Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
No cóż, jak długo Bonawentura nie potrzebował niczego od Wichru, nie musiała iść do obozu. Zaś jak długo nie przekraczał granicy, mogli sobie rozmawiać ile dusza zapragnie.
— O, do terenów Klanu Gromu to w zupełnie drugą stronę. Nie, nie przeszkadzasz, lecz pamiętaj, by nie przekraczać granic — zauważyła, wskazując przy tym ruchem głowy odpowiedni kierunek. Dużo bardziej zainteresowała ją jednak druga część jego wypowiedzi.
— Więc ty też znasz Morze, przyjacielu-kocie morski! — ucieszyła się. — Ach, żeby tak tylko raz nań w życiu trafić... Byłabym bardziej szczęśliwa, niż jestem!
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
Obejrzał się mimowolnie w kierunku wskazywanym przez nieznajomą Wichrzaczkę. Pokiwał nawet rudym czerepem na znak, że wie, jednak nie ciągnęło go na Gromowe granice.
- Oczywiście - zgodził się. - Znam poniekąd Klanowe zwyczaje. A przynajmniej część zapamiętałem. Wiem, że nieprzekraczanie granic jest jedną z nich, o ile się nie należy do danego Klanu. Proszę się nie martwić, wasz Klan nie musi się obawiać zagrożenia z mojej strony - zapewnił, rozluźniając się nieco bardziej.
- Ah! Pani widzę zna się na rzeczy - uśmiechnął się, prostując kręgosłup i wyciągając wesoło głowę z zainteresowaniem. - Morze to moja miłość, moja ukochana. Ba! Oddałem jej moje serce całkowicie. Teraz spoczywa na jej dnie, a w piersi pulsuje tylko wspomnienie organu - podniósł się do siedzącej pozycji, by przycisnąć łapę do klatki. Skupił się, by móc poczuć bijące serce, które, czegokolwiek by sobie nie wymyślił, wciąż było na miejscu tam, gdzie być powinno.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Na pierwsze słowa jedynie uśmiechnęła się pogodnie. Bonawentura nie wyglądał na niebezpiecznego, nie na tyle, by nie mogła sobie z nim poradzić, gdyby przekroczył granicę, ale skoro nie zamierzał tego czynić, to jeszcze lepiej dla wszystkich zaangażowanych w sytuację. Mogli stać sobie i rozprawiać o pięknej Morze! Czy to nie cudowne?
— Cudownie spotkać kogoś, kto dzieli tą miłość — zapaliła się, uśmiechając się z rozmarzeniem — są trzy rzeczy na świecie, które na równi ukochałam z nią, a wszystkie mnie do niej doprowadziły. Jeśli mogę zapytać, cóż Cię doprowadziło w jej objęcia, przyjacielu?
Usiadła przy nim, stękając przy wykonywaniu ruchu. Kości już nie te. — Och, zanim przejdziemy do opowieści: noszę imię Deszczowej Pogody, ale u boku Morze mój przyjaciel zwał mnie zawsze majtkiem — przedstawiła się, tego bowiem wymagała grzeczność.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
Odpowiedział równie pogodnym uśmiechem. Zauważył, że w tym miejscu robił to znacznie częściej, niż gdy był w domu. Kochał plotkować, paplać, rozstrzygać nieważne dla nikogo innego kwestie i rozwijać pytania, które tego nie potrzebowały. Nigdy jednak nie otrzymywał odpowiedzi, które teraz zdawały mu się być zbawienne. Mógł zadać to samo pytanie pięciu kotom i dostałby pięć różnych opinii. Morze kochał nad życie, ale i tak najczęściej otrzymywał plusk wody i szum wiatru jako jej odpowiedź na wszystko. Tutaj mógł godzić obie rzeczy.
- Przeznaczenie? Los? Urodziłem się przy plaży, żyłem w porcie pół swojego życia, a drugie pół na statku. Podróżowałem w najdalsze jej zakątki. I powiem ci, że każdy jest piękniejszy od poprzedniego - westchnął z wyczuwalną melancholią w głosie. Miał wrażenie, że decyzja o podjęciu kroków w stronę domu coraz bardziej przeskakiwała na dalszy termin, choć nie kłamał, mówiąc że tęsknił jak diabli.
- Miło mi, Deszczowa Pogodo, niezmiernie mi miło. Mnie zwali Bonawenturą. Nosiłem również miana Krakena i Rekina, każde z nich jest mi bliskie, możesz swobodnie nazywać mnie którymkolwiek z nich, moja droga.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Czasami dobrze było porozmawiać z kimś z klanów, dowiedzieć się czegoś nowego, czy po prostu poznać nowe koty. A gdzie łatwiej było kogoś znaleźć, niż na granicach? Paradoksalnie to tu dało się znaleźć najwięcej chętnych do porozmawiania kotów, nawet jeśli niektóre patrole obserwowały samotników spode łba, a inne koty już z daleka ostrzegawczo unosiły ogony, czy profilaktycznie krzyczały, by odejść.
Ale, mimo wszystko, w porównaniu do Leśnych Ostępów, gdzie samotników nie było nie wiadomo ilu, czy Siedliska Koni, gdzie koty faktycznie bywały, ale nie zawsze chętne do rozmów, najłatwiej było zagadać z kimś z klanu. Dlatego też dziś Kukułka kręciła się dookoła klanu Wichru, jako że ostatnio była to Rzeka, ciekawa czy spotka dziś kogoś, z kim miło będzie porozmawiać. Przysiadła gdzieś w cieniu krzewów, ciekawsko zerkając w głąb terenów.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Jaśniejący Płomień za to wręcz odwrotnie - nie zależy mu na rozmowie z nikim z klanu. Spoza klanu też niekoniecznie, nie ma najlepszych doświadczeń z samotnikami ani interesu w poznawaniu kogokolwiek, natomiast gdyby miał wybierać z dwojga złego, to niezobowiązująca gadka z nieznajomym brzmi o stokroć lepiej od wysłuchiwania kolegów i koleżanek z klanu wichru. Podczas wspólnych patroli czy przypadkowych rozmów czuje się jeszcze bardziej odcięty od klanu niż miało to miejsce te kilka księżyców temu, gdy jego głównym węzłem z wichrem było szkolenie terminatorów. Zwracanie uwagi na tę oczywistość jest niekomfortowe na wielu poziomach, a chyba najbardziej na bolesnym poziomie świadomości własnego wieku. Na zmieniające życie decyzje odrobinę za późno.
Z powodu tej niechęci do interakcji wychodzi na kolejny samotny, nieoficjalny patrol. Nie spodziewa się zastać na nim niczego ciekawego, a w okolicach Bujnego Janowca rozważa zejście z trasy i skoczenie na małe polowanie. Podejmowanie decyzji przerywa mu widok ciemnej sylwetki, gdyby nie żółte oczy, mogącej zlać się z cieniem krzewów. Płomień czujnie stawia uszy, wzrokiem lustrując nieznaną postać. Nie czuje obawy, ale standardową podejrzliwość - jak najbardziej.
- Czekasz na kogoś? - przystanąwszy nieopodal, zagaja ją z chłodną uprzejmością. Kotka nie wygląda na jedną z tych mysich móżdżków, które nie rejestrują intensywnych znaków zapachowych i bezwiednie pchają się na granicę, co podkreśla jej bliskie, ale nie za bliskie położenie.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Już po chwili, która nie była specjalnie długa, na horyzoncie pojawił się samotny wojownik, widocznie zmierzający mniej więcej w jej stronę, dlatego cierpliwie czekała, poruszając lekko ogonem, by może bardziej zwrócić na siebie uwagę, niemniej, gdyby ją zauważył i otwarcie zignorował nie biegłaby za nim wzdłuż granicy, by z nim porozmawiać. A gdyby jej nie zauważył, to być może by zakrzyknęła jakieś powitanie. Ale że ją i zauważył i nie zignorował, to uśmiechnęła się delikatnie, wychodząc z cienia, ale nadal respektując granicę.
- Och, w zasadzie, to po prostu na kogokolwiek. Dawno nie miałam do kogo pyska otworzyć, rozumiesz. Czy zechcesz więc, hm, poświęcić chwilę na niezobowiązującą rozmowę? - zagadnęła. Nie miała żadnych większych plotek do wybadania, nie znała nikogo w klanie Wichru, kogo mogłaby pozdrowić przez wojownika, a przynajmniej nie pamiętała nikogo, kto mógłby ją kojarzyć, no i nie przyszła z niczym konkretnym. Ot, zwykła rozmowa na granicy, prawdopodobnie?
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Odpowiedź kotki jest dla Płomienia zaskoczeniem, co ukazuje się w uniesionych brwiach wojownika oraz lekko uniesionym ogonie, którego końcówka przez kilka uderzeń serca drga na boki, jak gdyby jego właściciel oceniał szczerość tej nietypowej... hm, prośby? Sugestii? Propozycji? Wydaje mu się ona dość absurdalna, a dla jego kultywowanej od księżyców aspołeczności - wręcz niedorzeczna, jednak w gruncie rzeczy... nieszkodliwa. Może do pewnego stopnia interesująca; sam dawno nie miał okazji rozmawiać z kimś spoza jego smętnej bańki.
- Ciekawe miejsce sobie wybrałaś na poszukiwania rozmówcy - zauważa, lekkim krokiem podchodząc bliżej, acz również pilnując pozostania po swojej stronie granicy. - Świadomi samotnicy zwykle stronią od klanów.
Gdyby nie to, że jest jednym ze starszych kotów w swoim klanie, a będąca naprzeciw samotniczka jest prawdopodobnie ciut młodsza od niego, podejrzewałby ją o bycie dawną członkinią wichru i drobne przeszpiegi. Ten konkretny scenariusz może skreślić już na wstępie.
- Jaśniejący Płomień - przedstawia się. Dwukolorowe oczy przyglądają jej się badawczo.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Iskierki rozbawienia tańczyły w złocistych oczach, gdy to przyglądała się wojownikowi, po którym widać było, że trochę zdziwił się tym, z czym konkretnie przyszła na granicę. Zazwyczaj faktycznie klanowe koty nie pałały do niej sympatią, czy zaufaniem, mimo że zawsze trzymała się od granicy kawałek, nie zbliżając się do oznaczeń granicznych, bo to nigdy nie wiadomo było, czy ten krzaczek, co to obok niego się stoi, to już wichrowy nie jest, tylko akurat ten za nim, co obok niego przeszła, był najsłabiej oznaczony, prawda? To nigdy nie była prosta linia. I nie zawsze była oczywista.
Ale ona klanowe kotki lubiła, poplotkować z nimi szczególnie. Wiadomo, że nie liczyła na bardzo intymne ploteczki, których nie mogli jej powiedzieć; na przykład o zmianach w klanie - aczkolwiek zazwyczaj mieli całkiem sporo ciekawych rzeczy do opowiedzenia, mimo wszystko.
- Najwidoczniej nie jestem świadomym samotnikiem i lubię ryzyko. Czy dany wojownik się na mnie rzuci, czy tylko pogoni, ostrzeże niemiło, czy jednak będzie nastawiony neutralnie, albo nawet przyjaźnie - zagadnęła, uśmiechając się kącikiem pyska. - W zasadzie, to lubię rozmawiać z klanowymi kotami bardziej, i tak częściej zdarza się, że to klanowe koty podchodzą do mnie pozytywnie. Samotnicy zazwyczaj są... hm, wycofani. Niechętni do pogaduszek - dodała, po chwili, przekręcając lekko łeb. - Ja jestem Kukułka, miło mi - przedstawiła się również, lekko pochylając głowę. Cóż, mimo wszystko miała do czynienia z wojownikiem, a jej rodzice wpajali zawsze kulturę osobistą. No i, jak tak patrzyła i obserwowała, to byli w podobnym wieku, a ona chyba przegrywała w tym starcie, o dziwo!
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Cóż, w to konkretnie ciężko mu uwierzyć. Coś jednak musiało spowodować, że kotka dożyła swojego wieku i ma jeszcze siły na spacerki wzdłuż granic; brak świadomości powinien był dawno odebrać jej taką możliwość, jako że większość świata szczęśliwie nie jest Orionem, co to gładko przechodzi przez życie na farcie i niezrozumiałej sympatii losu, która musiała pomóc mu uniknąć więcej trudnych sytuacji, niż oriental byłby w stanie przyznać.
Na jej opinię o klanowych kotach wymownie unosi brew. Nie żeby aktywnie angażował się w wojenki między klanowymi a samotnikami, ale nie przyszło mu jeszcze słyszeć tak pochlebnej opinii z pyska kogoś z zewnątrz. Zdumienie jest jak najbardziej uzasadnione.
- Mhm, wzajemnie - odpowiada na grzeczność, w której chyba brakuje ironii, i delikatnie kiwa łbem. - Nie myślałaś nigdy o dołączeniu do klanu? Niejeden był taki, co wkupił się w łaski przywódcy i teraz pomyka na patrole jak rodowity klanowicz.
Nie żeby zachęcał do takiego rozwiązania, bynajmniej, natomiast ciężko nie spostrzec, że od pewnego czasu prężnie rozwija się pewien trend. O ile ufać plotkom, oczywiście, ale obserwacja własnego klanu wystarczająco daje do myślenia i Płomień ma podstawy wierzyć w masowy napływ obcej krwi do czterech klanów. Co więc takiego skłania Kukułkę do trzymania się na uboczu, wśród niezachęcających samotników? To akurat autentycznie go ciekawi.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Jest stary. Zbyt stary, żeby odwalić Płomyka z przeszłości i jak obrażony dzieciak rzucić wszystko, tym razem na dobre opuścić klan i rozpocząć na nowo. Żadne nowe go nie czeka. Za późno na zmiany - bądźmy ze sobą szczerzy, nie zostało mu więcej niż pół obiegu pór, a to i tak przy łaskawych wiatrach. Dzisiaj czuje się wyśmienicie, nazajutrz stawy sprawią, że nagle zacznie wyglądać na swój wiek. Albo zapadnie na zielony kaszel i okaże się, że jego organizm nie podejmuje się walki. Ewentualnie podczas samotnego wyjścia natrafi na drapieżnika; obecnie dla byle młodego lisa będzie łatwą przeszkodą do wyeliminowania. I koniec. Żaden z tych scenariuszy nie jest dramatyczny czy przerysowany, to po prostu życie. Naturalna kolej rzeczy.
Jednak im dłużej to trwa - chodzi na puste patrole, niezmieniające absolutnie niczego; donosi kolejną piszczkę na pełen stos; przebywa w obozie znajomych pysków, ale obcych kotów; obserwuje wychodzących i wracających z Wyjących Wzgórz; docierają do niego nowinki wyniesione przez innych z ceremonii, w których on nie uczestniczy... tym bardziej dociera do niego, że nie chce zdechnąć jak śmieć na terenach wichru. Nie chce do końca życia być tym, co wypruwa sobie żyły dla miejsca ceniącego go tak, jak cenili sobie Jodłową Igłę, a wreszcie skończyć jak ona. Po kres istnienia być lojalnym wojownikiem Roziskrzonej Gwiazdy, pionkiem do dowolnego rozłożenia. Do zastąpienia przez pierwszego lepszego gnojka, co to uśmiechnie się do władzy i poprosi o miejsce w zamian za własne bezcenne towarzystwo.
A przede wszystkim nie chce nigdy stać się od wichru zależny. Żywić się ich litością, spać pod okryciem łaski zezwalającej mu dokończyć życie wśród swoich w poczuciu, że jest im zwyczajnie niewygodny i bez zastanowienia odwróciliby wzrok, jeśliby znalazł się w kłopotach.
Gdybanie nie ma sensu, mimo to od dawna zastanawia się, co by było, gdyby te obiegi pór temu jednak odszedł. Mógł przecież to zrobić, nie oglądać się wówczas na siostrę, nie oddawać się durnym sentymentom czy wzniosłym motywacjom, tylko potraktować klan odpowiednio do tego, jakie traktowanie on obiecał jemu już kiedy miał cztery księżyce. Wie, że nigdy się tego nie dowie, i że nigdy nie przekroczy tej granicy. Stracona szansa. I nawet z tą świadomością, jego młodzieńcza ciekawość świata od kilku księżyców zdaje się żywsza niż kiedykolwiek. Jaśniejący Płomień zapuszcza się coraz dalej, choć nigdy nie z intencją niewrócenia do obozu pod koniec dnia. Nadal spędza większość czasu z dala od cudzych oczu, co nie przekłada się na odwaloną robotę - stała mu się obojętna. Gdy przesiaduje w obozie, czuje się, jakby był obserwatorem we śnie przedstawiającym jakieś życie; należące do klanu, do wojowników, terminatorów, kociąt... ale nie jego. Nie ma co się do niego przywiązywać, nad ranem i tak obudzi się we własnej rzeczywistości i nic z tamtych wydarzeń nie będzie zaprzątało mu głowy. Nie żeby w trakcie miało dla niego jakiekolwiek znaczenie.
Kończy się dzień i właśnie dobiega końca patrol, o ile patrolem można nazwać jego samowolkę. Nie towarzyszy mu nikt, jak zwykle Donośny Krzyk nie ma nic wspólnego z wyjściem jednego z wojowników. Doszedł do Bujnego Janowca i zgodnie z planem powinien powoli zawracać; i tak zdąży się ściemnić do czasu, aż dotrze do swojego legowiska. Zamiast tego staje na cuchnącej granicy i patrzy w dal niemającą zbyt wiele wspólnego z wydeptanymi przez nimi niezliczoną ilość razy ścieżkami. Po nieprzerwanej od rana ulewie, na te ostatnie tchnienia dnia wyłoniło się słońce, okrywając świat płomienną barwą zachodu. Syn Czerwonego Pazura wdycha smakujące deszczem powietrze. Wychodzi kilka, może kilkanaście kroków w przód, by poczuć je lepiej.
To chyba w tym momencie zapada decyzja.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Powietrze po deszczu zawsze smakowało lepiej, nawet na klanowych terenach. Nie osiadało na dnie płuc tak bardzo jak w pozornie ładne dni. I tak jak oriental nie znosił ulew, nie było mowy że wyściubi nos na zewnątrz, gdy pada, tak doceniał starania ciemnoszarych chmur by uczynić oddychanie znośniejszym. Gdy po całym dniu pojawiła się okazja do rozprostowania łap, kocur nie zastanawiał się dwa razy, tylko wystrzelił z obozu jak z płonącego budynku. Albo jak z nory, którą jednak zamieszkiwał borsuk, dla klanowych odbiorców.
Nie miał jasno zarysowanego celu wyruszając, nie miał nawet wstępnego szkicu. Iść. Nie stać w miejscu. Rzeczywiście odetchnąć. Proste i wykonalne. A gdy niebo się rozjaśniało, także plany Oriona nabierały wyraźniejszego kształtu. Za kierunek obrał sobie Barwną Łąkę. Pomijając, że przydałyby mu się nowe kwiaty do legowiska, nie żartował na ostatniej ceremonii i faktycznie zamierzał powrócić do wplatania kolorowych ozdóbek w futro. Wszystkie trawy były mokre i wilgoć prędko przechodziła na szczupłe łapy, gdy pokonywał kolejne polany. Nie były to idealne warunki, ale gdy promienie słoneczne kładły się złotem na okolicznym krajobrazie, ta drobna niedogodność zyskiwała też drugie oblicze. Była powiewem świeżości. Desperacką próbą natury by zmyć ślady bytności klanów.
Kompletując kolorowy bukiet, oriental zbliżał się do granicy. Nie było w tym krzty umyślności, nie od dziś wiadomo było przecież, że jeśli nie zwracał uwagi na to dokąd idzie, prędzej czy później docierał na tereny niczyje. Jak te gołębie, które nieważne jak daleko by się nie znalazły, wciąż bezbłędnie odnajdywały drogę do swojego gniazda. Dzisiaj jednak nie przekroczył bezwiednie granicy, znikając w Leśnych Ostępach. Nim klasyczny scenariusz miał szansę wejść w życie, były samotnik dostrzegł znajomą sylwetkę. Rdzawa smuga dostrzeżona kątem oka wystarczyła by zmiana kierunku marszu przyszła mu naturalnie.
Na źdźbłach traw błyszczały krople pozostałe po niedawnej ulewie. Gdy oriental był bliżej, z tyłu głowy pojawiła się myśl, że Jaśniejący jednak nie zatrzymał się na granicy, znajdował się wyraźny kawałek dalej. Ale pierwszy plan zajmowało co innego. Poniekąd uznanie dla przywódcy nadającego rdzawemu imię. W późno popołudniowym świetle, długa szata nabierała ognistych barw. A przez wszechobecną wilgoć, która tak chętnie osiadała na kłaczkach, zdawała się błyszczeć. Niesprawiedliwe, Orion też wolałby takie działanie deszczu, a nie powstające loczki. Ta myśl jednak prędko dołączyła do nieistotnego towarzystwa z tyłu głowy.
Oriental podszedł bezgłośnie, chociaż nie starał się skradać, nie chcąc obudzić w kocurze brzydkich odruchów wynikających z chęci przetrwania. Ale oprócz szelestu traw nie towarzyszyło mu więcej dźwięków, żadne sympatyczne powitanie. Jedynie założenie kwiatka za ciemnobrązowym uszkiem i klasyczny Orionowy uśmiech. Na tym etapie powinien wyrażać już więcej niż tysiąc słów.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Przez moment myśli, że to Iskra.
To wrażenie nie trwa dłużej niż pół uderzenia serca, zauważalnie dłużej zajmuje mu odzyskanie rezonu - rozluźnienie spiętych mięśni i uspokojenie łomotania w piersi. Oczywiście, że nawet w takiej chwili (zwłaszcza w takiej chwili) musi znaleźć go Orion, ma przecież wbudowany w siebie cholerny kompas.
Jaśniejący Płomień spogląda w stronę ucha, przy którym znika trzymany przez orientala kwiat. Rzecz jasna nie może go zobaczyć, ale aż nazbyt dobrze czuje na sobie jego obecność. Nieproszoną, jak zwykle; ciężko oczekiwać, że do kogoś, kto nie potrafi zrozumieć najbardziej bezpośredniego przekazu, by trzymać się z daleka, dotrze, żeby trzymać swoje zielsko przy sobie. Jednak zamiast, jak to zwykle ma miejsce, strącić z siebie ten wątpliwy podarek, bury tylko ze zniecierpliwieniem wydycha powietrze nosem.
- Żebyś się ptakiem udławił, jeżeli komukolwiek powiesz, co się ze mną stało - przerywa wreszcie tę dziwną, nietypową ciszę, nie siląc się przy tym na wrogi ton. Jest neutralny, tak samo jak spojrzenie zawieszone na niebieskich oczach.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Jeśli to były te znaki od Gwiezdnych, o których niedawno rozmawiali z Truflą, oriental wciąż był daleki od przypisania im jakiegokolwiek pozytywnego działania na losy żywych. Ale najpierw znalezienie rdzawego technicznie poza granicami, a później niezrzucenie kwiatka z ucha? Orion już zdążył w myślach przeprosić roślinkę za to, że tak krótko służyła po zerwaniu, ale przynajmniej została zdeptana w szczytnym celu, a tu proszę. Dalej dumnie trzymała się uszka. To wszystko, w połączeniu z okolicznościami przyrody, sprawiało że były samotnik jak najbardziej był skłonny uwierzyć, że wcale się nie rozstąpiły chmury na wieczór, a on przewrócił się na drugi bok i powrócił do krainy snów.
Chociaż to niemożliwe, tam wiecznie zagniewana mordka miała parę siwych włosów mniej.
– Bez strachu, Mróweczka nie pozwala mi jeść jej skrzydlatych przyjaciół. – odłożył przed sobą resztę trzymanych kwiatów, oprócz jednej sztuki, którą również wetknął w rdzawe futro. Eksperyment społeczny, droga publiczności. I wtedy mógł się zainteresować. – A co się stało, co za sekretu mam dotrzymać? – omiótł spojrzeniem kocura. Nie przejechał się na błocie, nie wyglądał jak siedem nieszczęść. Tak jak w powietrzu i drobnych szczegółach dało się wyczuć coś niecodziennego w tym spotkaniu, tak według strategii Oriona najlepiej było udawać ślepego na nieprawidłowości, dopóki nie dostanie faktycznego potwierdzenia.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
- Paranoja - stwierdza jedynie, nie czując potrzeby doprecyzowywać, że kość królika czy ość po jednej z coraz liczniej pojawiających się ryb na stosie nadadzą się równie dobrze. I bez tego przekaz był prosty, a jeżeli Orion postanowił zgrywać idiotę, to konsekwentnie będzie się tego trzymać.
Jego szata zaczyna zmieniać się w ruchomy składzik na zioła i tego już jest zbyt wiele. Ledwie drugi kwiatek zostaje ustabilizowany na ciemnym futrze, wojownik pochyla łeb i szybkim gestem łapy strąca z siebie obie sztuki.
- Mógłbyś się, łaskawie, opamiętać? - wydobywa się z niego zabarwione poirytowaniem sarknięcie, a dotychczas luźno zwieszony ogon budzi się z kilkoma ostrymi wzdrygnięciami. - Zostaw sobie te śmieci do dekorowania legowiska.
Wilgotnym językiem przejeżdża po opuszkach przedniej łapy, a ta z kolei płynnym ruchem wygładza naruszoną sierść. Płomień nie patrzy na Oriona, patrzy w dal, kiedy wypowiada kolejne słowa:
- Że nie wracam do obozu. Możesz pozdrowić ode mnie Mróweczkę, mieliśmy przyjemną pogawędkę któregoś dnia.
Nadzieja na dyskretne ulotnienie się minęła w chwili pojawienia się Oriona, ale to nie zmienia jego zamiarów. Za to ten nadpobudliwy ozór mógłby oddalić ich realizację, więc by tego uniknąć, bury nie czekając dłużej rozpoczyna marsz w stronę przeciwną terenom wichru, rzucając za sobą tylko krótkie cze.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell