Kolejny słaby cios, który nie miał prawa wzruszyć wysokiego, młodego i pełnego werwy Ciemnej Łapy. Chociaż tyle, że Łabędź kupił sobie odrobinę więcej czasu. Jego pole widzenia przeszło ze stanu nieistnienia, po nieokreśloną, załzawioną zmazę, aż wreszcie zaczęło powiększać się i rozpoznawać kształty... takie jak duża kula futra szarżująca wprost na niego.
Sapnął pod nosem i — nadal zażarcie mrugając — spróbował uskoczyć w bok, zanim zostanie zmieciony z pionu. Kto by przypuszczał, że to właśnie jemu przyjdzie uciekać? Jednak bynajmniej nie czuł się z tym źle. Był dumny, widząc (albo raczej doświadczając), jak dobrze Ciemności szło. Temu samemu kocurkowi, który jakiś czas temu nie widział siebie jako godnego dodatku do wichrowej kadry wojowników. Och, zdziwiłby się. Miał wielki potencjał.
Duma dumą, potencjał potencjałem, Łabędź nie zamierzał sprzedać skóry tanio. Może nadal nie widział perfekcyjnie, natomiast liczył jeszcze na swój refleks, który miał szansę uchronić go przed atakiem.
Długie, wysokie bydle o eleganckich rysach pyska i torsu, delikatnych łapach. Jego krok jest za to sztywny na co dzień, o ile się na nim nie skupi. Puszysty, długi ogon. Długie, falowane futro do ziemi w kolorze niebieskim pręgowanym klasycznym colorpoint. Biel obejmuje dobrą połowę od spodu ciała, koniuszek ogona, kryzę oraz od nosa do policzków na mordce.
Na początku szare, lecz z wiekiem wybarwią się ślepia na krystaliczny niebieski.
Małe, wredne, pogryzie twoje kostki.
Ciemność to mały obserwator, nie mający w myślach nic, jak rozwiązanie zaistniałych problemów - gdy nie jest mu to dane, popada w histerie.
Spokojny zazwyczaj, na codzienne spojrzenie innego klanowicza. Uwielbia ciche rozmowy, nienawidzi głośnych dźwięków.
Dyszy. Czuje pod futrem pot, lecz nie boi się już. Wie, że nie może sobie pozwolić na zły ruch - na strach.
Nie tu, nie przed ojcowskim obliczem.
Starszy kocur o tych samych barwach uskakuje, a Ciemna Łapa tuż za nim - ma zamiar uderzyć go w głowę silnymi łapskami i ogłuszyć.
Albo niech pręgowany o beżowych barwach ogłosi wygraną Ciemnej Łapy. Będzie to jedna z niewielu rzeczy, jaką Ciemna Łapa dobrze zrobi w życiu.
Pokaże im. Pokaże ojcu, że się nadaje.
Rolling 1d10+1: 3 +1 = 4
⌏The gods were never on ourside⌎
So Ithink itʹs time we watch them fall
⋆★★★⋆
And soonyouʹllsee what I did ⌍Soontheyʹll be nogodsever!⌌
Udało mu się uniknąć szarży syna, ale ten prędko go doścignął; kiedy Łabędź otworzył oczy i wreszcie zobaczył coś więcej poza rozmazującymi obraz łzami, spostrzegł szarawy pyszczek Ciemnej Łapy i ruch z jego strony, którego nie potrafił dokładnie zinterpretować, jednak chyba nie byłoby niczym dziwnym założyć nieudany atak. Rzeczniak miał więcej szczęścia niż rozumu — albo Ciemność spotkał pech, albo zaskoczył go niespodziewany ruch ze strony ojca.
Nieistotne. Liczyło się to, co działo się tu i teraz. Łabędź, postanowiwszy wykorzystać dzielący ich niewielki dystans, zatopił pazury w glebie i wyrzucił łapę ku górze, celując drobinkami ziemi w oczy terminatora.
Rolling 1d6+1: 2 +1 = 3
(parzyste udane | nieparzyste nieudane)
A później, nie czekając, aż przekona się o skuteczności (albo braku) tego zagrania, uniósł drugą łapę, aby wymierzyć nią cios w uszy kocura. Mimo wszystko atakowanie jego pyszczka przychodziło mu z trudnością, więc zdobył się tylko na mniej efektywne zagranie.
Długie, wysokie bydle o eleganckich rysach pyska i torsu, delikatnych łapach. Jego krok jest za to sztywny na co dzień, o ile się na nim nie skupi. Puszysty, długi ogon. Długie, falowane futro do ziemi w kolorze niebieskim pręgowanym klasycznym colorpoint. Biel obejmuje dobrą połowę od spodu ciała, koniuszek ogona, kryzę oraz od nosa do policzków na mordce.
Na początku szare, lecz z wiekiem wybarwią się ślepia na krystaliczny niebieski.
Małe, wredne, pogryzie twoje kostki.
Ciemność to mały obserwator, nie mający w myślach nic, jak rozwiązanie zaistniałych problemów - gdy nie jest mu to dane, popada w histerie.
Spokojny zazwyczaj, na codzienne spojrzenie innego klanowicza. Uwielbia ciche rozmowy, nienawidzi głośnych dźwięków.
Ciemna Łapa uniknął piachu z łap ojca, odsuwając i chowając pysk w kryzie.
Zatrzymało się w pół-biegu, widząc kolejne machnięcia łap ze strony starszego. Nie bało się - chce wyczuć ruch, moment, kiedy pierś Łabędziej Gwiazdy będzie odsłonięta. Celując w kryzę - Ciemna Łapa ma zamiar przewrócić przywódcę Rzeki.
Rolling 1d10+1: 6 +1 = 7
⌏The gods were never on ourside⌎
So Ithink itʹs time we watch them fall
⋆★★★⋆
And soonyouʹllsee what I did ⌍Soontheyʹll be nogodsever!⌌
W mało elegancki, wręcz chaotyczny sposób ich ruchy zablokowały się wzajemnie. Łabędź nie tyle uderzył Ciemność, co pohamował jego zapędy, choć nawet wtedy energiczny atak syna zmusił go do ustąpienia pola i postąpienia kilku kroków w tył, wywijając przy tym puchatym ogonem. Gdyby był mniej masywny — albo nieprzygotowany — raczej nie miałby co liczyć na utrzymanie równowagi.
Następnie odskoczył w bok, co mogło przypominać chęć ucieczki poza zasięg przeciwnika, jednak jego cel był troszeczkę inny. Przy kolejnym susie w przód skoncentrował się na kicie Wichrzaka, na której spróbował delikatnie zacisnąć szczęki. Nie miał w tym głębszego planu, efektem, na jaki liczył, było zaskoczenie. Poza tym, prawdę mówiąc, był ciekaw jego reakcji na ciut mniej spodziewany manewr.
Długie, wysokie bydle o eleganckich rysach pyska i torsu, delikatnych łapach. Jego krok jest za to sztywny na co dzień, o ile się na nim nie skupi. Puszysty, długi ogon. Długie, falowane futro do ziemi w kolorze niebieskim pręgowanym klasycznym colorpoint. Biel obejmuje dobrą połowę od spodu ciała, koniuszek ogona, kryzę oraz od nosa do policzków na mordce.
Na początku szare, lecz z wiekiem wybarwią się ślepia na krystaliczny niebieski.
Małe, wredne, pogryzie twoje kostki.
Ciemność to mały obserwator, nie mający w myślach nic, jak rozwiązanie zaistniałych problemów - gdy nie jest mu to dane, popada w histerie.
Spokojny zazwyczaj, na codzienne spojrzenie innego klanowicza. Uwielbia ciche rozmowy, nienawidzi głośnych dźwięków.
Dyszy. Znów. Jest słabsze z każdym ciosem.
Czuje na swoim ogonie ucisk, a niebieski wzrok po chwili ujrzał ojcowski łeb, jego szczęki, na ogonie puchatym.
Ciemna Łapa nie mogła spudłować - łapami wycelowała w ową głowę, by przybić ją do ziemi.
Rolling 1d10+1: 4 +1 = 5
⌏The gods were never on ourside⌎
So Ithink itʹs time we watch them fall
⋆★★★⋆
And soonyouʹllsee what I did ⌍Soontheyʹll be nogodsever!⌌
Cofnął głowę, by uniknąć uderzenia w głowę (a zarazem będąc zmuszonym do wypuszczenia swojej zdobyczy; nie chciał przecież zrobić synowi krzywdy, ciągając go za ogon) i niezależnie od tego, czy w efekcie wyszedł z tego cało, czy też został pacnięty w czoło, jego następnym ruchem było zrobienie kilku kroków w tył.
Rolling 1d10+4: 7 +4 = 11
Ciemna Łapa dyszał, Łabędź sapał, czując, jak z wysiłkiem unosi się jego klatka piersiowa. Kiedyś dłuższe i intensywniejsze sparingi nie były dla niego wyzwaniem, jednak od tamtych czasów jego wytrzymałość znacznie spadła... i miała już nigdy nie wrócić do dawnej światłości. Tak czy inaczej, wszystko wskazywało na to, że dosyć się dzisiaj natrenowali.
— Co ty na to, by uznać tę walkę za remis? — spytał powoli, z przerwami na zaczerpnięcie oddechu. Uśmiechnął się lekko. — Opadam z sił. Godny z ciebie przeciwnik.
Długie, wysokie bydle o eleganckich rysach pyska i torsu, delikatnych łapach. Jego krok jest za to sztywny na co dzień, o ile się na nim nie skupi. Puszysty, długi ogon. Długie, falowane futro do ziemi w kolorze niebieskim pręgowanym klasycznym colorpoint. Biel obejmuje dobrą połowę od spodu ciała, koniuszek ogona, kryzę oraz od nosa do policzków na mordce.
Na początku szare, lecz z wiekiem wybarwią się ślepia na krystaliczny niebieski.
Małe, wredne, pogryzie twoje kostki.
Ciemność to mały obserwator, nie mający w myślach nic, jak rozwiązanie zaistniałych problemów - gdy nie jest mu to dane, popada w histerie.
Spokojny zazwyczaj, na codzienne spojrzenie innego klanowicza. Uwielbia ciche rozmowy, nienawidzi głośnych dźwięków.
Widzi, jak ojciec puszcza i daje jenu do myślenia - strach...Strach też warto wykorzystywać. Obawy innego kota, by wygrać.
Celuje ponownie w ojcowską głowę swoimi przednimi łapami, a dokładniej w nos starszego colorpointa.
Rolling 1d10+1: 8 +1 = 9
To było wyzwanie, które ich wymęczyło. Ciemna Łapa nie chciała przestać, już miała atakować znów, lecz słowa starszego kocura zabrzmiały w uszach wichrzaka pół-krwi.
-...Remis.- Odpowiada cicho. -Jednak będe chciał r-rewanżu.-
Jeśli ojciec ich nie zatrzymywał, otarło się o jego kryzę, po czym ruszyło kierunkiem do obozu.
/zt, leć rub nowo sesje
⌏The gods were never on ourside⌎
So Ithink itʹs time we watch them fall
⋆★★★⋆
And soonyouʹllsee what I did ⌍Soontheyʹll be nogodsever!⌌
Jak sądził, spokojne odejście kilka kroków w tył będzie dla Ciemności jasnym sygnałem... ale nim nie było, i nim Łabędź zdążył uspokoić oddech i się odezwać, kocurek już ruszał na niego ponownie, za nic mając własne zmęczenie. Na Gwiazdy, ten to miał parę w łapach; nie do wiary, że niewiele wcześniej skrywał się w trawach i wyglądał na ostatnią osobę, która chciałaby uczestniczyć w walce... czy chociażby przyjacielskim sparingu.
Odruchowo odskoczył, nie chcąc oberwać po głowie, a potem, kiedy już udało im się dojść do porozumienia i oficjalnie domknąć ich pojedynek, starszy wybuchnął serdecznym śmiechem.
— Z wielką przyjemnością — zgodził się. — Kilka takich spotkań i wgnieciesz mnie w ziemię, bez wątpienia.
A jego bardzo to cieszyło. Chciał, by jego dzieci odnosiły sukcesy, nabierały pewności siebie, potrafiły się obronić w obliczu niebezpieczeństwa — ukończenie treningu było tutaj sprawą podrzędną.
Nie zdążył uzgodnić z Ciemną Łapą szczegółów, może umówić się w konkretnym czasie i miejscu, jednak wracał do Obozu z nadzieją, że niedługo znów się zobaczą.
Przerażająco wysoki. Kremowe futro i tygrysie pręgi. Zielone, (oceniające!) oczy.
Spokojny i poważny. Raz na jakiś czas rzuci kąśliwym komentarzem, jednak to już nie ta młoda krew, co kiedyś. Wciąż bywa lekko zarozumiały.
Promyczek musiał uciec jak najdalej.
Jednak spokojnie, jeszcze nie mowa tu o opuszczaniu Klanu, ten typ tak łatwo się nie poddaje. Zwłaszcza jak się uprze, jak się uprze to ho, ho! Natomiast teraz kocur musiał wiać przed małymi łapkami. Choć tak wyczekiwał, aż jakaś matka się okoci, aż da mu szansę do popisu, będzie mógł w końcu torować sobie drogę do zwycięstwa! I jak to się stało, szybko się okazało, że wciąż czuł się niekomfortowo przy kociętach, które za grosz nie miały pojęcia co i jak. Wyły, śliniły się, a jak otworzyły oczy i zaczęły chodzić, to stały się takie nieznośne! Zaciskał zęby rzecz jasna, ależ ile można? Niedługo mu wszystkie wypadną, tyle z tego będzie. Tak więc wziął sobie dzień wolnego. Naturalnie, bez wspominania o tym nikomu, bo by jeszcze wyszło, że jest złym opiekunem i znów musiałby czekać do kolejnej ceremonii, aż go ta stara wariatka ułaskawi.
Więc zaszedł sobie wyjątkowo daleko - z samego rana się wybrał! A nóż, spotka go coś przyjemnego na tym spacerku pełnym ciszy i spokoju.
//Wiewióra
What'chalookin'at,𝖇𝖆𝖇𝖞 Isa𝖒𝖔𝖙𝖍𝖊𝖗𝖑𝖔𝖛𝖎𝖓'legendinthemaking Fortherestofyour𝖑𝖎𝖋𝖊,I'llbe《 there 》 I'llbe𝖘𝖙𝖚𝖈𝖐inyourʜᴇᴀᴅliketherootsofyourhair
Księżyce: 63 Mistrz: jaśniejący płomień, łabędzia gwiazda i los Płeć: kotka Matka: roziskrzona gwiazda Ojciec: łabędzia gwiazda Partner: wolność
Rdza to długowłosy kot, o smukłej budowie ciała. Ma duże uszy, z końcówkami, które stercza na końcu uszu. Jest wysoka. Jej imię odpowiada jej wyglądowi, jest to rdzawy kot: ciemna pręga na grzbiecie, pyszczku, ogonie i palcach przecinają jej rdzawe ciało. Brzuch, pysk oraz łapy są pokryte rozjaśnianiem, a jej grzbiet jest pokryty ciemnym nalotem. Jej oczy są intensywnego, pomarańczowego koloru, jej nosek ceglany. Wiecznie napuszone i brudne futro jest jej znakiem szczególnym.
Jeśli myśleliście, że Rdza dorosła to haha, dobry żart. Rdza się absolutnie nic nie zmieniła, dalej jest głupia, dalej żartuje, dalej się wygłupia i jest zbyt pewna siebie. Cholera wie czy kiedyś coś jej nie zje przez ta pewność siebie. Chaotyczna i o krótkiej pamięci. Żyje pełnią dnia, niespecjalnie myśląc o konsekwencjach swoich czynów. Raczej wyluzowana, z czystą głową i myślami. Jedna komórka mózgowa.
Rdza ponownie gdzieś wyszła poza obóz, chociaż ona to nie szukała ucieczki. Ona po prostu szukała rozrywki, jak to Rdza. Zbliżyła się do granicy z Czterema Dębami, i nagle... zobaczyła znajomą mordkę.
- JA NIE MOGĘ, PROMIENNA ŁAPA!! - zawołała wesoło, wskakując na tereny Czterech Dębów i ogonem wesoło machając na boki, patrząc wyczekująco na kocura. No niech się do niej przypałęta. Powie mu co widziała podczas swoich podróży!
Przerażająco wysoki. Kremowe futro i tygrysie pręgi. Zielone, (oceniające!) oczy.
Spokojny i poważny. Raz na jakiś czas rzuci kąśliwym komentarzem, jednak to już nie ta młoda krew, co kiedyś. Wciąż bywa lekko zarozumiały.
Wzięło go to wszystko znienacka! Aż się wzdrygnął jak usłyszał głos. Całkiem znajomy głos. Odwrócił się i ujrzał Rdzę, tuż za granica Rzeki!
- Miarkuj sobie, już nie żadna Łapa. - odezwał się, podchodząc trochę bliżej. Naturalnie, że najpierw musiał zwrócić uwagę na siebie. - Teraz jestem Promienny Horyzont. - nieco wypiął pierś. Nie musiał mówić od razu, że jest matką. - A ty widzę, że nagle stałaś się rzeczniaczką. Albo włamałaś się nie na swój teren.
Uniósł brwi do góry. W sumie wcale by się nie zdziwił.
What'chalookin'at,𝖇𝖆𝖇𝖞 Isa𝖒𝖔𝖙𝖍𝖊𝖗𝖑𝖔𝖛𝖎𝖓'legendinthemaking Fortherestofyour𝖑𝖎𝖋𝖊,I'llbe《 there 》 I'llbe𝖘𝖙𝖚𝖈𝖐inyourʜᴇᴀᴅliketherootsofyourhair
Księżyce: 63 Mistrz: jaśniejący płomień, łabędzia gwiazda i los Płeć: kotka Matka: roziskrzona gwiazda Ojciec: łabędzia gwiazda Partner: wolność
Rdza to długowłosy kot, o smukłej budowie ciała. Ma duże uszy, z końcówkami, które stercza na końcu uszu. Jest wysoka. Jej imię odpowiada jej wyglądowi, jest to rdzawy kot: ciemna pręga na grzbiecie, pyszczku, ogonie i palcach przecinają jej rdzawe ciało. Brzuch, pysk oraz łapy są pokryte rozjaśnianiem, a jej grzbiet jest pokryty ciemnym nalotem. Jej oczy są intensywnego, pomarańczowego koloru, jej nosek ceglany. Wiecznie napuszone i brudne futro jest jej znakiem szczególnym.
Jeśli myśleliście, że Rdza dorosła to haha, dobry żart. Rdza się absolutnie nic nie zmieniła, dalej jest głupia, dalej żartuje, dalej się wygłupia i jest zbyt pewna siebie. Cholera wie czy kiedyś coś jej nie zje przez ta pewność siebie. Chaotyczna i o krótkiej pamięci. Żyje pełnią dnia, niespecjalnie myśląc o konsekwencjach swoich czynów. Raczej wyluzowana, z czystą głową i myślami. Jedna komórka mózgowa.
- O! Gratuluję, gratuluję - zawołała wesoło, w momencie kiedy wojownik!! podszedł do niej. No, to że wypinał pierś i w ogóle był taki... dziwny to trudno, no ale poznała już Promyka, on taki był.
Zaśmiała się na słowa kocura.
- I ty i Traszka myślicie, że ja jako samotnik sobie tak po prostu wchodziłam na tereny Klanów, tragedia. Może się dogadasz z nią, co? Mało znajomych ma - mruknęła, z uśmiechem na pyszczku. - Dołączyłam do Klanu ojca, już jakiś czas temu. Nauczyłam się łowić ryby! Nawet spoko. Okazało się, że mam więcej rodziny w rzece niż tylko tata - powiedziała wesoło.
Przerażająco wysoki. Kremowe futro i tygrysie pręgi. Zielone, (oceniające!) oczy.
Spokojny i poważny. Raz na jakiś czas rzuci kąśliwym komentarzem, jednak to już nie ta młoda krew, co kiedyś. Wciąż bywa lekko zarozumiały.
Nie podziękował na owe gratulacje, a w życiu. Jednie z uśmiechem skłonił głowę. No, żeby też Rdza się nie obruszyła, że jakiś niewdzięczny jest. W zasadzie to był, ale wolał to okazywać w sposób subtelny, nierzucający się nikomu w oczy. Chociaż i tak większość kotów już miała jakąś opinię o nim.
- Powiedzmy, że po prostu bym się nie zdziwił, gdyby okazało się, że tak sobie właśnie chodzisz. - odparł. On zawsze podejrzewał innych o to co najgorsze, a samemu umywając łapy od wszystkiego czego się da. Na wzmiankę o Traszce wzruszył ramionami. Nawet on miał wystarczająco oleju w głowie, żeby ze swoją buńczucznością nie pojawiać się wokół niej. - Ryby? Mmmmm mniam. - przewrócił oczami. Dla niego wydawało się to być co najmniej obrzydliwe. - Czyli mówisz, że ci lepiej? To dobrze. - i co dziwne miał to na myśli. Był jaki był, ale niekoniecznie życzył innym źle. - Jakieś ciekawe spostrzeżenia jeszcze masz?
No, jak już się spotkali to niech pogadają.
What'chalookin'at,𝖇𝖆𝖇𝖞 Isa𝖒𝖔𝖙𝖍𝖊𝖗𝖑𝖔𝖛𝖎𝖓'legendinthemaking Fortherestofyour𝖑𝖎𝖋𝖊,I'llbe《 there 》 I'llbe𝖘𝖙𝖚𝖈𝖐inyourʜᴇᴀᴅliketherootsofyourhair
Księżyce: 63 Mistrz: jaśniejący płomień, łabędzia gwiazda i los Płeć: kotka Matka: roziskrzona gwiazda Ojciec: łabędzia gwiazda Partner: wolność
Rdza to długowłosy kot, o smukłej budowie ciała. Ma duże uszy, z końcówkami, które stercza na końcu uszu. Jest wysoka. Jej imię odpowiada jej wyglądowi, jest to rdzawy kot: ciemna pręga na grzbiecie, pyszczku, ogonie i palcach przecinają jej rdzawe ciało. Brzuch, pysk oraz łapy są pokryte rozjaśnianiem, a jej grzbiet jest pokryty ciemnym nalotem. Jej oczy są intensywnego, pomarańczowego koloru, jej nosek ceglany. Wiecznie napuszone i brudne futro jest jej znakiem szczególnym.
Jeśli myśleliście, że Rdza dorosła to haha, dobry żart. Rdza się absolutnie nic nie zmieniła, dalej jest głupia, dalej żartuje, dalej się wygłupia i jest zbyt pewna siebie. Cholera wie czy kiedyś coś jej nie zje przez ta pewność siebie. Chaotyczna i o krótkiej pamięci. Żyje pełnią dnia, niespecjalnie myśląc o konsekwencjach swoich czynów. Raczej wyluzowana, z czystą głową i myślami. Jedna komórka mózgowa.
- A może po prostu chciałbyś sobie wchodzić na tereny innych Klanów? - zapytała, szczerząc kły w stronę Promyka. Nie, żeby go o to oskarżała, no nigdy w życiu! Ale może chciał się poczuć swobodnie w życiu, wolny jak ptak. Albo samotnik. Właśnie.
- Też nie byłam do nich przekonana na początku, ale o dziwo... naprawdę jest to przyjemne do zjedzenia mięso! I relaksująca czynność, w sensie łowienie. Jak będziesz chciał mogę cię nauczyć - wzruszyła barkami, tłumacząc swój punkt widzenia. - Możesz zabłysnąć intelektem, czy coś, he - dodała, szczerząc się do kocura od jednego policzka do drugiego.
Uśmiechnęła się również na pokrzepiające słowa wojownika.
- Tak, definitywnie lepiej - odetchnęła. Na moment się zamyśliła, po czym zaczęła mówić. - Ciekawe spostrzeżenia... nie wiem, przyjemnie jest w Klanie. I nikt nie ma problemów do tego, aby mówić na mnie po prostu Rdza. Mamy medyka, który był wcześniej samotnikiem czy coś takiego, i na niego mówimy Poeta. Dziwny gość, tak w sumie - odparła, wzruszając barkami.