Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
Brzózka przełknął ślinę. Co miał odpowiedzieć?
Kocur był jak dziadek - na pewno przeżył ich matkę, a może nawet jego wujków. Może nawet ojca Red? Troche dziwna realizacja. Stać przed kimś, kto przeżył kilka generacji twojej rodziny.
Beżowa kluska śląska opuściła krótki kikut.
Dziadek wydawał się spokojny, tyle dobrego.
Wypuściła gruba kulka oddech przez ciemny nos. Tyle dobrego. Nie chciało mieć Płotkowej babci na sumieniu. Co w sumie miałaby Brzózka z jej kopnięciem w kalendarz? Pewnie nic. Kotka była stara, prędzej można by było winić czas, lecz nakrapiany kot domowy nie czułby się dobrze z faktem, że zdążył poznać denata. To tak, jak poznać psa, którego na jutro potrąci i strąci coś. Niefajna sprawa.
-W sumie to....Czy jakiś inny powód mam? - zastanowiło się, jakby pytając bardziej siebie, niż dziadka.
-Znaczy się, czy ktoś taki jak ja, ma coś do klanów? Bo uhhh, leśni nazywają mnie tym, pieszczochem? Co z takimi robicie w owych stronach? Jest jakaś różnica? -
Przechyliło łeb. Do tej pory jakoś nie ucięto mu głowy, ani nie wypito krwi, jak to mówiły niektóre samotniki. Hm.
-Moge kogoś z was zaprosić na imprezę? Bez problemu? - Kogoś, czyli babcię Płotkę, ale to mniejsza.
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
Starał się nie okazywać rosnącej konsternacji, acz gwiazdy mu świadkiem, niewiele rozumiał z zachowania oraz słów Brzozy. Kotka wydawała się zagubiona, tak jakby spotkanie kogoś innego niż Płotkowego Potoku zupełnie wytrąciło ją z równowagi. Może jako pieszczoch nasłuchała się o kotach z Klanów zaciekle broniących swoich granic, a może zwyczajnie nie spodziewała się, że ktoś będzie chciał jej w czymś pomóc podczas spontanicznego spaceru.
— Póki nie przekraczają naszych granic bądź dopóki respektują prośbę o opuszczenie naszych ziem, nic nie robimy — odpowiedział łagodnie, z nutką rozbawienia w głosie. — Nie musisz się bać, nie mam złych intencji... i domyślam się, że spora część mojego Klanu podeszłaby do tematu tak samo. — Może poza nadgorliwymi terminatorami. — Choć faktycznie, nie przywykłem do widoku pieszczoszków w tych rejonach, raczej trzymacie się bliżej swoich gniazd, prawda? Gdybyś chciała zaprosić kogoś na Osiedle na tę... imprezę... raczej nie mógłby skorzystać z propozycji; mamy tu swoje obowiązki, rodzinę, o którą dbamy. Nie możemy pozwolić sobie na dłuższe wycieczki. Ale nic nie powstrzymuje nas przed pozytywnymi stosunkami z kotami spoza Klanów.
Miał nadzieję, że rozwiał jej wątpliwości, niemniej patrzył na nią w oczekiwaniu, gotów sprostować, gdyby coś okazało się niejasne.
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
Brzózka mlasnął w środku pyszczka. Tsa. Co on mógł powiedzieć w takiej sytuacji więcej?
Nie chciał, by Topikowa Łapa miała przez niego problemy. Ani babcia.
A metodą dedukcji, szybkiego łączenia kropek w głowie beżowej kluski, Gwiazda znaczy coś ważnego.
Wzięła głęboki wdech. Dobra. Jeszcze nic złego się nie stało - Brzózkowa główka za dużo się martwi pierwszym wrażeniem!
Na słowa gwiezdnej szychy, Brzózka trzepnęła uchem, a gruby polik spadł na bark.
-Eh? Serio...? Serio. Oh. - gruba kluska wydała z siebie ciche "mhm...", jakby potwierdzając w swej główce słowa wielkiego kocura. Uniosła brewki.
Wystarczyło tylko zapamiętać te zapachy i nie zachodzić daleko. Chyba, że z właścicielami.
Na wzmiankę o gnieździe, Brzózka trzepneła uszami do góry. Mózg chwile się zatrzymał, by po chwili odblokować.
-Że domu? Ta....Ta. Ja lubie swój dom, lecz jak moi ludzie...uh...Dwunodzy! Dwunodzy mnie ze sobą zabierają na wyprawe, to muszą mnie zabrać. Dlatego tu jestem. Byłam w wielu miejscach. Dużo rzeczy zjadłam podczas takich wypraw. To taki mój obowiązek, akurat... -
Skulił kikut pod siebie i dodał.
-Nie pijecie krwi, nie? - Wzdrygnął się. -Tak dla pewności? -
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
— Serio-serio — wymruczał cicho, bo choć pytanie zdawało się z rodzaju tych retorycznych, Łabędź czuł, że Brzozie nie zaszkodzi potwierdzenie. Niezmiennie pozostawiała wrażenie niepewnej, co w teorii może i świadczyło dobrze, biorąc pod uwagę, że była obcym kotem na granicy Klanu, ale osobiście nie leżało rzecznemu przywódcy, który nie zwykł przeganiać kulturalnych kotów za sam fakt odmiennego pochodzenia. Wszyscy mogli żyć w harmonii, czyż nie?
Jego spokój został wyraźnie zmącony na wieść o bodźcu stojącym za tymi odwiedzinami. Uniósł wyżej uszy, czujnie rzucił spojrzeniem na boki, jak gdyby spodziewając się, że sama wspominka o ludziach zmieni tę spokojną okolicę w miejsce obławy.
— Przyszli tutaj z tobą? Są gdzieś w lesie? — spytał z niepokojem. Obecność dwunożnych zwykle nie wróżyła niczego dobrego i nawet jeżeli przybyli wyłącznie w celach spacerowych, wolałby nie posyłać Rzeczniaków w tym samym kierunku. Łyse stworzenia nie były byle drapieżnikami, których odruchy, instynkty i zamiary mniej lub bardziej pokrywały się z kocimi, które dało się zrozumieć pomimo oczywistej rywalizacji. Nie były przeciwnikami, jakim można stawić czoła.
Z tego zaaferowania prawie umknęło mu pytanie.
— Hm? — zdziwił się w rozkojarzeniu. — Cóż, piszczki są dość krwiste, raczej nie dałoby się jej pominąć... Ale picie to sformułowanie nieco na wyrost.
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
To była dziwna myśl, ale przyjemna, jak ktoś tak utwierdzał w fakcie, że nie skopie ci zadka, dopóki nie ustaniesz mu na odcisk.
No, w tym przypadku na granice, nie odcisk. Inna sytuacja, jaką Brzózka miała z matką.
-Serio, dobra...A... - Głos ustał w gardle beżowej kulki. Wzięła wdech. -A jak efektywnie unikać waszych granic? Czaje, najlepiej tu nie przychodzić, ale....Macie jakieś specyficzne zapachy....lub jakieś tabliczki...? - Dobra, te zdanie robiło się coraz głupsze, jak tak Brzózka patrzyła na wielkiego dziadka o niebieskich gradientach w futerku.
Tabliczki. Ludzki wymysł, nie leśnych kotów.
Zauważył niepokój w niebieskim pysku starszego, na co kikut Brzózki zadrżał.
-T-tak, ale-- Zamknął się krótki pyszczek na moment. Czego kocur tak się bał ...? To tylko ludzie Brzózki! Oh, powinien się za nich wstawić, może to pomoże. -Ale są nieszkodliwi. To moi ludzie! Nawet nie ma ich tu w lesie. Są tam, gdzie nie pachnie waszymi sika-zapachami. - Poprawiła się pod koniec. Ot, język milszy był dla nieznajomego. Kulturka.
Kikut Brzózki zaprzestał dygotania.
-A-ah. Dobra....Nie było tematu... - Przełknęła z lekka ślinę. No cóż, tyle dobrego, że nie była to kocia krew. Chyba, że taka w walce co do pyska wpadnie, bo Brzózka nie wyobrażała sobie, że coś leśnego kota może nie zaatakować...
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
Jego ucho drgnęło mimowolnie. Przywykł do myśli, że pieszczochy i samotnicy posługiwali się nieznanymi słowami i dziwnymi określeniami, ale wciąż czuł się łapany z zaskoczenia, gdy któreś znikąd pojawiało się w rozmowie. Na szczęście w wielu przypadkach dało się zgrabnie prześlizgnąć obok, wyłapać jako-takie znacznie z kontekstu i nie wikłać się w wyjaśnienia, przy jednoczesnym zejściu z głównego tematu.
— Każdy Klan ma swój specyficzny zapach — przyświadczył. — Codziennie oznaczamy granice, aby pozostał świeży i mocny. Jeśli się skupisz i zaczniesz dokładnie tu węszyć, z pewnością go wyczujesz. Będzie zupełnie inny, o wiele bardziej koci i intensywny, niż kilka lisich długości od granicy. Przekonaj się sama.
Jej węchowa ślepota na te niuanse wprowadzała klanowego kota jak on w konsternację — dla niego to oczywistość, coś, na co zawsze musiał zwracać uwagę i czego pilnować. Nie tylko w kontekście granic, zwyczajnie każda zmiana w wyczuwanym powietrzu mogła przekazywać istotne informacje. Zgadywał jednak, że pieszczoch nie ma potrzeby polegać na swoim węchu w nawet połowie tak dużym stopniu. Oby wyciągnęła lekcję z jego słów; w gnieździe dwunożnych była bezpieczna, tutaj — nie.
Spiął się na to potwierdzenie, rozluźnił, kiedy usłyszał uzupełnienie. Czyli w zasadzie nie było ich tutaj. Gwiezdnym niech będą dzięki.
— Och. Dobrze — wymruczał. Jeszcze nie do końca uspokojony, ale zdecydowanie spokojniejszy.
Mógł wrócić do tematu krwi — i może zrozumieć, do czego Brzoza zmierzała — ale rozmówczyni zdążyła się z niego wycofać. Łabędź popatrzył na nią pytająco.
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
"Przekonaj się sama"...
Brzózka wzdrygnęła się na samą myśl. By wąchać siki?
Powąchała jednak noskiem, dość króliczym sposobem.
Kichnęła.
Chciał, by dziadek był spokojny, że Brzózka rozumie ale...Nic takiego nie czuła, zbyt wiele. Ot, zapach wody i sików.
--Koci, intensywny....specyficzny? Jak taki zapach może być specyficzny? I....Ile kotów jest w tych klanach? - Czy trzeba było się ich bać? Brzózka była już pogubiona. Topikowała Łapa mówiła jedno, a rozmowa z dziadkiem mówiła drugie.
Niebieski kocur stojący przed Brzózką nie wyglądał na tyrana!
-Oni nie są źli. Potrafią być jak oset u pupy, ale....Czemu się tak...zaniepokoiłeś? Jak o nich wspomniałam. Jeśli moge spytać? -
Temat krwi już nie był w Brzózkowej główce. Tsa. Dziadek nie wyglądał na takiego co pije krew.
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
Było coś uroczego i zabawnego zarazem w tym ostrożnym podejściu do wąchania granic. W teorii kot jest kotem, i czy samotnik, czy pieszczoch, czy wojownik — pochodzenie nie odgrywa wielkiej roli, u źródła wszyscy są tacy sami, a przynajmniej w to wierzył Łabędź. Wciąż, nie dało się ukryć, że różnice kulturowe niezaprzeczalnie istniały. I pewnie tak jak dla niego kontrolowanie zapachów było równie naturalne, co oddychanie, dla koteczki brak osiedlowych zwyczajów u Czterech Klanów mógł być niepojęty. Nadal pamiętał opowieści Kałużowego Kroku o przezroczystych oknach i bogatym świecie zamkniętym w telewizorze... i nadal było to dla niego dziwaczne.
— Hm, ciężko opisać to słowami, najlepiej sprawdzić to na własnym nosie... Ale sporo do rzeczy ma nasza dieta i teren, na którym funkcjonujemy. Klan Rzeki lubuje się w rybach, spędzamy dużo czasu przy wodzie. Nie raz słyszałem, że to właśnie rybę czuć od nas najbardziej. — Uśmiechnął się. Wspomnienie o sierści woniejącej rybą to najprostszy przytyk, jakim można się posłużyć w rozmowie z Rzeczniakiem, jednak osobiście nie potrafił brać tego do siebie. Był dumnym członkiem swojego Klanu, ot co. — Inaczej sprawa ma się na przykład w Klanie Wichru. Ich terytorium pokryte jest w większości łąkami i polanami, ich futra są wręcz przesiąknięte zapachem kwiatów. A ile nas jest... Och, co najmniej kilka rodzin.
Czy takie wyjaśnienia odpowiadały Brzózce? Spróbował uzyskać odpowiedź ze złoto-zielonych oczu, nim padną słowa.
— Dwunożni regularnie porywają naszych wojowników. Terminatorów. Czasami nawet kocięta — odparł ponuro. — Wiem, że nie zawsze mają złe intencje... niektóre koty wróciły z ich gniazd całe i zdrowe. Jednak inne nie miały tyle szczęścia. — Ćmia Gwiazda. Ona poniosła nienaturalną śmierć, do której swoje łapy przyłożyły te łyse stworzenia. — Niezależnie od ich podejścia, nikt nie powinien zostać wyrywany z domu siłą. Nie możemy z nimi walczyć, ale możemy ich unikać, dlatego traktuję poważnie każde doniesienie, że znajdują się w pobliżu. Ty, rozumiem, żyjesz z dwunożnymi od urodzenia? — dopytał łagodnie, ciekaw jej perspektywy.
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
Nie dostało dokładnej odpowiedzi ile takich kotów może być, ale tylko głupi by się nie zorientował, że...Pewnie było ich dużo. Kilka rodzin.
Ojej.
Na obwieszczenie dziadka o zapachu ryb, Brzózka wziął głęboki wdech, ale...Nic takiego nie czuł. Czy to dobrze? Chyba nie... A może jednak? Zapach ryby czuł tylko w sklepie na przedziale z puszkami. Tutaj ten zapach nie był intensywny, nie dla niego.
Łabędzia Gwiazda zasiał w Brzózce ziarenko niepewności.
Poprawia obróżkę na swej szyi, jak i gryzie pazura z nerwów.
Lepiej chyba, jak przesiedzi to w ciszy, te swoje myśli. Nie chce konfliktu.
Na jego słowa, Brzózka układa łba w grubej szyi, nie zważając na fałdki tłuszczu.
-Aż tak to po mnie widać, heh? Tak. Choć moja mama nie była w pełni udomowiona, ale to długa historia. - Cóż, wizje porwań nie były miłe, lecz...Cieszyła się, że starszy kocur nie przepędził jej. Miał powody, które wymienił. Chociaż, beżowa kulka miałaby lekki niesmak, gdyby została przepędzona za coś, czego ona sama nie zrobiła.
-Ale...To co powiedziałeś o ludziach, ja...Nie wiedziałem. Skąd pochodze, to koty same chcą żyć z ludźmi, są adoptowane, albo już rodzą się u nich...Kolejna różnica, eh? -
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
Uspokojony w kwestii potencjalnej obecności dwunożnych w najbliższym otoczeniu, Łabędź pozwolił sobie na zrelaksowane zmrużenie oczu oraz nieznaczne rozłożenie uszu; gesty jakże kontrastujące z ciągle przejawiającą zdenerwowanie Brzózką. Kocur zaczynał wątpić, że to on budził w niej takie niespokojne odczucia. Właściwie, jej reakcja chyba była dosyć naturalna, pieszczochom musiało być trudno odnaleźć się w wielkim świecie bez czuwających opiekunów, wyraźnych granic czy kotów z ogrzewaczami na łapach. On na pewno nie demonstrowałby rozluźnienia, gdyby znalazł się na Osiedlu.
Poruszył uchem, jakby połaskotał je przelatujący owad.
— Cieszę się, że nie poznałaś ich od gorszej strony — powiedział miękko. — Twoi dwunożni... Są dla ciebie jak rodzina? Nigdy mnie nie było w waszych stronach, większość tego, co wiem, pochodzi od osób, które wyrwały się z ich gniazda... Ale te doświadczenia mają jeden wspólny mianownik — raczej niewiele kotów mieszka w jednym miejscu. Jeden, może dwa... Mam nadzieję, że to nie niedelikatne pytanie?
Czy nie było jej samotnie? Czy to dlatego opuszczała ciepłe legowisko i ruszała w dzicz? Nie brzmiała na niezadowoloną ze swojego życia. Może pieszczochy narodzone na Osiedlu miały inaczej niż koty zabrane z Klanu, w końcu nawet — jak to mówiła Brzoza — ludzie nie są w stanie wyrwać z lasu całej rodziny. Co nie znaczy, że urodzona u nich kotka musiała przeżywać podobną rozłąkę.
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
Gesty dziadka były bardziej swobodne - no, nic dziwnego droga Brzózko, był zapewne u siebie na podwórku, a ty mu wlazłaś!
Na słowa kocura opuściła łba w lekkim zamyśleniu.
-Ja chyba też... - Wyszeptała. W jej umyśle nigdy nie pojawiła się wizja, że ludzie kogoś porywają - znaczy się, robią to, ale w zakresie swojego własnego gatunku, raczej.
Ogląda telewizje, wie co się dzieje, czasami, na tym podłym świecie.
-To oni byli przy moich narodzinach, więc raczej tak? Tak ich widzę...Pierwszy raz słyszę to pytanie. Nikogo innego nie mam po za nimi. - Wzruszył barkami kot o grubej szyi. - No prócz mojej mamy, ale wiadomo jak to z matkami bywa. Kocham ją, ale drzemy koty ze sobą. -
-Zamrugał powoli.
-Nie no, pytaj śmiało. Ja może też zaraz na coś wpadne....hm. -
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
Po niewielkich wybojach udało im się wejść na przyjemniejszy temat. Chyba, tak odbierał raczej neutralne słowa Brzozy, gdy mówiła o swoim stosunku do dwunożnych. Aczkolwiek w głębi nie potrafił nie dostrzec jakże smutnego aspektu pieszczoszkowego życia. Miała przy sobie jedynie matkę... Jedynie albo aż, natomiast jemu, czyli komuś, kto całe życie obracał się wokół rodziny — tej biologicznej oraz Klanu, który uważał za niezwykle ważny — bliżej jednak do stwierdzenia, że tylko.
Może dlatego pokiwał głową i uśmiechnął się lekko na znak zrozumienia niekiedy skomplikowanych relacji rodzinnych, wstrzymując się od szerszego komentarza. Nie chciałby wciskać jej swojej perspektywy, bezsprzecznie markotniejszej. I kto wie, czy nie krzywdzącej.
— A jak ci się podoba poza ich gniazdem? — zagaił z niegasnącą ciekawością. — Często zdarza ci się wychodzić?
Pytał luźno, jakby rozmawiali o pogodzie. Brońcie Gwiezdni, nie robił jej tutaj przesłuchania. I jeśli ją także coś ciekawiło, proszę bardzo; wysoko unosił uszy i słuchał uważnie.
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
Brzózka trzepnęła uchem, widziała w niebieskich oczach coś, czego nazwać nie umiała. Eh, emocje i uczucia, jak tu ich nie kochać?
Szczególnie jeśli umie sie je opisywać, tak, jak on.
-Powiedziałam coś nie tak? Masz taki zmartwiony pyszczek- - Miauknęła, ino dalej grzebiąc palcami w ziemi.
Powoli, by pozbyć się wstrętnego uczucia wstydu za ludzi. A nie była to nawet wina Brzozy, że ludzie robili takie rzeczy kotom, które dziadek uważał za bliskie sercu.
Westchnęła.
-Jak wychodze przygotowany, to nawet fajnie. Gorzej jak pada śnieg, czy deszcz, wtedy się nie ruszam dla własnego zdrowia. - Odpowiada śmiało - ot, ciekawość czasami bywa kluczykiem do otwarcia mordki. Szczególnie u kogoś takiego, jak beżowa kulka, gdzie kłamstwo zjadło by ją od środka.
-Ale macie tu przyjemnie, nie powiem, że nie. Minus pająki, kleszcze i inne robactwo, to widoki są wspaniałe. Czy często? uhhh. Jak nie patrzą, lub mnie nie nagrywają... - Wzruszyła barkami.
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
Subtelnie drgnął, niczym przyłapany na gorącym uczynku albo wyrwany z zamyślenia. Nie pierwszy raz dane mu było słyszeć pochodną stwierdzenia, że wyglądał na smutnego, jednak teraz może rzeczywiście było w tym trochę więcej prawdziwych uczuć, a nieco mniej jego domyślnego wyglądu ślimaka z naruszoną skorupką.
— Och, nie, wszystko w porządku — zapewnił miękko.
Odpowiedź na zadane Brzozie pytanie było jak koło ratunkowe, którego mógł się teraz uwiesić.
— To bardzo rozsądne. Nie dziwię się, że w niepogodę nie ciągnie cię na łono natury, ja też wolę zostać w jaskini podczas ulewnego deszczu — odparł rozbawiony. — Popękane łapy od mrozu to również nic przyjemnego... Ale, przepraszam, nagrywają? Co to znaczy?
Rozumienie dziwnych słówek z kontekstu niekiedy zawodziło; jak teraz właśnie, gdy Łabędź nie miał niczego, o co mógłby się zaczepić. Totalne skołowanie wymalowało się na monochromatycznej mordce, której właściciel usilnie starał się odnaleźć satysfakcjonujące wyjaśnienie, lecz na próżno. Nagrywanie brzmiało jak tortura stosowana przez dwunożnych, ale nie o to mogło chodzić, racja?
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
Zapewnienie staruszka, że wszystko w porządku sprawiło, że Brzoza poczuł się troche gorzej. W porządku, ale gorzej na sercu.
Gorzej, bo ten temat zaczął swoim jestestwem.
Dlatego też, Brzoza szybko przeszła do innych tematów, bo ciekawość starego kocura była akceptowalna.
-Nagrywają - no nagry- ah. - Zamknął pyszczek i wymamrotał coś pod nosem. No tak, kamery, telewizja, internet - rzeczy nieznane dla kotowia leśnego, a ich gatunek robił tam furore!
-Ludzie...dwunogi mają takie...Kwadraty. Aparaty. Ciemne - - Lub nie, srebrne, metaliczne, kolorowe... Ale jak wyjaśnić kamere nie mówiąc w ludzkich terminach?
-Ciemne kamienie ze szkiełkiem. Te mają taką... funkcje - by ....pamiętać poszczególne momenty z życia, za ludzi. Takie udogodnienie. -
Próbuje wyjaśnić, lecz czy aby napewno mu się udało? Tak długo żył z ludźmi, że jakieś prostsze słowa są dziwne. Ale mniej słów jest często bardziej zrozumiałe.
-Czasami biorą aparat i robią mi zdjęcia z naturą. To nic nie boli.-
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me