rósł. Starał się jak mógł, próbował się wykazywać i nie znosił porażek. Choć w jego mniemaniu on w ogóle ich nie ponosił. Nawet jeśli nie zawsze po sobie to pokazywał, bo nie chciał wyjść na gbura i narcyza, to zdecydowanie tak myślał. On był najlepszy i nieomylny, szkoda, że nikt tego nie zauważał! Nie był już tak energiczny jak za czasów kociaka, stał się nieco poważniejszy i dorosły, lecz dalej lubił zawierać nowe znajomości. Starał się być wesoły i optymistyczny, jego lico często zdobił szarmancki uśmieszek - uważał, że przyjaznym usposobieniem zjedna sobie klan i stanie się przywódcą będzie jeszcze łatwiejsze! Jego największym problemem było zachowywanie spokoju. Chłodną Łapę bardzo łatwo wytrącić z równowagi, nienawidzi krytyki, lubił głupie, niegroźne bójki. Musiał udowadniać swoją wyższość na każdej płaszczyźnie. Krytyczne słowa? Niewiele wystarczyło, by zdjął swoją przyjazną maskę. Na pewno był kotem inteligentnym, ale jego wygórowane ambicje i mniemanie o sobie mogły go kiedyś zgubić.
Jagodowa Gałązka [GK]
Z początku odwróciłem wzrok ze wstydu, jednak ciekawiła mnie reakcja mojego brata na to moje wkroczenie na... Dość nietypowy, szczególnie jak na mnie, temat. Widziałem, jak unosi brew ku górze - to chyba było u nas rodzinne, swoją drogą - po czym nieznacznie się uśmiecha. Miałem ochotę odwzajemnić ten uśmiech, tyle że w nieco bardziej ironicznej wersji, jednak ostatecznie postanowiłem zachować powagę. Najwyraźniej Zawierucha świetnie się bawił, w przeciwieństwie do mnie. Słysząc jego pierwszą odpowiedź zrezygnowałem jednak z tej całej powagi i spojrzałem na brata spode łba. Bardzo zabawne braciszku, pośmiejmy się razem z mojego ośmieszania się. Oszczędziłem sobie jednak komentowania tego, ale tylko dlatego, że wreszcie zaczął wypowiadać się nieco konkretniej. Szok!
Miałem ochotę palnąć się w łeb. Przecież mogłem porozmawiać o tym z matką, dlaczego na to nie wpadłem! Przynajmniej uniknąłbym takiego ośmieszenia i uczucia skrajnego zażenowania, ale było już za późno. Trzeba to pociągnąć. - Motyle w brzuchu... - powtórzyłem ciszej za burym, bardziej po prostu myśląc na głos. Tak, odczuwałem coś podobnego w towarzystwie Mlecznej Łapy. Motyle w brzuchu miałem również po zjedzeniu nieświeżej myszy, ale umówmy się, że wiedziałem, o co chodziło mojemu bratu. Słuchałem z zainteresowaniem dalszej części jego wypowiedzi. O tak, w jej towarzystwie także czułem się doceniony. Czułem się przy niej lepiej. Smutna to ona nie bywała, ale jakby była, to starałbym się ją przynajmniej pocieszyć. Niestety tak czy siak odpowiedzi Zawieruchy nie do końca rozjaśniły mi to wszystko. Ale w jakimś stopniu jednak pomogły. - Rozumiem. Dz-dzięki. - odpowiedziałem krótko, znów odwracając wzrok gdzieś na bok. Teraz to mi zabrakło języka w gębie. O ironio.
Oczywiście, że świetnie się bawiłem, choć nie zamierzałem tego okazywać. Bawiła mnie ironia całej sytuacji. Chłodny Szept niegdyś był pewny siebie, jeśli chodziło o jakąkolwiek sytuację; chyba pierwszy raz mogłem zobaczyć go w tej zakłopotanej wersji, kiedy to sam przychodzi do mnie zapytać o coś, w czym osobiście mam już doświadczenie. Ciekaw byłem, któż to wpadł mojemu bratu w oko, nawet mógłbym mieć pomysł co do konkretnego kota w klanie, jednak nie zamierzałem kontynuować tematu. Nie chciałem bardziej kłopotać brata, szczególnie, że przyszliśmy na Trawiaste Grzbiety w innym celu.
- Polujemy? - zadałem pytanie, choć nie oczekiwałem na nie odpowiedzi. Skinąłem czarnemu kocurowi głową, życząc mu powodzenia, po czym ruszyłem pod wiatr, przyjmując pozycję łowiecką. Wszystkie zmysły miałem nastawione na poszukiwanie śladów jakiejś zwierzyny.
Chłodna Łapa cały czas rośnie. Jest niezwykle masywnym (ale nie grubym) kocurem. Jest szeroki w barkach, a pod gęstą sierścią można by ujrzeć powoli wyrabiające mięśnie, które kiedyś mogą dać mu nieprzeciętną siłę. Jego łapy nie dość, że są masywne i grube, to na dodatek długie co sprawia, że kocur ma też słuszny wzrost. Jego futro jest długie i gęste, przez co wydaje się być jeszcze większym. Zapewnia mu ono świetną ochronę przed mrozami, ale w Porze Zielonych Liści niewątpliwie będzie to dla Chłodu udręka. Jako jedyny z miotu wdał się w matkę - jego sierść w każdym calu jest w kolorze kruczoczarnym. Jedynym punktem odcinającym się od czerni są jego duże, zielono-żółte oczy.
Czy rozpoczęcie treningu jakkolwiek zahamowało wygórowane ambicje kocura? W żadnym wypadku, ba! Apetyt Chłodnej Łapy na zostanie przywódcą tylko rósł. Starał się jak mógł, próbował się wykazywać i nie znosił porażek. Choć w jego mniemaniu on w ogóle ich nie ponosił. Nawet jeśli nie zawsze po sobie to pokazywał, bo nie chciał wyjść na gbura i narcyza, to zdecydowanie tak myślał. On był najlepszy i nieomylny, szkoda, że nikt tego nie zauważał! Nie był już tak energiczny jak za czasów kociaka, stał się nieco poważniejszy i dorosły, lecz dalej lubił zawierać nowe znajomości. Starał się być wesoły i optymistyczny, jego lico często zdobił szarmancki uśmieszek - uważał, że przyjaznym usposobieniem zjedna sobie klan i stanie się przywódcą będzie jeszcze łatwiejsze! Jego największym problemem było zachowywanie spokoju. Chłodną Łapę bardzo łatwo wytrącić z równowagi, nienawidzi krytyki, lubił głupie, niegroźne bójki. Musiał udowadniać swoją wyższość na każdej płaszczyźnie. Krytyczne słowa? Niewiele wystarczyło, by zdjął swoją przyjazną maskę. Na pewno był kotem inteligentnym, ale jego wygórowane ambicje i mniemanie o sobie mogły go kiedyś zgubić.
Jagodowa Gałązka [GK]
Sam byłem zdziwiony własną postawą. Byłem pewny siebie i odważny, nie do złamania wręcz, a potem poszedłem do mojego brata pytać o miłość i wszystko jasny szlag trafił. Wracałem do punktu wyjścia, gdzie to byłem małym, głupim i bezbronnym kociakiem. Choć podejrzewałem, że nawet w wieku dwóch księżyców moja pewność siebie była większa, niż w tamtej okropnej chwili. Dobrze, że to już za mną. Zawierucha nie znęcał się nade mną i nie kontynuował tematu - jak to dobrze jednak wybrać sobie do rozmowy na niezręczne tematy małomównego kota - tylko przeszedł do polowania. W końcu po to tu przyszliśmy, to mi zebrało się na braterskie rozmowy w nieodpowiednim czasie. Co się odwlecze, to nie uciecze. - Powodzenia. - powiedziałem wracając już do mojego typowego tonu głosu, może nawet z nutą nonszalancji. A więc czas zacząć. Ugiąłem się nisko na łapach i poruszając się pod wiatr, zacząłem rozglądać się za moją pierwszą, potencjalną ofiarą. Dla mnie to będzie łatwizna.
Oboje wiedzieli, że czasy były trudne, dlatego po pogawędce o sercowych sprawach ruszyli oboje na łowy. Trawiaste Grzbiety w swojej wysokiej roślinności często ukrywały smakowite piszczki czy nawet większą zwierzynę, jak zające czy bażanty. Jednak niestety teraz dwójka kocurów nie mogła w ogóle wyczuć zapachu zwierzyny. Prawdopodobnie została ona spłoszona przez ich rozmowę, która do szepczących nie należała. Mogło się zdarzyć również tak, że zwierzyna wolała wynieść się w okolice rzek, niż czekać na śmierć w suchych trawach. Wojownicy Klanu Cienia musieli być ostrożni oraz patrzeć pod łapy, gdyż teren był zwodniczy i ciężko było postawić łapę bez nadeptywania na suche źdźbło, które wydałoby z siebie nieprzyjemny chrzęst, alarmując przy tym również okoliczną zwierzynę.