Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
Wywróciła oczami. Musiała przyznać, że obcy wojownik trochę działał jej na nerwy. Znalazł się żartowniś. Chociaż z drugiej strony, gdyby ją ktoś tak bezpodstawnie zaatakował, pewnie też nie byłaby okazem manier i dobrej woli, ale wciąż. Czereśnia czuła się, jakby kocur się z niej naśmiewał, a to nie było zbyt miłe uczucie. Może i popełniła gafę, ale chciała tylko wypełniać swoje obowiązki, nie powinno się jej za to winić. Może wojownik był z tych, co to nic nie robili i tylko leżeli do góry brzuchem, lecz ona traktowała swoją rangę poważnie, zwłaszcza ostatnimi czasy.
— Do twoich łap, to bym się wolała nie zbliżać — powiedziała, krzywiąc się z niesmakiem i po raz kolejny obrzucając krytycznym spojrzeniem znajdujące się w katastrofalnym stanie futerko cienistego. Nie rozumiała, jak można się aż tak zapuścić. Czy on w ogóle wstydu nie miał?
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Och, Wirek absolutnie nie wyśmiewał się z kogoś i go nie obrażał, jeśli dany kot nie dawał mu do tego powodów. Owszem, Czereśnia popełniła błąd, wyzwała go za przebywanie na terenach technicznie niczyich, ale nie miał zamiaru jej jakoś bardzo tego wypominać, ot, chciał sobie zażartować. Widząc jednak, że na szylkretową to nie działa, że nie zrozumiała jego poczucia humoru, że nawet się nie uśmiechnęła, na jego pysk wrócił obojętny wyraz, gdy to mierzył wojowniczkę z drugiego klanu wzrokiem, powoli poruszając ogonem na boki.
- Jakiś potwór cię poturbował, że jesteś taka nieprzyjemna? - spytał, a po wyrazie jego pyska, czy mowie ciała, nie było widać, czy żartował, czy próbował rozładować atmosferę, czy co konkretnie próbował teraz zrobić. Bo pysk miał obojętny, żaden jego mięsień się nie ruszał, nawet ogon się zatrzymał, a uszy miał skierowane w stronę kotki, oczekując jej reakcji. Bo to, jak zareaguje na te słowa mogły zaważyć na ich dalszej rozmowie - lub jej szybkiemu przerwaniu. Kocur bowiem nie zamierzał się rozdrabniać na gadaniu z kimś, kto jest nieprzyjemny i nie ma kompletnie poczucia humoru, czy coś. Szczególnie, że na jego próbę zażartowania skomentowała jego wygląd, co już średnio mu się spodobało, bo akurat to, jak wygląda, nie powinno nikogo obchodzić. Spoko, te wszystkie koty mogą sobie być wypicowane, błyszczące w promieniach słońca i co tylko, ale on nie zamierzał spędzać całego dnia na doprowadzaniu się do porządku, szczególnie, że większość dnia spędzał poza obozem i to, że coś się w niego wplątywało to tylko była kwestia chwili.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Nigdy nie był zbyt rozrywkowy czy też towarzyski. Zdecydowanie lepiej czuł się w swoim własnym towarzystwie, nieoceniany. Poza tym nie lubił się zbyt przemęczać, więc większość swojego dnia spędzał w zazwyczaj zatłoczonym i głośnym obozie. Czasami jednak się już tak zdarza, że coś się zmienia, a tak również zadziało się z nim, ponieważ coraz częściej zaczął pojawiać się na granicach ze swoimi sąsiadami, nie obawiając się aż tak rozmowy, jaka prawdopodobnie go w takich sytuacjach czeka. To skłoniło go do podejścia aż po granicę z Czterema Dębami, będąc przygotowanym na taką możliwość, że ktoś zaszczyci go swoją obecnością. Każdy potrzebował bliskości innego kota, niektórzy bardziej, niektórzy mniej, ale w każdym razie: wszyscy odczuwali potrzebę choć chwilowej rozmowy, będącą oderwaniem od nudnawej, szarej rzeczywistości. Z takiego względu miał nadzieję, że jeśli już ktoś zwróci na niego uwagę, będzie w stanie dać mu trochę rozrywki. Byłoby zabawnie, gdyby była to Wiewiórczy Skok, chociaż byłby już tym zupełnie znudzony, gdyż nie była mu już do niczego potrzebna, a pogawędka z nią również nie była zbyt powalająca…
Hu hu hu, Wschód kiedyś był rozrywkowy i towarzyski. Życie jednak kawałek po kawałku zabierało z niego to, co najlepsze, i zostawiło tego irytującego, rudego gremlina, którym był sobie teraz. Ta, i sam też zaczął stronić od towarzystwa, o czym już chyba wszyscy wiedzieli. Zaliczył parę wypadów na tereny niczyje, ale wrócił cały i zdrowy, niespodzianka. Okazało się jednak, że poza terenami to szczególnie ciekawie nie było, ot, to samo co w granicach, tylko tłumy mniejsze, i mniejsze ryzyko trafienia na kogokolwiek. Kiedy rudzielec potrzebował samotności, było to jak znalazł, kiedy jednak był w bojowym nastroju i tylko szukał kogoś, żeby wyładować emocje, to raczej kręcił się bliżej granic (kto obstawiał, że głównie przy granicy z Gromem, może czuć się wygranym). Tego dnia również zawędrował do jakże uprzejmych sąsiadów, jednak nikogo nie zastał, ruszył więc sobie spacerkiem, by zahaczyć o Cztery Dęby i jeszcze sprawdzić królikojady, czy zebrały się w odwadze, by podejść do rzecznej granicy. Na razie jednak nie dane tam mu było dotrzeć; kiedy zbliżał się do Czterech Dębów, dostrzegł sylwetkę jakiegoś wojownika, na pewno nie z Rzeki. Rudy więc spiął mięśnie i podniósł łeb, kiedy szedł, żeby ten nieznajomy wiedział, że halo, niedaleko jest granica, jak ją przekroczy to zdecydowanie nie wróci tego dnia do obozu w jednym kawałku.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
O, tak, to prawda. Topniejący Lód również miał okazję zwiedzić niejednokrotnie niczyje, zazwyczaj na nikogo nie trafiał, znaleźli się jedynie dwaj samotnicy, którzy nie mieli nic ciekawego do zaoferowania. Nudna, stara panna, której jedynym sensem w życiu było granie uprzejmej, i jakiś dziwny owocek, który chciał, żeby niebieski wojownik z nim odpoczął, co było dosyć… niecodzienne. A tak poza tym to nuda, nuda, nuda – i, oczywiście, fajne widoczki, a także nieodkryte miejsca. Gdyby wojownik chciał, to mógłby coś więcej zwiedzić, ale nie miał do tego żadnej motywacji. Jeszcze by się okazało, że w tym czasie został uznany za zaginionego, a takiej wygody nie miał zamiaru opuszczać, przynajmniej na razie, póki sytuacja była stabilna. Zauważył kątem oka zmierzającego w jego stronę kocura, zdecydowanie z rzecznej strony, spiętego i z wysoko zadartą głową, co już wiele o nim mówiło: może być interesująco.
– Zluzuj – mruknął nieprzejęty postawą kocura, zaś na jego pysku wymalowana była zupełna obojętność, jak gdyby miał gdzieś, że jakiś nadąsany wojownik patrzy na niego w taki sposób. Co było również całkiem zabawne, bo zachowywał się identycznie, gdy na kogoś wpadał, ale dzisiaj był o wiele bardziej rozluźniony.
No, to co do opinii o terenach niczyich mogli się zgodzić. Nie miały wiele ciekawego do zaoferowania, a już szczególnie nie taka Droga Grzmotu, która cuchnęła, była twarda, i po której biegały potwory z Dwunożnymi. A ci to dopiero byli dziwni! Wschód jednak bynajmniej nie zamierzał dokonywać interakcji z żadnym z tych prawie bezwłosych stworzeń. Za to co do interakcji z innymi kotami... No, to już zależało. Niebieski kocur akurat trafił na dzień, w którym rudy mógł za samo choćby wystawienie wąsika poza granicę przeciąć komuś pazurami mordkę.
- Bo co? - mruknął, podchodząc bliżej, i stając mniej więcej tam, gdzie oznaczenia zapachowe były najsilniejsze. Nadal stał wyprostowany i mierzył obcego kocura chłodnym spojrzeniem, a jego ogon majtał delikatnie na boki. Wschód wyciągnął też pazury w przednich łapach, ot tak, dla lepszego efektu, bo kto zabroni.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
W tym również mogli się zgodzić. Grzmiąca Ścieżka była paskudna, dziwnie śmierdziała i nieprzyjemnie się po niej przechodziło, zupełnie inaczej, niż po miękkiej trawie, do której się już przyzwyczaili. Miał okazję raz po niej przejść i nie uważał, żeby chciał zrobić to kiedykolwiek ponownie. Mimo wszystko musiał przyznać, że gorsze od niej były rowy po jej dwóch stronach. Syf to mało powiedziane. Myślał, że zwróci śniadanie, gdy przez nie przechodził, a to naprawdę nie wynikało znikąd. Istotnie, był pedantycznym typem, ale nic poza nimi nie zdołało wzbudzić w nim aż tak ogromnego obrzydzenia. To również sprowadzało się do tego, że nie szedł w tamtym kierunku. Ziemie Niczyje były znacznie obszerniejsze, i gdyby chciał je pozwiedzać, to na pewno poszedłby w zupełnie inną stronę.
– Bo przekraczanie granic nie znajduje się w kręgu moich zainteresowań – odparł zupełnie szczerze, tonem zaskakująco spokojnym i wypranym z jakichkolwiek emocji, unosząc lewą brew w wyniku zdziwienia, widząc wysunięte pazury u swego rozmówcy. No proszę, rzucaj mi się do gardła, jak chcesz, pokażesz tylko, jak pustą masz głowę. Topniejący Lód mógł walczyć, niby za tym nie przepadał, ale skoro rzeczny wojownik aż tak chciał zobaczyć, gdzie jego miejsce, to niech będzie.
Ohoho, jaki pewny siebie! Wschód jednak także nie cierpiał na niedobór tej cechy, nadal więc stał wyprostowany niczym struna i mierzył niebieskiego obcego nieprzychylnym spojrzeniem. Że niby nie chciał przekraczać granicy? Ta, jasne, a jeże latają. Wschód wcale w to nie wierzył. Po cóż by innego kocur przytargałby swoje cielsko aż na granicę, co?
- Za to w moich kręgach zainteresowań leży dopilnowanie, żeby nikt granicy nie przekroczył. - odparł niemal od razu, nie porzucając mrukliwego tonu. Choć cienisty kocur wyglądał na większego, to Wschód wiedział, że to tylko przez to napuszone futro. Nie zamierzał wykonywać ruchu, póki ten sobie nie zasłuży, ale nie bał się wcale zareagować, jeśli coś się stanie. Halo, w końcu był wojownikiem nie od księżyca, ma na koncie jednego kota, co mu może taki cienisty zrobić, jeśli będzie chciał igrać?
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Można śmiało powiedzieć, że trafił swój na swego. Oboje byli pewni siebie, dumni i przekonani o swojej własnej świetności, a to, szczególnie w konflikcie, bywało mieszanką wybuchową, żeby nie powiedzieć więcej. Trzeba przyznać, cienisty wojownik był nieco rozbawiony postawą starszego kocura. Chociaż sam zachowywał się w takiej sytuacji identycznie, kiedy ktoś wyglądał podejrzanie, w swoim mniemaniu wyglądał wtedy niezwykle poważnie, czego teraz nie mógł powiedzieć o rybojadzie, który wyglądał niesamowicie śmiesznie. Nie był to perfekcyjny moment, ale miał ochotę się roześmiać. Powstrzymał się, słysząc ton rudo-białego, który widocznie chciał zagrać w tę grę. A więc do dzieła.
– Nie widzę tu kogoś takiego. – Nawet ostentacyjnie zaczął rozglądać się dookoła. – Ale miło z twojej strony. Rzetelny wojownik to cud w tych czasach – mruknął poważnie, spojrzawszy ponownie w jego bursztynowe oczy, nie umiejąc powstrzymać się z takimi komentarzami. Nie bał się jakiegoś wodnego kota, bez przesady, nawet nie wyglądał groźnie, co najwyżej zabawnie. Całe szczęście, że miał dzisiaj dobry humor.
Być może i trafił swój na swego. W tej kwestii akurat dwójka kocurów była podobna; emanowali pewnością siebie w momencie, w którym chodziło o obronę granic i pokazanie się przed członkami innych klanów z jak najlepszej strony. No bo przecież nie będzie się płaszczył przed byle cienistym, prawda? Jeśli jednak chodziło o obycie w bardziej, hm, towarzyskich relacjach, to Wschód nie miał takiego kija w tyłku i nie wahałby się przed rzuceniem jakiejś zabawnej uwagi. Teraz jednak nie było na to miejsca ani czasu... Prawda?
- Oh, ja mogę kogoś dojrzeć. - odparł niemal natychmiast, wlepiając bursztynowe oczęta w niebieską sylwetkę wojownika. Starszy, młodszy, cóż to ma za znaczenie, nie z rzecznego klanu, więc automatycznie pod obserwacją. - Cud? Chyba w tym waszym klanie Cienia. - prychnął, unosząc brew. No nie potrafił się powstrzymać przed takimi rzeczami. - W Rzece rzetelni wojownicy to codzienność. - prawda czy niekoniecznie, nieważne. Ważne, że obcy swoimi słowami zasugerował coś, co rudzielec bez problemu mógł przekuć w wychwalenie własnego klanu nad innym, no bo przecież Rzeka była najwspanialsza.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
– Gdzie? – zapytał jakże inteligentnie, ponownie rozglądając się dookoła. Och, wiedział, do czego zmierza rudo-biały kocur, aczkolwiek nie byłby sobą, gdyby nie rzucał jakimiś złośliwymi komentarzami. Mogąc w ten sposób zirytować swojego rozmówcę, czuł się wspaniale. Bawił się świetnie. Poza tym mimo wszystko miał rację – nie miał zamiaru przekraczać granicy, o to się Bursztynowy Wschód martwić nie musiał, to mógł bez problemu zapewnić.
– Tak. – Każda okazja do obgadania swojego klanu jest dobra. Faktem jest, że nie przywiązywał się on do swojego klanu, miejsce to było mu zupełnie obojętne. Żył w nim jedynie dla wygody, bo zdawał sobie sprawę z tego, że będąc samotnikiem, nie mógłby pozwolić sobie na taki luksus. Tutaj żyło z nim wiele pogłówków, którzy byliby w stanie rzucić mu się na pomoc, a żyjąc na własną łapę, byłby tego pozbawiony. – No proszę.
Jeśli Topniejący Lód chciał kogoś zirytować, to na pewno źle trafił. Takimi pytaniami nie mógł zirytować stojącego przed nim rudzielca; co najwyżej mógł wzbudzić politowanie rzeczniaka i przemyślenia w jego ryżej główce na temat tego, jak głupie są koty w innych klanach. No co, taka prawda.
- Przede mną stoi taki jeden. - przechylił lekko łeb na bok i uniósł nieco jedną brew. Schował przy okazji pazury. Skoro niebieski inteligencją nie grzeszył, to nie było aż takiego ryzyka, że przekroczy granicę podczas, gdy Wschód stał dosłownie przy niej. A nawet jak nie, to rudzielec szybciej zdzieli go po pysku, niż tamten ucieknie. Bądź co bądź, to Grom wygrywał zawody w posiadaniu najgłupszych członków, niemal miażdżąc konkurencję.
Tak. Wschód spojrzał zmieszany na niebieskiego wojownika i zmarszczył brwi. Nie mógł nie przyznać, że był zaskoczony. Liczył na to, że obcy się zmiesza albo coś i zacznie rzucać się od razu w obronę własnego klanu, a tu proszę, jak to się ładnie mówi, wydala nieczystości do własnego gniazdka. Jak milutko.
- Aż tak słabo u was z kimś porządnym? - zapytał, niby to z politowaniem, jednak w głosie było słychać też ironię.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Może. Prawda jest taka, że Topniejący Lód jedynie grał niezbyt błyskotliwego, a to, że Bursztynowy Wschód nie umiał tego zrozumieć, wobec czego kwestionował jego inteligencję, nie było jego problemem. I tak pewnie nigdy już go nie spotka, miał gdzieś, co kocur o nim myśli. Zazwyczaj przejmował się zdaniem innych kotów, ale to przede wszystkim tyczyło się wojowników z jego klanu. No i dzisiaj miał jakieś pogodniejsze samopoczucie.
– Ten jeden nie ma akurat takich zamiarów – odpowiedział więc, mrużąc delikatnie jadowite zazwyczaj ślepia. Nie wiedział, co ta rozmowa ma właściwie na celu, kręcili się jak bąki wokół jednego tematu i nie byli w stanie dojść do porozumienia. Było to troszkę zabawne, choć na dłuższą metę również nużące.
Spodziewał się, że wojownik będzie zaskoczony jego odpowiedzią. Zazwyczaj koty słynęły z tego, że chwaliły swój klan, broniły go niesamowicie i nie były w stanie pisnąć na jego temat złego słówka. Tak również najpewniej było w przypadku Bursztynowego Wschodu; niebieski kocur nie był w stanie uwierzyć, że klan Rzeki może być tak idealny. Topniejący Lód nie lizał dupy klanowi, w którym mieszka, i nie miał zamiaru. Czasami nie mówił jakichś rzeczy wprost, żeby sam nie miał z tego tytułu problemów, lecz miał o klanie Cienia niepochlebne zdanie. Nie odpowiedział mimo wszystko na słowa kocura, jedynie spoglądając na niego zażenowanym spojrzeniem. Przed chwilą to przyznał, potrzebował kolejnego potwierdzenia? A może rzeczniak był głuchy? Możliwości było wiele.
W przeciwieństwie do cienistego wojownika, Wschód dopiero zaczynał się dobrze bawić w tej przekomarzance. Oczywiście, że uznał Topnieja za kota niespełna rozumu, w końcu jakżeby to, inteligentne jednostki w klanach spoza Rzeki? Niemożliwe. W Rzece już czasem było o to ciężko, tak nawiasem mówiąc, ale to była wiedza nieprzeznaczona dla uszu niebieskiego kota.
- No ja tam nie wiem, wolę czuwać. Wiesz jak to jest, odwrócisz wzrok na chwilę a tu już ktoś ci przez granicę przełazi, gorzej niż kociaki w kociarni. - wzruszył barkami, mówiąc przy okazji nonszalanckim głosem. On akurat nie miał problemu z kontynuowaniem tego samego tematu, takim laniem wody. W końcu był rzeczniakiem, co nie? Heheszki.
Proszę, kocur zapomniał języka w gębie. Aż tak był zażenowany własnym klanem że nawet nie chciał tego przyznawać? Normalnie gdyby nie byli wrogami, to Wschód poklepałby go po główce.
- Przyjmę to milczenie jako potwierdzenie. - rzucił więc, kręcąc nosem. Już tak ciężko było, że wojownicy nie potrafili odpowiadać na pytania? Może inne klany powinny założyć jakiś fundusz pomocy dla Cienia i okazyjnie chodzić tam uczyć kultury wypowiedzi?
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Podczas gdy Wschód nie mógł uwierzyć, że poza klanem Rzeki mogą istnieć inteligentne i mądre koty, Topniejący Lód w tym czasie nie mógł sobie przypomnieć, kogo tam w miarę ogarniętego mają w klanie Cienia. Czyli jak to jest możliwe, że dwa koty mogą mieć zupełnie inny światopogląd.
– W takim razie zaglądaj często na granicę z klanem Wichru. Tam to dopiero są chętni do przekraczania granic terminatorzy. – A właściwie to terminatorka, lecz tym jednym wybrykiem zdołała pokazać cały klan, a na tego podstawie Topniejący Lód wyrobił sobie niezbyt pochlebną o nim opinię. Miał gdzieś to, jakie są tam koty, zdołał poznać stamtąd jedynie dwie kotki, a jedna z nich zrobiła na nim mizerne wrażenie, zatem nic dziwnego, że w tym momencie mógłby bez hamulców obgadywać klan Wichru, jak gdyby miał okazję poznać stamtąd więcej kotów.
Na jego następne słowa wciąż milczał. Nie komentował, jeżeli nie miał do tego widocznego powodu. Bursztyn już wiedział, że klan Cienia składa się z idiotów, można iść dalej.