Logo Artemidy
Kwitnące Zarośla
Klacz wiedziała, że Gołąb na nią nie patrzy. Między innymi z tego powodu rzuciła jej to spojrzenie, które rzuciła. Wiedziała, że jeśli zrobi to gdy ta by na nią spoglądała, to wystraszyłaby się jej aparycji. Choć jest też szansa, że aby nastraszyć szylkretkę, kotka byłaby zdolna do zrobienia tego. Być może.
Gołębia Łapa zapewniła ją o swojej wierności. Dobrze. Bardzo dobrze. Jednak Klacz jej nie wierzyła. Nie ufała jej. - Kot raz podważający swoją lojalność klanowi, będzie ją podważał już zawsze... - Powiedziała cicho, jakby do siebie, ale słyszalnie i ewidentnie do Gołąb. Po prostu czuła urazę wobec Gołębicy. Wybrała sobie chyba niewłaściwego kota... albo właśnie... właśnie odpowiedniego? Może to, że trafił jej się taki kot, to znaczyło, że Klacz miała nauczyć ją wierności? Zawalczyć o jej lojalność? Mocno i dosadnie poinformować, że ma być oddana tylko wichrowi i nie podważać swojego "ja" w tym miejscu? Klacz bardzo dobrze pamiętała swoje własne słowa na treningu. Jej pierwszego dnia podczas rozmowy ze Światełkami. "Klan jest najważniejszą wartością w życiu kota i nie można ot tak opuścić miejsca, z którego się pochodzi. Tak robią tylko zdrajcy". Do dziś trzymała się tego podejścia, nic się w nim nie zmieniło. To, co reprezentowała sobą kiedyś, reprezentuje także i dziś. Takich kotów potrzebowali. Nie takich jak Gołąb - jednak to musiał być znak. - Ja przekonam cię do tego, że twoje miejsce jest w wichrze. Daj mi czas. Jeszcze będziesz pewna. - Trzepnęła uchem, a jej głos trochę złagodniał. - To... nie jest groźba. To obietnica. - Westchnęła. Sama nie wierzyła, że to robiła. Ktoś ją sprawdzał - ewidentnie. Może świat, może ci cali zmyśleni gwiezdni. Ciekawe ile znajdzie w sobie wytrzymałości i cierpliwości, by to kontynuować... to najpewniej zależało od podejścia Gołębicy.
Klacz nie wiedziała za bardzo o kim mówi Gołębia Łapa. Czuła, jakby wymyślała sobie po prostu rodzinę, ale ufała jej, że takie koty istniały. W końcu czemu miałoby ich nie być? Klacz też mogła wspomnieniami szukać rodzeństwa w głowie, którego już dawno nie widziała. Byli, byli i się zmyli. I w klanie został jedynie odpadki... ale chociaż oddane i wierne. - No to jeśli nie po niego, to możemy iść poszukać Zamglonej albo Mszystej Łapy. Spoko. - Odparła. Nie robiło jej różnicy po kogo pójdzie, bo i tak żadnego z nich nie było w klanie, więc każde z nich było wyrzutkiem, padliną, zdrajcą.
Po raz kolejny westchnęła, a potem nieco bardziej wyprostowała ciało, by wzmocnić posturę swego ciała i ukazać siłę w swych słowach. - Mam do ciebie prośbę. Prośbę, dzięki której może poczujesz większe przywiązanie do wichru. - Zaczęła, bo kiedyś temat musiał w końcu paść, a ujęty w ten sposób może wspomoże Gołąbek w jej ewentualnym przyklepaniu swojej przynależności.
LVL 7 300 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
21
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pytanie, czy Gołąb faktycznie dałaby się nastraszyć po tym, jak widziała już - nawet, jeśli krótko - łagodniejszą stronę Klaczy. Nieważne, jak bardzo by chciała nadać jej taką czy inną łatkę, to nie mogłaby znieść myśli, że nie są one po prostu w pełni prawdziwe. Już teraz za bardzo umykała jej wygodnym schematom. Była zbyt... wyjątkowa, od innych relacji, które miała. Świerk zawsze była miła, Rdest zawsze był uprzejmy. Bryzgająca Fala zawsze się uśmiechał, a mistrz nigdy nie zmuszał jej do treningu. Przyjemnie było mieć takie stałe elementy w życiu. Bardzo komfortowo.
Dlatego też kompletnie nie potrafiła pojąć, z jakiego powodu jakiś jeden zagubiony element, który wprowadzał coraz większy zamęt w jej życiu, nadal wywoływał w niej tak sprzeczne emocje. Jakim cudem pragnęła jak najszybciej się stąd zmyć i nie patrzeć za siebie, jednocześnie z żałością patrząc na jej odsunięty bok? Odkąd dorosła i wyszła z tej głupiej lecznicy to coraz bardziej zdawała sobie sprawę, że nie ma bladego pojęcia o jakichkolwiek ciepłych gestach, machinalnie unikając ich za wszelką cenę.
Słysząc jej cichy, acz stanowczy głos, odwróciła głowę jeszcze bardziej, coby nie dało się kompletnie zobaczyć jej mimiki. Zastygła w takiej pozycji, pozornie nieruchoma, nie licząc unoszącej się nierównomiernie klatki piersiowej. Zagryzła zęby i pozwoliła paru dzikim łezkom zniknąć w gęstym futrze. W jej głowie kotłowało się wiele słów i wiele zapewnień, trochę oburzeń i kilka smutków. Najbardziej to chciała się po prostu wytłumaczyć, bo była pewna, że pointka po prostu źle ją zrozumiała. Zwyczajne nieporozumienie. Gdyby tylko jej wyjaśniła to wszystko dobrze, to ominęłyby cały ten niepotrzebny wątek, a Klacz dalej by była łagodną, dążącą do bliskości Klaczą. A teraz ją znowu zepsuła byciem sobą. Na to wyglądało.
- Nie. - Odpowiedziała zdawkowo niemal od razu po usłyszeniu propozycji odnalezienia sióstr. Głos jej nie zadrżał głównie dlatego, że mówiła cicho; wtedy najłatwiej było go kontrolować. Przełknęła łzy. Jeśli naprawdę poza byciem po prostu bezużyteczną dla Klanu Wichru swoją wdzięczność miała okazywać, niszcząc go swoimi durnymi myślami czy planami, to już lepiej było po prostu tego nawet nie rozważać. Postawiono ją między młotem a kowadłem, gdzie ani nie miała wyboru stać się prawdziwą Wichrzanką, ani pozostawić klanu, by prosperował sobie lepiej bez niej. Oszczędzając na jej żołądku, chociażby.

Jej iluzję zburzyło zastrzyżenie uchem. Prośba. Jeśli teraz będzie musiała przejść test, to niechaj tak będzie. Przynajmniej będzie miała czym wypełnić kolejne przygnębiające dni.
- Do mnie? - wymamrotała z pewnym przygnębieniem w głosie. Brzmiało, jakby chciała dodać dużo więcej, ale odetchnęła, decydując się pozwolić rozmówczyni dokończyć.

[Obrazek: ZKkl6Tk.png]
xx⋆。゚☁︎ 。⋆。 ゚☾ ゚。⋆
Dla twego zdrowia życia bym nie skąpił
Po twą spokojność do piekieł bym zstąpił
xx-; Choć śmiałej żądzy nie ma w sercu mojem ;-
xxxxBym był dla ciebie zdrowiem i pokojem
I znowu sobie powtarzam pytanie:
xxxxxCzy to jest przyjaźń?
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxCzy to jest kochanie?

x
x
xixxTrawa Stream
xxiFabuły: 0/6 [x.xx.xxxx]
xxxxxxxxxx
LVL 2 95 / 150
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
3
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Trzepnęła uchem na jej odpowiedź, a na pyszczku pojawił się zdziwienie. Takie proste, zwykłe zdziwienie. Klacz chwilę była cicho, obrzucając krzewy przed nimi świdrującym, szybko uciekającym wzrokiem. Szukała w nich dalszej części, której zabrakło w odpowiedzi Gołębiej Łapy. Ughhhhh.... emmm... - zaczęła, nie będąc pewną co powiedzieć. - ale... przed chwilą chciałaś wiedzieć czy żyją. I gdzie są ogólnie. - Poinformowała ją, bo kto wie, może Gołąb w tej całej rozmowie nagle zapomniała, że zależało jej na dowiedzeniu się co się dzieje z jej rodzeństwem. Chyba, że Kraśna Klacz faktycznie źle odebrała jej słowa. Gołąb może chciała tylko wyjaśnić o co chodzi, ale nie chciała nic z tym robić. Co też w zasadzie byłoby dość głupie. Skoro ją to męczy, to niech z tym coś zrobi! Tak, jak działa sama w sobie Klacz. - To nie chcesz jednak? Jestem wojownikiem, mogę z tobą iść. Nikt nam nic nie zarzuci. - A jak zarzuci, to tamta walnie go z kopyta i tyle. Bajka. Nie ma zadzierania z Klaczą. - Chyba, że potrzebujesz czasu to ten. Powiedz mi po prostu. Kiedyś tam. - Odparła, udając, że wszystko jej jedno, ale w środku czuła niechęć do spotkania z tamtymi kotami, jednocześnie czując mocną ciekawość kimże były te jednostki. Nie przydadzą im się, bo odeszli - wiadomo, ale może chociaż dla samego faktu uspokojenia psychiki Gołąb to by się Klaczy przydało. żeby nie rozmawiało się z nią tak ciężko. Pointka potrzebowała ostrego umysłu, skupionego, ustawionego na cel. Klacz postanowiła na chwilę położyć swoją łapę na barku Gołąb. - Będzie ok. - I na swój sposób przekazać jej, że wszelkie problemy jakoś rozwiążą, choć nie robiła tego na nazbyt emocjonalny i lekki, łagodny sposób. Jej słowa mogły wydawać się szorstkie czy niedopasowane do sytuacji i tak faktycznie było, ale sam w sobie fakt, że kotka w ogóle używała słów innych niż "łajza, frajer, idiota", a tych, których używała, nie wymawiała na zasadzie złośliwości, tylko mówiła je normalnym tonem, oznaczało, że ta sytuacja była dla niej nowa, ale próbowała dać z siebie więcej niż minimum. Nie potrafiła jednak obdarzyć Gołąb ciepłym uczuciem, bo nikt nigdy nie rozbudził w niej tej ciepłej strony. Kluska musiała dojść do tego jakoś sama, w trakcie czasu, po prostu podczas relacji z Gołąb i interakcji z nią.

Usłyszała tą niepewność wymianą w jej słowach. Jej zdziwienie, zmartwienie. Nie przejęła się tym. Gołąb ciągle teraz wydawała się być przygnębiona, żadne słowa Klacz nie poprawiały sytuacji i... to też nie było dla niej zdziwieniem. Wparowała w życie Gołąb jak jastrząb pędzący by upolować mysz, którą zobaczył w kącie oka. To samo zrobiła Kraśna Klacz. Upolowała Gołąb. A tamta nie miała sił, by się wyswobodzić. - Wracam z granicy. Spotkałam tam kota, który poniósł klęskę w walce ze mną. W zamian za jego porażkę miał podarować mi kocięta. Wracam do ciebie zatem... prawdopodobnie jako przyszła matka. - Ostatnie słowa wypowiedziała nieco bardziej lodowatym głosem, jakby własne kocięta miały ją obrzydzać. Ona jednak jeszcze nie zdążyła po prostu pogodzić się z tą myślą, choć uważała, że samo zaistnienie ich było dobrym wyjściem w jej sytuacji. - W Klanie Wichru nie miałam z kim przedłużyć mojej krwi, a chcę dać klanowi wierne, lojalne koty, a mojej matce wnuki. - Wszystkie swoje słowa wypowiadała z powagą w głosie i na pysku. Dopiero teraz, w tej chwili, gdy miała wypowiedzieć ostatnie słowa, jej głos złagodniał, stał się cieplejszy niż zwykle, a kotka spojrzała z lekkim uśmiechem na Gołąb. - Spójrz na mnie. - Poprosiła. Co prawda nie użyła słowa "proszę", ale wypowiedziała to łagodnie, a to było u niej jednoznaczne. Wyobraziła sobie jak one dwie siedzą na górce na środku obozu, a z góry spoglądają na bawiące się kocięta. Dlaczego to wszystko było takie trudne? Dlaczego raz czuła obrzydzenie wobec Gołąb, a raz radość? Czemu jednocześnie chciałaby zrobić z niej najlepiej swojego podwładnego do wycierania mu łap, a jednocześnie przyjaciółkę, która wspierałaby ją w każdej chwili, a Klacz ją? Dlaczego to było takie trudne? Czemu takie dziwne? Takie pokręcone, zwariowane? - Chciałam, żebyś pomogła mi w ich wychowaniu. Wsparła mnie, jako ich przyszywana matka.
LVL 7 300 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
21
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Chciała i nie chciała, jednocześnie. I znowuż - o ileż prościej by było to po prostu, normalnie, jak kot kotu, wytłumaczyć prostymi słowami. Gdyby tylko takie się znalazły. Póki co zmuszona była odwracać wzrok, byleby Klacz nie dostrzegła jej słabości. Co nie robiło nawet sensu, bo słaba przecież była cały czas. Nie potrafiła tego wyjaśnić. Po prostu tym razem czuła, jakby to był jej inny rodzaj. Taki bardziej... osobliwy.
Powinna przytaknąć. Powiedzieć "tak, jasne", uśmiechnąć się i zaakceptować to, co jej oferowała. Tak to powinno wyglądać, tak? Miała wrażenie, że to było od niej wymagane w tym momencie. Żeby doceniła te słowa, nawet jeśli wcześniejsze ją po prostu zabolały tym, jak ostre jej się wydawały. I to nie same w sobie, a w domysłach i niedomówieniach. W tym, że przeczuwała, że nie wie wszystkiego. Jak bardzo by znienawidziła Gołąbka, gdyby ta przyznała się teraz, skąd pochodzi i jakie miewa sny?
Pod naciskiem całe ciało terminatorki drgnęło i niemalże od razu zesztywniało, jakby w oczekiwaniu, co dalej. Jak powinna zareagować? Chciała się odsunąć raz jeszcze. Pewnie by to zrobiła, jasne. Jej ciało odmówiło jednak posłuszeństwa, a sama bała się za wszelką cenę wykonać czegokolwiek jako pierwsza. Gestu, odpowiedzi. Nawet odetchnięcia. Wstrzymywała powietrze, jakby właśnie znajdywała się pod wodą. Przynajmniej dopóki nie zapiekły jej płuca. Jeśli miała znów zepsuć moment, to już lepiej, żeby nie robiła nic. I takiej zasady, choć chwiejnej już u swoich fundamentalnych podstaw, postanowiła się w tym akurat przypadku trzymać.

Szybko jednak musiała kompletnie przestawić swoje myślenie. Bo teraz już nie chodziło o nią, a o Kraśną Klacz. O zobowiązanie, udowodnienie swojej lojalności i próbę... no właśnie. Czego? Dopasowania się do klanu, zgodnie z jej wolą? Wypełnienia jej prośby?
Poczuła się fatalnie na samą myśl, że od pointki jeszcze zaledwie chwilę temu wymagała zapewnienia, że nie odejdzie ona z klanu. A potem, niemalże od razu, ona sama, Gołębia Łapa gotowa była stwierdzić, że sama nawet nie czuje się tak naprawdę częścią Wichru. Wyrzuty sumienia opadły na jej barki, szczególnie w momencie otrzymania nowin.
Ale to, co poczuła jako pierwsze, to był szczery szok. Nie potrafiło do niej w pełni dotrzeć to, co usłyszała. Sama się podświadomie wyprostowała, jakby ktoś właśnie wpompował adrenalinę w jej żyły. W pewnym sensie dokładnie tak było - czuła się, jakby napotkała zagrożenie. Cała ta rozmowa, to wszystko co tu padło, nawet nie teraz, a wcześniej, czy to był tylko jakiś dziwaczny sen? Jeden z dziwniejszych, zresztą? Krew zaczęła odpływać z jej palców. I zapewne z pyska również, czego rzecz jasna widać nie było. Spójrz na mnie. Spojrzała. Niepewnie obróciła głowę, a na pysku mieszało się zarówno przerażenie, jak i pobudzenie. Zupełnie tak, jakby z jej poprzedniego zmęczenia już niewiele zostało. Jej oczy same z siebie zerkały co jakiś czas w okolice brzucha Kraśnej Klaczy, jakby miała zaraz zobaczyć nie wiadomo jak groteskowe widoki. Szybko jednak wracała do patrzenia na nią, jej mimikę, jej oczy. Z trudem i doskonale sobie znaną nerwowością.
Matka. O gwiezdni.
- Dla-dlaczego? - palnęła z olbrzymim zmieszaniem, jakby fakty dopiero jeszcze do niej docierały i nie potrafiła objąć ich w pełni w głowie. I to właśnie wtedy dopadły ją największe wyrzuty sumienia. O rety. Oczywiście, że była na nią zła, skoro nosiła pod swoim sercem potencjalne kocięta, prosiła o pomoc i jeszcze dowiadywała się zawczasu, jaką niewiadomą była szylkretka. Potrzebowała aż odetchnąć, by uspokoić łomotanie serca.
- No... ten - odchrząknęła. MUSIAŁA coś powiedzieć, prawda? Wojowniczka przybyła tu z nadzieją. I wykładała kawę na ławę jej, a nie komuś innemu. Musiał istnieć jakiś powód. Tylko Gołąb jeszcze go nie dostrzegała. Ta cała pokręcona logika... nie potrafiła tego wszystkiego pojąć. I chyba nawet nie miała odpowiednio dużych obrotów w mózgu, żeby w ogóle zakwestionować tego wszystkiego, co właśnie spadło na jej barki. - Z... k-kim? Ja, erm, bo... - wydukała po chwili milczenia, błądząc wzrokiem w okolicach jej pyska, bojąc się zatrzymywać na dłuższą chwilę na jej oczach - ...to z-znaczy, ja, pomogę ci, j-jeśli naprawdę, er, chcesz?
Nierealne. Absolutnie niemożliwe. Nic takiego nie miało miejsca. Były obydwie za młode, pewnie do niczego nie doszło, po prostu jej się wydawało. Zjadła coś nieświeżego, była taka plaga niedawno. To dlatego urósł jej brzuch. Zaraz. Zerknęła raz jeszcze, szybko, marszcząc brwi. Urósł? Może jej się tylko wydawało? Nim zdążyła siebie samą powstrzymać, cała obawa przerodziła się w słowotok.
- To już? W-w sensie, będziesz rodzić? Niedługo? Z-znaczy, chy-chyba za wcześnie, ale. Ale nie mamy... nie mamy m-medyka, i jeśli coś p-pójdzie nie tak, to ja nie dam r-rady niczego z-zrobić, nie znam się na ziołach, w-wszyscy myślą, że jak siedziałam z B...B-Bryziem, to ja wszystko umiem, a-ale byłam chora, ja, ja n-nie wiem nic, spróbuj n-nie rodzić na razie, m-mogę pobiec p-po medyka z...z innego klanu? T-tego, no... - sama się zdążyła zgubić w swoich galopujących myślach, mówiąc to wszystko szybko, o ile Klacz nie postanowiła jej przerwać w pół zdania. Bo wtedy po prostu by zamilkła, przerywając ten ciąg panicznych myśli.

[Obrazek: ZKkl6Tk.png]
xx⋆。゚☁︎ 。⋆。 ゚☾ ゚。⋆
Dla twego zdrowia życia bym nie skąpił
Po twą spokojność do piekieł bym zstąpił
xx-; Choć śmiałej żądzy nie ma w sercu mojem ;-
xxxxBym był dla ciebie zdrowiem i pokojem
I znowu sobie powtarzam pytanie:
xxxxxCzy to jest przyjaźń?
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxCzy to jest kochanie?

x
x
xixxTrawa Stream
xxiFabuły: 0/6 [x.xx.xxxx]
xxxxxxxxxx
LVL 2 95 / 150
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
3
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Gołąb nie odpowiedziała na żadne ze słów, które wymieniła Klacz. Ani na jej wątpliwości, ani pytania, ani stwierdzenia, ani zapewnienia... nie parła w to dalej. Gołąb chyba potrzebowała czasu czy coś. Klacz nie do końca wiedziała, po prostu... po prostu chyba Gołąb nie wiedziała co odpowiedzieć. Tak samo jak Klacz nie rozumiała o co jej chodzi. Poczuła małe ukłucie złości w sercu, bo dała z siebie wszystko, byle tylko podejść do szylkretki najłagodniej jak potrafi, nie zatracając swojego charakteru. Była silna, była pewna siebie, wiedziała, kto dla niej stanowi jakąś wartość, a kto nie, więc porzucenie części siebie na rzecz samopoczucia Gołąb było dla niej dużym wyzwaniem. Dalej nie rozumiała i biła się z myślami - czy to naprawdę był jedyny kot, które mogła o coś prosić? I czemu ona? Czy Klaczy tak spodobała się uległość Gołąb, że wmówiła sobie, że cokolwiek Klaczunia nie wymyśli, to Gołąb to zrobi? Pominęła fakt braku odpowiedzi. Nie dostała żadnej - nie liczyła na to, że Gołąb nagle się obudzi i wyjaśni wszystko, powie każdą jedną rzecz, która jej leży. Gotowa była jednocześnie na odrzucenie jej prośby.

Tak się jednak nie stało. Gołębia Łapa spojrzała na nią, wysłuchała i nagle wypowiedziała wiele więcej słów, niż uprzednio. To nie umknęło Klaczy. - Martwisz się bardziej innymi niż sobą samą? - Powiedziała, słysząc słowotok, jakim zalewa ją terminatorka. Przerwała jej tym samym dopiero pod koniec jej zmartwień i szukania rozwiązania dla problemu, który sama stworzyła w swojej głowie. - Gołąb, ja dopiero co stamtąd wracam. Nie mogę jeszcze rodzic. Nawet nie wiem, czy na pewno będę miała kocięta, dopiero się dowiem. Ale wiem, że gdyby nie udało się tym razem, to kolejnym razem też przyszłabym o pomoc do ciebie, więc nie zaboli mnie, jeśli będę musiała znów próbować i znów prosić. - Całkiem urocze to było, że tak się nią martwiła, ale jednocześnie pokazywało jak słabe serce miała. Jak słaba była w wyrażaniu samej siebie, jak bardzo skupiała się na innych. Mimo to Klacz przyszła, zaczęła i miała zamiar kontynuować. - Leż, nic się nie dzieje, jest spoko. Kocur... kocur z klanu gromu. Nie poznałam jego imienia, on nie poznał mojego. Czarny, taki trochę siwy, miał położone, a nie sterczące uszy. - Opowiedziała po krótce kim był "wybraniec". - Jest jedna ważna rzecz. Bardzo istotna. Ale naprawdę muszę wiedzieć, że... - chciała użyć sformułowania "nie zwiedziesz mnie", ale czuła, że to mogłoby pokonać Gołąb i zrzucić jej na barki obietnicę, której zerwanie mogłoby się wiązać z tym, że szylkretka zostanie przez nią zabita we śnie. Postanowiła zatem użyć innych. - ... że dasz z siebie wszystko. I zaufasz mi. - Część informacji, jaką jeszcze miała jej do przekazania, była w istocie bardzo krucha, łatwa do przekazania postronnym kotom. Klacz musiała mieć pewność, że słowa, którymi obdarzy wywinięte uszy, nie będąc skakać po klanie jak wiewiórki po drzewach.
LVL 7 300 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
21
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wtrącenie nieźle jej dało do myślenia. Wytrąciło ją z poprzednich rozkmin, dodając w zamian zupełnie nowy wachlarz kolejnych do wyboru. Czy... to była prawda? Otworzyła i zamknęła pysk, trawiąc te słowa wyjątkowo powoli. Zatem nim zdążyła ułożyć jakąś sensowną odpowiedź, już słuchała dalszych wyjaśnień pointki.
Mogła być wcześniej zła, podirytowana i przygnębiona. Mogła się poczuć niezrozumiana, a wręcz oskarżona o brak lojalności i wierności, nawet pomimo dalszych zapewnień. Ciężko jej było ocenić, czy naprawdę obiecała, czy jednak jej groziła, chociaż prawdę rzekłszy wątpiła, aby w tej chwili Klaczy jakoś specjalnie zależało na pozbywaniu się kotki, do której bądź co bądź przyszła po... pomoc.
- Czy to było zaplanowane? - dopytała ciszej. - T-to znaczy- uhm. Ta ciąża. W-wtedy, jak mi mówiłaś, że... - przerwała, tym razem postanawiając zerknąć w jej oczy na nieznacznie dłużej. Że będziesz mnie chronić. Czy bycie współmatką było zapłatą, w takim razie? Wolała wiedzieć od razu, niezależnie od tego, jaka by była odpowiedź. Jak bardzo powinna podchodzić do kociąt jak do obowiązku, a jak bardzo jak do faktycznej próby założenia, hm. Rodziny? W pewnym sensie? Robiło jej się dziwnie na samą myśl o tym słowie. Spuściła wzrok.
- Mogłaś mi powiedzieć... wtedy. Przynajmniej bym b-była przygotowana w-wcześniej - dodała wyjątkowo neutralnie, może z lekkim zawodem, w pełni świadomie kontrolując swój ton. Wydawało się, że to wszystko było na serio. To nie był żaden żart. - J-jeśli bym nie chciała w ogóle ci zaufać, t-to byśmy nie miały tej rozmowy - czy to było normalne? Mieć takie potężne huśtawki nastroju? Mentalnie targało nią strasznie na prawo i lewo. Chciała, nie chciała. Czuła, nie czuła. Bała się i była zła, tylko po to, by po chwili przejąć się bardziej inną myślą i chwilowo zupełnie zapomnieć o tym, co czuła przed chwilą. A być może po prostu łatwiej jej było ignorować własne uczucia w imię wartości wyższych? A co, jeśli w słowach pointki była jakaś doza racji? - Ja... ufam. Ufam ci, Kraśna Klaczy. I... t-ty też mi możesz zaufać- dodała nieco pewniej, choć wcale się pewniejsza nie czuła. Ale chyba tego od niej chciała, prawda? Żeby ją zapewniła. I była gotowa spróbować, co nie zmieniało faktu, że była zupełnie zlękniona tym, co jeszcze mogła dodać wojowniczka.

[Obrazek: ZKkl6Tk.png]
xx⋆。゚☁︎ 。⋆。 ゚☾ ゚。⋆
Dla twego zdrowia życia bym nie skąpił
Po twą spokojność do piekieł bym zstąpił
xx-; Choć śmiałej żądzy nie ma w sercu mojem ;-
xxxxBym był dla ciebie zdrowiem i pokojem
I znowu sobie powtarzam pytanie:
xxxxxCzy to jest przyjaźń?
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxCzy to jest kochanie?

x
x
xixxTrawa Stream
xxiFabuły: 0/6 [x.xx.xxxx]
xxxxxxxxxx
LVL 2 95 / 150
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
3
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Gołąb nareszcie mówiła więcej. Czyli ten tematm ją zaciekawił, ale co by nie patrzeć, no, nie zaciekawiłby tylko kota, który nie rozumie co się wokół niego dzieje. Kotka została poproszona o bycie przyszywaną matką! To mimo wszystko nie była informacja, na którą mogła odwrócić głowę i powiedzieć "aha", po czym sobie pójść. Prawda??? Nie ona, nie Gołębia Łapa, nie ta, która stawiała innych ponad swoje własne dobro. Miała zbyt miękkie serce, a to zbyt miękkie serce mogła wykorzystać Klacz. Kotka, która upartością i złośliwością dążyła w życiu do celów. Która miała na celowniku pewne swoje idee i kamienie milowe, które prowadziły ją przez życie. Nikt nie mógł mieć z nią łatwo. Ani potencjalny partner, ani potencjalna... pomoc domowa, ani jej potencjalne kocięta. Wiedziała, że jest trudna, że nie jest lubiana, że ma ciężki charakter. Jednak czy bycie lubianym przez bandę przybłęd i wichrowych kotów, które nie zasłużyły na szacunek, coś by jej dało? Pfffff!
Kraśna Klacz nie do końca zrozumiała o jakie "wtedy" i jakie "mówiłaś" chodziło, ale najwyraźniej chodziło o jedną z ich przeszłych interakcji. Po prostu poszła zatem za tym, co jej przyniosła ślina na język, ale mówiąc prawdę. - W zasadzie to nad kociętami zastanawiałam się od jakiegoś czasu, nie bardzo długiego, ale jednak - skoro zostałam wojownikiem. Mniej więcej wtedy zaczęłam myśleć nad tym jakie mam opcje... i tutaj nie mam żadnych. W wichrze tak jak powiedziałam nie ma nikogo, komu mogłabym oddać geny i móc dzień w dzień patrzeć na pysk ojca moich kociąt. Ale samo poszukiwanie kogoś nie było planowane. Samo posiadanie dzieci teraz, w najbliższej przyszłości - nie było planowane. To wyszło nagle, dziś, życie postawiło mi szansę na kocięta i skorzystałam z niej. Większość klanu jest półkrwi, ja... - Skrzywiła pysk, odwracając głowę. Do tej pory patrzyła na Gołąb, mówiąc wszystko wprost do jej oczu albo przynajmniej gdzieś wokół jej osoby. Teraz nie potrafiła powiedzieć tego co chciała, spoglądając jej w oczy. -... najpewniej też nie mam całkowicie czystej krwi. Ale nie wiem jaką mam dokładnie... Czarny Koń jest wichrzakiem, więc ja też. Tego się trzymam. Skoro ja, nie mając wichrowego ojca mogę stać się wiernym kotem, lojalnym i takim, który chciałby, żeby ten klan nie upadł, pozostając w nim bez słowa podważania tego, to uważam, że moje kocięta też mają taką możliwość. Urodzone w wichrze są wichrzakami. Nie obchodzi mnie ich gromowa krew. Chciałabym oczywiście, żeby były czyste, ale... wolę tak niż jakieś bajki o magicznych kociętach Bijącej Niedźwiedzicy. Też ma kocięta z jakimś kocurem spoza wichru i tyle. Nie wierzę w takie bajki. - Powiedziała, raz używając nieco mocniejszego tonu, raz łagodniejszego, ale w całej sentencji wyszło to całkiem dobrze pół na pół. - Także nie mogłabyś być, bo to nie było w planach. Tylko myślałam co robić. Ja sama nie mogłam być gotowa wcześniej, teraz po prostu muszę wykorzystać swoją siłę i przejść przez to. - Dodała jeszcze, żeby Gołąb nie myślała, że Klacz robi jakieś dzikie plany bez jej udziału, o których sama wiedziałaby już od księżyców, bo tak nie było. To było nagłe.
Gołąb też obiecała, że jej ufa. Stwierdziła ta, podkreśliła to, powiedziała to nawet dwa razy. Kraśna Klacz poczuła jednak falę niepewności. Czy Gołąb mówiła to, bo tak właśnie czuje? Czy z obawy? Czy bała się Klacz czy faktycznie jej ufała? Tego z pewnością pointka i tak by się tego dziś nie dowiedziała, bo emocje i atmosfera... były dziwne. Nie znała tego doznania, to było całkowicie świeże i nowe, ale nieprzyjemne.
- W takim razie chcę żebyś wiedziała, bo z pewnością i tak byś mnie w końcu spytała. Kocur przegrał, ale też postawił mi warunek. Jedno z kociąt lub dwa mają być mu przekazane, a ja mam honor i godność i mam zamiar to zrobić. Nie potrzebuję wielu kociąt, potrzebuję mądrych kociąt. - Powtórzyła jej ten sam tekst, który powiedziała jemu, bo uważała go za odpowiednio trafny. Tak w sam raz.
Potem jeszcze postanowiła wrócić do pewnego pytania, które zadała jej wcześniej Gołąb. - I tak. Chcę żebyś mi pomogła. - Dodała, jeszcze wzdychając przy tym przy okazji. To był kolejny moment, w którym czuła, jakby traciła grunt pod nogami i swoją pewność siebie, a także image, który tworzyła. Silna Klacz ginęła w takich momentach, kiedy to przyznawała się do swoich własnych słabości. - Sama byłabym beznadziejną matką. Nie miałam w zasadzie idealnego autorytetu, który nauczyłby mnie jak kochać dzieci i je wychowywać, żeby wyszły na koty. Nie miałam ojca. Mogę je karmić, doglądać i zakazywać głupot, ale nie wiem jak je wychować. Potrzebuję pomocy kogoś, kto jest łagodniejszy, a jedynym kotem, który faktycznie ze mną rozmawia i nie zraził się do mnie, jesteś ty. Do rodzeństwa nigdy nie poszłabym z pomocą o wychowanie kociąt. Żadnemu kocurowi nie ufam na tyle, by prosić go o pomoc. Żadna kocica klanu nie przekonuje mnie na tyle, by powierzyć jej wychowanie. Są jeszcze matki... ale nie ufam im w tej kwestii. - Trochę to brzmiało, jakby Gołąb była jedynym kotem, który po prostu został po wykreśleniu całej listy lepszych kandydatów. Takiej listy jednak nie było. Nie istniał lepsze koty w tej kwestii. Bo ona... po prostu nie miała innych bliskich. Gołąb, którą obiecała chronić, a teraz poprosiła o pomoc, a sama czuła dziwne, nieopisane uczucia wobec niej, była najlepszym kandydatem w jej głowie. A czy faktycznie to był najlepszy kot spośród wszystkich, które mogła poprosić o pomoc... to inna kwestia. - Nikomu z nich nie ufam. - Spojrzała w stronę klanu, który był gdzieś za krzewami zasłaniającymi im widok, ale obie wiedziały, że tam jest.
LVL 7 300 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
21
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Naprędce analizowała jej słowa, patrząc przed siebie w cichym zamyśleniu. W jej głowie pojawiło się pytanie - okropne, paskudne, absolutnie niekomfortowe pytanie - i cisnęło jej się na język bardzo, bardzo mocno. Nie uważała, żeby w ogóle miała prawo je zadać. Nie było to ani na miejscu, ani nie było nawet w żadnym wypadku możliwe, by miało to na cokolwiek wpływ. A jednak. Nie potrafiła nie myśleć.
Całe szczęście kolejne słowa skutecznie ją od zapytania odwiodły. Tymczasowo. Słuchała z pewnym niedowierzaniem kolejnych niuansów, które stawiały wojowniczkę w jeszcze dziwniejszym świetle. Wtem ją olśniło. No tak. Czarny Koń. Nie słyszała o tym, aby miała jakiegokolwiek partnera, a jednak miała swój pierwszy miot. Można to było zrzucić na martwego partnera lub adoptowanie, ale teraz miała w sumie już dowód. I to komplikowało sprawy jeszcze bardziej. Zębatki w głowie Gołębiej Łapy ruszyły ze zgrzytem, ale przynajmniej w ogóle zaczęły działać. Jej futerko lekko się uniosło, a w oczach błysnęło coś nowego. Trochę niebezpiecznego. Postanowiła jednak nie wchodzić jej w paradę. Szczególnie, że sama zaczynała czuć się już tymi wszystkimi nowinami och, tak niesamowicie przygnieciona. Kolejny tydzień będą do niej wracać wspomnienia z tej rozmowy i spędzi zapewne parę bezsennych godzin co najmniej każdej nocy.
- J-jedynym? - zmiękła, zdecydowanie. Ale było to nieoczekiwane. Ktoś tak pozornie przebojowy, tak śmiały nie miał przyjaciół, nie miał partnera, nie miał nawet znajomych godnych zaufania na tyle, by usłyszeć te nowiny przed nią. Przed terminatorką, która nawet nie upolowałaby ledwo chodzącego staruszka-piszczka na całkowicie wolnej przestrzeni. A jednocześnie miała przecież przed sobą przykład, że to wszystko, co na pierwszym spotkaniu sobą reprezentowała, wcale nie było w pełni prawdziwą Klaczą. I wolała póki co nie decydować, którą wolała bardziej. Pokręciła głową, zbierając na nowo myśli. - Czekaj. J-jestem jedynym kotem w tym klanie... któremu u-ufasz w tym momencie? - pomijając matkę, ale to zupełnie inna bajka. Miała ochotę jej wypomnieć jej poprzednie słowa o zaufaniu, ale też i o niepełnej krwi. Nawet nie złośliwie, a bardziej w kontekście zupełnego niezrozumienia, dlaczego zbudowała swoją całą maskę wokół wartości, które zmuszały ją do potężnych logicznych fikołków. Kim jednak była Gołąb, która myślała, że umrze od kleszczy albo od dotknięcia płatku kwiata w takim rozrachunku? Być może każdy miał jakieś swoje małe dziwactwa. Zamiast tego postanowiła zapytać zupełnie inaczej. - M-mam dwa pytania, w takim razie - i robiło jej się gorąco na samą myśl, aby je zadać. Nie tylko ze strachu i stresu. - Co byś zrobiła, g-gdybym... gdybym była k...kocurem? I, erm. C-co byś zrobiła, g-gdybym nie pochodziła z klanu W-wichru? Gdybym nie była czystej k-krwi? N-nawet w połowie? - Im dalej w las, tym z większym trudem przychodziło jej zapytać. Ale to był doskonały test. Mogła się nie przyznawać, dowiadując się jednocześnie nieco o jej zdaniu. Znaczy. Kocurem nie była, to było bardziej to idiotyczne pytanie, które ją zaczęło nękać w pewnej chwili z czystej, piekielnej ciekawości, ale już w przypadku tego drugiego nastawiała uszy. Nabierając jakoś tak trochę utraconej werwy. Może dlatego, że teraz puzzle zaczynały jej się układać w sensowne, większe kształty, zamiast mieszać ze sobą w bezsensowną wielokolorową papkę.

[Obrazek: ZKkl6Tk.png]
xx⋆。゚☁︎ 。⋆。 ゚☾ ゚。⋆
Dla twego zdrowia życia bym nie skąpił
Po twą spokojność do piekieł bym zstąpił
xx-; Choć śmiałej żądzy nie ma w sercu mojem ;-
xxxxBym był dla ciebie zdrowiem i pokojem
I znowu sobie powtarzam pytanie:
xxxxxCzy to jest przyjaźń?
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxCzy to jest kochanie?

x
x
xixxTrawa Stream
xxiFabuły: 0/6 [x.xx.xxxx]
xxxxxxxxxx
LVL 2 95 / 150
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
3
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Jedynym. A widziałaś, żebym z kimś rozmawiała inaczej niż złośliwie? - Spytała, rzucając jej pytające spojrzenie. Jeżeli przyszłoby jej do głowy więcej kotów niż jeden, to oddałaby jej cały szacunek, jaki posiadała. Kraśna sama z siebie nie była w stanie namierzyć w pamięci żadnego kota, z którym rozmawiała inaczej niż żeby się z niego śmiać, wytykać błędy albo śmiać się z niego. Nigdy nie rozmawiała z nikim tak na serio, po prostu, prosto, łagodnie, spokojnie. Szczerość wylewała się z niej w każdej rozmowie, jaką prowadziła, była prawdziwa, realna, ale jednocześnie jej ta prawdziwa strona oznaczała, że konwersacja z Klaczą przyjemna nie była.
Jednak pytanie Gołębiej Łapy na tyle zbiło jej z tropu, że aż musiała pojąć nieco więcej powietrza w płuca. Zadała jej dwa dziwne pytania. Niepotrzebne, według myśli kłusującej. Co by zrobiła? Co by zrobiła... - Co bym zrobiła...? - Powtórzyła po niej, wysunęła pazur i zaczęła sobie nim jeździć w ziemi. Tworzyła coraz głębszą dziurę, szlaczek, wyładowując emocje. Gołąb zadawała raz mądre, a raz całkowicie z dupy pytania. Kraśna Klacz oczekiwała po prostu, że przyjdzie, poinformuje ją o sytuacji, a ta podziękuje jej jak nigdy za to, że dostała taką ofertę od życia. Ha! od Klaczy samej w sobie! Czarna pointka była przez chwilę cicho. Szurała pazurem, wpatrywała się w ziemię, która zostawała pod jej pazurem. W końcu uniosła łapę, a brudny pazur wyłuskała, żeby był czysty. Dalej jednak nie patrzyła na szylkretke. - Oba te pytania są zbędne. Ani jedno, ani drugie nie jest prawdziwe, więc po co nad tym myśleć? - Odpowiedź Klacz mogłaby jej nie zadowolić, nie ucieszyć i nie usatysfakcjonować... jeżeli naprawdę chciała wiedzieć, to mogła w to brnąć, ale mogło to skończyć się płaczem, a dla Klaczy wybuchem złości. Lub nie. Mogło też skończyć się szczerą rozmową, zrozumieniem pewnych spraw i dojścia do wspólnych konkluzji, dlaczego Gołąb była taka zamknięta w sobie przy nienawidzącej przybłęd kotce, a lepszym zrozumieniem kogo dokładnie Klacz nienawidziła i czy były wyjątki. Spojrzała na nią, z dość skonfundowaną miną, pytającą "chcesz wiedzieć?".
LVL 7 300 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
21
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Przytaknęła. Aw. Zerknęła w bok, palcami u łapy wystukując niesłyszalny rytm. Nigdy dotąd nie zdarzyło jej się być dla kogokolwiek jedynym kotem w czymkolwiek. Kiedy przypominała sobie o jakiejkolwiek swojej relacji, to uznawała z góry, że nie jest jedynym znajomym swojego rozmówcy. I sądziła, że to jest stuprocentowa prawda; coś, co jest prawdziwe zawsze i wszędzie, niczym uniwersalna prawda. A jednak, spotkała wyjątek. Lecz w czymże wyjątkowa nie była Kraśna Klacz? Im więcej się o niej dowiadywała, tym więcej zasad o relacjach, które była pewna, że przyswoiła, jej łamała.
- ...nie - odparła szczerze, powracając do niej wzrokiem, chociaż tylko na chwilę. Zdecydowała się nie dopowiadać nic o rozległym przemyśleniu, w którym wypunktowałaby, jak to w sumie to nie wie o jej więziach i być może tam, gdzie oczy Gołębiej Łapy nie docierają, kryje się ktoś dla Klaczy na tyle istotny, by przynajmniej zamieniła z nim od czasu do czasu zdanie. Hm... chociaż...? Natchnęła ją pewna myśl. - Chy...chyba że z ojcem kociąt...? - spróbowała pytająco, ściszając mocno głos i unosząc brwi, co nadało jej niepewnego wyglądu. Nie, żeb próbowała pointkę do czegokolwiek przekonywać. Bardziej zastanawiała się, czy potencjalnych dawców genów traktowała aż tak fatalnie, że potrzebowała walk, aby ich do kociąt w jakimś stopniu zachęcać. Lub przymuszać.

Obserwowała dalsze poczyniania Klaczy ze sporym zaintrygowaniem. Jakiż zatem był jej zawód, kiedy swoimi genialnymi pytaniami nie dotarła donikąd. Uszy nieznacznie bardziej oklapły, a sama szylkretka pozostawała dłuższą chwilę w ciszy. Mogła się spodziewać, że tak łatwo nie będzie, huh? Pozostawało tylko ocenić, czy warto było drążyć. Mimo to, kiedy ich oczy się zetknęły, to nie wyglądało, jakby rozmówczyni była na nią jakoś zła. Więc te pytania nie były dla niej jednak takie złe, prawda? Wybadała grunt. Mogła pociągnąć jeszcze nieco dalej. Przynajmniej... przynajmniej dowiedziałaby się ostatecznie, w jaki sposób ich urojoną relację widzi Klacz. Gołąb mogłaby się sama dopasować, zamiast tkwić w nieprzyjemnej niewiedzy i domysłach. A te ostatnie były dla niej najgorsze. Co miała do stracenia? I tak przeżyła tu już całą gamę emocji, a to był dopiero początek, patrząc po tym, że miała z nią zacząć przebywać jeszcze więcej. Lepiej było spróbować ślepego strzału już teraz. W przypływie chwilowej werwy, jeśli można to było tak nazwać.
- Boo... - znów odwróciła wzrok, przymykając powieki do połowy i pochylając lekko głowę. Bardziej potulnie. Delikatnie. - D-dużo... to dla mnie z-znaczy, żeby znać odpowiedź - wymamrotała nieśmiało po namyśle. - A-ale jeśli nie chcesz, to tylko powiedz, czy, ermm. Bo... czy jest w ogóle... czy jestem... czy p-poza tym, że z tobą r-rozmawiam, jest we mnie coś... więcej? D-d-dla ciebie? - wydukała w końcu, ukrywając łapy we własnym futrze w akcie cichego speszenia. Przynajmniej niech to jej rozjaśni raz, a porządnie. Bez żadnych niedomówień. W pewnym sensie to liczyła też na odpowiedź, skąd względem niej Klacz miała tyle zaufania, żeby powiedzieć o kociętach. Spora sprawa. Niby mówiła o tym, że nie nadawała się na matkę i potrzebowała kogoś łagodniejszego, ale... ale to jej nie satysfakcjonowało. Chciała usłyszeć konkrety. Choćby znowu miała rozpętać burzę.

[Obrazek: ZKkl6Tk.png]
xx⋆。゚☁︎ 。⋆。 ゚☾ ゚。⋆
Dla twego zdrowia życia bym nie skąpił
Po twą spokojność do piekieł bym zstąpił
xx-; Choć śmiałej żądzy nie ma w sercu mojem ;-
xxxxBym był dla ciebie zdrowiem i pokojem
I znowu sobie powtarzam pytanie:
xxxxxCzy to jest przyjaźń?
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxCzy to jest kochanie?

x
x
xixxTrawa Stream
xxiFabuły: 0/6 [x.xx.xxxx]
xxxxxxxxxx
LVL 2 95 / 150
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
3
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Gołąb odpowiedziała zgodnie z prawdą. "Nie". Bo nie mogła widzieć takiej sytuacji, bo ta nie wystąpiła. Chciała jej pokiwać głową, jednak przerwała w pół pierwszego kiwnięcia, bo szylkretka dodała największą głupotę, jaką dziś wypowiedziała. Klacz od razu, momentalnie, jakby odruchowo - parsknęła. - Z tym kocurem z gromu? Proszę cię. Stwierdził, że wolałby przedłużyć geny karaluchem niż ze mną, więc śmiałam się z niego, że tak nisko mierzy, że wolałby za partnerkę jakąś gąsienicę czy karalucha, zamiast kocicy. - Zaśmiała się potem jeszcze krótko. - Dobre. Nie, nie, z nim to już zdecydowanie nie. Jak oddam kocięta, to już nigdy się nie spotkamy. - odpowiedziała jej, ze swoim typowym, zwyczajowym silnym uśmiechem, z pewnością siebie w oczach.

Dalsza część ich rozmowy nie była taka zabawna. Klacz miała teraz ciężki orzech do zgryzienia, ale poczuła się strasznie niesprawiedliwie potraktowana. Gołębia Łapa odkrywała karty w charakterze Klacz, które były nieprzyjemne dla kotki, a teraz jeszcze kazała jej się w nie coraz bardziej zagłębiać i szukać tych cech, które pointce niekoniecznie odpowiadały.
Nie chciała wiedzieć, że była gotowa prosić słabego kota o pomoc. To oznaczało, że sama jest słaba.
Nie chciała musieć szukać pomocy w rozrodzie w obcym klanie. To oznaczało, że jest słaba. Nie chciała musieć wyrażać swoich uczuć, zamiast kryć je pod maską siły i determinacji. To oznaczało, że jest słaba.
Każde takie głupie pytanie wzbudzało w niej niechęć do Gołąb, a mimo to miała problem po prostu wstać i sypnąć jej piachem w oczy, czy odwrócić się i pójść w przeciwnym kierunku. Patrzyła na nią z otwartym pyskiem, jakby chciała coś powiedzieć, ale za każdym razem jak próbowała, kończyło się na "ja..." i "erghh..." oraz "no.. e...". I tak kilka razy. Nie miała słów. Nie mogła żadnych znaleźć. - Czemu oczekujesz ode mnie tych odpowiedzi? Już wystarczająco źle się czuję. - Wstała i spojrzała na nią z góry. - Zaraz wrócę. - odparła i odeszła kawałek, znikając gdzieś za krzewami.

Potrzebowała chwili na ochłonięcie. Musiała zebrać myśli. A może powinna stamtąd iść? I udawać, że nigdy jej o nic nie prosiła? Może to byłby lepszy wybór. Udawać, że problemu nie ma, a on się rozpłynie. bardzo wolałaby teraz móc nazywać Gołąb złośliwie "swoją myszką" czy "swoja Gołębicą", ale tamta zadawała nieprzyjemne, niekomfortowe pytania. Świdrowała jej głowę, a Klacz się dawała. Zrobiła się słaba. Nie mogła być słaba. Zrobiła kilka kółek w miejscu, patrząc w ziemię, machając ogonem w emocjach. - Nie wiem, nie wiem, nie wiem, nie wiem, nie wiem, nie wiem... - Powtarzała do siebie cicho. Nie mogła dojść do tego, co odpowiedzieć, ale nie chciała uciekać. Nie była tchórzem jak niektórzy. Musiała zmierzyć się z tym. W końcu stanęła i świdrowała oczami jeden punkt.

Mijały bicia serca, dziesiątki bić serc. Setki bić serc. A klacz dalej myślała, dalej gapiąc się w jeden punkt. W końcu uniosła głowę i skierowała ją w stronę krzewów. Skierowała swoje kroki z powrotem do miejsca, w którym była jej rozmówczyni. Stanęła przed krzewami, widząc kawałek głowy niebiesko-kremowej. - Gołąb. Wyjdziesz tu do mnie? - Spytała, swoim typowym, mocnym głosem.
LVL 7 300 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
21
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Rozdziawiła pysk w lekkim zaskoczeniu. Och. W sumie to sama nie była pewna, czego się spodziewała, podając taką sugestię. Miała ochotę powiedzieć naprawdę wiele rzeczy. Że jest lepsza - a już na pewno ładniejsza i czystsza - od karalucha. Że nic dziwnego, że nie chce się z nim zadawać po takim komentarzu, choć zastanawiać się zaczęła, na ile to był żart, a na ile realna odpowiedź. No i chciała też zapytać, tak po prostu, czy ją to ubodło. Nie wyobrażała sobie samej otrzymać słowa o karaluchu w momencie, gdyby była zdecydowana na posiadanie kociąt. I ten kocur tak bez żadnych skrupułów zacząłby jej wygadywać takie rzeczy. Czy coś by z tym zrobiła? Ciężko jej było ocenić, skoro nigdy nie znalazła się w takiej sytuacji. Podświadomie jednak przeczuwała, że nie byłyby to w żadnym wypadku przyjemne dla niej słowa. Stąd też spojrzała na Klacz z pewną dozą zmartwienia, która po chwili okazała się już niedostrzegalna. Również i tym razem nie odpowiedziała. Ot, skinęła głową, postanawiając nie kontynuować tematu.

Co najmniej nieoczekiwanym było usłyszeć, jak Kraśna się sama gubi w słowach. Do Gołąbka dotarło, jak ona sama musiała w takich momentach żałośnie brzmieć. Jeszcze mniej pewnie siebie, bardziej nerwowo i jąkająco. Szybko oskarżenie pointki przebiło się przez wcześniejsze myśli szylkretki, wywołując w niej, o rety, kolejne wyrzuty sumienia. Ale nawet nie do końca rozumiała, dlaczego. Nie patrzyła na nią, kiedy wstała i odeszła, lecz kiedy pozostała sama, to ułożyła się wygodniej, odetchnąwszy ciężko. Wiele by dała, aby znaleźć teraz jakąś kałużę, by móc sprawdzić poziom skołtunienia swojego futerka. Nie przejmowała się nim jakoś specjalnie, a już szczególnie w ostatnim czasie. Przynajmniej zajęłaby myśli czymś innym, zamiast ciągle tylko Klaczą, Klaczą, i Klaczą.
- Ja? Matką? - jęknęła cicho do samej siebie, z poczuciem przegranej opierając głowę o przednie łapy. Przed jej nosem tańczyło parę długich źdźbeł trawy, na które zezowała wzrokiem. Co jakiś czas chuchała na nie powietrzem, wprawiając je w intensywniejszy ruch. Tańczyły, jak im zagrała. Czy i ona chciała tańczyć tak, jak jej zagrano? No ale przecież to była inna sytuacja. Gdyby naprawdę chciała ją zmusić, to by jej nie pytała. Nie martwiłaby się w pierwszej kolejności, prawda? Przecież mogła przyjść, zignorować jej humor, poinformować o kociętach i sobie pójść. Koniec, kropka. I albo Gołąb by się dostosowała, albo poniosłaby konsekwencje swojej niesubordynacji. To byłoby o wiele prostsze rozwiązanie. Zwyczajnie nie miałaby wyboru. Nie mogłaby nic zakwestionować. Może i by się stała podnóżkiem, jasne. Ale może takie życie wcale nie byłoby takie złe?

Zatopiła się w myślach na tyle głęboko, że aby zejść z poprzednich torów, potrzebowała dobrych paru uderzeń serca. Dopiero wtedy podniosła się chwiejnie, dopiero po chwili odzyskując pełną stabilność. Byłoby łatwiej, gdyby jej łapy nie zrobiły się odrętwiałe. Nic dziwnego. Siedziała tu w końcu o wiele dłużej od Klaczy.
- Mhm - mruknęła ledwie słyszalnie, podchodząc do niej bliżej. W głowie Gołębiej Łapy zabłysła czerwona lampka. Czy coś było nie tak? Zdecydowanie, skoro przez jej słowa wyszła. Pytanie tylko, co w takim wypadku miało się zadziać. Chyba nie zamierzała...? - Jesteś zła? - zapytała błyskawicznie szybko, podnosząc niepewnie głowę. Być może i palnęła kolejne głupie słowa i tylko bardziej rozeźli wojowniczkę. A może wcale nie jest zła. Albo po prostu dobrze to ukrywa. O Gwiezdni, skąd Gołąb miała cokolwiek wiedzieć, kiedy wszystko wokół było takie niezrozumiałe?

[Obrazek: ZKkl6Tk.png]
xx⋆。゚☁︎ 。⋆。 ゚☾ ゚。⋆
Dla twego zdrowia życia bym nie skąpił
Po twą spokojność do piekieł bym zstąpił
xx-; Choć śmiałej żądzy nie ma w sercu mojem ;-
xxxxBym był dla ciebie zdrowiem i pokojem
I znowu sobie powtarzam pytanie:
xxxxxCzy to jest przyjaźń?
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxCzy to jest kochanie?

x
x
xixxTrawa Stream
xxiFabuły: 0/6 [x.xx.xxxx]
xxxxxxxxxx
LVL 2 95 / 150
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
3
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Gołąb do niej wróciła i od razu zaczęła pytać Klacz o kolejne rzeczy. - Przestań. - Odparła, patrząc w jej oczy, mówiąc twardo. - Zacznij przejmować się sobą, nie tylko innymi. Jak mam cię bronić i spełnić obietnicę, jeśli nie będziesz miała odpowiednio dużo sił, by przyjść do mnie z problemem? Powinnaś walczyć o siebie. - Wypuściła powietrze, lekko marszcząc brwi. - Nie, nie jestem zła. - Znów spojrzała na nią, mając widocznie skrzywione brwi do środka, ale nie wyglądała na złą. Bardziej zmieszaną. - Po prostu dużo emocji mną targa, których nie rozumiem. I przez to nie wiem co ci odpowiedzieć. - Odparła i usiadła. Chciała siedzieć tu, nie pod krzaczorami, bo słońce dodawało jej trochę pozytywnej energii./ Widząc świat wokół, a nie będąc zamkniętą, czułą się lżej. Wiatr smagający jej futro tulił ją po obu stronach. - Nie potrafiłaś odpowiedzieć mi raz, a porządnie, odnośnie swoich problemów. Ja nie potrafię odpowiedzieć ci konkretnie w tym o co ty pytasz. - Spojrzała na niebo, w stronę słońca i pozostawiła kilka sekund ciszy nim się znów odezwała. - Jakbyś była kocurem, to pewnie bym się z ciebie śmiała. Albo cię zignorowała. Nie lubię słabych kocurów. - Machnęła ogonem, kolejny raz marszcząc brwi, ale tylko na dwa uderzenia serca. Potem spojrzała na nią. - Nie jesteś kocurem, więc cię to nie dotyczy. jak do mnie przyszłaś i cię zaczepiłam, złapałam za słówko, to mi się spodobało. Dawało mi radość śmianie się i świdrowanie ci głowy. - Mówiła szczerze, najpewniej smucąc Gołąb. Jednak nie mogła kłamać i zmyślać. Po co? Po to, żeby potem pogubiła się w swoim kłamstwie? Żeby dawała Gołębiej Łapie jakieś złudne wrażenia? Po co? Serio - po co? - Ale potem... na ceremonii usiadłyśmy razem, czułam jakbym miała ze sobą kogoś, kto po prostu jest po mojej stronie. Wmówiłam to sobie może, nie wiem. Ale siedziałaś ze mną. A potem... potem zagadałaś. Chciałaś ze mną rozmawiać. Na kolejnej ceremonii znów się do mnie przysiadłaś. Chciałaś ze mną siedzieć i rozmawiać. i to ty chciałaś, żebym to ja była twoim mistrzem. Nie rozumiałam czemu. I nadal ciekawi mnie czemu. Ale... widzisz o co chodzi? Naprawdę nikt inny nie próbuje ze mną rozmawiać, ty próbujesz. Nie wiem tylko czy to ze strachu przede mną, z troski, litości czy lubienia mnie. - W końcu jej myśli zaczynały składać się w jakąś całość. Chyba... była... zdesperowana? Widziała siebie jako słabą. Ten jeden dzień mogła czuć się słaba... od następnego dnia znów będzie silna. - Żałośnie brzmię. Powinnam być silna i twarda, nie taka miękka. - Rzuciła zły wzrok na ziemię pod łapami Gołębiej Łapy, czując wstyd przed nią i złość na siebie. - Argh. - Wyrzuciła emocje krótkim okrzykiem i potem znów spojrzała na nią, twardym wzrokiem. - Z mojego punktu widzenia od zawsze jesteś w wichrze. Po urodzeniu byłaś tutaj. Pamiętam jak miot Żbikopręgiej się pojawił. Ja miałam wtedy... z 10 księżyców? Pamiętam to. Ignorowałam was, ale pamiętam. Byłaś tu, miałaś inne uszy wtedy i teraz. nawet jakbyś miała mieć inne geny, to jesteś tu od zawsze, przez całe swoje życie. Tak długo jak nie opuszczasz klanu jesteś wichrzakiem. Krew to jedno, ale określa nas też to co z nimi zrobimy. Pomarańczowa Łapa niby się tu urodziła, a uciekła i teraz wróciła. Co z tego, że ma wichrowe geny, skoro zostawiła klan? Więc... po prostu zrób wszystko, żebyś ty mogła być uważana za prawdziwego wichrzaka. No... ale to gdybyś nie miała genów wichrowych. - Bo nadal Gołąb nie stwierdziła, że ich nie ma. W głowie Klaczy było to więc pytanie retoryczne. Nie mogła mieć takiego samego podejścia do sprawy jak jeszcze dzień wcześniej, żeby nie wychodzić na całkowitego hipokrytę. Miała kocięta z kocurem z gromu, musiała zmienić nieco podejście. Dla siebie samej chociażby, żeby nie zwariować. - Nie wiem co czuję... mam bardzo niepoukładane uczucia w sobie... im jestem starsza tym głupsza chyba. - Polizała się po piersi. - Oby tylko te kocięta nie były takie durne jak ja. - Odparła i lekko się uśmiechnęła, spoglądając w dal, po swojej lewej stronie.
LVL 7 300 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
21
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Przestań.
Gołąb faktycznie zamilkła. Pozwoliła jej mówić, siedząc w zupełnej ciszy, dopóki Klacz nie skończy. A rozmówczyni kończyć szybko nie zamierzała. Usłyszała naprawdę wiele. Część rozumiała. Części nie. Były i słowa, które bolały - owszem. Całe jej skupienie jednak poszło w stanie tam, przed krzakiem, i słuchanie. Nawet jej ogon nie podrygiwał, ni uszy ruszały. Stała, cała niby zamrożona w niekończącej się rozmowie. Tym, co jednak odróżniało tę rozmowę od innych było to, że wiedziała, że stąd już uciec nie może. Zbyt dużo teraz wiązało się z Kraśną Klaczą i to - o zgrozo - także i z winy samej Gołębiej Łapy. Jedna jej połowa była absolutnie tym faktem sfrustrowana, w jakie też obowiązki się wplątała i jakich głupot narobiła, mówiąc za dużo, prosząc o jeszcze więcej i doprowadzając do tego, czego doświadczały teraz obydwie. Do tego zatrzymanego w czasie niby-konfliktu. Nawet tego nie wiedziała. CZYM było to, co teraz prowadziły? Wzajemnym ventem? Udowadnianiem sobie czegoś? Próbą zrozumienia, jakby krzyczały do siebie jedna z Księżyca, a druga z Ziemi? Bo tak się teraz trochę czuła. Jakby słyszała coś innego, niż w rzeczywistości wypowiadała Klacz.
Jak się okazało, słowa kiedyś miały swój koniec. Cisza jednak ciągnęła się nadal. Tym razem nie tylko z jej strony, ale także i Klaczy. Wiedziała, że nim zrobi się zbyt długa przerwa, to będzie musiała coś dodać. Wbić się idealnie między jej jedną, a drugą myśl, nim wojowniczka dopowie coś więcej. Musiała jakoś to wyjaśnić. Chociaż odrobinkę. To całe nieporozumienie.
- Ja... - no właśnie. Musiała spróbować, żeby zabrzmiało to lepiej. Powiedzieć wprost, zdaje się. Zaczęła kwestionować, czy miała na to dzisiaj siły. Jednocześnie obawa przed tym, co zastanie, kiedy obudzi się następnego dnia rano, powodowała w niej nieprzyjemne świdrowanie w brzuchu. Musiała. - ...jakbyś chciała dostać m-moją prawdziwą o-opinię... - czuła, jakby grała na czas, choć doskonale wiedziała, co miało zostać powiedziane. - Nie jesteś durna.
Przystąpiła z łapy na łapę, ale nie energicznie. Powoli, jakby z rozmysłem. Chciała ważyć słowa. Powiedzieć to, co powinna, co będzie dobrą decyzją. Tylko tu się pojawiała przeszkoda. Najzwyczajniej w świecie nie miała bladego pojęcia, co był odpowiednie. Mogła jej powiedzieć więcej o sobie, jasne. Ale czy to o to w tym momencie chodziło? Nie. Nie potrafiła się zgodzić z jej poglądem. Z tym zaszufladkowaniem, jakie otrzymała. Przejmowała się sobą, nawet bardzo. Ale to była jej walka, a nie innych. I tu dla szylkretki różnica stawała się diametralna. Być może to było złudne wrażenie, jasne. Zbyt łatwo jej to było teraz zbyć, kiedy Kraśna Klacz zdawała się być w o wiele gorszym stanie, niż ona sama. Cóż. Gołębia Łapa przynajmniej miała znajomych. Kogoś, kto nazywał ją przyjaciółką, niezależnie od tego, jak bardzo w głębi duszy, będąc w szczerości sama ze sobą, mogła faktycznie te słowa potwierdzić. Pointka miotała się jak ryba wyciągnięta z wody, ot co. I trzeba było ją odpowiednio naprowadzić, żeby skończyła mówić te wszystkie okropne rzeczy. Musiała być chociaż w minimalnym stopniu na nią zła, skoro mówiła jej takie rzeczy. O tym Gołąb była przekonana i nie akceptowała w tym momencie żadnych innych wyjaśnień. Być może po prostu wolała o tym nie myśleć. Nie tu, nie teraz i nie przy niej.
- Jesteś... - zrobiła pauzę. Króciutką, aby zerknąć jej szybko w oczy, nim uciekła z powrotem, intensywnie wpatrzona w ziemię. Jakie by było najodpowiedniejsze słowo? - ...inna. Wy...jątkowa - ściszyła głos. Tym razem jej celem były łapy. Patrzyła w swoje łapy, całkowicie skryte w cieniu. Czy zawsze były tak śmiesznie puchate?
- Nie masz tak czasem? - zapytała półgłosem. Niezwykle słabo, nawet jak na siebie. - T-takie... hm. Dziwne uczucie. I-inności kogoś - dopowiedziała, nie wiedząc, czy w ogóle powinna kontynuować. Zamilkła znów, niekoniecznie w ogóle potrafiąc opisać, co miała konkretnie na myśli. Ale czy zachodziła w ogóle potrzeba? Pewnie to było i tak tylko z jej strony. Ale to nic. Wystarczyło, że Gołąb wiedziała, by w ogóle kontynuować to wszystko, co rozpoczęły wspólnie. Odetchnęła z trudem, zmuszając się do wzięcia głębszego tchu. Z nikłą nadzieją, że to pomoże.
- I j-jeśli chcesz... t-to możesz być słaba. Z-ze mną. Taka Klacz to też Klacz, i... i też ma prawo d-do życia, uhm - miała wrażenie, że ubrała to w wyrażenia bardzo dziwne. Ale już słowo się rzekło i nie mogła się wycofać. Zamiast tego mogła po prostu przejść dalej. Udawać, jakby wszystko do tej pory brzmiało normalnie. Byleby się nie zatrzymać wpół zdania. - Połowę życia p-przesiedziałam w lecznicy. Drugą - p-próbując wrócić do klanu W-wichru i znaleźć w nim m-miejsce dla siebie. I jeśli... jeśli m-moim miejscem w naszym klanie j-jest bycie matką twoich kociąt, to to zaakceptuję. Żaden ze mnie wojownik tak czy siak - jej słowa cichły coraz bardziej, zmieniając się już całkowicie w szept. Słyszalny, acz cichy. Pozostawało jej mieć nadzieję, że coś tym wszystkim wskóra. Nie była najlepsza w słowach, ups.

[Obrazek: ZKkl6Tk.png]
xx⋆。゚☁︎ 。⋆。 ゚☾ ゚。⋆
Dla twego zdrowia życia bym nie skąpił
Po twą spokojność do piekieł bym zstąpił
xx-; Choć śmiałej żądzy nie ma w sercu mojem ;-
xxxxBym był dla ciebie zdrowiem i pokojem
I znowu sobie powtarzam pytanie:
xxxxxCzy to jest przyjaźń?
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxCzy to jest kochanie?

x
x
xixxTrawa Stream
xxiFabuły: 0/6 [x.xx.xxxx]
xxxxxxxxxx
LVL 2 95 / 150
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
3
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
"Moją prawdziwą opinię". W głowie Klaczy to bardzo wybrzmiało. Bo nie wierzyła w to. Nie w tej chwili, w każdym razie. Czuła, że weszła w życie Gołąb z buta i, no, po prostu wiedziała, że tamta może teraz klepać trzy po trzy, byle tylko nie denerwować pointki. Tak to sobie wyjaśniała, tak to tłumaczyła. To tylko miało sens w jej głowie. Może i Gołąb faktycznie tak uważała, ale Klacz nie wierzyła. I nawet gdy usłyszała "jesteś inna, wyjątkowa", jej oczy poleciały na Gołąb, ale pysk nie odwrócił się. Oczy miała nieco smutne w tej chwili. Nie wierzyła. Nikt nie mógł tak o niej myśleć. Nikt jej nie lubił Gołąb też nie. Na pewno nie. Mówiła to byle coś mówić. To nie była prawda. Jej słowa nie miały... nie miała dowodów na to co mówi. Nie miała. Klacz dała tym słowom pozostać po prostu bez komentarza, nie psując tej chwili, momentu rozmowy, w którym Gołębia Łapa skupiła się na wypowiedzeniu "prawdziwych" niby myśli. 'Nie wierzę" było w głowie Kraśnej jeszcze przez chwilę. Nie dopuszczała tego do siebie. Jej umysł po prostu nie potrafił znieść tej myśli, że ktoś mógłby faktycznie uważać ją za wyjątkową, a nie za padlinę dla wron. Odwróciła wzrok. Nie odpowiedziała na pytanie odnośnie odczuć co do wyczuwania, że ktoś jest inny. Dla niej każdy był gorszy niż ona sama, nie potrzebowała wchodzić głębiej w jakieś głębsze rozważania kto miał większą, a kto mniejszą wartość. Była złośliwą skneruską - wiedziała. Nigdy jej to nie przeszkadzało. Dopiero teraz się nad tym zastanawiała, ale nie potrafiłaby stwierdzić, że robiła źle. W żadnym wypadku.
W końcu Gołąb wypowiedziała słowa, które bardziej urzekły Klacz. Mogła być słaba? - Nie... - Odparła od razu, gdy Gołąb to mówiła, ale tak cicho, jakby wcale nie chciała jej przerwać no i faktycznie szylkretka kontynuowała. Klacz słuchała dalej. Chciała wyjść z siebie, stanąć obok i kazać tej drugiej sobie rozwiązać całą tą sytuację. Czemu czuła, jakby teraz chciała po prostu rzucić się na Gołąb i kazać jej przynieść jej coś do jedzenia? Jednocześnie przytulić i podziękować za jej słowa? Które emocje były prawdziwe? Może żadne nie były. Może wszystko było złudzeniem. A jeśli one wcale tu teraz nie stały? Może ich tu nie było? Ależ one dwie były durne... Klacz położyła się na ziemi. Kładąc głowę pomiędzy swoimi łapami. W tej chwili jej wzrok zawieszony był na łapach Gołąb. Tych puchatych... chyba były mniej puchate niż zawsze. Uniosła wzrok wysokość jej klatki piersiowej, wyżej nie dała rady, więc zaraz je zamknęła. I próbowała uspokoić oddech. Złe emocje się w niej nagromadziły. Złe wobec Gołąb - nie chciała ich uzewnętrzniać. Czuła, że nieważne co Gołąb by powiedziała, to byłoby poniekąd źle. Nie dlatego, że ta źle dobierała słowa czy w ogóle robiła coś źle. Nie! Starała się, robiła co mogła w tej pokręconej sytuacji. To była kwestia Klaczy, która stała na sypiącym się gruncie. - Nie, nie mogę być słaba. - Powiedziała tym razem pełnym zdaniem. Normalnym głosem, dało się w nim wyczuć żal wobec siebie. Głos jej się lekko załamał. Gołąb poznała jej słabą stronę. Czarna kocica zakryła pysk łapami, nie dając dotrzeć do niego światłu dziennemu. Czy zawsze było tak jasno? Czy tylko dziś? Słońce nagle zaczęło ją oślepiać i już nie dawało energii, a zamiast tego ciążyło jej na barkach. Miała być tą silną. - Muszę być silna. - Mruknęła, ale było ją słychać gorzej niż przed chwilą, bo głos w połowie roznosił się między łapami.
Znów zamilkła. Na chwilę. Długą chwilę. Coraz dłuższą chwilę. Wyjęła pazury z łap, wciskając je sobie w głowę, co trochę bolało, ale nie narobiło szkód. Po prostu wyładowywała emocje małą porcją ścisku na głowie. Odłożyła łapy z głowy, ale głowa dalej była na ziemi. A pazury nadal wyjęte. - Nie każę ci być ich matką. To nie jest "twoje miejsce" narzucone z góry. Nie musisz się godzić. To nie ma być z litości. Ale może poczujesz się tutaj lepiej, mogąc zająć myśli opieką nad nimi. Może coś ci to da. Może. - Nie wiedziała. Sama nie była jakimś wielbicielem kociąt, po prostu chciała swoje, ale czy będzie dobrą matką i dostaną tyle uwagi ile powinny, to raczej by się nie spodziewała. Czy zależało jej, aby być lepszą matką niż Czarny Koń? Nie za bardzo. Jednak miała zamiar wychować je inaczej, niż jej matka. - To prośba. I możliwość. Ale nie chcę niczego z litości. Nie chcę niczego na siłę. - Dalej leżała na dole, dalej nie potrafiła się podnieść. Czułą ciężar. Nie miała pojęcia co się dzieje... czuła jakby ta historia z kociętami i Gołąb, która była słaba, ją rozczulały i osłabiały. - Muszę być silna... - Dodała jeszcze na końcu, ledwo słyszalnie, znów zakrywając głowę, ale ze schowanymi pazurami. Gdyby ktoś ją teraz widział, to pewnie pomyślałby, że Gołębia Łapą ją pobiła. Czuła się żałośnie.
LVL 7 300 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
21
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości