Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Nawet nie odwróci się i sie nie przywita. To chyba niegrzecznie. - Nawet się nie przywitasz? - zapytała z rezygnacją. Usiadła kilka długości lisa przy granicy. I co chwilka się podsuwała o mały kroczek. Tak dla pewność aby usłyszeć kotkę wyraźnie. Zatrzymała się o trzy długości ogona przy granicy. Nie będzie przekraczać granic. Co to to nie. I tak jej klan ma za dużo problemów na głowie. Chociaż może jeden kroczek pobudzi kotkę do działania.
Tęcza, teraz już Pręgowana Łapa, osiągnęła średni wzrost. Przez małą ilość ruchu i dużą ilość jedzenia i spania, czyli jej ulubionych czynności, nie była w stanie zachować szczupłej sylwetki - i zbytnio jej to nie obchodziło. Nie jest otyła, jednakże większość jej ciała otacza warstwa tłuszczu schowana pod krótką, burą sierścią, na której malują się czarne, klasyczne pręgi. Lewy policzek szpecą szramy po pazurach Kasztan, kotki, która zaatakowała ją podczas ceremonii, gdy Tęcza była jeszcze kociakiem. Podobnie jak i blizny, od tego czasu nie zmieniły się również jej oczy, o szaroniebieskiej barwie. Z wiekiem przednie łapy kotki zaczęły wykrzywiać się na boki.
...nie znormalniała. Nadal mówi dziwaczną składnią, a w rozmowach kieruje się zasadami, które, choć wzięły się z nikąd, są przez nią skrupulatnie przestrzegane - nie zaczyna rozmów pierwsza, nie zmienia tematu konwersacji. Wszystko pojmuje w sposób dosłowny, w swoich wypowiedziach stara się używać jak najmniejszej ilości słów, aby nie marnować energii. Całe jej życie jest podporządkowane oszczędzaniu sił witalnych i uzupełnianiu ich poprzez jedzenie i spanie. Jest bezwzględnie posłuszna kodeksowi, który rozumie w sposób dosłowny, jak również i lojalna, na swój sposób, Czerwonemu Makowi; zdolna do odczuwania emocji takich jak niepokój albo niezadowolenie, jednakże w jej odczuciu przykrywa ją gęsta mgła, która nie pozwala im wydostać się na zewnątrz - jej głos jak i ciało pozbawione są jakichkolwiek śladów emocji, nie jest zdolna do stosowania intonacji i gestkulacji. Ponadto, wewnątrz umysłu ciągle słyszy dźwięk toczących się kasztanów, przez co nie jest w stanie się skupić.
Naprawdę się nie przywita. A dlaczego miałaby to w sumie robić? Przecież nie znała tego kogoś. Jak chciał powiedzieć jakieś dzień dobry, albo do widzenia, to mógł podejść tak, żeby nie musiała się ruszyć i podnieść głowy. Kiedy miało się tyle tłuszczu na polikach, to ona naprawdę mało nie ważyła - a jej dźwiganie wymagało dużo energii. - Tak - odpowiedziała jej. Żeby się przywitać, musiałaby wstać, a żeby wstać, zmarnowałaby
bezcenną energię. Trzeba było doliczyć też konieczność podniesienia głowy, otworzenia oczu, mrugania... a wszystko to tylko dlatego, żeby wykonać przywitanie. I to w kierunku kota z obcego klanu. Pewnie nawet wtedy, gdy byłby on Gwiazdą by się nie podniosła... nie mówiąc już o tym, że najpierw musiałby jej powiedzieć, że tą Gwiazdą jest, bo sam wygląd kota nie znaczyłby, że to przywódca. A żeby jej to powiedział, musiałaby z nim rozmawiać i, mało tego, odpowiadać na pytania.
Hisblood, you see, into the boards it drained, And to change 'emhad I.
But a Chicken-Duck-Woman thingall we got, For us, waiting.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
- Na gwiezdnych, zawsze taka jesteś? - powiedziała z politowaniem. Zero przywitań, zero jakiego kolwiek ruchu. Czy cały klan Rzeki jest taki... Nudny? Na to wygląda. Stwierdziła, że odejdzie. Posiedziała jeszcze dłuższą chwilkę. Może jednak kotka się ruszy. Lecz nic na to nie wskazywało. Odwruciła się i ruszyła powolnym krokiem w stronę terenów klanu Cienia. - Nie do zobaczenia! - rzuciła i pobiegła w swoją stronę.
Tęcza, teraz już Pręgowana Łapa, osiągnęła średni wzrost. Przez małą ilość ruchu i dużą ilość jedzenia i spania, czyli jej ulubionych czynności, nie była w stanie zachować szczupłej sylwetki - i zbytnio jej to nie obchodziło. Nie jest otyła, jednakże większość jej ciała otacza warstwa tłuszczu schowana pod krótką, burą sierścią, na której malują się czarne, klasyczne pręgi. Lewy policzek szpecą szramy po pazurach Kasztan, kotki, która zaatakowała ją podczas ceremonii, gdy Tęcza była jeszcze kociakiem. Podobnie jak i blizny, od tego czasu nie zmieniły się również jej oczy, o szaroniebieskiej barwie. Z wiekiem przednie łapy kotki zaczęły wykrzywiać się na boki.
...nie znormalniała. Nadal mówi dziwaczną składnią, a w rozmowach kieruje się zasadami, które, choć wzięły się z nikąd, są przez nią skrupulatnie przestrzegane - nie zaczyna rozmów pierwsza, nie zmienia tematu konwersacji. Wszystko pojmuje w sposób dosłowny, w swoich wypowiedziach stara się używać jak najmniejszej ilości słów, aby nie marnować energii. Całe jej życie jest podporządkowane oszczędzaniu sił witalnych i uzupełnianiu ich poprzez jedzenie i spanie. Jest bezwzględnie posłuszna kodeksowi, który rozumie w sposób dosłowny, jak również i lojalna, na swój sposób, Czerwonemu Makowi; zdolna do odczuwania emocji takich jak niepokój albo niezadowolenie, jednakże w jej odczuciu przykrywa ją gęsta mgła, która nie pozwala im wydostać się na zewnątrz - jej głos jak i ciało pozbawione są jakichkolwiek śladów emocji, nie jest zdolna do stosowania intonacji i gestkulacji. Ponadto, wewnątrz umysłu ciągle słyszy dźwięk toczących się kasztanów, przez co nie jest w stanie się skupić.
- Tak - odpowiedziała jej, nie rozumiejąc, czemu kotka miesza do tego wszystkiego gwiezdnych, bo przecież oni nie istnieli. Jej matka gniła w ziemi, oddając energię Wielkiej Matce. Zawsze była taka, jaka była, bo gdyby była inna, to nie byłaby sobą. Tylko kimś innym. Nic nie mogła na to poradzić, zwłaszcza, że nie wiedziała nawet, że kot może się w ogóle zmienić i nad sobą pracować.
Potem tamta siedziała cicho, więc i Tęcza się nie odzywała, bo nie mogła pierwsza zaczynać rozmów, nie mówiąc już nawet o tym, że rozmawianie było marnowaniem energii. A energia należała się wielkiej matce, chociaz większość kotów o tym nie wiedziało i trwoniło ją na wszystkie strony. - Nie - odpowiedziała tamtej, nie do końca rozumiejąc, co powiedziała cienista.
A potem zasnęła.
Z/t
Hisblood, you see, into the boards it drained, And to change 'emhad I.
But a Chicken-Duck-Woman thingall we got, For us, waiting.
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Ostatnim razem gdy była w Bażancim Gnieździe miała styczność z nieco roztrzepaną Lwią Łapą z Klanu Rzeki. Nonszalancko wlazła do starego, ptasiego gniazda i położyła się jak na swoim - wtedy jednak było zimno, a teraz zaczęło się ocieplać, gniazdo nie było przyprószone śniegiem ani szronem i mogła się w nim spokojnie wyłożyć, jakby taką miała ochotę...
Ale jej nie miała. Prawdę mówiąc, przyszła tu w konkretnym celu. Z nadzieją, że uda jej się spotkać jedną, konkretną kotkę z Klanu Rzeki - nie umawiała się z Ćmą na kolejne spotkanie, bo po akcji z Ryk nie miała kiedy, ale mijały księżyce a Bóbr nie widziała córki Czerwonej Gwiazdy od wystarczająco dawna. Sztywnym krokiem krążyła wzdłuż Rzecznej granicy, co jakiś czas pochylając się nad ziemią, wdychając jej zapach, sprawdzając, czy to aby na pewno rzeka, czy dobrze pamiętała.
W końcu usiadła tam, gdzie stała, wbijając spojrzenie w horyzont. To było głupie. Czemu liczyła, że Ćma nagle się tu pojawi?
No to może chociaż Pająk. Albo Lew. Albo ktoś kogo znała.
ĆMOK
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Ani przez chwilę nie było mowy o tym, że Bobrzyca dałaby się zamordować przez kogoś tak upośledzonego jak Ryk. Była gladiatorką, matriarchą, dla niektórych wkurzającym pasożytem którego nie dało się zabić, który ciągle wracał. I wolałaby zabić się sama, niż umrzeć z łap swojej kuzynki marnotrawnej. Dalej była wściekła na Wiewiórczego Ogona, że odebrał jej przywilej do zemsty na Ryk, ale...cóż. Niestety nie można mieć wszystkiego. Ćma na szczęście nie miała czego się obawiać - takiego dobrego bobra ciężko było się pozbyć.
Najpierw usłyszała, potem zobaczyła, dopiero na końcu wyczuła obecność innego kota. Odwróciła się natychmiast, niemal o 180 stopni gdy wyłapała znajomy, śpiewny głos Rzecznej królewny. Poznała. Poznała jej głos, poznała ją gdy tylko ją ujrzała. W kilku długich krokach, z wyraźnym zadowoleniem malującym się na pysku Bobrzycy, skróciła odległość między sobą a Ćmim Zmierzchem, siadając przy czarnej kotce i obejmując ją jedną z masywnych, umięśnionych łap. Przyciągnęła ją do siebie, wtulając w swoje futro.
- Ćma - wymruczała gładko Bobrzy Kieł, przesuwając kilka razy językiem po drobnym uchu młodej wojowniczki. - Tyle księżyców. Dobrze Cię widzieć - odetchnęła, opierając głowę na głowie Ćmy. Milczała chwilę. - Miałaś już swoją ceremonie?
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Niesamowicie wręcz cieszyła się na widok Ćmy. Radość ogromnej gladiatorki była czymś, co tylko kilka kotów w jej życiu miało okazję podziwiać, było to zjawisko rzadkie, jej szczery uśmiech był rzadkością, ale jej radość była szczera i nieudawana. Jeśli miała przed sobą kota, który jest dla niej w jakiś sposób ważny. Jak na przykład Ćmi Zmierzch, która nauczyła ją pływać, która była jednostką tak fascynującą, intrygującą, inteligentną i przydatną w tak wielu kwestiach, która była...po prostu niesamowita, i w dodatku absolutnie przepiękna. Wąsy cienistej wojowniczki zadrżały.
Podgryzła pieszczotliwie ucho mniejszej kotki, wykrzywiając zabliźniony pysk w zawadiackim uśmiechu. Ciało Ćmy tak blisko jej własnego i jej szept doprowadzał ją do szaleństwa i zaczęła to rozumieć dopiero teraz, po tylu księżycach bez Rzecznej królewny, dopiero teraz rozumiała jak jej hormony szalały gdy tylko czarna Daji była w pobliżu. Nie wiedziała, czy było to naturalne, ale w tej chwili nie chciała się nad tym rozwodzić. Odetchnęła głęboko przez nozdrza, raz, drugi przesuwając szorstkim językiem po całym, smukłym pysku Ciemki.
Wojowniczka zamruczała gardłowo, lustrując ciało drobnej czarnej kotki, gdy ta obróciła się zgrabnie w miejscu, z wdziękiem i gracją, o jakiej Bobrzy Kieł mogła jedynie pomarzyć. Oblizała wargi bezwiednie. Podniosła się i również zrobiła krok do przodu, wciskając różowy nos w zagłębienie za uchem Ciemki.
- Pięknie. Pasuje ci - wymruczała córce Czerwi do ucha, wciągając w nozdrza jej zapach. - Bobrzy Kieł - odparła, rozwiewając ciepłym oddechem futro na policzku Ćmy.
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Bobrzy Kieł całe swoje życie poświęcała analizie kociej psychiki. Analizowała wszelakie reakcje na różne bodźce, próbowała rozgryźć, co siedzi w głowie każdego osobnika z jakim miała styczność, rozpracowywała po kolei kota za kotem, jeśli była potrzeba nadszarpując nieco jego psychikę, skrzywiając ją, tak, aby uzyskała reakcję jaką ona chciała. Sama miała problemy ze zrozumieniem własnych uczuć, więc starała się obserwować innych, z nadzieją, że może z własnych obserwacji i analiz zdoła zrozumieć niektóre reakcje, emocje. Starała się odczytać każdego kota jakiego znała.
Ale Ćmi Zmierzch była tą jedną jedyną nie do odczytania. Tą jedną jedyną która była równie inteligentna co sama Bobrzy Kieł, tą jedną jedyną, której umysł, motywacje były tak zawiłe a jej akcje czasem tak nieprzewidywalne. Niby uchodziła w oczach szylkretki za delikatny, egzotyczny kwiat, który musi chronić, ale jednak było w tym coś...więcej. Coś, czego Bobrzyca najnormalniej nie potrafiła rozszyfrować, coś nie do opisania, ale to coś właśnie powodowało u wojowniczki chęć spędzenia z Ćmim Zmierzchem więcej czasu, niż z innymi kotami. I to coś, co również doprowadzało zarówno umysł jak i ciało Krogulczej córki do absolutnego szaleństwa.
Zaślepiona tym szaleństwem, niezrozumiałym, nieopisywalnym uczuciem do Ćmy nie zdołała rozszyfrować jej faktycznych motywów i tego, jakim pasożytem Panna Daji jest. A Ćmi Zmierzch wiedziała, jak to wykorzystać, aby dokonać czegoś, co pozornie dla innych kotów mogłoby wydawać się niemożliwe - owinąć sobie Bobrzycę, wielką, niepokorną, indywidualistyczną gladiatorkę wokół małego palca. Sama Bóbr nigdy nie sądziła, że takie coś jest możliwe. I chyba nawet teraz nie zdaje sobie z tego sprawy.
Zrobiła to już dawno temu, teraz sieć się tylko zacisnęła.
Przez chwilę masywna wojowniczka opierała się drobnej królewnie, ale po chwili odpuściła próbę drażnienia się z Ciemką i ustąpiła. Runęła na wilgotną trawę, również mrucząc rzecznej kocicy do ucha, ocierając się pyskiem o jej pysk. Wystarczyła chwila nieuwagi. Jedna chwila uległości w jej życiu...zapowietrzyła się nagle, spinając całe ciało.
Przez kilka uderzeń serca przez umysł Bobrzego Kła przepłynęła jedna wielka nirwana myśli. Czy tak to powinno wyglądać, czy to, do czego doszło tu, w Bażancim Gnieździe, jest poprawne, czy jest...czy jest naturalne.
Ale myślała nad tym tylko chwilę. Momentalnie jej mózg przestał wykonywać jakiekolwiek procesy myślowe, jakby się rozpuścił. Tak samo jak jej mięśnie, miała wrażenie, że roztopi się tutaj na tej trawie, pod Ćmą. Zacisnęła wargi, wysunęła pazury wbijając je w ziemię.
Mogła przysiąc, że widziała gwiazdy przed oczami.
(...)
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Kryzys egzystencjalny w kontekście tej sytuacji to...doskonałe wręcz dobranie słów. Ostatnie, czego mogła spodziewać się po tym spotkaniu Bobrzyca to takie coś, co zafundowała jej Ćmi Zmierzch. Po całym zdarzeniu już nawet nie zastanawiała się, czy to, co zaszło było naturalne. Wiedziała, że nie było poprawne, ale to jej nie obchodziło, bo mało rzeczy które ona robiła w swoim życiu były poprawne.
Spojrzała spod przymrużonych powiek na Ćmę, ze źrenicami pochłaniającymi niemalże całą złocistość jej oczu. Odetchnęła głęboko, przekręcając się leniwie z grzbietu na bok, aby nie musieć okręcać całego łba, żeby patrzeć Ciemce w oczy. Majtnęła ogonem raz, drugi i przeciągnęła się aż coś strzyknęło jej w kościach. Zamruczała głęboko, zamykając oczy i zmuszając się do przyciągnięcia swojego ciała bliżej ciała rzecznej Daji. Nie protestowała, gdy ta zaczęła układać jej futro, było to całkiem przyjemne. Bóbr jedynie leżała w ciszy, a jej pstrokaty bok unosił się powoli i opadał.
Na pytanie Ćmiego Zmierzchu odpowiedziała chwilę później, krótkim "mhm" i kiwnięciem pyska. Mimowolnie splotła grubą kitę z ogonem czarnej królewny i przełknęła ślinę.
- ...Jesteś niesamowita - zachrypiała cicho, otwierając ślepia i zerkając kątem oka na córkę Czerwi. - Może tylko lepiej nie pozwólmy, żeby to...stało się naszym nawykiem - wymamrotała żartobliwie, a na jej pysku na moment zagościł uśmiech. Szczery, nieco zmęczony uśmiech, który mało kto miał okazję podziwiać.
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
- Ego to ty masz, nie powiem - stwierdziła Bobrzy Kieł, rozciągając pysk w filuternym uśmiechu i lustrując jeszcze raz latawicę niepospolitą jaką zesłał jej los prosto pod łapy. Jak gdyby ostatnie kilka, kilkanaście chwil nie starczyło, aby podziwiać ciało Ćmiego Zmierzchu z bliska. Bo nie wystarczyło, Bóbr od księżyców pochłaniała córkę Czerwi wzrokiem, pochłaniała chwilę temu i pochłaniać będzie. Piękna, szczupła, idealnie czarna i tak miękka. Tak drobna i pozornie krucha, a jednak...twardsza niż się Cienistej wojowniczce początkowo zdawało.
Niesamowita.
- Ceremonię i śmierć strawy wron która zafundowała mi pobyt w lecznicy i blizny - parsknęła pod nosem Bobrzyca. Chciała się podnieść jednak Ćma szybko zniweczyła jej plany, powracając do wylizywania jej pstrokatego futra. W takim wypadku wojowniczka nie zamierzała jeszcze się podnosić.
Prawdę mówiąc? Krogulczej córce też nie przeszkadzałby taki nawyk, w najmniejszym stopniu. Byłoby jej to wręcz na łapę, ale miała wrażenie, że wystarczająco irytuje już zarówno Wiewióra jak i Wężownika. Nie chciała im podpaść aż tak, bo prędzej czy później zorientowaliby się, jaka jest relacja między nią a Rzeczną kotką.
Będzie musiała wymyślić sposób aby pozbyć się zapachu Klanu Rzeki z futra, a to może być problematyczne.
- Poza twoją ceremonią, coś mnie ciekawego ominęło? - zagadnęła, przeciągając się na trawie.
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Wąsiska Bobrzycy drgnęły nieznacznie gdy słuchała tego, co ma jej Ćma ciekawego do powiedzenia. Miała terminatorów, w przeciwieństwie do Cienistej wojowniczki, no to ciekawie. Szylkretka zmrużyła nieco oczy.
- Wnioskując po twoim nastawieniu ten twój brat to absolutna niedorajda? - wymruczała, oblizując białe wargi. Na myśl kocicy od razu przyszedł Tchórz, który de facto ostatnio, haha, zniknął. Rozpłynął się w powietrzu. Podwinął ogon i uciekł, jak ostatni tchórz? Parsknęła rozbawiona na samą myśl. - W każdej rodzinie się taki trafi - w mojej nawet dwóch. Bóbr ciężko byłoby uwierzyć, że Ćmi Zmierzch robiła cokolwiek w trosce o kogokolwiek tak w sumie, ale niech już będzie. Gdyby to Bobrzy Kieł dostała w swoje łapy terminatora pokroju Komara, czy Drżącego, to przeciągałaby mu trening i dręczyła dla własnej uciechy. Bo może.
- Cień jeszcze bardziej, zapewniam Cię - ziewnęła gladiatorka, przeciągając swoje masywne cielsko na chłodnej trawie. - Wężownik nie zamierza dać mi terminatora pewnie w najbliższej przyszłości...o ile w ogóle kiedykolwiek. Uważają mnie za problematyczną jednostkę, szajbuskę i nienadającą się do szkolenia kogokolwiek - wymruczała Bobrzyca, z krzywym uśmiechem na zabliźnionym pysku. Cóż, zasłużyła na takie tytuły, ale jednak...nie przesadzajmy.
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
- Bycie zdolnym w praktyce, polowaniu i walce i takie tam, to jedno, a bycie miękką kluchą i patałachem to drugie. Może źle dobrałam słowa - poprawiła się chwilę później, ale szybko zamilkła i wysłuchała dalszych słów Ćmy i przez chwilę miała wrażenie, jakby Rzeczna Daji opisywała Tchórza. Miękkie serce, nie umie się postawić, ma swoją siostrę za zło wcielone? No Tchórz. Ten też był...trochę niedorobiony pod tym względem. Bał się własnego cienia. Żałosne, bardzo żałosne. Bóbr parsknęła śmiechem na wspomnienie o tym jednym razie, bardzo, bardzo dawno temu, gdy jakaś inna miękka klucha którą nazywali wojownikiem musiała bronić Drżącego, bo on nie mógł sobie poradzić z większą od siebie siostrą. Smutne.
- Prawdziwym zagrożeniem jesteś dla niego ty, najwyraźniej, skoro nie jest w stanie Ci się postawić. Też mam takiego brata. On został wojownikiem tylko dlatego, że szkolił go ojciec. Faworyzował go i dopuścił do rangi, mimo tego, że Tchórz się do tego nie nadawał - przynajmniej tak to wyglądało w oczach Bobrzego Kła, bo niby w teorii Drżący Oddech przerobił wszystko na treningu śpiewająco i takie tam, ale Bóbr nigdy nie dbała o to, żeby sprawdzić, jak było naprawdę. Połączyła odpowiednie kropki. Wiewiór zawsze faworyzował Tchórza, dostał go na terminatora i dopuścił do rangi tylko dlatego, bo to jego kochany synalek.
Bóbr jak najbardziej była nieco szurnięta na łeb. Nieco? Nawet bardzo. Subtelność nigdy nie była jej mocną stroną. Potrafiła kłamać, potrafiła owinąć sobie kogoś wokół palca jeżeli tego chciała, potrafiła wzbudzać zaufanie...ale nie zawsze jej się, cóż, właśnie chciało. I nie zawsze wychodziło.
- Do dupy - podsumowała kolokwialnie kocica, szczerząc pysk w krzywym, cierpkim uśmiechu. - Wszyscy w tym Klanie, o ile to można Klanem nazwać, wyżej srają niż dupę mają, jak Gwiezdny Klan kocham - ale ty nie kochasz Gwiezdnego Klanu! - Wężownik powinien przejść do starszyzny, a nie dalej pchać się na tą gałąź z której przemawia. Szczerze? Czasem mam nadzieję, że się pod nim załamie i spadnie. I skręci sobie kark i straci wszystkie życia na raz - skończywszy wywód Bobrzyca ziewnęła i przesunęła kilka razy szorstkim językiem po czole Ciemki. - Woli dawać terminatorów komuś, kogo już raz zdegradował i prawie wywalił na zbity pysk z Klanu. Banda hipokrytów.
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Gladiatorka miała jakiś problem ze swoimi rodzicami od momentu, w którym zniknęła Psina, i od momentu w którym dowiedziała się, iż jej matka oczekuje drugiego miotu. Poczuła obrzydzenie w kierunku Krogulec, w kierunku do Wiewióra, którego i tak nigdy nie lubiła - ot, po prostu! - bo zamiast szukać zaginionej córki, robią sobie kolejne dzieci. Teraz wydawało jej się to być nie obrzydliwe, a po prostu śmieszne i debilne. A mimo to niechęć do rodziców gdzieś się w niej zakorzeniła i trzymała. Miała wobec nich plany. Przynajmniej wobec Wiewiórczej Porażki. Że też takie coś ją poczęło. Wstyd.
Wąsiska szylkretki drgnęły nieznacznie a kącik jej pyska wyraźnie się uniósł, gdy Ćmi Zmierzch skończyła wywód.
- Ja nie uważam Cię za zagrożenie - ja, personalnie? A skądże znowu. - Jesteś lekarstwem. Na słabość, na rany psychiczne. Dla mnie jesteś lekarstwem. Uzależniającym wręcz - wymruczała gładko Bobrzy Kieł, przesuwając leniwie językiem po szczupłej mordce Ciemki.
Parsknęła śmiechem i wbiła spojrzenie złocistych ślepi gdzieś w punkt na horyzoncie, myśląc przez kilka chwil w milczeniu. Czemu tam siedzi? Ma plany wobec tej bandy mysich móżdżków. Wielkie plany, świetlaną przyszłość...powiedzmy. No i oczywiście...
- Trzyma mnie tam moja siostra. Jedna z niewielu osób w Klanie Cienia, na których mi zależy. Dopiero wróciła po księżycach nieobecności - miauknęła, dźwigając się na łapy i przeciągnęła potężnie; coś strzyknęło w Bobrzych kościach, znowu zresztą. - Ona nie odejdzie, a ja bez też nigdzie się nie ruszę - wyjaśniła, mrużąc oczy. - Muszę iść, bo jeszcze się zmartwią, że mnie nie ma, albo oskarżą o zdradę bo nie siedzę w obozie na dupie cały czas, nie wiem, na co Wężownik znowu wpadnie - roześmiała się zachryple Bobrzyca i przesunęła grubą kitą po boku swojej czarnej towarzyski. Po czym skierowała sztywne, powolne kroki w kierunku swoich terenów, oglądając się za Ćmim Zmierzchem raz. Może dwa.
Najpierw musiała iść się przepłynąć w jakimś jeziorze, albo coś innego wymyślić, aby nie pachnieć Rzeczniakami na kilometry. Wtedy byłby przypał.
zt!! przepraszam że tyle to zajęło ąąą
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Średniej wielkości kotka w kremowo niebieskich łatach i białej plamie od brudki koteczki do brzucha i łap. Jej oczka są Pomarańczowe.
Buntowniczka o ognistym temperamencie, pomocna|KP|
Orle Skrzydło [KG] Ares [P]
Brzozowa Łapa przechadzała się granicą cienia patrząc sobie na inne tereny, eh...Brzozowa Łapa starała się patrzeć na drogę żeby się nie zgubić ale raczej znała zapach swojego klanu więc się nie zgubi. Tak szła że znalazła się na granicy z Czterema wielkimi dębami, zmarszczyła nos, ile tu różnych zapachów! Machnęła ogonem i uderzyła w coś przypominającego gniazdo, odwróciła łeb i zobaczyła płytkie ale wielkie gniazdo które pachniała bażantem ale ten zapach był stary eh...wskoczyła na nie upewniając się że nikogo tam nie ma i usiadła.
//Bratkowa Łapa! :D
Zawodzę jak miastowa \młodzież./ HEEEJ! NO MOŻE COŚ POWIESZ?
CZ.E.K.A.J! Widzę prognozę! Przewidują Zgodę!
Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
Co prawda pochodziła już trochę z Głogowym Cieniem, ale nadal była ciekawa, jak wyglądają tereny, a samemu było o wiele łatwiej jej to wszystko poznawać - bez narzuconego tempa i miejsca, gdzie ma iść. Oczywiście wiedziała, że mogła się zgubić i, cóż, to byłby problem, ale póki zna swój zapach raczej nie wyjdzie poza tereny. Zresztą, przecież chodzą tu patrole, dołączy się do któregoś i po problemie. Na razie patrzyła na wszystkie te drzewa, rośliny i kwiaty, których nie ujrzała wcześniej. Ciekawe, co by było, jakby jakiś zjadła. Lepiej nie ryzykować, skoro jeszcze za wiele o nich nie wie.
W pewnym momencie zapachy zaczęły się mieszać - czuła Rzekę, tak, była za nią. Ale przed nią...różne zapachy. Trudno jej było określić, który jest który. A przed nią były jakieś cztery drzewa. To pewnie Cztery Dęby, te od zgromadzeń. Zaczęła łazić wokoło, przy okazji zapamiętała, jak wygląda strona Rzeki, żeby się przypadkiem nie zgubić i nie wiedzieć, w którą z czterech stron pójść. I tak idąc...zauważyła jakieś gniazdo, a w nim, zamiast pysznej zdobyczy, jakiegoś kota. Zmrużyła oczy. Pachniał jak jedna ze stron, tylko nie wiedziała która. Hm. Usiadła, jednak łapy miała gotowe do ucieczki na swoje tereny.
- Cześć. Kim jesteś? - zapytała szylkretki obojętnym głosem, nie chcąc pokazywać większego zainteresowania. Może się czegoś dowie.