Nieco poniżej średniej wielkości długowłosa, barwna kotka. Z budowy ciała przypomina kota z klanu gromu niż z wichru; bliżej jej do małego czołgu, niż do wysokiej, smukłej trzcinki. Jest krępa, dzięki treningowi wyrobiła sobie mięśnie, posiada też silne, duże łapy. Żmija jest czarno-rudym dymnym szylkretem ze znaczącą przewagą wyblakłej rudości, które praktycznie całkowicie zdominowała czerń. Blado-czarne delikatne smugi okrywają całe jej ciało (najbardziej widoczne są na ogonie, głowie i łapach). Na mordce czerń przybiera nieregularny kształt ciapek i kropek. Warto też zauważyć, że futro w szczególności jaśnieje na szyi i bokach, ponieważ tam się rozstępuje ukazując podszerstek, który jest praktycznie bezbarwny. Posiada duże niebieskie oczy oraz długi puszysty ogon. Żmija jest jedną z ładniejszych kotek i od kiedy zwrócono jej na to uwagę przywiązuje odrobinkę większą wagę do swojego wyglądu i stara się wyglądać schludniej oraz czyściej niż dawniej.
Wydoroślała i spoważniała. Stała się bardziej konkretna. Nie zalewa już swoich rozmówców nieprzerwanym potokiem słów, jest bardziej stonowana i mądrzejsza niż za młodu. Daleko jej do sztywnego ponuraka; Barwna Ścieżka to optymistycznie nastawiona do życia. Bywa uparta i z niezachwianą pewnością dąży do wyznaczonego celu, jest również bystra. Wciąż jest skłonna do ryzyka, często niepotrzebnego, zaś jej odwaga ociera się o lekkomyślność. Uwielbia spacery i spędzanie czasu w ruchu, bezczynność sprawia, że staje się niespokojna. Od czasu mianowania stała się obowiązkowa i sumienna. Życie u boku ojca obdarzonego trudnym charakterem nauczyło ją dystansu w stosunku do cudzych opinii.
Popielate Niebo (wicher)
Biorąc pod uwagę podeszły wiek zarówno Czerwonej Gwiazdy jak i Ognistopręgiej, to władza w klanie rzeki już za bardzo niedługi czas zacznie się zmieniać i kto wie, czy Żmijowa Łapa istotnie nie ma do czynienia z przyszłym przywódcą żywiących się rybami kotów. Wtedy to ona pękłaby z dumy mogąc chwalić się przed całym klanem, że przywódca klanu rzeki to jej znajomek. Może nie bliski, ale jednak znajomek, a za jego młodzieńczych czasów drażniła się z nim i z niego kpiła. Kto inny mógłby pochwalić się czymś takim? Otóż nikt, a jeszcze chwila i barwna naprawdę zacznie Bursztynkowi kibicować dla własnego interesu.
- O nie! I co ja teraz zrobię? Albo gorzej: co jeśli te zające ci zasmakują i zażądasz ich za chwilę więcej? Będę musiała oddawać ci wszystko, co zdołam upolować, i skażę siebie oraz swój klan na głodówkę! Chyba nie chcę wplątywać się w taki interes - zakrzyknęła teatralnie, kręcąc na końcu głową ze smutną miną, która zmieniła się w grymas rozbawienia. Żmijowa Łapa nie potrafiła go ukrywać i zgrywać zrozpaczonej, ale efektu też psuć nie chciała, więc spuściła głowę, że niby jest tak zasmucona swoim marnym losem. Przy odrobinie szczęścia Bursztynowy Wschód nic nie zobaczy... ale i tak usłyszy chichot kotki. Więc w sumie po co w ogóle się stara. To chyba wszystko przez tą naiwność.
Uśmiechnął się szeroko, słysząc słowa kotki, i choć wiedział, że ta stroi sobie żarciki zupełnie jak on, to nie mógł się na moment oprzeć zawiedzionemu spojrzeniu. To jednak nie będzie darmowej zwierzyny jako opłaty za ogrzewanie się w blasku jego chwały, jaka szkoda!
- Nie ma zająców, nie ma znajomości. - wygiął pyszczek w podkówkę, jednak do jego oczu powrócił figlarny blask, a głowa nieco przechyliła się na bok, pokazując, że Wschód uważnie myśli. Trybiki w jego głowie obracały się, kiedy dodawał dwa do dwóch, albo też poruszał różne możliwe aspekty przyszłości, żeby móc jakoś wybrnąć z tego impasu. - Będziesz też sama musiała się postarać o zostanie przywódczynią, wtedy mooże ci odpuszczę zapłatę w zającach. - mruknął, nieco mrużąc oczy i spoglądając na szylkretową kotkę. Ha, co Ty na to, młoda koleżanko? Czy, będąc jeszcze terminatorem, myślisz już o grzaniu tyłka na stołku w zarządzie?
Nieco poniżej średniej wielkości długowłosa, barwna kotka. Z budowy ciała przypomina kota z klanu gromu niż z wichru; bliżej jej do małego czołgu, niż do wysokiej, smukłej trzcinki. Jest krępa, dzięki treningowi wyrobiła sobie mięśnie, posiada też silne, duże łapy. Żmija jest czarno-rudym dymnym szylkretem ze znaczącą przewagą wyblakłej rudości, które praktycznie całkowicie zdominowała czerń. Blado-czarne delikatne smugi okrywają całe jej ciało (najbardziej widoczne są na ogonie, głowie i łapach). Na mordce czerń przybiera nieregularny kształt ciapek i kropek. Warto też zauważyć, że futro w szczególności jaśnieje na szyi i bokach, ponieważ tam się rozstępuje ukazując podszerstek, który jest praktycznie bezbarwny. Posiada duże niebieskie oczy oraz długi puszysty ogon. Żmija jest jedną z ładniejszych kotek i od kiedy zwrócono jej na to uwagę przywiązuje odrobinkę większą wagę do swojego wyglądu i stara się wyglądać schludniej oraz czyściej niż dawniej.
Wydoroślała i spoważniała. Stała się bardziej konkretna. Nie zalewa już swoich rozmówców nieprzerwanym potokiem słów, jest bardziej stonowana i mądrzejsza niż za młodu. Daleko jej do sztywnego ponuraka; Barwna Ścieżka to optymistycznie nastawiona do życia. Bywa uparta i z niezachwianą pewnością dąży do wyznaczonego celu, jest również bystra. Wciąż jest skłonna do ryzyka, często niepotrzebnego, zaś jej odwaga ociera się o lekkomyślność. Uwielbia spacery i spędzanie czasu w ruchu, bezczynność sprawia, że staje się niespokojna. Od czasu mianowania stała się obowiązkowa i sumienna. Życie u boku ojca obdarzonego trudnym charakterem nauczyło ją dystansu w stosunku do cudzych opinii.
Popielate Niebo (wicher)
- Pff - parsknęła głośno. - W sumie to tanio się sprzedajesz, jeśli zależy ci tylko na zającach. Tak w ogóle to na swoich terenach ich nie macie? - tym razem pytała całkiem poważnie. Żmijowej Łapie zrobi się żal jeśli Bursztynowy Wschód powie, że u nich są tylko ryby i myszy, a współczucie może pchnąć ją do tego, czego w żartach chciał kocur. Barwna nie widziała niczego złego w podarowaniu takiego jednego zajączka znajomemu zza granicy. Przecież najpierw złapie też coś dla klanu, dla starszyzny i kociąt, i najwyżej nie weźmie swojego codziennego przydziału. Albo upoluje to zwierzę poza granicami swoich ziem, wtedy nikt nie będzie mógł się jej przyczepić.
- Ja przywódczynią! - wykrzyknęła i prychnęła śmiechem w sposób dosłowny. Zaczęła cała drżeć ze śmiechu, a żeby było bardziej kolorowo: aż się zakrztusiła. Chwilę potrwało nim doszła do siebie. Ona przywódczynią! Czerwony Pazur złożyłby się z zażenowania jak origami gdyby w ogóle wyobraził sobie Żmijową Gwiazdę. Reszta klanu pewnie też. Barwna wątpiła w siebie i w to czy zdoła zostać wojowniczką, a ten tutaj jej o najwyższej pozycji w klanie gada!
- Byłabym najdziwniejszym przywódcą w czterech klanach! Słyszeliby o mnie pewnie nawet na tym całym osiedlu. Musisz powiedzieć to mojemu ojcu. Zabiłby nas oboje śmiechem! - zachichotała i otarła łapą pyszczek.
Tanio się sprzedajesz. Wschód mógłby się za to hasełko obrazić, pani kolorowa. Jeszcze brakowałoby, żeby go nazwać kocurem lekkich obyczajów! O nie, co to, to nie, on sobie nie pozwoli!
- Pf, tanio! Tanio to by było jakbym chciał jakąś wątłą myszkę. A podobno wy, wichrzacy biegacie najszybciej w okolicy, co to za problem złapać parę zająców? - wyszczerzył ząbki do kotki. - I no, jakieś uszate niiby mamy, ale lepiej jest łapać głupie ryby, dużo łatwiej. No i smakują lepiej! - teraz oblizał wargi pokazowo. Oczywiście, że wolał ryby od jakichś zajęczaków, jednak nie miał serca żądać do Żmijki, żeby łowiła dla niego ryby, bo to byłoby zbyt łatwe. Poza tym zająców pewnie mieli na pęczki, to był wichrowy skarb i inne takie.
- Oj tam, byle że zostałabyś Żmijową Gwiazdą i wszyscy padaliby ci do łap, co w tym trudnego. - zakpił, choć zupełnie tak nie uważał, że ta ranga jest łatwa. Co innego jednak twierdzić tak w żartach, w końcu jako kociak parę razy był Wschodzącą Gwiazdą, przywódcą na przykład Gromu, chociaż zawsze ulegał, kiedy rzeczny "przywódca" go atakował i oczywiście wygrywał, bo Rzeka zawsze zwycięża!
Nieco poniżej średniej wielkości długowłosa, barwna kotka. Z budowy ciała przypomina kota z klanu gromu niż z wichru; bliżej jej do małego czołgu, niż do wysokiej, smukłej trzcinki. Jest krępa, dzięki treningowi wyrobiła sobie mięśnie, posiada też silne, duże łapy. Żmija jest czarno-rudym dymnym szylkretem ze znaczącą przewagą wyblakłej rudości, które praktycznie całkowicie zdominowała czerń. Blado-czarne delikatne smugi okrywają całe jej ciało (najbardziej widoczne są na ogonie, głowie i łapach). Na mordce czerń przybiera nieregularny kształt ciapek i kropek. Warto też zauważyć, że futro w szczególności jaśnieje na szyi i bokach, ponieważ tam się rozstępuje ukazując podszerstek, który jest praktycznie bezbarwny. Posiada duże niebieskie oczy oraz długi puszysty ogon. Żmija jest jedną z ładniejszych kotek i od kiedy zwrócono jej na to uwagę przywiązuje odrobinkę większą wagę do swojego wyglądu i stara się wyglądać schludniej oraz czyściej niż dawniej.
Wydoroślała i spoważniała. Stała się bardziej konkretna. Nie zalewa już swoich rozmówców nieprzerwanym potokiem słów, jest bardziej stonowana i mądrzejsza niż za młodu. Daleko jej do sztywnego ponuraka; Barwna Ścieżka to optymistycznie nastawiona do życia. Bywa uparta i z niezachwianą pewnością dąży do wyznaczonego celu, jest również bystra. Wciąż jest skłonna do ryzyka, często niepotrzebnego, zaś jej odwaga ociera się o lekkomyślność. Uwielbia spacery i spędzanie czasu w ruchu, bezczynność sprawia, że staje się niespokojna. Od czasu mianowania stała się obowiązkowa i sumienna. Życie u boku ojca obdarzonego trudnym charakterem nauczyło ją dystansu w stosunku do cudzych opinii.
Popielate Niebo (wicher)
- Masz rację, dla nas to żaden problem! - przyznała mu rację, nie przyznając się, że dla niej to jednak problem, bo nie potrafi biegać tak szybko jak jej rówieśnicy. Jeśli dochodziło do pościgu, to najczęściej przegrywała ze zwierzyną. Dlatego starała się szybko zabijać swoje ofiary, szybko i na miejscu. - Ale wiesz co? Mam inną propozycję. Upoluję ci parę zajączków, jeśli ty nauczysz mnie łowić ryby - zaproponowała i bezczelnie wyszczerzyła ząbki do łaciatego kocura. Tym razem nie mrugnęła oczkiem ani nie machnęła ogonkiem na znak, że żartuje, bo mówiła całkiem poważnie. Taką cenę mogła zapłacić, tylko może nie powie nic Jagódce, bo ona się na pewno zdenerwuje.
- No pewnie! Masz racje, zostać przywódcą to łatwizna. Wyznaczy skinąć pazurem i już ma się tą posadkę gwarantowaną - powiedziała ironicznie, ale bez złośliwości. Tylko się droczyła. Bursztynowy Wschód okazał się całkiem przyjemnym kotem, z którym mogła bez problemów żartować i kpić. Nie rozumiała skąd wzięła się opinia Jagodowej Łapy, lecz przy najbliższym spotkaniu z pewnością powiadomi kotkę, że znajduje się w błędzie lub trafiła na dzień, gdy kocur miał zły humor.
Żmijowa Łapa odwróciła głowę i nadstawiła uszy, gdy usłyszała swoje imię wykrzykiwane przez członków patrolu, którzy widocznie wracali już do obozu. Musiała iść z nimi.
- Ugh, muszę już wracać do siebie. Może się jeszcze zobaczymy, ja tu pewnie będę często przychodzić. Do zobaczenia i miłego dnia, Bursztynowy Wschodzie - pożegnała się z kocurem, posłała mu ostatni uśmiech i w podskokach pobiegła w stronę wojowników ze swojego klanu.
No, wiedział że ma rację, więc na jego pysku pojawił się jeszcze szerszy uśmiech.
- Ha ha! Pomyślę, ale najpierw potrzebowalibyśmy trochę wody. - powiedział. Łapanie ryb nie było zbyt wielką sztuką, a Wichrzacy w sumie raczej nie korzystali z rzeki płynącej przez ich tereny, więc nie mieliby jak kraść ich zdobyczy, więc co mu szkodzi pobawić się w nauczyciela? Jeśli kolorowa będzie nadal tego chciała niedługo. - Ale zające za ryby... Umowa stoi. - mrugnął do terminatorki.
Nastawił czujniej uszy, słysząc wołanie z terenów Wichru. Miał nadzieję, że patrolowcy tu nie przyjdą i znowu mu nie zrobią szału bo ojej, rozmawiał z wichrzakową kotką, on jest okropny! Jednak całe szczęście Żmijka pierwsza się z nim pożegnała i ruszyła w drogę powrotną. Skłonił przed nią głowę na pożegnanie.
- Do zobaczenia i wzajemnie, Żmijowa Łapo. - wymruczał, po czym jeszcze stał chwilę, obserwując oddalającą się kotkę. Gdy miał pewność, że znów jest sam, znowu wpakował się do gniazda, by jeszcze chwilę odpocząć, może nawet się zdrzemnąć, zanim sam wróci do siebie.
kremowy srebrny klasycznie pręgowany kot z białymi znaczeniami na łapach, brzuchu, piersi i pysku. Ma długą i zawsze splątaną sierść, a jego ciało jest olbrzymie do tego stopnia, że na 95% kotów patrzy z góry, a na 5% na równi. Wielkie i obrzydliwe bydle o tak samo obrzydliwej mordzie, która jest bardzo kanciasta i ma lekko krzywą szczękę przez co lewy dolny kieł wystaje lekko na zewnątrz. jego oczy są wcisnięte głęboko w czaszkę i mają kolor oliwkowy. Zgniła zieleń jak on cały. Powolne z niego ciele i od kociaka gorzej widzi na jedno oko, ale wada w żaden sposób się nie pogłębiała na przestrzeni czasu, dlatego nie grozi mu w żadnym wypadku ślepota.
Charakter Byka jest po prostu paskudny. Podejrzany i bezpośredni gość, który traktuje wszystkich dookoła jak śmieci i nikomu nie poświęca za dużej ilości wolnego czasu, bo w końcu nie jest byle kim. Ma w swojej rodzinie medyczkę i nieco dalej samą zastępczynię, a to już nie lada powód do dumy. Ma słabość do ładnych i zgrabnych kotek, ale nie jest to rzecz romantyczna, tylko przyziemna i biologiczna, która sprowadza się do co najwyżej rozrodu, gdyż kocur jest po prostu aromantyczny i utworzenie z nim związku pełnego uczuć jest prawie niemożliwe. Prawie, bo potrafi świetnie udawać, dobry z niego aktor i manipulator, a żeby osiągnąć swój cel mógłby nawet związać się z pierwszą lepszą mrówką, wynosząc ją pod same niebo.
po dłuższym czasie wegetacji bycza łapa zaczął wychodzić coraz dalej, bo znajomości w klanie w ogóle go nie interesowały i chciał po prostu dowiedzieć się kilku cennych rzeczy od sąsiadów, żeby wyrobić sobie o nich jakies zdanie. Nie interesowały go słowa mistrza ani przywódcy ani żadnego innego wojownika, którzy mieli uraz do gromu, rzeki czy wichru. Byk musiał przekonać się sam i na swój własny, obrzydliwy sposób, który zakładał dużo bliskosci i podstępu. Nie miał zamiaru kisić się w obozie dłużej, ale zamiast skierować się na granice podskoczył prosto do czterech dębów, bliżej klanu rzeki, zastanawiając się czy może nie uda mu się zorganizować tutaj wiellkiego międyklanowego spotkania.
Średniej wielkości smukła i zgrabna kotka. Stanowi mieszankę obojga rodziców. Po matce dostała w spadku zgrabną sylwetkę oraz przenikliwe, piękne zielone oczy, natomiast po Głogowym Cieniu długie, lśniące czarno-białe futerko. Czerń okrywa większość jej ciała (głównie grzbiet, boki, głowę oraz ogon), ustępując bieli na prawej stronie pyszczka, szyi, piersi oraz na wszystkich czterech łapach. Również wąsy kotki są śnieżnobiałe. Ogon Świetlik jest długi i puszysty, a co ważniejsze: czysty, podobnie jak reszta ciała. Do sierści kotki nie ma prawa przylgnąć żaden kłak, liść czy paproch, ponieważ zostanie szybko unicestwiony. Świetlik dba o swój tytuł ślicznotki i czyścioszki.
Czarno-biała kotka jest ambitna, ma wysokie wymagania od życia. Lubi cyrkować i awanturować się za każdym razem jak coś pójdzie nie po jej myśli lub jej się nie spodoba. Świetlik to kotka sprytna, która próbuje sobie znaleźć silnych sojuszników w klanie, im wyżej postawionych tym lepiej, dlatego też w ich obecności będzie się zachowywać porządnie, a przynajmniej będzie się starać. Gdy wyczuje słabość i uległość będzie starała się kogoś takiego zdominować, zrobić z niego podnóżek i wyciągnąć jak najwięcej korzyści dla siebie. Jej wadą jest marudność, częste humorki i gorsze dni, które nadejdą z nawet najbardziej błahego powodu, jak choćby dlatego, że jest zbyt ciepło, zbyt zimno, zbyt słonecznie lub zbyt deszczowo. Albo nawet wietrznie, trudno powiedzieć co danego dnia nie będzie jej odpowiadać.
Świetlikowa Łapa ponownie przeżywała kryzys egzystencji. Jej trening trwał i trwał, a kotka miała wrażenie, że dalej nic nie potrafi. Ani polować, ani walczyć. Nawet tego zaplutego kodeksu nie znała w całości, a treningi jej rodzeństwa trwały w najlepsze. Tylko czekać aż zostaną wojownikami i koszmar łaciatej się spełni. Choć jeśli ma być szczera, to z dnia na dzień obojętnieje jej to coraz bardziej i zwyczajnie traci chęci na cokolwiek. Zaczęła zamykać się w sobie i rzadziej rozmawiała z rodziną, nawet nie chciało jej się już starać o względy klanowej władzy, bo to i tak nie ma sensu.
Córka Głogowego Cienia udała się na samotny patrol czując przy tym przewrotną satysfakcje. Jest dziś w buntowniczym nastroju i miała gdzieś, że w taki właśnie sposób zginął jakiś tam Bycza Łapa, Sztormowa Chmura i tuzin innych kotów. Może ją też strzeli piorun i zakończy jej smutną, pełną frustracji egzystencje, nie ma nic przeciwko. Świetlik wiedziała, że zachowuje się jak mały rozkapryszony dzieciak, ale nie chciała z tym walczyć.
Kotka zatrzymała się przy granicy, łypiąc ponuro na okoliczne ziemie. Nie zauważyła jeszcze brzydkiego kocura z klanu cienia zbyt pogrążona we własnych ponurych myślach.
kremowy srebrny klasycznie pręgowany kot z białymi znaczeniami na łapach, brzuchu, piersi i pysku. Ma długą i zawsze splątaną sierść, a jego ciało jest olbrzymie do tego stopnia, że na 95% kotów patrzy z góry, a na 5% na równi. Wielkie i obrzydliwe bydle o tak samo obrzydliwej mordzie, która jest bardzo kanciasta i ma lekko krzywą szczękę przez co lewy dolny kieł wystaje lekko na zewnątrz. jego oczy są wcisnięte głęboko w czaszkę i mają kolor oliwkowy. Zgniła zieleń jak on cały. Powolne z niego ciele i od kociaka gorzej widzi na jedno oko, ale wada w żaden sposób się nie pogłębiała na przestrzeni czasu, dlatego nie grozi mu w żadnym wypadku ślepota.
Charakter Byka jest po prostu paskudny. Podejrzany i bezpośredni gość, który traktuje wszystkich dookoła jak śmieci i nikomu nie poświęca za dużej ilości wolnego czasu, bo w końcu nie jest byle kim. Ma w swojej rodzinie medyczkę i nieco dalej samą zastępczynię, a to już nie lada powód do dumy. Ma słabość do ładnych i zgrabnych kotek, ale nie jest to rzecz romantyczna, tylko przyziemna i biologiczna, która sprowadza się do co najwyżej rozrodu, gdyż kocur jest po prostu aromantyczny i utworzenie z nim związku pełnego uczuć jest prawie niemożliwe. Prawie, bo potrafi świetnie udawać, dobry z niego aktor i manipulator, a żeby osiągnąć swój cel mógłby nawet związać się z pierwszą lepszą mrówką, wynosząc ją pod same niebo.
Po długiej chwili wyczekiwania poczuł silny zapach klanu rzeki i nie zwlekał, a od razu obszedł go dookoła i przekradając się cichutko przez trawy ustawił się za jakąś kupą czarnobiałej sierści, żeby go nie widziała i nie czuła i miał też nadzieję, że nie słyszała. Patrzył na osobnika przez chwilę i zastanawiał się co powinien zrobić? Podejść i porozmawiać, a może przepędzić, a może trochę ponękać, a może coś jeszcze innego? Nikogo innego tu z nimi nie było, więc chwila uciechy była w cenie i przynajmniej nie musiałby się szarpać z odpowiedzialnością ani wobec potencjalnej ofiary ani wobec nikogo z jego klanu, bo wtedy to miałby na głowie cała moją rodzinę i nie tylko. No to co, no to hop. Bycza łapa miał głęboko w dupie to czy przekracza jakaś niewidzialną granicę czy nie i zakradł się cicho za kocice i krył się w trawach po drodze, a potem po prostu wyskoczył do góry i opadł prosto na nią prygniatając ją wszystkimi posiadanymi kilogramami i łapiąc mocno za kark żeby przegryźć skórę nawet i na wylot co za różnica, a potem czynił swoją powinność rozrodczą [...]
Średniej wielkości smukła i zgrabna kotka. Stanowi mieszankę obojga rodziców. Po matce dostała w spadku zgrabną sylwetkę oraz przenikliwe, piękne zielone oczy, natomiast po Głogowym Cieniu długie, lśniące czarno-białe futerko. Czerń okrywa większość jej ciała (głównie grzbiet, boki, głowę oraz ogon), ustępując bieli na prawej stronie pyszczka, szyi, piersi oraz na wszystkich czterech łapach. Również wąsy kotki są śnieżnobiałe. Ogon Świetlik jest długi i puszysty, a co ważniejsze: czysty, podobnie jak reszta ciała. Do sierści kotki nie ma prawa przylgnąć żaden kłak, liść czy paproch, ponieważ zostanie szybko unicestwiony. Świetlik dba o swój tytuł ślicznotki i czyścioszki.
Czarno-biała kotka jest ambitna, ma wysokie wymagania od życia. Lubi cyrkować i awanturować się za każdym razem jak coś pójdzie nie po jej myśli lub jej się nie spodoba. Świetlik to kotka sprytna, która próbuje sobie znaleźć silnych sojuszników w klanie, im wyżej postawionych tym lepiej, dlatego też w ich obecności będzie się zachowywać porządnie, a przynajmniej będzie się starać. Gdy wyczuje słabość i uległość będzie starała się kogoś takiego zdominować, zrobić z niego podnóżek i wyciągnąć jak najwięcej korzyści dla siebie. Jej wadą jest marudność, częste humorki i gorsze dni, które nadejdą z nawet najbardziej błahego powodu, jak choćby dlatego, że jest zbyt ciepło, zbyt zimno, zbyt słonecznie lub zbyt deszczowo. Albo nawet wietrznie, trudno powiedzieć co danego dnia nie będzie jej odpowiadać.
Siedziała sobie i złorzeczyła na cały świat. W którymś momencie do jej nozdrzy doszedł zapach jakiegoś kota. Świetlik obróciła głowę w kierunku granicy i podniosła się. Czyżby ktoś z klanu cienia? To powinno poprawić jej humor. Z wichru już kogoś poznała, z gromu też, a z cienia... Co?
Łaciata zaczęła się rozglądać, gdy coś wyskoczyło na nią z tyłu, spadło jej na plecy i przygniotło ją do ziemi. Córka Kosowej Pieśni w pierwszej chwili była tak zszokowana, że nawet nie zareagowała. Nie miała bladego pojęcia co się dzieje, nie wiedziała nawet co lub KTO ją atakuje. Nagle pożałowała swojej głupoty, bo ten jeden raz w życiu wyszła sama mając gdzieś towarzystwo. I co, ma przez to zginąć? Czy na ich klanie wisi jakaś klątwa? Kotka trwała nieruchomo, sparaliżowana strachem i szokiem, ale w końcu dotarło do niej, że trzeba coś zrobić, bo inaczej zginie jak wszyscy inni. Świetlik zaczęła drzeć pazurami ziemię i szarpnęła się niemrawo w próbie wyrwania się spod cielska napastnika. Pisnęła przerażona. Nie wiedziała co ma robić, bo nikt nie nauczył jej walczyć. A przecież prosiła o to Ćmi Zmierzch już pierwszego dnia!
kremowy srebrny klasycznie pręgowany kot z białymi znaczeniami na łapach, brzuchu, piersi i pysku. Ma długą i zawsze splątaną sierść, a jego ciało jest olbrzymie do tego stopnia, że na 95% kotów patrzy z góry, a na 5% na równi. Wielkie i obrzydliwe bydle o tak samo obrzydliwej mordzie, która jest bardzo kanciasta i ma lekko krzywą szczękę przez co lewy dolny kieł wystaje lekko na zewnątrz. jego oczy są wcisnięte głęboko w czaszkę i mają kolor oliwkowy. Zgniła zieleń jak on cały. Powolne z niego ciele i od kociaka gorzej widzi na jedno oko, ale wada w żaden sposób się nie pogłębiała na przestrzeni czasu, dlatego nie grozi mu w żadnym wypadku ślepota.
Charakter Byka jest po prostu paskudny. Podejrzany i bezpośredni gość, który traktuje wszystkich dookoła jak śmieci i nikomu nie poświęca za dużej ilości wolnego czasu, bo w końcu nie jest byle kim. Ma w swojej rodzinie medyczkę i nieco dalej samą zastępczynię, a to już nie lada powód do dumy. Ma słabość do ładnych i zgrabnych kotek, ale nie jest to rzecz romantyczna, tylko przyziemna i biologiczna, która sprowadza się do co najwyżej rozrodu, gdyż kocur jest po prostu aromantyczny i utworzenie z nim związku pełnego uczuć jest prawie niemożliwe. Prawie, bo potrafi świetnie udawać, dobry z niego aktor i manipulator, a żeby osiągnąć swój cel mógłby nawet związać się z pierwszą lepszą mrówką, wynosząc ją pod same niebo.
szarpnął karkiem kocicy na boki i przycisnął ją łapami gdy zrobił to co zrobić każdy zdrowy kocur musiał. No i już po krzyku, czy było to takie straszne? Nie, było przyjemne i szybkie i w miarę bezbolesne, a przynajmniej dla byka. - Szarpiąc się pogarszasz sprawę - wycharczał przez zęby i splunął w bok - Ostra jesteś ale chyba ci to nie pomogło, khehe - zaśmiał się ochryple i odskoczył z daleka od kocicy i stanął w odległości kilku metrów, bo teraz mogli sobie porozmawiać i sie bliżej poznać, bo najpierw trzeba wiedzieć czy partnerka jest dobra w łóżku a potem rozmawiać, - Jak się ślicznotko nazywasz? Muszę sporządzić listę, sama rozumiesz - Zasmial się obrzydliwie i stuknął ogonem o ziemie.
Średniej wielkości smukła i zgrabna kotka. Stanowi mieszankę obojga rodziców. Po matce dostała w spadku zgrabną sylwetkę oraz przenikliwe, piękne zielone oczy, natomiast po Głogowym Cieniu długie, lśniące czarno-białe futerko. Czerń okrywa większość jej ciała (głównie grzbiet, boki, głowę oraz ogon), ustępując bieli na prawej stronie pyszczka, szyi, piersi oraz na wszystkich czterech łapach. Również wąsy kotki są śnieżnobiałe. Ogon Świetlik jest długi i puszysty, a co ważniejsze: czysty, podobnie jak reszta ciała. Do sierści kotki nie ma prawa przylgnąć żaden kłak, liść czy paproch, ponieważ zostanie szybko unicestwiony. Świetlik dba o swój tytuł ślicznotki i czyścioszki.
Czarno-biała kotka jest ambitna, ma wysokie wymagania od życia. Lubi cyrkować i awanturować się za każdym razem jak coś pójdzie nie po jej myśli lub jej się nie spodoba. Świetlik to kotka sprytna, która próbuje sobie znaleźć silnych sojuszników w klanie, im wyżej postawionych tym lepiej, dlatego też w ich obecności będzie się zachowywać porządnie, a przynajmniej będzie się starać. Gdy wyczuje słabość i uległość będzie starała się kogoś takiego zdominować, zrobić z niego podnóżek i wyciągnąć jak najwięcej korzyści dla siebie. Jej wadą jest marudność, częste humorki i gorsze dni, które nadejdą z nawet najbardziej błahego powodu, jak choćby dlatego, że jest zbyt ciepło, zbyt zimno, zbyt słonecznie lub zbyt deszczowo. Albo nawet wietrznie, trudno powiedzieć co danego dnia nie będzie jej odpowiadać.
Świetlikowa Łapa szarpała się i darła pazurami ziemię, ale wszystko działo się tak szybko, boleśnie i brutalnie, że... Usłyszała jakiś obleśny głos szepczący jej jakieś paskudztwa do ucha. Opanowało ją przerażenie, czysty strach, ale powoli zaczęła budzić się wściekłość. Problem w tym, że za późno, najgorsze już się wydarzyło, co wyjdzie na jaw już niedługo gdy zacznie jej rosnąć brzuch i pojawią się inne objawy typowe dla ciężarnych kotek. Czy tak właśnie czuła się Czerwona Gwiazda? Świetlikowa Łapa skrycie uważała kotkę za słabą, że sobie na to pozwoliła, ale teraz przekonała się na własnej skórze jak to naprawdę wygląda. Nie ma się nic do powiedzenia.
Łaciata kotka sapnęła, gdy ciężar zniknął. Przez moment leżała pozbawiona sił, dysząc spazmatycznie przez łzy. Cała jest brudna, sponiewierana i wykorzystana. Brudna. Koszmar. A przecież tak bardzo zawsze dbała o czystość swojego futerka, o to żeby być piękną i kuszącą. Ale to nie tak ma wyglądać, miała oplatać sobie kocurów wokół małego paluszka, tymczasem jakiś oblech z klanu cienia postanowił to zmienić.
- Z... Z-ZABIJĘ CIĘ! - zawyła łamiącym się głosem i skoczyła w stronę oprawcy. Nie wiedziała jak walczyć, nie miała pojęcia, Ćmi Zmierzch niczego, absolutnie niczego jej nie nauczyła, umiejętność łowienia ryb i znajomość połowy kodeksu pomogły jej tyle co kamień leżący biernie w jej legowisku. Atakowała na ślepo przepełniona strachem i wściekłością, spóźnioną wściekłością.
- ZABIJĘ - wrzasnęła raz jeszcze nim spróbowała zatrzasnąć szczęki na jego obrzydliwym uchu, a pazury wbić w jego boki. Nie miała pojęcia co robić, wyleciało jej nawet z głowy to żeby krzyczeć o pomoc. Wrzeszczała jedynie groźby, których w pojedynkę nie ma szans spełnić.
/jak wrzucisz swojego posta, zgłoś akcje do mg, bardzo proszę, bo tego już nie przepuszczę
jeśli ktoś chce wejść ratować świetlik albo po prostu wklepać bykowi to śmiało, należy się D:/
kremowy srebrny klasycznie pręgowany kot z białymi znaczeniami na łapach, brzuchu, piersi i pysku. Ma długą i zawsze splątaną sierść, a jego ciało jest olbrzymie do tego stopnia, że na 95% kotów patrzy z góry, a na 5% na równi. Wielkie i obrzydliwe bydle o tak samo obrzydliwej mordzie, która jest bardzo kanciasta i ma lekko krzywą szczękę przez co lewy dolny kieł wystaje lekko na zewnątrz. jego oczy są wcisnięte głęboko w czaszkę i mają kolor oliwkowy. Zgniła zieleń jak on cały. Powolne z niego ciele i od kociaka gorzej widzi na jedno oko, ale wada w żaden sposób się nie pogłębiała na przestrzeni czasu, dlatego nie grozi mu w żadnym wypadku ślepota.
Charakter Byka jest po prostu paskudny. Podejrzany i bezpośredni gość, który traktuje wszystkich dookoła jak śmieci i nikomu nie poświęca za dużej ilości wolnego czasu, bo w końcu nie jest byle kim. Ma w swojej rodzinie medyczkę i nieco dalej samą zastępczynię, a to już nie lada powód do dumy. Ma słabość do ładnych i zgrabnych kotek, ale nie jest to rzecz romantyczna, tylko przyziemna i biologiczna, która sprowadza się do co najwyżej rozrodu, gdyż kocur jest po prostu aromantyczny i utworzenie z nim związku pełnego uczuć jest prawie niemożliwe. Prawie, bo potrafi świetnie udawać, dobry z niego aktor i manipulator, a żeby osiągnąć swój cel mógłby nawet związać się z pierwszą lepszą mrówką, wynosząc ją pod same niebo.
Bycza łapa się zaśmiał i spojrzał na terminatorkę z klanu rzeki współczująco, a potem po prostu chciał się zmyć. Zamiast walczyć z nią zawinął nogi za pas i zaczął uciekać w przeciwnym kierunku prosto na terytorium klanu cienia, dopóki jeszcze nikt do tego miejsca nie dotarł i dopóki miał jeszcze szansę skoro nie chciała się zapoznać to jej strata bo przecież mógł być takim dobrym i kochającym ojcem ...
zt ? nie wiem juz czy moge czy mam jednak siedzieć i walczyć lol :D
Mistrz: Korzenny Pył Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka Ojciec: Północny Podmuch Partner: Malinowy Nos Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka Ojciec: Północny Podmuch Partner: Malinowy Nos Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
To, co zrobił Bycza Łapa było obrzydliwe i zasługiwało na karę, którą Świetlikowa Łapa zamierzała wymierzyć osobiście. Niestety, jak się okazało nie było to tak proste; nim poderwała się z ziemi i doskoczyła do kocura by go zaatakować ten dał nogi za pas... i bardzo szybko zniknął za skarpą, pod którą ciągnęły się tereny Klanu Cienia.
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"
Średniej wielkości smukła i zgrabna kotka. Stanowi mieszankę obojga rodziców. Po matce dostała w spadku zgrabną sylwetkę oraz przenikliwe, piękne zielone oczy, natomiast po Głogowym Cieniu długie, lśniące czarno-białe futerko. Czerń okrywa większość jej ciała (głównie grzbiet, boki, głowę oraz ogon), ustępując bieli na prawej stronie pyszczka, szyi, piersi oraz na wszystkich czterech łapach. Również wąsy kotki są śnieżnobiałe. Ogon Świetlik jest długi i puszysty, a co ważniejsze: czysty, podobnie jak reszta ciała. Do sierści kotki nie ma prawa przylgnąć żaden kłak, liść czy paproch, ponieważ zostanie szybko unicestwiony. Świetlik dba o swój tytuł ślicznotki i czyścioszki.
Czarno-biała kotka jest ambitna, ma wysokie wymagania od życia. Lubi cyrkować i awanturować się za każdym razem jak coś pójdzie nie po jej myśli lub jej się nie spodoba. Świetlik to kotka sprytna, która próbuje sobie znaleźć silnych sojuszników w klanie, im wyżej postawionych tym lepiej, dlatego też w ich obecności będzie się zachowywać porządnie, a przynajmniej będzie się starać. Gdy wyczuje słabość i uległość będzie starała się kogoś takiego zdominować, zrobić z niego podnóżek i wyciągnąć jak najwięcej korzyści dla siebie. Jej wadą jest marudność, częste humorki i gorsze dni, które nadejdą z nawet najbardziej błahego powodu, jak choćby dlatego, że jest zbyt ciepło, zbyt zimno, zbyt słonecznie lub zbyt deszczowo. Albo nawet wietrznie, trudno powiedzieć co danego dnia nie będzie jej odpowiadać.
Uciekł. Jej oprawca tak po prostu uciekł. Nawet nie dała rady wyrwać mu kawałka futra, nie dała rady zostawić mu żadnego zadrapania. Próbowała pogonić za tym obrzydliwym cienistym ścierwem, ale jej cel uciekł tak szybko, że Świetlik zaraz straciła go z oczu. Zrobiła kilka chwiejnych kroków w kierunku granicy, trzęsąc się na całym ciele i szlochając spazmatycznie. Z jej gardła wydobyło się dziwne, bezskładne zawodzenie. Łaciata nie jest w stanie sama wrócić do obozu, nie wiedziaa nawet gdzie on się znajduje,a wszystko przez szok i niedowierzanie. Osunęła się na ziemię, patrząc ciągle w stronę, w którą uciekł kocur i wbijała bezradnie pazury w ziemię, nawet do końca nie wiedząc co robi. Nie czuła bólu, gdy jej szpony orały zmarzniętą glebę, nie czuła bólu pogryzionego karku. Czuła tylko pustkę, rozpacz i wstyd. Wstyd, że tak skończyła. Słaba. Samotna i wykorzystana. Wszystkie jej ambicje i plany na życie stały się już nieaktualne, niemożliwe do spełnienia, bo okazała się słaba, beznadziejna i bezużyteczna. Nie potrafiła się obronić. A córce Kosowej Pieśni przez myśl jeszcze nawet nie przeszło, że za jakiś czas wypluje z siebie larwy tego obrzydliwego bydlęcia.