Księżyce: 48 Mistrz: Wędrujące Światła -> Świerkowa Igła Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Żbikopręga || biol. Misia Ojciec: Klekoczący Bocian || biol. nie wiadomo Partner: relacja urojona. Trwałe urazy: 1) urwany ogon (została może 1/4 od nasady) i lekko wystający kikut po ataku psa || -2 do Zręczności (już odjęte w statystykach!)
2) postrzępione prawe ucho, urwany czubek
Europejski typ pyska | przytyła nieco! | nieznacznie niższa od przeciętnej | niebiesko-kremowy szylkret | pręgi tygrysie na kremowych plamach | heterochromia (prawe niebieskie, lewe zielone) | długofutra | uszy typu curl | biel w dolnych partiach ciała, także na pysku (policzek+pod oczami) i łapach, brak bieli na ogonie | króciutki ogon-kikut | postrzępione prawe ucho
Obecny mood: WICHER WRUMĆ
Gołębia Łapa bardzo by chciała wrócić do domu. Po ataku psa i porwaniu przez Dwunoga ma dość Osiedla i próbuje po prostu przeżyć. Będzie potrzebowała czasu, aby zmienić swój tryb życia na bardziej spokojny, póki co żyjąc adrenaliną.
Bajeczna Łapa[KG/nkt]
Skrzypiąca Łapa [GK/KRz]
Chciałaby umieć jednoznacznie rzec, że lubiła Klacz. Naprawdę. Sytuacja jednak wyglądała tak, że sama nie wiedziała, czy mogłaby tak powiedzieć szczerze, z pełną śmiałością i bez chwili wahania. Otóż nie. Sama nie wiedziała, czym było to... wszystko. Ten cały chaos w jej głowie. Miała jedynie świadomość, że w rzeczy samej, było to coś odmiennego. Przy okazji zapewne wiele by jej dało, gdyby faktycznie mogła głębiej zerknąć pod futro pointki - do wnętrza jej głowy. Usłyszeć choć parę myśli, które nie zostały przepuszczone przez żaden ochronny filtr. Wpierw na swoje słowa nie otrzymała konkretnych odpowiedzi. Żadnego wtrącenia. Wiedziała jednak, że słuchała. Gdyby tak nie było, to nie dostrzegałaby żadnych drobnych znaków. Nie wiedziała wprawdzie, co one oznaczały, ani czy były dobrą oznaką czy złą, lecz były obecne. I brała to pod uwagę. Być może niewarte były reakcji? Być może nie tędy droga. Pytanie, na ile planowała to zignorować, a na ile przyjęła bez słowa komentarza do świadomości. Tego już Gołąb nie mogła wiedzieć.
Nie była pewna, czy dobrze usłyszała ciche wtrącenie. Zastrzygła uchem i tyle. Niepewna, po prostu nie dopytywała. Zapewne i tak nie miała tego usłyszeć. Nie miała też bladego pojęcia, jak zareagować na to, co działo się później. To, jak Kraśna Klacz zaczęła pękać i łamać się na drobne kawałeczki, wywoływało w Gołębiej Łapie czyste przerażenie. No bo to nie wyglądało zdrowo. Nie wyglądało dobrze. Było realnie niekomfortowe. Przykre. Żałosne, nawet. Nie powstrzymywała jej słów, jej przemocy, nic. Mogłaby sobie nawet i wyrywać całe kępki kłaków z łba, a terminatorka stałaby biernie, jak obserwator czegoś fascynującego. Nowego. Niespodziewanego. Strasznego. Nie chciała być już więcej nigdy świadkiem czegoś takiego. I nie potrafiła zrozumieć, w jaki sposób takie zachowanie mogłoby działać jakkolwiek pozytywnie na kogokolwiek. Lepiej było nie drążyć, nie zadawać głupich pytań i zakończyć rozmowę w zalążku, naprawdę. Nie chciała zostawiać kotki w takim stanie. Ani jej do takiego doprowadzać.
Kiedy już język w gębie jej wrócił, to wypadało coś powiedzieć. Cokolwiek, doprawdy. Znowuż. Wypadało. I była do tego absolutnie najgorszą osobą na całym świecie.
- Nie musisz - mruknęła w odpowiedzi, nie patrząc na nią. Czy takie ciche, zmęczone, niepewne zapewnienie cokolwiek dawało? Pewnie nie. - M-miałam proponować Gwieździe n-nową rangę. Rozmawiałam już z... z W-wędrującymi Światłami i Ś-świerkową Igłą. Ale... ale to dalej mnie nie zapewniało. N-nie wiem. Co w ogóle bym miała... powiedzieć? - ostatnie słowo zaintonowała wyjątkowo zagubienie. - Może, może to szansa. Na d-dowiedzenie się, czy w ogóle w-warto iść do Gwiazdy. Może po prostu zostanę M-matką. Mogłabyś wtedy przynosić t-tyle kociąt, ile byś chciała - wymamrotała niezręcznie, choć w jej głowie to wyznanie brzmiało całkiem nieźle. Wręcz świetnie. Kiedy jednak powiedziała to wszystko na głos, to zaczynała powątpiewać. W końcu zasugerowała jej więcej kociąt. Czy w ogóle by była tym zainteresowana? Jaki to w ogóle miało wydźwięk? Dla niej niby normalny. Ale dla Klaczy już mogła proponować jakieś cuda niewidy, jakoby miała brać więcej genów od losowych kocurów i całe życie im matkować. Chociaż by nie musiała. W końcu od tego miałaby Gołębią Łapę. O ile... o ile faktycznie by jej się to spodobało. Nigdy nie czuła się odpowiednia. Nigdy nie chciała być odpowiedzialna, nawet za siebie, a co dopiero nowe, niedoświadczone życie. Za kocięta, które mogą sobie zrobić krzywdę nawet i w samej kociarni. Przyprawią ją o zawał serca. A może wcale nie? Pozostawało mieć nadzieję, że nie. Westchnęła. Spróbować nie zaszkodzi... prawda?
xx⋆。゚☁︎ 。⋆。 ゚☾ ゚。⋆ Dla twegozdrowia życiabymnieskąpił Po twąspokojnośćdopiekiełbym zstąpił xx-;Choć śmiałejżądzyniemaw sercu mojem;- xxxxBymbyłdla ciebiezdrowiemi pokojem Iznowusobiepowtarzampytanie: xxxxxCzytojestprzyjaźń? xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxCzytojestkochanie? x x xixxTrawa Stream xxiFabuły: 0/6 [x.xx.xxxx]
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Całe szczęście Gołębia Łapa przestała martwić się nadmiernie negatywnymi emocjami Klacz, a skupiła na sobie. To chciała w niej pielęgnować, nawet w tej chwili - skupienie na sobie, bo inni będą ratować własną dupę w chwili zagrożenia, a nie jej zadek. Musiała to w końcu pojąć. To nieco uspokoiło Klacz, która nie usłyszała kolejnego "jesteś zła?" albo nie daj... jakaś siło, która jest tam na górze, bo przecież nie gwiezdni - "czy nic ci się nie stało?". Niby normalne pytania, tak, ale Klacz nienawidziła przyjmować pomocy od innych, kłuło to w jej potrzebę bycia silną i bolało zawsze, gdy ktoś mógł pomyśleć, że ta opadła z sił, opadła ze swojej pewności siebie, werwy i dominacji. Ta sytuacja teraz była mimo wszystko trochę inna, bo oczywistym było, że Gołębia Łapa widziała Kraśną Klacz w okropnej sytuacji, uzewnętrzniającej jej silne emocje bycia słabą jednostką.
Klacz usiadła. Spojrzała na nią ze zmęczonymi oczami. Miała już dość tej rozmowy, tak strasznie dość. Myślała, że to wszystko potoczy się inaczej. Że ona podejdzie do szylkretki, złapie ją za słówko, za boczek i poinformuje o zostaniu matką. To coś teraz było jakimś cyrkiem, który NIGDY nie powinien mieć miejsca. Co prawda trochę śmiesznie zabrzmiało "Mogłabyś wtedy przynosić tyle kociąt, ile byś chciała". Uniosła na to brewkę, wyrażając swoje zdziwienie jej słowami. Ciekawa sprawa, ciekawe słowa. - Raczej nie skorzystam. Chciałabym w przyszłości faktycznego partnera. Nie wiem, może ten się jeszcze nie narodził... albo jest kociakiem. Albo terminatorem. - Odparła, patrząc w jej oczy bez wyrazu. - Dowiesz się w swoim czasie, czy chcesz zostać matką. Z rangi. Pomogę ci przez to przebrnąć, jeśli się na to zdecydujesz. - Ta pomoc mogła oznaczać wiele różnych opcji, a pointka nie wyjaśniła o co dokładnie chodziło. Pozostawiła to Gołębicy do własnej interpretacji... co zapewne było zgubną decyzją.
- Ehh... - Spojrzała w stronę obozu. - Jestem zmęczona. - A potem zaburczało jej w brzuchu. - I chyba głodna. - Dodała cicho. Machnęła swoją dużą kitą i spojrzała podobnie na Gołąb. - Ta rozmowa... - Odchrząknęła. - Ta rozmowa jest tylko między nami. Nikt inny nie dowie się do czego tu doszło. - Świdrowała ją wzrokiem pełnym podważania jej osoby, żeby zrozumiała, że NIKT NIGDY ma się nie dowiedzieć o słabej Klacz. - Idę. Też odpocznij. - Nie zaprosiła jej do wspólnego powrotu, bo potrzebowała odpocząć od jej osoby... nie widzieć jej przez chwilę. Nie myśleć o niej. Wyłączyć się i tyle, może po prostu wziąć piszczkę, a potem pójść spać. Wstała zatem i skierowała się do obozu. Kilka kroków później zaczęła powtarzać do siebie cicho - Nie będę już nigdy słaba.
Księżyce: 48 Mistrz: Wędrujące Światła -> Świerkowa Igła Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Żbikopręga || biol. Misia Ojciec: Klekoczący Bocian || biol. nie wiadomo Partner: relacja urojona. Trwałe urazy: 1) urwany ogon (została może 1/4 od nasady) i lekko wystający kikut po ataku psa || -2 do Zręczności (już odjęte w statystykach!)
2) postrzępione prawe ucho, urwany czubek
Europejski typ pyska | przytyła nieco! | nieznacznie niższa od przeciętnej | niebiesko-kremowy szylkret | pręgi tygrysie na kremowych plamach | heterochromia (prawe niebieskie, lewe zielone) | długofutra | uszy typu curl | biel w dolnych partiach ciała, także na pysku (policzek+pod oczami) i łapach, brak bieli na ogonie | króciutki ogon-kikut | postrzępione prawe ucho
Obecny mood: WICHER WRUMĆ
Gołębia Łapa bardzo by chciała wrócić do domu. Po ataku psa i porwaniu przez Dwunoga ma dość Osiedla i próbuje po prostu przeżyć. Będzie potrzebowała czasu, aby zmienić swój tryb życia na bardziej spokojny, póki co żyjąc adrenaliną.
Bajeczna Łapa[KG/nkt]
Skrzypiąca Łapa [GK/KRz]
Jej uszy lekko oklapły, podobnież ogon. No tak. Gołębia Łapa była tylko i wyłącznie tymczasową pomocą, prawda? Być może to jednak naprawdę sprowadzało się do obowiązku. I to pomimo tej całej rozmowy - z której zresztą na ten moment niewiele wyciągnęła, bo miała za mało czasu na analizę - i wszystkich nowych informacji, którymi została zalana. Jej żołądek ścisnął się niewygodnie, powodując przystąpienie z łapy na łapę. Och. Może powinna była się jakoś... pochylić? Ugiąć łapy? W końcu Kraśna Klacz zawsze zapraszała ją do rozmowy na równi. Hm. Jak pomyślała, tak zrobiła, choć z wyraźnym zawahaniem. Usiadła, pochylając się, by znaleźć się jakkolwiek bliżej niej, niż podczas zwyczajnego stania.
- Och, o-okej - odpowiedziała niegłośno na jej zapewnienie pomocy. Znowu. Ciągle chciała jej pomagać. I powtarzała jej dzisiaj, aby martwiła się sobą. Dlaczego?
Na kolejne słowa poczuła się niezręcznie, bardzo. Bo nie wiedziała, czy zrobiła coś źle, czy mogła potraktować jej część jako normalną, naturalną część rozmowy, a raczej jej zakończenia. Czy to była próba ucieczki? Czy zwykłe zakończenie tematu? Bo Gołąbek mogłaby kontynuować jeszcze całkiem długo. O dziwo. Nie mogła powiedzieć, że jej reakcje wojowniczki nie ciekawiły w minimalnym stopniu. A nawet nieco większym. Ich wymiana była ciężka, owszem. Była męcząca, straszna, przerażająca, okropna i przykra. Ale też przynosząca nadzieję. Zrozumienie. Inna. Szybko przytaknęła, kiedy lodowate ślepia Klaczy wbiły się bezlitośnie w jej własne, nie chcąc już jej męczyć dalej. Już i tak powiedziała za dużo. I zrobiła za mało, znając życie. Podniosła się, zdając sobie sprawę, jak głupim było się w tym momencie obniżać. No bo... Klacz już wstała. Już lada moment jej nie było. Zniknęła na horyzoncie, wraz z całym towarzyszącym jej dźwiękiem, zapachem i dotykiem. Jakby jej tu nigdy nie było. Spuściła wzrok w trawę.
Och.
No tak. Może coś jednak po niej pozostało. Nadal powyginane źdźbełka trawy i niewielka resztka ciepła, którą w każdej chwili las wysysał coraz bardziej, aż do cna. Być może ostatni moment, w którym mogła go doświadczyć. Zaklęła bezgłośnie na Gwiezdnych, przez dobrą chwilę krążąc w kółko w swojej kryjówce bez chwili wytchnienia. Nie chciała odpoczynku. Chciała klarownego rozwiązania ich statusu quo!
Przynajmniej, dopóki nie uderzył w nią z pełnią siły fakt, jak zmęczona naprawdę była. Myśleniem, rozmową. Egzystencją po prostu. Jak umęczona się czuła. Być może... przerwa faktycznie nie była złym pomysłem. Odczekała jeszcze niespokojnie jakiś czas w swojej kryjówce, aby upewnić się w pełni, że szanse na spotkanie Klaczy znikną, przynajmniej teraz, w tym momencie. I przemknęła do obozu, poszukując kolejnego miejsca, w którym zaszyje się na resztę dnia.
//zt!! hihi
xx⋆。゚☁︎ 。⋆。 ゚☾ ゚。⋆ Dla twegozdrowia życiabymnieskąpił Po twąspokojnośćdopiekiełbym zstąpił xx-;Choć śmiałejżądzyniemaw sercu mojem;- xxxxBymbyłdla ciebiezdrowiemi pokojem Iznowusobiepowtarzampytanie: xxxxxCzytojestprzyjaźń? xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxCzytojestkochanie? x x xixxTrawa Stream xxiFabuły: 0/6 [x.xx.xxxx]
Wysoka, żylasta i chuda; futro długie (najbardziej na ogonie, szyi i policzkach), białe z przebłyskami niebieskiego na brzuchu i łapach; sierść zawsze czysta i ułożona; pyszczek długi, ozdobiony w różowy nos i białe wibrysy, niebieskie oczy (podłużne i ostre).
Zaradna; samodzielna; pogodna; zdyscyplinowana (na tyle ile kociak może); łagodna, ale potrafiąca się obronić; dumna, jednak wyrozumiała, czasami zbyt.
xxxxLubiła zwiedzać świat samotnie, ale nie chciała oddalać się za daleko bez jakiegoś Wojownika, bo trochę jeszcze nie była co do tego kompletnie przekonana. W sensie no jasne był odkrywczy i w ogóle potrafił sobie radzić, bo kto inny jak nie on? Ale zarazem nie chciał ryzykować zbyt szybkiego spotkania z rodzicem, który pewnie teraz gdzieś tam siedział i możliwe, że go obserwował. Chociaż pewności nie miała. W końcu i tak czuła, że trochę się jej wyrzekli już przy porodzie, ale nie chciała się nigdy do tego przyznawać. Obawiała się. xxxxPotrząsnęła głową i zaczęła się rozglądać wokoło, obserwując jak liście powiewały na wietrze, które śmiesznie gilgotało ją w nos. Było jej odrobinę chłodno, ale było to przyjemne - inne. Podczas Pory Zielonych Liści potrafiło być zbyt gorąco, szczególnie w Ziołowym Wzgórzu gdzie wszystko ją drapało w nos po pewnym czasie, no i oczywiście w końcu się przyzwyczaiła, ale bez powodu wracać tam nie chciała. Zastanawiało ją jednak czy szumiące liście mocno, a lekko robiły jakąś różnicę? Bo mama tłumaczyła, że liście potrafią wydawać dźwięki - których ona nigdy nie usłyszy - ale też nie dopytywała, czy podczas takich mocnych wichur się to jakoś różniło… Coś mu mignęło w kącie oka. Niebezpieczeństwo. Odwrócił się z już najeżoną sierścią był to jednak tylko jakiś czarno-biały gostek… wracał z polowania? Zakradał się do obozu? Kto to! xxxx— Ktoś Ty! — wykrzyknęła poważnie nadal z najeżoną sierścią i złowrogo wyglądającym pyszczkiem.
Przeciętnej budowy i wzrostu, czarna z białymi plamami na końcach łap, piersi, gardle i pyszczku. Czarny nosek, oczy oliwkowe.
Nie wyróżniająca się niczym kotka. Nieśmiała, otwiera się dopiero po poznaniu drugiego kota. Dostosowuje do rozmówcy, stara się zawsze wypaść jak najlepiej w oczach innych. People pleaser.
Jaskier też lubiła zwierdzać świat, ale już nie samotnie. Klanowe tereny ją stresowały i bardzo lubiła wybierać się na spacery z mamami, czy ze znajomymi… Ale dzisiaj wypadł dzień w którym musiała udać się na polowanie. Oczywiście wyszła z patrolem, ale jak zwykle musieli się rozdzielić. Więc tak szła, spokojnie i powoli, skupiając się na wypatrywaniu jakiejś zwierzyny i dostrzegła coś białego… A raczej ona i to białe coś dostrzegli się w tym samym momencie. Jaskier nie pomyślała o intruzie, bo byli blisko obozu oraz… Nie raz się spotykało losowe koty podczas polowań. Ale najwidoczniej nieznajomy tak nie pomyślał. - Jaskier. Jaskrowa Łapa! A co? - zapytała, nie będąc pewna czy podejść…? Czy może sobie iść…? Co jeśli ten ktoś przekaże, że po klanach chodzi intruz i zrobi się niepotrzebny chaos? Uhhh…
nowlistenc l o s e youowe meearsfor droppingeaves f o r g e txi txa l l youcaught mein a momentweak andsometimesI justcan't helpmyself sometimesI can't helpmyselfat all are wealliesorenemies?xxxxx xxxxxthis will bethe deathof me
Wysoka, żylasta i chuda; futro długie (najbardziej na ogonie, szyi i policzkach), białe z przebłyskami niebieskiego na brzuchu i łapach; sierść zawsze czysta i ułożona; pyszczek długi, ozdobiony w różowy nos i białe wibrysy, niebieskie oczy (podłużne i ostre).
Zaradna; samodzielna; pogodna; zdyscyplinowana (na tyle ile kociak może); łagodna, ale potrafiąca się obronić; dumna, jednak wyrozumiała, czasami zbyt.
xxxxNabrał powietrza w poliki, zwęził ślepia, a konsternacja wypisana była na jego mordce. Nie był przekonany, czy ufa! Nie żeby posiadał jakieś większe powody, by nie ufać, ale przezorny zawsze ubezpieczony… także przywarł do ziemi (nadal mierząc czarno-białą mordkę wzrokiem, ale za to powietrze już wypuścił z polików) i powoli zaczął skradać się w stronę intruza. O ile - jak się okazało - kotka nie wycofała się od niej to Kryształ trąciła ją łapą z uśmiechem, a jeśli nieznajoma odeszła kawałek to córka Bijącej Niedźwiedzicy wyciągnęła łapkę najdalej jak potrafiła i pomachała nią delikatnie w powietrzu. Jakby sprawdzając czy nic się tutaj podejrzanego nie kryło. xxxx— Dobra. Wydajesz spoko — stwierdził głośno z uśmiechem. — Powtórz co powiedziałaś. Głośno. — Wydała polecenie i przysiadła w tym samym miejscu co stała jeszcze przed chwilą, przyglądając się czarno-białej buźce, by przypadkiem nie przegapić co mówiła.
Przeciętnej budowy i wzrostu, czarna z białymi plamami na końcach łap, piersi, gardle i pyszczku. Czarny nosek, oczy oliwkowe.
Nie wyróżniająca się niczym kotka. Nieśmiała, otwiera się dopiero po poznaniu drugiego kota. Dostosowuje do rozmówcy, stara się zawsze wypaść jak najlepiej w oczach innych. People pleaser.
Ta sytuacja była… Cóż… Delikatnie mówiąc niecodzienna. Pierw krzyk, później dziwne czołganie w jej stronę, jakby białe futro terminatorki stało się koloru otoczenia, a następnie… Została trącona łapą? I była niby spoko? Huh?? O co tu chodziło???
- Eee, dzięki…? - wyrzuciła mocno zdezorientowana, ale jednak trochę rozbawiona tym wszystkim z uśmiechem na mordce.
- Mówi… - zaczęła, ale ogarnęła że zbyt cicho. - Mówiłam, że Jaskier! Jaskrowa Łapa! Czemu pytasz?? - powtórzyła, trochę głośniej niż wcześniej. Czy terminatorka miała zatkane uszy? Albo niedosłyszała? Takie coś bardziej jej się kojarzyło ze… Starszymi kotami, co albo nie czyszczą uszu albo są po prostu… stare. Na pewno nie z kimś takim młodym! Tak czy siak, głupio jej było o to pytać, więc na razie… Po prostu zgodnie z poleceniem będzie mówiła głośniej.
nowlistenc l o s e youowe meearsfor droppingeaves f o r g e txi txa l l youcaught mein a momentweak andsometimesI justcan't helpmyself sometimesI can't helpmyselfat all are wealliesorenemies?xxxxx xxxxxthis will bethe deathof me
Wysoka, żylasta i chuda; futro długie (najbardziej na ogonie, szyi i policzkach), białe z przebłyskami niebieskiego na brzuchu i łapach; sierść zawsze czysta i ułożona; pyszczek długi, ozdobiony w różowy nos i białe wibrysy, niebieskie oczy (podłużne i ostre).
Zaradna; samodzielna; pogodna; zdyscyplinowana (na tyle ile kociak może); łagodna, ale potrafiąca się obronić; dumna, jednak wyrozumiała, czasami zbyt.
xxxx— Jaskier! — powtórzył szczęśliwy. — Ja, Kryształ! Miło poznać — odpowiedział z wielkim uśmieszkiem i zastanowił się nad pytaniem zadanym przez córkę Nakrapianej Ścieżki. — Bo może intruz jesteś! Ale jednak nie. — Przytaknął sobie jakby mówił przenajświętszą prawdę. Nie mógł się przecież już mylić, intruzi się nie przedstawiali… raczej? Znaczy może też nie bał się przez fakt, że kotka pachniała wichrowymi terenami, a węch akurat to miał wyczulony jak nikt inny! Czasami miał wrażenie, że mógłby wytropić cokolwiek co mu ktoś podrzuci, ale pewności nie miał, bo nigdy nie sprawdzał. — Co robisz? Czemu sama?
Przeciętnej budowy i wzrostu, czarna z białymi plamami na końcach łap, piersi, gardle i pyszczku. Czarny nosek, oczy oliwkowe.
Nie wyróżniająca się niczym kotka. Nieśmiała, otwiera się dopiero po poznaniu drugiego kota. Dostosowuje do rozmówcy, stara się zawsze wypaść jak najlepiej w oczach innych. People pleaser.
- Również mi miło! Masz ładne imię!! - dorzuciła, odwzajemniając wielki uśmiech Kryształ faktycznie było ładne. Ile ciekawych możliwości dawało gdyby się zostało wojownikiem… - Aaa. Ale tak blisko od klanu raczej by intruza nie było… - dorzuciła spostrzeżeniem. Na granicy owszem, kawałek dalej może też, ale tutaj? Na Kwitnących Zaroślach? Mało prawdopodobne…
- Poluje. A raczej polowałam! I nie sama, reszta patrolu jest gdzieś… tam - machnęła łapą w stronę północy. Może powinna pójść w innym kierunku, bliżej granic pewnie było więcej zwierzyny, ale tutaj było bezpieczniej - Ale spoko, chętnie zrobię sobie przerwę - dodała wesoło.
nowlistenc l o s e youowe meearsfor droppingeaves f o r g e txi txa l l youcaught mein a momentweak andsometimesI justcan't helpmyself sometimesI can't helpmyselfat all are wealliesorenemies?xxxxx xxxxxthis will bethe deathof me
Wysoka, żylasta i chuda; futro długie (najbardziej na ogonie, szyi i policzkach), białe z przebłyskami niebieskiego na brzuchu i łapach; sierść zawsze czysta i ułożona; pyszczek długi, ozdobiony w różowy nos i białe wibrysy, niebieskie oczy (podłużne i ostre).
Zaradna; samodzielna; pogodna; zdyscyplinowana (na tyle ile kociak może); łagodna, ale potrafiąca się obronić; dumna, jednak wyrozumiała, czasami zbyt.
xxxxUśmiechnęła się na komplement i kiwnęła głową zadowolona, ciężko było się nie zgodzić. W końcu imię wybierała jej mama, oczywiście, że było ładne… przynajmniej jej, bo musiała przyznać, że niektóre wybory kwestionowała. Nie zamierzał się jednak przyznawać. Nigdy. W życiu! xxxx— Kto tam wie! Ja wolę być pewna — przyznał z lekkim grymasem i rozejrzał się wokoło jakby szukając następnego intruza. W jego przypadku miało to też sens, dla innych było prościej nasłuchiwać, on musiał polegać na innych zmysłach i trochę czasami się obawiał, że źle oceni przez to… — Aaach. — Pokiwała głową, dając tym samym informację, że zrozumiała i w sumie no co innego miała powiedzieć? Ona jeszcze nie umiała polować, ale miała nadzieję, że niedługo się nauczy! Fajnie by było… Patrole też dopiero ją czekają. — Super! To powiedzieć możesz, czy… dźwięk liści! Czy brzmi inaczej? Wiesz, kiedy mocno wiatr, a kiedy lekko wiatr. Czy brzmi inaczej? — zapytał zaciekawiony, ponownie wracając wzrokiem na liście wokół nich.
Przeciętnej budowy i wzrostu, czarna z białymi plamami na końcach łap, piersi, gardle i pyszczku. Czarny nosek, oczy oliwkowe.
Nie wyróżniająca się niczym kotka. Nieśmiała, otwiera się dopiero po poznaniu drugiego kota. Dostosowuje do rozmówcy, stara się zawsze wypaść jak najlepiej w oczach innych. People pleaser.
No niektóre imiona były conajmniej… Ciekawe. Choć Jaskier uważała swoje imię akurat za dość ładne i normalne. Warchlak też miała fajne, bardzo pasujące… Mrówka też. Śmiała Łapa na przykład było ładne ale nie pasowało do kocurka… Ale o, taki miot Kraśnej Klaczy był dziwny. Dość… brutalny. Ugh. I Jaskier by chętnie się podzieliła swoimi przemyśleniami. Lubiła ploteczki i obgadywanie innych nawet jeśli… było to czasem nie na miejscu.
- To… W sumie spoko! Czasem lepiej być ostrożnym - finalnie przyznała, bo może było to mało prawdopodobne, ale… Lepiej być może faktycznie ostrożnym, niż wpuścić nieznanego kogoś do obozu. Hm.
Pytanie o dźwięk liści było… Dziwne. Ale potwierdziło teorię Jaskier, że uszy młodej nie działały tak jak powinny… A szkoda. Czarno-biała uwielbiała słuchać dźwięków przyrody, nawet tak cichych jak szelest traw czy dzwonienie kropel deszczu.
- Oohh.. Trochę? Jak wieje lekko, to jest przyjemny, trochę jak melodia! Ale taka cicha, ładnie pasuje do śpiewu ptaków. Jak jest mocny to brzmi groźnie! Buczy i huczy, często nawet i świszczy! - wyjaśniła. Ciekawe jak… wiele słyszała. Czy doświadczyła kiedyś śpiewu ptaków? Albo grania świerszcza w trawie? Albo wesołego bzyczenia pszczoły. Byłoby na prawdę przykro gdyby… nie.
nowlistenc l o s e youowe meearsfor droppingeaves f o r g e txi txa l l youcaught mein a momentweak andsometimesI justcan't helpmyself sometimesI can't helpmyselfat all are wealliesorenemies?xxxxx xxxxxthis will bethe deathof me
Wysoka, żylasta i chuda; futro długie (najbardziej na ogonie, szyi i policzkach), białe z przebłyskami niebieskiego na brzuchu i łapach; sierść zawsze czysta i ułożona; pyszczek długi, ozdobiony w różowy nos i białe wibrysy, niebieskie oczy (podłużne i ostre).
Zaradna; samodzielna; pogodna; zdyscyplinowana (na tyle ile kociak może); łagodna, ale potrafiąca się obronić; dumna, jednak wyrozumiała, czasami zbyt.
xxxxPrzytaknął, bardzo go cieszyło, że Jaskier się z nim zgadzała, bo oczywistym było, że miał rację. Znaczy przede wszystkim miał rację z samego faktu, że dla niego świat był trochę innym miejscem, ale nie brał tego pod uwagę. xxxx— Hmmm… — Zastanawiała się na głos, nie bardzo wiedziała czy rozumiała cały przekaz, chcąc nie chcąc nie miała za bardzo pojęcia czym się różniły te dźwięki. Mogła znać opisy, ale to nie to samo… chyba? — Melodia… Czyli przyjemna? Czy jakby… — Wysunęła pazurek i zaczęła ryć nim w ziemi, a drugą zaczęła uderzać delikatnie o glebę. — Czy jak drgania ziemi? Przyjemna? — zapytała zaciekawiona i po chwili przyjrzała się reszcie otoczenia. — I czy buczy, huczy jak mocny podmuch wiatr…u w pyszek? Takie huuuu — Zademonstrowała samej, używając do tego płuc i dziubka, który zrobiła. Było jej prościej sobie wyobrazić i zobrazować coś co dla niej brzmiało dość zniekształcenie albo w ogóle nie miała szansy tego usłyszeć, dzięki temu. Jedno czuła łapkami, drugie sama wydawała z siebie i siła z jaką używała płuca też pomagała wszystko obliczyć.
Przeciętnej budowy i wzrostu, czarna z białymi plamami na końcach łap, piersi, gardle i pyszczku. Czarny nosek, oczy oliwkowe.
Nie wyróżniająca się niczym kotka. Nieśmiała, otwiera się dopiero po poznaniu drugiego kota. Dostosowuje do rozmówcy, stara się zawsze wypaść jak najlepiej w oczach innych. People pleaser.
Uhhh, opisanie dźwięku wiatru okazało się trudniejsze niż początkowo myślała… Kotka chyba nie załapała o co jej chodzi, a Jaskier nie miała pojęcia jak w ogóle to w lepszy sposób opisać… - Coś… Takiego? Brzmi ładnie, przyjemnie, aż chce się go słuchać i słuchać i nie myśleć o niczym! Miło jest zamknąć oczy i po prostu się wyciszyć na chwilę… Chyba że jest głośny! Wtedy robi właśnie takie okropne HUUU i już nie jest fajny - spróbowała wyjaśnić, ale słowa kotki coraz bardziej potwierdzały jej podejrzenia… - Słyszałaś kiedyś śpiew ptaków?? - dopytała ciekawa. Nie wiedziała do czego jeszcze to może porównać… Nigdy nie zwracała uwagi na drgania ziemi poza kontekstem polowania… Oraz może mruczenia. Te drugie drgania bardzo lubiła czuć.
nowlistenc l o s e youowe meearsfor droppingeaves f o r g e txi txa l l youcaught mein a momentweak andsometimesI justcan't helpmyself sometimesI can't helpmyselfat all are wealliesorenemies?xxxxx xxxxxthis will bethe deathof me
Wysoka, żylasta i chuda; futro długie (najbardziej na ogonie, szyi i policzkach), białe z przebłyskami niebieskiego na brzuchu i łapach; sierść zawsze czysta i ułożona; pyszczek długi, ozdobiony w różowy nos i białe wibrysy, niebieskie oczy (podłużne i ostre).
Zaradna; samodzielna; pogodna; zdyscyplinowana (na tyle ile kociak może); łagodna, ale potrafiąca się obronić; dumna, jednak wyrozumiała, czasami zbyt.
xxxxCzekał z niecierpliwością na odpowiedź dotyczącą dźwięku, do takiego stopnia, że usta lekko się mu uchyliły, a oczka rozszerzyły w większym skoncentrowaniu patrząc na Jaskier. Czyli melodie były przyjemne, miłe, coś co chce się słuchać i nie myśleć o niczym… w sumie kotka miała taki dość miły głosik, który mogłaby słuchać. Zamknąć oczu, by nie mogła, bo i tak dla niej świat stawał się wtedy praktycznie całkowicie cichy, ale w sumie może Jaskier mogłaby tak mówić i nie każde słowo, by do niej trafiło, ale byłoby to miłe! I już nie jest fajny, czy dlatego, że jest głośna jej głos nie był fajny? Może tak właśnie było? Każdy mu zawsze mówił, że był głośny, siostra nawet go skarciła za takiego coś… może powinien być cichszy? Ale jak! Inaczej nie wiedział co mówił. Hm… Nie zdążył jednak zapytać. xxxx— O? Nie. Znaczy wiem, że śpiewa… ale one tak często? Bardzo jakby? Nie słyszę…. cichych dźwięków. Tak. Tak mi powiedziano. — wyjaśnił, chociaż sam nie wiedział czym jest “cichy” dźwięk, wiedział tylko, że był poza jego możliwościami… chociaż raz usłyszał jakieś bełkotanie do ucha. Jak dziwny kocur bardzo nachylił się jej nad uchem i zaczął coś… szeptać? Chyba? Ale wtedy usłyszała jakieś dźwięki i oddech na samym uchu, ale co dokładnie było powiedziane jej umknęło. — Czy przez to, że jestem głośna to nie jestem fajna? — zapytała ostatecznie, w końcu wracając do tematu, który przed chwilą jeszcze istniał.
Przeciętnej budowy i wzrostu, czarna z białymi plamami na końcach łap, piersi, gardle i pyszczku. Czarny nosek, oczy oliwkowe.
Nie wyróżniająca się niczym kotka. Nieśmiała, otwiera się dopiero po poznaniu drugiego kota. Dostosowuje do rozmówcy, stara się zawsze wypaść jak najlepiej w oczach innych. People pleaser.
Czyli było tak jak się domyśliła, Kryształ miała problemy ze słuchem... Co było dość smutne. Szczególnie że nie słyszała nigdy śpiewu ptaków, więc musiało ją ominąć tyle przyjemnych dźwięków.
- Dość często! Porą młodych drzew i zielonych liści jeszcze częściej. Nawet, teraz gdy jest cicho, to słychać jakieś bardzo dalekie ptaki... Z bliska muszą być głośne! Może na tyle głośne byś usłyszała?? Możemy się kiedyś do jakiś zakraść... Jeśli chcesz! - zaproponowała, bo no, chciała bardzo, by Kryształ tego doświadczyła. Śpiew ptaków był jedną z przyjemniejszych części chodzenia po terenach...
- Co? O! Nie nie nie! Chodzi tylko o wiatr! Bo on okropnie huczy, jest straszny i no... A ty nie jesteś straszna! Tylko fajna! I miła! To, że głośna mi nie przeszkadza! - No mooże trochę przeszkadzało, bo Jaskier nie była fanką głośnych dźwięków, a szczególnie głośnych kotów jak takie co się wydzierają na ceremoniach... Więc nawet jeśli nie chciała, to czuła się trochę... niekomfortowo rozmawiając z Kryształ, ale na pewno nie powie jej tego w pysk.
nowlistenc l o s e youowe meearsfor droppingeaves f o r g e txi txa l l youcaught mein a momentweak andsometimesI justcan't helpmyself sometimesI can't helpmyselfat all are wealliesorenemies?xxxxx xxxxxthis will bethe deathof me