Jest wysokim kocurem. Może nie najwyższym, aczkolwiek wyróżnia się spośród pobratymców. Jego futerko jest krótkie, ciemnoszare i pozbawione pręg. Na łapach widnieją białe skarpetki, zaś na gardle pojawia się jasna plamka. Ciemnoszary nos i wąsy w podobnej barwie nie wyróżniają się, podobnie jak uszy, które są przeciętnej wielkości. Jedynie duże oczy w kolorze wiosennych listków mogą przykuć uwagę. Ogon Ciężkiej Łapy jest gruby i stosunkowo krótki.
Od czasu związania się z Klonową Łapą zaczął nieco większą uwagę poświęcać wyglądowi, teraz stara się prezentować jak najlepiej. Prócz tego delikatnie przytył. Nie jest gruby, aczkolwiek nie jest tak chudy, jak po opuszczeniu lecznicy.
Od kiedy został wojownikiem dał sobie spokój z ambicjami. Wykonuje obowiązki wojownika i stara się, jak może dla klanu, lecz nie oczekuje już zbyt wiele od życia. Najłatwiej opisać go jako neutralnego. Nie miesza się w nieswoje konflikty i stara się nie zwracać na siebie uwagi. Dzięki temu może robić co chce - oczywiście w granicach rozsądku. Wciąż jest uparty i stanowczy, gdy raz sobie coś postanowi nie odpuści. Będzie dążył do celu chociażby po trupach, jednakże na szczęście nie ma ich zbyt wiele. Skupia się na wygodnym, niemęczącym życiu. Ponadto żongluje opiniami i prędko zmienia zdanie o innych, gdy jest mu to na rękę lub widzi w tym korzyści. Wyjątkami są koty, które naprawdę polubi lub znienawidzi, u takowych jego nastawienie nie ulega zmianie bez naprawdę ważnego powodu. W stosunku do najbliższych jest opiekuńczy... można nawet powiedzieć, że za bardzo.
Tym razem Komar był o wiele bardziej skupiony na swoich czynnościach i popełnił mniej błędów. Przede wszystkim zachował całkowitą ciszę i skrył się przed wzrokiem ptaka. Ale... to nie wystarczyło. Będąc już bardzo blisko zwierzęcia na jaw wyszedł jeden błąd - Komar zapomniał o wietrze. Jak się okazało ptaki dysponowały węchem, a przynajmniej ten, do którego skradał się syn Czerwonego Maku. Wróbel zerwał się do ucieczki i zaczął wzbijać w powietrze, a jedyną nadzieją dla terminatora była błyskawiczna reakcja i próba złapania ptaszka w locie, nim wzleci zbyt wysoko.
Kocur dość przeciętnej postury, pokryty w całości czarnymi kłakami. Jedynym co go wyróżnia są nieco mocniej rozbudowany, szerszy pysk oraz zadarte uszka.
Póki co jest to jedynie nadaktywna, czarna larwa, która pcha się wszędzie siłą, nie zważając na przeszkody i ma zdecydowanie zbyt dużo energii.
Skrzący Płomień [KG]
Noż wiedział, że tak będzie! Ewidentnie potrzebował praktyki, by te wszystkie zasady stały się dla niego przejrzyste i automatyczne. Na razie stosowanie się do wszystkich wymagało od niego skupienia i wysiłku, ale wierzył, że nie będzie tak całe życie. Bo nie będzie prawda? Bo jeśli będzie to albo nigdy nie zostanie wojownikiem, albo nigdy nie będzie dobrze polował dla klanu i będzie wiecznie lądował na patrolach na granicach, bo może tylko to będzie robił w miarę. Niezbyt wesoła wizja. Nie zdążył się jeszcze zastanowić, co zrobił źle, gdy wróbel zerwał się w powietrze. Naturalny, wrodzony instynkt drapieżnika sprawił, że Komar od razu zerwał się do biegu i wybił się w górę, próbując ugodzić niewielkiego ptaka w skrzydła a następnie pochwycić go zębami za kruchy kark bądź grzbiet, gdzie tylko się uda... Nie zastanawiał się tym razem, czy zdąży, czy trafi - dał się po prostu poprowadzić wrodzonemu odruchowi.
Na zastanawianie się, co poszło nie tak przyjdzie w końcu czas później, jeśli będzie cieszył się z pierwszej zdobyczy albo raczej rozpaczał za przepłoszeniem kolejnej potencjalnej ofiary.
╒═══════════════════════╕ What'sbehind yourblackdoor? I ᴡᴀɴɴᴀ ᴋɴᴏᴡ, I ᴡᴀɴɴᴀ ᴋɴᴏᴡ, ʏᴇᴀʜ May take a week, honey, Itmaytakemore, I ᴡᴀɴɴᴀ ᴋɴᴏᴡ, I ᴡᴀɴɴᴀ ᴋɴᴏᴡ ╘═══════════════════════╛
Jest wysokim kocurem. Może nie najwyższym, aczkolwiek wyróżnia się spośród pobratymców. Jego futerko jest krótkie, ciemnoszare i pozbawione pręg. Na łapach widnieją białe skarpetki, zaś na gardle pojawia się jasna plamka. Ciemnoszary nos i wąsy w podobnej barwie nie wyróżniają się, podobnie jak uszy, które są przeciętnej wielkości. Jedynie duże oczy w kolorze wiosennych listków mogą przykuć uwagę. Ogon Ciężkiej Łapy jest gruby i stosunkowo krótki.
Od czasu związania się z Klonową Łapą zaczął nieco większą uwagę poświęcać wyglądowi, teraz stara się prezentować jak najlepiej. Prócz tego delikatnie przytył. Nie jest gruby, aczkolwiek nie jest tak chudy, jak po opuszczeniu lecznicy.
Od kiedy został wojownikiem dał sobie spokój z ambicjami. Wykonuje obowiązki wojownika i stara się, jak może dla klanu, lecz nie oczekuje już zbyt wiele od życia. Najłatwiej opisać go jako neutralnego. Nie miesza się w nieswoje konflikty i stara się nie zwracać na siebie uwagi. Dzięki temu może robić co chce - oczywiście w granicach rozsądku. Wciąż jest uparty i stanowczy, gdy raz sobie coś postanowi nie odpuści. Będzie dążył do celu chociażby po trupach, jednakże na szczęście nie ma ich zbyt wiele. Skupia się na wygodnym, niemęczącym życiu. Ponadto żongluje opiniami i prędko zmienia zdanie o innych, gdy jest mu to na rękę lub widzi w tym korzyści. Wyjątkami są koty, które naprawdę polubi lub znienawidzi, u takowych jego nastawienie nie ulega zmianie bez naprawdę ważnego powodu. W stosunku do najbliższych jest opiekuńczy... można nawet powiedzieć, że za bardzo.
Komar zareagował błyskawicznie. Nim wróbel zdążył uciec spoza zasięgu jego szponów, kocurek zdołał zahaczyć o jego ciałko i ściągnąć je na ziemię. A później... było po wszystkim. Syn Czerwonego Maku właśnie upolował pierwszą zdobycz, choć była to głównie kwestia szczęścia i dobrego refleksu, a nie faktycznych umiejętności łowieckich.
- Zapomniałeś pilnować wiatru, Komarze. Wracając do Twoje pytania - tak, ptaki mają nos, a ten tutaj właśnie to udowodnił, ale mimo tego udało Ci się go upolować. Jesteś szybko, a to ważna zaleta - wymruczał pochwałę, wychodząc spomiędzy krzaków i zerkając krótko na zdobycz kocurka. Zaszczycił go lekkim uśmiechem, po czym skinął na niego ogonem, by polował dalej. Do perfekcji było jeszcze młodemu daleko. - Ach, byłbym zapomniał. Zakop tego wróbla lub przysyp go śniegiem, żeby zapach krwi nie zwabił drapieżnika.
Kocur dość przeciętnej postury, pokryty w całości czarnymi kłakami. Jedynym co go wyróżnia są nieco mocniej rozbudowany, szerszy pysk oraz zadarte uszka.
Póki co jest to jedynie nadaktywna, czarna larwa, która pcha się wszędzie siłą, nie zważając na przeszkody i ma zdecydowanie zbyt dużo energii.
Skrzący Płomień [KG]
Właściwie dopiero, gdy wylądował na ziemi z wróblem pod łapami, zaczął być zdolny do jakiejkolwiek refleksji. Co nie wyszło? Czemu ptak się przepłoszył? Z odpowiedzią pospieszył mu mistrz, który wyłonił się z zarośli. Przez pysk czarnego kocura przemknęło zrozumienie, no tak! Przecież! Przynajmniej potwierdziło się, że ptaki również korzystają ze zmysłu węchu, nawet jeśli tego jakoś szczególnie nie widać i jeśli na pierwszy rzut oka nie da się namierzyć ich nosa. - Dziękuję - kiwnął łbem w kierunku szarego, zabierając się zaraz zachowanie zdobyczy.
Było nieźle, acz nie idealnie... Ale po to tu jest, żeby to przepracować, co nie? Uśmiechnął się lekko, bo w końcu ciężko było zdusić w sobie faktyczną satysfakcję z upolowania pierwszej zdobyczy. Powinien jeszcze pochwycić coś większego, żeby bez poczucia wstydu pochwalić się mamie, że już jest z niego łowca i że może się jakoś przydać klanowi Rzeki! Przykrył ciałko wróbla najpierw ziemią, później odrobiną śniegu i już zszedł niżej na łapy, by za zachętą mistrza ruszyć na dalsze łowy.
Ruszył przed siebie na ugiętych łapach z brzuchem podniesionym ponad podłoże, starając się kierować pod wiatr. Czarne, smukłe łapy kocura zręcznie, acz powoli omijały napotkane na ziemi przeszkody... A jego ogon obniżył się dopiero po chwili, gdy Komar przypomniał sobie, jak kluczowe jest to, żeby nie został przedwcześnie zauważony. Węszył i rozglądał się naokoło, starając się namierzyć kolejny cel.
╒═══════════════════════╕ What'sbehind yourblackdoor? I ᴡᴀɴɴᴀ ᴋɴᴏᴡ, I ᴡᴀɴɴᴀ ᴋɴᴏᴡ, ʏᴇᴀʜ May take a week, honey, Itmaytakemore, I ᴡᴀɴɴᴀ ᴋɴᴏᴡ, I ᴡᴀɴɴᴀ ᴋɴᴏᴡ ╘═══════════════════════╛
Jest wysokim kocurem. Może nie najwyższym, aczkolwiek wyróżnia się spośród pobratymców. Jego futerko jest krótkie, ciemnoszare i pozbawione pręg. Na łapach widnieją białe skarpetki, zaś na gardle pojawia się jasna plamka. Ciemnoszary nos i wąsy w podobnej barwie nie wyróżniają się, podobnie jak uszy, które są przeciętnej wielkości. Jedynie duże oczy w kolorze wiosennych listków mogą przykuć uwagę. Ogon Ciężkiej Łapy jest gruby i stosunkowo krótki.
Od czasu związania się z Klonową Łapą zaczął nieco większą uwagę poświęcać wyglądowi, teraz stara się prezentować jak najlepiej. Prócz tego delikatnie przytył. Nie jest gruby, aczkolwiek nie jest tak chudy, jak po opuszczeniu lecznicy.
Od kiedy został wojownikiem dał sobie spokój z ambicjami. Wykonuje obowiązki wojownika i stara się, jak może dla klanu, lecz nie oczekuje już zbyt wiele od życia. Najłatwiej opisać go jako neutralnego. Nie miesza się w nieswoje konflikty i stara się nie zwracać na siebie uwagi. Dzięki temu może robić co chce - oczywiście w granicach rozsądku. Wciąż jest uparty i stanowczy, gdy raz sobie coś postanowi nie odpuści. Będzie dążył do celu chociażby po trupach, jednakże na szczęście nie ma ich zbyt wiele. Skupia się na wygodnym, niemęczącym życiu. Ponadto żongluje opiniami i prędko zmienia zdanie o innych, gdy jest mu to na rękę lub widzi w tym korzyści. Wyjątkami są koty, które naprawdę polubi lub znienawidzi, u takowych jego nastawienie nie ulega zmianie bez naprawdę ważnego powodu. W stosunku do najbliższych jest opiekuńczy... można nawet powiedzieć, że za bardzo.
Tym razem Komar bardziej przyłożył się do skradania. Poruszał się bezszelestnie, kierował pod wiatr i robił wszystko jak trzeba. Jednakże Gwiezdny Klan tego nie docenił bądź zwyczajnie nie patrzył w kierunku syna Czerwonego Maku, gdyż minuty mijały jedna za drugą, a zwierzyny jak nie było, tak nie ma. Kocurek wyczuwał stare ślady zapachowe, znajdował pojedyncze ślady, takie jak łapki odbite w śniegu, lecz niczego nie mógł wyczuć. Aż wreszcie usłyszał cichy szelest. Nieopodal niego znajdował się zając, który był ustawiony tyłem do czarnego terminatora. To co, próbujemy?
Kocur dość przeciętnej postury, pokryty w całości czarnymi kłakami. Jedynym co go wyróżnia są nieco mocniej rozbudowany, szerszy pysk oraz zadarte uszka.
Póki co jest to jedynie nadaktywna, czarna larwa, która pcha się wszędzie siłą, nie zważając na przeszkody i ma zdecydowanie zbyt dużo energii.
Skrzący Płomień [KG]
Powoli zaczynał już tracić nadzieję, że znajdzie cokolwiek. Przez brak doświadczenia, nie był w stanie ocenić, czy ślady, które znajduje, powstały minuty czy godziny temu... Bez kłopotu odróżniłby ślad zapachowy zostawiony tu przed kilkoma uderzeniami serca, ale cała reszta wydawała mu się troszkę mętna. Pilnując kierunku wiatru, lawirował więc wokół tropów, sprawdzając czy zwierzyna nadal nie kręci się gdzieś w okolicy. Nie. Pusto.
Po dłuższej chwili uniósł wyżej łeb, tuląc ciemne uszy z irytacją do czaszki. Wokół było zdecydowanie za cicho, Ciemniejące Niebo znów zniknął z zasięgu jego wzroku, obecność mistrza była wręcz niewyczuwalna. Pewnie nic się nie stało, pewnie obserwuje z daleka jego próby - taką Komar żywił nadzieję, bo nie chciał umrzeć na początku treningów zjedzony przez byle drapieżnika. Kiepski koniec.
Wiedział, że nie może się tak łatwo poddać, bo nie zaakceptowałaby tego jego matka, ani być może jego mistrz, więc tylko skradał się po okolicy dalej. Powoli czuł, jak łapy mu drętwieją od ciągłego kroczenia nisko przy ziemi, ale wiedział, że nie może odpuścić. I chwilę później przekonał się, że gdyby się poddał, przepłoszyłby nieco większego zwierza - zająca. Przez krótką chwilę Komar spoglądał na jego długie uszy, pokaźne tylne kończyny. Uh, kopniak z takich musi boleć! Z brzuchem nad ziemią i opuszczonym ogonem zaczął skradać się w kierunku ofiary, tym razem pilnując kierunku wiatru. Bacznie spoglądał pod łapy i nie spieszył się, chciał w końcu uniknąć wszelkich przeszkód, które hałasem mogłyby go zdradzić... A zauważył, że im szybciej się porusza naprzód, tym bardziej hałasuje. Syn Czerwonego Maku do skrajnie głupiutkich nie należał, więc starał się znaleźć sobie jakieś osłony, co by jego czarne futro nie odcinało się od zalegającego naokoło śniegu czy połaci odkrytych, gnijących liści i gałązek, które zaścieliły ziemię na początku pory opadających liści. Może i zając skupia się na słuchu, ale przecież nie jest ślepy, prawda? Tak jak okazało się, że ptak także węszy, mimo iz polega głównie na wzroku...
╒═══════════════════════╕ What'sbehind yourblackdoor? I ᴡᴀɴɴᴀ ᴋɴᴏᴡ, I ᴡᴀɴɴᴀ ᴋɴᴏᴡ, ʏᴇᴀʜ May take a week, honey, Itmaytakemore, I ᴡᴀɴɴᴀ ᴋɴᴏᴡ, I ᴡᴀɴɴᴀ ᴋɴᴏᴡ ╘═══════════════════════╛
Jest wysokim kocurem. Może nie najwyższym, aczkolwiek wyróżnia się spośród pobratymców. Jego futerko jest krótkie, ciemnoszare i pozbawione pręg. Na łapach widnieją białe skarpetki, zaś na gardle pojawia się jasna plamka. Ciemnoszary nos i wąsy w podobnej barwie nie wyróżniają się, podobnie jak uszy, które są przeciętnej wielkości. Jedynie duże oczy w kolorze wiosennych listków mogą przykuć uwagę. Ogon Ciężkiej Łapy jest gruby i stosunkowo krótki.
Od czasu związania się z Klonową Łapą zaczął nieco większą uwagę poświęcać wyglądowi, teraz stara się prezentować jak najlepiej. Prócz tego delikatnie przytył. Nie jest gruby, aczkolwiek nie jest tak chudy, jak po opuszczeniu lecznicy.
Od kiedy został wojownikiem dał sobie spokój z ambicjami. Wykonuje obowiązki wojownika i stara się, jak może dla klanu, lecz nie oczekuje już zbyt wiele od życia. Najłatwiej opisać go jako neutralnego. Nie miesza się w nieswoje konflikty i stara się nie zwracać na siebie uwagi. Dzięki temu może robić co chce - oczywiście w granicach rozsądku. Wciąż jest uparty i stanowczy, gdy raz sobie coś postanowi nie odpuści. Będzie dążył do celu chociażby po trupach, jednakże na szczęście nie ma ich zbyt wiele. Skupia się na wygodnym, niemęczącym życiu. Ponadto żongluje opiniami i prędko zmienia zdanie o innych, gdy jest mu to na rękę lub widzi w tym korzyści. Wyjątkami są koty, które naprawdę polubi lub znienawidzi, u takowych jego nastawienie nie ulega zmianie bez naprawdę ważnego powodu. W stosunku do najbliższych jest opiekuńczy... można nawet powiedzieć, że za bardzo.
Pośpiech nie był w tym przypadku wskazany, Komarza Łapa słusznie wybrał stawiając na powolność, acz za to większą uwagę poświęcając zachowaniu ciszy. Warunki były ciężkie, wystarczyło najcichsze skrzypnięcie śniegu, którego wszędzie było pełno, by przepłoszyć zdobycz - a zając w Porze Nagich Drzew to nie byle co. Syn Czerwonego Maku był coraz bliżej i wciąż pozostał niezauważony. Znajdował się już raptem o dwie długości ogona od zająca... który chyba zaczął zdawać sobie sprawę, że coś jest nie tak i właśnie zaczął się odwracać. Teraz albo nigdy.
Kocur dość przeciętnej postury, pokryty w całości czarnymi kłakami. Jedynym co go wyróżnia są nieco mocniej rozbudowany, szerszy pysk oraz zadarte uszka.
Póki co jest to jedynie nadaktywna, czarna larwa, która pcha się wszędzie siłą, nie zważając na przeszkody i ma zdecydowanie zbyt dużo energii.
Skrzący Płomień [KG]
Powoli, po cichu podchodził ofiarę... Z każdym krokiem zdawał się być coraz spokojniejszy, bo jednak mu się udawało, bo zając się nie przepłoszył! Postawił uszy, wbił czujne spojrzenie złotych ślepii w płowego zwierza i zauważył lekki ruch zajęczego łba. W swoim kierunku. W duchu jęknął tylko z niepewności - nie dał sobie jednak zbyt dużo czasu na psioczenie na sytuację i od razu dał się porwać instynktowi, mocno wybijając się z tylnych łap. Celował w grzbiet uszaka, bo obawiał się trochę zetknięcia z umięśnionymi, tylnymi łapami zająca. Już w locie wysunął pazury i trzymał kciuki, by i tym razem mu się poszczęściło i by miał się czym pochwalić swojemu mistrzowi!
Jeśli tylko udało mu się dopaść grzbietu zajęczaka, od razu jego zęby pomknęły w stronę karku... Czy jednak szyja takiej większej ofiary jest równie krucha co u złapanego poprzednio wróbla? Czy to w ogóle właściwy sposób, by zabić zająca? Cóż, jeśli nie, to przynajmniej dłużej wytrzyma na jego grzbiecie uczepiony karku i z pewnością chociaż go osłabi...
╒═══════════════════════╕ What'sbehind yourblackdoor? I ᴡᴀɴɴᴀ ᴋɴᴏᴡ, I ᴡᴀɴɴᴀ ᴋɴᴏᴡ, ʏᴇᴀʜ May take a week, honey, Itmaytakemore, I ᴡᴀɴɴᴀ ᴋɴᴏᴡ, I ᴡᴀɴɴᴀ ᴋɴᴏᴡ ╘═══════════════════════╛
Jest wysokim kocurem. Może nie najwyższym, aczkolwiek wyróżnia się spośród pobratymców. Jego futerko jest krótkie, ciemnoszare i pozbawione pręg. Na łapach widnieją białe skarpetki, zaś na gardle pojawia się jasna plamka. Ciemnoszary nos i wąsy w podobnej barwie nie wyróżniają się, podobnie jak uszy, które są przeciętnej wielkości. Jedynie duże oczy w kolorze wiosennych listków mogą przykuć uwagę. Ogon Ciężkiej Łapy jest gruby i stosunkowo krótki.
Od czasu związania się z Klonową Łapą zaczął nieco większą uwagę poświęcać wyglądowi, teraz stara się prezentować jak najlepiej. Prócz tego delikatnie przytył. Nie jest gruby, aczkolwiek nie jest tak chudy, jak po opuszczeniu lecznicy.
Od kiedy został wojownikiem dał sobie spokój z ambicjami. Wykonuje obowiązki wojownika i stara się, jak może dla klanu, lecz nie oczekuje już zbyt wiele od życia. Najłatwiej opisać go jako neutralnego. Nie miesza się w nieswoje konflikty i stara się nie zwracać na siebie uwagi. Dzięki temu może robić co chce - oczywiście w granicach rozsądku. Wciąż jest uparty i stanowczy, gdy raz sobie coś postanowi nie odpuści. Będzie dążył do celu chociażby po trupach, jednakże na szczęście nie ma ich zbyt wiele. Skupia się na wygodnym, niemęczącym życiu. Ponadto żongluje opiniami i prędko zmienia zdanie o innych, gdy jest mu to na rękę lub widzi w tym korzyści. Wyjątkami są koty, które naprawdę polubi lub znienawidzi, u takowych jego nastawienie nie ulega zmianie bez naprawdę ważnego powodu. W stosunku do najbliższych jest opiekuńczy... można nawet powiedzieć, że za bardzo.
Zając szarpnął się do tyłu, lecz syn Błyskającej Gwiazdy był szybszy. Jego kły zacisnęły się na karku szaraka, który kopnął, rzucił się i po chwili znieruchomiał, zostawiając czarnego kocurka z całkiem sporym łupem.
- Brawo - wymruczał Ciemniejące Niebo, obserwujący całą akcję z bezpiecznej kryjówki. - Będzie z Ciebie świetny łowca, już teraz to widać. Na dziś tyle wystarczy. - Bo co za dużo to niezdrowo. Dwie zdobycze na pierwszy raz wystarczą. Komar popełniał błędy i minie trochę czasu nim dojdzie do jako-takiego poziomu, aczkolwiek i tak poszło mu o niebo lepiej niż niejednemu terminatorowi na jego poziomie.
- Co do dzisiejszego dnia... kodeks odnosi się do polowań w paru miejscach. Nie możesz polować na terytorium innego klanu. Starszyzna oraz kocięta zawsze jedzą przed wojownikami i terminatorami. Terminatorzy nie mogą jeść bez pozwolenia, dopóki sami nie zapolują, by nakarmić klan. Zwierzyna zabijana jest tylko po to, żeby się nią pożywić, dlatego nigdy jej nie marnuj. Powinieneś dziękować Gwiezdnym za każdą upolowaną zwierzynę, wystarczy to zrobić na szybko w myślach, ale jak czasami zapomnisz, to świat się nie zawali. - Szary często o tym zapominał i trudno się dziwić. Gdyby było inaczej, to prawdopodobnie oszalałby od powtarzania "dzięki, dzięki, fenkju", wszak polował prawie codziennie zwłaszcza odkąd doczekał się wnuków. Ciemniejące Niebo skierował sie ku obozowi, pomagając dźwigać Komarowi zwierzynę jeśli istniała taka potrzeba.
//Jeśli nie masz pytań możesz zacząć kolejny dzień~
Kocur dość przeciętnej postury, pokryty w całości czarnymi kłakami. Jedynym co go wyróżnia są nieco mocniej rozbudowany, szerszy pysk oraz zadarte uszka.
Póki co jest to jedynie nadaktywna, czarna larwa, która pcha się wszędzie siłą, nie zważając na przeszkody i ma zdecydowanie zbyt dużo energii.
Skrzący Płomień [KG]
Przez krótką chwilę Komar miał wrażenie, że zwierz wyrwie mu się z uścisku albo co gorsza ruszy do przodu z nim na grzbiecie... Ale najwyraźniej wyjątkowo dobrze trafił, bo zając zwiotczał. Syn Czerwonego Maku postawił pewnie łapy na ziemi i wypuścił uszaka z pyska dopiero, gdy upewnił się, że jest martwy i się nie zgrywa. Trącił truchło łapą... Ale nie poruszyło się, także klatka piersiowa zwierzęcia zamarła. Umarł. - Dziękuję, mistrzu - rzucił w kierunku szarego kocura z uśmiechem.
Był pewien, że miał dziś po prostu nielada szczęście - w jego technice dużo rzeczy jeszcze szwankowało i wymagało treningu. Będzie musiał znaleźć sobie trochę czasu na ćwiczenie tego, bo polowanie wydaje się być całkiem przyjemne! Przynajmniej kiedy już skupi się na szukaniu ofiary a nie ewentualnych drapieżników naokoło. Był ciekaw, czy polowanie samemu, bez nadzoru kogos silniejszego będzie wzbudzało w nim różnie dużą ekscytację - zobaczymy.
Komarza Łapa postawił uszy, wsłuchując się w kolejne zasady kodeksu. Hmm... Terenie innego klanu. Czyli ewentualnie, w razie potrzeby może polować na ziemiach niczyich. Choć to pewnie bardziej niebezpieczne? - Rozumiem!
Od razu, dla lepszego przyswojenia sobie tych zasad podziękował w myślach Gwiezdnym za obie dzisiejsze zdobycze. Następnie chwycił zająca za kark i zadzierając łeb, by nie szurać nim zbytnio po śniegu, ruszył po własnych śladach do skrytki z wróblem. Tutaj stanął przed niewielkim problemem logistycznym - jak miał przetransportować obie te zdobycze do obozu? Ciężko było uchwycić oba tak różne wielkościowo truchełka, więc po jakimś czasie skorzystał w tym z pomocy mistrza. Huh, taka trywialna sprawa a nawet to do końca nie szło! W drodze myślał o tym, jak poznane zasady wpłyną na jego teraźniejsze życie w klanie - skoro już wie, że najpierw muszą zjeść kocięta i starszyzna, to będzie musiał tego pilnować. No i będzie trzeba przynosić zwierzynę z łowów do obozu i nie posilać się nią po drodze, bo przecież jest kolejność, której trzeba przestrzegać!
Dopiero w obozie zrozumiał, jak męczący był dla niego ten trening - zesztywniałe od długiego skradania się na mrozie mięśnie prosiły tylko o chwilę odpoczynku, więc kocur doniósł tylko zdobycze na stos i pożegnał się z mistrzem a następnie poszedł trochę poleżeć do góry brzuchem.
***
Czarny kocur pilnie zerkał na słońce, co by nie przegapić przypadkiem pory treningu. Wiedział, że dziś czeka go kolejne spotkanie z Ciemniejącym Niebem i nie mógł się doczekać - właściwie treningi bardzo miło urozmaicały mu życie w obozie. A tu poznał jakiegoś kota, a tu znalazł sobie nowe miejsce na drzemkę... Ale to wszystko było takie nudne, bo ciężko było mu dotrzeć do kogoś, kto zechciałby poodpowiadać na jego pytania i w ogóle jakoś poważniej pogawędzić. Trochę peszył się przed zagadywaniem do wojowników a terminatorzy i kocięta jednak nie wiedzieli dużo, prawda?
Z myślą, że w końcu pogada z kimś mądrzejszym przywołała na jego pysk uśmiech. Napięty z podekscytowania czekał na mistrza u wejścia do obozu.
╒═══════════════════════╕ What'sbehind yourblackdoor? I ᴡᴀɴɴᴀ ᴋɴᴏᴡ, I ᴡᴀɴɴᴀ ᴋɴᴏᴡ, ʏᴇᴀʜ May take a week, honey, Itmaytakemore, I ᴡᴀɴɴᴀ ᴋɴᴏᴡ, I ᴡᴀɴɴᴀ ᴋɴᴏᴡ ╘═══════════════════════╛
Jest wysokim kocurem. Może nie najwyższym, aczkolwiek wyróżnia się spośród pobratymców. Jego futerko jest krótkie, ciemnoszare i pozbawione pręg. Na łapach widnieją białe skarpetki, zaś na gardle pojawia się jasna plamka. Ciemnoszary nos i wąsy w podobnej barwie nie wyróżniają się, podobnie jak uszy, które są przeciętnej wielkości. Jedynie duże oczy w kolorze wiosennych listków mogą przykuć uwagę. Ogon Ciężkiej Łapy jest gruby i stosunkowo krótki.
Od czasu związania się z Klonową Łapą zaczął nieco większą uwagę poświęcać wyglądowi, teraz stara się prezentować jak najlepiej. Prócz tego delikatnie przytył. Nie jest gruby, aczkolwiek nie jest tak chudy, jak po opuszczeniu lecznicy.
Od kiedy został wojownikiem dał sobie spokój z ambicjami. Wykonuje obowiązki wojownika i stara się, jak może dla klanu, lecz nie oczekuje już zbyt wiele od życia. Najłatwiej opisać go jako neutralnego. Nie miesza się w nieswoje konflikty i stara się nie zwracać na siebie uwagi. Dzięki temu może robić co chce - oczywiście w granicach rozsądku. Wciąż jest uparty i stanowczy, gdy raz sobie coś postanowi nie odpuści. Będzie dążył do celu chociażby po trupach, jednakże na szczęście nie ma ich zbyt wiele. Skupia się na wygodnym, niemęczącym życiu. Ponadto żongluje opiniami i prędko zmienia zdanie o innych, gdy jest mu to na rękę lub widzi w tym korzyści. Wyjątkami są koty, które naprawdę polubi lub znienawidzi, u takowych jego nastawienie nie ulega zmianie bez naprawdę ważnego powodu. W stosunku do najbliższych jest opiekuńczy... można nawet powiedzieć, że za bardzo.
Ciemniejące Niebo przyszedł na miejsce w odpowiednim czasie, witając się z Komarem i posyłając mu ciepły uśmiech. Po pechowych naukach z Pajęczą Łapą początkowo miał obawy, że syn Czerwonego Maku okaże się równie bezrozumny i obojętny, co jego siostra, niekiedy obawiał się też, iż trafi mu się ktoś, kto za moment ucieknie, tak jak niemalże połowa Robaczków. Ale trafił mu się ktoś całkiem inny i choć treningi młodego niekiedy go męczyły przez istny potop pytań i wątpliwości, to szczerze polubił terminatora, a regularne spotkania z nim traktował jako przyjemność, nie żmudny obowiązek.
- Dziś nauczę Cię jak łowić ryby, żebyś mógł nazywać się prawdziwym kotem z Klanu Rzeki, ale najpierw przedstawię Ci jeszcze ostatnie punkty kodeksu i parę innych spraw - poinformował go na wstępie i od razu wyprowadził z obozu. Nie ma co marnować czasu ani światła dnia, nie minie parę godzin, a na powrót zapadnie zmrok i z łowienia rybek nici. Kierował się ku Wilgotnym Skałkom, omijając co większe zaspy śnieżne.
- Wymień mi wszystkie rangi wraz z ich funkcjami. - Czyli czas na nudziarstwo. Komarza Łapa był już w takim wieku, że to pytanie nie powinno mu sprawić trudności, ale obowiązkiem Ciemniejącego Nieba było to wszystko dokładnie sprawdzić.
Kocur dość przeciętnej postury, pokryty w całości czarnymi kłakami. Jedynym co go wyróżnia są nieco mocniej rozbudowany, szerszy pysk oraz zadarte uszka.
Póki co jest to jedynie nadaktywna, czarna larwa, która pcha się wszędzie siłą, nie zważając na przeszkody i ma zdecydowanie zbyt dużo energii.
Skrzący Płomień [KG]
- Super! - wymnęło mu się tylko na wstępie.
Nie mógł się w końcu doczekać, aż dowie się czegoś nowego - miał poczucie, że poznawanie dalszych punktów kodeksu doprowadzała go do lepszego zrozumienia tego, jak funkcjonuje życie w klanie i trochę także pojedyncze klanowe kotki. Rozumiał regularność ceremonii, role i zadania przydzielane poszczególnym kotom i w ogóle już widział, co sprawia, że życie w klanie jest bezpieczniejsze niż życie w dziczy. Żwawym i nieco chwiejnym krokiem podążył za Ciemniejącym Niebem z lekko nastroszonym futrem i postawionym na sztorc ogonem. - A nie jest za zimno na łowienie ryb?
W końcu słyszał, że lepiej nie taplać się za dużo w wodzie w Porze Nagich Drzew, bo można dostać kataru albo rozchorować się na coś jeszcze gorszego! A on nie chciałby być chory, bo wtedy pewnie siedziałby tylko w lecznicy i nie miałby za bardzo z kim rozmawiać, ani co robić. Nuda. No i nie miałby pewnie wtedy treningów! - Są kocięta, którymi wszyscy się trochę opiekują, ale najbardziej to matki. Jak trochę podrosną to zostają terminatorami i wtedy muszą chodzić na treningi a jak się nauczą kodeksu, to też muszą go przestrzegać, więc no - polować dla klanu i w ogóle! Jak się nauczą już totalnie wszystkiego, czego tylko mogą na treningu to przywódca im wymyśla imię i zostają wtedy wojownikami, którzy chronią obozu, chodzą na patrole, na treningi. Czyli robią wszystko.
Dobra, podstawy mamy... To teraz rozwinięcie? Komar dał sobie chwilę na wzięcie głębokiego oddechu, bo miał manierę mówienia wszystkiego trochę zbyt szybko, co sprawiało, że szybko brakło mu tlenu w młodzieńczych płucach. No i wychodził z tego momentami lekko niewyraźny bełkot. - Przywódca, czyli Gwiazda, dowodzi klanem, podejmuje ważne decyzje, mianuje wszystkich i zwołuje zebrania... No i wybiera sobie z wojowników zastępcę. Zastępca, eee... Pomaga mu w rzeczach? Jest jeszcze medyk i on ma kontakt z Gwiezdnymi, tak jak mi opowiadałeś i leczy wszystkie koty w klanie!.
Szybko przeleciał w głowie przez obóz, starając się uświadomić sobie, czy niczego nie pominął... No tak! - A jak się jest starym to się mieszka w legowisku starszyzny i nic się już nie robi.
To akurat nie była wiedza ciężka do zdobycia. Łatwo było w tym aspekcie wyciągać wnioski z rozmów z klanowiczami i z obserwacji, kto, gdzie się wybiera i czym się właściwie zajmuje. Łatwizna!
╒═══════════════════════╕ What'sbehind yourblackdoor? I ᴡᴀɴɴᴀ ᴋɴᴏᴡ, I ᴡᴀɴɴᴀ ᴋɴᴏᴡ, ʏᴇᴀʜ May take a week, honey, Itmaytakemore, I ᴡᴀɴɴᴀ ᴋɴᴏᴡ, I ᴡᴀɴɴᴀ ᴋɴᴏᴡ ╘═══════════════════════╛
Jest wysokim kocurem. Może nie najwyższym, aczkolwiek wyróżnia się spośród pobratymców. Jego futerko jest krótkie, ciemnoszare i pozbawione pręg. Na łapach widnieją białe skarpetki, zaś na gardle pojawia się jasna plamka. Ciemnoszary nos i wąsy w podobnej barwie nie wyróżniają się, podobnie jak uszy, które są przeciętnej wielkości. Jedynie duże oczy w kolorze wiosennych listków mogą przykuć uwagę. Ogon Ciężkiej Łapy jest gruby i stosunkowo krótki.
Od czasu związania się z Klonową Łapą zaczął nieco większą uwagę poświęcać wyglądowi, teraz stara się prezentować jak najlepiej. Prócz tego delikatnie przytył. Nie jest gruby, aczkolwiek nie jest tak chudy, jak po opuszczeniu lecznicy.
Od kiedy został wojownikiem dał sobie spokój z ambicjami. Wykonuje obowiązki wojownika i stara się, jak może dla klanu, lecz nie oczekuje już zbyt wiele od życia. Najłatwiej opisać go jako neutralnego. Nie miesza się w nieswoje konflikty i stara się nie zwracać na siebie uwagi. Dzięki temu może robić co chce - oczywiście w granicach rozsądku. Wciąż jest uparty i stanowczy, gdy raz sobie coś postanowi nie odpuści. Będzie dążył do celu chociażby po trupach, jednakże na szczęście nie ma ich zbyt wiele. Skupia się na wygodnym, niemęczącym życiu. Ponadto żongluje opiniami i prędko zmienia zdanie o innych, gdy jest mu to na rękę lub widzi w tym korzyści. Wyjątkami są koty, które naprawdę polubi lub znienawidzi, u takowych jego nastawienie nie ulega zmianie bez naprawdę ważnego powodu. W stosunku do najbliższych jest opiekuńczy... można nawet powiedzieć, że za bardzo.
Bo tak istotnie było. Bez znajomości kodeksu życie w klanie było praktycznie niemożliwe i o ile kociakom to nie przeszkadzało, tak terminatorom, wojownikom i całej reszcie ta wiedza była zwyczajnie potrzebna do życia, choć Ciemniejące Niebo wciąż uważał kodeks za niedoskonały, a nawet przestarzały.
- Nie. Zanurzysz tylko jedną łapę, ewentualnie końcówkę ogona w ramach przynęty. Nie musisz pływać ani wskakiwać do wody - wyjaśnił, uchylając od razu rąbka tajemnicy dotyczącej połowu ryb. Kocur nie wątpił, iż Komar natychmiast to wyłapie i zapamięta, jak zawsze. Ale wszystko po kolei.
- Zastępca pomaga podejmować Gwieździe decyzje, zwołuje zebrania i ceremonie w razie choroby przywódcy, ponadto organizuje patrole i nadzoruje treningi. Mówiąc wprost jest prawą łapą przywódcy - dopowiedział spokojnie. - Jest jeszcze terminator medyka, czyli kot, który uczy się leczenia by w przyszłości zająć miejsce medyka. - To akurat było oczywiste do bólu, co można było dostrzec po jego lekko przymkniętych powiekach. Z chęcią odpuściłby młodemu tego typu rzeczy, gdyby nie fakt, iż jakimś niewyobrażalnym cudem mogło się okazać, że ten o czymś nie wie i przyniesie mu wstyd. A tego nie chciał. Ciemniejące Niebo dbał, by wszyscy jego terminatorzy posiadali spory wachlarz wiedzy, a przynajmniej ci terminatorzy, którzy nie postanowili mu uciec.
Po dotarciu na miejsce szary usiadł przy brzegu, odsuwając śnieg łapą i ogonem, i dał młodemu znak, żeby zrobił to samo. Rybki nie jaskółki, nigdzie im nie odlecą na inny kontynent, mogły poczekać. Najpierw i tak czekała ich teoria oraz ten nieszczęsny kodeks.
- Nowo mianowany wojownik musi odbyć milczące czuwanie przez jedną noc. To znaczy, że w noc zaraz po ceremonii w milczeniu strzeżesz obozu do świtu. Wojownik nie musi zabijać swego przeciwnika, by zwyciężyć swe walki. Możesz odesłać kogoś na Srebrną Skórę tylko jeśli nie będziesz miał innego wyboru lub będziesz miał do czynienia z kotem wyjętym spod kodeksu, czyli na przykład wygnańcem, samotnikiem. Następny punkt kodeksu mówi, że słowo przywódcy jest prawem i z tym nie ma co dyskutować, pod warunkiem oczywiście, że przywódca nie każe Ci działać na szkodę klanu. Bo jeśli kiedyś Świetlik oszaleje i na przykład każe Ci pozabijać wszystkie kocięta w Chruśniaku... to wiadomo, że nie możesz tego zrobić. Masz jakieś pytania? I możesz mi powiedzieć czym jest Gwiezdny klan?
Kocur dość przeciętnej postury, pokryty w całości czarnymi kłakami. Jedynym co go wyróżnia są nieco mocniej rozbudowany, szerszy pysk oraz zadarte uszka.
Póki co jest to jedynie nadaktywna, czarna larwa, która pcha się wszędzie siłą, nie zważając na przeszkody i ma zdecydowanie zbyt dużo energii.
Skrzący Płomień [KG]
- To dobrze. Nie chciałbym być chory, traciłbym czas.
Może i by się przy tym dowiedział czegoś nowego, ale gra niewarta świeczki. Mistrz trochę rozwinął odpowiedź na jego pytanie, więc wyobraźnia Komara wzięła lekki rozbieg i zaczęła pracować intensywnie nad wyobrażeniem takiego łowienia ryb. Łapa albo ogon jako przynęta... To coś takiego może w ogóle skusić rybę? Muszą być bardzo głupiutkie! A może jest jakiś trik, żeby nie wiedziały, że mają do czynienia z kocimi łapami?
Chwilę później okazało się, że obowiązki przywódcy i zastępcy mają znacznie szerszy zakres niż syn Czerwonego Maku dostrzegał. Mógł pomyśleć o tym, że faktycznie ktoś musi czuwać nad tym, czy wojownicy radzą sobie z trenowaniem terminatorów, czy terminatorzy dogadują się z mistrzami... No i chyba robią jakiś zwiad, żeby dobrze dopasować mistrza i terminatora? Czy nie? Będzie musiał spytać mamę, skoro ona nadzoruje takie rzeczy! Nie zwrócił nawet uwagi na opis rangi terminatora medyka, bo zdawało się to typowe. Tak samo jak to, że pomocnik medyka pomaga medykowi. Ale rozumiał, że pewnie szary kocur jest zobligowany do opowiadania mu tego wszystkiego. Przygotował sobie miejsce i usiadł naprzeciwko Ciemniejącego Nieba, owijając łapy nastroszonym ogonem. - Milczące? - wymsknęło mu się całkiem przypadkiem, bo nie był sobie w stanie wyobrazić nieprzespanej nocy i to jeszcze takiej, podczas której nie mógłby z nikim zamienić słowa!
Dodatkowo wyobrażał sobie całą noc spędzoną na mrozie, wśród śniegu i zimna. Brrr! Może powinien jednak po tych rybach nagle się rozchorować i przeczekać z tym do jakiejś ciepleszej pory? - To znaczy jak mnie taki wygnaniec albo samotnik zaatakuje, tak?
Nie był pewien do końca, co mistrz ma na myśli, bo raczej mówił o sytuacji, w której kocur nie będzie miał wyboru ALBO o wygnańcach i samotnikach a czarny kocur wolałby się jednak nie dowiadywać, że ma obowiązek kogoś zabić, jeśli ten nie robi nic niestosownego... Pewnie takiego kota, który wtargnie na tereny klanu Rzeki i będzie tu polował będzie musiał ostrzec a później się go pozbyć, ale to tak często się kończy, że trzeba zabijać? Te i różne inne wątpliwości galopowały mu po głowie, gdy jeszcze naiwnie starał się zachować myśl, że przecież można zawsze pokojowo. Ta. Ah, no i myśl, że zawsze przecież może uciec! - Wcześniej mówiliśmy o tym, że muszę bronić klanu nawet za cenę swojego życia i w sumie, jakbym spotkał jakiegoś samotnika, który by był na naszym terenie i tutaj na przykład polował, ale nie poszedł na moje słowa to... Ten. Ja muszę go zaatakować i zabić? A jak on będzie silniejszy?
Uniósł brew, ślepia mu się trochę rozszerzyły z lekkiego lęku, który sprawił, że załopotało mu mocniej serce. Przez te wszystkie wyobrażenia trochę trudniej było mu zebrać gotową odpowiedź dla mistrza na ostatnie pytanie - znał ją oczywiście. - Do Gwiezdnego Klanu trafia się po śmierci, jeśli się przestrzegało kodeksu.
Mógłby powiedzieć znacznie więcej, ale był zbyt skoncentrowany na wyczekiwaniu odpowiedzi na swoje poprzednie pytania.
╒═══════════════════════╕ What'sbehind yourblackdoor? I ᴡᴀɴɴᴀ ᴋɴᴏᴡ, I ᴡᴀɴɴᴀ ᴋɴᴏᴡ, ʏᴇᴀʜ May take a week, honey, Itmaytakemore, I ᴡᴀɴɴᴀ ᴋɴᴏᴡ, I ᴡᴀɴɴᴀ ᴋɴᴏᴡ ╘═══════════════════════╛
Jest wysokim kocurem. Może nie najwyższym, aczkolwiek wyróżnia się spośród pobratymców. Jego futerko jest krótkie, ciemnoszare i pozbawione pręg. Na łapach widnieją białe skarpetki, zaś na gardle pojawia się jasna plamka. Ciemnoszary nos i wąsy w podobnej barwie nie wyróżniają się, podobnie jak uszy, które są przeciętnej wielkości. Jedynie duże oczy w kolorze wiosennych listków mogą przykuć uwagę. Ogon Ciężkiej Łapy jest gruby i stosunkowo krótki.
Od czasu związania się z Klonową Łapą zaczął nieco większą uwagę poświęcać wyglądowi, teraz stara się prezentować jak najlepiej. Prócz tego delikatnie przytył. Nie jest gruby, aczkolwiek nie jest tak chudy, jak po opuszczeniu lecznicy.
Od kiedy został wojownikiem dał sobie spokój z ambicjami. Wykonuje obowiązki wojownika i stara się, jak może dla klanu, lecz nie oczekuje już zbyt wiele od życia. Najłatwiej opisać go jako neutralnego. Nie miesza się w nieswoje konflikty i stara się nie zwracać na siebie uwagi. Dzięki temu może robić co chce - oczywiście w granicach rozsądku. Wciąż jest uparty i stanowczy, gdy raz sobie coś postanowi nie odpuści. Będzie dążył do celu chociażby po trupach, jednakże na szczęście nie ma ich zbyt wiele. Skupia się na wygodnym, niemęczącym życiu. Ponadto żongluje opiniami i prędko zmienia zdanie o innych, gdy jest mu to na rękę lub widzi w tym korzyści. Wyjątkami są koty, które naprawdę polubi lub znienawidzi, u takowych jego nastawienie nie ulega zmianie bez naprawdę ważnego powodu. W stosunku do najbliższych jest opiekuńczy... można nawet powiedzieć, że za bardzo.
- Nauczyłbym Cię pływać, ale wtedy na pewno będziesz chory. Ale jak zrobi się cieplej, to możesz mi o tym przypomnieć, nawet jeśli będziesz już wojownikiem. Nie będzie mi to przeszkadzać. - Ciemniejące Niebo stawiał za pewnik, że do tej pory syn Czerwonego Maku będzie już wojownikiem. Przy odrobinie szczęścia - jako pierwszy z całego rodzeństwa. Kocur miał nadzieję, że jego znajomość z młodszym nie urwie się nagle i bezsprzecznie. Mimo wszystko spędzał ze swoimi terminatorami wiele czasu i do prawie każdego jakoś się przywiązywał - wyjątkiem była Pręgowany Grzbiet, która od pierwszej do ostatniej chwili niezmiernie go irytowała.
- Mhm. Nie możesz się do nikogo odezwać dopóki nie nadejdzie świt, no chyba że nasz obóz zostanie zaatakowany. - Co jak dotąd nigdy się nie zdarzyło. Niestety Komar wylosował krótką słomkę jeśli chodzi o porę roku i najpewniej będzie marznął. Zwłaszcza, że jego trening powoli zaczynał zmierzać ku końcowi.
- Tak. Nie musisz go koniecznie zabijać, jeśli będzie chciał uciekać, to go puść. Przy odrobinie szczęścia naopowiada swoim kolegom, że dostał tu po mordzie i nie warto tu przychodzić, a to wyjdzie nam na korzyść. Jeśli będzie silniejszy... w takim przypadku lepiej jest pobiec po pomoc lub poszukać jakiegoś patrolu i razem z nim wrócić na miejsce. - Nikt nie będzie miał mu za złe jeśli Komar nie będzie chciał ryzykować i pobiegnie po pomoc. To będzie zwyczajnie mądre. Jeśli trafi na psa lub borsuka, to tym bardziej. Mało kto był w stanie mierzyć się samotnie z tak wielkimi drapieżnikami i najczęściej później mieli w klanie pogrzeby. Cóż.
- Przeciwieństwem Gwiezdnego Klanu jest Ciemny Las znany także jako Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Trafiają tam koty, które umyślnie nie przestrzegały kodeksu wojownika przez większość swojego życia. Pieszczochy, samotnicy i koty, które nie wierzą... nie trafiają nigdzie. Tak naprawdę nie wiadomo. Być może mają jakieś specjalne miejsce po śmierci, o którym my zwyczajnie nie wiemy. Pytania?