Krótkowłosa, niebieski z bielą. Biel na pysku (od czoła przez całe policzki), całym brzuchu i łapach. Przednie - do łokci, tylne w całości. Za kociaka mała, drobna. W dorosłości przeciętnych rozmiarów, szczupła.
ADHD, wszędzie jej pełno, nie zamyka się ani na moment, wiecznie uśmiechnięta, w spektrum.
Nocny Szkwał [Krz]
- To całkiem proste... jakbyś chciał, to byś się pewnie nauczył. - przyznała. Skoro ona była w stanie do pojąć, to w zasadzie każdy był. Poza tym, było to na tyle proste, że nawet bez większego przygotowania, tak na logikę, zapewne dałoby się złowić chociaż jedna rybę. Ale nie o to chodziło! Nieważne czy chciał coś łowić czy nie, po prostu nie mógł tu być. I tyle.
- Mamy chyba jedno osiedle... Tam, na północny zachód. W lesie... już chyba nie ma miejsca. To znaczy, klany mają las. Tam za Czarnym ogonem, na południu. jest jakiś fragment lasu, to są ziemie niczyje. Albo jak pójdziesz tutaj to będziesz miał Kłujący Gąszcz, ale to chyba tyle. Raczej nie polecałabym polować na naszych terenach, zwłaszcza Porze Nagich Drzew, gdzie zwierzyny jest mało. - powiedziała, chcąc brzmieć tak poważnie i stanowczo jak tylko mogła. Pokazała mu gdzie może przezimować tak, żeby nie przeszkadzał i tyle. Papa.
- Ten zapach ryb to właśnie nasz zapach. Każdy taki nietypowy dla ciebie zapach powinien oznaczać, że trzeba się wycofać. Mnie przepraszać nie musisz, ale no, nie powinieneś tu być, więc lepiej idź. Odprowadzę cię do granicy. - powiedziała, choć nieszczególnie tego chciała. To był obcy kocur. Mógł się wydawać sympatyczny, ale najzwyczajniej w świecie się go bała. Był prawdopodobnie silniejszy i gdyby chciał, mógłby zrobić jej krzywdę. Miała jednak obowiązki, po coś na tym patrolu była. Eh.
xxxx- Och, to koniecznie muszę sobie znaleźć nauczyciela. Skoro płynie tu rzeka, może jest jej jakiś skrawek poza waszymi... no... terenami? - zapytał. Rzeki były zazwyczaj całkiem spore, nie wierzył, by tereny jakiejś zapewne niewielkiej grupy kotów były w stanie objąć ją całą. - Nie ma miejsca... dużo podróżowałem, ale no, z czymś takim to się spotkam pierwszy raz. Jak to jest, z tymi klanami? W sensie, po co. Jesteście w jakiś klanach, jeśli mogę zapytać? - bo spodziewał się, że jest ich malutka garstka, jeśli klanów jest czwórka, to nie bezpieczniej byłoby... żyć jako jedna grupa, a nie bawić się w jakieś klanu, tereny, zasady? Nie rozumiał, zupełnie. Trochę sytuacja przypominała mu grupę na osiedlu, choć tam działało to tak, że albo jesteś z nimi, albo przeciw nim. Nie można było być neutralnym. xxxx- Ale, ale! Mogę cię trochę zagadać? Panią, w sensie. Bo to fascynujące, w sensie serio, pierwszy raz o czymś takim słyszę, i no! - grzecznie szedł z nią do granicy, ale żal byłoby mu się rozstawać - wydawała się wiedzieć od niego dużo więcej, a skoro zamierzał się tu osiedlić na nieco dłużej, niż zazwyczaj, warto byłoby znać... przewodnika.
Krótkowłosa, niebieski z bielą. Biel na pysku (od czoła przez całe policzki), całym brzuchu i łapach. Przednie - do łokci, tylne w całości. Za kociaka mała, drobna. W dorosłości przeciętnych rozmiarów, szczupła.
ADHD, wszędzie jej pełno, nie zamyka się ani na moment, wiecznie uśmiechnięta, w spektrum.
Nocny Szkwał [Krz]
- Jak pójdziesz tam to zobaczysz Bobrową Tamę. Za Bobrową Tamą, w głąb lasu są nasze tereny ale za nią jeszcze część niczyja. Tam możesz się pouczyć. - powiedziała, choć w zasadzie nie była pewna czy powinna mówić coś takiego? Może to niczyja część rzeki, ale jak ktoś tam łowi, to z automatu zabiera zwierzynę tu, na ich terenach. Trudne się wylosowało. Samotnik nie chciał walczyć, wydawał się być przyjazny, nawet bez szemrania zgodził się opuścić tereny, ale mimo to ją zagadywał i nie pozwalał odejść, żeby skończyła patrol. Przodkowie, naprawdę ciężkie się wylosowało.
- Ja... nie wiem. W sensie, urodziłam się tutaj, tak po prostu jest. Żyjemy w Czterech Klanach, bo taka jest tradycja. Każdy klan ma swoje zwyczaje, podobno też się specjalizują w czymś innym, ale nie poznałam za dużo kotów spoza klanu Rzeki. - prędzej wśród pieszczochów i samotników, ale to co innego. Trochę wstyd, że nie potrafiła odpowiedzieć na takie pytanie, ale nigdy się nad tym nie zastanawiała. Tak było, klany były Cztery bo tak kiedyś wymyślono i tyle... Nie zagłębiała się w to.
- No... um, chyba w porządku. Pytaj. - nie mogła obiecać że odpowie na wszystko wyczerpująco, ale odpowie na to, na co będzie mogła.
xxxxZastrzygł uszami. Nie za bardzo wiedział, gdzie jest ta cała Bobrowa Tama, ale nie planował już pytać - znajdzie sam, przecież sobie poradzi. Niemniej miło było, że chciała mu nieco pomóc. Uśmiechnął się. Rzadko w nowych miejscach trafiał na... miłe koty, i choć wcale nie oczekiwał, że większość nieznajomych będzie bez oporu chciała z nim gadać, zawsze to była po prostu przyjemniejsza odmiana, o. xxxxPrzekręcił głowę na bok. Mógł! Cudownie. - Czyli żyjecie w Klanach... bez większego celu? Bo tak jest i tyle? - uniósł brwi. Nie chciał jej obrażać, jej domu czy tradycji, dlatego nie powiedział na głos, że to przecież... nie ma sensu. Dlaczego trzymają się jakiś dziwnych grup, skoro mogliby żyć, na przykład, wszyscy razem? Odys dobrze wiedział, że łatwiej przetrwać zimę nie będąc w pojedynkę. - I ile was jest w takim klanie? - zapytał, bo nie wiedział, czy mógł sobie porównać coś takiego do jakiś grup samotniczych, które mieściły parę kotów trzymających się kurczowo razem, czy jak?
Krótkowłosa, niebieski z bielą. Biel na pysku (od czoła przez całe policzki), całym brzuchu i łapach. Przednie - do łokci, tylne w całości. Za kociaka mała, drobna. W dorosłości przeciętnych rozmiarów, szczupła.
ADHD, wszędzie jej pełno, nie zamyka się ani na moment, wiecznie uśmiechnięta, w spektrum.
Nocny Szkwał [Krz]
- Nie powiedziałabym, że bez celu. W sensie, mamy rangi, każdy ma jakieś obowiązki i o siebie dbamy. Łatwiej jest tak przetrwać w lesie. Każdy klan ma jakieś swoje własne tradycje, swoją historię. Nie odnalazłabym się w takim klanie Cienia, na przykład. Dobrze mi tutaj. - przyznała. Może jeszcze łatwiej byłoby im żyć w jednym dużym klanie, ale Przywódcy już teraz mieli łapy pełne roboty, jakby jeden kot miał rządzić prawie setką kotów, to pewnie kadencje byłyby dużo krótsze, ze względu na ogromny stres, ale co ona mogła o tym wiedzieć, skoro nawet terminatora jeszcze nie wytrenowała.
- Nas jest... nie wiem, tak koło czterdziestu będzie? Nigdy nie liczyłam, ale jakoś tak by było. - mruknęła. Nigdy nie zajmowała się dokładną analizą liczebności klanu, więc ciężko było jej podać dokładną liczbę, ale czterdzieści brzmiało tak, no, możliwie.
xxxx- Ra...ngi? W sensie każdy odpowiada za coś innego tak? Taki... system. Okej, rozumiem. Każdy Klan ma taki system? I pomimo to każdy jest zupełnie inny? - słuchał jej i starał się ułożyć to wszystko w głowie, chociaż nie ukrywał, że choć w wielu różnych miejscach był na świecie, o... Klanie dowiadywał się po raz pierwszy. Zdarzało mu się żyć przy grupach samotniczych, przy włóczęgach, niekiedy... przeciw nim, kiedy nie chciał się dopasowywać. Ale Klany brzmiały na coś zorganizowanego, a nie chaotycznego jak to, co znał dotychczas. Kiedy usłyszał, że kotów w klanie było czterdzieści, oczy niemalże wyszły mu z oczodołów. - Dużo... was - wysapał z zdziwieniem. W zasadzie, to tłumaczyło dlaczego nie żyli wszyscy razem - jeśli w każdym Klanie jest po czterdzieści kotów, to zapanować nad takim stadem się zwyczajnie nie dało. xxxx- I wy... rywalizujecie między sobą? Czy może, nie wiem, możecie wchodzić na tereny innych klanów, ale po prostu żyjecie sobie osobno? - może tylko samotnikom zabroniono wchodzić, bo nie byli z żadnego Klanu, a oni swobodnie poruszali się po terenach wszystkich czterech.
Krótkowłosa, niebieski z bielą. Biel na pysku (od czoła przez całe policzki), całym brzuchu i łapach. Przednie - do łokci, tylne w całości. Za kociaka mała, drobna. W dorosłości przeciętnych rozmiarów, szczupła.
ADHD, wszędzie jej pełno, nie zamyka się ani na moment, wiecznie uśmiechnięta, w spektrum.
Nocny Szkwał [Krz]
- Taki sam, albo podobny. U nas zamiast Matek są Opiekunowie. Obowiązki te same, ale inna nazwa. Ale tak, każdy ma swoje obowiązki. Mamy wojowników, którzy patrolują i polują, terminatorów, którzy dopiero się szkolą, Medyków, Opiekunów, i tak dalej. Każdy jest od czegoś innego. - choć w dalszym ciągu znajdowały się jednostki, dla których brakowało miejsca i nie potrafiły się odnaleźć. Owszem, wybór był dość skromny, bo Senny Świt nie dopuszczał nikogo to bycia Medykiem, więc zostawał wybór między Opiekunem a Wojownikiem, ale zawsze to... coś. Gorzej, jak na widok Chruśniaka chciało się wymiotować a wojownikiem było się raczej miernym.
- Nie rywalizujemy, ale nie możemy wchodzić na swoje tereny. To znaczy, no, teraz nie rywalizujemy, kiedyś coś tam podobno się działo, ale to długie księżyce temu. Za wstąpienie, czy nie daj Gwiezdny Klanie, polowanie na terenach innego klanu grozi kara. Taka pewnie bardziej surowa. - ona raczej nigdy nie zamierzała sprawdzać jaka dokładnie, ale skoro sam Kodeks tego zabraniał, to pewnie była to kara typu: poważna.
xxxxSłuchaj jej z widocznym zainteresowaniem. Starał się wyłapać każdą nazwę, choć zapewne coś mu po drodze wypadało, to na pewno. Niemniej system, w którym było tak wiele kotów i każdy zajmował się czymś innym był dla niego wyjątkowo fascynujący. Zresztą, odkąd pamiętał uwielbiał wypytywać lokalne koty tam, gdzie akurat był, o codzienność i ich zwyczaje. Można było się zdziwić jak wiele kotów żyje tak bardzo różnie, pomimo, że byli jednym gatunkiem, żyjącym w tym samym czasie - po prostu w innym miejscu. xxxx- Usłyszałem... dużo nieznajomych słów. Długie księżyce? I mówiła Pani, że Klanów jest cztery, to naliczyłem się już trzech. Klan Rzeki, Klan Cienia, Gwiezdny Klan i...? - zapytałem. Z tego co zrozumiałem, ona pochodziła z Klanu rzeki, ale nie odnalazłaby się w Klanie Cienia. Teraz mówiła, by Gwiezdny Klan czegoś nie dał, a więc był już trzeci. Brakowało jeszcze jednego. - A Pani jest kim w Klanie? I och, jestem Odys, nie mówiłem wcześniej? Mówiłem? Mniejsza o to! A Pani, to...? Jeśli można zapytać!
Krótkowłosa, niebieski z bielą. Biel na pysku (od czoła przez całe policzki), całym brzuchu i łapach. Przednie - do łokci, tylne w całości. Za kociaka mała, drobna. W dorosłości przeciętnych rozmiarów, szczupła.
ADHD, wszędzie jej pełno, nie zamyka się ani na moment, wiecznie uśmiechnięta, w spektrum.
Nocny Szkwał [Krz]
- Księżyce to, no, nie wiem jak to opisać tak, żebyś zrozumiał, wybacz. Tak mierzymy czas, wiek. To kilkanaście wschodów słońca. I nie mów do mnie pani, proszę. Nie używamy tutaj takich słów to takie... dziwne. Jest klan Rzeki, Gromu, Wichru i Cienia. Do Gwiezdnego Klanu odchodzą zmarli. Zasiadają na Srebrnej Skórce razem z resztą przodków. - powiedziała trochę nieskładnie. Z jednej strony nie robiła nic złego. Kocur był przyjazny, a mimo to miała wrażenie że chyba nie do końca powinna opowiadać o ich kulturze samotnikowi. Niby w jaki sposób mógł to wykorzystać? Ale jednak... to był samotnik. Kot wyjęty spod kodeksu.
- Ja pochodzę z klanu Rzeki. Nazywam się Bzycząca Mucha. - powiedziała, próbując jakoś zrozumie co znaczyło imię nieznajomego. Nic jednak nie przychodziło jej do głowy. - Co oznacza twoja imię? - zdecydowała się zapytać. Chyba nie będzie miał nic przeciwko?
xxxx- O. Okej - miauknął szybko, bo nie chciał, żeby koteczka poczuła się jakoś niefajne z tym, jak do niej mówił. Właśnie chodziło o pokazanie szacunku, no, ale skoro tutejsi sobie tego nie życzyli, to on nie będzie się spierał. - Wiek? Mm... u nas się liczy w miesiącach. Jeden miesiąc to czas od jednej pełno do drugiej, o - wytłumaczył, bo może to zaciekawi kotkę. Skoro ona dzieliła się z nim swoimi zwyczajami, to on mógł się odwdzięczyć... choć nie był pewien, czy ta w ogóle była zainteresowana. xxxxKoncept śmierci, by odchodzić do jakiegoś innego Klanu był... miły. Miło, że tak tłumaczyli sobie stratę. To na pewno łatwiejszy sposób, niż po prostu pogodzić się z stratą, więc rozumiał, że zaistniała taka potrzeba. Nie uważał tego za mądre i jakkolwiek realne, ale nie chciał tego wyśmiewać. xxxx- Z Klanu Rzeki... zgaduję, że macie rzekę u siebie - zaśmiał się. - Pachniesz rybami, łowicie je? - zapytał. Dziwne miała imię, długie... i... nie obrażało jej przypadkiem? Mucha to nie było zwierzę, którym chciało się być. Małe, denerwujące... ale co on tam wie. - ...nie wiem, w sumie. Ludzie mówili na mnie Odyseusz gdy z nimi mieszkałem, dawno temu, ale długie jest, to raczej wolę Odys. Chyba to jakieś ludzka rzecz po prostu. Nie brzmi źle, to sobie zostawiłem.
Krótkowłosa, niebieski z bielą. Biel na pysku (od czoła przez całe policzki), całym brzuchu i łapach. Przednie - do łokci, tylne w całości. Za kociaka mała, drobna. W dorosłości przeciętnych rozmiarów, szczupła.
ADHD, wszędzie jej pełno, nie zamyka się ani na moment, wiecznie uśmiechnięta, w spektrum.
Nocny Szkwał [Krz]
- O, to u nas zamiast miesiące mówi się księżyce. Też liczymy od pełni do pełni. Jakoś tak. - mruknęła. Czyli odstęp czasu był taki sam, tylko nazewnictwo inne. Możliwe że Piotrek jej coś o tym mówił, ale tak całkiem szczerze to nie pamiętała już właściwie nic, co jej mówił. Cały tamten okres swojego życia wyrzuciła z pamięci, chciała o tym zapomnieć i nigdy do tego nie wracać. Czasem wspomnienia nawiedzały ją w koszmarach, ale znikały, gdy tylko otwierała oczy.
- Klan Gromu w sumie też ma rzekę, ale chyba nie przepływa przez ich tereny, tak jak u nas. T-tak, łowimy. Inne klany też, ale my to robimy tak na co dzień. Inni raczej nie przepadają za rybami, z tego co wiem. - u nich był Karpi Strumień, który by umarł gdyby odebrano im dostęp do rzeki, czy jakiejkolwiek innej wody. Jego syn zresztą podobnie. Wielu rzeczniaków lubiło ryby, ale inne klany chyba niekoniecznie. Fakt, miały specyficzny zapach, ale były całkiem dobre. Nie wiedzieli co tracili.
- Oh, rozumiem. Miałam kiedyś znajomego, nazywał się Piotruś Pan, ale kazał mówić na siebie Piotrek. Dwunodzy chyba lubią takie imiona... takie długie i bez znaczenia. - zauważyła. Może to tylko przypadek, niemniej połączyła kropki i zobaczyła pewną zależność. Dwunodzy byli dziwni. Nie potrafiła ich zrozumieć.
xxxxO. No i wszystko jasne. W sumie całkiem logiczne nazewnictwo, skoro liczyło się od księżyców. xxxxPokiwał głową. Ciekawe, dlaczego to oni tak bardzo lubią ryby, skoro inni także je łowią?? Ale to pewnie sprawa, o którą musi zapytać koty Klanu Gromu, na przykład. Może nawet się pokusi i zawędruje w ich stronę, jak tylko będzie wiedział gdzie ich szukać xxxxPrzekrzywił głowę. Piotruś Pan? Też musiał mieć imię od dwunoga... ciekawe. - A wasze mają znaczenia? Co oznacza twoje? - zapytał z ciekawości, bo Bzycząca Mucha nie brzmiało jak coś, co ma ukryte znaczenie, ale może to on zbyt prymitywnie na to patrzył? Nie chciał niczego wykluczać!
Krótkowłosa, niebieski z bielą. Biel na pysku (od czoła przez całe policzki), całym brzuchu i łapach. Przednie - do łokci, tylne w całości. Za kociaka mała, drobna. W dorosłości przeciętnych rozmiarów, szczupła.
ADHD, wszędzie jej pełno, nie zamyka się ani na moment, wiecznie uśmiechnięta, w spektrum.
Nocny Szkwał [Krz]
Trochę ją zagiął. Nie wiedziała jak odpowiedzieć. Jej imię… no nic nie oznaczało. To było imię od Muchy i takie dostała po skończeniu treningu. Tylko i aż tyle, heh.
— U nas to działa troszkę inaczej. To znaczy? Jako kociak miałam na imię Mucha, po prostu. Potem, jako terminator każdy ma w imieniu człon „Łapa”. Zostałam Bzyczącą Łapa, żeby potem jako wojowniczka, gdy już skończyłam trening, zostać Bzyczącą Muchą. Nie ma żadnego znaczenia… w teorii. Ale jest od czegoś, nie? Nie wiem czy jest Odyseusz, ale wiem czym jest Mucha. — wytłumaczyła to najlepiej jak mogła, nawet nie zauważając kiedy poczuła się swobodniej w rozmówca. Nie przerażał jej już, z jakiegoś powodu. Był miły.
xxxx- Och - zaśmiał się. - W sumie racja, ja też wiem czym jest mucha... to jakieś znaczenie jednak jest - uśmiechnął się. Nie pomyślał o tym w tej kategorii, ale miała racje. Nie mieli dziwnych, niezrozumiałych imion, no bo... jak nie znali czegoś, to jak mieli tak nazwać swoje dziecko? Musieliby wymyślać słowa. Bez sensu. - Więc każdy kot, który się u was uczy ma człon "Łapa", tak? Ciekawe. Fajne, przynajmniej łatwo rozpoznać - mruknąłem. Wyjątkowo fascynowały mnie Klany, były dużo bardziej złożone, miały więcej zasad niż gangi, które napotykałem na swojej drodze. I fakt, że każdy z Klanów żyje według tych samych zasad, ale jednak osobno, także był niebywały. xxxxPodniosłem się z miejsca. Kotka była wyjątkowo miła i cieszyłem się, że na nią trafiłem, co nie zmieniało faktu, że powoli słońce chowało się za horyzontem, a ja musiałem znaleźć sobie miejsce do spania, no i coś na ząb. W ciemności dużo trudniej się polowało, niestety. - Dziękuję, Bzycząca Mucho, za rozmowę. Muszę znikać, ale mam nadzieję, że kiedyś cię jeszcze zobaczę - uśmiechnąłem się uprzejmie. - Bezpiecznej drogi! - dodałem, a jeśli ta nie miała nic przeciwko, faktycznie oddaliłem się od granicy.
Krótkowłosa, niebieski z bielą. Biel na pysku (od czoła przez całe policzki), całym brzuchu i łapach. Przednie - do łokci, tylne w całości. Za kociaka mała, drobna. W dorosłości przeciętnych rozmiarów, szczupła.
ADHD, wszędzie jej pełno, nie zamyka się ani na moment, wiecznie uśmiechnięta, w spektrum.
Nocny Szkwał [Krz]
- Wszyscy takie mamy w klanie. Mój brat nazywa się Ogniste Serce, siostra to Wodny Wir, i tak dalej. - dodała jeszcze, jakby z jakiegoś niezrozumiałego jej powodu chciała, żeby kocur zrozumiał jakie w klanach występują imiona. Ale po co to robiła tak w zasadzie? Może dlatego, że był miły i szczerze zainteresowany ich kulturą. A może po prostu ją zagadał. Ciężko stwierdzić.
- Dokładnie. A Przywódca zawsze ma człon Gwiazda. Ale to jedyne takie rozpoznawalne człony. Medyka, Opiekuna i Wojownika nie będziesz w stanie od siebie odróżnić. - dodała, lekko się uśmiechając. W klanie większość rzeczy miało swój cel, miało sens i było ułatwiające życie, jakby nie patrzeć. Mieli schematy co do nadawania imion, pewnych członów, dzięki czemu rozmawiając z kotem z innego klanu było w stanie się stwierdzić kim on mniej-więcej jest. To pomagało.
- Ja też powinnam już iść, zagadałeś mnie. Do widzenia! - przyznała i pożegnała się grzecznie. Nie pamiętała już jego imienia. Nie dlatego, że było bez znaczenia, po prostu... było trudne, a ona miała wybitnie słabą pamięć.