Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
- Po staremu... chociaż chciałbym, żeby już było cieplej, albo żeby chociaż pylić przestało. Co głębszy oddech, to mam ochotę wypluć nos! - poskarżył się, w między słowie rzucając coś pokroju "a ty, jak tam się czujesz?". Wyglądał na zestresowanego, na pewno bardziej niż Wąż.
Cichutko cmoknął i kiwnął głową. Wiedział o czym będzie rozmowa, doskonale wiedział. - To prawda. Sam mu kazałem porozmawiać z Topikową Łapą, a jej z tobą, żeby się namyślili co chcą robić i jak. Sam również otwarłem dla nich drogę do Gromu - dorzucił, dla zasady, aby wiedział że gdyby Grzyb się rozmyślił to mógłby zabrać swoją partnerkę ze sobą do nich. - Propozycja z mojej strony nie znika... byleby było wszystko z nimi dobrze, prawda?
Szczerze, chyba... tyle. Nie wiedział nawet co więcej mógłby dorzucić. - Dobrze, że znaleźli spokój u was. Najgorzej by było, gdyby pochopnie uciekli gdzieś na tereny niczyje...
Zaśmiał się lekko; kto by przypuszczał, że tego dnia będzie mu jeszcze do śmiechu.
— Też z utęsknieniem czekam na cieplejszą porę, a przede wszystkim mniej mokrą. Przedzieranie się przez część naszych terenów w obecnym stanie to katorga. Ale poza tym jest dobrze. Topik to moja rodzina, cieszę się na te kocięta, nawet jeśli cała otoczka jest... mniej przyjemna.
I mogło być jeszcze gorzej, po prawdzie; na przykład gdyby trafiło na mniej wyrozumiałego przywódcę Gromu.
Skinął głową.
— Prawda. Och, nawet nie wiesz, jak mi ulżyło, że wszyscy jesteśmy co do tego zgodni. Ty, ja, mój zastępca, no i że oni z rozwagą podeszli do tematu. — Nawet nie chciał myśleć, co by było, gdyby nie czuli się w Klanach bezpiecznie i postanowili odejść... Jednakże ta myśl i tak przechodziła mu przez głowę. Wracała jak irytująca mucha, choć nie było czego roztrząsać. — To... co dalej? Grzybowy Grzbiet może do nas przyjść niechby dziś, ale domyślam się, że chętnie spędzi w Klanie Gromu ostatnie kilka dni. Dasz sygnał, kiedy będzie gotowy?
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
- Pomagałem odchować Grzybka. Jego matka była... - skrzywił się. Nie wypada obrażać nikogo za czyimiś plecami, ale Łabędzia Gwiazda chyba mógł się domyślić, że nie miał zamiaru mówić o niej miłych rzeczy. - Więc również, w pewnym stopniu jest mi bliższy, niż inny Klanowicz.
Na kolejne jego słowa - kiwnął głową. Dobrze, że do zgody doszło szybko i bez żadnych problemów. Nie daj los, gdyby któreś z nich miało problem i młodzi faktycznie w panice by uciekli... - Dam. Przyjdę razem z nim, żeby go jeszcze pożegnać. Brzmi dobrze?
Och. Łabędź nie znał historii rodzinnej Grzybowego Grzbietu, ale ze słów Węża dało się wywnioskować, że nie należała do kolorowych. Oby teraz miał więcej szczęścia i udało mu się założyć szczęśliwą rodzinę z Topik. Szczerze im kibicował.
— Zaopiekujemy się nim dobrze — zapewnił. — Niczego nie będzie mu brakować.
Cóż, poza Gromem, oczywiście, ale na rozstanie z najbliższymi trudno cokolwiek zaradzić. Szczęśliwie terenów ich Klanów nie dzieliły nawet Cztery Dęby, co mówić o większych przeszkodach, które uniemożliwiłyby spotkania.
— Tak będzie najlepiej — zgodził się z ulgą. Cieszył się, że wojownik będzie miał wsparcie kogoś bliskiego podczas drogi na granicę; zawsze to raźniej z kimś bliskim, do kogo można otworzyć pysk i z kim podzielić się ostatnimi rozterkami przed wprowadzeniem w życie ogromnej decyzji. Na pewno mu się to przyda. — W takim razie do zobaczenia? Och, i przepraszam, że poprosiłem cię na spotkanie tak późno, ale... Rozumiesz. — Uśmiechnął się lekko. Sprawa niecierpiąca zwłoki; jakkolwiek on mógł poczekać do rana, Topik i jej partnerowi czekanie zapewne niemiłosiernie się dłużyło.
I jeśli nie mieli do obgadania nic więcej, życzył Wężowi bezpiecznej drogi do Obozu i sam zabrał się w drogę powrotną w towarzystwie zachodzącego słońca.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
- Trzymam cię za słowo - zamruczał z uśmiechem, potem zaś kiwnął głową. - Do zobaczenia... i nie przejmuj się. Miło, że w ogóle mieliśmy szansę pogadać, skupiajmy się na pozytywach, co nie?
Dorzucił z cichym śmiechem, i jemu życząc spokojnej i bezpiecznej drogi do obozu. Następnym razem, dajcie Gwiezdni, spotkają się dla zabawy i relaksu. Może też będzie już cieplej, mniej pyliście i suszej, to nie będą musieli się przejmować wszelkimi niedogodnościami pogodowymi...!
Nadszedł moment, którego Huba jednocześnie nie mógł się doczekać, a którego jednocześnie strasznie się bał. Miał porzucić całe swoje dotychczasowe życie, przysięgę, którą złożył, ale wszystko to robił dla Topik. Dla swojej idealnej, ukochanej Topik i kociąt, jego kociąt, które niedługo miały przyjść na świat. Myślał o nich dużo. Ile ich jest, jakie będą, czy będą bardziej podobne do Topik, czy do niego? Czy będzie dla nich dobrym ojcem? Nie planował być ojcem. Ani nie planował teraz nagle przechodzić do Klanu Rzeki...
Gwiezdny Klan pisze przeróżne scenariusze, na to wygląda.
Przyszedł z Wężową Gwiazdą, rzecz jasna. Zestresowany, ale gotowy - bardziej gotowy by już nie mógł być. Cieszył się też, że Wilczyca postanowiła przyjść wraz z nim, dotrzymać mu towarzystwa, pożegnać się ostatni raz. Zerkał okazjonalnie i na nią i na Węża, uśmiechając się do nich nieco nerwowo. Serce mu kołatało jak dzwon. Przyjdzie Łabędzia Gwiazda, czy Nocny Szkwał? Czy oboje?
Usiadł na samej granicy, pod Samotną Brzozą i westchnął głęboko. - Ja... dziękuję wam obojgu. Za wszystko, co dla mnie zrobiliście. I przepraszam - zwrócił się zarówno do Węża, jak i do Wilczycy. Oboje byli mu bardzo bliscy, byli jego rodziną, byli dla niego ważni i jeśli czegoś żałował w tej sytuacji to tego, że ich zostawiał.
wąż, wilk, łabi, noc <3 i ktokolwiek inny z komitetu powitalnego kto chce ig? lol
Otrzymał znak gotowości ze strony Gromu — czyli najprawdopodobniej Grzybowy Grzbiet konsekwentnie trwał przy swoim postanowieniu i dzisiaj oficjalnie miał zostać włączony w szeregi Klanu Rzeki. To dobrze, bądź co bądź dzień rozwiązania zbliżał się wielkimi krokami, a zjawienie się ukochanego w Obozie powinno pozwolić Topik zaznać odrobiny ukojenia. W to chciał wierzyć i starał się nie roztkliwiać przesadnie nad tym, co może pójść nie po ich myśli w ciut dalszej przyszłości. Nie sposób przewidzieć ani zaradzić wszystkiemu zawczasu, musiał nastawić się, że nadchodzące wschody słońca mogą być... Różne.
Gdyby nie chodziło o córkę Nocnego Szkwału, Łabędzia Gwiazda nie fatygowałby zastępcy ze sobą na granicę. Jednak sam, postawiony na jego miejscu, chciałby być obecny, dlatego powiadomił kocura o umówionym spotkaniu i niedługo po Gromiakach zjawili się we dwójkę w rejonach Samotnej Brzozy.
— Dzień dobry — przywitał się z delikatnym uśmiechem, uznając każdego z przybyłych przyjaznym spojrzeniem. Nie znał kotki towarzyszącej przywódcy i jego wojownikowi, nietrudno zgadnąć, że musiała być kimś bliskim, kto nie chciał zostawiać swojego krewnego czy przyjaciela samego w tej ważnej chwili. Skinął do niej głową; nie mieli okazji wcześniej się poznać, ale też nie spotkali się w sytuacji sprzyjającej większym uprzejmościom. — Cieszy mnie wasz widok, naprawdę cieszę się, że jesteście. Topikowa Łapa już pewnie nie może się ciebie doczekać — z tym drugim zwrócił się bezpośrednio do Grzybowego Grzbietu, i to na nim skoncentrował dalszą wypowiedź. — Wiem, że Nocny Szkwał przedstawiał ci zasady, na jakich dołączysz do Klanu Rzeki, ale przypomnę je jeszcze teraz, gwoli ścisłości. Zostaniesz przyjęty jako terminator i twoim obowiązkiem będzie, prócz bycia przy swojej rodzinie, oczywiście, przejście przez trening wprowadzający. Żebyś na spokojnie wdrożył się w życie Klanu, zasmakował bycia Rzeczniakiem, zanim podejmiesz tak ważny krok jak złożenie przysięgi. To taki czas, w który będziesz mógł utwierdzić się w swojej decyzji; ustaliliśmy z Wężową Gwiazdą, że twoja droga powrotna do Klanu Gromu nie zostanie zamknięta, choć mamy nadzieję, że odnajdziesz się wśród nas i nie będziemy musieli mówić o powrocie. Gdybyś czegokolwiek potrzebował, ja i Nocny Szkwał cały czas jesteśmy do twojej dyspozycji. — Tu zrobił krótką przerwę, nim wyprostował się i nadstawił wyżej uszu. — Cóż, pozostaje tylko pytanie, czy przejście do Klanu Rzeki to nadal to, czego chcesz?
Istniała szansa — dużo mniej brana przez Łabędzia pod uwagę, lecz niewykluczona — że nie spotkali się tu po to, a zgoła odwrotnie, Grzybowy Grzbiet planował wycofać się z deklaracji. Albo nie tyle planował, co dopiero teraz, postawiony w tym miejscu, nabierze wątpliwości. To ten ciemniejszy scenariusz, ale przecież życie młodego Gromiaka miało właśnie całkowicie się zmienić, wobec czego każda reakcja byłaby uzasadniona.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Komitet pożegnalny się powiększył o Wilk. Nie przeszkadzało mu to, ani odrobinę, ale w pierwszej chwili obawiał się że i ona ucieka do Rzeki. Ostatecznie myśl wybił sobie z głowy, bo w ogóle się to nie przewinęło... ani razu, całą drogę. - Nie ma za co, Grzybku. I nie przepraszaj... dobrze wiesz, że nikt nie jest zły - zapewnił go ciepło. Nie był, nie miał o co. Z myślą oswoił się jakiś czas temu, a ilekroć wracał do tematu, tym bardziej akceptował ten fakt. Plus był taki, że Rzeka dostała zapas silnych Gromowych genów. Zawsze coś.
Na słowa Łabędziej Gwiazdy skinął lekko głową. Tak jak powiedział, Grzybek mógł wrócić kiedy tylko chciał... W końcu nie był wygnańcem. Teraz pozostało mu tylko dokonać wyboru, tego ostatecznego i definitywnego.
Dość duża, ale zgrabna kotka. Sylwetkę ma szczupłą, ale o dość mocnych mięśniach i proporcjonalnych łapach. Jej długie futerko ma jasny niebiesko-srebrzysty kolor. Posiada ona także ciemny nalot na głowie, grzbiecie oraz ogonie jak również ciemniejsze pręgi na reszcie ciała, kotka jest tygrysio pręgowana. Ma ona biały pyszczek oraz pierś, białe "skarpetki" na przednich łapach sięgające jej do nadgarstków i również białe "skarpetki" na tylnych łapach sięgające do pięt. Podbrzusze samicy także jest białe z delikatniejszym i ciut krótszym włosem, niż ten na jej grzbiecie. Należy do niej także dość puchaty ogon i subtelnie zaokrąglone końcówki uszu, na których widać również sporo futerka. Gdy była kociakiem jej ślepka były barwy niebieskiej, ale już jako dorosła ma duże, błyszczące oczy w ślicznym zielonym kolorze. Jej pyszczek jest średniej długości i znajduje się na nim również taki w sam raz różowy nos.
Spokojna i łagodna kotka, która nie daje się łatwo wciągnąć w żadną kłótnię i zawsze stara się postępować właściwie. Ma w sobie wiele życzliwości oraz ciepła w stosunku do innych, stara się otaczać opieką szczególnie kocięta i słabszych od siebie. Jednocześnie jest wrażliwa, silne emocjonalnie sytuacje zarówno te negatywne jak i pozytywne mogą doprowadzać ją do łez. Nadal zdarza jej się być lekkomyślną i naiwną, czasem podejmuje decyzje, których nie przemyślała zbyt dokładnie. Jest kotką o dobrym sercu, co sprawia, że często i chętnie pomaga innym, a rodzina i przyjaciele zawsze mogą szukać u niej wsparcia. Kocha piękno otaczającej ją przyrody, zwłaszcza śpiew ptaków, kwiaty, zioła i owady, często przygląda im się z podziwem oraz fascynacją. Sama też lubi śpiewać i układa nawet własne piosenki, ale nie robi tego zbyt często. Kolekcjonuje zasuszone motyle i kwiaty, pióra ptaków, a także różnobarwne kamyki oraz muszelki.
Wąż nie miał powodu do obaw w przypadku Wilczycy, gdyż w tej chwili jej jedynym zamiarem było towarzyszenie bratu oraz przywódcy w drodze do granicy i pożegnanie się jeszcze raz z Grzybkiem zanim odejdzie z Łabędzią Gwiazdą na tereny Klanu Rzeki. Przez całą drogę nie opuszczała boku Huby, chciała aby czuł, że wciąż jest przy nim i zawsze będzie go wspierać. Nie mówiła jednak zbyt dużo nie chcąc przeszkadzać jemu i Wężowi w rozmowie, zapewne przywódca Gromu też miał mu do przekazania parę słów zanim się rozstaną. Wilczyca była mu wdzięczna, że tak wiele robi dla ich rodziny i okazał tyle ciepła oraz wyrozumiałości dla jej brata. - Braciszku, nie masz mnie za co przepraszać. Fakt, że będzie mi smutno wracać do legowiska bez ciebie, ale dam sobie radę. Nie martw się. I nie musisz też za nic dziękować, kocham cię i zawsze możesz liczyć na moje wsparcie. – zamruczała ciepłym tonem. Niedługo później dotarli w umówione miejsce. Przystanęła dostrzegając sylwetkę dużego, długowłosego kocura po drugiej stronie granicy, nie znała osobiście przywódcy Rzeki, ale patrząc po jego postawie domyślała się, że to właśnie on przybył zabrać Grzybka do ich obozu. Zauważyła też obok niego innego kocura o zielono-żółtych znudzonych ślepiach i z chyba bardziej surową miną? Zapewne był to jego zastępca Nocny Szkwał. Grzecznie odczekała aż obaj przywódcy, rzeczny zastępca oraz jej brat się pozdrowią i dopiero wtedy się odezwała. - Witaj Łabędzia Gwiazdo, dzień dobry Nocny Szkwale. Jestem Wyjąca Wilczyca, siostra Grzybowego Grzbietu. – przedstawiła się grzecznie pochylając przed nimi pyszczek. - Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko mojej obecności? Chciałam odprowadzić brata i pożegnać się z nim jeszcze zanim przejdzie do Rzeki, jeżeli oczywiście nadal tego chce. - przeniosła na chwilę wzrok na Hubę. W żadnym wypadku nie wątpiła w to co mówił, ale gdyby zmienił zdanie to i jej objęcia pozostają dla niego otwarte. Wróciła wzrokiem na delegację z Rzeki. - Chciałam również podziękować. Jestem wdzięczna zarówno Wężowej Gwieździe jak i wam, że okazaliście mu tyle serca, jemu i Topikowej Łapie. Chyba nie każdy byłby tak wyrozumiały. – zakończyła i spojrzała z szacunkiem na kocury w oczekiwaniu na ich odpowiedź.
◜Whateveryoudo◝. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .⤿ I'll do it .t o o
.
《S H O W me everythingand.T E L L me how》
.
it. all.[ m e a n s ].something . . .. . . . . . . . . . . . . .. . . and yet.nothing to me
I canseethere's.[ s o . m u c h ]. to learn
.
It's all so close.andyet so far
.
Oh, I just know. there's somethingB I G G E Rout there
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Sądny dzień nastąpił szybciej, niż mogłem sobie wyobrazić. Pożegnanie z rodziną nie zajmowało też nie wiadomo jak wiele czasu, ale mimo wszystko w mojej głowie był to naprawdę daleki scenariusz. Grom dość szybko zgłosił swoją gotowość i poinformowany przez Łabędzią Gwiazdę ruszyłem z nim na granicę. Towarzyszyły mi różne emocje, przeróżne. Kiedy jednak dotarliśmy na miejsce, poczułem, że usłyszymy rezygnację. Oprócz Wężowej Gwiazdy siedziała jakaś kotka, która podejrzewałem że mogła być nową partnerką Grzybowego Grzbietu, która wraz z nim przyszła oznajmić, że jej ukochany zostanie z nią, bo magią miłości wybaczyła mu mały przypał z rzeczniaczką i chcą być razem szczęśliwi. Nie odezwałem się jednak ani słowem, jedynie kiwnąłem głową na przywitanie, dając mówić Przywódcom. Po Łabędziu odezwała się kotka, która okazała się być siostrą burego. Na jego szczęście.
— To najrozsądniejsze rozwiązanie w tej sytuacji, nie macie za co dziękować. Tak jak powiedział Łabędzia Gwiazda, możesz wrócić do swojego klanu kiedy chcesz, Grzybowy Grzbiecie. Nie musisz od niego w ogóle odchodzić, jeżeli czujesz że nie do końca tego chcesz. Nie ma potrzeby, żebyś czuł jakąkolwiek presję, jednak zrobimy wszystko, żebyś czuł się u nas jak w domu. Jak już mówiłem wcześniej, jesteś częścią również mojej rodziny. — powiedziałem, zwracając się głównie do Grzybowego Grzbietu, który dziękował za to już wiele razy, jak i do jego siostry. Sytuacja była niewygodna, Topik na pewno by chciała żeby jej partner był przy niej, ale jesli w rzeczywistości tego nie chciał to był to ostatni moment na wycofanie się. Nie było sensu, żeby czuł jakąś dziwną presję. Moja obecność prawdopodobnie nie pomagała w tym wszystkim, ale chocbym chciał, to przy tylu świadkach go nie zabiję.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Cieszył się, że Wilk tutaj przyszła. Sam Wąż był dla niego teraz wsparciem, kimś, kto dodawał mu w tej sytuacji otuchy, ale obecność siostry tylko poprawiała ten stan. Jakikolwiek stres, jaki Huba odczuwał drastycznie zmalał ze świadomością, że odchodzi do Rzeki na dobrych warunkach z... większością rodziny, przynajmniej. Płonący Liść, miał nadzieję, mu to wybaczy i któregoś dnia spotkają się na granicy, porozmawiają, wszystko będzie, cóż, może nie tak, jak dawniej, ale będzie dobrze. Wierzył, że Wilk miała rację i ojcu ten gniew przejdzie.
Oparł się bokiem o srebrzysty bok Wilczycy, uśmiechnął się do niej i do Węża i czekał. Gdy zobaczył Łabędzią Gwiazdę i Nocny Szkwał na horyzoncie wyprostował się jak struna, końcówka jego ogona drgała, albo w nerwach, albo ekscytacji, albo dziwnej mieszance tych dwóch rzeczy. Skinął głową obu kocurom i uśmiechnął się; planował przedstawić siostrę, ale go wyprzedziła. Wysłuchał wszystkich po kolei. Nie przerywał nikomu, nie wtrącał się - słuchał uważnie.
Gdy zarówno Łabędzia Gwiazda jak i Nocny Szkwał skończyli mówić, Huba odetchnął głęboko. To był ten moment. Ostatnia szansa, żeby się wycofać, ale... nie chciał się wycofywać. Nieważne, jak się bał, podjął decyzję i nie mógł się z niej wycofać, nie mógłby tego zrobić Topik. Nie dowiedział się niczego nowego: musiał się tylko ugryźć w język, aby nie zacząć wypytywać o stan Topikowej Łapy. Na to przyjdzie czas później. - Nie zmieniłem swojego zdania od ostatniej rozmowy. Jestem gotowy - miauknął pewnie, uśmiechając się przy tym. Zaraz odwrócił pysk do Wilczycy, aby otrzeć się mordką o jej policzek i zamruczeć ciepło. - Dziękuję ci, Wilk, że tu ze mną przyszłaś. Kocham cię. Odwiedzaj mnie na granicy, co? Może przyprowadź kiedyś Truflę... albo tatę, gdyby chciał. Wąż, - ciemny pysk Huby zwrócił się do Wężowej Gwiazdy, a w złotych ślepiach Grzybka zdawały się lśnić łzy. - dziękuję za wszystko, co dla mnie zrobiłeś. Byłeś, dalej jesteś, zawsze będziesz dla mnie prawie jak drugi ojciec... i nie masz pojęcia, jak wiele dla mnie znaczy twoja wyrozumiałość i wsparcie. Dziękuję.
Wielokrotnie już dziękował, ale miał za co, więc nie zamierzał przestawać. Tryknął delikatnie czołem bark chudego kocura i przełknął ślinę, aby przypadkiem się tu nie rozpłakać. A potem zwrócił się do Łabędziej Gwiazdy i Nocnego Szkwału, biorąc jeszcze jeden głęboki wdech. Zrobił dwa kroki do przodu, przekraczając granicę, przechodząc na ziemię Klanu Rzeki.
Gromiaczka postanowiła zabrać głos i Łabędź spojrzał na nią z zaciekawieniem. Nie spodziewał się usłyszeć z jej pyszczka tylu słów, ale wojowniczka okazała się równie uprzejma co brat; to by było na tyle z plotek o narwanym, poszukującym adrenaliny Gromie, prawda? Nie żeby kiedykolwiek przywiązywał wagę do stereotypów, niemniej ta naznaczona rozbawieniem myśl mimowolnie mignęła mu w głowie.
— Miło mi cię poznać, Wyjąca Wilczyco. I w żadnym razie nie mamy nic przeciwko, to naturalne, że chcesz pożegnać się z bratem — odpowiedział z uśmiechem, gdzieś w środku wypowiedzi zerkając przelotnie na swojego zastępcę, jakby szukając w nim potwierdzenia, że obaj nie tylko rozumieli, ale również popierali inicjatywę.
Zgodził się z Nocą kiwnięciem głowy, kiedy ten wypowiedział jego myśli — nie było za co dziękować. Chyba nie istniało lepsze rozwiązanie.
Później skoncentrował się na Grzybowym Grzbiecie. Podobnie jak za pierwszym razem, tak i teraz wyglądał na pewnego swego; głos mu się nie załamał nawet pod naporem nieuchronnie zbliżającego się rozstania z bliskimi, nie dał po sobie poznać cienia zawahania. Łabędź był szczerze pod wrażeniem zdecydowania oraz odwagi kocura. Wątpił, czy on sam, znalazłszy się w jego położeniu, w tak młodym wieku, nie rozsypałby się w drobny mak. Tego typu niezłomność, poniekąd wręcz upór, znacznie łatwiej byłoby mu odszukać w Nocnym Szkwale.
Uśmiech na monochromatycznym pysku poszerzył się. Prawie uronił łezkę widząc żegnającego się wojownika, choć zarazem czuł się spokojniejszy niż w drodze tutaj. Upewnił się, że nie zabierali ze sobą przerażonego kocięcia, a dorosłego kota, który wiedział, czego chciał.
Wreszcie musiał nastać ten moment i bury po raz pierwszy przekroczył granicę już nie jako wojownik Klanu Gromu, a terminator Klanu Rzeki.
— Wobec tego ruszajmy — powiedział po prostu.
Po kilku krokach w głąb rzecznych terenów odwrócił się jeszcze, by pożegnać się z Wężową Gwiazdą i Wyjącą Wilczycą. Na koniec rzucił:
— Powierzyliście nam dobrego kota. Obiecuję, że będziemy o niego dbać.
Dość duża, ale zgrabna kotka. Sylwetkę ma szczupłą, ale o dość mocnych mięśniach i proporcjonalnych łapach. Jej długie futerko ma jasny niebiesko-srebrzysty kolor. Posiada ona także ciemny nalot na głowie, grzbiecie oraz ogonie jak również ciemniejsze pręgi na reszcie ciała, kotka jest tygrysio pręgowana. Ma ona biały pyszczek oraz pierś, białe "skarpetki" na przednich łapach sięgające jej do nadgarstków i również białe "skarpetki" na tylnych łapach sięgające do pięt. Podbrzusze samicy także jest białe z delikatniejszym i ciut krótszym włosem, niż ten na jej grzbiecie. Należy do niej także dość puchaty ogon i subtelnie zaokrąglone końcówki uszu, na których widać również sporo futerka. Gdy była kociakiem jej ślepka były barwy niebieskiej, ale już jako dorosła ma duże, błyszczące oczy w ślicznym zielonym kolorze. Jej pyszczek jest średniej długości i znajduje się na nim również taki w sam raz różowy nos.
Spokojna i łagodna kotka, która nie daje się łatwo wciągnąć w żadną kłótnię i zawsze stara się postępować właściwie. Ma w sobie wiele życzliwości oraz ciepła w stosunku do innych, stara się otaczać opieką szczególnie kocięta i słabszych od siebie. Jednocześnie jest wrażliwa, silne emocjonalnie sytuacje zarówno te negatywne jak i pozytywne mogą doprowadzać ją do łez. Nadal zdarza jej się być lekkomyślną i naiwną, czasem podejmuje decyzje, których nie przemyślała zbyt dokładnie. Jest kotką o dobrym sercu, co sprawia, że często i chętnie pomaga innym, a rodzina i przyjaciele zawsze mogą szukać u niej wsparcia. Kocha piękno otaczającej ją przyrody, zwłaszcza śpiew ptaków, kwiaty, zioła i owady, często przygląda im się z podziwem oraz fascynacją. Sama też lubi śpiewać i układa nawet własne piosenki, ale nie robi tego zbyt często. Kolekcjonuje zasuszone motyle i kwiaty, pióra ptaków, a także różnobarwne kamyki oraz muszelki.
Możliwe, że jej przyjście mogło początkowo przywodzić rzecznym kocurom rozmaite rzeczy na myśl, między innymi dlatego od razu przedstawiła się im sama, tak aby nie było żadnych wątpliwości co do jej osoby oraz powodów, dla których zjawiła się na granicy wraz z Hubą i Wężem. Skinęła głową zarówno na słowa Nocnego Szkwału jak i Łabędziej Gwiazdy, po czym niestety nadszedł moment pożegnania z Grzybowym. Wtuliła się mocno w gęste futro brata, zamykając oczy i starając się nie płakać, choć jej serce ścisnęło się ponownie na myśl, że od teraz nie będzie go już miała cały czas obok siebie. Od małego byli ze sobą bardzo blisko, bliżej niż reszta ich rodzeństwa i z żadnym innym kotem nie czuła się tak silnie związana jak z Grzybowym. Jego odejście było jak utrata jakiejś części samej kotki, która już więcej do niej nie powróci. Serce zdawało się wręcz krzyczeć, aby też powędrowała za nim do Rzeki, ale mimo swoich uczuć nie mogła zostawić Gromu. Tam było jej miejsce i tam pozostanie, potrzebowali jej. Zwłaszcza teraz, gdy utracili już jednego wojownika. - Naprawdę nie musisz dziękować. Ja też cię kocham Grzybku, bardzo. Tak jak powiedziałam. Będę przychodzić na granicę możliwie jak najczęściej. I porozmawiam z tatą oraz innymi. Spróbuję ich namówić, żeby przyszli. Uważaj na siebie braciszku i o nic się nie martw. - odsunęła się i spoglądała przepełniona smutkiem oraz tęsknotą jak jej brat odwraca się od niej i rusza do granicy, mimowolnie z jej pyszczka wypłynął cichutki śpiew, słowa które usłyszała gdzieś kiedyś przypadkiem. Nigdy wtedy by nie przypuszczała, że teraz jej samej przyjdzie je przywołać. - Żegnaj i bądź szczęśliwy,
Bądź zdrów i żegnaj mi.
Choć wielki świat cię wzywa,
To żal tych pięknych dni.*
Na pożegnanie Łabędziej Gwiazdy i Nocnego Szkwału kiwnęła głową tak jak poprzednio na ich słowa, zresztą w tym momencie nie była w stanie już nic więcej powiedzieć. W chwili gdy Huba zniknął już wraz z nimi w głębi terenów Klanu Rzeki nie wytrzymała i rozpłakała się, nie myśląc już nawet o obecności Węża, po prostu nie była w stanie. To zbyt bolało.
//*Zacytowany fragment utworu pochodzi z filmu "Lis i Pies" Disneya.//
◜Whateveryoudo◝. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .⤿ I'll do it .t o o
.
《S H O W me everythingand.T E L L me how》
.
it. all.[ m e a n s ].something . . .. . . . . . . . . . . . . .. . . and yet.nothing to me
I canseethere's.[ s o . m u c h ]. to learn
.
It's all so close.andyet so far
.
Oh, I just know. there's somethingB I G G E Rout there
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Wszystko poszło szybko. Pożegnania nie były tak przejmujące, jak wydawało mu się, że mogłyby być. Wąż chyba faktycznie robił się zbyt stary, żeby potrafić się rozczulać i tak emocjonalnie podchodzić do spraw tak zwykłych, jak robiłby to chociażby kilkanaście księżyców temu. Po rzuceniu paru krótkich "nie przejmuj się" i "nie musisz dziękować", czule polizał Grzyba po czole. - Trzymam cię za słowo, Łabędź - odpowiedział mu z lekkim uśmiechem.
I to tyle. Grzyb odszedł, nie był częścią Gromu. Wąż zareagował krótkim westchnieniem, a Wilk płaczem. Trzepnął ją ogonem po uchu, samemu zwracając się w stronę Gromowych ziem. - Wracajmy - oznajmił, dając jej chwilę na wybór czy faktycznie chce wrócić. Niemniej, niezależnie od tego co ona postanowiła, on sam ruszył do obozu.
Nic tu po nim. Oby tylko Grzyb się odnalazł w Rzece.
Dość duża, ale zgrabna kotka. Sylwetkę ma szczupłą, ale o dość mocnych mięśniach i proporcjonalnych łapach. Jej długie futerko ma jasny niebiesko-srebrzysty kolor. Posiada ona także ciemny nalot na głowie, grzbiecie oraz ogonie jak również ciemniejsze pręgi na reszcie ciała, kotka jest tygrysio pręgowana. Ma ona biały pyszczek oraz pierś, białe "skarpetki" na przednich łapach sięgające jej do nadgarstków i również białe "skarpetki" na tylnych łapach sięgające do pięt. Podbrzusze samicy także jest białe z delikatniejszym i ciut krótszym włosem, niż ten na jej grzbiecie. Należy do niej także dość puchaty ogon i subtelnie zaokrąglone końcówki uszu, na których widać również sporo futerka. Gdy była kociakiem jej ślepka były barwy niebieskiej, ale już jako dorosła ma duże, błyszczące oczy w ślicznym zielonym kolorze. Jej pyszczek jest średniej długości i znajduje się na nim również taki w sam raz różowy nos.
Spokojna i łagodna kotka, która nie daje się łatwo wciągnąć w żadną kłótnię i zawsze stara się postępować właściwie. Ma w sobie wiele życzliwości oraz ciepła w stosunku do innych, stara się otaczać opieką szczególnie kocięta i słabszych od siebie. Jednocześnie jest wrażliwa, silne emocjonalnie sytuacje zarówno te negatywne jak i pozytywne mogą doprowadzać ją do łez. Nadal zdarza jej się być lekkomyślną i naiwną, czasem podejmuje decyzje, których nie przemyślała zbyt dokładnie. Jest kotką o dobrym sercu, co sprawia, że często i chętnie pomaga innym, a rodzina i przyjaciele zawsze mogą szukać u niej wsparcia. Kocha piękno otaczającej ją przyrody, zwłaszcza śpiew ptaków, kwiaty, zioła i owady, często przygląda im się z podziwem oraz fascynacją. Sama też lubi śpiewać i układa nawet własne piosenki, ale nie robi tego zbyt często. Kolekcjonuje zasuszone motyle i kwiaty, pióra ptaków, a także różnobarwne kamyki oraz muszelki.
Wąż oczywiście nie mógł się tak roztkliwiać, był w końcu przywódcą klanu i kotka to rozumiała. Przy kimś innym zapewne oburzyłoby ją trzepnięcie ogonem w ucho podczas tego typu sytuacji. Ale ze strony Węża odebrała ten gest jako pocieszający i pociągnęła nosem, ocierając łzy z pyszczka. - Dobrze, już idę. – miauknęła cicho i niechętnie ruszyła za przywódcą po drodze co najmniej kilka razy oglądając się przez ramię za siebie jak gdyby w nadziei, że Huba jednak się rozmyśli i zaraz przybiegnie do nich w energicznych podskokach. Niestety nic takiego nie nastąpiło i chociaż bolało ją to ogromnie musiała uszanować decyzję brata i zaakceptować fakt, że od tej chwili jest on już kotem Klanu Rzeki. Westchnęła ciężko rzucając jeszcze raz ostatnie tęskne spojrzenie na pozostającą w tyle granicę, po czym przyspieszyła kroku, by dogonić Wężową Gwiazdę i wraz z nim powrócić do obozu Gromu.
[zt]
◜Whateveryoudo◝. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .⤿ I'll do it .t o o
.
《S H O W me everythingand.T E L L me how》
.
it. all.[ m e a n s ].something . . .. . . . . . . . . . . . . .. . . and yet.nothing to me
I canseethere's.[ s o . m u c h ]. to learn
.
It's all so close.andyet so far
.
Oh, I just know. there's somethingB I G G E Rout there