Księżyce: 103 Mistrz: Polna Gwiazda Płeć: Kotka Matka: Agrestowy Krzew [NPC] Ojciec: jakiś czub Trwałe urazy: Dwie blizny po szponach ciągnące się od czoła po nos, trzy płytkie blizny na grzbiecie, rozcięte ucho, trzy blizny po szponach w okolicach zadka [puchacze].
Księżyce: 103 Mistrz: Polna Gwiazda Płeć: Kotka Matka: Agrestowy Krzew [NPC] Ojciec: jakiś czub Trwałe urazy: Dwie blizny po szponach ciągnące się od czoła po nos, trzy płytkie blizny na grzbiecie, rozcięte ucho, trzy blizny po szponach w okolicach zadka [puchacze].
Nieco przydługie łapy, krótkie i przylegające, błyszczące czarne futro z białymi znaczeniami na piersi i palcach u przednich łap, błękitne oczy, których intensywność zmienia się wraz z humorem kocicy. Wiecznie widoczne pazury. Długi, biczowaty ogon. || kp
Nie straciła na intensywności, wręcz przeciwnie. Jej obecność wciąż jest mocno odczuwalna, mimo że Trzask nie jest już aż tak głośna, jednak nie można powiedzieć by jej charakter poszedł w tą lepsza stronę. Stała się bardziej porywcza, dość nietaktowna i bezpośrednia, bywa niemiła i oschła, pyskata. Zdecydowanie brak jej cierpliwości, łatwo się denerwuje. Posiada problemy z wyrażaniem uczuć i emocji we właściwy, cywilizowany sposób chociaż się stara. Bardzo ambitna i zawzięta w dążeniu do obranego sobie celu. Postanowiła zostać najlepszą wojowniczką Klanu Cienia i uparcie się tego trzyma. Mimo swoich licznych wad chce bronić współklanowiczów za wszelką cenę, nie ważne czy im się to podoba czy nie. Potrafi się jednak otworzyć przed innymi w odpowiednich dla niej warunkach pokazując też że nie taki wilk straszny jak go malują.
Trzask na warkniecie siostry skrzywiła się i cofnęła uszy z niezadowoleniem. Straszna nerwówka ją wzięła, a sama czarna córa Agrest nie do końca ogarniała o co właściwie chodzi.
- Pójdę se, jak chcesz - rzuciła widząc, że Skowyt ewidentnie nie chce jej towarzystwa, pewnie żadnego nie chciała, ale ewidentnie jej chyba najbardziej. Była na nią wściekła, a Trzask nie do końca rozumiała czemu. Przecież nic nie zrobiła, chociaż ma to wiele znaczeń w tym wypadku i Skowyt rozumiała to negatywne "nic".
- Może nie zwróciłaś uwagi, ale ledwo przyszłam i nawet nie wiedziała o co do cholery chodzi - rzuciła może ciut zbyt agresywnie, ale nie podobał jej się ton jej siostry, która nagle postanowiła ją za to wszystko obwinić. -I Jak mówiłam, Wiśnia jest zwyczajnie nawiedzona, pewnie koty z Miejsca Gdzie Brak Gwiazd mącą jej we łbie we śnie czy coś, ostatnio gadała z mchem - odparła już nieco mniej agresywnie i nawet nie próbowała się przysiadać widząc , że każda próba kończy się tak samo - mianowicie Skowyt odwraca się do niej zadkiem. No trudno, niech się odwraca, może i mówić do jej pleców, grunt by ta słyszała i tyle.
- Gdybym przyszła wcześniej to bym ci przecież pomogła, dobrze o tym wiesz. Szybko byśmy zamkneły jej pysk - dodała czarna i trzepnęła ogonem wstając, była gotowa sobie pójść w każdej chwili, bo widać Skowyt ewidentnie nie chciała jej towarzystwa.
Księżyce: 103 Mistrz: kamienie na brzegu Płeć: kotkaaaaaa Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: nie posiada
Natura nie obdarowała tej kotki ani aksamitnym futerkiem Agrestki ani długim, białym jak śnieg okryciem Przymrozka. Dostała za to krótkie, pozlepiane buro-białe futro. Wiecznie skołtunione i brudne, trudno się domyślić gdzie kończy się ciemniejsza część a gdzie zaczyna jaśniejsza. Przy trochę bliższej obserwacji, pod warstwą kurzu i błota, można dostrzec, że grzbiet i część ogona są zdecydowanie ciemniejsze, pręgowane klasycznie, podczas gdy cały front kotki, łącznie z brzuchem, aż do szczęki jest domyślnie 'biały'. Tylnie łapy natomiast do połowy uda również są pokryte brunatną plamą, żeby później przejść w nieco jaśniejszy kolory i tak pokryte wieczną warstwą brudu. Pyszczek ma, dość smukły, z ciemnym nosem i brązowymi oczami, zwieńczony przez cienkie, szerokie uszy. Jej kocie ciało wciąż do końca nie zorientowało się w proporcjach jakie powinien mieć kot, przez co wygląda jak wyrośnięte kocię na łapach bardziej przypominających szczudła. Jest również zaskakująco koścista, skóra wydaje się być w kilku miejscach niesamowicie napięta, jakby ledwo trzymała tą kupę kości razem. Podsumowując, kocica jest dziwnie niekształtna, niedelikatnie mówiąc brzydka, i jak na razie z tego nie wyrosła. Jedyne co się zmieniło to wzrost kotki, pnie się się w górę jak młode drzewko, ale już wiadomo, że nie będzie ani największa ani najwyższa z rodzeństwa.
Mianowanie na Terminatora nie zmieniło wiele w jej podejściu do rzeczywistości. Wciąż jest zafascynowana światem zewnętrznym, szczególnie teraz gdy przestał być ograniczony do czterech ścian obozu. Odpowiedzialności i obowiązki nie interesują ją za bardzo, coś tam niby pomoże, przyniesie, ale odwala minimum (i to nie zawsze) by tylko móc robić to na co ma ochotę. Wciąż nie przejawia nawet ułamków szacunku do autorytetów w jej życiu, a jeśli coś ją zainteresuje, będzie zadawać niewygodne i drążyć temat do bólu. Niestety szybciej powie niż pomyśli i całe szczęście, że umie szybko myśleć, bo co chwila pakuje się w kłopoty i jest gotowa wić się tak długo jak będzie to konieczne, byleby nie przyznać się do winy. Jeśli uważa, że ktoś popełnia błąd to powie o tym głośno. Ma zaskakująco dużą wiarę w siebie, swoje umiejętności i determinację by pokonać każdą, możliwą przeszkodę. Nastoletni wiek cechuje burza emocji, ale u Skowyt to prawdziwy tajfun. Kotka wszystko odczuwa intensywnie, nie ważne, smutek, złość czy radość - wypełnia ją, pochłania i zdaje się kierować nią bardziej niż logika. Obok silnego kompasu moralnego, ma też silną pamięć i jeśli ktoś, według niej, traktuje ją lub innych z góry nie przepuści tego, ani nie zapomni. Wciąż jest młoda i wciąż uwielbia psocić, wygłupiać się i wymyślać psikusy, które może uciąć innym. Pomimo szczerej miłości i troski jakimi darzy swoją mamę i rodzeństwo, nie czuje się komfortowo z wizją trwania w Klanie do końca swoich dni. Ma w sobie silny zew przygody i włóczęgi, za którym chce podążać. ale wciąż jest tylko dzieciakiem, który pod koniec dnia czuje się bardzo mały w bardzo dużym świecie.
Agresja w tonie Trzask jeszcze bardziej wepchnęła Skowyt w roztrzęsienie. Brawo, jeszcze Trzask udało jej się rozłościć. Wiedziała, że nikt jej nie rozumie, nawet mama, nawet ukochana siostrzyczka, nikt! Położyła uszy płasko po sobie, wciąż z uporem małego dziecka wciskając nos w ziemię i odmawiając jakiegokolwiek kontaktu z siostrą, zaciskając oczy najmocniej jak tylko potrafiła. Córka Agrest chlipała w ziemię, brudząc sobie własne łapy smarkami. Pociągała nosem, przełykając własne łzy i gluty, pazury rytmicznie wysuwając i chowając, rozdzierając ziemię przed sobą. Wściekłość wciąż w niej tkwiła, uczepiła się jej ogona i nie dawała za wygraną, nie ważne ile piachu czy trawy rozkopała wokół siebie. A słowa siostrzyczki nie pomagały. Na jej fochy, pociągnęła głośno nosem, wciskając nos w świeżo rozkopną ziemię. Płakała? Jak najbardziej. Czy bardzo nie chciała tego po sobie pokazać? A jakże. Wystarczyło, że dała pokaz swoich emocji przed całym Klanem przez Wiśnię, nie planowała dawać pokazu smarków i płaczu przed Trzask. Nie ważne jak bardzo nie chciała nic bardziej niż wtulić się w jej futerko. Ale nie mogła, nie chciała, przecież ją zostawiła z bajzlem, nie pomogła, nie wsparła, jak po tym zaufać, poprosić o wsparcie? - No jest nawiedzona, nawet bardzo - burknęła cicho, nie odwracając się. - I głupia. I brzydka. I w ogóle mysi bobek a nie siostra. I wiesz, że Polnemu też śmierć przepowiadała? - dodała, nieco uchylając powieki i zerkając w kierunku Trzask. Oczy miała całe zaczerwienione i napuchnięte, pysk zapłakany i zasmarkany i nie chciała by Trzask ją taką widziała. Całą rozsypaną. One obie były silne, twarde, wojowniczki, każda na swoją miarę, a to co teraz Skowyt przeżywała nie było żadną z tych rzeczy. Ostatnim jak Skowyt chciała być widzianą to pokrytą glutami, zapłakaną i rozwydrzoną. Ale jej ogon, jak zwykle zdradzający wszystko co siedziało w jej środeczku, uderzając miarowo o ziemię, przysunął się nieco bliżej tylnej łapy Trzask, o tak, żeby przez przypadek, ocierać się samą końcówką o sierść siostry. - Ale... ale... już chwilę tam siedziałaś. Więc... więc czemu nie podbiegłaś od razu zapytać się co się stało? - cały ten szloch nabawił ją czkawki i teraz z trudem wyrzucała z siebie słowa. Nie wylewała się z niej złość, ale rozżalenie, rozklejające ją coraz bardziej, pomimo usilnych starań kotki. - Zostawiłaś mnie tam... Samą. I...i...i co? I wydarłam pysk! Na...na cały Klan na... na pogrzebie i wszystko przez tą głupią Wiśnię! - ostatnie słowa rozmyły się wraz z kolejną falą szlochu, zalewającą kotkę. Teraz Skowyt już nie była w stanie powiedzieć czy czuła wstyd, złość, zagubienie czy smutek. Chyba wszystko na raz, co było chyba najgorszą z możliwych opcji. Miała już tak wszystkiego dosyć. Chciała żeby to się skończyło. I żeby ktoś ją przytulił.
Księżyce: 103 Mistrz: Polna Gwiazda Płeć: Kotka Matka: Agrestowy Krzew [NPC] Ojciec: jakiś czub Trwałe urazy: Dwie blizny po szponach ciągnące się od czoła po nos, trzy płytkie blizny na grzbiecie, rozcięte ucho, trzy blizny po szponach w okolicach zadka [puchacze].
Księżyce: 103 Mistrz: Polna Gwiazda Płeć: Kotka Matka: Agrestowy Krzew [NPC] Ojciec: jakiś czub Trwałe urazy: Dwie blizny po szponach ciągnące się od czoła po nos, trzy płytkie blizny na grzbiecie, rozcięte ucho, trzy blizny po szponach w okolicach zadka [puchacze].
Nieco przydługie łapy, krótkie i przylegające, błyszczące czarne futro z białymi znaczeniami na piersi i palcach u przednich łap, błękitne oczy, których intensywność zmienia się wraz z humorem kocicy. Wiecznie widoczne pazury. Długi, biczowaty ogon. || kp
Nie straciła na intensywności, wręcz przeciwnie. Jej obecność wciąż jest mocno odczuwalna, mimo że Trzask nie jest już aż tak głośna, jednak nie można powiedzieć by jej charakter poszedł w tą lepsza stronę. Stała się bardziej porywcza, dość nietaktowna i bezpośrednia, bywa niemiła i oschła, pyskata. Zdecydowanie brak jej cierpliwości, łatwo się denerwuje. Posiada problemy z wyrażaniem uczuć i emocji we właściwy, cywilizowany sposób chociaż się stara. Bardzo ambitna i zawzięta w dążeniu do obranego sobie celu. Postanowiła zostać najlepszą wojowniczką Klanu Cienia i uparcie się tego trzyma. Mimo swoich licznych wad chce bronić współklanowiczów za wszelką cenę, nie ważne czy im się to podoba czy nie. Potrafi się jednak otworzyć przed innymi w odpowiednich dla niej warunkach pokazując też że nie taki wilk straszny jak go malują.
Trzask widząc stan siostry, jak tej puściły emocje, wszelakie hamulce, jak ryczała jak bóbr udając ze wcale tego nie robi, westchnęła ciężko. Chciała by złość z niej uleciała - powoli to robiła, ale wciąż miała Skowyt za złe, że tak ją "zaatakowała". Przecież czarna ledwo się tam pojawiła! A jej siostra na pewno w głębi ducha wiedziała, że przecież Trzask by jej pomogła, zawsze, nie ważne w czym jakby tylko wiedziała o co poszło. Nie czytała w myślach, potrzebowała chwili by załapać kontekst. Najwyraźniej ta chwila była za krótka dla Skowyt w tamtym momencie i wyszło jak wyszło.
Czarna zaryzykowała i położyła delikatnie łapę na karku naburmuszonej siostrzyczki, lekko ją poklepując jakby chciała tym samym powiedzieć "już dobrze, nie gniewam się przecież".
- Polny może nie wygląda, ale trzyma się całkiem dobrze. Nie jest już młody, więc Wiśnia se może mielić ozorem chociażby sugerując, że umrze bo jest dziadem czy coś. Kazdy z nas prędzej czy później umrze, więc niech se gada co chce, nie słuchaj jej paplaniny - mruknęła Trzask najspokojniej jak tylko umiała. Wiśnia była faktycznie kopnięta, a błękitnooka nie przypominała sobie by za dzieciaka też taka była. Coś się zmieniło, może faktycznie w snach koty z Miejsca Gdzie Brak Gwiazd mieszają jej we łbie?
- Zrobiłaś co musiałaś zrobić, Skowyt i jestem dumna, że wydarłaś pysk, jasne? Następnym razem obie będziemy wydzierać pysk, przy wszystkich, niech nas usłyszą i niech wiedzą, że Wiśnia ma nie równo - zapewniła kocica spoglądając na zapłakaną siostrę, licząc, że ta się trochę uspokoi. Przysunęła się tak by stykać się z nią bokiem i nie obchodziło ją teraz, czy Skowyt odskoczy jak poparzona, walnie ją, przytuli czy zrobi cokolwiek innego.
Księżyce: 103 Mistrz: kamienie na brzegu Płeć: kotkaaaaaa Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: nie posiada
Natura nie obdarowała tej kotki ani aksamitnym futerkiem Agrestki ani długim, białym jak śnieg okryciem Przymrozka. Dostała za to krótkie, pozlepiane buro-białe futro. Wiecznie skołtunione i brudne, trudno się domyślić gdzie kończy się ciemniejsza część a gdzie zaczyna jaśniejsza. Przy trochę bliższej obserwacji, pod warstwą kurzu i błota, można dostrzec, że grzbiet i część ogona są zdecydowanie ciemniejsze, pręgowane klasycznie, podczas gdy cały front kotki, łącznie z brzuchem, aż do szczęki jest domyślnie 'biały'. Tylnie łapy natomiast do połowy uda również są pokryte brunatną plamą, żeby później przejść w nieco jaśniejszy kolory i tak pokryte wieczną warstwą brudu. Pyszczek ma, dość smukły, z ciemnym nosem i brązowymi oczami, zwieńczony przez cienkie, szerokie uszy. Jej kocie ciało wciąż do końca nie zorientowało się w proporcjach jakie powinien mieć kot, przez co wygląda jak wyrośnięte kocię na łapach bardziej przypominających szczudła. Jest również zaskakująco koścista, skóra wydaje się być w kilku miejscach niesamowicie napięta, jakby ledwo trzymała tą kupę kości razem. Podsumowując, kocica jest dziwnie niekształtna, niedelikatnie mówiąc brzydka, i jak na razie z tego nie wyrosła. Jedyne co się zmieniło to wzrost kotki, pnie się się w górę jak młode drzewko, ale już wiadomo, że nie będzie ani największa ani najwyższa z rodzeństwa.
Mianowanie na Terminatora nie zmieniło wiele w jej podejściu do rzeczywistości. Wciąż jest zafascynowana światem zewnętrznym, szczególnie teraz gdy przestał być ograniczony do czterech ścian obozu. Odpowiedzialności i obowiązki nie interesują ją za bardzo, coś tam niby pomoże, przyniesie, ale odwala minimum (i to nie zawsze) by tylko móc robić to na co ma ochotę. Wciąż nie przejawia nawet ułamków szacunku do autorytetów w jej życiu, a jeśli coś ją zainteresuje, będzie zadawać niewygodne i drążyć temat do bólu. Niestety szybciej powie niż pomyśli i całe szczęście, że umie szybko myśleć, bo co chwila pakuje się w kłopoty i jest gotowa wić się tak długo jak będzie to konieczne, byleby nie przyznać się do winy. Jeśli uważa, że ktoś popełnia błąd to powie o tym głośno. Ma zaskakująco dużą wiarę w siebie, swoje umiejętności i determinację by pokonać każdą, możliwą przeszkodę. Nastoletni wiek cechuje burza emocji, ale u Skowyt to prawdziwy tajfun. Kotka wszystko odczuwa intensywnie, nie ważne, smutek, złość czy radość - wypełnia ją, pochłania i zdaje się kierować nią bardziej niż logika. Obok silnego kompasu moralnego, ma też silną pamięć i jeśli ktoś, według niej, traktuje ją lub innych z góry nie przepuści tego, ani nie zapomni. Wciąż jest młoda i wciąż uwielbia psocić, wygłupiać się i wymyślać psikusy, które może uciąć innym. Pomimo szczerej miłości i troski jakimi darzy swoją mamę i rodzeństwo, nie czuje się komfortowo z wizją trwania w Klanie do końca swoich dni. Ma w sobie silny zew przygody i włóczęgi, za którym chce podążać. ale wciąż jest tylko dzieciakiem, który pod koniec dnia czuje się bardzo mały w bardzo dużym świecie.
Trzask miała prawo być zła, tak samo jak Skowyt - z perspektywy buro-białej siostry sytuacja wyglądała tak jakby czarna córka Agrest miała gdzieś całe to zamieszanie, a co najważniejsze - ją. Prawda była inna, ale w całym tym emocjonalnej burzy, która kotłowała się wewnątrz kotki, trudno było spojrzeć na wszystko co się wydarzyło krytycznym okiem. Skowyt chciała jedynie być przytulona, dostać zapewnienie, że wszystko będzie w porządku. Potrzebowała tego tak jak potrzebowała powietrza, ale nie planowała wypowiadać tego na głos. Nikt nigdy nie nauczył tej małej, brutalnej kulki futra jak używać komunikacji. Nie odsunęła się gdy siostra spróbowała poklepać jej plecy, w geście... troski i guess? Ewidentnie nikt nie nauczył tych dzieci jak rozmawiać ze sobą nawzajem. Ale cóż, Agrest, próbowałaś.
Kiwała głową, wciąż pociągający nosem, jednocześnie słuchając siostry. Nie do końca wiedziała czemu ta akurat skupiła się na śmierci Polnego, ale udało się jej wywołać w kotce cichy chichot. Obróciła nieco głową, wciąż zasmarkana, z oczami przekrwionymi od płaczu i obolałą krtanią, ale na pewno spokojniejsza niż chwilę wcześniej. Chciała pokazać Trzask, że ją słucha, że nawet jeśli nie powie tego na głos, bardzo cieszy się, że ta została. - Obiecujesz? - mruknęła trochę, jak kociak, podnosząc się do siadu na wciąż trzęsących się łapach. Pociągnęła ponownie nosem, wpatrując się we własne łapy. Z ulgą przyjęła bok siostry obok siebie, pozwoliła sobie przymknąć oczy i wtulić łeb w szyję siostry. Wypuściła powietrze przez pysk, nos mając zapchany glutami. - Dzięki siostra - mruknęła po chwili, próbując w tych krótkich słowach przekazać ile to dla niej znaczy. Że może nie jest sama w tym wszystkim. Że ma się na kim oprzeć.
Księżyce: 103 Mistrz: Polna Gwiazda Płeć: Kotka Matka: Agrestowy Krzew [NPC] Ojciec: jakiś czub Trwałe urazy: Dwie blizny po szponach ciągnące się od czoła po nos, trzy płytkie blizny na grzbiecie, rozcięte ucho, trzy blizny po szponach w okolicach zadka [puchacze].
Księżyce: 103 Mistrz: Polna Gwiazda Płeć: Kotka Matka: Agrestowy Krzew [NPC] Ojciec: jakiś czub Trwałe urazy: Dwie blizny po szponach ciągnące się od czoła po nos, trzy płytkie blizny na grzbiecie, rozcięte ucho, trzy blizny po szponach w okolicach zadka [puchacze].
Nieco przydługie łapy, krótkie i przylegające, błyszczące czarne futro z białymi znaczeniami na piersi i palcach u przednich łap, błękitne oczy, których intensywność zmienia się wraz z humorem kocicy. Wiecznie widoczne pazury. Długi, biczowaty ogon. || kp
Nie straciła na intensywności, wręcz przeciwnie. Jej obecność wciąż jest mocno odczuwalna, mimo że Trzask nie jest już aż tak głośna, jednak nie można powiedzieć by jej charakter poszedł w tą lepsza stronę. Stała się bardziej porywcza, dość nietaktowna i bezpośrednia, bywa niemiła i oschła, pyskata. Zdecydowanie brak jej cierpliwości, łatwo się denerwuje. Posiada problemy z wyrażaniem uczuć i emocji we właściwy, cywilizowany sposób chociaż się stara. Bardzo ambitna i zawzięta w dążeniu do obranego sobie celu. Postanowiła zostać najlepszą wojowniczką Klanu Cienia i uparcie się tego trzyma. Mimo swoich licznych wad chce bronić współklanowiczów za wszelką cenę, nie ważne czy im się to podoba czy nie. Potrafi się jednak otworzyć przed innymi w odpowiednich dla niej warunkach pokazując też że nie taki wilk straszny jak go malują.
W głębi duszy Skowyt doskonale wiedziała, że jej siostra przecież nie ma jej gdzieś. Całe szczęście zaczęła zdawać sobie z tego sprawę, gdyż widać iż złość zaczęła z niej uchodzić. Zaczęła się uspokajać. Trzask westchnęła w duchu, że udało się dojść do takiego "punktu". Teraz już z górki, powoli. Skowyt też nie odtrąciła ani jej łapy, ani jej i tak, to fakt, obie były dość socjalnie upośledzone. Przynajmniej były w tym we dwie, nie?
- No jasne. Nie ma to jak drzeć pysk na cały obóz, pamiętasz? - odparła śmiejąc się tez pod nosem przypominając sobie jak to wyrzekły sie publicznie ojca - właśnie drąc mordy na cały obóz. - Do usług, pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć, nawet jak w pierwszej chwili nie ogarniam, jasne? - dodała jeszcze do swoich zapewnień. Ze Skowyt była najbliżej, że swojej rodziny i chciała by tak zostało. Były podobne, silne i szurnięte, socjalnie upośledzone. - Chodź, wracajmy, ogarniesz się po drodze. - Trzask wstała i smagnęła siostre ogonem na zachętę. Miały kawałek do przejścia, do tego czasu buro-biała powinna juz sie odglucić.
Księżyce: 103 Mistrz: kamienie na brzegu Płeć: kotkaaaaaa Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: nie posiada
Natura nie obdarowała tej kotki ani aksamitnym futerkiem Agrestki ani długim, białym jak śnieg okryciem Przymrozka. Dostała za to krótkie, pozlepiane buro-białe futro. Wiecznie skołtunione i brudne, trudno się domyślić gdzie kończy się ciemniejsza część a gdzie zaczyna jaśniejsza. Przy trochę bliższej obserwacji, pod warstwą kurzu i błota, można dostrzec, że grzbiet i część ogona są zdecydowanie ciemniejsze, pręgowane klasycznie, podczas gdy cały front kotki, łącznie z brzuchem, aż do szczęki jest domyślnie 'biały'. Tylnie łapy natomiast do połowy uda również są pokryte brunatną plamą, żeby później przejść w nieco jaśniejszy kolory i tak pokryte wieczną warstwą brudu. Pyszczek ma, dość smukły, z ciemnym nosem i brązowymi oczami, zwieńczony przez cienkie, szerokie uszy. Jej kocie ciało wciąż do końca nie zorientowało się w proporcjach jakie powinien mieć kot, przez co wygląda jak wyrośnięte kocię na łapach bardziej przypominających szczudła. Jest również zaskakująco koścista, skóra wydaje się być w kilku miejscach niesamowicie napięta, jakby ledwo trzymała tą kupę kości razem. Podsumowując, kocica jest dziwnie niekształtna, niedelikatnie mówiąc brzydka, i jak na razie z tego nie wyrosła. Jedyne co się zmieniło to wzrost kotki, pnie się się w górę jak młode drzewko, ale już wiadomo, że nie będzie ani największa ani najwyższa z rodzeństwa.
Mianowanie na Terminatora nie zmieniło wiele w jej podejściu do rzeczywistości. Wciąż jest zafascynowana światem zewnętrznym, szczególnie teraz gdy przestał być ograniczony do czterech ścian obozu. Odpowiedzialności i obowiązki nie interesują ją za bardzo, coś tam niby pomoże, przyniesie, ale odwala minimum (i to nie zawsze) by tylko móc robić to na co ma ochotę. Wciąż nie przejawia nawet ułamków szacunku do autorytetów w jej życiu, a jeśli coś ją zainteresuje, będzie zadawać niewygodne i drążyć temat do bólu. Niestety szybciej powie niż pomyśli i całe szczęście, że umie szybko myśleć, bo co chwila pakuje się w kłopoty i jest gotowa wić się tak długo jak będzie to konieczne, byleby nie przyznać się do winy. Jeśli uważa, że ktoś popełnia błąd to powie o tym głośno. Ma zaskakująco dużą wiarę w siebie, swoje umiejętności i determinację by pokonać każdą, możliwą przeszkodę. Nastoletni wiek cechuje burza emocji, ale u Skowyt to prawdziwy tajfun. Kotka wszystko odczuwa intensywnie, nie ważne, smutek, złość czy radość - wypełnia ją, pochłania i zdaje się kierować nią bardziej niż logika. Obok silnego kompasu moralnego, ma też silną pamięć i jeśli ktoś, według niej, traktuje ją lub innych z góry nie przepuści tego, ani nie zapomni. Wciąż jest młoda i wciąż uwielbia psocić, wygłupiać się i wymyślać psikusy, które może uciąć innym. Pomimo szczerej miłości i troski jakimi darzy swoją mamę i rodzeństwo, nie czuje się komfortowo z wizją trwania w Klanie do końca swoich dni. Ma w sobie silny zew przygody i włóczęgi, za którym chce podążać. ale wciąż jest tylko dzieciakiem, który pod koniec dnia czuje się bardzo mały w bardzo dużym świecie.
Nie ma to jak być dziwnym, ale wspólnie, prawda? Obie kotki były... specyficzne, delikatnie mówiąc, ale hej! dopóki miały siebie to może wcale nie musiały czuć się tak wyalienowane. Skowyt westchnęła, wtulając się w czarne futerko, pozwalając by wsiąkły ostatnie łzy, zabierając wspomnienia kryzysu, jaki przed chwilą przeżywała buro-biała. Głupia Wiśnia, głupi Klan, głupi Zawieja, ale hej - przynajmniej miała swoją siostrę obok. I mogła na nią, liczyć, mimo wszystko. - Wiem, wiem, chociaż jak tak dalej nie będziesz ogarniać, to nie wiem jak z tym byciem wojownikiem - zachichotała, by zaraz trącić ją nosem. Wróciła stara Skowyt. Przewróciła oczami, słysząc tekst o ogarnianiu. Jej aktualny stan nie różnił się właściwie od tego normalnego, ten diabełek Agrest zawsze był czymś uwalony. Ruszyła za siostrą, pociągając porządnie nosem by charknąć i wypluć gluty na trawę. - Ogarnięta! - oznajmiła, zanim razem z Trzask skierowały się z powrotem w stronę obozu.
- Tu - zadeklarowała Modlitwa, znalazłszy się tam, gdzie znaleźć się chciała. Czy właśnie tutaj szła, z pełną premedytacją? Skąd. Szła tam, gdzie ją łapy niosą, aż nie poczuje satysfakcji - to miejsce ją satysfakcjonowało.
Na polowanie chciała wyjść sama, nie mając wątpliwości co do swoich umiejętności, geniuszu, wiedzy. Wiedziała co musiała wiedzieć i czuła się bezkarna, bezpieczna. Gwiezdny Klan nie pozwoliłby, aby coś jej się stało. Nie chciała zbywać jednak, jakby nie patrzeć, swojej drugiej matki i w swojej dobroduszności i łaskawości pozwoliła jej ruszyć na łowy razem z nią.
Odwróciła się pyskiem do Ćmiego Pyłku, chłodnymi ślepiami przeszywając oczy wojowniczki wręcz na wskroś. - Powodzenia - rzuciła jedynie, sama ruszając do przodu. Jej pozycja łowiecka nie była idealna, przynajmniej patrząc na nią obiektywnym wzrokiem, ale jeśli chodziło o swoje własne jestestwo... Modlitwa nie była obiektywna.
Księżyce: 89 Płeć: Kotka Matka: Modliszkowy Zagajnik Ojciec: Świergot Partner: Śpiewająca Knieja Trwałe urazy: Brak palca u jednej tylnej łapy.
Niebieska szylkretka (kremowy jest jedynie jeden palec); minimalne białe znaczenia na tylnych łapach; nie ma jednego palca (u drugiej tylnej łapy, tej gdzie nie ma kremowego palca); zółto-zielone oczy; niska; smukła; z wiecznym uśmiechem na pyszczku.
Z charakteru Ćma jest bardzo wybuchowa. Jest impulsywna, pierwsze robi potem myśli. Wskakuje w ogień niczym ćma lecąca w stronę światła. Jest również zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do swojego rodzeństwa. Jeśli tylko dowiedziałaby się, że ktoś wyszedł o zachodzie słońca z kociarni... to oj było z tobą źle. W tym sensie, że prawdopodobnie trochę na ciebie pokrzyczała, a potem rzuciłaby się z tobą na legowisko i kazała spać, ciągle na tobie leżąc. Jest kochanym kociakiem, bardzo ciekawym świata i chcącym nauczyć się jak najwięcej. Łatwo nawiązuje nowe znajomości i bardzo się przywiązuje do nowych najlepszych przyjaciół. Uwielbia towarzystwo praktycznie tak samo jak bieganie w kółko wokół obozu. Jest nabuzowana i pełna energii, cały czas.
Bardzo, ale to BARDZO cieszyłam się, że Modlitwa zgodziła się na wspólne polowanie ze mną. Chciałam się wybrać na polowanie, a jeśli mogłam mieć oko na córce... Chciałam ją lepiej poznać, mając wrażenie, że ledwo znam młodą. Może to się zmieni po tym polowaniu, hm? Miałam taką nadzieję!
Gdy dotarłyśmy na miejsce uśmiechnęłam się do Szepczącej Łapy. Liznęłam jej czoło.
— Powodzenia!! Jak coś, to mnie wołaj, dobrze? A ja będę wołać ciebie. — mruknęłam pogodnie i... zaczęłam się rozglądać po okolicy, starając się pozostać blisko Modlitwy, ale nie na tyle, byśmy sobie przeszkadzały. Tak o, na zawołanie.
I w sumie chwilę po tym, jak matka i córka oddaliły się od siebie, Szepcząca Łapa była w stanie dostrzec wylegującego się na kamieniu węża. Zaraz obok kamienia leżały szczątki myszy, która prawdopodobnie była ostatnim posiłkiem tego gada. Zaskroniec miał zamknięte oczy, ale zwrócone w stronę Modlitwy. Szepcząca Łapa S: 1 | Zr: 7 | Sz: 6 | Zm: 6 | HP: 60 | W: 40
Modlitwa odsunęła się od Ćmy gdy ta dotknęła swoim językiem jej czoła - nie odskoczyła, nie oderwała się z obrzydzeniem, ale odrobinę odsunęła. A gdy wojowniczka się odwróciła, polizała własną łapę i przesunęła nią po mokrym śladzie pozostawionym przez Ćmi Pyłek. Ohydna czułość.
Poczuła zadowolenie i przypływ ekscytacji, gdy dostrzegła na kamieniu pomiędzy trawami węża. Modlitwa zastygła w miejscu momentalnie, poprawiając swoją pozycję łowiecką; jej ogon drgnął, poruszył się, właśnie niby wąż.
Przypadła nisko do ziemi, w skupieniu skradając się ku zaskrońcowi. Szła powoli, po okręgu, upewniając się, że idzie pod wiatr. Chowała się za trawą, wstrzymała oddech, uważała pod łapy. Wąż chyba spał, wylegiwał się po strawionym posiłku - okazja idealna, której nie mogła przegapić.
Skoczyła na zwierzynę gdy skróciła dystans pomiędzy wężem wystarczająco. Cel prosty. Przycisnąć do skały, chwycić w zęby, ukręcić łeb.
Nie tylko Modlitwa coś znalazła. Ćma nie musiała iść długo, zaraz pomiędzy trawami dostrzegła parę wielkich, kręcących się w poszukiwaniu niebezpiecznych dźwięków uszu. Gdyby podeszła odrobinę bliżej zauważyłaby, że uszy należą do tłustego królika. Uszak był jednak czujny, więc teraz wyzwaniem będzie go nie spłoszyć. ćma | lvl: 3 | S: 10 | Zr: 11 | Sz: 7 | Zm: 5 | HP: 60 | W: 60 | prz: 2/2
Księżyce: 89 Płeć: Kotka Matka: Modliszkowy Zagajnik Ojciec: Świergot Partner: Śpiewająca Knieja Trwałe urazy: Brak palca u jednej tylnej łapy.
Niebieska szylkretka (kremowy jest jedynie jeden palec); minimalne białe znaczenia na tylnych łapach; nie ma jednego palca (u drugiej tylnej łapy, tej gdzie nie ma kremowego palca); zółto-zielone oczy; niska; smukła; z wiecznym uśmiechem na pyszczku.
Z charakteru Ćma jest bardzo wybuchowa. Jest impulsywna, pierwsze robi potem myśli. Wskakuje w ogień niczym ćma lecąca w stronę światła. Jest również zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do swojego rodzeństwa. Jeśli tylko dowiedziałaby się, że ktoś wyszedł o zachodzie słońca z kociarni... to oj było z tobą źle. W tym sensie, że prawdopodobnie trochę na ciebie pokrzyczała, a potem rzuciłaby się z tobą na legowisko i kazała spać, ciągle na tobie leżąc. Jest kochanym kociakiem, bardzo ciekawym świata i chcącym nauczyć się jak najwięcej. Łatwo nawiązuje nowe znajomości i bardzo się przywiązuje do nowych najlepszych przyjaciół. Uwielbia towarzystwo praktycznie tak samo jak bieganie w kółko wokół obozu. Jest nabuzowana i pełna energii, cały czas.
To dobry znak, że tak szybko udało mi się znaleźć zwierzynę. Na dodatek to był królik! Ostatnim razem strasznie chciała upolować królika i oh, to chyba był znak od Gwiezdnego Klanu. Musi się udać.
Ustawiłam się do pozycji łowieckiej — brzuch, ogon, patrzenie pod łapy i tym podobne, wszystko było tak, jak miało być. Oprócz tego jednak pamiętałam o ściszeniu oddechu, bowiem króliki miały dobre uszy, uszak usłyszałby mój oddech, zanim byłabym wystarczająco blisko, aby na niego wyskoczyć. Będąc dostatecznie blisko, wyskoczyłam w górę, celując w kark zwierzątka.
Mimo starań Modlitwy, zaskrońcowi udało się poczuć kroki cienistej, gdy ta sukcesywnie zbliżała się w jego stronę. Wąż natychmiastowo rzucił się w ucieczkę, ślizgając się po ziemi między wysoką trawą, nadal jednak było go widać. Szepcząca Łapa S: 1 | Zr: 7 | Sz: 6 | Zm: 6 | HP: 60 | W: 40-2=38 (40)
Modlitwa nie zastanawiała się jednak nad tym, co odczuwała i co poszło nie tak zbyt długo, nie zastanawiała się wcale - musiała złapać tego węża, to była jej pierwsza prawdziwa zdobycz i nie zamierzała pozwolić jej uciec. Natychmiastowo rzuciła się w pogoń za zaskrońcem, wierząc, że zdoła go dogonić i pochwycić, tym razem już bez problemów.
Ćmi Pyłek była w łowach bardziej doświadczona od córki i miała przy tym więcej szczęścia. Uszak był czujny, ale wojowniczka była po prostu lepsza. Wzorowo uśpiła jego czujność i gdy doskoczyła do królika, ten nawet nie zorientował się co go trafiło, dopóki nie było za późno.
+20exp ćma | lvl: 3 | S: 10 | Zr: 11 | Sz: 7 | Zm: 5 | HP: 60 | W: 60-2=58/60 | prz: 2/2
Księżyce: 89 Płeć: Kotka Matka: Modliszkowy Zagajnik Ojciec: Świergot Partner: Śpiewająca Knieja Trwałe urazy: Brak palca u jednej tylnej łapy.
Niebieska szylkretka (kremowy jest jedynie jeden palec); minimalne białe znaczenia na tylnych łapach; nie ma jednego palca (u drugiej tylnej łapy, tej gdzie nie ma kremowego palca); zółto-zielone oczy; niska; smukła; z wiecznym uśmiechem na pyszczku.
Z charakteru Ćma jest bardzo wybuchowa. Jest impulsywna, pierwsze robi potem myśli. Wskakuje w ogień niczym ćma lecąca w stronę światła. Jest również zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do swojego rodzeństwa. Jeśli tylko dowiedziałaby się, że ktoś wyszedł o zachodzie słońca z kociarni... to oj było z tobą źle. W tym sensie, że prawdopodobnie trochę na ciebie pokrzyczała, a potem rzuciłaby się z tobą na legowisko i kazała spać, ciągle na tobie leżąc. Jest kochanym kociakiem, bardzo ciekawym świata i chcącym nauczyć się jak najwięcej. Łatwo nawiązuje nowe znajomości i bardzo się przywiązuje do nowych najlepszych przyjaciół. Uwielbia towarzystwo praktycznie tak samo jak bieganie w kółko wokół obozu. Jest nabuzowana i pełna energii, cały czas.
Sukces! Uśmiechnęłam się, chociaż czy to wyglądało jak uśmiech, kiedy to trzymałam w pyszczku królika, który zdecydowanie zostawił po sobie czerwony ślad na futrze...? Chyba niekoniecznie, ale nie zatrzymała mnie ta myśl od przestania uśmiechu. Znalazłam miejsce, które będzie łatwo rozpoznawalne, gdy będę się wracać po zwierzynę na koniec polowania. Wykopałam dziurę, włożyłam do niej martwego uszaka, przysypałam ziemią, przyklepałam. Powinno dać radę. Rzuciłam na wzniesienie trochę trawy, ruszyłam dalej.
Prawda była taka, że Szepcząca Łapa po prostu jeszcze nie miała doświadczenia w polowaniu. Jak bardzo by nie była wściekła na uciekającego węża, nie sprawiło to, że ten się zatrzymał i dał zabić. Wręcz przeciwnie — gad przyspieszył, a w pewnym momencie kompletnie zniknął z pola widzenia córki Śpiewającej Kniei. Jakim sposobem udało mu się to osiągnąć? Teleportacja? Nie ten detal był najważniejszy, ważniejsze było to, że nie było go w pyszczku Modlitwy. Szepcząca Łapa S: 1 | Zr: 7 | Sz: 6 | Zm: 6 | HP: 60 | W: 38-3=35 (40)
Gdy dotarło do niej, że zgubiła węża gdzieś w zaroślach przez dłuższą chwilę kręciła się w kółko. Potem stanęła w miejscu, jak marmurowa rzeźba, oddychając ciężko. Czuła, jak adrenalina i wściekłość gotuje się w jej żyłach. To nie tak miało być, miała go złapać, a on ot tak uciekł.
Finalnie Modlitwa zdołała ochłonąć, choć zajęło jej to dłuższy moment. Dobrze, trudno, nawet najlepszym się zdarzało, prawda? Znajdzie kolejnego zaskrońca.
Ruszyła w przeciwnym kierunku, próbując zapomnieć o tej okropnej porażce.
Jakiekolwiek szczęście jakie Ćmi Pyłek mogła mieć wyparowało bardzo szybko. Gdy skończyła zakopywać królika i uniosła łeb trochę wyżej ponad trawę, ujrzała ogromną, łaciatą sylwetkę nieopodal. Naprzeciwko niej, kilka lisich długości dalej stało zwierzę którego nie dało się pomylić z czymkolwiek co żyło w lesie - pies. Ogromny, czarno-biały kundel z na wpół oklapniętymi uszami i obrożą na szyi. Gwiezdnemu Klanu jednak niech będą dzięki, bowiem nie zdawał się być zainteresowany Ćmą w żadnym stopniu. Nawet, gdy spojrzał w jej kierunku, nawet, gdy bez dwóch zdań ją zauważył, nawiązał kontakt wzrokowy i chwilę analizował sytuację niebieskimi ślepiami - zaraz się odwrócił i ruszył dalej, węsząc, niezainteresowany kotem.
Księżyce: 89 Płeć: Kotka Matka: Modliszkowy Zagajnik Ojciec: Świergot Partner: Śpiewająca Knieja Trwałe urazy: Brak palca u jednej tylnej łapy.
Niebieska szylkretka (kremowy jest jedynie jeden palec); minimalne białe znaczenia na tylnych łapach; nie ma jednego palca (u drugiej tylnej łapy, tej gdzie nie ma kremowego palca); zółto-zielone oczy; niska; smukła; z wiecznym uśmiechem na pyszczku.
Z charakteru Ćma jest bardzo wybuchowa. Jest impulsywna, pierwsze robi potem myśli. Wskakuje w ogień niczym ćma lecąca w stronę światła. Jest również zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do swojego rodzeństwa. Jeśli tylko dowiedziałaby się, że ktoś wyszedł o zachodzie słońca z kociarni... to oj było z tobą źle. W tym sensie, że prawdopodobnie trochę na ciebie pokrzyczała, a potem rzuciłaby się z tobą na legowisko i kazała spać, ciągle na tobie leżąc. Jest kochanym kociakiem, bardzo ciekawym świata i chcącym nauczyć się jak najwięcej. Łatwo nawiązuje nowe znajomości i bardzo się przywiązuje do nowych najlepszych przyjaciół. Uwielbia towarzystwo praktycznie tak samo jak bieganie w kółko wokół obozu. Jest nabuzowana i pełna energii, cały czas.
Królik zakopany... pies zauważony. Oj, niedobrze. To był duży, masywny pies. Nie podobało mi się to, wiedziałam jednak, że sama nie dałabym sobie z nim rady — nie byłam głupia! — nie chciałam też, aby Modlitwa znalazła się w niebezpieczeństwie. Jednak tak źle i tak niedobrze... bo co jeśli sama by go znalazła? Psisko nie wyglądało na zainteresowane mną, więc może było pokojowo nastawione do kotów, ale co jeśli nagle by zmieniło zdanie??? Zdecydowałam się na aktualne zignorowanie tego problemu, ale przyszło mi to z ciężkim sercem. Zamierzałam jak wrócimy do obozu ostrzec moich Klanowiczów i powiadomić Klan Cienia o psie. Natomiast, aby Modlitwa miała mniejsze szanse w napotkaniu zwierzaka, zakręciłam ostrzej w jej stronę. Powinna wtedy też się oddalić, abyśmy nie były zbyt blisko siebie, tym samym oddalając się od łaciatego psa. Brzmi jak plan idealny, miałam nadzieję, że kotka nie będzie zła. Nie ma na co, racja? A ja kontynuowałam polowanie, z tyłu głowy nadal myśląc o tym zdarzeniu.
Trzeba mieć nadzieję, że następnym razem pójdzie lepiej. Jak na pierwszy raz to naprawdę było dobre podejście! Kotka nie musiała długo czekać na następną okazję. Kątem oka mogła dostrzec lądującą na ziemi wronę. Ptak był biało-srebrny i widocznie przystanął na chwilę przerwy od lotu. Pytanie, czy uda mu się ponownie wzlecieć, czy może Szepczącej Łapie uda się go pochwycić? Szepcząca Łapa S: 1 | Zr: 7 | Sz: 6 | Zm: 6 | HP: 60 | W: 35 (40)
Och, proszę bardzo, to było zaskakująco dużo lepsze niż wąż. Modlitwa zamarła w bezruchu dojrzawszy lądującego nieopodal ptaka. Wrona była czymś, czym zdecydowanie mogłaby się pochwalić, gdyby udało się ją schwytać. I to nie byle jaka wrona - biała wrona. Prawdziwy ewenement.
Musiała ją złapać.
Terminatorka odetchnęła głęboko, zaraz po tym zupełnie wstrzymując oddech. Zaczęła się skradać w kierunku ptaszyska, upewniając się, że idzie pod wiatr. Uważała pod łapy, kryła się za zaroślami i, w razie potrzeby, co kilka kroków zupełnie przystawała w miejscu w bezruchu.
Skróciwszy dystans wyskoczyła z zamiarem złamania ptakowi skrzydeł i ukręcenia łba.
Ćmi Pyłek bez problemu ominęła psisko - obeszło się bez konfrontacji, wszyscy byli zadowoleni. Ruszyła w dalszym poszukiwaniu zwierzyny, jednak skupiona głównie na tym, aby oddalić się od potencjalnego zagrożenia, nic nie znalazła.