Logo Artemidy
Trening Księżycowej Łapy
#61
Poruszył wąsami.
- Pierwotnego. Naturalnego. Tak - bąknął, nie poświęcając już znaczeniu tego konkretnego słowa więcej uwagi, skoro i tak nie słownictwo było tu kluczowe, a sama wiedza praktyczna, którą należało przekazać przyszłemu medykowi. Zwłaszcza, że temat złamań był na tyle istotny, że złe działanie w tym wypadku nie kończyło się chrypą, jaka zostawała do końca życia jak po ostatecznie wygranej walce z czarnym kaszlem, a robiło z kota kalekę do końca życia. Nie było to coś, co należało bagatelizować.
- Nie ma reguły - odparł na jej słowa po krótkiej chwili suchego wpatrywania się w jej mordkę. - Musisz myśleć. Improwizować. Leczenie nie zawsze jest proste. Nie zawsze działasz... według schematu - stwierdził jeszcze uznając, że nie ma co dywagować teraz nad tym, jakie inne sposoby nastawiania pogruchotanych kości były dostępne dla kotów. Był to temat rzeka, który ograniczony był tak naprawdę jedynie przez wyobraźnię i zdolności manualne medyka. Najlepiej będzie, jeżeli któregoś dnia przyjdzie jej asystować przy leczeniu faktycznego złamania, bo z teorii można uczyć się działania ziół lub ich dawkowania, ale nie leczenia ran, które wymagało doświadczenia w praktyce.
- Musisz sprawdzić pysk. Przede wszystkim. Oczyścić... Kot w panice mógł łykać rośliny. Śmieci. To, co w wodzie - pociągnął, gdy otrzymał zadowalającą odpowiedź ze strony Księżycowej Łapy na temat podtopień. - Kot może wymiotować. Musi leżeć na boku... żeby się nie zachłysnąć. Żeby łatwiej oddychać - dodał i zamilkł na kilka chwil, podczas których zbierał myśli. - Mm. Może być w szoku. Zadaj pytania. Czy wie gdzie jest. Kim jest. Co się stało. Tak, jak tamten... wichrzak. Nie odpowiadał. Powtarzał moje słowa. Tak mógł wyglądać szok.
Pociągnął cicho nosem. Myślał, jakie zagadnienie z zakresu leczenia kotów mógł jeszcze poruszyć.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
#62
Księżyc nie chodziło o zapamiętanie terminu, a dowiedzenie się, czy właściwie go zrozumiała. Otrzymawszy odpowiedź wydała z siebie cichy pomruk, jakby na znak, że odpowiedź Łososiowej Łuski była dla niej jasna. Kolejne informacje jednak sprawiły, że zacisnęła na dłuższą chwilę zęby. Improwizacja, huh. Dobrze chociaż, że teraz wiedziała co ma zrobić z kością, bo wtedy można było coś wymyślić. Zdecydowała się jednak zastanowić nad tym tematem po treningu, na spokojnie. Jeśli nie wszystko miało regułę, to ona wolała sobie pomyśleć nad jakimś planem działania w razie takiego przypadku. Nie była najlepsza w improwizacji, jednak była jeszcze terminatorką, która miała nauczyć się wszystkiego pod okiem medyka. No i zawsze był tu sam kocur, który, w razie jakiegoś trudnego i skomplikowanego przypadku, wciąż tu był. Mieli razem zajmować się leczeniem. Mimo to Księżyc zachmurzyła się na moment, zdając sobie sprawę, że mogło być więcej przypadków, przy których trzeba było samemu wymyślić co zrobić. Jednak... to dopiero czas pokaże. Trening był po to, by ją przygotować na znane kotom ewentualności.
Terminatorka medyka kiwnęła sztywno głową i powtórzyła po cichu informacje, które otrzymała. Tutaj nie było dla niej żadnych niejasności, a zachowanie Wichrzaka pamiętała całkiem dobrze, bo było... cóż, dziwne. Nietypowe. Księżyc zerknęła na medyka, czekając, czy coś jeszcze miał do powiedzenia w kwestii leczenia. Nawet jeśli pewne zagadnienia, szczególnie te związane z improwizacją, nie nastrajały jej szczególnie pozytywnie, to nie zamierzała się poddawać tylko z tego powodu. Miała przed sobą całe życie, by nabrać doświadczenia, i nie zamierzała pozwolić sobie na jakiekolwiek luki w wiedzy tylko dlatego, że coś było dla niej trudniejsze od reszty, którą musiała po prostu zapamiętać.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#63
- Jest jeszcze coś - odezwał się nagle, po dość długiej chwili przerwy i marszu w milczeniu. Nie spojrzał na Księżycową Łapę, a zamiast tego spoglądał ponad siebie, na niebo, które widział pomiędzy gałęziami drzew. - Nie związane z leczeniem - dodał, znów robiąc krótką pauzę. Opuścił głowę, by przenieść wejrzenie wąskich, ogniście pomarańczowych ślepi przed siebie, na drzewa, które rozciągały się przed nimi. - Medyk widzi życia przywódcy. Ile zostało, ile stracono. Trudno to... opisać. Każdy widzi inaczej - powiedział, dopiero teraz rzucając krótkie spojrzenie swojej terminatorce. Poruszył lekko końcówką czarnego ogona, jednak nie przerywał swojego marszu; wciąż uparcie włóczyli się dalej, przed siebie, przed siebie. - To tajemnica, jakiej nie możesz wyjawiać.
I znów zamilkł, czekając na ewentualne pytania ze strony Księżycowej Łapy.

przepraszam, że takie gunwo |D
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
#64
Terminatorka odwróciła głowę ku kocurowi, gdy ten po pewnym czasie milczenia wspomniał, że było coś jeszcze, choć nie związanego z leczeniem. Choć wiedziała, że przywódca dostawał dziewięć żyć od Gwiezdnych, nie spodziewała się, że medyk mógł je zobaczyć. Zastrzygła uszami, na swój niezbyt widoczny sposób okazując zainteresowanie tematem. Niestety, Łososiowa Łuska nie powiedział nic więcej. Kiwnęła sztywno głową, gdy usłyszała, że nie wolno jej było nikomu mówić o życiach przywódcy. Postanowiła nie pytać ile żyć miał Świetlikowa Gwiazda, choćby dlatego, że w przyszłości i tak najpewniej miała się dowiedzieć.
Księżycowa Łapa milczała jakiś czas po ostatnich słowach medyka, jednak w pewnym momencie zmarszczyła lekko czoło i otworzyła pyszczek, po czym się zawahała. Odetchnęła. Nie powinna się tak ścinać, skoro przyszło jej do głowy pytanie, nawet jeśli niezwiązane z tematem, jednak perspektywa wypowiedzenia go na głos w jakimś drobnym stopniu ją stresowała - na tyle, że przez chwilę słowa nie mogły opuścić jej gardła. Odchrząknęła cicho, kołysząc niezbyt długim ogonem tuż nad ziemią.
- Jak mówić... brzmieć. Jak kotka - mruknęła wreszcie, wbijając wzrok w przestrzeń przed sobą.
Nie była pewna czy mogła zadać do pytanie teraz, ale później mogła zwyczajnie zapomnieć. Prawdopodobnie medyk mógł nie wiedzieć jak jej pomóc, jednak wolała zwrócić się do niego niż do innych kotów, gdzieś na dnie podświadomości uznając go za autorytet w swoim życiu, tak jak Karasiowy Kieł, gdy ta jeszcze znajdowała się w klanie. Wiedziała, że modulował głos tak, by brzmiał inaczej, problem w tym, że... oboje znajdowali się po przeciwnych stronach. Księżyc nie była biologicznie kotką, jej głos naturalnie był niższy. Próbowała na własną łapę mówić inaczej, jednak dość rzadko miała okazję do odzywania się poza treningami i miała wrażenie, że efekty nie były takie, jakich chciała. Po części wynikało to z jej wewnętrznego oporu przed poważniejszymi próbami po tym, jak parę razy w swojej własnej opinii jej głos zabrzmiał naprawdę dziwnie i nienaturalnie, po prostu źle. Rozchyliła uszy na boki, kątem oka zerkając na burego kocura. Miała gdzieś tam świadomość, że nawet jeśli robiłaby wszystko dobrze, to zajęłoby trochę czasu przyzwyczajenie się do innego tonowania dźwięków odruchowo, gdy tylko zaczynała mówić. Po prostu... wolała się upewnić, czy medyk był w stanie tutaj coś zaradzić.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#65
Zmarszczył czoło i zwolnił kroku, gdy usłyszał pytanie Księżycowej Łapy. Uchylił pysk, jednak po kilku uderzeniach serca znów go zamknął, a grzbiet jego garbatego nosa zmarszczył się w wyrazie chmurnego zastanowienia. Do tego stopnia pochłonęło go pytanie terminatorki, że nie zwrócił nawet uwagi na to, że w pewnym momencie całkowicie się zatrzymał i stał w miejscu lekko pochylony, zmarszczony na pysku jak suszona śliwka.
- Nie... wiem - powiedział w końcu, powoli i dość niepewnie. Jakby z wstydem, że nie znał odpowiedzi na to pytanie. Majtnął czarnym ogonem, który obił się o jego bok. Znów zamilkł na dłuższy czas, zastanawiając się czy był jakikolwiek sposób na to, by pomóc terminatorce. Przebywał z nią tak dużo czasu, że nawet nie uznawał jej głosu za głos męski. Dla niego brzmiała jak każda inna kotka, choć oczywiście wyczuwał różnicę w barwie, nie był przecież głupi. Jednak na tym etapie znajomości jego mózg tak bardzo przywykł do łączenia wszystkiego, co jest z nią związane z tym, co typowe dla kotek... nie zwracał nawet na to większej uwagi. Potrząsnął głową.
- Kocury mówią głębiej. Z piersi. Spróbuj mówić... gardłem - zasugerował po dłuższym namyśle. Porada brzmiała bezsensownie, jednak to było pierwsze, co zauważył i coś, czego sam się uczył: że jeżeli skupiał się na tym, by jego głos rodził się w przeponie, a nie na wysokości krtani brzmiał nieco niżej, barwa jego głosu była inna. W międzyczasie również nadwyrężył swoją krtań, trwale dodając do barwy swojego głosu ochrypłą nutę. Być może ćwicząc w odwrotną stronę uda jej się osiągnąć zadowalający poziom.
Sam nie był zadowolony ze swojego głosu. Wciąż wydawał mu się zły, nie na miejscu, nie taki, jaki powinien być. Jednak był lepszy. Mógł mówić więcej, niż kiedyś.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
#66
Córka Ubłoconej Mordki zatrzymała się zaraz po burym kocurze, odwracając pyszczek w jego kierunku. Jej neutralny wyraz twarzy nawet na moment nie został zaburzony najdrobniejszą zmarszczką, zupełnie jakby w trakcie oczekiwania na odpowiedź jej umysł zawiesił się całkowicie, choć w rzeczy samej tak nie było, ponieważ myśli wciąż przez niego przepływały, choć sama Księżyc nie poświęcała im zbyt wiele uwagi. Zacisnęła na moment zęby, słysząc pierwszą odpowiedź. Nie miała żadnych oczekiwań, toteż nie czuła się zwyczajnie zawiedziona. Nic się nie zmieniło, musiała próbować dalej. Zamierzała to zrobić, dla własnego spokoju, i by nie czuć tego nieprzyjemnego dyskomfortu, który coraz częściej się pojawiał ilekroć słyszała swój własny głos. Wiedziała, że nawet codziennymi próbami cudów żadnych nie zdziała, ale chciała chociaż spróbować coś zmienić w takim stopniu, by się czuła trochę lepiej. By mogła się odzywać więcej i bez takich oporów.
Księżyc uniosła nieznacznie głowę, gdy medyk znów się odezwał, a spojrzenie, które zdążyło powędrować gdzieś w bok, powróciło na jego pysk. To, na co jej zwrócił uwagę było czymś, na co by zbyt szybko nie wpadła, a przynajmniej nie świadomie, bo zwyczajnie o tym nie wiedziała. Spróbowała sobie wyobrazić mówienie bardziej z gardła, ale było to dość trudne.
- Mówić... gardłem - mruknęła na próbę, marszcząc przy tym czoło na moment.
Na pewno nie mogła mówić jednostajnie, tego już była pewna od dłuższego czasu. Czuła się jednak dziwnie, próbując tonować głos świadomie, trochę na siłę. Kiedyś używała nieco większej palety barw głosu, ale była wtedy kociakiem, a Słońce był jej jedynym kompanem. Westchnęła ciężko, uświadamiając sobie, że czekało ją dużo pracy. Mogła zacząć mówić do siebie, gdy była sama. To było dla niej strasznie nienaturalne, ale brzmiało jak bardzo sensowna opcja, szczególnie, że nie była kotem, który często szukał towarzystwa innych.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#67
Kąciki warg medyka drgnęły nieznacznie, gdy Księżycowa Łapa podjęła próbę zmiany swojego sposobu mowy. W milczeniu patrzył na nią, a gdy zamilkła poruszył lekko głową.
- Musisz ćwiczyć - orzekł w końcu, nie zamierzając dawać jej złudzeń, że zmiana przyjdzie łatwo i bezboleśnie. - Zmiana głosu nie jest prosta - dodał zaraz lekko kołysząc się na łapach, jakby nie był pewien, czy powinni już wznowić marsz, czy jednak mają tu jeszcze chwilę postać. Ostatecznie jednak przestąpił jeden krok naprzód, a skoro już go postawił to nie miał wyboru i musiał iść dalej. Decyzja została podjęta. Zresztą, mieli jeszcze jedną sprawę do omówienia.
- Jest jeszcze jedna choroba. Dość pospolita. Przeziębienie - zaczął po tym, jak Księżycowa Łapa również wznowiła marsz. - Wysoka temperatura, katar, ból gardła. Wodnisty wysięk... z nosa. Leczenie jest objawowe. Ślaz z ogórecznikiem... lub lawendą. Możesz podać miód.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
#68
Kremowa terminatorka była przyzwyczajona do tego, że musiała ćwiczyć. Miała wiele braków, nad którymi musiała stale pracować. Była przyszłym medykiem, i wraz z Łososiową Łuską miała odpowiadać za życia Rzeczniaków. Nie mogła zawieść klanu i pokazać wszystkim, że była bezużyteczna. Łatwa do zastąpienia, niczym zepsuta zabawka, nieporadna i krucha. Kiwnęła sztywno głową. Jeśli chciała ćwiczyć tak, że przynosiło to efekty, musiała się przełamać i zacząć mówić do siebie. Teraz już została naprowadzona mniej więcej na właściwy tor i wiedziała od czego zacząć.
Ruszyła zaraz za kocurem, dostosowując się dość szybko do tempa, które narzucił, i które jej nie przeszkadzało. Odwróciła jedno z uszu ku niemu, gdy wspomniał jeszcze o przeziębieniu. Orientowała się, że coś takiego istniało, z resztą właśnie dlatego wspomniała o tym przy temacie niedoszłych topielców. Jak zwykle powtórzyła po cichu informacje, które były dość proste do zapamiętania, ale niestety nie były jedynymi, które musiała wbić sobie do głowy po tym dniu. Znała jednak wszystkie zioła podane przez kocura. Im więcej umiała, tym łatwiej było jej się orientować w świecie chorób, ran i ich leczenia, jednak wciąż czekało ją dużo nauki i później utrwalanie jej, by nigdy jej nic nie umknęło, i by nie popełniła żadnych karygodnych błędów.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#69
Informacji było dużo, jednak nikt nigdy nie mówił, że piastowanie rangi klanowego medyka jest proste i nie wymaga żadnego przygotowania. W tym momencie jednak byli już na ostatniej prostej, jeżeli chodziło o samo teoretyczne przygotowanie Księżycowej Łapy do jej przyszłej roli. Pozostało im niewiele materiału i Łososiowa Łuska wierzył w to, że uda im się w ciągu kilku najbliższych księżyców ukończyć trening. Być może jeszcze przed tym, jak spadnie pierwszy śnieg...
Zerknął na kroczącą obok niego Księżycową Łapę, spokojnie lustrując jej osobę, bez zawieszania wzroku na niczym konkretnym. Po prostu patrzył na nią, i choć nie było tego widać na zewnątrz, to czuł dumę i zadowolenie z tego, że ktoś taki jak ona przytrafił się właśnie jemu i zechciał wraz z nim odpowiadać za bezpieczeństwo i duchowość Klanu Rzeki. Zwłaszcza, że jako kotka z defektem, tak samo jak i on, rozumiała więcej, miała szerszy zakres widzenia niektórych spraw - a przynajmniej tak wyglądało to w oczach Łososiowej Łuski.
- Jeżeli nie masz pytań - powiedział odwracając wzrok na to, co rozciągało się przed nim. A stanęli właśnie na skraju łęgów. - Zbierzemy zioła. Pokażesz, jak wiele pamiętasz - orzekł, po czym ruszył przed siebie.

[size=59]w tym momencie możesz albo uznać, że sobie offscreenowo potuptali na zioła w tej prehistorycznej czasoprzestrzeni i zrobić faktyczne zbieranie na fabule innym razem, albo zacząć zbieranie ziół gdzieś na terenach, mi to rybka
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
#70
Córka Ubłoconej Mordki zerknęła na medyka, gdy ten zaczął się jej przyglądać, jednak gdy się nie odzywał, powróciła do patrzenia przed siebie i okazjonalnie pod własne łapy, uważając, by w nic nie wpaść. Nie wiedziała ile zostało jeszcze treningu przed nimi, i pomimo całej tej wiedzy, wciąż czuła się nieprzygotowana do nowej roli, która ją czekała. Dziwnie jej było z faktem, że jej trening z czasem dobiegnie końca, więc wolała o tym zbyt wiele nie myśleć. Wciąż musiała jeszcze chodzić na ten wojowniczy, choć poza praktyką nie pozostało jej już wiele, prawdopodobnie. Mimo wszystko chciała go też ukończyć najlepiej jak umiała, nawet jeśli nie będzie musiała polować czy chodzić na patrole. Każda umiejętność była cenna, a medyk nie był zwolniony z potencjalnych niebezpieczeństw, czyhających nawet na terenach Klanu Rzeki. Kiedyś one ją przerażały, wciąż czuła nieprzyjemne mrowienie na skórze na myśl o niechcianym kontakcie fizycznym z potencjalnym przeciwnikiem, ale... była silniejsza. Po to nad sobą pracowała, walczyła ze swoimi słabościami. Choć była drobna i wyglądała na kruchą, jej kark już teraz był całkiem twardy. Co prawda wciąż czuła się w wielu kwestiach zagubiona i niepewna, ale nie zamierzała pozwolić, aby wpłynęło to na nią bardziej niż powinno, co nieraz było trudne, ale nie oznaczało, że nie próbowała mimo to.
Gdy bury kocur wreszcie się odezwał, Księżyc wysłuchała go uważnie, po czym kiwnęła sztywno głową, przyglądając się otoczeniu, przed którym się zatrzymali. Wzięła głębszy oddech i powoli wypuściła powietrze; nie był to gest spowodowany nerwami. Ruszyła zaraz za kocurem, rozglądając się w poszukiwaniu roślin, które były jej znane.

******

Jak zwykle przed treningiem, terminatorka medyka kręciła się w pobliżu składzika, oczekując rozpoczęcia nauki. To miejsce było najprostszym wyborem, zważywszy na to, że nie wiedziała czy będą dziś wychodzić, czy zostaną w środku. Ostatecznie zdecydowała się usiąść tuż przy wejściu do miejsca przechowywania ziół, upewniwszy się wcześniej, że Łososiowej Łuski tam nie było. Na zewnątrz raz było chłodniej, a raz cieplej, ale na szczęście w norze pod korzeniami drzew panowała w miarę stała temperatura, chyba że się siedziało tam, gdzie przez drobne szczeliny okazjonalnie wpadało słońce. Księżyc ziewnęła przeciągle, po czym przesunęła leniwie spojrzeniem po najbliższym otoczeniu.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#71
Pojawił się w składziku jakiś czas później, nie każąc jej czekać na siebie zbyt długo. Powitał ją krótkim mruknięciem jakiegoś przywitania i skinięciem głowy, nim usiadł przed nią. Przez chwilę patrzył tak na nią, nie odzywając się, po czym zaczął powoli wykładać medykamenty, które ukryte były pomiędzy splotami korzeni. Dwie jagody: czerwona i niebieska, drobne ziarenka na liściu, ciemnoszary kawałek kory, dwa drobne liście: jeden cienki i rozgałęziający się, drugi wąski i lekko zaokrąglony na końcu, oraz gałązka, która przypominała tą z jakiegoś iglastego drzewa, była jednak jasnozielona i miękka.
- Czy znasz któreś z tych ziół - powiedział, gdy już zakończył wykładanie wszystkich medykamentów, jakie pozostały mu do omówienia, a jakie posiadał obecnie w składziku. Siedem różnych medykamentów, których nie chciał już rozdzielać na ich pochodzenie... choć w większości miejsca, w których można było je zebrać pokrywały się. Był ciekaw, ile z nich już znała.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
#72
Księżycowa Łapa przyglądała się wykładanym medykamentom. W pierwszej chwili pomyślała, że czerwona jagoda to ostrokrzew, ale szybko zdała sobie sprawę z pewnej różnicy w budowie, nie wspominając już o tym, że ostrokrzew przerabiali już wcześniej. Zmarszczyła brwi, zawieszając intensywne spojrzenie na szkarłatnej kulce, nim głos Łososiowej Łuski przywrócił ją do rzeczywistości. Zerknęła na resztę elementów roślin, które zostały przed nią wyłożone. Po chwili zastanowienia wskazała łapą na drobne ziarenka, ignorując istnienie czerwonych jagód, których nie była pewna.
- Mak - odparła krótko, po czym zmieniła obiekt zainteresowania na ciemnoszarą korę. - Kora... olchy. Chyba - dodała jeszcze po dłuższej chwili zastanowienia.
Reszty albo nie znała, albo nie kojarzyła w tej chwili, czy to z wyglądu czy też z nazwy, toteż zdecydowała się poczekać, zamiast na ślepo zgadywać.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#73
- Dobrze - przytaknął, powoli kiwając głową na jej słowa. Rozpoznanie maku było proste, zwłaszcza że już wcześniej znała tę roślinę oraz miała okazję widzieć, jak podaje mak rannym kotom. Kora olchy... cóż, niewiele drzew było używanych do leczenia kotów, więc zawsze coś się kołatało w pamięci.
- Mak rośnie na łąkach, polach... Ziarenka uśmierzają ból. Ale to wiesz - mruknął, powoli kładąc ciężką, niesprawną łapę przed korą olchy. - Kora olchy na ból zębów. Trzeba ją żuć - powiedział unosząc spojrzenie na swoją terminatorkę. Czy opowiadał jej o tym, jak wygląda olcha? Czy w ogóle wiedziała, jak wygląda olcha? Nie potrafił sobie przypomnieć. Kojarzył, że opisywał jej wygląd liści wierzby, dlatego dla pewności wolał opisać też wygląd i tego drzewa. - Wysokie drzewo. Rośnie w... lesie. Liście owalne, faliste na brzegach. Porą nagich drzew ma... drobne szyszki - wyjaśnił, by nie było wątpliwości co do tego, jak wyglądała olcha.
- Pozostałe medykamenty to cis, jakubek, rumianek, stokrotka, skrzyp - powiedział po krótkiej chwili milczenia, kolejno wskazując łapą na konkretne medykamenty. - Któraś z nazw brzmi znajomo - spytał, ponownie unosząc na nią pytające spojrzenie.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
#74
Księżycowa Łapa kojarzyła nazwy nieco częściej spotykanych drzew... na tyle na ile była w stanie je kojarzyć. W dużej części zgadywała. Miała wrażenie, że gdzieś coś mogła usłyszeć, ale mógł to być zwykły szczęśliwy traf(i tak uznajmy, lol, bo może faktycznie trochę naciągnąłem fakty, ale ledwo myślałem jak pisałem posta). Powtórzyła po cichu otrzymane informacje, po czym wysłuchała wymienionych przez medyka nazw, dając sobie chwilę na zastanowienie się nad nimi. Dość szybko skojarzyła dwa z przedstawionych medykamentów, niemal jakby ktoś przełączył pstryczek w jej głowie.
- Rumianek... i skrzyp. Ten pierwszy... uspokaja. Drugi odkaża - odpowiedziała.
Była nieco zła na siebie, że zapomniała o tych ziołach, nawet jeśli nie skupiała się na nich podczas powtarzania, bo i bez tego wiele informacji musiała sobie w głowie uporządkować. Priorytetem było to, o czym powiedział jej kocur, a do tego miała jeszcze trening wojowniczy. Czasem obawiała się, że to za dużo, ale im większy był jej stan wiedzy, tym rzadziej pojawiało się u niej owo uczucie. Dawała sobie radę, mimo pewnych trudności, które sprawiał jej własny umysł. Z czasem nieco łatwiej jej było skoncentrować się na nauce, a nieprzyjemne wrażenie w głowie po dłuższym czasie treningu przestawało być aż tak uciążliwe, jeśli czuła się dobrze. Jednak jak każdy miała wzloty i upadki, to oczywiste. Na szczęście bury medyk nie wymagał od niej niemożliwego i pozwalał uczyć się w swoim tempie. Jednak już teraz miała gdzieś na dnie umysłu świadomość, że po zakończeniu treningu już tak nie będzie. Będzie musiała wszystko pamiętać i nie będzie mogła popełniać błędów. Jednak... właśnie dlatego Łososiowa Łuska ją teraz przygotowywał.

idk, sorki za chaos w poście, jestem strasznie zamulony od wczoraj. |D
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
#75
- Skrzyp w całości wygląda... tak. Przypomina gałąź iglastego drzewa - powiedział, chcąc mieć pewność że Księżycowa Łapa wie wszystko na temat tego konkretnego zioła. - Rośnie na łąkach, przy grzmiącej ścieżce. Tak samo rumianek i stokrotka - dodał, spoglądając na drobny liść rumianku. Był bardzo mało charakterystyczny, chociaż jego woń była całkiem przyjemna i wciąż rozpoznawalna, gdy się go potarło.
- Rumianek ma białe kwiaty. Z żółtym... środkiem. Od stokrotki - to mówiąc wskazał na lekko jajowaty liść. - różni się łodygą. Bo kwiaty są... podobne. Rumianek ma nagą. Silnie rozgałęzioną. Stokrotka jest lekko... owłosiona - wyjaśnił, może nieco pokrętnie, jednak nikt nie powiedział, że Księżycowa Łapa już teraz musi zapamiętać wszystkie te informacje. Miała czas, by to wszystko wraz z nim powtarzać i utrwalać, bo to na pewno nie było ich ostatnie spotkanie. - Maść z liści stokrotki. Na ból stawów i obicia.
x
★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
x
LVL 6 190 / 500
MedLVL 8 916 / 1300
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości