Chłodny nigdy nie był zbyt wysoki i tak już pozostało. Jest średniej wielkości, dość przysadzistym, ale dobrze zbudowanym kocurem. Posturę odziedziczył po ojcu, choć jest osadzony na nieco dłuższych łapach. Po Niebie może także poszczycić się krótkim, miękkim i gęstym futrem, którego barwa to połączenie obojga rodziców - szarość ojca, którą miejscami pokrywa obecna w mniejszej ilości matczyna biel. Jest ona obecna na piersi, brodzie, brzuchu, końcówce ogona oraz wszystkich czterech łapach w postaci krótkich skarpetek. Lekko wydłużony pysk kocura zdobią dwa ciemnoniebieskie ślepia, spiczaste uszy (prawe naderwane), ciemnoszary nos i gęste, białe wąsy. Podczas życia poza Klanem nazbierał też trochę blizn. Ma dwie szramy od pazurów na prawej skroni, wyraźne ślady po ugryzieniu psa na karku, podłużną bliznę na lewym udzie oraz kilka pomniejszych, słabo widocznych - głównie na łapach.
Chłodny wydoroślał mentalnie, wyraźnie wyzbył się skrępowania i stał się bardzo śmiały. Jego psychika mocno się zahartowała i uodporniła na krytykę, nie jest łatwo go stłamsić czy obrazić, a on sam często nie ma oporów przed szczerością i odważnymi słowami. Zmądrzał i nabrał pewności siebie. Wyrobił sobie też poczucie humoru, choć umie zachować powagę, gdy trzeba. Z reguły pogodny optymista. Czasem bywa nonszalancki, potrafi też dobrze kłamać. Uczucia nie są mu obce, choć nie jest szczególnie wylewny i czasem ma problemy z empatią. Potrafi okazać zdenerwowanie, ale swoje emocje i uczucia stara się kontrolować.
Jeżynowy Cierń (KR), Szepczący Pył (GK)
Ah, więc Leszczynowa Gałązka najwyraźniej była wojowniczką już dość długo. Cóż, też byłbym wojownikiem już dawno temu, gdyby nie moja głupota i tchórzostwo. W każdym razie kotka wyglądała już na dojrzałą i dorosłą, choć wcale jeszcze nie nadszarpniętą zębem starości. Musiała być ode mnie nieco młodsza, gdzieś w wieku Zawilec, tak podejrzewam. - Tak sądzisz? Hmh, samemu ciężko mi się jakoś wypowiedzieć w tej kwestii, ale zdaje się Malinowa Gwiazda doskonale się spełnia w roli przywódcy. - odpowiedziałem na jej stwierdzenie, przypominając sobie, że Sokoli Cień również zdawał się znacznie bardziej aprobować rządy Maliny, niżeli Kruka. Jak widać nie on jeden miał taką opinię i zdaje mi się, że jeszcze od niejednego wichrzaka usłyszę takie słowa. Na pytanie Leszczyny mruknąłem pod nosem, zastanawiając się jak to ubrać w słowa, by nie wyjść na idiotę, ale jednocześnie uświadomić jej, że to wtedy byłem głupi, a teraz już nie jestem, bo od tego czasu dorosłem i zmieniłem się. - Cóż, krótko mówiąc byłem młodym i głupim terminatorem. Nie zniknąłem celowo, oh, nigdy nie chciałem opuścić Klanu! Pewnego razu wybrałem się na samotne polowanie, ale zaskoczył mnie pies, właściwie to zaatakował. Nie należałem wtedy do wybitnie odważnych i walecznych, niestety. Bardzo się wystraszyłem i w panice, oślepiony bólem, uciekłem przed siebie. Na tyle daleko, że znalazłem się w nieznanej okolicy i nie umiałem wrócić. Pewnie bym się wykrwawił ale... ktoś mi pomógł. Byłem jednak mocno osłabiony i jeśli w ogóle chciałem przeżyć, nie mogłem pozostać sam. Choć od początku do końca żyłem nadzieją, że odnajdę rodzinę.- wyjaśniłem, starając się zatuszować lekkie zawstydzenie, gdy o tym mówiłem, bo nie wiedzieć czemu mnie znienacka ogarnęło. Nie wiem, chyba chciałem wypaść dobrze przed całkiem atrakcyjną wojowniczką. Budziła się moja męska duma, nie pozwalająca mi wyjść na gamonia, co było jednak niemożliwe w tej opowieści, bo przecież wypisz wymaluj nim byłem w chwili, gdy zaatakował mnie ten kundel... Teraz jednak byłem zupełnie inny. Poza tym, jak dotąd jedyną kotką, z którą spędzałem czas, była Pestka. I choć bardzo chciałem, nigdy nie mogłem zajść za daleko w relacji z nią ze względu na Fistecha i nasz styl życia, niemniej... wewnątrz siebie miałem pewne potrzeby, które rzecz jasna umiałem trzymać na wodzy, ale też nie mogłem tak całkiem ignorować ich obecności. Nie znaczyło to, że miałbym teraz sobie szukać pierwszej lepszej, która zapełni mi pustkę w sercu pozostałą po Pesteczce, ale równocześnie chciałem wypaść dobrze przed każdą, no bo nigdy nic nie wiadomo, prawda? Trzeba trzymać fason.
Uśmiechnąłem się promiennie na jej znak, że chce pójść ze mną. Nie przeoczyłem lekkiego uniesienia warg, gdyż cały czas bacznie ją obserwowałem. Miła odmiana od tego kamiennego wyrazu, który niemalże się nie zmieniał. Tak jak sądziłem, potrzeba po prostu czasu, a tego miałem całkiem sporo, więc co mi szkodzi. Może tylko z zewnątrz była taka oziębła. Ruszyła pierwsza, a ja zaraz za nią, by dorównać jej kroku, choć w pierwszej chwili dyskretnie powiodłem za nią jedynie wzrokiem. W międzyczasie dała mi sygnał, bym to ja zaczął rozmowę, więc chrząknąłem, by mówić, bo nietrudno mi to przychodziło. - Nie mogę uwierzyć, jak wiele się zmieniło odkąd zniknąłem. Wiem, że nie było mnie dość długo, ale nie spodziewałem się, że aż tyle mnie zaskoczy... Mm, w każdym razie ogromnie się cieszę, że udało mi się odnaleźć Klan i rodzinę. Świat jest piękny i nieustannie zaskakuje, ale jest też zdecydowanie niebezpieczny. Tutaj żyje się znacznie inaczej, lepiej.
Mistrz: Krzykliwa Mewa | Brązowy Brzuch Płeć: Kotka Matka: Stokrotkowa Łąka* [NPC] Ojciec: Północny Podmuch* [NPC]
Średniego wzrostu kotka, posiadająca długie, smukłe łapy, na których opiera się szczupłe, zgrabnie ciało. W utrzymaniu równowagi pomaga jej długi, cienki ogon, zakończony czarnym pędzelkiem. Szaro-bure futerko wojowniczki jest krótkie i gładkie, poprzecinane czarnymi, tygrysimi pręgami. Przez grzbiet biegnie ciemna pręga. Na ciele kotki pojawia się jeszcze jeden kolor - biel, która rozlewa się nierówno na pyszczku, dalej na szyi, piersi i brzuchu. Na wszystkich czterech łapach pojawia się pod postacią krótkich skarpetek, na tylnych łapach dłuższych. Pyszczek - długi, smukły, w którym osadzone są delikatnie skośne, zielone przy źrenicach, złote oczy. Niżej jest dwukolorowy nosek - w połowie czarny, w połowie różowy. Wojowniczka posiada także duże, trójkątne uszy, przyozdobione niewielkimi, czarnymi pędzelkami. Zawsze porusza się z wdziękiem, delikatnie, lecz pewnie stawiając kroki. Na jej mordce często widnieje typowy, kamienny wyraz.
Blizny: pod lewym okiem; na karku.
xx– Tak sądzę. I masz rację. Jest zdecydowanie lepsza od Kruczego Ogona – odparła zgodnie ze swoją opinią. Nie pałała szczególną sympatią do Kruka, z resztą do Malinkowej Gwiazdy też nie, ale długowłosą kocicę bardziej szanowała i widziała w niej kogoś, kto potrafi zaopiekować się klanem w odpowiedni sposób. Gdy kocur zaczął opowiadać o tym, w jaki sposób zniknął z klanu, buraska zaczęła słuchać go z zaciekawieniem i zainteresowaniem, przez większość czasu patrzeć na jego mordkę, chwilami tylko odwracając wzrok, żeby spojrzeć gdzieś przed siebie. A więc Chłodny również się zgubił, mówiąc w skrócie. Przy okazji dowiedziała się również coś o przeszłym charakterze terminatora, który obecnie zdawał się być jednak dość odważny albo grał takiego. Leszczynowa Gałązka właściwie od zawsze była śmiała i pewną siebie, więc nieco różnili się młodością, ale jakby nie patrzeć młodość do stare dzieje i wiele rzeczy które się wtedy działy, nie ma znaczenia w późniejszym życiu. Wyłapała lekkie zawstydzenie kocura, jednak nie zwróciła na nie większej uwagi. Gdy skończył mówił, wbiła spojrzenie w jego niebieskie oczy. xx– Czy stąd te blizny? Od walki z psem? – chodziło jej o szramy koło oka i blizny na karku i udzie, gdyż nie umknęły one jej uwadze, a teraz miała okazję spytać o nie bez celowego narzucania tematu. Swoją drogą lubiła blizny, szczególnie takie, które przypominały o jakiś wielkich walkach stoczonych przez wojowników. Sama miała jedną, jednak nie była ona owiana szczególnie wspaniałą historią, nad czym ubolewała. Ale nie mogła marudzić, bowiem uważała, iż dzięki tej bliźnie wyglądała na bardzo doświadczoną w bojach wojowniczkę. xxGdy Chłodna Łapa zaczął kolejny temat, nawiązujący nieco do poprzedniego, patrzyła najpierw na jego mordkę, po czym spojrzała gdzieś przed siebie, w dal, zastanawiając się nad słowami kocura. Nie postrzegała świata jako piękny ale na pewno był niebezpieczny i zdaje się, że oboje dobrze o tym wiedzieli. xx– Tutaj przynajmniej nie ma krwiożerczych rysi – uśmiechnęła się krzywo, spoglądając w oczy kocura z lekkim rozbawieniem, ale i gorzką ironią. Dobre tyle, że nie było rysi, ale nadal były inne niebezpieczne drapieżniki. Leszczynowa Gałązka do optymistów nie należała, była zaś realistą, co można było zauważyć z biegiem czasu. Przeszła w życiu wiele i wiele razy jej nadzieje zostały zatopione, dlatego wolała myśleć trzeźwo. Po chwili westchnęła, na moment odwracając wzrok, by za moment znów spojrzeć na terminatora, tym razem z zaciekawieniem dostrzegalnym w złoto-zielonych oczach. xx– Co sprawia, że sądzisz, iż świat jest piękny? – była tego ciekawa, gdyż sama nigdy nie potrafiła tego zrozumieć. Podobały jej się czasem widoki porannego nieba czy księżyca w pełni, ale żeby się tym zachwycać zachęcającego za coś pięknego? Nie była typ typem kota, aczkolwiek może po odpowiedzi Chłodnego jego spojrzenie na świat się zmieni? Życie w końcu nieustannie zaskakuje, czyż nie?
Na gałązkachwierzbpod miedzą
Szarosrebrnekotkisiedzą A tużwe wsi,wśród opłotków Skaczemnóstwo burychkotków
Możeszwybraćjedowoli
- ̗̀☆Powiedz,którekotkiwolisz?☆ ̖́-
Chłodny nigdy nie był zbyt wysoki i tak już pozostało. Jest średniej wielkości, dość przysadzistym, ale dobrze zbudowanym kocurem. Posturę odziedziczył po ojcu, choć jest osadzony na nieco dłuższych łapach. Po Niebie może także poszczycić się krótkim, miękkim i gęstym futrem, którego barwa to połączenie obojga rodziców - szarość ojca, którą miejscami pokrywa obecna w mniejszej ilości matczyna biel. Jest ona obecna na piersi, brodzie, brzuchu, końcówce ogona oraz wszystkich czterech łapach w postaci krótkich skarpetek. Lekko wydłużony pysk kocura zdobią dwa ciemnoniebieskie ślepia, spiczaste uszy (prawe naderwane), ciemnoszary nos i gęste, białe wąsy. Podczas życia poza Klanem nazbierał też trochę blizn. Ma dwie szramy od pazurów na prawej skroni, wyraźne ślady po ugryzieniu psa na karku, podłużną bliznę na lewym udzie oraz kilka pomniejszych, słabo widocznych - głównie na łapach.
Chłodny wydoroślał mentalnie, wyraźnie wyzbył się skrępowania i stał się bardzo śmiały. Jego psychika mocno się zahartowała i uodporniła na krytykę, nie jest łatwo go stłamsić czy obrazić, a on sam często nie ma oporów przed szczerością i odważnymi słowami. Zmądrzał i nabrał pewności siebie. Wyrobił sobie też poczucie humoru, choć umie zachować powagę, gdy trzeba. Z reguły pogodny optymista. Czasem bywa nonszalancki, potrafi też dobrze kłamać. Uczucia nie są mu obce, choć nie jest szczególnie wylewny i czasem ma problemy z empatią. Potrafi okazać zdenerwowanie, ale swoje emocje i uczucia stara się kontrolować.
Jeżynowy Cierń (KR), Szepczący Pył (GK)
Na odpowiedź Leszczyny skinąłem jedynie głową i uśmiechnąłem się delikatnie, bo nie miałem już nic więcej do powiedzenia w tej kwestii. Malinowa Gwiazda dobrze rządziła Klanem, wszyscy wydawali się być spokojni i szczęśliwi, nie czuło się żadnego napięcia. Nie byłem jeszcze tu na tyle długo, by tak naprawdę móc to ocenić, ale pierwsze wrażenie miałem pozytywne. Wichrzacy nie wyglądali na niezadowolonych. - Oh, od walki z psem to mam tylko bliznę na karku, o, tutaj. - powiedziałem i w tej samej chwili nieco przechyliłem głowę i obróciłem się tak, by Leszczyna mogła zauważyć bliznę ukrytą w mojej gęstej sierści na karku. Nie była zbyt ładna, zagoiła się parszywie, bo długo nie chciała tego zrobić, ale w końcu zasklepiła się na dobre, całe szczęście. Po chwili uniosłem łeb, by dalej iść już normalnie. - Kawałek ucha odgryzł mi lis, bliznę przy oku mam po pewnym samotniku. Oh, a ta duża na udzie to po borsuku. - wyjaśniłem pochodzenie moich pozostałych blizn, które były na mnie wyraźnie widoczne i uśmiechnąłem się do wojowniczki. Nie miałem problemu, by przytoczyć ich genezę, żadna nie była dla mnie traumatyczna czy wstydliwa, wszystkie nabyłem w walce o przetrwanie. Były symbolem moich zwycięstw. O przeciwników nie jest trudno, gdy cały czas się podróżuje po dzikim, nieznanym terenie. - Haha, i oby tak pozostało. - zaśmiałem się krótko na tekst o krwiożerczych rysiach, również spoglądając na Leszczynę. Zauważyłem, że od pewnej chwili nie odrywa ode mnie wzroku. Długo udawało nam się utrzymywać kontakt wzrokowy podczas rozmowy, z czego czerpałem satysfakcję. Nieco się zmieniło do pierwszego wrażenia. Wojowniczka wyglądała teraz na bardziej wyluzowaną, może nawet trochę ją zainteresowałem swoją osobą, kto wie, ciężko było ją rozgryźć. Gdy zadała mi kolejne pytanie, poruszyłem wąsami i spojrzałem przed siebie, by potem obwieść wzrokiem okolicę. - Oh, wiele na to wpływa. - zacząłem po głębszym westchnięciu. - Na przykład wstawanie i odejście słońca, kojący szelest liści, szum wody... odpoczynek w trawie na słońcu, nocne spacery pod pełnym księżycem, zapach poranków, błyski piorunów podczas burzy, gwiazdy na nocnym niebie... no nie wiem. Szukam piękna gdzie się da i staram się je dostrzec, bo nie zawsze i nie wszędzie można je znaleźć. Jest i wiele okropności i brzydoty, ale uważam, że mimo wszystko, zdecydowanie mniej. Może dlatego, że nauczyłem się dostrzegać piękno w codzienności. - powiedziałem, co jakiś czas spoglądając to na Leszczynę, to przed siebie, a na końcu wzruszyłem lekko barkami. Cóż, doceniałem drobnostki, tego nauczyła mnie Pestka. To pomagało nam przeżyć i nie zwariować. Świat był brutalny i niebezpieczny, ale jednocześnie był piękny. Z jakiegoś powodu każdy z nas walczył o życie, starał się przetrwać. Dla mnie to było jednym z głównych powodów trzymania się przy życiu.
Mistrz: Krzykliwa Mewa | Brązowy Brzuch Płeć: Kotka Matka: Stokrotkowa Łąka* [NPC] Ojciec: Północny Podmuch* [NPC]
Średniego wzrostu kotka, posiadająca długie, smukłe łapy, na których opiera się szczupłe, zgrabnie ciało. W utrzymaniu równowagi pomaga jej długi, cienki ogon, zakończony czarnym pędzelkiem. Szaro-bure futerko wojowniczki jest krótkie i gładkie, poprzecinane czarnymi, tygrysimi pręgami. Przez grzbiet biegnie ciemna pręga. Na ciele kotki pojawia się jeszcze jeden kolor - biel, która rozlewa się nierówno na pyszczku, dalej na szyi, piersi i brzuchu. Na wszystkich czterech łapach pojawia się pod postacią krótkich skarpetek, na tylnych łapach dłuższych. Pyszczek - długi, smukły, w którym osadzone są delikatnie skośne, zielone przy źrenicach, złote oczy. Niżej jest dwukolorowy nosek - w połowie czarny, w połowie różowy. Wojowniczka posiada także duże, trójkątne uszy, przyozdobione niewielkimi, czarnymi pędzelkami. Zawsze porusza się z wdziękiem, delikatnie, lecz pewnie stawiając kroki. Na jej mordce często widnieje typowy, kamienny wyraz.
Blizny: pod lewym okiem; na karku.
xx– Yhmm... – mruknęła, oglądając blizny Chłodnego, gdy te je zademonstrował. No no, ładne były i zdecydowanie dodawały kocurowi uroku, a może raczej przystojności. Stoczył wiele walk, w końcu miał swoje księżyce i widać, że musiał być dobrym materiałem na wojownika, którym ze wzgledu na wiek już powinien być. Leszczyna nawet trochę zazdrościła mu tych wszystkich pięknych blizn, którymi mógł się teraz chwalić, ale nie zapytał o jej własną, więc może lepiej, bo w przeciwieństwie do jego blizn nie była owiana wyniosłą historią, a przynajmniej bura wojowniczka tak uważała. xxA i owszem, odkąd Bazia pierwszy raz spostrzegła niebieskiego kocura podczas spaceru przestała być taka całkiem sztywna i zdjęła częściowo swoją maskę, nawet nie przypuszczając, że tak się stanie. Od dawna nie spotkała kogoś, z kim tak szybko i łatwo nawiązała wspólny język i dobry kontakt, co z pewnością było pozytywną zmianą. I, na Gwiezdny Klan, czy ona właśnie z kimś flirtowała, jak za starych dobrych czasów? xx– Hm – mruknęła, słuchając uważnie słów Chłodnego, gdy opisywał te wszystkie rzeczy, w których widzi piękno. Patrzyła przy tym przed siebie i próbowała sobie wyobrazić to wszystko, o czym mówił kocur. To wlasnie było pięknem? Te wszystkie drobne rzeczy w codzienności, jak chociażby niebo, pogoda czy jakieś zapachy? Może ona sama powinna zacząć się nad tym zastanawiać i spróbować takie coś dostrzegać? To mogłoby być ciekawym doświadczeniem i kolejną być może pozytywną zmianą w jej życiu. xx– Ciekawe podejście do życia, chyba je wypróbuję – spojrzała na Chłodnego, uśmiechając się do niego, ale tym razem nie krzywo, a szczerze. Patrzcie, jak jedno spotkanie może zmienić jakąś osobę, czyż nie? Albo raczej sprawić, by się nieco otworzyła? – A czy teraz też jest pięknie? – zapytała dość niejednoznacznie, zerkając przed siebie i znów w oczy kocura. Miała na myśli wszystko, co ich otaczało, czyli trawy, chłodne powietrze i słońce przebijające się przez chmury, ale była świadomą, iż mogło to znaczyć również zapytanie o ich dwójkę i chwile, które właśnie spędzali. I tak to wlasnie zostawiła, do wyboru dla syna Krzykliwej Mewy.
Na gałązkachwierzbpod miedzą
Szarosrebrnekotkisiedzą A tużwe wsi,wśród opłotków Skaczemnóstwo burychkotków
Możeszwybraćjedowoli
- ̗̀☆Powiedz,którekotkiwolisz?☆ ̖́-
Chłodny nigdy nie był zbyt wysoki i tak już pozostało. Jest średniej wielkości, dość przysadzistym, ale dobrze zbudowanym kocurem. Posturę odziedziczył po ojcu, choć jest osadzony na nieco dłuższych łapach. Po Niebie może także poszczycić się krótkim, miękkim i gęstym futrem, którego barwa to połączenie obojga rodziców - szarość ojca, którą miejscami pokrywa obecna w mniejszej ilości matczyna biel. Jest ona obecna na piersi, brodzie, brzuchu, końcówce ogona oraz wszystkich czterech łapach w postaci krótkich skarpetek. Lekko wydłużony pysk kocura zdobią dwa ciemnoniebieskie ślepia, spiczaste uszy (prawe naderwane), ciemnoszary nos i gęste, białe wąsy. Podczas życia poza Klanem nazbierał też trochę blizn. Ma dwie szramy od pazurów na prawej skroni, wyraźne ślady po ugryzieniu psa na karku, podłużną bliznę na lewym udzie oraz kilka pomniejszych, słabo widocznych - głównie na łapach.
Chłodny wydoroślał mentalnie, wyraźnie wyzbył się skrępowania i stał się bardzo śmiały. Jego psychika mocno się zahartowała i uodporniła na krytykę, nie jest łatwo go stłamsić czy obrazić, a on sam często nie ma oporów przed szczerością i odważnymi słowami. Zmądrzał i nabrał pewności siebie. Wyrobił sobie też poczucie humoru, choć umie zachować powagę, gdy trzeba. Z reguły pogodny optymista. Czasem bywa nonszalancki, potrafi też dobrze kłamać. Uczucia nie są mu obce, choć nie jest szczególnie wylewny i czasem ma problemy z empatią. Potrafi okazać zdenerwowanie, ale swoje emocje i uczucia stara się kontrolować.
Jeżynowy Cierń (KR), Szepczący Pył (GK)
Pozwoliłem Leszczynie przyjrzeć się moim bliznom, bo poza tą jedną na karku żadna nie była dla mnie szczególnie traumatyczna, ot, nabyta w walce o przetrwanie. Ta pierwsza kojarzyła mi się źle, bo symbolizowała moje tchórzostwo i utratę domu, ale nie widziałem sensu jej kryć. Dało się ją zresztą łatwo zauważyć i nie było opcji żebym to jakoś zakamuflował. Przyzwyczaiłem się już do niej. Poza tym nie miałem nic przeciwko podziwianiu mojej osoby przez wojowniczkę, a co. Nie miałem się za brzydala, miałem całkiem wysokie mniemanie o sobie, a i nie byłem wstydliwym typem, więc czerpałem z tego satysfakcję.
Leszczynowa Gałązka słuchała mnie chyba z uwagą, gdy opowiadałem o tym w czym widzę piękno i dlaczego sie go doszukuję. Nie skomentowała ani nie rozwinęła tego w żaden sposób, ale też mnie nie wyśmiała, więc chyba było w porządku i nie wyszedłem na durnia. Uznała ostatecznie, że mam ciekawe podejście do życia i spostrzegłem, że uśmiechnęła się do mnie inaczej niż wcześniej, bardziej naturalnie. No, w końcu się doczekałem, od razu lepiej! Uśmiech był piękną ozdobą, zwłaszcza u kotek, tak uważam, więc ucieszył mnie ten widok.
- Taak? - spytałem, unosząc lekko lewą brew i odwzajemniłem uśmiech, choć mój był bardziej śmiały, niż tylko szczery. Gdy zadała mi pytanie, spojrzałem przed siebie mrużąc lekko oczy. Czyżby próbowała nakierować mnie na komplement w jej stronę? To prawda, że chyba jeszcze żadnym jej nie uraczyłem, ale jak na razie dość trudno było wybadać grunt. Nie byłem takim znów narwanym podrywaczem czy bezmyślnie rzucającym ckliwe teksty amantem, poza tym trochę obawiałem się jej reakcji. Nie miałem mimo to niedoborów śmiałości, oh nie! Mój szczery uśmiech przeobraził się bardziej w zaczepny półuśmieszek i znów powróciłem spojrzeniem do Leszczyny. - Mmm, owszem. Wszystko wokoło jest piękne. - mruknąłem do niej z przekonaniem, równie niejednoznacznie, by zaraz leniwie rozejrzeć się dookoła i znów powrócić do niej spojrzeniem. Nie skłamałem. Leszczyna była atrakcyjną kotką, choć dla mnie, jak na razie, głównie z zewnątrz, pomijając niedobór uśmiechu na pyszczku. Było w niej coś ciekawego, nie przeczę, jej tajemniczość była intrygująca i mimo wszystko nie nudziła. W tej chwili jednak nie mogłem powiedzieć nic więcej o wojowniczce, gdyż nie mówiła o sobie za wiele. Ale to dopiero nasze pierwsze spotkanie. - Oh, a skoro chcesz spróbować mojego podejścia do życia, to najbliższej bezchmurnej nocy, gdy gwiazdy będą błyszczeć, możemy się przejść nad Czarny Ogon. - zaproponowałem zaraz, spoglądając dziarsko na Lezczynkę. Zauważyłem, że ogółem zainteresowałem ją swoją osobą, chyba nawet bardzo. Zdecydowałem się więc na tą odważną propozycję. Poza tym od słowa do słowa nasza konwersacja stawała się coraz luźniejsza, toteż zaryzykowałem. Proponowałem oczywiście tylko wspólną przechadzkę, tym razem po prostu planowaną. Nic wielkiego, uwierzcie.
Mistrz: Krzykliwa Mewa | Brązowy Brzuch Płeć: Kotka Matka: Stokrotkowa Łąka* [NPC] Ojciec: Północny Podmuch* [NPC]
Średniego wzrostu kotka, posiadająca długie, smukłe łapy, na których opiera się szczupłe, zgrabnie ciało. W utrzymaniu równowagi pomaga jej długi, cienki ogon, zakończony czarnym pędzelkiem. Szaro-bure futerko wojowniczki jest krótkie i gładkie, poprzecinane czarnymi, tygrysimi pręgami. Przez grzbiet biegnie ciemna pręga. Na ciele kotki pojawia się jeszcze jeden kolor - biel, która rozlewa się nierówno na pyszczku, dalej na szyi, piersi i brzuchu. Na wszystkich czterech łapach pojawia się pod postacią krótkich skarpetek, na tylnych łapach dłuższych. Pyszczek - długi, smukły, w którym osadzone są delikatnie skośne, zielone przy źrenicach, złote oczy. Niżej jest dwukolorowy nosek - w połowie czarny, w połowie różowy. Wojowniczka posiada także duże, trójkątne uszy, przyozdobione niewielkimi, czarnymi pędzelkami. Zawsze porusza się z wdziękiem, delikatnie, lecz pewnie stawiając kroki. Na jej mordce często widnieje typowy, kamienny wyraz.
Blizny: pod lewym okiem; na karku.
xx– Tak – odpowiedziała na wątpliwość Chłodnej Łapy, choć wcale nie musiała, a jednak to zrobiła. Uniosła przy tym lekko jedną brew, naśladując w pewien sposób kocura, a uśmiech wciąż zdobił jej pyszczek. Czekała na reakcję terminatora po jej słowach, nie odrywając od niego, nie ukrywajmy, zaciekawionego wzroku, analizując jego mimikę, gdy zastanawiał się nad odpowiedzią. Teraz już sama nie wiedziała, czym się kierowała wypowiadając tak, a nie inaczej sformułowane pytanie, ale czuła delikatny dreszczyk emocji, nie wiedząc, co otrzyma w zamian. Aż wreszcie usłyszała odpowiedź Chłodnego, która ją usatysfakcjonowała, czego się nawet nie spodziewała. Nie chciała czuć tej satysfakcji, ale jak widać zaskoczyła samą siebie. Czy na serio aż tak spodobał się jej niebieski kocur? Czy może po prostu lubiła słyszeć komplementy, nie ważne od kogo? Mimowolnie uśmiechnęła się nieco szerzej, a w jej oczach, zdawać się mogło, zatańczyły wesołe ogniki, jednak po chwili odwróciła wzrok, pod pretekstem spojrzenia na drogę przed sobą. Jednak nie na długo, bowiem słysząc pytanie syna Krzykliwej Mewy, spojrzała na niego z zainteresowaniem. xx– Brzmi jak propozycja nie do odrzucenia – stwierdziła po krótkiej chwili namysłu, unosząc jeden kącik ust wyżej – Hmm... – zamruczała, dość wiarygodnie udając, że jeszcze się namyśla, choć już znała odpowiedź – W porządku. Niech tak będzie. – zwykle bardzo ostrożnie i przemyślanie dobierała słowa i to samo starała się robić w tej sytuacji, co było trudniejsze niż zwykle, bowiem jej wewnętrzne myśli zaczynały koniecznie chcieć dojść do głosu, jednak skutecznie je uciszała. To wcale nie tak, że wyobraziła sobie ten nocny spacer pod Srebrną Skórką i wzdłuż szemrzącego strumienia, tą romantyczną atmosferę... tfu, jaką romantyczną, żadnych takich. To tylko spacer, zapewnie nic nie znaczący. Z resztą czemu miałby dla niej coś oznaczać? Że niby miałoby na kimś jej zależeć? Pff nonsens. Bazia, ogarnij się.
Na gałązkachwierzbpod miedzą
Szarosrebrnekotkisiedzą A tużwe wsi,wśród opłotków Skaczemnóstwo burychkotków
Możeszwybraćjedowoli
- ̗̀☆Powiedz,którekotkiwolisz?☆ ̖́-
***
Rzeczywiście nie znałem granic tak dobrze jak powinienem, rzeczywiście nie powinienem wychodzić z obozu póki ich tak dobrze nie znam, ale czy ktoś mi zabroni udać się na patrol z moim wspaniałym ojcem? No właśnie nie. Wychodziłem z Wojownikiem, więc raczej nikt mi nic nie zrobi, a także nie zostałem dopiero co terminatorem. Już trochę umiałem! Co prawda granice bardzo, ale to bardzo słabo, lecz nie musiałem się tym martwić raczej, gdyż nie byłem sam. Wyszedłem z Lodową Skórą no i jeszcze paroma innymi kotami, których imion teraz nie pamiętam.
Tak czy siak poszliśmy w okolicę Samotnych Jodeł gdzie postanowiliśmy się rozdzielić, a tak by było szybciej. Ja poszedłem właśnie w stronę tych dość charakterystycznych drzew, lecz też nie zbliżałem się do granicy tak bardzo, gdyż nie wiedziałem gdzie jest koniec, więc lepiej mieć to na uwadze. Po prostu raczej byłem przy niej, ale nie aż tak bardzo o!
Zacząłem rozglądać się po terenie, idąc wolnym, aczkolwiek dumnym krokiem. Ogółem posturę miałem wyprostowaną, ogon wysoko w górze, zaś na moim pysku gościł dość lekki uśmiech. Miałem dziś dość dobry dzień! A przynajmniej na taki się zapowiadał, bo nie ma niczego lepszego jak chodzić po swoim terenie.
//Bóbr
if therewasn’t moneyfor thetyrant leftto spend ★he’d take itfrom hisloyal subjectsto no end★ anyoneopposinghimwas punishedfor their crime a l l.t h o s e.w h o.d e f y.m e.a r e .t o.d i e! ≡NOW,KNEELBEFOREMEPEASANTS≡
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Ciężko było stwierdzić, jaki dzień miała Bobrzy Kieł. Bo w sumie? Życie mijało spokojnie, poza tym, że Wężowy Czyrak wraz z Wiewiórczym Przegrywem dalej grzali swoimi dupskami Trzaskającą Gałąź i ten fakt niesamowicie ją denerwował. Było w porządku, i mówiąc w porządku autorka ma tu na myśli, że szylkretka była kontent z życia, ale nie miałaby nic przeciwko gdyby najbliższa gwiazda we wszechświecie zrobiła akcję supernova i wysadziła wszystkie koty na powierzchni ziemskiej.
Ziewnęła potężnie, kierując się przez wilgotną trawę w kierunku granicy z Wichrem, aby w tamtej okolicy wskoczyć na najbliższe drzewo do jakiego tylko miała dostęp. Rozłożyła się na gałęzi jedynego rosnącego w okolicy drzewa które owe gałęzie posiadało; włochata kita zwisała jej bezwładnie wzdłuż pnia. Rozejrzała się nonszalancko, zatrzymując swe spojrzenie dłużej na kilku samotnych jodłach po drugiej stronie granicy...chyba drugiej stronie. Nie była w stanie wyczuć. Lustrowała spokojnie otoczenie, aby po chwili wypatrzeć Wichrzaka. Na pewno Wichrzaka - wysoki, długie łapy. Zmrużyła ślepia, uważnie obserwując całą jego sylwetkę i dumny chód.
Po czym zamachnęła się łapą na jedną z szyszek które wisiały na iglaku obok i rzuciła nią w kierunku czarno-białego królewicza, ot, z nudów. Żeby wymusić jakąś reakcję.
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Patrol zapowiadał się na spokojny, póki co, ale nie udało mi się zauważyć żadnego samotnika, czy po prostu nieproszonego gościa. Kroczyłem dumny tak naprawdę nie przejmując się niczym, a obca woń...no rzeczywiście coś tam wyczułem, ale nie na moim terenie, więc pewnie jakiś patrol z pobliskiego klanu, bo jakby inaczej. Więc po co miałem się przejmować? Wolałem nadal iść dumny, lekkim krokiem i co najważniejsze z uśmiechem na pysku. W między czasie myślałem sobie o życiu Wojownika, oni to mają zdecydowanie lepiej. Mogą robić dosłownie wszystko, a co najważniejsze mają piękne i zazwyczaj ładnie brzmiące imię. Nie to co jakaś "łapa", no proszę was. Sucha Łapa nie brzmi aż tak dostojnie jakbym chciał! Lepszy by był na przykład Suchy Liść, albo cokolwiek innego co nie ma członu łapa.
No więc rozmyślałem tak do pewnego momentu. A dokładniej do tego w którym nie poczułem uderzenia w głowę. I to nie lekkie, a mocne. Kto śmiał! Momentalnie stanąłem w miejscu, zjeżyłem sierść, a na moim pysku pojawił się wielki grymas. Kto. to. zrobił. - EJ! KTO. Tym. RZUCIŁ!! - krzyknąłem, czy też warknąłem w przestrzeń, gdyż po obróceniu się nikogo nie zobaczyłem. Dziwne. Tupnąłem łapą i wyprostowałem się, nadal zły. Nie. Nie zły, a wściekły! Kto w ogóle mógł coś zrobić, mi, najwspanialszemu Terminatorowi klanu Wichru!
if therewasn’t moneyfor thetyrant leftto spend ★he’d take itfrom hisloyal subjectsto no end★ anyoneopposinghimwas punishedfor their crime a l l.t h o s e.w h o.d e f y.m e.a r e .t o.d i e! ≡NOW,KNEELBEFOREMEPEASANTS≡
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
W milczeniu obserwowała ze swojej pozycji na drzewie każdą kolejną reakcję czarno-białego kocura, każdy jego ruch, jego mimikę, mowę ciała; obserwowała i analizowała, powoli dochodząc do tego, że to kolejny z tych, którzy uważają, że wolno im wszystko i że są władcami świata. I gdzieś wewnętrznie w chłodnym sercu i analitycznym umyśle Bobrzego Kła pojawiła się ta wspaniała wizja, jak zdziera królewiczowi ten wymowny, irytujący wręcz uśmiech z pyska. Czekała na jego reakcję, czekała na jego wybuch złości który była sobie w stanie wyobrazić, gdy ten oberwie szyszką w łeb - przynajmniej takowej reakcji się spodziewała.
I dostała dokładnie tego, czego oczekiwała. Białe wąsiska szylkretki drgnęły w przypływie ekscytacji i niesamowitej wręcz satysfakcji. Wszystko poszło idealnie wręcz z planem - fenomenalnie. Na pysk wojowniczki wpełzł lekki, drapieżny uśmiech. Zmrużyła oczy, zadowolona z siebie, analizując w milczeniu wybuch wichrzaka. Nie dość, że zadufany, zakochany w sobie królewicz, to do tego tępy jak zdechły kret. To będzie przyjemna zabawa i cudowny widok.
Odchyliła nieco głowę w tył, czekając na odpowiedni moment, po czym z cichym charknięciem splunęła pogardliwie w kierunku kocura. Pewnie trafi mu jedynie pod łapy, w najlepszym przypadku we właśnie same łapy, zarówno jedno i drugie ją zadowoli.
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Zero. Nic. Żadnej odpowiedzi. Mój ogon zawirował w powietrzu, a pazury prawie że wbiłem w ziemię. Kto śmiał to zrobić i teraz nawet nie pokazywać się! Mógł się chociaż wyjść, a nie kryć się jak jakiś tchórz, ha tfu. Albo mógł cokolwiek powiedzieć, pokazać iż się nie boi, że na coś go stać, a nie tylko na rzuć szyszkami we mnie, najwspanialszego Suchego! Co było także nie do pomyślenia, bo kto normalny by to robił? Chyba tylko głupiec! Jak tylko się pokaże, to zobaczy co się dzieje za zadzieranie ze mną.
Cóż, znów nie dał mi szansy. Nagle coś wylądowało przed moimi łapami. Spojrzałem się zdziwiony i postąpiłem krok w tył. Ślina. Na moim pysku pojawił się większy grymas, ohoho czyli tak się bawimy tak?! Moje wąsy lekko drgnęły, po czym spojrzałem się w górę, bo w sumie jak na dole niczego nie było, to może jakiś ptak to był, kto wie. Lecz to co ujrzałem zupełnie mnie zdziwiło. Kot. Obcy. Na drzewie. A czyli tak?! Jakiś głupi...e w sumie to nie wiem z jakiego klanu, ale jakiś głupi kot z innego klanu chce ze mną zadzierać, tak? No to się przekonamy. - ZŁAŹ Z TEGO DRZEWA NATYCHMIAST! TY...Ty KUPO GŁUPIEGO FUTRA! - krzyknąłem do tego kota całkowicie zaślepiony złością. Moje futro nadal było całe zjeżone, a ja gotowy na wszystko. Przez tą całą złość także nie udało mi się zauważyć iż to kotka, może wtedy byłbym łagodniejszy, ale póki co na takie szczegóły nie zwracałem uwagi. Teraz dla mnie było ważna jedno - by ten kot zszedł i nie zachowywał się jak jakiś tchórz.
if therewasn’t moneyfor thetyrant leftto spend ★he’d take itfrom hisloyal subjectsto no end★ anyoneopposinghimwas punishedfor their crime a l l.t h o s e.w h o.d e f y.m e.a r e .t o.d i e! ≡NOW,KNEELBEFOREMEPEASANTS≡
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Cyrk na kółkach to niedomówienie.
Ceremonie w Klanie Cienia bywały zaskakująco ciekawe, atrakcyjne, można było się pośmiać, ale takiego ubawu z głupoty innego kota nie miała od...od nigdy. Z obserwacji reakcji innych często wynikały śmieszne sytuacje, czasem niektóre koty zachowywały się tak absurdalnie w myśli Bóbr, iż ta musiała powstrzymywać śmiech, ale ten tu, ten konkretny mysi możdżek był jak dotąd najlepszą atrakcją. Hit. Czegoś takiego jeszcze nie grali. Szylkretka zaśmiała się pod nosem wymownie, rozkładając na gałęzi jeszcze wygodniej, obserwując uważnie czarno-białego, drącego w jej kierunku mordę kocura. Cudo.
Ziewnęła, jak gdyby nigdy nic, przeciągajac się. Gruba kita zawirowała leniwie, a sama Bobrzyca na moment w ogóle odwróciła wzrok, chcąc dać paniczykowi do zrozumienia, jak głęboko gdzieś ma jego groźby, jego charczenie i cały ten jego cyrk. Z pozoru.
- No no, nie tak agresywnie, żebyś nie odleciał - rzuciła niby od niechcenia w przestrzeń, po raz kolejny wymuszając ziewnięcie.
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Mi do śmiechu nie było. Może kotkę wewnątrz ta sytuacja bawiła, ale to nie było śmieszne! Miała czelność rzucić szyszką w głowę, a potem jeszcze śliną pod łapy i nic sobie z tego nie robić?! To skandal po prostu! Moja sierść była mocno najeżona, a ogon co jakiś czas uderzał o ziemię. W moim Klanie nigdy nikt nie odważył się czegoś takiego zrobić, no oprócz Szorstkiego, ale to i tak nie to samo! Tamten to jeszcze był świadomy, że leży na moim miejscu i wywołał przez to awanturę, ale potem i tak stanęło na moim, a teraz. Teraz to ta nic sobie z tego nie robi! Nic. Rozkłada się na gałęzi, przeciągała się, zero reakcji takiej jakiej chciałem. Wyszczerzyłem zęby, jeszcze bardziej wściekły na jej odpowiedź. No jak tak mogła! Przybliżyłem się o kilka kroków, zadarłem głowę w górę i wściekłym wzrokiem mierzyłem tą cienistą. Raczej teraz nie zwracałem uwagi na jej wygląda, to jej zachowanie mnie tak zdenerwowało, że już nic innego się nie liczyło. - OHO, rozumiem! Po prostu BOISZ SIĘ. Na twoim miejscu też bałbym się zejść by spojrzeć mi prosto w oczy! - odpowiedziałem dość głośno uśmiechając się złośliwie. Oczywiście iż się bała po prostu! Pewnie nie chce zostać ranna czy coś, a tak to bezpiecznie siedzi sobie na drzewie. Gardzę takimi. Znów uderzyłem ogonem o ziemię, starając się przybrać pewności siebie. Nawet jeśli była teraz połączona z gniewem, to i tak pewnie dało radę ją zauważyć. - Jesteś tchórzem - dodałem po chwili, tak by doskonale to słyszała.
if therewasn’t moneyfor thetyrant leftto spend ★he’d take itfrom hisloyal subjectsto no end★ anyoneopposinghimwas punishedfor their crime a l l.t h o s e.w h o.d e f y.m e.a r e .t o.d i e! ≡NOW,KNEELBEFOREMEPEASANTS≡
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Na pysku szylkretki momentalnie rozciągnął się ogromny, drapieżny uśmiech gdy obserwowała każdą kolejną reakcję czarno-białej szczotki którą miała pod sobą. No, trzeba było przyznać, takiego cyrku nie widziała nawet na standardowych Cienistych ceremoniach. Nawet mianowanie Wiewiórczego Ogona zastępcą nie było takim absurdem jak to, co wyczyniał Wichrzak. Gruba kita kocicy zafalowała leniwie wzdłuż pniaka drzewa na którym się rozsiadła.
Bobrzyca parsknęła donośnie śmiechem, wyraźnie lekceważąco, wyśmiewając terminatora. Słysząc to, co mówił do niej syn Lodowej Skóry nie potrafiła powstrzymać się od śmiechu. Czego miałaby się bać? Zmieść jakiegoś zadufanego w sobie idiotę z powierzchni ziemi? A skąd. Niech sobie gada, ile chce, niech sobie ją nazywa tchórzem, ile mu się podoba. Po szylkretce takie uwagi zawsze spływały jak po kaczce, a ta sytuacja nie była wyjątkiem.
- Skończyłeś już? - prychnęła, opierając łeb na wyciągniętych przed siebie łapach. Jedna z jej brwi uniosła się w lekceważącej manierze. - Chociaż nie, w sumie mów dalej, takiego ubawu jak dzisiaj to od księżyców nie miałam - uśmiech na pysku wojowniczki bynajmniej nie był przyjazny. - Zejść to ja mogę, bobku, ale jakoś...nie mam ochoty. I lepiej dla ciebie, bo by cię mamusia nie poznała gdybym podeszła bliżej.
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
- Typowy tchórz! - parsknąłem bez chwili zastanowienia, a mój ogon zawirował jeszcze raz w powietrzu. Już ta kocica zaczynała mnie tak mocno denerwować, że nie ręczę za siebie! Czemu nie zejdzie i nie zmierzy się ze mną jak godny wojownik, a tylko tkwi na tym drzewie jak jakiś cienias. Wbiłem nieco mocniej pazury w ziemię, a w moich oczach zabłysnęła większa złość. - I NIE. NIE SKOŃCZYŁEM! - dodałem po chwili, a raczej pisnąłem pełen gniewu. Dosłownie całe moje futro było najeżone, oj niedługo ta kocica się doigra zobaczycie! Uderzyłem kilka razy ogonem o ziemię, pewnie tak, że przez jakiś czas w powietrzu mógł unieść się pył. - I CO Cię niby tak BAWI?! - po jakiś paru uderzeniach serca znów odezwałem się. Również zacząłem iść wściekły do przodu, tak by znaleźć się bliżej Bóbr. Nie miałem pojęcia gdzie kończy się granicy, ale teraz byłem tak bardzo zaślepiony złością, że mało mnie to obchodziło. Może jeszcze byłem na swoim terenie, może nie, kto to wie. Prawdopodobnie jeszcze na Wichrowym, bo drzewo było kawałek stąd, ale pewnie stałem niedaleko tej granicy. - Sama jesteś BOBKIEM! Po prostu BOISZ SIĘ I NIC WIĘCEJ! A NIE, ŻE CI SIĘ NIE CHCE - odpowiedziałem dość donośnym tonem głosu. - I chyba TWOJA by Cię NIE POZNAŁA! - dodałem na sam koniec, chyba najgłośniej. Głowę zadarłem do góry, tak by spojrzeć prosto w ślepia wojowniczki, co było trudne, ale wykonalne.
if therewasn’t moneyfor thetyrant leftto spend ★he’d take itfrom hisloyal subjectsto no end★ anyoneopposinghimwas punishedfor their crime a l l.t h o s e.w h o.d e f y.m e.a r e .t o.d i e! ≡NOW,KNEELBEFOREMEPEASANTS≡