wysoki kocur, o krótkim, burym ticked futrze i piwnych oczach | Dorósł - to pierwsze, co można powiedzieć o Życie po tym, jak wyszedł z lecznicy. Wystrzelił w górę, upodabniając się do swojego ojca, wciąż jednak pozostając za nim w tyle (nie oszukujmy się - trudno dorównać najwyższym Wichrzakom). Puch przeistoczył się w śliskie, przylegające futro z ciemniejszą pręgą na grzbiecie, łagodnie przechodzącą w rdzę w okolicach brzucha. Mocniejszy kolor pojawia się również na pysku, tworząc pręgi na policzkach i czole (gdzie przybrały one kształt litery "M"), a także końcówce ogona, gdzie płynnie zmienia się z czarnego na miedziany. Drugą rzeczą, jaka bije w oczy po porównaniu kocięcego Żyta z tym dorosłym jest fakt, że zmizerniał. Przez długą chorobę znacząco wychudł robiąc z pulchnej kulki zapowiadającej siłacza tyczkę, która ma mięśni jak na lekarstwo. Zmienił się też kolor jego oczu, z kocięcego błękitu przeistaczając się w piwne, bijące podejrzliwą ciekawością świata.
Niemal pół roku po wyjściu z lecznicy Żyto zmienił się nie do poznania. Wraz z przemijaniem pory nagich drzew odeszła cała jego gburowatość i zamknięcie, ukazując światu całkiem nowego, lepszego kota. A może zwyczajnie zaczął odczuwać więcej radości, wciąż funkcjonując zgodnie z zasadą "ze skrajności w skrajność"? Przeżył swoją nienaturalną wręcz obojętność, zmieniając się w kompletną przeciwność. Nie zmieniła się również jego wybuchowość. Nigdy nie wiadomo, kiedy wybuchnie wściekłością, nie hamując się przed ostrzejszymi słowami i mocniejszą reakcją. Nie uderza to jedynie w jego personalnych wrogów, ale też wrogów rodziny, przyjaciół i przyjaciół przyjaciół - wróg mojego przyjaciela jest i jego wrogiem. Nie zapomina łatwo o przewinieniach, skrupulatnie pamiętając o każdej urazie, by w odpowiednim momencie wyciągnąć ją na światło dzienne i tym samym otworzyć dawno zasklepione rany.
Nie miał żadnych pytań, bo wypytywanie mistrza o prywatne kontakty chyba nie leżało w kanonie treningu, a to gdzie idzie się po śmierci planował zweryfikować własnołapnie. Oczywiście dopiero, gdy będzie już stary i zdrewniały, jak choćby jego tata. Nie oszukujmy się, jego czas powoli się zbliżał. Nazwy terenów również nie były zbyt skomplikowane i wierzył, że nauczy się ich podczas całego procesu zdobywania rangi wojownika. Poruszył uchem, wychwytując najważniejsze informacje, które przekazywała mu wojowniczka i zapamiętując je w miarę swoich możliwości. Tak właściwie, to wszystko okazywało się być proste, przynajmniej w teorii. Wtem!
Sam? Samemu miał coś upolować i wytropić? Zamrugał zdziwiony i zerknął na Leszczynową Gałązkę, która w najlepsze rozsiadła się i obserwowała jego poczynania. Mógł się tego spodziewać, jasne, ale... Kucnął, starając się nie szorować brzuchem po podłożu, zrównał głowę i ogon z grzbietem, po czym postarał się wyczuć skąd wieje wiatr. W końcu skoro nie było go niesamowicie rzadko, to teraz musiał coś wyczuć, bo dzień wydawał się taki sam, jak wszystkie inne. Ruszył przed siebie, uważając na co stąpa i wysilając wszystkie zmysły, by coś znaleźć. To było jego pierwsze polowanie, więc nie spodziewał się niczego wielkiego. Spodziewał się za to, że pierwszego dnia przerobi z burą wojowniczką kodeks wojownika i zasady życia w klanie (które oczywiście znał, a gdyby nie znał, to już dawno nie mógłby obwoływać się Wichrzakiem), tak po Gwiezdnemu, a nie.
Mistrz: Krzykliwa Mewa | Brązowy Brzuch
Płeć: Kotka
Matka: Stokrotkowa Łąka* [NPC]
Ojciec: Północny Podmuch* [NPC]
Średniego wzrostu kotka, posiadająca długie, smukłe łapy, na których opiera się szczupłe, zgrabnie ciało. W utrzymaniu równowagi pomaga jej długi, cienki ogon, zakończony czarnym pędzelkiem. Szaro-bure futerko wojowniczki jest krótkie i gładkie, poprzecinane czarnymi, tygrysimi pręgami. Przez grzbiet biegnie ciemna pręga. Na ciele kotki pojawia się jeszcze jeden kolor - biel, która rozlewa się nierówno na pyszczku, dalej na szyi, piersi i brzuchu. Na wszystkich czterech łapach pojawia się pod postacią krótkich skarpetek, na tylnych łapach dłuższych. Pyszczek - długi, smukły, w którym osadzone są delikatnie skośne, zielone przy źrenicach, złote oczy. Niżej jest dwukolorowy nosek - w połowie czarny, w połowie różowy. Wojowniczka posiada także duże, trójkątne uszy, przyozdobione niewielkimi, czarnymi pędzelkami. Zawsze porusza się z wdziękiem, delikatnie, lecz pewnie stawiając kroki. Na jej mordce często widnieje typowy, kamienny wyraz.
Blizny: pod lewym okiem; na karku.
xxBura wojowniczka nawet nie drgnęła powieką, tylko spokojnie obserwowała, siedząc niczym kamienny posąg. Tymczasem Żytnia Łapa nieco zaskoczony takim obrotem spraw przyjął prawidłowo pozycję łowiecką, po czym zaczął iść przed siebie. Wiatr wyczuł dobrze, ten wiał dość jednostajnie z jednego kierunku, dość lekko, ale wystarczająco, by go poczuć. Wokół miedzianego terminatora panowała prawie absolutna cisza, jedynie gdzieniegdzie mógł usłyszeć szelest ośnieżonych traw lub dalekie nawoływania gawronów. Z początku również nie mógł wyczuć żadnej konkretnej woni, tym bardziej takiej zwiastującej zwierzynę i trwało to dłuższy czas. Zdawać mu się nawet mogło, że w okolicy nie ma żadnych zwierząt oprócz ich dwójki i nigdy nic nie poczuje, ale w końcu pewna interesująca, kusząca woń dotarła do jego nozdrzy. Była subtelna, ale nasilała się z każdym krokiem Żytniej Łapy. Co to mogło być? I gdzie? Nic póki co nie mógł dostrzec spomiędzy ośnieżonych kępów traw przed nim.
Na gałązkachwierzbpod miedzą
Szarosrebrnekotkisiedzą A tużwe wsi,wśród opłotków Skaczemnóstwo burychkotków
Możeszwybraćjedowoli
- ̗̀☆Powiedz,którekotkiwolisz?☆ ̖́-
wysoki kocur, o krótkim, burym ticked futrze i piwnych oczach | Dorósł - to pierwsze, co można powiedzieć o Życie po tym, jak wyszedł z lecznicy. Wystrzelił w górę, upodabniając się do swojego ojca, wciąż jednak pozostając za nim w tyle (nie oszukujmy się - trudno dorównać najwyższym Wichrzakom). Puch przeistoczył się w śliskie, przylegające futro z ciemniejszą pręgą na grzbiecie, łagodnie przechodzącą w rdzę w okolicach brzucha. Mocniejszy kolor pojawia się również na pysku, tworząc pręgi na policzkach i czole (gdzie przybrały one kształt litery "M"), a także końcówce ogona, gdzie płynnie zmienia się z czarnego na miedziany. Drugą rzeczą, jaka bije w oczy po porównaniu kocięcego Żyta z tym dorosłym jest fakt, że zmizerniał. Przez długą chorobę znacząco wychudł robiąc z pulchnej kulki zapowiadającej siłacza tyczkę, która ma mięśni jak na lekarstwo. Zmienił się też kolor jego oczu, z kocięcego błękitu przeistaczając się w piwne, bijące podejrzliwą ciekawością świata.
Niemal pół roku po wyjściu z lecznicy Żyto zmienił się nie do poznania. Wraz z przemijaniem pory nagich drzew odeszła cała jego gburowatość i zamknięcie, ukazując światu całkiem nowego, lepszego kota. A może zwyczajnie zaczął odczuwać więcej radości, wciąż funkcjonując zgodnie z zasadą "ze skrajności w skrajność"? Przeżył swoją nienaturalną wręcz obojętność, zmieniając się w kompletną przeciwność. Nie zmieniła się również jego wybuchowość. Nigdy nie wiadomo, kiedy wybuchnie wściekłością, nie hamując się przed ostrzejszymi słowami i mocniejszą reakcją. Nie uderza to jedynie w jego personalnych wrogów, ale też wrogów rodziny, przyjaciół i przyjaciół przyjaciół - wróg mojego przyjaciela jest i jego wrogiem. Nie zapomina łatwo o przewinieniach, skrupulatnie pamiętając o każdej urazie, by w odpowiednim momencie wyciągnąć ją na światło dzienne i tym samym otworzyć dawno zasklepione rany.
Aha! Coś tam było! Przez dłuższy czas wydawało mu się, że jest zupełnie inaczej, ale proszę - coś wyczuł. Udało mu się. Jemu i jego sprytnemu nosowi. Teraz miał nadzieję, że ten dobrze poprowadzi go między trawami, między którymi sunął, niczym najzwinniejszy i najcichszy wąż, a on sam nie zbłaźni się przed Leszczynową Gałązką puszczając, czy płosząc zwierzynę. Chociaż... czy byłaby na niego zła? Pewnie nie. Przyszła go uczyć, a nie denerwować się, że "uuu, nie dałeś rady za pierwszym razem, wracaj do kociarni"! To byłoby kompletnie bez sensu, a Żytnia Łapa, jako kot wielu myśli i niewielu skupień, z pewnością trafiłby w legowisku Malinowej Gwiazdy, szepcząc jej to i owo na ucho. Czy to była groźba? Skądże - nie wypowiedział jej na głos, więc nie mówił tego zabójczym tonem.
Utrzymując pozycję, cicho wciągnął w płuca powietrze, smakując je i starając się określić swoją ofiarę. Gdzie była? Czym była? I czy go przez przypadek nie zabije? Oby nie!
Mistrz: Krzykliwa Mewa | Brązowy Brzuch
Płeć: Kotka
Matka: Stokrotkowa Łąka* [NPC]
Ojciec: Północny Podmuch* [NPC]
Średniego wzrostu kotka, posiadająca długie, smukłe łapy, na których opiera się szczupłe, zgrabnie ciało. W utrzymaniu równowagi pomaga jej długi, cienki ogon, zakończony czarnym pędzelkiem. Szaro-bure futerko wojowniczki jest krótkie i gładkie, poprzecinane czarnymi, tygrysimi pręgami. Przez grzbiet biegnie ciemna pręga. Na ciele kotki pojawia się jeszcze jeden kolor - biel, która rozlewa się nierówno na pyszczku, dalej na szyi, piersi i brzuchu. Na wszystkich czterech łapach pojawia się pod postacią krótkich skarpetek, na tylnych łapach dłuższych. Pyszczek - długi, smukły, w którym osadzone są delikatnie skośne, zielone przy źrenicach, złote oczy. Niżej jest dwukolorowy nosek - w połowie czarny, w połowie różowy. Wojowniczka posiada także duże, trójkątne uszy, przyozdobione niewielkimi, czarnymi pędzelkami. Zawsze porusza się z wdziękiem, delikatnie, lecz pewnie stawiając kroki. Na jej mordce często widnieje typowy, kamienny wyraz.
Blizny: pod lewym okiem; na karku.
xxŻytnia Łapa podążył ostrożnie i po cichu za zapachem, który stawał się wyraźniejszy. W pewnym momencie rdzawy terminator dostrzegł w oddali ruch, niewielki i krótki, ale utrwalił go w przekonaniu, że coś tam było między zaspami. Niemal jednocześnie poczuł również wyraźniej woń ukrywającego się zwierzęcia i Żyto mógł stwierdzić, że należała ona do zająca. Pewien młody osobnik buszował samotnie po ośnieżone łące, wygrzebując na wierzch różne trawki i badyle, myśląc przy tym, że ukrył się wystarczająco dobrze. Nie wiedział jednak, że ktoś już wie o jego obecności, a długie uszy szaraka wystawały minimalnie zza ośnieżonej kępy traw. Teraz pytanie, czy Żyto pamiętał zasady podchodzenia do zajęcy?
Na gałązkachwierzbpod miedzą
Szarosrebrnekotkisiedzą A tużwe wsi,wśród opłotków Skaczemnóstwo burychkotków
Możeszwybraćjedowoli
- ̗̀☆Powiedz,którekotkiwolisz?☆ ̖́-
wysoki kocur, o krótkim, burym ticked futrze i piwnych oczach | Dorósł - to pierwsze, co można powiedzieć o Życie po tym, jak wyszedł z lecznicy. Wystrzelił w górę, upodabniając się do swojego ojca, wciąż jednak pozostając za nim w tyle (nie oszukujmy się - trudno dorównać najwyższym Wichrzakom). Puch przeistoczył się w śliskie, przylegające futro z ciemniejszą pręgą na grzbiecie, łagodnie przechodzącą w rdzę w okolicach brzucha. Mocniejszy kolor pojawia się również na pysku, tworząc pręgi na policzkach i czole (gdzie przybrały one kształt litery "M"), a także końcówce ogona, gdzie płynnie zmienia się z czarnego na miedziany. Drugą rzeczą, jaka bije w oczy po porównaniu kocięcego Żyta z tym dorosłym jest fakt, że zmizerniał. Przez długą chorobę znacząco wychudł robiąc z pulchnej kulki zapowiadającej siłacza tyczkę, która ma mięśni jak na lekarstwo. Zmienił się też kolor jego oczu, z kocięcego błękitu przeistaczając się w piwne, bijące podejrzliwą ciekawością świata.
Niemal pół roku po wyjściu z lecznicy Żyto zmienił się nie do poznania. Wraz z przemijaniem pory nagich drzew odeszła cała jego gburowatość i zamknięcie, ukazując światu całkiem nowego, lepszego kota. A może zwyczajnie zaczął odczuwać więcej radości, wciąż funkcjonując zgodnie z zasadą "ze skrajności w skrajność"? Przeżył swoją nienaturalną wręcz obojętność, zmieniając się w kompletną przeciwność. Nie zmieniła się również jego wybuchowość. Nigdy nie wiadomo, kiedy wybuchnie wściekłością, nie hamując się przed ostrzejszymi słowami i mocniejszą reakcją. Nie uderza to jedynie w jego personalnych wrogów, ale też wrogów rodziny, przyjaciół i przyjaciół przyjaciół - wróg mojego przyjaciela jest i jego wrogiem. Nie zapomina łatwo o przewinieniach, skrupulatnie pamiętając o każdej urazie, by w odpowiednim momencie wyciągnąć ją na światło dzienne i tym samym otworzyć dawno zasklepione rany.
Gdy bura wojowniczka opowiadała o zasadach podchodzenia, trzymał w garści swoje myśli, zatem tak - jeszcze o nich pamiętał. Tak mu się wydawało. Sprawdził, czy wiatr nie zmienił swojego kierunku i nadal wieje w jego pyszczek, osadził się na tylnych nogach i ściszył oddech. Powoli ruszył do przodu, uważając na wszelkie szelesty i obserwując zachowanie zająca. Nie wyglądał na starego, a co się z tym wiąże niesprawnego, więc mógł założyć, że nie był jeszcze na tyle obyty ze światem, żeby się go przestraszyć. Aż tak. Stojąc w, jego mniemaniu, dobrej odległości, wybił się w powietrze i wysunął pazury, by przybić długoucha do ziemi. Ma go, ma go? Oby tak!
Mistrz: Krzykliwa Mewa | Brązowy Brzuch
Płeć: Kotka
Matka: Stokrotkowa Łąka* [NPC]
Ojciec: Północny Podmuch* [NPC]
Średniego wzrostu kotka, posiadająca długie, smukłe łapy, na których opiera się szczupłe, zgrabnie ciało. W utrzymaniu równowagi pomaga jej długi, cienki ogon, zakończony czarnym pędzelkiem. Szaro-bure futerko wojowniczki jest krótkie i gładkie, poprzecinane czarnymi, tygrysimi pręgami. Przez grzbiet biegnie ciemna pręga. Na ciele kotki pojawia się jeszcze jeden kolor - biel, która rozlewa się nierówno na pyszczku, dalej na szyi, piersi i brzuchu. Na wszystkich czterech łapach pojawia się pod postacią krótkich skarpetek, na tylnych łapach dłuższych. Pyszczek - długi, smukły, w którym osadzone są delikatnie skośne, zielone przy źrenicach, złote oczy. Niżej jest dwukolorowy nosek - w połowie czarny, w połowie różowy. Wojowniczka posiada także duże, trójkątne uszy, przyozdobione niewielkimi, czarnymi pędzelkami. Zawsze porusza się z wdziękiem, delikatnie, lecz pewnie stawiając kroki. Na jej mordce często widnieje typowy, kamienny wyraz.
Blizny: pod lewym okiem; na karku.
xxŻytnia Łapa pamiętał o wszystkich zasadach i prawidłowo je zastosował, przez co mógł bezszelestnie zacząć podchodzić do zająca, przez dłuższy czas pozostając niezauważonym. Szarak w tym czasie beztrosko zajadał się roślinami wygrzebanymi spod śniegu, pozostawał jednak czujnym, co było widać po jego ruchliwym, długich uszach. Na nic się one jednak zdały, gdy rdzawy terminator podszedł wystarczająco blisko do zająca, by w jednej chwili wyskoczyć w jego kierunku, chcąc go złapać i uziemić. Plan był dobry, jednak kocur chyba nie docenił możliwości gryzonia, który widząc lecącego wprost na niego kota wziął nogi za pas i zaczął uciekać. Żyto musnął jedynie przednimi łapami puchaty ogonem zająca, ale jeśli nie chciał stracić swojej pierwszej ofiary, musiał zacząć ją gonić.
Na gałązkachwierzbpod miedzą
Szarosrebrnekotkisiedzą A tużwe wsi,wśród opłotków Skaczemnóstwo burychkotków
Możeszwybraćjedowoli
- ̗̀☆Powiedz,którekotkiwolisz?☆ ̖́-
wysoki kocur, o krótkim, burym ticked futrze i piwnych oczach | Dorósł - to pierwsze, co można powiedzieć o Życie po tym, jak wyszedł z lecznicy. Wystrzelił w górę, upodabniając się do swojego ojca, wciąż jednak pozostając za nim w tyle (nie oszukujmy się - trudno dorównać najwyższym Wichrzakom). Puch przeistoczył się w śliskie, przylegające futro z ciemniejszą pręgą na grzbiecie, łagodnie przechodzącą w rdzę w okolicach brzucha. Mocniejszy kolor pojawia się również na pysku, tworząc pręgi na policzkach i czole (gdzie przybrały one kształt litery "M"), a także końcówce ogona, gdzie płynnie zmienia się z czarnego na miedziany. Drugą rzeczą, jaka bije w oczy po porównaniu kocięcego Żyta z tym dorosłym jest fakt, że zmizerniał. Przez długą chorobę znacząco wychudł robiąc z pulchnej kulki zapowiadającej siłacza tyczkę, która ma mięśni jak na lekarstwo. Zmienił się też kolor jego oczu, z kocięcego błękitu przeistaczając się w piwne, bijące podejrzliwą ciekawością świata.
Niemal pół roku po wyjściu z lecznicy Żyto zmienił się nie do poznania. Wraz z przemijaniem pory nagich drzew odeszła cała jego gburowatość i zamknięcie, ukazując światu całkiem nowego, lepszego kota. A może zwyczajnie zaczął odczuwać więcej radości, wciąż funkcjonując zgodnie z zasadą "ze skrajności w skrajność"? Przeżył swoją nienaturalną wręcz obojętność, zmieniając się w kompletną przeciwność. Nie zmieniła się również jego wybuchowość. Nigdy nie wiadomo, kiedy wybuchnie wściekłością, nie hamując się przed ostrzejszymi słowami i mocniejszą reakcją. Nie uderza to jedynie w jego personalnych wrogów, ale też wrogów rodziny, przyjaciół i przyjaciół przyjaciół - wróg mojego przyjaciela jest i jego wrogiem. Nie zapomina łatwo o przewinieniach, skrupulatnie pamiętając o każdej urazie, by w odpowiednim momencie wyciągnąć ją na światło dzienne i tym samym otworzyć dawno zasklepione rany.
Syknął zniecierpliwiony, muskając zająca, który poderwał się w popłochu do ucieczki. Widać nie był aż tak niedoświadczony, jak śmiał sądzić. Z gorzkim smakiem porażki na języku, natychmiastowo ruszył w pościg za ofiarą, wyrzucając w powietrze śnieg, już i tak porozgarniany przez długoucha. Jeśli tym razem go nie dosięgnie, uzna to za personalną obrazę, zemstę zesłaną znikąd. Czy aby znikąd? Otóż nie! To z pewnością Łuska, Złuszczona Łapa chciał się na nim zemścić za niewinność.
Szarpnął się w susie do burego futerka gryzonia, mając nadzieję, że tym razem dostanie nieco więcej niż muśnięcie. Muśnięcie jego szponów o kuper, oczywiście, a nie muśnięcie jego pyska przez tylne nogi.
Mistrz: Krzykliwa Mewa | Brązowy Brzuch
Płeć: Kotka
Matka: Stokrotkowa Łąka* [NPC]
Ojciec: Północny Podmuch* [NPC]
Średniego wzrostu kotka, posiadająca długie, smukłe łapy, na których opiera się szczupłe, zgrabnie ciało. W utrzymaniu równowagi pomaga jej długi, cienki ogon, zakończony czarnym pędzelkiem. Szaro-bure futerko wojowniczki jest krótkie i gładkie, poprzecinane czarnymi, tygrysimi pręgami. Przez grzbiet biegnie ciemna pręga. Na ciele kotki pojawia się jeszcze jeden kolor - biel, która rozlewa się nierówno na pyszczku, dalej na szyi, piersi i brzuchu. Na wszystkich czterech łapach pojawia się pod postacią krótkich skarpetek, na tylnych łapach dłuższych. Pyszczek - długi, smukły, w którym osadzone są delikatnie skośne, zielone przy źrenicach, złote oczy. Niżej jest dwukolorowy nosek - w połowie czarny, w połowie różowy. Wojowniczka posiada także duże, trójkątne uszy, przyozdobione niewielkimi, czarnymi pędzelkami. Zawsze porusza się z wdziękiem, delikatnie, lecz pewnie stawiając kroki. Na jej mordce często widnieje typowy, kamienny wyraz.
Blizny: pod lewym okiem; na karku.
xxCóż, zające miały to do siebie, że były bardzo szybkie i Żyto musiał do tego przywyknąć, żeby następnym razem działać jeszcze prędzej. Poza tym wszystkie zasady, jakie musiał spełnić, zostały spełnione, więc to było na plus dla rdzawego terminatora. Teraz jednak długouchy zacząć uciekać, a Żytnia Łapa czym prędzej rzucił się w pogoń. Wyskoczył przed siebie z wyciągniętymi pazurami, chcąc uziemić szaraka i... udało mu się! Ostre pazury wichrzaka wbiły się w boki zająca, który nie mógł już uciekać, za to zaczął panicznie wyrywać się i kopać na ślepo, walcząc o życie. Był silny, czego być może Żyto się nie spodziewał, za to mógł poczuć w postaci kilku kopniaków w jego pierś oraz mordkę. I co teraz?
Na gałązkachwierzbpod miedzą
Szarosrebrnekotkisiedzą A tużwe wsi,wśród opłotków Skaczemnóstwo burychkotków
Możeszwybraćjedowoli
- ̗̀☆Powiedz,którekotkiwolisz?☆ ̖́-
wysoki kocur, o krótkim, burym ticked futrze i piwnych oczach | Dorósł - to pierwsze, co można powiedzieć o Życie po tym, jak wyszedł z lecznicy. Wystrzelił w górę, upodabniając się do swojego ojca, wciąż jednak pozostając za nim w tyle (nie oszukujmy się - trudno dorównać najwyższym Wichrzakom). Puch przeistoczył się w śliskie, przylegające futro z ciemniejszą pręgą na grzbiecie, łagodnie przechodzącą w rdzę w okolicach brzucha. Mocniejszy kolor pojawia się również na pysku, tworząc pręgi na policzkach i czole (gdzie przybrały one kształt litery "M"), a także końcówce ogona, gdzie płynnie zmienia się z czarnego na miedziany. Drugą rzeczą, jaka bije w oczy po porównaniu kocięcego Żyta z tym dorosłym jest fakt, że zmizerniał. Przez długą chorobę znacząco wychudł robiąc z pulchnej kulki zapowiadającej siłacza tyczkę, która ma mięśni jak na lekarstwo. Zmienił się też kolor jego oczu, z kocięcego błękitu przeistaczając się w piwne, bijące podejrzliwą ciekawością świata.
Niemal pół roku po wyjściu z lecznicy Żyto zmienił się nie do poznania. Wraz z przemijaniem pory nagich drzew odeszła cała jego gburowatość i zamknięcie, ukazując światu całkiem nowego, lepszego kota. A może zwyczajnie zaczął odczuwać więcej radości, wciąż funkcjonując zgodnie z zasadą "ze skrajności w skrajność"? Przeżył swoją nienaturalną wręcz obojętność, zmieniając się w kompletną przeciwność. Nie zmieniła się również jego wybuchowość. Nigdy nie wiadomo, kiedy wybuchnie wściekłością, nie hamując się przed ostrzejszymi słowami i mocniejszą reakcją. Nie uderza to jedynie w jego personalnych wrogów, ale też wrogów rodziny, przyjaciół i przyjaciół przyjaciół - wróg mojego przyjaciela jest i jego wrogiem. Nie zapomina łatwo o przewinieniach, skrupulatnie pamiętając o każdej urazie, by w odpowiednim momencie wyciągnąć ją na światło dzienne i tym samym otworzyć dawno zasklepione rany.
Sukces. Bezdyskusyjny s u k c e s. Żyto parsknął przez zaciśnięte zęby, gdy królicze stópki zetknęły się z jego twarzą i kłapnął zębami, zaciskając je na jego szyi. Zazwyczaj długouchy, z którymi miał okazję kontaktu były dość wiotkie i... martwe. Takie je lubił. Było to może nieco okrutne i bezmyślne, jednak miedziany nie miał jeszcze okazji trafić na kogoś tak głębokiego, kto zaserwowałby mu tą filozofię pod nos. Skoro od pierwszych księżyców widział je na stosie jedzenia, to do tego były przeznaczone, tak? Do jedzenia? Zacisnął zęby mocniej, oczekując, aż ofiara przestanie się szarpać i da znak, że odeszła do drugiego, lepszego świata, po czym podniósł się z kucek i rozejrzał się za Leszczynową Gałązką. Chciał się pochwalić swoim zwycięstwem, najlepiej jak najszybciej.
Mistrz: Krzykliwa Mewa | Brązowy Brzuch
Płeć: Kotka
Matka: Stokrotkowa Łąka* [NPC]
Ojciec: Północny Podmuch* [NPC]
Średniego wzrostu kotka, posiadająca długie, smukłe łapy, na których opiera się szczupłe, zgrabnie ciało. W utrzymaniu równowagi pomaga jej długi, cienki ogon, zakończony czarnym pędzelkiem. Szaro-bure futerko wojowniczki jest krótkie i gładkie, poprzecinane czarnymi, tygrysimi pręgami. Przez grzbiet biegnie ciemna pręga. Na ciele kotki pojawia się jeszcze jeden kolor - biel, która rozlewa się nierówno na pyszczku, dalej na szyi, piersi i brzuchu. Na wszystkich czterech łapach pojawia się pod postacią krótkich skarpetek, na tylnych łapach dłuższych. Pyszczek - długi, smukły, w którym osadzone są delikatnie skośne, zielone przy źrenicach, złote oczy. Niżej jest dwukolorowy nosek - w połowie czarny, w połowie różowy. Wojowniczka posiada także duże, trójkątne uszy, przyozdobione niewielkimi, czarnymi pędzelkami. Zawsze porusza się z wdziękiem, delikatnie, lecz pewnie stawiając kroki. Na jej mordce często widnieje typowy, kamienny wyraz.
Blizny: pod lewym okiem; na karku.
xxPodczas gdy Żytnia Łapa polował na zająca, bura wojowniczka obserwowała jego poczynania z bezpiecznej odległości, by nie spłoszyć ani kocura, ani jego potencjalnych ofiar. Dostrzegła szaraka prawdopodobnie chwilę przed Żytem i uśmiechnęła się pod nosem, gdy jej terminator zaczął się skradać do gryzonia. Na jej oko Żyto robił wszystko prawidłowo, toteż przyglądała się uważnie jego poczynaniom i gdy rzucił się w pogoń, czekała zastanawiając się, czy dopadnie zająca. Zajęło mu to chwilę, ale w końcu mu się to udało i uśmiercił ostatecznie swoją pierwszą w życiu zdobycz. Leszczynowa Gałązka wyszła z ukrycia i podeszła do swojego terminatora z poważnym, aczkolwiek dumnym i nawet zadowolonym wyrazem pyska, chociaż uśmiech był niewielki. Ale jednak. xx– Gratulacje. Dobrze się spisałeś – miauknęła, stając na przeciw Żyta i spoglądając na martwego szaraka. – Podziękuj Gwiezdnemu Klanowi za życie tego zająca i chodź. Z takim łupem lepiej wrócić do obozu. Resztę granic przejdziemy jutro. – to mówiąc zaczęła iść w stronę obozu, krokiem żwawym, aczkolwiek nie tak szybkim jak na początku ich spotkania. xx– Masz jakieś pytania co do swojego polowania lub chciałabyś dowiedzieć się czegoś więcej? – spytała, spoglądając na rdzawego kocura przez bark.
Na gałązkachwierzbpod miedzą
Szarosrebrnekotkisiedzą A tużwe wsi,wśród opłotków Skaczemnóstwo burychkotków
Możeszwybraćjedowoli
- ̗̀☆Powiedz,którekotkiwolisz?☆ ̖́-
wysoki kocur, o krótkim, burym ticked futrze i piwnych oczach | Dorósł - to pierwsze, co można powiedzieć o Życie po tym, jak wyszedł z lecznicy. Wystrzelił w górę, upodabniając się do swojego ojca, wciąż jednak pozostając za nim w tyle (nie oszukujmy się - trudno dorównać najwyższym Wichrzakom). Puch przeistoczył się w śliskie, przylegające futro z ciemniejszą pręgą na grzbiecie, łagodnie przechodzącą w rdzę w okolicach brzucha. Mocniejszy kolor pojawia się również na pysku, tworząc pręgi na policzkach i czole (gdzie przybrały one kształt litery "M"), a także końcówce ogona, gdzie płynnie zmienia się z czarnego na miedziany. Drugą rzeczą, jaka bije w oczy po porównaniu kocięcego Żyta z tym dorosłym jest fakt, że zmizerniał. Przez długą chorobę znacząco wychudł robiąc z pulchnej kulki zapowiadającej siłacza tyczkę, która ma mięśni jak na lekarstwo. Zmienił się też kolor jego oczu, z kocięcego błękitu przeistaczając się w piwne, bijące podejrzliwą ciekawością świata.
Niemal pół roku po wyjściu z lecznicy Żyto zmienił się nie do poznania. Wraz z przemijaniem pory nagich drzew odeszła cała jego gburowatość i zamknięcie, ukazując światu całkiem nowego, lepszego kota. A może zwyczajnie zaczął odczuwać więcej radości, wciąż funkcjonując zgodnie z zasadą "ze skrajności w skrajność"? Przeżył swoją nienaturalną wręcz obojętność, zmieniając się w kompletną przeciwność. Nie zmieniła się również jego wybuchowość. Nigdy nie wiadomo, kiedy wybuchnie wściekłością, nie hamując się przed ostrzejszymi słowami i mocniejszą reakcją. Nie uderza to jedynie w jego personalnych wrogów, ale też wrogów rodziny, przyjaciół i przyjaciół przyjaciół - wróg mojego przyjaciela jest i jego wrogiem. Nie zapomina łatwo o przewinieniach, skrupulatnie pamiętając o każdej urazie, by w odpowiednim momencie wyciągnąć ją na światło dzienne i tym samym otworzyć dawno zasklepione rany.
Nie musiał kręcić się wkoło i patrzeć w ziemię w poszukiwaniu skrytej Leszczynowej Gałązki i było mu z tego powodu bardzo miło. Tak samo, jak było mu miło, że ta sama do niego podeszła, podczas gdy on sam spróbował zrobić krok do przodu i nie potknąć się o własną zdobycz. Posłał mentorce wesołe spojrzenie, uśmiechając się za trzymanym zającem i wymruczał ciche podziękowanie dla Gwiezdnych. Nie miał pojęcia o tej zasadzie, widocznie tak normalnej dla dorosłych wojowników, że zapominali o niej mówić, gdy pytał o kodeks. Był już trochę zmęczony, jednak adrenalina po pierwszym w życiu polowaniu wciąż pozwalała mu na wesoły trucht za burą kocicą.
Podejrzewał, że granice były sporym kawałem terenu do przejścia, więc ani trochę nie żałował jej decyzji. Miał wrażenie, że gdyby musiał nimi przechodzić z zającem w zębach, odpadłaby mu głowa i poturlała się wprost pod nogi biednej, zmęczonej życiem Zwinnej Łapy. x– Raszej nje. Nje fydaje mi się – wymamrotał niewyraźnie zza szaraka i popędził parę kroków do przodu, zrównując się z mentorką. – Jak mi sie coś pszypomi, to pofiem – dodał, rozpędzając wszelkie niepewności, które mogły zaprzątać głowę Leszczynowej Gałązki.
Mistrz: Krzykliwa Mewa | Brązowy Brzuch
Płeć: Kotka
Matka: Stokrotkowa Łąka* [NPC]
Ojciec: Północny Podmuch* [NPC]
Średniego wzrostu kotka, posiadająca długie, smukłe łapy, na których opiera się szczupłe, zgrabnie ciało. W utrzymaniu równowagi pomaga jej długi, cienki ogon, zakończony czarnym pędzelkiem. Szaro-bure futerko wojowniczki jest krótkie i gładkie, poprzecinane czarnymi, tygrysimi pręgami. Przez grzbiet biegnie ciemna pręga. Na ciele kotki pojawia się jeszcze jeden kolor - biel, która rozlewa się nierówno na pyszczku, dalej na szyi, piersi i brzuchu. Na wszystkich czterech łapach pojawia się pod postacią krótkich skarpetek, na tylnych łapach dłuższych. Pyszczek - długi, smukły, w którym osadzone są delikatnie skośne, zielone przy źrenicach, złote oczy. Niżej jest dwukolorowy nosek - w połowie czarny, w połowie różowy. Wojowniczka posiada także duże, trójkątne uszy, przyozdobione niewielkimi, czarnymi pędzelkami. Zawsze porusza się z wdziękiem, delikatnie, lecz pewnie stawiając kroki. Na jej mordce często widnieje typowy, kamienny wyraz.
Blizny: pod lewym okiem; na karku.
xx– Hm – mruknęła, słysząc odpowiedź kocura. W porządku, nie spieszyło im się nigdzie szczególnie, to dopiero pierwszy dzień treningu. Żyto poradził sobie świetnie ze swoją pierwszą zdobyczą, zasługuje na aprobatę, a teraz również na odpoczynek. Wkrótce oboje dotarli do obozu, gdzie pożegnała się z rdzawym terminatorem i kazała zjawić się mu o tej samej porze następnego dnia. Trenowali tak przez wiele dni, powtarzając wszystko, co przerobili na pierwszym dniu.
* * *
xxKilka księżyców później Leszczynowa Gałązka czekała na Żytnią Łapę na jednym ze wzgórz, siedząc wyprostowana z ogonem owiniętym wokół łap. Pora Młodych Liści była w rozkwicie, a pogoda dopisywała: zza białych, puszystych chmurek co chwila wyglądało słońce, a wiatr nie był szczególnie silny. Bura wojowniczka uprzedziła poprzedniego dnia, aby Żyto zjawił się na Wyjących Wzgórzach w czasie górowania słońca i w tym czasie właśnie na niego czekała.
Na gałązkachwierzbpod miedzą
Szarosrebrnekotkisiedzą A tużwe wsi,wśród opłotków Skaczemnóstwo burychkotków
Możeszwybraćjedowoli
- ̗̀☆Powiedz,którekotkiwolisz?☆ ̖́-
wysoki kocur, o krótkim, burym ticked futrze i piwnych oczach | Dorósł - to pierwsze, co można powiedzieć o Życie po tym, jak wyszedł z lecznicy. Wystrzelił w górę, upodabniając się do swojego ojca, wciąż jednak pozostając za nim w tyle (nie oszukujmy się - trudno dorównać najwyższym Wichrzakom). Puch przeistoczył się w śliskie, przylegające futro z ciemniejszą pręgą na grzbiecie, łagodnie przechodzącą w rdzę w okolicach brzucha. Mocniejszy kolor pojawia się również na pysku, tworząc pręgi na policzkach i czole (gdzie przybrały one kształt litery "M"), a także końcówce ogona, gdzie płynnie zmienia się z czarnego na miedziany. Drugą rzeczą, jaka bije w oczy po porównaniu kocięcego Żyta z tym dorosłym jest fakt, że zmizerniał. Przez długą chorobę znacząco wychudł robiąc z pulchnej kulki zapowiadającej siłacza tyczkę, która ma mięśni jak na lekarstwo. Zmienił się też kolor jego oczu, z kocięcego błękitu przeistaczając się w piwne, bijące podejrzliwą ciekawością świata.
Niemal pół roku po wyjściu z lecznicy Żyto zmienił się nie do poznania. Wraz z przemijaniem pory nagich drzew odeszła cała jego gburowatość i zamknięcie, ukazując światu całkiem nowego, lepszego kota. A może zwyczajnie zaczął odczuwać więcej radości, wciąż funkcjonując zgodnie z zasadą "ze skrajności w skrajność"? Przeżył swoją nienaturalną wręcz obojętność, zmieniając się w kompletną przeciwność. Nie zmieniła się również jego wybuchowość. Nigdy nie wiadomo, kiedy wybuchnie wściekłością, nie hamując się przed ostrzejszymi słowami i mocniejszą reakcją. Nie uderza to jedynie w jego personalnych wrogów, ale też wrogów rodziny, przyjaciół i przyjaciół przyjaciół - wróg mojego przyjaciela jest i jego wrogiem. Nie zapomina łatwo o przewinieniach, skrupulatnie pamiętając o każdej urazie, by w odpowiednim momencie wyciągnąć ją na światło dzienne i tym samym otworzyć dawno zasklepione rany.
Żyto zdążył nadrobić spacerek, którego nie wykonał pierwszego dnia. Wprawdzie promienie słońca nie prześwietlały tak ładnie porannej mgły (o ile wtedy świeciło słońce - miedziak nie wiedział i zbytnio nie żałował. Carpe diem, chwytaj dzień!), której z resztą nie było tak dużo, jednak nie narzekał. Terminator obudził się w dobrym humorze, ze świadomością, że niedługo dobije obiegu pór i nie zdążył jeszcze zostać wojownikiem. Nie miał jednak na co narzekać, skoro jego własna matka wciąż była Łapą - oczywiście z najwyższymi wyrazami szacunku, bo Zwinna Łapa nie miała łatwego życia, jednak wciąż stanowiło to drobną pociechę. Tak samo, jak to, że żadne z jego rodzeństwa nie przystąpiło jeszcze zaszczytu wyższej rangi. Żyto mógł się założyć, że Pszeniczny Grzbiet, naczelny filozof wśród Wichrzaków, rwał sobie wąsy z pyska patrząc na karierę ich dzieci. Jego tatko nie narzekał na niepowodzenia wśród pociech, jednak miedziany mógł przyklasnąć i poprzeć całym sercem ripostę, według której kremowy nie narzekał nigdy. Zupełnie nie jak jego najlepszy syn, to jest Żytnia Łapa.
Z pełnym zadowolenia uśmiechem punktualnie wmaszerował na Wyjące Wzgórza, skradając się do mistrzyni od tyłu, czując wiatr przyjemnie wiejący w pyszczek. Schylił się na łapach, nie ocierając brzuchem o trawy i wyprostowany jak struna cicho ruszył do przodu. Chciał wykorzystać umiejętności polowania, jednak gdy był ogon od Leszczynowej Gałązki, wyskoczył tuż obok niej z niegłośnym "buu!". Najlepszy żart, jaki zrobił w życiu, gdyby nie był bardzo poważny, to pewnie teraz bolałby go brzuch od śmiechu. x– Dzień dobry, Leszczynowa Gałązko! Jak udało się moje skradanie? – zapytał pogodnym głosem i stanął obok, w miejscu, do którego przed chwilą doskoczył. Nie było sensu siadania, zapewne za chwilę i tak gdzieś pójdą.
Mistrz: Krzykliwa Mewa | Brązowy Brzuch
Płeć: Kotka
Matka: Stokrotkowa Łąka* [NPC]
Ojciec: Północny Podmuch* [NPC]
Średniego wzrostu kotka, posiadająca długie, smukłe łapy, na których opiera się szczupłe, zgrabnie ciało. W utrzymaniu równowagi pomaga jej długi, cienki ogon, zakończony czarnym pędzelkiem. Szaro-bure futerko wojowniczki jest krótkie i gładkie, poprzecinane czarnymi, tygrysimi pręgami. Przez grzbiet biegnie ciemna pręga. Na ciele kotki pojawia się jeszcze jeden kolor - biel, która rozlewa się nierówno na pyszczku, dalej na szyi, piersi i brzuchu. Na wszystkich czterech łapach pojawia się pod postacią krótkich skarpetek, na tylnych łapach dłuższych. Pyszczek - długi, smukły, w którym osadzone są delikatnie skośne, zielone przy źrenicach, złote oczy. Niżej jest dwukolorowy nosek - w połowie czarny, w połowie różowy. Wojowniczka posiada także duże, trójkątne uszy, przyozdobione niewielkimi, czarnymi pędzelkami. Zawsze porusza się z wdziękiem, delikatnie, lecz pewnie stawiając kroki. Na jej mordce często widnieje typowy, kamienny wyraz.
Blizny: pod lewym okiem; na karku.
xxGdyby tylko Żyto wiedział, ile jego mistrzyni czekała na wojownicze imię... Miedziany powinien się cieszyć, że wciąż miał mistrza i nie zapowiadało się, jakby Leszczyna szła na emeryturę albo coś w tym stylu. Bura wojowniczka siedziała na pagórku, lekko zmróżonymi przez słońce oczami obserwując otoczenie. Żytnia Łapa lada moment powinien się pojawić, jednak nie dostrzegała jego miedzianej sierści. Czyżby się spóźniał? Zaczęła rozglądać się nieco bardziej, jednak wokoło widziała tylko zielonopłowe trawy. Hm. No nic, będzie czekać. W pewnym momencie wydało jej się, jakby poczuła zapach swojego terminatora, jednak zanim zdarzyła pomyśleć, skąd się on wziął, tuż obok wyskoczył Żyto, wydając z siebie przy tym "buu". Bura wojowniczka wzdrygnęła się lekko i otworzyła szerzej złoto-zielone oczy, zaskoczona takim obrotem spraw. Nie spodziewała się, że jej terminator tak ja zaskoczy. Po chwili na jej zwykle kamienną mordkę wstąpił lekki, dumny uśmiech. xxDzień dobry, Żytnia Łapo. Gratuluję, udało ci się mnie zaskoczyć. Musiałeś dobrze wykorzystać wszystkie elementy skradania się, których cię nauczyłam.[/b] – była dumna z piwnookiego jak i z siebie, że udało jej się dobrze wyszkolić podopiecznego. No, ale to dopiero część tego, co musieli jeszcze przerobić na treningu. Po chwili Bazia przybrała na powrót swoją kamienną maskę. Właściwie to jak teraz tak patrzyła na Żytniego, to był on od niej wyższy. Od początku treningu taki był? W jego głosie słyszała również pewną zmianę, bowiem wyłapała pogodną nutę, tak samo jak w zachowaniu terminatora. Będzie z niego dobry wojownik - przeszło jej przez myśl. xx– Dzisiaj zajmiemy się Kodeksem Wojownika oraz omówimy pozostałe granice oraz klany. – to mówiąc wstała, po czym ruchem ogona zachęciła kocura, aby podążył za nią. Oboje zeszli z pagórka i żwawym krokiem skierowali się w kierunku Czterech Dębów. – Broń swego Klanu, nawet kosztem własnego życia. Możesz zawierać przyjaźnie poza Klanem, ale twoja lojalność musi pozostać przy własnym Klanie, kiedy pewno dnia przyjdzie ci walczyć z przyjacielem
Nie poluj i nie wstępuj na teren innego Klanu. Są to dwa pierwsze punkty Kodeksu. Masz co do nich jakieś pytania?
Na gałązkachwierzbpod miedzą
Szarosrebrnekotkisiedzą A tużwe wsi,wśród opłotków Skaczemnóstwo burychkotków
Możeszwybraćjedowoli
- ̗̀☆Powiedz,którekotkiwolisz?☆ ̖́-
wysoki kocur, o krótkim, burym ticked futrze i piwnych oczach | Dorósł - to pierwsze, co można powiedzieć o Życie po tym, jak wyszedł z lecznicy. Wystrzelił w górę, upodabniając się do swojego ojca, wciąż jednak pozostając za nim w tyle (nie oszukujmy się - trudno dorównać najwyższym Wichrzakom). Puch przeistoczył się w śliskie, przylegające futro z ciemniejszą pręgą na grzbiecie, łagodnie przechodzącą w rdzę w okolicach brzucha. Mocniejszy kolor pojawia się również na pysku, tworząc pręgi na policzkach i czole (gdzie przybrały one kształt litery "M"), a także końcówce ogona, gdzie płynnie zmienia się z czarnego na miedziany. Drugą rzeczą, jaka bije w oczy po porównaniu kocięcego Żyta z tym dorosłym jest fakt, że zmizerniał. Przez długą chorobę znacząco wychudł robiąc z pulchnej kulki zapowiadającej siłacza tyczkę, która ma mięśni jak na lekarstwo. Zmienił się też kolor jego oczu, z kocięcego błękitu przeistaczając się w piwne, bijące podejrzliwą ciekawością świata.
Niemal pół roku po wyjściu z lecznicy Żyto zmienił się nie do poznania. Wraz z przemijaniem pory nagich drzew odeszła cała jego gburowatość i zamknięcie, ukazując światu całkiem nowego, lepszego kota. A może zwyczajnie zaczął odczuwać więcej radości, wciąż funkcjonując zgodnie z zasadą "ze skrajności w skrajność"? Przeżył swoją nienaturalną wręcz obojętność, zmieniając się w kompletną przeciwność. Nie zmieniła się również jego wybuchowość. Nigdy nie wiadomo, kiedy wybuchnie wściekłością, nie hamując się przed ostrzejszymi słowami i mocniejszą reakcją. Nie uderza to jedynie w jego personalnych wrogów, ale też wrogów rodziny, przyjaciół i przyjaciół przyjaciół - wróg mojego przyjaciela jest i jego wrogiem. Nie zapomina łatwo o przewinieniach, skrupulatnie pamiętając o każdej urazie, by w odpowiednim momencie wyciągnąć ją na światło dzienne i tym samym otworzyć dawno zasklepione rany.
Uśmiechnął się promiennie, słysząc pochwałę od Leszczynowej Gałązki i wydał z siebie bezgłośne "ha!". Przez wszystkie księżyce od wyjścia z lecznicy nieco roztopił swoją maskę poważnego i pedantycznego, rozluźniając się i przeżywając drugą młodość. Oczywiście w szybkich ramach rozsądku, zegar tykał i niedługo będzie musiał się zabrać za trzecią i czwartą. Ale najpierw trening.
Przybrał zadowoloną minę, gdy bura wojowniczka zapowiedziała dzisiejszy plan zajęć. Nic wymagającego, jak świetnie. Ruszył dziarskim krokiem, po czym z ostrożnością ześlizgnął się z pagórka, byleby tylko się nie sturlać. Kiedyś miał obity bark i nie chciał tego powtarzać. Oczywiście nie była to jego wina, tylko Skrzeczącej Łapy, gdy Żyto jak prawidłowy obywatel zwrócił mu uwagę, żeby się grzecznie przesunął, bo blokuje przejście do obozu, a niebieskopyski rzucił się na niego z zamiarem zabójstwa. Zastrzygł uchem, słuchając słów Leszczyny. x─ O, to tak, jak Miękki! Miękki Obłok, znaczy. Ma partnerkę w Cieniu! ─ wtrącił, gdy wspomniała o międzyklanowych przyjaźniach. Partnerstwo było prawie jak bardzo dobra przyjaźń. Praktycznie zero różnic. ─ Nie mam ─ miauknął, spoglądając dookoła. Kodeks nie był skomplikowany, prawie każdy go przestrzegał, nawet jeśli nie wiedział, ze coś takiego było zawarte w kodeksie. Ot, taki śmieszny zwyczaj.