Zmierzchało, gdy kremowa terminatorka wraz ze Słoną Łapą przemierzały klanowe tereny. Kwestia treningu z Ciernistym Gąszczem była już zatwierdzona, co przynosiło Wierzbownicy ulgę, jednak zanim się on rozpocznie, potrzebowały zdobyć wiedzę najbardziej praktyczną. O leczeniu ran. Ran, które mogły w każdej chwili się zaognić. Także więc tego wieczoru wyruszyły na granicę poprosić o rozmowę i pomoc Ważkowe Szuwary. Co jakiś czas zerkała na albinoskę, która na szczęście o tej porze nie miała już takich problemów ze skórą i oczami. Mimo to, gdy przekraczały Wilgotne Skałki oczy Wierzb na chwilę się rozszerzyły gdy łapa Soli osunęła się z jednego kamienia. Kremowa kotka do końca przeprawy przez wodę starała się asekurować kocicę, gdyż najwyraźniej problemy ze wzrokiem doskwierały jej nawet o zmierzchu.
W końcu dotarły do granicy, gdzie po krótkiej rozmowie z patrolem usiadły, w oczekiwaniu na przybycie Wichrowej medyczki. Wierzbownica zauważyła niepewne spojrzenie, kierowane na nią przez towarzyszkę, na co uspokajająco poruszyła ogonem. - Wszystko będzie dobrze. - miauknęła, widząc zestresowanie w całej posturze białej kotki. Wierzb dla odmiany, czuła to co zwykle, absolutny pragmatyzm. Nie obawiała się rozmowy, a jej mordka niezmiennie pozostawała flegmatyczna.
W końcu dymna kotka pojawiła się na granicy, na co Wierzb kiwnęła jej głową na przywitanie, po czym zaczęła mówić. -Dobry wieczór, Ważkowe Szuwary. - zaczęła. -Przyszłyśmy.. porozmawiać, i prosić o pomoc. Aktualnie zostałam terminatorką medyka. Cóż.. bynajmniej nie Poety. Za oszukiwanie Klanu i kłamanie przywódcy w żywe oczy, został wygnany przez Nocną Gwiazdę z Klanu. - przeszła od razu do sedna. - Na odchodne odstawił niezły popis, grożąc nam nawet otruciem zwierzyny i ziół. - westchnęła. - Także aktualnie jestem jedynym kotem odpowiedzialnym za lecznicę, a pomaga mi Słona Łapa. Szkolić mnie będzie Ciernisty Gąszcz, ale zanim to nastąpi... bardzo potrzebujemy pomocy jeśli chodzi o to jak leczyć rany, w tym też te zakażone. - miauknęła. Zamilkła na chwilę, nie wiedząc jak Ważka zareaguje na te rewelacje. - Przyszłyśmy wyjaśnić sytuację, i prosić o pokazanie nam sposobu leczenia ran. - skłoniła głowę, chcąc okazać szacunek kocicy. Wszak to one wywoływały ja z terenów o zmierzchu i prosiły o wsparcie. To one były teraz zdane na łaskę innych, w tej absurdalnej sytuacji.
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Kiwnęłam lekko głową na słowa młodszej kotki. Odetchnęłam dyskretnie i spróbowałam się trochę rozluźnić, choć przez chaos w głowie nie było to łatwe. Umysł snuł przeróżne scenariusze, potencjalne odpowiedzi...
Nie przeszkadzało mi milczenie, w którym oczekiwaliśmy potencjalnego nadejścia Medyczki. Pomogło mi się to stopniowo wyciszyć, skupić na własnym oddechu.
Zastrzygłam uszami, słysząc czyjeś kroki. Przez zmrużone powieki udało mi się dostrzec koci kształt, idący w naszym kierunku. Przygryzłam dolną wargę i skinęłam w geście przywitania. Poczekałam aż Wierzbownicowa Łapa skończy mówić; miałam nadzieję, że nie popełniałam rażącego, społecznego błędu samej otwierając mordkę.
— P- prosimy, Ważkowe Szuwary — powiedziałam cicho. — Po tym- po tym możemy odpowiedzieć na p- pytania. A- ale jakbyś mogła nam najpierw chociaż opisać zioła, i- i jak ich użyć... Znam ich zapach i w- wygląd na pamięć. Przynajmniej t- tych co mamy w Składziku — dodałam, w razie jakby Ważkowe Szuwary miała zaraz nam odmówić z tytułu konieczności wrócenia się po medykamenty i przyjścia do nas z nimi.
x
x x ✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧xxxxxxxxxxxxxxxxxxx
I want to spinsomethingoutofnothing lead to gold, spring from winter storyfrommotedsky
I wanna help mother upanorchard fromaseedup through sapling
the way theyencourageone another
to push high, touch the sunlight againsttheirtenderleaves
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
A więc negatywne przeczucia okazują się być bardziej niż uzasadnione.
Ściąga mimowolnie brwi wysłuchując od Wierzbownicowej Łapy rewelacji i przechodzi jej przez myśl, że bardzo dobrze, że zawczasu usiadła na ziemi. Bo choć poza tą niewielką zmianą ekspresji i poruszeniem uszami niewiele można odczytać z pierwszej reakcji Ważki, czuje się, jakby Rzeczniaczka zrzuciła jej na głowę głaz i jak gdyby nigdy nic przeszła dalej. Kiedy, w jakim kontekście medyczka słyszała o wygnaniu? Jedynie w przypadku Klanu Cienia. W przypadku kota, który usiłował zamordować współklanowicza, oczywistym jest, że nie ma w tym nic dziwnego, zwłaszcza gdy chodzi o przeciętnego wojownika. Natomiast kłamanie jest pojęciem szerszym niż Wielka Słona Woda... i wątpi, że jest to cokolwiek, o czym nigdy od Poety nie słyszała. Nie wie nawet, czy lepiej byłoby, gdyby się w tej kwestii myliła, czy miała rację. I choć chciałaby podejść do sytuacji zupełnie chłodno - jedną z pierwszych myśli, jaka przechodzi jej przez głowę jest pytanie, co dzieje się teraz z Poetą. Niezależnie od tego, w jaki sposób zakończyło się ich ostatnie spotkanie, nie może odebrać kocurowi wszystkiego, co dla niej przez księżyce zrobił.
Nie ma jednak w tej chwili czasu na takie rozmyślania. Zwraca się do obu kotek, choć w pierwszej kolejności skupia się na kremowej mordce. – Widzicie - mimo, że nie rozumiem, dlaczego nie spytałaś o to Ciernistego Gąszczu, skoro, jak rozumiem, uzgodniłaś z nią, że poprowadzi twój trening – nie przechodzi jej w ogóle przez myśl, że taka kwestia mogłaby zostać uzgadniana bez udziału świeżo upieczonej terminatorki medyka – nie mam podstaw odmawiać wam tej wiedzy niezależnie od tego, co się wydarzyło, i narażać życie niezwiązanych z sytuacją kotów.
W gruncie rzeczy - nie jej cyrk, nie jej zabawki, w niewielkim stopniu obchodzi ją, co dzieje się po drugiej stronie granicy, dopóki nie są to jej pacjenci. Nie wypada jednak krzywić na własne życzenie reputacji, na pewno nie w ten sposób. Jej nie jest spieszno do degradacji. – Ale skoro zostawiłyście lecznicę bez żadnego kompetentnego kota - to sprawa nie może być aż tak nagląca, prawda? – wypowiada myśli na głos z nadzieją na to, że kotki nie są na tyle głupie, by pozostawić w obozie bez opieki rannego kota. O Wierzbownicowej Łapie nie wie nic, o kuzynce Poety słyszała, że wie co nieco o medycynie - nie spodziewa się więc po niej aż takiego braku pomyślunku, ale jeśli jednak, to jest to odpowiednia chwila, by się ocknąć. Abstrahując od tego, że gdy jest ich dwójka... generalnie rozsądniejsze byłoby pojawienie się w pojedynkę. Tego jednak nie mówi. – O ile więc jedna z was nie zamierza wrócić do obozu od razu po tym, jak się tego dowie, możecie najpierw wyjaśnić, co dokładnie zaszło. Odkąd żyję, jedynym znanym mi przypadkiem wygnanego kota jest niedoszły morderca.
Co takiego musiał więc zrobić sam kochanek przywódcy, który to pokładał w nim tak duże nadzieje?
Zastrzygła uchem, lekko kiwając głową na dodatkowe potwierdzenie z pyska Słonej Łapy. Gdy Ważka zwróciła się do niej, Wierzb w duchu odetchnęła. Czyli mogą liczyć na pomoc wichrowej medyczki. Właściwie jak na to spojrzeć……to było to oddanie przysługi, gdyż Rzeka wyszkoliła ją. Ale i tak skinęła kocicy. - Cóż…nie spytałam o to Ciernistego Gąszczu, gdyż sama rozmowa nie należała do najprzyjemniejszych. Do samego końca nie było wiadomo, czy Cierń weźmie mnie na szkolenie, po drodze trochę posprzeczała się z towarzyszącym mi Nocną Gwiazdą. - powiedziała, relacjonując przebieg tej niekomfortowej rozmowy. Kolejne słowa Ważki sprawiły, że lekko poruszyła ogonem. Oczywistym, że nie zostawiłyby ciężko rannego kota samego. I na szczęście na razie nie było aż takiego przypadku. Na razie, bo drobniejsze zranienia były, a one nie umiały leczyć najprostszych ran. - Na szczęście w lecznicy aktualnie nie ma nikogo o ciężkich obrażeniach, ale rany są codziennością wojowników, a my na razie nie znamy lekarstwa nawet na te najmniej poważne. - powiedziała. - W każdej chwili do lecznicy może wpaść ranny. I oby nie stało się tak w chwili jak obie są tutaj.
Ważkowe Szuwary najwyraźniej zanim cokolwiek im opowie, chciała znać odpowiedzi, na co Wierzb lekko zacisnęła zęby, bo cóż, to co za chwilę powiedzą będzie miało bezpośredni związek z osobą wichrowej medyczki. Nie trzeba było być mordercą, by szkodzić Klanowi. - Kłamał Nocnej Gwieździe, że szuka terminatora Medyka gdy tak naprawdę nikogo nie zamierzał wybierać. Jednocześnie szkoląc ciebie, bez poinformowania o tym Nocy, który nie wiedział o tym nic. Istniały obawy, że zechce się zemścić po ewentualnej degradacji. - oto cała prawda. Poeta szkodził Klanowi Rzeki, narażając go na bezpośrednie niebezpieczeństwo, jednocześnie szkoląc kota z innego Klanu. Bez niczyjej wiedzy. Spojrzała kątem oka na Słoną Łapę.
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Westchnęłam dyskretnie; moje uszy drgnęły w tył, ale powstrzymał się przed odruchem cofnięcia ich. Nic nie mogło być proste. W tej sytuacji jednak nie byłam zdziwiona, biorąc pod uwagę jakiś stopień relacji między Ważkowymi Szuwarami a Poetą.
Mimo skupienia na ciemnej kotce, jednym uchem również łowiłam słowa, które padały z mordki Wierzbownicowej Łapy.
— A- a w razie ran m- możemy zrobić tylko tyle, co k- każdy inny kot... Zatamować krwawienie — dodałam do słów mojej towarzyszki, gdy ta wyjaśniła stan Lecznicy. — Choroby, k- które umiemy aktualnie wyleczyć nie zagrażają życiu. Wszystko inne- nasza obecność ni- nic nie zmieni. — Oto szczyt kompetencji kotów z Klanu Rzeki zdolnych leczyć; czułam wstyd z każdym słowem wypływającym z mojej mordki.
Przełknęłam ślinę i zerknęłam na kremową kotkę niemal idealnie w momencie, kiedy ta zrobiła to samo w moim kierunku. Mój wzrok szybko opadł na ziemię. Zaraz jednak zwróciłam się do Wierzbownicowej Łapy.
— M- mogę zostać i wyjaśnić więcej... jeśli tobie to nie p- przeszkadza? — zapytałam niepewnie. — N- najlepiej znam sytuację.
Nie chciałam, by kotka zaczęła mnie traktować podejrzliwie, ale potrzebowałam i tak pogadać z Ważkowymi Szuwarami na temat tego całego... bałaganu. Jeśli nie dziś, to innego dnia.
x
x x ✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧xxxxxxxxxxxxxxxxxxx
I want to spinsomethingoutofnothing lead to gold, spring from winter storyfrommotedsky
I wanna help mother upanorchard fromaseedup through sapling
the way theyencourageone another
to push high, touch the sunlight againsttheirtenderleaves
Słowa które padły z pyska Słonej Łapy zaskoczyły ją, i jednocześnie sprawiły, że zmrużyła ślepia. Cóż, jeśli chciała porozmawiać z Ważką, to w zasadzie żaden problem. Wierzb i tak powinna mimo wszystko większość czasu być w lecznicy. Jako jedyny "medyk" klanu, lecznica pozostawała pod jej pełną kontrolą. Najpierw jeszcze jednak Ważka miała pokazać im jak leczyć rany. Wierzb jeszcze chwilę patrzyła na białą kotkę. -Dzięki, Słona Łapo, możesz zostać i porozmawiać z Ważką po tym jak opowie nam jak leczyć rany. - miauknęła. Ona i tak nie miała najmniejszej ochoty rozmawiać na temat tamtego zdrajcy. Pytanie tylko, czemu Soli aż tak zależało na rozmowie z Wichrową medyczką? Wierzb podejrzewała, że chodziło jej o relacje łączące ją z wygnanym medykiem, ale i tak... no cóż. Czas pokaże, teraz miała ważniejsze sprawy na głowie.
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
– Zapewniam cię, że niezależnie jak nieprzyjemna była ta rozmowa, zastanie po powrocie ledwo żywego kota nie wiedząc jak go opatrzeć, gdy cała odpowiedzialność spoczywa na tobie - tudzież decyzji Nocnej Gwiazdy, ale zapewniam cię, że to ty zostaniesz obarczona - byłoby jeszcze mniej przyjemne – kwituje słowa Wierzbownicowej łapy, strzepując ogonem. Nie jest to dobre wytłumaczenie, i zupełnie szczerze - Wichrowa medyczka wolałaby usłyszeć tak trywialne, jak zapomnienie czy nawet że terminatorce nie przyszło to do głowy. Bycie niekompetentnym medykiem w ogóle nie jest przyjemne i im szybciej Wierzbownicowa Łapa przyzwyczai się do radzenia sobie z nieprzyjemnościami, tym lepiej dla niej. Ale nade wszystko - wspomnienie o Ciernistym Gąszczu niezwykle intryguje Ważkę. – Posprzeczała się z Nocną Gwiazdą?
Powtarza za kotką, choć nie wie, na ile przyniesie jej to pociągnięcie tematu. W najgorszym razie zwróci się do samego Ciernistego Gąszczu. Sytuacja jest na tyle dziwna i śmierdząca, że wiadomość ta faktycznie skłania dymną kotkę ku pomysłowi wybrania się któregoś dnia na Cienistą granicę.
– I to wszystko? Tyle wystarczyło, by Nocna Gwiazda zdecydował się z dnia na dzień postawić wasz Klan w tak niebezpiecznej sytuacji? Ciężko mi uwierzyć, że nie dało się tego rozwiązać lepiej, nawet, gdyby nie dało się porozumieć, w co wątpię – z trudem utrzymuje kamienny pysk, bo jest to... kuriozalne, w najlepszym wypadku. W połączeniu ze zgromadzeniem (pomijając fakt, że ich własna reprezentantka wypadła równie źle i dymną kotkę frustruje samo wspomnienie wydarzenia) Rzeczny przywódca nie brzmi na kota, który powinien pełnić swoją funkcję. Może tylko życzyć, by odczuł konsekwencje swoich decyzji na własnym zdrowiu, a nie połowy klanowiczów. Zaraz jednak odzywa się Słona Łapa, a Ważka przenosi spojrzenie na nią. Nie jest to rozwiązanie, które ją satysfakcjonuje, ciężko jednak odmówić; z pozytywnych aspektów, rozmowa z jednym kotem z całą pewnością będzie wygodniejsza. A sama kuzynka Sennego Świtu - być może bardziej godna zaufania w kwestii przekazu informacji. – Ale w porządku. W takim wypadku możemy porozmawiać za chwilę. Niemniej... któregoś dnia chciałabym się z tobą spotkać, Wierzbownicowa Łapo. Skoro masz zostać medyczką - kadry medyczne powinny być ze sobą zgrane.
Jak faktycznie się to potoczy - ciężko stwierdzić, bo jak na ten moment Wichrowa medyczka nie ma większego zaufania do Klanu Rzeki w ogóle, a co za tym idzie - również do Wierzbownicy. Nie chce oceniać kremowej kotki zbyt pochopnie, zwłaszcza ze świadomością, że w tej chwili patrzy na sytuację nieco nieobiektywnie, z zaskoczenia, ale przede wszystkim ze względu na jej świeżo objętą funkcję. Niezależnie od jej własnych intencji, w oderwaniu od decyzji jej przywódcy - głupotą byłoby odpychanie jej odgórnie. – Każdą krwawiącą ranę należy w pierwszej kolejności oczyścić i zatamować. Dopóki krew będzie lecieć ciurkiem nie ma sensu zakładanie opatrunku. Najbardziej uniwersalny w użyciu jest łopian. Szerokie, duże liście, podobny do ostu, na maść przerabiacie liście lub korzeń. To owijacie pajęczyną... nie zawsze trzeba, ale wątpię, byście na tym etapie potrafiły to stwierdzić.
Tyle im wystarczy, by opatrzeć najprostsze i najczęstsze rany - o więcej niech wypytuje Ciernisty Gąszcz, skoro ta ją szkoli. Ważka nie zamierza prowadzić na granicy wyrywkowego treningu, skoro nikt nie raczył o pełen poprosić.
Na słowa dymnej kocicy na jej neutralnym większość czasu pysku pojawia się lekki grymas. Nie byłaś tam, nie wypowiadaj się - przebiega jej przez głowę. Wolałaby usłyszeć wytłumaczenie, że Wierzbownicy nie przyszło to do głowy? W istocie, tak było. Powstrzymała się od większego okazania niezadowolenia, ostatecznie drgając lekko końcówką kity. - Ważkowe Szuwary, masz rację, jednak w sytuacji gdy rozmowa jest dosyć burzliwa, i wplątany zostaje w to przywódca i jego rządy, takie rzeczy wylatują z głowy. Jak mówiłam, do ostatniej chwili nie miałam pewności, jak ta rozmowa się w ogóle skończy. - odparła, neutralnym tonem, przy okazji zdradzając trochę z treści rzeczonej rozmowy. Zauważyła, że Wichrową medyczkę zaintrygowała kwestia owej wymiany zdań, jednak kremowa terminatorka nie miała najmniejszej ochoty zdradzać więcej. Nie wiadomo też w ogóle czy Nocna Gwiazda by sobie tego życzył. -Tak, dokładnie. - odpowiedziała jedynie na pytanie kotki.
Z trudem opanowała prychnięcie, gdy dynna medyczka zaczęła również kwestionować decyzję Nocnej Gwiazdy o pozostaniu Poety w Klanie. Co jest nie tak z tymi wszystkimi kotami? I o ile Wierzb sama przez początek zebrania nawet skłaniała się ku temu, by Poeta został w charakterze pomocnika, tak jego ostateczne przedstawienie, które zaprezentował im po decyzji Nocnej Gwiazdy skutecznie dowiodło od tego pomysłu chyba wszystkich w Klanie. Trzeba było to widzieć na własne oczy, Ważka i reszta nie doświadczyli tego na własnej skórze. - Najwyraźniej tak. - odpowiedziała stanowczo. - Cyrk, jaki Poeta odstawił na koniec włączając w to groźby otrucia Klanu tylko potwierdził poprzednie obawy Nocnej Gwiazdy. To kot, który przez swoje niezrównoważenie może być niebezpieczny. - dodała, mówiąc prosto z mostu, bez ogródek. Czy naprawdę miała stać się tragedia, by inne koty w końcu dodały dwa do dwóch? - Może Słona Łapa opowie ci wszystko bardziej szczegółowo. - dodała. Nie była pewna co do kotki, i miała tylko nadzieję, że ta nie stanie okoniem do przedstawionej przez nią oryginalnej wersji. A obawy były uzasadnione. Cóż, tego się nie dowie, chyba że spyta ją jak wróci.
Propozycja Ważki sprawiła, że zastrzygła uchem, ale kiwnęła głową, już nieco spokojniejsza. Dymna miała rację, medycy powinni ze sobą współpracować, jakkolwiek kremowej nie podniosła włosków na grzbiecie poprzednia wypowiedź kotki. - Bardzo chętnie, Ważkowe Szuwary. Postaram się przyjść jak sytuacja w Klanie się trochę ustabilizuje. - miauknęła. Czy ich rozmowa przebiegnie w pozytywnej atmosferze? Tego nie wiedzą sami Gwiezdni. Jak na razie wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały, że może być trudno.
Jednak Ważka w końcu podzieliła się z nimi wiedzą, po którą przyszły, a której Wierzbownica uważnie wysłuchała. Gdy dymną skończyła mówić, kiwnęła głową. - Dziękujęmy. - miauknęła. Tyle wiedzy im na ten moment wystarczyło. Kremowa kotka podniosła się na łapy, po czym spojrzała na obie kotki, ale zwracając pysk na Słoną Łapę. - W takim razie, będę wracać do obozu. - powiedziała. - Słona Łapo.. uważaj na siebie jak będziesz wracać. - dodała, mając w pamięci jej przygodę przy przekraczaniu rzeki, ale nie wdając się w szczegóły, nie chcąc robić z albinoski fajtłapy przed Wichrową medyczką. Kiwnęła jeszcze raz głową do Ważkowych Szuwarów. - Do zobaczenia, Ważkowe Szuwary. - miauknęła, po czym odwróciła się i ruszyła z powrotem w stronę obozu. Oby nikt za ten czas nie postanowił najeść się trujących grzybów albo wybić sobie oka.
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Słuchałam biernie opisu sytuacji z Ciernistym Gąszczem. Wierzbownicowa Łapa była bardzo poważną kotką, ale w pewnych aspektach wciąż przebijała się w niej młodzieńcza... naiwność? Może nie powinnam była tak myśleć, bo sama nie byłam wiele od niej starsza. Poza tym, nie było w tym nic złego. W tych momentach, które–mimo raczej sztywnej, profesjonalnej postawy–przypominały o jej wieku.
I odpowiedzialności, która spadła na te młode barki. Miałyśmy szczęście, że dotychczasowe leczenia kończyły się powodzeniem.
Kiwnęłam głową, potwierdzając, że byłam gotowa opowiedzieć sytuację... bardziej szczegółowo. Miałam cichą nadzieję, że pomoże mi to przetrawić tę sytuację i dojść do jasnych wniosków. Póki wciąż byłam–czułam się–potrzebna i nie mogłam sobie pozwolić na rozpadnięcie się na małe kawałki. Odetchnęłam dyskretnie, kiedy Ważkowe Szuwary wyjaśniła nam zasady leczenia ran. Na szczęście starczył do tego jeden medykament; wiedziałyśmy też, że liście pokrzywy wspomagały gojenie ran. Uśmiechnęłam się blado, dołączając się do podziękowań, po czym spojrzałam na Wierzbownicową Łapę, szykującą się do powrotu.
— T- ty również — odparłam.
Wreszcie zostałam sam na sam z ciemnofutrą kotką. Zwilżyłam wargi koniuszkiem języka, przełknęłam ślinę. Otworzyłam mordkę, by zaraz ją zamknąć. Wreszcie wzięłam głęboki oddech i podniosłam głowę, starając się utrzymać spojrzenie przynajmniej w okolicy mordki Ważkowych Szuwarów. Półświadomie przechyliłam głowę na bok, do pozycji, w której moje oczy mniej drżały. Odbił się w nich cień determinacji.
— P- poeta... mówił mi trochę o t- tobie. Po powrocie ze zgro- zgromadzenia — westchnęłam. — On... czuł się o- okłamany. Mówił, że uległaś presji i- i dlatego poszłaś z kimś innym n- na mianowanie — wytłumaczyłam; mój ton pozbawiony był oskarżeń, jedynie przedstawiał mój zakres wiedzy.
x
x x ✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧xxxxxxxxxxxxxxxxxxx
I want to spinsomethingoutofnothing lead to gold, spring from winter storyfrommotedsky
I wanna help mother upanorchard fromaseedup through sapling
the way theyencourageone another
to push high, touch the sunlight againsttheirtenderleaves
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
Księżyce: 44 Mistrz: korzenna woń, niezapomniana łapa, senny świt Płeć: transpłciowa kotka Zaimki: ona/jej Matka: źdźbło Ojciec: korzenna woń (biol. jakiś jaszczur [npc]) Trwałe urazy: załamana końcówka lewego ucha; blizna na lewej łapie po zerwaniu skóry przez lisa, ślady po pazurach na lewym boku
szczupła, długonoga, wyższa od przeciętnego kota | długie, lecz nienajgęstsze, lejące się i na ogół przylizane futro | czarny, dymny, ghost markingi [klasyczne] | biel na końcówce ogona, lewego ucha, na skarpetce lewej przedniej łapy oraz mordce | prawe oko niebieskie, lewe wybarwi się na złoto | załamana końcówka lewego ucha
sztywna jakby połknęła kij | zgrywająca nad wiek dojrzałego | ambitna | nieco atencyjna i zazdrosna | niezręczna w kontaktach | ciekawa świata
Gdy wraz z odpowiedzią Wierzbownicowej Łapy na kremowym pysku pojawia się grymas, dymna medyczka odwzajemnia go delikatnie pobłażliwym spojrzeniem. Tłumaczenie takie, że żadne, chodź będąc szczerym - po fakcie nie było takiego, które Ważka uznałaby za dobre. Nie decyduje się na kolejny przytyk, choć coś z całą pewnością przyszłoby jej do głowy, bardziej intryguje ją nikły - ale jednak! - detal odnoszący się do przyczyny kłótni między Nocną Gwiazdą a medyczką Klanu Cienia. Z niezadowoleniem przyjmuje fakt, że od stojącej przed nią kotki zapewne więcej się nie dowie. Tak samo milcząco przyjmuje resztę wywodu młodszej terminatorki; kiwa krótko głową na przyjęcie zaproszenia i równie mało wylewny gest przeznacza na pożegnanie.
Wreszcie zostaje przy granicy wyłącznie z albinoską. Postać Słonej Łapy jest nie mniej interesująca, niż mianowana ni z tego ni z owego terminatorka medyka. W wielu aspektach - nawet bardziej, o niej w końcu Ważkowe Szuwary słyszała, mniej lub więcej. Przede wszystkim jest kuzynką Poety. I być może zwiększa to zaufanie medyczki co do tego, czy usłyszy prawdziwą wersję wydarzeń. – Mogło go to zaboleć. Przyznam bez bicia, że miał prawo być zły, choć to zdołał sam mi okazać – czy w taki sposób, jak okazał jej na zgromadzeniu? Egoistycznie powiedziałaby, że nie. – Przy czym polemizowałabym, czy było to wskutek presji.
Być może tak można byłoby interpretować przebieg jej rozmowy z Roziskrzoną Gwiazdą, Ważce jest jednak bardzo daleko od takowego stwierdzenia. Ostatecznie była to jej własna, kierowana swoimi pobudkami decyzja, nie musiała być namawiana do zmiany planów. Tak, by było jak najłatwiej. – Czy miało to jakiś wpływ na to, co stało się potem? – przechodzi zaraz gładko, w próbie przekierowania rozmowy na inne tory. Na tematy, które ją samą w tej chwili interesują, nie tłumaczenie się obcemu kotu z pobudek swoich działań. – Nie zrozum mnie źle - wiem, że jesteś kuzynką Poety. Porozmawiam z tobą o czym zechcesz. Ale w chwili, gdy uderzenia serca temu dowiedziałam się o wygnaniu go z klanu - chciałabym usłyszeć przede wszystkim co właściwie się stało, bo Wierzbownicowa Łapa skąpiła w szczegółach – przerywa na chwilę, by złapać oddech, nie odrywając spojrzenia od bladych, zaróżowionych oczu. Nie wie, czy nie zaryzykuje tą (nawet szczerą!) próbą wzięcia kotki pod włos. Zapewne wcale nie jest potrzebna. – I prawdę powiedziawszy, nie ujmując waszej przyszłej medyczce, mam większe zaufanie do tego, co usłyszę od ciebie.