Mistrz: MALINOWA GWIAZDA Płeć: kocur Matka: Czajkowy Lot Ojciec: Wilgotny Nos Partner: Miętowy Pąk
Wyrósł, na ile wyrosnąć pozwoliły mu grube łapy. Skrzeczący nadal pozostał najmniejszym z miotu. Zdecydowanie zwiększył się wszerz, nabierając masy mięśni. Ma wyprostowaną sylwetkę, a porusza się lekko, wyglądając przy tym na silnego i krzepkiego. Większą uwagę przywiązuje do pielęgnacji długiego, śnieżnobiałego futra. Trójkątne uszy, pysk (z wyjątkiem dolnej wargi), łapy i długi ogon przypominający kitę wiewiórki przechodzą delikatnie na jasny, niebieskoszary kolor. Biel powraca kocurowi na palcach, które wyglądają na jeszcze jaśniejsze od całego ciała. Mały nos jest koloru czarnego, a oczy nie zmieniły swej barwy - nadal pozostały lodowato błękitne, chłodno lustrując otaczający świat.
Wydoroślał. Chociaż jest bardzo pewny siebie, to potrafi w pewnych sytuacjach schować dumę do kieszeni. Skrzecząca Mewa w większości pozostaje dyplomatyczny i poważny, nie ukazując uczuć. Zachowuje rezerwę do innych, a prawdziwe emocje ukazuje dopiero przy naprawdę bliskich mu kotach. Ciężko mu nawiązywać relacje na dłużej, nawet jeśli jest chętny do pogawędek. Bardziej kontroluje swoje emocje i nie wybucha gniewem od byle czego, ale lepiej nadmiernie nie testować jego cierpliwości. Zdenerwowany bywa wulgarny i fizyczny. Ucieka się do walki jeśli sytuacja tego wymaga, a wtedy bywa brutalny.
Wyczuł zapach jakiegoś kota i instynktownie zwiększył czujność, oglądając się podejrzliwie na boki. Wolał zachowywać się nieufnie niż miło witać z każdym napotkanym nieznajomym. Nigdy nic nie wiadomo, można spodziewać się wszystkiego po obcych.
Szybko dostrzegł długołapą kotkę po drugiej stronie granicy. Zatrzymał się po swojej stronie w bezpiecznej odległości i postawił duży ogon na równi z grzbietem. Jego pysk chłodno zlustrował Cieniastą, nie wyrażając żadnych emocji. Wzrok Skrzeka zatrzymał się na oczach nieznajomej. - ...Witaj - odparł niskim głosem. Trzepnął ogonem po piętach, ale oprócz tego prawie w ogóle się nie poruszał. Był gotowy odejść w swoją stronę, no chyba, że nagle kotkę najdzie na rozmowę, co było bardzo prawdopodobnym scenariuszem. Pogodził się z tym, że zostanie na granicy dłużej, niż przewidywał. Nie chciał odchodzić, bo spotkanie to mogło wyjść na jego korzyść.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Kocur nie wydawał się być nastawiony przyjaźni. Z pewnością był od niej starszy. Chociażby pod względęm księżycy czy umysłu. Odparł jej należne słowa, co oznaczało, że raczej ma choć krztyny wchowania. Tylko oczymby tu teraz porozmawia? Z pewnością nie może teraz odejść, byłoby to bardzo niemądre, wręcz pomysł godny mysiego móżdżka. - Jesteś wojownikiem, prawda? - zapytała. Ty było raczej oczywiste. No ale cóż, jakoś trzeba poruszyć temat. Niech następnym razem śnieżnobiały kocur zacznie rozmowę.
Mistrz: MALINOWA GWIAZDA Płeć: kocur Matka: Czajkowy Lot Ojciec: Wilgotny Nos Partner: Miętowy Pąk
Wyrósł, na ile wyrosnąć pozwoliły mu grube łapy. Skrzeczący nadal pozostał najmniejszym z miotu. Zdecydowanie zwiększył się wszerz, nabierając masy mięśni. Ma wyprostowaną sylwetkę, a porusza się lekko, wyglądając przy tym na silnego i krzepkiego. Większą uwagę przywiązuje do pielęgnacji długiego, śnieżnobiałego futra. Trójkątne uszy, pysk (z wyjątkiem dolnej wargi), łapy i długi ogon przypominający kitę wiewiórki przechodzą delikatnie na jasny, niebieskoszary kolor. Biel powraca kocurowi na palcach, które wyglądają na jeszcze jaśniejsze od całego ciała. Mały nos jest koloru czarnego, a oczy nie zmieniły swej barwy - nadal pozostały lodowato błękitne, chłodno lustrując otaczający świat.
Wydoroślał. Chociaż jest bardzo pewny siebie, to potrafi w pewnych sytuacjach schować dumę do kieszeni. Skrzecząca Mewa w większości pozostaje dyplomatyczny i poważny, nie ukazując uczuć. Zachowuje rezerwę do innych, a prawdziwe emocje ukazuje dopiero przy naprawdę bliskich mu kotach. Ciężko mu nawiązywać relacje na dłużej, nawet jeśli jest chętny do pogawędek. Bardziej kontroluje swoje emocje i nie wybucha gniewem od byle czego, ale lepiej nadmiernie nie testować jego cierpliwości. Zdenerwowany bywa wulgarny i fizyczny. Ucieka się do walki jeśli sytuacja tego wymaga, a wtedy bywa brutalny.
- Owszem - odparł tym samym tonem, stojąc z wyprostowaną, dumną sylwetką. Przypomniało mu się, jak za kocięcych czasów marzyło mu się być znanym i szanowanym wojownikiem w całym lesie. Czas wprowadzić ten plan w życie, małymi kroczkami. Nie zamierzał jednak od razu rzucać swoim imieniem, to nieznajoma miała się o to dopytać. - A ty? - spytał, kiwnąwszy głową w stronę Cieniastej. Wyglądała na młodszą, a kocur w jej wieku kończył jeszcze trening. Co nie oznacza, że szylkretka nie jest już wojownikiem, wszystko zależy od mistrza. Niestety posiadanie Gwiazdy jako mentora niesie za sobą ten mankament, że trening z różnych przyczyn może się przedłużyć. Ale to wcale nie oznacza, że było na nim źle, wręcz przeciwnie! Kocur mógł chwalić się tym faktem na lewo i prawo, bo wciąż czuł się z tym jak ktoś specjalny.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
- Również - mruknęła spokojnie. - Jestem Wzbierająca Fala, a ty? - zapytała. Jak tak teraz spojrzeć to chyba jej imię nie było takie ładne jak wcześniej jej się wydawało. Chciała się zapytać czy w klanie Wichru wszystko dobrze. Lecz to by wyszło na to, że próbuje wyciągnąć informacje od wojownika. Jeszcze wróciła by z ranami do obozu. Co równałoby się z tym, że nie dostanie terminatora. A tego bardzo by nie chciała. Chociaż takie kary raczej nie trwają wieczność.
Mistrz: MALINOWA GWIAZDA Płeć: kocur Matka: Czajkowy Lot Ojciec: Wilgotny Nos Partner: Miętowy Pąk
Wyrósł, na ile wyrosnąć pozwoliły mu grube łapy. Skrzeczący nadal pozostał najmniejszym z miotu. Zdecydowanie zwiększył się wszerz, nabierając masy mięśni. Ma wyprostowaną sylwetkę, a porusza się lekko, wyglądając przy tym na silnego i krzepkiego. Większą uwagę przywiązuje do pielęgnacji długiego, śnieżnobiałego futra. Trójkątne uszy, pysk (z wyjątkiem dolnej wargi), łapy i długi ogon przypominający kitę wiewiórki przechodzą delikatnie na jasny, niebieskoszary kolor. Biel powraca kocurowi na palcach, które wyglądają na jeszcze jaśniejsze od całego ciała. Mały nos jest koloru czarnego, a oczy nie zmieniły swej barwy - nadal pozostały lodowato błękitne, chłodno lustrując otaczający świat.
Wydoroślał. Chociaż jest bardzo pewny siebie, to potrafi w pewnych sytuacjach schować dumę do kieszeni. Skrzecząca Mewa w większości pozostaje dyplomatyczny i poważny, nie ukazując uczuć. Zachowuje rezerwę do innych, a prawdziwe emocje ukazuje dopiero przy naprawdę bliskich mu kotach. Ciężko mu nawiązywać relacje na dłużej, nawet jeśli jest chętny do pogawędek. Bardziej kontroluje swoje emocje i nie wybucha gniewem od byle czego, ale lepiej nadmiernie nie testować jego cierpliwości. Zdenerwowany bywa wulgarny i fizyczny. Ucieka się do walki jeśli sytuacja tego wymaga, a wtedy bywa brutalny.
Kotka w takim razie musiała bardzo niedawno zostać wojownikiem. Przyglądał jej się z dużą dozą rezerwy. Nie należał do kotów, które miło witały się z każdym napotkanym nieznajomym. Jego stosunek wobec innych Klanów był w najlepszym wypadku neutralny. Zmarszczył nos, gdy doleciał do niego smród z terenów Klanu Cienia niesiony przez wiatr. Dobrze, że był przelotny. Żadna woń innego Klanu nie była tak przyjemna, jak Wichru. - Skrzecząca Mewa - przedstawił się z uniesioną głową. Imię Cieniastej interesowało go tyle, co nic, była byle jaką, pierwszą lepszą napotkaną kotką. Tak samo Skrzek miał w głębokim poważaniu to, co dzieje się w innych Klanach. Na początku miał trochę obaw jeśli chodzi o jego wojownicze miano, ale z czasem nawet je pokochał. Jest bardzo ładne, ma sens i wcale nie przeszkadza to, że kończy się na "a", tak jak większość imion przeznaczonych dla kotek.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Ach, a więc nasz nowy przyjaciel ma na imię Skrzecząca Mewa. Zdecydowanie było to imię ładniejsze od niego. Było one bardzo typowe dla klanu Wichru. Bynajmniej tak uważała córka Jesionowej Kory. Przyjaciel, o jej można go tak wogle nazwać nie wydawał się być agresywny. Chociaż klanu Wichru był na tyle głupi aby ganiać za królikami przez cały dzień i nic więcej nie robić, to równie dobrze mógł ją przytulić, a w następnej chwili wgryzać się w jej gardło. - U nas w zarządzie nic się nie zmieniło. A u was? - poinformowała go. Raczej klan Wichru wiedział o wszystkim na bieżąco.
Mistrz: MALINOWA GWIAZDA Płeć: kocur Matka: Czajkowy Lot Ojciec: Wilgotny Nos Partner: Miętowy Pąk
Wyrósł, na ile wyrosnąć pozwoliły mu grube łapy. Skrzeczący nadal pozostał najmniejszym z miotu. Zdecydowanie zwiększył się wszerz, nabierając masy mięśni. Ma wyprostowaną sylwetkę, a porusza się lekko, wyglądając przy tym na silnego i krzepkiego. Większą uwagę przywiązuje do pielęgnacji długiego, śnieżnobiałego futra. Trójkątne uszy, pysk (z wyjątkiem dolnej wargi), łapy i długi ogon przypominający kitę wiewiórki przechodzą delikatnie na jasny, niebieskoszary kolor. Biel powraca kocurowi na palcach, które wyglądają na jeszcze jaśniejsze od całego ciała. Mały nos jest koloru czarnego, a oczy nie zmieniły swej barwy - nadal pozostały lodowato błękitne, chłodno lustrując otaczający świat.
Wydoroślał. Chociaż jest bardzo pewny siebie, to potrafi w pewnych sytuacjach schować dumę do kieszeni. Skrzecząca Mewa w większości pozostaje dyplomatyczny i poważny, nie ukazując uczuć. Zachowuje rezerwę do innych, a prawdziwe emocje ukazuje dopiero przy naprawdę bliskich mu kotach. Ciężko mu nawiązywać relacje na dłużej, nawet jeśli jest chętny do pogawędek. Bardziej kontroluje swoje emocje i nie wybucha gniewem od byle czego, ale lepiej nadmiernie nie testować jego cierpliwości. Zdenerwowany bywa wulgarny i fizyczny. Ucieka się do walki jeśli sytuacja tego wymaga, a wtedy bywa brutalny.
Gdyby Wzbierająca Fala nazwała go teraz przyjacielem, dostałaby pazurami w nos. Skrzek uważnie dobierał sobie przyjaciół, a już na pewno nie pozwoliłby, by ktoś został nim od razu. To wymagało czasu, musiał poznać danego kota i ocenić, czy jego obecność jest mu miła.
Zmrużył oczy, patrząc się chłodno na Cieniastą w przekonaniu, że przewyższa ją we wszystkim. Ta rozmowa zmierzała do nikąd, bo szylkretka na pewno nie dowie się niczego nowego z ust Skrzeczącej Mewy. - Po staremu - odparł. Trzepnął ogonem parę razy, jakby był naładowany jakąś energią i musiał ją wyładować.
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Barszczowa Łapa była jak do tej pory jedyną kocicą spoza klanu Wichru, którą poznał syn Fiołkowego Świtu… i na ostatnim spotkaniu z nią nie ukrywał, że chętnie by się z nią spotkał jeszcze raz. Może tym razem nauczyłby ją Kodeksu Wojownika albo czegokolwiek innego, co by się jej przydało, o ile wciąż jej mistrz się nią nie zajął? Podejrzewał, że to wysoce prawdopodobne i jego szylkretowa koleżanka wciąż lata po terenach swojego klanu, nic nie potrafiąc.
Och, jak bardzo się mylił.
W każdym razie stwierdził, że fajnie by było się z nią umówić, może tym razem dla odmiany na Ziemiach Niczyich? Bo czemu nie. Akurat tego dnia nie miał za wiele do roboty – było późne popołudnie, był już po treningu z Bąkową Łapą i całkiem udanym polowaniu, a najbliższy patrol mu przypadał na kolejny świt, więc nie czuł na sobie presji i mógł trochę pospacerować. Oczywiście nie zamierzał tylko szukać towarzystwa – cały czas zachowywał czujność, już od wyjścia z obozu, a znalazłszy się na granicy, poprawił ją w paru miejscach, by w końcu zatrzymać się parę kroków od granicy, oczywiście na terenach klanu Wichru, i… przysiąść. Czekał z nadzieją na spotkanie jakiegoś Cienistego, który chciałby przekazać wiadomość do Barszczowej Łapy.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
Tak też się złożyło, że na mały spacerek po granicach wybrała się tego dnia Popielny Żar. Miała w planach nie tylko spokojny marsz po Cienistych terenach, ale i chwilową wymianę zdań z Miękkim Obłokiem, który to podobno wręcz kipiał od tego, by znów się z nią zobaczyć. Na ostatnie spotkania, przez samopoczucie Popiel, chodziła jedynie sama Trzcinowa Sadzawka, w porywach zabierając również braci swojej jedynej córki, a własnych synów. Chociaż oni chodzili tam o wiele mniej chętnie, niż robiła to właśnie niebiesko-kremowa. Nic dziwnego więc, że Miękki Obłok nie mógł się doczekać rozmowy z jedyną córką, chwile poplotkować, wymienić się różnymi ojcowskimi gadkami, pouczyć ją o bezpieczeństwie i...wiele, wiele innych. Właściwie to pod tym względem, koteczka miała wrażenie, że Płomyk, jej brat zmówił się z ojcem. Jak tylko niedawno się z nim spotkała to od razu mówił jej o kocurach i byciu ostrożnym. Możliwe tez było to, że obecna tam Trzcinowa sadzawka, będąca matką Popiel, nakazała swojemu partnerowi na taki a nie inny temat. Co tez im wszystkim tak an tym punkcie odbiło? Czy to przez fakt, kręcenia się wokół Popielicy..kocurów? W każdym razie, drobne i szczupłe łapy, zaprowadziły kotkę prosto na granice z Klanem Wichru, jednak nie ten odcinek, na którym miała się spotkać z wojownikiem. Dzisiaj planowała chwile pobyć sama i dopiero wtedy ruszyć na pogaduchy. Może chciała się przygotować na odpieranie ojcowskich uwag? Kto wie! Ostatecznie jej plan spełzł na niczym, kiedy to dojrzała siedzącego, rudego kocura gdzieś w oddali. Poruszyła uszami, chowając się za najbliższym krzakiem. Na szczęście, wojownik siedział na swojej połowie, tak, jakby na kogoś czekał. A może? xx- Czekasz na kogoś? - zabrzmiał delikatny i melodyjny głos kotki, kiedy pojawiła się w polu widzenia siedzącego wichrzaka. Uśmiechnęła się przyjaźnie, siadając przy granicy, niedaleko drzewa z widocznymi otworami. Pewnie zrobiły je dzięcioły, nawet kotce się zdawało, że usłyszała ciche stukanie! Spojrzała pogodnie w kierunku nieznajomego i przekrzywiła kształtny łepek. Coraz to więcej Wichrowych kotów jest dane jej poznawać - Sokoli Cień, Zajęczy Sus, Żmijowa Łapa..ciekawe, kogo tym razem Gwiezdny Klan sprowadził na jej ścieżkę! Owinęła spokojnie biczowaty ogon wokół długich łap i oczekiwała na odpowiedź. Mogła go ominąć, odejść i od razu ruszyć na poszukiwanie Miękkiego, jednak...widok siedzącego pręgusa przy granicy, na pewno był...ciekawy. Jeżeli w czymś przeszkodziła, od razu odejdzie! Jednak nie zaszkodzi porozmawiać - co im broni?
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Nie czekał długo, bowiem spomiędzy drzew i zarośli wyłoniła się obca kocica, na którą skierował wzrok. Była… cóż, w zasadzie to było na czym zawiesić oko, tak stwierdził, obserwując, jak się zbliża i siada w pobliżu granicy. Była smukła, zgrabna, o kształtnym pysku, dużych uszach i nietypowym umaszczeniu. Nie kojarzył, by w jego klanie był jakikolwiek kot o dokładnie takim samym kolorze, jak napotkana przez niego Cienista – co najwyżej mogła mu się nieco skojarzyć z Pszenicznym Grzbietem czy jednym z jego synów albo z Iglastym Pazurem, ale ci mieli inne barwy. Choć kocur z pyska wyglądał na poważnego, to w jego spojrzeniu zaiskrzyło zaciekawienie.
Ale czy powinien w taki sposób interesować się innymi kotkami, jednocześnie żywiąc jakieś uczucia do Słonecznikowej Pestki…? Odchrząknął cicho.
– Dzień dobry – odezwał się na sam początek swoim głębokim, przyjemnym w brzmieniu głosem, posyłając kocicy nieznaczny uśmiech. – W zasadzie tak. Próbuję skontaktować się z Barszczową Łapą, żeby się z nią spotkać. Czy zechciałabyś przekazać jej wiadomość? – spytał uprzejmie.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
Kicia nie speszyła się wielce tym, że wojownik Klanu Wichru ewidentnie zawiesił na niej spojrzenie. Było to jak najbardziej..powiedzmy, naturalne? Widzieli się pierwszy raz, więc drobne poznanie czyjegoś wyglądu raczej nie powinno być karane. Sama bowiem też postanowiła nieco się mu przyjrzeć. Miał długą, rudo-pręgowaną sierść z elementami bieli. Jego oczy były ładnego, zielonego koloru, a sylwetka masywna i...nie zachęcała do konfrontacji. Skinęła delikatnie łbem, na przywitanie ze strony Wichrzaka, sama również odpowiadając nieco spóźnione ''dzień dobry'' w jego kierunku. Na kolejne słowa, poruszyła nieznacznie uszami a koniuszek jej ogona drgnął. Milczała dłuższą chwilę, starając się dobrać odpowiednie słowa - w końcu wojownik nie wiedział, co takiego stało się z Barszczową Łapą, jak i jej siostrą Bluszczowym Wąsem. Westchnęła cicho i spojrzała na niego smętnym wzrokiem. xx- Z przykrością muszę ci przekazać, że Barszczowa Łapa nie żyje. Została zamordowana przez lisa, wraz ze swoją siostrą na polowaniu. - miauknęła spokojnie, poruszając nieznacznie ogonem. Nie były to łatwe wieści do przekazania, do tego...skoro się znali i rudzielec o nią pytał, ogromnym nie fair zagraniem ze strony Popielicy byłoby ukrywanie tak ważnego faktu. - Było to całkiem niedawno, myślę, że powinieneś to wiedzieć - zazwyczaj nie powinno się mówić o ubytkach w klanie, bowiem ten drugi może uznać ten pierwszy za słabszy - jednak... Koty, które zawarły przyjaźń międzyklanową, powinny wiedzieć o śmierci przyjaciela. A przynajmniej pod takim względem, myślała teraz niebiesko-kremowa kotka.
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Po powitaniach przyszedł czas na załatwienie sprawy, dla której rudo-biały kocur w ogóle się pofatygował na granicę poza porą patrolu. Zmarszczył nieco nos, obserwując reakcję napotkanej kocicy na wystosowaną przez niego prośbę. Milczała i milczenie to się znacznie przedłużyło, i już miał otworzyć pysk i spytać o jego przyczynę, gdy w końcu ją usłyszał.
„Barszczowa Łapa nie żyje”… co to za bzdura? Jego nos zmarszczył się jeszcze bardziej w reakcji na te słowa. Przecież widział się z nią nie tak dawno. „Zamordowana przez lisa”. Zamordowana? Przez lisa? Przecież ON SAM ją uczył walczyć. Nauka ta nie była długa, ale jednak coś jej to powinno dać. Nawet jeżeli Barszcz była naiwna, beztroska i nie uczęszczała na treningi, bo się obraziła na swojego mistrza, ten był nieudacznikiem, a przywódca na to pozwalał… to nie powinna paść jak mucha przy byle starciu. Przecież ją uczył. Mówił jej, jak walczyć. Nie, to niemożliwe. Mieli się spotkać. A może… może faktycznie umarła. Nie przykładała się do tej walki; prawie na pewno nie trenowała z kimś innym. Ale on ją uczył! On sam! I byli umówieni na spotkanie! Co za głupota.
Chyba że… Barszczowa Łapa wcale nie chciała się z nim spotkać. Zamrugał ślepiami i wysunął pazury, by wbić je w ziemię, czując narastającą w nim złość. Potrafił jednak się opanować i wiedział, że powinien to zrobić. Nie był bezmyślnym kociakiem, żeby dać się ponieść emocjom i impulsom.
– Jeżeli nie chce się ze mną widywać, wystarczyłoby mi to powiedzieć – mruknął gorzko, z wyrzutem, wręcz jakby to była wina kocicy, z którą rozmawiał, że go OKŁAMAŁA.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
Popiel obserwowała to, jak informacja docierała do kocura i...nie była tym ani trochę zaskoczona. Śmierć Barszczowej Łapy i Bluszczowego Wąsa wstrząsnęła całym klanem, na tyle, że Wiewiórczy Ogon stracił swój stołek jako zastępca. Nic więc dziwnego, że przyjaciel kotki równie silnie to przezywał. Nastała długa cisza, która była do przewidzenia, dlatego Popielny Żar ani drgnęła z miejsca. Nie powinna teraz odchodzić, nawet kiedy był to kocur zupełnie z innego klanu. Przekazała mu takie a nie inne wieści, głupim pomysłem byłoby go teraz z nimi sam na sam zostawiać. Spoglądała na niego współczująco - nie straciła jeszcze nigdy przyjaciela w taki sposób, jednak widziała wystarczająco dużo pogrzebów by wiedzieć, że strata jest bardzo silna. Wtedy też rudzielec wysunął pazury, wbijając je w ziemię. Uszy wojowniczki poruszyły się a źrenice lekko zmniejszyły w irracjonalnym strachu, że ten zaraz może się na nią rzucić. Na całe szczęście jakkolwiek się opanował a potem...a potem powiedział coś, przez co córka Trzcinowej Sadzawki poczuła jak ściska ją serce. Wojownik nie potrafił przyznać zam przed sobą, że śmierć Barszcz jest możliwa. A przynajmniej tak jej się wydawało. Ona sama na pewno zareagowałaby podobnie, gdyby ktoś powiedział jej o śmierci - odpukać!- Dęba czy Dymnego Nieba. Westchnęła cichutko i pokręciła powoli kształtnym łebkiem. xx- Naprawdę mi przykro, jednak ona nie żyje. Jaki miałaby interes, by przysyłać akurat mnie i mówić ci o tym? Nie znałam jej dobrze, jednak wymyślanie własnej śmierci i kłamanie nią innych kotów, nie jest w jej stylu - zaczęła, robiąc krok w stronę granicy, przy której przysiadła bliżej i posłała współczujący uśmiech w kierunku pręgusa. xx- Wiem, że trudno ci to zrozumieć. W Klanie Cienia również zrobiło to nie małe zamieszanie, uwierz mi na słowo. Jednak lepiej żebyś znał prawdę...emm...nie wiem jak masz na imię - zamrugała i westchnęła, trzepiąc przy tym ogonem. Chciała podkreślić wagę swojej wypowiedzi, jednak cóż, nie znała przybysza! Po jego reakcji mogła stwierdzić, że Barszczowa Łapa była dla niego kimś w rodzaju bliskiej przyjaciółki i cóż. Nie można było im tego zabronić. Przyjaźnie miedzyklanowe były dozwolone, tak samo jak i miłosne epizody. Jednak każdy musiał wiedzieć, jaka cena za tym idzie. Kiedyś każdemu przyjdzie walczyć z przyjacielem...w tym jednak przypadku, różnica klanów odebrała coś ważniejszego - możliwość pożegnania się.
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Wytłumaczenie, jakie wypowiedział na głos, było dla niego najbardziej sensownym. Napotkana przez niego kocica nie wyglądała na kogoś, kto by w ten sposób żartował z innych, ale gdyby Barszczowa Łapa poprosiła klanowiczów o wciśnięcie takiej bzdury kocurowi, bo nie chciała się z nim widywać po ostatnim treningów walki… mogłaby właśnie to mu przekazać. Zacisnął lekko zęby i uderzył ogonem o swoje boki w narastającej irytacji. Przecież nie mogła umrzeć. Nawet jeżeli nie była jakąś jego niesamowitą przyjaciółką – widzieli się całe dwa razy, na przodków! – to niekoniecznie chciał to dopuścić do siebie.
Gdy umarła Spieniona Łapa, nie rozumiał jeszcze śmierci, a z kotką nigdy w życiu nie rozmawiał. Gdy zginęła Gronostajowy Krok, pojął powagę sytuacji tylko dlatego, że była ona partnerką wojownika, którego lubił i którego podziwiał. Gdy umarły Miętowooka i Krzykliwa Mewa, ich śmierci nie dotknęły go personalnie, nawet jeżeli nie czuł się dobrze z utratą członka klanu i zrozumieniem faktu, że jego rodzice również któregoś dnia odejdą ze starości czy choroby. Ale Barszczowa Łapa? Barszczową Łapę zdążył trochę poznać, nawet jeżeli nie widzieli się dużo rany. Barszczowa Łapa była dla niego namacalna, znana, rozmawiał z nią, ćwiczył walkę, próbował ją namówić do poważniejszego traktowania treningu i życia w klanie. A teraz… miałaby nie żyć?
– Nie wiem. Może tak bardzo nie chciała, bym uczył ją walczyć – burknął nieszczególnie przyjemnie, ale z o wiele mniejszym przekonaniem, wbijając wzrok w ziemię. Powstrzymał ciężkie westchnięcie. Nie wiedział, czy to było w stylu Barszcz, czy nie. Kolorowa terminatorka okłamywała własnych rodziców, że chodzi na treningi, by nie było im przykro… Teraz nie wiedział. Nie potrafił tego logicznie, na chłodno przeanalizować.
– Porywisty Wiatr – powiedział spokojniej, głośniej, ale bez wypinania piersi i podobnych oznak dumy ze swojego wojowniczego imienia, na które zasłużył treningiem i pracą, jaką wykonał sam nad sobą. Nie czuł jednak, by to była odpowiednia chwila na takie rzeczy czy w ogóle na jakiekolwiek wymiany uprzejmości i konwenanse. Musiał… przetrawić to, co usłyszał. – Jej siostra… ta Bluszcz? – mruknął z pewnym wysiłkiem, przypomniawszy sobie imię, które mu kiedyś podała. Czy to ta sama, z którą się pokłóciła, i potem pogodziła? – Zabiliście tego lisa? – spytał zaraz. Zmrużył lekko ślepia, w środku walcząc z wyparciem, jakie kazało mu dalej zaprzeczać śmierci Barszczowej łapy.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
Niebiesko-kremowa kotka, poruszyła delikatnie koniuszkiem ogona, kiedy obserwowała, jak rudy wojownik klanu jej ojca,zamyśla się nad tą całą sytuacją. Nie mogła mu się dziwić, na pewno nie pojmie tego od razu. Nie mówiła o śmierci jednego kota, a aż dwóch z łapy lisa. Były to bardzo młode kotki, mające przed sobą naprawdę jeszcze wiele długiego życia, a tu...taka niespodzianka. Westchnęła cichutko, jednak nic na razie nie mówiła, woląc nie przytłaczać kocura jeszcze większa ilością słów. Potrzebował chwili namysłu, aby chociaż trochę pogodzić się z tym co przed chwilą usłyszał. Tak się przynajmniej zdawało córce Trzcinowej Sadzawki. Ona na jego miejscu właśnie by tego potrzebowała, dlatego milczała aż do wypowiedzianych przez kocura słów, na które zareagowała jedynie poruszeniem koniuszka ogona. xx- To nieprawda. Na pewno chciała byś dalej ją uczył. Podobno była zaniedbywana przez swojego mentora, a przynajmniej tyle się dowiedziałam od innych kotów na pogrzebie - przyznała, kontynuując próby jakiegokolwiek delikatniejszego przekazania faktu, że Barszcz nie żyje, a nie, odwróciła się od kocura i w taki podły sposób próbuje go do siebie zniechęcić, by więcej o nią nie pytał. Jeżeli byłaby to prawda, taki sposób byłby jednym z bardziej okrutnych, bo jaka jest szansa, że taki kot pójdzie do obozu sprawdzić, czy rzeczywiście jej tam nie ma? Chyba mysi móżdżek albo bardzo zdesperowany kot by tak zrobił. Popiel wolała nie oceniać, jednak...byłby to bardzo głupi pomysł. Nie przeszkadzał jej ton jego wypowiedzi, był właściwie do przewidzenia w takiej, a nie innej sytuacji. Raczej czułaby się niekomfortowo, gdyby mówił do niej wesoło i przyjaźnie, w momencie próby uzmysłowienia o czyjejś śmierci. Byłoby to nienaturalne, a może i niepokojące. xx- Dobrze, Porywisty Wietrze - skinęła mu łbem, kiedy zdradził swoje imię. Konwersacja teraz na pewno będzie prostsza - Ja jestem Popielny Żar. I tak, jej siostrą była Bluszczowy Wąs, jeżeli o to ci chodzi - poruszyła delikatnie uszami, kiedy wojownik ponownie z trudem coś wypowiedział. Gdyby mogła, zaprowadziłaby go do miejsca w którym najpewniej zakopano ciała zmarłych kotek - jednak wolała nawet tego nie zaproponować. Oboje mieliby problemy, chociaż mogłaby się założyć, że ona miałaby o wiele większe. Dlatego swój pomysł przemilczała i oczekiwała dalszych słów wojownika, na które wcale tak długo nie czekała! Na jej pysk wkradła się zaduma. Też jej zadał pytanie. Nic jej na ten temat nie było wiadomo, jednak gdyby lis został zabity, na pewno by o tym powiedziano, a tak? Jedna wielka niewiadoma. xx- Wybacz mi, jednak nie wiem. Prawdopodobnie został przepędzony bądź sam uciekł kiedy znaleźli ciała Barszczowej Łapy i Bluszczowego Wąsa. Na temat jego śmierci mi nie wiadomo, ale nie mogę tego wykluczyć. Działo się to bodajże w okolicy Szumiącego Lasu. To całkiem niedaleko granicy z Klanem Wichru - stwierdziła z lekko narastającym niepokojem. Jeżeli lis przedostał się na Wichrowe tereny, to mógł zagrażać przecież innym kotom, w tym jej ojcu i...reszcie rodziny. Przez jej kręgosłup przeszedł nieprzyjemny dreszcz, który nie zwiastował nic dobrego. Otoczyła swoje łapy nieco ciaśniej ogonem i pokręciła łbem - W najgorszym przypadku mógł przejść na wasze tereny, lepiej być ostrożnym